Dodaj do ulubionych

Powiedzcie co o tym sadzicie OT

17.04.05, 19:40
Poprosili mnie o staly felieton (niewazne kto i gdzie).

Zawsze cisneli mnie (to znaczy, przez dwa poprzednie) ze jest "za łagodnie", "zbyt ugrzecznione" "za mało kontrowersyjnie" itp...

Ten napisałem, wydaje mi się wyjątkowo łagodnie (moje zdanie jest bardzo jaskrawe w tej kwestii, jednak starałem się nikogo nie urazić) jednak felietonik ten odrzucono od druku z miejsca - on nawet nie jest poprawiony, jest za długi o kilkaset znaków - no ale, skoro go nei mam gdzie wydrukować, to już go nie szlifowałem, stąd parę niedociągnięć. Okazało się nagle, że jestem ZBYT KONTROWERSYJNY. Moim zdaniem ten tekst, choć przedstawia inne spojrzenie na sprawę niż w ostatnim czasie "jedynie słuszne" na pewno kontrowersyjny nie jest i nikogo chyba nei uraziłem. Mylę się, czy co?
Obserwuj wątek
    • tomek854 To były smutne dni 17.04.05, 19:41
      Odszedł od nas Wielki człowiek – jeden z najwspanialszych Polaków, wielkich myślicieli, i przywódców, którzy wywarli największy pozytywny wpływ na świat w XX wieku. Papież. Przywódca Kościoła Katolickiego, jeden z najdłużej spełniających swoją posługę i robiący to w sposób odważny i mądry. Zwolennik rozmowy z myślącymi inaczej - pierwszy Papież, który przestąpił próg synagogi bodajże od czasu Świętego Piotra.

      Papież ten był powszechnie kochany, a najbardziej przez Polaków. Niestety, nie wiem czy to nie ksiądz Tischner powiedział “Polacy Papieża kochają, ale nie słuchają”. Można było to zobaczyć podczas wizyt Jana Pawła II w naszym kraju – pielgrzymi nie dający dojść do słowa Ojcu Świętemu, tylko wymachujący chorągiewkami i skandujący “niech żyje Papież!!!” Tysiące wiernych uczestniczyło w spotkaniach podczas jego pielgrzymek do Polski. Dla wielu było to naprawdę przeżycie religijne. Części z nich niestety chodziło jednak tylko o zobaczenie Papieża Polaka. “Nie dość, że fajniejszy niż Michael Jackson to jeszcze nie trzeba płacić za bilety”. Mnie samego kiedy Papież po raz ostatni odwiedzał Ojczyznę i był już schorowany, namawiano, abym wziął udział w spotkaniu z nim. Często pojawiającym się argumentem było “no coś ty, może to już ostatnia okazja”. Przykro było to słyszeć, a tym bardziej z ust Chrześcijan...

      Dziś Jana Pawła II nie ma już z nami. Czas pobierania nauk się skończył. Teraz patrzy na nas z góry i wraz z Największym obserwuje, jak zdajemy egzamin. Wielu z nas oblało go z hukiem. W pierwszych dniach po Jego śmierci było w naszym kraju wiele gestów jedności – ludzie poczuli, że odszedł Ktoś, kto dawał nam poczucie wspólnoty. Miliony świec płonące na każdym rogu, pod każdym przydrożnym krzyżem... Było wiele naprawdę pięknych gestów. Niestety dla wielu z nas były to gesty puste. Samochody z czarnymi wstążkami, czy z żółto-białymi chorągiewkami wymuszały pierwszeństwo i trąbiły na siebie jak zawsze. Kibice robili zadymy już na pierwszych “meczach pojednania”. (Choć być może fakt, że wspólnie tłukli policjantów można uznać za pewnego rodzaju współpracę).

      I tak, to co powinno być wielkim czasem skupienia, żałoby i przemyśleń miejscami zmieniło się w festiwal hipokryzji. Osoby, które jeszcze wczoraj miały za nic nauki nie tylko Papieża ale i Jezusa, następnego dnia licytowały się kto bardziej kochał Ojca Św. Mnożyły się akcje “oddawania hołdu” - strony internetowe, pochody, gaszenie światła, nazywanie wszystkiego co się nie rusza imieniem Jana Pawła II... Wiele z tych działań nie miało żadnego sensu, a akcja masowego gaszenia światła wręcz zagrażała stabilności systemu energetycznego – na szczęście nie odbyła się tak masowo jak chcieli by to organizatorzy. Choć wspaniałe jest, ze tak wielu ludzi chciało uczynić coś od siebie dla Papieża, smuci mnie, ze tak niewielu z nich znalazło godne ujście dla tej pozytywnej energii. Również i władze uległy tej masowej manii - nagle okazało się że jesteśmy niezwykle bogatym krajem i stać nas na setki pomników. Nie lepiej jednak byłoby za te pieniądze wybudować szkołę, szpital lub hospicjum? Czy nie było by to piękniejszym hołdem, a przy tym zgodnym z nauką i wolą Ojca Św, który nie lubił, kiedy stawiano mu pomniki? Owszem, najłatwiej jest krytykować – zarzucali mi znajomi – a co Ty zmieniłeś w sobie na lepsze po śmierci Papieża? - pytali. Odpowiadałem, ze ja staram się być lepszym nie tylko z okazji śmierci papieża, ale na co dzień. Oczywiście nie zawsze mi to wychodzi, również ja mam czego się wstydzić w ostatnich dniach, ale ja się starałem rok temu,staram się teraz i będę się starał za rok – może uda mi się być choć trochę lepszym człowiekiem nie tylko w tygodniu żałoby...

      Tymczasem część z nas poczuła się jakby żyła w jakimś getcie. Niektórzy nie potrafili zrozumieć, ze nie każdy chce płakać tygodniami i że niektórzy, pomimo smutku w sercu, chcą dalej żyć normalnie. Nie obnoszenie się z żałobą było źle widziane. Nawet wykonywanie zwykłych czynności było niestosowne: “Pa piez umarł, a ty śmieci wynosisz?” - usłyszała na podwórku koleżanka. Wszystkie media bombardowały nas z każdej strony newsami i odgrzewańcami o Janie Pawle II ignorując zupełnie inne wiadomości – moja koleżanka od zmysłów odchodziła, nie mogąc znaleźć żadnej informacji o rewolucji w Kirgistanie, gdzie przebywają jej znajomi. Informacja o tym, na ilu poduszkach leżał ciężko chory papież okazała się ważniejsza od śmierci wielu osób podczas trzęsienia ziemi w Indonezji... A czy godności Zmarłego uwłaczał by maluśki link w rogu portalu internetowego prowadzący do działu “Inne wiadomości”? Nie można nawet było powiedzieć o tym, ze taki stan rzeczy nie całkiem nam odpowiada – od razu spotykałem się z agresją, lub traktowaniem jak niedojrzałych idiotów – jakiż to kontrast z życiową drogą Papieża, którego osieroconymi dziećmi mienili się moi adwersarze... Jedna kobieta stwierdziła nawet, że jestem niedorozwinięty duchowo, ale będzie się modlić za mnie do Ojca Świętego – i bynajmniej nie chodziło jej o Boga Ojca. Nawet w tygodniku Angora zdjęcie Papieża zilustrowane było słowami “Ojcze nasz, któryś jest w niebie...” A co z pierwszym przykazaniem? A co ze słowami Jezusa: “Nikogo też na ziemi nie nazywajcie Ojcem swoim; albowiem jeden jest Ojciec wasz, Ten w niebie” (Mateusza 23:9 ) Czy niektórzy z nas nie zapędzili się za daleko?

      Tymczasem producenci zniczy, chorągiewek i albumów ze zdjęciami JP II liczą zarobione pieniądze. Również operatorzy sieci komórkowych mają powody do radości – ilość przesyłanych “łańcuszków” była rekordowa, to i ich przychody na pewno znacznie wzrosły... “Pasterz odszedł, barany zostały” - jak podsumowała moja znajoma, kiedy po raz któryś zapchała jej się skrzynka na smsy...

      Ojciec Święty odszedł. Jednak my jesteśmy młodzi. Mamy czas, aby wprowadzić jego nauki w życie. I nie róbmy tego “dla Papieża” . Zróbmy to dla nas samych.
      • mejson.e JESTEŚ kontrowersyjny ;-) 17.04.05, 21:45
        Myślę, że trochę przesadziłeś z uogólnianiem przykładów złego postępowania na
        całą polską społeczność katolicką.
        To, że są fałszywe dewotki i prymitywy nie rozumiejace treści nauk
        przekazywanych przez Papieża i widzące w nim jedynie barwną, niemalże odpustową
        ikonę, to wiemy wszyscy.
        Nie brakuje ludzi małych, podłych, lejących na codzień żony i dzieci, ale
        chodzących dla pozoru co niedziela do kościoła, nie brakuje też takich, którzy
        Papieża znają jedynie z obrazów na ścianach i telewizyjnych wypowiedzi o kremówkach.

        Ale polskie społeczeństwo naprawdę mocno przeżyło umieranie, śmierć i pogrzeb
        Papieża - bez fałszywej pobożności czy udawanego żalu wyciąganych jedynie
        publicznie a zapominanych w samotności.
        Była to niepowtarzalna atmosfera powszechnego głębokiego smutku, zagubienia i żalu.
        Sam jestem raczej mocno chodzącym po ziemi i nie należę do nawiedzonych
        faryzeuszy, ale zupełnie poważnie nie mogłem się przez te dni pozbierać.
        Nie wychodziła mi praca, nie interesowały książki, muzyka, nie mogłem spać,
        snułem się po domu bez celu, a pojawiające się w mediach powtórki jego
        wypowiedzi, relacji z pielgrzymek, chłonąłem jakby po raz pierwszy, zupełnie
        inaczej.
        Wielu ludzi czuło to samo, nie mówiąc o tych bardziej wrażliwych, szczególnie
        starszych.

        Twoje uogólnianie i sprowadzanie całego smutku po śmierci Papieża do fałszywego
        spektaklu i podszytego świętoszkowatą hipokryzją demonstrowania "poprawności"
        jest niesprawiedliwe i boli.
        Nas, którzy nagle zrozumieli, że To się skończyło. Nie będzie już w Watykanie
        naszego orędownika, autorytetu moralnego i religijnego, który uczynił z polskiej
        pobożności powód do dumy.
        Zostaniemy z naszymi proboszczami i biskupami i sami będziemy musieli ich zmieniać.

        Nie obraź się więc Orys i spróbuj spojrzeć na to co się zdarzyło trochę mniej
        racjonalnie.
        Nie wszystko da się sprowadzić do prostych i wytłumaczalnych relacji.

        Zdarza sie też trochę mistycyzmu...

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
        • ernest_linnhoff Re: JESTEŚ kontrowersyjny ;-) 17.04.05, 22:17
          Mialem cos napisac, ale Mejson zrobil to w takim stylu, ze utozsamiajac sie z
          jego pogladami, proba pisania wypadlaby blado :-)
          A artykulu nie podjalbym sie napisac, z tej prostej przyczyny ze majac belke w
          swym oku, nie bede wytykal innym drzazg :-)
          • tomek854 Re: JESTEŚ kontrowersyjny ;-) 17.04.05, 23:55
            HJa nie ukrywam, ze kamieniem rzucic bym ni mogl, ale odpowiada mi pisanie felietonow kontrowersyjnych - nie o to chodzi, zeby wsadzic kij w mrowisko i patrzyc na destrukcje, ale o to, zeby ludzie zastanowili sie, nad spojrzeniem na sprawe z drugiej strony - nawet, gdy jest mocno przejaskrawiona...
            • ernest_linnhoff Re: JESTEŚ kontrowersyjny ;-) 18.04.05, 00:15
              tomek854 napisał:

              > HJa nie ukrywam, ze kamieniem rzucic bym ni mogl, ale odpowiada mi pisanie
              feli
              > etonow kontrowersyjnych - nie o to chodzi, zeby wsadzic kij w mrowisko i
              patrzy
              > c na destrukcje, ale o to, zeby ludzie zastanowili sie, nad spojrzeniem na
              sprawe z drugiej strony - nawet, gdy jest mocno przejaskrawiona...

              Ok, rozumiem. Ale ponieważ czytałem wczesniejsze Twe teksty, smiem
              twierdzic "stac Cie na wiecej". :-) Ogolnie w powyzszym felietonie jakby nazbyt
              duzo uproszczen. ;-)
              • tomek854 Re: JESTEŚ kontrowersyjny ;-) 18.04.05, 00:26
                Hm. Tu też mnie zdemaskowali? :)
        • tomek854 Re: JESTEŚ kontrowersyjny ;-) 17.04.05, 23:53
          > To, że są fałszywe dewotki i prymitywy nie rozumiejace treści nauk
          > przekazywanych przez Papieża i widzące w nim jedynie barwną, niemalże odpustową
          > ikonę, to wiemy wszyscy.

          No, to, że papież jest wspaniałą postacią też wszyscy wiemy, a mimo to nikt nie uważał za niepotrzebne o tym pisać...

          > Ale polskie społeczeństwo naprawdę mocno przeżyło umieranie, śmierć i pogrzeb
          > Papieża - bez fałszywej pobożności czy udawanego żalu wyciąganych jedynie
          > publicznie a zapominanych w samotności.

          Nieprawda, a przynajmniej nie cała. Zdarzały się _również_ fałszywe czy udawane uczucia - i o tym piszę.

          > Wielu ludzi czuło to samo, nie mówiąc o tych bardziej wrażliwych, szczególnie
          > starszych.

          A wielu, szczególnie młodszych, tego nie czuło, albo nie aż tak - i o tym piszę

          > Twoje uogólnianie i sprowadzanie całego smutku po śmierci Papieża do fałszywego
          > spektaklu i podszytego świętoszkowatą hipokryzją demonstrowania "poprawności"
          > jest niesprawiedliwe i boli.

          Nie wydaje mi się, zebym uogólniał - posta osobnego o tym puściłem

          > Nie obraź się więc Orys i spróbuj spojrzeć na to co się zdarzyło trochę mniej
          > racjonalnie.
          > Nie wszystko da się sprowadzić do prostych i wytłumaczalnych relacji.
          >
          > Zdarza sie też trochę mistycyzmu...

          O tym nie napisałem za bardzo, a powinienem - za każdym razem kiedy mam inne zdanie w tym temacie, zostaję pouczony... Źle na to patrzę, nie dorosłem, nmie wszystko da się wytłumaczyć tak jak ja bym chciał, nie dojrzalem do zrozumienia tego co się dzieje, jestem zbyt prymitywny/za glupi/niedojrzaly... Oj, tego to ja sie mejsonie nasluchalem. Jak zwykle jednak tylko Ty przy tym zachowujesz klase...
        • dwiesciepompka nie jesteś kontrowersyjny 18.04.05, 15:56
          Ale polskie społeczeństwo naprawdę mocno przeżyło umieranie, śmierć i pogrzeb
          > Papieża - bez fałszywej pobożności czy udawanego żalu wyciąganych jedynie
          > publicznie a zapominanych w samotności.

          Tu moim zdaniem leży pies pogrzebany i teza do dalszej dyskusji(moim zdaniem nie
          do rozstrzygnięcia).Tomek uważa,że większość społeczeństwa nie przeżyła głęboko
          śmierci papieża,Ty,że wręcz przeciwnie.Nie da się zweryfikować kto ma rację,więc
          i nie da się rozstrzygnąć czy Tomek jest kontrowersyjny:)
          Dla mnie nie jest.
          • tomek854 Re: nie jesteś kontrowersyjny 18.04.05, 23:36
            Ależ ja nie mowię że większość nie przeżyła prawdziwie!!!

            Mówię tylko, że nie jest prawdą, że wszyscy!!!
            • dwiesciepompka Re: nie jesteś kontrowersyjny 19.04.05, 09:25
              Co się kłócisz wichrzycielu?
              ;-)
      • tomek854 Mejsonie: 17.04.05, 23:45
        Dla wielu było to naprawdę przeżycie religijne. Części z nich niestety chodziło jedna
        > k tylko o zobaczenie Papieża Polaka

        > I tak, to co powinno być wielkim czasem skupienia, żałoby i przemyśleń miejsca
        > mi zmieniło się w festiwal hipokryzji.

        Staram się pokazać obie racje.

        Wydawało by mi się, ze uogólnienie byłoby gdybym napisał "Dla wszystkich" albo "To nie było szczere, to wszystko to tylko festiwal hipokryzji"

        Pragnę dodać, że miało to się ukazac w miejscu gdzie z zalozenia ukazuja sie felietony kontrowersyjne, a mimo to ulagodzilem znacznie moje stanowisko. Co praweda oni zawsze krzycza na mnie "za lagodznie" ale wiedzialem ze na takie spojrzenie na sprawe beda krecic nosem, dlatego wolalem uwazac.

        Po za tym wiem, ze to nie jest idealne, ale przeciez tu jest o kilkaset znakow za duzo, mozna by pozmieniac, usunac pare rzeczy - i by bylo dobre - nie raz tak robilismy. Ale tak "ciach i nie puszczamy" to mi sie pierwszy raz zdarzylo, a wspolpracuje z nimi ponad 3 lata.

        Zreszta nawet jezeli byloby to grubo przesadzone, to akurat jakby jedno wsrod tysiecy bylo przesadzone w druga strone to by i tak nikt nie zauwazyl...
        • mejson.e Kto pyta ... dostaje odpowiedzi ;-) 18.04.05, 20:57
          tomek854 napisał:

          "Pragnę dodać, że miało to się ukazac w miejscu gdzie z zalozenia ukazuja sie
          felietony kontrowersyjne, a mimo to ulagodzilem znacznie moje stanowisko. Co
          prawda oni zawsze krzycza na mnie "za lagodznie" ale wiedzialem ze na takie
          spojrzenie na sprawe beda krecic nosem, dlatego wolalem uwazac."

          I w tym może tkwi problem - Twoje pióro powinno być ostre, pisz tak, jak
          czujesz, a nie dostosowuj się do prawdopodobnego poziomu akceptacji.
          Stępiłeś pióro z przymusu - rozsądku, grzeczności, niepewności?
          Starałeś się być uprzejmy a może wyszło fałszywie?

          Ja nie krytykowałem bezpośrednio Twojego zdania, tylko starałem się wskazać Ci
          ewentualne przyczyny odrzucenia felietonu przez wydawcę.

          Ja osobiście szanuję każdy punkt widzenia, szczególnie, jeśli ktoś potrafi go
          uzasadnić.
          Daleki jestem od krytykowania kogoś za inne przeżywanie żałoby, o ile szanuje
          żałobę innych.
          Rozumiem, że dla młodych, którzy pamiętają tylko jednego papieża i jeden ustrój
          polityczny, przeżywanie takiej śmierci może mieć zupełnie inny wymiar niż dla
          tych trochę starszych.

          Dlatego nie traktuj mojego posta jako ataku na Twoją osobę - pytałeś o moją
          opinię, więc ją przedstawiłem.

          A Twoje felietony naprawdę są dobre, przynajmniej te, które miałem okazję
          przeczytać.

          Daj namiary na inne...;-)

          Pozdrawiam,
          Mejson
          --
          Automobil
          Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
          • tomek854 Re: Kto pyta ... dostaje odpowiedzi ;-) 18.04.05, 23:38
            No tak, ale z drugiej strony co mi po felietonie, ktory nie przejdzie. Niestety nie jestem naczelnym i nie ja decyduję. Więc muszę znaleźć kompromis pomiędzy oczekiwaniami a chęcuią napisania wszystkiego...

            Jak piszę artykuł o czymś inmnym, to też nie piszę wszystkiego co mam na tern temat, tylko trochę,żeby zawrysować problem...
      • typson Re: To były smutne dni 18.04.05, 00:29
        milo poznac "inny" punkt widzenia, zwlaszcza w obliczu tego narzucanego przez media.

        Jesli mi wolno to pozwole sie zgodzic i z mejsonem i z tomekiem
      • winnix Re: To były smutne dni 18.04.05, 09:58
        Jak dla mnie to i tak łagodnie napisane. Padły zarzuty o uogólnianiu, bo "nie
        wszyscy katolicy to stare dewoty". A niewierzących się jakoś bez pardonu wrzuca
        do jednego worka i nikt się nie zastanawia nad wchodzeniem w szczegóły. Jak się
        piszący zacznie rozdrabniać, "wśród katolików są szczerze oddani wierzący, ale
        również dewoty, a również agresywni antysemici" itd itp, to by książki zamiast
        felietonów musieli pisać. Pisze się o tym co najbardziej widać, co jest
        najbardziej nagłaśniane, dlatego pewne uogólnienia dokonane przez Tomka są jak
        najbardziej na miejscu.

        > Tymczasem część z nas poczuła się jakby żyła w jakimś getcie. Niektórzy nie po
        > trafili zrozumieć, ze nie każdy chce płakać tygodniami i że niektórzy, pomimo
        > smutku w sercu, chcą dalej żyć normalnie.

        O właśnie. W tych jakże smutnych dla większości Polaków dniach powzięłam
        ostateczną decyzję: skończę to co tutaj zaczęłam i wynoszę się z tego kraju. W
        końcu na własne oczy przekonałam się jak bardzo jestem wyobcowana w tym
        społeczeństwie. Mam dosyć wszechobecnej katolickiej agresji, nietolerancji i
        potrzeby narzucania innym swojego światopoglądu, co zwykle objawia sie w bardzo
        popularnym stwierdzeniu "Jesteś mniejszością więc się zamknij i dostosuj" ( to
        jest autentyk, żeby nie było). Tia, fascynujące to polskie chrześcijańskie
        miłosierdzie i miłość bliźniego.

        Mogłabym napisać o wiele więcej, o wiele bardziej gorzkich słów, ale po co?
        Tomek, napisałeś bardzo wyważony artykuł, pokazujący trochę inny punkt widzenia
        od powszechnie narzuconego. Jak widać u nas nawet to jest nie do przełknięcia.
        Swoją drogą, małe deja vu mam, ale jakoś cholera nikt tego nie zauważa, nawet
        Wyborcza, piewca wolności. Paradoksy tego kraju przestały mnie bawić.
        To co myślę najlepiej oddaje tekst Urbana w najnowszym NIE -
        www.nie.com.pl
        Szczerze polecam, sama prawda.

        winnie
        • mrzagi01 Re: To były smutne dni 18.04.05, 11:46
          winnix napisała:

          > O właśnie. W tych jakże smutnych dla większości Polaków dniach powzięłam
          > ostateczną decyzję: skończę to co tutaj zaczęłam i wynoszę się z tego kraju.
          W
          > końcu na własne oczy przekonałam się jak bardzo jestem wyobcowana w tym
          > społeczeństwie. Mam dosyć wszechobecnej katolickiej agresji, nietolerancji i
          > potrzeby narzucania innym swojego światopoglądu, co zwykle objawia sie w
          bardzo
          >
          > popularnym stwierdzeniu "Jesteś mniejszością więc się zamknij i dostosuj" (
          to
          > jest autentyk, żeby nie było). Tia, fascynujące to polskie chrześcijańskie
          > miłosierdzie i miłość bliźniego.

          Wybacz ciekawosc, ale zawsze mnie zastanawiaja tego typu glosy o katolickiej
          agresji i nietolerancji. Jestem niewierzacy . Wyboru tego dokonalem rozumem (bo
          co nieco mi nie grało) a nie emocjami (bo proboszcz to kutas). Jakos, cholera
          nie za bardzo potrafie dopatrzyc sie w swoim zyciu uciazliwosci zwiazanych z
          narzucaniem katolickiego swiatopogladu. co? nie namierzyli mnie jeszcze? żadna
          pikieta zakonnic nie pojawila sie pod moim domem kiedy kosilem w niedziele
          trawnik. mMinistrant nie przebil mi opon kiedy odmowilem przyjecia ksiedza po
          kolędzie. Czy ksiadz cos chlapnal na ten temat z ambony- nie sadze, raczej mnie
          nie zna (ja go tez).
          wiec jak to jest? moze jest po prostu tak, ze rezygnacja z uslug kosciola nie
          musi automatycznie oznaczac wojowania z nim.
          Jak wlasciwie wyglada ten katolicki terror?

          >
          > To co myślę najlepiej oddaje tekst Urbana w najnowszym NIE -
          > www.nie.com.pl
          > Szczerze polecam, sama prawda.
          Powiem szczerze- wynurzenia kabotyna ktorego idolem jest najwieksza po
          tow. "Wiesławie" miernota najnowszej historii- gen. Jaruzelski maja takąż samą
          wartość jek twórczość artystki Nieznalskiej- prowokacja podszyta intelektualną
          nędzą. Innymi słowy jedno i drugie uważam za żenujące, nie dlatego, ze
          obrazoburcze i kontrowersyjne, ale dlatego ze po prostu słabe.
          Sorry- z życzliwą złośliwością- dla mnie, powoływanie sie na taki "autorytet"
          to obciach
          • winnix Re: To były smutne dni 18.04.05, 14:43
            > Jak wlasciwie wyglada ten katolicki terror?

            Terror to zbyt duże słowo. Ale nietolerancja i agresja objawia sie np. poprzez
            fakt, że proboszcz nie chciał ochrzcić dziecka mojej siostry, bo nie ma ślubu
            kościelnego (pomijam jej niekonsekwencję) i zapytal "Jak pani chce wychować to
            dziecko - na dziecko boże czy lepiej ukształtowane bydlątko?". Że katecheta w
            szkole powiedział mojej koleżance, że niewierzące to takie worki z koścmi. Że
            do kolegi przyszli sąsiedzi zapytać dlaczego nie wystawia świeczki w oknie po
            śmierci Papieża jak reszta bloku. Że nie moge legalnie dokonać aborcji, bo
            prawo ustalane jest pod presją katolicyzmu kraju. Że w stołówce w szkole zawsze
            w piątek musiałam jeść jakąś obrzydliwą rybę, albo umrzeć z głodu;) Że
            wypowiadając się na forach publicznych zawsze narazisz się na ataki
            fanatycznych wyznawców (nie mówię tu o merytorycznej dyskusji, tylko
            stwierdzeniach podobnych do cytowanego przeze mnie stwierdzenia). Że ksiądz z
            moim rodzinnym mieście wlazł do mieszkania moich znajomych po kolędzie i
            wiedząc że są niewierzący zaczął pryskać w przedpokoju wodą święconą. Nie muszę
            chyba dodawać, że wlazł niezaproszony. Wiele innych przykładów możnaby jeszcze
            podać, jak chociażby kultywowanie tradycyjnego modelu rodziny i brak zgody na
            rozwód nawet jeśli kobieta jest codziennie maltretowana. Żeby nie było
            nieporozumień - znam porządnych katolików i wiem, że nie wszyscy rzucają
            kamieniami, ale tak to już jest, że tych co krzyczą najbardziej widać.

            > Powiem szczerze- wynurzenia kabotyna ktorego idolem jest najwieksza po
            > tow. "Wiesławie" miernota najnowszej historii- gen. Jaruzelski maja takąż
            >samą wartość jek twórczość artystki Nieznalskiej- prowokacja podszyta
            >intelektualną nędzą. Innymi słowy jedno i drugie uważam za żenujące, nie
            >dlatego, ze obrazoburcze i kontrowersyjne, ale dlatego ze po prostu słabe.

            To tak konkretnie do artykułu o którym pisałam, czy ogólnie do twórczości
            Urbana? Bo jak konkretnie to pozostaje mi tylko się nie zgodzić, mnie się ów
            felieton bardzo podobał, bo oddał dokładnie to o czym myślałam. Nie powołuje
            się na autorytet Urbana, jeśliby coś w tym stylu napisał Wiesiek Nowak z Koziej
            Wólki też bym go poleciła. Co do reszty twórczości Urbana, NIE nie czytam, bo
            nie lubię takiego natłoku wulgaryzmów, ciężko mi się więc odnieść. Odnoszę
            czasem wrażenie, że Urban stał się takim infant terrible, którego nie wypada
            czytać ani się powoływać na to co napisał, bo od razu "obciach". A to
            generalnie całkiem mądry koleś jest. Teraz tak sobie mogę gdybać, bo i tak nie
            wiem czy pisałeś ogólnie o intelektualnej nędzy, czy też przeczytałeś
            wspomniany felieton.
            Jeśli czytałeś, no to cóż, widocznie również uważasz, że JPII wielkim
            człowiekiem był... A dlaczego? No bo... bo o miłości bliźniego mówił. Howgh.

            winnie
            • mrzagi01 Re: To były smutne dni 19.04.05, 09:28
              kurde! wymalowalem piekna odpowiedz, juz prawie konczylem i sie mi enternelo
              niechcacy, a tu mnie wylogowalo, wiec zaczalem sie cofac zeby dokonczyc i
              wszystko szlag trafil :( no i nie chce mi sie drugi raz tego pisac, wiec
              sprobuje to samo ale krocej.

              winnix napisała:

              > Terror to zbyt duże słowo. Ale nietolerancja i agresja objawia sie np.
              poprzez
              > fakt, że proboszcz nie chciał ochrzcić dziecka mojej siostry, bo nie ma ślubu
              > kościelnego (pomijam jej niekonsekwencję) i zapytal "Jak pani chce wychować
              to
              > dziecko - na dziecko boże czy lepiej ukształtowane bydlątko?".

              no akurat ta niekonsekwencja jest dosyc istotna, jak mi sie zdaje

              Że katecheta w
              > szkole powiedział mojej koleżance, że niewierzące to takie worki z koścmi. Że
              > do kolegi przyszli sąsiedzi zapytać dlaczego nie wystawia świeczki w oknie po
              > śmierci Papieża jak reszta bloku.

              to po prostu glupi ludzie sa.

              Że nie moge legalnie dokonać aborcji, bo
              > prawo ustalane jest pod presją katolicyzmu kraju.

              to z kolei uwazam za najlepsza rzecz jaka sie stala z inicjatywy kosciola kat.

              Że w stołówce w szkole zawsze
              >
              > w piątek musiałam jeść jakąś obrzydliwą rybę, albo umrzeć z głodu;)

              czy winisz kosciol za to ze nie lubisz ryb?

              Że
              > wypowiadając się na forach publicznych zawsze narazisz się na ataki
              > fanatycznych wyznawców (nie mówię tu o merytorycznej dyskusji, tylko
              > stwierdzeniach podobnych do cytowanego przeze mnie stwierdzenia)

              w druga strone to tez dziala.

              . Że ksiądz z
              > moim rodzinnym mieście wlazł do mieszkania moich znajomych po kolędzie i
              > wiedząc że są niewierzący zaczął pryskać w przedpokoju wodą święconą. Nie
              muszę
              >
              > chyba dodawać, że wlazł niezaproszony.

              co? drzwi wylamal? przez okno wlazl?

              Wiele innych przykładów możnaby jeszcze
              > podać, jak chociażby kultywowanie tradycyjnego modelu rodziny

              tradycyjny model rodziny ma sens glebszy niz katechizm. to natura.

              i brak zgody na
              > rozwód nawet jeśli kobieta jest codziennie maltretowana.

              blad- rozwod jest mozliwy (o ile sie nie myle)- problem jest z nastepnym slubem
              koscielnym. jak komus na tym zalezy to ma pecha. a przemoc w rodzinie to
              problem szerszy niz kwestia rozwodu- nieprawdaz?

              > To tak konkretnie do artykułu o którym pisałam,

              tak

              czy ogólnie do twórczości
              > Urbana?

              tez

              Bo jak konkretnie to pozostaje mi tylko się nie zgodzić, mnie się ów
              > felieton bardzo podobał, bo oddał dokładnie to o czym myślałam. Nie powołuje
              > się na autorytet Urbana, jeśliby coś w tym stylu napisał Wiesiek Nowak z
              Koziej
              >
              > Wólki też bym go poleciła. Co do reszty twórczości Urbana, NIE nie czytam, bo
              > nie lubię takiego natłoku wulgaryzmów, ciężko mi się więc odnieść. Odnoszę
              > czasem wrażenie, że Urban stał się takim infant terrible, którego nie wypada
              > czytać ani się powoływać na to co napisał, bo od razu "obciach".

              wrecz przeciwnie- w niektorych kregach powolywanie sie na nie jest w dobrym
              tonie.

              A to
              > generalnie całkiem mądry koleś jest.

              konkretnie jest obdarzony stosunkowo wysoka inteligencja mierzona
              wspolczynnikiem IQ.....

              Teraz tak sobie mogę gdybać, bo i tak nie
              > wiem czy pisałeś ogólnie o intelektualnej nędzy, czy też przeczytałeś
              > wspomniany felieton.

              ...co nie zmienia faktu, ze jest osoba nikczemną (wlasnie o slowo najlepiej tu
              pasuje)

              > Jeśli czytałeś, no to cóż, widocznie również uważasz, że JPII wielkim
              > człowiekiem był... A dlaczego?

              To bardzo proste: urodzilem sie i dorasatac mi przyszlo w surrealistycznym
              tworze pt. PRL z calym bagazem inklinacji wynikajacych z tego faktu. i nagle
              stalo sie tak ze ten cholerny tobół moglem pierdolnac w kąt i zaczac zyc
              normalnie. Dla mnie to bylo i jest cos niesamowicie wielkiego i fantastycznego.
              Uwazam, ze bez tego pana ubranego na bialo to by sie nie stalo. To
              najwazniejszy, acz nie jedyny powod.
              • winnix Re: To były smutne dni 19.04.05, 10:36
                > no akurat ta niekonsekwencja jest dosyc istotna, jak mi sie zdaje

                Tak, niekonsekwencja jest istotna, ale czy trzeba od razu do bydlątek lepiej
                ukształtowanych przyrównywać?

                > to po prostu glupi ludzie sa.

                Widocznie miałam pecha, że takich właśnie wśród katolików spotykałam.
                Nietolerancyjnych i przekonanych o swojej wyższości z racji wiary.

                > czy winisz kosciol za to ze nie lubisz ryb?

                Tam było ;) Ale i tak mnie wkurza, że nie ma wyboru w takiej szkolnej stołówce.

                > w druga strone to tez dziala.

                Też się zdarzają oszołomy, ale w "moją stronę" częściej te agresje i
                zacietrzewienie zauważam.

                > co? drzwi wylamal? przez okno wlazl?

                Zapukał, ale mama odkurzała i nie słyszała pukania. Więc wszedł po prostu
                (drzwi były otwarte). Wynika to z tego, że wszyscy wiedzą, że oni są rodziną
                niewierzącą, ale co jakiś czas ktoś ma ambicję ich nawrócić. I to mnie też
                drażni, to nawracanie. Dziękuję bardzo, nie chcę żeby mnie ktoś zbawiał.

                > tradycyjny model rodziny ma sens glebszy niz katechizm. to natura.

                Yhm. Coś widzę że na ten temat sobie nie podyskutujemy.

                > blad- rozwod jest mozliwy (o ile sie nie myle)- problem jest z nastepnym
                >slubem koscielnym. jak komus na tym zalezy to ma pecha. a przemoc w rodzinie
                >to problem szerszy niz kwestia rozwodu- nieprawdaz?

                No właśnie jakoś w KK ten pech jest wszechobecny. Dziecko ci popełniło
                samobójstwo? Masz pecha, ksiądz go nie pochowa. Mąż cię katuje więc dla
                ratowania życia i zdrowia się rozwodzisz? Masz pecha, drugiego kościelnego nie
                dostaniesz. No bo przeciez powinnaś próbować ratować małżeństwo, bo to Pan Bóg
                pobłogosławił. Postęp, Panie, jak się patrzy.

                > to z kolei uwazam za najlepsza rzecz jaka sie stala z inicjatywy kosciola kat.

                Tu też pewnie sobie nie pogadamy. Ja tylko powiem, że chcę mieć prawo wyboru i
                koniec. Wszelkie dyskusje na temat aborcji są bezsensowne, bo nikt nikogo nie
                przekona, a tylko do awantury prowadzą.

                > wrecz przeciwnie- w niektorych kregach powolywanie sie na nie jest w dobrym
                > tonie.

                Nie chodzi o dobry czy zły ton. Jak napisze cos sensownego, to będę o tym
                mówić. Napisał felieton z którym się zgadzam co do joty i dlatego polecam.

                > ...co nie zmienia faktu, ze jest osoba nikczemną (wlasnie o slowo najlepiej
                tu
                > pasuje)

                Być może. Na temat jego moralności nadal mam odczucia ambiwalentne.

                > To bardzo proste: urodzilem sie i dorasatac mi przyszlo w surrealistycznym
                > tworze pt. PRL z calym bagazem inklinacji wynikajacych z tego faktu. i nagle
                > stalo sie tak ze ten cholerny tobół moglem pierdolnac w kąt i zaczac zyc
                > normalnie. Dla mnie to bylo i jest cos niesamowicie wielkiego i
                >fantastycznego. Uwazam, ze bez tego pana ubranego na bialo to by sie nie
                >stalo. To najwazniejszy, acz nie jedyny powod.

                Stało by się, stało, choć pewnie później. Nie odbieram JPII zasług w obalaniu
                komunizmu, czy próby skłonienia do dialogu Palestyny i Jerozolimy. Chodzi mi o
                to, że niczego odkrywczego nie przekazywał, a do tego swoimi konserwatywnymi
                poglądami i twierdzeniami nie pomógł w rozwoju Kościoła (delikatnie mówiąc).
                Zresztą mądrzejsi ode mnie dokonali analizy jego pontyfikatu, można sobie
                poczytać.

                winnie
                • mrzagi01 Re: To były smutne dni 19.04.05, 12:17
                  winnix napisała:


                  >
                  > Tak, niekonsekwencja jest istotna, ale czy trzeba od razu do bydlątek lepiej
                  > ukształtowanych przyrównywać?

                  widzisz, to jest kwestia doswiadczen ktore rzutuja na obraz calosci. ja mam np.
                  takie:
                  moja partnerka zyciowa (konkubina hehehe ;), matka syna mego, w skrocie "zona"
                  zostala "wrobiona" w swiadkowanie na slubie koscielnym (najbizsi przyjaciele-
                  nie uchodzilo odmowic). dla porzadku nalezalo uporac sie z czym takim jak
                  spowiedz. No i randka z ksiedzem, ktora zaczela sie na kleczkach w konfesjonale
                  skonczyla sie 1,5 godziny pozniej przy kawce i koniaczku na plebanii ogolna
                  dyskusja teozoficzna utrzymana w niezwykle sympatycznej atmosferze.
                  potem ow slub tez byl nieco odbiegajacy od stereotypu gdyz przyjaciele ktorzy
                  zdecydowali polaczyc sie "swietym wezlem malzenskim" posiadali juz 9- cio
                  letnia corke ktora ochrzcili rok wczesniej. a jeszcze zanim to nastapilo
                  dziecko uczeszczalo do przedszkola siostr urszulanek. Ksiadz ktory udzielal im
                  slubu zmontowal na te temat bardzo ladne kazanie.
                  z innej beczki: babcie wystapily niedawno ze zmasowana kampania lobbingu na
                  rzecz ochrzczenia mojej latorosli. powiedzialem ze jak chca to niech to
                  zorganizuja- ja palcem nie kiwne. podobno 3 parafie bija sie juz o
                  duszyczke "nieslubnego bydlatka ateistow"- znaczysie nie jest tak strasznie ;)

                  >
                  > Widocznie miałam pecha, że takich właśnie wśród katolików spotykałam.
                  > Nietolerancyjnych i przekonanych o swojej wyższości z racji wiary.

                  albo osobliwie na to zwracalas uwage, a nad pozytywami przechodzilas do
                  porzadku dziennego.

                  >
                  > Tam było ;) Ale i tak mnie wkurza, że nie ma wyboru w takiej szkolnej
                  stołówce.

                  a jak podawali w srode watrobke to byl wybor? pewnie tez nie, a jak ktos
                  nienawidzil watrobki.
                  >

                  >
                  > Też się zdarzają oszołomy, ale w "moją stronę" częściej te agresje i
                  > zacietrzewienie zauważam.

                  no wlasnie.
                  >
                  > > co? drzwi wylamal? przez okno wlazl?
                  >
                  > Zapukał, ale mama odkurzała i nie słyszała pukania. Więc wszedł po prostu
                  > (drzwi były otwarte). Wynika to z tego, że wszyscy wiedzą, że oni są rodziną
                  > niewierzącą, ale co jakiś czas ktoś ma ambicję ich nawrócić. I to mnie też
                  > drażni, to nawracanie. Dziękuję bardzo, nie chcę żeby mnie ktoś zbawiał.

                  pomysl w ten sposob- taka ma prace. czasami mozna sobie przyjemnie pogadac
                  (znam paru ksiezy- mili ludzie, sa oczywiscie i buce np. ten co koleduje w
                  mojej okolicy- dlatego nie przyjmuje) Kiedys w przyplywie dobrego humoru
                  zaprosilismy swiadkow jehowy- jakos tak sie zlozylo ze upilismy ich nieco
                  wisniowka.

                  >
                  > > tradycyjny model rodziny ma sens glebszy niz katechizm. to natura.
                  >
                  > Yhm. Coś widzę że na ten temat sobie nie podyskutujemy.
                  zaznaczam ze model mojej rodziny daleki jest od tradycyjnego, ale dla porzadku
                  przywoluje powyzszy poglad ktory uwazam za sluszny.

                  > No właśnie jakoś w KK ten pech jest wszechobecny. Dziecko ci popełniło
                  > samobójstwo? Masz pecha, ksiądz go nie pochowa. Mąż cię katuje więc dla
                  > ratowania życia i zdrowia się rozwodzisz? Masz pecha, drugiego kościelnego
                  nie
                  > dostaniesz. No bo przeciez powinnaś próbować ratować małżeństwo, bo to Pan
                  Bóg
                  > pobłogosławił. Postęp, Panie, jak się patrzy.

                  popatrz na to z drugiej strony- katolik powinien kierowac sie w zyciu zasadami
                  katechizmu i nauka kosciola, czyli powinien szanowac zycie swoje i bliznich
                  (sie nie wieszc) chlop nie powinien prac baby, a malzenstwo jest swiedym
                  sakramentem (a nie ptaszkiem do odhaczenia bo brzuch sie zaokragla i trzeba
                  zrobic frajde rodzinie) itd itp. kosciol ma prawo nie tolerowac
                  sprzeniewierzania sie tym zasadom. kosciol traktuje ludzi jak istoty rozumne,
                  ale czegos wymaga.
                  >
                  > > to z kolei uwazam za najlepsza rzecz jaka sie stala z inicjatywy kosciola
                  > kat.
                  >
                  > Tu też pewnie sobie nie pogadamy. Ja tylko powiem, że chcę mieć prawo wyboru
                  i
                  > koniec. Wszelkie dyskusje na temat aborcji są bezsensowne, bo nikt nikogo nie
                  > przekona, a tylko do awantury prowadzą.

                  dobra ani slowa na ten temat.
                  > Stało by się, stało, choć pewnie później. Nie odbieram JPII zasług w obalaniu
                  > komunizmu, czy próby skłonienia do dialogu Palestyny i Jerozolimy. Chodzi mi
                  o
                  > to, że niczego odkrywczego nie przekazywał, a do tego swoimi konserwatywnymi
                  > poglądami i twierdzeniami nie pomógł w rozwoju Kościoła (delikatnie mówiąc).
                  bo kosciol to nie disneyland ("dla kazdego cos milego")
                  akurat twarde konserwatywne stanowisko wobec roznych przejawow relatywizmu
                  moralnego wspolczesnosci (aborcja, eutanazja, biohazard) uwazam za sluszne,
                  badz czesciowo sie zgadzam (kwestie homoseksualizmu).
                  ale sa takie z ktorymi nie (antykoncepcja, celibat, kaplanstwo kobiet), co nie
                  znaczy ze nie doceniam wagi argumentow.
                  • winnix Re: To były smutne dni 20.04.05, 08:58
                    > z innej beczki: babcie wystapily niedawno ze zmasowana kampania lobbingu na
                    > rzecz ochrzczenia mojej latorosli. powiedzialem ze jak chca to niech to
                    > zorganizuja- ja palcem nie kiwne.

                    To tak a propos konsekwencji? Czyli prezentujesz pogląd "Jestem niewierzący,
                    ale generalnie mi wszystko jedno"? Bo ja jako niewierząca mojego dziecka nie
                    ochrzczę, chociaż babcie pewnie trupem padną. Niech samo zadecyduje jak
                    dorośnie.

                    > a jak podawali w srode watrobke to byl wybor? pewnie tez nie, a jak ktos
                    > nienawidzil watrobki.

                    O rany, skoro juz tak na poważnie o tej stołówce, to ujmę to tak. Jakby w środy
                    zawsze były wątróbki też bym się wściekała. Tu chodzi o fakt narzucania pewnych
                    zasad bez możliwości alternatywy.

                    > popatrz na to z drugiej strony- katolik powinien kierowac sie w zyciu
                    zasadami
                    > katechizmu i nauka kosciola, czyli powinien szanowac zycie swoje i bliznich
                    > (sie nie wieszc) chlop nie powinien prac baby, a malzenstwo jest swiedym
                    > sakramentem (a nie ptaszkiem do odhaczenia bo brzuch sie zaokragla i trzeba
                    > zrobic frajde rodzinie) itd itp. kosciol ma prawo nie tolerowac
                    > sprzeniewierzania sie tym zasadom. kosciol traktuje ludzi jak istoty rozumne,
                    > ale czegos wymaga.

                    Nie do końca Cię rozumiem. Kościół ma prawo nie tolerować sprzeniewierzania się
                    zasadom, ale w pierwszej linii wypadało by okazać trochę serca i się
                    zastanowić: ważniejsze jest utrzymanie świętego sakramentu czy ochrona własnego
                    życia i godności? Kościół czegoś wymaga, no jasne, niech wymaga, ale niech też
                    pomyśli czasem zamiast ślepo klepać o grzechu, sprzeniewierzeniu i wszystko
                    podkreślać jedną kreską. Świat nie jest czarno-biały, a Kościół chce go tak
                    traktować. A w tym duchu, też nie rozumiem potrzeby prawnego sankcjonowania
                    pewnych zakazów. No bo tak - jeśli ktoś jest katolikiem, to ma obowiązek nie
                    zgadzać się np. na eutanazję ze względu na wiarę. Jeśli uważa się za katolika,
                    to jego obowiązkiem jest tych zasad przestrzegać. A jak ktoś jest niewierzący,
                    to nie widzę powodu dla którego nie może wybrać czego chce, jeśli nie jest to
                    sprzeczne z jego zasadami. A jeśli trzeba prawnie regulować kwestie np.
                    aborcji, ze strachu że ci wszyscy porządni katolicy szturmem zaczną usuwać
                    ciąże, to wybacz, ale o kant d... można taką wiarę rozbić. Ja nie oczekuję od
                    Kościoła, że zaakceptuje aborcję, eutanazję, czy inny relatwizm moralny, ja po
                    prostu nie chcę, żeby to było regulowane prawnie, tylko dlatego, że mamy w 97%
                    katolików (z których większość popiera pewne aspekty, jak to ująłeś,
                    relatywizmu moralnego). Mamy państwo świeckie (przynajmniej w teorii), więc
                    nauki i zasady religii katolickiej niech będą obowiązujące dla wyznawców tej
                    wiary, a nie dla wszystkich jak leci.

                    winnie
                    • mrzagi01 Re: To były smutne dni 20.04.05, 10:11
                      tak na wstepie- bardzo przyjemnie mi sie z toba dyskutuje (uklon) :)

                      winnix napisała:


                      >
                      > To tak a propos konsekwencji? Czyli prezentujesz pogląd "Jestem niewierzący,
                      > ale generalnie mi wszystko jedno"?

                      mozna tak to ujac- przeciez nie zrobia mu tatuazu na czole, tylko poleja jakas
                      ciecza. mnie tez polali i nie mam w nocy dusznosci z tego powodu.
                      nie mam tez nic przeciwko temu, ze babcie zabieraja go do kosciola.
                      jak dorosnie sam zadecyduje czy mu to do czegos potrzebne. kto wie moze zechce
                      byc ksiedzem? to chyba lepsze niz mialby szukac potem uduchowienia na wlasna
                      reke i trafic to jakies diabolicznej sekty nieprawdaz?

                      >
                      > O rany, skoro juz tak na poważnie o tej stołówce, to ujmę to tak. Jakby w
                      środy
                      >
                      > zawsze były wątróbki też bym się wściekała. Tu chodzi o fakt narzucania
                      pewnych
                      >
                      > zasad bez możliwości alternatywy.

                      sprobuje to ujac inaczej-1. bylem kiedys zaproszony do koszernej restauracji-
                      wyobrazasz sobie, ze nie mozna tam bylo zjesc nic wieprzowego! adios
                      wiennerschnitzel! kolega byl w tel-a-wiv (viw?)-ie i to samo! ani kawalka
                      wieprzka w calym miescie.
                      a cos niegastronomicznego: w jemenie czy innej arabii bylabys zobligowana w
                      imie zasad religii do zalozenia na siebie gustownego pokrowca z wycieciem na
                      oczy.
                      zrob mi uprzejmosc i przyznaj z chrzescijanskiego (bo nie tylko katolickie-
                      protestanci sa jeszcze bardziej rygorystyczni w te klocki) nękania mintajem w
                      piątek zrobilas sztuczny problem. ;)

                      >
                      > Nie do końca Cię rozumiem. Kościół ma prawo nie tolerować sprzeniewierzania
                      się
                      >
                      > zasadom, ale w pierwszej linii wypadało by okazać trochę serca i się
                      > zastanowić: ważniejsze jest utrzymanie świętego sakramentu czy ochrona
                      własnego
                      >
                      > życia i godności? Kościół czegoś wymaga, no jasne, niech wymaga, ale niech
                      też
                      > pomyśli czasem zamiast ślepo klepać o grzechu, sprzeniewierzeniu i wszystko
                      > podkreślać jedną kreską. Świat nie jest czarno-biały, a Kościół chce go tak
                      > traktować.
                      i slusznie- bo im wiekszy kontrast tym bardziej przejrzyste sa zasady
                      (moralne), a tego ostatnio ostatnimi czasy raczej brakuje. w XX wieku moralnosc
                      i etyka upadly bardzo nisko (z kolei wiek XIX byl pod tym wzgledem zlota
                      epoka). odrodzenie wartosci jest niezbedne (tak to widze)

                      A w tym duchu, też nie rozumiem potrzeby prawnego sankcjonowania
                      > pewnych zakazów. No bo tak - jeśli ktoś jest katolikiem, to ma obowiązek nie
                      > zgadzać się np. na eutanazję ze względu na wiarę. Jeśli uważa się za
                      katolika,
                      > to jego obowiązkiem jest tych zasad przestrzegać. A jak ktoś jest
                      niewierzący,
                      > to nie widzę powodu dla którego nie może wybrać czego chce, jeśli nie jest to
                      > sprzeczne z jego zasadami.
                      schodzac na motoryzacje- jezeli nie bylo by sprzeczne z moimi zasadami
                      ignorowanie KD to dlaczego mam go przestrzegac i byc karany za naruszanie. np.
                      wcale nie musze widziec nic zlego w skasowaniu pieszego na jezdni- po co lazl?

                      A jeśli trzeba prawnie regulować kwestie np.
                      > aborcji, ze strachu że ci wszyscy porządni katolicy szturmem zaczną usuwać
                      > ciąże, to wybacz, ale o kant d... można taką wiarę rozbić. Ja nie oczekuję od
                      > Kościoła, że zaakceptuje aborcję, eutanazję, czy inny relatwizm moralny, ja
                      po
                      > prostu nie chcę, żeby to było regulowane prawnie, tylko dlatego, że mamy w
                      97%
                      > katolików (z których większość popiera pewne aspekty, jak to ująłeś,
                      > relatywizmu moralnego). Mamy państwo świeckie (przynajmniej w teorii), więc
                      > nauki i zasady religii katolickiej niech będą obowiązujące dla wyznawców tej
                      > wiary, a nie dla wszystkich jak leci.

                      z podobnych powodow jak angole przyjezdzajacy na kontynent zobowiazani sa do
                      przestrzegania ruchu prawostronnego.
                      i jeszcze takie pytanie- potrafisz ze 100% precyzja okreslic do kiedy plod jest
                      kolonia komorek, a od kiedy czlowiekiem? ja nie- wiec nie mam odwazylbym sie
                      ryzykowac.
                      • winnix Re: To były smutne dni 20.04.05, 13:33
                        > tak na wstepie- bardzo przyjemnie mi sie z toba dyskutuje (uklon) :)

                        Dziękuję, z Tobą też:)

                        > mozna tak to ujac- przeciez nie zrobia mu tatuazu na czole, tylko poleja
                        jakas
                        > ciecza. mnie tez polali i nie mam w nocy dusznosci z tego powodu.

                        No nie, ale pomimo wszystko wolałabym zostawić jemu/jej decyzję o chrzcie,
                        który z katolickiego punktu widzenia jest przecież bardzo ważnym sakramentem.
                        Jako niewierząca, nie zamierzająca brać ślubu kościelnego (ku rozpaczy obu
                        mam:)) mam poważny opór przed chrzczeniem dziecka, bo jest to sakrament,
                        którego nie uznaję.

                        > zrob mi uprzejmosc i przyznaj z chrzescijanskiego (bo nie tylko katolickie-
                        > protestanci sa jeszcze bardziej rygorystyczni w te klocki) nękania mintajem w
                        > piątek zrobilas sztuczny problem. ;)

                        Oj no dobra, bo to taki półżart miał być:)))) Inna sprawa, że jakby te baby
                        umiały smacznie rybę przyrządzić to nie było by problemu:) Ale szepnę tylko, że
                        podałeś przykład koszernej restauracji, a ja nie byłam w katolickiej szkole,
                        tylko państwowej:) Zagadnienia ryb w piątki nie rozważam jednak jako poważnego
                        problemu życia codziennego:))))

                        > i slusznie- bo im wiekszy kontrast tym bardziej przejrzyste sa zasady
                        > (moralne), a tego ostatnio ostatnimi czasy raczej brakuje. w XX wieku
                        moralnosc
                        > i etyka upadly bardzo nisko (z kolei wiek XIX byl pod tym wzgledem zlota
                        > epoka). odrodzenie wartosci jest niezbedne (tak to widze)

                        Pewnie i jest niezbędne, ale ja nadal nie rozumiem tego przykładu z mężem
                        tłukącym żonę, co jest jednak sporym problemem w Polsce, bo te żony trwają przy
                        brutalach i pijakach właśnie z powodu wbitego do głowy świętego sakramentu,
                        którego nie można przerwać.
                        Natomiast jeśli chodzi o odrodzenie moralne. Widzisz, ja mam dosyć daleko
                        posunięty tolerancyjnie światopogląd, nie przeszkadzają mi małżeństwa
                        homoseksualne, nie przeszkadza mi rewolucja rodzinna wprowadzona w Szwecji,
                        wręcz bardzo mi się ten kierunek zmian podoba. Dlatego przeraża mnie jak
                        słucham wypowiedzi chociażby nowego Papieża, o tym jak to Europa musi wrócić na
                        chrześcijańskie tory i jak to trzeba zatrzymać laicyzację państw zachodnich.
                        Ale dlaczego? Mnie ta laicyzacja bardzo odpowiada i z pewnością odpowiada
                        Francuzom czy Holendrom, skoro nie czują potrzeby chodzenia do kościoła i się
                        od wiary odwracają. I nie uważam, że dzieje się tak z powodu relatywizmu
                        moralnego, ale dlatego, iż widocznie ta wiara nie jest już im potrzebna. I
                        wracanie do mocno konserwatywnych korzeni nic nie da, moim zdaniem. Rozumiem,
                        że KK przechodzi kryzys, ale popadanie w skrajności nie jest imho rozwiązaniem.
                        I nie zgadzam się, że KK powinien dzielić świat na czarne i białe, bo w tym
                        momencie traci jakikolwiek mandat na ustalanie prawd i zasad, które są oderwane
                        od nie czarno-białej rzeczywistości.

                        > schodzac na motoryzacje- jezeli nie bylo by sprzeczne z moimi zasadami
                        > ignorowanie KD to dlaczego mam go przestrzegac i byc karany za naruszanie.
                        >np. wcale nie musze widziec nic zlego w skasowaniu pieszego na jezdni- po co
                        >lazl?

                        Tak podejrzewałam, że podstawowa różnica między nami leży w postrzeganiu istoty
                        samej aborcji. Ja myślę, że jest to sprawa kobiety, jej partnera i lekarza
                        który się nią zajmuje, czy też psychologów, których konsultacja powinna być
                        konieczna przed decyzją o zabiegu. A ty podpinasz aborcję wyżej: pod zabójstwo,
                        za które powinna być kara w kodeksie. To już jest różnica zdań nie do
                        przeskoczenia, bo w tej sytuacji dla mnie Twój przykład jest nieadekwatny.

                        > z podobnych powodow jak angole przyjezdzajacy na kontynent zobowiazani sa do
                        > przestrzegania ruchu prawostronnego.

                        Kurde, no właśnie o tym mówię, że to są dwie różne sprawy. Jest prawo, ustalane
                        przez świeckich przedstawicieli państwa. A jeśli wpływ na ustalanie tego prawa
                        ma religia, to ja już w tym momencie protestuje. Podajesz przykład państw
                        muzułmańskich, ale to nie są państwa świeckie. Przestrzeganie ruchu
                        prawostronnego nie jest kwestią braku możliwości decydowania o własnym ciele
                        czy nawet własnym życiu jeśli się ma go dosyć i decyduje się na eutanazję (i tu
                        się znowu kłania ta poważna różnica w naszych poglądach). I jeszcze jedno, jak
                        pojadę do Jemenu czy innej Arabii, to założę gustowny pokrowiec z dziurami na
                        oczy, bo takie u nich jest prawo, ale powtarzam, to nie są państwa laickie.

                        > i jeszcze takie pytanie- potrafisz ze 100% precyzja okreslic do kiedy plod
                        >jestkolonia komorek, a od kiedy czlowiekiem? ja nie- wiec nie mam odwazylbym
                        >sie ryzykowac.

                        Przewałkowany temat milion razy. Pogrzebię w sieci i znajdę dokładne i
                        profesjonalne artykuły, dawno nie rozmawiałam z nikim na ten temat, więc już mi
                        fakty podawane przez medycynę wyleciały z głowy. W każdym razie pamiętam, że
                        kiedyś pod obstrzałem medycznych opracowań zwolennik zakazu aborcji skończył
                        posiłkując się argumentami o rozwoju medycyny i że jeszcze "wszystko się może
                        zdarzyć".
                        Ale jednozdaniowo mogę Ci odpowiedzieć, że tak, podpierając się medycznymi
                        autorytetami mogę to określić.

                        winnie
                        • mrzagi01 Re: To były smutne dni 20.04.05, 15:38
                          winnix napisała:
                          > No nie, ale pomimo wszystko wolałabym zostawić jemu/jej decyzję o chrzcie,
                          > który z katolickiego punktu widzenia jest przecież bardzo ważnym sakramentem.
                          rozsadny punkt widzenia (anabaptysci cos takiego praktykuja) rozpatruje rowniez
                          taka opcje, ale nie zebym byl jakos szczegolnie do niej przywiazany.

                          > Pewnie i jest niezbędne, ale ja nadal nie rozumiem tego przykładu z mężem
                          > tłukącym żonę, co jest jednak sporym problemem w Polsce, bo te żony trwają
                          przy
                          >
                          > brutalach i pijakach właśnie z powodu wbitego do głowy świętego sakramentu,
                          > którego nie można przerwać.
                          jako iz mieszkam w ponadprzecietnie menelskim miescie, w temacie jestem
                          zorientowany nieco ponadprzecietnie ;) zapewniam cie ze z przywiazaniem do
                          sakramentow nie ma to nic wspolnego. zreszta w rejonach i srodowiskach o silnie
                          zakorzenionej tradycyjnej religijnosci jest stosunkowo najmniej patologicznych
                          zachowan. celuja w tym osrodki ktore byly swego czasu pod szczegolna piecza
                          bolszewii: łódź, żyrardów, nowa huta, wałbrzych, pomorska pegeerowszczyzna itp.

                          > Natomiast jeśli chodzi o odrodzenie moralne. Widzisz, ja mam dosyć daleko
                          > posunięty tolerancyjnie światopogląd, nie przeszkadzają mi małżeństwa
                          > homoseksualne, nie przeszkadza mi rewolucja rodzinna wprowadzona w Szwecji,
                          > wręcz bardzo mi się ten kierunek zmian podoba. Dlatego przeraża mnie jak
                          > słucham wypowiedzi chociażby nowego Papieża, o tym jak to Europa musi wrócić
                          na
                          >
                          > chrześcijańskie tory i jak to trzeba zatrzymać laicyzację państw zachodnich.
                          > Ale dlaczego?
                          spojrz jakies 1000 lat wstecz a sie zorientujesz. Bo to wszystko czym jest
                          eruropa teraz bierze sie z korzeni zachodniego chrzescijanstwa. w x w. europa
                          byla dziura w tylku, kraina dzikusow (wg owczesnych standartow cywilizacyjnych-
                          a standarty owe dyktowali arabowie i bizancjum). Bizancjum przestalo istniec-
                          kosciol wschodni nie wypracowal idei cywilizacjotworczych (taki mi sie
                          neologizm zmontowal ;), arabowie (islam) zabrnal w slepa uliczke. temat jest
                          cholernie gleboki i szeroki- i taki jest sens "rechrystianizacji"-
                          powstrzymanie podcinania wlasnych korzeni, a nie zapedzenie ludzi do klepania
                          zdrowasiek.
                          niestety- europa albo bedzie chrzescijanska, albo wkrotce nie bedzie jej wcale.

                          no i tak jesli chodzi o ciag dalszy, to czasamiaby odczytac wlasciwie niektore
                          intencje nalezy patrzec daleko w przeszlosc i myslec o dalekiej przyszlosci,
                          a "jutro to dzisiaj, tylko ze jutro" ;)
                          • tomek854 Re: To były smutne dni 21.04.05, 22:53
                            > eruropa teraz bierze sie z korzeni zachodniego chrzescijanstwa. w x w. europa
                            > byla dziura w tylku, kraina dzikusow (wg owczesnych standartow cywilizacyjnych-

                            Jezeli sugerujesz, ze od x wieku Europa sie rozwijala dzieki Kosciolowi, to ja chyba nic nie pamietam z historii.

                            Bo mi sie wydaje, ze od X wieku to wlasnie zaczela sie dominacja Kosciola, i zaczela sie ciemnota - palenie ksiazek, dlawienie nauki ("Imie Rózy nie dzieje sie w tamtych czasach przypadkiem?), inkwizycja, heretycy twierdzacy ze ziemia jest okragla, wyklety kopernik, spalony Giordano Bruno...

                            Gdyby nie reformacja i potem otwarcie na nowe opcje w renesansie to ciemnota pewnie by byla do dzis... (zreszta miejscami pewnie jest)

                            To taka uwaga na szybko, mozecie mnie wykląc na 4 dni, bo i tak wyjezdzam do Czech :)

                            Pozdrowionka
                            • tomek854 Re: To były smutne dni 21.04.05, 22:56
                              Zeby nei bylo, ze przesadzam: trzy zagadki:
                              1) W ktorym roku zrehabilitowano Galileusza?
                              2) W ktorym roku zlikwidowano tortury jako narzedzia przesluchan w prawie kanonicznym?
                              3) W ktorym roku "De revolutionibus" Kopernika zeszło z indeksu?

                              Odpowiedzi:
                              1) Zrobił to dopiero JP II, kilkanascie lat temu OIDP
                              2) W 1917 (!)
                              3) W 1965 (ale moge sie mylic o pare lat)

                              Wiec jak dla mnie z calym szacunkiem, to kosciol raczej jest kotwica ktorej opor trzeba pokonywac w rozwoju cywilizacji a nie na odwrot.
                            • mrzagi01 Re: To były smutne dni 22.04.05, 09:57
                              tomek854 napisał:
                              >
                              > Bo mi sie wydaje, ze od X wieku to wlasnie zaczela sie dominacja Kosciola,

                              bład. X wiek byl szczytowym okresem swieckiej dominacji nad kosciolem, i np.
                              przywileje niezaleznosci nadane przez Wilhelma Poboznego opactwu w cluny byly
                              czyms niezwyczajnym. obsada tronu papieskiego zalezala od tego czym akurat byl
                              zajety cesarz. jak mial sprawy na polnocy rzymskie rody obsadzaly swojaka,
                              poprzednika traktujac mniej lub bardziej okrutnie.gdy cesarz mial troche luzu
                              rbil wycieczke za alpy i sprzatal, i tak w kolko ;)
                              natomiast kosciol rzymski dysponowal niezwyklym narzedziem know-how a
                              mianowicie zakonem benedyktynow ktorzy zakladajac opactwa i sluzac wladcom byli
                              siewcami wiedzy w owczesnym swiecie chrzescijanskim.

                              >
                              > Gdyby nie reformacja i potem otwarcie na nowe opcje w renesansie to ciemnota
                              pe
                              > wnie by byla do dzis... (zreszta miejscami pewnie jest)

                              i tu tez jest pare niescislosci:
                              palenie ksiag- najwiekszym fajczarzem sredniowiecza byl niejaki kalif Omar
                              ktoremu nieco odbilo na punkcie koranu i nakazal spalenie ksiegozbiorow
                              biblioteki aleksandryjskiej, tym samym stal sie akuszerem tego czym jest islam
                              obecnie. Wracajac do europy: kluniactwo wiazalo sie z, ujmujac ogolnie z dwiema
                              sprawami: naprawa moralnosci kosciola- co bylo sluszne oraz z nawrotem do
                              modlitewnego mistycyzmu a odrzuceniu nauki- co bylo glupie, i trafialy sie
                              przypadki gorliwcow palacych literature. Jezeli teraz wrocimy do "Imienia Rozy"
                              to mamy dwie postaci Willema z Baskerville- franciszkanina reprezentujacego
                              nurt zakonnych uczonych czerpiacych z wiedzy starozytnych,
                              arabow,ukierunkowanych na "odgadywanie mysli boga" oraz czcigodnego Jorge-
                              benedyktyna, poboznego mistyka dla ktorego wszelkiej niezbednej wiedzy
                              dostarczaja prawdy objawione. ten drugi to chrzescijanskie wydanie kalifa
                              Omara, z ta roznica ze madrosci nie chce zniszczyc tylko ja ukryc.

                              "Gdyby nie reformacja"- musze cie rozczarowac, ale Luter bynajmniej nie negowal
                              slusznosci indeksu ksiag zakazanych (a indeks ow powstal w wieku XVI !!)
                              Kalwin zas byl jeszcze bardziej radykalny


                              inkwizycja, heretycy twierdzacy ze ziemia je
                              > st okragla, wyklety kopernik, spalony Giordano Bruno...

                              sa to czarne plamy na historii kosciola- i temu sie nie zaprzecza, z tym ze:
                              nie odnosi sie to do X wieku, a kraglosci ziemi nikt nie negowal, chodzilo
                              raczej o jej status we wszechswiecie ;)

                              i dla scislosci- kopernik nie zostal wyklety, tylko dzielo "o obrotach sfer
                              niebieskich" zostala umieszczona na indeksie. Kopernik zas oprocz astronomii
                              dal sie poznac jako wybitny teoretyk ekonomii i na tym polu nikt mu nie
                              przeszkadzal

                              a tak przzy okazji- ja nie napisalem o europie katolickiej, tylko
                              chrzescijanskiej, a to znaczy ze uwzgledniam wklad protestantow, ale nie w X w.
                              bo wtedy ich nie bylo!

                              BTW- w swietle twojego drugiego felietonu sugeruje wziac przyklad z willema z
                              baskerville i dac nura w ksiegi ;))))
                              • mrzagi01 aaa! 22.04.05, 13:27

                                • mrzagi01 Re: aaa! 22.04.05, 13:28
                                  bez sensu :))))))) sie mi enter wcisnal :))))
                                  a zatem:

                                  aaa! i jeszcze cos- akcja imienia rozy jest ulokowana nieco pozniej- mniej
                                  wiecej o cztery stulecia ;)
                                  • tomek854 AAAAAAAAaa!!! 25.04.05, 04:05


                                    • tomek854 Wrrrr. Ten sam błąd :) 25.04.05, 04:08
                                      Mea culpa, bo się spieszyłem, i sprawdzać czasu nie mialem. Na szczescie duzo sie dowiedzialem od Ciebie :)

                                      Niemniej jednak, choc przyklady podalem akurat zupelnie nieprawidlowe, to jednak pozostane przy swoim zdaniu.

                                      Co do Chrzescijanstwa jednak zgodze sie - nie tylko katolicy. NIektorzy protestanci do dzis wojuja w USA z teoriami Darwina.

                                      A co do Kopernika - mam jeszcze jedna ciekawostke: byl nie tylko uznanym ekonomem, ale i uznanym astrologiem - co ciekawe, skoro byl tez chyba (o ile dobrze pamietam, bo znowu nie sprawdzam) biskupem :-)
    • tomek854 Dla porównania - poprzedni 17.04.05, 23:57
      Tutaj, wydaje mi się pozwoliłem sobie na o wiele więcej. Dowalałem złosliwościami i prowokacyjnie przeginałem pałę. Jakoś jednak nie było problemów...

      -------------

      My, humaniści...

      Jestem w Makro. Dwie znane mi z widzenia studentki filologii polskiej zastanawiają się nad ceną telewizora. "699 zł + VAT - to ile to będzie? Kurcze... ". Po nieudanych obliczeniach odchodzą ze słowami: "Eee tam, chodź do Tesco. Nie musimy tego liczyć - jesteśmy humanistkami".

      Według wikipedii, czyli internetowej skarbnicy mądrości, "humanizm koncentruje uwagę na sprawach ludzkich, godności człowieka, jego wolności, propaguje rozwój fizyczny, psychiczny i intelektualny oraz harmonijne współżycie w społeczeństwie, podkreśla możliwości ludzkiego rozumu". Jednak z obserwacji znanych mi "humanistów" wynika coś zupełnie innego.

      Filolodzy klasyczni rozmawiają o liczebnikach w grece. Jeden zauważa, że od tych liczebników wzięły swoje nazwy izotopy wodoru: prot, deuter i tryt. W tej chwili dwie dziewczyny pytają: "Co to są izotopy wodoru?". Pada odpowiedź: "To atomy wodoru o różnej liczbie neutronów w jądrze". I w tym momencie okazuje się, że dziewczyny pierwsze słyszą o tym, że atom ma jakąś budowę wewnętrzną. Przecież 'atomos` znaczy 'niepodzielny`!

      Jeżeli uważamy humanistę za kogoś, kto "propaguje rozwój intelektualny i podkreśla możliwości ludzkiego rozumu", co można powiedzieć o osobie, która, żyjąc w XXI w., nie ma pojęcia o rzeczach oczywistych w fizyce, a ta - co by nie mówić - jest podstawową nauką w naszych stechnicyzowanym społeczeństwie? To jest dupa, a nie humanista! Czy hasło "Jestem człowiekiem i nic, co ludzkie, nie jest mi obce" zawiera gdzieś zastrzeżenie, że z wyłączeniem nauk ścisłych?

      Ścisłowiec-nieuk kontra dumny humanista

      Może więc wcześniej wspomniane koleżanki nie są humanistkami w sensie powyższej definicji, ale raczej "osobami zajmującymi się naukami humanistycznymi"? Znowu wikipedia: "nauki humanistyczne (ang. humanities oraz arts - jako przeciwieństwo science) to grupa nauk, które dotyczą człowieka i społeczeństwa i które nie stosują tak ścisłych kryteriów jak nauki przyrodnicze (ang. science)". Tylko gdzie tu znowu przebiega granica pomiędzy nauką ścisłą a humanistyczną? Czy biologia to nauka ścisła? Wikipedia wymienia ją w humanistycznych. Ale biologia molekularna? Biotechnologia? Do dziś żyją fizycy, którzy na końcu studiów fizycznych uzyskiwali dyplom magistra filozofii... Jedno pokolenie - czy to tak dawno? Myślę więc, że powinniśmy pozostać przy pierwszym rozumieniu "humanizmu".

      Niedawno usłyszałem, że ponieważ nie przeczytałem Grobu Agamemnona, to jestem nieuk. Jeżeli nie lubię Masłowskiej, to dlatego, że jestem za głupi. A ta sama osoba nie rozumie np. trygonometrii, ale uważa to za powód do dumy - jest ponad to! Jest przecież humanistą!

      Przyjrzyjmy się tymczasem dawnym humanistom. Leonardo da Vinci - wielki malarz, artysta, znany też z zainteresowań anatomią (sekcje zwłok) i konstruowania m.in. machin latających. Kartezjusz - wielki filozof, a do tego wymyślił iloczyn kartezjański. Leibnitz - matematyk, konstruktor arytmometru, pierwszej maszyny liczącej. Mickiewicz, wieszcz narodowy, a przy tym doskonały matematyk - ujął w wierszach zasady liczenia w pamięci np. pierwiastka ("geometra, chcąc ścianę wyciągnąć z kwadratu, używa natenczas tego apparatu"). Każdy z tych ludzi był i wybitnym artystą, i wybitnym umysłem ścisłym. Dzisiaj, aby zostać artystą, nie trzeba mieć żadnego talentu - wystarczy tylko zaszokować: wstawić gówno do galerii, ukrzyżować genitalia lub pozwolić się kopać prądem przez Internet...

      Tymczasem np. Albert Einstein był też artystą - grywał na skrzypcach. Podobnie Richard Feynmann, który w wolnych chwilach grał na bębnach, a w czasie urlopu dokonał pewnych odkryć z biologii molekularnej... Wątpię, by Wisława Szymborska w wolnych chwilach sobie całkowała, a Umberto Eco udowadniał twierdzenie Fermata.

      Wszystkie wymienione osoby są geniuszami w swej dziedzinie. Niektóre z nich jednak zajmują się też i inną nauką. Coś więc jest w słowach Edwarda Stachury: "Wszystko jest poezją, każdy jest poetą. A najmniej jest poetą ten, kto pisze wiersze".
    • mrzagi01 Re: Powiedzcie co o tym sadzicie OT 18.04.05, 09:23
      no tak... poczytalem sobie twoj tekst wczoraj, zaraz jak go wrzuciles, no i
      zrazu nie wiedzialem co ci odpowiedziec (no bo zadales pytanie, co o tym
      myslimy ;), ale nie z powodu tresci z ktora sie praktycznie w 100% zgadzam
      (jakkolwiek nie potrafie sie odniesc do tego czy kierowcy z kokardkami byli
      agresywni po staremu czy nie). Zastanawialem sie, czy zawsze w kazdym przypadku
      warto krzyczec "a nie mowilem!", czy morze pzejsc do porzadku dziennego i
      zachowac milczenie. No i doszedlem do wniosku, ze jednak warto. Moze
      niekoniecznie zaraz krzyczec, ale powiedziec- tak.
      Co ja o tym wszystkim mysle.
      Caly witz w tym, ze my (polacy) uwielbiamy takie zbiorowe festiwale gestow. co
      jest na swoj sposob piekne, ale pod dwoma warunkami:1. jezeli nie traci sie w
      tym umiaru 2. cos z tego wynika. Przez zachowanie umiaru rozumiem z jednej
      strony powsciagniecie sie od pomyslow durnych, z drugiej o przyteperowanie
      inkwizytorskich sklonnosci w demaskowaniu nieswietujacych, swietujacych za
      malo, lub swietujacych nie tak (odnosnie zaloby po JP II wstaw- "żałujących")
      A teraz o wynikaniu.
      Nie tak dawno cala Polska w napieciu sledzila na ekranach telewizorow przebieg
      pomaranczowej rewolucji na Ukrainie. wielu aktywnie w niej uczestniczylo jadac
      do Kijowa badz demonstrujac pod konsulatami. wszyscy trzymali kciuki za
      Juszczenke i narod "ktory sie obudził". Rewolucja zwyciezyla. Zycie wrocilo do
      normy. Ukrainscy "bracia" na powrot stali sie "kacapami", "Iwanami", a Ukraina
      to znow zapyziala ojczyzna dzikusow. Szkoda.
      I jeszcze takie cos. Zaraz po wstapieniu do UE (kolejny festiwal w naszej
      niedawnej historii) mocno spadly w sondazach notowania Samoobrony. Narod
      wytrzezwial i uznał ze europejczykom nie uchodzi dawac legitymacji do
      sprawowania wladzy pieniaczom i warchołom. Festiwal sie skonczyl ,a smrodek z
      naszego podworka na powrot uderzyl narodowi do glowy. Tesz szkoda.
      Co zostanie po Janie Pawle II- pażywiom, uwidim....
      • mrzagi01 samokrytyka :\ 18.04.05, 09:27
        MORZE TESZ powinienem zglosic swoja nominacje do listy dysortogaficznej :\
        ale siarrrrra... nie lubie poniedzialku!
    • pelengajew Re: Powiedzcie co o tym sadzicie OT 18.04.05, 09:48
      Co do pierwszego felietonu to nie chce się wypawiadać bo by mnie na ten
      tychmiast wylano z forum za obrażanie uczuć.
      Ale za to drugim felietonem ująłeś mnie za serce!
      Pozdr.
      • winnix Re: Powiedzcie co o tym sadzicie OT 18.04.05, 10:01
        > Co do pierwszego felietonu to nie chce się wypawiadać bo by mnie na ten
        > tychmiast wylano z forum za obrażanie uczuć.

        Podejrzewam, że witam w klubie:))))

        Pozdrawiam,
        winnie
    • tomek854 Re: Powiedzcie co o tym sadzicie OT 18.04.05, 23:42
      Chciałem podziękować wszystkim, którzy się dotychczas wypowiedzieli za wyrażenie swojego zdania, miłe słowa i cenne uwagi
      <kłania się nisko i wykwintnie> :-)
      • loveandpeace Re: Powiedzcie co o tym sadzicie OT 25.04.05, 14:07
        Przeczytalam sobie cala dyskusje w tym watku, bardzo mi sie podoba. jaki super
        motoryzacyjny offtop! :) Winnix, popieram cie calkowicie, mrzagi, lubie cie, ale
        nie zgadzam sie z toba tak bardzo, jak bardzo zgadzam sie z winnix :) A co do
        felietonu Tomka, skrytykowanego za kontrowersyjnosc - uwazam, ze jest baaaardzo
        lagodny i delikatny. Jak do "Goscia niedzielnego".

        I love you all ;)

        lip
        • krakus.mp Re: Powiedzcie co o tym sadzicie OT 25.04.05, 21:20
          Nie będę się wdawał w dyskusję, kto ma rację i dlaczego.Odniosę się tylko do
          samego felietonu mojego "ulubieńca" i odpowiem na postawione w tytule pytanie.
          W zasadzie to co napisał na wstępie mejson, w pełni odpowiada mojemu zdaniu w
          tym temacie.
          Nie mam zamiaru ukrywać,że sam często chodziłem "na Papieża" tylko dlatego,że
          taka okazja może się nie powtórzyć.
          Lecz nie ukrywam też,że w chwili jego śmierci szczerze płakałem.Przez cały ten
          czas jego choroby i pożegnania z wiernymi, nie potrafiłem normalnie pracować,
          myśleć i zachowywać.Zawsze mimowolnie myślałem o Papieżu.Nagle uświadomiłem
          sobie fakt,że odchodzi bliski mi człowiek.Mam teraz w sercu żal i zarazem chęć
          zmiany swojego życia.Życia, które przez kilkanaście lat było monotonne, szybkie
          i pozbawione uczuć do otaczających mnie ludzi ( z wyjątkiem rodziny).
          Cały ten felieton został napisany po to, aby uświadomić niektórym ich fałsz i
          obłudę.I udało Ci się.masz rację.Byli i są tacy ludzie.W pewnym sensie sam się
          do nich zaliczam.
          Pzdr.
          • tomek854 Re: Powiedzcie co o tym sadzicie OT 25.04.05, 21:55
            Cały ten felieton został napisany po to, aby uświadomić niektórym ich fałsz i
            > obłudę.I udało Ci się.masz rację.Byli i są tacy ludzie.W pewnym sensie sam się
            > do nich zaliczam.

            Ale Ty, jak sam piszesz, nie potrzebowałeś takiego uświadomienia, żeby stać się lepszym. A może ktoś kto to przeczyta zrozumie coś nie coś i stanie się choć o oczko bardziej dobry?

            A z drugiej strony ktoś, kto myśli tak jak ja, ale boi się odezwać, poczuje, że nie jest sam, i choć jest "zaszczuty" przez otoczenie to tak naprawdę jest normalny, mimo że nie zachowuje się jak większość...

            Taką miałem nadzieję...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka