Dodaj do ulubionych

Przygoda z amortyzatorem

05.08.05, 10:50
Jak juz dałem "zajawkę" w rekordowym wątku :), opisuje moje perypetie z amortyzatorami pewnej szacownej hamerykańskiej (a jakże) firmy.
Od początku: cos mi zaczęło stukac z przodu po lewej. Ponieważ 2 miesiące wczesniej zawieszenie było sprawdzane, na "pewniaka" oceniłem, że tłucze się łącznik stabilizatora. Sprawdziłem jeszcze taką badziewną tulejkę wału kierownicy (wysuwa się i wał się tłucze), ale nawet ponowne jej wcisnięcie i zabezpeiczenie nie pomogło. Zaopatrzyłem sie w komplet gum do łącznika oraz do obej stabilizatora, pojecghałem do kuzyna-mechanika (kanał niezbedny) i ...okazało się, że wszystko ze stabilizatorem jest w najlepszym porządku, a duży luz jest na amortyzatorze :( Tłok względem cylindra miał ok. 5mm luzu. Pomyślałem, że po 115 tys. miał prawo sie rozpaśc, zreszta miałem je niedługo juz zmieniać. No i przy wymianie wyszło szydło z worka - amortyzatory były juz zmieniane na gówniane Monroe Reflex (gazowe dwururowe, stąd mój Lanos nie bujał sie tak jak sie bujają na fabrycznym zawieszeniu :) ). Najciekawsze jest to, że serię Reflex Monroe wprowadził do sprzedaży najwyżej 2-3 lata temu. Amortyzator grzechocze w środku, więc mam wrażenie, że rozpadł sie (lub rozkręcił) tłok lub zaworki.
Słyszałem wczesniej, że Monroe jest tak delikatny, że na polskich drogach sie szybko poddaje, ale nic nie usprawiedliwia takiej demolki.
Najsmieszniejsze będize teraz: mimo wylania sie całego oleju (do rury zwrotnicy - amortyzatory to wkłady, nie całe kolumny), nie odczułem specjalnie pogorszenia prowadzenia samochodu. Ba - jadąc do Szczawnicy zostawiałem z tyłu na zakrętach sporo samochodów :) Przy hamowaniu wszystko grało, koło się nie blokowało itd. Jedyny minus to okropne walenie przy przejeżdżaniu przez nierówności. No i powiedzcie mi teraz jak podczas jazdy wykryć zuzyte amortyzatory? Każdy model samochodu prowadzi sie inaczej i mozna uznać, że "ten typ tak ma"...
PS. Za to gazówki Kayaby pokazuja klasę - cicho i wystarczająco miękko, ale zdecydowanie pewniej - zresztą przy różnicy tłumienia rzędu 100% (stary zero, nowy 100% sprawności - teoretycznie) nie ma co sie dziwić. I nawet nie bije az tak po kieszeni - nie powiem gdzie i jaki rabat dostałem, ale z robocizną i jeszcze nowa końcówka wahacza zmieściłem sie w 300zł :)
Obserwuj wątek
    • typson Re: Przygoda z amortyzatorem 05.08.05, 17:56
      > Najsmieszniejsze będize teraz: mimo wylania sie całego oleju (do rury zwrotnicy
      > - amortyzatory to wkłady, nie całe kolumny), nie odczułem specjalnie pogorszen
      > ia prowadzenia samochodu.

      tez tak mialem. Kiedys w zimie jeden z tylnych sachsów strzelil przy zjezdzaniu
      z kraweznika (bylo ponizej 25 i nie wiem jakim cudem ten klekot zapalał). Od tej
      pory jezdzilem kilka miechow bo nie mialem kasy a pozniej czasu na wymiane. Nowe
      sachsy byly rowniez gazowe, co jak wiadomo charakteryzowalo sie tym, ze
      niezamontowany amor byl w pelni wysuniety. Wyjalem stary (przy pomocy drutu
      sciskalem sprezyne ;-) i okazalo sie, ze tloczysko lata zupelnie luzno - amor
      byl calkowicie pusty! Pomimo tego prowadzenie auta bylo przyzwoite. Oczywiscie
      przy przejezdzie przez rondo z torowiskiem tyl troche przestawialo ale na
      pojedynczych dziurach jedynym mankamentem byly tylko glosne stuki. Zawiechy w
      tamtym nissanie (sunny, sedan) to wahacze poprzeczne z wzdluznym drazkiem
      reakcyjnym. Pewnie na piorach by bylo gorzej ;)

      > PS. Za to gazówki Kayaby pokazuja klasę - cicho i wystarczająco miękko, ale zde
      > cydowanie pewniej - zresztą przy różnicy tłumienia rzędu 100% (stary zero, nowy
      > 100% sprawności - teoretycznie) nie ma co sie dziwić.

      podobno 100% to sztywne polaczenie. Nowe mieszcza sie w granicach 60kilka do max
      80kilka - podobno.

      > I nawet nie bije az tak
      > po kieszeni - nie powiem gdzie i jaki rabat dostałem, ale z robocizną i jeszcze
      > nowa końcówka wahacza zmieściłem sie w 300zł :)

      ja dostalem dzis prawie 400 rabatu na komplet ale i tak nie powiem ile
      zaplacilem, bo to nic radosnego... :(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka