brukowanie

10.11.11, 10:42
Czyli nowa świecka tradycja wykładania polbrukiem wszystkiego co można. Ostatnio byłem we wschodnio-południowej Polsce gdzie w małych miasteczkach jest szał na wykładanie chodników polbrukiem, co jest wg mieszkańców szczytem elegancji i postępu. OK, można dyskutować na temat estetyki tego rozwiązania (wg mnie to synonim bezguścia) ale w zakresie funkcjonalnym jest to przekleństwo gospodarki wodnej. Dziwią się ludzie, że nagle większy deszcz powoduje wylewanie małych lokalnych rzeczek. A gdzie ta woda ma wsiąknąć w ziemię, skoro ludziska każdy możliwy cm2 powierzchni wykładają kostką i w 100% zrzucane jest to do tych rzeczek? Patrzę przez okna na sąsiedni biurowiec, który jest przebudowywany i co widzę? powstał parking, cały wielki plac z 2000m2 świeżo wyłożonym polbrukiem... Nie można zrobić chociaz kostki ażurowej? Czy nie ładniej jakby była tam trawa? nie ma problemu z odprowadzaniem wody a w 100% funkcjonalnie (ażurowa tak samo stabilizuje grunt).
    • bassooner Re: brukowanie 10.11.11, 10:48
      masz rację gierek zaczął a ci skończą...

      a co do gospodarki wodnej to fakt, miasta zabetonowane, wyłożone kostką a woda miast do gruntu to do burzówki... ;(((
    • tomek854 Re: brukowanie 10.11.11, 12:54
      Eurokostka akurat ma tą zalete, ze ma szczeliny i część wody (przy prawidłowym jej ułożeniu) powinna spływać nimi.

      Mogło być gorzej - w Szkocji np wszystkie chodniki są asfaltowe albo czasem betonowe. Wyobraźcie sobie co się tam dzieje w trakcie ulewy.
    • sven_b Z archiwum Polityki 10.11.11, 13:43
      Polityka - nr 31 (2665) z dnia 2008-08-02
      Polska w kostkę

      Kostka Bauma pojawiła się nad Wisłą wraz z kapitalizmem. Wylała się na parkingi, chodniki, ścieżki rowerowe. Teraz betonowa galanteria rozlewa się na senne rynki polskich miasteczek. Bo najłatwiej od Unii zdobyć dotację na bruk.

      To się w Unii nazywa Zintegrowany Program Operacyjny Rozwoju Regionalnego albo rewitalizacja. Weźmy Roztocze. Kostką zrewitalizowano już centrum wsi Różanka, park wiejski w Orchówku, gminę Wojciechów, Tyszowce, Krasnobród, Szczebrzeszyn. Albo Świętokrzyskie. Kostka Bauma opanowała Bodzentyn, Słupię, Opatów i tak dalej, dalej.

      Wokół kostki w kształcie betonowej fali stoją przylepione do siebie domki, tworząc kwadrat bodzentyńskiego rynku, zwanego Dolnym. Na kwadracie czeka na podróżnych blaszany przystanek. A na schodkach przed sklepem ze wszystkim za 5 zł właścicielka czeka na klientów. Jak wczoraj, tydzień temu, wyciągając na bruku kolana do słońca.

      Trzask drzwi. Jest. Pierwsza klientka. Pani Zenobia przyszła do sklepu ze wsi pod lasem kupić grabie. Kupi jeszcze leki, chleb, coś do chleba na tydzień i obładowana (w tutejszym języku nazywana świętokrzyskim desantem) poczłapie do wsi. Jeszcze rok do tyłu pani Zenobia z tobołkiem tworzyła z rynkiem jakąś harmonię. Bo rynek był niemodny jak pani Zenobia – wyklejony kocim łbem, z drewnianym przystankiem z bali w gąszczu starych drzew, w których cieniu drzemały miejscowe psy i przyjezdni na plecakach. Obok był hydrant na pompę, przyjezdni pili wodę z hydrantu, a woda uciekała im przez palce. A ludzie wynosili krzesła pod drzewa, żeby siedzieć i patrzeć. Było marudnie, prowincjonalnie, jakoś.

      Aż przyszły brygady z interwencji w fosforyzujących kamizelkach, rozebrali przystanek z bali, wycięli stare drzewa piłą mechaniczną i zaorali rynek betonową mozaiką. – I jest Europa – właścicielka wszystkiego za 5 zł grzeje się na betonie. W tym samym czasie na drugim bodzentyńskim rynku, zwanym Górnym, otwiera okno swojej kamienicy pan Antoni, bo odkąd stracił nogę, ponieważ dorabiał się całe życie ciężko pracując, zabija czas patrzeniem. Podczas zabijania czasu pan Antoni naliczył, że na rynku jest 17 drzew. Jarzębiny, lipy, modrzewie, jesiony. Najbardziej pan Antoni lubi patrzeć, jak jest na rynku festyn, a wieczorową porą po festynie rozkładane są deski wśród drzew i młodzi mają potańcówki. Niedługo pod okna pana Antoniego też przyjadą koparki, żeby wyciąć drzewa. Czytał w „Echu Dnia”, że już jest klepnięty projekt rewitalizacji. Będą układać z kostki ładne betonowe wzory w kształcie szachownicy, zrobią alejki, a wokół alejek posadzą niskopienne krzewy na modę zachodnią, postawią też atrapę studni.

      Z kamienicy naprzeciwko słychać trąby. To przed festynem ćwiczy orkiestra strażacka. Przekrzykują się z trąbami kruki, mieszkańcy 17 drzew. Ale drzew panu Antoniemu nie szkoda. Przynajmniej kruki nie będą srały na parapet, którego się dorobił.

      Na drzewa przyszedł czas i na pana Antoniego przyjdzie. Wtedy spocznie sobie na cmentarzu parafialnym. Ale pod warunkiem, że nie pod kasztanem, bo zanieczyszcza granitowe nagrobki. Kasztany na cmentarzu bodzentyńskim likwiduje się sposobem: należy dyskretnie obciąć łyko, podsuszyć, potem konserwator daje zgodę na wycięcie. Co roku kilka starych kasztanów tak idzie pod młot. Ale nie żal ich panu Antoniemu. Woli leżeć pod granitem, bo się dorobił.

      Kostka polityczna

      Piotr Opozda, nauczyciel historii, a w języku wrogów, których ma w bodzentyńskich urzędnikach – mający sposób bycia ekstrawagancki, bo walczy z trendem europejskim na kostkę i tuje, wystosował apel do mieszkańców, opublikowany w lokalnym biuletynie. Z apelu: „Niech kołtuni historię zostawią w spokoju, bo może okazać się bezlitosna”.

      W odpowiedzi na apel Opozdy urzędnicy skierowali do mieszkańców swój apel, że wichrzyciele blokują inicjatywy za unijne pieniądze. Zebrali ludzi z Górnego Rynku, który czeka na rewitalizację, żeby ludziom powiedzieć: Są pieniądze, to trzeba je wykorzystać. Ludzie przytaknęli, ponieważ w interesie miasta jest przepychać projekty, bo jak dają finans, trzeba brać. Urzędnicy tłumaczyli ludziom na zebraniu logikę inwestycji. Czyli: im większa absorpcja środków unijnych, tym lepsza statystyka, a jak lepsza statystyka, lepsze sprawozdania z tego, że pieniądze nie zostały zmarnowane. Więc Górny Rynek ma być gotowy na 2012 r. Zrobi się folder dla turystów i tak dalej.

      W biuletynie urzędnicy odgryźli się Opoździe, że „KOŁTUN wg Słownika języka polskiego to człowiek o wąskich horyzontach umysłowych, zacofany lub ograniczony, a wielu Bodzentynian zajmuje wysokie stanowiska w administracji rządowej, samorządowej, wobec czego nie mogą być kołtunami”. Poza tym Opozda, niby historyk, ale trudno go zauważyć na patriotycznych manifestacjach, które władze organizują w rynku, chociażby nie widzieli Opozdy w dniu 1 czerwca na akademii poświęconej pamięci pomordowanych mieszkańców Bodzentyna.

      Radny Piotr Gajek, utożsamiany z układem prawicowym, poparł Opozdę i wtrącił się do 700-letniej historii Bodzentyna, żeby grodu nie brukować. W tym celu wystąpił na sesji gminnej. Choć na piętnastu radnych poparło Gajka ośmiu, będących aktualnie w opozycji, zostali zakrzyczani argumentem, że tak się w tej chwili na świecie rynki odsłania, czyli wycina się drzewa, żeby nie było tak, jak było, zanim Zachód dotarł do Bodzentyna, że jeden sikał na rynek, drugi na nim pił, a trzeci spał. Radny Gajek skapitulował, bo dostawał listy z pogróżkami, żeby uważał na żonę oraz dzieci. Teraz wspólnie z Opozdą opłakują stare w podziemiu. Zamierzają walczyć o pieniądze na odrewitalizowanie tego, co zrewitalizowano, bo inaczej umrze turystyka w Bodzentynie, gdyż nie ma durnego, który przyjedzie np. z Warszawy zobaczyć ten sam falujący bruk, jaki ma na podjeździe. Więc trzeba zrobić retusz na spiż.

      Należy przywrócić rynkowi tzw. stojaków, pamiątkę po latach 60., kiedy co drugi dom wokół rynku prowadził nielegalną masarnię, a praca stojaków polegała na staniu i kapowaniu, czy nie pojawił się obcy, bo trzeba towar chować do piwnic. Potem zostało im to stanie na rogach, co stało się nawet wizytówką miasta. Obecnie, po rewitalizacji, stojący z betonowych naroży przenieśli się do baru U Jasia, zwanego hospicjum, bo tu kończą bodzentyński żywot, pijąc wino Mamrot z Rancza Wilkowyje, seria limitowana, żeby się poczuli jak w serialu. 3,50 zł plus kaucja za butelkę, oddawana po wypiciu.

      – Ładnie odpierdzielili – pan Bogdan kończy trzeciego Mamrota, bo córka powiła trojaczki, podziwiając cacuś kostki. Warszawę buduje, można tak powiedzieć, bo posiada brygadę wykańczającą domy w stolicy, więc nabył poczucie estetyczne: – Był finans, to wycięli drzewa, bo o to chodzi, że środowisko musi być środowisko – pan Bogdan postawiłby jeszcze studzienkę, bo takie mija na rynkach miasteczek, gdy zjeżdża z Warszawy do baru U Jasia.
      • sven_b c.d... 10.11.11, 13:43
        Kostka dla ludu

        Z biuletynu gminy Krasnobród do mieszkańców: Pięknieje nasze miasto. Dla podkreślenia charakteru uzdrowiskowego zdecydowano się na zastąpienie dotychczasowego zieleńca wybrukowaną płytą wykonaną z kostki brukowej granito. Władze zwracają większą uwagę na poprawę estetyki. W tym celu ustawiono na rynku dekoracyjne dzbany obsadzone roślinnością. Najnowszymi elementami są donice z kwiatami zawieszone na słupach oświetleniowych. 16 sztuk. Władze obiecują jeszcze mieszkańcom posadzenie wokół kostki tui, iglaków i jałowca. Razem sztuk 45. Całkowity koszt projektu 635 374,42 zł. Kwota dofinansowania: 322 086,99 zł.

        Żeby rynek stał się pierzeją reprezentacyjną, wycięto stare lipy, ponieważ były kolizyjne z brukiem. Oraz z uzdrowiskiem, bo w 2002 r. Krasnobród nabył status kurortu.

        Andrzej Czapla, nauczyciel, prowadzący w Krasnobrodzie agroturystykę, nie może odżałować tych lip. Bo oprócz prawdziwego estetycznego wyczucia Czapla posiada pszczoły, które korzystały z lip, a lipy ciągnęły się wąwozem ulicy 3 Maja aż do kościoła. Ale jakiś profesor orzekł, że tu jest kurort, a lipy blokują przepływ powietrza z lasu w kierunku sanatoriów. 8 września Czapla, jako jedyny w województwie, pojedzie do Brukseli odebrać statuetkę z powodu wykorzystania wszystkich środków unijnych na dofinansowanie agroturystycznej inwestycji. Powie Unii o lipach, folklorze, regionalizmie i o tym, że żona Czapli pojechała do matki w Krasnymstawie i złapała się za głowę, że tam idzie to samo nowe: szachownica z Bauma, brukowane lotnisko.

        Ale w opinii Krzysztofa Gęśli, odpowiedzialnego w gminie za inwestycje, od 2007 r., gdy wycięto drzewa i wybrukowano rynek, pełni on funkcje salonu. Trzeba przyjechać w niedzielę, gdy na kwadracie otoczonym apteką, spożywczym, ciuchlandem i zakładem fryzjerskim Nefretete ludzie budzą się ze snu do życia. Siadają na ławkach przy gazonach (sztuk 31), pod lampami, a o zmroku lampy zapalają się, żeby oświetlić kostkę dla podniesienia estetyki.

        Z projektu: Inwestycja poprawiła standard życia, przyczyniła się do zaspokojenia potrzeb społecznych i kulturalnych oraz umocniła ofertę turystyczną gminy.

        Krzysztof Gęśla zrealizował projekt rewitalizacji dokładnie wedle projektu. Z projektu: po II wojnie na płycie rynku urządzono skwer, rozsiewając drzewa. Był to celowy zabieg komunistów, stosowany w większości miasteczek, żeby ludzi rozpędzać, zabierając miejsce tradycyjnych zgromadzeń lokalnych. Pierzei rynkowej należy przywrócić dawne funkcje centrotwórcze, organizować uroczystości religijno-patriotyczne, festyny, majówki, dożynki.

        Już widzi Gęśla różnicę. Weźmy ubiegłoroczny sylwester: zebrali się na kostce mieszkańcy i otwierali szampany, bratając się jak nigdy dotąd. Odczuwa się znacząco, że kostka ożywiła rynek. Na melanżu trzech kolorów tworzących szachownicę – piasek, szarość, przełamane z bordo – powstał bar Zorba, parasolki, a podczas Euro 2008 stanął telewizor. Siadają pod fontanną (sztuk 1) zakochani.

        Z planu inwestycji: fontanna stanowi najistotniejszy i jednocześnie przyciągający element ze względu na kojące działanie szumiącej wody i efekt wizualny. Jeszcze trzeba postawić przy fontannie jakiś pomnik. Kogo? Może Marysieńki?

        Wedle Gęśli, usunięcie drzew było kwestią dyskusyjną, bo to jakby rozebrać mało atrakcyjną kobietę. Ale obwiniać należy wykonawcę, który wyciął lipy, potraktowawszy je jak przeszkodę, co było zapewne związane z kosztorysem inwestycji. Więc kostka jest już oswojona, w szczelinach obrósł ją mech. A na bruk krasnobrodzki patrzy bocian, nieunijny. Nieprzewidywany w projekcie, przyleciał do gniazda na rynku jak co roku. W opinii urzędników dobrze zrobił, bo stanowi element natury, choć jest uciążliwy dla turystów, gdyż robi kupy na przechodniów i nowiutki bruk.

        A w sprawie natury temat drzew powróci, bo bruk wymaga dopieszczenia, zapewniają urzędnicy. Dopieszczenie drzewami kostki może nastąpić za kilka lat, ponieważ miasto z Unią, która na rynek dała fundusze, wiążą umowy, co kontroluje Departament Koordynacji Projektów Europejskich. Sprawdza poszczególne elementy, liczy latarnie, donice. Zmiana w projekcie w trakcie jego realizacji jest niemożliwa do 7 lat od inwestycji ze względu na zachowanie trwałości projektu. Żadnych dekompozycji, sadzenia drzew, bo to wiązałoby się z rozebraniem kostki w niektórych miejscach. Stacjonarne drzewa nie wchodzą w grę, jedyne, co można, to dostawiać donice, gdyż są przenośne w czasie festynu. Zresztą, wedle urzędników, drzewa powinny stać w lesie, a nie w centrum miasta. Zrozumieli to także mieszkańcy, którzy brukowe dywany podciągają na swój koszt pod własne domy.

        W tym celu w trzytysięcznym Krasnobrodzie stworzono już dwa miejsca pracy. Chodzi po rynku dwóch strażników miejskich, pilnując estetyki bruku, lamp, donic, żeby kontrolą estetyki nie fatygować policji, która jest od spraw poważniejszych.

        Kostka reprezentacyjna

        Gdy zapadła decyzja, żeby wyciąć drzewa rozsiane przy wiejskiej drodze na polach we wsi Guciów, gmina Zwierzyniec, bo urosły same z siebie, bez projektu, niesymetrycznie, Anna Jachymek, geograf i patriotka roztoczańska, pobiegła z płaczem do Tomasza Gajewskiego, historyka sztuki i przewodnika. Potem razem polecieli interweniować na komisariat w Zwierzyńcu. Anna Jachymek tłumaczyła komendantowi, na czym polega piękno. Ale komendant posiada już świadomość europejską i tyrada o estetyce do niego nie dotarła. Więc żeby nie wycięto drzew, mąż pani Anny Stanisław Jachymek, sołtys wsi Guciów, wykupił te drzewa za własne pieniądze. Ratując przed kostką Roztocze, kupił też okoliczne łąki i starorzecza, jeździł na rozmowy o tym, na czym polega piękno, do powiatowego urzędu w Zamościu. Ale został potraktowany jak outsider i wariat, bo urzędnicy traktują drzewa, zwłaszcza te duże i stare, jak dawne wielkopańskie zachcianki. Drzewa sadziła szlachta, bo im się we łbach poprzewracało. A wieś można zobaczyć, jadąc do skansenu w Lublinie, który jest pięknie pokazany w folderach.

        Gdy wycinali ostatnie drzewa na krasnobrodzkim rynku, Stanisław Jachymek pojechał tłumaczyć chłopom, na czym polega piękno. Wywracały się lipy na lewo i prawo, a chłopy twardo: – Wytniem i będzie na galanto, bo finans z Unii jest. Chłopy też weszli do Zachodu.

        Ponieważ w Zwierzyńcu chcą wyłożyć kostką wąwóz lessowy, Jachymek, zwolennik malwy i dziewanny, wystosował apel o bogactwach Polski wschodniej, nietkniętych myślą ludzką, a rozwalanych buldożerem i piłą motorową, żeby urządzać dożynki dla działaczy. Pisze w apelu, że urzędnicy naoliwiają brukiem swoje posady, a perły wpadają do miejscowej rzeki Wieprz. Prosi o interwencję. Może ministerstwo? Żeby nie promować silikonowej holenderskiej tandety, stworzyć wydział do spraw Polski Magicznej, na przykład do spraw mgieł nad Wieprzem.

        Już kostka wlewa się na Józefów, Frampol i Tarnogród. Przed dożynkami każdy burmistrz chce mieć swój plac Defilad. Z biuletynu: Opatowski rynek staje się coraz ładniejszy. W połowie plac został już wybrukowany kostką typu granito…

        Edyta Gietka
        • franek-b Re: c.d... 10.11.11, 14:18
          BTW Niestety w 2 ostatnie weekendy miałem kiepską okazję, by pobyć na 2 różnych cmentarzach w południowo-wschodniej Polsce. Brzydota tych miejsc przygnębiła mnie niesamowicie. Jako osoba, która wychowała się w zachodniej Polsce, gdzie cmentarz to park, z szerokimi alejkami, z mogiłami w takiej odległości od siebie, że możan ławeczkę postawić, kwiatki posadzić itd. to byłem w lekkim szoku. Co się rzuca w oczy to brak drzew, puste pole, mało alejek (obowiązkowy polbruk), i groby jeden na drugim, mimo wytyczenia rzędów, to wszystko falowało, nie trzymało linii, a niedaj boże było 20 cm odstępu pomiędzy mogiłami, to zaraz wciskano tam kostkę. Przygnębiający podwójnie widok.
          • bassooner Re: c.d... 11.11.11, 00:41
            franek masz rację... chodzę na mój cmentarz w Szamoni... powiem tak - cały zacieniony mnóstwem okazałych drzew, grobowce, piaszczyste alejki, kapliczka, nieopodal strumyk, mostek i park z ogródkiem jordanowskim

            byłem też w pruszkowie u mojej cioci - pustka, kicz i nieopodal wielka, bardzo wielka góra śmieci... tragedia... ;-(((
            • bassooner Re: c.d... 11.11.11, 00:48
              https://www.kolegiata.pl/galerie/cmentarz/brama_front_big.jpg
              a wygląda to mniej więcej tak... sorki za kryptoreklamę... ;-)))
              • franek-b Re: c.d... 12.11.11, 22:30
                cmentarze.szczecin.pl/Cmentarze/chapter_11975.asp
                A u mnie jeszcze nowoczesnosc:P
    • marekatlanta71 Re: brukowanie 11.11.11, 01:33
      U mnie jest takie śmieszne prawo ze jak chcesz zabetonowac ilestam m2 to musisz zbudować jezioro o odpowiedniej pojemności. W zwiazku z czym coraz wiecej nowych parkingów jest z takiego porowatego, przepuszzcalnego materiału.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja