Dzisiaj mnie poj...ło!
Spieszyłem się na spotkanie, wszystko dobrze wyliczone, objeżdżałem deszczowe
korki bocznymi drogami, aż tu nagle dwa kilometry przed celem podróży
natknąłem się na tira blokującego drogę w pobliżu wyjazdu z budowy.
Po kilku dłużących się niemiłosiernie minutach (a może sekundach?) obserwacji
jak kierowca co chwila wchodzi i wychodzi z kabiny, postanowiłem objechać
zawalidrogę gruntową drogą, która raz jechałem ale ... w porze suchej.
Po dzisiejszych ulewach poczciwa gruntówka sprawiła mi niemiłą niespodziankę.
Zaczęło się łagodnie - od pojedynczych kałuż ale z czasem droga coraz bardziej
miękła a oczka wodne zwiększały swoją powierzchnię.
Nic to, pomyślałem, jeszcze zakręt i z dwieście metrów do asfaltu...
Gdy wchodziłem w zakręt, byłem już na takim etapie, że nie mogłem się
zatrzymać by nie ugrzęznąć - musiałem cały czas iść do przodu jak w głębokim
śniegu.
Jak wyszedłem z zakrętu, doznałem zawału - ogromne koleiny, prawie traktorowe,
wypełnione wodą - grzęzawisko po prostu.
Już widziałem oczyma wyobraźni urwany tłumik i zderzak płużący błoto i potem
siebie w garniturowych półbutach przedzierającego się w błocie do łydki...
Nie pękłem tylko darłem do przodu - fontanny błota przelewały mi się przez
maskę i dach, stróż z terenu dziesięć metrów za ogrodzeniem spier..lał przed
bryzgami.
Doczekałem się - coś chrupnęło pod spodem i przeturlało się pod nadwoziem -
byłem przekonany, że to tłumik i mój koniec, ale chyba był to mały kamień.
Dotarłem do brzegu!
Nie wierzyłem, że niczego nie uszkodziłem.
A jednak - udało się.
Czym prędzej pojechałem na myjnię, bo deszcz przestał padać, słonko wyszło a
ja straszyłem bliźnich oblepiony błotem jak Jozin z bazin...
Chyba mnie naprawdę poj...ło...
Pozdrawiam,
Mejson
--
Automobil
Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.