sherlock_holmes
20.03.05, 12:12
Hiszpan Fernando Alonso (Renault) wygrał drugą eliminację samochodowych mistrzostw świata Formuły 1, wyścig o Grand Prix Malezji.
Alonso, który prowadził w wyścigu od startu, o ponad 24 s wyprzedził Włocha Jarno Trulli (Toyota) i o 32 s Niemca Nicka Heidfelda (Williams-BMW). Hiszpan został nowym liderem klasyfikacji generalnej MŚ.
To drugie w karierze zwycięstwo 23-letniego hiszpańskiego kierowcy w wyścigach Formuły 1. Po raz pierwszy na najwyższym stopniu podium stanął w 2003 roku, gdy zwyciężył w Grand Prix Węgier.
Siedmiokrotny mistrz świata Michael Schumacher (Ferrari) zajął w Malezji siódme miejsce. Niemiec nie najlepiej wypadł w trakcie drugiej sesji kwalifikacyjnej, do wyścigu głównego ruszył z siódmej linii startowej i przez pierwsze dwadzieścia okrążeń toru nie mógł wyprzedzić żadnego z rywali, spadł nawet na czternaste miejsce.
Po pierwszym tankowaniu Schumacher minimalnie przyśpieszył, powoli zaczął obrabiać straty. Było jednak widać, że model Ferrari z 2004 roku jest wolniejszy niż bolidy rywali. O wiele większe kłopoty miał drugi kierowca Ferrari, Brazylijczyk Rubens Barrichello, który w końcówce wyścigu został zdublowany i na pięć okrążeń przed końcem wycofał się.
W pierwszej fazie wyścigu bardzo dobrze jechał także drugi kierowca teamu Renault Włoch Giancarlo Fisichella. Na 38 okrążeniu toru (zawodnicy w sumie przejechali 56 okrążeń), doszło do kolizji Fisichelli z kierowcą Williamsa, Australijczykiem Markiem Webberem i obaj musieli się wycofać.
Jarno Trulli, który w ubiegłym roku odszedł z zespołu Renault do Toyoty zajął drugie miejsce. To pierwsze miejsce na podium kierowcy Toyoty od włączenia się w rywalizację w Formule 1 japońskiego teamu w 2002 roku.
Z dwudziestu kierowców, którzy wystartowali do wyścigu o Grand Prix Malezji, do mety dojechało tylko trzynastu. Zawodnicy przejechali 56 okrążeń toru, każde o długości 5,543 km, w sumie pokonali 310,408 km.
sport.onet.pl/1070658,wiadomosci.html
Ktoś kiedyś pytał czy to Schumi jest taki dobry czy ma najlepszy sprzęt. No i mamy odpowieź: przewaga Ferrari się skończyła, chociaż nie rozumiem tego narzekania że mają ubiegłoroczny model. Przecież musieli dokonać zmian aby być zgodnymi z regulaminem - więc samochód nie jest taki jak w ub. sezonie.
Schumiemu niestety chyba puszczają nerwy - w poprzednim GP po prostu zepchnął z toru Hiedfielda (nie rozumiem czemu wtedy nikt nie protestował przeciwko tak agresywnej jeździe - on po prostu wjechał w bok bolidu Hiedfielda...). No cóż, gość był przyzwyczajony, że wygrywał jak chciał - teraz musi się naprawdę starać... Nic nie ujmuję M. Schumacherowi, ale porównując go chociażby do Jane Ahonena (który w skokach tak samo deklasował rywali jak Schumi w F1), jest tylko małym chłopczykiem, który robi burdel na torze gdy coś nie pójdzie po jego mysli. Udowodnił to już nieraz przez agresywną jazdę mającą na celu wyeliminowanie rywali - a chyba nie o to w F1 chodzi...
Wydaje się jedno: organizatorom F1 udało się zwiększyć dramaturgię F1, nie ma pewnych faworytów, a czołówka jest bardziej wyrównana niż w ub roku i kilka lat wstecz.