sherlock_holmes
29.03.04, 13:22
W piatkowy wieczor dwaj moi byli koledzy (tzn. kiedys ich znalem, ale ze
wzgledu na rozbieznosc pogladow, m.in. na styl jazdy zerwalismy znajomosc)
mialo wypadek. Jechali Oplem Tigra po tjuninku (halogeny, spoilery, neon po
tablica rejestracyjna i zdluz progow :))))) ), wyprzedzali na trzeciego pod
gore i wpadli prosto pod tira. Nie mieli zapietych pasow, a predkosc przed
zderzeniem wynosila ok. 140km/h. Mieli szczescie, bo w Tigrze ABS byl zepsuty
i tuz przed uderzeniem obrocilo samochod o 180 stopni. Efekt: lekkie
potluczenia i zadrapania, jutro wychodza ze szpitala. Samochod skasowany do
tego stopnia, ze ratownicy godzine rozcinali samochod, zeby ich wyjac ze
srodka.
I co - myslicie, ze cos im to dalo? Chlopaki ciesza sie, ze w koncu przeszli
crash-test... Jeden z nich jakies dwa lata temu malo co nie wprasowal mnie
pod stara gdy przejechal z predkoscia na oko 160km/h w miescie na grubosc
lakieru.
Obawiam sie, ze takim nie pomoze resocjalizacja - gdyby nie wpadli pod tira,
tylko w drzewo, nie zalowalbym gdyby zakonczyl sie ich zywot. Ale gdyby
zakonczyli na czlowce z tirem, jego kierowca mialby do konca zycia wyrzuty
sumienia, ze dwoch poj..bow zgiinelo na zderzaku (a wlasciwie na ramie) jego
samochodu.
Jesli chcecie wiedziec gdzie sie obaj tak spieszyli, pewnie nie zaskoczy was
to, ze jechali na impreze do panienek. Tego, ze jeden z nich jest zonaty,
drugi jest (w chwili obecnej byl - podkreslam z msciwa satysfakcja :))) )
zareczony...
Pikanterii opisu doda fakt, ze ten zonaty za pieniadze na oplate za energie
elektryczna wyniosl z domu i kupil sobie lampy dalekosiezne.
Przepraszam, ze was zanudzam, ale musialem sie wygadac :)