x-darekk-x
11.02.11, 15:41
pare dni temu uswiadomilem sobie maly drobiazg - na poczatku stycznia minal rok od kiedy kupilem alfe i jakos nie przypominam sobie, zebym odnawial ubezpieczenie. i rzeczywiscie - info o odnowieniu gdzies sie zapodzialo a ja prawie miesiac przejezdzilem bez ubezpieczenia
odnowienie chwile zajelo (wystawienie polisy ze wsteczna data), wiec musialem 2-3 dni pojezdzic innymi samochodami do pracy. najpierw przeprosilem sie ze staruszkiem swiftem (2002 rok, mam go od nowosci). przez ostatnie 2 lata zrobil moze ze 2 tys km (stoi miesiacami). i owszem, po mito sprawia wrazenie dramatyczne - glosny, wolny, wibrujacy, brzydki itp. ale stwierdzilem, ze dobrze mi sie jezdzi, bo wreszcie jest bardziej miekko na tych pozimowych nierownosciach i dziurach.
po jednym dniu w swifcie zabralem zonie minivana - stary chevrolet venture (2003). i powiem wam, ze wrecz bylem zachwycony. w ogole nie przejmowalem sie brakiem jakiegokolwiek wplywu na kierunek jazdy poza kierunkiem na wprost ;) - no sportowy to on nie jest. po prostu nie moglem sie nacieszyc z jazdy samochodem, w ktorym niemal nigdy nie slychac silnika, skrzynia sama mi zmienia biegi w zupelnej ciszy i niemal niewyczuwalnie mimo, ze wiekszosc samochodow na polskich drogach zostaje daleko w tyle, zawieszenie i wielkie kola na malej feldze (indeks pewnie zamiast 45 to jakies 450), ktore przemykaja miekko po dziurach, ktore w mito byly tak czytelne, ze moglem sie delektowac wpadaniem do dziury, jazda po jej dnie i etapem wyjezdzania z drugiej strony. przyjezdzalem usmiechniety od ucha do ucha. normalnie zaczalem zazdroscic zonie auta.
i teraz znowu przesiadlem sie do mito. wrazenia jak w gokarcie - kierownica przyczepiona do kol a nie powiazana z nimi przez gumowe linki (jak to bylo chyba w chevrolecie), pedal gazu, ktory sluzy do przyspieszania a nie zwiekszania glosnosci (jak to bylo w swifcie). ogolnie fantastycznie. ale cos mi sie marzy miekko toczaca sie lodka na kolach. chyba sie starzeje. i powinienem odkupic mojego broughama...