Witam wszystkich. Już dawno zostałam wpuszczona aby czynnie pisać na
f"m", ale międzyczasie trochę się sprawy pogmatwały , na kilka m-cy
mieliśmy przerwę z moim L. Teraz znowu jesteśmy razem, więc znowu
zaczęłam trochę tu podczytywać. Ale od początku.
Jestem rozwódką, mam dwoje dzieci (5 i 7 lat), mój L. rozwodnik
mieszka razem z 18-letnim synem, córka (8 lat) mieszka z byłą żoną,
ma utrudnione kontakty z nią, więc widzi ją kilka razy w roku.
Niedługo minąłby rok jak się spotykamy (gdyby nie wspomniana wyżej
przerwa). Ostatnio L. coś zaczął wspominać o wspólnym zamieszkaniu.
Prawdopodobnie u niego, bo ja mam małe mieszkanie , on mieszka w
domku. Zawsze spotykamy się u mnie, on do mnie przyjeżdża, ja tylko
raz byłam u niego. W sumie to po tym pierwszym spotkaniu jego syna
nawet nie pamiętałam jak wygląda, dopiero niedawno miałam okazję
znowu go zobaczyć. Nie należę do osób rozgadanych, przyjacielskich-
nie wiem o czym z nim gadać. Da się to wszystko posklejać? Jak
pytałam mojego L. co młody na to abyśmy zamieszkali to odpowiedział
że on już jest prawie dorosły (za 2 tyg ma 18-stkę)-no ale przecież
z nami by mieszkał. Jakoś nie umiem to sobie wyobrazić.
Ja chce aby L. z moimi dziećmi miał poprawne stosunki, nie oczekuję
aby im ojcował i je kochał jak swoje. Próbuje z nimi nawiązać dobre
stosunki-np. na zasadzie budowania wspólnego frontu przeciwko mnie.
Pamięta o nich, troszczy się.
Jestem osobą bardzo nie ufną, nie ufam mu jeszcze że jestem tą
jedyną dla niego, mam ku temu pewne powody, podobnie jak on mi nie
ufa. obydwoje zostaliśmy kiedyś zranieni i trudno o tym zapomnieć.
Więc do wspólnego mieszkania nie dojdzie za szybko, ale może w końcu
wszystko się ułoży i chciałabym się przygotować na ten moment
wcześniej.
Dzięki za wysłuchanie