Dodaj do ulubionych

Powroty do domu

23.11.08, 20:35
Moze najpierw powiem cos o "swiecie przedstawionym" - u nas od wczoraj pada
snieg, na drogach niebezpiecznie, Mlody jest u mamy od piatkowego wieczoru(100
km od nas, atrakcyjne turystycznie miasto i zawsze korki w jedna i druga
strone). Dzisiaj trzeba bylo go odebrac, pogodzic to z innym waznym
zobowiazaniem w srodku dnia, przywiezc o uczciwej porze do domu (jutro szkola,
lekcji on tam nie ruszy, bo zbyt zaaferowany mama/rodzenstwem/sytuacja). Jutro
praca i nawet nie chce pisac jak wazny dla M dzien. Mama Mlodego nie odbierala
telefonu od wczoraj, M chcial ja poprosic o uzgodnienie wczesniejszej godziny
zabrania syna, by dotrzec w miare bezpiecznie i w miare przed noca. Mlody tez
nie odbieral, w koncu M wyslal mu sms, ze wczesniej i dlaczego. Odpisal, ze
zrozumial i bedzie gotowy. M zajezdza pod dom, katem oka widzi dzieciaki, jak
z sankami zasuwaja na gorke. Trabi. Zawraca Mlodego do domu (lzy, wscieklosc,
zal). Mlody nic nie kojarzy - nie pamieta o ktorej sie umowil z ojcem, nic nie
przekazal mamie. Matka wrzeszczy, ze jak to, jakim prawem, ze ona chce go miec
do 18, nic ja nie obchodzi, o ktorej wroca do domu. Mnie tam nie bylo. Na
szczescie. Prawie zawsze jest awantura o cos, Mlody pozniej wraca z bolem
brzucha do domu, przez kilka dni odreagowuje. M wraca wsciekly. Ja wiem jakie
te kontakty sa wazne- Mlody uwielbia mame, widze jak dostaje "krecka" w
samochodzie, jak go zawozimy, doslownie go roznosi. Zastanawiam sie jak
uniknac sytuacji bezposredniego kontaktu - radzicie powrot autobusem? Ma 11
lat, sam sie nie zaprowadzi na dworzec w duzym miescie, trzeba go do tego
autobusu wsadzic o rozsadnej porze. Nie mozna na to do konca liczyc... Macie
jakies pomysly?
Obserwuj wątek
    • 333a13 Re: Powroty do domu 23.11.08, 20:43
      Odwozicie i przywozicie Młodego do matki? Czy tylko go odbieracie?
      Może moglibyście dać mamuśce na paliwo, by go odwiozła... Albo
      Młodego zawozić, a mamuśka by go odstawila spowrotem? Poza tym przed
      wyjazdem na weekend należałoby dopilnować by Młody miał odrobione
      lekcje, spakowany plecak na rano do szkoły i przygotowane ubranie...
      • liz-beauty Re: Powroty do domu 23.11.08, 21:27
        Odwozimy i przywozimy, to znaczy M to robi, ja mu czasami towarzysze w
        niedziele. Jada w piatek, zaraz po lekcjach, w pedzie, obiad w drodze. Nie da
        rady odrobic lekcji, to znaczy uwazam, ze moglby u mamy, ale nigdy to nie
        wyszlo. Mama go nie odwiezie, nawet gdybysmy zaplacili za paliwo, jej stala
        wymowka to troje dzieci (w tym jedno "nasze"), fakt, ze jedno jest dosyc male
        (5lat). Ale Mlody w tym wieku juz od dawna kursowal w te i z powrotem i nie
        bylo, ze male dziecko, marudzace, zmeczone. A najbardziej wkurza mnie, ze jak go
        odbieramy w niedziele o tej 18, to on za chwile marudzi, ze glodny (obiad byl,
        np o drugiej i mama mu przed podroza, ktora moze trwac godzinami, nie zrobi
        kanapki). M zawsze ma dla niego kanapke, soczek i banana. Dla mnie czesto tez wink
        • 333a13 Re: Powroty do domu 23.11.08, 22:11
          Hm... może sposobem na "całe zło" mogłaby być delikatna rozmowa z
          mamusią (bo lekki szantaż do za duże słowo)... Jeśli chce widzieć
          dziecko, to musi dopilnować jego lekcje i czas powrotu... Chyba, że
          kochana mamusia niekoniecznie pali się by dziecko widywać... sad
        • 13monique_n Re: Powroty do domu 23.11.08, 22:58
          Ja mam tak z byłym mężem. Tzn. dla ścisłości - brak lekcji (teraz już nawet nie
          daję) i brak posiłku przed podróżą (odstawieniem dzieci do domu). Jedno tylko
          przewalczyłam bez pardonu od początku - on zabiera i odstawia dzieci na swój
          koszt, ewentualnie przyjeżdża widywac się z nimi na miejscu (mnie to, gdzie to
          się odbywa, nie interesuje). To on zadecydował o wyprowadzce do warszawy, więc
          ja nie widze powodów, dla których to mój budżet miałyby obciążać dodatkowe koszty.
        • chalsia Re: Powroty do domu 23.11.08, 23:07
          > Odwozimy i przywozimy, to znaczy M to robi, ja mu czasami
          towarzysze w
          > niedziele. Jada w piatek, zaraz po lekcjach, w pedzie, obiad w
          drodze.

          to niech jadą PO odrobieniu lekcji w piątek - załatwi to wiekszą
          część problemu z godzina powrotu.

          > wyszlo. Mama go nie odwiezie, nawet gdybysmy zaplacili za paliwo,
          jej stala
          > wymowka to troje dzieci (w tym jedno "nasze"), fakt, ze jedno
          jest dosyc male
          > (5lat). Ale Mlody w tym wieku juz od dawna kursowal w te i z
          powrotem i nie
          > bylo, ze male dziecko, marudzace, zmeczone

          no tak, ale Mały, ze tak powiem nie miał wyboru. A po co jeszcze
          ciągać w długa drogę w OBIE strony bogu ducha winnego pięciolatka.
          • liz-beauty Re: Powroty do domu 24.11.08, 13:41
            Tak na powaznie, to nikt nie ma zamiaru ciagac tamtego pieciolatka, ale z
            drugiej strony on tez ma tate, babcie, starsza siostre, z ktora moglby zostac w
            domu. Odrabianie lekcji w piatek przed wyjazdem - teoretycznie daloby sie
            zrobic, wyjechaliby najwczesniej o 17. W praktyce Mlody przez dwa dni przed
            wyjazdem jest rozkojarzony, w dzien wyjazdu jest po prostu nakrecony:
            podskakuje, spiewa, odbija pileczka o sciane, odrabianie lekcji z tak pobudzonym
            dzieckiem jest niemozliwe. Boje sie co bedzie w gimnazjum, jest o wiele wiecej
            nauki... Poza tym odrobienie zadan w piatek nie rozwiazaloby wczorajszego
            problemu: zadymka sniezna, droga moglaby sie wydluzyc dwukrotnie, dlatego
            zalezalo nam na wczesniejszym powrocie. Chodzilo mi o to, ze awantura jest
            prawie za kazdym razem, jak nie o godzine powrotu, to o co innego - a to ciuchy
            nie takie, a to plecak brzydki, a to co innego. Dlatego sie zastanawialam nad
            powrotem autobusem, ale dziewczyny pisza, ze za maly. No to moze doradze M, by
            stal pod domem, a Mlody niech zejdzie z plecakiem na dol i juz. Polowy rzeczy
            zapomni, ale przynajmniej bedzie spokoj.
            • chalsia Re: Powroty do domu 24.11.08, 14:08
              > domu. Odrabianie lekcji w piatek przed wyjazdem - teoretycznie
              daloby sie
              > zrobic, wyjechaliby najwczesniej o 17. W praktyce Mlody przez dwa
              dni przed
              > wyjazdem jest rozkojarzony, w dzien wyjazdu jest po prostu
              nakrecony:
              > podskakuje, spiewa, odbija pileczka o sciane, odrabianie lekcji z
              tak pobudzony
              > m
              > dzieckiem jest niemozliwe.

              aaaa, czyli lepiej mieć kłopoty z powrotem w niedzielę i
              odrabianiem lekcji w niedzielę po powrocie ??? - gdy dziecko jest
              równiez nakręcone i zmęczone.
              • liz-beauty Re: Powroty do domu 24.11.08, 17:24
                Chalsiu, mnie lekcje Mlodego tak naprawde guzik obchodza. Interesowalo mnie
                wczoraj BEZPIECZENSTWO dwoch osob w samochodzie, w dlugiej trasie, w zadymce
                snieznej. Byc moze w Warszawie zima sa zawsze czarne drogi. Na poludniu kraju
                zima bywa ciezka. Chodzilo mi o to, ze byla wczoraj awantura o zbyt wczesny
                przyjazd i zastanawialam sie co zrobic, zeby tego uniknac na przyszlosc.
                Ostatnio bylam swiadkiem awantury o brzydki kolor czapki (mama chlopca zeszla z
                nim do nas do auta). I przykre to, bo my sie dostosowujemy, zawozimy, caly ten
                weekend podporzadkowany jest zawozeniu/przywozeniu. Cholera. W sobote po
                poludniu moglby przeciez tak samo odrobic, u mamy, nie? Ja nie wiem kiedy jest
                gorzej - w piatek jest fatalnie. Ja z nim tych lekcji w niedziele po powrocie
                nie odrabiam, wracam wtedy do siebie. Czasami robie z nim angielski i jak z nim
                siedze w pracujace soboty M to pilnuje lekcji, czytania lektur itd.
                • chalsia Re: Powroty do domu 24.11.08, 21:46
                  > zima bywa ciezka. Chodzilo mi o to, ze byla wczoraj awantura o
                  zbyt wczesny
                  > przyjazd i zastanawialam sie co zrobic, zeby tego uniknac na
                  przyszlosc.

                  prosto - napisać do eksi mail/list/sms z propozycjami (dwiema)
                  rozwiązania problemu i argumantami za nimi stojącymi.
                  Jedna opcja - w sezonie zimowym wcześniej (o której) Młody jest
                  odbierany od matki, opcja druga - nie jest odbierany wczesniej za
                  to matka zobowiązuje się z synem w sobote/niedzielę odrobić lekcje.
                  • liz-beauty Re: Powroty do domu 24.11.08, 22:34
                    Brzmi dobrze. Moze by sie udalo? Przeciez ta starsza dziewczynka tez musi sie
                    kiedys uczyc, wiec mogliby jednoczesnie siadac do ksiazek. Oby tylko nasz Spiacy
                    Krolewicz nie zostawil zeszytow, ksiazek i innych szkolnych rzeczy. Poszukalam w
                    archiwum podobnych watkow, z ktorych wynika, ze czekanie w aucie nie sluzy
                    dziecku - ze lepiej, by rodzice zapraszali sie do mieszkania. Ex do tej pory
                    zawsze zapraszala M, mnie tez, jak przyjezdzalam z nimi. Ale po ostatnich
                    awanturach odechcialo mi sie tam wchodzic, denerwowac, nie chce zyc jej
                    problemami. M tez te spotkania kosztuja wiele nerwow i zdrowia. Dziesiec lat po
                    rozwodzie dorosli ludzie powinni chyba umiec sie dogadac w sprawie dziecka,
                    ktore oboje kochaja? Mlody znowu jest chory, od rana wymiotuje. M twierdzi, ze
                    tak sie koncza "te" wyjazdy. Czasem nie wiem co myslec, dlatego dziekuje,
                    macoszki i niemacoszki, ze jestescie i macie rozne pomysly!
    • kicia031 Re: Powroty do domu 24.11.08, 09:53
      Zastanawiam sie jak
      > uniknac sytuacji bezposredniego kontaktu - radzicie powrot
      autobusem? Ma 11
      > lat, sam sie nie zaprowadzi na dworzec w duzym miescie, trzeba go
      do tego
      > autobusu wsadzic o rozsadnej porze. Nie mozna na to do konca
      liczyc... Macie
      > jakies pomysly?

      Uwazam, ze 11 latek jest za maly, zeby podrozowac samodzielnie
      autobusem. Wiem, ze w Polsce sa inne obyczaje, w cywilizowanych
      krajach za pozostawienie dziecka do lat 12 bez opieki grozi rodzicom
      kara a dziecko trafia do rodziny zastepczej. Wprawdzie w POlsce nie
      ma takich przepisow, ale mimo wszystko moga byc spore klopoty jak
      cos sie wydarzy, nawet niekoniecznie tragicznego.
      • kopina77 Re: Powroty do domu 24.11.08, 13:29
        Zgadzam się z Kicią.Taki maluch nie może sam jechać.Nawet do 14 roku
        życia dziecko nie może jechać autobusem bez opieki osoby dorosłej,
        chyba że poprosisz np.jakąś paniąz autobusu czy na czas trwania
        jazdy nim zaopiekuje się Twoim pasierbem.Wiem , bo kiedyś byłam taką
        opiekunką podróżną.
        Mały jest w euforii, bo jak sama piszesz szaleje za matką i nie
        ważne jest, że mama nie da kanapki...
        Powiem uczciwe Mały ma trochę przekichane z tą całą rodzinną
        sytuacją, ale nie mnie to oceniać.
        • liz-beauty Re: Powroty do domu 24.11.08, 13:50
          Mialam na mysli podroz PKSem, wsiada przy mamie, wysiada u nas i go odbieramy.
          Mozna poprosic kierowce, by zwrocil na niego uwage, albo jakas inna osobe. Ale
          chyba odpada, za chwile bedzie jechal z nartami, trudno, M bedzie go na razie
          wozic. Poza tym powiedzial nam wczoraj, ze troche sie boi takiej samodzielnej
          wyprawy. Nie jest to wesole, troche czasu i kasy zabiera, nigdy dziekuje, czy
          propozycji czesciowego zwrotu kosztow za paliwo. Zawsze awantura. Ale raz w
          miesiacu mozna przezyc. Przekichane to on ma, nie powiem.
    • marusia1 Re: Powroty do domu 24.11.08, 19:29
      Nasza eksiara nie płaci alimentów, więc nie zamierzamy jej dokładać. Dzieli nas
      400 km, a co za tym idzie podróż wiąże sę ze sporymi kosztami, czasem,
      zmęczeniem. Exiara życzyą sobie widzieć syna co 2 rok na święta, 1 tydzień feri
      zimowych i 1 miesiąc wakacji. Biegnie 3 rok. Widziała syna tylko na jedno BN i
      to tylko dlatego, że my pojechaliśmy w tamtym kierunku, w pozostałe święta miała
      kaszel, a przede wszystkim brak chęci. Te święta BN (i W) przypadają jej, ale
      pewnie też będzie miała kaszel. Był 1 miesiąc wakacji i 2 tygodnie ferii. Nie
      muszę mówić, że po każdym spotkaniu Młodego z mamuśką my mieliśmy piekło w domu
      i do tego doszło do awantury z rodzicami mojego M. (bo my niby tacy źli jesteśmy
      - nakręciła ich ex, ktora nota bene nawet im dzień dobry nie mówi). Dlatego
      przestaliśmy wymuszać na ex widzenia z synem i w ogóle nam nie zależy, by Młody
      miał kontakt z matką - jest zdrowszy psychicznie. Poza tym ex jest typem
      roszczeniowym, więc nie zamierzam więcej dać się wykorzystać. W Waszym przypadku
      może rodziceMłodego powinni spotyać się w połowie drogi? Zawsze to jest jakiś
      kompromis, no i wtedy bie strony muszą się dostosować nawet do warunków
      atmosferycznych. A co do lekcji- nigdy nie jest tak, żewszystko na poniedziałek
      jest zadane dopiero w piątek. 11 lat, to już wiek, w którym neży być
      odpowiedzialnym. Lekcje powinny być odrabiane na bieżąco, tornister spakowany,
      ciuchy naszykowane, nie wspominając o nauce. O tego również uzależnłabym wyjazdy
      do matki. Przecież zdarzają się też luźne weekendy (bezprac domowych i
      zapowiedzianych klasówek).
      • liz-beauty Re: Powroty do domu 24.11.08, 20:05
        "Nasza" Ex to jest kobieta, ktora (podobno)jeszcze nigdy nigdzie nie przyjechala
        na czas. W te wakacje zazyczyla sobie, zeby przywiezc chlopca w miejsce, gdzie
        miala spedzac z dziecmi tygodniowy urlop, umowili sie na konkretna godzine. O
        umowionej godzinie telefon, ze ona musiala zawrocic, bo zapomniala czegos z
        domu. Czekali ponad dwie godziny, ale bylo lato, wakacje, no wiec luz. W
        poprzednie ferie zimowe czy swiateczne, nie pamietam, wrocila z Zakopanego na
        letnich oponach wiozac trojke swoich dzieci. Wiec jednak bedziemy Mlodego
        zawozic, trudno.
      • liz-beauty Re: Powroty do domu 24.11.08, 20:11
        Aha, alimentow nie placi. Od dziewieciu lat ani grosza. Wtedy, jak darla dziob o
        "brzydka czapke" (czerwona, Mlody sam wybral) powiedzialam jej z usmiechem, zeby
        nastepnym razem wziela syna na zakupy. Zamilkla, a prawda jest taka, ze przez
        ostatnie trzy lata (tyle sie znamy) kupila mu jedne kapielowki, bo szli na basen
        i nie mial.
        • marioladabr Re: Powroty do domu 03.12.08, 15:06
          liz-beauty napisała:

          > Aha, alimentow nie placi. Od dziewieciu lat ani grosza. Wtedy, jak
          darla dziob
          > o
          > "brzydka czapke" (czerwona, Mlody sam wybral) powiedzialam jej z
          usmiechem, zeb
          > y
          > nastepnym razem wziela syna na zakupy. Zamilkla, a prawda jest
          taka, ze przez
          > ostatnie trzy lata (tyle sie znamy) kupila mu jedne kapielowki, bo
          szli na base
          > n
          > i nie mial.


          No właśnie miałam zapytać, czy jak jej się kolor czapki nie podoba
          to nie może sama mu kupić... A swoją drogą to podziwiam, że wozicie
          dziecko... wiem, że dla dobra dziecka itp itd, ale ja chyba (chyba
          bo nie jestem w takiej syt.) nie zgodziłabym się - chce widzieć się
          z dzieckiem to niech po niego przyjedzie.
          • liz-beauty Re: Powroty do domu 03.12.08, 16:56
            Problem w tym, ze ja w to dobro zaczynam watpic. Z jednej strony Mlody sie
            cieszy, kocha mame, pragnie tych kontaktow. Z drugiej - tam nie ma nic pewnego;
            co chwile nowy uklad, nowy facet, nowy lokal (w ciagu 9 lat 9 przeprowadzek).
            Efekt - Mlody prawie po kazdej wizycie jest chory (wymiotuje, boli go brzuch),
            albo przybity. Wiem, ze jesli go nie zawieziemy, to tez moga byc z tego problemy
            i to powazne.
            Znalazlam nawet watek Kici na Nowej Rodzince na temat kontaktow z rodzicem i czy
            taki kontakt zawsze jest dobrem. Jednak na razie bedziemy go wozic, a jak bedzie
            starszy - sam zdecyduje, czy jezdzic. Nie chcialabym, zeby nas znienawidzil za
            to, ze cos mu utrudnialismy, zabralismy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka