matie.skowron
13.10.08, 11:09
czy to normalne (bo moze ja mam tendencje do bycia w przyszlosci
nadopiekuncza kwoka!!), ze matka 11 dziewczynki potrafi jej mniej
wiecej wprost powiedziec zeby nie przyjezdzala do domu?
Sytuacja sprzed tygodnia. Mala przychodzi do nas poznym wieczorem.
Po niedzieli tym razem spedzonej z mama. W nocy wymiotuje. Nic
groznego ale postanawiamy ze lepiej zeby nie szla do szkoly
(oslabiona, bol glowy). M musi wyjechac sluzbowo. Zostajemy we dwie.
Kiedy mala sie budzi pijemy sobie herbate a potem dzwonimy do ex
zeby poinformowac co sie stalo. Reakcja (rozmawiala z mala a potem
jeszcze z M z pociagu)- ze moze jednak zostanie ze mna, bo ona co
prawda jest caly czas w domu (przypominam nie pracuje) ale jest maly
(dwuletni braciszek z drugiego malzenstwa)i bedzie miala u nas
wiecej spokoju. Uprzedzam komenatrze - nie chodzi o to ze nie moge
posiedziec z corka M. Jestem na zwolnieniu (9 miesiac) nie mialam
specjalnych planow, mala sobie czytala przynajmniej ktos dotrzymywal
towarzystwa. Ale jak mozna zostawic dziecko troche jednak chore z
obca jakby nie bylo kobieta (rozmawialysmy tylko kilka razy pzez
telefon), samej bedac w domu. Czy ja sie czepiam???