Dodaj do ulubionych

GRZECH CZY NIE GRZECH ?

13.06.04, 18:32
o. Ksawery Knotz OFMCap
Akt małżeński w sytuacjach trudnych
Wiele małżeństw współżyjących seksualnie zgodnie z naturalnym cyklem kobiety
ma doświadczenie, że taki styl życia sprzyja umacnianiu ich wzajemnej więzi.
Dla nich opcja stosowania antykoncepcji jest tak odległa, że nie biorą jej w
ogóle pod uwagę bez względu na długość przerw we współżyciu seksualnym. Na
przeciwległym biegunie znajdują się małżeństwa, które nie akceptują
jakichkolwiek ograniczeń w ekspresji swojej seksualności. Używają one
regularnie nowoczesnych środków antykoncepcyjnych. Te pary nie przejmują się
nauczaniem Kościoła, nie próbują nawet zrozumieć jego stanowiska. Ludzkie
wybory wymykają się jednak prostym, czarno-białym schematom. Między tymi
dwoma opcjami istnieje jeszcze szary środek zapełniony małżeństwami, które
chcą być wierne nauczaniu Kościoła, ale nie umieją sprostać jego wymaganiom.
Szczególnie wtedy, gdy w ich życiu pojawią się sytuacje trudne i wyjątkowe,
zakłócające regularność współżycia, gdy naturalne planowanie rodziny (NPR)
jest utrudnione lub wydaje się niemożliwe. Długi okres bez współżycia jawi
się im jako czas wielkiego cierpienia. Próbie tej nie zawsze umieją sprostać.
Sytuacje trudne
W życiu małżeństwa, bez względu na wyznawany światopogląd, zdarzają się
sytuacje wymagające dłuższego powstrzymania się od współżycia seksualnego,
np. rekonwalescencja po przebytej operacji lub gdy ciąża jest zagrożona,
itp.. Małżonkowie mają wtedy świadomość, że miłość wymaga od nich poświęcenia
własnego dobra ze względu na dobro współmałżonka lub dobro nienarodzonego
jeszcze dziecka. Życie przynosi jednak także inne wyzwania destabilizujące
pożycie seksualne, w których nie widać aż tak klarownych granic między
miłością a krzywdą. I to one budzą najwięcej pytań i wątpliwości.

Perturbacje w życiu seksualnym pojawiają się u małżeństw przeżywających
kryzys spowodowany bezrobociem. Gdy człowiek nie wytrzymuje naporu
wewnętrznych napięć i presji okoliczności, obojętne wydają mu się normy
moralne. Coraz częściej pojawiają się sytuacje, że małżonkowie przez dłuższy
okres czasu nie spotykają się ze sobą z racji pracy męża w odległym miejscu.
W chwili spotkania nie umieją powstrzymać się od współżycia, nawet za cenę
grzechu - użycia środka antykoncepcyjnego. Czasami choroba współmałżonka, np.
żółtaczka zakaźna typu C, choć ryzyko zarażenia się drogą płciową jest bardzo
małe, wywołuje tak silny lęk, że małżonkowie, zanim się oswoją z chorobą,
decydują się ze względów bezpieczeństwa, na wszelki wypadek, sięgnąć po
prezerwatywę.

Bywają sytuacje jeszcze trudniejsze do rozwiązania. U niektórych małżeństw
lęk przed kolejną ciążą jest na tyle silny, że prawie całkowicie rezygnują ze
współżycia seksualnego: "Teraz po piątym dziecku lęk przed zajściem w ciążę
jest u nas tak duży, że nawet w czasie niepłodnym boimy się współżyć. Tylko
świadomość, że nie powinniśmy mieć więcej dzieci trzyma nas na wodzy, choć
pragnienie współżycia całkowicie dominuje nasze myśli". Gdy pragnienie
bliskości staje się trudne do opanowania małżonkowie decydują się na
dodatkowe zabezpieczenia, nawet wtedy, gdy są w okresie niepłodnym. Szukanie
takich rozwiązań może się pojawić np. w czasie karmienia piersią. Kobieta
karmiąca nie umie odczytać wykresu z powodu niewyraźnych, mało czytelnych
objawów śluzu lub czuje się zdezorientowana jego chwilowym pojawieniem się, a
potem znikaniem. Zaczyna bać się, że po raz kolejny przeoczy jego pojawienie
się. Katolickiemu małżeństwu, które nie zdobyło bardzo dobrej umiejętności
interpretowania objawów i z tego powodu nie potrafi wykorzystać możliwości
współżycia w tym okresie, jawi się tylko jedna opcja - w ogóle nie współżyć
przez wiele miesięcy, rok, itp.. Kobieta zajmująca się intensywnie dzieckiem
jest w stanie tak długo powstrzymać się od współżycia, ale dla męża okres ten
jest najczęściej bardzo trudny i to on inicjuje współżycie seksualne.

Zdarza się często, że kobiety stosujące metody naturalne popełniły jakiś błąd
np. źle odczytały wykres, nie wzięły pod uwagę ważnych danych i w wyniku tego
przeoczenia lub niewiedzy poczęło się dziecko. U jednych kobiet
takie "wpadki" będą nauczką na przyszłość, aby rzetelniej badały
funkcjonowanie swojego organizmu; inne zaś, szczególnie te, które mają już
kilkoro dzieci, albo zaszły w kolejną ciążę jeszcze w okresie karmienia
piersią poprzedniego dziecka mogą zrazić się do metod naturalnych i nie będą
chciały ich więcej stosować. Takie sytuacje sprawiają, że kobieta w danym
momencie swojego życia nie jest zdolna, tak od razu, przełamać psychicznych
blokad. Trzeba jakiegoś czasu, często także i pomocy, aby umiała spojrzeć na
swoją sytuację innymi oczami. Zanim jednak dojdzie u niej do
przewartościowania życia, nadania wydarzeniom nowej interpretacji trwa w
buncie, smutku, depresji. We wspólnocie Kościoła rozwiązywanie trudnych
problemów powinno odbywać się z wielką powagą, stosownie do wagi ludzkiej
seksualności, ale zawsze w wolności i odpowiedzialności małżonków przed
Bogiem i wzajemnie za siebie. Problemów tego typu nie wolno pomijać i
przemilczać tylko dlatego, że są bardzo skomplikowane moralnie. Tym bardziej,
że można pokazać kilka kierunków ich rozwiązania, które dadzą małżonkom
poczucie zrozumienia ze strony Kościoła i miłosierdzia ze strony Boga,
nadzieję rozwiązania trudności i szansę moralnego uporządkowania sfery
seksualnej. Gdy po jakimś czasie małżonkowie wyjdą z kryzysu zobaczą, że
życie zgodne z nauką Kościoła nie stoi w sprzeczności z prawdziwym dobrem
małżeństwa.

Dylematy moralne
Małżonkowie w różny sposób radzą sobie w sytuacjach, w których lęk przed
poczęciem dziecka nie pozwala, przez długi okres czasu, na podjęcie
współżycia seksualnego. Małżeństwa najbardziej dojrzałe starają się okazywać
sobie miłość na wiele innych sposóbów, umacniając tym samym swoją więź
małżeńską. Inne jednak usztywniają do granic możliwości wzajemny kontakt i
tym samym pozbawiają relację małżeńską ciepła i intymności albo stosują
zastępcze wobec aktu seksualnego sposoby zaspokojenia seksualnego. Te, które
są bardzo spragnione bliskości co jakiś czas sięgają po antykoncepcję. Są też
takie małżeństwa, które mają poczucie, że znalazły się w sytuacji bez
wyjścia. Mają jasną świadomość permanentnie powtarzającego się grzechu, ale
równocześnie antykoncepcja wydaje im się jedynym rozwiązaniem ich problemów.
Takie małżeństwa często odchodzą całkowicie od prowadzenia życia
sakramentalnego, oziębiając swoją relację z Bogiem i Kościołem. Jeszcze inne
przeświadczone o niemożności zachowania nauki Kościoła decydują się ją
całkowicie odrzucić i zaczynają regularnie stosować antykoncepcję. Nawet
jeżeli wiele z tych małżeństw wyraźnie nie dopowiada czym jest dla nich
decyzja grzechu lub nawet całkowitej rezygnacji z kierowania się katolicką
moralnością, to jednak rodzi się w nich przeświadczenie, że albo nie są godne
być w Kościele, albo nauka Kościoła jest w wielu sytuacjach niemożliwa do
zachowania, a może poprostu błędna. Im większe trudności przeżywają
małżonkowie, im więcej w życiu rozpaczy z zaistniałej sytuacji, tym bardziej
dramatyczny staje się rozdźwięk między ich osobistymi problemami a
jednoznaczną doktryną Kościoła. Konflikt moralny ma wpływ na więź małżeńską,
sumienie poszczególnych małżonków, ich stosunek do Boga i nauki Kościoła. Gdy
przybierze on na sile katolicka etyka seksualna jawi się im jako nierealna
teoria, niemożliwy do realizacji ideał etyczny, nieludzki wymóg przymuszający
do wyboru dwóch niechcianych alternatyw: albo rodzenia dzieci aż do granic
możliwości biologicznych organizmu, albo długotrwałej abstynencji seksualnej
z powodu lęku przed poczęciem.

Małżonkowie widząc, że nie umieją sobie poradzić w sferze seksualnej powinni
się zastanowić co w takiej sytuacji robić, aby rozwiązać swoje problemy.
Jakie
Obserwuj wątek
    • praktycznyprzewodnik Re: GRZECH CZY NIE GRZECH ? 13.06.04, 18:34
      Dylematy moralne
      Małżonkowie w różny sposób radzą sobie w sytuacjach, w których lęk przed
      poczęciem dziecka nie pozwala, przez długi okres czasu, na podjęcie współżycia
      seksualnego. Małżeństwa najbardziej dojrzałe starają się okazywać sobie miłość
      na wiele innych sposóbów, umacniając tym samym swoją więź małżeńską. Inne
      jednak usztywniają do granic możliwości wzajemny kontakt i tym samym pozbawiają
      relację małżeńską ciepła i intymności albo stosują zastępcze wobec aktu
      seksualnego sposoby zaspokojenia seksualnego. Te, które są bardzo spragnione
      bliskości co jakiś czas sięgają po antykoncepcję. Są też takie małżeństwa,
      które mają poczucie, że znalazły się w sytuacji bez wyjścia. Mają jasną
      świadomość permanentnie powtarzającego się grzechu, ale równocześnie
      antykoncepcja wydaje im się jedynym rozwiązaniem ich problemów. Takie
      małżeństwa często odchodzą całkowicie od prowadzenia życia sakramentalnego,
      oziębiając swoją relację z Bogiem i Kościołem. Jeszcze inne przeświadczone o
      niemożności zachowania nauki Kościoła decydują się ją całkowicie odrzucić i
      zaczynają regularnie stosować antykoncepcję. Nawet jeżeli wiele z tych
      małżeństw wyraźnie nie dopowiada czym jest dla nich decyzja grzechu lub nawet
      całkowitej rezygnacji z kierowania się katolicką moralnością, to jednak rodzi
      się w nich przeświadczenie, że albo nie są godne być w Kościele, albo nauka
      Kościoła jest w wielu sytuacjach niemożliwa do zachowania, a może poprostu
      błędna. Im większe trudności przeżywają małżonkowie, im więcej w życiu rozpaczy
      z zaistniałej sytuacji, tym bardziej dramatyczny staje się rozdźwięk między ich
      osobistymi problemami a jednoznaczną doktryną Kościoła. Konflikt moralny ma
      wpływ na więź małżeńską, sumienie poszczególnych małżonków, ich stosunek do
      Boga i nauki Kościoła. Gdy przybierze on na sile katolicka etyka seksualna jawi
      się im jako nierealna teoria, niemożliwy do realizacji ideał etyczny, nieludzki
      wymóg przymuszający do wyboru dwóch niechcianych alternatyw: albo rodzenia
      dzieci aż do granic możliwości biologicznych organizmu, albo długotrwałej
      abstynencji seksualnej z powodu lęku przed poczęciem.

      Małżonkowie widząc, że nie umieją sobie poradzić w sferze seksualnej powinni
      się zastanowić co w takiej sytuacji robić, aby rozwiązać swoje problemy. Jakiej
      zmiany powinni dokonać w swoim życiu, aby zachowywać naukę Kościoła? Niemożność
      poradzenia sobie ze swoim lękiem, który w konsekwencji przymusza do stosowania
      antykoncepcji, wskazuje na konieczność szukania pomocy. Gdy małżonkowie chcą
      żyć zgodnie z wolą Boga znajdą wreszcie takie rozwiązanie, które pozwoli
      unormować życie seksualne i rozwiąże bolesny konflikt. W niektórych przypadkach
      Bóg da im siłę do niesienia krzyża i ich autentycznie pocieszy np. brak
      współżycia wynagrodzi wielką duchową i psychiczną więzią, sprawiając, że trudny
      czas rozłąki zbliży ich bardzo do siebie. Bóg nie pozwala doświadczać nikogo
      ponad jego możliwości. Nie tylko nadaje sens brakowi współżycia seksualnego,
      ale przede wszystkim jest żywo zainteresowany przywróceniem szczęścia pożycia
      małżeńskiego.

      Dynamiczna wizja rozwoju człowieka
      Małżonkowie nie od razu stają się święci, choć wszyscy są powołani do
      świętości, "a to powołanie realizuje się w miarę, jak osoba ludzka potrafi
      odpowiedzieć na przykazanie Boże, ożywiona spokojną ufnością w łaskę Bożą i we
      własną wolę" (FC 34). Istnieje więc proces dojrzewania powołania małżeńskiego,
      który trwa w czasie, i którego nie można sztucznie przyśpieszyć. Małżonkowie,
      którzy świadomie biorą udział w procesie duchowego wzrostu, powoli, w trudzie i
      pośród upadków uczą się integrować instynktowne poruszenia ciała z wyższą
      uczuciowością i duchowością. Duch św. cierpliwie kształtuje nowy styl życia i
      powoli uzdalnia do życia coraz bliższego Ewangelii. Chęć zdecydowanego zerwania
      z grzechem i wysiłek zapanowania nad siłą popędów nie oznaczają, że grzechy
      seksualne w wyniku takiego nastawienia zaraz ustąpią. Małżonkowie mogą im
      ulegać jeszcze przez wiele lat. Bardzo często w chwilach kryzysów, załamań,
      zwątpień, trudne do opanowania napięcia seksualne jeszcze się nasilają.

      Adhortacja apostolska o zadaniach rodziny chrześcijańskiej Familaris consortio
      zwraca uwagę, że "człowiek (...) powołany do świadomego wypełniania mądrego i
      pełnego miłości zamysłu Bożego, jest istotą historyczną, która się formuje
      dzień po dniu, podejmując liczne i dobrowolne decyzje: dlatego poznaje, miłuje
      i czyni dobro moralne odpowiednio do etapów swego rozwoju. Także i małżonkowie,
      w zakresie swego życia moralnego, są powołani do ustawicznego postępu, wiedzeni
      szczerym i czystym pragnieniem coraz lepszego poznawania wartości, które prawo
      Boże chroni i rozwija oraz prostą i szlachetną wolą kierowania się nim w
      konkretnych decyzjach" (FC 34). W cytowanej wypowiedzi papieża istotne jest
      stwierdzenie, że człowiek jest istotą historyczną. Jako taki nie dochodzi z
      dnia na dzień do dojrzałości duchowej i moralnej. Dokonuje się to stopniowo, w
      czasie, w historii. Inną świadomość moralną będzie miał neofita, a inną
      dojrzały chrześcijanin zaawansowany w życiu duchowym. Wraz ze wzrostem duchowym
      chrześcijanin lepiej poznaje dobro, bardziej je kocha i chętniej czyni. To co
      wcześniej wydawało mu się trudne, nieprzyjemne albo niemożliwe teraz okazuje
      się łatwe i chętnie podejmowane. Analogicznie, gdy jest na niższym etapie nie
      ma tak wyraźnego rozeznania dobra, mniej kocha Boga i nie zależy mu aż tak
      bardzo, aby realizować jego przykazania. Wiedza o tym, że człowiek "poznaje,
      miłuje i czyni dobro moralne odpowiednio do etapów swego rozwoju" (FC 34)
      chroni nas przed oczekiwaniem od wszystkich takiej samej świadomości dobra i
      zdolności jego czynienia.

      Zróżnicowanie etapów rozwoju poszczególnych ludzi ma wpływ na ocenę moralną ich
      czynów. Nie każdy czyn uznany obiektywnie jako poważne nieuporządkowanie
      moralne jest tak samo poważnym, osobistym grzechem człowieka. Choć zewnętrzne
      skutki zła są zawsze podobnie szkodliwe, to jednak różne jest serce człowieka -
      ludzka świadomość i wolność wyboru. Na złagodzenie winy moralnej popełnianych
      grzechów wpływa niedojrzałość uczuciowa, nabyte nawyki, stany lękowe,
      depresyjne. Dużą rolę odgrywają czynniki społeczne. W niektórych sytuacjach
      decyzja popełnienia grzechu rodzi się z trudnych czy wręcz dramatycznych
      doświadczeń głębokiego cierpienia, samotności. Czasami człowiek popada w
      rozpacz z racji całkowitego braku perspektyw ekonomicznych, niejednokrotnie
      poddany jest silnej presji najbliższego otoczenia.


    • praktycznyprzewodnik Re: GRZECH CZY NIE GRZECH ? 13.06.04, 18:35
      Wszystkie okoliczności, które wpływają na decyzję popełnienia zła, jak i
      intencja z jaką się coś robi mogą znacznie złagodzić odpowiedzialność, a nawet
      zredukować do minimum winę moralną grzesznika. Nie mogą jednak usunąć zła,
      które się i tak dokonuje bez względu na motywy postępowania i warunki w jakich
      się podejmowało decyzję. Podobnie jak kradzież zawsze wyrządza komuś jakąś
      krzywdę, nawet wtedy, gdy osobą kradnącą jest bezrobotna matka nie mająca
      pieniędzy na nakarmienie głodnych dzieci.

      Można powiedzieć, że im człowiek jest mniej dojrzały duchowo, im trudniejsza
      jest jego sytuacja, im większy lęk go ogarnia - tym mniejsza jest świadomość
      lub dobrowolność czynu i tym samym mniejszy jest osobisty grzech człowieka. Im
      większej ofiary wymaga trwanie w dobru, tym bardziej taka postawa jest znakiem
      świętości, ale równocześnie niemożność podjęcia tak trudnego wezwania spotyka
      się z większym miłosierdziem Boga i wyrozumiałością Kościoła. Warto przy tym
      pamiętać, że człowiek, który stara się na co dzień żyć z Bogiem, stara się nie
      popełniać grzechów, w wielu dziedzinach życia wiernie zachowuje Boże
      przykazania, nie może tak od razu, nagle, popełnić grzechu śmiertelnego w
      sferze seksualnej. Utożsamienie grzechu śmiertelnego z każdym grzechem
      seksualnym kochających się małżonków jest głęboko nieprawdziwe i bardzo
      szkodliwe dla zdrowia psychicznego i duchowego.

      Kierunek wysiłków pedagogicznych Kościoła
      Zadaniem kapłana i małżeństw katolickich zaangażowanych w duszpasterstwo rodzin
      jest towarzyszyć i pomagać małżonkom na drodze realizacji ich powołania.
      Posługa ta dotyczy także pomocy w rozwiązaniu problemów pożycia seksualnego.
      Niekiedy pomoc wymaga współpracy kapłana z psychologiem, skorzystania z porady
      medycznej, konsultacji z instruktorami NPR. Coraz częściej taka pomoc może być
      skutecznie udzielana dopiero wtedy, gdy małżonkowie znajdą się w środowisku
      żywej wiary, we wspólnotach pogłębionego życia religijnego i będą
      systematycznie, przez dłuższy okres czasu, formowani do życia wiarą katolicką.
      Wymaga to od Kościoła nowej strategii duszpasterskiej, a tym samym głębokiej
      reformy wielu kościelnych instytucji, niestety już dzisiaj nieskutecznych w
      prowadzeniu ludzi do spotkania z żywym Bogiem i w rozwiązywaniu ich życiowych
      problemów. Nad koniecznością takiego całościowego, a więc najbardziej
      skutecznego, podejścia do ludzkich problemów warto się zastanawiać,
      ponieważ "sprawą pedagogii Kościoła jest, by małżonkowie przede wszystkim jasno
      uznali naukę zawartą w encyklice Humanae vitae, jako normatywną dla ich życia
      płciowego i szczerze usiłowali stworzyć warunki konieczne dla zachowania tych
      zasad" (FC 34).

      Ten fragment, ukazujący kierunek wysiłków pedagogicznych Kościoła, jest
      kluczowy dla naszych rozważań. Wyliczone są w nim dwa istotne momenty
      nawrócenia małżonków. Pierwszym z nich jest jasne uznanie wartości życia
      zgodnego z naturalnym rytmem płodności kobiety i tym samym uznanie zła
      moralnego antykoncepcji. Doprowadzenie małżonków do tego wyboru jest powiązane
      z uznaniem przez nich Kościoła jako ich moralnego autorytetu. Widoczną
      konsekwencją takiej zmiany, która świadczy o pozytywnym stosunku do normy
      moralnej jest rozpoczęcie uczenia się jak rozpoznawać objawy płodności,
      czekanie ze współżyciem na okres niepłodny, dalsze dokształacanie się w
      znajomości metod NPR, itp. Wraz z przyjęciem takiej postawy rozpoczyna się
      drugi etap nawrócenia, w którym nie ma już problemu napięcia pomiędzy poglądami
      małżonków a nauką Kościoła, ale pojawia się inne napięcie - pomiędzy
      nieumiejętnością zachowania dyscypliny wymaganej przez metody naturalne a wolą
      bycia wiernymi nauce Chrystusa. Takie napięcia mogą pojawić się na początku tej
      drogi lub dopiero poźniej w wyniku narastających trudności np. kryzysu więzi
      małżeńskiej lub pojawienia się kolejnego dziecka. Małżonkowie, którzy je
      przeżywają mają często wyrzuty sumienia z powodu niemożności życia zgodnego z
      nauką Kościoła. Szczerze mówią o swoich problemach, na których rozwiązaniu im
      rzeczywiście zależy. Krzyż, który się pojawił w ich życiu wywołuje w nich
      smutek, ból, płacz. Pragną żyć z Bogiem i zarazem cieszyć się swoją bliskością.
      Nie wolno ich utożsamiać z tymi małżonkami, którzy uważają się za katolików,
      ale nigdy nie chcieli i nie mieli zamiaru żyć według wskazań Kościoła, i którym
      sumienie z powodu takich sprzeczności nie wyrzuca żadnego zła. Małżonkowie
      katoliccy, którzy nie umieją sobie poradzić z życiem w czystości także czasami
      wątpią w dobro obranej drogi, a nawet i buntują się przeciwko Bogu. Takie
      egzystencjalne napięcia mają jednak całkiem inne źródło i są nawet potrzebne na
      drodze nawrócenia. Sprawiają, że człowiek staje się bardziej pokorny, świadomy
      swojej słabości, ale także mądrze pogodzony ze swoim życiem, otwarty na
      Tajemnicę.


    • praktycznyprzewodnik Re: GRZECH CZY NIE GRZECH ? 13.06.04, 18:36
      Wyżej cytowany tekst Familiaris consortio może pomóc rozwiązać dylematy moralne
      w szczególnie trudnych sytuacjach, gdy nie można szybko znaleźć żadnego
      genialnego rozwiązania, gdy potrzeba czasu, aby człowiek pozbierał swoje życie
      i opanował przygniatające go trudności. W tekście tym nie ma powiedziane, że
      gdy się uzna i przyjmie zasady moralne odnośnie życia płciowego trzeba umieć
      natychmiast wprowadzić je w życie, ale że trzeba "szczerze usiłować stworzyć
      warunki konieczne dla zachowania tych zasad". To właśnie bycie istotą
      historyczną, realizującą swoje życie w konkretnym czasie sprawia, że człowiek
      nie zawsze jest zdolny do natychmiastowego wprowadzenia w swoje życie
      wszystkich norm moralnych. Gdy zaś je wprowadził i przez jakiś czas zachowywał
      mogą pojawić się takie sytuacje, które zburzą osiągnięty ład moralny a jego
      przywrócenie będzie wymagało cierpliwego rozwiązania nieznanych dotąd
      problemów. Samo moralizowanie, zachęcanie do zmiany seksualnych zachowań,
      stawianie surowych wymagań rozbija się często o niemożność ich zrealizowania.
      Bardzo dobra znajomość zasad Kościoła i szczera chęć przestrzegania przykazań
      Bożych nie rozwiązuje automatycznie istniejących problemów seksualnych, w żaden
      sposób nie przekłada się na wzmocnienie ludzkiej woli i zdolność opanowania
      seksualności.

      Warunki konieczne do zachowania normy moralnej
      Nie jest banałem stwierdzenie, że małżonkowie bez żywej wiary w miłość Boga do
      nich nie będą umieli podjąć niektórych decyzji porządkujących ich życie
      seksualne według wskazań Kościoła. To miłość Boga rozlana w sercu
      chrześcijanina jest wewnętrznym nośnikiem uzdolniającym do zmiany postaw i
      zachowań. Jeżeli nie ma się doświadczenia obecności Boga w swoim życiu,
      przeświadczenia, że Boża Opatrzność czuwa i opiekuje się nami, to nie można
      nadać wartości i sensu wielu trudnym wydarzeniom życia. Dlatego autentyczna
      pedagogika Kościoła wobec małżonków, także tych, którzy nie umieją szybko i
      jednoznacznie rozwiązać problemów natury seksualnej "ukazuje swój realizm i
      swoją mądrość tylko wtedy, gdy (...) pomnaża wysiłki w celu stworzenia i
      podtrzymania tych wszystkich warunków życia ludzkiego - psychologicznych,
      moralnych i duchowych - które są konieczne do zrozumienia i przeżywania
      wartości i normy moralnej. Nie ulega wątpliwości, że do tych warunków należy
      zaliczyć stałość i cierpliwość, pokorę i moc ducha, dziecięce zaufanie Bogu i
      Jego łasce, częste uciekanie się do modlitwy i do sakramentów Eucharystii i
      pojednania (...). Do warunków koniecznych należy jednak także znajomość
      cielesności i jej rytmów płodności" (FC 33). Jeżeli, np. ten ostatni warunek
      nie jest spełniony, czyli małżonkowie nie znają dobrze metod naturalnych, to
      siłą rzeczy będą negować normę moralną, a tym samym nie będą ufać nauce
      Kościoła. I byłoby dziwne, gdyby myśleli inaczej. Wyliczone warunki są zarazem
      wskazówką co jest potrzebne do przełamania lęków i pojawienia się wewnętrznego
      spokoju w czasie współżycia seksualnego.

      W wielu przypadkach zaufanie do metod naturalnych pojawi się dopiero wtedy, gdy
      małżonkowie rozwiążą swoje najważniejsze problemy osobiste, gdy uporają się ze
      swoją bolesną przeszłością. Niektórzy małżonkowie zanim uporządkują swoje życie
      seksualne zgodnie z nauką Kościoła muszą najpierw jakoś uporać się z
      dezintegracją wzajemnej więzi. W relacji między nimi mogą istnieć silne
      napięcia negatywnie wpływajace na ich życie intymne; któraś ze stron może nosić
      w sobie poważne konflikty duchowe (np. brak przebaczenia) lub psychiczne, które
      rozkładają związek. Zaburzenia natury duchowej lub psychicznej moga nawet
      uniemożliwiać odczytanie prowadzonych obserwacji organizmu. Takie małżeństwa
      bardzo często stwierdzają z całą siłą przekonania, że w ich związku nie da się
      stosować metod NPR. U kobiet istnieje także zależność pomiędzy umiejętnością
      obserwacji własnego organizmu a akceptacją swojej kobiecości i prowadzeniem
      zdrowego dla nich stylu życia.

    • praktycznyprzewodnik Re: GRZECH CZY NIE GRZECH ? 13.06.04, 18:41
      Okres uzdrowienia pożycia małżeńskiego może trwać bardzo długo gdy
      współmałżonek nie chce zrezygnować ze środków antykoncepcyjnych, np. używa
      prezerwatywy. Byłoby wspaniale gdyby małżonkowie (np. mąż alkoholik)
      równomiernie dojrzewali, duchowo i moralnie. Jest to jednak tylko idealistyczny
      postulat. Papież stojąc na gruncie realizmu stwierdza: "Trzeba zdawać sobie
      także sprawę, że w tę intymną więź małżeńską wchodzi wola dwojga osób, które są
      jednak powołane do zgodności w myśleniu i postępowaniu. Wymaga to nie mało
      cierpliwości, uczucia i czasu" (FC 34). Jeżeli zgodności w myśleniu nie można
      osiągnąć natychmiast, to tym bardziej nie można natychmiast osiągnąć
      postepowania zgodnego z normą moralną. W małżeństwach, w których jedna strona
      nie umie panować nad swoim popędem seksualnym "nierzadko wierność może być
      wystawiona na próbę, a dobro potomstwa zagrożone" (KDK 51). W takich sytuacjach
      roztropność nakazuje szukania kompromisów. Praktyka duszpasterska dopuszcza
      możliwość podejmowania stronie katolickiej aktów seksualnych, które są
      ubezpłodnione przez stronę nie respektującą nauki Kościoła. "Takie
      współdziałanie może być godziwe, kiedy zachodzą równocześnie trzy warunki:
      działanie małżonka współdziałającego nie jest samo w sobie niegodziwe; istnieją
      proporcjonalnie poważne motywy dla podjęcia współdziałania w grzechu
      współmałżonka; próbuje się pomóc współmałżonkowi (cierpliwie, przez modlitwę, z
      miłością, przez dialog; niekoniecznie w tym momencie ani przy każdej
      sposobności), aby zaprzestał takiego postępowania" (Vademecum dla spowiedników
      3,13).

      Możliwość nadużyć i nadinterpretacji
      Gdy zajmujemy się rzeczywiście katolickimi małżeństwami przeżywającymi
      trudności w sferze seksualnej, a więc chcącymi szczerze zachowywać naukę
      Kościoła, warto im uświadomić (bez lęku że zaraz znajdą furtkę przyzwalającą na
      antykoncepcję), że pomimo ich upadków moralnych są nadal na drodze do Boga. Gdy
      jest w ludziach wola życia zgodnego z nauką Kościoła nie wolno negować ich
      wiary, tylko dlatego, że sobie nie radzą w sferze seksualnej, że nie są jeszcze
      świętymi i nie prowadzą wyjątkowo czystego życia. Oczywiście istnieje obawa, że
      pokazanie dynamiki rozwoju duchowego, psychologicznych zależności i związanych
      z tym niuansów oceny moralnej, zamiast jednoznacznego przypomnienia o zakazie
      stosowania antykoncepcji, będzie sprzyjało nadużyciom. Każdy bowiem może
      powiedzieć, że w tej chwili jest niedojrzałym do zachowania przykazania, nie
      umie panować nad swoją seksualnością i do czasu uzyskania większej dojrzałości
      decyduje się na życie odpowiednie do etapu, na którym się znajduje. Może także
      uznać, że dana sytuacja z racji swojej trudności, wymaga odejścia od wymagań
      Kościoła, które przestają go czasowo obowiązywać, aż do pojawienia się lepszych
      warunków życia. Dlatego adhortacja zaznacza, że "Tego co nazywa się "prawem
      stopniowości" nie można utożsamiać ze "stopniowalnością prawa", jak gdyby w
      prawie Bożym miały istnieć różne stopnie i formy nakazu dla różnych osób i
      sytuacji" (FC 34). Gdy człowiek sam zacznie ustalać sobie własne normy moralne
      zależne od oceny swojej dojrzałości lub stopnia trudności w jakich się znalazł,
      nigdy nie doczeka się owoców dojrzałości, do końca życia nie znajdzie na ziemi
      idealnych warunków, umożliwiających zachowanie ewangelicznej moralności.
      Doświadczenie pokazuje, że w sferze seksualnej (bardzo plastycznej i przez to
      podatnej na kształtowanie) brak wysiłku w przezwyciężaniu grzechu prędzej
      ugruntuje złe nawyki (lub doprowadzi do nałogu) niż pomoże w procesie
      stopniowej poprawy. Gdy się już raz zacznie "tymczasowo" stosować antykoncepcję
      trudno jest potem zrezygnować z obranej drogi. Ciągle można przedłużać stan
      tymczasowości. I zawsze znajdą się jakieś ważne powody ku temu. Surowość
      wyrażona w zakazie stosowania antykoncepcji ma na celu uchronienie małżonków
      przed cierpieniem, które może pojawić się w ich związku, gdy któraś ze stron
      straci zdolność panowania nad swoją seksualnością. Coraz częściej słyszy się o
      takich małżeńskich dramatach.


    • praktycznyprzewodnik Re: GRZECH CZY NIE GRZECH ? 13.06.04, 18:42
      Błąd duszpasterza może polegać na tym, że będzie naiwnie liczył, że sumienie
      człowieka bez głoszenia mu nauki Chrystusa będzie samo dojrzewało aż odrzuci
      błędne poglądy. W odruchu litości może też wyłączyć małżonków spod
      obowiązującego prawa moralnego dając im swoistą "licencję" na antykoncepcję w
      sytuacjach trudnych. Dlatego kapłani powinni dobrze rozróżnić między zdjęciem z
      człowieka obowiązku naprawy swego życia, a twórczym i aktywnym towarzyszeniem
      człowiekowi na drodze wzrostu, aż po jakimś czasie będzie zdolny do wyboru lub
      realizacji dobra. Duszpasterskie "prawo stopniowości" konkretyzuje się nie
      tylko w postawie cierpliwości i wyrozumiałości dla dojrzewającego moralnie
      człowieka, ale także w domaganiu się poprawy, czasami w "żądaniu zdecydowanego
      zerwania z grzechem i stałego podążania ku pełnemu zjednoczeniu z wolą Boga i
      jego miłosnymi wymaganiami" (Vademecum 3,9). W sytuacjach gdy trzeba uspokoić
      sumienie, dręczone silnym poczuciem winy, nie dokonuje się to poprzez
      przyzwolenie na antykoncepcję, ale poprzez formułowanie ostrożnych i
      roztropnych sądów o odpowiedzialności człowieka (por. Humana Persona 10).
      Oddramatyzowanie istniejacych problemów seksualnych, konieczne w wielu
      przypadkach, nie ma na celu osłabienia wrażliwości sumienia, ale jest ważną
      metodą uzdrowienia prowadzącą do przeżycia tego co najważniejsze - miłości
      Boga, skierowanej osobiście do grzesznika.

      Prawo stopniowości daje nadzieję
      Autorzy Familiaris consortio a po niej Vademecum dla spowiedników, pomimo
      możliwych błędnych interpretacji, nie boją się wprowadzić w obieg Kościoła, w
      kontekście rozpatrywania problemów natury seksualnej, myślenia o człowieku
      stopniowo dojrzewającym do wypełnienia Bożych przykazań, a więc człowieku,
      który będąc na pewnym etapie rozwoju nie umie sobie jeszcze poradzić ze swoją
      seksualnością i z tego powodu ulega grzechowi. Prawda o ludzkim dojrzewaniu,
      rozumiana w duchu Ewangelii, tak naprawdę chroni katolickich małżonków, którzy
      chcą szczerze zachowywać naukę Kościoła, przed zwątpieniem w jej słuszność,
      szczególnie wtedy gdy w praktyce ich codziennego życia ze swoją seksualnością
      nie dają sobie radę. Będzie ona zawsze dobrze zrozumiana, gdy małżonkowie
      stwierdzając swoją aktualną niemoc do współżycia seksualnego zgodnego
      naturalnym cyklem kobiety nie zaniechają wysiłków przezwyciężania tej sytuacji
      i tym samym będą starali się jak najszybciej powrócić do zachowania prawa
      moralnego. "Nie mogą (...) patrzeć na prawo tylko jako na czysty ideał
      osiągalny w przyszłości, lecz powinni traktować je jako nakaz Chrystusa do
      wytrwałego przezwyciężania trudności" (FC 34). Gdy w życiu katolickiego
      małżeństwa pojawi się sytuacja, że pod wpływem lęków albo trudności życiowych
      ulegną pokusie i sięgną po antykoncepcję, to przed takim małżeństwem stoi
      zawsze i niezmiennie kolejny wybór - powrót do życia zgodnego z naturalnym
      cyklem płodności i niepłodności.

      Do góry strony
      --------------------------------------------------------------------------------

      © Copyright by LMM. Wszelkie prawa zastrzeżone. Przedruk możliwy jedynie za
      zgodą redakcji

      • poprzezknieje Re: GRZECH CZY NIE GRZECH ? 13.06.04, 22:37
        1) po pierwsze te wszystkei "dramaty" malzenskie zwiazane z seksualnoscia
        maja swoje zrodlo w jednym - w zakazie antykoncepcji - gdyby nie bylo tego
        zakazu nei bylo by dramatow, nie byloby tego tekstu
        wyznawcy religii protestanckich czy prawoslawia nie maja takich dylematow
        a nawet nasi sasiedzi zza odry ...
        2) po drugie to takie filozoficzne pisanie ktore jest w stanie zrozumiec moze
        1% naszego spoleczenstwa a sprawa dotyczy 100% spoleczenstwa
        3) po trzecie ciekawe co w przypadku gdy malzenstwo dokladnie poznawlo nauke KK
        i uwaza ja za niczym nie uzasadniony wymysl ksiezy - czyli osob ktore o pozyciu
        duzego pojecia nie maja - nei majacy zadnego oparcia w pismie swietym a proby
        jakiegokolwiek uzasadninia tej nauki postrzega jako nielogiczne i wewnetrznie
        sprzeczne ... co w takiej sytuacji na zrobic malzenstwo - wyciac sobie
        rozum ???
      • poprzezknieje Re: GRZECH CZY NIE GRZECH ? 13.06.04, 22:42
        na potwierdzeni poprzednich slow niech bedzie nastepujacy absurdalny fragment
        tekstu:
        "Surowość
        wyrażona w zakazie stosowania antykoncepcji ma na celu uchronienie małżonków
        przed cierpieniem, które może pojawić się w ich związku, gdy któraś ze stron
        straci zdolność panowania nad swoją seksualnością."

        wynika z tego ze KK wprowadzil sobie SUROWY zakaz antykoncepcji bo podobno
        istnieje jakies prawdopodobienstwo ze jak sotsuje antykoncepcje to strace
        zdolnosc panowania nad seksualnosci i wtedy MOŻE pojawic sie cierpienie ...
        no super ... to setki tysiedzy rodzin ma dylemtay moralne bo z z jakims tam
        niewiadmo jakim pradopodobienstwem mogli by cierpiec ...
        ahhh jaki tem KK wspanialomyslny
        • grrrrw Re: GRZECH CZY NIE GRZECH ? 14.06.04, 08:53
          Setki kobiet na swiecie daje zarżnąc i wyskrobac swoje dzieci i nie ma zadnych
          problemów, tylko w Polsce w wyniku skandalicznej propagandy KK kobiety cierpią,
          mają syndrom postaborcyjny a ludzie na ulicach protestują masowo przeciwko
          humanitarnym propozycjom liberałów ?
      • beemka1 Re: GRZECH CZY NIE GRZECH ? 17.06.04, 18:53
        Kochany PP,
        Dziękujuę za ten tekst. Obecnie brakuje mi czasu, żeby przeczytać go dokładnie,
        ale na szczęście należę do tego 1% społeczeństwa, które raczej nie ma kłopotu
        ze zrozumieniem tekstu pisanego (oprócz pism urzędowych). Tekst wydaje się
        bardzo ciekawy:-)
          • poprzezknieje Re: GRZECH CZY NIE GRZECH ? 17.06.04, 22:12
            taaa...
            szczegolnie podoba mi sie "Teologiczna interpretacja orgazmu"
            czego to ludzie nie wymysla ...
            albo taki tekst:
            "Pozbawiony tych doświadczeń stosunek przerywany jest tylko namiastką opisanego
            spotkania małżonków. Jego praktykowanie zniechęca obie strony do współżycia
            seksualnego, nie pozwala na nawiązanie i pogłębienie międzyosobowej relacji."
            uhhh... jak ja lubiekiedy ksiadz wmawia mi ze stosunek przerywany zniecheca
            mnie do wspolzycia ... w sumie on wie lepiej prawda !

        • poprzezknieje Re: GRZECH CZY NIE GRZECH ? 17.06.04, 21:56
          1% rozumie filozoficzne teksty pisane w tym stylu
          ale jezeli tobie podoba sie takie pustoslowie jak np to:
          "Surowość
          wyrażona w zakazie stosowania antykoncepcji ma na celu uchronienie małżonków
          przed cierpieniem, które może pojawić się w ich związku, gdy któraś ze stron
          straci zdolność panowania nad swoją seksualnością. Coraz częściej słyszy się o
          takich małżeńskich dramatach. "
          to rozumiem beemka ze masz opory z wsiadaniem do samochodu bo "coraz czesciej
          słyszy się o wypadkach samochodowych"
          proponuje analogicznie zakazac jazdy samochodem
          wlasnie takie madrosci zawarte sa w tym wywodzie...
        • praktycznyprzewodnik Re: poprzez knieje 28.06.04, 19:00
          Alez odpowiedz jest odpowiediza na zadane pytanie !

          Jesli "uwielbiasz seks w dni płodne", a uzyjesz srodków ubezpładniających,
          tym samym staniesz sie niepłodna. Dni płodne, które tak lubisz, staną się
          niepłodnymi. I mimo najlepszych chęci, nie bedziesz mogła w dni płodne
          współzyć, co tak lubisz.

          Co innego jak z tych srodków zrezygnujesz - wtedy zachowasz płodność i bedziesz
          mogła bez korzystac z dni płodnych do woli.

          Innych mozliwości nie ma !
            • zamia1 Re: poprzez knieje 30.06.04, 10:44
              A jaką radę chciałabyś usłyszeć?
              ;-)
              Jeśli chcesz żyć zgodnie z zasadami NPR, to trzeba będzie trochę nagiąć swoją
              naturę i podejmować współżycie w okresie niepłodnym (jeśli nie planujecie
              dziecka).
              Trening czyni mistrza.

              Jeżeli nie zależy Ci na NPR, to wypada powtórzyć radę PP (o "nieubezpłodnianiu
              się"), ze szczególnym uwzględnieniem pigułek, które wprawdzie znoszą okres
              płodny, ale często zmniejszają również libido.
              Wybór należy do Ciebie.
            • adzia_a Kingusia 30.06.04, 11:16

              Jesli nie stosujesz żadnej antykoncepcji to raczej nie masz możliwości
              współżycia w dni płodne bez zajścia w ciążę, nie uważasz ? ;-)))))

              Chyba, że nie uważałam na biologii ;-)
              • malusiakingusia Re: Kingusia 30.06.04, 14:46
                Stosuję. Mam wkładkę od kilku lat i jestem happy. Nie wyobrażam sobie
                odmawiania przyjemności jaką jest seks w płodne dni. Ale sorry, każdy wybiera
                to, co chce...
                • rozalka8 Re: Kingusia 30.06.04, 15:22
                  a jaką masz wkładkę -z hormonem czy bez?Nie miałaś żadnych dolegliwości na
                  początku jej stosowania?A jak wyglądała pierwsza miesiączka po założeniu
                  wkładki?
                • zamia1 Re: Kingusia 30.06.04, 17:10
                  malusiakingusia napisała:

                  > Stosuję. Mam wkładkę od kilku lat i jestem happy.

                  1. No to po co ludziom głowę zawracasz? Masz, co chcesz, jesteś hepi - to o co
                  chodzi? Po co Ci rady enpeerek?

                  > Nie wyobrażam sobie
                  > odmawiania przyjemności jaką jest seks w płodne dni.

                  2. A ja sobie wyobrażam. Wolę nie współżyć w dni płodne, niż dać sobie
                  zainstalować drut w brzuchu, czy truć się tabletkami. Tym bardziej, że i tak
                  najbardziej lubię seks po owulacji.

                  > Ale sorry, każdy wybiera
                  > to, co chce...

                  3. Patrz punkt 1.


                  • malusiakingusia Re: Kingusia 30.06.04, 17:13
                    zamia1 napisała:

                    >> 2. A ja sobie wyobrażam. Wolę nie współżyć w dni płodne, niż dać sobie
                    > zainstalować drut w brzuchu, czy truć się tabletkami. Tym bardziej, że i tak
                    > najbardziej lubię seks po owulacji

                    Tak sobie wmówiłaś...
                    >
                        • zamia1 Re: Kingusia 01.07.04, 08:06
                          Tiaaa... A to kto napisał? ;-))

                          "Re: poprzez knieje
                          malusiakingusia 23.06.2004 23:52 odpowiedz na list odpowiedz cytując


                          A ja, drogi Praktyczny Prewodniku, uwielbiam seks w dni płodne! I tylko wtedy!
                          I co mi poradzisz? Jak żyć zgodnie z tymi zasadami co je tu wypisujesz?"

                          la donna e mobile qual piuma al vento...?

                          Jeżeli potrzebujesz jakichś konkretnych wskazówek do obserwowania swojego
                          organizmu, to czekamy na kolejne pytania.


                          • adzia_a Re: Kingusia 01.07.04, 10:22
                            Eeee...no czyli tak - skoro Kingusia woli w dni płodne, to znaczy, że wszystkie
                            też tak mają. No chyba, że sobie wmówiły. Nawet te co biorą pigułki i nie mają
                            dni płodnych, to też wolą w dni płodne ;-)
                              • adzia_a Re: Kingusia 01.07.04, 11:53
                                aluc napisała:

                                > cholerka, a co powiedzieć o napalonych kobietach w ciąży? one to już chyba
                                > wszystko sobie wmówiły :))))

                                No pewnie. W ogole kobiecie łatwo sobie wmówić, co tylko chce, bo przecież seks
                                zaczyna się w głowie :-)

                                Niektóre zresztą tak łatwo zmanipulować, że poczytają to i owo, a potem
                                projektują swój profil psychoseksualny na całą żeńską resztą społeczeństwa :-)

                                PS. A może to odnosiło się do mężczyzn? W końcu oni też mają więcej ochoty na
                                seks w swoich dniach płodnych. Czyli przez okrągły rok :-))))
                                • poprzezknieje Re: Kingusia 02.07.04, 07:56
                                  o dziewczyny widze ze macie niezly ubaw
                                  no coz jak widac w sytuacji gdy ktos sie podlozy na forum
                                  to sobei niezle uzywacie i macie niezly temat do wysmiewania
                                  zapominajac szybko o tych regulkach ktorymi mnie karmicie
                                  ze to forum aby dzielic sie doswiadczeniami i jak ktos chce wysmiewac innych to
                                  niech sobie pojdzie gdzie indziej

                                  to moze powinnyscie zmienic ta formulke i nastepnym razem napisac
                                  "Kolego poprzezknieje to jest forum aby dzielic sie doswiadczeniami a jak
                                  szukasz zaczepki to idz na inne forum chyba ze napiszesz cos glupiego co
                                  bedziemy mogly wysmiac wtedy jest OK i chetnie wskazemy ci blad w twoim
                                  rozumowaniu. Jednakze gdy zaczniesz zadawac trudne pytania o npr albo nie daj
                                  boze zaczniesz wytykac bledy w naszym rozumowaniu to sobie poszukaj innego
                                  forum bo takich to tu nie lubimy!"
                                  Bić to my, a nie nas ....
                                  • adzia_a Re: Kingusia 02.07.04, 08:04
                                    poprzezknieje napisała:
                                    > Jednakze gdy zaczniesz zadawac trudne pytania o npr albo nie daj
                                    > boze zaczniesz wytykac bledy w naszym rozumowaniu to sobie poszukaj innego
                                    > forum bo takich to tu nie lubimy!"

                                    Kolego Poprzezknieje, tu są same trudne pytania, jeśli nie zauwazyłeś ;-) sam
                                    przecież takie zadajesz - czy nie otrzymujesz odpowiedzi?

                                    No i proszę - bez kokieterii. Kto pierwszy napisał "chyba tak sobie wmówiłaś"?
                                    Kto napisał "co ty bredzisz"? Czy to jest według Ciebie klasa i kultura? Czy to
                                    jest merytoryczna dyskusja? Czy to są może te "trudne " pytania o NPR?

                                    Właśnie tak to jest - najlepiej szukać zaczepki, a jak się pojawi reakcja, to
                                    płakać głośno, że nietolerancja i że się jest niewygodnym, nielubianym i w
                                    ogóle nowy chłopiec ukradł klasowe pieniążki ;-)))))

                                    PS. Wyobraź sobie, że nie jesteś jedynym, który nie zgadza się z "jedynie
                                    słuszną" wykładnią tematu, ale po prostu nie każdemu chce się już na ten temat
                                    dyskutować. Mnie się np. nie chce. Wolę się skupić na praktyce.
                                  • zamia1 Re: Kingusia 02.07.04, 08:24
                                    > o dziewczyny widze ze macie niezly ubaw
                                    > no coz jak widac w sytuacji gdy ktos sie podlozy na forum
                                    > to sobei niezle uzywacie i macie niezly temat do wysmiewania
                                    > zapominajac szybko o tych regulkach ktorymi mnie karmicie
                                    > ze to forum aby dzielic sie doswiadczeniami...

                                    Myśmy chciały udzielić Kingusi rad, ale nasze rady nie spodobały się jej.

                                    > i jak ktos chce wysmiewac innych to
                                    > niech sobie pojdzie gdzie indziej

                                    No i poszła. Chciała sobie poużywać, ale my tez mamy poczucie humoru ;-))


                                    Kolego POprzezknieje, nie wiem jak inni, ale ja się cieszę, że wróciłeś, bo
                                    brakuje mi trochę tej pasji, z jaką zadajesz trudne pytania. Albo wytykasz
                                    błędy w naszym rozumowaniu. Tak jak my Kingusi.

                                    Grabulka.
    • adzia_a a artykuł... 02.07.04, 08:18
      ...jest owszem, ciekawy. To pierwsza katolicka publikacja, z jaką mam do
      czynienia, w której autor pochyla się nad człowiekiem z jego problemami i
      dylematami, w której próbuje dotrzeć do sedna sprawy, a nie huczy tylko o
      wygodnictwie i mentalności aborcyjnej.

      Zajrzałam też do linka podanego przez Zamię bodajże i z dość pobieżnej lektury -
      jestem zaskoczona, że ksiądz potrafi tak pieknie i bez mądrzenia się pisać o
      seksie. Pewnie znalazłabym tak parę rzeczy, których możnaby się przyczepić
      (podobnie jak w artykule cytowanym przez PP), ale generalnie myślę, że
      przywiązywanie większej wagi do duchowej strony seksu może tylko wyjść na
      dobre :-)
      • poprzezknieje to polecam jeszcze 02.07.04, 19:14
        taka oto strone znajdziecie tam jeszcze wiecej
        www.szansaspotkania.net

        jak dla mnie jest to po prostu dorabianie ideologii do calosci
        i rownie dobrze mozna pisac plomienne teksty na kazdy inny temat
        i doszukiwac sie zgodnosci z planem bozym we wszystkim co robimy
        gdyz podstawa tych tekstow sa niczym nie poparte tezy
        ot tak po prsotu Ojciec Ksawery sobie stwierdza np ze uczucie orgazmu mozna
        porownac z uczuciem szczescia w niebie
        a ze ojciec nie ma pojecia ani o jednym a ni o drugim to juz nic nie znaczacy
        szczegol
        • marzaga Re: to polecam jeszcze 04.07.04, 19:49
          To o co ci wogóle chodzi poprzezknieje ?
          Czy ty miałeś(łaś) kiedykolwiek dylematy moralne w swerze seksu małżeńskiego ?
          Wcale cie nie rozumiem?
          Jaką teorię wyznajesz?
          • poprzezknieje Re: to polecam jeszcze 05.07.04, 07:38
            spytaj malzonka czy jest jemu dobrze z toba
            jezeli tak to nie ma problemow i tyle
            jezeli dwoje ludzi sie kocha to gdzie ty widzisz dylematy?
            jak szukasz problemow to zawsze je znajdziesz tylko po co marnowac sobei zycie
            na szukanie problemow na sile ?

            czy sadzisz ze 500 lat temu jakis katolik mial dylemat moralny czy podlozyc
            ogien pod stos heretyka czy nie?
            z jednej strony Kosciol mowi aby spalic czlowieka zywacem a z drugiej sumienie
            nie pozwala na to ?
            kto ma racje ?
        • adzia_a Re: to polecam jeszcze 05.07.04, 08:54
          poprzezknieje napisała:

          > gdyz podstawa tych tekstow sa niczym nie poparte tezy

          Oj, zapewniam Cię, że poparte ;-) Ja np. zwróciłam uwagę na ten kawałek, że od
          kobiety w tej chwili żąda się, żeby przeżywała seks jak mężczyzna, i że jak
          czasem nie ma orgazmu, to powinna się czuć rozczarowana, chociaż wcale się tak
          nie czuje. Że media w tej chwili wymagają od ludzi dostosowania się do wzorców,
          którym oni nie zawsze mogą, a czasem i nie chcą sprostać - poczytaj sobie
          którąkolwiek gazetę dla babek to zrozumiesz ;-) Dla mnie to trafione w
          dziesiątkę, też mi się wydają śmieszne te wszystkie statystyki o długości,
          częstotliwości itd. które o niczym nie świadczą, a tylko niektórych frustrują,
          podczas, gdy człowiekowi potrzeba do spełnienia w tej dziedzinie moim skromnym
          zdaniem czegoś więcej, niż seksu przekraczającego statystyczne 18 minut
          zakończonego równoczesnym orgazmem, no i zeby jeszcze facet nie ważył się za
          żadne skarby świata potem przysnąć, bo w Cosmo napisali, że to świadczy o jego
          obojetności i trzeba go koniecznie wymienić na lepszy model ;-)))) No nie wiem,
          mnie się wydaje, że to co w głowie i w sercu to przynajmniej 50% udanego seksu
          i warto o tym przypominać, może i nawet przeginając pewne sprawy (jak o tym
          niebiańskim szczęściu ;-)))) bo na drugim biegunie masz mnóstwo publikacji, w
          których zwraca się uwagę wyłącznie na technikę, co jest po prostu szkodliwe i
          wiele osób prowadzi do niespełnienia, bo szukają nie tam, gdzie trzeba.

          > ot tak po prsotu Ojciec Ksawery sobie stwierdza np ze uczucie orgazmu mozna
          > porownac z uczuciem szczescia w niebie

          Fakt, rozbrajające ;-)))) ale i tak w jego tekstach jest tyle prawdy, ze takie
          potknięcia można wybaczyć :-)
          • zamia1 Re: to polecam jeszcze 05.07.04, 09:11
            > > ot tak po prsotu Ojciec Ksawery sobie stwierdza np ze uczucie orgazmu mozn
            > a
            > > porownac z uczuciem szczescia w niebie
            >
            > Fakt, rozbrajające ;-)))) ale i tak w jego tekstach jest tyle prawdy, ze
            takie
            > potknięcia można wybaczyć :-)

            A skąd wiecie, że nie można porównać??? Widzieliście "Ekstazę Św. Teresy"?
            Ja tam chcę do nieba!!!
            ;-)))

            • adzia_a Re: to polecam jeszcze 05.07.04, 09:37
              zamia1 napisała:

              > A skąd wiecie, że nie można porównać??? Widzieliście "Ekstazę Św. Teresy"?
              > Ja tam chcę do nieba!!!
              > ;-)))

              Tp jak już się do tego nieba dostaniemy, to sobie porównamy ;-)
          • ciociacesia Re: to polecam jeszcze 05.07.04, 22:26
            przegiecie w rzadną strone nie jest dobre... a cosmo jest rozbrajające, (jak
            zresztą wiekszosc pism dla kobiet obecnie) to takie bravo dla nieco
            starszych... a poczytac to mozna chyba tylko do smiechu, tylko szkoda kupowac..
          • poprzezknieje Re: to polecam jeszcze 06.07.04, 09:37
            jezeli chodzi o gazetki to nie wiem czy byloby tak super gdyby na naszym rynku
            dostepne byly czasopisma traktujace jedynie o milosci blizniego, pokorze,
            poswieceniu, wybaczaniu itd.
            a reszta powinna byc ocenzurowana

            w gazetach sa rozne bzdury pisane i jezeli ktos czyta to i zaczyna sobie wg
            tego ukladac wlasne zycie to tylko pogratulowac ze w dziecinstwie nie wzorowal
            sie na kaczorze donaldzie ktory wyskakuje z jadacego samochodu

            wybacz adazia ale jak ktos do ukaldania sobie stosunkow z partenrem potrzebuje
            porad z cosmo to oznacza jakies glebsze problemy natury psychicznej chyba

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka