edek40
20.05.10, 14:23
No i dociera ona, ta fala, do Warszawy. Czytam sobie te komunikaty i czytam i
wpadam w podziw. Sensacji sporo, to fakt. ZOOlog zagrozony do tego stopnia, ze
nikt nie wyklucza nawet litosciwego odstrzalu zwierzat. No sodomia i gomoria.
Naturalnie przewazaja komunikaty o tym, ze sie nie damy, jak 1920 roku. I
wiecie co? Brakuje mi prostej i przystepnej informacji, najlepiej w oparciu o
nazwy ulic, ktore tereny znajda sie ponizej lustra wody (mysle, ze geodeci
dysponuja jakimis mapami z naniesionymi warstwicami). Mozna bowiem zakladac,
ze waly wytrzymaja. Co jednak bedzie, gdy nie wytrzymaja? Warszawa to troszke
za wielkie miasto, aby ewentualna ewakuacje zarzadzac w ostatniej chwili.
Zakladajac, ze najwiekszy syf czeka nas jutro po poludniu, mieszkancy
zagrozonych rejonow mogliby po prostu wsiasc w auto i pojechac do rodziny,
ktorej jeszcze nie utopilo. Albo tylko podstawic auto na wyzej polozony
parking u sasiada. Jesli istnieja bloki zagrozone zalaniem parteru, to po
sasiedzku mozna plazme sasiadowi na chwilke wypozyczyc, po warunkiem, ze odda
i mieszka do tego pietro wyzej.
Kuzwa, to przeciez nie takie trudne. Pisze to z uwagi na to, ze pracownik
mieszka w Legionowie i dupa marszczy mu sie ze strachu, bo zmierzyl w guglu,
ze mnieszka 1,8 km od Wisly. Informacji o zagrozeniach na stronach miasta BRAK!