Dodaj do ulubionych

Mejson trophy - point of no return ;-)

30.05.09, 00:55
Dzisiaj mnie poj...ło!

Spieszyłem się na spotkanie, wszystko dobrze wyliczone, objeżdżałem deszczowe
korki bocznymi drogami, aż tu nagle dwa kilometry przed celem podróży
natknąłem się na tira blokującego drogę w pobliżu wyjazdu z budowy.

https://img35.imageshack.us/img35/2241/trophyblok.jpg

Po kilku dłużących się niemiłosiernie minutach (a może sekundach?) obserwacji
jak kierowca co chwila wchodzi i wychodzi z kabiny, postanowiłem objechać
zawalidrogę gruntową drogą, która raz jechałem ale ... w porze suchej.

Po dzisiejszych ulewach poczciwa gruntówka sprawiła mi niemiłą niespodziankę.

Zaczęło się łagodnie - od pojedynczych kałuż ale z czasem droga coraz bardziej
miękła a oczka wodne zwiększały swoją powierzchnię.

Nic to, pomyślałem, jeszcze zakręt i z dwieście metrów do asfaltu...

Gdy wchodziłem w zakręt, byłem już na takim etapie, że nie mogłem się
zatrzymać by nie ugrzęznąć - musiałem cały czas iść do przodu jak w głębokim
śniegu.
Jak wyszedłem z zakrętu, doznałem zawału - ogromne koleiny, prawie traktorowe,
wypełnione wodą - grzęzawisko po prostu.

Już widziałem oczyma wyobraźni urwany tłumik i zderzak płużący błoto i potem
siebie w garniturowych półbutach przedzierającego się w błocie do łydki...

Nie pękłem tylko darłem do przodu - fontanny błota przelewały mi się przez
maskę i dach, stróż z terenu dziesięć metrów za ogrodzeniem spier..lał przed
bryzgami.
Doczekałem się - coś chrupnęło pod spodem i przeturlało się pod nadwoziem -
byłem przekonany, że to tłumik i mój koniec, ale chyba był to mały kamień.

Dotarłem do brzegu!

Nie wierzyłem, że niczego nie uszkodziłem.
A jednak - udało się.

Czym prędzej pojechałem na myjnię, bo deszcz przestał padać, słonko wyszło a
ja straszyłem bliźnich oblepiony błotem jak Jozin z bazin...

https://img40.imageshack.us/img40/346/trophyzabl1.jpg

https://img36.imageshack.us/img36/5088/trophyzabl2.jpg


https://img36.imageshack.us/img36/530/trophyzabl3.jpg


Chyba mnie naprawdę poj...ło...

Pozdrawiam,
Mejson
--
Automobil
Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
Obserwuj wątek
    • t-tk Re: Mejson trophy - point of no return ;-) 30.05.09, 08:19
      No to widzę, że nie tylko ja miałem wczoraj takie przygody ;)

      Tylko u mnie wyglądało to tak, że moja luba stwierdziła przy
      dojeżdżaniu do korka 'skręć tu w prawo, ja tędy zawsze z tatą tak
      jeżdżę'.
      skręciłem w prawo, parę aut pojechało za mną, następnie skręciłem w
      równoległą do korka ulice i jechałem. W końcu asfalt się skończył, a
      pokazała polna droga. Cóż, jako że na horyzoncie widać było jakieś
      zabudowania pod postacią bloków - pojechałem.

      Pojechałem, bo głupio mi było przed tymi za mną, ze zaufali mi a ja
      nagle zawracam ;) Oni się nie odważyli na przeprawę ;D

      Po powrocie na drogę pasażerce zabroniłem głośno mówić jeśli zobaczy
      przed nami auto za którym jechaliśmy na początku ;))
    • rapid130 Re: Mejson trophy - point of no return ;-) 30.05.09, 11:32
      U mnie instynkt samozachowawczy wcześniej wrzasnąłby "Stój, cofaj!"

      Za bardzo lubię "Sekretarkę", żeby ładować ją w błotniste dróżki.

      Acz mam teoretyczną przewagę w ekstremum. Ustawiam "position
      intermediaire", czyli niemal dosłownie "Zadzieram kiecę i lecę".
      Tyle, że diabli biorą prawie całe tłumienie i jedzie się jak taczką.
      Więc lepiej wtedy pełzać.

      Jak dotąd raz się przydało. Gładko przebiłem się drogą gminną w
      trakcie budowy twardej jezdni. Ale było sucho i słonecznie.

      Ostatnio podobny numer miałem Tarpanem 233, jakieś naście lat temu.
      Zbliżone okoliczności. Znana dróżka po ulewie okazała się sporo
      gorsza niż oczekiwałem.

      Przód na wądole wyskoczył przez koleiny, gablotę ustawiło 45 stopni
      względem osi drogi. Tył bez obciążenia, ajaj..., grzebnął kółkami w
      miejscu i wsio utknęło.

      Ale przydała się klasyczna 3-biegowa skrzynia, nieprzypadkowo mająca
      jedynkę i wsteczny naprzeciw. Rozbujałem i... pojechałem dalej.
      • mejson.e Instynkt 30.05.09, 16:43
        rapid130 napisał:

        > U mnie instynkt samozachowawczy wcześniej wrzasnąłby "Stój, cofaj!"

        Przecież napisałem, że mnie poj...ło. ;-)

        Nigdy więcej!

        No, chyba że mnie PiS będzie gonił...

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
    • sherlock_holmes Re: Mejson trophy - point of no return ;-) 30.05.09, 11:38
      Ja tak zrobiłem jeszcze Skodą dobre parę lat temu w zimie. Miałem
      mniej szczęścia, zamarznięta koleina pekła i siadłem podwoziem na
      glebie. Wyrwał mnie z opresji brat stareńkim Renault 21, auto i ja
      wyglądaliśmy podobnie - nie widać było żadnych kolorów przez warstwę
      błota. Od tamtej pory gdy tylko auto zaczyna buksować, mam mokre
      plecy... Ostatnio tak właśnie się byłbym zakopał, uratowała
      mnie ...łąką, którą ominąłem rozmokłą drogę. Jazda w wysokiej na
      metr trawie to niezapomniane przeżycie. Dobrze, że skośnoocy dali
      zderzak Mazy wysoko, a prześwit też niemały jak na osobówkę i
      skończyło się dobrze :)
      • wiktor_l Re: Mejson trophy - point of no return ;-) 30.05.09, 12:01
        jakies 10 lat zagrzebalem sie solidnie Renault 19 Chamade, kolega sierrą nie dal
        rady mnie wyszarpac. Ot zwykla drozka jakies 800 m skrotu...
        od tego czasu wiedzialem ze bloto wciaga - i teraz mnie nosi, bo dzis jest
        kolejny rajd ktory odpuszczam, toyota i uaz przed domem, a ja z gorączką w lozku :(
    • tomek854 Re: Mejson trophy - point of no return ;-) 30.05.09, 14:34
      Ŧylko uważaj na myjni!

      Ja dzisiaj byłem umyć auto po mojej przygodzie "oryś-eksplorator" (rychło w
      czas, nie? :) ) i mi "wszorowali" błotko w drzwi i mam teraz takie fajne ryski
      jakby mi druciakiem do patelni myli a nie gąbką...
      • mejson.e Mycie skraca życie 30.05.09, 16:41
        tomek854 napisał:

        > Ŧylko uważaj na myjni!
        >
        > Ja dzisiaj byłem umyć auto po mojej przygodzie "oryś-eksplorator" (rychło w
        > czas, nie? :) ) i mi "wszorowali" błotko w drzwi i mam teraz takie fajne ryski
        > jakby mi druciakiem do patelni myli a nie gąbką...

        Na szczęście spłukali ręcznie blotko pod ciśnieniem, potem szczoty.

        A poza tym to auto służbowe... ;-)

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
    • edek40 Re: Mejson trophy - point of no return ;-) 30.05.09, 18:01
      Kiedys zrobilem sobie podobne "kuku". Byl to czas, gdy Jablonna jeszcze nie
      doczekala sie obwodnicy. Korek zaczynal sie na wysokosci Selgrosa, a konczyl za
      Legionowem, do ktorego zmierzalem. Ale znam skrot. Troszke przez las, a potem
      polami. No i bylo dokladnie tak jak piszesz. Najpierw dalo sie jechac, potem
      bylo coraz gorzej, potem byl point of no return, a potem kaluze po dach.
      Pikanterii dodaje fakt, ze jechalem wtedy vanem z automatem. Nie dosc, ze
      ciezkie to, to jeszcze proba ostrego pilowania skrzyni biegow z minimalna
      predkoscia to gwarancja przegrzania skrzyni i spalenia tarczek sprzeglowych. Co
      wiecej, Amerykanie nie uznaja takich cudow techniki, jak hak holowniczy.
      Zaczepienie holu oznacza wpelzniecie do pasa pod samochod i zaczepienie linki o
      rame pomocnicza. A to w tym wypadku oznaczaloby koniecznosc ubrania sie w stroj
      nurka wraz z butlami...
      • civic_06 Re: Mejson trophy - point of no return ;-) 30.05.09, 20:44
        Mielismy podobna przygode jadac droga wg GPS na pole namiotowe w
        gorach Massachusets dwa tygodnie temu. Zona swoim "Gazikiem"
        (Isuzu), a ja na naszym motocyklu za nia. Nikt jej nie instruowal,
        ze przez bloto trzeba wolno wiec przeszla jak burza wyrzucajac
        fontanny blota spod kol. Jak juz dojechalismy powiedziala, ze
        wiekszej frajdy w zyciu za kierownica nie miala. Nawet wiedziala, ze
        trzeba naped na TOD czyli 4x4 przelaczyc. Samochodu nie pozwolila
        przez tydzien umyc ;)
        • tomek854 Re: Mejson trophy - point of no return ;-) 30.05.09, 21:06
          Fajnie musiałeś wyglądać jadąc ZA NIĄ ;-)
          • civic_06 Re: Mejson trophy - point of no return ;-) 30.05.09, 23:18
            tomek854 napisał:

            > Fajnie musiałeś wyglądać jadąc ZA NIĄ ;-)

            Na szczescie utrzymalem bezpieczny dystans, a jechalem za nia bo ona
            miala GPS w aucie. Chociaz dzien pozniej oboje wygladalismy fajnie
            po przejechaniu ponad 100 mil po lasach i bezdrozach na naszym V-
            Stromie ;)
            • speedone Re: Mejson trophy - point of no return ;-) 31.05.09, 13:07
              http://images45.fotosik.pl/91/ca0db4a65676324cm.jpg
              • speedone Re: Mejson trophy - point of no return ;-) 31.05.09, 13:08
                tez mi sie zdarzyło taka głupotę zrobic...

                https://images45.fotosik.pl/91/ca0db4a65676324cmed.jpg
    • tiges_wiz Re: Mejson trophy - point of no return ;-) 01.06.09, 01:52
      a ja jade sobie z rodzinka ... i jak nie lunie .. zero widocznosci, szara plama :P

      moze do zony .. tu gdzies ma byc zakret .. jak go zobaczysz to mi mow :D
      • rapid130 Re: Mejson trophy - point of no return ;-) 01.06.09, 03:16
        Ekstrema pogodowe modne ostatnio.
        Dziś miałem taki widok zza kierownicy:
        img268.imageshack.us/img268/5421/wiatr1.jpg
        Fota nie jest może zbyt przekonująca, ale jakoś nie miałem głowy,
        żeby bardziej dramatyczne ujęcia robić.

        Te dwa badyle na pierwszym planie spadły jako ostatnie.
        Grube konarzysko, które zablokowało drogę widać daleko w głębii.
        Spadło 200 metrów przede mną.

        Za plecami było jeszcze ciekawiej ->>> leżąca topola.
        Też widziałem moment, gdy poległa.
        I było jeszcze bliżej...

        Całe szczęście, że miałem bezpieczną poczekalnię (50 metrów bez
        drzew od zawietrznej). No i mój patron nieprzypadkowy - święty
        Krzysztof - czuwał, że nie znalazłem się w niewłaściwym miejscu o
        niewłaściwej porze...

        Myślałem już, że mnie odcięło od świata, ale facet z pobliskiego
        domku letniskowego post factum zaproponował, że przepuści Xantię po
        swoim trawniku. W ten sposób ominąłem poległą topolę. :D

        Ba, nie miałem jeszcze aż takich doświadczeń wichurowych za
        kierownicą. Trasa, która normalnie zajmuje 20 minut, tym razem - z
        wszystkimi utrudnieniami - wymagała godziny.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka