artus1231
13.01.05, 14:45
Do Genepis:
W sprawie interpretacji encykliki Casti conubi (wątek "Antykoncepcja a
religia" jest tak olbrzymi, że wypowiadam się tutaj).
Gdybyś, Genepis, miała rację i rzeczywiście NPR było "raczej powstrzymaniem
się od działań", to w ten sam sposób bronić mogłyby się pary, które, stosując
NPR, w ogóle nie chcą mieć dzieci. One też przecież nic nie robią - mierząc
temperaturę i badając śluz, zdobywają jedynie wiedzę. A zdobywanie wiedzy nie
jest grzechem.
Dlatego wprowadzone przez Poprzezknieje rozróżnienie dwóch postaw: "nie
współżyjemy, aby nie mieć dzieci" i "współżyjemy, ale w taki sposób, aby nie
mieć dzieci" jest moralnie istotne. Aż do słynnego przemówienia Piusa XII do
położnych w 1951 r, zezwalającego na NPR, CC była interpretowana w duchu
Poprzezknieje. Interpretacja zmieniła się, gdy Kościół zezwolił
na "naturalnie niepłodny" seks :).
Przemówienie Piusa XII:
www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/pius_xii/przemowienia/polozne_29101951.html
W sprawie przerwanej przez Admina naszej rozmowy o znaczeniu współżycia w
małżeństwie. W wyciętych (nie wiadomo dlaczego? czyżby Admin uważał, że
prawda o NPR może mu zaszkodzić?) postach napisałaś: "Dzięki NPR sex nie jest
czymś powszednim na każde zawołanie, raczej świętem, które się celebruje i na
które się czeka. (...) NPR ustawia współżycie na swoim miejscu - nie
demonizuje, nie straszy ciążą i nie gloryfikuje nadmiernie".
Otóż to! Odrywając współżycie od codziennego życia poprzez całkowite
uzależnienie go od stanu fizjologii, Npr wymusza na małżonkach zmianę w
podejściu do seksu. Nie mogą oni na serio potraktować słów Jana Pawła II z
środowych katechez o małżeństwie, że seks - "mowa ciała" - jest fundamentem
małżeństwa, najważniejszym "tworzywem komunii osób", itd. Muszą seks w
małżeństwie potraktować, jako coś "odświętnego", niekoniecznego, nie
związanego z ich codziennym życiem, a jedynie od czasu do czasu ubarwiającego
życie. Tak, jak wspólny spacer czy piknik - przy ładnej pogodzie :).
Ten Twój przykład z pogodą (wątek "Antykoncepcja a religia") dobrze to
pokazuje. Jeśli moje funkcjonowanie jest niezależne od wychodzenia z domu, to
faktycznie mogę sobie kojarzyć niekonieczne wychodzenie na zewnątrz z dobra
pogodą, badając jej prognozy. Ale jeśli z ważnych powodów muszę wyjść i
akurat pada, to co mam zrobić, skoro użycie "parasola" jest wciąż obwarowane
w Kościele groźbą ognia piekielnego?
Podsumowując - katoliccy małżonkowie mają do wyboru trzy postawy:
1. Będą słuchać Papieża o znaczeniu seksu w małżeństwie i własnych intuicji
oraz jednocześnie stosować NPR, co nieuchronnie powodować będzie frustracje.
2. Zmienią swoje naturalne podejście do seksu i zaczną go bagatelizować,
traktując jak, owszem, miły, acz niekonieczny spacer lub wspólny piknik.
3. Spróbują zneutralizować najpoważniejszą wadę NPR przez sięganie w
niektórych sytuacjach po prezerwatywę - zapłacą za to konfliktem sumienia.
Osobiście uważam, że 3 postawa jest najlepszym wyjściem i mam nadzieję, że
Kościół złagodzi w końcu swój rygoryzm. Są ku temu pewne znaki :).
PS. Genepis, mam wrażenie, że brak Ci empatii, bo w Twoim przypadku npr
działa rzeczywiście wyjątkowo skutecznie (wstrzemięźliwość najwyżej 8-9 dni,
a niekiedy jedynie 3-4). Zrozum, że jesteś wyjątkową szczęściarą! (zwykle
proporcje są odwrotne: 8-9 dni upragnionej wolności :).