Dodaj do ulubionych

Poprawność tworzy zagrożenie...

10.03.06, 09:15
Dzisiaj spowodowałem spore zagrożenie na dwujezdniowej trasie Warszawa -
Kraków.
W miejscowości Łazy jest półkilometrowy teren zabudowany - miejsce faktycznie
niebezpieczne, bo skrzyżowanie i przejście dla pieszych.
A że to wszystko na trasie "ekspresowej", to przedarcie się przez
cztery "pospieszne" pasy jest niezłym wyzwaniem dla pieszych z kondycją
nieolimpijską.
Policja łapie tam często, ja zwalniam zawsze ale prawie nigdy nie wpuszczam
pieszych na pasy.
Dlaczego?

Zanim odpowiem, powiem co zdarzyło się dzisiaj, gdy ... wpuściłem.

Rzadko tam "statystyczny" kierowca zwalnia a jeszcze rzadziej zatrzymuje się
przed przejściem.
Dzisiaj skręcające w prawo samochody spowolniły kolumnę do czterdziestu paru
km/h, jadąc z taką prędkością spojrzałem w oczy pieszych czekających na
przejście i łagodnie się zatrzymałem.

No i się zaczęło - kierowca tira za mną widząc, że zwalniam pewnie pomyślał,
że będę skręcał w prawo, a że bez migacza to normalne.
Zaczął mnie wyprzedzać ale coś źle wykalkulował, bo zatrzymał sie gwałtownie
okrakiem na dwóch pasach omal nie zaczepiajac mnie zderzakiem.
Żeby było ciekawiej, to z poprzecznej włączył się kierowca skody uznając, że
jak tir zaczął zmianę pasa, to ją dokończy a ja pewnie przejadę dalej.

No i utknęliśmy w dziwnej pozycji - ja przed przejściem na prawym pasie, tir
z naczepą na prawym a przodem ciągnika na prawym i lewym pasie, skoda przodem
pomiędzy moim zderzakiem a przednim kołem tira.

Na przejście weszły z przeciwnych stron dwie matki z dziećmi, kierowca tira
dmuchnął klaksonem omal nie zrzucając czapek z głów dzieciakom.

No bo przecież winien całemu zamieszaniu byłem ja - kretyn zatrzymujący się
przed przejściem na obszarze zabudowanym jadąc drogą "ekspresową".
Jak się ma przed sobą taką drogę, "można" przecież lecieć 160/h.
Nawet prawym pasem na zabudowanym.

Brak normalnych dróg i mądrego oznakowania przeobraził większość normalnych
na codzień ludzi w okrutnych drapieżników wyrywających dla siebie co się da i
nie liczących się nikim (słabszym).

W takich warunkach ślepe przestrzeganie przepisów tworzy więcej zagrożenia
niż ich naginanie/omijanie/relatywizowanie a może po prostu - łamanie.

Dlatego więc w tamtym miejscu zawsze zwalniam a prawie nigdy - nie wpuszczam
pieszych.

Pozdrawiam,
Mejson
--
Automobil
Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
Obserwuj wątek
    • pelengajew Re: Poprawność tworzy zagrożenie... 10.03.06, 09:30
      Ano. Pieszy w tym kraju ma prawa w poruszaniu się po przejściach, chyba tylko
      dla żartu zwanymi "dla pieszych", porównywalne do praw Murzynów na amerykańskim
      południu w XIXw:).

      I tak masz fart, że tir był czujny jak jastrząb i zdążył zahamować:).

      Pozdr.
    • mrzagi01 Re: Poprawność tworzy zagrożenie... 10.03.06, 10:05
      no cóż... masz racje i nie masz racji.
      ja staram sie zawsze zarzymywać aby przepuścić pieszych. w moim prywatnym
      rankingu wartości ten odruch jest wysoko notowany jako wyznacznik
      ucywilizowania (chyba nauczyłem się tego w niemczech- gdzie ta reguła jest
      święta), a permanentne u nas ignorowanie pieszych uważam za najwyższe
      prostactwo. oczywiście niejednokrotnie sytuacja wyglądała tak, że po
      zatrzymaniu się kilka aut objeżdżało mnie nieomal "po stopach" pieszego który w
      tym czasie zdążył wejść na jezdnię. Pomijając przepisy, chodzi o zwykłą empatię
      z człowiekiem który chce/musi przejść na druga stronę ulicy i jednocześnie
      przeżyć. przedwczoraj miałem taką sytuację na takim dużym rondzie w kaliszu-
      zjeżdżam z ronda ze środkowego pasa na lewy pas jezdni- bezpośrednio za rondem
      przejście dla pieszych z wysepką pomiędzy jezdniami. na wysepce matka z dwójką
      dzieci- po prawej jeszcze jeden dzieciak- 4-5 lat który z nie znanych mi
      powodów nie zdążył przejść przez jezdnię. matka z wysepki instruuje malucha
      żeby nie zrobił nic głupiego. sznur samochodów nieprzerwanie przelewa się po
      jezdni. sytuacja napięta. żadnemu jełopowi nie przyjdzie do głowy zatrzymać się
      i przepuścić dzieciaka. ja zatrzymuję się na lewym pasie- po prawym przejeżdża
      jeszcze kilka aut. dopiero jakaś rozumna istota w srebrnej Octavii blokuje
      przejazd na prawym i chłopaczek może przedostać się do matki.
      Inna sytuacja- groteskowa- wyjeżdżam zza zakrętu- przede mną odcinek prostej i
      przejście dla pieszych- zero ruchu- jestem jedyny na jezdni- przez jezdnię
      kuśtyka o kulach jakiś drobny facecik z nogą w gipsie- widzi mnie- nagle
      zagęszcza ruchy- można powiedzieć że biegnie o kulach- ucieka z jezdni, nawet
      zabawnie to wygląda. On NIE WIE czy ja się zatrzymam i ustąpię mu miejsca. Nie
      wie bo normą jest zlewka pieszego.

      podsumowując- nie widzę powodu aby "wchodząc między wrony krakać tak jak one"
      jeżeli racja jest po mojej stronie.
      Gdyby lodziarze zamiast czaić się z suszarkami po krzakach stawali 20 m za
      przejściem dla pieszych, to i zarobili by więcej i pożytki dla bezpieczeństwa
      byłyby większe.
      • mejson.e Masz rację ... i nie masz... 10.03.06, 10:27
        Ja nie pisałem o przepuszczaniu pieszych w miastach - chodziło mi o
        półkilometrową "wyrwę" na dwujezdniowej trasie "szybszego" ruchu.
        Tam konieczność wytracenia przyjemnego pędu jest dla wielu jak zgrzyt
        paznokciem po szkle - zaskakuje i wprowadza zagrożenie.

        W mieście nawet na wielopasmowej drodze ustępuję pieszym na przejściu -
        samochody jeżdżą dużo wolniej a i piesi są dość czujni.
        Nie uchronię ich przed debilami, ale nie mam innego wyjścia jak stosować się do
        przepisów i norm przyzwoitości.

        Ostrzegam jednak przed nadmierną uprzejmością - próba zaproszenia na jednię
        pieszego POZA przejściem dla pieszych obarcza NAS winą za ewentualne jego
        potrącenie przez omijający nas samochód, który miał prawo nie spodziewać się
        tam wychodzącego zza naszego samochodu pieszego.

        Natomiast ślepe ustępowanie pierwszeństwa pieszym PRZED wejściem na przejście
        przez niebezpieczną drogę poza miastem, kłóci się z pierwszą zasadą jaką
        przestrzegam - bezpieczeństwa.

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
        • pelengajew Re: Masz rację ... i nie masz... 10.03.06, 10:44
          Jak w małej mieścinie nie może pieszy przejść na drugą stronę drogi bo to ważna
          droga jest i jej użytkownicy bardzo się śpieszą i nie mają czasu na takie
          pierdoły jak przepuszczanie pieszych stojących przed przejściami to się potem
          nie dziwmy, że na drogach co mieścina to światła. Jakoś Ci piesi przejść muszą.
          I uprzedzając, kładka nad jezdnią nie załatwi problemu bo ludzie starsi czy
          niepełnosprawni ruchowo nie będą dla wygody kierowców po schodach zasuwać.
          Pozdr.
    • wujaszek_joe Re: Poprawność tworzy zagrożenie... 10.03.06, 12:12
      przepuszczanie pieszych jest chyba jakimś wskaźnikiem na "azjatyckość" narodu.
      w niemczech to normalne ze jak stoi pieszy przy przejsciu to należy się
      zatrzymać. u nas trzeba ocenic sytuacje, czy nie grozi mu nic jadącego z
      przeciwka
      • mejson.e "Z nienacka" 10.03.06, 12:18
        wujaszek_joe napisał:

        "w niemczech to normalne ze jak stoi pieszy przy przejsciu to należy się
        zatrzymać. u nas trzeba ocenic sytuacje, czy nie grozi mu nic jadącego z
        przeciwka"

        Największym zahrożeniem są kierowcy omijający/wyprzedzający samochód
        przepuszczający pieszego.
        Nadjeżdżający z przeciwka samochód widać dużo lepiej niż pojawiający się
        znikąd, czyli "z nienacka" z tyłu.

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
      • frax1 Re: Poprawność tworzy zagrożenie... 10.03.06, 12:31
        Tak samo jak wysokość krawężników... bliżej nam do Tunezji niż do Szwajcarii...
        Pozdrawiam
    • typson Re: Poprawność tworzy zagrożenie... 10.03.06, 13:07
      smutne. Ja zatrzymujac sie w takich sytuacjach zawsze boje sie, ze ktos wjedzie
      mi w dupe. Do tego boje sie, ze na moich oczach i posrednio z mojej winy,
      miszczu wyprzedzajacy mnie na pasach zmuchnie grupke pieszych. Z powyzszego
      wynika, ze ustepowanie pieszym w gestym ruchu nie ma sensu, bo jest zbyt
      ryzykowne a ustepowanie im gdy jest pusto tez jest nonsensem, bo jedno auto
      (moje) moga przeczekac.

      Oczywiscie wyprzedzanie na przjsciu i bezposrednio przed nim to jedno z
      najciezszych przestepstw. Do tego gdyby wszyscy poruszali sie z przyzwoitą
      predkoscia w obrebie miejscowosci z takimi atrakcjami tez nie byloby problemu.

      Wiele tu zalezy od kultury kierowcow i ich stosowania sie do kodeksu. Tylko nie
      siegalbym tu do porownan z niemcami, bo to inna liga i inne boisko. Nie kojarze
      przejsc dla pieszych na niemieckich drogach "szybkiego ruchu". I tu jest ta
      roznica...
      • marekatlanta71 A propos wjezdzania w dupe 10.03.06, 13:13
        Zeby skrecic na moje osiedle, trzeba skrecic w lewo z bardzo ruchliwej,
        dwupasmowej ulicy na ktorej ograniczenie jest 45 MPH (czyli kolo 70 km/h).
        Ostatnio mialem ciekawa sytuacje. Jade grzecznie, wlaczam kierunkowskaz, hamuje
        delikatnie, za mna Lincoln Navigator a w nim dama na komorcie. Zwalnia za mna i
        jakos nie zmienia pasa. W koncu ja sie zatrzymalem (bo samochody z naprzeciwka)
        a ona za mna. Po jakis 5 sekundach zaczela trabic. Po prostu wcisnela klakson i
        wymachuje do mnie komorka. Nie zmienia pasa (a nikt nie jedzie) tylko stoi i
        trabi. W koncu zrobilo sie wolne miejsce i moglem skrecic. Ciekawe czy sie
        zawstydzila za to trabienie...

        A ten skret wzbudza u mnie wiele emocji - zawsze pamietam zeby trzymac kola
        prosto (w razie czego jakby ktos mi w dupe wjechal) i zawsze patrze bardziej w
        tylne lusterko niz przed siebie. Bylo wiele sytuacji w ktorych wysoce zajeci
        kierowcy (a raczej kierowczynie) w ostatnim momencie mnie omineli...
        • sherlock_holmes Re: A propos wjezdzania w dupe 10.03.06, 21:39
          Marku, ja tak mam średnio co dziesiąty skręt w lewo lub prawo -w tyłu ktoś sie do mnie "przykleja", potem stoi jak głupek zamiast przejechać na sąsiedni pas i spokojnie pojechac dalej. Cóż, wielu ludzi w momencie przekręcenia kluczyka w stacyjce wyłącza myslenie. Stąd tyle u nas wypadków :(
      • mrzagi01 Re: Poprawność tworzy zagrożenie... 10.03.06, 13:36
        typson napisał:

        .
        >
        > Wiele tu zalezy od kultury kierowcow i ich stosowania sie do kodeksu. Tylko
        nie
        > siegalbym tu do porownan z niemcami, bo to inna liga i inne boisko. Nie
        kojarze
        > przejsc dla pieszych na niemieckich drogach "szybkiego ruchu". I tu jest ta
        > roznica...
        Pewnie- lepiej sie porównać z białorusią- wtedy robimy za światowców
        owszem, porównywać się należy, bo różnice zasobności nie ustprawiedliwiają
        robienia bydła przez uboższego. do wyższej ligi się awansuje ciężką pracą,
        również mentalną.
        to,że kogoś nie stać na wanne z bąbelkami nie usprawiedliwia tego że cuchnie
        jak kupa gnoju, bo można się umyć i w balii- trzeba tylko chcieć.
        • typson Re: Poprawność tworzy zagrożenie... 10.03.06, 14:49
          nie chodzi mi o to, ze porownywanie sie z niemcami jest bee, bo wypadamy gorzej.
          Raczej chodzi mi o to, ze tam nigdzie poza miejscowosciami nie ma przejsc dla
          pieszych. A drogi ktore prowadza przez miejscowosci to waskie drogi lokalne i
          przez taka miejscowosc z klucza jedzie sie wolno. Jesli natomiast sa ichnie
          (jednojezdniowe!) ekspresowki, to zawsze omijaja miejscowosci i nie ma na nich
          skrzyzowan kolizyjnych. Po prostu im latwiej sie stosowac do przepisow, bo
          zatrzymanie sie w celu ustapienia pieszemu ma miejsce tylko na wolnych,
          lokalnych drogach. Nadomiast u nas przejscia dla pieszych na dwujezdniowkach sa
          normą i z punktu widzenia ustawodawcy czy zarzadcy drog czyms naturalnym, wrecz
          porzadanym. Czyli "pozytywna normą" jest hamowanie calego strumienia pojazdow
          przez pieszych. Trudno oczekiwac, ze cale kawalkady pojazdow beda w imie
          niemieckiej kultury drogowej (wszystko jedno czy szczerej czy wymuszonej przez
          policje) hamowac, bo ktos podszedl do krawedzi jezdni. Ja tylko nie rozumiem
          bezsensu budowania za komuny drog dwujezdniowych przez srodek miejscowosci
          (patrz 8 i dalej 1 do katowic, poczatek 7ki z w-wy do grojca, etc)
          • mejson.e Bezsens budowania dróg dwujezdniowych... 10.03.06, 15:06
            typson napisał:

            "Natomiast u nas przejscia dla pieszych na dwujezdniowkach sa normą i z punktu
            widzenia ustawodawcy czy zarzadcy drog czyms naturalnym, wrecz pozadanym.
            Czyli "pozytywna normą" jest hamowanie calego strumienia pojazdow przez
            pieszych. Trudno oczekiwac, ze cale kawalkady pojazdow beda w imie niemieckiej
            kultury drogowej (wszystko jedno czy szczerej czy wymuszonej przez policje)
            hamowac, bo ktos podszedl do krawedzi jezdni."

            Naturalnym i pożądanym przez mieszkańców jest umożliwienie im przejścia na
            drugą stronę jezdni.
            Nieważne czy jedno czy dwujezdniowej - oni MUSZĄ przejść a nie robią tego dla
            draki.
            Musi być widoczne przejście i musi być ograniczenie prędkości, by pieszych nie
            wpuszczali pędzący trzycyfrową prędkością tylko góra 70/h.
            A jeśli nie nauczymy się zatrzymywać przed przejściem, przed którym oczekuje
            czasami nawet grupa osób, to będziemy musieli przełknąć coraz liczniejsze
            sygnalizacje świetlne, innego wyjścia po prostu nie ma.

            "Ja tylko nie rozumiem bezsensu budowania za komuny drog dwujezdniowych przez
            srodek miejscowosci (patrz 8 i dalej 1 do katowic, poczatek 7ki z w-wy do
            grojca, etc)"

            Jeśli miałbym wybierać pomiędzy krajowymi jednojezdniowymi a dwujezdniowymi to
            zawsze wybiorę te drugie, nawet jeśli będę musiał tam przez większość czasu
            jechać 70/h - zawsze będzie bezpieczniej i szybciej.

            Co nie znaczy że nie wolałbym w to miejsce jednojezdniowej ekspresówki
            omijającej większość miejscowości...

            Pozdrawiam,
            Mejson
            --
            Automobil
            Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
          • mrzagi01 Re: Poprawność tworzy zagrożenie... 10.03.06, 15:08
            zgadza sie wszystko, tylko że to niczego nie usprawiedliwia. trzeba te
            wszystkie zapóźnienia prostować równocześnie. budować autostrady, obwodnice i
            stopniowo wywalać tam ruch tranzytowy, ale i póki co szanować pieszych i siebie
            nawzajem i nie ściągać na siebie i innych nieszczęścia. tymczasem jest tak, że
            nasze orły popierdzielają po tych kretowiskach szybciej niż helmuty po
            autobahnach, a tak nie można bo od tego giną ludzie(BTW- w szwecji w ubiegłym
            roku w wypadkach drogowych zginęło 440 (!)osób).

            Chyba z wiekiem robię się coraz bardziej konserwatywny i mam coraz mniej
            zrozumienia dla relatywizowania różnych praw i zasad.
            • typson Re: Poprawność tworzy zagrożenie... 10.03.06, 23:02
              zgadza sie, nie twierdze, ze ma byc inaczej
      • mrzagi01 i jeszcze 10.03.06, 13:48
        typson napisał:

        > Wiele tu zalezy od kultury kierowcow i ich stosowania sie do kodeksu.

        a g.. prawda- wszystko zależy od tresury i strachu- uważam że wystarczyło by
        kilka tygodni intensywnej policyjnej akcji i wszyscy by sie nauczyli poprawnych
        odruchów.
    • sherlock_holmes Re: Poprawność tworzy zagrożenie... 10.03.06, 21:46
      Czytając wątek zauważyłem, że temat schodzi na porównanie do innych krajów, jednak prawie nie ma słowa na temat idiotyzmu dwujezdniowych wielopasowych dróg pociętych skrzyżowaniami i przejściami dla pieszych. Naprawdę trudno wymagać, że samo postawienie znaków ograniczenia prędkości nie da bezpieczeństwa.
      Ile razy jadę gierkówką lub jej podobną drogą, jestem maksymalnie skupiony, oczekując w każdym momencie "ataku" w postaci rowerzysty, ciągnika, pieszych, zdezelowanej ciężarówki itd. I gdy tylko mam możliwość wyboru, do Warszawy jade przez Kielce i Radom. Tam przynajmniej jest klasyczna droga jednojezdniowa i wiem czego mogę sie spodziewać.
      Dodatkowo na gierkówce ograniczenia prędkości ustawione są w demoralizujący sposób - tam, gdzie rok temu skończono roboty drogowe jest 40km/h, tam gdzie jest naprawde niebezpiecznie stoi 70km/h, na które i tak wszyscy leją z góry "bo to autosrada". A potem dochodzi do wypadków naprawde tragicznych w skutkach. Nie będę dodawał niewłaściwie wyprofilowanych zakrętów i jezdni przypominającej orne pole a nie asfalt.
      PS. Od czasu gdy na Zakopiance zamknięto większość skrzyżowań, bezpieczeństwo znacznie wzrosło. Ciekawe kto miał psychopatyczną radochę projektując drogi, które z założenia są niezwykle niebezpieczne?
      • mejson.e Niebezpieczne dwujezdniowe 11.03.06, 12:21
        sherlock_holmes napisał:

        "Czytając wątek zauważyłem, że temat schodzi na porównanie do innych krajów,
        jednak prawie nie ma słowa na temat idiotyzmu dwujezdniowych wielopasowych dróg
        pociętych skrzyżowaniami i przejściami dla pieszych."

        Sporo ten temat maglowaliśmy na forum Bezpieczeństwo, gdzie powtórzyłem ten wątek:

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=38230915
        Ze swojej strony potwierdzę konieczność ciągłego skupienia na "Gierkówce", ale
        sam przyznasz, że stres jest dużo mniejszy gdy utrzymuje się tam (poza
        ograniczeniami) 100-110/h zamiast często obserwowanych 130-160/h.
        Jadąc szybciej to już robi sie podobne do manewrowania w chmurze asteroidów...

        A co do trasy Warszawa - Kraków to bardzo lubiłem jechać przez Końskie -
        niestety ostatniej wiosny była to droga da terenówek.
        Jeśli nie położyli nowej nawierzchni, to odradzam, a szkoda.

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
        • lobuzek1 Re: Niebezpieczne dwujezdniowe 11.03.06, 13:02
          Miałem ostatnio podobną sytuację. Jechałem u siebie przez miasto, gdzie dla
          każdego kierunku ruchu są 2 pasy. Jadąc prawym pasek zatrzymałem sie przxed
          przejściem żeby przepuścić pieszych, bo widziałem że idzie matka i 2 dzieci.
          Zawsze staram się przepuszczać, bo to jest po prostu wyznacznik kultury na
          drodze. Niestety nie wziąłem pod uwagę, że jakiś debil jadący za mna lewym
          pasem ma w d.... przejście i pieszych. Nawet nie zwolnił i o włos nie doszło do
          tragedii. Dodam, że matka z dziećmi zachowały się logicznie i rozsądnie, bo nie
          poszły na ślepo, lecz wyjrzały zza mojego samochodu czy lewy pas jest wolny i
          to zapewne je uratowało. Na szczęście nic się nie stało, ale ta sytuacja do tej
          pory mnie gryzie i na tym przejściu już nie przepuszczam pieszych, bo
          zachowanie lewopasmowców jest całkowitą zagdaką i nie chcę mieć na sumieniu
          Bogu ducha winnych osób. Natomiast na następnych światłąch myślałem że wysiądę
          z auta i zleję po ryju tego debila z Octawii, który o mało ich nie zabił. Jezu,
          co za pieprznięci kierowcy, którzy nawet nie uszanują tego, że ktoś zatrzymuj
          esię przed przejściem i przepuszcza pieszych, którzy od dawna szykowali sie do
          przejścia!
        • typson Re: Niebezpieczne dwujezdniowe 11.03.06, 14:26
          mysle, ze niedlugo sie skusze i do kielc pojade przez konskie, tylko odczekam az
          sniegi stopnieja.

          Z tego co pamietam, to najgorsze pod wzgledem jakosci powierzchni sa odcinki:

          od grojca - jakies 15, 20km
          przejazdy przez wieksze miejscowosci, jak chocby konskie czy nowe miasto
          droga z kielc do piotrkowa, na ktora odbijam, bo jezdze glownie do kielc ;)

          W reszcie miejsc albo jest przyzwoita nawierzchnia albo nowa, gladka
        • sherlock_holmes Re: Niebezpieczne dwujezdniowe 11.03.06, 14:45
          mejson.e napisał:

          > Ze swojej strony potwierdzę konieczność ciągłego skupienia na "Gierkówce", ale
          > sam przyznasz, że stres jest dużo mniejszy gdy utrzymuje się tam (poza
          > ograniczeniami) 100-110/h zamiast często obserwowanych 130-160/h.
          > Jadąc szybciej to już robi sie podobne do manewrowania w chmurze asteroidów...

          No właśnie - wydaje mi się, że zamiast stawiania znaków, trzeba przerobić derogę tak, żeby była potencjalnie mniej niebezpeiczna. Bo sztuczne ograniczenia niczego nie dadzą, a odwoływanie sie do rozsądku tych, którzy chwalą się, że robią trasę Kraków-Warszawa w 3 lub 2,5 godziny jest równie skuteczne co pytanie Rydzyka czy nie ma wyrzutów sumienia z tytułu wyłudzania kasy od wpatrzonych w niego babć.

          >
          > A co do trasy Warszawa - Kraków to bardzo lubiłem jechać przez Końskie -
          > niestety ostatniej wiosny była to droga da terenówek.
          > Jeśli nie położyli nowej nawierzchni, to odradzam, a szkoda.
          >
          > Pozdrawiam,
          > Mejson
          > --
          > Automobil
          > Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
    • mrzagi01 zupelnie przypadkiem i na temat 14.03.06, 13:28
      www.nww.pl/artykul.php?artykul=3526&s=2
      i o to, kurka wodna chodzi !!! :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka