Dodaj do ulubionych

a teraz bardziej konkretnie

13.10.08, 11:09
czy to normalne (bo moze ja mam tendencje do bycia w przyszlosci
nadopiekuncza kwoka!!), ze matka 11 dziewczynki potrafi jej mniej
wiecej wprost powiedziec zeby nie przyjezdzala do domu?
Sytuacja sprzed tygodnia. Mala przychodzi do nas poznym wieczorem.
Po niedzieli tym razem spedzonej z mama. W nocy wymiotuje. Nic
groznego ale postanawiamy ze lepiej zeby nie szla do szkoly
(oslabiona, bol glowy). M musi wyjechac sluzbowo. Zostajemy we dwie.
Kiedy mala sie budzi pijemy sobie herbate a potem dzwonimy do ex
zeby poinformowac co sie stalo. Reakcja (rozmawiala z mala a potem
jeszcze z M z pociagu)- ze moze jednak zostanie ze mna, bo ona co
prawda jest caly czas w domu (przypominam nie pracuje) ale jest maly
(dwuletni braciszek z drugiego malzenstwa)i bedzie miala u nas
wiecej spokoju. Uprzedzam komenatrze - nie chodzi o to ze nie moge
posiedziec z corka M. Jestem na zwolnieniu (9 miesiac) nie mialam
specjalnych planow, mala sobie czytala przynajmniej ktos dotrzymywal
towarzystwa. Ale jak mozna zostawic dziecko troche jednak chore z
obca jakby nie bylo kobieta (rozmawialysmy tylko kilka razy pzez
telefon), samej bedac w domu. Czy ja sie czepiam???
Obserwuj wątek
    • konstancja16 Re: a teraz bardziej konkretnie 13.10.08, 11:40
      Matie, nie zadawaj sobie takich pytan. widac ona jest po prostu
      inna. nie przykladaj swojej (ani zadnej innej) logiki do zachowan
      Ex. Ty sie zajmij swoim zyciem, N czy NM niech odwala swoj kawalek
      polka przy corce, a meandrami myslenia Ex nie ma sobie co glowy
      zawracac. szkoda czasu.

      jesli masz ochote albo nie przeszkadza Ci, aby Mala zostala z Toba
      to OK. ale jesli nie to spokojnie poinformowac Ex, ze nie ma takiej
      mozliwosci i do widzenia.

      moim zdaniem proby analizowania zachowan Ex i komentowania ich
      niczemu nie sluza. po prostu trzeba przyjac do wiadomosci jaka jest
      i organizowac sobie zycie z uwglednieniem jej dziwactw. ona sie juz
      nie zmieni.

      Ex mojego eNeMa nie jest przesadnie upierdliwa, ale tez wiele rzeczy
      mnie dziwi. ze nie chce spedzac swiat ze swoim dzieckiem, ze kazdy
      weekend z nim to wyrzeczenie na miare wszechczasow. ze nie obcina
      mu wlosow ani paznokci, ze nie chce go zapisac na angielski. no,
      ale przeciez nie bede jej pouczac ani zachecac do extra wysilkow.
      organizujemy sie, eNeM robi co do niego nalezy, a w polko mamusi
      wlazic nie moze i nie powinien. chociaz czasem chce mu sie wyc.

      udanego potomka zycze, wyprawka gotowa? wink)
      • chalsia Re: a teraz bardziej konkretnie 13.10.08, 16:08
        he he he he, widać, żeście obie nie matki smile))
        Dla mnie akurat kwestia nie jest bardzo "dziwaczna" - po prostu
        kobita ma dwulatka w domu i stara się uniknąć zarażenia go przez
        starszą siostrę. Ot i po sprawie.
        Ma po prostu możliwość "przechowania" córki w dobrych warunkach i
        tam, gdzie córka się dobrze czuje, by ochronić przed chorobą drugie
        dziecko.
        • konstancja16 Re: a teraz bardziej konkretnie 13.10.08, 16:51
          chalsia napisała:
          > Ma po prostu możliwość "przechowania" córki w dobrych warunkach

          hm, w dobrych warunkach i tanim kosztem. ja bym sie nie dala wrobic
          w baby-sitting. to ciezka i niewdzieczna robota. w moim odczuciu,
          bo sa tacy co lubia.

          ale co by tam nie stalo za ta niechecia do odbioru corki to nie ma
          sobie co tym glowy lamac. trzeba sie zorganizowac w takiej sytuacji
          jaka jest i tyle.

          swoja droga jak mi jeszcze, Chalsiu, znajdziesz podobnie proste
          objasnienie dlaczego matka dzieciecia nie przejawia zadnej checi do
          spedzania wolnych dni z Malym (ktory naprawde nie jest strasznie
          rozwydrzonym koszmarkiem, macocha to mowi wink) to Ci przyznam
          Nagrode Specjalna Przenikliwosci Trzeciego Stopnia.

          trzeci rok z kolei Ex eNeMa lekka raczka przyklepuje wyjazd Malego
          na cale swieta i nowy rok. na poczatku sie dziwilam, ze komus moze
          nie zalezec na tym, ze spedzac swieta z dzieckiem. ale pewnie to
          tez ma to jakas glebsza logike. pewnie chodzi o to, zeby bylo
          lepiej dla dziecka. ale czy swieta z rodzina macochy to jest
          wlasnie to?

          z pragmatycznego punktu widzenia skupiam sie na korzysciach takiego
          rozwiazania: Ex nie psuje nam planow i nie domaga sie zeby zabrac
          Malego np 25.12 po poludniu, a odstawic 30.12 rano albo cos w tym
          rodzaju. moja mama w sumie tez zadowolona ze jakis szczeniak w domu
          czekoladki z choinki obrywa i bombki tlucze. no, tylko ze ja koniec
          koncow odwalam ten cholerny baby-sitting (tyle ze do spoly w eNeM),
          mimo ze sie zarzekam, ze nigdy i za zadne pieniadze.... i wycieram
          zasmarkany nos i czytam te koszmarne bajki na dobranoc. wrrr.
          • braktalentu Re: a teraz bardziej konkretnie 13.10.08, 20:51
            Ja, ja chcę wygrać! Nie dam się ubiec Chalsi!
            Więc Ex nie chce Świąt z Małym, bo... od jakiegoś czasu, w tajemnicy
            przed wszystkimi stara się o apostazję. A, że nie chce odbierać
            Małemu radości z choinki, prezentów, itp, to wysyła Go do Was (w
            końcu jak się urodził podjęła zobowiązanie o wychowaniu w wierze i
            tylko tak może go dotrzymać). Sylwestra zaś uważa za pogański
            obyczaj i z rozpaczy, że ludzie tego nie widzą, co rok 31 grudnia
            upija się straszliwie. Chcąc chronić dziecko przed tym przykrym i
            demoralizującym widokiem, oddaje Je pod opiekę ojca. A coby mieć
            pewność, że ojciec podoła, trenuje Go co weekend przez cały rok (bo
            wyjaśnienie, że matka ma się ochotę zabawić jest zbyt proste i
            oczywiste-smile).
            Wygrałam?
            • konstancja16 konkurs ;-) 13.10.08, 21:57
              Braktalentu, poczekam na wiecej odpowiedzi przed przyznaniem
              nagrody.

              niezaleznie, powinnas troche podrasowac Twoja teorie, uwzgledniajac
              okolicznosci: NM jest niepraktykujacym katolikiem, Ex,
              niepraktykujaca Zydowka, a ja czyms na pograniczu poganstwa i
              agnostycyzmu. Maly na razie jest wychowywany w multi-kulti, jak
              podrosnie to moze sobie cos wybierze z bogatej oferty wierzen i
              filozofii wink)

              wiec nie wiem jak to wszystko zgrac... ze niby w ramach tego multi-
              kulti ma zaliczac trzecia choinke u mojej mamy? troche monotonnie,
              moze juz bylby czas zeby zobaczyl Hannukah... wink)
              • braktalentu Re: konkurs ;-) 13.10.08, 22:08
                Konstancjo, czytamy się od jakiegoś czasu, więc zaryzykuję
                podrasowanie mojej teorii.
                Jako niepraktykująca wyznawczyni judaizmu, Exia wysyła na Święta
                dziecko ojcu, bo dla Niej to żadne Święta, tylko wolne od pracy,
                taki długi weekend. Twój Miś zaś, jak wszystkie Misie zwala na
                Ciebie obowiązek opieki, pod pretekstem wspólnego spędzienia Świąt.
                Zaraz, zaraz, jakich Świąt? Przecież On niepraktykuje? To czemu nie
                siedzi z dzieckiem w domu, tylko się po jakiś praktykach religijnych
                włóczy? MAMY CIĘ!
                A te weekendy u Was, to w ramach łamania zakazu podróży w szabes.
                Coby dzieciak nie pomyślał, że te wszystkie nakazy i zakazy mają
                jakiś głębszy sens. Wiesz jacy są Ci neofici. W każdym kierunku
                przesada.

          • kicia031 Chalsia ma racje 13.10.08, 21:30
            rotawirus u dwulatka moze sie skonczyc hospitalizacja - przerabialam to z moim
            starszakiem. Po tygodniowej hospitalizacji z powodu rotawirusa (przez siedem
            dnie cale dnie siedzialam z nim na zelaznym stolku, a cale noce spalam na
            podlodze - takie byly warunki wtedy w szpitalach, Babelek zapadl na zlapane w
            szpitalu powazne zapalenie oskrzeli, potem pluc i musial wrocic do szpitala, a
            na nowym odzdziale nie bylo mozliwosci przebywania z dzieckiem, wiec musialam 13
            miesieczniaka zostawiac wiedzac, ze nie ma opieki jak nalezy. Zbuntowalam sie
            dopiero wtedy, gdy zobaczylam, ze dziecku na diecie bezglutenowej i bezmlecznej
            pielegniarka podaje lane kluski. Powiedzialam, ze moga wezwac policje, ale ja
            nie wyjde.

            Majac te wspomnienia na wzgledzie, na pewno nie potepie matki dwulatka, ktora
            wlasnie takich rzeczy probuje uniknac.
            • konstancja16 lepiej zarazic dwulatka czy kobite w ciazy? ;-)) 13.10.08, 21:51
              moze i Chalsia ma racje. tylko dlaczego mamuska tego nie
              wyartykulowala wprost tylko cos tam, ze malej bedzie lepiej..

              nie mowiac juz o tym, ze pomysl z ochrona przed zarazaniem dwulatka
              poprzez narazanie na zarazenie baby w dziewiatym miesiacu... to
              troche perfidny jest, IMHO. ale ja sie nie znam sie na ciazach.
              mozliwe, ze kobieta z brzuchem to juz sie sie uodparnia na wszystko
              pod sam koniec....
              • marusia1 Re: lepiej zarazic dwulatka czy kobite w ciazy? ; 14.10.08, 12:32
                Moja koleżanka złapała przed samym porodem bakterię koli i musieli poród
                wstrzymać,żeby najpierw wylczyć matkę, aby nie zarazić dziecka podczas porodu.
                Nie znam się na tym, ale przez jakiś czas koleżanka była na lekach i musiała
                codziennie do szpitala jeździć na kontrole (w szpitalu brak miejsc, aby ją
                położyć). U ciężarnej kobiety są chyba zatem dwa zagrożenia zdrowia, a nawet
                życia- matki i dziecka. Tak myślę.
              • chalsia Re: lepiej zarazic dwulatka czy kobite w ciazy? ; 16.10.08, 10:11
                > nie mowiac juz o tym, ze pomysl z ochrona przed zarazaniem
                dwulatka
                > poprzez narazanie na zarazenie baby w dziewiatym miesiacu... to
                > troche perfidny jest, IMHO.

                myślę, że nie ma w tym żadnej perfidii. Matka dziewczynki w ogóle
                nie pomyślała o niebezpieczeństwie zarażenia ciężarnej nexi, bo w
                ogóle nie myśli o eksie i jego rodzinie, bo ją nie interesuje zycie
                eksa - myśli o swojej. Wysłała córke w miejsce, gdzie jest małej
                dobrze, chcac ochronić dwulatka przed zarażeniem i nie myślała o
                okolicznościach towarzyszących mających miejsce w domu eksa.
                Szczerze mówiąc to ojciec obojga dzieci powinien był pomyśleć czy
                nie naraża swojego nienarodzonego dziecka i ciężarnej partnerki na
                niebezpieczeństwo biorąc chorą młodą do siebie.
                I gdyby nexia zachorowała to by była jego wina, a nie eksi.
          • chalsia Re: a teraz bardziej konkretnie 13.10.08, 23:57
            > swoja droga jak mi jeszcze, Chalsiu, znajdziesz podobnie proste
            > objasnienie dlaczego matka dzieciecia nie przejawia zadnej checi
            do
            > spedzania wolnych dni z Malym (ktory naprawde nie jest strasznie
            > rozwydrzonym koszmarkiem, macocha to mowi wink) to Ci przyznam
            > Nagrode Specjalna Przenikliwosci Trzeciego Stopnia.
            >
            > trzeci rok z kolei Ex eNeMa lekka raczka przyklepuje wyjazd
            Malego
            > na cale swieta i nowy rok. na poczatku sie dziwilam, ze komus
            moze
            > nie zalezec na tym, ze spedzac swieta z dzieckiem. ale pewnie to
            > tez ma to jakas glebsza logike. pewnie chodzi o to, zeby bylo
            > lepiej dla dziecka. ale czy swieta z rodzina macochy to jest
            > wlasnie to?

            no tu potencjalnych motywów takiego postępowania moze być więcej i
            nie da się tego wytłumaczyć jednoczynnikowo.
            Najprostszy powód to taki, że (wszystkie poniższe punkty łącznie):
            - eksia urodziła to dziecko NIE dlatego, że chciała bardzo zostać
            matka
            - tak jak dla siostry Braktalentu (omówione w innym wątku)
            macierzyństwo jest dla niej frustrujące, męczące i ograniczające
            więc stara się je ograniczyć do minimum, robiąc jak najmniej się da
            i by miec jak najwięcej czasu na własne sprawy
            - dziecko jest z nia w dni powszednie (szkoła) bo ma poczucie
            odpowiedzialności, ALBO ma poczucie, że żle by wyglądała w oczach
            innych, gdyby całkiem wyrzekła się dziecka
            - mało empatyczna jest i nie ma pojęcia o potrzebach emocjonalnych
            dzieci
            W podsumowaniu - nie ma więzi emocjonalnej między matką a dzieckiem.
            • konstancja16 rozwiazanie konkursu 14.10.08, 01:25
              chapeaux bas, Chalsiu.

              wlasciwie wszystkie punkty trafione, a pierwsze trzy na 150%. dodam
              jeszcze dla uzupelnienia obrazka, ze Ex w pierwszym odruchu
              zostawila Malego z ojcem. rok mial wtedy (Maly, nie ojciec). potem
              sie zreflektowala (chyba nie sama jednak, tylko pod wplywem jej
              matki) i zabrala Malego. pod warunkiem, ze bedzie miec wolne
              weekendy....

              i odkad ja wdepnelam w te sytuacje (czyli odkad Maly mial dwa i pol)
              to nie spedzila z nim ZADNEGO weekendu z wlasnej woli. kilka z
              przymusu, kiedy wyjezdzalismy albo NM mial egzamin, sprawy rodzinne
              itede. niezmiennie jednak odgrywa poswiecajaca sie samotna matke.

              co do swiat to raz, ze woli miec wolne od dziecka, dwa ze po prostu
              chyba nie zna cieplych, rodzinnych swiat i nie widzi w tym nic
              rajcujacego szczegolnie. ani nic waznego tak naprawde, ani dla
              niej, ani dla dziecka. rodzinnych swiat nikt jej nie pokazal.
              zatem powiela zachowania swojej matki, ktora dwoch synow oddala
              ojcom ich (kazdego innemu), a corke (czyli Exie) zatrzymala przy
              sobie, wychowujac ja (nomen omen) po 'macoszemu' troche. w
              przerwach miedzy imprezami, facetami i koncertami...

              coz, nic sie nie dzieje bez przyczyny.

              Nagroda Specjalna Przenikliwosci Trzeciego Stopnia dla Chalsi. I
              Nagroda Pocieszenia dla Braktalentu, z wielkim uznaniem za wytezenie
              wyobrazni wink)
              • chalsia Re: rozwiazanie konkursu 14.10.08, 10:26
                > zostawila Malego z ojcem. rok mial wtedy (Maly, nie ojciec).
                potem
                > sie zreflektowala (chyba nie sama jednak, tylko pod wplywem jej
                > matki) i zabrala Malego. pod warunkiem, ze bedzie miec wolne
                > weekendy....

                wiesz, szkoda, że Twój M popełnił ten olbrzymi błąd, że oddał syna,
                wiedząc, że eksia jest taka a nie inna, i wiedząc, że tak to będzie
                wyglądało.

                > Nagroda Specjalna Przenikliwosci Trzeciego Stopnia dla Chalsi

                dziękuję. Wiesz już teraz czemu wygrałam 2,5 roczną sprawę o
                obniżenie alimentów wink))
    • matie.skowron Re: a teraz bardziej konkretnie 13.10.08, 21:56
      kochane, ale to NIE byl zaden zarazliwy wirus. Tylko zatrucie.
      Zwyczajne. I po krotkim dochodzeniu wiadomo bylo nawet dokladnie
      skad. Wiec zagroznenie nieistniejace.
      Niewazne zreszta. Mi chodzi glownie o to, zeby Ex nie wymyslila
      sobie (a miewa wobec ludzi takie tendencje)ze dolacze sie do grona
      spelniajacych zachcianki. I bedzie precedens ze jak ona nie ma
      ochoty - wciaz powtarzam w warunkach kaprysu nie wyzszej
      koniecznosci- to mala sie zajme, ja odwioze i jeszcze o odpowiedniej
      godzinie. No nie wiem mogla chocby zadzwonic i zapytac dla zasady
      czy nie sprawi problemu zebym zostala z dzieckiem. M pracuje. Dlugo.
      Najchetniej pewnie wzialby mala do siebie ale kto zaplaci ponad 2
      tys. co miesiac plus prezenty, wakacje etc, etc???? Zwlaszcza ze ex
      nie pracuje (BTW z wyboru bo ma swietne wyksztalcenie)
      • nsc23 Re: a teraz bardziej konkretnie 13.10.08, 22:17
        Matie - przyczepie sie wrednie, ale zem w temacie, to musze. Jezeli to bylo
        zatrucie, to pewnie Salmonella, Campylobacter albo inny Arcobater. Wszystkie
        moga byc zakazne.
      • jayin Re: a teraz bardziej konkretnie 13.10.08, 23:38
        Matie - a dlaczego po prostu nie powiesz, że w innej sytuacji, owszem, chętnie byś się małą zajęła, ale teraz to nie masz na to siły/czasu/masz inne plany/cokolwiek...?

        Skoro nie protestujesz nijak oficjalnie - to wszystkim (i Ex i pewnie twojemU M) moze się po prostu wydawać, że nie ma z tym problemu i w razie "w" małą się zajmiesz. Im to pasuje, a być może też sądzą, że i tobie - skoro nie odmawiasz, ani nie ogłaszasz jasno i prosto - taki stan rzeczy pasuje.
      • chalsia Re: a teraz bardziej konkretnie 13.10.08, 23:48
        > Niewazne zreszta. Mi chodzi glownie o to, zeby Ex nie wymyslila
        > sobie (a miewa wobec ludzi takie tendencje)ze dolacze sie do
        grona
        > spelniajacych zachcianki. I bedzie precedens ze jak ona nie ma
        > ochoty - wciaz powtarzam w warunkach kaprysu nie wyzszej
        > koniecznosci- to mala sie zajme, ja odwioze i jeszcze o
        odpowiedniej
        > godzinie. No nie wiem mogla chocby zadzwonic i zapytac dla zasady
        > czy nie sprawi problemu zebym zostala z dzieckiem. M pracuje.
        Dlugo.
        > Najchetniej pewnie wzialby mala do siebie ale kto zaplaci ponad 2
        > tys. co miesiac plus prezenty, wakacje etc, etc????

        a może z punktu widzenia tej eksi - daje córkę do ojca, córka u
        ojca i z jego rodziną czuje się dobrze, to jej już nie obchodzi jak
        ojciec zorganizuje opieke dla córki - czy sam się nia zajmie, czy
        zwali to na głowe swojej partnerki, która się na to godzi.
        • mara68 Re: a teraz bardziej konkretnie 14.10.08, 09:46
          "Skoro nie protestujesz nijak oficjalnie - to wszystkim (i Ex i
          pewnie twojemu M) moze się po prostu wydawać, że nie ma z tym
          problemu..." Też tak sądzę. My też mamy Eks, która chętnie oddaje
          dziecko i zajmuje się swoimi sprawami. Czasem tak bywa, że ja
          zostaję z dzieckiem sama, ale tylko wtedy gdy nie wyrażę sprzeciwu,
          albo wtedy gdy sytuacja jest podbramkowa, czyli naprawdę nie ma się
          kto Małą zająć. W innych sytuacjach, jest zawsze rozmowa czy
          ewntualnie chcę i mogę. Nasza Eks też czasami się zachowuje jak dla
          mnie dziwnie, na zasadzie, że dziecko jej zawadza co dla mnie wydaje
          się niepojęte - ale już sie wyleczyłam z brania odpowiedzialnosci i
          obowiązków na siebie.W praktyce najczęściej okazuje się, że Małą ma
          sie kto zająć, mama, babcia jedna albo druga, swoją osobę zostawiam
          jako awaryjną.
    • matie.skowron do Konstancji 14.10.08, 09:53
      Bo dobrze i pocieszajaco brzmia Twoje rady, ale nijak nie wiem jak
      je zmaterializowac w naszym przypadku. Bo ktore to dokladnie poletko
      exi a ktore M? I jesli ona swoje zostawia uparcie odlogiem? Przyklad
      pierwszy z brzegu. Banalny moze ale wiele mowiacy. Mala zmienila w
      tym roku szkole. POwody obiektywne. Nowa zostala wybrana mozliwie
      najblizej domu. I tak, ex miala zawozic (samochodem to 5 minut), ale
      nie zawozi. NM sie wscieka, kilka razy rozmawiali, skutki jak
      zwykle. Wiec jak tylko moze zawozi on. A to sie rowna zrywaniu rano
      dobra godzine wczesniej (od nas to juz nie do konca po drodze).
      Abstrachujac juz ze 11 letnie dziecko moze chyba isc piechota do
      szkoly 15 minut, to co mam zrobic? Mowilam M ze wg mnie to lekka
      przesada, ze mi troche przykro bo rano generalnie zle sie czuje i ze
      naszym kosztem fundujemy Ex leniwe poranki. A w odpowiedzi slysze ze
      owszem Ex jest @##@#@#@ ale to sie odbija na malej wiec on nie ma
      innego wyjscia. Takich przykladow mniej i bardziej waznych mam
      mnostwo. Czyli co mam robic? Bo juz tak na serio zaczyna cos sie
      miedzy nami kruszyc. I niestety nie sadze zeby to byla moja ciazowa
      histeria. Wyjezdzam na kilka dni do rodzicow. Po prostu od kilku
      tygodni mam wrazenie ze zyje na dwa domy (ze wskazaniem na ten Ex) i
      jestem wylacznie na etacie darmowej terapeutki w sprawie malej. I ze
      budze sie myslac co tam sie dzieje i lapiac sie na tym ze kwestie
      ciazy, ta cala wyprawka to jakies takie smieszne blachostki ze az
      glupio o tym mowic. Bo jak zawracac tym M glowe skoro on ma takie
      problemy i tak sie martwi mala. Ale o tym to juz chyba pisalam w
      poprzednim watku. Jade kupic sobie bilet sad
      • konstancja16 Re: do Konstancji 14.10.08, 10:48
        hej.

        przykro mi, ze wlasnie to wszystko sie dzieje, kiedy potrzebujesz
        troche wiecej uwagi i dopieszczania.

        rozumiem tez dylematy Twojego M / NM, bo istotnie w sytuacji kiedy
        on nie wejdzie na poletko Ex (pozostajac przy tych rolniczych
        porownaniach) to cierpi Mloda. u nas tez czasem zdazaja sie takie
        sytuacje i NM, zgrzytajac zebami, tanczy jak Ex zaspiewa. w imie
        dobra Malego

        >> Bo dobrze i pocieszajaco brzmia Twoje rady, ale nijak nie wiem
        jak
        je zmaterializowac w naszym przypadku. Bo ktore to dokladnie poletko
        exi a ktore M?I jesli ona swoje zostawia uparcie odlogiem?

        nie wchodzic na jej teren, moim zdaniem. to dorosla kobieta i nie
        mozna jej wyreczac. Twoj M musi w ktoryms momencie powiedziec nie.
        to jest trudne dla niego i okrutne wobec dzieciaka, ale w opisanej
        przez Ciebie sytuacji (i w mojej troche tez) Ex jest z gatunku 'daj
        palec, a wezmie cala reke' wiec jest to jedyne rozwiazanie. w
        podanym przykladzie dowozenia do szkoly, uwazam ze Twoj M nie
        powinien przyzwyczajac Ex do tego, ze jak jej sie nie chce ruszyc
        tylka (chociaz ma obiektywnie blizej i to jej 'poletko') to on leci
        ze spiewem na ustach. sa sytuacje w ktorych po prostu powinien
        konsekwentnie odmawiac. chyba ze jest jakas totalna awaria i Ex
        naprawde nie moze, ale chyba nie o to tu chodzilo.

        u nas na przyklad: NM bez problemu odbiera Malego wczesniej, odwozi
        pozniej, a nawet odstawia w poniedzialek bezposrednio do przedszkola
        (chociaz dla niego to 80 km, godzina w jedna strone i automatycznie
        jest spozniony do pracy) jesli Ex umowi sie wczesniej, powie ze ma
        wizyte u lekarza itede. przez dlugi czas tez odbieral jak jelen na
        kazde zawolanie (typu, Maly chory wiec nie idzie do przedzkola,
        zabierz. dlugi weekend, zabierz. glowa mnie boli, zabierz. mam
        muchy w nosie, zabierz). to wszystko wtedy kiedy Ex wygodnie, bez
        uwzglednienia kiedy pracuje NM. no i ostatnio, przy okazji dlugiego
        weekednu (Maly nie mial przedszkola, ale NM pracowal i Ex twierdzila
        ze ona tez) NM odmowil wspolpracy. zostawiajac Ex opcje: jak chcesz
        to go zawiez do moich rodzicow, oni zawsze chetnie. tu oczywiscie
        wielkie zdziwienie i rozpacz, bo Ex jest przeciez samotna matka i
        nie ma pieniedzy na benzyne i dla niej to za daleko i w ogole.

        koniec koncow Ex podrzucila Malego rodzicom NM. co najdziwniejsze
        przyjechala w poludnie, w dniu w ktorym rzekomo miala pracowac.....

        podsumowujac: wspolpraca rodzicow w sprawach dziecka jest OK, ale
        nie mozna dopuszczac do sytuacji kiedy jedno stawia warunki i
        strzela fochy, a drugie (w imie dobra dziecka) ustepuje we
        wszystkim. tym bardziej, ze im wiecej Twoj M ustepuje tym wiecej
        zaczyna zadac jego Ex.

        jedz do rodzicow i odpocznij od calej sytuacji. a dlugofalowo....
        moze jakas terapia? generalnie jestem anty-terapiowa (uwazam, ze
        sama sobie radze ze swoimi sprawami i nie potrzeba mi nic), ale
        skoro juz probowalas rozmawiac i czujesz ze nie trafia, a na dodatek
        masz wrazenie ze sie miedzy Wami 'kruszy' to moze daj szanse
        spojrzec na to komus z zewnatrz. moze to pomoze M poukladac rozne
        rzeczy, bo widac ze sobie nie radzi z poczuciem winy wobec Mlodej i
        przyslania mu to wszystko. bo innego pomyslu to nie mam. trzymaj
        sie i dbaj o siebie!
        • mara68 Re: do Konstancji 14.10.08, 15:58
          Matie, ja tu takie "mądre" porady wygłaszam co nie oznacza, że taka
          sytuacja jaką mam obecnie lekko mi przyszła, było dużo rozmów,
          wyrzutów sumienia, że cóż winne dziecko i trzeba sie nim opiekować.
          Ale postawa Eks "daj palec to wezmę rekę" dała mi wiele do myślenia,
          kiedy po raz kolejny siedziałam z dzieckiem a Eks miała wolne i
          zajmowała się sobą, powiedziałam dość. Od opieki nad dzieckiem są
          rodzice i to oni mają sobie tak zorganizować życie żeby sie nim
          zająć, ja mogę jeśli mam taką ochotę. U nas tez tak było (i czasami
          jeszcze jest) że mój M. dziecko woził do szkoły z drugiego końca
          miasta bo (tu 100 powodów)nie miał kto sie dzieckiem zająć i do
          szkoły odprowadzić. Było tez tak że mama nie miała miejsca dla
          dziecka bo goście w domu, bo idzie na spotkanie z kolezankami itp.
          Wreszcie mój M. sam przejrzał i zobaczył że chyba jest
          wykorzystywany, do tego to on płaci alimenty a dziecko jest u nas,
          albo u jego rodziny prawie przez pół m-ca i od tej pory potrafi.
          Mnie do tego uwierało zwyłe poczucie sprawiedliwości dziejowej (Eks
          zostawila mojego M. dla innego Pana) i zupełnie bezstresowo
          postanowiła sobie teraz tak ułożyć życie- dziecka na stałe nie odda
          bo przecież nie jest wyrodną matką, ale kiedy zachodzi taka potrzeba
          zawsze ma nas pod ręką + alimenty i luzik. Po postawieniu pewnych
          granic sytuacja jest ok i naprawdę dzieckiem ma się kto zajać, nie
          przesiaduje na świetlicy i nie jest zaniedbywane a ja nie mam żalu
          ze cos muszę.
        • nangaparbat3 Re: do Konstancji 15.10.08, 16:21
          konstancja16 napisała:
          Twoj M musi w ktoryms momencie powiedziec nie.
          > to jest trudne dla niego i okrutne wobec dzieciaka, ale w opisanej
          > przez Ciebie sytuacji (i w mojej troche tez) Ex jest z gatunku 'daj
          > palec, a wezmie cala reke' wiec jest to jedyne rozwiazanie. w
          > podanym przykladzie dowozenia do szkoly, uwazam ze Twoj M nie
          > powinien przyzwyczajac Ex do tego, ze jak jej sie nie chce ruszyc
          > tylka (chociaz ma obiektywnie blizej i to jej 'poletko') to on leci
          > ze spiewem na ustach.

          Tak sobie myślę, ze to Ci się trochę niechcący napisało, i jednak nie doradzasz,
          nie oczekujesz ani nie wymagasz od nikogo okrucieństwa wobec wlasnego dziecka w
          imie wychowywania Ex.
          • liz-beauty do nangaparbat 15.10.08, 17:38
            Nie dajmy sie zwariowac. Nie nazwalabym niepodwozenia jedenastolatki do szkoly
            okrucienstwem wobec dziecka. Tu gdzie mieszkam dzieci w wiekszosci do szkoly
            przychodza pieszo, ewentualnie przyjezdzaja na rowerach. Niektore maja do
            pokonania 4-5 km. Dziecie mojego M (miastowe) ma 15 minut na nogach i tez
            zawozone, przywozone, co mnie nieraz draznilo. Takie postepowanie wobec
            piatoklasisty przyczynilo sie takze do tego, ze Mlody ma zero wyczucia czasu
            (sam nigdzie zdazyc nie musi), jest niesamodzielny (nie potrafi np poruszac sie
            po najblizszej okolicy autobusem miejskim). Dalam spokoj - w koncu to nie ja go
            woze, nie ja zgrzytam rano zebami jak on dziesiec minut zaklada buty. M
            twierdzi, ze ma dzieki temu psychiczny spokoj i wie, ze Mlody dotarl na czas. Ja
            tylko czasami pytam, czy tak do matury bedzie go wozil, ale w sumie podziwiam go
            i ciesze sie, ze taki troskliwy...
            • nangaparbat3 Re: do nangaparbat 15.10.08, 21:35
              Nie daję się zwariowac.
              Wypowiedź KOnstancji byla w tym miejscu uogolniona.
              Co do pasierbicy MAtie - sprobuj przyjrzec sie sytuacji z jej punktu widzenia.
              Matka ma nowe male dziecko, dla niej nie ma czasu, ewidentnie ja olewa. Ta
              dziewczynka na matke liczyc nie moze, z tego co pisze Matie, raczej mamusce
              zawadza. Jesli ojciec młodej skupi sie na "niedawaniu sie" ex, dziecko strasznie
              oberwie.
              Matka nie ma dla niej czasu, macocha za chwile tez oznajmi, ze nie ma dla niej
              czasu, a ona jest tylko jedenastoletnia dziewczynką - Jezu, no kto tu wariuje?
              • liz-beauty Re: do nangaparbat 16.10.08, 09:40


                > Matka ma nowe male dziecko, dla niej nie ma czasu, ewidentnie ja olewa. Ta
                > dziewczynka na matke liczyc nie moze, z tego co pisze Matie, raczej mamusce
                > zawadza. Jesli ojciec młodej skupi sie na "niedawaniu sie" ex, dziecko straszni
                > e
                > oberwie.
                > Matka nie ma dla niej czasu, macocha za chwile tez oznajmi, ze nie ma dla niej
                > czasu, a ona jest tylko jedenastoletnia dziewczynką - Jezu, no kto tu wariuje?

                Alez Nango, to samo napisalam Matie juz poprzedniego dnia! No coz, ja niestety
                bardziej identyfikuje sie z macocha, ktora za chwile bedzie miala wlasne
                dziecko. Z watku wynika, ze Matie otrzymuje male wsparcie od partnera, ktory
                koncentruje sie glownie na Malej. Wiem, ze wiekszosc mam powie, ze Mala jest
                dzieckiem, a my dorosle itd. Ale chyba w zwiazku chodzi o kompromisy, tak? I o
                to, jak Konstancja napisala, by kazdy czul sie wazny i bezpieczny. Jest mi
                trudniej ocenic zaangazowanie meza Matie w wychowanie corki niz mojego
                prawie-meza, bo jednak Mala mieszka z mama, a nasz Mlody z ojcem. Wiec moze to
                codzienne podwozenie dziewczynki do szkoly wiele dla niego znaczy. No ale chyba
                moglby wieczorem zapytac ciezarna zone jak sie czuje?
                • nangaparbat3 Re: do nangaparbat 18.10.08, 17:07
                  Mieszkam z córka i sama wozilam ja przez trzy lata rano do szkoły - bo to byl
                  nasz wspólny czas, chwila, kiedy bylysmy tylko dla siebie. Więc myślę, ze masz
                  moze racje z tym podwozeniem, mnie samej nie przyszlo do glowy.
                  Mnie się zdaje, ze maż Matie jest po prostu w strasznej sytuacji - juz wie, ze w
                  spawie corki na jej matce polegac nie moze, zabraac ja od niej - tez chyba nie -
                  to troche tak, jakby dziecko porwala mu baba-jaga.
                  Co do pytania żony jak sie czuje - im bardziej on sie bedzie czul zobowiazywany
                  do takich pytań, tym trudniej mu bedzie pytac.
                  • liz-beauty Re: do nangaparbat 18.10.08, 17:28
                    Wiem, ze to fajna chwila to podwozeznie rano dziecka do szkoly - moj M nadal to
                    robi i twierdzi, ze to mu jakos tam porzadkuje dzien itd. Nie wiem natomiast
                    skad wzielo sie przekonanie, ze mama Malej zle sie nia zajmuje - wiemy tylko, ze
                    ma teraz dwuletnie dziecko, ktore sila rzeczy jest bardziej absorbujace niz
                    jedenastolatka i wiemy, ze ojciec ma lekkie "schizy" na punkcie dziewczynki. Moj
                    M tez takie ma jak Mlody jedzie do matki. No, tam to on nie jest traktowany jak
                    wypieszczony jedynaczek - jak sie guzdrze przy jedzeniu to mu pozostali zjedza,
                    jak mu nie smakuje to nic innego nie ma, samoobsluga w robieniu kolacji itp. Z
                    mojego punktu widzenia to bardzo zdrowe podejscie i tak sie traktuje dzieciaki w
                    mojej rodzinie (od pokolen wielodzietnej w kazda strone). Wg M to "olewanie"
                    dziecka...
                    • nangaparbat3 Re: do nangaparbat 18.10.08, 17:40
                      Przekonanie, ze matka małej jest zła matką, bierze sie z tego, co pisze Matie,
                      tu na przykład:

                      >>>Poza tym ja naprawde
                      staram sie go wspierac i naprawde mam wystarczjaco empatii zeby
                      zrozumiec lekkko beznadziejna sytuacje malej (wiecie co, chyba juz
                      lepsza jest jakas pijaczka gdzie jasno widac ze dziecku robi
                      krzywde, Ex jest kulturalna piekna obyta w swiecie kobieta
                      sprawiajaca urocze wrazenie a jednoczesnie z takim jadem egoizmu i
                      chlodu, brrrr)i zagubienie samego M.
                      • liz-beauty Re: do nangaparbat 18.10.08, 17:47
                        Tu nic konkretnego nie ma... Tylko, ze matka jest egoistka, ale zadnego
                        przykladu, oprocz tego, ze nie zawozi Malej (przy dwulatku to chyba nie takie
                        latwe). Nie pilnuje lekcji, tu bym sie zgodzila, ze zaniedbuje. Ale to jeszcze
                        nie wyrodna matka!
                        • chalsia Re: do nangaparbat 18.10.08, 19:03
                          > latwe). Nie pilnuje lekcji, tu bym sie zgodzila, ze zaniedbuje.

                          a ja nie do konca = bo to zależy smile))
                          O ile pamietam, mnie w tym wieku już nikt nie pilnował z lekcjami.
                          Było zdawkowe - czy coś zadane, czy odrobiłam, tak dla porządku,
                          jak chciałam wyjśc z domu. Bo i rodzice nie musieli się o to tak
                          naprawdę martwić.
                          • liz-beauty Re: do nangaparbat 18.10.08, 19:53
                            U mnie bylo tak samo. Ale wiem, ze rozne sa dzieci. Mlodego jak sie nie
                            przypilnuje i do lekcji nie zagoni, to "zapomni" o zadaniu, lekturze,
                            sprawdzianie i Bozym swiecie. ;-(
                          • konstancja16 Re: do nangaparbat 18.10.08, 20:08
                            ba, mnie w tym wieku tez nikt nie pilnowal i nikt nigdzie nie
                            zawozil. rodzice wychodzili rano przed siodma, ja zostawalam sama
                            albo z braciakiem. mialam za zadanie poscielic lozko, wyprowadzic
                            psa, zrobic sobie sniadanie i je zjesc (albo nie jak nie starczylo
                            mi czasu) i zdazyc na osma do szkoly. ok. 2 km, piechota ze 20
                            min. jakbym sie domagala zawozenia to by mnie chyba smiechem
                            zabili.... nie mowiac juz o tym, ze na treningi dojezdzalam do
                            wiekszego miasta w soboty (ok. godziny w jedna strone, z przesiadka)
                            i tez mi do glowy nie przyszlo zeby prosic o cos wiecej niz o
                            pieniadze na autobus. podobnie potem z angielskim, tez dojazd z
                            przesiadka, dwa razy w tygodniu, popoludniami. no, ale to juz jak
                            ze 13 lat mialam wink)

                            i mimo tych 'okrucienstw' ze strony moich rodzicow ani niekochana
                            ani zaniedbana sie nie czulam. a nawet wrecz przeciwnie.

                            ale teraz inne standardy.... westchnela babcia konstancja wink)
                            • nangaparbat3 Re: do nangaparbat 18.10.08, 21:16
                              Przeciez to nie chodzi o odwozenie.
                              Okrucieństwem jest rozwalenie dziecku rodziny i manipulowanie nim, zeby
                              kontrolowac bylego malzonka (malżonke, ex, next, kogo tam chcecie).
                              Jeśli wychowywalaś się z ojczymem, przyrodnim bratem i matką, która Toba
                              manipulowała by dowalic Twemu ojcu - to tak, mozesz się porownywac.
                        • nangaparbat3 Re: do nangaparbat 18.10.08, 19:55
                          Wiesz, moze masz racje. Jakos zobaczyłam te ex jako potwora manipulujacego
                          dzieckiem - a moze nie do konca tak jest.
                          Ale nawet jesli to nie potwór, dzieci obrywaja strasznie, kiedy matka ma małe
                          dziecko z nowym partnerem. Corka miala w szkole kolege w takiej sytuacji - to
                          byl super zdolny, bardzo dobrze wychowany i kompletnie zaburzony chlopiec (m.in.
                          moczyl sie w nocy majac lat 12).
                          Co do odrabiania lekcji zgadzam sie z Chalsią - ale jesli dziewczynka nie radzi
                          sobie w podstawowce, to jest problem, i trzeba jej pomóc. Zreszta - zle wyniki w
                          szkole często sa sposobem na zwrocenie na siebie uwagi rodzicow. To by pasowalo
                          do tego małego dziecka.
                          • liz-beauty Re: do nangaparbat 19.10.08, 19:02
                            Nango, pytam bardzo powaznie: czy uwazasz, ze w naszej sytuacji (Maly z ojcem,
                            chcemy miec niedlugo wspolne dziecko)on tez "strasznie oberwie"? Z tym, ze u nas
                            sytuacja jest troche inna, chlopak ma rodzenstwo od zawsze; ma starsza od siebie
                            siostre i piecioletniego brata. Nie znalam go jeszcze piec lat temu, ale teraz
                            widze, ze bardzo kocha tego braciszka, z siostra sa niezwykle zzyci. Na
                            jakiekolwiek wspomnienie o rodzenstwie ze strony ojca bardzo sie cieszy... Czy
                            to "obrywanie" dotyczy tylko sytuacji: nowe dziecko mamy z nowym partnerem, czy
                            rowniez nowe dziecko ojca z nowa partnerka?
                            • nangaparbat3 Re: do nangaparbat 19.10.08, 20:11
                              Mnie sie zdaje, ze najbardziej obrywa zawsze pierwsze dziecko, ktore było przez
                              jakis czas jedynakiem, a potem, jak mawial moj mąż "noż w plecy", i ze jednak
                              bardziej obrywa dziecko matki z rodziny rekonstruowanej. Matka silą rzeczy musi
                              niesłychanie dużo uwagi poświecac noworodkowi i potem niemowleciu, etc. I
                              kontakt z nia jest o wiele bardziej fizyczny. Ojciec chyba latwiej moze
                              podzielic uwagę miedzy dwoje dzieci.
                              Tak myślę, ale żadną wyrocznią nie jestem.
                              • liz-beauty Re: do nangaparbat 19.10.08, 20:21
                                Dziekuje. Czyli, jakby co, to my Mlodemu "noza w plecy" nie wbijamy. Uff...
          • konstancja16 Re: do Konstancji 15.10.08, 19:36
            nie, nie napisalo mi sie niechcacy wink

            moze tylko 'okrucienstwo' powinnam byla ujac w cudzyslow. bo nie
            mialam na mysli tortur typu przypalanie rozzarzonym zelazem.

            uwazam, ze wyreczanie matki na jej poletku i uleganie jej we
            wszystkim jest, w dluzszej perspektywie, szkodliwe.

            bo rozpieszcza mamusie i umacnia jej postawe roszczeniowa (ktora
            zreszta szybko przejmuje dzieciak) w postaci: ja chce wiec rzucaj
            wszystko i natychmiast przyjezdzaj bo sama nie moge. i szantaz
            malolatem do tego.

            powtarzam, ze nie mowie o sytuacjach awaryjnych, kiedy rodzice
            powinni wspolpracowac. mialam na mysli sytuacje, w ktorej matka
            regularnie domaga sie przyslug, bo jej sie nie chce ruszyc tylka.
            odmowa ze strony tatusia moze sie, niesety, odbic na dzieciaku
            (szczegolnie jak mamuska nerwowa). bo obraza majestatu, wscieklosc
            i byc moze spoznienie do szkoly. do tego sie
            sprowadza 'okrucienstwo' w kontekscie powyzej.

            dodam, ze byc moze nie wszystkie Ex sa takie, a nawet Ex mojego NM
            nie zawsze. ale ma okresy, ze sie troche zapedzi w swoich zadaniach
            i dobrze jej robi sprowadzenie na ziemie i przypomnienie ze nie jest
            pepkiem swiata. i ze oprocz rozlicznych przywilejow samotnej matki
            ma tez obowiazki. ktore nie zawsze chce jej sie wypelniac. z
            drugiej strony nie chce, aby opieke przejal NM wiec chyba mozna
            oczekiwac odrobiny konsekwencji, prawda?
            • nangaparbat3 Re: do Konstancji 15.10.08, 21:37
              Jasne, dla wykazania eksiarze ze nie jest pepkiem swiata bedziemy sie przerzucac
              dzieckiem jak pakunkiem - i nie bedzie to zadne okrucieństwo tylko sluszne i
              sprawiedliwe stawianie granic.
              • konstancja16 do Nangaparbat 15.10.08, 21:52
                nie, skadze znowu, w imie dobra dziecka bedziemy non-stop w
                pogotowiu i na kazde zawolanie Ex bedziemy dymac po kilkadziesiat km
                w jedna strone zeby ja wyreczyc w wycieraniu nosa Malemu.
                zmieniajac plany reszcie rodziny, znajomym, zawalajac inne obowiazki
                i zaniedbujac prace.

                Nanga, od kiedy jestes macocha i w jakim wymiarze czasowym?
                • chalsia Re: do Nangaparbat 15.10.08, 21:54
                  > Nanga, od kiedy jestes macocha i w jakim wymiarze czasowym?

                  Konstancjo, jak świetnie wiesz, nie ma to jakiegokolwiek znaczenia.
                • nangaparbat3 Re: do Nangaparbat 15.10.08, 22:40
                  Nie jestem macocha.
                  Ale owszem, jestem - czy raczej przez cale lata bylam - w pogotowiu, zmienialam
                  plany, zawalalam obowiazki i zaniedbywalam pracę, żeby moje dziecko czuło sie
                  chciane i kochane wtedy, kiedy tato nie mial czasu, byl zajety, zapomniał, mial
                  coś wazniejszego czy nie miał pieniedzy.
                  Mogłam sie na niego obrazac i ucierac nosa, ale nigdy tego nie robilam, bo
                  wiedzialam, że dziecko jest zakładnikiem. Po prostu nim jest.
                  W przypadku Matie to nie matka, tylko ojciec staje na głowie, by dziecko czulo
                  sie chciane i kochane. Czy po to brał sobie żonę, zeby mu w tym przeszkadzała?
                  • jayin Re: do Nangaparbat 15.10.08, 23:30
                    wszystko się zgadza.

                    tylko ta żona, co wzięta została, żeby nie przeszkadzać smile, dźwiga na co dzień w brzuchu drugie dziecko tego pana. nie wiem jak wy, ale ja sądzę, że jej (więc i pośrednio temu drugiemu dziecku) też należy się czas i troska ojca dziecka.

                    a już problemem (sprawą) owego pana jest to, jak stanąć na głowie i zająć się wszystkimi, których wprowadził do swojego życia z własnej, nieprzymuszonej (jak sądzę) woli. i to on ma dzielić czas i zadowalać wszystkich ze swej strony. a żona - owszem, powinna męża wspomagać, ale nie swoim 100% kosztem, ani kosztem wspólnego dziecka.
                    ona nie ma takiego obowiązku, bynajmniej smile więc dlaczego nie moze sobie CONAJMNIEJ ponarzekać?...smile
                  • konstancja16 Re: do Nangaparbat 15.10.08, 23:32
                    'bral sobie' zone po to, zeby stworzyc nowa rodzine. po pierwszym
                    niewypale z Ex. ale jesli mimo rozwodu i teoretycznego podzialu
                    obowiazkow wobec dziecka wciaz chodzi na smyczy Ex to moze po prostu
                    jeszcze nie ma miejsca i czasu na nowa rodzine? to jest tez powazna
                    decyzja - zwiazac sie z kims nowym. dziecko jest cholernie wazne,
                    ale nowa laska to tez nie przedmiot ani nie zabawka. a tu autorka
                    watku jest laska w dziewiatym miesiacu. kurna, mnie sie wydaje, ze
                    takiej baby nie mozna totalnie olewac. moze trzeba bylo pomyslec
                    wczesniej czy juz jest czas i miejsce na zakladanie nowej rodziny?

                    kazda para musi sobie wypracowac jakis model funkcjonowania. zeby
                    kazdy byl zadbany, zarowno dzieci jak i dorosli. moze jestem
                    perfidna egoistka, ale nie uwazam zeby podporzadkowanie wszystkiego
                    i wszystkich dziecku bylo jedynym wlasciwym rozwiazaniem.

                    wierze, ze poswiecalas duzo zeby Twoje dziecko bylo zadbane i
                    kochane. jednakze, sila rzeczy podzial obowiazkow miedzy rodzicem
                    sprawujacym opieke a rodzicem weekendowym jest inny.
                    rodzic 'codzienny' ma wiecej obowiazkow, ale i radoche z codziennego
                    mieszkania z wlasnym ukochanym czy nieznosnym potomkiem. rodzic
                    weekendowy ma (z reguly) weekendowe radosci i mozolny obowiazek
                    jazdy wte i wewte. cztery godzinki ekstra w samochodzie co tydzien,
                    w naszym przypadku. i nierzadko lzy w oczach w niedziele wieczorem.

                    zapewniam Cie, ze mimo calej 'uciazliwosci' mieszkania z dzieckiem
                    na codzien moj NM marzy o tym, zeby miec tego lobuza codziennie.
                    wyciagac go co rano za uszy z lozka, jesc z nim sniadanie,
                    odprowadzac do szkoly czy na autobus, a potem gadac wieczorem o tym
                    co sie wydarzylo i opieprzac za balagan w pokoju. ale to se ne
                    wrati. dziecko mieszka u mamy.

                    i jesli mamusia zaniedbuje obowiazki to jest naprawde cholerny
                    impass. i albo rybki albo akwarium. albo ukladamy zycie pod
                    kaprysy Ex albo zakladamy nowa rodzine. albo usilujemy to wszystko
                    jakos pogodzic ale to tego trzeba madrosci, cierpliwosci i
                    wspolpracy wszystkich. to nie oznacza olania starszego dziecka, ale
                    na pewno wprowadzenia jakiegos przewidywalnego rytmu odwiedzin
                    starszaka i jasnego podzialu obowiazkow. jesli maja byc takie
                    jazdy, ze w kazdej chwili trzeba byc do dyspozycji Ex to lepiej
                    poczekac az dziecko dorosnie z ukladaniem sobie nowego zycia. i
                    wplatywaniem kogos w taki toksyczny uklad.
                    • chalsia Re: do Nangaparbat 16.10.08, 09:24
                      > zapewniam Cie, ze mimo calej 'uciazliwosci' mieszkania z
                      dzieckiem
                      > na codzien moj NM marzy o tym, zeby miec tego lobuza codziennie.
                      > wyciagac go co rano za uszy z lozka, jesc z nim sniadanie,
                      > odprowadzac do szkoly czy na autobus, a potem gadac wieczorem o
                      tym
                      > co sie wydarzylo i opieprzac za balagan w pokoju. ale to se ne
                      > wrati. dziecko mieszka u mamy.

                      no to czemu go oddał !!!

                      Był w tej nieczesto spotykanej (a jakze przez wielu ojców
                      pożądanej) sytuacji, że matka sama mu dziecko zostawiła.
                      Naprawdę nie rozumiem, czemu go oddał, wiedząc, że będzie tak jak
                      jest (skoro eksia zakomunikowałam, że go weźmie ale chce miec
                      weekendy wolne). Mogł być z dzieckiem cały czas, bo nawet gdyby eks
                      zdecydowała się na sprawę w sądzie, miałby olbrzymie szanse wygrać
                      i zatrzymać dziecko u siebie. A teraz konsekwencje jego dezycji są
                      takie jakie są.
                    • chalsia Re: do Nangaparbat 16.10.08, 09:25
                      > zapewniam Cie, ze mimo calej 'uciazliwosci' mieszkania z
                      dzieckiem
                      > na codzien moj NM marzy o tym, zeby miec tego lobuza codziennie.
                      > wyciagac go co rano za uszy z lozka, jesc z nim sniadanie,
                      > odprowadzac do szkoly czy na autobus, a potem gadac wieczorem o
                      tym
                      > co sie wydarzylo i opieprzac za balagan w pokoju. ale to se ne
                      > wrati. dziecko mieszka u mamy.

                      no to czemu go oddał !!!

                      Był w tej nieczesto spotykanej (a jakze przez wielu ojców
                      pożądanej) sytuacji, że matka sama mu dziecko zostawiła.
                      Naprawdę nie rozumiem, czemu go oddał, wiedząc, że będzie tak jak
                      jest (skoro eksia zakomunikowałam, że go weźmie ale chce miec
                      weekendy wolne). Mogł być z dzieckiem cały czas, bo nawet gdyby eks
                      zdecydowała się na sprawę w sądzie, miałby olbrzymie szanse wygrać
                      i zatrzymać dziecko u siebie. A teraz konsekwencje jego dezycji są
                      takie jakie są.
                      • konstancja16 Chalsiu, 16.10.08, 10:48
                        matka zmienila zdanie.

                        naprawde znasz sad, ktory przyznalby roczne dziecko ojcu? w
                        sytuacji kiedy matka deklaruje juz chec opieki i nie jest ani
                        uzalezniona od narkotykow ani chora na glowe? owszem zostawila w
                        chwili wielkiego dola, ale juz sie zreformowala, bardzo kocha syna i
                        za nic nie chce go zostawic z ojcem. nie bedzie za to utrudniac
                        kontaktow.

                        nie mowiac juz o tym, ze Maly potrzebowal (i nadal potrzebuje)
                        matki. chocby takiej troche mniej udanej, oglednie mowiac wink)

                        NM nie mial szans w sadzie w 2005 roku. tak twierdzi, ja go wtedy
                        nie znalam i znam wszystko tylko z opowiesci. ale sadze ze sie nie
                        myli. zreszta zalatwili to ugoda. a konsekwencje obecnego ukladu
                        maja taka dobra strone (dla Malego), ze ma on jednak oboje rodzicow
                        i regularny kontakt z obojgiem. bo jakos dziwnie podejrzewam, ze Ex
                        latwo by sie odzwyczaila od wizyt gdyby Maly zostal z NM. bo za
                        daleko i nie mialaby na benzyne i glowa boli i zawsze cos. jasne,
                        NM mialby latwiejsze i bardziej uporzadkowane zycie, bardziej
                        niezalezne. ale dziecko nie mialoby matki. ktora jest leniwa,
                        nieodpowiedzialna, niedojrzala, ale nie jest totalnym potworem i na
                        swoj sposob go kocha. jakas tam wiez z Malym jednak ma. cos za
                        cos.
                        • chalsia Re: Chalsiu, 16.10.08, 13:13
                          > myli. zreszta zalatwili to ugoda. a konsekwencje obecnego ukladu
                          > maja taka dobra strone (dla Malego), ze ma on jednak oboje
                          rodzicow
                          > i regularny kontakt z obojgiem. bo jakos dziwnie podejrzewam, ze
                          Ex
                          > latwo by sie odzwyczaila od wizyt gdyby Maly zostal z NM. bo za
                          > daleko i nie mialaby na benzyne i glowa boli i zawsze cos.

                          no fakt, mocny argument.
                          • liz-beauty Re: Chalsiu, 16.10.08, 13:40
                            U nas tak bylo. Sad przyznal opieke nad niespelna dwuletnim chlopczykiem ojcu, a
                            mama ma nieograniczone prawo widywania go, wspoldecydowania o kwestiach
                            zdrowotnych i innych waznych sprawach. Odkad przeprowadzila sie do innego miasta
                            (ponad siedem lat temu), do syna przyjechala tylko kilka razy, nie ma mowy, by
                            go odebrala a pozniej odwiozla. Za drogo, niewygodnie (ma jeszcze dwojke swoich
                            dzieci).
                    • liz-beauty Re: do Nangaparbat 16.10.08, 09:57
                      A u nas zawozenie Mlodego do mamy wzial na siebie rowniez rodzic sprawujacy na
                      codzien opieke. Staramy sie, by po niego pojechac razem (mozna jakas wycieczke
                      zrobic czy chociaz obiad zjesc razem w drodze). No ale - zawsze ta sama trasa,
                      stres M w jakiej atmosferze odbedzie sie "odbieranie" Mlodego, w jakim on bedzie
                      stanie (te wizyty rozbijaja go psychicznie, teskni pozniej za mama, jest
                      nieobecny duchem). Wiec czasami ja z tej "wycieczki" wracam z bolem glowy i kupa
                      nerwow. Zaczelam delikatnie naciskac, by chlopak wrocil autobusem (przeciez mama
                      moze go wsadzic, a my odebrac). Ale - nie! Dodam, ze weekendy, ktore Mlody
                      spedza z mama, to jedyny czas, kiedy moglibysmy byc sami i to zwykle tylko owa
                      nieszczesna niedziela, w sobote M czesto pracuje i to do pozna.
                    • nangaparbat3 Re: do Nangaparbat 18.10.08, 15:52
                      Ktos, kto najblizszej osobie mówi o sprawach i uczuciach dla siebie w danym
                      momencie najważniejszych, w zaden sposob tej osoby nie olewa ani nie traktuje
                      jej jak zabawke.
                      To ze ktos ustepuje popierzonej (czy popieprzonemu) ex, zeby nie uderzac w
                      dziecko, nie znaczy, ze "chodzi na smyczy ex".
                      Byc moze załozyl nowa rodzine za wczesnie - z pewnoscia nowa żona przestrzegala
                      go przed pochopnym podejmowaniem decyzji i doradzala , by zaczekac. On zapewne
                      teraz się nie wyrabia - to co? ma unieważnic małżeństwo? To dokładnie taki sam
                      dobry pomysł jak unieważnienie corki.
                      Strasznie nierowny jest podział rol w tej nowej rodznie,, nierówne obciażenia:
                      facet który pracuje (a teraz raczej cięzko sie pracuje i na ogol wraca sie z
                      pracy w stanie, kiedy rzadko mozna wiele wiecej - chyba że ten akurat M jest
                      wyjatkiem), z młoda spodziewajacą się dziecka żoną, domagajacą się uwagi i
                      czułosci, z jedenastoletnia corką, ktora na co dzień jest z nieodpowiedizalną,
                      niedojrzałą matką, zajeta wlasnym małym dzieckiem matka-ex żoną, a z drugiej
                      strony skupiona na sobie, majacym się narodzic dziecku i na tym, jak i przez
                      kogo jest traktowana, kobieta.
                      Oczywiscie, ze każda para musi sobie wypracowac model - ale tez każdy model musi
                      byc elastyczny. W małzeństwie, w rodzinie, raz jeden potrzebuje wiecej uwagi i
                      troski, raz drugi. Jak na razie ciąża Matie przebiega chyba prawidlowo, skoro
                      może wyjechac. Fakt ze facet nie biega z nia po sklepach i nie egzaltuje się wg
                      przepisow z pism dla dam, naprawdę nie znaczy, ze Matie jest dla niego zabawka
                      ani ze ją olewa. Rzeczywiste, zywe dziecko, z którym zwiazany jest od 11 lat,
                      ma problemy, których powodem jest ta, która powinna je przed problemami i
                      cierpieniem chronic, i od której dziecko jest zależne - to jest sytuacja
                      naprawdę tragiczna, niewydumana, sytuacja ktora młodej grozi powaznymi
                      problemami w dalszym zyciu. Tu nie chodzi o to, by kogokolwiek zadowolic, ale o
                      to, by ratowac dziecko (tak to zapewne przedstawia się w świadomosci M). On
                      oczekuje od zony wsparcia i zrozumienia - a zona karze go wyjeżdżając do rodziców.
                      • liz-beauty Re: do Nangaparbat 18.10.08, 16:53
                        Matie nie wyjechala, lekarz jej zabronil. Pisala tez, ze ma kiepskie poranki i
                        akurat wtedy jej maz wyjezdza z domu po jedenastolatke, by zawiezc ja do szkoly.
                        W ciazy jeszcze nigdy nie bylam, ale wyobrazam sobie, ze w dziewiatym miesiacu
                        kobieta potrzebuje wsparcia i zainteresowania, a takowego tu wyraznie brak - w
                        kolko maglowane sa tylko i wylacznie sprawy Malej. Nie trzeba sie egzaltowac
                        wyprawka dla noworodka, ale tez nie ma po co histeryzowac na temat zdrowej
                        jedenastoletniej panny, prawda? A tak sie zachowal (przynajmniej wg relacji
                        Matie) jej maz po malej prowokacji ze strony dziewczynki.
                        • nangaparbat3 Re: do Nangaparbat 18.10.08, 17:27
                          No fakt, nie pozwolili lekarze - i jak sama Matie pisze, moze dobrze sie stalo.
                          Ja uważam, ze bardzo dobrze, bo efekt byłby taki, ze M poczulby sie porzucony,
                          odrzucony, niezrozumiany i lekceważony, i byłoby jeszcze gorzej.
                          Co do tej małej, to jej dramat jest autentyczny i strasznie powazny - ona teraz
                          wchodzi w okres dorastania, jest bardzo krucha, a to co sie wokół niej dzieje
                          moje wpłynac na jej relacje z ludźmi kiedy juz będzie dorosła bardzo radykalnie.
                          Może po prostu zaważyc na całym jej zyciu, na tym jaka bedzie osobą. Jak o niej
                          piszesz "zdrpowa jedenastoletnia panna" to w tym jest co najmniej lekcewazenie -
                          a tej dziewczynce potrzeba powagi, uwagi i milosci, które, jak sie zdaje,
                          dostaje tylko od ojca.
                          Jak spróbowałam sobie wyobrazic taka sytuacje - corka młodsza niz teraz jest z
                          ojcem, który nia manipuluje, olewa, zajmuje sie nowym dzieckiem - a ja gdzieś
                          poza, spotkania w weekendy, ograniczony kontakt, bezsilnosc i bezradnosc - to
                          koszmar.
                          • liz-beauty Re: do Nangaparbat 18.10.08, 17:34
                            Napisalam tak w odpowiedzi na "egzaltowanie sie wyprawka", przepraszam, ponioslo
                            mnie moze. Matie i inne na razie bezdzietne macoszki maja prawo przezywac
                            wyprawke, ciaze i inne wiazace sie z tym historie. Zapowiadam, ze ja bede
                            przezywac! wink
                            • nangaparbat3 Re: do Nangaparbat 18.10.08, 17:43
                              To ja przperaszam, bo i mnie ponioslo.
                              Ale ja juz mam prawie dorosła corke, widzialam jak umieral na raka moj ojciec, i
                              pare innych rzeczy, i z tej perspektywy kupowanie wyprawki, ktora się przydaje
                              przez kilka miesiecy - w najlepszym razie, i w ogole nie ma prawie zadnego
                              znaczenia (ale to sie wie jak sie juz odchowa dzieckowink -
                              No to mnie poniosło, jeszcze raz przepraszam.
                              • liz-beauty Re: do Nangaparbat 18.10.08, 17:49
                                smile
                                • matie.skowron Re: do Nangaparbat 18.10.08, 19:16
                                  dziewczyny, ja tez bym chciala dokladnie wiedziec co tam sie dzieje
                                  w domu malej. Mozemy jedynie mowic o konkretach: ze nie chce jej sie
                                  rano zawozic dzieciaka do szkoly (co akurat dla mnie jest glupstwem
                                  bo to 10 minut piechota!!), ze nie znalazla czasu na dokupienie
                                  kilku ksiazek, ze nie doniosla jakis papierow do szkoly, ze nie
                                  rzucila sie odbierac malej kiedy ta w nocy wymiotowala (bo to juz
                                  nawet nie o to chodzi ze zostala sama ze mna)i kilka podobnych moich
                                  obserwacji. Moich bo staram sie filtrowac to co opowiada a
                                  najczesciej dopowiada sobie, M bo powazne mam watpliwosci czy
                                  potrafi byc obiektywny. A tak przy okazji - do dwulatka Ex ma
                                  nianie...
                                  News z ostatniej chwili. Mala przyszla wczoraj wieczorem, mielismy
                                  ja odwiezc dzisiaj po kolacji. Zaplanowalismy sobie niedziele we
                                  dwoje. Caly dzien siedzialam sama w domu, bo mala chciala wyjechac
                                  do kuzynki a ja niestety podroze, jesli nie zupelnie konieczne, mam
                                  zabronione. I ja to doskonale rozumiem i sama mowilam M zeby sie nie
                                  przejmowal bo sie przez te sobote nie rozkrusze. Ok. Teraz dzwoni M
                                  i mowi ze mala zostaje do pn chyba, bo ex ma jakies spotkanie
                                  towarzyskie. No i szlag mnie trafia. Dobra, nasze plany byly
                                  zwyczajne pt kino i spacer. Ale chodzi o fakt. No i co mam
                                  powiedziec? Czy nic nie mowic? Czy moze znowu przesadzam? Ale zaluje
                                  ze nie moge jechac na chwile do rodzicow. Albo gdziekolwiek. I nic
                                  na to nie poradze sad
                                  • chalsia Re: do Nangaparbat 18.10.08, 19:33
                                    > potrafi byc obiektywny. A tak przy okazji - do dwulatka Ex ma
                                    > nianie...

                                    czy ten wielokropek oznacza, że to jakiś grzech czy przewina, że ma
                                    nianię do dwulatka?
                                    Czy matka ma być przywiązana/uwiązana do dziecka?
                                    • konstancja16 Re: do Nangaparbat 18.10.08, 20:11
                                      ja ten wielokropek to odebralam w kontekscie roznych spekulacji
                                      wyzej, ze Ex zaniedbuje Mloda bo taka zaabsorbowana dwulatkiem.
                                      niepracujaca kobitka, ktora ma pomoc do dwulatka moglaby znalezc
                                      odrobine czasu dla starszej corki i poswiecic jej troche uwagi.
                                      gdyby chciala. pretekst zaabsorbowania mlodszym odpada.
                                      • matie.skowron Re: do Nangaparbat 18.10.08, 20:32
                                        Chalsiu, dokladnie tak jak pisze Konstancja. Bo dziewczyny
                                        sugerowaly ze moze trudno zajmowac sie mala jak jest dwulatek.
                                        Niania przychodzi codziennie, na 8 godzin oprocz weekendow. Jest tez
                                        pani do sprzatania....tym razem dwukropek oznacza, ze Ex rano nie
                                        musi myc podlogi smile)))
                                      • nangaparbat3 Re: do Nangaparbat 18.10.08, 21:25
                                        konstancja16 napisała:

                                        > ja ten wielokropek to odebralam w kontekscie roznych spekulacji
                                        > wyzej, ze Ex zaniedbuje Mloda bo taka zaabsorbowana dwulatkiem.
                                        > niepracujaca kobitka, ktora ma pomoc do dwulatka moglaby znalezc
                                        > odrobine czasu dla starszej corki i poswiecic jej troche uwagi.
                                        > gdyby chciala. pretekst zaabsorbowania mlodszym odpada.

                                        Tez tak to odbieram.
                                        Poza tym niania jest w domu, to jednastolatka moze pobyc z niania i dwulatkiem,
                                        a mama moze sie udzielac towarzysko.
                                    • braktalentu Re: do Nangaparbat 18.10.08, 20:25
                                      Myślę, że chodzi raczej o to, że TEN dwulatek nie jest tak
                                      absorbujący dla rodzicielki, jak inne dwulatki, które nani nie mają
                                      i pozstają jedynie pod opieką matki.
                                    • nangaparbat3 Re: do Nangaparbat 18.10.08, 21:24
                                      chalsia napisała:


                                      > czy ten wielokropek oznacza, że to jakiś grzech czy przewina, że ma
                                      > nianię do dwulatka?
                                      > Czy matka ma być przywiązana/uwiązana do dziecka?
                                      To na pewno nie grzech, ale skoro ma nianie i nie pracuje, mogłaby chociaz co
                                      drugi dzień odwieźc dziecko do szkoły, nie?
                                      • chalsia Re: do Nangaparbat 18.10.08, 22:34
                                        > To na pewno nie grzech, ale skoro ma nianie i nie pracuje,
                                        mogłaby chociaz co
                                        > drugi dzień odwieźc dziecko do szkoły, nie?

                                        teoretycznie.

                                        Tyle tylko, że może ta niania NIE PRACUJE przed 8 rano.

                                        Anyway, mając panią do sprzatania i nianię na 8 godzin do dwulatka,
                                        matka ma możliwości by poświęcić wystarczająco dużo uwagi starszemu
                                        dziecku. Ino pewnie woli ku temu brak.
                                        Co tym bardzije podkreśla słusznośc zdania Nangi - przeciez ta
                                        dziewczynka WIDZI i czuje, że matka ma czas i możliwośc a nadal dla
                                        NIEJ nie ma czasu.
                                  • nangaparbat3 Re: do Nangaparbat 18.10.08, 21:22
                                    Cholera.
                                    Jesli baba ma spotkanie towarzyskie, to przeciez nie pójdzie na nie z
                                    dwulatkiem, a do dwulatka jest niania, wiec mloda moze z nimi byc.
                                    To jest chore.
                                    JAk czytam co piszesz, mam wrażenie, ze mała po prostu matce przeszkadza. Zawadza.
                                    To jest tak: po rozwodzie dziecko staje sie zakładnikiem obojga rodzicow i tylko
                                    od ich poczucia przyzwoitosci zależy, jak sie sprawy potoczą.
                                    A co z ojcem dwulatka?
                      • chalsia Re: do Nangaparbat 18.10.08, 18:59
                        > Byc moze załozyl nowa rodzine za wczesnie - z pewnoscia nowa żona
                        przestrzegala
                        > go przed pochopnym podejmowaniem decyzji i doradzala , by
                        zaczekac.

                        a skad ta pewność, że nexia przestrzegała?? A może było dokładnie
                        odwrotnie ??
                        Ja np. jestem pewna, że zajście w ciążę nexi w 9 miesięcy po
                        odejściu eksa (nawet pozew rozwodowy nie był jeszcze złożony) nie
                        było eksowi na rękę, raczej nie miał wtedy planów na zakładanie
                        nowej rodziny od razu z przychówkiem i wiem, że mocno był tą
                        sytuacją zestresowany.
                        • nangaparbat3 ;) 18.10.08, 21:31
                          Mój tez nie miał planów (tak twierdziwink i ma dwoje małych dzieci.
                          Własnie dzisiaj nas odwiedziły ze swoja mamą.
                          W zyciu bym nie sądzila, ze tak to sie potoczy.
                          Ale ja sie cieszę, że te dzieci są. Wystarczy spojrzec na corkę, kiedy na nie
                          patrzy - po prostu widac, ze je kocha. To jest nie do przecenieniasmile
                          • chalsia Re: ;) 18.10.08, 22:36
                            > Ale ja sie cieszę, że te dzieci są. Wystarczy spojrzec na corkę,
                            kiedy na nie
                            > patrzy - po prostu widac, ze je kocha. To jest nie do
                            przecenieniasmile
                            >


                            ale nie o tym ten wątek i dyskusja smile
                            • nangaparbat3 Re: ;) 18.10.08, 22:43
                              o tym tez.
                              Tak moze byc w przyszłosci z dziecmi Matje i jej M..
                              • matie.skowron w ramach konkluzji 19.10.08, 10:30
                                Konstancjo, wytrzymuje tylko dlatego ze mi jednak zal malej. Bo
                                czuje to nieuchwytne troche, ale istniejace olewanie ze strony
                                matki. Co nie zmienia faktu ze cierpilwosc ma swoje granice. I nie
                                zawsze mozna wszystko w sobie zdusic. Dzisiaj jestem dla M (dla M
                                dyskretnie, nie dla malej!)jak jezozwierz i nawet nie mam ochoty sie
                                starac zeby mi szybko przeszlo. Bo jakos musze pokazac ze nie
                                wszystko sie dzieje jak powinno. A prosze przeciez nie o drastyczne
                                ograniczanie kontaktow i rozumiem ze wyniknela np kwestia pomocy w
                                nauce (dlatego na spokojnie przyjelam ze nasze umowy - rowniez z
                                mala - ze przychodzi do nas na caly co drugi weekend sa niewazne).
                                Ja tylko chce i potrzebuje przewidywalnosci. Kiedy przyjdzie i na
                                ile. I czy kupowac te bilety do kina czy nie. Bo naprawde ostatnio
                                mam dosyc.
                                • nangaparbat3 Re: w ramach konkluzji 19.10.08, 11:31
                                  MAtie,
                                  brak przewidywalnosci to była jedna z przyczyn, dla ktorych zgodilam sie na
                                  rozstanie z mezem. wiec Cie rozumiem az za dobrze.
                                  Ale nie bądź jak jezozwierz - powiedz mu po prostu, jak sie czujesz. bez fochów
                                  i egazltacji, maksymalnie prosto i maksymalnie szczerze. Bo z takiego
                                  jeżozwierzowania dużo zlego sie często robi.

                                  I bardzo polecam te książkę - na oko robi wrażenie kolejnego idioporadnika, ale
                                  zawartosc jest bardzo OK:

                                  www.klimczok.osdw.pl/ksiazka/John-Welwood/Idealna-milosc-niedoskonaly-zwiazek-,klimcFJMOW1X3
              • chalsia Re: do Konstancji 15.10.08, 21:53

                nangaparbat3 napisała:

                > Jasne, dla wykazania eksiarze ze nie jest pepkiem swiata bedziemy
                sie przerzuca
                > c
                > dzieckiem jak pakunkiem - i nie bedzie to zadne okrucieństwo
                tylko sluszne i
                > sprawiedliwe stawianie granic.


                Nanga, nie przesadzajmy, mowa o odwożeniu 5 minut do szkoły
                JEDENASTOLATKI i facet musi spory kawał przejechać by to zrobić.
                Mnie by do głowy nie przyszło prosić/wymagać od eksa czegoś takiego
                (nawet gdyby był z tych współpracujących).

                A tak ogólnie - stawianie granic ZAWSZE jest bolesne (także tych,
                które stawia się bezpośrednio dziecku).
                Konsekwencje rozwodu a więc niezależnego bytu obojga rodziców
                ponosi (także) dziecko, i stawianie granic wraz ze skutkami tego
                jest częścią "kosztów".
                Nie da się tego uniknąć (no chyba, że nielicznym wyjątkom, do
                których Twoja Nanga sytuacja się zalicza)
                • nangaparbat3 Re: do Konstancji 15.10.08, 22:46
                  Słuchaj, tu nie chodzi o konkretne dogadanie sie w konkretnej sprawie -
                  oczywiscie, ze moim zdaniem dziewczynka moglaby chodzic do szkoły pieszo, i w
                  ogóle nie byloby sprawy.
                  Ale z calokształtu watków (dwoch) jasno wynika, ze tylko ojcu na niej zalezy. On
                  na pewno reaguje przesadnie, troche histerycznie - ale trudno inaczej, kiedy
                  wiemy, ze dziecku dzieje sie krzywda. A dzieje sie, bo mamusia jest leniwa
                  idiotka i ma nową zabawke.
                  A teraz sobie wyobraź, ze to Twoje dziecko zostało z exem, nie z Toba, ex ma
                  małego synka, Waszym dzieckiem nie chce sie zajmowac, a Twój partner stawia
                  granice. Tak naprawde stawia je Tobie w Twoich kontktach i opiece nad dzieckiem,
                  takiej jaka Ty uwazasz za stosowną. (nawet jesli z powodu nadmiaru emocji
                  przesadzasz, nie wspiera Cię, nie pomaga uporac się z problemami - tylko wychowuje).
      • jayin Re: do Konstancji 14.10.08, 16:33
        Matie,

        Tu to chyba działa dość prymitywna, bo hiper-prosta, męska logika.

        Mała - matka (Ex) nie zajmuje się nią, więc twój M jako ojciec się poczuwa do obowiązku zajmować się nią, bo wg niego Małej dzieje się źle i jest problem.

        Wasze dziecko - matka (ty) zajmuje się wszystkim, nic się nie dzieje niepokojącego, więc twój M jako ojciec może uważać, ze na tym "poletku" wszystko jest OK i jego udział może być ograniczony, skoro problemy są na poletku nr 2 (u małej i Ex).

        Siłą rzeczy poswieca więcej czasu problemom, ktore chce rozwiązac, a mniej - sprawom pewnie równie ważnym dla niego, ale skoro nie ma z nimi problemu i wszystko jest załatwione (wg niego) - to nie potrzeba tak wiele jego uwagi w tym kierunku.


        Może jesteś za bardzo samodzielna, hm?
      • liz-beauty matie 14.10.08, 17:21
        Uszka do gory. Tez mnie irytowalo to odwozenie jedenastolatka do szkoly.
        Przeciez my chodzilysmy na nogach, prawda? wink Ostatnio podnioslam jego
        plecak... Pozniej wyobrazilam sobie, jak po szkole zasuwa z nim na korekcyjna
        czy angielski i wraca o zmroku. Brrr... Cieszmy sie, ze nasi faceci sa takimi
        troskliwymi tatusiami. Jestem pewna, ze jak urodzi sie Malenstwo, to Twoj M z
        miejsca sie w nim zakocha. No i racje maja dziewczyny, Ty sie troszczysz o Wasze
        wspolne dziecko, a eksia o Mala nie bardzo, dlatego M stara sie to dziewczynce
        wynagrodzic. Wspieraj go w tych staraniach, a wszyscy na tym zyskacie. Pewnie
        jako kobieta w ciazy potrzebujesz wiecej zainteresowania i troski, wiec moze po
        prostu o tym Emowi powiedz?
    • matie.skowron Re: a teraz bardziej konkretnie 16.10.08, 13:39
      Najpierw to powiem ze jestescie kochane. I dzieki za odzew.
      Zwłaszcza ze lekarz zabronil wyjazdowsad Wiec z odwiedzin u rodzicow
      nici. Moze to i dobrze zreszta. Teraz mam wrazenie ze bylby to
      troche teatralny gest, takie jakies pokazywanie M ze mi zle i musze
      sie oderwac. A ja nie lubie egzaltacji.
      Wszystkie macie wiele racji a prawda pewnie jak zwykle posrodku.
      Jedno tylko stanowczo musze podkreslic. Te "histerie" M na punkcie
      malej widzialam od poczatku (poznalismy sie juz po rozstaniu kiedy
      ex byla w ciazy z kolejnym facetem). I wielokrotnie rozmawialismy
      (teraz mysle ze moze trzeba bylo czesciej i obrazkami jak to do
      faceta), ze podejscie pt. moim obowiazkiem jest calkowite
      poswiecenie sie dziecku wyklucza zakladanie nowej rodziny. Wyrzuty
      sumienia za kazdym razem kiedy sie czegokolwiek odmawia tez. Mozna
      tak robic, to pewnie bardzo szlachetne z wliczonym niestety ryzykiem
      ze jak dziecko dorosnie i sobie pojdzie w swiat to nie pomysli o tym
      zeby podziekowac (i nie bedzie nawet mialo obowiazku)a facet
      zostanie sam. Wiec wydawalo mi sie ze nie bedzie nieporozumien. A
      ciaza tez nie byla wielkim zaskoczeniem, a raczej mila niespodzianka
      bo wedlug wszystkich znakow na niebie i warszawskich lekarzy
      zapowiadaly sie powazne problemy.
      Obiektywnie patrzac mysle z to nie jest tak ze M mnie calkowicie
      olewa. Pewnie na swoj sposob sie cieszy, zwlaszcza ze bedzie syn
      (zawsze mowil, ze zawsze chcial)tylko jak to swietnie ujela jayin
      meska logika kaze mu zajmowac sie sytuacja problemowa. A ze ja
      zawsze samosia bylam to wiele rzeczy mu umyka. Poza tym ja naprawde
      staram sie go wspierac i naprawde mam wystarczjaco empatii zeby
      zrozumiec lekkko beznadziejna sytuacje malej (wiecie co, chyba juz
      lepsza jest jakas pijaczka gdzie jasno widac ze dziecku robi
      krzywde, Ex jest kulturalna piekna obyta w swiecie kobieta
      sprawiajaca urocze wrazenie a jednoczesnie z takim jadem egoizmu i
      chlodu, brrrr)i zagubienie samego M. Chodzi mi tylko o to zeby sie
      spelnila modlitwa, zeby zawsze rozrozniac rzeczy ktore mozna zmienic
      od pozostalych. Rozwodu sie nie cofnie, Ex nie stanie sie troskliwa,
      mala raczej nie zamieszka z M (po pierwsze z matka zwiazana wrecz
      toksycznie, po drugie kto bedzie pracowal???)wiec rozgryzanie na co
      dzien od nowa, ze biedne dziecko i jak mi jej zal niczego nowego nie
      wnosi. Albo jedynie moje zniecierpliwienie. Boze pisze pewnie o
      wszystkim i o niczym, ale to i tak pomaga smile Za to pytanie z
      ostatniej chwili. M sie zwierzyl ze badzo sie boi ze mala bedzie
      miala kiedys do niego zal ze jak go potrzebowala to go nie bylo, ze
      w waznych chwilach nie pomogl etc..Nie mowi konkretow bo to takie
      ogolne strachy. Chwilowo sie skupia na szkole ( za rok gimnazjum),
      ale to praktycznie tez trudne do realizaji. Ex oczywiscie lekcjami
      sie nie zajmuje, mala ma spore braki, M chcialby pomagac. Ale takie
      wspolne odrabianie lekcji kilka razy w tygodniu to nierealne. W
      zlosci powiedzialam, ze powienien sobie wynajac kawalerke w bloku
      ex. Ulawiloby i lekcje i zawozenie do szkoly i przytepilo wyrzuty
      sumienia. To zlosliwe wiem, ale jak mam reagowac w takich
      sytuacjach??????
      • konstancja16 pytanie do Liz 17.10.08, 18:45
        jak to sie stalo, ze u Was sad przyznal Malego (niespelna dwulatka,
        jak pisalas wyzej) ojcu?

        matka tez byla za takim rozwiazaniem czy rozegrala sie
        jakas 'walka'? z ciekawosci pytam, bowiem z mojego doswiadczenia (a
        raczej czystko teoretycznej wiedzy) wynika, ze takie rozstrzygniecia
        zdarzaja sie albo kiedy matka nie domaga sie opieki albo w
        sytuacjach jej niewydolnosci wychowawczej. wiec jestem ciekawa czy
        sie dogadali czy przechodzili przez trzyletni proces czy jak to
        wszystko poszlo.

        pozdrawiam. no i jeszcze raz podziwiam za cierpliwosc, o czym juz
        napisalam w jednym z okolicznych watkow. wink)
        • liz-beauty Re: pytanie do Liz 17.10.08, 19:37
          Konstancjo, odpowiedzialam na priv, bo za duzo osobistych szczegolow...
          • konstancja16 dzieki. 17.10.08, 20:35
            dostalam, przeczytalam. chcialam krociutko odpowiedziec, ale jakos
            mnie ta GW poczta przerosla technologicznie wink)

            w kazdym razie dziekuje i pozdrawiam.
      • nangaparbat3 Re: a teraz bardziej konkretnie 18.10.08, 17:35
        MOzesz mu poradzic znalezienie kogoś do pomocy w nauce - na przyklad
        licealistki. Jak dobrze poszukac mozna znaleźc naprawdę swietna dziewczyne, za
        niewielka oplatą by małej pomagała.
        Cierpienie dziecka nie jest czyms, o czym mozna powiedziec "nie moge tego
        zmienic, wiec nie bedę sie przejmowac". A jedyne co mozna zrobic, by ktos sie
        mniej przejmowal, to zaakceptowac jego przejmowanie się.
        • konstancja16 wychowywanie a rozpieszczenie 18.10.08, 20:02
          na przykladzie tego przywozenia i zawozenia zarysowaly sie dwie
          szkoly: grojecka i otwocka. moim zdaniem (i chyba podzielam tu
          szkole Liz) dbanie o dziecko nie powinno oznaczac rozpieszania go.
          a: gnanie na kazde zawolanie, zaniedbywanie wlasnej pracy, nowej
          kobiety w 9tym miesiacu, bo trzeba odwiezc 11latke do szkoly jest
          rozpieszczeniem. nawet dziecko z rozbitej rodziny nie potrzebuje
          takiego traktowania (psucia wlasciwie) aby miec pewnosc ze jest
          kochane. takie dziecko (moim zdaniem) potrzebuje NORMALNEGO
          traktowania. jak samodzielnego mlodego czlowieka, a nie jak
          uposledzona i niepelnosprawna ksiezniczke (ksiecia). wlasnie
          rzucanie wszystkiego bo ksiezniczka czeka moze jej wyrzadzic
          krzywde.

          ale to oczywiscie uogolnienie, bo za malo wiemy o tym jakim
          dzieckiem jest mloda, o ktorej mowa. czy potrzebuje wiecej
          samodzielnosci czy troche dopieszczenia jednak. tak czy inaczej
          prowadzenie za raczke do kibla i zapalanie swiatla robi z niej
          ofiare losu. a nie rozstanie rodzicow i chlod matki.
          nadopiekunczosc ojca nie zrekompensuje brakow po stronie matki.
          ojciec powinien traktowac ja NORMALNIE. serdecznie, wesolo, ale bez
          padania na kolana i wyreczania we wszystkim. i moze naprawde
          przydalby mu sie jakis madry psycholog, ktory pomoze mu ulozyc te
          relacje NORMALNIE. a nie nadopiekunczo i histerycznie.
          jedenastolatka to juz jest pannica.

          z kolei praktyczna pomoc w nauce to oddzielna sprawa i bardzo wazna,
          jesli Mloda ma zaleglosci. wyjatkowo zgodze sie z Nanga i w sumie
          niezle, ze wylapala. bo jesli juz teraz ma zaleglosci to moze byc
          tylko gorzej jak sie jej zaczna kumulowac.
          • nangaparbat3 Re: wychowywanie a rozpieszczenie 18.10.08, 21:39
            To ja sie wyjatkowo zgodzę z Toba, że psycholog by sie przydałwink.
            Sprawa z kiblem raczej wskazuje na to, ze psycholog przydałby sie małej - czyli
            tak naprawdę mamusi.
            A co do zawozenia rano, to nie wiemy, kto to wymyslil i dlaczego. Nie wiemy, jak
            daleko jest szkoła, jaki jest dojazd. Bo moze to bezproblemowe dwa przystanki
            autobusem, a moze jednak jakis problem jest. 5 minut samochodem to moze byc 5
            kilometrów albo 500 metrów. I jeszcze zalezy przez co.
            • konstancja16 Re: wychowywanie a rozpieszczanie 18.10.08, 21:51
              o rany, z tym kiblem to ja tak walnelam, w przenosni i dla
              wzmocnienia efektu. autorka nic takiego chyba nie napisala...

              w kazdym razie: matka jest jaka jest. leniwa troche i
              nieodpowiedzialna. ojciec przezywa i panikuje. a tu nie
              przezywanie i rozpieszczenie Mlodej potrzebne tylko wychowywanie,
              konsekwencja, stabilizacja. i pomoc w nauce. wiec niech sie
              posklada, nie placze Matie w rekaw tylko organizacja, konkrety i
              troche zaangazowania w nowe dziecko tez. ja wiem, ze facio sie nie
              rozerwie, ale zorganizowac sie musi. spokojnie i metodycznie, bo
              zamartwiajac sie niewydolnoscia Ex niewiele pomoze.

              i tak jest niezle, bo wszystko wskazuje na to, ze Matie jest w miare
              pozytywnie do Mlodej usposobiona. a moglaby juz miec dosyc maja
              takiej dawki problemow i zageszczenia opowiesci o Mlodej... ja nie
              daje glowy, ze bym wytrzymala.

              trzymaj sie Matie.
              • nangaparbat3 Re: wychowywanie a rozpieszczanie 18.10.08, 22:03
                Matie jest OK.
                Jak przeczytalam po raz drugi jej post zrozumiałam, ze nie z nia sie sprzeczam,
                a z komentarzami.
                A dziecku po pierwsze potrzebna jest miłosc i pewnosc, ze nic jej nie odbierze.
                Normalnie taka bezwarunkowa miłosc daje matka, a jak nie, to sie wszystko wali.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka