krakus.mp
29.07.06, 14:34
Nie zabiłem siebie, dyrektora i dwoje innych osób.
Jak wiecie,jeżdżę szybko i brawurowo.Nie wstydzę się przyznać do tego, lecz
również nie jestem z tego dumny.Ot,taki mam styl jazdy.Jednak staram się
zachować max.ostrożności podczas szybkiej jazdy.
Ale przedwczoraj zap....em na całej liniii.
Podczas wyprzedzania kolumny wlokących się samochodów, źle oceniłem sytuację
na drodze.Zamiast zakończyć wyprzedzanie w miejscu zakończenia linii
przerywanych, postanowiłem z rozpędu łyknąć jeszcze jednego "zawalidrogę".
Przeliczyłem się,bo w chwili gdy jechałem równolegle do wyprzedzanego
pojazdu, znienacka dostrzegłem dach auta jadącego z przeciwka (wyskoczył zza
wzniesienia) i cudem (dosłownie) udało mi się wyhamować na tyle,by schować
się za wyprzedzanym samochodem.
Auto jadące z przeciwka (nie zdążyłem zakodować marki) przemknęło koło mnie
jak błyskawica.Ja na budziku miałem 120, on pewnie tyle samo lub więcej.
Tak o to,rutyna i pośpiech przyczyniają się do tragedii.
Ja tym razem miałem oooooooogrooooooomne szczęście.Ale czy następnym razem
nie będę miał pecha?
Pzdr.
PS.
możecie mnie zj...ć! Zasłużyłem na to.:)