mejson.e
27.12.04, 21:52
Obserwując gonitwy samochodów zmierzających w stronę wąskich gardeł - tam,
gdzie jest sygnalizacja świetlna, zagęszczenie przy skrzyżowaniach i wjazdach,
mam wrażenie, że lubimy naciskać gaz jak małpy nie zastanawiając się, co nas
czeka z przodu.
I nie chodzi mi wcale o jazdę wariacką z szaleńczą prędkością, przy której
trudno zapanować nad samochodem.
Chodzi mi o jadę ułańską - skoczną, ale prowadzącą ... donikąd.
Bo jeśli w dużym natężeniu ruchu, większość pojazdów gna szybciej, to więcej
ich spotka się na tych wąskich gardłach.
Przepustowość skrzyżowań jest ograniczona i napływ większej ilości pojadów po
prostu to skrzyżowanie zatka.
Gdyby większość jechała przepisowo, to można by tak zsynchronizować
sygnalizację świetlną, by nadjeżdżające porcje samochodów były obsługiwane
prawie na bieżąco.
Dowód mieliśmy w czasie mgły na Trasie Toruńskiej w Warszawie - większość
wtedy jechała ok. 80/h - przepisową prędkością i w efekcie większość zazwyczaj
zatkanych miejsc przejeżdżało się płynnie.
Ale, co tam Baśka, spinamy ostrogami i grzejemy.
Przecaśmy nie cielęta...
Ciekawe, kiedy do WSZYSTKICH dotrze, że wszystkie nasze działania mają wpływ
na ogólną sytuację a nie tylko na położenie pępka wszechświata, w którym to
zazwyczaj się znajdujemy?
Pozdrawiam,
Mejson
--
"Ruch jest przyczyną wszelkiego życia."
(Leonardo Da Vinci)