Dodaj do ulubionych

jestem w ciąży - jak to możliwe?

27.02.10, 17:49
Przez długi czas byłam orędowniczką metod NPR, ale teraz nikomu już ich nie polecę.
Przez kilka lat śledziłam swoje cykle, są regularne, objawy wyraźne.
W tym cyklu śluz płodny pojawił się trochę później, 12 dnia cyklu, 11 kochaliśmy się, potem już nie, aż do trzech dni po owulacji. Wyraźny skok temperatury był 16 dc, 5 dni po stosunku.
Jak to możliwe, że zaszłam w ciążę??????
Obserwuj wątek
    • bystra_26 bo łamiesz reguły! 27.02.10, 18:48
      Żadna metoda nie pozwala współżyć aż do przedednia śluzu płodnego!!!
      NMPR (naturalne metody rozpoznawania płodności) ze wstrzemięźliwością
      jedynie 7-dniową są miłe, łatwe i przyjemne, ale żadna metoda
      objawowo-termiczna nie daje mniej niż 8,8 dnia abstynencji!

      Po prostu naciągaliście reguły lub stosowaliście "metodę własną" i w
      konsekwencji doczekaliście się nieuniknionego.

      Nie masz więc co zniechęcać do "NPR", bo z tego, co piszesz, to nie
      stosowaliście porządnie żadnej metody.


      Jaką konkretnie metodę stosujesz?
      Według jakiej reguły wyznaczasz początek czasu płodnego?
      Jakie według Twojej wiedzy są pierwsze objawy płodności w cyklu?

      Niepłodność przedowulacyjna jest względna, czyli minimalne ryzyko
      poczęcia w niej zawsze istnieje.
      W ciąże zachodzi się nie tylko na śluzie płodnym, ale na gorszym też
      można zajść i nawet przy jego nieobecności też - bo nigdy nie wiesz,
      co się teraz dzieje w szyjce macicy.
      • agamagu Re: bo łamiesz reguły! 27.02.10, 19:01
        hmmm, czyli MOŻLIWE jest zajście w ciążę przy stosunku występującym pięć dni przed owulacją???? Plemniki są aż tak długowieczne?

        Stosuję metodę objawowo-termiczną. Przez te wszystkie lata się sprawdzała. Pierwsze objawy to zawsze był bardzo charakterystyczny płodny śluz około 9-10 dnia cyklu, zwykle około sześciu dni później miałam skok temperatury o 3 kreski (teraz był nawet wyraźniejszy).

        W tym wypadku zaczęłam podejrzewać mityczną drugą owulację...
        • bystra_26 dalej nie piszesz jaka to metoda 27.02.10, 19:18
          Metod objawowo-termicznych jest kilka - angielska, niemiecka,
          Roetzer, LMM (Kippleyów), Kramarek itp.

          Którą stosujesz? Skąd się nauczyłaś? Jaki podręcznik miałaś w ręce?

          Z tego, co piszesz, to nie znasz porządnie żadnej metody, niestety.
          Dlaczego tak uważam?

          Ponieważ:
          1) metody nie pozwalają wyznaczyć dnia owulacji, a Ty w to wierzysz
          2) metody nie wymagają skoków o ileś tam kresek, ale wyraźnej fazy
          wyższych temperatur, która może spokojnie zacząć się powolnym
          wzrostem (o 0.05 C)
          3) skoki nie są dowodem na owulację, dopiero 3-cia temp. po dniu
          szczytu śluzu (lub w ogóle jak w metodzie angielskiej) musi być 0.2 C
          nad linią - wcześniejsze i późniejsze mogą być nad linią minimalnie
          • agamagu Re: dalej nie piszesz jaka to metoda 27.02.10, 19:31
            Teoretycznie to był ten Roetzer, ale widzę, że muszę się douczyć. Wiedzę czerpałam trochę z zielonej ksiażeczki Elżbiety Wójcik, ale więcej z tego, co zapamiętałam z kursu, gdzie przekonywali że ten skok to owulacja właśnie.

            Teraz miałam skok temp o 5 kresek. Wcześniej było 36,2-36,3, potem 36,8. Jeśli nie należy go łączyć z owulacją, to z czym?

            Na razie próbuję się pogodzić z tym, że będę miała nieplanowane dziecko w momencie życia, w którym nie będzie mi łatwo.
            • bystra_26 współczuję nauczycieli i ślepego zaufania 27.02.10, 20:01
              Nie wydaje mi się, żebym była jakimś szczególnym wyjątkiem, ale
              wiedza z poradni rodzinnej/kursu przedmałżeńskiego na dzień dobry
              była dla mnie podana zbyt mało wyczerpująco i naturalnym było, że
              wzięłam się porządnie za lekturę podręcznika - Sztuka Planowania
              Rodziny Roetzera.

              Zresztą zieloną broszurę Wójcik też mam i tam nie ma nic z stylu, że
              skok=owulacja. Jakby tak było, to nie byłoby rzesz sfrustrowanych NPR
              katolików i katolików, którzy porzucili NPR, bo w rzeczywistości nie
              okazał się tak słodki, miły i przyjemny jak propaganda kursu dla
              narzeczonych.

              Skok temp. może być zwykłą odpowiedzią Twojego ośrodka termoregulacji
              na wzrost stężenia progesteronu albo zapowiedzią choroby, reakcją
              organizmu na stres itp.
              • nglka Re: współczuję nauczycieli i ślepego zaufania 27.02.10, 20:07
                Bardzo czesto mam do czynienia z osobami, które stosują dziwne zasady na swoich wykresach z powodu błędów wyniesionych z "wiedzą" z kursu przedmałżeńskiego. Niestety.
                Nie będę wyjątkiem z zdziwieniu dlaczego współżyłać 11 dc przy wspomnianych cechach typowych dla twoich cykli ale: "dlaczego", już zostało wyjaśnione. Dołączam zatem do grona osób twierdzących, że zawinił brak metody.
                Do już wspomnianego dopiszę, że zawsze warto edukować się z wiarygodnego źródła (podręcznik) i uaktualniać swoją wiedzę a przede wszystkim konsultować pierwsze cykle nie u jednej osoby, a przynajmniej u dwóch (choć w teorii każdy nauczyciel powinien być przykładem esencji wiedzy - nie zawsze tak jest).
                Spokojnej ciąży - a kolejnej tylko planowanej :-)
        • bystra_26 nie ma mitycznej drugiej owulacji! 27.02.10, 19:22
          Za pomocą NMPR nie wyznaczysz dnia owulacji, a jedynie okienko, w
          którym była.

          Owulacja może być:
          - od 3 dni przed do 3. dnia po dniu szczytu śluzu
          - od 4 dni przed pierwszą wyższą temp. po dniu szczytu do 2. dnia
          wyższych (3. jak nie spełniony jest warunek wysokości) po dniu
          szczytu.

          Podwójne owulacje się zdarzają, ale to są sytuacje, gdy razem
          dojrzewają dwa czy np. trzy pęcherzyki (stąd ciąże mnogie) i
          wszystkie pękają do 24h od pierwszej owulacji, bo potem progesteron
          już kolejnym pęcherzykom pęknąć nie pozwoli.
        • ziutka23 Re: bo łamiesz reguły! 27.02.10, 19:38
          Mnie zastanawia jedno: jeśli zwykle płodny śluz pojawiał się u
          Ciebie około 9-10 dc - jak piszesz, to dlaczego w tym cyklu
          kochaliście się aż do 11dc? Zaryzykowaliście, efekt widać. Przykro
          mi:(
          • nglka Re: A skad wiesz... 27.02.10, 23:24
            kasiu.l.inka napisała:

            > Skad wiesz, ze owulka byla 5 dni po stosunku??? Mialas monitoring czy co???

            Wyjaśniła w swoich dalszych postach, że przyjmowała przeddzień skoku za owulację, bo tak ją uczono na NP.
            A to już zostało sprostowane przez Bystrą.
            • agamagu Re: A skad wiesz... 28.02.10, 10:23
              Dzięki za wszystkie odpowiedzi.
              To nie jest moje pierwsze dziecko, w ogóle nie planowałam mieć już więcej dzieci.
              Teraz to chyba seks rzucę i już. Nie jest wart takiego ryzyka, a jeśli pomyliłam się raz, to nawet po lekturze grubych ksiąg pomylić jeszcze raz się mogę.
              Wyszaleję się w ciąży, bez ryzyka wpadki ;)
              • bystra_26 ale to nie jest kwestia jednorazowego błędu 28.02.10, 16:39
                Ciesz się, że to nie jest kolejne dziecko przy tak lajtowym
                stosowaniu NPR. Do tej pory wiele razy ryzykowaliście.

                U Roetzera nie ma takiej reguły, że płodność zaczyna się ze śluzem
                płodnym. Chyba żadna metoda tak nie ma.

                Najmniej restrykcyjna reguła wyznaczania początku płodności to tzw.
                reguła ostatniego dnia suchego (czyli jakakolwiek zmiana z sucho np.
                "już nie sucho" lub "wilgotno" to szlaban na seks), co do której R.
                dopowiada, że jest tylko dla tych, dla których kolejne poczęcie nie
                jest mocno nie na rękę, bo ma PI>8,8, czyli prawie 9 par na 100 w
                ciągu roku doświadcza nieplanowanego poczęcia.

                Kolejna reguła z PI<0.9 to reguła do momentu odczucia tzw. wnikliwej
                obserwacji, która zwykle poprzedza "wilgotno", czyli też na długo
                prze JAKIMKOLWIEK śluzem. 1 para n1 100 ma kinderniespodziankę.

                No i najbardziej skuteczna w unikaniu poczęcia, ale wydłużająca
                bardzo abstynencję, reguła zmodyfikowanego Doerina, opierająca się na
                historycznych pierwszych wyższych temp. i mówiąca, że początek
                płodności jest od dnia z wyliczeń lub pierwszego objawu płodności
                (np. wnikliwa obserwacja lub "już nie sucho") - zależy, co wystąpi
                wcześniej.
                W praktyce wychodzi tak, że jak się raz w życiu miało skok 14 dc, to
                ma się teoretyczną niepłodność tylko do 6dc, nawet jak śluz czy
                wilgotność pojawi się dopiero 12 dc. A jakby objaw płodności wystąpił
                6dc, to niepłodność się tu kończy.
                Ale za to PI=0.2, czyli tylko 1 para na 500!!!! (2 na 1000)
                  • horpyna4 Re: A skad wiesz... 03.03.10, 12:22

                    Bbbaaa... najbardziej rozbrajają mnie osoby, które twierdzą, że
                    korzystają z niepłodności poowulacyjnej na podstawie obserwacji
                    śluzu, bez mierzenia temperatury. Wtedy wszystko mi opada...
        • nisiabu Re: bo łamiesz reguły! 06.03.10, 02:13
          Ba! Podobno mogą żyć sobie i 7 dni! Też nas ciąża trochę zaskoczyła, ale
          mieliśmy pełną świadomość naciąganie przedowulacyjnej niepłodności...
          Gratulacje i spokojnej ciąży.
    • viewiorka Re: jestem w ciąży - jak to możliwe? 03.03.10, 08:59
      Widzę, że jesteś w tej samej sytuacji co ja w lipcu ub.r. Test ciążowy wyakzał II kreseczki a ja zachodziłam w głowę, jak to się stało??!! Też myślałam, że skok temperatury = owulacja. Dopiero dziewczyny na forum uświadomiły mnie, że owu może nastąpić 4 dni przed i 2 dni po skoku.
      Co do płci, to teoretycznie zwiększone szanse na dziewczynkę, ale u mnie będzie chłopiec, więc jak widać gwarancji nie ma ;)
      Masz dużo czasu, aby oswoić się z ta sytuacją. Ja już czekam na mojego synka, który pojawi się w ciągu najbliższych 3 tygodni :)
      Pozdrawiam
        • nglka Re: jestem w ciąży - jak to możliwe? 12.03.10, 12:10
          jop-jop napisała:

          > Bóg Wszechmogący zawsze ma możliwość interwencji.
          >
          > Wątpią w to?

          Ano ano. Zdarzają się ciążę z tabletek połączonych z prezerwatywą. Jak Bóg chce to potrafi i nie musi sięgać po źle stosowany NPR :)
      • bystra_26 że jak? 12.03.10, 09:21
        jedyny.magtro napisała:

        > Jestem świeżo po naukach przed małżeńskich i zastrzegali, że
        metoda
        > ta jest polecana przez Kościół ze względu na możliwość interwencji
        > Boga.

        NPR nie jest polecany, ale jes DOPUSZCZONY jako metoda ODŁOŻENIA
        POCZĘCIA W CZASIE, gdy para małżeńska ma poważne do tego powody.

        Wytłumaczyli Ci na tym kursie, po co masz stosować metodę z
        założeniem, że przytrafi Ci się kindernispodzianka? Jak wtedy
        psychicznie sobie radzić z tym, że w sumie NIE CHCESZ MIEĆ TERAZ
        DZIECKA, więc omijasz okres płodny szerokim łukiem?

        Jak dla mnie "dopuszczanie interwencji" jest dla tych, co chcą mieć
        nieograniczoną ilośc dzieci i kiedykolwiek, czyli kobieta siedzi w
        domu, a pan mąż zarabia krocie. Ilu masz takich katolików?

        Jak Bóg chce, żebyś miał w najbliższym czasie, to nie musi tego
        robić poza Twoimi plecami przez narzucaną jedyną słuszną
        NIEANTYKONCEPCYJNĄ metodę. Może Cię o to poprosić i jako Bóg
        uszanować to, że Mu odmówisz.
    • agamagu Re: jestem w ciąży - jak to możliwe? 29.03.10, 16:27
      Ja już w ogóle nie wierzę w tę metodę.
      Z jakiegoś powodu nie polecał jej żaden z ginekologów, z którymi miałam do czynienia. Prawie śmiali się ze mnie, ale twardo obstawałam, że u mnie to działa.
      A prawda jest taka, że organizm po prostu bywa zbyt nieprzewidywalny, żeby polegać na jakichś objawach, nawet jeśli prowadzi się obserwacje bardzo skrupulatnie.
      Myślę, że to dobra metoda, jeśli chce się mieć dziecko, ale nie odwrotnie.

      Jeśli chodzi o mnie to wiek ciąży zgadza mi się co do dnia ze skokiem temperatury jednak, czyli miałam rację, plemniki przetrwały pięć czy sześć dni.

      Jeśli chodzi o niepłodność poowulacyjną jako pewną, to niedawno się dowiedziałam, że w ciąży jest również moja koleżanka, ma bliźnięta i lekarz twierdzi, że jedno dziecko jest o tydzień młodsze od drugiego! Czyli miała dwie owulacje w odstępie tygodnia!
      Ja dziękuję za taką "pewność".

      W każdym razie sama już do ciąży się przyzwyczaiłam i cieszę się, tylko czasami jakoś mi żal, że moje uporządkowane, wygodnie życie niedługo się skończy i znowu wszystko zacznie się kręcić wokół maleństwa.
      No ale najważniejsze, żeby było zdrowe. I tego mi życzcie :)
      • nglka Re: jestem w ciąży - jak to możliwe? 29.03.10, 17:12
        agamagu napisała:

        > Ja już w ogóle nie wierzę w tę metodę.

        Raczej w naciąganie zasad. Ty nie stosowałaś TEJ metody, o ktrej piszesz.


        > A prawda jest taka, że organizm po prostu bywa zbyt nieprzewidywalny, żeby pole
        > gać na jakichś objawach, nawet jeśli prowadzi się obserwacje bardzo skrupulatni
        > e.

        Skąd to wiesz? Nie prowadziłaś ich przecież skrupulatnie i własnie dlatego zaszłaś.


        > No ale najważniejsze, żeby było zdrowe. I tego mi życzcie :)

        Tego Ci życzymy ;)) I żeby każde kolejne, jeśli będzię miało powstać, niech
        będzie w pełni zaplanowane (bez ironii).
      • bystra_26 i tak powstają mity medyczne 30.03.10, 20:51
        agamagu napisała:

        > A prawda jest taka,>nieprzewidywalny, żeby polegać na jakichś >objawach, nawet
        jeśli prowadzi się obserwacje bardzo skrupulatnie.
        > Myślę, że to dobra metoda, jeśli chce się mieć dziecko, ale nie odwrotnie.

        Żadna metoda nie daje 100% zabezpieczenia przed ciążą. ŻADNA.
        I każdy, kto porządnie przestudiował 1 broszurę poświęconą konkretnej metodzie
        WIE, że niepłodność PRZEDOWULACYJNA jest WZGLĘDNA, czyli jest w niej minimalne
        ryzyko poczęcia. Jak ktoś korzysta z tej fazy, nawet dobrze wyznaczonej (a nie
        jak u Ciebie do ostatniego dnia przed śluzem!!!), musi się liczyć, że może być
        tym 1 na 500 przypadków, że pocznie (I faza wg zmodyfikowanego Doeringa).


        > Jeśli chodzi o mnie to wiek ciąży zgadza mi się co do dnia ze >skokiem
        temperatury jednak, czyli miałam rację, plemniki przetrwały >pięć czy sześć dni.

        BZDURA.
        USG ma błąd pomiaru 30% i nie da się na jego podstawie, ani na podstawie
        przyrostu bety (normy są uśrednieniami statystycznymi i niczym więcej) określić,
        co do dnia owulacji czy zapłodnienia!


        > Jeśli chodzi o niepłodność poowulacyjną jako pewną, to niedawno >się
        dowiedziałam, że w ciąży jest również moja koleżanka, ma >bliźnięta i lekarz
        twierdzi, że jedno dziecko jest o tydzień >młodsze od drugiego! Czyli miała dwie
        owulacje w odstępie tygodnia!
        > Ja dziękuję za taką "pewność".

        Zachęcamy do lektury poważnych prac medycznych, a nie wierzenie relacjom
        koleżanki czy zdaniu niedouczonego ginekologa.

        Wracamy do błędu pomiaru USG. To, że jeden zarodek jest większy niż inny, to
        wypadkowa dwóch rzeczy:
        a) błąd pomiaru USG
        b) zmienność osobnicza (sprawdź w wikipedii).

        Ciekawe, co lekarz powie, jak się okaże, że to ... bliźnięta jednojajowe.

        > W każdym razie sama już do ciąży się przyzwyczaiłam i cieszę się, >tylko
        czasami jakoś mi żal, że moje uporządkowane, wygodnie życie >niedługo się
        skończy i znowu wszystko zacznie się kręcić wokół >maleństwa.

        A co Ty znikniesz? Twoje potrzeby znikną? Nie musisz myśleć jak Matka Polka
        męczennica... kiedy zniknie to podejście?
        • agamagu Re: i tak powstają mity medyczne 31.03.10, 11:06
          Już wiadomo, że bliźnięta są różnej płci, więc, jak się zapewne orientujesz, na 100 procent są dwujajowe.
          Mój ginekolog wczoraj też mi tłumaczył, że taka tygodniowa przerwa jest mało możliwa, i że pewnie chodzi o wspomnianą przez Ciebie zmienność osobniczą (a aparat USG automatycznie przelicza wzrost na wiek).
          Pamiętam, że czytałam kiedyś o dwójce dzieci - białym i czarnym, bliźniętach z dwóch różnych ojców - muszę poszukać, jaka tam była różnica, bo to akurat do sprawdzenia raczej łatwe było.

          Co do Matki Polki, to nie wiem, czy Ty masz dziecko, Bystra, czy żyjesz idealnym wyobrażeniem macierzyństwa, ale zapewniam Cię, że jakiś rodzaj poświęcenie jest w nie wpisany. I na początku jest niezmiernie ograniczające, choćby dlatego, że się karmi, ale oczywiście nie tylko dlatego. Noworodek i niemowlak potrzebują matki praktycznie przez całą dobę.
          Najbardziej martwi mnie w tym sytuacji praca, z której będę musiała zrezygnować, a tu, w obliczu pojawienia się kolejnego członka rodziny, trzeba zmienić samochód i mieszkanie.
          Ja już byłam na innym etapie, rozumiesz? I przestawienie się idzie mi całkiem dobrze, co nie znaczy, że nie zdaję sobie sprawy ze wszystkich konsekwencji i że będę udała, że nowe dziecko nic nie zmieni.
          • agamagu Re: i tak powstają mity medyczne 31.03.10, 11:11
            Poza tym byłam w trakcie leczenia, i raczej jasne jest, że w tym przypadku nawet moje zdrowie schodzi na dalszy plan, bo w ciąży tych leków brać nie mogę.
            Nie trzeba być męczennicą, żeby podporządkowywać się konieczności wyższej.
          • nglka Re: i tak powstają mity medyczne 31.03.10, 11:40
            W sumie silna babka z Ciebie, ja fatalnie znoszę zmiany i nie sądzę, bym w tak
            szybkim tempie przyswoiła nagły obrót o 180 stopni...

            Co do wieku bliźniąt - każde dziecko rozwija się inaczej, dodaj do tego granicę
            możliwości aparatury a i również w niekt
            órych przypadkach brak precyzji w oznaczaniu długości przez gina (do 12 tygodnia
            da się precyzyjnie określić wiek dziecka z dwutygodniowym marginesem błędu,
            czyli dośc sporo). Po 2 tygodniu granica błędu jest zwiększona. A i tak wszystko
            opiera się na statystykach. To znaczy, z 1000 pobranych pomiarów robi się
            średnią i stąd wychodzi, że zarodek / płód na danym etapie rozwoju ma tyle mm /
            cm. Automatycznie informuje to nas, że skoro jest średnia, to były różne
            wielkości u różnych kobiet w tym samym tygodniu ciąży. Co za tym idzie -
            bliźnięta dwujajowe są jak zwyczajne rodzeństwo urodzone osobno - każde z nich
            może rozwijać się wolniej lub szybciej, waga urodzeniowa bliźniąt też się będzie
            różnić i to też nikogo nigdy nie dziwi bo nie znaczy, że jedno powstało
            wcześniej a inne później.
            Nie ma na świecie ani jednego przypadku tzw. potocznie nadpłodnienia. A Onet, WP
            i im podobne potrafią pisać także o innych bzdurach :) Nie szukaj więc o tych
            bliźniętach, chyba, że masz dostęp do naukowego opracowania tego przypadku.
            Chyba wszyscy znamy szumną informacje o tym jakoby cesarka zmieniała DNA -
            dotarłam do oryginału opracowania i tam słowem o tym nie wspomniano, ale ktoś
            niedoczytał i posłał w świat, reszta nawet nie sprawdziła, tylko rzuciła do
            newsów. Przypadek blilźniąt rózniących się między sobą wiekiem to właśnie
            przykład na to jak bardzo nierzetelne są artykuły prasowe (a przykładów można
            mnożyć).
            • nglka Re: i tak powstają mity medyczne 31.03.10, 11:43
              No tak, szybko myslę, szybko pisze i potem musze dodać.
              Bliźnięta dwukolorowe to nie jedyny przypadek. Nasienie potrafi przeżyć w
              drogach rodnych 3-5 dni i być zdolnym do zapłodnienia. Wystarczy, że kobieta
              współżyła najpierw z czarnym, 2 dni potem z białym (czy odwrotnie) i już ciąża
              bliźniacza "dwukolorowa możliwa".
              Choć to, co opisujesz to był chyba przypadek in-vitro, kiedy lekarz użył
              brudnych narzędzi i białej parze urodziły się dwukolorowe bliźnięta, gdzie tylko
              jedno było dzieckiem obojga białych a drugie miało tatusia nn z bazy kliniki w
              gabinecie, w którym wcześniej operowano nasieniem czarnoskórego mężczyzny.
              • agamagu Re: i tak powstają mity medyczne 31.03.10, 12:13
                Dzięki za miłe słowo, tego mi chyba bardzo potrzeba :)

                Nie wiem tak naprawdę, czy jestem silna. Na szczęście mam duże wsparcie ze strony męża.
                Z jednej strony lubię i zawsze lubiłam przewidywalność i "święty spokój", a z drugiej biorę życie jak przygodę i jeśli zdarza się coś z gruntu pozytywnego (tak jak ciąża) to umiem to przyjąć.

                Pozdrawiam!
                • djpa Re: i tak powstają mity medyczne 04.04.10, 22:33
                  Skoro bliźnięta mają różne płcie, to może być tak, że jedno wygląda na starsze
                  (zapewne chłopiec), a drugie na młodsze (dziewczynka). Są różne siatki centylowe
                  dla już urodzonych chłopców i dziewczynek. W ciąży podpytywałam gina, czy nie
                  byłoby rozsądnie aby zrobić takie siatki w zależności od płci dziecka.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka