Dodaj do ulubionych

Pytanie do Typsona

07.10.07, 13:50
Na podlinkowanej przez cranmera dyskusji o muzyce znalazłem Twoją wypowiedź.

Re: CD: Blechacz - Chopin Preludia
typson 07.10.07, 11:51 Odpowiedz

Pozwolę sobie tylko wtrącić, jako ktos, kto ładnych pare lat przepracował w
fonografii patrząc na wszystko od zaplecza, bez podziału na "fajne i niefajne".
Nie zabierajcie głosu w sprawach, o których macie co najwyżej blade pojęcie,
pojęcie człowieka chodzącego czasem pomiedzy regałami w sklepie.
Obserwuj wątek
    • lexus400 Re: Pytanie do Typsona 07.10.07, 15:23
      .....a ja podłączę sie do Twojego pytania tak przy okazji, bo też ciekawowski
      jestem:)
      • tomaszek874 Re: Pytanie do Typsona 07.10.07, 15:36
        to i ja się ciekawsko podłączę, jeśli można, do pytania.
    • typson Re: Pytanie do Typsona 07.10.07, 16:45
      poczytaj tamten wątek - cranmer pisał tam o wolnym rynku. Co ja Ci bede wiecej
      tłumaczyl. Byłem kurwa w zoo, cztery godziny sam ze synem, nie mam siły, musze
      spać...

      p.s.

      NIE PORÓWNUJ GB do PL, to kompletnie nie ma sensu. Tam w tydzien jednego singla
      moze sie kilkaset tysiecy sprzedać. U nas single robi sie w ilościach kilkaset
      (ale nie tysiecy) i sprzedaje sie kilkadziesiąt. Bo my kurwa, jestesmy
      przedsiebiorczy, nie bedziemy kupowac tylko ściagac i brac od ruskich. Bo
      przeciez kapitalisci chcą nas obrobic, bo czysta płyta kosztuje 1 a nagrana 60.
      Rozbuj w biały dzień...
      • typson Re: Pytanie do Typsona 07.10.07, 16:45
        rozbuj????? Ide spać
        • biagggio Re: Pytanie do Typsona 07.10.07, 16:51
          typson napisał:

          > rozbuj????? Ide spać

          Co prawda uje się nie kreskuje ale jednak rozbÓj.
      • tomek854 Re: Pytanie do Typsona 07.10.07, 21:51
        > poczytaj tamten wątek - cranmer pisał tam o wolnym rynku. Co ja Ci bede wiecej
        > tłumaczyl

        Szkoda. Liczyłem, ze jednak wytłumaczysz. O wolnym rynku to ja wiem tyle, że jak
        nie ma popytu, to cena spada. A w tej branży jak nie ma popytu, to się biadoli
        że piraci, że to i że tamto i podnosi ceny, co na logikę rzecz biorąc zwiększa
        piractwo i zmniejsza popyt jeszcze bardziej.

        Jak byłem łebkiem, to kasety (te legalne, z TAKTu) chodziły po 15000 złotych i
        mnie było stać z kieszonkowego sobie często kupować. I wtedy wiesz dobrze ile
        trzeba było na złotą płytę, a i tak kupę ludzi takie płyty dostały, nie licząc
        tego, co natłukli piraci.

        Co do GB: jakby singiel kosztował tyle, ile się zarabia w pół godziny pracy za
        minimalną stawkę, tyle co dwa bochenki chleba albo już nie przesadzajmy, nie
        przeliczajmy wprost, skoro w PL musi być drożej: jakby singiel kosztował 6
        złotych, to gwarantuję Ci że by się sprzedawało więcej niż kilkadziesiąt
        (abstrahując od tego, ze rynek singlii w epoce mp3 całkowicie padł, nawet w UK).

        Ja po prostu szczerze chciałbym żeby ktoś bez emocji i na sucho, rzeczowo
        wyjaśnił mi ten fenomen.
        • typson Re: Pytanie do Typsona 07.10.07, 22:22
          to nie jest fenomen. Poduktów, ktore w PL maja taką samą cenę jak poza granicami
          jest cała masa, od samochodów począwszy. Nie tedy droga.

          Co do płyt dla nas "zagranicznych". Whitney Houston podpisuje kontrakt o zasiegu
          globalnym na sprzedaz swoich dzieł. Ustalone sa widełki cenowe na plyty w
          kategoriach full, mid oraz budget. I taka płyta kosztuje tyle samo wszędzie.
          Pozostałe rożnice to kwestia narzutów oraz pokrycia pewnego ryzyka. Poniewaz
          plyty w polsce nie schodzą tak jak za granicami to nie można zakładac zwrotu
          inwestycji po sprzedazy 100 tyś egzemplazy, znaczy sie nie mozna ryzykować małej
          marzy. I to nie tylko z tego powodu ale rowniez z innych - trzeba mieć miejsce
          na rabaty dla lepszych klientow (duzych sieci, etc). Z kolei czesc opłat typu
          tantiemy odprowadza się od ceny katalogowej a nie tej po rabatach co jest
          kolejnym ograniczeniem. Wszescie wiekszy obrot tym towarem za granicą pozwala na
          roznej masci reedycje, dwuplytowe albumy, etc. Dlatego np. stosunkowo nową plyte
          mozna kupic taniej, bo firma fonograficzna stwierdza, ze oprozni stock z
          pierwszej edycji plyty i wypuści druga, bardziej atrakcyjną. Jest tez tysiąc
          innych powodów do wyjątkowych warunków eksploatacji plyty tylko na danym
          terenie, np. trasa koncertowa czy jakies inne wydazenia.

          Co do TAKTu - widzisz, dlatego nie lubie takich dyskusji, bo nie masz pelnej
          wiedzy na ten temat i blednie uzywasz niektowych wydazen jako przykladow na
          poparcie swojej tezy. TAKT tylko dlatego jest w tej chwili gigantem na rynku
          (tloczy wiekszosc plyt do gazet co daje skale do 1mln nakładu na jeden tytuł na
          miesiąc - a tytułow obsluguje dziesiątki - praktycznie wszystkie wielkie
          wydawnictwa - G+J, Bauer, Axel Sp., etc) To są gigantyczne pieniadze i sam takt
          jest bogaty. Niestety takt zaczynał w czasach, gdy legalne w swietle polskiego
          prawa było prowadzenie punktu przegrywającego kasety. Gwarantuje Ci, ze z
          olbrzymiej wiekszosci kaset taktu z tamtych czasow zaden tworca nie dostał
          złamanego grosza. Po prostu brali CD (1 sztuka wystarczyła) z zachodu i krecili
          taśmy, kopiujac poligrafie. Przy takim złodziejstwie gest pt 15000 wydaje sie
          byc smieszny. Takt nigdy nie był wydawcą tylko firmą produkującą nośniki. btw -
          taśmy są droższe w produkcji niz płyty CD.
          • tomek854 Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 14:11
            No dobrze. Ale moje pytanie jest wlaśnie takie:

            Poniewaz
            > plyty w polsce nie schodzą tak jak za granicami to nie można zakładac zwrotu
            > inwestycji po sprzedazy 100 tyś egzemplazy, znaczy sie nie mozna ryzykować małe
            > j
            > marzy.

            Czy to jest na pewno dobrze skalkulowane? Bo z tego co ja wiem o podaży i
            popycie, jak będzie taniej, to się sprzeda więcej.

            Co do taktu i starych czasów - ja wiem, ze to wtedy nie były prawdziwie
            oryginalne wydania. Chodziło mi o to, ze jak były kasety tanie to nawet uczniaka
            z podstawówki z kieszonkowego było stać na więcej, niż mnie było stać ostatnio,
            jak mieszkałem w Polsce i zarabiałem lepiej, niż większosć moich kumpli-studentów.

            I jeszcze jedno czego nie rozumiem: kilka które sprawdziłem, ale mogę
            posprawdzać więcej:

            Blues Brothers Soundrack. Empik, wrocław - 62 złote. Flopp Glasgow - 3 funty, z
            tym że wersja limitowana, dwupłytowa.
            Jaco Pastorius: Glasgow 4 funty, Wrocław 74 złote (ten sam)
            St Germain, Tourist: Glasgow 5 funtów (album dwupłytowy z bonusowymi remixami),
            Wrocław 47 złotych (wersja podstawowa).

            Ja wiem że to są starocie. Ale co, to po paru latach od wydania płyty to o czym
            mówisz o tych samych zasadach w PL i w UK się staje nieaktualne?

            Mi to wygląda trochę na to, co się dzieje w Polsce z paliwem.Jak ropa drożeje na
            świecie, to drożeje też wszędzie na stacjach benzynowych. Ale jak ropa na
            świecie tanieje, to mi spada o kilka pensów a w Polsce cisza...
            • typson Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 14:33
              Troche mi sie nie chce piasc, bo i tak tego nie przyjmujesz. (vide dawna
              dyskusja o plytach i autostopie)

              ale:

              > Czy to jest na pewno dobrze skalkulowane? Bo z tego co ja wiem o podaży i
              > popycie, jak będzie taniej, to się sprzeda więcej.

              wiesz dobrze ale to nei do konca ma zastosowanie - czy spodziewasz sie, ze
              Pastorius w związku z ceną sprzedał na wyspach 100tyś sztuk tego albumu? Wątpie.

              na pewno jest to zmowa krwiopijców z fonografii zerujacych na najbiedniejszym i
              najbardziej poszkodowanym w historii narodzie. A tak na serio - z pretensjami do
              empiku - mają najwiekszy rabat od ceny katalogowej i jednoczesnie najwieksze
              ceny na rynku... udział w rynku tez mają najwiekszy na przemian z mediamarktem
              (zreszta zalezy czy liczy sie po unitach czy wartości). Dodaj jedną i drugą
              firme i masz dobrze ponad 50% rynku. Bez wzgledu na to po ile plyty wychodza z
              f. fonograficznej tych dwoch sprzedawcow praktycznie ustala cene.

              > Ja wiem że to są starocie. Ale co, to po paru latach od wydania płyty to o czym
              > mówisz o tych samych zasadach w PL i w UK się staje nieaktualne?

              bo np. jesli na magazynie sprzedawcy leżą od czasu "nowości" to musieliby
              sprzeadc ze stratą. Moze nie wolno im tak robić

              > Mi to wygląda trochę na to, co się dzieje w Polsce z paliwem.Jak ropa drożeje n
              > a
              > świecie, to drożeje też wszędzie na stacjach benzynowych. Ale jak ropa na
              > świecie tanieje, to mi spada o kilka pensów a w Polsce cisza...

              płytami nie obraca się na giełdach. Ich cena jest zmieniana (nie licząc roznej
              maści promocji) globalnie w obrembie jednej firmy srednio raz na rok. Nie widze
              związku.

              > Co do taktu i starych czasów - ja wiem, ze to wtedy nie były prawdziwie
              > oryginalne wydania. Chodziło mi o to, ze jak były kasety tanie to nawet uczniak
              > a
              > z podstawówki z kieszonkowego było stać na więcej, niż mnie było stać ostatnio,
              > jak mieszkałem w Polsce i zarabiałem lepiej, niż większosć moich kumpli-student
              > ów.

              No i co? Znaczy rozumiem co. Dobrze ze jest muł i dobrze, ze ruscy tłoczą, bo
              dzieki temu kazdy może mieć wszystko, co cyfrowo zapisane? Znow czegos nie kumam
              • tomek854 Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 16:46
                > Troche mi sie nie chce piasc, bo i tak tego nie przyjmujesz. (vide dawna
                > dyskusja o plytach i autostopie)

                Jak podasz przekonujące argumenty, to przyjmę. Jak mówisz "bo tak jest i już, a
                jak tego nie rozumiesz, to znaczy, że się nie znasz" to nie oczekuj, ze to jest
                zadowalające wyjaśnienie.

                W dzisiejszej dyskusji tłumaczysz dobrze, ale wciąz bez odpowiedzi pozostaje
                parę pytań. Na przykład:

                > wiesz dobrze ale to nei do konca ma zastosowanie - czy spodziewasz sie, ze
                > Pastorius w związku z ceną sprzedał na wyspach 100tyś sztuk tego albumu? Wątpie

                Ja akurat nie wątpię, bo jazz w UK dużo popularniejszy niż u nas. Ale założę
                się, że sprzedał dużo więcej, niż gdyby sprzedawał je po 20 funtów ;-) Bo taki
                na przykład ja, który średnio go znam, myślę sobie "a, tak tanio, to kupię i
                zobaczę". teraz płytę mam, chcę więcej, i żałuję, że facet nie żyje, bo jakby
                żył, i grał w Glasgow to poszedłbym na koncert ;-)

                Dyktatura cen przez największych - o, to jest argument. Przydała by się
                konkurencja - i już chyba jest, skoro płyty tanieją i powstaje tyle
                internetowych sklepów z muzyka. A może zrobić taki myk jak z coca colą tylko w
                drugą stronę i wozić tanie płyty z UK do Polski? ;-)

                > bo np. jesli na magazynie sprzedawcy leżą od czasu "nowości" to musieliby
                > sprzeadc ze stratą. Moze nie wolno im tak robić

                W Polsce nie wolno, a w UK wolno? Przeceny posezonowe też są w Polsce zakazane?

                > No i co? Znaczy rozumiem co. Dobrze ze jest muł i dobrze, ze ruscy tłoczą, bo
                > dzieki temu kazdy może mieć wszystko, co cyfrowo zapisane? Znow czegos nie kuma
                > m

                Nie kumasz, bo sam się stawiasz na stanowisku, którego ja Ci nie wmawiam - że
                firmy fonograficzne krwiopijcy, że to, że tamto. Ja po prostu zapytałem dlaczeg
                płyty są takie drogie. Ale może skoro ciągle tak to powtarzasz o tych
                krwiopijcach z firm fonograficznych.... Uderz w stół a nożyce się odezwą? W
                końcu kto na tym forum zna ten rynek jak nie ty? :P
                • typson Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 21:23
                  > Jak podasz przekonujące argumenty, to przyjmę. Jak mówisz "bo tak jest i już, a
                  > jak tego nie rozumiesz, to znaczy, że się nie znasz" to nie oczekuj, ze to jest
                  > zadowalające wyjaśnienie.

                  w katalogu przeciętnej firmy jest stale kilkadziesiąt tysięcy numerów
                  katalogowych. Powiedzmy 20 tyś tytułów (-10 tyś w PL i pewnie +10tys w UK). Tu
                  nie działają wyrażenia logiczne. Nie wystarczy podać trzech czy trzydziestu
                  przykładów by obalić regułę stosowaną do całego katalogu. Obnizenie kategorii
                  cenowej wymaga conajmniej kilku dni pracy majacej na celu uzyskanie zgody "firmy
                  matki" dla tego produktu, aneksu do umowy z artystą, etc. Słowem co najmniej
                  kilkadziesiąt jesli nie kilkaset robczogodzin osób zaangażowanych ze wszystkich
                  stron sprawy. Załóżmy optymistycznie, ze dniowka takiej osoby to 300pln. Czyli
                  zakładając w sumie 50 godzin pracy po wszystkich stronach mamy 15tys pln kosztów
                  samej tylko pracy. Dodatkowo jest to 50 godzin braku pracy nad nowymi
                  projektami. Zakładając zysk netto 15 pln ze sztuki trzeba by sprzedać 1000 sztuk
                  albumu o którym mowa. Teraz odpowiedz sobie w przypadku ilu albumow w polsce
                  (nie licząc topowego pop-u) ma to sens ekonomiczny. Dodatm jeszcze takie gadzety
                  jak promocja niższej ceny (dodatkowe pieniądze i roboczogodziny), promocja samej
                  płyty (kolejne nakłady finansowe, moze niewielkie czasem do załatwienia jakimś
                  barterem ale wielkość tych nakładów przekłada sie na sprzedaż).

                  Dochodzą jeszcze trzy kwestie:

                  - mentalność kupujących - u nas w kraju jest przyzwolenie na to, ze gdy nikt nie
                  widzi to można coś podpieprzyc, pies może srac w parku, kiep na chodnik, etc.
                  Dodatkowo prościej jest dodać album do kolejki w eMule niz choćby kupić go w
                  sklepie internetowym i mieć oryginał, nie mowiąc juz o pójsciu do sklepu, gdzie
                  trzeba dojechać (głównie centra handlowe i empiki), wyszukać i przepłacić. A
                  wiemy jacy są polacy. Olej może być stary, hamulce zjechane, zawieszenie
                  rozklekotane ale alufelga musi być (ch..j ze z łysą oponą), podobnie tłumik z
                  wiadra i niebieskie żarówki marki Zenon (czyli xenon inaczej). Liczy sie efekt a
                  nie jakość i uczciwość. Skoro sciągam na lewo i gra (prawie) tak samo to po co
                  przepłacać? Zapewne ktoś tu chce nas, klientów oszukac. 29,90 za polską plytę na
                  premierze to dużo, bo przecież czysta kosztuje 50 groszy a tłoczenie kosztuje
                  2.50 w ładnym pudełku. A tu 29.90?? Jakim prawem!?! I ch..j z tym, ze na 0.7 za
                  30 pln to pieniądze sie codziennie znajdują. Wóda za 30 jest ok, choć to pare
                  godzin "przyjemnosci", fajki po 8/paczka też są spoko ale płyta to już jest
                  zdzierstwo. jest to pewnie efekt ogolnego zacofania naszego spoleczenstwa.
                  Najpierw dziesięciolecia nagraywania na szpulowce po nocach z 3-ki, bo w
                  "sklepach" był tylko "zespół pieśni i tańca", potem promocja w wydaniu głównie
                  TAKTu - czyli lewizna ale w świetle prawa. A gdy przyszło do realnych cen to
                  jest awaria. Polska płyta to równowartość 0.7 wódki, trzech-czterech paczek
                  papierosów, 1.5 biletu do kina, ba, różnica w tankowaniu do pełna pomiedzy
                  shellem a neste. Ale jednak droga... A zagraniczna - droższa, o połowę do dwóch
                  razy. Reguły te same z tym wyjątkiem, ze została skomponowana, nagrana i wydana
                  przez ludzi zarabiających więcej więc logiczne jest, ze oczekują swoch stawek a
                  nie naszych. Gdyby było inaczej to siedziałbyś dzisiaj w PL, nieprawdaż? To tak
                  w skrócie o polskiej mentalności.

                  - Sklepy - MM + empik to dobra połowa rynku każdej dużej wytwórni. Wymuszają
                  drakońskie upusty (bo są więcej niz połową odbiorców), walą ceny z sufitu
                  (olbrzymi narzut) i płaca po trzech miesiącach. Jakieś pytania? Jaką siłe
                  przebicia ma polska sp. z o.o. z kapitałem zakładowym wysokości kilkuset
                  tysięcy, moze kolu milionów wobec gigantycznych, światowych sieci
                  zatrudniających tysiące osób w samej tylko polsce...

                  - Radia - rynek radiowy jest podzielony pomiędzy trzy radia. Zet, RMF i eSka.
                  Każde z nich defekuje jeszcze większą kakofonią niż poprzednie. Ale mają prawie
                  całą słuchalność. A słuchalność + obecność na playliście przekłada się na
                  sprzedaż. Niestety to radia decydują o tym co będzie grane. A tak na prawde
                  decydują o tym ludzie - są robione badania z których jasno wynika, ze "lubimy te
                  filmy które znamy". Radio nie ma miejsca na eksperymenty z nowymi trendami,
                  artystami. Bo spada im słuchalność. A słuchalność to zyski z reklam. Tyle...
                  Oczywiście swą pozycję radia wykożystują bezlitośnie - wydajemy Whitney Houston
                  ale trzeba płytę sprowadzic z tłoczni za granicą, rozfoliować, ostickerować i
                  zafoliować ponownie, bo to radia dyktują warunki i nie życzą sobie, by naklejka
                  byla na folii, którą sie zrywa i wyrzuca. W przypadku niektórych zagranicznych
                  produktów i prawie wszystkich polskich radio rząda 10% powierzchni okładki w
                  formie poligrafii - po pięciu latach widzisz na łbie beyonce śmierdzące logo
                  śmierdzącej zetki - że niby polecają. Nie zgodzisz sie to tego nie zagrają i
                  sprzedaż wyniesie 10% forecastu...

                  > W Polsce nie wolno, a w UK wolno? Przeceny posezonowe też są w Polsce zakazane?

                  jeśli nie masz zgody na obniżoną cenę (patrz początek postu) to musisz płacić
                  tantiemy od ceny katalogowej (bez upustów, rabatów, etc) Zamiast tracić dużo na
                  takim "handlu" można stracić mało trzymając stock lub po prostu zniszczyć zbędny
                  towar.

                  > Nie kumasz, bo sam się stawiasz na stanowisku, którego ja Ci nie wmawiam - że
                  > firmy fonograficzne krwiopijcy, że to, że tamto. Ja po prostu zapytałem dlaczeg
                  > płyty są takie drogie. Ale może skoro ciągle tak to powtarzasz o tych
                  > krwiopijcach z firm fonograficznych.... Uderz w stół a nożyce się odezwą? W
                  > końcu kto na tym forum zna ten rynek jak nie ty? :P

                  blagam, przestan farmazonić jak kaczynski. Nie chce mi sie szukać tych
                  ociekających komuną i kwiatami postów o wyższości autostopu nad całą resztą.
                  Natomiat doceniam to, ze takich argumentów już nie wytaczasz, jako człowiek
                  który studia ma już za sobą, człowiek obecnie czerpiący z kapitalizmu pełnymi
                  garściami. Tak trzymać! :)
                  • tomek854 Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 22:02
                    > stron sprawy. Załóżmy optymistycznie, ze dniowka takiej osoby to 300pln.

                    No, jeżeli dniówka 300 pln w branży płytowej to optymistyczne założenie, to to
                    wiele wyjasnia. To jest daleko poza marzeniami znajomych z branży ksiązkowej,
                    wydawałoby się, że pokrewnej z racji że sprzedaje dzieła sztuki... A ksiązki też
                    tanie nie są - ale to inna kwestia.

                    > Zakładając zysk netto 15 pln ze sztuki

                    Czysty zysk? Po opłaceniu tantiem, srantiem i wszystkich innych kosztów? No, to
                    też wiele wyjaśnia.

                    > Polska płyta to równowartość 0.7 wódki, trzech-czterech paczek
                    > papierosów, 1.5 biletu do kina, ba, różnica w tankowaniu do pełna pomiedzy
                    > shellem a neste. Ale jednak droga... A zagraniczna - droższa, o połowę do dwóch
                    > razy. Reguły te same z tym wyjątkiem, ze została skomponowana, nagrana i wydana
                    > przez ludzi zarabiających więcej więc logiczne jest, ze oczekują swoch stawek a
                    > nie naszych.

                    Płyta w Szkocji - równowartość 0.3, 0.4 taniej wódki, jednej paczki papierosów,
                    jednego biletu do kina... A przecież szkoccy artyści czy pracownicy firm
                    fonograficznych nie jeżdżą po wódkę do Polski i do kina nie chodzą na Słowacji,
                    prawda? Więc idąc Twoim tokiem rozumowania, skoro wódka droższa to i płyty
                    droższe. A tu niestety jakoś jest inaczej. A tymczasem pakowaczom płyt, nawet
                    Polakom, nie płaci się 5 złotych na godzinę, tylko pięć funtów... Kierowca też
                    zarabia 7 razy więcej, jego samochod jeździ na wachę po 6 żłotych za litr
                    (ostatnio ropa już drożej niż funta stoi). Ale kurde, miałem nie porównywać do
                    GB. To co powiesz na to, że płyta Čechomora czy Jaromira Nohavicy w Pradze
                    kosztuje połowę tego, co płyta znanego polskiego artysty w Polsce?

                    > blagam, przestan farmazonić jak kaczynski. Nie chce mi sie szukać tych
                    > ociekających komuną i kwiatami postów o wyższości autostopu nad całą resztą.

                    A. Pamiętam już o którą dyskusję Ci chodzi. Nadal uważam autostop (tak jak
                    wtedy) za najtańszą i najsympatyczniejszą formę podróżowania. Pomimo czerpania
                    garściami całymi ze zdobyczy kapitalizmu, posiadania samochodu oraz
                    wystarczającej kasy na paliwo/bilety nie dalej jak miesiąc temu zajechałem sobie
                    do Polski własnie w ten sposób, po drodze zwiedzając Amsterdam ;-) Oczywiście
                    nie nadaje się ta forma podróżowania przedstawicieli handlowych, do transportu
                    węgla czy arcyszybkich przejazdów na ustaloną godzinę (choć akurat w ostatniej
                    kwestii porównanie z PKP często wychodzi na niekorzyść kolei - no ale ryzyko
                    jest) ale z tego co pamiętam to i wtedy tak nie uważałem ;-)

                    I jeszcze jedno: ciągle pijesz do polskiej, pirackiej mentalności. Zdziwiłbyś
                    się, jak ostro ściąga wielu z moich znajomych Szkotów, a mozliwości mają lepsze
                    (ja w polsce myślałem że 512 to jest szybki internet a teraz mam ósemkę (i to w
                    porównywalnej cenie do megowej neostrady, co jest kolejnym tematem do dyskusji
                    ale to może w osobnym wątku), ile jest pirackich płyt na giełdach i bazarach (w
                    tej branży moglibyśmy się wiele uczyć np. od Pakistańczyków) a jakoś tu się im
                    do cholery opłaca.

                    I wiesz co widać z Twojego posta? Widać, jaki masz brak szacunku dla swojego (bo
                    piszesz z pozycji człowieka z branży) klienta. Ciekawe, jak daleko zajechaliby
                    np. dealerzy samochodów, jakby podchodzili do klienta jako do "Polskiego
                    wieśniaka, ćwoka, co za głupi jest na nasze samochody, na wódkę ma a kurwa na
                    nasze matizy po 50 000 złotych nie ma, skąpiec jeden, bo lepiej sobie
                    wypierdzianego sztrucla z zachodu sprowadzić niż nam tu dać na samochód, bo
                    wieśniak polski, co zarabia 10 złotych na godzinę nie rozumie, ze my mamy
                    koszta, sprzedawca w naszym salonie to musi przecież zarabiać 6000 złotych
                    miesięcznie, nie? Ale nie, wieśniacki Polak zamiast się wyżyłować i kupić nasz
                    drogi samochód to woli ciągle łatać swojego zdezelowanego poloneza, ćwok jeden".
                    No ciekawe, jak daleko by zajechali...
                    • typson Re: Pytanie do Typsona 09.10.07, 00:01
                      > No, jeżeli dniówka 300 pln w branży płytowej to optymistyczne założenie, to to
                      > wiele wyjasnia. To jest daleko poza marzeniami znajomych z branży ksiązkowej,
                      > wydawałoby się, że pokrewnej z racji że sprzedaje dzieła sztuki... A ksiązki te
                      > ż
                      > tanie nie są - ale to inna kwestia.

                      masz swoje zalożenie i próbujesz wybiórczo obalać fakty.

                      osoba zdolna do renegocjacji ceny płyty to nie recepcjonistka tylko szef
                      marketingu zagranicznego. O ile się nie mylę w tzw biznesie (czyli nie oddziale
                      ZUS lub NFZ) pensja osoby na stanowisku kierowniczym na poziomie 6000 pln to
                      raczej mało. Do tego branza plytowa jak i wiele innych ma rożne swoje smaczki i
                      zwyczaje. Mam na mysli to, ze bardzo liczą się kontakty, znajomości i
                      doświadczenie. Pomijam juz tu coś tak oczywistego jak olbrzymia znajomość
                      katalogów płytowych i ogolnie muzyki, przekraczająca znacznie wiedzę niejednego
                      radiowca. Może posluze sie pewną anegdotą. Otóż panu Piotrowi Marcowi znanemu
                      bardziej jako LIROY ubździło się, ze chciałby aby na jednym kawalku bylo
                      napisane "feat. Ice-T" (albo Ice jakis inny ktoś). No i pewna dama uchodzaca za
                      osobistość we firmie zadzwoniła do managementu rzeczonego rapera i usłyszała
                      "what? Poland? You want what? Fuck off!". I tyle. I tu właśnie jest potrzebny
                      pewien szacun i znajomość ludzi z branży. Umiejetnosc takiego rozegrania
                      sytuacji, by management jednego z najbogatszych muzykow na swiecie zechciał
                      podpisac takie umowy i zmusic rapera do nagrania sciezek, etc., przekonac, ze z
                      punktu widzenia polski, taka akcja ma sens, pomimo iz rzeczona polska firma
                      miesiecznie sprzedaje 10x mniej plyt niz sam raper tylko jednej swojej w dniu
                      premiery za oceanem. Była taka osoba w firmie, ktora to załatwiła - popatrz
                      sobie na plyte L., bodajze bestseller. Nie wiem co daje Ci prawo do dąsania się
                      na czyjeś zarobki, skoro sam nie możesz (wlaściwie niewielu może) zaproponować
                      tego samego w zamian za szczytną pensję minimalną?

                      > Płyta w Szkocji - równowartość 0.3, 0.4 taniej wódki, jednej paczki papierosów,
                      > jednego biletu do kina...

                      a ile tam kosztują Marlboro ligts? 7.90pln? Pytam z ciekawości
                      Kino moze jest i tańsze, jesli nie idzie sie do multiplexu tylko do agrafki. Nie
                      podałem ceny minimalnej.

                      Poza tym nie do końca się zrozumieliśmy. Nie chodzi o ceny wódki, bo są one
                      regulowane przez państwo. Chodzi mi o to, ze ludzie wolą sie najebać niż kupić
                      płytę i to jest jak najbardziej OK. O to, ze 30 za 0.7 jest OK ale za płyte to
                      rozbój w biały dzień.

                      Co do Jaromira - nie znam gościa i nie wiem co gra i dlaczego ma taką a nie inną
                      cenę. na jego stronie płyta kosztuje 350 koron. Jakoś chyba to podobna cena do
                      polskiej plyty.

                      Co do autostopu - ta forma podrózowania, hmmm. nie wiem do czego sie nadaje.
                      jedyny plus jaki widze to oszczędność pieniędzy i pewna forma przygody. Cała
                      reszta to minusy - moje zdrowie i życie jest w rekach innego, nieznanego
                      kierowcy. Ryzykuje trafienie na dewianta, który zerżnie mnie bez wazeliny
                      kluczem do kół, musze zdać sie na pewna doze szczescia - moze ktos mnie
                      zabierze. Nie moge podrózowac z kim chce, bo najwieksze szanse na podwozke mam
                      wtedy, gdy jestem sam. Gdybym był z dziewczyną (o żonie nie wspomnę) to nie
                      chaiłbym, zeby była poddana ekspozycji fali zalotów wyposzczonego kierowcy,
                      który reczny w swej kabinie zaciąga nie tylko w celu unieruchomienia pojazdu.
                      Ale to tylko moje zdanie, pewnie mam bujną wyobraźnie albo moze zawsze wolałem,
                      gdy wszystko zależy ode mnie a nie ja zależę od wszelkich możliwych okolicznosci.

                      > I jeszcze jedno: ciągle pijesz do polskiej, pirackiej mentalności.

                      a nie mam racji? Nawet ograniczenia predkosci musimy obchodzic. Wszystko trzeba
                      wydymać, bo inaczej nie jest sie polakiem tylko frajerem.

                      > Zdziwiłbyś się, jak ostro ściąga wielu z moich znajomych Szkotów

                      nie chce generalizować ale obiło mi sie o uczy, ze szkoci są cholernie rozrzutni :)

                      Kwestia taniosci internetu i taniosci wielu innych rzeczy to kwestia komuny,
                      monopoli na wszystkich galeziach produkcji/usług czesciowo obowiazujacych do
                      dzis. My 10 lat temu płaciliśmy impuls za połączenie z 0202122 a w tym samym
                      czasie tego typu połączenia w stanach były za darmo (bo lokalne). Raczej za
                      sprawą konkurencji niz monopolu.

                      > I wiesz co widać z Twojego posta? Widać, jaki masz brak szacunku dla swojego (b
                      > o
                      > piszesz z pozycji człowieka z branży) klienta. Ciekawe, jak daleko zajechaliby
                      > np. dealerzy samochodów, jakby podchodzili do klienta jako do "Polskiego
                      > wieśniaka, ćwoka, co za głupi jest na nasze samochody, na wódkę ma a kurwa na
                      > nasze matizy po 50 000 złotych nie ma, skąpiec jeden, bo lepiej sobie
                      > wypierdzianego sztrucla z zachodu sprowadzić niż nam tu dać na samochód, bo
                      > wieśniak polski, co zarabia 10 złotych na godzinę nie rozumie, ze my mamy
                      > koszta, sprzedawca w naszym salonie to musi przecież zarabiać 6000 złotych
                      > miesięcznie, nie? Ale nie, wieśniacki Polak zamiast się wyżyłować i kupić nasz
                      > drogi samochód to woli ciągle łatać swojego zdezelowanego poloneza, ćwok jeden"
                      > .
                      > No ciekawe, jak daleko by zajechali...

                      Uprawiasz demagogię - żaden sprzedawca czegokolwiek (chyba że domów gotowych do
                      zamieszkania) nie zarabia 6k/mies. W branzy juz nie jestem i wisza mi raczej
                      rozterki moralne potencjamnych nabywców plyt. Wszak zawsze mogą sobie ściągnąć z
                      muła uzasadniając okradanie wielbionego artysty wszechobecnym złodziejstwem i
                      układem. Płyty nie są artykułem pierwszej potrzeby i nie muszą kosztować tyle,
                      by najmniej zarabiający mogł ich sobie kupić kilka za godzinę pracy.

                      Cała reszta ostatniego cytatu ma sie jak piernik do wiatraka i nie nadaje sie do
                      dalszej polemiki. Masz jakies kompleksy czy co?
                      • tomek854 Re: Pytanie do Typsona 09.10.07, 03:44
                        > masz swoje zalożenie i próbujesz wybiórczo obalać fakty.

                        No wiesz, człowiek odruchowo odpowiada na to, na co mu najłatwiej. Ty też nie
                        dałeś mi odpowiedzi na wszystko o czym pisałem.

                        > osoba zdolna do renegocjacji ceny płyty to nie recepcjonistka tylko szef
                        > marketingu zagranicznego.

                        Aaa. Bo pisałeś o wszystkich osobach zaangażowanych w tą zmianę ceny. To ja
                        myślałem ze z przeklejaczami nalepek z ceną włącznie średnia wychodzi 300 na
                        dzień. Wyzsi menadżerowie to tak, chociaż akurat z tego co się słyszy to i w NFZ
                        na zarobki narzekać nie można ;-) Swoją drogą jestem ciekaw, czy są jeszcze
                        jakieś inne branże, które mogą sobie pozwolić na powiedzenie "polska? Fuck off".
                        Nawet Bill Gates do nas przyjeżdża regularnie w interesach, chociaż założę się
                        że na rynku Windowsow piractwo jest większe niż wśród płyt jakichś raperów, a i
                        kasy Gates ma więcej niż Ice T. No i wątpię, zeby Ice T miał gdzieś 90% rynku...

                        Czyli innymi słowy: musimy płacić tyle za płyty, żeby nas było stać na
                        menadżerów, którzy będą w stanie dogadać się z takimi ludźmi, którzy trzepią
                        tyle kasy, że mogą sobie mieć 40 milionowy rynek w dupie... NIe podoba mi się
                        to, ale takie wytłumaczenie jest do przyjęcia. Pytanie tylko: czy anegdotka o
                        Liroyu to reguła czy wyjątek? I co z polskimi artystami?

                        Co do mojej ewentualnej roli: jeżeli tak wygląda branża muzyczna, to się cieszę,
                        że tam nie pracuję - nawet za dobre pieniądze ;-)

                        > a ile tam kosztują Marlboro ligts? 7.90pln? Pytam z ciekawości

                        Nie palę, ale raczej nie widziałem fajek za mniej niż 5 funtów/paczka. Na promie
                        przez kanał la manche w kantynie dla kierowców cena 2.90 za paczkę 10 sztuk
                        jakiejśtam dość znanej marki reklamowana jest jako okazja - a to chyba
                        wolnocłowe jest? Bo aż się dziwiłem.

                        > Poza tym nie do końca się zrozumieliśmy. Nie chodzi o ceny wódki, bo są one
                        > regulowane przez państwo. Chodzi mi o to, ze ludzie wolą sie najebać niż kupić
                        > płytę i to jest jak najbardziej OK. O to, ze 30 za 0.7 jest OK ale za płyte to
                        > rozbój w biały dzień.

                        Nie usprawiedliwiam, ale to jest takie myślenie: to, że wódka droga, to można
                        winić akcyzy i państwo, a o płyty już nie ma na kogo zwalić ;-)

                        > Co do Jaromira - nie znam gościa i nie wiem co gra i dlaczego ma taką a nie inn
                        > ą
                        > cenę. na jego stronie płyta kosztuje 350 koron. Jakoś chyba to podobna cena do
                        > polskiej plyty.

                        Korona teraz stoi 0.13. Czyli ta płyta na nasze koło 45 złotych. To faktycznie
                        porównywalne ceny. Mój kontakt z rynkiem czeskim się zerwał dwa lata temu, jak
                        skończyłem z astronomią i urwał się kontakt do kumpla, fana czeskiej muzyki,
                        który nam stamtąd płyty przywoził (również na przykład Stinga - bo kupił tam
                        taniej niż u nas). Jaromir Nohavica to jeden z popularniejszych ludzi na scenie
                        czeskiej (ja wiem, że to tylko bardz z wąsami, ale Czesi to dziwny naród :P).
                        Dosyć popularny też w Polsce sądząc zarówno po ilości linków po polsku na googlu
                        jak i po tym, że jego koncert na wrocławskim rynku, na którym miałem przyjemność
                        być, miał większą publikę niż koncert Janerki, Wrocławianina z krwi i kości. A
                        Janerka śpiewa po polsku...

                        Kasia Cerekwicka w Empiku w promocji po 35 złotych chodzi...

                        Co do samego tematu Jaromira - nasunął mi pomysł na następny wątek muzyczny ;-)

                        > Co do autostopu - ta forma podrózowania, hmmm. nie wiem do czego sie nadaje.
                        > jedyny plus jaki widze to oszczędność pieniędzy i pewna forma przygody. Cała
                        > reszta to minusy - moje zdrowie i życie jest w rekach innego, nieznanego
                        > kierowcy. Ryzykuje trafienie na dewianta, który zerżnie mnie bez wazeliny
                        > kluczem do kół, musze zdać sie na pewna doze szczescia - moze ktos mnie
                        > zabierze. Nie moge podrózowac z kim chce, bo najwieksze szanse na podwozke mam
                        > wtedy, gdy jestem sam. Gdybym był z dziewczyną (o żonie nie wspomnę) to nie
                        > chaiłbym, zeby była poddana ekspozycji fali zalotów wyposzczonego kierowcy,
                        > który reczny w swej kabinie zaciąga nie tylko w celu unieruchomienia pojazdu.
                        > Ale to tylko moje zdanie, pewnie mam bujną wyobraźnie albo moze zawsze wolałem,
                        > gdy wszystko zależy ode mnie a nie ja zależę od wszelkich możliwych okolicznosc
                        > i.

                        To Twoja wizja. Ja dzięki autostopowi zajechałem w takie miejsca, o których
                        nigdy bym nawet nie pomyślał. Poznałem kupę super fajnych ludzi, niektóre
                        znajomości wciąż trwają. Co kto lubi, ale Tobie by się chyba przydało - to
                        pomaga odzyskać wiarę w to, że większość ludzi jednak jest dobra :-) Bo ja przez
                        10 lat stopa spotkałem o wiele mniej ludzi, których bym się bał niż normalnie
                        chodząc po ulicy. To temat na osobną dyskusję, ale oczywiście. Autostop po
                        prostu trzeba lubić ;-) Ja na przykład wolę autostop niż PKP - przynajmniej jak
                        ktoś się zatrzyma, to wiem, że ma ochotę ze mną pogadać a w najgporszym razie mu
                        nie przeszkadzam. W PKP większość ludzi w przedziale jest zła na ciebie, że nie
                        może jechać sama :-)

                        > a nie mam racji? Nawet ograniczenia predkosci musimy obchodzic. Wszystko
                        trzeba wydymać, bo inaczej nie jest sie polakiem tylko frajerem.

                        Trochę tak, ale mimo tego branża księgarska, czy, żeby porównać skalę piracką,
                        informatyczna, na taki brak szacunku do klienta pozwolić sobie nie może.

                        > nie chce generalizować ale obiło mi sie o uczy, ze szkoci są cholernie rozrzutn
                        > i :)

                        żebyś wiedział - ile oni potrafią przepultać na wódę w jedną noc... :-)

                        > Kwestia taniosci internetu i taniosci wielu innych rzeczy to kwestia komuny,
                        > monopoli na wszystkich galeziach produkcji/usług czesciowo obowiazujacych do
                        > dzis.

                        Tak. Chodziło mi tylko o to, że chociaż mam 100 razy lepszy internet niż miałem
                        w Polsce nawet nie chce mi się emula włączać, bo po co, skoro płyty są tak tanie.

                        Co do końcówki - przykład z samochodami był parafrazą twojego podsumowania
                        klienta branży muzycznej, świadomie przejaskrawioną. Nie ja zacząłem, więc nie
                        ja chyba mam kompleksy?

                        Jednak co do meritum: to prawda: bez płyt się nie umrze z głodu, a jak się
                        ściągnie z emula, to w fabryce nie ubędzie, więc nie jest to az taki problem,
                        aby się dostosować do klienta. Jednak pozostaje pytanie: czy wszystkim stronom
                        nie opłacałoby się nieco dostosować? Czy ten zysk, o którym pisałem, musi być
                        naprawdę 15 złotych na sztuce? (Bo ja się nie znam na ekonomii może, ale zysk
                        rozumiem jako własnie zysk, a nie na przykład wpływ czy przychód).

                        Tak więc jak widzisz wiele rzeczy które mówisz jest dla mnie nowych, wiele też
                        mi się nie podoba, ale wyjaśnia niektóre kwestie. Ale mam kolejne pytanie:
                        W UK nowośc kosztuje 12 czy nawet 15 funtów (nic dziwnego, to jest kraj, w
                        którym ludzie płacą dwa razy tyle za bilet, zeby zobaczyć film 2 dni przed
                        innymi). Po kilku miesiącach, zależnie od tego, czy materiał jest dobry, czy
                        totalny niesprzedający się chłam, cena spada powoli i robi się z tego 10 funtów.
                        Potem sie robi z tego normalny towar w supermarkecie "weź 2 za 10", "weź dwa za
                        7" i na końcu płyty sprzed kilku lat kosztują po 3 funty. Z tego co czytałem w
                        tubylczych gazetach nie bez znaczenia jest fakt, że tu jest silny rynek wtórny
                        (ja sam znam więcej giełd niż sklepów płytowych w Glasgow). Świadczy to jednak o
                        tym, że wytwórnie potrafią się dostosować do rzeczy, na które nie mają wpływu.
                        (jaką u nas na przykład jest piractwo). Wątpię, aby taka obniżka cen była
                        każdorazowo negocjowana przez bohaterskich menadżerów - to raczej jest z góry
                        wiadome.

                        Tymczasem, że tak sobie skaczę dalej po tej stronie EMPiKu, u nas płyty sprzed
                        10 lat kosztują dalej prawie tyle samo co nowości - około 30 złotych. Dlaczego u
                        nas nie może tanieć?
                        • typson Re: Pytanie do Typsona 09.10.07, 11:02
                          > Czyli innymi słowy: musimy płacić tyle za płyty, żeby nas było stać na
                          > menadżerów, którzy będą w stanie dogadać się z takimi ludźmi, którzy trzepią
                          > tyle kasy, że mogą sobie mieć 40 milionowy rynek w dupie... NIe podoba mi się
                          > to, ale takie wytłumaczenie jest do przyjęcia. Pytanie tylko: czy anegdotka o
                          > Liroyu to reguła czy wyjątek? I co z polskimi artystami?

                          Czyli innymi słowy dobry pracownik dobrze kosztuje.
                          Za komuny było powiedzenie, któremu najwyraźniej hołdujesz - nie ma ludzi nie do
                          zastąpienia. Z przykrością informuję Cie, ze to hasło straciło mocno na
                          aktualności. Dobry pracownik jest w cenie. jeśli Ci sie to nie podoba to znaczy,
                          ze życzysz sobie, by wszyscy zarabiali równo 2tyś na rękę. Jesli tak to nie
                          mozesz mieć pretensji, ze w tym kraju nikogo na nic nie stać

                          >Nie palę, ale raczej nie widziałem fajek za mniej niż 5 funtów/paczka.

                          No to pięknie. I jak to się ma do cen płyt u nas i w UK? Znow nijak,
                          szczegolnie, ze ceny papierosow sa regulowane akcyzą.Choć płyty przy takich
                          cenach papierosów wydają sie być tansze i dostepniejsze.

                          > Trochę tak, ale mimo tego branża księgarska, czy, żeby porównać skalę piracką,
                          > informatyczna, na taki brak szacunku do klienta pozwolić sobie nie może.

                          Co Ty znowu z tym brakiem szacunku? Co jest znow nie tak? Kiedy bedzie szacunek,
                          gdy sie wcisnie ludziom płyty, dopłaci 5 dych i zrobi laskę? Wśród książek
                          piratuje się tylko harrego pottera a w branży informatycznej olbrzymia większość
                          klientów to firmy, które mają inne budżety niz przeciętne domy. Teraz mamy
                          office 2007 w werji domowej z prawem do instalacji na trzech komputerach za 199
                          pln brutto. Dlaczego ten sam office, tak samo używany ale w firmie kosztuje
                          1200? Czy to nie jest "brak szacunku do klienta"? Nie, to biznes. W dodatku
                          oprogramowanie to narzędzia do robienia własnego niznesu i w konsekwencji
                          pieniędzy. Płyty żadnych pieniedzy słuchaczom nie pozwalają zarobic więc ciężko
                          tu porównywać coś co nie jest ani narzędziem ani produktem koniecznym ale tylko
                          i wyłącznie zaspokojeniem własnych zachcianek, gustów, etc.

                          > Jednak co do meritum: to prawda: bez płyt się nie umrze z głodu, a jak się
                          > ściągnie z emula, to w fabryce nie ubędzie,

                          o to chodzi - w fabryce ma ubywać płyt :)

                          A tak na serio - nei czarujmy się - gdyby nie ściaganie z netu to sprzedaż
                          byłaby dalej podobna. Obecne zamożność polskiego spoleczenstwa powróciła do
                          czasów sprzed okolo 10 lat, czyli przed ten dołek, gdzie było wielkie
                          bezrobocie, niskie ceny nieruchmości, etc. Wtedy złote płyty to była sprzedaż 50
                          tyś sztuk. Dzisiaj to 15 tyś (dla zagranicznych mniej). To świadczy o tym, ze
                          ludzie zaspokajają swoje potrzeby muzyczne poza sklepami płytowymi.

                          > Tymczasem, że tak sobie skaczę dalej po tej stronie EMPiKu, u nas płyty sprzed
                          > 10 lat kosztują dalej prawie tyle samo co nowości - około 30 złotych. Dlaczego
                          > u
                          > nas nie może tanieć?

                          nie jest to do końca prawda. Płyta tak samo w pl jak i wszedzie indziej jakis
                          czas po premierze przechodzi to kat. mid a potem do budget. I ceny sa na prawde
                          niskie. A dlaczego empik ją tak sprzedaje jak sprzedaje? Nie wiem, pytaj sie w
                          empiku. I wez pod uwage to, ze empik jest nastawiony na bogatego klienta, ktory
                          przyjdzie i kupi kilka rzeczy na raz nie do konca licząc sie z cenami . To
                          troche jak w supermarkecie - czesto jest tanio ale i czesto promocja z naklejką
                          daje w efekcie wyższa cene niz gdzie indziej bez promocji. A ludzie łykają, "bo
                          promocja panie"
            • simr1979 Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 15:06
              tomek854 napisał:

              > Bo z tego co ja wiem o podaży i
              > popycie, jak będzie taniej, to się sprzeda więcej.

              To wiesz mniej więcej tyle o ekonomii co Premier - brawo! ;)

              Dam przykład....nie, dwa:

              - jak Lexusy 600 stanieją z 500.000 na 450.000, to sprzeda się ich więcej? NIE.
              Z przeciwległego bieguna :
              - jak cena chleba spadnie z 2,50 na 2,00 to sprzeda się go więcej ? NIE.

              To się nazywa cenowa elastyczność popytu (lub jej brak) - ostrzegam, że to
              dopiero wstęp zrozumienia praw popytu i podaży... ;)

              P.S. Nie jestem ekonomistą.
              • truskava Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 15:47
                simr1979 napisał:

                > To wiesz mniej więcej tyle o ekonomii co Premier - brawo! ;)
                >
                > Dam przykład....nie, dwa:
                >
                > - jak Lexusy 600 stanieją z 500.000 na 450.000, to sprzeda się ich
                > więcej? NIE.
                > Z przeciwległego bieguna :
                > - jak cena chleba spadnie z 2,50 na 2,00 to sprzeda się go więcej ?
                > NIE.
                >
                > To się nazywa cenowa elastyczność popytu (lub jej brak) -
                > ostrzegam, że to dopiero wstęp zrozumienia praw popytu i podaży...
                > ;)
                >
                > P.S. Nie jestem ekonomistą.


                Ja w ogóle nie znam się na ekonomii, ale tak sobie myślę, że jak ceny płyt
                spadną np z 50 zł do 20 zł to sprzeda się ich więcej.
                Jak ceny telewizorów LCD w Media Markcie spadną z np. 5000,- zł do powiedzmy
                3000,- zł to też sprzeda się ich więcej.
                A jak jakiś wypasiony lampowy wzmacniacz zejdzie ze 100 000 zł na np. 70 000 zł,
                to pewnie nie będzie jakiegoś oszałamiającego wzrostu popytu.
                Tak sobie jako laik myślę, że istotna jest wielkości przeceny, rodzaj towaru
                (pierwszej czy ostatniej potrzeby), i nie mniej ważne - czy to jest towar masowy.
                • typson Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 15:56
                  i dochodzi tu jeszcze wspomniany kontrakt z artystą, który ma np 20% od płyty
                  ale 20% z 9.99 pln nie wchodzi w gre :)
                  • truskava Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 16:00
                    typson napisał:

                    > i dochodzi tu jeszcze wspomniany kontrakt z artystą, który ma np
                    > 20% od płyty ale 20% z 9.99 pln nie wchodzi w gre :)

                    No pewnie nie byłby kontent z takiej tantiemy ;-)
                    I chyba jeszcze ZAIKS jakiś haracz ściąga...
                  • computerland1 Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 16:05
                    powiem tak:
                    - po pierwsze, primo - ceny plyt sa za wysokie (nie wnikam czy z
                    powodu tego, ze artysci chca duzo czy nie, bo jesli sprzedadza
                    mniej, to musza miec na sztuce wiecej, itp)
                    - po drugie, prirmo - empik i media markt dyktuja ceny, a te moglyby
                    byc nizsze
                    - po trzecie, primo ultimo - my jestesmy takim narodem, ze nie mamy
                    wyrobionego nawyku kupowania oryginalnych plyt, a po prostu je
                    sciagamy czy kupujemy za 10pln.

                    koniec.
                    • tomek854 Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 16:39
                      Wiesz, powiem Ci szczerze: ja się przeprowadziłem do UK teraz. I jeżeli na album
                      pracuję, po najniższej stawce, około 35 minut, to mi się nawet nie chce aMula
                      włączać. A jestem wciąż tym samym Polakiem.
                      • typson Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 21:25
                        Tylko czy to zasługa fonografii czy normalnego kraju? (zarobki vs. ceny płyt)?
                        • tomek854 Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 22:05
                          No właśnie próbuję się tego dowiedzieć. Jak na razie to mi wychodzi fifty-fifty...
                          • typson Re: Pytanie do Typsona 09.10.07, 00:08
                            hafna pół powiadasz? Moim zdaniem za niskie zarobki Polaków nie są
                            odpowiedzialne firmy fonograficzne ale państwo. Zapytaj markaatlany, civica czy
                            faziego czy siebie samego - czy wyjechaliscie, bo na płyty i sporo innych rzeczy
                            nie było Was stać czy dlatego, ze były drogie?

                            Samochody też można kupic z 30% upustem i jakos wszyscy na tym zarabiają tylko
                            czy to oznacza, ze w rosji jest fajniej, bo tavria jest tania? Dotykasz kwestii
                            fundamentalnych rożnic pomiedzy ustrojami, systemami gospodarczymi i
                            wynikającymi z tego rożnicami w podziale spoleczenstwa. Splycanie całosci do
                            ceny płyty, bo gdzieśtam , jakastam plyta jest tansza niz w PL nie ma sensu.

                            ps
                            mam w domu sporo plyt kupionych w sklepach Virgin. Zadne z nich nie maja nalepek
                            z niską ceną. Zważywszy, ze kupowane były w ad 1986 to były koszmarne pieniądze.
                            Skoro teraz niektóre plyty tam są tańsze niz w PL to chyba jednak całość idzie
                            jakos do przodu?
                            • tomek854 Re: Pytanie do Typsona 09.10.07, 03:53
                              Za niskie zarobki odpowiada państwo - za wysokie ceny płyt odpowiada branża ;-)
                              To miałem na myśłi mówiąc "na pół".

                              Bo jednak cały czas śmiem twierdzić, że płyty w Polsce powinne być tańsze od
                              tych na zachodzie chociaż o ceny fizycznej produkcji, transportu, dystrybucji,
                              magazynowania, zarobki sprzedawców, magazynierów, kierowców, pracowników fabryk,
                              czynsze, podatki i tak dalej. Bo skoro zarobki u nas są tak bardzo niższe to i
                              takie koszta są o wiele niższe.
                              • typson Re: Pytanie do Typsona 09.10.07, 11:07
                                płyty z polską muzyką są tańsze! Ba nawet tańsze niż w Czechach, jak to sie
                                wyżej okazało. Plyty z muzyką zagraniczną nie zawsze mogą byc tańsze, bo ktos
                                podpisał kontrakt za granicami PL na taką a nie inną cenę i tyle.

                                > Bo jednak cały czas śmiem twierdzić, że płyty w Polsce powinne być tańsze od
                                > tych na zachodzie chociaż o ceny fizycznej produkcji, transportu, dystrybucji,

                                koszt wymienionych jest własciwie taki sam u nas jak (takt) i w niemcowni
                                (sonopress). Zawsze można tłoczyć w GM Records przy wale miedzeszynskim
                                (warszawa) tylko nie masz gwarancji, ze nie dotłuką sobie 100 tysięcy, które
                                pojedzie na wschód. Bez hologramów oczywiście...

                                > magazynowania, zarobki sprzedawców, magazynierów, kierowców, pracowników fabryk
                                > ,
                                > czynsze, podatki i tak dalej. Bo skoro zarobki u nas są tak bardzo niższe to i
                                > takie koszta są o wiele niższe.

                                to też polskie (repertuar) płyty są tańsze niż zagraniczne.
                                • tomek854 Re: Pytanie do Typsona 09.10.07, 13:08
                                  > płyty z polską muzyką są tańsze! Ba nawet tańsze niż w Czechach, jak to sie
                                  > wyżej okazało. Plyty z muzyką zagraniczną nie zawsze mogą byc tańsze, bo ktos
                                  > podpisał kontrakt za granicami PL na taką a nie inną cenę i tyle.

                                  Dużo wyjaśniłeś, ostatnie pytanie:

                                  Czyli podpisujemy sobie z jakimś Stingiem umowę, ze płyta u nas będzie
                                  kosztowała tyle a tyle? Czy że od każdej sprzedanej płyty dostaje tyle a tyle?

                                  Bo jeżeli to pierwsze, to z tego wynika że nam zostaje więcej kasy, bo jednak
                                  wciąż są u nas mniejsze koszty (choćby to, że sprzątaczka w pomatonie dostaje 5
                                  złotych a nie pięć funtów). I dlatego ta różnica zostaje u nas i stąd ten zysk
                                  15 złotych na sztuce. Dobrze rozumiem?
                • tomek854 Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 16:32
                  > Ja w ogóle nie znam się na ekonomii, ale tak sobie myślę, że jak ceny płyt
                  > spadną np z 50 zł do 20 zł to sprzeda się ich więcej.
                  > Jak ceny telewizorów LCD w Media Markcie spadną z np. 5000,- zł do powiedzmy
                  > 3000,- zł to też sprzeda się ich więcej.
                  > A jak jakiś wypasiony lampowy wzmacniacz zejdzie ze 100 000 zł na np. 70 000 zł
                  > ,
                  > to pewnie nie będzie jakiegoś oszałamiającego wzrostu popytu.

                  To miałem na myśli, i proszę mnie tu od premierów nie obrażać.
                  • simr1979 Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 17:13
                    tomek854 napisał:

                    > > Ja w ogóle nie znam się na ekonomii, ale tak sobie myślę, że jak ceny pły
                    > t
                    > > spadną np z 50 zł do 20 zł to sprzeda się ich więcej.

                    > To miałem na myśli, i proszę mnie tu od premierów nie obrażać.

                    Ja tam się na płytach nie znam - typson się zna.
                    Ale wiem np., że przytoczony przeze mnie lexus nie może kosztować 200 tyś
                    (zamiast 500 tyś), a dopiero wówczas rzeczywiście jego sprzedaż wzrosła by
                    wielokrotnie. Pewnie płytka typsona mogłaby kosztować 45 albo i 40 zł , tylko po
                    co - sprzedaż wzrośnie niewiele, a zyski spadną bardzo (bo te 5-10 złoty to
                    pewnie pół marży mediamarktu, albo i więcej). I tak jest w każdej branży z
                    każdym towarem. Tylko elekronika tanieje (relatywnie) ze względu na rozwój
                    technologiczny i wprowadzanie nowych rozwiązań. Ale tak samo jak dziś
                    elektronika, kiedyś (w czasach Henry Forda) taniały samochody - kiedy
                    elektronika osiągnie taki etap dojrzałości technicznej, na jakim dziś jest
                    motoryzacja, tanieć przestanie....
                    • truskava Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 17:37
                      simr1979 napisał:

                      > Ale wiem np., że przytoczony przeze mnie lexus nie może kosztować
                      > 200 tyś (zamiast 500 tyś), a dopiero wówczas rzeczywiście jego
                      > sprzedaż wzrosła by wielokrotnie.

                      Czyli dotykamy tu kwestii, że wspomniany lexus nie jest produktem masowy, stąd
                      dopiero abstrakcyjna obniżka ceny spowodowałby wyraźny wzrost sprzedaży.
                      • simr1979 Re: Pytanie do Typsona 09.10.07, 10:50
                        truskava napisał:


                        > Czyli dotykamy tu kwestii, że wspomniany lexus nie jest produktem masowy, stąd
                        > dopiero abstrakcyjna obniżka ceny spowodowałby wyraźny wzrost sprzedaży.
                        >

                        I tu zaczynamy dotykać meritum, co mnie cieszy niewymownie.
                        Z Twojej wypowiedzi wynika pośrednio, że Twoim zdaniem utwór muzyczny na
                        nośniku w postaci płyty kompaktowej - w przeciwieństwie do przywołanego przeze
                        mnie lexusa 600h - jest produktem masowym.
                        Otóż jest to pogląd mylny - przynajmniej w odniesieniu do naszego i wielu innych
                        podobnych krajów. Ze względu na nasze relatywne - w stosunku do świata
                        zachodniego - ubóstwo nie jest to u nas produkt masowy, podobnie jak nie jest
                        nim (proszę wybaczyć, że uparcie przytaczam przykłady motoryzacyjne na tym
                        całkiem niemotoryzacyjnym forum ;) ) nowy salonowy samochód osobowy (choć np.
                        7-15 letnia używka - już tak). Oba ww. produkty należą u nas do grupy towarów o
                        ograniczonym kręgu odbiorców. Wypieranie ze świadomości faktu, że na wiele
                        przedmiotów, od dawna masowych na Zachodzie, nas jeszcze nie stać, jest ludzkie,
                        ale daleko nie prowadzi - najdalej do toruńskiego radia ;)
                    • typson Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 21:28
                      tak jak truskavski napisał - lexus nie jest dobrym przykładem, bo on kosztuje
                      tyle tylko po to, by wszyscy z przysłowiowych Skód nie przesiedli sie na
                      leksusa. Oczywiście ogólnie poziomem też odstaje od przysłowiowej Skody ale nie
                      ma to uzasadnienia aż w takiej różnicy cenowej. Dlatego auta luksusowe kupują
                      albo Ci ktorzy na prawde mają dużo pieniedzy albo kupuję je ja, gdy już są
                      dziesięcioletnie i wtedy wszyskim na około udowadniam, ze jestem najbogatszy
                      ładując w nie tyyyyle pieniędzy :)))
                      • tomek854 Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 22:07
                        Niemniej jednak zarówno przytoczony lexus jak i przytoczona skoda w UK kosztują
                        więcej niż w Polsce (nowe oczywiście, bo używki z racji takich a nie innych cen
                        części i napraw w UK lecą na łeb na szyję). A z płytami jest na odwrót.
                        • typson Re: Pytanie do Typsona 09.10.07, 00:18
                          Nie mniej jednak ktoś musiał przełożyć tym geniuszom kierownicę na dobra strone.
                          I nie mniej jednak UK to kolebka wielu styli i ziemia matka dla wielu światowej
                          sławy muzyków. Nawet Ci z ameryki rozwijali skrzydła w UK (Hendrix niech bedzie
                          przykładem). Ich fonografia zwlaszcza w stosunku do licznosci spoleczenstwa jest
                          czymś dość unikatowym w skali świata, niemalże dziedzictwem narodowym. U nich
                          gej (Elton John) dostaje od królowej tytuł szlachecki a u nas gej (np.
                          Piaseczny) nie może sie przyznac do swojej orientacji. Ciężko cokolwiek tu
                          porównywać
                          • tomek854 Re: Pytanie do Typsona 09.10.07, 03:58
                            > Nie mniej jednak ktoś musiał przełożyć tym geniuszom kierownicę na dobra strone

                            We Francji też z tego co wiem auta są droższe, a kierownicę mają po tej samej
                            stronie...

                            > I nie mniej jednak UK to kolebka wielu styli i ziemia matka dla wielu światowej
                            > sławy muzyków. Nawet Ci z ameryki rozwijali skrzydła w UK (Hendrix niech bedzie
                            > przykładem). Ich fonografia zwlaszcza w stosunku do licznosci spoleczenstwa jest
                            > czymś dość unikatowym w skali świata, niemalże dziedzictwem narodowym.

                            O tym będzie następny wątek ;-)
                            • typson Re: Pytanie do Typsona 09.10.07, 09:52
                              > We Francji też z tego co wiem auta są droższe, a kierownicę mają po tej samej
                              > stronie...

                              o kurne, jak ty się kłócisz o wszystko, nie wazne o co, byleby chlapnąć ostatnie
                              zdanie, ja juz nie mam siły, nie mam na to czasu szczerze powiedziawszy.

                              A w Belgii czy Holandii nowe auta są tansze niz w polsce. I co z tego wynika?
                              Gówno, wolny rynek + lokalna polityka. Nic więcej. No chyba, ze to wina fonografii
              • dgr Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 16:01
                Dałeś fantastyczny przykład na to, jak można manipulować faktami, aby udowodnić
                wszystkim swoja tezę: obniżka ceny nie wpływa na zwiększenie sprzedaży.
          • tomek854 Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 14:15
            A i jeszcze jedno. Miałem zamówienie od koleżanki na urodziny na płytę Dżemu.

            W końcu znajomy przywiózł za 30 zlotych z Polski. OK, ale wiesz, ile mi
            zaśpiewali w Virginie za sprowadzenie z Polski i przysłanie mi do domu pocztą? 8
            funtów za wszystko. Czyli 48 złotych. Czyli cena płyty w Polsce + 3 funty = 18
            złotych. A znaczek na zwykły list (cienki, lekki) w UK kosztuje 42 pensy, czyli
            jakieś 2.50.
            • truskava Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 15:36
              tomek854 napisał:

              > A i jeszcze jedno. Miałem zamówienie od koleżanki na urodziny na>
              > płytę Dżemu. W końcu znajomy przywiózł za 30 zlotych z Polski.
              > OK, ale wiesz, ile mi zaśpiewali w Virginie za sprowadzenie z
              > Polski i przysłanie mi do domu pocztą? 8 funtów za wszystko.
              > Czyli 48 złotych. Czyli cena płyty w Polsce + 3 funty = 18
              > złotych. A znaczek na zwykły list (cienki, lekki) w UK kosztuje 42
              > pensy, czyli jakieś 2.50.

              Ej, no panie Tomek, ale koszt znaczka to chyba nie jest jedyny koszt wysyłki. To
              jeszcze koszt koperty (być może "bąbelkowej"). Ponadto ktoś tam musi przyjąć
              Twoje zamówienie, jakiś inny ktoś zapakować, zaadresować i powiedzmy wysłać to
              do Ciebie. Tym ktosiom trzeba też zapłacić. No i firma jako taka też musi
              zarobić, bo raczej nie jest to caritas czy Ohojska.
              • tomek854 Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 16:38
                No własnie. Czyli brytyjski sklep płytowy, którego najbardziej szeregowy
                pracownik zarabia 6 i pół funta za godzinę, za sprowadzenie z Polski płyty
                wartej pięć funtów bierze ode mnie trzy funty. Czyli trzy funty za
                - zadzwonienie (zamejlowanie) do polski i zamowienie tej płyty + czas pracy
                pracownika ktory to robi (pewnie mu to zajmie z pięć minut z wyszukaniem)
                - przesyłkę z Polski do UK (zakładam że to się jednak po chociaż kilka sztuk robi)
                - przesyłkę z centrum brytyjskiej firmy do mnie (koperta bąbelkowa i znaczek
                albo kurier)

                Jak na UK to to jest pierońsko tanio. A wątpię, żeby do mnie chcieli dopłacać.

                Kiedyś (ale to dawne czasy) chciałem sobie zamówić płytę "Back to the light"
                briana maya. Pytałem tak w Empiku jak i w Bemolice, która jeszcze istniała wtedy
                na Wrocławskim rynku, zanim ją empik wykończył. I wyszło na to, że dzięki temu,
                ze poprosiłem koleżankę, żeby mi z USA przywiozła, miałem 6 (słownie: sześć)
                razy taniej.
                • truskava Re: Pytanie do Typsona 08.10.07, 17:34
                  Aaaa, to w pośpiechu nie zczaiłem klimatu.
                  Byłem pewien, że narzekasz na te 3 funty, że niby strasznie zdzierają, bo
                  znaczek stoi niecałe pół funciaka.
      • crannmer Re: Odpowiedz Typsona 08.10.07, 22:41
        typson napisał:

        > poczytaj tamten wątek - cranmer pisał tam o wolnym rynku.

        Dzieki za wylozenie.

        Moglbys jeszcze objasnic melomanow, bo tam tez sie dopytuja ;-)


        MfG
        C.
        So you want to write a fugue?
        • typson Re: Odpowiedz Typsona 09.10.07, 01:06
          odpisałem, moze nieco futurystycznie :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka