Dodaj do ulubionych

Przed ślubem...

24.08.10, 21:13
Byłem szczęśliwy. Byłem tak szczęśliwy jak tylko mógłbym to sobie
wyobrazić. Z moją dziewczyna spotykałem się ponad rok i w końcu
zdecydowaliśmy się wziąć ślub. Moi rodzice byli naprawdę zachwyceni i
pomagali nam we wszystkich przygotowaniach do naszego wspólnego życia,
przyjaciele cieszyli się razem ze mną a moja dziewczyna... była jak
spełnienie moich najśmielszych marzeń. Tylko jedna rzecz nie dawała mi
spokoju - dręczyła i spędzała sen z powiek... jej młodsza siostra.
Moja przyszła szwagierka miała dwadzieścia lat, ubierała wyzywające
obcisłe mini i króciutkie bluzeczki, eksponujące krągłości jej
młodego, pięknego ciała. Często, kiedy siedziałem na fotelu w salonie,
niby przypadkiem schylała się, po coś tak, że nawet nie przyglądając
się, miałem przyjemny widok na jej majteczki. To nie mógł być
przypadek, nie zachowywała się tak nigdy, kiedy w pobliżu był ktoś
jeszcze.
Któregoś dnia siostrzyczka mojej dziewczyny zadzwoniła do mnie i
poprosiła abym po drodze do domu wstąpił do nich rzucić okiem na
ślubne zaproszenia. Kiedy przyjechałem była sama w domu. Podeszła do
mnie tak blisko, że czułem słodki zapach jej perfum i wyszeptała, że
wprawdzie wkrótce będę żonaty, ale ona pragnie mnie tak bardzo... i
czuje, że nie potrafi tego uczucia pohamować... i nawet nie chce.
Powiedziała, że chce się ze mną kochać, tylko ten jeden raz, zanim
wezmę ślub z jej siostrą i przysięgnę jej miłość i wierność póki
śmierć nas nie rozłączy. Byłem w szoku i nie mogłem wykrztusić z
siebie nawet jednego słowa. Powiedziała "Idę do góry, do mojej
sypialni. Jeśli chcesz, chodź do mnie i weź mnie, nie będę czekać
długo". Stałem jak skamieniały i obserwowałem ją jak wchodziła po
schodach kusząco poruszając biodrami. Kiedy była już na półpiętrze
popatrzyłem na nią przez chwilę, po czym odwróciłem się i poszedłem do
drzwi frontowych. Otworzyłem drzwi i wyszedłem z domu, prosto, w
kierunku zaparkowanego przed domem samochodu.
Mój przyszły teść stał przed domem - podszedł do mnie i ze łzami w
oczach uściskał mówiąc: "Jesteśmy tacy szczęśliwi, że przeszedłeś
naszą małą próbę. Nie moglibyśmy marzyć o lepszym mężu dla naszej
córeczki. Witaj w rodzinie!".
A morał z tej historii...
..Zawsze trzymaj prezerwatywy w samochodzie!!!
Obserwuj wątek
    • lexus400 Re: Przed ślubem... 24.08.10, 22:04
      Zajebioza:))
      • bassooner Re: Przed ślubem... 24.08.10, 23:36
        dobre! i właśnie komar mnie ujeb... w gire!
    • derwisz911 Re: Przed ślubem... 25.08.10, 22:57
      www.youtube.com/watch?v=-G_8DDCixqM&NR=1
    • laurah Re: Przed ślubem... 29.08.10, 09:21
      Świetne. Naprawdę świetne!
      Podejrzewam, że 90% mężczyzn ruszyłoby w kierunku drzwi frontowych... ale
      dopiero po wszystkim :)
    • szatniarka Re: Przed ślubem... 29.08.10, 15:27
      Ta historia jest chyba starsza od Forda T ;-)
      • dr.verte Re: Przed ślubem... 29.08.10, 18:01
        szatniarka napisała:

        > Ta historia jest chyba starsza od Forda T ;-)
        >


        a mnie umknela , widocznie wyszedlem do kibla w przerwie na reklamy
        • szatniarka Ta tez Ci umknela?? ;-) 29.08.10, 19:24
          Rzecz dzieje się w carskiej Rosji.
          Kurier z carskiej armii opowiada o swojej przeprawie przez skutą
          mrozem Syberię. Siedzi z kompanami, popija, popala i opowiada:
          Wysłano mnie z listem niezwykle ważnym do generała Pawłowa i miałem
          tylko kilka dni na przedarcie się przez dziką Syberię. Jechałem 5
          dni i 5 nocy konno.
          Wichury, burze śnieżne, potężne zaspy i żywego ducha wokoło.
          Mój koń już ledwo zipał, brakowało jedzenia, picia i snu.
          Rozglądałem się ciągle dookoła ale wszędzie tylko śnieg, śnieg i
          śnieg. Nawet drzew i krzaków nie widać było, taka była śnieżyca. Gdy
          już zwątpiłem zupełnie i modliłem się tylko o łagodną śmierć, nagle
          ujrzałem mglisty zarys czegoś, co wystawało ze śniegu.
          To był krzyż. Pomyślałem, że trafiłem na jakieś zagubione
          cmentarzysko.
          Tak więc postanowiłem, że jeśli mam umrzeć, to najlepiej tu.
          Zsiadłem z konia, przywiązałem go do krzyża, a sam okryłem się
          wszystkim, co tylko miałem i położyłem się obok mojego strudzonego
          drogą i głodem konia.
          Zasnąłem... Nie wiem, ile spałem. Gdy się obudziłem, świeciło
          słońce, śnieg stopniał, ja leżałem na schodach pod cerkwią, a koń
          wisiał na dzwonnicy...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka