annjen
30.06.09, 20:56
W życiu mojej patchworkowej rodziny zanosi się znów na przemeblowanie.
Pisałam, że mieszkamy niby we trójkę, ale ja mam 100 km od domu swoje
mieszkanie, w którym muszę dwa - trzy razy w tygodniu nocować ze względu na
pracę (nie mogę dostać pracy w mieście mojego męża). Teraz Młody dostał się do
liceum w innym mieście i chce wynająć tam kawalerkę... Według tego scenariusza
ma być tak, że każde z naszej trójki będzie siedzieć w osobnym mieszkaniu, a
ja jak do tej pory kursowałam między dwoma miejscami, tak teraz będę miedzy
trzema... Absurd do kwadratu. Koszty kolosalne, strata czasu, trzy razy więcej
sprzątania niż w normalnym domu... Poza tym boję się, że 16-latek jest za
młody, by mógł mieszkać sam. W głowie mam mętlik, ciągłe miotanie się już i
tak mnie wykończyło, a tu nowa atrakcja... Zabronić Młodemu nie chcemy, bo
wybrał najlepsze liceum w województwie i wymarzony profil. Mąż uświadomił mu
wszelkie trudności jakie wynikają z jego decyzji. Teoretycznie Młody mógłby
mieszkać u mnie, wtedy miałby ok. 20 km do szkoły i dobre połączenie, ale on
ma parcie na dorosłość, poza tym chyba wspiera go w tym Eksia, chcąca Młodego
od nas odseparować... Powiedzcie mi kobiety, czy my jesteśmy normalni? Bo ja
nie znam nikogo, kto mając trzyosobową rodzinę używałby JEDNOCZEŚNIE trzech
mieszkań... I jak długo tak sie da wytrzymać?