Dodaj do ulubionych

NPR a życie małżeńskie

13.01.05, 14:45
Do Genepis:

W sprawie interpretacji encykliki Casti conubi (wątek "Antykoncepcja a
religia" jest tak olbrzymi, że wypowiadam się tutaj).
Gdybyś, Genepis, miała rację i rzeczywiście NPR było "raczej powstrzymaniem
się od działań", to w ten sam sposób bronić mogłyby się pary, które, stosując
NPR, w ogóle nie chcą mieć dzieci. One też przecież nic nie robią - mierząc
temperaturę i badając śluz, zdobywają jedynie wiedzę. A zdobywanie wiedzy nie
jest grzechem.
Dlatego wprowadzone przez Poprzezknieje rozróżnienie dwóch postaw: "nie
współżyjemy, aby nie mieć dzieci" i "współżyjemy, ale w taki sposób, aby nie
mieć dzieci" jest moralnie istotne. Aż do słynnego przemówienia Piusa XII do
położnych w 1951 r, zezwalającego na NPR, CC była interpretowana w duchu
Poprzezknieje. Interpretacja zmieniła się, gdy Kościół zezwolił
na "naturalnie niepłodny" seks :).

Przemówienie Piusa XII:
www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/pius_xii/przemowienia/polozne_29101951.html

W sprawie przerwanej przez Admina naszej rozmowy o znaczeniu współżycia w
małżeństwie. W wyciętych (nie wiadomo dlaczego? czyżby Admin uważał, że
prawda o NPR może mu zaszkodzić?) postach napisałaś: "Dzięki NPR sex nie jest
czymś powszednim na każde zawołanie, raczej świętem, które się celebruje i na
które się czeka. (...) NPR ustawia współżycie na swoim miejscu - nie
demonizuje, nie straszy ciążą i nie gloryfikuje nadmiernie".
Otóż to! Odrywając współżycie od codziennego życia poprzez całkowite
uzależnienie go od stanu fizjologii, Npr wymusza na małżonkach zmianę w
podejściu do seksu. Nie mogą oni na serio potraktować słów Jana Pawła II z
środowych katechez o małżeństwie, że seks - "mowa ciała" - jest fundamentem
małżeństwa, najważniejszym "tworzywem komunii osób", itd. Muszą seks w
małżeństwie potraktować, jako coś "odświętnego", niekoniecznego, nie
związanego z ich codziennym życiem, a jedynie od czasu do czasu ubarwiającego
życie. Tak, jak wspólny spacer czy piknik - przy ładnej pogodzie :).
Ten Twój przykład z pogodą (wątek "Antykoncepcja a religia") dobrze to
pokazuje. Jeśli moje funkcjonowanie jest niezależne od wychodzenia z domu, to
faktycznie mogę sobie kojarzyć niekonieczne wychodzenie na zewnątrz z dobra
pogodą, badając jej prognozy. Ale jeśli z ważnych powodów muszę wyjść i
akurat pada, to co mam zrobić, skoro użycie "parasola" jest wciąż obwarowane
w Kościele groźbą ognia piekielnego?
Podsumowując - katoliccy małżonkowie mają do wyboru trzy postawy:
1. Będą słuchać Papieża o znaczeniu seksu w małżeństwie i własnych intuicji
oraz jednocześnie stosować NPR, co nieuchronnie powodować będzie frustracje.
2. Zmienią swoje naturalne podejście do seksu i zaczną go bagatelizować,
traktując jak, owszem, miły, acz niekonieczny spacer lub wspólny piknik.
3. Spróbują zneutralizować najpoważniejszą wadę NPR przez sięganie w
niektórych sytuacjach po prezerwatywę - zapłacą za to konfliktem sumienia.
Osobiście uważam, że 3 postawa jest najlepszym wyjściem i mam nadzieję, że
Kościół złagodzi w końcu swój rygoryzm. Są ku temu pewne znaki :).

PS. Genepis, mam wrażenie, że brak Ci empatii, bo w Twoim przypadku npr
działa rzeczywiście wyjątkowo skutecznie (wstrzemięźliwość najwyżej 8-9 dni,
a niekiedy jedynie 3-4). Zrozum, że jesteś wyjątkową szczęściarą! (zwykle
proporcje są odwrotne: 8-9 dni upragnionej wolności :).
Obserwuj wątek
    • reszka2 Re: NPR a życie małżeńskie 13.01.05, 22:09
      Moderator nie sadzi by prawda o NPR mogła zaszkodzic komukolwiek, zwłaszcza
      tym, którzy znaja NPR z praktyki własnej. Moderator natomiast z zasady usuwa
      wszelkie dyskusje wykraczające poza skromniutki regulamin na początku strony, a
      ponieważ nie ma mozliwości zamknięcia watku ewoluującego na mętne wody - jak
      np. pytania an-ni, które nie wnosiło poza ewidentnym dowodem nie-wiedzy nic
      (choc co prawda dostarczyło forumkom sporo nieco złosliwej radości, ale jak
      wiadomo NPRowiczki są permanentnie seksualnie niewyżyte, stąd te przytyki),
      więc wycina się w całości. Wątki sa usuwane sporadycznie, może cztery na całe
      forum. Jeżeli masz ochote kontynuowania dystkusji to róbcie to w tym wątku - ok?
      • zamia1 Re: NPR a życie małżeńskie 14.01.05, 08:00
        > np. pytania an-ni, które nie wnosiło poza ewidentnym dowodem nie-wiedzy

        I tu może miejsce na edukacyjną funkcję forum NPR? Krzewienie oświaty w
        społeczeństwie to ważne posłannictwo. Patrz, ile an-ni mogła się tu
        interesujących rzeczy dowiedzieć! A o wielu nie miała pojęcia, jak choćby o
        tym, że nie wszystkie NPR-ki mają okres płodny podczas świąt;-)

        > (choc co prawda dostarczyło forumkom sporo nieco złosliwej radości

        No, a to już mały bonus dla nas (osobliwie dla mnie!);-)))

        • barbie-torun Re: NPR a życie małżeńskie 14.01.05, 08:44
          brawoooo zamia1 !!!

          ja często dyskutuję o NPR z przeciwniczkami jeżeli rozmowa wejdzie na tematy
          antykoncepcji i tak np. kumpela stosowała zastrzyki, w jej małżenstwie i tak
          nic się nie zmieniło, nadal była przepracowana, niewyspana, zła, zmęczona a
          poza tym spadło jej libido i biedny mężulo częściej do nas na piwko wpadał a
          żonce przynosił ulotki od ginekologa o coraz to nowszych pigułkach, teraz
          bierze jakieś pigułki (nazw nie pamietam)i polepszyło im się ale dzięki temu,
          że wzięła urlop, zatrudniła panią 2x w tyg. do sprzątania i w piątki pracuje
          tylko do 15 !!!
          Ot i cała filozofia udanego pożycia małżeńskiego.

          PS. To nie żart jak mogą sądzić niektórzy.
          My trwamy nieustannie przy NPR i też nam dobrze.
    • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 14.01.05, 12:18
      artus1231 napisał:

      > W sprawie interpretacji encykliki Casti conubi
      > Gdybyś, Genepis, miała rację i rzeczywiście NPR było "raczej powstrzymaniem
      > się od działań", to w ten sam sposób bronić mogłyby się pary, które, stosując
      > NPR, w ogóle nie chcą mieć dzieci. One też przecież nic nie robią - mierząc
      > temperaturę i badając śluz, zdobywają jedynie wiedzę. A zdobywanie wiedzy nie
      > jest grzechem.

      A co jest złego w tym wypadku w zdobywaniu wiedzy? Zdobywanie wiedzy jako takie
      jest obojętne moralnie. Grzechem może być sposób zdobywania tej wiedzy i cel w
      jakim ją zdobywamy.
      Wracając do tematu.
      Należałoby zadać sobie pytanie dlaczego te pary nie chcą miec dzieci. I tu jest
      miejsce na grzech, lub jego brak.
      Popełniłeś tu bład logiczny petitionis principii polegający na przyjęciu za
      przesłankę tego, co dopiero ma byc udowodnione w dowodzeniu.
      Zakładasz bowiem, że grzechem jest brak współżycia, o ile jego celem jest
      uniknięcie potomstwa.
      A tymczasem wstrzemięźliwość jest przez Casti connubi uznana za "uczciwą" i "za
      zgodą obojga małżonków także w małżeństwie jest dozwolona"

      > Dlatego wprowadzone przez Poprzezknieje rozróżnienie dwóch postaw: "nie
      > współżyjemy, aby nie mieć dzieci" i "współżyjemy, ale w taki sposób, aby nie
      > mieć dzieci" jest moralnie istotne.

      Zgoda. Współżycie z zastosowaniem środków ubezpładniających czy w inny
      sposób "gwałcących akt naturalny" jest niedpozwolone. Nie jest natomiast
      niedozwolony brak współżycia w okresie płodnym. (Tak samo jak nie jest
      niedozwolony brak współżycia w jakimkolwiek innym okresie)
      Przy NPR jeśli nie decydujemy się na dziecko - nie współżyjemy. Brak współżycia
      sam w sobie nie jest grzechem w żadnej sytuacji, z wyjątkiem tej, gdy krzywdzi
      to jedną stronę. Podobnie nie jest grzechem współżycie w jakimkolwiek momencie
      cyklu, o ile obie strony wyrażają na to zgodę i o ile odbywa się to w
      małżeństwie i z własnym współmałżonkiem.
      Pod osąd sumienia podpada natomiast zasadność decyzji o uniknięciu poczęcia,
      lub o poczęciu kolejnego dziecka. I o tym też pisze zarówno Pius XI jak i
      kolejni papieże.

      (przemówienie do położnych przeczytam w wolnej chwili, ale nie teraz, bo zaraz
      wybywam i wróce najwczesniej w niedziele)
      > W postach napisałaś: "Dzięki NPR sex nie jest
      > czymś powszednim na każde zawołanie, raczej świętem, które się celebruje i na
      > które się czeka. (...) NPR ustawia współżycie na swoim miejscu - nie
      > demonizuje, nie straszy ciążą i nie gloryfikuje nadmiernie".
      > Otóż to! Odrywając współżycie od codziennego życia poprzez całkowite
      > uzależnienie go od stanu fizjologii, Npr wymusza na małżonkach zmianę w
      > podejściu do seksu. Nie mogą oni na serio potraktować słów Jana Pawła II z
      > środowych katechez o małżeństwie, że seks - "mowa ciała" - jest fundamentem
      > małżeństwa, najważniejszym "tworzywem komunii osób", itd. Muszą seks w
      > małżeństwie potraktować, jako coś "odświętnego", niekoniecznego, nie
      > związanego z ich codziennym życiem, a jedynie od czasu do czasu ubarwiającego
      > życie. Tak, jak wspólny spacer czy piknik - przy ładnej pogodzie :).

      Masz tekst tej katechezy? Papież mówił sex-mowa ciała, czy "mowa ciała"?

      Bo widzisz jest jeszcze mnóstwo innych sposobów wyrażania sobie miłości i
      czułości, także mową ciała i okresy wstrzemiężliwości sprzyjają rozwijaniu tych
      form (podobnie jak czas narzeczeństwa).
      Gdyby ktoś mówił codziennie swojej żonie tylko: "podobają mi się Twoje oczy" a
      pominał cała równie piękną resztę, byłby nudny, a jego tekst szybko by się
      wyświechtał.
      On uznałby to za najlepszą formę wyrażenia jej miłości, ale czy ona
      podzielałaby jego zdanie? Uciekanie się do seksu jako jedynej formy miłości
      jest rodzajem impotencji , świadczy o tym, że poza "łupu-cupu" człowiek
      niewiele może i niewiele umie.

      > Ten Twój przykład z pogodą (wątek "Antykoncepcja a religia") dobrze to
      > pokazuje. Jeśli moje funkcjonowanie jest niezależne od wychodzenia z domu, to
      > faktycznie mogę sobie kojarzyć niekonieczne wychodzenie na zewnątrz z dobra
      > pogodą, badając jej prognozy. Ale jeśli z ważnych powodów muszę wyjść i
      > akurat pada, to co mam zrobić, skoro użycie "parasola" jest wciąż obwarowane
      > w Kościele groźbą ognia piekielnego?

      A jak ważny musi być powód żeby cię zmusić do wyjścia pod parasolem? Płacą Ci
      za to i jeśli nie wyjdziesz w deszcz to Cię wyrzucą z pracy?
      (BTW dlaczego także w piękną pogodę chodzisz w kaloszach, anoraku i pod
      parasolem?)
      > Podsumowując - katoliccy małżonkowie mają do wyboru trzy postawy:
      > 1. Będą słuchać Papieża o znaczeniu seksu w małżeństwie i własnych intuicji
      > oraz jednocześnie stosować NPR, co nieuchronnie powodować będzie frustracje.

      Sporo jest na tym forum osób, które jakoś nie czują się sfrustrowane NPR, a
      nawet twierdzą, ze chocby KK zmienił zdanie, to pozostana przy NPR.
      > 2. Zmienią swoje naturalne podejście do seksu i zaczną go bagatelizować,
      > traktując jak, owszem, miły, acz niekonieczny spacer lub wspólny piknik.

      A może to jest własnie naturalne podejście do seksu? Uwielbiam kolację
      wigilijną, ale nie lubiłabym jej tak bardzo, gdyby była co tydzień.
      Może gdybyśmy mogli współżyć codziennie współżylibysmy raz na kilka miesięcy?
      Uwielbiam spacerować z moim mężem, ale gdybym codziennie musiała z nim
      spacerować, nie cieszyłabym się tak bardzo z każdego spaceru.

      > 3. Spróbują zneutralizować najpoważniejszą wadę NPR przez sięganie w
      > niektórych sytuacjach po prezerwatywę - zapłacą za to konfliktem sumienia.
      > Osobiście uważam, że 3 postawa jest najlepszym wyjściem i mam nadzieję, że
      > Kościół złagodzi w końcu swój rygoryzm. Są ku temu pewne znaki :).

      A mnie brzydzi sama myśl o prezerwatywie i jak widać z forum - nie jestem w tym
      odosobniona. Na szczęście nawet gdyby KK zmienił zdanie (w co wątpię) to na
      pewno nie będzie nikomu nakazywał używania tych "worków"
      >
      > PS. Genepis, mam wrażenie, że brak Ci empatii, bo w Twoim przypadku npr
      > działa rzeczywiście wyjątkowo skutecznie (wstrzemięźliwość najwyżej 8-9 dni,
      > a niekiedy jedynie 3-4). Zrozum, że jesteś wyjątkową szczęściarą! (zwykle
      > proporcje są odwrotne: 8-9 dni upragnionej wolności :).
      W to, ze jestem wyjątkową szczęściarą nie wątpię.
      Ale i Tobie brak empatii - nie rozumiesz, że niektórym NPR może odpowiadać, a
      prezerwatywa może ich brzydzić.
      Poza tym rozsądek nakazuje unikać sztucznej antykoncepcji z conajmniej 2
      powodów:
      1. sztuczna antykoncepcja nie jest obojętna dla zdrowia
      2. Po co mam nabijać kabzę różnym firmom pigularskim, czy gumowym, skoro za
      darmo mogę uzyskać 100 razy więcej (w tym wiele bonusów)?

      Jeśli odpowiesz, to będę mogła ustosunkować się do tego najwczesniej w
      niedziele, bo znikam z sieci na co najmniej 2 dni.
    • mimoooza Re: NPR a życie małżeńskie 14.01.05, 13:31
      Zgadzam się z genepis - mowa ciała w małżeństwie to nie tylko współżycie. Nie
      czuję się też w żaden sposób sfrustrowana z powodu stosowania NPR (ani mój
      Małżonek), nie zarzucilibyśmy metody gdyby KK zmienił zdanie, a myśl o
      prezerwatywie wydaje się nam okropna, choć według użytego przez Ciebie
      kryterium nie jestem szczęściarą, bo z powodu niezbyt regularnych cykli okres
      abstynencji wynosi u nas średnio ok. 14-15 dni, a zdarza się i 20. Mimo to
      uważamy się za prawdziwych szczęściarzy dlatego, że mamy siebie, jest nam ze
      sobą w małżeństwie cudownie (choć miesiąc miodowy już dawno mamy za sobą i
      niejedne trudności na naszej drodze stawały) i jesteśmy w pełni
      usatysfakcjonowani życiem małżeńskim we wszystkich sferach, także cielesnej.

      Pozdrawiam jak zawsze serdecznie :-)
    • skrzynka3 Re: NPR a życie małżeńskie 15.01.05, 00:19
      artus1231 napisał:

      > > Podsumowując - katoliccy małżonkowie mają do wyboru trzy postawy:
      > 1. Będą słuchać Papieża o znaczeniu seksu w małżeństwie i własnych intuicji
      > oraz jednocześnie stosować NPR, co nieuchronnie powodować będzie frustracje.
      > 2. Zmienią swoje naturalne podejście do seksu i zaczną go bagatelizować,
      > traktując jak, owszem, miły, acz niekonieczny spacer lub wspólny piknik.
      > 3. Spróbują zneutralizować najpoważniejszą wadę NPR przez sięganie w
      > niektórych sytuacjach po prezerwatywę - zapłacą za to konfliktem sumienia.
      > Osobiście uważam, że 3 postawa jest najlepszym wyjściem i mam nadzieję, że
      > Kościół złagodzi w końcu swój rygoryzm. Są ku temu pewne znaki :).
      >
      > Czy sie komus podoba czy nie istnieje jeszcze czwarte wyjscie -zycie w
      zgodzie i harmonii ze soba, wlasna fizjologia,sumieniem, swiatopogladem,
      wlasnym organizmem i paroma innymi rzeczami.Tak trudne jest przyjecie do
      swiadomosci faktu ze to jest mozliwe? Ze sa malzenstwa ktore na tej drodze
      czuja sie spelnione i szczesliwe? Sluchamy wlasnych intuicji, wsluchujemy sie w
      nauki Papieza dotyczace malzenstwa, stosujemy od 10 lat z powodzeniem NPR i nie
      przezywamy frustracji.Ja mowie o MOIM malzenstwie. Nie twierdze ze inni:cos tam
      musza; powinni; z pewnoscia czuja.Bo nie wiem do konca co mysla i czuja.Wiem co
      mysle i czuje ja i Moj maz.I znam co najmiej kilka zaprzyjaznionych malzenstw,
      ktore mysla podobnie (na tym forum jest tez spora grupa takich)
      Nie jestem wielbladem, nie jestem wielbladem, nie jestem wielbladem :))))))
      Skrzynka - nosorozec :))
      • artus1231 Re: NPR a życie małżeńskie 15.01.05, 14:24
        skrzynka3 napisała:

        > Czy sie komus podoba czy nie istnieje jeszcze czwarte wyjscie -zycie w
        > zgodzie i harmonii ze soba, wlasna fizjologia,sumieniem, swiatopogladem,
        > wlasnym organizmem i paroma innymi rzeczami.Tak trudne jest przyjecie do
        > swiadomosci faktu ze to jest mozliwe? Ze sa malzenstwa ktore na tej drodze
        > czuja sie spelnione i szczesliwe? Sluchamy wlasnych intuicji, wsluchujemy sie
        > w nauki Papieza dotyczace malzenstwa, stosujemy od 10 lat z powodzeniem NPR i
        > nie przezywamy frustracji.

        Ja przyjmuję do świadomości fakt, że istnieją małżeństwa zadowolone w pełni z
        NPR. Gdybym nie przyjmował, nie wypowiadałbym się, ani nie śledził tego forum.
        Interesuje mnie natomiast j a k one to robią, że są w pełni zadowolone? Na
        razie roboczo przyjmuję, że albo NPR działa u nich bezproblemowo, tak jak u
        Genepis, że nawet nie zauważają 4-dniowych okresów abstynencji (po udanym
        seksie przecież przez co najmniej kilka dni nie ma pragnień seksualnych), albo
        traktują seks jako coś jedynie odświętnego - nie budującego codziennego
        wspólnego życia.
        Ja też stosuję NPR już 10 lat z powodzeniem (zmiennym :) i sądzę, że te 9 dni w
        miesiącu możliwości współżycia i te wielomiesięczne okresy abstynencji podczas
        karmienia piersią naszych dzieci nie bardzo przysłużyły się naszemu małżeństwu.
        (Od razu uprzedzam uwagi: ten rygor jest u nas niezbędny, by NPR było
        skuteczne.)

        reszka2 napisała:

        > Moderator natomiast z zasady usuwa
        > wszelkie dyskusje wykraczające poza skromniutki regulamin na początku strony,
        > a
        > ponieważ nie ma mozliwości zamknięcia watku ewoluującego na mętne wody - jak
        > np. pytania an-ni, które nie wnosiło poza ewidentnym dowodem nie-wiedzy nic,
        > więc wycina się w całości.

        Reszka, ranisz moje męskie serce. An-ni napisała rzeczywiście emocjonalnie i
        trochę zaczepnie, ale problem jest jak najbardziej prawdziwy. Próbowałem go
        przeformułować w moich postach. Czy one prowadziły na mętne wody?
        Ale zgoda, Moderator tu rządzi. :)

        Do Genepis:

        > Popełniłeś tu bład logiczny petitionis principii polegający na przyjęciu za
        > przesłankę tego, co dopiero ma byc udowodnione w dowodzeniu.
        > Zakładasz bowiem, że grzechem jest brak współżycia, o ile jego celem jest
        > uniknięcie potomstwa.

        Nie zaniechanie współżycia jest podejrzane, tylko współżycie wyłącznie w
        okresie niepłodnym, prowadzące do unikania poczęcia. W czasach Piusa XI znane
        było jedynie prymitywne NPR, polegające na współżyciu podczas czy tuż przed
        miesiączką. I ono było naganne, jako "korzystanie z małżeństwa" i
        jednoczesne "unikanie dzieci". NPR zalegalizował dopiero Pius XII w owym
        przemówieniu, obwarowując je "ważnymi powodami". Czyli do 1951 r. obowiązywała
        dość okropna zasada: chcesz się kochać, musisz chcieć także dzieci, nie chcesz
        dzieci, nie wolno ci współżyć.
        Co ciekawe, do dzisiaj Kościół akceptuje małżeństwa bezdzietne (choć płodne!)
        pod warunkiem, że nie podjęły lub zaniechały całkowicie współżycie. Pytałem
        kanonistów, jak to jest możliwe. Otóż rozróżnia się "nabycie prawa" do
        współżycia w małżeństwie (ius) i "korzystanie" z tego prawa (usus iuris). Można
        nabyć, a nie korzystać :). Dla mnie jest to bezsensu, ale skądinąd miło
        wiedzieć, że przynajmniej do współżycia Kościół nie może "zmusić" :).

        > Masz tekst tej katechezy? Papież mówił sex-mowa ciała, czy "mowa ciała"?

        Mam. Problem w tym, że ich jest... aż 130. Kilka najbardziej ciekawych mogę Ci
        mailem przesłać. Problem jest jeszcze taki, że Papież używa ciągle
        metaforycznego języka i w wielu miejscach trudno jest odczytać, o co mu do
        końca chodzi. Ale są miejsca, gdzie, mówiąc o "mowie ciała", ewidentnie ma na
        myśli współżycie.

        > Bo widzisz jest jeszcze mnóstwo innych sposobów wyrażania sobie miłości i
        > czułości, także mową ciała i okresy wstrzemiężliwości sprzyjają rozwijaniu
        > tych
        > form (podobnie jak czas narzeczeństwa).

        Tak naprawdę, w małżeństwie nie ma aseksualnych gestów, czy sposobów wyrażania
        sobie miłości. Nie ma chwil, gdzie przestawalibyście być małżeństwem, a
        małżeństwo to związek seksualny. Najgłębszy sens czułości zawiera się w tym, że
        niekiedy kończy się ona czułym współżyciem. Poza tym nic (!!!) tak jak czułe
        współżycie nie rozwija gestów miłości! Wstrzemięźliwość na pewno nie można pod
        tym względem porównywać z małżeńskim seksem. (Notabene Papież w katechezach
        sobie zaprzecza, gdy najpierw mówi o niezwykłym znaczeniu i roli współżycia, a
        potem o niezwykłym znaczeniu i wadze wstrzemięźliwości. :)

        > Gdyby ktoś mówił codziennie swojej żonie tylko: "podobają mi się Twoje oczy"
        > a
        > pominał cała równie piękną resztę, byłby nudny, a jego tekst szybko by się
        > wyświechtał.

        A tu mnie najnormalniej bujasz :). Pytałem żony - nie znudziłoby jej się, chyba
        że rzeczywiście byłyby to puste słowa. To nie ja wymyśliłem, że trzeba Wam
        codziennie powtarzać: "kocham cię bardzo!". Choć to sprzeczne z naszą, męską
        naturą (jak raz coś powiemy, to póki nie odwołamy, tego się trzymamy i
        powtarzanie oznaczałoby "niezdecydowanie" albo brak wiary w siebie), ale cóż
        mamy robić? Jeśli to działa i jest potrzebne, to mówimy - codziennie :)
        • mimoooza postawa życiowa 15.01.05, 22:18
          > Interesuje mnie natomiast j a k one to robią, że są w pełni zadowolone? Na
          > razie roboczo przyjmuję, że albo NPR działa u nich bezproblemowo, tak jak u
          > Genepis, że nawet nie zauważają 4-dniowych okresów abstynencji (po udanym
          > seksie przecież przez co najmniej kilka dni nie ma pragnień seksualnych),
          albo
          > traktują seks jako coś jedynie odświętnego - nie budującego codziennego
          > wspólnego życia.

          NPR w tym sensie, że dni abstynencji mijają niezauważenie, nie działa u nas
          bezproblemowo. Mimo
          to wcale nie uważam, że seks jest czymś "nie budującym codziennego wspólnego
          życia". Czy Twoim zdaniem żeby uznać coś za element budujący małżeńską
          codzienną wspólnotę trzeba coś robić codziennie lub bardzo często, dokładnie
          wtedy gdy ma się ochotę? Wspólne przeżywanie świąt, różnych uroczystości,
          rocznic ślubu, wyjazdów na wakacje też buduje całość małżeńskiego życia, choć
          może nie zdarzać się często.

          Moim zdaniem sukces zależy od postawy życiowej, od tego czy staramy się
          zaakceptować istniejący stan rzeczy czy też mniej lub bardziej świadomie
          demonizujemy trudności. Pozwól że posłużę się przykładem z życia małżeńskiego,
          w którym ranga problemu jest pewnie inna, ale chodzi o to samo - o akceptację
          istniejącego stanu rzeczy i przyjęcie odpowiedniej postawy życiowej. Niektórym
          parom małżeńskim nie jest dane cieszyć się upragnionym potomstwem z powodu
          nieuleczalnej bezpłodności. Jedni zaakceptują to jako wolę Bożą i pogodzeni z
          tym będą żyli nadal we dwoje albo zdecydują się na adpocję. Inni będą
          pomstować, jak to możliwe że Bóg nakazał ludziom być płodnymi i rozmnażać się,
          a jednocześnie niektórym nie pozwala na realizację swojego własnego rozkazu.
          Chęć posiadania dziecka stanie się dla nich prawdziwą obsesją i wykorzystają
          wszelkie metody, łącznie ze wspomaganym rozrodem. Jeśli im się uda, pewnie będą
          szczęśliwi, a jeśli nie (nie pamiętam danych statystycznych, ale naprawdę
          małemu odsetkowi kobiet udaje się zajść w ciążę poprzez sztuczne zapłodnienie)
          być może do końca życia będą rozgoryczeni i nieszczęśliwi. Myślisz, że
          przyjęcie jednej albo drugiej postawy jest zupełnie niezależne od człowieka?
          Moim zdaniem zależy od niego jak najbardziej. I choć na pewno trudno nam
          pogodzić się czasem z tym, co życie przynosi, nie jest to niewykonalne. A to,
          co jest od nas niezależne, po prostu musimy przyjąć i jeśli zaakceptujemy -
          będzie nam lepiej niż gdy będziemy się nad sobą użalać.

          Dlatego jak mi się wydaje problem dotyczy całego naszego patrzenia na świat, a
          nie tylko NPR. Sukces polega też na tym, by akceptować w pełni konsekwencje
          decyzji, które się podjęło, nawet jeśli owoce, które przynoszą są w jakiejś
          części dla nas niekorzystne. Jeśli wybieramy NPR ze względu na zalety, które
          ma, to musimy sie też pogodzić z istniejącymi trudnościami, z tym że czasem na
          współżycie trzeba poczekać. Jest to tym bardziej uzasadnione, gdy wybieramy
          metody naturalne bo nie chcemy stosować antykoncepcji. Swoją drogą, stosowanie
          prezerwatywy, o której wspominałeś, nie rozwiązałoby problemu, bo jest to
          środek zawodny i dlatego ginekolodzy zalecają stosowanie jej razem ze środkami
          plemnikobójczymi (piankami, globulkami itp), bo tylko łącząc te metody można
          osiągnąc wyższy stopień pewności (wskaźnik Pearla dla samej prezerwatywy podaje
          się od 2 do 15). A więc moim zdaniem nawet i prezerwatywa nie stanowi
          rozwiązania problemu długotrwałej abstynencji.
          W wypadku gdy zawiedzie i dojdzie do poczęcia ginekolodzy polecają "metody
          awaryjne", czyli pigułkę po... Przypuszczam, że NPR-owe małżeństwa nie
          zdecydowałyby na nią i przyjęłyby dziecko... Ale w takim razie efekt byłby ten
          sam, co przy współżyciu w czasie niepłodności względnej, czyli jakaś
          niepewność, a nie o to przecież chodzi.

          > Co ciekawe, do dzisiaj Kościół akceptuje małżeństwa bezdzietne (choć płodne!)
          > pod warunkiem, że nie podjęły lub zaniechały całkowicie współżycie. Pytałem
          > kanonistów, jak to jest możliwe. Otóż rozróżnia się "nabycie prawa" do
          > współżycia w małżeństwie (ius) i "korzystanie" z tego prawa (usus iuris). Możn
          >
          > nabyć, a nie korzystać :). Dla mnie jest to bezsensu, ale skądinąd miło
          > wiedzieć, że przynajmniej do współżycia Kościół nie może "zmusić" :).

          Ciekawa jestem skąd takie Twoje pytanie, czy znasz takie małżeństwo albo
          słyszałeś o takim? Też mnie to trochę dziwi, bo zrozumiałe jest to dla mnie w
          odniesieniu do czasów, gdy nie kobieta decydowała o swoim zamążpójściu a jej
          rodzice bądź w wypadku małżeństw niesakramentalnych (ale w tym wypadku nie
          ma "nabycia prawa", bo nie ma skaramentu, które to prawo nadaje).

          > małżeństwo to związek seksualny.

          Nie zgadzam się z tym!!! Małżeństwo to w i e l o w y m i a r o w a wspónota
          dwóch osób i nie można w żadnym wypadku sprowadzać jej do "związku
          seksualnego". Może nie taka była Twoja intencja, ale w takim razie wyraziłeś
          się nieprecyzyjnie. Już kiedyś o tym pisałam - a co wtedy gdy z jakichś
          względów zdrowotnych współżycie staje się czasowo lub trwale niemożliwe?
          Małżeństwo nie wygasa, sakrament nie traci mocy. A więc "związek seksualny" to
          jeden z aspektów małżeństwa, bardzo istotny, ale nie jedyny.

          >Poza tym nic (!!!) tak jak czułe
          > współżycie nie rozwija gestów miłości! Wstrzemięźliwość na pewno nie można
          pod
          > tym względem porównywać z małżeńskim seksem. (Notabene Papież w katechezach
          > sobie zaprzecza, gdy najpierw mówi o niezwykłym znaczeniu i roli współżycia,
          a
          > potem o niezwykłym znaczeniu i wadze wstrzemięźliwości. :)

          To tak samo jak gdybyś twierdził, że dobroczynne właściwości wartościowego
          jedzenia zaprzeczają wartości głodówki - całkowitego powstrzymywania się od
          jedzenia. Głodówka i jedzenie stanowią przeciwieństwo, a jednak jedno i drugie
          jest potrzebne i przynosi organizmowi wiele korzyści. Najważniejsze to umieć je
          wszystkie dostrzegać.
          • zxcvbn1 Re: postawa życiowa 15.01.05, 23:07
            > > małżeństwo to związek seksualny.
            >
            > Nie zgadzam się z tym!!! Małżeństwo to w i e l o w y m i a r o w a wspónota
            > dwóch osób i nie można w żadnym wypadku sprowadzać jej do "związku
            > seksualnego". Może nie taka była Twoja intencja, ale w takim razie wyraziłeś
            > się nieprecyzyjnie. Już kiedyś o tym pisałam - a co wtedy gdy z jakichś
            > względów zdrowotnych współżycie staje się czasowo lub trwale niemożliwe?
            > Małżeństwo nie wygasa, sakrament nie traci mocy. A więc "związek seksualny" to
            > jeden z aspektów małżeństwa, bardzo istotny, ale nie jedyny.

            No jasne, że wielowymiarowa. Ale jeśli z "jakichś względów zdrowotnych
            współżycie staje się (...) trwale niemożliwe"... no właśnie - co się dzieje,
            jeśli taka sytuacja istnieje już w chwili zawierania związku małżeńskiego? Lub
            inaczej - co może się stać?
        • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 16.01.05, 21:35
          artus1231 napisał:

          ) skrzynka3 napisała:
          ) ) Czy sie komus podoba czy nie istnieje jeszcze czwarte wyjscie -zycie w
          ) ) zgodzie i harmonii ze soba, wlasna fizjologia,sumieniem, swiatopogladem,
          ) ) wlasnym organizmem i paroma innymi rzeczami.Tak trudne jest przyjecie do
          ) ) swiadomosci faktu ze to jest mozliwe? Ze sa malzenstwa ktore na tej drodze
          ) ) czuja sie spelnione i szczesliwe? Sluchamy wlasnych intuicji, wsluchujemy
          ) ) sie w nauki Papieza dotyczace malzenstwa, stosujemy od 10 lat z powodzeniem
          ) ) NPR i nie przezywamy frustracji.

          Wlasciwie powinnam wycinac tekst, do ktorego sie nie odnosze bezposrednio, ale
          skrzynka napisala dokladnei to, co i ja sama usilowalam wyrazic, tylko widac
          jakos mi nie szlo.
          Podpisuje sie pod postem skrzynki w 100%
          )
          ) Interesuje mnie natomiast j a k one to robią, że są w pełni zadowolone? Na
          ) razie roboczo przyjmuję, że albo NPR działa u nich bezproblemowo, tak jak u
          ) Genepis, że nawet nie zauważają 4-dniowych okresów abstynencji (po udanym
          ) seksie przecież przez co najmniej kilka dni nie ma pragnień seksualnych),
          albo
          ) traktują seks jako coś jedynie odświętnego - nie budującego codziennego
          ) wspólnego życia.

          W kwestii formalnej. Nigdzie nie napisalam, ze okresy abstynencji wynoszą u nas
          4 dni. Napisałam tylko, ze zdarzały się takie cykle.
          Ale powiedz mi artus1231 co ty robisz jak żona ma okres?

          ) Ja też stosuję NPR już 10 lat z powodzeniem (zmiennym :) i sądzę, że te 9
          ) dni w miesiącu możliwości współżycia i te wielomiesięczne okresy
          ) abstynencji podczas karmienia piersią naszych dzieci nie bardzo przysłużyły
          ) się naszemu małżeństwu.

          No, było trudno wtedy. Zgoda. Ale czy to znaczy, ze nalezy rezygnowac z NPR?
          Zakładając, ze nie mam motywacji "swiatopogladowej", co mi zaproponujesz
          lepszego w to miejsce?
          Nie wiem co wy macie zrobic, zeby być w pełni zadowoleni. My po prostu JESTESMY
          w pelni zadowoleni, a cala reszta robi sie sama.

          Popatrz - wyobraz sobie, ze decydujecie sie na dziecko.
          Ktos moglby powiedziec:
          Dlaczego? Czy nie lepiej wziac psa, albo tamagochi?
          Przeciez do dziecka trzeba wstawac w nocy, przeciez zabiera Twoj czas,
          przeszkadza, o wszelkich perturbacjach zdrowotnych nie wspomne, ale ilez
          zmartwien przysparza takie dziecko rodzicom!
          A jednak jesli ktos z gory zalozyl, ze chce tego dziecka, to nawet nie zauwaza
          pewnych niedogodnosci, bo radosci są niewspołmiernie wieksze.

          Z NPR jest podobnie. Dopoki bedzie to cos "narzuconego z zewnatrz" dopoty
          trudno sie bedzie tym cieszyc jako czyms wlasnym (cudze dzieci tez zwykle
          bardziej denerwuja niz swoje)

          ) Do Genepis:
          )
          ) ) Popełniłeś tu bład logiczny petitionis principii polegający na przyjęciu
          ) ) za przesłankę tego, co dopiero ma byc udowodnione w dowodzeniu.
          ) ) Zakładasz bowiem, że grzechem jest brak współżycia, o ile jego celem jest
          ) ) uniknięcie potomstwa.
          )
          ) Nie zaniechanie współżycia jest podejrzane, tylko współżycie wyłącznie w
          ) okresie niepłodnym, prowadzące do unikania poczęcia. W czasach Piusa XI znane
          ) było jedynie prymitywne NPR, polegające na współżyciu podczas czy tuż przed
          ) miesiączką. I ono było naganne, jako "korzystanie z małżeństwa" i
          ) jednoczesne "unikanie dzieci".

          A od kiedy to współżycie małżonków jest grzechem?
          Co do "prymitywnego NPR" czy mozesz podac jakies źródła Twoich informacji?
          A jakiś dokument kościoła piętnujący współżycie przed lub w czasie miesiączki
          znasz?
          (nie pytam o rytualne zwyczaje żydowskie z księgi kapłańskiej)

          ) NPR zalegalizował dopiero Pius XII w owym
          ) przemówieniu, obwarowując je "ważnymi powodami". Czyli do 1951 r.
          ) obowiązywała dość okropna zasada: chcesz się kochać, musisz chcieć także
          ) dzieci, nie chcesz
          ) dzieci, nie wolno ci współżyć.

          Tak? To dlaczego Pius XI w Casti connubi podkreśla, że nie wolno małżeństwa
          rozumieć "jako instytucji do należytego rodzenia potomstwa i do wychowania go,
          lecz w zrozumieniu szerszem, jako wspólność całego życia. Z miłością tą trzeba
          koniecznie pogodzić wszelkie prawa i wszelkie obowiązki małżeńskie tak, by nie
          tylko sprawiedliwość, lecz i miłość była prawidłem nakazu Apostoła: «Mąż
          niechaj żonie powinność oddaje, także też i żona mężowi»"?

          ) Co ciekawe, do dzisiaj Kościół akceptuje małżeństwa bezdzietne (choć płodne!)
          ) pod warunkiem, że nie podjęły lub zaniechały całkowicie współżycie.

          Nie ma takiego warunku. Jest dokladnie odwrotnie - mozesz byc bezplodnym, by
          waznie zawrzec malzenstwo, natomiast impotencja jest przeszkoda w zawarciu
          małżenstwa.
          Nigdzie nie jest napisane, ze malzenstwo plodne moze byc bezdzietne tylko
          zachowujac 100% wstrzemiezliwosc.
          Jesli z waznych powodow nie decyduja sie na dzieci - maja do tego prawo i wcale
          nie musza byc "bialym malzenstwem".


          ) Pytałem
          ) kanonistów, jak to jest możliwe. Otóż rozróżnia się "nabycie prawa" do
          ) współżycia w małżeństwie (ius) i "korzystanie" z tego prawa (usus iuris).
          ) Można nabyć, a nie korzystać :). Dla mnie jest to bezsensu, ale skądinąd miło
          ) wiedzieć, że przynajmniej do współżycia Kościół nie może "zmusić" :).

          A jaki to ma zwiazek? Mozesz nabyc samochod, ale z niego nie korzystac, tylko
          zrobic instalacje w ogrodzie - Twoje prawo (niedawno jakis czlowiek dzwonil do
          radia z zapytaniem czy musi placic OC za taki samochod)
          Tak samo tu - mozesz nie korzystac( o ile jest to za obopolna zgoda), natomiast
          Kosciol nie zmusza zarowno do wspolzycia jak i do nie wspolzycia.
          Nie zmuszanie do wspolzycia (o ktorym piszesz) nie jest tym samym co zmuszanie
          do niewspolzycia.
          Znasz jakis dokument w ktorym KK zmusza do wstrzemiezliwosci w malzenstwie?
          )
          ) ) Masz tekst tej katechezy? Papież mówił sex-mowa ciała, czy "mowa ciała"?
          )
          ) Mam. Problem w tym, że ich jest... aż 130. Kilka najbardziej ciekawych mogę
          Ci
          ) mailem przesłać.

          Poprosze. Warto miec takie rzeczy. Pisz na poczte gazetowa

          ) Problem jest jeszcze taki, że Papież używa ciągle
          ) metaforycznego języka i w wielu miejscach trudno jest odczytać, o co mu do
          ) końca chodzi. Ale są miejsca, gdzie, mówiąc o "mowie ciała", ewidentnie ma na
          ) myśli współżycie.

          A sa miejsca gdzie ma na mysli czulosc.
          ) Poza tym nic (!!!) tak jak czułe
          ) współżycie nie rozwija gestów miłości! Wstrzemięźliwość na pewno nie można
          pod
          ) tym względem porównywać z małżeńskim seksem.

          To tak jakbyś napisał, że nie mozna porownywać nespoli i sernika.

          Porównać nie można. Jedno i drugie dobre, kto próbował - ten wie.

          ) (Notabene Papież w katechezach
          ) sobie zaprzecza, gdy najpierw mówi o niezwykłym znaczeniu i roli współżycia,a
          ) potem o niezwykłym znaczeniu i wadze wstrzemięźliwości. :)

          A gdzie tu zaprzeczenie?

          Dla zdrowia człowieka niezwykłą rolę pełni zarówno aktywność np sportowa jak i
          odpoczynek.
          Chodzi właśnie o znalezienie odpowiednich proporcji.
          )
          ) ) Gdyby ktoś mówił codziennie swojej żonie tylko: "podobają mi się Twoje
          ) ) oczy" a pominał cała równie piękną resztę, byłby nudny, a jego tekst szybko
          ) ) by się wyświechtał.
          )
          ) A tu mnie najnormalniej bujasz :). Pytałem żony - nie znudziłoby jej się,
          ) chyba że rzeczywiście byłyby to puste słowa. To nie ja wymyśliłem, że trzeba
          ) Wam codziennie powtarzać: "kocham cię bardzo!". /../Jeśli to działa i jest
          ) potrzebne, to mówimy - codziennie :)

          Chyba sie nie zrozumielismy. Nie napisalam o codziennym wyznawaniu milosci.
          Ale zakladajac, ze Twoja zona jest swiadoma, ze oprocz pieknych oczu ma jeszcze
          piekne nogi, biust, wlosy szyje, skore, usta itd.. a do tego jest madra,
          blyskotliwa, z poczuciem humoru, a Ty ciagle bys tylko o tych oczach...
          Nie ubodlo by ja w koncu ze nie zauwazasz ani nog, ani wlosow, ani....
          Twojej zonie moze by sie nie znudzilo, jesli na inne sposoby dajesz jej do
          zrozumienia ze podziwiasz i inne jej walory.
          A moze ona ma rzeczywiscie tylko oczy?

          Pozdrawiam

          genepis
    • meow222 Re: NPR a życie małżeńskie 15.01.05, 23:01
      Żeby mnie nikt źle nie zrozumiał - ja również przyjmuję do wiadomości, że
      istnieją pary zadowolone z NPR :).

      Ale, podobnie jak spory procent katolików, naprawdę nie rozumiem, czym sztuczna
      antykoncepcja różni się od NPR, oprócz kwestii technicznej. I jeśli komuś uda
      się wytłumaczyć mi różnicę, będę wdzięczny.

      Otwartość na życie? Z nieznanych mi powodów zakłada się, że ci, którzy stosują
      sztuczną antykoncepcję, nie przyjmują do wiadomości, że mogą począć dziecko, a
      ci, którzy stosują NPR, przyjmują. W ten oto sposób ze zwolenników antykoncepcji
      robi się idiotów nieświadomych tego, że z seksu czasem biorą się dzieci.

      Czy ktoś mógłby mi też wytłumaczyć, dlaczego KK zabrania stosunku przerywanego -
      to w sumie też dość "naturalna" metoda zapobiegania ciąży? Uważam, że ci, którzy
      tę metodę stosują, muszą być ogromnie otwarci na nowe życie.

      Jeszcze jeden problem. Jakoś tak mi się kojarzy, że jeśli kobieta ma ochotę na
      zbliżenie, to jej ciało prędzej czy później tę ochotę wyraża. Więc po co kobiety
      zadowolone z NPR stosują jakieś żele "poślizgowe"?

      Jeśli ktoś nie chce, żeby seks mu spowszedniał - to czy naprawdę potrzebuje NPR?
      Stosując sztuczną antykoncepcję tym bardziej ma się szansę uczynić z seksu coś
      odświętnego, biorąc pod uwagę fakt, że każdy taki specyfik kosztuje.

      Kiedyś ktoś poruszył świetny problem - nazywanie wstrzemięźliwości
      przedmałżeńskiej "czystością przedmałżeńską". Stąd biorą się niektórym
      skojarzenia, że seks jest brudny. A jak brudny, to trzeba go unikać i wszystko
      staje się jasne, bo NPR daje tu duże pole do popisu.

      Myślę też, że każdy ma swoją definicję zadowolenia - to, co jednych smuci i
      niepokoi (np. brak spontaniczności, ewentualnie brak orgazmów), dla innych jest
      czynnikiem spajającym i umacniającym więź małżeńską.

      Niech każdy wybiera to, co lubi :).
      • grrrrw Re: NPR a życie małżeńskie 15.01.05, 23:39
        Ja w mej kuchni utrzymuje wzorowa czystosc. Pewnie dlatego, ze jedzenie uwazam
        za cos brudnego.
        • meow222 Re: NPR a życie małżeńskie 16.01.05, 00:30
          "Wzorowa czystość w kuchni" to nie jest "brak jedzenia w kuchni". Chyba, że jest
          - jeśli tak, to chylę czoła.
        • zxcvbn1 Re: NPR a życie małżeńskie 16.01.05, 01:01
          Jako osoba z kiepskim pojęciem o logice nie nadążam za Twoim tokiem rozumowania.
          Więc wytłumacz, proszę, co ma tu czystość do jedzenia? Nie dopuszczasz, żeby w
          Twojej kuchni bywało jedzenie?
      • skrzynka3 Re: NPR a życie małżeńskie 16.01.05, 16:31
        meow222 napisał:

        > >
        > Jeszcze jeden problem. Jakoś tak mi się kojarzy, że jeśli kobieta ma ochotę na
        > zbliżenie, to jej ciało prędzej czy później tę ochotę wyraża. Więc po co
        kobiet
        > y
        > zadowolone z NPR stosują jakieś żele "poślizgowe"?


        Cialo wyraza te "ochote" przez produkcje wydzieliny z gruczolow sluzowki. Jesli
        sluzowka jest w kiepskim stanie (np. z powodu hormonow w czasie laktacji czy
        klimakterium) to gruczoly owe sa malo wydolne i po prostu sobie nie radza ani
        wczesniej ani pozniej niezaleznie od ochoty. :)))) Czysta fizjologia. Skrzynka
        >
        >
        • zamia1 Re: NPR a życie małżeńskie 16.01.05, 19:15
          Chciałam to samo napisać:-)

          Dodam jeszcze, że o Feminum dowiedziałam się ze strony "zdrowie kobiety",
          konkretnie z dyskusji, w której kobiety stosujące pigułki polecały sobie coś na
          poślizg;-)


          meow222 pisze jeszcze:

          "Myślę też, że każdy ma swoją definicję zadowolenia"

          i

          "Niech każdy wybiera to, co lubi :)"

          Bardzo mądrze. Pod tymi zdaniami śmiało mogę się podpisać.
          Zadowolona z NPR :-)))
          • zxcvbn1 Re: NPR a życie małżeńskie 16.01.05, 19:41
            > Dodam jeszcze, że o Feminum dowiedziałam się ze strony "zdrowie kobiety",
            > konkretnie z dyskusji, w której kobiety stosujące pigułki polecały sobie coś
            > na poślizg;-)

            Zauważyłam, że ciągle nawalacie na pigułki, ale, wg prof. Zbigniewa
            Lwa-Starowicza, po pierwsze: "W momencie pojawienia się pigułki (1960 rok)
            mniejszość kobiet przeżywała orgazm, a teraz około 90%", a po drugie "U
            większości kobiet tabletka nie zmienia jakości życia seksualnego, u 9% zwiększa
            popęd, a u 2,3% zmniejsza popęd." Z tego, co wy tu piszecie, wynikałoby natomast
            coś zupełnie przeciwnego...
            • zamia1 Re: NPR a życie małżeńskie 16.01.05, 21:12
              "nawalacie", "piszecie"...
              Ja występuję w liczbie pojedynczej.

              NPR-ki nie są jakimś wspólnym bytem w rodzaju borga ze Star Treka, nie mają
              wspólnej osobowości, wspólnych przekonań czy wspólnych odczuć; ba - różnią się
              podejściem do wielu spraw.
              Łączy je NPR, które z różnych powodów wybrały. To wszystko.

              Ale jeśli już... to z tego, co wyżej napisałam, raczej ciężko wnioskować o
              róznicach w jakości życia seksualnego kobiet przed pojawieniem się pigułki i
              po jej wprowadzeniu, bo napisałam w istocie tylko tyle, że o Feminum
              dowiedziałam się od antyczek. Cytuję: "Dodam jeszcze, że o Feminum dowiedziałam
              się ze strony "zdrowie kobiety", konkretnie z dyskusji, w której kobiety
              stosujące pigułki polecały sobie coś na poślizg;-)"

              TYLE.

              (Dla równowagi - w sprawie żelu na ww. forum odzywały sie też
              współużytkowniczki prezerwatyw).

              Pozdrawiam.
    • mery73 Re: NPR a życie małżeńskie 16.01.05, 10:14
      U mnie wygląda tak: Mąż jest za metodami NPR, ja dlatego, że kościół tak każe i
      że mąż nie współżyłby ze mną, gdybym coś łykała. Chociaż właściwie od mojej
      ciąży i urodzenia dziecka nie współżyjemy wiele, nawet całymi miesiącami. W
      ciąży bardzo źle się czułam, potem jak karmiłam piersią, nie chciałam zajść
      ponownie (nie przekonuje mnie, że karmienie do pół roku zapobiega przed ciążą),
      teraz też boję się ciąży, więc współżycie przed owulacją wcale nie wchodzi w
      grę, a po... Wychodzi jakieś 7-8 dni bezpiecznych (cykle mam 30-33-dniowe,
      model płodności mokry, faza lutealna 10-11 dni). Poza tym męża nie ma jakieś 12
      dni w m-cu w domu. A jeszcze na dodatek ja nie odczuwam żadnej przyjemności,
      kiedy współżyjemy w dni po owulacji. Mąż się zniechęca, gdy widzi, że nic nie
      wychodzi z jego starań, doprowadza go to do frustracji. Mam udawać, że mi jest
      dobrze? Własciwie powinnam, bo cały czas myślę, kiedy wreszcie skończy. Zreztą
      nie będę opisywała tajemnic sypialni, ale tak mniej więcej wygląda to u nas...
      Zgadzam, się z barbie, która gdzieś napisała, że trzeba się z tym pogodzić,
      więc się godzę. W każdy razie nie należę do tych szczęśliwych dziewczyn, które
      czerpią przyjemność z seksu, stosując NPR.
      • grrrrw Re: NPR a życie małżeńskie 16.01.05, 11:29
        Po prostu czystosc czy to małzenska czy przedmałzenska nie polega na
        wyrzucaniu seksu ze swojego zycia, ale na uzywaniu go zgodnie z wola Boga
        rozpoznana własnym rozumem.
        • zxcvbn1 Re: NPR a życie małżeńskie 16.01.05, 19:43
          "Bardzo mądrze. Pod tymi zdaniami śmiało mogę się podpisać."
          ;)
    • artus1231 Re: NPR a życie małżeńskie 17.01.05, 22:08
      mimoooza napisała:

      > NPR w tym sensie, że dni abstynencji mijają niezauważenie, nie działa u nas
      > bezproblemowo. Mimo
      > to wcale nie uważam, że seks jest czymś "nie budującym codziennego wspólnego
      > życia". Czy Twoim zdaniem żeby uznać coś za element budujący małżeńską
      > codzienną wspólnotę trzeba coś robić codziennie lub bardzo często, dokładnie
      > wtedy gdy ma się ochotę?

      Nie. Nie chodzi o "ochotę" ani o codzienność seksu. Chodzi o swobodę w
      podejmowaniu decyzji o współżyciu. Uzależnienie tej decyzji od fizjologicznej
      cykliczności kobiety tę swobodę znacznie ogranicza, a czasem w ogóle kasuje. Z
      góry wiadomo kiedy można, a kiedy nie powinno się współżyć, niezależnie od
      tego, co przynosi codzienne życie. A przecież na decyzję o współżyciu mają
      wpływ także inne ważne czynniki. Zgodnie z językiem Papieża współżycie
      to "mowa" - seksem "mówicie" do siebie przecież nie w oderwaniu od życia!
      Codzienne życie także odbija się w tej "mowie" - jest ona reakcją na różne
      sytuacje. Czasem potrzeba wyrażenia sobie miłości w ten jedyny sposób jest
      większa, czasem mniejsza. Co z tego, skoro współżyciem w NPR i tak rządzi
      fizjologia? :) Spróbuj porozumiewać się (normalną mową) wedle grafika z
      wykresem temperatury. Życzę szczęścia. :) Współżycie zgodne z NPR przypomina...
      widzenie w więzieniu - jest ściśle określona (niezależnie od nas!) pora i czas
      jego trwania. :)

      > Dlatego jak mi się wydaje problem dotyczy całego naszego patrzenia na świat,
      a
      > nie tylko NPR.

      No właśnie, NPR to "styl życia". Pytanie, czy zawsze i dla wszystkich małżeństw
      najszczęśliwszy? (Kościół upiera się, że tak.)

      > > małżeństwo to związek seksualny.

      > Nie zgadzam się z tym!!! Małżeństwo to w i e l o w y m i a r o w a wspónota
      > dwóch osób i nie można w żadnym wypadku sprowadzać jej do "związku
      > seksualnego".

      Taką zwięzłą i trafną :) definicję: "małżeństwo to związek o charakterze
      seksualnym", zapożyczyłem od o. Meissnera (z artykułu, który na tym forum
      polecałaś).
      Jasne, że jest wielowymiarowa, ale to seksualność odróżnia tę relację od
      innych. Spróbuj znaleźć inną taką cechę! Dlatego seksualność przenika (czy
      powinna przenikać) wszystkie sfery życia małżeńskiego.

      > >Poza tym nic (!!!) tak jak czułe
      > > współżycie nie rozwija gestów miłości! Wstrzemięźliwość na pewno nie można
      > > pod
      > > tym względem porównywać z małżeńskim seksem.
      > To tak samo jak gdybyś twierdził, że dobroczynne właściwości wartościowego
      > jedzenia zaprzeczają wartości głodówki - całkowitego powstrzymywania się od
      > jedzenia. Głodówka i jedzenie stanowią przeciwieństwo, a jednak jedno i >
      drugie
      > jest potrzebne i przynosi organizmowi wiele korzyści.

      Zarówno przeciwieństwa "jedzenie - post", jak i "aktywność sportowa -
      wypoczynek po niej" (to drugie zaproponowane przez Genepis), wskazują co jest
      podporządkowane czemu - post, o ile służy jedzeniu i wypoczynek, o ile
      umożliwia aktywność. Tak samo podporządkowana powinna być wstrzemięźliwość
      współżyciu - jeżeli mu nie służy, jest zła. Genepis pisze: "Chodzi właśnie o
      znalezienie odpowiednich proporcji". No właśnie o to chodzi, że NPR utrudnia
      lub uniemożliwia "znalezienie odpowiednich proporcji", bo znacznie ogranicza
      swobodę manewru.

      genepis napisała:

      > Ale powiedz mi artus1231 co ty robisz jak żona ma okres?

      Nie powiem. Gdybym powiedział, mój internetowy przyjaciel - Poprzezknieje -
      straciłby o mnie zupełnie dobre zdanie. :)

      > ) Ja też stosuję NPR już 10 lat z powodzeniem (zmiennym :) i sądzę, że te 9
      > ) dni w miesiącu możliwości współżycia i te wielomiesięczne okresy
      > ) abstynencji podczas karmienia piersią naszych dzieci nie bardzo przysłużyły
      > ) się naszemu małżeństwu.

      > No, było trudno wtedy. Zgoda.

      Nie "było trudno", ale "jest trudno" - nasz Kubuś ma dopiero 6 miesięcy. :)

      > Zakładając, ze nie mam motywacji "swiatopogladowej", co mi zaproponujesz
      > lepszego w to miejsce?

      Wariant 3 (NPR + prezerwatywa). Wiem, wiem, te okropne "worki". Zapytałbym się,
      co rodzi większą frustrację: wstrzemięźliwość czy użycie "worków"? Jeśli to
      drugie, spróbowałbym zwrócić Ci uwagę na pewne drobne fakty: przecież i z NPR
      czynisz różne nienaturalne rzeczy "w tym miejscu" - wkładasz termometr, palce,
      by badać szyjkę, gdy zbyt sucho, ładujesz Feminę... (czym psychicznie i
      estetycznie różni się ładowanie Feminy od ładowania pianki plemnikobójczej?).
      Czy delikatny i cieniutki "woreczek" :) to aż taki psychiczny problem?
      Teoretyzuję - na życzenie :), bo sam "worków" nie używam (z religijnego
      posłuszeństwa Kościołowi).

      > Popatrz - wyobraz sobie, ze decydujecie sie na dziecko.

      Protestuję! Mam trzech chłopców i na pewno "wartość" NPR nie da się zestawić z
      wartością dziecka. (W moim przypadku to od 10 do 30 kg czystej, żywej Wartości!
      Czego na pewno nie da się powiedzieć o NPR.)

      Co do interpretacji "Casti conubi" to nie bardzo chcę to ciągnąć. Chodzi mi nie
      o to, czy da się tę encyklikę obecnie interpretować tak jak Ty (może się da,
      nie wiem), tylko o to, że tak ją nie interpretowano wtedy, gdy powstała.
      Na "miesiączkowe NPR" pomstował już św. Augustyn. Notabene przed swoim
      nawróceniem sam je stosował z Bezimienną przez 11 lat z wysokim wskaźnikiem
      Pearla - ok. 9 :)
      Jak chcesz, to możesz się, Genepis, zastanowić, co ma na myśli Pius XI, gdy
      mówi o miłości małżeńskiej, z którą trzeba "koniecznie pogodzić wszelkie prawa
      i wszelkie obowiązki małżeńskie". Na pewno nie ma na myśli miłości
      seksualnej :)

      > Znasz jakis dokument w ktorym KK zmusza do wstrzemiezliwosci w malzenstwie?

      Co najmniej 6. Ale podkreślanie grzeszności (bezbożności nawet!)
      oraz "wewnętrznego zła" antykoncepcji Ty pewno nie nazwiesz "zmuszaniem" do
      wstrzemięźliwości.

      Pozdrawiam
      • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 17.01.05, 23:48
        qrcze! Juz miałam iść spać, co mnie podkusiło żeby tu zajrzeć! ;-)
        artus1231 napisał:

        > Nie. Nie chodzi o "ochotę" ani o codzienność seksu. Chodzi o swobodę w
        > podejmowaniu decyzji o współżyciu. Uzależnienie tej decyzji od fizjologicznej
        > cykliczności kobiety tę swobodę znacznie ogranicza, a czasem w ogóle kasuje.Z
        > góry wiadomo kiedy można, a kiedy nie powinno się współżyć, niezależnie od
        > tego, co przynosi codzienne życie. A przecież na decyzję o współżyciu mają
        > wpływ także inne ważne czynniki.

        No dobrze, a co w sytuacji gdy napięcie między Tobą a żoną wzrasta,
        przyciąganie potężnieje, każde dotknięcie, to aż iskry lecą, myślicie tylko o
        tym zeby hop do łóżka, a tu dziecko nie chce spać?
        No i swoboda ograniczona, a czasem zupełnie skasowana.
        Albo żona wpadła do Ciebie do pracy i taka piękna, że aż byś ją... no, ale w
        pracy jesteś, a jeszcze szef Ci nadgodzin dołożył... dzisiaj nic z tego nie
        będzie......
        Nigdy, naprawdę nigdy nie będziesz miał pełnej swobody w podejmowaniu decyzji o
        współżyciu (no, moze poza miodowym miesiącem, lub kolejnymi miodowymi
        miesiącami na które się udacie, gdy ten brak swobody już bardzo Wam się da we
        znaki. Żona będzie zachwycona)
        >
        > Zarówno przeciwieństwa "jedzenie - post", jak i "aktywność sportowa -
        > wypoczynek po niej" (to drugie zaproponowane przez Genepis), wskazują co jest
        > podporządkowane czemu - post, o ile służy jedzeniu i wypoczynek, o ile
        > umożliwia aktywność. Tak samo podporządkowana powinna być wstrzemięźliwość
        > współżyciu - jeżeli mu nie służy, jest zła.

        A czyż tak właśnie nie jest w NPR? (z tym, ze zarówno wstrzemięźliwość jak i
        współżycie są oba podporządkowane jeszcze czemu innemu, ale to w tej chwili
        poboczny wątek)
        Dlaczego uważasz, że wstrzemięźliwość nie służy NPR?

        Genepis pisze: "Chodzi właśnie o
        > znalezienie odpowiednich proporcji". No właśnie o to chodzi, że NPR utrudnia
        > lub uniemożliwia "znalezienie odpowiednich proporcji", bo znacznie ogranicza
        > swobodę manewru.

        Dokładnie tak samo jak swobodę manewru ograniczają godziny pracy, choroby
        dzieci, dzieci jako takie, wizyty, uroczystości rodzinne, zdarzenia losowe,
        obowiązki itd.........
        Przy NPR masz przynajmniej ten komfort że chociaż niektóre z tych rzeczy
        (wizyty, niektóre obowiązki) możecie zaplanować w czasie w którym nie
        zamierzacie współżyć.
        BTW a co się stanie jeśli nagle was najdzie ochota na seks, a tu...
        prezerwatywy się skończyły? (sytuacja teoretyczna, zakładam ze para nie stosuje
        NPR tylko prezerwatywy albo stosuje NPR i wychodzi ze czas plodny a
        prezerwatywy brak. Co wtedy?)
        >
        > > No, było trudno wtedy. Zgoda.
        >
        > Nie "było trudno", ale "jest trudno" - nasz Kubuś ma dopiero 6 miesięcy. :)

        No, to jesteśmy w domu. Nie martw się, to w końcu minie :-)
        Zresztą w okresie połogu żona w ogóle nie powinna, dopóki się nie zagoi, więc
        pierwsze miesiące to i tak miałeś przechlapane nawet gdyby nie stosowała NPR,
        czyż nie?
        Ja trafiłam na takiego rzeźnika, że dokładnie po pół roku zaczęły mi się
        dopiero kończyć problemy z zagojeniem się ran. Więc nie dało rady tak czy
        inaczej i NPR nie było tu niczemu winne.
        Potem powolutku można było znowu uczyć się siebie i pamiętam, że bywało ciężko,
        ale to nie jest czas, który trwa wiecznie :-)
        Jeszcze się zdążycie nacieszyć sobą.
        >
        > > Zakładając, ze nie mam motywacji "swiatopogladowej", co mi zaproponujesz
        > > lepszego w to miejsce?
        >
        > Wariant 3 (NPR + prezerwatywa). Wiem, wiem, te okropne "worki". Zapytałbym
        się,
        >
        > co rodzi większą frustrację: wstrzemięźliwość czy użycie "worków"? Jeśli to
        > drugie, spróbowałbym zwrócić Ci uwagę na pewne drobne fakty: przecież i z NPR
        > czynisz różne nienaturalne rzeczy "w tym miejscu" - wkładasz termometr,
        palce,
        > by badać szyjkę, gdy zbyt sucho, ładujesz Feminę... (czym psychicznie i
        > estetycznie różni się ładowanie Feminy od ładowania pianki plemnikobójczej?).
        > Czy delikatny i cieniutki "woreczek" :) to aż taki psychiczny problem?
        > Teoretyzuję - na życzenie :), bo sam "worków" nie używam (z religijnego
        > posłuszeństwa Kościołowi).

        Nie, no jednak worki brzydzą mnie o wiele bardziej niż termometr.
        Poza tym dla mnie nie do pomyślenia jest że mogłabym np kochać się w gumowych
        rękawiczkach (choćby z najcieńszej gumy) albo żeby mąż się do mnie w takich
        rękawiczkach zbliżał. Brzydzi się mnie, czy co?
        Prezerwatywę postrzegam podobnie.
        Termometr to narzędzie pomiarowe, a nie gadżet seksualny. Nie wyobrażam sobie
        włączenia termometru do gry miłosnej ;-)
        >
        > > Popatrz - wyobraz sobie, ze decydujecie sie na dziecko.
        >
        > Protestuję! Mam trzech chłopców i na pewno "wartość" NPR nie da się zestawić
        z
        > wartością dziecka. (W moim przypadku to od 10 do 30 kg czystej, żywej
        Wartości!
        > Czego na pewno nie da się powiedzieć o NPR.)

        Nie wiem czy się zrozumieliśmy. Chodziło mi o to, że jeśłi coś uznajesz za
        wartość, to minimalizujesz (w swoim odczuciu) niedogodności.
        Jesli uznasz, ze NPR jest jakims dobrem w Twoim (Waszym) zyciu to bardziej
        skupisz sie na zyskach niz na stratach.
        Jesli jednak stosujecie "bo KK kaze" to rzeczywiscie bedzie Wam ciezko.
        Tak po prostu jest.
        Jesli musisz posiedziec ze swoim dzieckiem to patrzysz z czułością "ach jakie
        mądre, jak się ładnie bawi, jaką piękną wieżę zbudowało z klocków i jaką miało
        fajną minę gdy ją zburzyło.
        A jeśli wpadnie do Ciebie szef ze swoim bachorem i powie "Panie artus prosze mi
        przypilnowac dziecka, tylko nalezycie, bo jak nie to wyciagne konsekwencje
        sluzbowe"
        to bedziesz moze sie nawet do bachora usmiechal, ale w duszy myslał: "co to za
        cholerny bachor, niewydarzone toto takie, ślini się, pewnie niedorozwinięte,
        czego się zresztą spodziewać po pomiocie szefa, o nawet wieży nie potrafi
        zbudować, bo zaraz rozwala, pewnie na chuligana wyrośnie no i proszę!
        wiedziałem! wiedziałem, że na pewno nawali kupę!"
        >
        > Jak chcesz, to możesz się, Genepis, zastanowić, co ma na myśli Pius XI, gdy
        > mówi o miłości małżeńskiej, z którą trzeba "koniecznie pogodzić wszelkie
        prawa
        > i wszelkie obowiązki małżeńskie". Na pewno nie ma na myśli miłości
        > seksualnej :)

        A jak Ty czytasz ten fragment?
        Bo dla mnie miłosć małżenska jest pojeciem szerszym niz milosc sexualna choc
        zawiera ja w sobie.
        >
        > > Znasz jakis dokument w ktorym KK zmusza do wstrzemiezliwosci w malzenstwi
        > e?
        >
        > Co najmniej 6.

        Bylbys tak dobry i wymienił?

        > Ale podkreślanie grzeszności (bezbożności nawet!)
        > oraz "wewnętrznego zła" antykoncepcji Ty pewno nie nazwiesz "zmuszaniem" do
        > wstrzemięźliwości.

        A dlaczego miałabym tak nazwać?
        W każdym razie ja się czuję wolna w tej kwestii i nie wydaje mi się by KK do
        czegokolwiek tu mnie zmuszał.

        pozdrawiam i ide spac

        dobranoc!
        • artus1231 Re: NPR a życie małżeńskie 18.01.05, 16:09
          genepis napisała:

          > qrcze! Juz miałam iść spać, co mnie podkusiło żeby tu zajrzeć! ;-)

          No fajnie, jak kiedyś Twój mąż w końcu się zdenerwuje, to zrobi porządek na tym
          forum. :)
          A propos, znajoma zwróciła mi uwagę, że wypowiadają się prawie same kobiety – a
          co na to Wasi mężowie?
          (Faceci prawdopodobnie traktują NPR jako kolejne bojowe zadanie do wykonania.
          Ja sam, wbrew sugestiom Genepis – "No, to jesteśmy w domu. Nie martw się, to w
          końcu minie :-)" – nie zacząłem zastanawiać się nad sensem NPR z powodu tego,
          że "jest trudno", tylko zająłem się tym tematem jakieś dwa lata temu z
          powodów "zawodowych" i rzeczywiście, po niekończących się lekturach dokumentów
          kościelnych, książek i wypowiedzi na różnych forach, dalej trudno mi jest
          obiektywnie dostrzec w NPR jakiś szczególnie zniewalający sens.)

          > Dokładnie tak samo jak swobodę manewru ograniczają godziny pracy, choroby
          > dzieci, dzieci jako takie, wizyty, uroczystości rodzinne, zdarzenia losowe,
          > obowiązki itd...

          Nie tak samo. Choroby dzieci, wizyty, uroczystości rodzinne, problemy z pracą
          to właśnie zdarzenia losowe, w tym sensie jednorazowe. NPR to ograniczenie
          cyklicznie stałe – przez to tak przykre. Jego "szkodliwość" dla małżeństwa
          można porównać np. ze stałymi, comiesięcznymi, dwu, trzy-tygodniowymi
          delegacjami jednego z małżonków.
          No właśnie, już dawno chciałem Wam zaprezentować pewną analogię... NPR można
          porównać nie tyle do "dziecka", ile do "cioci" :).
          Skąd ciocia? Ano stąd, że kiedyś zacząłem zastanawiać się nad oskarżeniem
          Papieża, iż małżonkowie stosujący antykoncepcję, ulegają pożądliwości. Wydawało
          mi się ono nieuprawnione. Kiedy małżonków można o to oskarżyć? Np. wyobraźmy
          sobie młode małżeństwo na zbiorowej wycieczce w ładnym miejscu. I miejsce i
          klimat wycieczki sprzyjają podnieceniu. A tu okazuje się, że nocleg w zbiorowej
          sali. Gdyby mimo tego coś zaczęli kombinować, naruszyliby konieczną, należącą
          do istoty współżycia intymność stosunku (Papież używanie antykoncepcji również
          traktuje jako niedopuszczalne naruszenie "istoty" stosunku). Ale jedną noc,
          nawet w ładnym miejscu, mogą sobie spokojnie podarować, bez uszczerbku dla
          wzajemnej relacji. Powinni umieć tak reagować. Gdy nie mogą się powstrzymać,
          rzeczywiście w grę może wchodzić "uleganie pożądliwości".
          Sytuacja się jednak zmienia (i tu właśnie jest analogia z NPR-em), gdy młode
          małżeństwo z powodu kłopotów lokalowych musi mieszkać w jednym pokoju z...
          ciocią. Ciocia jest jeszcze aktywna, więc w miarę regularnie (choć tego nigdy
          nie można dokładnie z góry przewidzieć) co miesiąc wyjeżdża na kilka dni. Co
          biedacy mają robić? Nauczyć się żyć "z ciocią", podporządkować swoje intymne
          życie "cioci". Ale czy w ich pragnieniu i tęsknocie za sobą, a nawet w ich
          niekiedy desperackich czynach można widzieć "uleganie pożądliwości"? Czy
          znajdzie się ktoś, kto będzie się upierał, że "życie z ciocią" jest czymś samo
          w sobie bardzo dobrym, służy małżeństwu, wzmacnia je, jest "wolą Bożą"?
          Przeciwnie, wszyscy będą tym ludziom doradzać, by starali się jak
          najszybciej "opuścić" ciocię - o ile to będzie tylko możliwe. :)
          • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 18.01.05, 21:24
            artus1231 napisał:

            > No właśnie, już dawno chciałem Wam zaprezentować pewną analogię... NPR można
            > porównać nie tyle do "dziecka", ile do "cioci" :).
            > Skąd ciocia? /.../
            > Sytuacja się jednak zmienia (i tu właśnie jest analogia z NPR-em), gdy młode
            > małżeństwo z powodu kłopotów lokalowych musi mieszkać w jednym pokoju z...
            > ciocią. Ciocia jest jeszcze aktywna, więc w miarę regularnie (choć tego nigdy
            > nie można dokładnie z góry przewidzieć) co miesiąc wyjeżdża na kilka dni. Co
            > biedacy mają robić? Nauczyć się żyć "z ciocią", podporządkować swoje intymne
            > życie "cioci". Ale czy w ich pragnieniu i tęsknocie za sobą, a nawet w ich
            > niekiedy desperackich czynach można widzieć "uleganie pożądliwości"? Czy
            > znajdzie się ktoś, kto będzie się upierał, że "życie z ciocią" jest czymś
            samo
            > w sobie bardzo dobrym, służy małżeństwu, wzmacnia je, jest "wolą Bożą"?
            > Przeciwnie, wszyscy będą tym ludziom doradzać, by starali się jak
            > najszybciej "opuścić" ciocię - o ile to będzie tylko możliwe. :)

            Trzymając się Twojej analogii z ciocią należałoby zwrócić uwagę na jeszcze
            jeden aspekt. Cykliczność jest u kobiety sprawą naturalną, przyrodzoną,
            natomiast "ciocia" nie jest z natury przypisana małżeństwu chyba że...
            chyba, że uznamy, że ciocia jest właścicielką mieszkania. No i wtedy niestety
            małżeństwo musi się dostosować (tak długo, jak długo ciocia jest naturalnym
            elementem nierozerwalnie związanym z żoną) sztuczna antykoncepcja byłaby według
            tej analogii wyproszeniem cioci z jej własnego mieszkania w sposób bardziej lub
            mniej grzeczny.
            Przyznasz chyba że wyrzucanie właściciela z mieszkania po to, by sublokatorzy
            mogli sobie powspółżyć nie jest aktem godziwym, prawda?
          • mimoooza Re: NPR a życie małżeńskie 19.01.05, 14:14
            Jak zauważyłam, stosujesz NPR ze względów religijnych i wcale nie należysz do
            zadowolonych z metody. Pozwól ze zadam Ci pytanie: gdyby KK uznał za
            dopuszczalne stosowanie antykoncepcji w małżeństwie, czy znalazłbyś metodę,
            która byłaby satysfakcjonująca dla Was obojga, a która 1)byłaby skuteczna; 2)
            nie miała skutków ubocznych; 3)gdyby jednak zawiodła, nie miałoby to
            negatywnych skutków dla poczętego życia.

            Sama zanim zdedcydowaliśmy się na NPR przebrnęłam przez ogrom materiałów
            dotyczących regulacji poczęć. Czytałam dużo na temat wszelkich rodzajów
            antykoncepcji, autorstwa bynajmniej nie zwolenników NPR. Póki co żadna metoda
            antykoncepcyjna nie daje 100% pewności, najskuteczniejsza jest oczywiście
            hormonalna (choć znam osobę, która niedawno zaszła w ciążę, biorąc pigułki). Ta
            jednak w niekorzystny sposób oddziałuje na zdrowie kobiety, prędzej czy
            później. To, co proponujesz, czyli prezerwatywa, nie załatwia problemu ze
            względu na niezadowalającą skuteczność - pisałam o tym, ale się nie
            ustosunkowałeś. A więc co lepszego w zamian?

            Czasem kiedy czytam Twoje posty, wydaje mi się, że idealizujesz rzeczywistość,
            która mogłaby mieć miejsce, gdyby nie zakaz antykoncepcji w KK. To mi wygląda
            na mówienie w stylu "najlepiej jest tam, gdzie nas nie ma", "najwspanialsze
            jest to, czego nie mamy, a co chcielibyśmy mieć". Gdyby NPR rzeczywiście tak
            negatywnie wpływał na relacje w małżeństwie, myślisz, że ci którzy stosują tę
            metodę z powodów innych niż religijne tak chętnie przy niej by trwali? A z tego
            forum widać, że takich osób jest sporo.

            Moim zdaniem problem leży w znaczeniu życia seksualnego człowieka w ogóle. Ty
            chciałbyś uczynić ten aspekt życia małżeńskiego wręcz rajem - 'kochamy się
            wtedy, gdy chcemy sobie wyrazić miłość w ten sposób'. A taki raj jest po prostu
            niemożliwy, obojętnie jaką metodę regulacji poczęć para stosuje. Może w tym też
            tkwi piękno seksualności - dostarcza mnóstwo satysfakcji psychicznej i
            fizycznej, a z drugiej strony zawsze będzie jakiś rodzaj niedogodności.

            A co do małżeństwa jako "związku seksualnego" - moim zdaniem to ogromny skrót
            myślowy. Małżeństwo jest przede wszystkim wspólnotą życia, wspólnym
            przeżywaniem otaczającej nas rzeczywistości. Seks jest jego
            dopełnieniem, "pieczęcią" małżeńskiej wspólnoty. Ale z drugiej strony,
            czy "białego małżeństwa" nie uznaje się za małżeństwo?

            Pozdrawiam serdecznie :)

            PS. Znasz dokładnie dokumenty kościelne, oficjalne wypowiedzi w sprawie
            regulacji poczęć. Zdarzają się też takie opinie, że stosowanie prezerwatywy w
            małżeństwie nie jest grzechem (nie pamiętam źródła, ale Ty na pewno jesteś
            zorientowany, to chyba w dyskusji na mateuszu). Sama znam księży, którzy
            podchodzą do sprawy bardziej liberalnie. W dużej mierze więc to jednak sprawa
            sumienia, nie tylko wypowiedzi kościelnych.
        • kijanka12 Re: NPR a życie małżeńskie 18.01.05, 20:44
          > Nigdy, naprawdę nigdy nie będziesz miał pełnej swobody w podejmowaniu decyzji o
          >
          > współżyciu

          Święta prawda. Ale przecież jeszcze nie powód, żeby tę swobodę dodatkowo
          ograniczać...

          > Dokładnie tak samo jak swobodę manewru ograniczają godziny pracy, choroby
          > dzieci, dzieci jako takie, wizyty, uroczystości rodzinne, zdarzenia losowe,
          > obowiązki itd.........

          Wszystko prawda. A gdy to zsumujesz jeszcze z NPRem...

          Artus zadał świetne pytanie: "czym psychicznie i estetycznie różni się ładowanie
          Feminy od ładowania pianki plemnikobójczej?"

          No właśnie, czym??? Wiele kobiet na tym forum brzydzi się pianką plemnikobójczą,
          spotkałam się też z opiniami, że jej aplikowanie zaburza "atmosferę", a jednak
          aplikowanie żelu nie zaburza?

          Swoją drogą porównanie do cioci podoba mi się :).

          W nawiązaniu zaś do współżycia jako rozmowy...
          Podobno seks jest bardzo ważną potrzebą mężczyzny. Podobno rozmowa jest bardzo
          ważną potrzebą kobiety. Wyobraźmy sobie, że mąż jest jedyną osobą, z którą
          możemy rozmawiać. Wyobrażmy sobie, że rozmawiamy według terminarza, że
          sprawdzamy w kalendarzyku, kiedy rozmawiać można, a kiedy nie. Wyobraźmy sobie,
          że robimy sobie zaplanowane kilku-kilkunastodniowe dni ciszy i o to akurat na
          wtedy, gdy jest tak dużo do opowiedzenia. Że nasz terminarz przewiduje rozmowy
          głównie wtedy, gdy mąż jest zmęczony, mało rozmowny.

          Z tymi rozmowami to tak naprawdę jest tak, że w razie czego można zadzwonić do
          koleżanki, jeśli nie jednej, to drugiej. Można też tak jakby porozmawiać z sobą,
          pisząc pamiętnik.

          Czy ustalanie takiego kalendarza rozmów nie wydaje wam się jednak sztuczne,
          głupie i wprowadzające niepotrzebny zamęt w małżeństwie?

          Można radośnie zaplanować, o czym będziemy rozmawiać za dwa tygodnie. Można z
          utęsknieniem czekać na dzień, gdy znów będzie można rozmawiać.

          Szkoda tylko, że pewne sprawy przestaną być aktualne w dniu, gdy znów będzie
          można rozmawiać. Chyba trudno tak po prostu zgromadzić wszystko to, o czym się
          chciało mówić, gdy nie było można i wypowiedzieć to w zaplanowanym terminie
          równie barwnie.

          Można sobie wyobrazić, że od czasu do czasu mąż wyjeżdża. Takie chwile rozłąki
          mogą łączyć, odświeżać uczucia. Bo fajnie jest czasem potęsknić. Ale regularne,
          częste, planowane i często długie rozłąki bywają mało budujące...
          • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 18.01.05, 22:20
            kijanka12 napisała:

            > > Nigdy, naprawdę nigdy nie będziesz miał pełnej swobody w podejmowaniu
            > > decyzji o współżyciu
            >
            > Święta prawda. Ale przecież jeszcze nie powód, żeby tę swobodę dodatkowo
            > ograniczać...

            Równie dobrze możnaby zapytać po co sobie poluzowywać. Takie pytania nie
            prowadzą do żadnych konkretnych odpowiedzi, bo są wtórne w stosunku do
            uprzedniego wyboru.
            Jeśli celem jest luz, to rzeczywiście nie ma powodu, żeby tę swobodę dodatkowo
            ograniczać.
            >
            > > Dokładnie tak samo jak swobodę manewru ograniczają godziny pracy, choroby
            > > dzieci, dzieci jako takie, wizyty, uroczystości rodzinne, zdarzenia losowe,
            > > obowiązki itd.........
            >
            > Wszystko prawda. A gdy to zsumujesz jeszcze z NPRem...

            To nie jest sumowanie. Ja bym powiedziała tu raczej o interferencji.
            Wymienione powyżej zdarzenia losowe i stałe (godziny pracy, Artusie, to nie są
            jednorazowe zdarzenia losowe) nakładają się na cykl kobiety i wiedząc w jakiej
            jest fazie, małżonkowie mogą nawet dokonać przegrupowania tych zdarzeń, które
            dadzą się przegrupować (o ile uznają to za pożadane).
            Jeśli zdarzenie losowe lub stałe zbiegnie się z fazą niepłodną, to rzeczywiście
            okazja im "przepadnie".
            Jeśli celem małżeństwa jest "łapanie okazji" to chyba rzeczywiście lepiej nie
            stosować NPR.
            Myślę, że "kluczem do sukcesu", o czym juz wielokrotnie pisałam, jest zmiana
            motywacji.

            > Artus zadał świetne pytanie: "czym psychicznie i estetycznie różni się
            > ładowanie Feminy od ładowania pianki plemnikobójczej?"
            > No właśnie, czym?? Wiele kobiet na tym forum brzydzi się pianką plemnikobójczą

            Osobiście nie stosowałam, więc nie potrafię powiedzieć, ale myślę, że pianka w
            przeciwieństwie do Feminy nie jest obojętna dla zdrowia.
            Przypominam też, że Feminę stosują także pigularki o czym juz było w tym wątku.
            BTW myślałam, że stosowanie pianki juz dawno zostało zarzucone z powodu niskiej
            skuteczności?
            > ,
            > W nawiązaniu zaś do współżycia jako rozmowy...
            > Podobno seks jest bardzo ważną potrzebą mężczyzny. Podobno rozmowa jest bardzo
            > ważną potrzebą kobiety. Wyobraźmy sobie, że mąż jest jedyną osobą, z którą
            > możemy rozmawiać. Wyobrażmy sobie, że rozmawiamy według terminarza, że
            > sprawdzamy w kalendarzyku, kiedy rozmawiać można, a kiedy nie. Wyobraźmy
            sobie,
            > że robimy sobie zaplanowane kilku-kilkunastodniowe dni ciszy i o to akurat na
            > wtedy, gdy jest tak dużo do opowiedzenia. Że nasz terminarz przewiduje rozmowy
            > głównie wtedy, gdy mąż jest zmęczony, mało rozmowny.

            Wyobraźmy sobie, że mąż wraca zmęczony z pracy, a my mu nadajemy, bo przecież
            mamy tyle do opowiedzenia, ze mąż musi przemyslec jakiś problem, a my nadal
            próbujemy mu opowiedzieć jak to Jasio rozbił kolano, a szef w pracy dał premię
            rudej Zosce.
            Mądra żona jeśli ma cos naprawdę ważnego to się z mężem na rozmowę umówi ;-) a
            potem zabierze mu gazetę, wyłączy TV i komputer i porozmawia.

            Robienie kilku- czy kilkunastodniowych zaplanowanych dni ciszy jest bez sensu i
            rzeczywiście małżeństwu nie służy ,tak samo jak nie służy robienie dni
            absolutnej ciszy seksualnej a potem "łupu-cupu".
            Czas wstrzemięźliwości jest czasem na okazywanie sobie czułości, na drobne
            gesty o mniej lub bardziej seksualnym charakterze, na mówienie o pewnych
            sprawach dla siebie tylko zrozumiałymi aluzjami, na uwodzenie i zapraszanie się
            na "ten dzień".

            > Można radośnie zaplanować, o czym będziemy rozmawiać za dwa tygodnie. Można z
            > utęsknieniem czekać na dzień, gdy znów będzie można rozmawiać.
            > Szkoda tylko, że pewne sprawy przestaną być aktualne w dniu, gdy znów będzie
            > można rozmawiać. Chyba trudno tak po prostu zgromadzić wszystko to, o czym się
            > chciało mówić, gdy nie było można i wypowiedzieć to w zaplanowanym terminie
            > równie barwnie.

            W Ruchu Domowy Kościół i w ruchu Equipes Notre Dame jest tzw. "obowiązek
            zasiadania" czyli dialogu małżeńskiego.
            Przeważnie małżeństwa mają taki dialog raz w miesiącu, chociaż nie jest to
            wyraźnie określone, zaleca się by w miarę możliwości nie było to rzadziej.
            Przeważnie małżeństwa okreslają z góry że spotykają się na dialogu np. w każdą
            pierwszą sobotę miesiąca, albo w każdą miesięcznicę ślubu, albo w każdą
            niedzielę najbliższą owej "miesięcznicy" albo ustalaja to na bieżąco z pewnym
            wyprzedzeniem.
            Nie oznacza to, że poza dialogiem w ogóle nie rozmawiają. Rozmawiają, a jakże.
            Sprawy wymagające natychmiastowej interwencji rozwiązują natychmiast.
            Ale wiele spraw które należy omówić odkładają do dialogu. Wtedy emocje już
            opadły i np żonie dużo łatwiej wyjaśnić mężowi dlaczego wtedy poczuła się
            dotknięta, zraniona, albo w ogóle mu uswiadomic że zachował się w sposób dla
            niej nie do przyjęcia, a dla niego to było zwyczajne, bo u niego w rodzinie
            wszyscy mężczyźni zwracali się w ten sposób do kobiet.
            I na odwrót - mąż może wyjaśnić co mu w zachowaniu żony przeszkadza, co
            denerwuje, mogą wspólnie podjąc jakieś postanowienie (kiedys jedna para
            powiedziała, że jednym z pierwszych podialogowych postanowień męża było, ze nie
            będzie czyścił butów na wannie - nie wiedział, że jego żonę doprowadza to do
            białej gorączki)
            Dlaczego o tym piszę - bo dzień dialogu jest swoistym świętem, randką i czymś
            co niesamowicie buduje więź małżeńską. A właśnie to, że jest z góry zaplanowany
            pozwala go nie przegapić i dobrze się do niego przygotować.
            (Owszem, mimo to czasem się przegapia, czasem się go z różnych powodów unika -
            nikt nie lubi dowiadywać się gorzkiej prawdy o sobie, mimo, że dialog nie
            jest "przemarszem wojsk", kłótnią ani wytykaniem sobie błędów - każdy mówi
            tylko o sobie, o swoich odczuciach, bez oceniania drugiej strony)
            Jak więc widzisz - w małżeństwie dobrze sprawdzają się wydarzenia większego
            kalibru, które się wpisuje do terminarza i codzienne drobne gesty czułości,
            miłe słowa, rozmowy podtrzymujące więź.

            genepis
            • artus1231 Re: NPR a życie małżeńskie 19.01.05, 14:23
              genepis napisa:

              > Trzymając się Twojej analogii z ciocią należałoby zwrócić uwagę na jeszcze
              > jeden aspekt. Cykliczność jest u kobiety sprawą naturalną, przyrodzoną,
              > natomiast "ciocia" nie jest z natury przypisana małżeństwu chyba że...
              > chyba, że uznamy, że ciocia jest właścicielką mieszkania. No i wtedy niestety
              > małżeństwo musi się dostosować (tak długo, jak długo ciocia jest naturalnym
              > elementem nierozerwalnie związanym z żoną) sztuczna antykoncepcja byłaby
              według
              > tej analogii wyproszeniem cioci z jej własnego mieszkania w sposób bardziej
              lub
              > mniej grzeczny.

              Nie, Genepis. Ciocia to nie płodność, a antykoncepcja to nie wyrzucanie cioci z
              mieszkania. Antykoncepcja to współżycie przy cioci! Ja zachowuję w tym
              przykładzie dokładnie to samo mocne (za mocne!) założenie, co Papież:
              małżonkowie znajdują się w sytuacji, która stawia ich wobec alternatywy - albo
              wstrzemięźliwość, albo współżycie, które godzi we własną istotę. Taką sytuacją
              jest "ciocia". Z mojego przykładu, moim zdaniem, wynikają dwa wnioski: 1.
              nieuprawnione jest oskarżanie małżonków o uleganie pożądliwości, jeśli ta
              sytuacja jest cyklicznie stała i 2. powszechność takiej sytuacji nie jest czymś
              normalnym, wobec czego bardzo trudno jest zobaczyć w tym zamysł Boga wobec
              małżonków - NPR to obiektywnie sytuacja wyjątkowa, tak jak mieszkanie wspólnie
              z ciocią w jednym pokoju!
              Lojalnie przyznaję, że "ciocia" jest odrobinę... demagogiczna, bo osoba trzecia
              w samym centrum małżeństwa przeszkadza bardziej całościowo niż kłopoty z
              płodnością w powiązaniu z odpowiedzialnym rodzicielstwie. Ale nie zmienia to
              faktu, że miotać się będą zarówno moi małżonkowie przy cioci, jaki i ci liczni
              małżonkowie, którzy chcą być rodzicielsko odpowiedzialni i stosują NPR.
              Zresztą następny przykład pozbawiony jest zupełnie demagogii: można założyć, że
              seks jest dla małżeństwa czymś podobnym do odprawiania Mszy św. dla kapłana :)
              (i tu i tam chodzi o "sprawowanie" sakramentu - to znowu teza Papieża). Kapłan
              ma obowiązek (a raczej przywilej!) sprawowania Eucharystii codziennie. Warunek
              jest jeden: zachowanie materii sakramentu - nie kwaszonego, pszenicznego chleba
              i gronowego wina. Wyobraźmy sobie, że jakiś kapłan znajduje się w sytuacji, w
              której ma bardzo utrudniony dostęp do gronowego wina - np. znajduje się na
              misjach w egzotycznym kraju, lub siedzi w więzieniu w totalitarnym państwie.
              Nie może więc kiedy chce odprawiać Mszy, tylko wtedy, gdy zdobędzie gronowe
              wino. Owszem, może sobie odprawiać ile chce na jabolu, ale to przecież nie
              będzie Msza święta! (Podobnie twierdzi kategorycznie Papież: małżonkowie mogą
              sobie współżyć ile chcą z antykoncepcją, ale to nie będzie właściwy akt
              małżeński, w którym się wzajemnie sobie oddają.) I teraz teza, której bronię:
              sytuacja tego księdza jest wyjątkowa i nie można twierdzić, że Bóg chce takich
              sytuacji wobec większości księży, że to jest Jego wola wobec kapłaństwa.
              Podobnie trudno jest uwierzyć, że wolą Bożą wobec małżeństwa jest NPR skazujący
              na bez końca odnawianą wstrzemięźliwość.

              > > Święta prawda. Ale przecież jeszcze nie powód, żeby tę swobodę dodatkowo
              > > ograniczać...
              >
              > Równie dobrze możnaby zapytać po co sobie poluzowywać. Takie pytania nie
              > prowadzą do żadnych konkretnych odpowiedzi, bo są wtórne w stosunku do
              > uprzedniego wyboru.
              > Jeśli celem jest luz, to rzeczywiście nie ma powodu, żeby tę swobodę
              dodatkowo
              > ograniczać.

              No właśnie chodzi o sens tego "uprzedniego wyboru".

              > Jeśli celem małżeństwa jest "łapanie okazji" to chyba rzeczywiście lepiej nie
              > stosować NPR.
              > Myślę, że "kluczem do sukcesu", o czym juz wielokrotnie pisałam, jest zmiana
              > motywacji.

              Czyli mój wariant 2?

              > Czas wstrzemięźliwości jest czasem na okazywanie sobie czułości, na drobne
              > gesty o mniej lub bardziej seksualnym charakterze, na mówienie o pewnych
              > sprawach dla siebie tylko zrozumiałymi aluzjami, na uwodzenie i zapraszanie
              się
              > na "ten dzień".

              Genepis, czy Twoim zdaniem to wszystko ma wyróżniać czas wstrzemięźliwości? I
              czy właśnie ze względu na te wszystkie czynności, Twoim zdaniem, czas
              wstrzemięźliwości ma szczególny sens?
              Czy to ma znaczyć, że w okresie "niewstrzemięźliwości" nie okazujecie sobie
              czułości, drobnych gestów o mniej lub bardziej seksualnym charakterze, nie
              mówicie o pewnych sprawach dla siebie tylko zrozumiałymi aluzjami, w końcu -
              nie uwodzicie się i nie zapraszacie do współżycia?


              • babok1 Re: NPR a życie małżeńskie 19.01.05, 15:05
                Dwa pytania, ktore juz padly ale odpowiedzi nie ma :))
                1)dlaczego skoro NPR ma taki niszczacy, destruktywny wplyw na zwiazek decyduja
                sie na niego (i tkwia latami) pary ktorych nie wiaza wytyczne KK?????
                2) Co w zamian przy zalozeniu ze ktos nie chce lub ma przeciwskazania do
                hormonow? Gumki??? A jak kogos nie zadowala ich skutecznosc?
                3) Przy karmieniu bylo kiepsko i trudno, ale ja nie zaufalabym gumce majac sluz
                szyjkowy "pierwszej jakosci" i kikumiesieczne dziecko -a u mnie tak to wlasnie
                wygladalo niekonczace sie latki sluzu jedna za druga.

                I jeszcze dla mnie okreslenie malzenstwa jako zwiazek seksualny strasznie je
                splyca i zubaza. To cos znacznie wiecej i glebiej. Seks jest bardzo wazny i tak
                samo jak strata jest pozbawienie malzenstwa seksu, tak samo strata jest
                zawezenie go tylko do seksu. A jesli cos sie stanie i z przyczyn choroby
                wspolzycie stanie sie niemozliwe to co?? To to wszystko inne tak wazne i piekne
                co nas laczy przestanie byc wazne? To malzenstwo przestanie istniec???

                Babok1
                • imbirka Re: NPR a życie małżeńskie 19.01.05, 17:29
                  Czytam dyskusję z wielką ciekawością, i jak tylko znajdę więcej czasu, chętnie
                  wypowiem się szerzej. Na razie odpowiem na Twoje pierwsze pytanie:

                  1)dlaczego skoro NPR ma taki niszczacy, destruktywny wplyw na zwiazek decyduja
                  > sie na niego (i tkwia latami) pary ktorych nie wiaza wytyczne KK?????
                  Jak sądze, i wiem zreszta też, bo znam kilka takich par, w okresie płodnym
                  korzystają one z innych możliwosci zaspokajania chęci współżycia, czyli np.
                  poprzez pieszczoty oralne i inne, nie będące w myśl nauki KK pełnym aktem
                  małżeńskim, a wiec dla par żyjących według nauki KK sa niedozwolone.
                  Wydaje mi się, że problem z NPR tutaj się ogniskuje - zapewne dla większości
                  osób problemem nie jest to, że NPR wymusza nieregularność współżycia, tylko to,
                  że pragnienie bycia ze sobą (celowo nie uzywam słowa popęd, czy pożądliwość,
                  gdyż zakładam, ze wszelka bliskość fizyczna w małżeństwie jest czymś więcej niż
                  tylko zaspokojeniem popędu) można zaspokajać tylko w pełnym akcie seksualnym, i
                  prowadzące do orgazmu pieszczoty są niedozwolone (ponieważ nie spełniają
                  warunku "płodnego" współżycia małżeńskiego).
                  • babok1 Re: NPR a życie małżeńskie 23.01.05, 23:48
                    Przyznaje -"coś może być na rzeczy" :))) Babok1
    • artus1231 Re: NPR a życie małżeńskie 22.01.05, 16:57
      mimoooza napisała:

      > Pozwól ze zadam Ci pytanie: gdyby KK uznał za
      > dopuszczalne stosowanie antykoncepcji w małżeństwie, czy znalazłbyś metodę,
      > która byłaby satysfakcjonująca dla Was obojga, a która 1)byłaby skuteczna; 2)
      > nie miała skutków ubocznych; 3)gdyby jednak zawiodła, nie miałoby to
      > negatywnych skutków dla poczętego życia.

      Myślę, że takie postępowanie z jednej strony zapewniałoby możliwie dużą pewność
      i zarazem możliwie wiele radości z bycia blisko siebie: 1. w okresie
      niepłodności przedowulacyjnej - prezerwatywa; 2. w okresie płodności - petting,
      a dla ryzykantów - prezerwatywa; 3. w okresie niepłodności poowulacyjnej -
      naturalny stosunek. :)
      Zauważ Mimooozo, że ryzyko: prezerwatywa + niepłodność przedowulacyjna,
      minimalizuje się i według moich obliczeń wynosi zaledwie kilka tysięcznych.

      > A co do małżeństwa jako "związku seksualnego" - moim zdaniem to ogromny skrót
      > myślowy. Małżeństwo jest przede wszystkim wspólnotą życia, wspólnym
      > przeżywaniem otaczającej nas rzeczywistości. Seks jest jego
      > dopełnieniem, "pieczęcią" małżeńskiej wspólnoty. Ale z drugiej strony,
      > czy "białego małżeństwa" nie uznaje się za małżeństwo?

      "Wspólnotą całego życia" są też... zakony kontemplacyjne. :)
      Seks to raczej spełnienie miłości.
      Białe małżeństwo wedle współczesnego prawa kanonicznego nie jest do końca
      zawarte jako małżeństwo. Kanoniści mówią o "procesie" jakim jest zawieranie
      małżeństwa: rozpoczyna się on zaręczynami, a kończy - nocą poślubną. Dopiero
      podjęcie współżycia czyni małżeństwo nierozerwalnym.

      > Zdarzają się też takie opinie, że stosowanie prezerwatywy w
      > małżeństwie nie jest grzechem.

      W dokumentach kościelnych takie opinie się "nie zdarzają". Według obecnej
      doktryny Kościoła prezerwatywa zawsze jest zła (bez względy na to, co mówi
      rzecznik hiszpańskiego episkopatu :).

      Przyszła mi do głowy jeszcze jedna "przeszkoda" bardzo przeszkadzająca z
      korzystania tylko z NPR: niedogranie spraw seksu w małżeństwie. Dla wielu mężów
      kochanie się z żoną jest najradośniejszą chwilą ich wspólnego życia. Tymczasem
      dla wielu żon seks jest sprawą trzecio- a nawet czwartorzędną. Jeżeli żona nie
      dojrzała jeszcze do tego, że miłosne oddanie się mężowi jest dla niego
      niezbędne jak powietrze (że to nie tylko dla niego, ale po prostu obiektywnie
      miłość w czystym spełnieniu!), to miotać się będą aż do menopauzy i całkiem
      prawdopodobne, że po drodze w ogóle zniechęcą się do seksu. A kiedy taka żona
      ma dojrzeć, skoro "musi" w okresie dla niej fizjologicznie najmniej
      sprzyjającym i w efekcie najmniej satysfakcjonującym?
      Wiem, wiem, trzeba rozmawiać, wskazywać, że "szklanka jest raczej do połowy
      pełna, a nie pusta", ale często "zrozumienie" sobie, a życie sobie. Mężowie
      Mimooozy, Zami, Genepis i paru innych forumowiczek to szczęściarze,
      podejrzewam, będący w mniejszości. :)

      Kłopot z nauką Kościoła na temat seksu można by streścić tak:
      Sobór sformułował aprioryczną (wynikającą z istoty Boga) tezę - "nie może być
      rzeczywistej sprzeczności między Boskimi prawami dotyczącymi z jednej strony
      przekazywania życia, a z drugiej pielęgnowania prawdziwej miłości małżeńskiej"
      (Gaudium et spes; 51). Z tą zasadą trudno się nie zgodzić - jak powiadam,
      wynika ona z istoty Boga. Problem w tym, że konsekwencje tej są zasady różne z
      perspektywy Urzędu nauczycielskiego i z perspektywy małżonków. Urząd zakłada,
      że rozpoznał w pełni "Boskie prawa dotyczące przekazywania życia" (zakaz
      antykoncepcji i NPR jako odpowiedzialne rodzicielstwo). Jeżeli małżonkowie mają
      kłopot z pielęgnacją miłości przy NPRze to dla niego oznacza, że sami są sobie
      winni. Z perspektywy małżonków (mojej :) oznacza to natomiast, że być może
      owe "Boskie prawa" nie zostały jeszcze do końca właściwie rozpoznane. Czy moje
      doświadczenie, jako małżonka, nie powinno się dla Kościoła liczyć w sprawach
      bezpośrednio mnie dotyczących? Jak myślicie?

      I jeszcze do Genepis. Obiecałem, że wyliczę dokumenty Kościoła dotyczące
      antykoncepcji i NPR. Jest ich dużo: "Humane vitae" (1968);
      adchortacja "Familiaris consortio" (1981); encyklika "Evangelim vitae" (1995);
      List do rodzin (1994); papieskie katechezy o małżeństwie z lat 1979-
      84 "Mężczyzna i niewiastą stworzył ich"; liczne przemówienia JPII np. do
      uczestników seminarium "Odpowiedzialne rodzicielstwo" 17 września 1983, w
      którym Papież sformułował tzw. "argument z bezbożności" przeciwko antykoncepcji
      oraz dokumenty kongregacji: Wytyczne wychowawcze Kongregacji Wychowania
      Katolickiego w odniesieniu do ludzkiej miłości z 1983 r.; Papieskiej Rady ds.
      Rodziny "Ludzka płciowość: prawda i znaczenie" (1995) oraz "Przygotowanie do
      sakramentu małżeństwa" (1996); Vademecum dla spowiedników (1997).
      W dokumencie "Ludzka płciowość" celibatariusze z Papieskiej Rady ds. Rodziny
      np. wiedzą lepiej od małżonków, że ci ostatni stosując antykoncepcję
      jedynie "poszukują przyjemności seksualnej w akcie małżeńskim unikając
      poczęcia" :).
      Niektóre katechezy, Genepis, wyślę mailem.
      • mimoooza Re: NPR a życie małżeńskie 26.01.05, 22:26
        > Myślę, że takie postępowanie z jednej strony zapewniałoby możliwie dużą
        pewność
        >
        > i zarazem możliwie wiele radości z bycia blisko siebie: 1. w okresie
        > niepłodności przedowulacyjnej - prezerwatywa; 2. w okresie płodności -
        petting,
        >
        > a dla ryzykantów - prezerwatywa; 3. w okresie niepłodności poowulacyjnej -
        > naturalny stosunek. :)
        > Zauważ Mimooozo, że ryzyko: prezerwatywa + niepłodność przedowulacyjna,
        > minimalizuje się i według moich obliczeń wynosi zaledwie kilka tysięcznych.

        Masz rację, ryzyko "minimalizuje się", ale nadal istnieje. Dla mnie i tak
        istnieje. Mam kilka koleżanek, które po przygodach z pękniętą prezerwatywą
        biegły do gina po receptę na Postinor.

        > Seks to raczej spełnienie miłości.
        > Białe małżeństwo wedle współczesnego prawa kanonicznego nie jest do końca
        > zawarte jako małżeństwo. Kanoniści mówią o "procesie" jakim jest zawieranie
        > małżeństwa: rozpoczyna się on zaręczynami, a kończy - nocą poślubną. Dopiero
        > podjęcie współżycia czyni małżeństwo nierozerwalnym.

        Zgadzam się. Zauważ - sam napisałeś "spełnienie miłości", a nie jej istota!
        Przez wspólnotę życia natomiast nie rozumiem wspólnego mieszkania, ale więź
        duchową, najgłębszą z możliwych, łączącą tylko dwoje ludzi - mężczyznę i
        kobietę.

        > Przyszła mi do głowy jeszcze jedna "przeszkoda" bardzo przeszkadzająca z
        > korzystania tylko z NPR: niedogranie spraw seksu w małżeństwie. Dla wielu
        mężów
        >
        > kochanie się z żoną jest najradośniejszą chwilą ich wspólnego życia.
        Tymczasem
        > dla wielu żon seks jest sprawą trzecio- a nawet czwartorzędną. Jeżeli żona
        nie
        > dojrzała jeszcze do tego, że miłosne oddanie się mężowi jest dla niego
        > niezbędne jak powietrze (że to nie tylko dla niego, ale po prostu obiektywnie
        > miłość w czystym spełnieniu!), to miotać się będą aż do menopauzy i całkiem
        > prawdopodobne, że po drodze w ogóle zniechęcą się do seksu. A kiedy taka żona
        > ma dojrzeć, skoro "musi" w okresie dla niej fizjologicznie najmniej
        > sprzyjającym i w efekcie najmniej satysfakcjonującym?

        Artus, moim zdaniem kłopoty wielu małżeństw nie wynikają ze stosowania NPR, ale
        z ogólniejszego nieuporządkowania spraw związanych ze współżyciem, braku
        zrozumienia tej kwestii i błędnych postaw. To jest naprawdę przykre, że wielu
        ludzi bagatelizuje sprawy seksu albo traktuje je jako jakąś wstydliwą część
        małżeńskiego życia, o której lepiej nie rozmawiać i jak się układa, tak niech
        będzie, jak jest źle, to tak musi być. I tu stosowana metoda regulacji poczęć
        nie ma nic do rzeczy, bo znalazłoby się wiele małżeństw stosujących
        antykoncepcję, którym się też w tej sferze nie układa i w których nie ma
        porozumienia między małżonkami. Napisałeś kiedyś, że współżycie jest
        najpiękniejszym wyrazem małżeńskiej miłości. I ja się z tym w pełni zgadzam.
        Właśnie dlatego na tej płaszczyźnie powwinno istnieć porozumienie, by miłość
        się umacniała i oboje małżonkowie czerpali radość z obcowania ze sobą. W końcu
        po to Pan Bóg stworzył seks :)


        > Kłopot z nauką Kościoła na temat seksu można by streścić tak:
        > Sobór sformułował aprioryczną (wynikającą z istoty Boga) tezę - "nie może być
        > rzeczywistej sprzeczności między Boskimi prawami dotyczącymi z jednej strony
        > przekazywania życia, a z drugiej pielęgnowania prawdziwej miłości
        małżeńskiej"
        > (Gaudium et spes; 51). Z tą zasadą trudno się nie zgodzić - jak powiadam,
        > wynika ona z istoty Boga. Problem w tym, że konsekwencje tej są zasady różne
        z
        > perspektywy Urzędu nauczycielskiego i z perspektywy małżonków. Urząd zakłada,
        > że rozpoznał w pełni "Boskie prawa dotyczące przekazywania życia" (zakaz
        > antykoncepcji i NPR jako odpowiedzialne rodzicielstwo). Jeżeli małżonkowie
        mają
        >
        > kłopot z pielęgnacją miłości przy NPRze to dla niego oznacza, że sami są
        sobie
        > winni. Z perspektywy małżonków (mojej :) oznacza to natomiast, że być może
        > owe "Boskie prawa" nie zostały jeszcze do końca właściwie rozpoznane. Czy
        moje
        > doświadczenie, jako małżonka, nie powinno się dla Kościoła liczyć w sprawach
        > bezpośrednio mnie dotyczących? Jak myślicie?

        Według mnie każdy człowiek ma prawo stawiać pytania, dotyczące spraw istotnych
        dla naszego życia. Masz też prawo do własnych odpowiedzi. Ale z drugiej strony,
        zawsze trzeba dopuszczać swoją omylność i konfrontować z tym, co nam podpowiada
        sumienie.

        Ja rozumiem to, czego naucza Kościół w sprawach regulacji poczęć. Nie od strony
        dokumentów, ale od strony miłości małżeńskiej. Jakiś czas temu byłam z nauką KK
        w sprawie antykoncepcji na bakier i naprawdę nie byłam skłonna do zmiany
        poglądów. Tak długo, aż... się zakochałam. Dla mnie antykoncepcja jest grzechem
        przeciwko wzajemnej miłości, obojętnie jaka to metoda, dlatego, że zakłóca,
        wypacza sens współżycia jako wzajemnego oddania. Prezerwatywa też. Pomijając
        kwestie obecności ciała obcego, oddzielającego w jakiś sposób współmałżonków,
        czy Twoim zdaniem można mówić o pełnym oddaniu całej swojej osoby w sytuacji,
        gdy wszystkie działania zmierzają do tego, by przypadkiem żadna kropla nasienia
        męża nie przedostała się na ciało żony i kiedy zamiast czule się w siebie
        wtulić "po", mężczyzna musi biec do toalety, by umyć... wiadomo co ;0)
        Dla mnie byłaby to jakaś ogromna sztuczność całego aktu, a więc spłycenie
        współżycia, jego ogromnego znaczenia dla wzajemnej miłości.

        I jeszcze jedno, co zadecydowało o moim myśleniu. Ja sama jestem dzieckiem
        nieplanowanym, mam pięcioro starszego rodzeństwa. Moi rodzice stosowali
        kalendarzyk, o którego "skuteczności" nikogo nie trzeba przekonywać, a który w
        latach 70. był propagowany, wiedza o NPR zaś nie była właściwie w Polsce znana.
        Moja mama przyznaje, że kiedy się okazało, że jest w ciąży, ogromnie się bała,
        ale zaufała Bogu, wyznając zasadę, że "Bóg wie najlepiej czego nam potrzeba". I
        potem okazało się, że byłam rodzicom ogromnie potrzebna, a dziś realizuję się w
        życiu rodzinnym i zawodowym i jestem ogromnie wdzięczna za dar życia (a swoją
        drogą, Rodzice wychowali nas wszystkich i choć nie było lekko, wszyscy
        skończyliśmy studia). Dlatego z większą rezerwą i pokorą podchodzę do decyzji o
        przekazywaniu życia - według mnie ostatecznie należy ona do Boga, nie do
        człowieka. Nie chcę być tutaj źle zrozumiana, absolutnie nie zachęcam do
        bezmyślności. Ale wydaje mi się, że pożądaną sprawą jest w wypadku
        chrześcijańskich małżonków współpraca z Bogiem, polegająca m. in. na zaufaniu i
        poszukiwaniu właściwej drogi.

        Pozdrawiam serdecznie :)
        • zxcvbn1 Re: NPR a życie małżeńskie 27.01.05, 12:05
          > > Zauważ Mimooozo, że ryzyko: prezerwatywa + niepłodność przedowulacyjna,
          > > minimalizuje się i według moich obliczeń wynosi zaledwie kilka tysięcznyc
          > h.
          >
          > Masz rację, ryzyko "minimalizuje się", ale nadal istnieje. Dla mnie i tak
          > istnieje.

          O tak, istnieje. Istnieje również w każdym dniu cyklu u kobiety stosującej NPR.

          > Pomijając
          > kwestie obecności ciała obcego, oddzielającego w jakiś sposób współmałżonków,

          Ach, te kołdry, chusteczki, ściany, ubrania... Przytulajmy się tylko nago, żeby
          nas ciała obce nie oddzielały...

          > Dlatego z większą rezerwą i pokorą podchodzę do decyzji o
          >
          > przekazywaniu życia - według mnie ostatecznie należy ona do Boga, nie do
          > człowieka.

          Zgadzam się. Tylko że wybór metody regulacji poczęć nie ma z tym nic wspólnego.
          Jeśli ktoś używa tylko gumek to Bóg też mu może zesłać dziecię, nawet czasem z
          większym prawdopodobieństwem. Z drugiej strony przy stosowaniu każdej metody
          człowiek stara się wpływać na to, kiedy życie zostanie przekazane, a kiedy nie,
          choć oczywiście ostateczna decyzja należy do Boga.
          • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 28.01.05, 20:58
            zxcvbn1 napisała:

            > > > Zauważ Mimooozo, że ryzyko: prezerwatywa + niepłodność przedowulacy
            > jna,
            > > > minimalizuje się i według moich obliczeń wynosi zaledwie kilka tysi
            > ęcznyc
            > > h.
            > >
            > > Masz rację, ryzyko "minimalizuje się", ale nadal istnieje. Dla mnie i tak
            > > istnieje.
            >
            > O tak, istnieje. Istnieje również w każdym dniu cyklu u kobiety stosującej NPR.
            W kazdym dniu cyklu? W czasie nieplodnym tez?
            • toya3 Re: NPR a życie małżeńskie 28.01.05, 21:47
              > W kazdym dniu cyklu? W czasie nieplodnym tez?

              Jak najbardziej! Piszę o tym w wątku NPR- teoria a praktyka

              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14906&w=19913738
              i dalej też...
              Przypominam, że to, co nazywasz czasem niepłodnym, jest tak naprawdę czasem
              uznanym przez Ciebie za płodny na podstawie Twojej interpretacji różnych
              objawów.
              • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 31.01.05, 22:31
                toya3 napisała:

                > > W kazdym dniu cyklu? W czasie nieplodnym tez?
                >
                > Jak najbardziej! Piszę o tym w wątku NPR- teoria a praktyka
                >
                > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14906&w=19913738
                > i dalej też...

                Na to już obszernie odpowiedziała burczykowa.
                > Przypominam, że to, co nazywasz czasem niepłodnym, jest tak naprawdę czasem
                > uznanym przez Ciebie za płodny na podstawie Twojej interpretacji różnych
                > objawów.
                • zxcvbn1 Re: NPR a życie małżeńskie 01.02.05, 12:16
                  A na to jeszcze nie:
                  forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14906&w=19913738&a=20107300
                  Może się wypowiesz?
    • nordynka1 Re: NPR a życie małżeńskie 27.01.05, 09:03
      Witajcie
      śledzę tę dyskusję od jakiegoś czasu, podoba mi się

      oprócz tego co piszą genepis ,zamia, mimooza i z czym sie zgadzam chcę napisać
      pare słów od siebie. W każdej Twojej Artusie wypowiedzi mówisz o różnych
      teoretycznych problemach, wciąż w głowie rodzą Ci się nowe wątki, nowe
      przeszkody dotyczące a to tej a to innej grupy osób. Sądze że Twoje rozważania
      są czysto teoretyczne, że dyskutujesz ze swoimi wątpliwościami i zadajesz
      pytania z gatunku "co by było gdyby?". Nie żeby było w tym coś złego nie zrozum
      mnie źle - kazdy wątpiący zadaje 100000 pytań na minutę i dobrze bo poszukuje
      odpowiedzi. Może skupisz się na swoich konkretnych przeszkodach i te spróbujesz
      rozwiązać?

      I jeszcze jedno - dlaczego nie uznaję antykoncepcji - przez szacunek dla samej
      siebie mojego męża i naszych dzieci które mogą się począć. Usiłuje się nam dziś
      wbić do głowy że można oddzielić seks od płodności. No niestety nie można.
      Znasz 100% "metodę"? Jedna - wstrzemięźliwość. Ale szukajmy metody
      umożliwiającej współżycie. Nie istnieje. Tak trudno nam przyjąć do wiadomości
      że coś "wymyka nam się z rąk", zwłaszcza facetom, panom i władcom ;). Od
      momentu kiedy zgodziłam się na to przed samą sobą wszystko stało się proste.
      pozdrawiam
      • zxcvbn1 Re: NPR a życie małżeńskie 27.01.05, 12:10
        > I jeszcze jedno - dlaczego nie uznaję antykoncepcji - przez szacunek dla samej
        > siebie mojego męża i naszych dzieci które mogą się począć. Usiłuje się nam dziś
        >
        > wbić do głowy że można oddzielić seks od płodności. No niestety nie można.
        > Znasz 100% "metodę"? Jedna - wstrzemięźliwość. Ale szukajmy metody
        > umożliwiającej współżycie. Nie istnieje.

        Święta prawda - nie ma 100%-metody! Tylko na czym polega brak szacunku u osób,
        które antykoncepcję stosują???
        • nordynka1 Re: NPR a życie małżeńskie 28.01.05, 21:08
          Piszę o sobie o swoim doświadczeniu i o swoich przemyśleniach. Nie jest moim
          zamiarem ocenianie kogokolwiek i wyrokowanie, że ten co stosuje antykoncepcję
          nie szanuje swojej rodziny. I myślę, że Twoje pytanie brzmi „dlaczego uważasz
          się za lepszą od stosujących antykoncepcję?”. Powtórzę więc jeszcze raz – piszę
          o sobie, nie mam zamiaru oceniać kogokolwiek, bo nic mi do tego. A jeśli
          miałabym wyjaśniać na czym dla mnie polega owo szanowanie siebie męża i dzieci
          to może powiem tyle, ze na respekcie dla możliwości jakie daje nam nasza
          płodność.
          • nordynka1 Re: NPR a życie małżeńskie 28.01.05, 21:51
            acha i nie uważam, że jestem lepsza od stosujących antykoncepcję. To jest mój
            wybór a antykoncepcja to tych osób wybór. I kropka.
          • toya3 Re: NPR a życie małżeńskie 28.01.05, 21:55
            A jeśli
            > miałabym wyjaśniać na czym dla mnie polega owo szanowanie siebie męża i
            dzieci
            > to może powiem tyle, ze na respekcie dla możliwości jakie daje nam nasza
            > płodność.
            Ładnie to ujęłaś :)), ale nasza płodność to również pociąg do drugiej osoby,
            który domaga się zaspokojenia. I ciężko jest pokornie czekać nie wiadomo, jak
            długi czas, ze szkodą dla miłości, albo naginać wcześniejsze postanowienia i
            zasady do sytuacji...I czy rzeczywiście można wymagać od męża (bo kobieta
            zniesie wiele, to wiadomo :\\), żeby szanował naturę i czekał? Czy to zgodne z
            jego naturą? Mam na myśli sytuacje ekstremalne, bo oczywiście w życiu każdej
            pary występują okresy przymusowej abstynencji. I oczywiście można traktować npr
            jako swoistą zaprawę do takich sytuacji, ale czasem jest to nie do zniesienia i
            chce się krzyknąć: w imię czego???!!
            • nordynka1 Re: NPR a życie małżeńskie 11.02.05, 23:19
              Toya
              Pytasz „czego mi nie wolno? I dlaczego?”, zapytaj się siebie „co mogę zrobić
              by bardziej kochać? w tej sytuacji w której jestem?”
              Miast patrzeć za płot sądząc ,że tam to dopiero się wybiegasz popatrz ile masz
              miejsca na łące na której stoisz.
              Mnie osobiście takie podejście bardzo pomaga, często w okresach
              wstrzemięźliwości
              • toya3 Re: NPR a życie małżeńskie 12.02.05, 12:03
                >Miast patrzeć za płot sądząc ,że tam to dopiero się wybiegasz popatrz ile masz
                > miejsca na łące na której stoisz.

                Bardzo podoba mi się ta metafora :)) rzeczywiście, daje do myślenia, ale... to
                nie jest często kwestia "czego mi nie wolno", tylko dlaczego właściwie mam
                czegoś nie robić, skoro jest mi (czy drugiej osobie) bardzo źle i nieczemu to
                nie służy? Ani nie umacnia więzi (raczej przeciwnie), ani nie pogłębia wiary
                (może zależy u kogo...), rodzi frustrację, bunt, zwątpienie. I zaczynamy się
                zastanawiać nie nad tą drugą łąką, tylko nad własną - "co mogę zrobić, by
                bardziej kochać" - to Twoje słowa.
                Powstaje też pytanie, kto stawia płot? :))

                Pozdrawiam serdecznie - Toya
    • artus1231 Re: NPR a życie małżeńskie 27.01.05, 13:52
      mimoooza napisała:

      > "Bóg wie najlepiej czego nam potrzeba". (...) Dlatego z większą rezerwą i
      pokorą podchodzę do decyzji o
      > przekazywaniu życia - według mnie ostatecznie należy ona do Boga, nie do
      > człowieka.

      Wbrew pozorom Kościół nie wymaga takiej postawy. Paweł VI w encyklice "Humane
      vitae" wyraźnie pisze, że małżonkowie stosujący NPR nie tylko mają prawo z
      ważnych powodów chcieć uniknąć poczęcia, ale mają prawo chcieć "mieć pewność",
      że do poczęcia podczas stosunku nie dojdzie. Z kolei Jan Paweł II w jednym z
      przemówień mówi, iż w niektórych przypadkach uzyskanie owej "pewności" jest
      moralnym obowiązkiem (przypuszczam, że chodzi o sytuacje, gdy np. ciąża
      stanowiłaby zagrożenie dla zdrowia kobiety). Dlatego Kościół wielokrotnie
      zachęcał już naukowców i nadal to robi, by pracowali nad "naturalnymi" metodami
      coraz bardziej skutecznymi.

      nordynka1 napisała:

      > Usiłuje się nam dziś
      > wbić do głowy że można oddzielić seks od płodności. No niestety nie można.

      Ależ Nordynko, stosując NPR wykorzystujesz właśnie fakt, że natura sama Ci to
      cyklicznie umożliwia - oddzielenie seksu od płodności! Żebyś nie wiem jak się
      starała, współżyjąc w okresie niepłodnym, nie doprowadzisz do poczęcia :). Taki
      stosunek nie ma prokreacyjnego "znaczenia"! Twoja natura właśnie po to jest
      cykliczna, byś współżyjąc kiedy chcesz, mogła mieć tylko... kilkanaścioro
      dzieci, a nie dwa razy więcej :). Problem w tym, że "kilkanaścioro" jest to
      przy obecnych warunkach psycho-społeczno-kulturowych i tak o wiele za dużo.
      Dlaczego nie wolno nam "wspomagać" natury w realizowaniu jak najbardziej jej
      własnego celu - wydanie na świat tylu dzieci, ile jesteśmy dzisiaj w stanie
      prawidłowo wychować?
      Coraz bardziej skłaniam się do tezy, że właśnie m.in. oddzielanie seksu od
      płodności - czy to "naturalne", czy "sztuczne" - odróżnia nas od zwierząt.
      Nasza seksualna komplementarność służy przede wszystkim budowaniu więzi, a
      dopiero w dalszej kolejności - płodzeniu dzieci. Gdyby było na odwrót, szanowne
      koleżanki nie powinny byłby móc współżyć np. w okresie menopauzy. :)
      Rodzicielstwo to jedynie... etap dojrzewania miłości - krótki (mniej więcej
      dzisiaj od 25 do 35 roku życia kobiety) i przecież nie ostatni. A Kościół
      ciągle mówi o płodzeniu jako o celu małżeństwa :(.

      > W każdej Twojej Artusie wypowiedzi mówisz o różnych
      > teoretycznych problemach, wciąż w głowie rodzą Ci się nowe wątki, nowe
      > przeszkody dotyczące a to tej a to innej grupy osób. Sądze że Twoje
      rozważania
      > są czysto teoretyczne, że dyskutujesz ze swoimi wątpliwościami i zadajesz
      > pytania z gatunku "co by było gdyby?". (...) Może skupisz się na swoich
      konkretnych przeszkodach i te spróbujesz
      > rozwiązać?

      Może winny jestem Wam tę informację - jako katolicki publicysta w swoich
      tekstach wypowiadam się w imieniu czytelników, nie tylko swoim własnym.
      Ponieważ nie zakładam, że zawsze mam rację, stąd moja obecność i pytania
      zadawane na tym i innych forach. Chcę być maksymalnie obiektywny i pisać o
      rzeczywistych problemach ludzi. Uważam, że o takich problemach trzeba głośno
      mówić - choć w Polsce przyzwyczajeni jesteśmy wciąż raczej "milczeć".

      • orla6 Re: NPR a życie małżeńskie 27.01.05, 14:43
        Kochani,
        Jak zawsze przy tych dyskusjach tyle emocji, ale po raz kolejny wydaje mi sie i
        tu sie zgodzę z Artusem, ze trochę malo empatii. JA juz nawet nie mam sily
        czytac dokladnie wszystkich postow co do jednego, zreszta nawet niestety nie
        mam czasu. Zastanawialam sie czy wogole sama mam pisac czy nie, bo wlasnie nie
        mam czasu i jest to moj problem nagminny, mimo ze nie jestem buisnesswoman z 12
        godzinnym dniem pracy zawodowej, ale pracujaca w niepelnym wymiarze (etat
        nauczycielsko-lektorski)matka dwojki maluchow niejadkow i zona majacego 11
        godzinnny dzien pracy meza. A to sie rowna w sumie ze moj dzien pracy sie nigdy
        nie konczy i ze czasem koncze usypiac mlodsze dziecko, ktore sie nie chce ode
        mnie odkleic o 24.00 i ide sprawdzac testy zaliczeniowe i przygotowywac
        zajecia, co koncze o 2 w nocy, robie szybkie prasowanko i nastawiam pranie i
        klade sie o 2.30 zeby wstac o 5.30 i zdazyc do pracy, rownoczesnie,
        niezaniedbujac obiadu dla dzieci, sprzatania i cennych porannych chwil z mama
        przed wyjsciem do przedszkola dla starszej.
        JAk widac (chyba????)moj czas i meza dla siebie nawzajem jest ograniczony dla
        minimum i nie jest to nasz wybor, ani cos czemu moglibysmy w tym momencie
        zaradzic.I tak sie jakos jeszcze sklada, ze dzieci choruja i nie spia cale naoc
        w 9 przypadkach na 10 w okresach nieplodnych, maz ma wtedy z reguly awarie w
        pracy i siedzi tam do 2-ej w nocy, a mnie tez sie wtedy najwiecej zbiera do
        zrobienia do pracy. I przysiegam, ze nie jste to kwestia zlej organizacji, zlej
        woli, czy braku planowania, po prostu jakos tak juz jest i musimy sie ztym
        nader czesto pogodzic.
        Mimo to od lat wiernie staramy sie trzymac NPR, zarowno z przekonania jak i
        posŁuszenstwa KK, ale czasem placze z frustracji w poduszke, a maz stanowczo
        twierdzi ze ma dosc zycia na gwizdek wojskowy: teraz wolno, bacznosc, nie ma
        czasu, nie ma sily, ale musicie ten czas wykorzystac, bo inaczej za kilka dni
        nic juz z tego nie bedzie, a nastepny raz za za miesiac. A teraz chlopie juz
        nie wolno i co z tego, ze akurat jestescie razem, udalo sie polozyc ciut
        wczesniej, dzieci zdrowe i zwyczajnie czujecie potrzebe bliskosci fizycznej, bo
        sie kochacie? u nas ten tryb zycia w penym sensie doprowadzil do nerwicy
        seksualnej, a mnie juz do roznych skarajnych postaw emocjonalnych, kiedy
        staralam sie sobie to jakos tak poukladac zeby sie nie buntowc, a z drugiej
        strony zeby jeszcze cos do siebie na poziomie fizycznym czuc. Mialam juz etap
        wymuszonej na sobie samej totalnej ozieblosci, no bo skoro wspolzycie nie jest
        najwazniejsze, to moze w ogole nie jest wazne? Skoro to co czuje w danym
        momencie, to pragnienie fizycznej, zmyslowej blsikosci, a nawet tak, nie
        wahajmy sie tego powiedziec przyjemnosci, ktora mozna sobie nawzajem ofiarowac,
        nie jest istotne, nie jest waznym czynnikiem w naszym malzenstwie i mam je
        przez 3/4 m-ca ignorowac i od siebie odpychac, no to po co w ogole je
        dopuszczac do glosu? Z trudem mi przychodzi potem wlaczenie zielonego swiatla
        w sensie fizycznym, bo a nawet emocjonalnym, bo w krew mi przez lata weszlo
        wyhamowywanie (lacznie z ponad roczna wstrzemiezliwoscia ciazowa- karmieniowo
        piersiowa).
        Mielismy okresy calkowitej ascezy seksualnej i niestety nie mialam wrazenia ze
        to dobrze wplywa na nasza wiez, na sumienie owszem, natomiast na poczucie
        bliskosci i intymnosci jakos wcale. I okresy kiedy przyznaje w okresie
        potencjalnie plodnym przyznaje, hamulce nam nie wytrzymawaly i staralismy sie
        choc peszcotami okazywac sobie bliskosc i pozadanie. A sumienie zawewsze twdy
        uwieralo i szlam z tym do spowiedzi, za kazdym razem udreczona w rownym stopniu
        slaba wola, co beznadziejnoscia ogolnej sytuacji. Pewien ksiadz, swiatly
        intelektualista zreszta, wieloletni duszpasterz akademiscki, powiedzial mi
        kiedys ze jestem w swietle tego co mowie "ale katolikiem" i nie wierzy ze chce
        sie poprawic, wiec nie moze mi chyba udzielic rozgrzeszezenia, a moj placz na
        te slowa, rozjatrzyl go juz w ogole do bialosci. Ublagalam go o to
        rozgrzeszenie, potem przez tydzien plakalam, asceza nam sie udala przez
        nastepny miesiac (choc znow okres nieplodny wypadl kiedy ja bylam z dziecmi na
        wakacjach, a maz w pracy), a ja czulam sie jakbym byla na dnie czarnego dolu, z
        ktorego nie ma wyjscia.
        Tymczasem w ciagu ostatniego pol roku, 3 zupelnie roznych ksiezy: jeden
        specjalista od sprawa kanonicznego, drugi wiekowy zakonnik a trzeci spowiednik
        katedralny powiedzialo mi, ze to nieprawda, ze nie mamy do swiebie "zadnego
        prawa" w sensie fizycznym w okresie kiedy wstrzymujemy sie od wspolzycia i ze
        juz wieksza szkoda, a nawet grzechem jest postawa w ktorej sie unika wspolzycia
        i bliskosci fizycznej w oglole , niz kiedy sie w okresie wstrzremizliwosci
        ucieka do pieszczot, nawet bardzo daleko idacych, bo to jest moj maz, jestesmy
        malzonkami i mamy wlasnie prawo do okazywania sobie milosci wten sposob. i
        zebym sie wiecej z tego nie spowiadala.
        i wiecie co? ja uwierzylam dopiero za trzecim razem. Taki byl ciezar nauki
        ktorej dotad mi udzielano.tych wszystkich haswel o "wzajemnej masturbacji", ale
        katolicyzmie i nieczystosci w malzenstwie...
        Co nie znaczy ze uwazam problem za rozwiazany i zamierzam to rozwiazanie
        stosowac nagminnie i z premedytacja. W koncu chodzi o to zeby doswiadczac
        pelnej jednosci,a akt malzenski jest swiety, wierze mocna ze jest celebracja
        sakramentu i postawa w ktorej nagminnie uzzywa sie srodkow zastepczych, kiedy
        go nie mozna dopelnic budzi moj gleboki niepokoj. LAe jesli w danym momencie
        jest to jedyna mozliwosc okazania i doswiadczenia czulosci, namietnosci i
        blskosci, i istnieje napiecie zwiazane z taka potrzeba, to dano mi w koncu
        prawo zeby zaufac swojej wczesniejszej intuicji, ze moze to byc dobre, a nie
        zle. Tylko dlaczego nie ma spojnej nauki Kosciola na ten temat? Dlaczego wiele
        osob, zarowno duchownych jak i siwckich i zyjacych w malzenstwie nie potrafi
        zrozumiec i zauwazyc, ze jak mi powiedzial ostatni spowiednik " w zyciu nie
        zawsze mozna sie trzymac sztywnych regul tego co dobre a co zle, bo to moze byc
        bardzo indywidualne i zalezne od sytuacji. Prsze pamietac, ze najwazniejsza
        musi byc milosc, a nie litera prawa" I to niechaj stanowi podsumowanie mojej
        wypowiedzi.
        Aha, mamy 2 dzieci i jestesmy malzenstwem od 7, 5 roku, wiec nasze
        doswiadczenie nie jest chyba nic nie znaczace, W przyszklosci chcemy miec
        jeszcze dzieci, ale teraz musimy po prostu odpoczac i zebrac sily, zeby moc je
        miec z radoscia. Czy to jest postawa antykoncepcyjna?????????
        • fiamma75 Do orla6 27.01.05, 15:00
          Dzięki za Twój szczery post. Nie umiem może sie odnależź tak do końca w Twojej sytuacji, bo nam dzieci nie przeszkadzają. Z drugiej strony okres wstrzemięźliwości nieraz nam doskwierał, choć na nasze szczęście nigdy nie był bardzo długi.
          Przyznam, że dla mnie chwilami nauka Kościoła dotycząca pieszczot w okresie wstrzemięźliwości jest niespójna. Myślę, że dla bardzo wielu osób, co owocuje konfliktami sumienia. Rozmawiałam na ten temat z moim spowiednikiem. Ma podobny pogląd do Twojego mądrego księdza. Intencja jest najważniejsza. Poza tym takich pieszczot nie można porównać np. z antykoncepcją - zupełnie inny ciężar gatunkowy. W skrócie: jak się zdarza, to się świat nie zawali.
          • orla6 Re: Do orla6 27.01.05, 15:50
            Dzieki za dobre slowo. tego nigdy za duzo, przewaznie za malo :)
        • toya3 Re: NPR a życie małżeńskie 27.01.05, 17:55
          Orla, podpisuję się oboma rękami pod Twoimi dświadczeniami/przemysleniami!
          Sytuację mam podobną, choć dzieci nie przeszkadzają, ale, jak to wspaniale
          ujęłaś - "życie na gwizdek" zrodziło w naszym małżeństwie wiele frustracji,
          zahamowań i wprowadziło pewną sztuczność i niespontaniczność współżycia. Czy o
          to chodzi w nauce KK? Czy chodzi o to, by okazując sobie miłość mieć prawie
          zawsze rozterki i konflikt ciała i sumienia???
          Moje doświadczenie było w tej kwestii wyjątkowo tragi-komiczne: trzymając się
          nauki Kościoła i własnej wiary, czekaliśmy z rozpoczęciem współżycia aż do
          ślubu (tak, tak, są jeszcze tacy..;) ). Obserwacje cyklu prowadziłam wcześniej,
          różnie to wyglądało, ale doświadczenie już miałam. I co się okazało - ślub,
          wesele, wymarzona podróż poślubna, czekaliśmy na siebie tyle czasu, a tu faza
          niskiej temp., całe 10 dni... Z poczęciem dziecka chcieliśmy z różnych powodów
          poczekać, nacieszyć się sobą, trochę okrzepnąć materialnie - nic chyba w tym
          niezwykłego, prawda? Tak więc miotaliśmy się w tej sytuacji i cała precyzyjnie
          zbudowana teoria runęła, zero upragnionego cieszenia się sobą bez presji
          grzechu ;(((. A naprawienie tego zabrało duuużo czasu, oj dużo, o ile w ogóle
          do końca się udało...
          • orla6 Re: NPR a życie małżeńskie 27.01.05, 20:12
            My musielismy poslubie czekac 2 miesiace (po 5 latach bycia ze soba i czekania
            na siebie). Slub byl w 5 dniu cyklu, cykl okazal sie bezowulacyjny, nastepny
            trwal jakies 40kilka dni. Ze czekalismy do slubu, choc bylo trudno, nie
            zaluje. tego co przezylismy potem - zaluje strasznie i nie wiem czy
            kiedykolwiek przestane. i tez nie wiem czy kiedykolwiek sie uda to naprawic.
            Ufam jedynie Panu Bogu ze nasze nawet najbardziej negatywne doswiadczenia moze
            wykorzystac dla nasego i innych (ofiarowane) dobra. Ale czy to na prawde
            konieczne? Czy Pan Bog na prawde tego wlasnie chce?
            • toya3 Re: NPR a życie małżeńskie 27.01.05, 20:56
              Jak ja cie doskonale rozumiem... wreszcie ktoś, kto przeżył to samo,
              najwidoczniej z tych samych powodów i też ma takie przemyślenia.
              Ja również nie żałuję, ża na siebie czekaliśmy, wtedy miałam wielkie nadzieje
              związane z "poślubem", które w przykry sposób z dnia na dzień się rozwiewały i
              na pewno miało to wielki wpływ na nasze relacje i kształt naszej miłości. W
              końcu mieliśmy uczyć się siebie wzajemnie, i co? Potem już nie było takich
              warunków, podróży itd... ;((
              Czy naprawdę o to chodzi? I co to ma na celu? Czy ci, którzy to zalecają (Pan
              Jezus nic chyba o tym nie mówił), wiedzą, co robią, zwłaszcza surowo
              potępiając "grzechy" w tej sferze życia? Czy wiedzą, jaką krzywdę wyrządzają
              wielu młodym parom, na jakie frustracje i dylematy je narażają, często
              powodowani jakąś chorą obsesją?... Kiedyś byłam młoda, naiwna i ufna, ksiądz
              mówił w imieniu Pana Boga, nie mógł się mylić. Teraz jestem ciąglę młoda ;)))),
              ale doświadczenie pokazało, że różni są księża, a przede wszystkim, że są tylko
              ludźmi. Ja rozstrzygam te sprawy już tylko we własnym sumieniu.
        • nordynka1 Re: NPR a życie małżeńskie 28.01.05, 21:48
          chcę Ci podziękować za Twój list. Opisuje żywe doświadczenie, tak żywe, że
          własciwie brak mi słów, jedynie mogę Ci podziękować.
          I Bogu dzięki, że znalazł się mądry spowiednik który szuka miłości w człowieku
          a nie suchego "spełniania przykazań". Nie wiem czemu nie ma spójnej nauki
          Kościoła na ten temat. Może dlatego, że każdy z nas jest inny i każdą sytuację
          trzeba rozważać osobno...
          Nie mogę powiedzieć ,że wiem o czym piszesz bo moje doświadczenie jest inne -
          ale intuicja podpowiada mi to samo co Tobie. Miłość jest zawsze pierwsza.
          pozdrawiam Cię serdecznie
        • imbirka Re: NPR a życie małżeńskie 29.01.05, 18:20
          Orlo,
          bardzo dziękuję Ci za to podzielenie sie Twoim doswiadczeniem. Długo myślałam o
          Twojej opowieści.
          Ja mam podobne rozterki, pomimo zaledwie 3 letniego stażu małżeńskiego i braku
          dzieci - ale żyję w małżeństwie mieszanym, mój mąż jest ateistą, i trudno mu
          znosić uciażliwosci czasu abstynencji bo nie uznaje "nagrody w niebie" .
          Spotkałam sie z bardzo nieprzyjemnymi sytuacjami w konfesjonale odnosnie
          tzw. "wzajemnej masturbacji" co jest określeniem okropnym i osobiście odbieram
          je jako upokarzajace. Dla mnie intencja budowania jednosci w małżeństwie, i
          wyrazania miłości czy to w pełnym współżyciu czy w pieszczotach jest nadrzędna.
          Dla mnie to rozdzielanie na akt małżeński i to co nim nie jest jest dosć
          sztuczne, ponieważ postrzegam bycie małżonków jako rzeczywistość bardzo
          dynamiczną. Czasem ucałowanie dloni więcej znaczy i wyzwala emocji, a także
          pożądania, niz cała noc...
          Ciekawie się patrzy na to wszystko z doświadczeniem niemożności zajscia w
          ciążę. Gdzie jest wyrażanie jednosci małżeńskiej we współżyciu ponieważ własnie
          test owulacyjny wyszedł pozytywnie, a właściwie nie bardzo mam na to ochotę?
          czasem to jest przykre. A jeżeli nie mozemy mieć dzieci? Skoro pieszczoty nie
          są wtedy zamierzonym aktem "antykoncepcyjnym", to mozna na nich poprzestać?
          Mierzi mnie takie rozpatrywanie bardzo złożonej, i innej u każdej pary
          rzeczywistości w konfesjonale przez osobę, która doświadcza swoje seksualnosci
          w inny sposób. Bo wstrzemięźliwosć celibatariusza, a wstrzemięźliwosć w
          małżeństwie to dwie zupełnie różne sytuacje. Czym innym jest wstrzemięźliwosć
          jako druga strona aktywnego życia seksualnego, a czym innym nie podejmowanie go
          w ogóle.
          • mimoooza Re: NPR a życie małżeńskie 29.01.05, 21:51
            Polecam ciekawy artykuł na temat czasu wstrzemięźliwości, w którym wyraźnie
            można przeczytać o tym, że mówienie o jakiejkolwiek formie pieszczot w
            małżeństwie jako o "wzajemnej masturbacji" jest właściwie nieporozumieniem -
            www.lmm.pl/czytelnia/etyka/knotz_bliskosc.html
            Może i szkoda, że w Kościele brakuje spójnej nauki na temat moralności życia
            małżeńskiego (poza regulacją poczęć), ale z drugiej strony według mnie to
            dobrze - niech sumienie rozstrzyga, czy dany rodzaj okazywania czułości służy
            więzi i buduje. Oby było jak najwięcej mądrych spowiedników, a nie takich o
            poglądach wręcz przedsoborowych...
            • imbirka Re: NPR a życie małżeńskie 29.01.05, 23:07
              Ten artykuł rzeczywiście jest dość rewolucyjny w sposobie mówienia o współżyciu
              małżeńskim, ale jednak moim zdaniem zawarte sa w nim krzywdzące tezy i
              uogólnienia. Wyraźnie napisane jest, że pieszczoty doprowadzające do orgazmu są
              niewskazane:
              "W wyniku zbyt częstego doprowadzania się do orgazmu poza stosunkiem seksualnym
              pojawia się u małżonków, w jakiejś perspektywie czasu, coraz większa niemożność
              panowania nad własnymi popędami, zanika zdolność do samokontroli. Otwiera się
              droga do szukania zaspokojenia seksualnego kiedy się tylko chce. Przymus
              zaspokojenia seksualnego sprawia, że coraz łatwiej jest się wzajemnie
              wykorzystywać, uprzedmiotawiać i to pod pretekstem miłości. Idąc w tym kierunku
              można nie zauważyć regresji seksualności cofania się relacji miłosnej, jej
              zaniku na korzyść płytkiego zaspokojenia seksualnego. Kontakt między małżonkami
              traci głębię (nie tylko w przenośni) i zatrzymuje się na powierzchni ich ciał.
              Posuwa się biologizacja aktu małżeńskiego." i dalej:
              "Gorzkim owocem takiego zachowania są potem zranienia, najczęściej kobiet,
              które mówią z goryczą, że świadczą mężczyźnie jedynie "usługi seksualne".
              Kobiety te bardzo dobrze czują, że dla mężczyzny seks z nimi stał się tanim
              towarem niewypływającym z prawdziwej miłości do nich. Małżonkowie pomimo, że
              fizycznie zostali zaspokojeni pozostają wobec siebie samotni, może nawet
              obojętni dla siebie, skoncentrowani na sobie, i tym samym oddaleni od siebie.
              Takie zachowania nie przyczyniają się do pogłębienia i uduchowienia miłości
              małżeńskiej, umacniają egoizm małżonków, a zarazem osłabiają więź między nimi.
              Nauka Kościoła nie bez powodu zwraca uwagę, że podejmowanie intensywnych,
              rozbudzających pieszczot bez zamiaru pełnego współżycia seksualnego wprowadza
              nieład moralny w życie małżonków. Dlatego małżonkowie powinni intensywnie się
              rozbudzać tylko wtedy, gdy planują zakończyć takie pieszczoty pełnym aktem
              małżeńskim."
              Te negatywne konsekwencje dla relacji małżonków może mieć takze "praworządny",
              pełny akt seksulany, gdy jego intencją jest po prostu zaspokojenie poządania,
              i "użycie" drugiej osoby. Moim zdaniem ntensywne pieszczoty i orgazm osiągnięty
              za ich pomocą mogą być wyrazem miłości i budować jednosć małżeńską, o ile w
              takim celu sa podejmowane.
              Wiele osób duchownych piszacych o małżeństwie bardzo wysoko stawia poprzeczkę -
              oczekując czystej miłości, oczyszczonej z pożądania, między dwiema osobami z
              krwi i kości, które miedzy innymi dlatego tworza małżeństwo, że istnieje między
              nimi intensywne seksualne przyciaganie. Aktywne zycie seksualne przypisane jest
              przeciez w etyce katolickiej tylko i wyłącznie do małżeństywa, i jest jednym z
              jego czynników konstytutywnych. Dlatego nie rozumiem tych prób kontrolowania
              seksualności w małżeństwie. Przecież jeżeli uznamy, iż małżeństwo jest
              sakramentem, rzeczywistością, w której działa Bóg, w której ma objawiać się
              jego miłość, to wszystkie działania jakie małżonkowie podejmują, aby wyrazić
              miłość sa dobre. Przecież to nie tak, że jeżeli pozwolimy ludziom, którzy
              weszli w małżeństwo z intencją podmiotowego traktowania drugiego, i prawdziwego
              z nim spotkania, pieścić się, kochać i doprowadzać do orgazmu bez ograniczeń,
              to będa oni to robić bez przerwy i do zatracenia. Czasami mam wrazenie, że
              małżeństwo jest postrzegane jako furtka do uzywania seksu, więc trzeba szybko
              uregulowac te kwestie, bo nie moze być w zyciu za latwo. To już oczywiście
              uwagi do "mainstreamu" w dyskursie o katolickiej etyce seksualnej, a nie o O.
              Knotzie.

              Pozdrawiam
              Imb.
      • mimoooza Re: NPR a życie małżeńskie 28.01.05, 19:47
        artus1231 napisał:

        > mimoooza napisała:
        >
        > > "Bóg wie najlepiej czego nam potrzeba". (...) Dlatego z większą rezerwą i
        >
        > pokorą podchodzę do decyzji o
        > > przekazywaniu życia - według mnie ostatecznie należy ona do Boga, nie do
        > > człowieka.
        >
        > Wbrew pozorom Kościół nie wymaga takiej postawy. Paweł VI w encyklice "Humane
        > vitae" wyraźnie pisze, że małżonkowie stosujący NPR nie tylko mają prawo z
        > ważnych powodów chcieć uniknąć poczęcia, ale mają prawo chcieć "mieć
        pewność",
        > że do poczęcia podczas stosunku nie dojdzie. Z kolei Jan Paweł II w jednym z
        > przemówień mówi, iż w niektórych przypadkach uzyskanie owej "pewności" jest
        > moralnym obowiązkiem (przypuszczam, że chodzi o sytuacje, gdy np. ciąża
        > stanowiłaby zagrożenie dla zdrowia kobiety). Dlatego Kościół wielokrotnie
        > zachęcał już naukowców i nadal to robi, by pracowali nad "naturalnymi"
        metodami
        >
        > coraz bardziej skutecznymi.

        Ależ oczywiście się z tym zgadzam, jak już pisałam - nie jestem
        zwolenniczką "bezmyślności" w dziedzinie regulacji poczęć. Chodzi o to, aby
        mądrze rozeznawać swoje powołanie, także do rodzicielstwa. Jeśli ktoś z
        przyczyn zdrowotnych, ekonomicznych czy innych nie powinien mieć więcej dzieci,
        to rzeczywiście zostaje tylko okres poowulacyjny. Ale zauważ, że nasza dyskusja
        dotyczyła niepłodności względnej - przedowulacyjnej. I niestety, jeśli się w
        tym czasie podejmuje współżycie, trzeba się liczyć z ryzykiem poczęcia. I oto
        mi właśnie chodzi, żeby właściwie rozeznawać, czy w danym momencie życia
        rzeczywiście dana para nie może sobie na takie ryzyko pozwolić. Współcześnie
        jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że w rodzinie przeciętnie jest dwoje dzieci.
        Troje to już rodzina wielodzietna. A może Bóg kogoś powołał do tego, żeby miał
        np. czworo dzieci? W takiej sytuacji znaleźli się moi bliscy znajomi - mieli
        troje dzieci i na tym chcieli poprzestać. Tymczasem spodziewają się czwartego
        (będącego właśnie wynikiem współżycia w fazie "niepewnej") i choć się boją, że
        obowiązków przybędzie, bardzo się cieszą. Oboje mają pracę, więc krach
        ekonomiczny im nie grozi.

        Zdaję sobie pełni sprawę z tego, że każde małżeństwo jest inne,a sytuacja
        danej rodziny w danym momencie często w ogóle nie może być porównywana z inną.
        Moim zdaniem najważniejsza jest MIŁOŚĆ i to nią powinniśmy się kierować w
        naszym życiu. Mój mąż i ja staramy się kierować miłością i na tej podstawie
        rozeznajemy naszą drogę i jesteśmy bardzo szczęśliwi, zadowoleni z życia
        małżeńskiego i ze współżycia też. Starałam się podzielić naszym doświadczeniem
        nie po to, żeby kogoś na siłę przekonywać, ale pokazać, jak to się sprawdza u
        nas. Szanuję innych ludzi i poglądy różne od moich. Dlatego pozdrawiam
        wszystkich forumowiczów, bez względu na to, jakie mają zdanie o NPR :)
    • anulka1960 Re: NPR a życie małżeńskie 27.01.05, 17:14
      .
    • nordynka1 Re: NPR a życie małżeńskie 28.01.05, 21:19
      >Ależ Nordynko, stosując NPR wykorzystujesz właśnie fakt, że natura sama Ci to
      >cyklicznie umożliwia - oddzielenie seksu od płodności! Żebyś nie wiem jak się
      >starała, współżyjąc w okresie niepłodnym, nie doprowadzisz do poczęcia :).
      >Taki stosunek nie ma prokreacyjnego "znaczenia"! (...)
      >Dlaczego nie wolno nam "wspomagać" natury w realizowaniu jak najbardziej jej
      >własnego celu - wydanie na świat tylu dzieci, ile jesteśmy dzisiaj w stanie
      >prawidłowo wychować?

      Właśnie, natura umożliwia nam określenie czasu płodności i niepłodności i
      wykorzystanie tej wiedzy do rozumnego podejmowania decyzji o poczęciu albo jego
      odłożeniu. Jest to „stan zastany” w naszym życiu , cos dane bez naszego
      udziału – jak kolor oczu czy temperament. A człowiekowi ciągle mało. W jakim
      celu mielibyśmy jeszcze wspomóc naturę w tym względzie? Moim zdaniem robimy to
      po to, by mieć nad nią coraz to pełniejszą kontrolę i wrażenie (jedynie
      wrażenie!), że wreszcie nas nic nie ogranicza. Jest zasadnicza różnica pomiędzy
      współżyciem z wykorzystaniem wiedzy o naszej płodności, a współżyciem ze
      świadomym i sztucznym oddzieleniem możliwości zapłodnienia. Bo wiesz, wiedzę o
      naszej płodności i fakt, że w okresie niepłodnym do poczęcia nie dojdzie też
      można wykorzystać w ten drugi sposób. Znam to ze swojego doświadczenia...Nie
      wiem czy wyrażam się dość jasno , jeśli trudno to zrozumieć to daj(cie) znać –
      postaram się wyjaśnić o co mi chodzi.

      >Coraz bardziej skłaniam się do tezy, że właśnie m.in. oddzielanie seksu od
      >płodności - czy to "naturalne", czy "sztuczne" - odróżnia nas od zwierząt.
      >Nasza seksualna komplementarność służy przede wszystkim budowaniu więzi, a
      >dopiero w dalszej kolejności - płodzeniu dzieci. Gdyby było na odwrót,
      >szanowne koleżanki nie powinny byłby móc współżyć np. w okresie menopauzy. :)
      >Rodzicielstwo to jedynie... etap dojrzewania miłości - krótki (mniej więcej
      >dzisiaj od 25 do 35 roku życia kobiety) i przecież nie ostatni. A Kościół
      >ciągle mówi o płodzeniu jako o celu małżeństwa :(.

      Ja nazwałabym to tak – od zwierząt odróżnia nas nie tyle oddzielanie seksu od
      płodności ile umiejętność wyrażania miłości ku drugiemu przez akt seksualny. A
      nasza seksualna komplementarność służy zarówno budowaniu więzi jak i płodzeniu
      dzieci. Nic z tych dwóch rzeczy nie jest wyżej ponieważ są ze sobą ściśle
      powiązane. Kocham i chcę moją miłość wyrazić przez ciało, chcę dzieci które
      będą owocem naszego spotkania. Jak wydarzyła mi się miłość to jednocześnie
      pojawiło się pragnienie dzieci. Miłość zawsze chce więcej, dalej , na zewnątrz.
      Miłość jest ekspansywna. A możliwość zostania rodzicem mamy przez część naszego
      życia. Umożliwia nam to nasza dobra znajoma – natura ;) Korzystamy więc z tego
      co nam daje i nie ma sensu nie współżycie w okresie menopauzy dlatego że już
      nie możemy mieć dzieci. Kurczę.. nie jestem humanistką tylko inżynierem i brak
      mi słów do wyrażenia myśli... próbuję jednak jak widzisz.
      Rodzicielstwo jest jednym z etapów dojrzewania miłości ale toć przecież nie
      kończy się wraz z pojawieniem się dziecka ! – dopiero się wtedy zaczyna i trwa
      całe życie.
      Ja dziś nie widzę w nauce Kościoła przymusu płodzenia dzieci. Ale muszę
      powiedzieć, że jakiś czas temu czytając katechizm podejrzewałam go (Kościół ) o
      tenże przymus. Czytałam wprawdzie też to co było napisane dalej, że budowanie
      więzi itp...jakoś jednak umykało to mojej uwadze. Dopiero jak wyszłam za mąż i
      doświadczenie życia małżeńskiego stało się moim, zrozumiałam w pełni o co
      Kościołowi chodzi. O to żeby nie zasklepić się w życiu we dwoje. O
      przypomnienie, że miłość małżonków ma wzrastać ,a miłość wzrasta
      jeśli „wychodzi poza siebie” i daje się drugiemu – w małżeństwie dziecku czy
      dzieciom. To jest moje rozumienie tej nauki.
      pozdrówka
      ps dzięki za wyjaśnienie, że jesteś publicystą - to mi wiele wyjaśnia ale też
      bardzo cieszy. Mów i pisz, nie milczmy, zwłaszcza w tematach tak istotnych dla
      naszego życia.
    • artus1231 Re: NPR a życie małżeńskie 31.01.05, 20:33
      Nordynko,
      ja też mam wykształcenie techniczne, więc powinniśmy się porozumieć. :)
      Pytasz, a propos regulacji poczęć: "W jakim celu mielibyśmy jeszcze wspomóc
      naturę w tym względzie?".
      Za tym pytaniem kryje się często wprost głoszone założenie, że
      postępowanie "zgodne z naturą" jest zawsze najlepsze, najbardziej moralne,
      odpowiedzialne i chciane przez Boga. Podam przykłady dwóch naturalnych
      sytuacji, gdzie - jak mi się wydaje - takie postępowanie nie tylko jest
      wątpliwe moralnie, ale także prowadzi do wykrzywionej wizji Boga (Kościół w
      sprawie NPR nigdy nie pyta, do jakiej wizji Boga głoszone przez niego zasady
      prowadzą!), a wszystko zgodnie z "Boskimi prawami".

      Pierwsza naturalna sytuacja:
      Załóżmy, że mamy do czynienia ze wzorcowym katolickim małżeństwem, otwartym na
      życie (nie unikającym poczęcia), i współżyjącym zgodnie z naturą. Kobieta jest
      w okresie laktacji. Czymś naturalnym jest, że jej płodność powraca stopniowo –
      objawia się to m.in. tym, że ma skróconą fazę lutealną (moja karmiąca żona ma
      obecnie zaledwie 5-7 dniową). Współżyją, bo chcą sobie wyrazić miłość i nie
      boją się nowej ciąży (ja się "boję", dlatego nie współżyję :). Ale tym samym
      ryzykują naturalne poronienia – gdyż ewentualnie poczęty zarodek, przy tak
      krótkiej fazie lutealnej, nie zdąży się zagnieździć. Gdy im się na to zwróci
      uwagę, mogą odpowiedzieć: to nie my, to natura (czyli Bóg) tak chce. Mamy więc
      Boga, który tak ustanowił prawa przekazywania życia i pielęgnowania miłości
      małżeńskiej, że w pewnych sytuacjach prowadzą one do śmierci kilkudniowych
      istot ludzkich.

      Druga naturalna sytuacja jest podobna:
      Żona jest w piątej dekadzie swojego życia. Jej płodność stopniowo zanika.
      Współżyjąc, ryzykuje nie tylko samoistne poronienia, ale także poczynanie
      dzieci z wadami genetycznymi, gdyż w tym okresie ryzyko występowania takich wad
      gwałtownie wzrasta. I jest to naturalne. Zasady NPR w okresie klimakterium nie
      dają takiej gwarancji jak przy normalnych, wyraźnie dwufazowych cyklach.
      Wniosek: Bóg tak cudownie stworzył biologię kobiety, że wyrażając sobie miłość
      przez współżycie ryzykujemy skutki, które trudno określić jako moralnie
      pożądane. A wszystko zgodnie z "Boskimi prawami przekazywania życia"
      (zachowaniem fizjologicznej naturalności współżycia) w naturalnej harmonii
      z "Boskimi prawami pielęgnowania miłości małżeńskiej" (podejmowaniem
      współżycia).

      Tak więc zbyt daleko idące utożsamianie woli Boga ze stworzoną przez Niego
      naturą, prowadzi niekiedy na manowce.
      I teraz odpowiedz sobie sama, czy "poprawianie" natury - np. prezerwatywą - nie
      jest w takich przypadkach postępowaniem bardziej roztropnym, bardziej "pro-
      life" i na dodatek ratującym w jakimś ważnym aspekcie obraz Boga?
      • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 31.01.05, 22:29
        Qrcze! Nie miałam zamiaru tu pisac, bo mam w tej chwili bardzo pilną pracę do
        skonczenia, ale wobec tego listu nie wytrzymałam.

        artus1231 napisał:

        > Za tym pytaniem kryje się często wprost głoszone założenie, że
        > postępowanie "zgodne z naturą" jest zawsze najlepsze, najbardziej moralne,
        > odpowiedzialne i chciane przez Boga.

        Tu jest już pierwsze może nie przekłamanie, ale rzekłabym nieścisłość.
        Gdzie jest powiedziane, ze postępowanie "zgodne z naturą" jest zawsze najlepsze,
        najbardziej moralne, odpowiedzialne i chciane przez Boga?
        Najpierw musielibyśmy sobie wyjaśnić co rozumiemy przez "postępowanie "zgodne z
        naturą" bo wyjdzie nam absurd w rodzaju, że najbardziej moralne, odpowiedzialne
        i chciane przez Boga jest np współżycie w lesie, a nie w sztucznym i
        nienaturalnym łóżku.

        > Podam przykłady dwóch naturalnych
        > sytuacji, gdzie - jak mi się wydaje - takie postępowanie nie tylko jest
        > wątpliwe moralnie, ale także prowadzi do wykrzywionej wizji Boga /.../ Kobieta
        jest w okresie laktacji. /.../ Ale tym samym
        > ryzykują naturalne poronienia – gdyż ewentualnie poczęty zarodek, przy tak
        > krótkiej fazie lutealnej, nie zdąży się zagnieździć.

        Czy Twój tekst jest merytorycznie poprawny osądzi (mam nadzieję) burczykowa, ale
        zdaje się że na 2 tygodnie znikła z sieci.
        Ja tylko zapytam o podobną sytuację.
        Załóżmy, że matka z dzieckiem chce pojechać z małego cichego miasteczka do
        Warszawy, aby pokazać mu stolicę (albo rodzina chce pojechać samochodem na drugi
        koniec Polski, czy Europy do dziadków, albo na wakacje)
        Ale przecież jazda samochodem niesie ze sobą ryzyko wypadku, które rośnie
        proporcjonalnie do długości trasy. Liczba wypadków w Warszawie jest też na pewno
        wyższa niż w cichym miasteczku. Czy w takim razie rodzina powinna siedzieć w
        domu, aby nie narażać dziecka na wypadki?
        Mam taką koleżankę, która nie pozwala swojemu synkowi biegać (bo przecież się
        może przewrócić) czy uważasz, że postępuje po Bożemu minimalizując ryzyko
        śmierci dziecka?

        IMHO najważniejesze jest to, że we współżyciu nie chodzi o poronienie, tylko
        ewentualne poczęcie i koncentrowanie się na poronieniu jest postawieniem sprawy
        na głowie.
        >
        > Druga naturalna sytuacja jest podobna:
        > Żona jest w piątej dekadzie swojego życia. Jej płodność stopniowo zanika.
        > Współżyjąc, ryzykuje nie tylko samoistne poronienia, ale także poczynanie
        > dzieci z wadami genetycznymi, gdyż w tym okresie ryzyko występowania takich
        > wad gwałtownie wzrasta. I jest to naturalne. Zasady NPR w okresie klimakterium
        > nie dają takiej gwarancji jak przy normalnych, wyraźnie dwufazowych cyklach.

        Czytałeś w linkowni jak sie stosuje NPR do premenopauzy?
        Jeśli kobieta świadomie stara się o dziecko, to musi się liczyć, że może być
        chore, ale jeśli kobieta w tym wieku świadomie stara się o dziecko to raczej
        tylko wtedy, gdy go bardzo pragnie i nie stawia warunków "chcę dziecka, ale musi
        byc zdrowym cherubinkiem z blond loczkami"
        Kiedy natomiast nie czuje się gotowa na przyjęcie dziecka, to ma prawo stosować
        NPR w taki sposób, aby zminimalizować możliwość poczęcia.
        Jednak zaufanie Bogu polega także na tym, że przyjmuje sie to, co On daje, bo On
        lepiej wie, co jest dla nas dobre.
        My nie wiemy dlaczego ani po co.

        > Wniosek: Bóg tak cudownie stworzył biologię kobiety, że wyrażając sobie miłość
        > przez współżycie ryzykujemy skutki, które trudno określić jako moralnie
        > pożądane.

        Co to są według Ciebie "skutki moralnie niepożądane"?

        > I teraz odpowiedz sobie sama, czy "poprawianie" natury - np. prezerwatywą - nie
        >
        > jest w takich przypadkach postępowaniem bardziej roztropnym, bardziej "pro-
        > life" i na dodatek ratującym w jakimś ważnym aspekcie obraz Boga?

        Czyżbyś uważał, że prezerwatywa jest skuteczniejsza niż NPR? Czy nie wydaje Ci
        się raczej, ze daje złudne (powtórzę jeszcze raz: złudne!) poczucie bezpieczeństwa?
        Czy nie nastawiasz się bardziej na śmierć niż na życie?
        Czy rzeczywiście prezerwatywa "ratuje obraz Boga" Czy stosujący nie uważają Go
        czasem za złośliwego starca, który tylko patrzy jakby wykorzystać chwilę naszej
        nieuwagi i nam dokopać chorym dzieckiem lub wpędzić nas w grzech nieumyślnego
        spowodowania śmierci?
        Pozdrawiam

        genepis
        • laura81 Mamy podobne poglądy 01.02.05, 01:03
          > Gdzie jest powiedziane, ze postępowanie "zgodne z naturą" jest zawsze najlepsze
          > ,
          > najbardziej moralne, odpowiedzialne i chciane przez Boga?
          > Najpierw musielibyśmy sobie wyjaśnić co rozumiemy przez "postępowanie "zgodne z
          > naturą" bo wyjdzie nam absurd w rodzaju, że najbardziej moralne, odpowiedzialne
          > i chciane przez Boga jest np współżycie w lesie, a nie w sztucznym i
          > nienaturalnym łóżku.

          Przepraszam - a czy to nie na tym się rzekomo opiera wyższość NPR nad sztuczną
          antykoncepcją, że się unika "sztucznych barier" między małżonkami? Już nie raz
          słyszałam i widziałam, że Bóg po to dał nam objawy płodności, żeby z nich
          korzystać, stosując tylko i wyłącznie NPR. A że takie myślenie prowadzi do wielu
          absurdów... z tym się zgadzam. Cieszę się, że podajesz przykłady takich absurdów.

          > IMHO najważniejesze jest to, że we współżyciu nie chodzi o poronienie, tylko
          > ewentualne poczęcie i koncentrowanie się na poronieniu jest postawieniem
          > sprawy na głowie.

          Miło mi, że poruszasz również tę kwestię i podzielasz moje zdanie na ten temat.
          Ja też uważam, że "we współżyciu nie chodzi o poronienie, tylko ewentualne
          poczęcie" i doszukiwanie się we wszystkich pigułkach antykoncepcyjnych działania
          poronnego, a w związku z tym koncentrowanie się na poronieniu, a nie na
          ewentualnym poczęciu jest stawianiem sprawy na głowie.
      • nordynka1 Re: NPR a życie małżeńskie 06.02.05, 22:56
        Artusie

        Nie lubię po stokroć nie lubię wdawać się w dyskusje na temat teoretycznych
        sytuacji i rozważać w teorii za, przeciw i inne takie. I nie będę roztrząsać
        podanych przez Ciebie przykładów. Bo one bez osób są martwe. Bo nie ma przepisu
        na życie małżeńskie stosującego się bezwzględnie od wszystkich w najmniejszym
        detalu. Przeczytaj (jeszcze raz - bo pewnie czytałeś) list Orli, mówi o wiele
        więcej o człowieku i jego niektórych problemach z własną seksualnością niż cała
        nasza dyskusja. Ja, będąc publicystką, bardziej szukałabym świadectw z
        ludzkiego życia niż teorii. Odpowiem Ci jeśli mnie takie sytuacje się w życiu
        zdarzą. Zresztą ksiądz którego później cytujesz mówi to samo, tylko inną
        polszczyzną.
        Genepis słusznie zauważa, że nigdzie nie jest napisane, iż postępowanie
        zgodnie z naturą jest zawsze najlepsze najbardziej moralne, odpowiedzialne i
        chciane przez Boga. Gdyby tak było rozum i intelekt (oraz sumienie) byłyby nam
        do niczego niepotrzebne – mamy prawa natury i poddajemy się im zawsze i
        wszędzie. Zwierzęta tak właśnie żyją.

        Ha, teraz ja rzucam publicystyczny „haczyk”! przynajmniej tak mi się wydaje...;)

        A stwierdzenie, że użycie prezerwatywy miałoby poprawić obraz Boga jest
        zniekształceniem Jego obrazu do kwadratu – natura zawsze dobra > błędy (w
        naszej ocenie są błędami co też i Genepis podejmuje) natury spaczają obraz
        Stwórcy [pierwsze mnożenie] > poprawmy je wg naszego pomysłu [mnożenie od
        kwadratu]. Wniosek – człowiek wie lepiej i ma lepszy pomysł na swoje życie.
        Proszę nie cytować ostatnich zdań i nie odnosić się od nich samych, bez
        uprzedniego czytania na co są odpowiedzią.

        Kościół nie pyta ... Ale Kościół to nie „oni”. To też i ja i Ty. A wizja Boga
        zależy od człowieka. Jak widać to w przytoczonych przykładach. Od Ciebie i ode
        mnie zależy co zrobimy ze sobą i z Bogiem w tej czy innej sytuacji. Nie
        szukajmy odpowiedzi jedynie w prawie ale w swoim sercu. I znów wracamy do listu
        Orli...
    • artus1231 Re: NPR a życie małżeńskie 02.02.05, 18:57
      genepis napisała:
      > Qrcze! Nie miałam zamiaru tu pisac, bo mam w tej chwili bardzo pilną pracę do
      > skonczenia, ale wobec tego listu nie wytrzymałam.

      Przykro mi, że Cię zirytowałem, natomiast cieszę się, że Cię sprowokowałem, bo
      mi Cię brakowało, Genepis.

      > Czy Twój tekst jest merytorycznie poprawny osądzi (mam nadzieję) burczykowa

      Nie musi, to fakt znany i dość powszechny po porodzie. Jak mi nie wierzysz, to
      zobacz sobie komentarz na stronie LMM:
      www.lmm.pl/npr/praktyka/po-porodzie.html
      > Co to są według Ciebie "skutki moralnie niepożądane"?

      Na pewno poronienie, do którego przyczyniliśmy się współżyjąc w fazie płodnej
      przed przewidywaną krótką fazą lutealną. A także brak troski, o to by nasze
      dzieci poczynały się zdrowe - o ile to od naszego postępowania zależy.
      Natomiast na pewno nie można nazwać "skutkami moralnie niepożądanymi" już
      poczęte dzieci z wadami genetycznymi. Przyznaję, to moje zdanie mogło być tak
      opacznie zrozumiane.

      > Czyżbyś uważał, że prezerwatywa jest skuteczniejsza niż NPR? Czy nie wydaje Ci
      > się raczej, ze daje złudne (powtórzę jeszcze raz: złudne!) poczucie
      bezpieczeńs
      > twa?

      Zastosowana razem (!) z NPR wielokrotnie minimalizuje ryzyko - to wcale nie
      jest złudzenie - tylko matematyka + statystyka (co do praktyki - nie wiem, bo
      nie stosuję).

      > Czy nie nastawiasz się bardziej na śmierć niż na życie?
      > Czy rzeczywiście prezerwatywa "ratuje obraz Boga" Czy stosujący nie uważają Go
      > czasem za złośliwego starca, który tylko patrzy jakby wykorzystać chwilę
      naszej
      > nieuwagi i nam dokopać chorym dzieckiem lub wpędzić nas w grzech nieumyślnego
      > spowodowania śmierci?

      Tu Cię trochę poniosła irytacja.
      Genepis, gdzieś chyba napisałaś, że zdobywanie wiedzy jest obojętne moralnie.
      Otóż, nie jest - im więcej zdobywamy wiedzy, tym nasza odpowiedzialność rośnie.
      W tych dwóch przykładach chodziło mi o ukazanie:
      po pierwsze - że "natura" nie przekłada się tak łatwo na "wolę Bożą". Kto tak
      twierdzi (zachwyca się np. cudownością naturalnych cykli kobiecych stworzonych
      i danych nam przez Boga), twierdzi zarazem, że Bóg chce poronień i wad
      genetycznych związanych naturalnie z tymi cyklami.
      Po drugie - że należy unikać skrajności. Dla mnie skrajnością jest zarówno
      lekkomyślne zwalanie całej odpowiedzialności za poronienia na naturę (Boga) -
      tak jakby nasze współżycie i wybór jego chwili nie były z tymi poronieniami
      przyczynowo powiązane, jak i paraliż spowodowany przyjęciem całej
      odpowiedzialności za skutki naszego współżycia. W obu tych skrajnościach
      wykrzywiamy obraz Boga - w pierwszej Bóg chce śmierci naszych dzieci po kilku
      dniach ich życia, w drugiej chce naszego strachu i paraliżu.
      Dlatego w takich przypadkach minimalizowanie ryzyka - wspomaganie NPR
      prezerwatywą - uważam za postępowanie bardziej roztropne, odpowiedzialne, "pro-
      life", i na dodatek będące wyrazem współpracy z Bogiem, który na pewno nie chce
      poronień naszych dzieci. Przekonajcie mnie, że tak nie jest.

      I jeszcze dla ciekawych - odpowiedź etyka (ks. Andrzeja Szostka z KUL) na
      zadane mu przeze mnie pytanie:

      Pytanie:
      Czy moralnie nienaganne jest podejmowanie współżycia w okresie laktacji ze
      świadomością, iż często wówczas pierwsze cykle występują ze skróconą trzecią
      fazą, co powoduje zwiększenie ryzyka poronienia (ewentualny zarodek może nie
      zdążyć się zagnieździć w macicy)?

      Odpowiedź Szostka:
      "Wiele (bodaj wiekszość, statystycznie rzecz biorąc) naszych problemów nie ma
      prostych rozwiązań: to wolno, tamtego nigdy. Często odwoływać się musimy do
      roztropności. Tu: do miary dopuszczalnego ryzyka. Jakieś ryzyko zawsze człowiek
      podejmuje, takie jest życie, mówiąc nieco trywialnie. To, czy w danym przypadku
      jest ono tak duże, że czyni nasz czyn (w tym przypadku: współżycie)
      niewskazanym, zależy od konkretnych warunków i czynników, które trzeba
      indywidualnie "zmierzyć" - a mogą to uczynić raczej lekarze i sami małżonkowie,
      nie etycy. W grę wchodzi zresztą nie tylko ryzyko szkody, jaką ponieść może
      dziecko; także ogólny stan zdrowia matki, a wreszcie - last but not least - to,
      jakie znaczenie w tym właśnie momencie ma dla obojga współżycie małżeńskie. Pan
      wie lepiej ode mnie, jak ważne dla małżonków bywa niekiedy pełne wzajemne
      oddanie."
      • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 02.02.05, 21:40
        artus1231 napisał:

        > genepis napisała:
        > > Qrcze! Nie miałam zamiaru tu pisac, bo mam w tej chwili bardzo pilną prac
        > ę do
        > > skonczenia, ale wobec tego listu nie wytrzymałam.
        >
        > Przykro mi, że Cię zirytowałem, natomiast cieszę się, że Cię sprowokowałem, bo
        > mi Cię brakowało, Genepis.

        Nie zirytowałeś mnie, tylko sprowokowałeś ;-)
        Miło czytać, że komuś mnie brakuje, ale niestety jeszcze Ci trochę pobrakuje, bo
        wpadam tu co prawda codziennie, ale Twoje posty wymagają nieco namysłu, a ja mam
        niestety głowę zajętą czym innym (mój ojciec jest w szpitalu, a lekarze okazali
        się niekompetentni, próbując kreować się na alfe i omege spaprali sprawę - więc
        poruszam na odległość niebo i ziemię, żeby pomóc, a do tego jutro do szpitala
        idzie mój synek, sam więc rozumiesz......

        Pzdr
        • artus1231 Re: NPR a życie małżeńskie 02.02.05, 21:45
          Trzymaj się dzielnie, Genepis!

          artus
      • nordynka1 Re: NPR a życie małżeńskie 06.02.05, 23:00
        miało się tu wkleić...
        a jest trzy posty wyżej
        mam nadzieję że się połapiecie
        Nordynka
    • artus1231 Re: NPR a życie małżeńskie 07.02.05, 02:10
      nordynka1 napisała:

      > Artusie
      >
      > Nie lubię po stokroć nie lubię wdawać się w dyskusje na temat teoretycznych
      > sytuacji i rozważać w teorii za, przeciw i inne takie. I nie będę roztrząsać
      > podanych przez Ciebie przykładów. Bo one bez osób są martwe. Bo nie ma
      przepisu
      >
      > na życie małżeńskie stosującego się bezwzględnie od wszystkich w najmniejszym
      > detalu. Przeczytaj (jeszcze raz - bo pewnie czytałeś) list Orli, mówi o wiele
      > więcej o człowieku i jego niektórych problemach z własną seksualnością niż
      cała
      >
      > nasza dyskusja.

      Nordynko, możesz się oburzać, ale nie na mnie - to nie ja ustanawiam ogólne
      normy, tylko Magisterium! A jak na razie, katolików obowiązuje zakaz
      antykoncepcji w każdej sytuacji (pomijając użycie jej jako leku). Jest to norma
      ogólna i kategoryczna, czyli nie przewiduje żadnych "szczególnych sytuacji". Ja
      się też z tym nie zgadzam, dlatego pokazuję sytuację, w których - moim zdaniem -
      normy te prowadzą na manowce. I tylko tędy droga (inaczej nikt w Kościele nie
      będzie mnie słuchać :).
      Co do przypadku Orli (niech mi wybaczy!), nie miałem zamiaru się wypowiadać, bo
      mnie jej post zirytował. Dopóki nie zaczniemy myśleć, poznawać nauki Kościoła,
      stawiać ważnych pytań, które ona rodzi, dopóty będziemy bezbronni wobec głupich
      spowiedników.
      Kiedyś spowiednik zaskoczył mnie pytaniem: "Dlaczego grzeszysz - gwałci cię
      kto?" Zacząłem się zastanawiać, jak tu na takie pytanie odpowiedzieć, przecież
      ludzkość się nad tym zastanawia od samego początku. Czy on chce, bym mu
      przedstawił traktat o grzechu pierworodnym? W końcu zapytałem tylko: a ksiądz
      nie grzeszy? Żachnął się: "To ty się u mnie spowiadasz, a nie ja u ciebie!". :)

      > Genepis słusznie zauważa, że nigdzie nie jest napisane, iż postępowanie
      > zgodnie z naturą jest zawsze najlepsze najbardziej moralne, odpowiedzialne i
      > chciane przez Boga.

      Taż to jest jeden z podstawowych nienaruszalnych aksjomatów kościelnej nauki o
      sterowaniu płodnością - nienaruszalność naturalnej fizjologii cyklu kobiecego
      stworzonego przez Boga i danego nam w darze oraz nienaruszalność naturalności
      stosunku seksualnego również danego nam od Boga w darze! To jest wszędzie
      napisane! Rozumność ma polegać na tym, że dostosowujemy nasze zachowanie
      całkowicie do nienaruszalnego naturalnego cyklu: chcemy dzidziusia -
      współżyjemy, nie chcemy - nie współżyjemy w okresie płodnym, możemy zaś
      współżyć (jak mamy taką dziwną potrzebę :) w okresie niepłodnym.

      > A stwierdzenie, że użycie prezerwatywy miałoby poprawić obraz Boga jest
      > zniekształceniem Jego obrazu do kwadratu

      Pokazałem, że użycie prezerwatywy jest współpracą z Bogiem, który nie chce
      naturalnych poronień. Chyba, że Bóg chce naturalnych poronień...

      > Kościół nie pyta ... Ale Kościół to nie „oni”. To też i ja i Ty. [...] Od
      Ciebie i ode
      > mnie zależy co zrobimy ze sobą i z Bogiem w tej czy innej sytuacji. Nie
      > szukajmy odpowiedzi jedynie w prawie ale w swoim sercu.

      Jestem "za", całym sercem. :)
      • mimoooza Re: NPR a życie małżeńskie 07.02.05, 08:37
        Podążając tokiem Twojego myślenia, trzeba by stwierdzić, że "wykrzywieniem"
        obrazu Boga jest każde współżycie, którego konsekwencją jest ciąża zakończona
        poronieniem. Pewnie tak samo byłoby w wypadku urodzenia dziecka
        upośledzonego... Tymczasem katolicy wierzą, że Bóg potrafi w przedziwny sposób
        przemieniać w dobro to co w ludzkich oczach wydaje się nieszczęściem.

        Żaden lekarz nie jest w stanie powiedzieć Ci ze 100% pewnością, że dana ciąża
        zakończy się poronieniem. Są przyjęte pewne normy, np. dotyczące fazy lutealnej
        (co najmniej 10 dni), ale to nie działa bezwarunkowo - na forum wypowiadała się
        np. gerttta, która ma znacznie krótszą fazę lut. "od zawsze", a urodziła 4 (o
        ile dobrze pamiętam) zdrowych dzieci! Sytuacja jest więc o wiele bardziej
        skomplikowana niż Ci się wydaje.

        A jeśli chodzi o zakaz antykoncpcji w KK - moim zdaniem jest on podyktowany nie
        jakimś widzimisię Magisterium, ale troską o miłość małżonków, którzy swoją
        drogę życia budują w oparciu o wiarę. Małżeństwo jako sakrament mocuje
        wspólnotę dwojga ludzi w szerszej wspólnocie Kościoła, małżonkowie nie są parą
        ludzi dryfujących gdzieś samotnie.

        My jako małżeństwo bazujemy na tym, co nam podpowiada rozeznawanie naszej
        wspólnej drogi i nie mamy doświadczenia antykoncepcji. Przekonują mnie
        świadectwa takich małżonków, którzy po okresie stosowania antykoncepcji wracają
        do NPR i twierdzą, że jakość wzajemnej relacji jest rzeczywiście inna, że inna
        jest wartość współżycia, wzajmnego oddania bez środków anty! Myślisz, że gdyby
        tak nie było, małżeństwa, które zakosztowały "dobrodziejstwa" antykoncepcji
        miałyby ochotę na powrót do NPR?

        Pozdrawiam :)
        • artus1231 Re: NPR a życie małżeńskie 07.02.05, 21:29
          mimoooza napisała:

          > Podążając tokiem Twojego myślenia, trzeba by stwierdzić, że "wykrzywieniem"
          > obrazu Boga jest każde współżycie, którego konsekwencją jest ciąża zakończona
          > poronieniem. Pewnie tak samo byłoby w wypadku urodzenia dziecka
          > upośledzonego... Tymczasem katolicy wierzą, że Bóg potrafi w przedziwny
          sposób
          > przemieniać w dobro to co w ludzkich oczach wydaje się nieszczęściem.

          Nie. Jest różnica między poronieniem spowodowanym wadliwym (chorobowym!)
          funkcjonowaniem organizmu kobiety, a jej funkcjonowaniem najzupełniej
          normalnym. I jest różnica między poronieniami, które nie jesteśmy w stanie
          przewidzieć, a tym które z dużym prawdopodobieństwem przewidujemy. Moja żona w
          pierwszym cyklu po niedawnym urodzeniu miała 5-dniową fazę lutealną. W
          następnym 6-dniową. Na wykresie temperatur wygląda to jak takie "piki" - 3 dni
          wzrostu, 3 dni opadania i miesiączka. Nie jestem specjalistą, ale z tego co
          Burczykowa kompetentnie napisała nie widzę możliwości zagnieżdżenia.

          > Żaden lekarz nie jest w stanie powiedzieć Ci ze 100% pewnością, że dana ciąża
          > zakończy się poronieniem.

          Żaden lekarz nie jest w stanie stwierdzić, że doszło do zapłodnienia. Ale
          znając naszą skuteczność (niestety, tylko jeden cykl prokreacyjnych
          szaleństw :) to współżyjąc obecnie wysyłalibyśmy nasze dzieci wprost do nieba
          (a gdybyśmy żyli np. przed trzydziestymi latami minionego wieku - "do piekła",
          bo taka wtedy obowiązywała jeszcze doktryna :)

          > Są przyjęte pewne normy, np. dotyczące fazy lutealnej
          > (co najmniej 10 dni), ale to nie działa bezwarunkowo - na forum wypowiadała
          się
          > np. gerttta, która ma znacznie krótszą fazę lut. "od zawsze", a urodziła 4 (o
          > ile dobrze pamiętam) zdrowych dzieci!

          Podaj mi link do postów gretty (jak znajdziesz).


          > A jeśli chodzi o zakaz antykoncpcji w KK - moim zdaniem jest on podyktowany
          nie
          > jakimś widzimisię Magisterium, ale troską o miłość małżonków, którzy swoją
          > drogę życia budują w oparciu o wiarę.

          Z tą kościelną troską o miłość małżonków to różnie bywało. Jeszcze podczas
          soboru kard. Ottaviani (o ile dobrze zapamiętałem nazwisko) wołał, że
          małżeństwo nie ma nic wspólnego z miłością! (jak rozumiem, chodziło mu o ten
          jedyny prawdziwy rodzaj miłości - czysto duchowej :)


          > Przekonują mnie
          > świadectwa takich małżonków, którzy po okresie stosowania antykoncepcji
          wracają
          > do NPR i twierdzą, że jakość wzajemnej relacji jest rzeczywiście inna, że
          inna
          > jest wartość współżycia, wzajmnego oddania bez środków anty! Myślisz, że
          gdyby
          > tak nie było, małżeństwa, które zakosztowały "dobrodziejstwa" antykoncepcji
          > miałyby ochotę na powrót do NPR?

          Jako publicysta muszę brać pod uwagę również świadectwa tych małżonków, którzy
          po okresie stosowania NPR ratowali swoje małżeństwo antykoncepcją.

          również pozdrawiam :)
          • mimoooza Re: NPR a życie małżeńskie 08.02.05, 08:05
            Wypowiedzi gertty w pierwszej części tego wątku:
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14906&w=18819978&v=2&s=0
            Z poronieniami sprawa jest naprawdę bardziej skomplikowana. Czytałam gdzieś, że
            40% zainicjowanych ciąż kończy się samoistnym poronieniem w pierwszych dniach
            po zapłodnieniu. Nie czuję się kompetentna, może ktoś bardziej orientujący się
            w temacie o poronieniach napisze dokładniej.

            Co do okoliczności opisanych przez Ciebie (sytuacja, gdy poronienie jest bardzo
            prawdopodobne) za jak najbardziej etyczną uważam postawę powstrzymania się od
            współżycia, tak by świadomie "dzieci do nieba nie wysyłać". Nie uważam
            natomiast, że stosowanie środków anty poprawiłoby sytuację.

            A co do miłości małżeńskiej w kontekście nauczania KK... Zawsze denerwowało
            mnie przywoływanie tego, co Kościół głosił kiedyś (i co niestety można jeszcze
            czasem usłyszeć od duchownych o poglądach przedsoborowych). Duch Św. działa w
            czasie i nauka Kościoła zmienia się. Chodziło mi tylko o to, dlaczego w ogóle
            Magisterium zajmuje zdanie w takiej sprawie, jak regulacja poczęć w
            małżeństwie.

            Pozdrawiam :)
            • artus1231 Re: NPR a życie małżeńskie 10.02.05, 21:49
              mimoooza napisała:

              > Co do okoliczności opisanych przez Ciebie (sytuacja, gdy poronienie jest
              bardzo
              > prawdopodobne) za jak najbardziej etyczną uważam postawę powstrzymania się od
              > współżycia, tak by świadomie "dzieci do nieba nie wysyłać". Nie uważam
              > natomiast, że stosowanie środków anty poprawiłoby sytuację.

              Mimooozo, szybko rozstrzygnęłaś, jakie postępowanie jest etyczne! Niech Ci
              będzie. Załóżmy, że rzeczywiście, chcąc postąpić etycznie, muszę w okresie
              karmienia przez moją żonę powstrzymać się od stosunków. Co wymusza takie moje
              zachowanie? Z jednej strony zgodny z etyczną naturą człowieka obowiązek
              postępowania moralnie, z drugiej naturalny fakt skrócenia się fazy lutealnej,
              który stwarza etyczny problem. Innymi słowy, muszę bronić Boga (Stwórcy
              etycznej natury człowieka) przed Nim samym (Stwórcą kobiecego cyklu). Czy to
              nie interesujące?

              > A co do miłości małżeńskiej w kontekście nauczania KK... Zawsze denerwowało
              > mnie przywoływanie tego, co Kościół głosił kiedyś (i co niestety można
              jeszcze
              > czasem usłyszeć od duchownych o poglądach przedsoborowych). Duch Św. działa w
              > czasie i nauka Kościoła zmienia się.

              Kard. Ottaviani (ówczesny Ratzinger) reprezentuje tradycję, która niepodzielnie
              panowała w Kościele przez 20. wieków. Polecany przez Ciebie West (którego w
              związku z tym zakupiłem :) pisze, że Kościół, a właściwie teologowie błądzili
              (z błogosławieństwem Magisterium!), bo nie było problemów i Kościół nie
              zajmował się na poważnie małżeństwem. Dopiero gdy pojawiła się pigułka -
              problem, Kościół spojrzał bacznie wraz z Duchem Świętym na małżonków, przyszedł
              JPII i ogłosił pełną prawdę o małżeństwie.
              Tak? Nagle Kościół przypomniał sobie o małżonkach i o tym, że mają ciała? Czy
              przez te 20. wieków nie było ludzi, którzy się w sobie zakochiwali, pobierali,
              kochali się, borykali z różnymi problemami? Nie było miłości małżeńskiej?
              Cielesnej! Co robił Duch Święty przez ten czas?
              Czy takie właśnie tłumaczenie nie jest wkurzające?

              PS. Co do tematu Kościół - małżeństwo posyłam Ci link na privie. Miłej
              lektury :)
              • nordynka1 Re: NPR a życie małżeńskie 11.02.05, 23:16
                >Nordynko, możesz się oburzać, ale nie na mnie - to nie ja ustanawiam ogólne
                >normy, tylko Magisterium!
                Nie widzę związku między tym że irytuje mnie rozważanie teoretycznych sytuacji
                a nauką ustanawianą przez Magisterium. Co ma jedno do drugiego? W ogóle,
                generalnie - nie tylko w odniesieniu do tematu naszej dyskusji - nie widzę
                większej wartości w rozważaniu czegokolwiek teoretycznie i stawianiu pytań z
                gatunku „co by było gdyby...”
                Piszesz, że pokazujesz te sytuacje bo inaczej nie będzie Cię nikt słuchać – w
                porządku, każdy może mówić co myśli i jak w jego życiu owocuje (no właśnie – w
                jego życiu) takie czy inne postępowanie. Ale nadal będę się upierać, że z
                teorii więcej jest szkody niż pożytku. Równie dobrze co przykład przyczyniania
                się małżeństwa do poronienia poprzez współżycie w czasie laktacji i dywagacje
                czyja to wina – natury, Boga czy nas ludzi, można rozważać przykład gdy ludzie
                budują osady nad wodą – bo jest im potrzebna do życia, ale co jakiś czas osadę
                niszczy powódź. I mieszkańcy o tym wiedzą i narażają życie swoje i swoich
                bliskich....i tak dalej...natura, Bóg, człowiek ze swoją wiedzą.... Wartość obu
                rozważań jest podobna.
                Ale niech Ci będzie – powiem co myślę o tym przypadku – jeśli małżonkowie
                wiedzą o tym, że ewentualnie poczęty zarodek może nie zdążyć się zagnieździć to
                nie będą podejmować współżycia w czasie gdy mogłoby dojść od zapłodnienia. Nie
                będzie się ta decyzja różnić od zwykłej wstrzemięźliwości w czasie gdy nie
                pragną poczęcia. Jeśli nie wiedzą to tym samym nie stwarzają sobie okazji do
                grzechu.


                >Taż to jest jeden z podstawowych nienaruszalnych aksjomatów kościelnej nauki o
                >sterowaniu płodnością - nienaruszalność naturalnej fizjologii cyklu kobiecego
                >stworzonego przez Boga i danego nam w darze oraz nienaruszalność naturalności
                >stosunku seksualnego również danego nam od Boga w darze! To jest wszędzie
                >napisane!

                Sam pisałeś że np. hormonalne środki anty jako lekarstwa mogą być stosowane..
                A aksjomatem kościelnej nauki o sterowaniu płodnością jest nie tyle
                nienaruszalność naturalnej fizjologii cyklu oraz nienaruszalność naturalności
                stosunku seksualnego, ile dobro człowieka i pokazywanie mu takich wartości
                które służą budowaniu miłości. To jest pierwsze. Twój aksjomat jest drugi w
                kolejności. Spójrz na to z innej strony, od środka...powtórzę to co napisałam
                Toi – zamiast wyglądać nieustannie za płot sądząc. że tam dopiero byś poszalał
                w pełni, spójrz w drugą stronę i zauważ ile masz miejsca na łące na której
                stoisz i jak tam możesz się wybiegać. Wybiegać – w sensie budować miłość, nie
                wyszumieć seksualnie...

                >Pokazałem, że użycie prezerwatywy jest współpracą z Bogiem, który nie chce
                >naturalnych poronień. Chyba, że Bóg chce naturalnych poronień...

                nieee to jakaś bzdura – po pierwsze pokazałeś tylko jak można zakłamać w sobie
                grzech usprawiedliwiając się jeszcze poprawianiem obrazu Boga, to jest zwykła
                pycha
                po drugie Bóg w równym stopniu chce naturalnych poronień co trzęsień ziemi
                powodzi i chorób...witki opadają.

                Genepis
                A jeśli chodzi o zakaz antykoncpcji w KK - moim zdaniem jest on podyktowany
                nie
                > jakimś widzimisię Magisterium, ale troską o miłość małżonków, którzy swoją
                > drogę życia budują w oparciu o wiarę.

                Artus
                >Z tą kościelną troską o miłość małżonków to różnie bywało. Jeszcze podczas
                >soboru kard. Ottaviani (o ile dobrze zapamiętałem nazwisko) wołał, że
                >małżeństwo nie ma nic wspólnego z miłością! (jak rozumiem, chodziło mu o ten
                j>edyny prawdziwy rodzaj miłości - czysto duchowej :)

                Różnie bywało...a jakie ma znaczenie jak bywało dla nas żyjących tu i teraz? Co
                z tego jak bywało? Żyjemy dziś i teraz a nie wtedy kiedy coś bywało.. To ma być
                powód do podważania nauki Kościoła? – „ z troską o współmałżonków bywało różnie
                więc właściwie dlaczego nie używać prezerwatywy..” Kardynał wołał że małżeństwo
                nie ma nic wspólnego z miłością, a ksiądz z sąsiedniej do mojej parafii wołał
                że tragedia tsunami w Azji to kara za zakaz używania symboli religijnych
                podczas Świąt Bożego Narodzenia tamże. I jeden i drugi mówi bzdury i nie
                rozumie nauki Kościoła któremu służy. Co nie zwalnia mnie od rozważania jej ani
                tym bardziej nie usprawiedliwia moich grzechów „bo oni tak powiedzieli”.

                >Kard. Ottaviani (ówczesny Ratzinger) reprezentuje tradycję, która
                niepodzielnie
                >panowała w Kościele przez 20. wieków. [...]Kościół, a właściwie teologowie
                błądzili
                >(z błogosławieństwem Magisterium!), bo nie było problemów i Kościół nie
                >zajmował się na poważnie małżeństwem. Dopiero gdy pojawiła się pigułka -
                >problem, Kościół spojrzał bacznie wraz z Duchem Świętym na małżonków,
                przyszedł
                >JPII i ogłosił pełną prawdę o małżeństwie.
                >Tak? Nagle Kościół przypomniał sobie o małżonkach i o tym, że mają ciała? Czy
                >przez te 20. wieków nie było ludzi, którzy się w sobie zakochiwali, pobierali,
                >kochali się, borykali z różnymi problemami? Nie było miłości małżeńskiej?
                >Cielesnej! Co robił Duch Święty przez ten czas?
                >Czy takie właśnie tłumaczenie nie jest wkurzające?

                Tzn wolałbyś żyć kilka setek lat temu? I w czym widzisz problem – w tym że
                Kościół sprzeciwia się antykoncepcji czy w tym że naucza iż nasza seksualność
                jest dobra i może być drogą do świętości? Czy może w tym że naucza o tym od
                niedawna i że wcześniej na to nie wpadł? Jakie ma to znaczenie dla Twojego
                życia że wcześniej nie mówił o małżeństwie tak dużo?
                Wiesz, Jezus niewiele fizycznie po sobie zostawił, nawet nic nie napisał.
                Zostawił kilku świadków swojego życia, śmierci i zmartwychwstania. I tyle. A
                Kościół istnieje już spory kawał czasu.

                Zaglądam tu często, ale rzadko mam chwilę by napisać cokolwiek – stąd długość
                mojego postu...

                pozdrawiam
                Nordynka
                • poprzezknieje Re: NPR a życie małżeńskie 12.02.05, 21:41
                  >I w czym widzisz problem – w tym że
                  > Kościół sprzeciwia się antykoncepcji czy w tym że naucza iż nasza seksualność
                  > jest dobra i może być drogą do świętości? Czy może w tym że naucza o tym od
                  > niedawna i że wcześniej na to nie wpadł? Jakie ma to znaczenie dla Twojego
                  > życia że wcześniej nie mówił o małżeństwie tak dużo?

                  Problem polega na tym ze nauka Kosciola w kwestii wspolzycia malzenskiego jest
                  nielogiczna i ma bardzo slabe podstawy. Co wiecej jest sprzeczna z pogladem
                  znacznej wiekszosci katolikow ( w Polsce blisko 80% ludzi nie uznaje nauki
                  Kosciola wkwestii regulacji poczec - badania OBOP dostepne na stronie).
                  Nauka ta opiera sie mniej wiecej na dwoch stwierdzeniach:
                  1) Czlowiek nie moze ograniczac plodnosci aktu malzenskiego,
                  2) orgazm mozna swiadomie osiagnac tylko wspolzyjac
                  i jakby zapytac sie skad sie biorą powyższe stwierdzenia to nie za bardzo
                  wiadomo - ot po prostu ktos kiedys tak to ustalil.
                  No dobra ale te ustalenia ingeruja bardzo w codzienne zycie setek milionow
                  ludzi i nie sa to akademickie rozwazania czy sa 3 osoby boskie czy moze 4 ale
                  Bog nam nie objawil tej czwartej, tylko bardzo wazne rozstrzygniecia ktore
                  dotycza istotnej sfery naszego zycia.
                  Poniewaz Kosciol bardzo wiele razy mylil sie w roznych sprawach to zakladanie
                  iz ta nauka ktora jest tak kontrowersyjna i tak kiepsko uargumentowana ze jest
                  na pewno nieomylna to duza naiwnosc a moze raczej desperacja. Bo w sumie gdy
                  ktos przyjmuje ta nauke wbrew swojemu sumieniu i podporzadkowuje swoje zycie,
                  znosi trudy abstynnecji, kolejnych nieplanowanych ciaz itd to musi sobie jakos
                  wytlumaczyc i bedzie do upadlego bronil tej nauki bo w przeciwnym razie
                  okazaloby sie ze to wszystko bylo bez sensu.
                  Tutaj widze najwiekszy problem w dyskusji o seksie w etyce katolickiej.
                  Wyobrazmy sobie hipotetycznie ze nie ma sprecyzowanej nauki Kosciola o
                  regulacji poczec i w zasadzie wolno wszystko co sprzyja milosci malzenskiej i
                  nie zabija a malzonkowie w sumieniach rozstrzygaja o reszcie. (coz za proste
                  zasady co ? - az za proste normalnie sodoma gomora) I sobie zyja malzenstwa
                  ktore stosuja jedne gumki, inne pianki inne npr inne hormony a tu nagle okazuje
                  sie ze stawiamy szlaban i tylko NPR jest dozwolony. I coz jak ktos zostaje
                  zmuszony do stosowania NPR (bo orzeczono ze jest to jedyna i najlepsza metoda
                  regulacji poczec ktora musi odpowiadac 6 miliardom ludzi na swiecie bez wyjatku)
                  to bedzie bronil nauki kosciola do upadlego bo na szali stawia swoje zycie,
                  swoje wyrzeczenia, swoje trudy, rozterki, strach przed spowiedzia, upokorzenia
                  gdy opowiadal w konfesjonale co robi z malzonkiem kazdej nocy i to wszystko ma
                  sens pod jednym warunkiem ze nauka o zakazie antykoncpecji jest wlasciwa.
                  Dlatego bardzo ciezko dyskutuje sie o katolickim modelu wspolzycia bo ludzie
                  zbyt wiele poswiecaja w swoim zyciu aby byc obojetnymi na roztrzygniecia tych
                  dyskusji.
                  Z tego tez powodu jak pojawia sie taka informacja ze niby episkopat hiszpani
                  dopuszcza pezerwatywe to odrazu wielkie poruszenie jest. A przepraszam jezeli
                  ktos stosuje NPR to co go wogole obchodzi czy kosciol dopusci prezerwatywe czy
                  nie ? No wlasnie ? Dlaczego nagle wszystkich tak to porusza ?
                  Bo to by znaczylo ze to na czym sie opierali podporzadkowujac sie NPR nie ma
                  sensu. Ze ich trudy, problemy, byly zupelnie niepotrzebne i ze to byl kolejny
                  blad w nauczaniu kosciola tak jak potepienie emancypacji kobiet czy zmuszanie
                  przyszlych zon do skladania przysiegi posluszenstwa wobec meza - zeby wymienic
                  tylko te z XX wieku.
                  Dlatego uwazam ze kosciol nie zmieni tej nauki bo wystawilby na posmiewisko
                  tych wszystkich ktorzy podporzadkowali swoje zycie NPR wbrew swojemu sumieniu i
                  rozsądkowi. Oczywiscie oficjalnie nie zmieni bo jak wszyscy wiedza w
                  konfesjonalach roznie to bywa ;-)


                  • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 15.02.05, 19:04
                    Ktos zapytał poprzezknieje:

                    > > Jakie ma to znaczenie dla Twojego
                    > > życia że wcześniej KK nie mówił o małżeństwie tak dużo?

                    poprzezknieje nie odpowiadając na zacytowane przez siebie pytanie napisało:

                    > Problem polega na tym ze nauka Kosciola w kwestii wspolzycia malzenskiego jest
                    > nielogiczna i ma bardzo slabe podstawy.

                    Dlaczego nielogiczna i kiedy według Ciebie podstawy byłyby mocne?

                    > Co wiecej jest sprzeczna z pogladem
                    > znacznej wiekszosci katolikow ( w Polsce blisko 80% ludzi nie uznaje nauki
                    > Kosciola wkwestii regulacji poczec - badania OBOP dostepne na stronie).

                    Mnie żaden OBOP o zdanie nie pytał, ani moich znajomych.
                    Trzeba wiedzieć kogo i o co pytać żeby wyszło tak jak chcemy.
                    Ale nawet gdyby to było 80% katolikow , to czego ma to dowodzić?
                    Demokratycznie ustalamy, że Ziemia jest płaska?
                    > Nauka ta opiera sie mniej wiecej na dwoch stwierdzeniach:
                    > 1) Czlowiek nie moze ograniczac plodnosci aktu malzenskiego,
                    > 2) orgazm mozna swiadomie osiagnac tylko wspolzyjac
                    > i jakby zapytac sie skad sie biorą powyższe stwierdzenia to nie za bardzo
                    > wiadomo - ot po prostu ktos kiedys tak to ustalil.

                    To według Ciebie nie za bardzo wiadomo.
                    Ale jak poczytasz od ojców i doktorów Kościoła poczynając, a na Humanae Vitae i
                    pismach JPII kończąc, to juz będzie wiadomo.
                    Wszyscy, na rózne sposoby mówią w sumie to samo.

                    > No dobra ale te ustalenia ingeruja bardzo w codzienne zycie setek milionow
                    > ludzi i nie sa to akademickie rozwazania czy sa 3 osoby boskie czy moze 4 ale
                    > Bog nam nie objawil tej czwartej, tylko bardzo wazne rozstrzygniecia ktore
                    > dotycza istotnej sfery naszego zycia.

                    A która sfera naszego życia nie jest istotna? Grzech to jest grzech. Równie
                    dobrze mógłbyś się czepiać, że KK swoją nauka o zabójstwie czy kradzieży
                    ingeruje w codzienne życie setek milionów ludzi, ze nie wspomnę juz o cudzołóstwie.
                    > Poniewaz Kosciol bardzo wiele razy mylil sie w roznych sprawach to zakladanie
                    > iz ta nauka ktora jest tak kontrowersyjna i tak kiepsko uargumentowana ze jest
                    > na pewno nieomylna to duza naiwnosc a moze raczej desperacja.

                    Nie będę tego rozwijać (chociaż wypadałoby stawiając zarzut podać konkrety na
                    jego uzasadnienie) dyskusja jednak zjechałaby z tematu i jako taka zostałaby
                    wycięta, zwrócę tylko uwagę, ze tu nie chodzi o to czy KK się mylił czy nie,
                    tylko - skoro juz stawiasz tezę - powinieneś udowodnić, ze w tym konkretnym
                    przypadku KK się myli.

                    > Bo w sumie gdy
                    > ktos przyjmuje ta nauke wbrew swojemu sumieniu i podporzadkowuje swoje zycie,

                    Chyba niezbyt dobrze znasz naukę KK, skoro twierdzisz, ze postępowanie wbrew
                    sumieniu nie tylko nie jest grzechem, ale jest nakazane przez Kościół.
                    Problem leży gdzie indziej - ludzie mają źle ukształtowane sumienia i stąd ten
                    konflikt.
                    Sumienie niestety łatwo zepsuć. Ale tu znowu dyskusja zjeżdża OT


                    > Wyobrazmy sobie hipotetycznie ze nie ma sprecyzowanej nauki Kosciola o
                    > regulacji poczec i w zasadzie wolno wszystko co sprzyja milosci malzenskiej i
                    > nie zabija a malzonkowie w sumieniach rozstrzygaja o reszcie. (coz za proste
                    > zasady co ? - az za proste normalnie sodoma gomora) I sobie zyja malzenstwa
                    > ktore stosuja jedne gumki, inne pianki inne npr inne hormony a tu nagle okazuje
                    >
                    > sie ze stawiamy szlaban i tylko NPR jest dozwolony.

                    A kiedy była taka sytuacja, ze wszystko było dozwolone?

                    > I coz jak ktos zostaje
                    > zmuszony do stosowania NPR (bo orzeczono ze jest to jedyna i najlepsza metoda
                    > regulacji poczec ktora musi odpowiadac 6 miliardom ludzi na swiecie bez wyjatku
                    > )

                    Nie chodzi tu o odpowiadanie komuś, tylko o odpowiadanie przed Kimś.
                    Nie każdemu odpowiada nauka KK w kwestii np zakazu kradzieży i nie wszyscy ją
                    przestrzegają

                    > to bedzie bronil nauki kosciola do upadlego bo na szali stawia swoje zycie,
                    > swoje wyrzeczenia, swoje trudy, rozterki, strach przed spowiedzia, upokorzenia
                    > gdy opowiadal w konfesjonale co robi z malzonkiem kazdej nocy i to wszystko ma
                    > sens pod jednym warunkiem ze nauka o zakazie antykoncpecji jest wlasciwa.

                    Nie znam czegos takiego jak strach przed spowiedzią i nie zdarzyło mi się
                    opowiadać co robię z małżonkiem każdej nocy. Nie sądzę by to kogokolwiek
                    interesowało. Zresztą nawet w przypadku cudzołóstwa czy stosowania antykoncepcji
                    nie opowiada się w konfesjonale JAK się to robiło tylko, ŻE sie to robiło.

                    > Dlatego bardzo ciezko dyskutuje sie o katolickim modelu wspolzycia bo ludzie
                    > zbyt wiele poswiecaja w swoim zyciu aby byc obojetnymi na roztrzygniecia tych
                    > dyskusji.

                    Nie wiem jak inni, ale nie sądzę bym wiele poświęciła w moim życiu stosując NPR,
                    raczej uważam, że wiele zyskałam i zyskuję.
                    > Z tego tez powodu jak pojawia sie taka informacja ze niby episkopat hiszpani
                    > dopuszcza pezerwatywe to odrazu wielkie poruszenie jest.

                    Mnie to niespecjalnie porusza. Swoją drogą pojawiła się gdziekolwiek taka
                    informacja? (Co znaczy "niby")
                    > A przepraszam jezeli
                    > ktos stosuje NPR to co go wogole obchodzi czy kosciol dopusci prezerwatywe czy
                    > nie ? No wlasnie ? Dlaczego nagle wszystkich tak to porusza ?

                    A kogo konkretnie? Mnie co najwyżej zdziwi. Nie widzę żadnego sensu w takiej
                    informacji.
                    > Bo to by znaczylo ze to na czym sie opierali podporzadkowujac sie NPR nie ma
                    > sensu. Ze ich trudy, problemy, byly zupelnie niepotrzebne i ze to byl kolejny
                    > blad w nauczaniu kosciola tak jak potepienie emancypacji kobiet czy zmuszanie
                    > przyszlych zon do skladania przysiegi posluszenstwa wobec meza - zeby wymienic
                    > tylko te z XX wieku.

                    A coś Ty się tych trudów tak uczepił? Od razu widać, że nie stosujesz NPRu bo
                    uwazasz to za strraszne poświęcenie.

                    > Dlatego uwazam ze kosciol nie zmieni tej nauki bo wystawilby na posmiewisko
                    > tych wszystkich ktorzy podporzadkowali swoje zycie NPR wbrew swojemu sumieniu i
                    >
                    > rozsądkowi. Oczywiscie oficjalnie nie zmieni bo jak wszyscy wiedza w
                    > konfesjonalach roznie to bywa ;-)

                    Siedzimy w konfesjonałach? Czy może gdzieś wszyscy mamy założone "pluskwy"?
                    Skoro wszyscy wiedzą jak tam bywa...
                    KK nie zmieni tej nauki dlatego, że jest dobra. Kropka.
                    Grzech zawsze szkodzi człowiekowi i właśnie dlatego jest zabroniony.
                    • zxcvbn1 Re: NPR a życie małżeńskie 16.02.05, 00:11
                      > Mnie żaden OBOP o zdanie nie pytał, ani moich znajomych.

                      A powinien. Jeśli nie pytał, to na pewno kłamie. Bo genepis i jej znajomi to co
                      najmniej 10% Polaków. Gratuluję sieci znajomości.

                      > Demokratycznie ustalamy, że Ziemia jest płaska?

                      Nie, Kościół twierdzi, że jest płaska i nie pozwala sądzić inaczej. To już było,
                      wiele lat temu. Dobrze, że przypominasz.

                      > A kiedy była taka sytuacja, ze wszystko było dozwolone?

                      Jak zwykle - ze skrajności w skrajność.

                      >Zresztą nawet w przypadku cudzołóstwa czy stosowania antykoncepcji
                      > nie opowiada się w konfesjonale JAK się to robiło tylko, ŻE sie to robiło.

                      No właśnie - i o tym właśnie mówił poprzezknieje. O opowiadaniu, co się robi z
                      małżonkiem każdej nocy - ŻE się użyło gumki, ŻE się uprawiało np. seks analny,
                      albo petting... Przecież to wszystko grzech. Po co się wgłębiać w szczegóły.

                      > Siedzimy w konfesjonałach? Czy może gdzieś wszyscy mamy założone "pluskwy"?
                      > Skoro wszyscy wiedzą jak tam bywa...

                      Kochana genepis - nawet na tym forum wiele osób wypowiadało się o tym, jak to
                      jeden ksiądz komuś nie chciał dać rozgrzeszenia, inny dał...

                      > Grzech zawsze szkodzi człowiekowi i właśnie dlatego jest zabroniony.

                      Bardzo ciekawe, że to, co szkodziło małżeństwom 100 lat temu (współżycie nie w
                      celu poczęcia dziecka), teraz już im nie szkodzi i przestało być grzechem.
                      Urządzanie zabaw hucznych w czasach zakazanych również przestało szkodzić - i to
                      nagle - na naszych oczach.
                      • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 16.02.05, 15:04
                        zxcvbn1 napisała:

                        > > Mnie żaden OBOP o zdanie nie pytał, ani moich znajomych.
                        >
                        > A powinien. Jeśli nie pytał, to na pewno kłamie. Bo genepis i jej znajomi to co
                        > najmniej 10% Polaków. Gratuluję sieci znajomości.

                        Skąd Ci sie wzięło te 10%? Z badań OBOPU?
                        Ja tylko napisalam, że mnie nikt nie pytal i nie znam nikogo kogo OBOP by pytal.
                        (A takze, ze trzeba wiedziec kogo pytac i o co, by miec takie a nie inne
                        wyniki.) Widze, ze wiesz jak te badania byly robione, wiec uchyl rabka tajemnicy.
                        >
                        > > Demokratycznie ustalamy, że Ziemia jest płaska?
                        >
                        > Nie, Kościół twierdzi, że jest płaska i nie pozwala sądzić inaczej. To już było
                        > ,
                        > wiele lat temu. Dobrze, że przypominasz.


                        Twierdzisz, ze teoria Ptolemeusza mowila o plaskiej ziemi?
                        Moze jakis dokumencik?
                        Niezła jest Twoja znajomosc nauki KK... ;->
                        >
                        > > A kiedy była taka sytuacja, ze wszystko było dozwolone?
                        >
                        > Jak zwykle - ze skrajności w skrajność.

                        To nie ja podalam ten przyklad, tylko poprzezknieje snuje tu jakies swoje fantazje.
                        >
                        > >Zresztą nawet w przypadku cudzołóstwa czy stosowania antykoncepcji
                        > > nie opowiada się w konfesjonale JAK się to robiło tylko, ŻE sie to robiło
                        > .
                        >
                        > No właśnie - i o tym właśnie mówił poprzezknieje. O opowiadaniu, co się robi z
                        > małżonkiem każdej nocy - ŻE się użyło gumki, ŻE się uprawiało np. seks analny,
                        > albo petting... Przecież to wszystko grzech. Po co się wgłębiać w szczegóły.

                        KK nigdy nie wydał żadnego dokumentu, w ktorym stwierdzalby szczegółowo jakie
                        zachowania malzonkow są dozwolone, a jakie nie. Poproszono kiedyś jednego z
                        papieży (chyba Pawła VI) o wydanie takiego dokumentu, ale odpowiedział tylko
                        "Nie niepokójcie ich" i wyjaśnił, że jeśli coś nie jest samo w sobie grzechem
                        nie krzywdzi nikogo i odpowiada obojgu - mają do tego prawo i nikomu nic do tego
                        co robia i jak. Każda para rozstrzyga w swoim sumieniu.

                        > > Grzech zawsze szkodzi człowiekowi i właśnie dlatego jest zabroniony.
                        >
                        > Bardzo ciekawe, że to, co szkodziło małżeństwom 100 lat temu (współżycie nie w
                        > celu poczęcia dziecka), teraz już im nie szkodzi i przestało być grzechem.

                        Był taki dokument zabraniający współżyć jeśli się nie planowało poczecia w danym
                        cyklu?
                        A że zawsze zdarzały sie osoby bardziej papieskie niz sam papież...

                        > Urządzanie zabaw hucznych w czasach zakazanych również przestało szkodzić - i t
                        > o
                        > nagle - na naszych oczach.

                        Pierwsze słyszę. Uważasz, że to iż dyskoteki działaja w WIelkim Poście, to z
                        poduszczenia Kościoła?

                        (Uwaga! Zaczynamy chyba wyjeżdżać z wątku!)

                        Pozdrawiam
                        • frywolna Re: NPR a życie małżeńskie 16.02.05, 15:16
                          adwent - droga Genepis... do niedawna czas bez zabaw; zaś kilka lat temu
                          dopuszczono zabawy (w tym wesela!) bo to "radosne oczekiwanie" - ot zmana
                          interpertacji
                          • toya3 Re: NPR a życie małżeńskie 16.02.05, 18:10
                            Z początkiem grudnia (a zatem adwentu)2003 r. weszły w życie nowe "wytyczne"
                            KK, z "kosmetyką" niektórych przykazań kościelnych. M.In. adwent, jako czas
                            radosnego oczekiwania może być nie jest już czasem "zakazanym" dla hucznych
                            zabaw, rozróżniono też post ścisły, ilościowy i zwykły i tp.
                            Mała zmiana interpretacji, a jaka zmiana w życiu! Czyli poprzednie ograniczenia
                            nie były potrzebne?
                            • burczykowa Re: NPR a życie małżeńskie 16.02.05, 18:41
                              toya3 napisała:

                              > Z początkiem grudnia (a zatem adwentu)2003 r. weszły w życie nowe "wytyczne"
                              > KK, z "kosmetyką" niektórych przykazań kościelnych. M.In. adwent, jako czas
                              > radosnego oczekiwania może być nie jest już czasem "zakazanym" dla hucznych
                              > zabaw, rozróżniono też post ścisły, ilościowy i zwykły i tp.
                              > Mała zmiana interpretacji, a jaka zmiana w życiu! Czyli poprzednie
                              ograniczenia
                              >
                              > nie były potrzebne?

                              Tak , spora zmiana w życiu. A na czym ona konkretnie polega? Czy uwazasz, ze
                              ci, którym przeszkadzał zakaz urządzania zabaw w adwencie, jedzenia mięsa w
                              wigilię teraz się wreszcie odnaleźli i wrócili do kościoła? W kościele widzę te
                              same osoby- nic w swym życiu nie zmieniły, tak jam ja i moja rodzina, bo w ten
                              sposób zachowujemy naszą narodowa tradycję.
                              Gdyby kościół przyzwolił na prezerwatywę lub inna antykoncepcję, to osoby,
                              które biły sie o taką mozliwość i tak by nie wróciły z głosnym "alleluja!" do
                              czynnego życia w kościele. Dla wiekszości tych "krzykaczy" zakaz antykoncepcji
                              jest tylko przykrywką rzeczywistej niechęci do Kościoła - brak wiary.Zezwolenie
                              na antykoncepcję nie wpłynełoby na "nawrócenie" owych zbuntowanych, a
                              najprawdopodobniej spowodowałoby odpływ tych, którzy upatrywali w naukach
                              Kościoła stałości zasad swojego zycia-ci utraciliby wiarę w to, że nauka KK ma
                              swoje mocne fundamenty i trwałe zasady. Stało się to dokładnie w kościołach
                              Europy Zachodniej.
                              Jeśli 80% w jakichs badaniach OBOP chce antykoncepcji, to można zapytać: a ile
                              osób byłoby za tym, by nie czekac ze współżyciem seksualnym do slubu? Ile osób
                              chciałoby, by KK popierał in vitro, zdrady, mozliwość powtórnego slubu
                              kościelnego po rozwodzie kościelnym? Czy nie byłoby osób zainteresowanych
                              nieuznawaniem za grzech drobnych kradzieży , bo okradaliby tylko bogatych? Co z
                              mordercami? W końcu oni tez chcieliby, by KK nie uznawał ich uczynku za grzech,
                              bo popełnili go w dobrej wierze. Itd, Itp.
                              Jesli masz przyjaciela i chcesz zyć z nim w przyjaźni, to go nie poprawiasz,
                              tylko akceptujesz takim, jakim jest. Jeśli jesteś z nim w przyjaźni, to macie
                              coś, co Was łączy- dopóki dbacie o dobre więzi między Wami, przestrzegacie
                              ustalonych zasad, dopóty żyjecie w przyjaźni. Jeśli Ci to nie odpowiada i
                              czcesz zmian, a Wasza przyjaźń nie przewidywała żadnych zmian, to przecież
                              możesz z niej zrezygnowac i znaleźć takiego przyjaciela, który zaprzyjaźni się
                              na Twoich warunkach. Tylko to już nie będzie KK.No i z czasem możesz zatęsknić
                              do przyjaciela, który zawsze miał stałe zasady. Tylko tak trudno odbudowac coś
                              od nowa.
                              Nie rozczytuję się w dokumentach KK, dlatego dla mnie zasady KK wobec metod
                              planowania rodziny są jasne i czytelne- nie dziele włosa na czworo.
                              Nie znam s
                              • tik78 Re: NPR a życie małżeńskie 16.02.05, 19:21
                                > Dla wiekszości tych "krzykaczy" zakaz antykoncepcji
                                > jest tylko przykrywką rzeczywistej niechęci do Kościoła - brak wiary.

                                Zdecydowanie się nie zgadzam. Wierzę w Boga, a czuję coraz większą niechęć do
                                tego, co się dzieje w KK. A fanatyzm religijny przeraża mnie w każdej postaci -
                                czy to w islamie, czy w katolicyzmie. Wierzę, ale nie zgadzam się z pewnymi
                                normami wyznaczanymi przez KK (w tym antykoncepcja). Nie zawsze można wiązać
                                niechęć do KK z brakiem wiary.

                                > utraciliby wiarę w to, że nauka KK ma
                                > swoje mocne fundamenty i trwałe zasady.

                                A jakież to mocne fundamenty pozwalały wprowadzić kiedyś piąte przykazanie
                                kościelne, a potem je zmienić?

                                > Czy nie byłoby osób zainteresowanych nieuznawaniem za grzech drobnych
                                > kradzieży , bo okradaliby tylko bogatych? Co z mordercami? W końcu oni tez
                                > chcieliby, by KK nie uznawał ich uczynku za grzech, bo popełnili go w dobrej
                                > wierze. Itd, Itp.

                                Zrób sondaż, to się dowiesz.

                                > Jesli masz przyjaciela i chcesz zyć z nim w przyjaźni, to go nie poprawiasz,
                                > tylko akceptujesz takim, jakim jest.

                                Otóż to - ilekroć próbuję dyskutować z zagorzałymi katolikami na temat "dlaczego
                                antykoncepcja jest zła", słyszę, że nie mogę sobie wybierać pewnych zasad, a
                                innych odrzucać. Że jeśli chcę być członkiem pewnej wspólnoty, to powinnam
                                przyjąć wszystkie jej prawa bez zastrzeżeń. Mam poważne zastrzeżenia co do
                                pewnych praw rządzących KK, więc - choć wierzę - nie mogę się z tą wspólnotą
                                utożsamiać.
                                • burczykowa toya3 to tik78!!!!!!!!!!!!!! 16.02.05, 22:44
                                  Dyskutowałam z toya3 a tu- proszę- dekonspiracja! I to powtórna!
                                  Ale że w internecie mozna obrażać i człowiek nie ma żadnych mozliwości obrony,
                                  drwić i zakładać odkrywczych watków na Twój temat nie będę. Napisałaś tak:

                                  > Mamm poważne zastrzeżenia co do
                                  > pewnych praw rządzących KK, więc - choć wierzę - nie mogę się z tą wspólnotą
                                  > utożsamiać.

                                  No to teraz jest dla mnie wszytko jasne. Tylko po co było tak lamentować nad
                                  sobą i rozpisywać się na temat stosowania NPRu tylko dlatego, że tak każe KK?
                                  Po co ta obłuda? Jak się z tą wspólnota nie utożsamiasz, to nie powołuj się na
                                  zasady w niej istniejące.
                                  • toya3 Re: toya3 to tik78!!!!!!!!!!!!!! 16.02.05, 22:58
                                    HI, hi, ale się detektyw w tobie odezwał. Raczej obsesja nr 1 - obsesja
                                    wielokrotnych nicków!
                                    Współczuję ci, naprawdę. Ze zbieżności poglądów wyciągasz odległe wnioski. Czy
                                    nie zauważyłaś, że osób z takim zdaniem jest więcej?
                                    Ah, prawda, zapomniałam, że za każdym razem podejrzewasz, ze to ja (toya), więc
                                    teraz też mnie to nie dziwi. Tylko, że ja - w przeciwieństwie do ciebie - nie
                                    muszę na swoje poparcie mnożyć nicków, dyskutuję jako ja i tyle. I nie zakładam
                                    osobnych wątków, w których wychwalałabym swoją "ugruntowaną i usystematyzowaną
                                    wiedzę" (to twoje, czyż nie?), bo to płytkie i bezcelowe.
                                    • burczykowa Re: toya3 to tik78!!!!!!!!!!!!!! 16.02.05, 23:41
                                      Sama stosujesz "osobiste wycieczki" i masz potem pretensje, jak ktoś przyuważy,
                                      że odpowiadasz pod innymi nickami- styl wypowiedzi taki sam.
                                      Nie umiesz nanosić wyników pomiaru na kartę obserwacji, nie udzieliłaś do tej
                                      pory żadnych merytorycznych porad, jak ktos o nie prosił, ciągle wracasz
                                      do "wielomiesięcznego okresu płodności, którego poczatek znamy, ale końca nie
                                      widać", za to ciągle produkujesz zaczepne odpowiedzi. Po co tu siedzisz, skoro
                                      nie znasz NPRu i najmniejszych motywacji, by poznać? Po co ciągle mącisz,
                                      prowokujesz? Bezrobotna polonistka jesteś, pełna frustracji, niedopieszczona
                                      przez męża i robiąca wszystko, by się cos działo? Może zainteresuj się
                                      linkownią, zobacz, co możesz zyskać, zdobądź trochę wiedzy o NPRze- to nie
                                      boli. A tak z Twoich wypowiedzi wynika, że nie można stosowac "czystego " NPRu
                                      i wszyscy maja Ci przytaknąć. Dopiero wtedy uznałabyś swoje zwycięstwo. Czyli
                                      dopóki choć jedna osoba będzie świadczyła o mozliwości przezycia okresu
                                      wstrzemięźliwości seksualnej bez wbijania zębów w ścianę czy o
                                      skuteczności "czystego" NPR, to dopóty bedziesz zionęła jadem. Obyś się nim nie
                                      zatruła.
                                      • toya3 Re: No Comments! 16.02.05, 23:54
                                        ...
                                      • zxcvbn1 Re: toya3 to tik78!!!!!!!!!!!!!! 17.02.05, 00:40
                                        Masz obsesję na punkcie podwójnych nicków, podobnie jak klara.brzoza - ale już
                                        wiemy, dlaczego. Wiemy dlaczego masz obsesję i wiemy dlaczego podobnie, jak
                                        klara.brzoza.

                                        Gdy wiele osób ma inne poglądy niż Ty, fajnie jest udawać, że te inne osoby to
                                        jedna osoba. I, co najciekawsze - na wątłych podstawach.

                                        > Bezrobotna polonistka jesteś, pełna frustracji, niedopieszczona
                                        > przez męża i robiąca wszystko, by się cos działo?

                                        To zalatuje stylem klary.brzozy. Nie denerwuj się aż tak, bo się obnażasz.

                                        A nie pomyślałaś o tym, żeby założyć wspólne konto o nicku npr, albo lepiej -
                                        jan.dąb, do którego wszyscy mielibyśmy dostęp i z którego pisalibyśmy listy sami
                                        do siebie i do innych przy okazji? Po co całe to forum? Po co listy dyskusyjne,
                                        telefony, komunikatory takie jak gadu gadu? Po co to wszystko, skoro można
                                        założyć jedno konto pocztowe i za pomocą niego się kontaktować?
                            • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 16.02.05, 21:43
                              toya3 napisała:

                              > Z początkiem grudnia (a zatem adwentu)2003 r. weszły w życie nowe "wytyczne"
                              > KK, z "kosmetyką" niektórych przykazań kościelnych. M.In. adwent, jako czas
                              > radosnego oczekiwania może być nie jest już czasem "zakazanym" dla hucznych
                              > zabaw, rozróżniono też post ścisły, ilościowy i zwykły i tp.

                              Rozróżnienie postów było od zawsze.
                              Był post ilosciowy (ieiunum) ktory obowiazuje w Srode Popielcowa i W.Piatek
                              i wstrzemiezliwosc od niektorych pokarmow (abstinentia)
                              oprocz tego jeszcze inne rodzaje np post eucharystyczny...
                              Jesli Cie interesuje dokladnie nauka o postach moge podac linki.
                          • genepis Re: NPR a huczne zabawy ;-) 16.02.05, 21:39
                            frywolna napisała:

                            > adwent - droga Genepis... do niedawna czas bez zabaw; zaś kilka lat temu
                            > dopuszczono zabawy (w tym wesela!) bo to "radosne oczekiwanie" - ot zmana
                            > interpertacji

                            O radosnym oczekiwaniu słyszałam, ale o urządzaniu hucznych wesel - nie. Czy
                            mogłabyś podać źródło?
                            Bo z tego co wiem KK nie zabrania ślubów ani nawet wesel w żadnym okresie roku
                            liturgicznego łącznie z W.Postem i nigdy nie zabraniał, tyle ze wesele w Poście
                            ma być skromne i bez zabaw.
                            Co do adwentu - dotąd uważałam, ze też nie za bardzo huczne, bo jest to radosne
                            czekanie ale w pewnym wyciszeniu, kontemplacji i "łubu dubu" nieco tę
                            kontemplację zakłoca. Gdybys podała jakiś dokument KK dopuszczający huczne
                            zabawy, byłabym wdzięczna.
                            Na pewno adwent nie jest czasem pokutnym na kształt Wielkiego Postu, sama
                            zresztą nazwa o tym mówi.
                            • toya3 Re: NPR a huczne zabawy ;-) 16.02.05, 22:09
                              Co do rozróżnienia postów - zgoda, może i wcześniej było, ale coś w tej
                              kosmetyce postów na pewno dotyczyło, podałam to tylko jako przykład, dokumentu
                              przed oczami nie miałam.
                              > Gdybys podała jakiś dokument KK dopuszczający huczne
                              > zabawy, byłabym wdzięczna.

                              Wiem, że to do Frywolnej, ale ten dokument to właśnie te zmiany z 2003 roku,
                              ogłoszone w liście biskupów po konferencji Episkopatu. Daty i oficjalnej nazwy
                              ja Ci nie podam, bo aż tak się tym nie interesowałam.

                              Na pewno najszerzej komentowana zmianą było tam właśnie dopuszczenie w adwencie
                              urządzania zabaw. Aha, niejako "w zamian" uczyniono każdy piątek w roku(z wyj.
                              świątecznych) dniem nie tylko postu, ale bez hucznych imprez. z tego też
                              powodu ,z racji przypadającego w r. 2004 Sylwestra właśnie w piątek udzielono
                              dyspensy na imprezy sylwestrowe.

                              > Na pewno adwent nie jest czasem pokutnym na kształt Wielkiego Postu, sama
                              > zresztą nazwa o tym mówi
                              No właśnie - a do 2003 r., mimo różnej nazwy, od strony powagi i pokuty
                              traktowane były tak samo.
                              • genepis Re: NPR a huczne zabawy ;-) 16.02.05, 22:35
                                toya3 napisała:

                                > > Na pewno adwent nie jest czasem pokutnym na kształt Wielkiego Postu, sama
                                > > zresztą nazwa o tym mówi
                                > No właśnie - a do 2003 r., mimo różnej nazwy, od strony powagi i pokuty
                                > traktowane były tak samo.

                                Kiedy właśnie nie! Ale mało się o tym mówiło ;-) (z wielu powodów, także i
                                dlatego, że np media w ogóle nie poruszały tych spraw) Od 2003 mówi się więcej,
                                no i dziennikarze to podchwycili więc bardziej dociera.
                                W każdym razie o różnicy między W.Postem a Adwentem wiem gdzies +/_ od 1984 roku
                                (wcześniej nie bardzo mnie to interesowało)

                                O zmianie przykazan KK pisze w odpowiedzi do zxcvbn więc nie bede rozwijać.
                                • toya3 Re: NPR a huczne zabawy ;-) 16.02.05, 23:41
                                  >Od 2003 mówi się więcej,
                                  > no i dziennikarze to podchwycili więc bardziej dociera.

                                  Nie tylko dlatego. Upieram się, że oficjalnie wprowadzono wtedy zmiany w
                                  przykazaniach.
                                  Może i niewielkie. Może i dzięki zainteresowaniom mediów niektórzy dopiero
                                  wtedy cokolwiek się dowiedzieli - lepiej wtedy, niż wcale.

                                  "Od I niedzieli adwentu, czyli od 30 listopada 2003 roku obowiązuje w Polsce
                                  nowe sformułowanie przykazań kościelnych. Zostało opracowane przez polskich
                                  biskupów i zatwierdzone przez Kongregację Nauki Wiary."

                                  Całość znajdziesz tu:

                                  www.mateusz.pl/wdrodze/nr365/11-wdr.htm
                                  Pozdrawiam
                                  • genepis Re: NPR a huczne zabawy ;-) OT 17.02.05, 01:42
                                    toya3 napisała:

                                    > >Od 2003 mówi się więcej,
                                    > > no i dziennikarze to podchwycili więc bardziej dociera.
                                    >
                                    > Nie tylko dlatego. Upieram się, że oficjalnie wprowadzono wtedy zmiany w
                                    > przykazaniach.
                                    > Może i niewielkie. Może i dzięki zainteresowaniom mediów niektórzy dopiero
                                    > wtedy cokolwiek się dowiedzieli - lepiej wtedy, niż wcale.
                                    >
                                    > "Od I niedzieli adwentu, czyli od 30 listopada 2003 roku obowiązuje w Polsce
                                    > nowe sformułowanie przykazań kościelnych. Zostało opracowane przez polskich
                                    > biskupów i zatwierdzone przez Kongregację Nauki Wiary."
                                    >
                                    > Całość znajdziesz tu:
                                    >
                                    > www.mateusz.pl/wdrodze/nr365/11-wdr.htm
                                    > Pozdrawiam

                                    Mieszasz dwie sprawy. Przykazania kościelne to jedna sprawa, a różnica między
                                    adwentem a w.postem to druga.
                                    Ja twierdze, ze adwent odrozniano od w. postu na dlugo przed wprowadzeniem zmian
                                    w przykazaniach koscielnych i że przykazania koscielne nijak sie do tej
                                    pierwszej sprawy mają.
                                    ALE to OT
                                    • toya3 Re: NPR a huczne zabawy ;-) OT 17.02.05, 08:45
                                      > Ja twierdze, ze adwent odrozniano od w. postu na dlugo przed wprowadzeniem
                                      zmian w przykazaniach koscielnych>

                                      Nie będę z tym polemizować, pewnie masz rację, zapewne definicja tych dwóch
                                      okresów i ich szczegółową charakterystyka znane są od dawna - aż tak głeboko w
                                      terminach teologicznych i kościelnych nie siedzę.

                                      > i że przykazania koscielne nijak sie do tej
                                      > pierwszej sprawy mają.

                                      Tu jednak się nie zgodzę - znowelizowane przykazania KK dla przeciętnego
                                      katolika czynią wyraźne praktyczne rozróźnienie między czasem Adwentu i
                                      Wielkiego Postu. A w każdym razie dla wielu są jedyną znaną wytyczną (nie
                                      definicją oczywiście) dot. tych dwóch okresów.
                                      Pozdrawiam
                        • zxcvbn1 Re: NPR a życie małżeńskie 16.02.05, 18:50
                          > Skąd Ci sie wzięło te 10%? Z badań OBOPU?
                          > Ja tylko napisalam, że mnie nikt nie pytal i nie znam nikogo kogo OBOP by pytal.
                          > (A takze, ze trzeba wiedziec kogo pytac i o co, by miec takie a nie inne
                          > wyniki.) Widze, ze wiesz jak te badania byly robione, wiec uchyl rabka
                          > tajemnicy.

                          Chodzi o to, że gdyby OBOP machnął się o 10%, to to by miało znaczenie, choć 70%
                          Polaków nie uznających nauki Kościoła w kwestii planowania poczęć to i tak
                          byłoby dużo.

                          Nigdy nie byłam pytana przez OBOP, ale nie daje mi to podstaw do uznawania, że
                          te badania są zupełnie zmyślone.

                          > Twierdzisz, ze teoria Ptolemeusza mowila o plaskiej ziemi?

                          A napisałam coś takiego? Twierdzę natomiast, że Kościół ostro popierał teorię
                          geocentryczną i ciężko było się temu sprzeciwić. Na szczęście znalazł się
                          śmiałek :). I to właśnie chciałam zasugerować, sprowokowana zdaniem o płaskiej
                          ziemi, bo to problem z tej samej beczki.

                          > > > A kiedy była taka sytuacja, ze wszystko było dozwolone?
                          > >
                          > > Jak zwykle - ze skrajności w skrajność.
                          >
                          > To nie ja podalam ten przyklad, tylko poprzezknieje snuje tu jakies swoje
                          > fantazje.

                          Ja widzę, że Ty snujesz - przecież to Twoje słowa.

                          > > ŻE się użyło gumki, ŻE się uprawiało np. seks analny,
                          > > albo petting...
                          > KK nigdy nie wydał żadnego dokumentu, w ktorym stwierdzalby szczegółowo jakie
                          > zachowania malzonkow są dozwolone, a jakie nie.

                          Na jakiej zatem podstawie powstają jakieś wywody (np. autorstwa księży), że
                          wskazane przeze mnie czynności i zachowania oraz wiele innych są grzeszne /
                          niewskazane / niezgodne z wolą Bożą?

                          > Był taki dokument zabraniający współżyć jeśli się nie planowało poczecia w
                          > danym cyklu?
                          > A że zawsze zdarzały sie osoby bardziej papieskie niz sam papież...

                          Powiem Ci szczerze, że mało który przeciętny katolik wczytuje się w dokumenty
                          kościelne. A 100 lat temu tym bardziej :). Mam wrażenie - może się mylę? - że
                          większość ludzi bazuje na tym, co: powiedziano im na katechezie w szkole,
                          przeczytali w Biblii, usłyszeli od księdza itp. Jeśli więc np. księża sieją
                          pogląd, że pewne rzeczy są złe, to wierni im wierzą, prawda? To można zastosować
                          również do sprawy poruszonej wyżej, czyli tego, co małżeństwo robi w łóżku,
                          jeśli już coś robi ;).

                          > > Urządzanie zabaw hucznych w czasach zakazanych również przestało szkodzić
                          > > - i to nagle - na naszych oczach.
                          >
                          > Pierwsze słyszę. Uważasz, że to iż dyskoteki działaja w WIelkim Poście, to z
                          > poduszczenia Kościoła?

                          Przecież dobrze wiesz o czym mówię - o zmianie przykazań kościelnych. Nie wiem
                          jeszcze, dlaczego udajesz, że nie wiesz, ale może zaraz się dowiem :).

                          Pozdrawiam
                          • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 16.02.05, 22:30
                            zxcvbn1 napisała:

                            > > Skąd Ci sie wzięło te 10%? Z badań OBOPU?
                            /../
                            > Chodzi o to, że gdyby OBOP machnął się o 10%, to to by miało znaczenie, choć 70
                            > %
                            > Polaków nie uznających nauki Kościoła w kwestii planowania poczęć to i tak
                            > byłoby dużo.
                            >
                            > Nigdy nie byłam pytana przez OBOP, ale nie daje mi to podstaw do uznawania, że
                            > te badania są zupełnie zmyślone.

                            Na tej samej zasadzie Lepper prowadził w statystykach tam, gdzie zlecił
                            wcześniej badania. Firma najlepiej wie gdzie przeprowadzać badania by wyszło
                            najkorzystniej dla tego, kto zleca.
                            A ludzie pod wpływem danych statystycznych zaczynają zmieniac preferencje i po
                            pewnym czasie rzeczywiscie dobijają do statystyk (bo skoro wszyscy twierdzą, ze
                            jesteśmy wielbłądami, to może rzeczywiście jesteśmy?)
                            >
                            > > Twierdzisz, ze teoria Ptolemeusza mowila o plaskiej ziemi?
                            >
                            > A napisałam coś takiego? Twierdzę natomiast, że Kościół ostro popierał teorię
                            > geocentryczną i ciężko było się temu sprzeciwić. Na szczęście znalazł się
                            > śmiałek :). I to właśnie chciałam zasugerować, sprowokowana zdaniem o płaskiej
                            > ziemi, bo to problem z tej samej beczki.

                            Teoria geocentryczna a teoria płaskiej Ziemi to jednak zupełnie co innego. Ty
                            napisałaś: "Kościół twierdzi, że jest płaska i nie pozwala sądzić inaczej."
                            -"Jaśnie Pani własne słowo..." ;->
                            A co do twórcy teorii heliocentrycznej, to przypominam, ze był księdzem.
                            Niejaki ks.kanonik Mikołaj Kopernik.
                            >
                            > > > > A kiedy była taka sytuacja, ze wszystko było dozwolone?
                            > > > Jak zwykle - ze skrajności w skrajność.
                            > > To nie ja podalam ten przyklad, tylko poprzezknieje snuje tu jakies swoje
                            > > fantazje.
                            > Ja widzę, że Ty snujesz - przecież to Twoje słowa.

                            W takim razie muszę znowu wkleic cytat. Widzę, ze inaczej sie nie da:
                            poprzezknieje napisało:

                            > Wyobrazmy sobie hipotetycznie ze nie ma sprecyzowanej nauki Kosciola o
                            > regulacji poczec i w zasadzie wolno wszystko co sprzyja milosci malzenskiej i
                            > nie zabija a malzonkowie w sumieniach rozstrzygaja o reszcie. (coz za proste
                            > zasady co ? - az za proste normalnie sodoma gomora) I sobie zyja malzenstwa
                            > ktore stosuja jedne gumki, inne pianki inne npr inne hormony a tu nagle okazuje
                            >
                            > sie ze stawiamy szlaban i tylko NPR jest dozwolony. I coz jak ktos zostaje
                            > zmuszony do stosowania NPR (bo orzeczono ze jest to jedyna i najlepsza metoda
                            > regulacji poczec ktora musi odpowiadac 6 miliardom ludzi na swiecie bez wyjatku
                            > )

                            Ja tylko ośmieliłam się zwrócic uwagę, że "Nie chodzi tu o odpowiadanie komuś,
                            tylko o odpowiadanie przed Kimś." i jako przykład dałam naukę KK o kradzieży,
                            która też nie każdemu odpowiada.
                            >
                            > > KK nigdy nie wydał żadnego dokumentu, w ktorym stwierdzalby szczegółowo j
                            > akie
                            > > zachowania malzonkow są dozwolone, a jakie nie.
                            >
                            > Na jakiej zatem podstawie powstają jakieś wywody (np. autorstwa księży), że
                            > wskazane przeze mnie czynności i zachowania oraz wiele innych są grzeszne /
                            > niewskazane / niezgodne z wolą Bożą?

                            Ponieważ ogólne zasady są jasne. Natomiast zbytnie (powtarzam zbytnie)
                            wchodzenie w szczegóły moze czasem prowadzić na manowce. To tak jak z piciem
                            mleka. Generalnie ponoć jest zdrowe, a jednak niektórym szkodzi.
                            Błedem jest zarówno wydanie szczególowej zasady:
                            "wszyscy muszą pić mleko"
                            jak i: "nikomu nie wolno pić mleka"
                            ogólna madra zasada w tym wypadku powina brzmieć "należy dbać o zdrowie, unikać
                            tego co je niszczy i wybierać to, co jest dla niego dobre."
                            >
                            > Powiem Ci szczerze, że mało który przeciętny katolik wczytuje się w dokumenty
                            > kościelne. A 100 lat temu tym bardziej :). Mam wrażenie - może się mylę? - że
                            > większość ludzi bazuje na tym, co: powiedziano im na katechezie w szkole,
                            > przeczytali w Biblii, usłyszeli od księdza itp. Jeśli więc np. księża sieją
                            > pogląd, że pewne rzeczy są złe, to wierni im wierzą, prawda? To można zastosowa
                            > ć
                            > również do sprawy poruszonej wyżej, czyli tego, co małżeństwo robi w łóżku,
                            > jeśli już coś robi ;).

                            Nie słyszałam jeszcze aby jakikolwiek ksiądz mówił konkretnie co małżonkowie
                            mają robic w łóżku.
                            Podaje się tylko zasady ogólne:
                            Czystość (zarówno przedmałżeńska jak i małzeńska) wiernośc i uczciwość małżeńska
                            Odrzucenie antykoncepcji
                            Nie zabijaj
                            Nie krzywdź

                            > > > Urządzanie zabaw hucznych w czasach zakazanych również przestało sz
                            > kodzić
                            > > > - i to nagle - na naszych oczach.
                            > >
                            > > Pierwsze słyszę. Uważasz, że to iż dyskoteki działaja w WIelkim Poście, t
                            > o z
                            > > poduszczenia Kościoła?
                            >
                            > Przecież dobrze wiesz o czym mówię - o zmianie przykazań kościelnych. Nie wiem
                            > jeszcze, dlaczego udajesz, że nie wiesz, ale może zaraz się dowiem :).

                            Zajrzałam do katechizmu i nie widzę, by ogólne zasady co do "zabaw hucznych" się
                            zmieniły, zmieniły się natomiast zasady szczegółowe.
                            Napisane jest tak:
                            'Czwarte przykazanie kościelne "W dni pokuty wyznaczone przez Kościół wierni są
                            zobowiązani powstrzymać się od spożywania mięsa i zachować post" zabezpiecza
                            okresy ascezy i pokuty, przygotowujące nas do uroczystości liturgicznych.
                            Usposabiają nas one do zdobycia panowania nad popędami i do wolności serca.'

                            Chodzi o owe "zachować post" i o "panowanie nad popędami" natomiast czy ten post
                            ma byc od "zabaw hucznych" - nie zastanawiałam się nad tym, bo po prostu w
                            czasie przygotowania do wielkich Świąt "zabaw hucznych nie urządzam" będąc
                            zajęta zupełnie czym innym.

                            Dlaczego KK zmienił przykazania Kościelne? Nie mam pojęcia. KK je ustanowił wiec
                            KK może je zmieniac rozpoznajac znaki czasu.
                            Po wczytaniu wychodzi mi na to, ze bardziej chcial zaakcentowac misterium
                            paschalne jako centrum zycia chrześcijanina - przykazanie o spowiedzi i Komunii
                            wielkanocnej zostało rozbite na dwa, żeby podkreślic ważnosc komunii właśnie w
                            czasie wielkanocnym.
                            Mogę to poprzeć stosownymi cytatami, ale to chyba juz za bardzo OT, prawda?
                            >
                            > Pozdrawiam

                            Pozdrawiam rowniez
                            • toya3 Re: NPR a życie małżeńskie 16.02.05, 23:30
                              > Nie słyszałam jeszcze aby jakikolwiek ksiądz mówił konkretnie co małżonkowie
                              > mają robic w łóżku.

                              Podczas nauk przedmałżeńskich 10 lat temu w szanowanej warszawskiej parafii
                              przy zakonie - usłyszeliśmy od księdza prowadzącego nawet bardzo konkretne i
                              dosłowne instrukcje - co w łóżku zabronione, co wolno. Ze szczegółami.
                              • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 16.02.05, 23:33
                                toya3 napisała:

                                > > Nie słyszałam jeszcze aby jakikolwiek ksiądz mówił konkretnie co małżonko
                                > wie
                                > > mają robic w łóżku.
                                >
                                > Podczas nauk przedmałżeńskich 10 lat temu w szanowanej warszawskiej parafii
                                > przy zakonie - usłyszeliśmy od księdza prowadzącego nawet bardzo konkretne i
                                > dosłowne instrukcje - co w łóżku zabronione, co wolno. Ze szczegółami.

                                Mogłabyś rozwinąć? Tak z ciekawości pytam.
                                • toya3 Re: NPR a życie małżeńskie 16.02.05, 23:51
                                  Wiesz, te instrukcje były aż zbyt dosłowne, a ja wbrew pozorom trochę
                                  pruderyjna jestem, więc wolałabym nie... ;) Że ja i narzeczony byliśmy
                                  zażenowani, to rozumiem, ale dwie parki w widocznej ciąży też się rumieniły...
                                  Jeśli chodzi o parafię - to klasztor oo dominikanów.
                                  • reszka2 Prezerwatywa i śmierć 21.02.05, 21:17
                                    Jako że nie zauważyłam linka, więc podaję
                                    serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,42786,2560493.html
                                    To z ostatniej Arki Noego. Nieco szerzej niż o małżeństwie.
                                • toya3 Re: NPR a życie małżeńskie 17.02.05, 00:34
                                  A, jeszcze jedno - podczas nauk rozdano nam broszurę,właśnie na ten temat.
                                  W broszurce tej (jak gdzieś znajdę, to coś przytoczę) o. Jacek Salij baardzo
                                  dosłownie, bardzo wdając się w szczegóły wyłuszczał, kiedy pewne zachowania są
                                  grzechem, a kiedy są dopuszczalne. Pamiętam, że aż mnie to zniesmaczyło. Była
                                  tam mowa m.in. o samozaspokajaniu się wzajemnym i osobnym małżonków, o
                                  dospuszczalności tegoż pod warunkiem zachowania określonej kolejności - itp.
                                  Straszliwie wydumane. Ale postaram się odnaleźć.
                                  Dobrej nocy!
                            • zxcvbn1 Re: NPR a życie małżeńskie 17.02.05, 00:21
                              > Na tej samej zasadzie Lepper prowadził w statystykach tam, gdzie zlecił
                              > wcześniej badania. Firma najlepiej wie gdzie przeprowadzać badania by wyszło
                              > najkorzystniej dla tego, kto zleca.
                              > A ludzie pod wpływem danych statystycznych zaczynają zmieniac preferencje i po
                              > pewnym czasie rzeczywiscie dobijają do statystyk (bo skoro wszyscy twierdzą, ze
                              > jesteśmy wielbłądami, to może rzeczywiście jesteśmy?)

                              Mądrze piszesz, ale tym akurat badaniom (że 80% Polaków nie rozumie / nie uznaje
                              / nie zgadza się z wytycznymi co do antykoncepcji) wierzę. Jeśli nie chcesz
                              wierzyć - Twoja sprawa.

                              > Ty
                              > napisałaś: "Kościół twierdzi, że jest płaska i nie pozwala sądzić inaczej."
                              > -"Jaśnie Pani własne słowo..." ;->

                              Jeśli chcesz być precyzyjna zauważ, że napisałam to wszystko w czasie
                              teraźniejszym, a nie sądzisz chyba, że jestem aż tak niedoinformowana, żeby
                              twierdzić, że aktualnie Kościół upiera się przy płaskości ziemi.. :) To się
                              nazywa metafora - nie wszystko trzeba rozumieć dosłownie :).

                              > A co do twórcy teorii heliocentrycznej, to przypominam, ze był księdzem.
                              > Niejaki ks.kanonik Mikołaj Kopernik.

                              Wiem :). Tym trudniej mu było :).

                              > > > > > A kiedy była taka sytuacja, ze wszystko było dozwolone?
                              > > > > Jak zwykle - ze skrajności w skrajność.
                              > > > To nie ja podalam ten przyklad, tylko poprzezknieje snuje tu jakies
                              > swoje
                              > > > fantazje.
                              > > Ja widzę, że Ty snujesz - przecież to Twoje słowa.

                              OK, przepraszam - zagalopowałam się :).

                              > > Na jakiej zatem podstawie powstają jakieś wywody (np. autorstwa księży),
                              > że
                              > > wskazane przeze mnie czynności i zachowania oraz wiele innych są grzeszne
                              > /
                              > > niewskazane / niezgodne z wolą Bożą?
                              >
                              > Ponieważ ogólne zasady są jasne.

                              Nie wszystkie, bo można je różnie interpretować. I tak często wchodzi się w
                              szczegóły...

                              > Nie słyszałam jeszcze aby jakikolwiek ksiądz mówił konkretnie co małżonkowie
                              > mają robic w łóżku.

                              A ja słyszałam i czytałam - nie żartuję.
                              "Nauka Kościoła nie bez powodu zwraca uwagę, że podejmowanie intensywnych,
                              rozbudzających pieszczot bez zamiaru pełnego współżycia seksualnego wprowadza
                              nieład moralny w życie małżonków. Dlatego małżonkowie powinni intensywnie się
                              rozbudzać tylko wtedy, gdy planują zakończyć takie pieszczoty pełnym aktem
                              małżeńskim."
                              ( www.lmm.pl/czytelnia/etyka/knotz_bliskosc.html )

                              Jeszcze gdzieś czytałam świetny artykuł jakiegoś księdza - tylko zupełnie nie
                              pamiętam gdzie. Tam było bardziej dokładnie na temat tego, co wolno, a czego
                              nie. Jeśli kiedyś znajdę, to przytoczę.

                              > Czystość (zarówno przedmałżeńska jak i małzeńska) wiernośc i uczciwość
                              > małżeńska

                              A ta ogólna zasada jednak nie do końca jest jasna. Oj, różnie się ją
                              interpretuje. Tu między innymi można podczepić, że pewne rzeczy są "nieczyste".

                              Coś mnie jeszcze korci na temat tych przykazań kościelnych, ale to rzeczywiście
                              bardzo OT, więc sobie daruję... :)
                    • poprzezknieje Re: NPR a życie małżeńskie 18.02.05, 02:15
                      genepis napisała:

                      > Dlaczego nielogiczna i kiedy według Ciebie podstawy byłyby mocne?
                      Np. wynikanie z Biblii, logiczna i spojna argumentacja
                      >

                      > Mnie żaden OBOP o zdanie nie pytał, ani moich znajomych.
                      > Trzeba wiedzieć kogo i o co pytać żeby wyszło tak jak chcemy.
                      > Ale nawet gdyby to było 80% katolikow , to czego ma to dowodzić?
                      > Demokratycznie ustalamy, że Ziemia jest płaska?
                      Jak badania nie sa po naszej mysli to tym gorzej dla badań ?;-)
                      Jakos wyniki wyborow sie sprawdzaja a tutaj OBOP postanowil podwazyc swoja
                      wiarygodnosc jako istytut badan i podstepnie sfalszowal wyniki badania o poglad
                      na nauke Kosciola w sprawie antykoncpecji - chyba nie maja co robic w tym
                      OBOPie...
                      Świadczy to o tym ze przytlaczajaca wiekszosc ludzi nie rozumie o co Kosciolowi
                      chodzi ... a wiara bez rozumu to nic dobrego ...
                      Pytanie czy to problem ludzi czy moze argumentacji ?
                      dodam tylko ze ani aborcja ani celibat ani czystosc przedmlazenska ani inne
                      drazliwe sprawy nie maja tak wysokiego wspolczynnika sprzeciwu wobec nauki
                      Kosciola jak wlasnie kwestia antykoncpecji!


                      >
                      > To według Ciebie nie za bardzo wiadomo.
                      > Ale jak poczytasz od ojców i doktorów Kościoła poczynając, a na Humanae Vitae
                      i
                      > pismach JPII kończąc, to juz będzie wiadomo.
                      > Wszyscy, na rózne sposoby mówią w sumie to samo.
                      Zgadzam sie ze wszyscy powtarzaja w kolko ze antykoncpecja jest grzechem ale
                      nikt nie wyjasnia dlaczego ! Nikt nie podaje uzasadnienia dwoch tez ktore
                      powyzej napisalem !

                      > skoro juz stawiasz tezę - powinieneś udowodnić, ze w tym konkretnym
                      > przypadku KK się myli.
                      Genepis potrafisz udowodnic ze na Marsie nie ma zyjacych mikrobow ?
                      Wolabym aby to Kosciol wykazal ze ma racje ! Ale dobrze sprobujmy
                      Oczywiscie bardzo prosze, czlowiek otrzymal nakaz czynienia sobie ziemi
                      poddanej, z samej natury wynika iz aspekt prokreacyjny i jednoczacy wspolzycia
                      sa rozdzielane dlatego czlowiek ma prawo obezpladniac akt malzenski jezeli
                      planuje odlozenie poczecia dziecka. Proste ? Banalne prawda ! W efekcei zakaz
                      stosowania antykoncpecji jest bledny!

                      >
                      > Nie chodzi tu o odpowiadanie komuś, tylko o odpowiadanie przed Kimś.
                      > Nie każdemu odpowiada nauka KK w kwestii np zakazu kradzieży i nie wszyscy ją
                      > przestrzegają
                      >
                      Kradziez jest sprzeczna z fundamentami wiary Katolickiej masz na to konkretne
                      przykazanie nawet a czy antykoncpecja jest sprzeczna z nauką zawarta w Biblii?
                      Nie!

                      > Zresztą nawet w przypadku cudzołóstwa czy stosowania antykoncepcj
                      > i
                      > nie opowiada się w konfesjonale JAK się to robiło tylko, ŻE sie to robiło.

                      Proponuje abys sobie poczytala vademecum dla spowiednikow ktorzy powinni
                      dokladnie wypytac o rodzaje stosowanej antykoncepcji, motywy i okolicznosci aby
                      moc wlasciwie ocenic ciezar winy !

                      >
                      > Nie wiem jak inni, ale nie sądzę bym wiele poświęciła w moim życiu stosując
                      NPR, raczej uważam, że wiele zyskałam i zyskuję.

                      Wiesz ze swoimi 3 dniami abstynencji w cyklu nalezysz do zdecydowanej
                      mniejszosci po drugie stosowanie NPR ze swiadomoscia ze jak bedzie dziecko to
                      bardzo dobrze troche inaczej wyglada od stosowania gdy ma sie 3 dzieci i 40 lat
                      i niska pensję.

                      >
                      > Mnie to niespecjalnie porusza. Swoją drogą pojawiła się gdziekolwiek taka
                      > informacja? (Co znaczy "niby")
                      Prosze odrazu pojawil sie wątek "zaniepokojonych" na forum lmm.pl
                      www.lmm.pl/forum/viewtopic.php?t=712

                      >
                      > A coś Ty się tych trudów tak uczepił? Od razu widać, że nie stosujesz NPRu bo
                      > uwazasz to za strraszne poświęcenie.
                      I specjalnei zakladam wątki o tym jak ciezko jest radzic sobie z okresem
                      abstynencji, co wiecej jestem autorem kazdego rozdzialu w broszurkach ktore
                      omawiaja problem radzenia sobei ze wstrzemiezliwoscią ...

                      >
                      >
                      > Siedzimy w konfesjonałach? Czy może gdzieś wszyscy mamy założone "pluskwy"?
                      > Skoro wszyscy wiedzą jak tam bywa...
                      > KK nie zmieni tej nauki dlatego, że jest dobra. Kropka.
                      > Grzech zawsze szkodzi człowiekowi i właśnie dlatego jest zabroniony.
                      Wystarczy poczytac troche forow internetowych
                      Zgadza sie ale problem w tym ze stosowanie prezerwatyw nei jest grzechem.

                      • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 18.02.05, 23:17
                        poprzezknieje napisała:

                        > genepis napisała:
                        >
                        > > Dlaczego nielogiczna i kiedy według Ciebie podstawy byłyby mocne?
                        > Np. wynikanie z Biblii, logiczna i spojna argumentacja

                        No przeciez w Biblii jest napisane, ze logika Boza nie jest logiką ludzką ;-)
                        Jest też napisane "co zwiążesz na ziemi będzie związane w niebie, a co
                        rozwiążesz na ziemi będzie rozwiązane w niebie", więc papież ma naprawdę duże
                        możliwości.
                        Natomiast nigdzie w Biblii nie jest napisane, że to ma być napisane w Biblii ;-)
                        Czy Twoja logika polega na tym, ze czepiając się KK opierasz się na
                        niekatolickiej zasadzie sola scriptura?

                        Jeśli jednak chcesz się przerzucać cytacikami, to proszę bardzo - już na samym
                        początku Biblii:
                        "...bądźcie płodni..." /Rdz 1.28/

                        > > Trzeba wiedzieć kogo i o co pytać żeby wyszło tak jak chcemy.
                        > > Ale nawet gdyby to było 80% katolikow , to czego ma to dowodzić?
                        > > Demokratycznie ustalamy, że Ziemia jest płaska?
                        > Jak badania nie sa po naszej mysli to tym gorzej dla badań ?;-)
                        > Jakos wyniki wyborow sie sprawdzaja a tutaj OBOP postanowil podwazyc swoja
                        > wiarygodnosc jako istytut badan i podstepnie sfalszowal wyniki badania o poglad

                        Zjeżdzasz z tematu, ale niech Ci będzie.
                        Mieszasz dwie sprawy:
                        1. Wyniki OBOPu są niemiarodajne i to, że sprawdzają się wyniki wyborów jest dla
                        mnie dowodem na ową niemiarodajnośc i na to, że ludzmi łatwo sterować, bo
                        najpierw mówi się im jak będą głosować, a potem ludzie rzeczywiście tak głosują.
                        Ale to jest OT
                        Natomiast o wiele bardziej istotna jest sprawa
                        2. Pewnych rzeczy nie da się ustalić demokratycznie
                        i o to bardziej mi chodziło, niż o niewiarygodnośc OBOPu
                        >
                        > Świadczy to o tym ze przytlaczajaca wiekszosc ludzi nie rozumie o co Kosciolowi
                        > chodzi ... a wiara bez rozumu to nic dobrego ...
                        > Pytanie czy to problem ludzi czy moze argumentacji ?

                        Ciekawe pytanie. Myślę, że w głównej mierze wynika to z powierzchownej wiary,
                        braku "uwspólnotowienia" ludzi w Kościele i braków edukacyjnych zarówno wśród
                        wiernych, jak i wśród duchowieństwa.
                        Znajomy ksiądz, gdy poszedł na swoją pierwszą parafię (niewielka, wiejska,
                        blisko dużego miasta, stolicy regionu) po raz pierwszy w życiu spotkał się z
                        problemem antykoncepcji w konfesjonale.
                        Zapytał więc mnie czy to prawda, że kobieta nie może stosować NPR bo ma
                        nieregularne cykle, czy to skazuje ją na prezerwatywę (bo takie kity wciskały mu
                        penitentki) Pouczyłam jak umiałam i skierowałam tam, gdzie wiedzą więcej.
                        Widząc kompletny brak wiedzy o fizjologii kobiet - ksiadz uznał to za potrzebę
                        parafii i zaprosił tam instruktorów NPR z pogadankami (naprawdę fajnych ludzi,
                        zadnych "nawiedzonych").
                        No i kobiety się obraziły - jak ksiądz śmie o takich świństwach w kościele
                        mówić, w ogóle nie chciały poruszać tego tematu, a gdy po jakims czasie został
                        przeniesiony (normalna procedura, młodych księży w tym zgromadzeniu przenosi sie
                        po roku albo dwóch) to okazało się, że została po nim opinia "ten ksiądz co k..
                        miał"
                        Tak się to jakoś ludziom skojarzyło, bo skoro wie cos niecos o kobietach -
                        znaczy z autopsji.

                        > dodam tylko ze ani aborcja ani celibat ani czystosc przedmlazenska ani inne
                        > drazliwe sprawy nie maja tak wysokiego wspolczynnika sprzeciwu wobec nauki
                        > Kosciola jak wlasnie kwestia antykoncpecji!

                        Największy problem z antykoncepcją polega na tym, ze od niej tylko krok do
                        aborcji. Poczytaj sobie forum "aborcja" czy "zdrowie kobiety" - nie znalazłam
                        jeszcze listu "NPR zawiodło - muszę na zabieg" natomiast jak refren powtarzają
                        się listy "antykoncepcja zawiodła, wpadliśmy - kto poda adres"

                        > > To według Ciebie nie za bardzo wiadomo.
                        > > Ale jak poczytasz od ojców i doktorów Kościoła poczynając, a na Humanae V
                        > itae
                        > i
                        > > pismach JPII kończąc, to juz będzie wiadomo.
                        > > Wszyscy, na rózne sposoby mówią w sumie to samo.
                        > Zgadzam sie ze wszyscy powtarzaja w kolko ze antykoncpecja jest grzechem ale
                        > nikt nie wyjasnia dlaczego ! Nikt nie podaje uzasadnienia dwoch tez ktore
                        > powyzej napisalem !

                        Napisałam wyżej - chodzi głownie o postawę wobec dziecka. Aborcja rodzi lub
                        wzmacnia lęk przed dzieckiem. NPR oswaja z mozliwością poczęcia.
                        Jest też kilka innych powodów, ale one wychodzą różnie u różnych par.
                        Innymi słowy - nie ma uniwersalnego powodu jednakowego u wszystkich (poza tym,
                        że stosowanie antykoncepcji często kończy się aborcją) ale zawsze wprowadza to
                        jakieś nieuporządkowanie w sferze moralnej.
                        >
                        > > skoro juz stawiasz tezę - powinieneś udowodnić, ze w tym konkretnym
                        > > przypadku KK się myli.
                        > Genepis potrafisz udowodnic ze na Marsie nie ma zyjacych mikrobow ?

                        Gdybym postawiła taką tezę, na mnie spoczywałby obowiązek jej udowodnienia ;-)
                        Ale takiej tezy nie stawiam.
                        Mogę natomiast postawić tezę, że jeśli jesteś daltonistą, a w rodzinie Twojej
                        żony nigdy nie występował daltonizm, to nie przekażesz go dalej, o ile będziesz
                        miał samych synów ;-) (ewentualnie o ile postarasz się by Twoje córki poszły do
                        zakonu) I tę tezę mogę udowodnić.
                        > Wolabym aby to Kosciol wykazal ze ma racje ! Ale dobrze sprobujmy
                        > Oczywiscie bardzo prosze, czlowiek otrzymal nakaz czynienia sobie ziemi
                        > poddanej, z samej natury wynika iz aspekt prokreacyjny i jednoczacy wspolzycia
                        > sa rozdzielane dlatego czlowiek ma prawo obezpladniac akt malzenski jezeli
                        > planuje odlozenie poczecia dziecka. Proste ? Banalne prawda ! W efekcei zakaz
                        > stosowania antykoncpecji jest bledny!

                        Może to późna pora tak na mnie wpływa, ale nie zrozumiałam zdania: "z samej
                        natury wynika iz aspekt prokreacyjny i jednoczacy wspolzycia sa rozdzielane"

                        Możesz to wyjaśnić?

                        > > Nie chodzi tu o odpowiadanie komuś, tylko o odpowiadanie przed Kimś.
                        > > Nie każdemu odpowiada nauka KK w kwestii np zakazu kradzieży i nie wszysc
                        > y ją
                        > > przestrzegają
                        > >
                        > Kradziez jest sprzeczna z fundamentami wiary Katolickiej masz na to konkretne
                        > przykazanie nawet a czy antykoncpecja jest sprzeczna z nauką zawarta w Biblii?
                        > Nie!

                        Jest sprzeczna. Zauważ, że cała Biblia mówi o dzieciach jako darze Pana, jest
                        nawet obowiązek "wzbudzania potomstwa" zmarłemu bratu i wiele innych praw
                        mających na celu wielodzietność.
                        Żydzi mieli nawet tak ustawiony "okres nieczystości" kobiety, by zblizać się do
                        niej w okresie jej największej płodności.
                        Brak potomstwa był uważany za hańbę.
                        Do dzis wśród Semitow funkcjonuje określenie "hafifu zahr" które oznacza
                        mężczyznę małodzietnego, mówi się o nim eufemistycznie, że ma słabe plecy.
                        Płodność była tak wysoko ceniona, ze pisanie o jakiejkolwiek antykoncepcji
                        żadnemu izraelicie do głowy by nie przyszło.

                        Czy to, że Biblia nic nie mówi o przestrzeganiu przepisów ruchu drogowego
                        oznacza, że lekceważenie tychże przepisów nie jest sprzeczne z Biblią?
                        Są oczywiście ludzie, nawet wśród książy, którzy uważają, że łamanie przepisów
                        nie jest grzechem, ale o ile dobrze pamiętam nawet biskupi kilka miesięcy temu
                        zwrócili uwagę na błędność takiego myślenia.
                        >
                        > > Zresztą nawet w przypadku cudzołóstwa czy stosowania antykoncepcj
                        > > i
                        > > nie opowiada się w konfesjonale JAK się to robiło tylko, ŻE sie to robiło
                        > Proponuje abys sobie poczytala vademecum dla spowiednikow ktorzy powinni
                        > dokladnie wypytac o rodzaje stosowanej antykoncepcji, motywy i okolicznosci
                        > aby moc wlasciwie ocenic ciezar winy !

                        Chwila! To ciągle jest "Co" a nie "jak"

                        W konfesjnale nie mówisz "współżyłem z żoną wczoraj wieczorem, anjpierw była gra
                        wstepna, potem ona robiła mi to, potem ja jej tamto a jak juz to i to, to
                        wyciagnelismy prezerwatywe, itd opisujesz ze szczegolami sposob zakladania i
                        wasze igraszki.
                        To by bylo "jak"

                        natomiast wyznanie - stosowalismy prezerwatywe,(rodzaj ant
                        • poprzezknieje Re: NPR a życie małżeńskie 19.02.05, 00:09
                          genepis napisała:


                          > Czy Twoja logika polega na tym, ze czepiając się KK opierasz się na
                          > niekatolickiej zasadzie sola scriptura?
                          Nie chce tylko aby nauka sie na czym kolwiek opierała ...
                          i najlepiej aby byl to mocny fundament

                          >
                          > Jeśli jednak chcesz się przerzucać cytacikami, to proszę bardzo - już na
                          samym
                          > początku Biblii:
                          > "...bądźcie płodni..." /Rdz 1.28/
                          Dobrze wiesz ze to blogoslawienstwo a nie nakaz ...
                          Chyba ze interpretujesz PŚ na poziomie sredniowiecznych kaznodziejow

                          >
                          > Ciekawe pytanie. Myślę, że w głównej mierze wynika to z powierzchownej wiary,
                          > braku "uwspólnotowienia" ludzi w Kościele i braków edukacyjnych zarówno wśród
                          > wiernych, jak i wśród duchowieństwa.
                          Znam znacznie prostsze wyjsnienie - nauka jest błędna.

                          > Największy problem z antykoncepcją polega na tym, ze od niej tylko krok do
                          > aborcji. Poczytaj sobie forum "aborcja" czy "zdrowie kobiety" - nie znalazłam
                          > jeszcze listu "NPR zawiodło - muszę na zabieg" natomiast jak refren
                          powtarzają
                          > się listy "antykoncepcja zawiodła, wpadliśmy - kto poda adres"
                          To nie jest akurat zaden argument
                          problem z papierosem jest taki ze od niego tylko maly krok do uzaleznienia a
                          dalej do nowotworu ... tymczasem ... zaplaenie pojedynczego papierosa nawet
                          grzechem nei jest ... co wiecej trudno jest w oficjalnych dokumentach
                          koscielnych znalezc cokolwiek na temat grzesznosci palenia!
                          Nie slyszalem aby pieszy zabil innego pieszego ale czy to znaczy ze ma byc
                          wprowadzony zakaz jazdy samochodami ?

                          >
                          >
                          > Napisałam wyżej - chodzi głownie o postawę wobec dziecka. Aborcja rodzi lub
                          > wzmacnia lęk przed dzieckiem. NPR oswaja z mozliwością poczęcia.
                          > Jest też kilka innych powodów, ale one wychodzą różnie u różnych par.
                          > Innymi słowy - nie ma uniwersalnego powodu jednakowego u wszystkich (poza
                          tym,
                          > że stosowanie antykoncepcji często kończy się aborcją) ale zawsze wprowadza
                          to
                          > jakieś nieuporządkowanie w sferze moralnej.
                          Czy ,mozesz podac informacje jaki procent stosunkow z zastosowaniem
                          antykoncpecji konczy sie aborcją ? Masz jakies wyniki badan na ten temat ?
                          Czy jest to tylko taki twoj poglad ugruntowany na lekturze propagandowych stron
                          katolickich ?
                          Zanim napiszesz słowo "czesto" proponowalbym abys podala wyniki badan !


                          >
                          > Może to późna pora tak na mnie wpływa, ale nie zrozumiałam zdania: "z samej
                          > natury wynika iz aspekt prokreacyjny i jednoczacy wspolzycia sa rozdzielane"
                          >
                          > Możesz to wyjaśnić?

                          sprobuj zajsc w ciaze wspolzyjac w wieku 70 lat albo w trakcie ciazy ...

                          rozdzielenie wspolzycia i prokreacji jest zupelnie naturalne tylko niewiadomo
                          dlaczego czlowiekowi zostalo odebrane prawo do czynienia tego...

                          • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 19.02.05, 23:54
                            Psiakość! Tak się wczoraj namęczyłam, a tu mi ucięło pół listu i nie mam kopii :-(
                            Ale widze, ze juz coś nastukałes, więc dyskutujmy dalej:

                            poprzezknieje napisało:

                            > genepis napisała:
                            > > Czy Twoja logika polega na tym, ze czepiając się KK opierasz się na
                            > > niekatolickiej zasadzie sola scriptura?
                            > Nie chce tylko aby nauka sie na czym kolwiek opierała ...
                            > i najlepiej aby byl to mocny fundament

                            Dlaczego Pismo święte jest dla Ciebie mocnym fundamentem, a magisterium KK nie?
                            > >
                            > > Jeśli jednak chcesz się przerzucać cytacikami, to proszę bardzo - już na
                            > samym
                            > > początku Biblii:
                            > > "...bądźcie płodni..." /Rdz 1.28/
                            > Dobrze wiesz ze to blogoslawienstwo a nie nakaz ...
                            > Chyba ze interpretujesz PŚ na poziomie sredniowiecznych kaznodziejow

                            "Bóg im błogosławił mówiąc do nich "bądźcie płodni..." - wynika z tego, że to
                            płodnośc a nie niepłodność jest błogosławieństwem, a wszystko inne jest skutkiem
                            tegoż błogosławieństwa. Mam rozwijać dalej?

                            > > Ciekawe pytanie. Myślę, że w głównej mierze wynika to z powierzchownej wi
                            > ary,
                            > > braku "uwspólnotowienia" ludzi w Kościele i braków edukacyjnych zarówno w
                            > śród
                            > > wiernych, jak i wśród duchowieństwa.
                            > Znam znacznie prostsze wyjsnienie - nauka jest błędna.

                            To rzeczywiście bardzo proste wyjaśnienie. Tak proste, że aż nie ma podstaw.
                            NIe wystarczy stwierdzić, że coś jest błędne, żeby było błedne. Wypadałoby to
                            udowodnić.
                            >
                            > > Największy problem z antykoncepcją polega na tym, ze od niej tylko krok d
                            > o
                            > > aborcji. Poczytaj sobie forum "aborcja" czy "zdrowie kobiety" - nie znala
                            > złam
                            > > jeszcze listu "NPR zawiodło - muszę na zabieg" natomiast jak refren
                            > powtarzają
                            > > się listy "antykoncepcja zawiodła, wpadliśmy - kto poda adres"
                            > To nie jest akurat zaden argument
                            > problem z papierosem jest taki ze od niego tylko maly krok do uzaleznienia a
                            > dalej do nowotworu ... tymczasem ... zaplaenie pojedynczego papierosa nawet
                            > grzechem nei jest ... co wiecej trudno jest w oficjalnych dokumentach
                            > koscielnych znalezc cokolwiek na temat grzesznosci palenia!

                            W oficjalnych dokumentach KK nie znajdziesz informacji o każdym możliwym
                            grzechu, są tylko informacje ogólne. Palenie papierosów podpada pod V
                            przykazanie i im więcej jest dowodów na szkodliwośc palenia, tym bardziej podpada.
                            A że nie wszyscy to rozumieją? Na tym własnie polega istota grzechu - grzesznik
                            usiłuje wmówić i sobie i wszystkim dookoła, że to akurat grzechem nie jest. Do
                            tego dochodzi jeszcze nałóg.
                            Mało który palacz czy pijak jest w stanie przyznać się przed sobą samym do swego
                            uzależnienia. Dopiero gdy stanie w prawdzie, ma szansę się wyrwać z tego
                            zaklętego kręgu. To zjawisko wygląda identycznie w skali makro i mikro. Skutki
                            mogą być różne, ale zasada ta sama.
                            > Nie slyszalem aby pieszy zabil innego pieszego ale czy to znaczy ze ma byc
                            > wprowadzony zakaz jazdy samochodami ?

                            Wielokrotnie piesi zabijają pieszych i nie ma to nic wspólnego z samochodami.

                            Nie wiem o co Ci chodzi, ale przypominam, że samochód nie służy do zabijania, a
                            prezerwatywa służy do antykoncepcji.
                            >
                            > > Napisałam wyżej - chodzi głownie o postawę wobec dziecka. Antykoncepcja
                            rodzi lub
                            > > wzmacnia lęk przed dzieckiem. NPR oswaja z mozliwością poczęcia.
                            > > Jest też kilka innych powodów, ale one wychodzą różnie u różnych par.
                            > > Innymi słowy - nie ma uniwersalnego powodu jednakowego u wszystkich (poza
                            >
                            > tym,
                            > > że stosowanie antykoncepcji często kończy się aborcją) ale zawsze wprowad
                            > za
                            > to
                            > > jakieś nieuporządkowanie w sferze moralnej.
                            > Czy ,mozesz podac informacje jaki procent stosunkow z zastosowaniem
                            > antykoncpecji konczy sie aborcją ? Masz jakies wyniki badan na ten temat ?
                            > Czy jest to tylko taki twoj poglad ugruntowany na lekturze propagandowych
                            stron katolickich ?

                            Napisałam wyżej:
                            "Poczytaj sobie forum "aborcja" czy "zdrowie kobiety" - nie znalazłam
                            jeszcze listu "NPR zawiodło - muszę na zabieg" natomiast jak refren
                            powtarzają się listy "antykoncepcja zawiodła, wpadliśmy - kto poda adres"
                            O ile mi wiadomo forum GW nie jest propagandową stroną katolicką.

                            > Zanim napiszesz słowo "czesto" proponowalbym abys podala wyniki badan !

                            Można wiedziec dlaczego bardziej wierzysz ludziom, którzy robia badania niż
                            magisterium KK?
                            >
                            > > Może to późna pora tak na mnie wpływa, ale nie zrozumiałam zdania: "z sam
                            > ej
                            > > natury wynika iz aspekt prokreacyjny i jednoczacy wspolzycia sa rozdziela
                            > ne"
                            > >
                            > > Możesz to wyjaśnić?
                            >
                            > sprobuj zajsc w ciaze wspolzyjac w wieku 70 lat albo w trakcie ciazy ...

                            Abraham miał około stu lat, a Sara koło 90-tki ;-) to dla przypomnienia, a teraz
                            przechodząc do Twojego tekstu:
                            Aspekt jednoczący współżycia jest zawsze, natomiast płodność ma charakter
                            okresowy i okresowo pojawia się zdolnośc do prokreacji. Wcale z tego nie wynika,
                            że mamy tę zdolność niszczyć, lub udaremniać jakimiś sztucznymi środkami.
                            Rozmawialiśmy już o tym, nie będę się powtarzać.
                            >
                            > rozdzielenie wspolzycia i prokreacji jest zupelnie naturalne tylko niewiadomo
                            > dlaczego czlowiekowi zostalo odebrane prawo do czynienia tego...

                            Bo już jest rozdzielone, więc dlaczego człowiek ma rozdzielać?
                            Co Bóg złączył, tego człowiekowi nie godzi się rozdzielać
                            >
                            • gosiaz75 Re: NPR a życie małżeńskie 20.02.05, 05:00
                              genepis:
                              "Największy problem z antykoncepcją polega na tym, ze od niej tylko krok do
                              aborcji. Poczytaj sobie forum "aborcja" czy "zdrowie kobiety" - nie
                              znalazłam jeszcze listu "NPR zawiodło - muszę na zabieg" natomiast jak
                              refren powtarzają się listy "antykoncepcja zawiodła, wpadliśmy - kto poda adres"

                              To przecież nie wina ani skutek antykoncepcji, że ludzie ją stosujący dokonują
                              aborcji. Mówienie, że od antykoncepcji jest tylko krok do aborcji to
                              wielkie demagogiczne nadużycie. To, że NPR-owcy zazwyczaj nie dokonują
                              aborcji nie jest zasługą metody a faktu, że zwykle są to ludzie religijni, żyją
                              w stałych związkach, a NPR jest powiązany z ich religijnym światopoglądem.
                              Trudno więc się spodziewać, żeby aborcje były czymś częstym wśród ludzi
                              religijnych (a jak już wspomniałama z nich w większości rekrutują się NPR-
                              owcy).
                              Oczywistym jest też, że niewierzącemu/niereligijnemu łatwiej jest podjąć
                              decyzję o aborcji. I antykoncepcja nie ma tu nic do rzeczy. Bo to przecież nie
                              metoda wpływa na światopogląd (w tym skłonność do aborcji), tylko światopogląd
                              na metodę (wybór metody).





                              • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 20.02.05, 10:15
                                gosiaz75 napisała:

                                > genepis:
                                > "Największy problem z antykoncepcją polega na tym, ze od niej tylko krok do
                                > aborcji. Poczytaj sobie forum "aborcja" czy "zdrowie kobiety" - nie
                                > znalazłam jeszcze listu "NPR zawiodło - muszę na zabieg" natomiast jak
                                > refren powtarzają się listy "antykoncepcja zawiodła, wpadliśmy - kto poda adres
                                > "
                                >
                                > To przecież nie wina ani skutek antykoncepcji, że ludzie ją stosujący dokonują
                                > aborcji. Mówienie, że od antykoncepcji jest tylko krok do aborcji to
                                > wielkie demagogiczne nadużycie. To, że NPR-owcy zazwyczaj nie dokonują
                                > aborcji nie jest zasługą metody a faktu, że zwykle są to ludzie religijni, żyją
                                >
                                > w stałych związkach, a NPR jest powiązany z ich religijnym światopoglądem.
                                > Trudno więc się spodziewać, żeby aborcje były czymś częstym wśród ludzi
                                > religijnych (a jak już wspomniałama z nich w większości rekrutują się NPR-
                                > owcy).
                                > Oczywistym jest też, że niewierzącemu/niereligijnemu łatwiej jest podjąć
                                > decyzję o aborcji. I antykoncepcja nie ma tu nic do rzeczy. Bo to przecież nie
                                > metoda wpływa na światopogląd (w tym skłonność do aborcji), tylko światopogląd
                                > na metodę (wybór metody).

                                Zdecydowanie wina i skutek. Ludzie stosujący antykoncepcję sa nastawieni
                                przeciwko życiu. Oni NIE CHCĄ dziecka. Stosując antykoncepcję, wierzą, że środek
                                będzie skuteczny. W momencie gdy środek zawiedzie, pozostaje tylko aborcja ("bo
                                to nie nasza wina, tylko środka, biore więc zabawki i idę do domu") Nie chcę
                                przez to powiedzieć, że każdy stosujący antykoncepcję dokona aborcji (to by było
                                demagogicznym nadużyciem) chcę tylko powiedzieć, że niezmiernie rzadko, o ile w
                                ogóle, zdarza sie by na aborcję decydowali się stosujący NPR. Jeśli się
                                decydują, to ci, którzy NPR stosują ewidentnie antykoncepcyjnie, a to jak wiesz
                                i przez KK uznawane jest za grzech.
                                NPR nie prowadzi do aborcji, poniewaz ten, kto ją stosuje liczy się z
                                możliwością poczecia i z góry nastawia sie na możliwość przyjecia dziecka.
                                Oczywiscie - masz racje, ze NPR jest powiazany z religijnym swiatopoglądem, ale
                                nawet na tym forum sporo jest osób stosujących NPR z przyczyn innych niz
                                ideologiczne, natomiast jeśli katolik zaczyna się uciekać do antykoncepcji, to
                                stopniowo jego katolicki światopogląd zacznie przechodzić w swoisty laksyzm
                                moralny, albo w ogóle uzna, że kościół się myli, bo nie da się żyć w jakiejś
                                duchowej schizofrenii. Jedyne co go będzie trzymało przy religii to korzyści
                                własne, ale w sytuacji próby (nieplanowane poczęcie, zawodna antykoncepcja) może
                                zdecydowac się na aborcję, skoro już wcześniej uznał, że KK myli się w kwestii
                                antykoncepcji, cóż przeszkadza mu uznac, ze myli się i w innych kwestiach.

                                To prawda, że katolicy stosujący NPR nie dokonują aborcji dlatego, ze są
                                katolikami. Jeśli jednak ludzie stosują środki antykoncepcyjne, to dużo łatwiej
                                zdecydowac się na aborcję - w przypadku niekatolika - jest to logiczna
                                konsekwencja nastawienia i algorytmu działania gdy środek zawiedzie - w
                                przypadku katolika - wejście w jeden grzech pociąga za sobą następny, więc
                                dodawanie grzechu do grzechu jest normalną procedurą.
                                Jeśli pada deszcz, to raczej starasz się nie zamoczyć, ale jeśli Twoja ochrona
                                przed deszczem zawiedzie, to potem nie kryjesz się pod drzewami, tylko idziesz w
                                największym deszczu, bo po co się chronic skoro i tak już przemokłaś do suchej
                                nitki?
                                A co do stałych związków - wejdź na forum ABORCJA - także osoby żyjące w
                                małżeństwach dokonują aborcji, często z poduszczenia męża, który sądzi, że ciąża
                                to wina kobiety, bo się nie dość zabezpieczyła.
                                NPR to sprawa pary, przy antykoncepcji różnie to bywa.
                                • artus1231 Re: NPR a życie małżeńskie 20.02.05, 13:29
                                  Genepis, miałem sobie dać urlop od tego forum, ale tym razem Ty mnie
                                  sprowokowałaś. To chyba uzależnienie!? Nie wiem, czy nie czas zacząć się
                                  spowiadać: "zamiast poświęcać czas rodzinie i budować małżeńską miłość,
                                  kłóciłem się z Genepis". :)

                                  genepis napisała:
                                  > Aspekt jednoczący współżycia jest zawsze, natomiast płodność ma charakter
                                  > okresowy i okresowo pojawia się zdolnośc do prokreacji.

                                  No właśnie, i tu m.in. jest pies pogrzebany jeśli chodzi o kościelną naukę o
                                  miłości małżeńskiej. Kościół zaklina się, że chodzi mu tylko o to, by tę miłość
                                  wspierać. Wg niego ochrona naturalnej płodności tylko temu służy. Tak więc niby
                                  najważniejsza jest miłość i zjednoczenie małżonków, a zakaz antykoncepcji ("nie
                                  rozdzielanie obu funkcji stosunku: jednoczącej i prokreacyjnej") to ma
                                  zabezpieczać.
                                  Figa z makiem, to myślenie czysto życzeniowe i okropnie... niekompetentne!
                                  (Dlatego nauka Kościoła jest dla niektórych małżonków tak przykra.) Są kobiety
                                  (i Zamia i Genepis tego nie przyjmują do wiadomości), które w fazie
                                  podwyższonych temperatur mają ogromne trudności z seksualnością swojego ciała.
                                  Gdzie tu jest aspekt j e d n o c z ą c y, skoro mimo obustronnych starań to c
                                  i a ł o zachowuje się jak ogromny k o n d o m - zamiast "przewodzić" te
                                  niezwykłe iskry, jest "izolatorem"? (podejrzewam, że przy tym cieniutka i
                                  delikatna prezerwatywka to naprawdę mały pikuś!) Jak tu współżyć? Owszem,
                                  kobieta może się z miłości poświęcić, ale dla faceta mającego świadomość, że
                                  jest przyczyną poświęcenia ukochanej osoby, po prostu taki seks jest antyseksem.
                                  I nie mówcie mi o "przygotowaniu dalszym i bliższym" i o nastawieniu kobiety,
                                  bo to wszystko jest uwzględniane (kwiatki, liściki, czułe słówka, nastrój i Bóg
                                  wie co jeszcze :).

                                  Na reklamowanej tu stronie INERu przeczytałem:
                                  "Kiedy więc kobieta ma największą ochotę na współżycie? Wtedy gdy ma ciepłe
                                  uczucia do męża, czuje się kochana, akceptowana, doceniana i bezpieczna oraz
                                  równocześnie niczym się nie zamartwia i nie jest krańcowo wyczerpana. Nie ma to
                                  nic wspólnego z fazą cyklu. Dobre samopoczucie żony i jej chęć do współżycia
                                  zależy w dużym stopniu od postawy męża. A więc Panowie, może trzeba odciążyć
                                  żonę w obowiązkach domowych, docenić sernik, zauważyć nową fryzurę, przynieść
                                  mały bukiecik, wysłuchać z uwagą, i koniecznie kolejny raz powtórzyć, że się ją
                                  bardzo kocha (kobietom nigdy się to nie nudzi). Efekty mogą przekroczyć
                                  najśmielsze oczekiwania. Seksuolodzy mówią, że kobieta płaci seksem za czułość,
                                  a mężczyzna czułością za seks. I chyba mają rację."

                                  No, cieszę się, że sympatyczni ludzie z INERu wiedzą lepiej ode mnie na czym
                                  polega moja miłość do mojej żony. Że tak dokładnie wiedzą, iż moja żona nie
                                  czuje się kochana, akceptowana, doceniana przeze mnie. I że prawdopodobnie nie
                                  czuje się bezpieczna i jest krańcowo wyczerpana obowiązkami, które spycham na
                                  nią. Bóg im zapłać za te złote myśli.
                                  Podobne złote myśli wypisać mogę z wszystkich reklamowanych stron o NPR.
                                  Kiedy do propagatorów NPR dotrze wreszcie, że takimi tekstami obrażają
                                  małżonków i zniechęcają do siebie i do NPR-u?
                                  • zamia1 Re: NPR a życie małżeńskie 20.02.05, 13:44
                                    "Są kobiety (i Zamia i Genepis tego nie przyjmują do wiadomości), które w fazie
                                    podwyższonych temperatur mają ogromne trudności z seksualnością swojego ciała."

                                    Ja niczego nie "nie przyjmuję". Zwracam tylko uwagę, że można mieć inaczej.
                                    Proszę mi nie przeinaczać, bo nici z piwa.
                                    • artus1231 Re: NPR a życie małżeńskie 20.02.05, 16:54
                                      zamia1 napisała:

                                      > "Są kobiety (i Zamia i Genepis tego nie przyjmują do wiadomości), które w
                                      fazie
                                      > podwyższonych temperatur mają ogromne trudności z seksualnością swojego
                                      ciała."
                                      > Ja niczego nie "nie przyjmuję". Zwracam tylko uwagę, że można mieć inaczej.

                                      Dana kobieta "może mieć inaczej", czy inne kobiety "mogą mieć inaczej"? Bo to
                                      subtelna różnica. To, że inne kobiety mają inaczej to sprawa oczywista. To, że
                                      dana kobieta "może mieć inaczej" - ja w to (wbrew faktom :) święcie wierzę.
                                      Tylko to nie jest takie hop siup! Seksualność kobiety to szalenie
                                      (powiedziałbym nawet niekiedy diabelnie :) skomplikowana sprawa. Nie tylko dla
                                      mężczyzny, ale także dla niej samej. Tyle czynników ma na nią wpływ, od tylu
                                      psycho-fizycznych sprzężeń zależy (o których niekoniecznie mamy jakiekolwiek
                                      pojęcie), że latami można z NPR-m "poświęcać się" dla męża. Pytanie, czy o to
                                      we współżyciu ma chodzić?
                                      Oczywiście można radzić: módlcie się, starajcie się być dla siebie i bądźcie
                                      cierpliwi. Ale te rady przypominają naukę pływania przez rzucanie od razu na
                                      głęboką wodę. Może się nauczy, a może... utonie :).
                                      Kiedy mężatka ma się "uczyć pływać", jak od nocy poślubnej "musi" - jeśli chce
                                      odpowiedzialnie kierować swoja płodnością - współżyć zwykle tylko w drugiej
                                      fazie cyklu (głęboka woda)? Jak ma się do tej "nauki" nie zniechęcić?

                                      Moja znajoma zwróciła mi kiedyś uwagę na fakt, że seks w małżeństwie wymaga
                                      nauki w o wiele szerszym "wymiarze godzin" i praktycznym urozmaiceniu, niż na
                                      to "zezwala" kościelna etyka seksualna. (Imponuje mi jej wiara i mądrość - to
                                      nawrócona ateistka, która przeżyła śmierć własnego dziecka i nie straciła
                                      wiary; często zwraca mi ona uwagę na "dziwność" niektórych prawd kościelnych -
                                      dla mnie niby oczywistych, bo katolicyzm wyssałem z mlekiem matki.)
                                      Ale ponoć Kościołowi zależy tylko na dobru mojej miłości do żony :)
                                  • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 20.02.05, 20:56
                                    artus1231 napisał:

                                    > Genepis, miałem sobie dać urlop od tego forum, ale tym razem Ty mnie
                                    > sprowokowałaś. To chyba uzależnienie!? Nie wiem, czy nie czas zacząć się
                                    > spowiadać: "zamiast poświęcać czas rodzinie i budować małżeńską miłość,
                                    > kłóciłem się z Genepis". :)

                                    No to może lepiej się nie kłóćmy? :-)
                                    Też chętnie bym wzięła urlop :-)
                                    >
                                    > genepis napisała:
                                    > > Aspekt jednoczący współżycia jest zawsze, natomiast płodność ma charakter
                                    > > okresowy i okresowo pojawia się zdolnośc do prokreacji.
                                    >
                                    > No właśnie, i tu m.in. jest pies pogrzebany jeśli chodzi o kościelną naukę o
                                    > miłości małżeńskiej. Kościół zaklina się, że chodzi mu tylko o to, by tę miłość
                                    >
                                    > wspierać. Wg niego ochrona naturalnej płodności tylko temu służy. Tak więc
                                    (...) zakaz antykoncepcji (..) to ma zabezpieczać.
                                    > Figa z makiem, to myślenie czysto życzeniowe i okropnie... niekompetentne!

                                    Mógłbyś rozwinąć dlaczego według Ciebie zakaz antykoncepcji tej miłości nie wspiera?

                                    > (Dlatego nauka Kościoła jest dla niektórych małżonków tak przykra.) Są kobiety
                                    > (i Zamia i Genepis tego nie przyjmują do wiadomości), które w fazie
                                    > podwyższonych temperatur mają ogromne trudności z seksualnością swojego ciała.

                                    Przyjmuję do wiadomości, ale uważam, (zresztą nie tylko ja, bo np. ś.p. pani
                                    Wisłocka tez była tego zdania) że seks to w przeważającej części zachowania
                                    wyuczone i w dużej mierze odruchowe.
                                    "Uromantyczniając" to nieco - jeśli np. kobieta osiągnęła po raz pierwszy orgazm
                                    w dniu, w którym mąż podarował jej pęk białego bzu i ten bez stał w wazonie
                                    rozsiewając wokół dość charakterystyczny zapach, to zapach bzu pomoże jej
                                    osiągnąć satysfakcję po raz kolejny (moga to byc tez inne rzeczy, płyn do
                                    kąpieli, muzyka itd) szlak został przetarty, a potem nastąpi wzmacnianie lub
                                    wygaszanie tego akurat odruchu.
                                    Podobnie z pieszczotami itd.
                                    My z mężem dość długo uczyliśmy sie siebie, swoich reakcji, zarówno samych
                                    siebie, jak i siebie nawzajem. Nie zawsze było różowo. Właściwie ciągle się
                                    siebie uczymy. I to jest piękne. Gdybyśmy już wszystko o sobie wiedzieli, to
                                    byłoby chyba nudne?
                                    Ponieważ od początku nie stosowaliśmy zadnej antykoncepcji, więc nie mamy
                                    wyuczonych zachowań seksualnych z użyciem antyków i nie są nam do niczego potrzebne.
                                    Ci, którzy zaczynali od czegos innego pewnie mają trudniej.

                                    Najtrudniej jest jednak chyba tym parom, w których jedna strona miała już
                                    wcześniej jakieś doświadczenia z kim innym i chciałaby je przenieść na
                                    współmałżonka. Może nawet nie do końca świadomie, może po prostu się zakodowało,
                                    że tak ma wyglądać udany seks.
                                    Wtedy rzeczywiście uczenie się może być trudne, bo najpierw czasem trzeba się
                                    oduczyć, by potem się nauczyć.

                                    To, że kobiety (a i mężczyźni też) miewają trudności z seksualnością swego ciała
                                    jest zupełnie normalne i tak jak ręka przywyka do obrączki tak małżonkowie
                                    przywykają do siebie.
                                    Kiedy posieje się ziarno nie można się zżymać, że już na drugi dzień nie widać
                                    kwiatów, a na owoce trzeba czekać ho, ho...

                                    > I nie mówcie mi o "przygotowaniu dalszym i bliższym" i o nastawieniu kobiety,
                                    > bo to wszystko jest uwzględniane (kwiatki, liściki, czułe słówka, nastrój i
                                    > Bóg wie co jeszcze :).
                                    >
                                    > Na reklamowanej tu stronie INERu przeczytałem:
                                    /.../
                                    > No, cieszę się, że sympatyczni ludzie z INERu wiedzą lepiej ode mnie na czym
                                    > polega moja miłość do mojej żony. /.../
                                    > Kiedy do propagatorów NPR dotrze wreszcie, że takimi tekstami obrażają
                                    > małżonków i zniechęcają do siebie i do NPR-u?

                                    No dobrze, ale dlaczego uważasz, ze skoro spełniasz wszystkie zalecenia ze
                                    strony INERu, a jakos nie wychodzi, to właśnie antykoncepcja będzie tym panaceum?
                                    • artus1231 Re: NPR a życie małżeńskie 20.02.05, 23:10
                                      genepis napisała:

                                      > Mógłbyś rozwinąć dlaczego według Ciebie zakaz antykoncepcji tej miłości nie
                                      wsp
                                      > iera?

                                      Jak może wspierać, jeśli dzięki niemu małżonkowie skazani są na seks
                                      permanentnie niejednoczący. Kościół udaje, że to nie problem, bo przecież to
                                      przysadka mózgowa rządzi (w sposób absolutny :) kobiecą seksualnością, więc jak
                                      kobieta nic nie czuje, to jest sama sobie winna! Innymi słowy, jak coś nie
                                      pasuje do pięknej teorii, to tym gorzej dla rzeczywistości. (Jako wierzący
                                      wolałbym wierzyć w prawdę, a nie w pomysły Hegla :)
                                      Takie zasłużone (to bez ironii!) stowarzyszenia jak INER czy LMM, ponieważ mają
                                      w statucie wierność nauce Kościoła, muszą także udawać, że problemu nie ma. I
                                      stąd złote myśli, które zacytowałem. :)
                                      Według mnie, to nie liczenie się z prawdziwymi trudnościami żywych małżonków
                                      dyskwalifikuje Kościół. A powtarzające się w dokumentach słowa o wartości
                                      miłości małżeńskiej i wadze zjednoczenia niestety brzmią mało przekonywująco
                                      (delikatnie mówiąc). Szczytem hipokryzji (chyba nieuświadamianej do końca?) są
                                      np. katolickie pomysły na pobieranie nasienia do badania. Katolicy, by oddać
                                      spermę, powinni - uwaga! - współżyć... z prezerwatywą z dziurką. Nie dość, że
                                      stosunek, niby tak jednoczący, jest tu całkowicie zinstrumentalizowany, to
                                      jeszcze urządza się cyrki z dziurawą gumą! Tak więc, aby być "wiernym" pięknej
                                      teorii o zachowaniu prokreacyjnej funkcji stosunku, pierwsze, co jest
                                      poświęcane bez zmróżenia oka, to funkcja jednocząca. I ja, jako katolik, mam to
                                      pokornie przyjmować i udawać, że wszystko jest OK?

                                      > No dobrze, ale dlaczego uważasz, ze skoro spełniasz wszystkie zalecenia ze
                                      > strony INERu, a jakos nie wychodzi, to właśnie antykoncepcja będzie tym
                                      panaceum?

                                      Zalecenia INERu, jeśli już mam spełniać, to tylko w dziedzinie diagnostyki
                                      płodności. Oni nie są dla mnie żadnym autorytetem w dziedzinie miłości
                                      małżeńskiej. (Na pewno nie po takim traktowaniu małżonków!)
                                      Prezerwatywa, jak mi się wydaje, znacznie poszerzałaby pole manewru.
                                      Zakładając, że sztucznie nie byłaby małżonkom obrzydzana, dawałaby możliwość
                                      zakosztowania seksu w okolicach okresu płodnego. Kobieta mogłaby się uczyć
                                      swojej seksualności, poczuć ją. A tak, ma jedno dominujące skojarzenie z
                                      małżeńskim seksem - coś uciążliwego, nie satysfakcjonującego i nie dającego
                                      pełnej radości kochanej osobie. Jak się domyślasz, w takich warunkach trudno
                                      jest się seksu uczyć.

                                      > Przyjmuję do wiadomości, ale uważam, (zresztą nie tylko ja, bo np. ś.p. pani
                                      > Wisłocka tez była tego zdania) że seks to w przeważającej części zachowania
                                      > wyuczone i w dużej mierze odruchowe.

                                      Chyba nie zrozumiałaś. Po prostu są dni, w których choć stajesz na głowie,
                                      robisz różne rzeczy, które podpowiada ci miłosna intuicja, rozum i serce, to i
                                      tak ciało jak ten Levisowy osioł ani drgnie. Jeszcze nie wpadłem na to, na czym
                                      to polega. A te dni to akurat w przeważającej części okres podwyższonych
                                      temperatur (wyłączając zwykle pierwsze dwa, w których działa jeszcze efekt
                                      tęsknoty okresu wstrzemięźliwości).
                                      • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 21.02.05, 09:31
                                        artus1231 napisał:

                                        > genepis napisała:
                                        >
                                        > > Mógłbyś rozwinąć dlaczego według Ciebie zakaz antykoncepcji tej miłości n
                                        > ie
                                        > wsp
                                        > > iera?
                                        >
                                        > Jak może wspierać, jeśli dzięki niemu małżonkowie skazani są na seks
                                        > permanentnie niejednoczący. Kościół udaje, że to nie problem, bo przecież to
                                        > przysadka mózgowa rządzi (w sposób absolutny :) kobiecą seksualnością, więc jak
                                        >
                                        > kobieta nic nie czuje, to jest sama sobie winna!

                                        Uważasz, że stosując antykoncepcję zacznie czuć? Na jakiej podstawie tak twierdzisz?

                                        > Takie zasłużone (to bez ironii!) stowarzyszenia jak INER czy LMM, ponieważ mają
                                        >
                                        > w statucie wierność nauce Kościoła, muszą także udawać, że problemu nie ma. I
                                        > stąd złote myśli, które zacytowałem. :)

                                        Momencik - to wszystko co cytowałeś (o kwiatkach, liścikach czułości itd to
                                        przecież prawda? Ty - jak piszesz - o tym pamietasz. Ale nie każdy facet o tym
                                        wie, a jesli nawet wie, to nie kazdy zdaje sobie sprawe z tego jekie to wazne)
                                        > Według mnie, to nie liczenie się z prawdziwymi trudnościami żywych małżonków
                                        > dyskwalifikuje Kościół. A powtarzające się w dokumentach słowa o wartości
                                        > miłości małżeńskiej i wadze zjednoczenia niestety brzmią mało przekonywująco
                                        > (delikatnie mówiąc). Szczytem hipokryzji (chyba nieuświadamianej do końca?) są
                                        > np. katolickie pomysły na pobieranie nasienia do badania. Katolicy, by oddać
                                        > spermę, powinni - uwaga! - współżyć... z prezerwatywą z dziurką. Nie dość, że
                                        > stosunek, niby tak jednoczący, jest tu całkowicie zinstrumentalizowany, to
                                        > jeszcze urządza się cyrki z dziurawą gumą! Tak więc, aby być "wiernym" pięknej
                                        > teorii o zachowaniu prokreacyjnej funkcji stosunku, pierwsze, co jest
                                        > poświęcane bez zmróżenia oka, to funkcja jednocząca. I ja, jako katolik, mam to
                                        >
                                        > pokornie przyjmować i udawać, że wszystko jest OK?

                                        Według mnie to jest jedna wielka bzdura. Oczywiscie wiem, ze są takie "manewry"
                                        ale IMHO są to faryzejskie zasady wymyślone przez katolikow, ktorzy chca byc
                                        bardziej papiescy niz sam papiez.
                                        W dokumentach koscielnych nie ma chyba takiego zalecenia? (Ja nie znalazłam)
                                        Osobiscie taki sposob pobierania nasienia kłoci sie z moim sumieniem i w moim
                                        odczuciu on wlasnie bylby grzechem przez pewne zafalszowanie. (no i do tego ta
                                        prezerwatywa... blee) o wiele bardziej moralne byloby dla mnie gdyby to zona
                                        doprowadzila meza do wytrysku, tyle ze do naczynia.
                                        Nie widze w tym nic zdroznego, skoro na tym ma polegac badanie. Skoro cukrzyk
                                        moze nie zachowac postu eucharystycznego i są najrozniejsze dyspensy dla
                                        chorych, to rowniez badanie nasienia podlega tym wyjatkom jesli jest ze wskazan
                                        lekarskich.
                                        Jak jakis katolik chce sie bawic w dzielenie wlosa na czworo, to jego problem.
                                        Ale nie taka jest nauka Kościola.
                                        >
                                        > > No dobrze, ale dlaczego uważasz, ze skoro spełniasz wszystkie zalecenia z
                                        > e
                                        > > strony INERu, a jakos nie wychodzi, to właśnie antykoncepcja będzie tym
                                        > panaceum?
                                        >
                                        > Zalecenia INERu, jeśli już mam spełniać, to tylko w dziedzinie diagnostyki
                                        > płodności. Oni nie są dla mnie żadnym autorytetem w dziedzinie miłości
                                        > małżeńskiej. (Na pewno nie po takim traktowaniu małżonków!)

                                        Nie rozumiem. To co zacytowales z tej strony (o kwiatkach i obowiazkach) bylo
                                        jak najbardziej OK. Rozumiem, ze Twoje oburzenie wynika z tego, ze to wszystko
                                        robisz, a zona nic nie czuje?
                                        > Prezerwatywa, jak mi się wydaje, znacznie poszerzałaby pole manewru.
                                        > Zakładając, że sztucznie nie byłaby małżonkom obrzydzana, dawałaby możliwość
                                        > zakosztowania seksu w okolicach okresu płodnego. Kobieta mogłaby się uczyć
                                        > swojej seksualności, poczuć ją.

                                        Sprawdzales? Moze to tylko jakies urojenia? (Nie twierdze, tylko pytam) Moze
                                        wyniklo Ci to z teorii?
                                        Kobieta długo uczy sie siebie i meza i na poczatku rzeczywiscie niewiele czuje,
                                        zwlaszcza jesli maz nie bardzo wie jak sie do niej zabrac.
                                        Prezerwatywa nie ma tu nic do rzeczy.
                                        Czy Twoja zona rzeczywiscie lepiej reagowala w okresie plodnym?
                                        Ja najszybciej osiagalam orgazm jak bylam w ciazy ;-)
                                        A okres poporodowy w ogole ma to do siebie ze sie nie wiele czuje, lub czuje sie
                                        "nie to"
                                        Bedziecie sie musieli siebie uczyc od nowa.
                                        I naprawde nei wydaje mi sie by wprowadzanie do Waszych igraszek tak obcego
                                        elementu jak antyki duzo Wam pomoglo.
                                        Moze po prostu jestes zbyt niecierpliwy?

                                        > A tak, ma jedno dominujące skojarzenie z
                                        > małżeńskim seksem - coś uciążliwego, nie satysfakcjonującego i nie dającego
                                        > pełnej radości kochanej osobie. Jak się domyślasz, w takich warunkach trudno
                                        > jest się seksu uczyć.

                                        Moze po prostu jestes zbyt natarczywy? Moze trzeba ja troche przetrzymac, dopoki
                                        sama nie zechce? Z takimi sprawami to czesto jak z gonieniem cienia. Jesli za
                                        nim biegniesz - ucieka. Kieedy zaczynasz uciekac - biegnie za Tobą.
                                        >
                                        > > Przyjmuję do wiadomości, ale uważam, (zresztą nie tylko ja, bo np. ś.p. p
                                        > ani
                                        > > Wisłocka tez była tego zdania) że seks to w przeważającej części zachowan
                                        > ia
                                        > > wyuczone i w dużej mierze odruchowe.
                                        >
                                        > Chyba nie zrozumiałaś. Po prostu są dni, w których choć stajesz na głowie,
                                        > robisz różne rzeczy, które podpowiada ci miłosna intuicja, rozum i serce, to i
                                        > tak ciało jak ten Levisowy osioł ani drgnie. Jeszcze nie wpadłem na to, na czym
                                        >
                                        > to polega. A te dni to akurat w przeważającej części okres podwyższonych
                                        > temperatur (wyłączając zwykle pierwsze dwa, w których działa jeszcze efekt
                                        > tęsknoty okresu wstrzemięźliwości).

                                        Moze lepiej przejsc z tym na priva? Ciekawa jestem jakich sposobow probowaliscie.

                                        Pozdrawiam i zycze powodzenia w uczeniu sie siebie.
                                        Nadal twierdze, ze Wasze problemy nie wynikaja z NPR, żrodlo lezy gdzie indziej
                                        ale konia z rzedem temu, kto je juz w tym momencie wskaze.
                                        • dodo25 Re: NPR a życie małżeńskie 21.02.05, 16:57
                                          > Momencik - to wszystko co cytowałeś (o kwiatkach, liścikach czułości itd to
                                          > przecież prawda? Ty - jak piszesz - o tym pamietasz. Ale nie każdy facet o tym
                                          > wie, a jesli nawet wie, to nie kazdy zdaje sobie sprawe z tego jekie to wazne)

                                          Ale tak naprawdę nie chodzi tu o żadne kwiatki, czułości, zaloty... Chodzi po
                                          prostu o to, że ja w fazie wyższych temperatur jestem niedotykalska. Piersi bolą
                                          tak bardzo, że trzeba założyć gruby mięciutki stanik, po prysznicu uważać, żeby
                                          przypadkiem ręcznik nie zawadził o brodawki (czekam, aż same wyschną). A mąż
                                          może oczywiście mnie przytulać, ale najlepiej od tyłu. I jak w takich warunkach
                                          mam się uczyć swojej seksualności?
                                          • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 21.02.05, 18:25
                                            dodo25 napisała:

                                            > Ale tak naprawdę nie chodzi tu o żadne kwiatki, czułości, zaloty... Chodzi po
                                            > prostu o to, że ja w fazie wyższych temperatur jestem niedotykalska. Piersi bol
                                            > ą
                                            > tak bardzo, że trzeba założyć gruby mięciutki stanik, po prysznicu uważać, żeby
                                            > przypadkiem ręcznik nie zawadził o brodawki (czekam, aż same wyschną). A mąż
                                            > może oczywiście mnie przytulać, ale najlepiej od tyłu. I jak w takich warunkach
                                            > mam się uczyć swojej seksualności?

                                            To mi wygląda na tzw. mastodynię. Nazwa zabawna, ale objawy mniej. Są na to
                                            lekarstwa np Mastodynon, chyba castagnus też.
                                            To sie daje leczyć, naprawdę.

                                            Powodzenia, mam nadzieję, że po zastosowaniu odpowiednich środków (niekoniecznie
                                            hormonalnych) hormony Ci się uregulują i będziesz bardziej "dotykalska"
                                          • fiamma75 Re: NPR a życie małżeńskie 22.02.05, 09:24
                                            Idź koniecznie do lekarza i zbadaj poziom prolaktyny. Podobne objawy miałam właśnie przy bardzo wysokiej prolaktynie, więc rozumiem Cię dokonale. Mąż miał po prostu zakaz dotykania piersi, bo bolały potwornie (parę razy brałam nawet tabletki przeciwbólowe). Jakoś to przeżyliśmy, bo na szczęście istnieje cała różnorodność pozycji, więc na pewno coś znajdziecie dla siebie.
                                            Co do leczenia - Mastodynon bym sobie odpuściła, bo lek homeopatyczny (jak dla mnie to nie ma żadnych naukowych podstaw działania), Castagnus to dobry pomysł, tyle że trzeba brać go aż 90 dni, zeby uzyskać efekt (u niektórych kobiet działa szybciej) i można go dostać bez recepty. Jednak lekarz może Ci przepisać Bromergon (albo podobny lek)- stosuje się go nawet przy bólach piersi niespowodowanych zbyt wysoką prolaktyną. Powinien zadziałać szybciej i przynieść Ci ulgę.
                                            Powodzenia!
                                            • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 22.02.05, 10:45
                                              A mi mastodynon pomógł, ale ja nie miałam aż tak nasilonych objawów jak dodo,
                                              więc może masz rację, że u niej trzeba zastosować bardziej radykalne środki.
                                      • zamia1 Re: NPR a życie małżeńskie 21.02.05, 13:32
                                        > Prezerwatywa, jak mi się wydaje, znacznie poszerzałaby pole manewru.
                                        > Zakładając, że sztucznie nie byłaby małżonkom obrzydzana, dawałaby możliwość
                                        > zakosztowania seksu w okolicach okresu płodnego.

                                        Może faktycznie tak Ci się wydaje. Jak słusznie zauważasz - seksualność kobiety
                                        to nie jest taka prosta sprawa. Jednym z istotnych czynników jest w tym
                                        przypadku poczucie bezpieczeństwa. A jak tu się czuć bezpiecznie, wiedząc, że
                                        jest okres płodny, a gumka może pęknąć? Ja dziękuję za takie warunki do nauki.
                                        No i ta jej sztuczność... niby cieniutka, ale to już nie to. Dodaj do tego
                                        wyrzuty sumienia i dopiero masz zgrzyt. A miało być tak pięknie...

                                        Gdzieś czytałam, że istnieje spora grupa kobiet, które nigdy (lub bardzo
                                        rzadko) doświadczają orgazmu. Myślisz, że to same NPR-ki?

                                        > Kobieta mogłaby się uczyć
                                        > swojej seksualności, poczuć ją. A tak, ma jedno dominujące skojarzenie z
                                        > małżeńskim seksem - coś uciążliwego, nie satysfakcjonującego i nie dającego
                                        > pełnej radości kochanej osobie.

                                        Genepis ma rację pisząc "Kobieta długo uczy sie siebie i meza i na poczatku
                                        rzeczywiscie niewiele czuje, zwlaszcza jesli maz nie bardzo wie jak sie do niej
                                        zabrac. Prezerwatywa nie ma tu nic do rzeczy". Możliwe też, że seks dla niej
                                        (dla tej "kobiety", nie dla Genepis) ma po prostu mniejsze znaczenie niż dla
                                        jej męża. Można wtedy usiąść i płakać, czekając, aż samo przyjdzie, można
                                        chwytać się różnych pomysłów (jak ten, że prezerwatywa hop siup - rozwiąże
                                        problem), ale można (i trzeba) wypracować sobie jakiś wspólny mianownik w
                                        takiej rzeczywistości, w jakiej się para znajduje.


                                        > Oczywiście można radzić: módlcie się, starajcie się być dla siebie i bądźcie
                                        > cierpliwi. Ale te rady przypominają naukę pływania przez rzucanie od razu na
                                        > głęboką wodę. Może się nauczy, a może... utonie :).

                                        Mam wrażenie, że chciałbyś, aby wszystko w małżeństwie od razu było na swoim
                                        miejscu. Tymczasem jest to układ, który stale się zmienia, bo i my się
                                        zmieniamy. STALE trzeba się do siebie dostosowywać; to nie jest tak, że raz na
                                        zawsze coś ustalasz i tak masz do końca. Nikt też nikomu nie obiecywał, że
                                        będzie łatwo, lekko i przyjemnie. Po porodzie (gdy już masz "wszystkie
                                        dzieci") - łatwo nie jest.


                                        > Po prostu są dni, w których choć stajesz na głowie, robisz różne rzeczy,
                                        > które podpowiada ci miłosna intuicja, rozum i serce, to i tak ciało jak ten
                                        > Levisowy osioł ani drgnie. Jeszcze nie wpadłem na to, na czym to polega. A te
                                        > dni to akurat w przeważającej części okres podwyższonych temperatur
                                        > (wyłączając zwykle pierwsze dwa, w których działa jeszcze efekt
                                        > tęsknoty okresu wstrzemięźliwości).

                                        Może nie wpadniesz na to sam. Porozmawiaj z żoną - może czeka na okres? Może
                                        negatywnie odbiera swoją fizyczność? Może jeszcze nie doszła do siebie (macie
                                        maluszka, prawda?)


                                        > Dana kobieta "może mieć inaczej", czy inne kobiety "mogą mieć inaczej"? Bo to
                                        > subtelna różnica. To, że inne kobiety mają inaczej to sprawa oczywista. To,
                                        > że dana kobieta "może mieć inaczej" - ja w to (wbrew faktom :) święcie
                                        wierzę.

                                        Artus - Ty jesteś literat, obracasz się w wielkim świecie - a ja jestem zwykłym
                                        człowiekiem. Napisz mi to jeszcze raz, może być wielkimi literami, bo nic z
                                        tego nie rozumiem:-)

                                        Pozdrawiam
                                        • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 21.02.05, 14:34
                                          O widzisz zamia! Coś takiego właśnie chciałam napisać, tylko ja tego nie umiem
                                          tak ładnie a zwiężle ująć.

                                          Pozdrawiam
                                          • zamia1 Re: NPR a życie małżeńskie 21.02.05, 15:31
                                            :-)

                                            Poczekamy na odzew.
                                            • artus1231 Re: NPR a życie małżeńskie 22.02.05, 12:16
                                              Zamio, Genepis, miło mi, że tak przejęłyście się, dziewczyny, moim intymnym
                                              życiem. :) Ale zaszło - z mojej winy (: - nieporozumienie. Ja nie szukam na tym
                                              forum porad dotyczących osobistych problemów. Szukam zrozumienia zakazu
                                              antykoncepcji i nakazu NPR. Odwołałem się (nieroztropnie) do osobistych
                                              doświadczeń tylko po to, by pokazać, że wiem o czym mówię. Nie wszystkie
                                              trudności jakie dostrzegam w NPR są czysto teoretyczne - jak podejrzewa
                                              Nordynka :)


                                              zamia1 napisała:

                                              > :-)
                                              > Poczekamy na odzew.

                                              Oto on.
                                              Nie będę szczegółowo odnosił się do Waszych postów. Chcę tylko jedno pokazać,
                                              bo chyba znalazłem sposób, alby przynajmniej Genepis przekonać, jak czują się
                                              małżonkowie, którzy nie rozumieją nauki Kościoła i doświadczają przykrego
                                              konfliktu między własnym doświadczeniem a tą nauką. Niestety to będzie bolesne,
                                              Genepis.

                                              Napisałaś w sprawie masturbacji przy pobieraniu nasienia do badania:
                                              > Według mnie to jest jedna wielka bzdura. Oczywiscie wiem, ze są
                                              takie "manewry"
                                              > ale IMHO są to faryzejskie zasady wymyślone przez katolikow, ktorzy chca byc
                                              > bardziej papiescy niz sam papiez.
                                              > W dokumentach koscielnych nie ma chyba takiego zalecenia? (Ja nie znalazłam)
                                              > Osobiscie taki sposob pobierania nasienia kłoci sie z moim sumieniem i w moim
                                              > odczuciu on wlasnie bylby grzechem przez pewne zafalszowanie. (no i do tego ta
                                              > prezerwatywa... blee) o wiele bardziej moralne byloby dla mnie gdyby to zona
                                              > doprowadzila meza do wytrysku, tyle ze do naczynia.
                                              > Nie widze w tym nic zdroznego, skoro na tym ma polegac badanie. Skoro cukrzyk
                                              > moze nie zachowac postu eucharystycznego i są najrozniejsze dyspensy dla
                                              > chorych, to rowniez badanie nasienia podlega tym wyjatkom jesli jest ze
                                              wskazan
                                              > lekarskich.
                                              > Jak jakis katolik chce sie bawic w dzielenie wlosa na czworo, to jego problem.
                                              > Ale nie taka jest nauka Kościola.

                                              Genepis, Twoja, wrażliwość jest mi bardzo bliska. Niestety "taka jest nauka
                                              Kościoła"! Zobacz sobie lutowy numer miesięcznika "W drodze", a w nim rubrykę
                                              o. Jacak Salija "Szukającym drogi". Jest właśnie o problemie badania nasienia z
                                              cytatami wypowiedzi doktrynalnych (tekst jeszcze nie dostępny on-line).
                                              I teraz mamy dwa wyjścia: albo zaprzeczymy sobie, własnemu doświadczeniu
                                              moralnemu, wrażliwości i przyjmiemy naukę Kościoła z "całym dobrodziejstwem
                                              inwentarza". Albo pozostaniemy wierni sobie, stając tym samym w przykrym
                                              konflikcie sumienia z nauką Kościoła. Tertium non datur.
                                              Teraz może domyślasz się, jak się czują małżonkowie w sprawie antykoncepcji.
                                              Zamio, jeśli twoja wrażliwość moralna w sprawie badania nasienia jest podobna
                                              do naszej, też pewno mnie zrozumiesz w sprawie antykoncepcji.

                                              Pozdrawiam

                                              • sylwiksylwik Re: NPR a życie małżeńskie 22.02.05, 12:41
                                                Artusie
                                                Wlasciwie zgadzam sie z wszystkim co piszesz, ale czy to nie jest tak ze zamiast
                                                pisac Kosciol to Kosciol tamto (kaze nam robic cos co jet takie niewygodne),
                                                lepiej zrozumiec ze Kosciol to rowniez Ty, Twoja Zona, Twoja rodzina i poszukac
                                                odpowiedzi na dreczace Cie pytania w swoim sercu, w swoim sumieniu?
                                                To nie jest tak ze chce wybierac z religii to co mi sie podoba.
                                                ale czy ten Ojciec Salija jest oficjalnym glosem Kosciola?

                                                Swego czasu byla podobna dyskusja na forum www.katolik.pl, i akurat o tym
                                                pobieraniu nasienia do badania. Odezwal sie ksiadz, stwierdzajac ze mozna to
                                                zrobic normalnie, do pojemniczka. Odezwala sie jakas amerykanka - katoliczka
                                                oburzona ze jak tak mozna (skrytykowala ksiedza), ze mozna albo z ta dziurawa
                                                prezerwatywa albo odbyc normalny stosunek i zawiezc zone do badania zeby jej
                                                pobrali nasienie.
                                                Czy o to chodzi Kosciolowi, zeby malzonkowie uprawiali sex w tym przypadku po to
                                                tylko zeby pobrac to nasienie, czy to nie jest uprzedmiotowienie zony, ktora w
                                                takim wypadku robi za pojemniczek?
                                                Toz to jakas bzdura, nie uwazasz?
                                                • artus1231 Re: NPR a życie małżeńskie 22.02.05, 13:18
                                                  Sylwiksylwik, ja cały czas mam właśnie na uwadze to, o czym piszesz. Tylko, że
                                                  to forum ma być merytorycznie o NPRze, a nie o pogłębianiu religijnej
                                                  świadomości. I tego próbuję się trzymać :)
                                                  • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 22.02.05, 13:43
                                                    artus1231 napisał:

                                                    > Sylwiksylwik, ja cały czas mam właśnie na uwadze to, o czym piszesz. Tylko, że
                                                    > to forum ma być merytorycznie o NPRze, a nie o pogłębianiu religijnej
                                                    > świadomości. I tego próbuję się trzymać :)

                                                    Ale to przecież Ty zjechałeś z tematu na pobieranie nasienia i na stosowanie
                                                    antykoncepcji razem z NPR lub zamiast? I na problem co na to nasza religijna
                                                    świadomość.
                                                    Merytorycznie o NPR? No to sformułuj pytanie merytoryczne odnośnie NPR, bo juz
                                                    tyle pytań padło, że się pogubiłam

                                                    Laura

                                                    P.S.
                                                    Co do tekstu o.Salija - muszę go najpierw przeczytać, a potem porozmawiamy.
                                                    Może to jednak potrwać, bo najbliższe źródło "w drodze" jest o jakieś póltorej
                                                    godziny drogi od mojego domu i raczej mi nie po drodze ;-)
                                                  • artus1231 Re: NPR a życie małżeńskie 22.02.05, 13:54
                                                    Co innego pogłębianie religijnej świadomości, a co innego merytoryczne (tu się
                                                    upieram!) pytanie: dlaczego tylko i wyłącznie czyste NPR, mimo rzeczywistych
                                                    problemów małżeńskich, do których prowadzi?
                                                    "Zjechałem" na problem pobierania nasienia, by pomóc wczuć się w sytuację
                                                    małżonków nie rozumiejących zakazu antykoncepcji.

                                                    > Co do tekstu o.Salija - muszę go najpierw przeczytać, a potem porozmawiamy.
                                                    > Może to jednak potrwać, bo najbliższe źródło "w drodze" jest o jakieś póltorej
                                                    > godziny drogi od mojego domu i raczej mi nie po drodze ;-)

                                                    Jakby co, zawsze możesz na privie. Bo czuję, że posty o "masturbacji" mogą
                                                    dotknąć nożyczki. :)
                                                  • ghita Re: NPR a życie małżeńskie 27.02.05, 16:37
                                                    genepis napisała:

                                                    > Co do tekstu o.Salija - muszę go najpierw przeczytać, a potem porozmawiamy.
                                                    > Może to jednak potrwać, bo najbliższe źródło "w drodze" jest o jakieś póltorej
                                                    > godziny drogi od mojego domu i raczej mi nie po drodze ;-)

                                                    Tekst jest już dostępny tutaj
                                                    www.mateusz.pl/wdrodze/nr378/15.htm

                                                • fiamma75 Re: NPR a życie małżeńskie 22.02.05, 14:19
                                                  Masz rację. A w ogóle gdzie tu apekt jednoczący współżycia małżeńskiego, skoro żona to tylko pojemniczek?
                                                  Głupota do potęgi n-tej :-( i totalne oderwanie od życia.
                                                  Nie sądzę, choć jako kobieta nie mogę wiedzieć tego na pewno, że mężczyzna, który musi dostarczyć nasienie do badania w wiadomy sposób, przeżywa wielką przyjemność, musząc zrobic to szybko, bo czekają a poza tym denerwując się samym wynikiem.
                                                  To może też kobieta nie powinna wykonywać badania usg dopochwowego, bo istnieje teoretyczna możliwość, że ją to podnieci.
                                                  Uważam, ze w tak szczególnych sytuacjach jak np. konieczność pobrania nasienia należy wsłuchać się w swoje własne sumienie.
                                              • zxcvbn1 Re: NPR a życie małżeńskie 22.02.05, 13:08
                                                Artus, ja Cię zupełnie popieram i świetnie rozumiem.
                                                Moja seksualność to niestety nie tylko kwestia psychiki, jak to niektórzy
                                                próbują mi wmówić. Wiem, jak postrzegam świat i co czuję w poszczególnych fazach
                                                cyklu. I to bynajmniej nie jest efekt tego, że w fazie płodnej mąż zasypuje mnie
                                                kwiatami, a w fazie niepłodnej nie. Gdy wieczorem czuję, że ni stąd ni zowąd
                                                boli mnie głowa, układ pokarmowy wariuje i tracę radość życia, to jestem gotowa
                                                się założyć, że następnego dnia rano odnotuję skok temperatury. Gdy zapomnę
                                                zmierzyć temperaturę, ale czuję, że nastój się zmienił "o 180 stopni", to wiem,
                                                że temperatura skoczyła. Kwiatki i czułe słówka na pewno pomogą załagodzić
                                                nastój, ale nie pozwolą mi się czuć tak, jak czuję się w dni między miesiączką a
                                                skokiem temperatury. Im wyższa temperatura, tym gorzej się czuję. W dni po skoku
                                                temperatury dotyk często wręcz drażni. W dni płodne natomiast - powoduje żal, że
                                                nie można za nim podążyć...
                                              • zamia1 Re: NPR a życie małżeńskie 22.02.05, 13:44
                                                > Zamio, Genepis, miło mi, że tak przejęłyście się, dziewczyny, moim intymnym
                                                > życiem. :) Ale zaszło - z mojej winy (: - nieporozumienie. Ja nie szukam na
                                                > tym forum porad dotyczących osobistych problemów. Szukam zrozumienia zakazu
                                                > antykoncepcji i nakazu NPR. Odwołałem się (nieroztropnie) do osobistych
                                                > doświadczeń tylko po to, by pokazać, że wiem o czym mówię. Nie wszystkie
                                                > trudności jakie dostrzegam w NPR są czysto teoretyczne - jak podejrzewa
                                                > Nordynka :)

                                                Wiem, rozumiem, że źródło Twoich poszukiwań wypływa z konkretnych doświadczeń.
                                                To nie jest teoretyczne dzielenie włosa na czworo. Czytam Twoje teksty od
                                                jakiegoś czasu. I tak właśnie Cię widzę, z bardzo konkretnymi problemami,
                                                podobnie jak innych uczestników tego forum, dla których NPR bywa źródłem
                                                rozczarowań. Nie jako poszukiwacza prawdy, Artusie, który chce naprawić świat;
                                                lecz jako człowieka, który patrzy na swoją szklankę w części wypełnioną, w
                                                części pustą... Waszmość Pana własne słowa to sprawiły, nic innego ;-)

                                                Naturalnie, nie będę odnosić się do Twoich osobistych doświadczeń (nawet,
                                                jeśli znowu sam je przywołasz;-), o ile nie zostanę do tego upoważniona.
                                                Uznaj, że to Twój urok osobisty do tego mnie sprowokował:-)


                                                > Zamio, jeśli twoja wrażliwość moralna w sprawie badania nasienia jest podobna
                                                > do naszej, też pewno mnie zrozumiesz w sprawie antykoncepcji.

                                                Oczywiście, rozumiem o co Ci chodzi. Nie wiem jednak, co mam odpowiedzieć. W
                                                tych sprawach kieruję się własnym sumieniem – nie wnikam w teologiczne
                                                zawiłości, bo nie są dla mnie istotne. To ludzie je tworzą...

                                                Nie twierdzę, że NPR może i musi uszczęśliwić każdego – cały czas uważam, że
                                                powinniśmy wybierać to, co najlepsze dla nas, nie to, co ktoś nam sugeruje. Ale
                                                serce (tak!) i rozum dyktuje mi, że jeśli już to NPR wybieramy (obojętnie z
                                                jakiego powodu - jeśli z jakiegoś nakazu, to tym bardziej), to dla własnego
                                                dobra, dla dobra naszej rodziny powinniśmy zrobić wszystko, co można, by nie
                                                było dla nas jedynie ograniczeniem. Stąd moja wypowiedź z pozycji "kobiety
                                                doświadczonej" ;-)

                                                Pozdrawiam
                                • zxcvbn1 Re: NPR a życie małżeńskie 20.02.05, 15:04
                                  > Zdecydowanie wina i skutek. Ludzie stosujący antykoncepcję sa nastawieni
                                  > przeciwko życiu.

                                  Niektórzy. Nie uogólniaj, proszę. Już o tym tyle razy pisałam - kto uprawia
                                  seks, musi się liczyć z tym, że z seksu biorą się dzieci. Jeśli się nie liczy,
                                  to jego problem. Wyobraźmy sobie dwie kobiety: pani A ma 20 lat, jest młodą
                                  mężatką, pragnie mieć dzieci, pierwsze chciałaby urodzić za 3 lata, ale jeśli
                                  wyjdzie wcześniej, przyjmie je z radością. Pani B też jest mężatką, ma powiedzmy
                                  38 lat i pięcioro dzieci i więcej już woli nie mieć. Pani A stosuje
                                  antykoncepcję. Pani B stosuje NPR. Skąd wniosek, że pani A jest przeciwko
                                  życiu??? Chce tylko odłożyć poczęcie, a pani B nie chce już mieć dzieci.
                                  Dlaczego niby pani A jest przeciwko życiu?????

                                  > Oni NIE CHCĄ dziecka.

                                  Nie. Oni chcą odłożyć poczęcie, dokładnie tak samo, jak ci, co stosują NPR.

                                  > Stosując antykoncepcję, wierzą, że środek będzie skuteczny.

                                  A czy Ty, stosując NPR nie wierzysz, że będzie skuteczne? To grzech wierzyć, ze
                                  będzie skuteczne?

                                  > W momencie gdy środek zawiedzie, pozostaje tylko aborcja

                                  Zdecydowanie zbyt daleko posunięte wnioski. Jak z tym piernikiem i wiatrakiem.

                                  > Nie chcę
                                  > przez to powiedzieć, że każdy stosujący antykoncepcję dokona aborcji (to by
                                  > było demagogicznym nadużyciem)

                                  No właśnie - wybacz genepis, ale to już jest demagogiczne nadużycie.

                                  > Chcę tylko powiedzieć, że niezmiernie rzadko, o ile w
                                  > ogóle, zdarza sie by na aborcję decydowali się stosujący NPR

                                  Z powodów opisanych przez gosię.

                                  > NPR nie prowadzi do aborcji, poniewaz ten, kto ją stosuje liczy się z
                                  > możliwością poczecia i z góry nastawia sie na możliwość przyjecia dziecka.

                                  No jasne. A ten, który stosuje antykoncepcję wierzy, że dzieci częściej przynosi
                                  bocian, niż seks.

                                  > Oczywiscie - masz racje, ze NPR jest powiazany z religijnym swiatopoglądem,
                                  > ale
                                  > nawet na tym forum sporo jest osób stosujących NPR z przyczyn innych niz
                                  > ideologiczne,

                                  Są też tacy, którzy poszczą w piątek z przyczyn innych niż ideologiczne.

                                  > w przypadku niekatolika - jest to logiczna
                                  > konsekwencja nastawienia i algorytmu działania gdy środek zawiedzie

                                  Ojej, genepis, to, co piszesz mnie przeraża! A może przedstawisz nam dowodzik?

                                  > Jeśli pada deszcz, to raczej starasz się nie zamoczyć, ale jeśli Twoja ochrona
                                  > przed deszczem zawiedzie, to potem nie kryjesz się pod drzewami, tylko idziesz
                                  > w
                                  > największym deszczu, bo po co się chronic skoro i tak już przemokłaś do suchej
                                  > nitki?

                                  Jeśli pada deszcz, to nie wychodzisz, choćby Cię mieli z pracy wyrzucić, choćby
                                  Cię mieli znajomi wykląć? Czekasz na ładną pogodę, choćby niebo było pochmurne
                                  latami? Tak to obłędu można dostać.

                                  > NPR to sprawa pary, przy antykoncepcji różnie to bywa.

                                  O nie - i tu różnie bywa, i tu.
                            • poprzezknieje Re: NPR a życie małżeńskie 24.02.05, 17:37

                              > genepis napisała:
                              >Dlaczego Pismo święte jest dla Ciebie mocnym fundamentem, a magisterium KK nie?
                              bo magisterium KK to ludzie ktorzy moga sie mylic
                              (nauka o antykoncpecji nie jest nieomylna)
                              dlatego orzeczenia magisterium podawane są z uzasadnieniem a w przypadku zakazu
                              antykoncepcji w zasadzie uzasadnienia brak !

                              >"Bóg im błogosławił mówiąc do nich "bądźcie płodni..." - wynika z tego, że to
                              >płodnośc a nie niepłodność jest błogosławieństwem, a wszystko inne jest
                              skutkiem
                              >tegoż błogosławieństwa. Mam rozwijać dalej?
                              Co nie oznacza ze ze trzeba zakazywac odrazu stosowanie antykoncepcji!
                              Jezeli z błogosławienstwa (nie nakazu!) potrafisz wyprowadzic bezwzgledny zakaz
                              antykoncpeji to ja bardzo prosze o
                              taki klarowny wywód.

                              >To rzeczywiście bardzo proste wyjaśnienie. Tak proste, że aż nie ma podstaw.
                              >NIe wystarczy stwierdzić, że coś jest błędne, żeby było błedne. Wypadałoby to
                              >udowodnić.
                              Przeciez juz napisalem ze zakaz rodzielania aspektu jednoczacego i
                              prokreacyjnego wspolzycia
                              na ktorym opiera sie nauka zawarta w HV
                              jest zupelnie sztuczny, sprzeczny z naturą (natura sama rozdziela oba
                              znaczenia) i niczym nieuzasadniony
                              a wiec nauka ta opiera sie na niczym nieuzasadnionym stwierdzeniu wiec jest
                              bledna

                              >W oficjalnych dokumentach KK nie znajdziesz informacji o każdym możliwym
                              >grzechu, są tylko informacje ogólne. Palenie papierosów podpada pod V
                              >przykazanie i im więcej jest dowodów na szkodliwośc palenia, tym bardziej
                              podpada.
                              >A że nie wszyscy to rozumieją? Na tym własnie polega istota grzechu - grzesznik
                              >usiłuje wmówić i sobie i wszystkim dookoła, że to akurat grzechem nie jest. Do
                              >tego dochodzi jeszcze nałóg.
                              >Mało który palacz czy pijak jest w stanie przyznać się przed sobą samym do
                              swego
                              >uzależnienia. Dopiero gdy stanie w prawdzie, ma szansę się wyrwać z tego
                              >zaklętego kręgu. To zjawisko wygląda identycznie w skali makro i mikro. Skutki
                              >mogą być różne, ale zasada ta sama.

                              Genepis palenie papierosów to nie jest "kazdy możliwy grzech" tylko nałóg
                              toczący
                              10 milionów ludzi w samej Polsce a setki milionów na świecie !
                              Uważasz ze to taka drobna sprawa ktora Kosciol nie musi sie bliżej zajmować ?
                              trucie małych dzieci ktore sa biernymi palaczami w domach ?
                              trucie dzieci nienarodzonych ?
                              uzaleznienie prowadzace do nowotworów złośliwych ?
                              Jest to na prawde powazana chrooba toczaca nasze spoleczenstwo !
                              a tymczasem KK nie ma czasu zajmowac sie takimi "błachostkami" ?! ty chyba nie
                              piszesz tego powaznie!
                              bo lepiej poświecic cały pkt Katechizmu na problem narkotyków ktore sa
                              zakazane ?!
                              Papierowsy są doskonałym przykładem na to iż z faktu ze jakies dzialanie moze
                              prowadzic do grzechu
                              wcale nie oznacza ze to dzialanie jest grzeszne
                              Krótko mówiąc argument o tym ze czasami ktos kto stosuje antykoncepcje decyduje
                              sie na aborcje nie jest żadną podstawą
                              do tego aby zakazac antykoncepcji!

                              >> Nie slyszalem aby pieszy zabil innego pieszego ale czy to znaczy ze ma byc
                              >> wprowadzony zakaz jazdy samochodami ?

                              >Wielokrotnie piesi zabijają pieszych i nie ma to nic wspólnego z samochodami.

                              >Nie wiem o co Ci chodzi, ale przypominam, że samochód nie służy do zabijania, a
                              >prezerwatywa służy do antykoncepcji.
                              Owszem prezerwatywa słuzy do antykoncepcji a ty Genepis nagle piszesz o
                              aborcji !
                              Tak jak samochód nie sluzy do zabijania tak prezerwatywa nie sluzy do aborcji.
                              Chodzi o to ze argument o aborcji ma sie nijak do zakazu stosowania
                              prezerwatywy.

                              >
                              > > Napisałam wyżej - chodzi głownie o postawę wobec dziecka. Antykoncepcja
                              rodzi lub
                              > > wzmacnia lęk przed dzieckiem. NPR oswaja z mozliwością poczęcia.
                              > > Jest też kilka innych powodów, ale one wychodzą różnie u różnych par.

                              Postawa wobec dziecka moze byc różna to zalezy od małżonków ale generalnie
                              chodzi o to
                              ze osoby stosujace czy to prezerwatywe czy NPR nie chca w danym momencie
                              dziecka
                              i napisał o tym Paweł VI w encyklice Humannae Vitae i może cytacik:
                              "Jest prawdą,
                              że w obydwu wypadkach małżonkowie przy obopólnej i wyraźnej zgodzie chcą dla
                              słusznych powodów uniknąć przekazywania życia i chcą mieć pewność, że dziecko
                              nie zostanie poczęte."

                              I w zasadzi eten cytat konczy chyba cale twoje rozwaznia na temat niby różnicy
                              w podejsciu do
                              dziecka ktore moze sie narodzic ze wspolzycia.
                              Jedni i drudzy tak samo nie chcą aby dziecko sie poczelo i koniec. Reszta to
                              demagogia.

                              >> Czy ,mozesz podac informacje jaki procent stosunkow z zastosowaniem
                              >> antykoncpecji konczy sie aborcją ? Masz jakies wyniki badan na ten temat ?
                              >> Czy jest to tylko taki twoj poglad ugruntowany na lekturze propagandowych
                              >>stron katolickich ?

                              >Napisałam wyżej:
                              >"Poczytaj sobie forum "aborcja" czy "zdrowie kobiety" - nie znalazłam
                              >jeszcze listu "NPR zawiodło - muszę na zabieg" natomiast jak refren
                              >powtarzają się listy "antykoncepcja zawiodła, wpadliśmy - kto poda adres"
                              >O ile mi wiadomo forum GW nie jest propagandową stroną katolicką.

                              Genepis napisz uczciwie ze swoje stwierdzenia o antykoncpecji i aborcji nie
                              opierasz na zadnych badaniach
                              i ze nie masz pojecia jaki procent stosunkow z uzyciem antykoncepcji konczy
                              sie aborcja
                              ze swoj poglad na ten temat opierasz na wpisach jakis 25 osob na forum gazety

                              i powiedz mi Genepis czy ja mam na powaznie traktowac takie twoje pisanie ?
                              czy uwazasz ze twoje obserwacje z forum gazety sa powaznym argumentem w
                              dyskusji o zakazie antykoncpecji ?
                              no prosze cie nie rozsmieszaj mnie !

                              Tak to wlasnie wyglada Genpis ze bezproblemowo wypisujesz sobie zdania o
                              zwiazkach antykoncpecji i aborcji
                              a jak sie zapytac o podstawe twoich opini to nagle sie okazuje ze opierasz sie
                              na niewiadomo czym !
                              JAk sie zapytac o konkrety to nic nie potrafisz napisac !

                              >> Zanim napiszesz słowo "czesto" proponowalbym abys podala wyniki badan !

                              >Można wiedziec dlaczego bardziej wierzysz ludziom, którzy robia badania niż
                              >magisterium KK?

                              bo są to miarodajne badania
                              po drugie magisterium KK swoje teorie o antykoncepcji opiera na niewiadomo
                              czym ...
                              cały czas pytam sie o argumenty i ich nie widze
                              tylko w kółko wypisujesz "czy wierzysz magisterium" albo jakies smieszne teksty
                              o twoich pseudo badaniach
                              ilosci postów na forum gazety
                              Genepis myslalem ze dyskutujemy o powaznych sprawach!

                              >Abraham miał około stu lat, a Sara koło 90-tki ;-) to dla przypomnienia, a
                              teraz
                              >przechodząc do Twojego tekstu:
                              rozumiem ze na lekcji biologii przekonywalas wszystkich ze czlowiek zostal
                              ulepiony z gliny ?

                              >Aspekt jednoczący współżycia jest zawsze, natomiast płodność ma charakter
                              >okresowy i okresowo pojawia się zdolnośc do prokreacji. Wcale z tego nie
                              wynika,
                              >że mamy tę zdolność niszczyć, lub udaremniać jakimiś sztucznymi środkami.
                              >Rozmawialiśmy już o tym, nie będę się powtarzać.
                              Tu nie chodzi o nakaz tylko o mozliwosc
                              i czy ja cokolwiek pisalem o niszczeniu ?
                              upieranie sie ze czlowiek nie moze za nic rozdzielac obu aspektow w sytuacji
                              gdy
                              natura je rozdziela jest dla mnie zupelnie niezrozumiale
                              wiec pytam sie Genepis czy potrafisz powiedziec dlaczego czlowiek nie moze
                              rozdzielac ?


                              >Bo już jest rozdzielone, więc dlaczego człowiek ma rozdzielać?
                              >Co Bóg złączył, tego człowiekowi nie godzi się rozdzielać
                              nie zawsze jest rozdzielone
                              takie szafowanie cytatami jest niebezpieczne
                              bo dojdziemy do tego ze nie mozna rozdzielac blizniakow syjamskich
                              albo lepiej nei mozna obcinac paznokci bo to rozdzielanie czesci swojego ciala
                              mamy podawac przyklady dalej ?
                              wiec moze podalabys jakis lepszy argument?
                              Czlowiek ma panowac nad naturą a nie natura nad czlowiekiem.
                              • burczykowa Do Poprzezknieje 24.02.05, 20:03
                                Ja tylko w kwestii palenia papierosów. Jest takie przykazanie "Nie zabijaj"- a
                                papierosy zabijają, nawet w postaci palenia biernego.
                                Do innych poruszanych przez Ciebie kwestii odnosić się nie będę, bo się w tym
                                nie orientuję.
                                • poprzezknieje Re: Do Poprzezknieje 24.02.05, 22:25
                                  w sumie poco ten cały katechizm?
                                  pozostawmy sobie po prostu przykazanie milosci i wszystko bedzie w porzadku!

                                  no dobra nie przesadzajmy ... niech zostanei te 10 przykazan jeszcze ...
                                  wsrod ktorychm nie ma przykazania milosci ;-)
                              • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 24.02.05, 21:57
                                poprzezknieje napisała:

                                >
                                > > genepis napisała:
                                > >Dlaczego Pismo święte jest dla Ciebie mocnym fundamentem, a magisterium KK
                                > nie?
                                > bo magisterium KK to ludzie ktorzy moga sie mylic
                                > (nauka o antykoncpecji nie jest nieomylna)
                                > dlatego orzeczenia magisterium podawane są z uzasadnieniem a w przypadku zakazu
                                >
                                > antykoncepcji w zasadzie uzasadnienia brak !

                                Pismo Święte też spisywali ludzie. Nie ma nawet zgodności co do kanoniczności
                                niektórych ksiąg i tu znowu magisterium kościoła ustala które są kanoniczne.
                                Nie bardzo rozumiem o jakie uzasadnienie, lub brak Ci chodzi. Mógłbyś rozwinąć?
                                W katechizmie par. 2370 to według Ciebie uzasadnienie, czy nie?
                                >
                                > >"Bóg im błogosławił mówiąc do nich "bądźcie płodni..." - wynika z tego, że
                                > to
                                > >płodnośc, a nie niepłodność jest błogosławieństwem, a wszystko inne jest
                                > > skutkiem tegoż błogosławieństwa.
                                > Co nie oznacza ze ze trzeba zakazywac odrazu stosowanie antykoncepcji!
                                > Jezeli z błogosławienstwa (nie nakazu!) potrafisz wyprowadzic bezwzgledny
                                > zakaz antykoncpeji to ja bardzo prosze o
                                > taki klarowny wywód.

                                Jeśli płodność jest błogosławieństwem (darem) a antykoncepcja jest niszczeniem
                                tegoż daru, to chyba nie jest to tak całkiem w porządku?
                                Ale to jest porządek miłości, a nie prawa.
                                Jeśli kogos kochasz, to nie będziesz jego darów niszczył.
                                >
                                > >To rzeczywiście bardzo proste wyjaśnienie. Tak proste, że aż nie ma podsta
                                > w.
                                > >NIe wystarczy stwierdzić, że coś jest błędne, żeby było błedne. Wypadałoby
                                > to
                                > >udowodnić.
                                > Przeciez juz napisalem ze zakaz rodzielania aspektu jednoczacego i
                                > prokreacyjnego wspolzycia
                                > na ktorym opiera sie nauka zawarta w HV
                                > jest zupelnie sztuczny, sprzeczny z naturą (natura sama rozdziela oba
                                > znaczenia) i niczym nieuzasadniony
                                > a wiec nauka ta opiera sie na niczym nieuzasadnionym stwierdzeniu wiec jest
                                > bledna

                                Trochę tu manipulujesz, ponieważ HV nie wprowadza innego rozdziału obu aspektów
                                niż ten, który wprowaddza sama natura. To właśnie ten naturalny rozdział między
                                aspektem prokreacyjnym i jednoczacym jest jedynym dozwolonym przez KK.
                                Innego rozdziału nie ma i byc nie powinno.
                                >
                                > >W oficjalnych dokumentach KK nie znajdziesz informacji o każdym możliwym
                                > >grzechu, są tylko informacje ogólne. Palenie papierosów podpada pod V
                                > >przykazanie i im więcej jest dowodów na szkodliwośc palenia, tym bardziej
                                > podpada.
                                > >A że nie wszyscy to rozumieją? Na tym własnie polega istota grzechu - grze
                                > sznik
                                > >usiłuje wmówić i sobie i wszystkim dookoła, że to akurat grzechem nie jest
                                > . Do
                                > >tego dochodzi jeszcze nałóg.
                                > >Mało który palacz czy pijak jest w stanie przyznać się przed sobą samym do
                                >
                                > swego
                                > >uzależnienia. Dopiero gdy stanie w prawdzie, ma szansę się wyrwać z tego
                                > >zaklętego kręgu. To zjawisko wygląda identycznie w skali makro i mikro. Sk
                                > utki
                                > >mogą być różne, ale zasada ta sama.
                                >
                                > Genepis palenie papierosów to nie jest "kazdy możliwy grzech" tylko nałóg
                                > toczący
                                > 10 milionów ludzi w samej Polsce a setki milionów na świecie !
                                > Uważasz ze to taka drobna sprawa ktora Kosciol nie musi sie bliżej zajmować ?
                                > trucie małych dzieci ktore sa biernymi palaczami w domach ?
                                > trucie dzieci nienarodzonych ?
                                > uzaleznienie prowadzace do nowotworów złośliwych ?
                                > Jest to na prawde powazana chrooba toczaca nasze spoleczenstwo !
                                > a tymczasem KK nie ma czasu zajmowac sie takimi "błachostkami" ?! ty chyba nie
                                > piszesz tego powaznie!
                                > bo lepiej poświecic cały pkt Katechizmu na problem narkotyków ktore sa
                                > zakazane ?!
                                > Papierowsy są doskonałym przykładem na to iż z faktu ze jakies dzialanie moze
                                > prowadzic do grzechu
                                > wcale nie oznacza ze to dzialanie jest grzeszne
                                > Krótko mówiąc argument o tym ze czasami ktos kto stosuje antykoncepcje
                                > decyduje sie na aborcje nie jest żadną podstawą
                                > do tego aby zakazac antykoncepcji!

                                Zgodzę się z tym, ze najwyższy czas, aby KK zajął się również problemem
                                papierosów. I zajmuje się np. poprzez działalność KWC.
                                Niestety w tej chwili w Kościele jest taka ilość ludzi uzależnionych, ze wydanie
                                oficjalnego dokumentu zakazującego palenia byłoby "wiązaniem ciężarów wielkich
                                i nie do uniesienia"
                                Zakaz antykoncepcji jest dużo starszy w Kościele niż "palący problem palenia"
                                ponieważ kiedyś nie wiedziano jak bardzo jest to szkodliwe i paliło wielu, w tym
                                i papieże.
                                Mam nadzieję, że z czasem KK dojrzeje i do takiego dokumentu, a na razie działa
                                metodą małych kroczków poprzez różne ruchy i wspólnoty podejmujące abstynencję
                                od różnych używek dobrowolnie czując się wezwanymi do większej miłości.
                                >
                                > Postawa wobec dziecka moze byc różna, to zalezy od małżonków ale generalnie
                                > chodzi o to
                                > ze osoby stosujace czy to prezerwatywe czy NPR nie chca w danym momencie
                                > dziecka
                                > i napisał o tym Paweł VI w encyklice Humannae Vitae i może cytacik:
                                > "Jest prawdą,
                                > że w obydwu wypadkach małżonkowie przy obopólnej i wyraźnej zgodzie chcą dla
                                > słusznych powodów uniknąć przekazywania życia i chcą mieć pewność, że dziecko
                                > nie zostanie poczęte."

                                Ale (jak pisze dalej) tylko jeden z tych obydwu wypadków uwazany jest za godziwy.
                                >
                                > I w zasadzi eten cytat konczy chyba cale twoje rozwaznia na temat niby różnicy
                                > w podejsciu do
                                > dziecka ktore moze sie narodzic ze wspolzycia.
                                > Jedni i drudzy tak samo nie chcą aby dziecko sie poczelo i koniec. Reszta to
                                > demagogia.

                                Nie tak samo. U stosujących antykoncepcję jest ciągły strach, że mogliby mieć
                                dziecko, dlatego ich akt ma taką formę (zarówno w okresie płodnym, jak i
                                niepłodnym) która UNIEMOŻLIWIA poczęcie dziecka.
                                U stosujących NPR akt ma taką formę, która UMOŻLIWIA poczęcie dziecka, a co
                                najwyżej w okresach płodnych, w których na owo poczęcie nie są gotowi, nie ma
                                samego aktu. (żeby nie zaciemniać pomijam pary stosujące NPR antykoncepcyjnie,
                                tzn podpierające się antykami tylko w okresie płodnym. Tych zaliczam do
                                pierwszej grupy)

                                > >"Poczytaj sobie forum "aborcja" czy "zdrowie kobiety" - nie znalazłam
                                > >jeszcze listu "NPR zawiodło - muszę na zabieg" natomiast jak refren
                                > >powtarzają się listy "antykoncepcja zawiodła, wpadliśmy - kto poda adres"
                                > >O ile mi wiadomo forum GW nie jest propagandową stroną katolicką.
                                >
                                > Genepis napisz uczciwie ze swoje stwierdzenia o antykoncpecji i aborcji nie
                                > opierasz na zadnych badaniach

                                Piszę uczciwie. Opieram na swoich obserwacjach, a zmysł obserwacji mam bardzo
                                dobrze rozwinięty. NPR mnie tego nauczyło.

                                > i ze nie masz pojecia jaki procent stosunkow z uzyciem antykoncepcji konczy
                                > sie aborcja

                                Nie liczyłam, bo nie mam na to czasu. Możesz sobie jednak zadać trud i przejrzeć
                                wszystkie listy z prośbą o adres ginekologa dokonującego aborcji, lub o inny
                                kontakt w celu ułatwienia aborcji, albo tez list dziewczyny po usunięciu
                                nieplanowanej ciąży, która pojawiła się pomimo antykoncepcji.
                                Myślę, ze jak dobrze poszukasz to z samego okresu 2004/2005 powinienes znależć
                                ponad 50. (Od początku 2005 pojawiło się takich listów ok 10 (ostatni z
                                dzisiejszą datą), a jeszcze się luty nie skończył. Ale nawet licząc średnio 5
                                listów na miesiąc razy 12 wyjdzie nam 60 dziewczyn rocznie.
                                No i teraz znajdź mi chociaż jeden list w którym osoba stosująca NPR pisze, że
                                zawiodło ją NPR i dokonała aborcji.
                                Jeśli uda Ci się znaleźć chociaż jeden taki list, to się zdziwię.

                                Nadal będziesz twierdził, że 60 to mała próbka? Wyszukiwarka może Ci znaleźć
                                listy od 2001 roku. 60x5 = 300.
                                Bardzo jestem ciekawa, czy wśród tych 300 l
                                • poprzezknieje Re: NPR a życie małżeńskie 24.02.05, 22:57
                                  genepis napisała:


                                  > Nie bardzo rozumiem o jakie uzasadnienie, lub brak Ci chodzi. Mógłbyś
                                  rozwinąć?
                                  > W katechizmie par. 2370 to według Ciebie uzasadnienie, czy nie?
                                  masz namysli przypis ?
                                  ten o mowie obiektywnie sprzecznej ?
                                  No to prosze bardzo zacznijmy moze od wyjasnienia co tam wogole jest napisane:
                                  1) co to jest obopólny i całkowity dar małżonków ?
                                  2) co to znaczy ze cos jest obiektywnie sprzeczne ? czy moze byc subiektywnie
                                  sprzeczne ?
                                  3) co to jest wewnetrzna prawda milosci malzenskiej ? czy jest prawda
                                  zewnetrzna ?
                                  4) co to jest osobowy dar ? czym sie wyroznia od darów nieosobowych?
                                  5) co to znaczy "różnica antropologiczna"?
                                  6)o jakich koncepcjach osobowosci i plciowosci jest mowa ?

                                  potrafisz odpowiedziec na powyzsze pytania ? wybacz Genepis ale ten przypis
                                  jest kompletnie niezrozumialy dla przecietnego wyksztalconego czlowieka. Jezeli
                                  wyjasnisz mi powyzsze pytania to mozemy podyskutowac dalej na ten temat...

                                  > Jeśli płodność jest błogosławieństwem (darem) a antykoncepcja jest
                                  niszczeniem
                                  > tegoż daru, to chyba nie jest to tak całkiem w porządku?
                                  > Ale to jest porządek miłości, a nie prawa.
                                  > Jeśli kogos kochasz, to nie będziesz jego darów niszczył.

                                  czy mozesz podac definicje slowa "niszczyc" w jezyku polskim?
                                  i wytlumacz mi w jaki sposob prezerwatywa niszczy plodnosc ?
                                  i co sie dalej dzieje z tą moją zniszczona plodnoscia jak zdejme prezerwatywe ?
                                  cudownei odrazdza się ?
                                  Postanowiłaś użyć efektownego słowa "niszczyć" ktore jest serwowane we
                                  wszystkich katolickich portalach wiec prosze wytlumacz sie z tego ...
                                  Na razie to co napisalas ma sie daleko od klarownego wywodu


                                  >
                                  > Trochę tu manipulujesz, ponieważ HV nie wprowadza innego rozdziału obu
                                  aspektów
                                  > niż ten, który wprowaddza sama natura. To właśnie ten naturalny rozdział
                                  między
                                  > aspektem prokreacyjnym i jednoczacym jest jedynym dozwolonym przez KK.
                                  > Innego rozdziału nie ma i byc nie powinno.

                                  Dlaczego !?
                                  Cały czas zadaje to pytanie i odpowiedzi brak.


                                  >
                                  > Zgodzę się z tym, ze najwyższy czas, aby KK zajął się również problemem
                                  > papierosów. I zajmuje się np. poprzez działalność KWC.
                                  > Niestety w tej chwili w Kościele jest taka ilość ludzi uzależnionych, ze
                                  wydani
                                  > e
                                  > oficjalnego dokumentu zakazującego palenia byłoby "wiązaniem ciężarów
                                  wielkich
                                  > i nie do uniesienia"

                                  Sadzisz ze tych ludzi jest wiecej niz tych co stosuej antykoncpecje ?
                                  sadzisz ze zakazanie tej formy zabijania siebie i innych jest zbyt wielkim
                                  ciezarem ?
                                  Pierwszy artykuł o szkodliwosci palenia ukazał sie w połowie lat 50 XX wieku
                                  czy uwazasz ze 50 lat to zamało na zajecie stanowiska? ogromna rzesza obecnych
                                  palaczy dopiero wtedy sie rodzila !

                                  > Zakaz antykoncepcji jest dużo starszy w Kościele niż "palący problem palenia"
                                  > ponieważ kiedyś nie wiedziano jak bardzo jest to szkodliwe i paliło wielu, w
                                  ty
                                  > m
                                  > i papieże.
                                  > Mam nadzieję, że z czasem KK dojrzeje i do takiego dokumentu, a na razie
                                  działa
                                  > metodą małych kroczków poprzez różne ruchy i wspólnoty podejmujące
                                  abstynencję
                                  > od różnych używek dobrowolnie czując się wezwanymi do większej miłości.
                                  > >
                                  Jak wyżej napisałem
                                  dziesiatki tysiecy osob umierajacych na raka to nei jest problem ale
                                  filozoficzne rozwazania na temat wydumanej szkodliwosci prezerwatywy jak
                                  najbardziej ...
                                  Zakaz antykoncepcji to nie jest ciezar nie do uniesienia ? a zakaz palenia
                                  jest ?
                                  mam wrazenie Genepis ze znowu nie piszesz powaznie .
                                  Ale ciesze sie ze przynajmniej przyznajesz ze w postawie KK odnosnie palenia
                                  cos jest niewporzadku. Szkoda ze bronisz tej postawy w czasie gdy tysiace
                                  dzieci wdychaja smród papierosów palonych przez katolickich rodzicow.

                                  > Ale (jak pisze dalej) tylko jeden z tych obydwu wypadków uwazany jest za
                                  godziw
                                  > y.
                                  Ja wiem co jest napisane dalej ale to ty poruszylas kwestie stosunku malzonkow
                                  do dziecka i tutaj ewidentnie jest napisane ze ten stosunek jest ten sam !
                                  Wiec kolejny twoj argument upada.


                                  >
                                  > Nie tak samo. U stosujących antykoncepcję jest ciągły strach, że mogliby mieć
                                  > dziecko, dlatego ich akt ma taką formę (zarówno w okresie płodnym, jak i
                                  > niepłodnym) która UNIEMOŻLIWIA poczęcie dziecka.
                                  > U stosujących NPR akt ma taką formę, która UMOŻLIWIA poczęcie dziecka, a co
                                  > najwyżej w okresach płodnych, w których na owo poczęcie nie są gotowi, nie ma
                                  > samego aktu. (żeby nie zaciemniać pomijam pary stosujące NPR
                                  antykoncepcyjnie,
                                  > tzn podpierające się antykami tylko w okresie płodnym. Tych zaliczam do
                                  > pierwszej grupy)

                                  to w koncu o czym piszemy o formie aktu czy o stosunku malzonkow do dziecka ?
                                  co rozumiesz pod pojeciem ze akt UMOŻLIWIA poczęcie dziecka ?O ile wiem to
                                  każdy akt to umożliwia! Czy może coś się zmieniło ?
                                  Skąd wiesz ze pary stosujące NPR nei boją sie ze mogą miec dziecko ?
                                  Skad wiesz ze pary stosujace prezerwatywe mają ciągły strach ?
                                  Posiadasz jakies wyniki badań ? Jezeli tak to poprosze.

                                  >
                                  > Piszę uczciwie. Opieram na swoich obserwacjach, a zmysł obserwacji mam bardzo
                                  > dobrze rozwinięty. NPR mnie tego nauczyło.
                                  Aha! i twoje wyniki obserwacji wsrod 10 czy 20 anoniomowych osob ktore
                                  wypowiadaja sie na jakims forum internetowym maja byc argumentem w tej
                                  dyskusji ?
                                  Piszesz to poważnie ?

                                  (znowu ci ucielo wpis... :-(
                                  • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 25.02.05, 21:45
                                    poprzezknieje napisała:

                                    > > Nie bardzo rozumiem o jakie uzasadnienie, lub brak Ci chodzi. Mógłbyś
                                    > rozwinąć?
                                    > > W katechizmie par. 2370 to według Ciebie uzasadnienie, czy nie?
                                    > masz namysli przypis ?
                                    > ten o mowie obiektywnie sprzecznej ?

                                    Po pierwsze to nie jest przypis. Przypisy są na dole nr 113 i 114
                                    To jest cytat z familiaris consortio i jest komentarzem do paragrafu 2370.
                                    > No to prosze bardzo zacznijmy moze od wyjasnienia co tam wogole jest napisane:
                                    > 1) co to jest obopólny i całkowity dar małżonków ?

                                    Obopólny to znaczy, że oddają się sobie oboje, a nie tylko jedno z nich, a
                                    całkowity - że oddają się sobie bez zastrzeżeń - nie rozumiem w czym problem.
                                    > 2) co to znaczy ze cos jest obiektywnie sprzeczne ? czy moze byc subiektywnie
                                    > sprzeczne ?

                                    Może. Subiektywnie sprzeczne jest coś, co Tobie wydaje się sprzeczne, a
                                    sprzeczne nie jest, zaś obiektywnie sprzeczne jest coś, co pozostaje sprzeczne
                                    niezależnie od tego jak Ty będziesz to postrzegał.
                                    > 3) co to jest wewnetrzna prawda milosci malzenskiej ? czy jest prawda
                                    > zewnetrzna ?

                                    Wewnętrzna, czyli wynikająca z samej istoty i nierozerwalnie z nią związana.
                                    Prawdą wewnętrzną jest to, że patrząc z powierzchni Ziemi niebo jest niebieski,
                                    prawdą zewnętrzną jest to, że niebo jest czarne. Obie prawdy sa prawdziwe i
                                    niesprzeczne, tylko są rozpatrywane z innego punktu.

                                    Prawdą zewnętrzną małżeństwa jest np. fakt, ze ona miała do ślubu białą sukienkę
                                    i oboje pięknie wyglądali.
                                    Prawda wewnętrzna ich miłości jest wiadoma tylko dla nich samych i dla Boga,
                                    oraz tych, którym zechcą tę prawdę objawić, o ile w ogóle są w stanie.
                                    FC mówi o zafałszowaniu wewnętrznej prawdy miłości małżeńskiej, ponieważ
                                    małżonkowie nie oddaja się sobie całkowicie, a jako małżeństwo powołani są do
                                    tego całkowitego daru i całkowitej akceptacji.
                                    > 4) co to jest osobowy dar ? czym sie wyroznia od darów nieosobowych?

                                    Nigdy nie dostałeś prezentu, który nie byłby osobą?
                                    > 5) co to znaczy "różnica antropologiczna"?

                                    są dwie koncepcje osoby ludzkiej (czyli antropologiczne) różniące się między
                                    soba i nie dające się ze sobą pogodzić.
                                    antropologiczna, czyli dotycząca osoby ludzkiej
                                    > 6)o jakich koncepcjach osobowosci i plciowosci jest mowa ?

                                    jedna zakłada pełną akceptację samego siebie oraz współmałżonka takim jakim
                                    jest, wraz ze swoją i jego płodnością.
                                    Druga jest warunkowa „akceptuję cię, o ile jesteś ubezpłodniony” (akceptuję
                                    twoje/swoje ciało, ale nie akceptuję twojej/swojej plodnosci) .
                                    >
                                    > potrafisz odpowiedziec na powyzsze pytania ?

                                    Nie zauważyłam, żeby było to specjalnie trudne.
                                    > wybacz Genepis ale ten przypis
                                    > jest kompletnie niezrozumialy dla przecietnego wyksztalconego czlowieka.
                                    Widać mamy inne wykształcenie ;-)

                                    >Jezeli
                                    > wyjasnisz mi powyzsze pytania to mozemy podyskutowac dalej na ten temat...

                                    czekam (chociaż jutro moze mnie nie byc na sieci)
                                    >
                                    > > Jeśli płodność jest błogosławieństwem (darem) a antykoncepcja jest
                                    > niszczeniem
                                    > > tegoż daru, to chyba nie jest to tak całkiem w porządku?
                                    > > Ale to jest porządek miłości, a nie prawa.
                                    > > Jeśli kogos kochasz, to nie będziesz jego darów niszczył.
                                    >
                                    > czy mozesz podac definicje slowa "niszczyc" w jezyku polskim?
                                    > i wytlumacz mi w jaki sposob prezerwatywa niszczy plodnosc ?
                                    > i co sie dalej dzieje z tą moją zniszczona plodnoscia jak zdejme prezerwatywe

                                    Przeciez pisałam wielokrotnie w innych miejscach "niszczenie lub udaremnianie
                                    płodności" prezerwatywa akurat udaremnia płodność. W obu przypadkach jest to
                                    jednak odrzucenie daru.
                                    Za słownikeim języka polskiego sjp.pwn.pl podaję:
                                    płodnośc to m.in. zdolność do płodzenia
                                    niszczyć to "unicestwiać", ale też "niweczyć" czyli "udaremniać"

                                    Coś nie tak?

                                    > Na razie to co napisalas ma sie daleko od klarownego wywodu

                                    Napisałam - to jest porządek miłości. Zapytaj siebie, czy kochasz Dawcę
                                    płodności, a będziesz miał klarowny wywód.
                                    >
                                    > > Trochę tu manipulujesz, ponieważ HV nie wprowadza innego rozdziału obu
                                    > aspektów
                                    > > niż ten, który wprowaddza sama natura. To właśnie ten naturalny rozdział
                                    > między
                                    > > aspektem prokreacyjnym i jednoczacym jest jedynym dozwolonym przez KK.
                                    > > Innego rozdziału nie ma i byc nie powinno.
                                    >
                                    > Dlaczego !?
                                    > Cały czas zadaje to pytanie i odpowiedzi brak.
                                    A dlaczego nie?
                                    Cały czas zadaje to pytanie i odpowiedzi brak. Potrafisz udowodnic, że
                                    wprowadzanie nienaturalnego rozdzielania jest słuszniejsze, nie prowadzi do
                                    nadużyć i nie szkodzi?
                                    >
                                    >
                                    > Sadzisz ze tych ludzi jest wiecej niz tych co stosuej antykoncpecje ?

                                    Myślę, że tak - dolicz tu celibatariuszy i singli. ;-)
                                    > sadzisz ze zakazanie tej formy zabijania siebie i innych jest zbyt wielkim
                                    > ciezarem ?

                                    Ta forma jest zakazana - weź sobie rachunek sumienia z jakiejś książeczki do
                                    nabożeństwa i zajrzyj pod V przykazanie.
                                    > Pierwszy artykuł o szkodliwosci palenia ukazał sie w połowie lat 50 XX wieku
                                    > czy uwazasz ze 50 lat to zamało na zajecie stanowiska? ogromna rzesza obecnych
                                    > palaczy dopiero wtedy sie rodzila !

                                    Stanowisko jest zajęte. Wszystko podlega pod V przykazanie.

                                    > Jak wyżej napisałem
                                    > dziesiatki tysiecy osob umierajacych na raka to nei jest problem ale
                                    > filozoficzne rozwazania na temat wydumanej szkodliwosci prezerwatywy jak
                                    > najbardziej ...

                                    A dziesiątki tysięcy okaleczonych lub bezpłodnych kobiet, ze o abortowanych
                                    dzieciach juz nie wspomnę? Uciekasz w tani populizm.
                                    > Zakaz antykoncepcji to nie jest ciezar nie do uniesienia ? a zakaz palenia
                                    > jest ?
                                    > mam wrazenie Genepis ze znowu nie piszesz powaznie .
                                    > Ale ciesze sie ze przynajmniej przyznajesz ze w postawie KK odnosnie palenia
                                    > cos jest niewporzadku. Szkoda ze bronisz tej postawy w czasie gdy tysiace
                                    > dzieci wdychaja smród papierosów palonych przez katolickich rodzicow.
                                    Nie bronię tej postawy. Bronię zakazu antykoncepcji.
                                    A Ty zachowujesz się jak niektórzy nadgorliwcy, dzwoniący podczas audycji z
                                    udziałem kobiety prowadzacej schronisko dla emerytowanych koni (aby nie szły na
                                    rzeź) i robiących jej wyrzuty, ze nie opiekuje się np bezdomnymi, głodnymi
                                    dziećmi, czy samotnymi starcami.
                                    Ja nie palę i staram się chronić moje dziecko przed skutkami palenia. Jeśli jest
                                    okazja mówię o jego szkodliwości. tak samo nie stosuję antykoncepcji i jeśli
                                    jest okazja mówię dlaczego.
                                    Niech każdy baczy na siebie i siebie ocenia w świetle Bożego słowa dążąc do jak
                                    największej miłości.
                                    >
                                    > > Ale (jak pisze dalej) tylko jeden z tych obydwu wypadków uwazany jest za
                                    > godziw
                                    > > y.
                                    > Ja wiem co jest napisane dalej ale to ty poruszylas kwestie stosunku malzonkow
                                    > do dziecka i tutaj ewidentnie jest napisane ze ten stosunek jest ten sam !
                                    > Wiec kolejny twoj argument upada.

                                    Nie jest ten sam. Przy NPR szanse poczecia są co prawda małe, ale ludzie sa
                                    otwarci na życie. Do tego odkładają poczęcie metodami uznanymi przez KK za godziwe.
                                    W drugim przypadku metoda jest niegodziwa.
                                    Cel nie uświęca środków.
                                    powtórzę jeszcze raz:
                                    > > Nie tak samo. U stosujących antykoncepcję jest ciągły strach, że mogliby
                                    > mieć
                                    > > dziecko, dlatego ich akt ma taką formę (zarówno w okresie płodnym, jak i
                                    > > niepłodnym) która UNIEMOŻLIWIA poczęcie dziecka.
                                    > > U stosujących NPR akt ma taką formę, która UMOŻLIWIA poczęcie dziecka, a
                                    > co
                                    > > najwyżej w okresach płodnych, w których na owo poczęcie nie są gotowi, ni
                                    > e ma
                                    > > samego aktu. (żeby nie zaciemniać pomijam pary stosujące NPR
                                    > antykoncepcyjnie,
                                    > > tzn podpierające się antykami tylko
                                    • genepis cd2 25.02.05, 21:48
                                      poprzezknieje napisała:

                                      > to w koncu o czym piszemy o formie aktu czy o stosunku malzonkow do dziecka ?
                                      O jednym i drugim. Ważny jest kontekst.
                                      > co rozumiesz pod pojeciem ze akt UMOŻLIWIA poczęcie dziecka ?O ile wiem to
                                      > każdy akt to umożliwia! Czy może coś się zmieniło ?
                                      Każdy naturalny akt umożliwia. Akt z użyciem antyków nie akceptuje tej
                                      możliwości i stara się ją zlikwidować lub zablokować.
                                      > Skąd wiesz ze pary stosujące NPR nei boją sie ze mogą miec dziecko ?
                                      z autopsji
                                      > Skad wiesz ze pary stosujace prezerwatywe mają ciągły strach ?
                                      jeśli się nie boją, to po co stosują prezerwatywę? żeby udowodnić, że się nie boją?

                                      > > Piszę uczciwie. Opieram na swoich obserwacjach, a zmysł obserwacji mam ba
                                      > rdzo
                                      > > dobrze rozwinięty. NPR mnie tego nauczyło.
                                      > Aha! i twoje wyniki obserwacji wsrod 10 czy 20 anoniomowych osob ktore
                                      > wypowiadaja sie na jakims forum internetowym maja byc argumentem w tej
                                      > dyskusji ?
                                      > Piszesz to poważnie ?
                                      >
                                      > (znowu ci ucielo wpis... :-(
                                      No niestety - a tu wyjaśnialam, ze nie jest to 10 czy 20 :-(
                                • poprzezknieje cd. 25.02.05, 10:59
                                  I jeszcze dokończę:

                                  >Myślę, ze jak dobrze poszukasz to z samego okresu 2004/2005 powinienes znależć
                                  >ponad 50. (Od początku 2005 pojawiło się takich listów ok 10 (ostatni z
                                  >dzisiejszą datą), a jeszcze się luty nie skończył. Ale nawet licząc średnio 5
                                  >listów na miesiąc razy 12 wyjdzie nam 60 dziewczyn rocznie.
                                  >No i teraz znajdź mi chociaż jeden list w którym osoba stosująca NPR pisze, że
                                  >zawiodło ją NPR i dokonała aborcji.

                                  nie ma żadnego znaczenia ile listów znajde czy nie znajde z dwóch powodów:
                                  1) forum gazety nie jest zadną miarodajną próbką z kilkunastu powodów np z
                                  takiego ze wieksze przwdopodobienstwo jest
                                  ze na forum napisze ktos kto ma problemy niz ten kto stosuje antykoncpecje i
                                  nie ma problemów !
                                  to mniej wiecej tak jakbys weszla do przychodni policzyla ilosc chorych dzieci
                                  tam i stwierdzila ze wszystkie dzieci w Polsce sa chore
                                  2) a drugi powod to ze nie dyskutujemy o tym czy npr prowadzi do aborcji tylko
                                  o tym czy antykoncpecja prowadzi do abrocji
                                  czy musi prowadzic ? jak czesto itd.

                                  Ale ta dyskusja i tak jest groteskowa w sytuacji gdy bezpardonowo bez zadnych
                                  powodow jestes gotowa odrzucic badania niezaleznego i uznanego instytutu badan
                                  opini spolecznej OBOP a domagasz sie abym zastanawial sie nad twoimi analizami
                                  liczby postow na jakims forum ktore to posty mogla napisac równie dobrze jedna
                                  osoba ... nie widzisz smiesznosci tej sytuacji ?

                                  i powtorze to co wiele razy napisalem nie ma zadnego znaczenia to ze osoby
                                  stosujace antykoncepcje decyduja sie czasem na aborcję w kwestii zakazu
                                  stosowania antykoncepcji
                                  pisanie o aborcji to takie mydlenie oczu Genepis ktore stosujesz bo o ile sama
                                  prezerwatywa grozna wogole nie jest to juz slwoo aborcja robi duze wrazenie i
                                  dobrze jest je napisac w dyskusji - co szkodzi ! prawda ? to ze podstawy do
                                  takiego pisania są wątłe nie ma żadnego znaczenia, bo wazne aby przy okazji
                                  dyskusji o antykoncpecji wywlec na wierzch temat aborcji.

                                  Podwałem juz przyklad z papierosami i z samochodem.
                                  Znajdz mi prosze pieszego ktory spowodowal wypadek i zabil innego pieszego na
                                  drodze ?
                                  Nie znajdziesz. I co z tego ma wynikać ? że nalezy zakazac jazdy samochodem ?
                                  Absurd. W przypadku pieszego i samochodu oczywisty.

                                  Ale nagle okazuje sie ze w przypadku antykoncpecji i npr wcale nie bo okazuje
                                  sie ze jak nieznajde postu osoby stosujacej NPR ktora zdecydowala sie na
                                  aborcje to znaczy ze mamy zakazac antykoncpecje ! Nie rozumiem Genepis jaka
                                  logika sie poslugujesz ...

                                  Jak myslisz co jest bardziej prawdopodobne - znalezc przypadek dokonania
                                  aborcji wsrod milionów osob stosujacych antykoncepcje czy wsrod garstki osób
                                  stosujacych NPR wśród których wiekszosc to osoby wierzące ? Wlasnie taki sens
                                  ma cale to twoje pisanie o aborcji w kontekscie npr i antykoncepcji.
                                  Logiki, faktów, badań, liczb nie ma w tym żadnych ale słów robiących wrażenie
                                  jest dużo.
                                  • genepis Re: cd. 25.02.05, 22:46
                                    A jednak nie ciachnęło tak do końca, chociaż wyciachało sporo i już nie odtworze.

                                    poprzezknieje napisała:

                                    > I jeszcze dokończę:
                                    >
                                    > >Myślę, ze jak dobrze poszukasz to z samego okresu 2004/2005 powinienes zna
                                    > leżć
                                    > >ponad 50. (Od początku 2005 pojawiło się takich listów ok 10 (ostatni z
                                    > >dzisiejszą datą), a jeszcze się luty nie skończył. Ale nawet licząc średni
                                    > o 5
                                    > >listów na miesiąc razy 12 wyjdzie nam 60 dziewczyn rocznie.
                                    > >No i teraz znajdź mi chociaż jeden list w którym osoba stosująca NPR pisze
                                    > , że
                                    > >zawiodło ją NPR i dokonała aborcji.
                                    >
                                    > nie ma żadnego znaczenia ile listów znajde czy nie znajde z dwóch powodów:
                                    > 1) forum gazety nie jest zadną miarodajną próbką z kilkunastu powodów np z
                                    > takiego ze wieksze przwdopodobienstwo jest
                                    > ze na forum napisze ktos kto ma problemy niz ten kto stosuje antykoncpecje i
                                    > nie ma problemów !
                                    > to mniej wiecej tak jakbys weszla do przychodni policzyla ilosc chorych dzieci
                                    > tam i stwierdzila ze wszystkie dzieci w Polsce sa chore

                                    Jest miarodajną próbką, bo jeśli badamy np korelację zatrucia pokarmowego z
                                    wcześniejsza wizyta w Mc donaldzie, to nie będziemy biegać po mieście i szukać
                                    ludzi z biegunką, gorączka i wymiotami, tylko pójdziemy właśnie do przychodni
                                    albo szpitala i będziemy pytać ludzi z objawami zatrucia, gdzie jedli. Albo
                                    nawet nie pytać, bo sami powiedzą. Jeśli w przychodniach zneleźliśmy dajmy na to
                                    100 osób z objawami zatrucia i wśród nich 5 było wcześniej w McDonaldzie to
                                    możemy z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że nie ma korelacji między
                                    McDonaldem a zatruciem. Jesli natomiast znajdziemy takich osób 90 czy 99 to
                                    raczej na pewno właśnie tam było ognisko zatrucia, jeśli natomiast się okaże, że
                                    90 osób to goście weselni, to znaczy, że prawdopodobnie tort weselny, czy jakaś
                                    sałatka były nieświeże.
                                    Badamy chorobę (aborcja) i jej korelację z uprzednim stosowaniem antykoncepcji
                                    lub NPR.
                                    Nie badamy częstości aborcji w społeczeństwie polskim, tylko korelację.
                                    Obawiam się, że nie bardzo rozumiesz na czym polegają metody badawcze, czym np
                                    różni się eksperyment od obserwacji i doświadczenia, ale nie miejsce by to
                                    wyjaśniać.
                                    > 2) a drugi powod to ze nie dyskutujemy o tym czy npr prowadzi do aborcji tylko
                                    > o tym czy antykoncpecja prowadzi do abrocji
                                    > czy musi prowadzic ? jak czesto itd.

                                    a tego to już zupełnie nie rozumiem. Ja dyskutuję, czy NPR prowadzi do aborcji.
                                    Z moich obserwacji wynika mi, że nie prowadzi.
                                    Jeśli znajdziesz listy na forum aborcja, czy blizna2 czy na jakimkolwiek forum,
                                    mówiące że ktoś dokonał aborcji po NPR, to poproszę o link.
                                    Tak czy inaczej na 300 listow (z ostatnich 5 lat) kobiet po aborcji musiałbys
                                    znaleźć co najmniej 150, w ktorych kobieta twierdziłaby , ze zawiodło ją NPR
                                    żebys udowodnił, że antykoncepcja nijak się nie ma do aborcji.
                                    >
                                    > Ale ta dyskusja i tak jest groteskowa w sytuacji gdy bezpardonowo bez zadnych
                                    > powodow jestes gotowa odrzucic badania niezaleznego i uznanego instytutu badan
                                    > opini spolecznej OBOP a domagasz sie abym zastanawial sie nad twoimi analizami
                                    > liczby postow na jakims forum ktore to posty mogla napisac równie dobrze jedna
                                    > osoba ... nie widzisz smiesznosci tej sytuacji ?

                                    Nie napisałam, że jestem gotowa odrzucić z tego prostego powodu, ze zadnych
                                    takich badań mi nie podałeś. Ale jeśli dysponujesz takimi badaniami, to poproszę
                                    o podanie także ich metodologii, wraz ze wskazaniem na czym polega jej wyższośc
                                    nad moją (pytania o metodologię były w poprzednim liście - jesli ucięło to
                                    napiszę jeszcze raz: zastosowana metoda badawcza, jak duża próbka, na jakiej
                                    zasadzie wybrano obiekty do badań, kiedy i gdzie (w jakim srodowisku)
                                    przeprowadzono badanie, a najlepiej po prostu link do publikacji)
                                    Ja moja metodologię ci podałam.
                                    >
                                    > i powtorze to co wiele razy napisalem nie ma zadnego znaczenia to ze osoby
                                    > stosujace antykoncepcje decyduja sie czasem na aborcję w kwestii zakazu
                                    > stosowania antykoncepcji

                                    Jak najbardziej ma znaczenie.
                                    Zakaz prowadzenia samochodów pod wpływem alkoholu wynika właśnie z tego, ze
                                    osoby pod wpływem alkoholu CZASEM powodują wypadki.
                                    > pisanie o aborcji to takie mydlenie oczu Genepis ktore stosujesz bo o ile sama
                                    > prezerwatywa grozna wogole nie jest to juz slwoo aborcja robi duze wrazenie i
                                    > dobrze jest je napisac w dyskusji - co szkodzi ! prawda ?

                                    Nie "dobrze jest je napisac w dyskusji" tylko trzeba je napisać w dyskusji, bo
                                    jest to jeden z możliwych skutków antykoncepcji, chociaż nie jest na 100% pewne,
                                    że każdy stosujący antyki dokona aborcji i każdy jadący samochodem po kilku
                                    głębszych spowoduje wypadek.

                                    > Podwałem juz przyklad z papierosami i z samochodem.
                                    > Znajdz mi prosze pieszego ktory spowodowal wypadek i zabil innego pieszego na
                                    > drodze ?
                                    > Nie znajdziesz. I co z tego ma wynikać ? że nalezy zakazac jazdy samochodem ?
                                    Znajdę ci pieszego, ktory po pijanemu spowodował wypadek samochodowy i to nie
                                    jednego. Znajdę Ci tez pieszego, który zabił po pijanemu innego pieszego w wypadku.
                                    Należy zakazać upijania się, jazda samochodem nie ma tu nic do rzeczy.

                                    > Ale nagle okazuje sie ze w przypadku antykoncpecji i npr wcale nie bo okazuje
                                    > sie ze jak nieznajde postu osoby stosujacej NPR ktora zdecydowala sie na
                                    > aborcje to znaczy ze mamy zakazac antykoncpecje ! Nie rozumiem Genepis jaka
                                    > logika sie poslugujesz ...

                                    Nie dlatego jest zakaz jazdy po pijanemu, że piesi nie dokonuja wypadków, tylko
                                    dlatego, ze po spożyciu alkoholu liczba wypadków wzrasta.
                                    Nie dlatego jest zakaz antykoncepcji, ze NPRki nie dokonują aborcji, tylko
                                    dlatego (między innymi) że przy stosowaniu antykoncepcji prawdopodobieństwo, że
                                    skończy się ona aborcją znacząco wzrasta
                                    Jeśli już chcesz być logiczny, to niech Twoja logika będzie sensowna.

                                    > Jak myslisz co jest bardziej prawdopodobne - znalezc przypadek dokonania
                                    > aborcji wsrod milionów osob stosujacych antykoncepcje czy wsrod garstki osób
                                    > stosujacych NPR wśród których wiekszosc to osoby wierzące ? Wlasnie taki sens
                                    > ma cale to twoje pisanie o aborcji w kontekscie npr i antykoncepcji.

                                    Pokazałeś tu zasadniczą różnicę między antykoncepcją i NPRem.
                                    Co do związków światopogladowych z NPR, antykoncepcją i aborcją rozwinęłam to w
                                    liscie do Gosi, więc nie będę sie powtarzać.
                                    Na tym forum masz dość dużą grupę osób stosujących NPR (nie koniecznie z powodów
                                    "kościółkowych") - zapytaj ile z nich dokonało aborcji lub uważa, że aborcja
                                    jest jednym z dopuszczalnych wyjść z sytuacji gdy metoda zawiedzie.
                                    Zadaj to samo pytanie na forum "antykoncepcja"
                                    Porównamy dane.
                                    • anka451 Do genepis - o zakazie wpółżycia 28.02.05, 19:17
                                      Należy zakazać współżycia!

                                      > jeśli badamy np korelację zatrucia pokarmowego z
                                      > wcześniejsza wizyta w Mc donaldzie, to nie będziemy biegać po mieście i szukać
                                      > ludzi z biegunką, gorączka i wymiotami, tylko pójdziemy właśnie do przychodni
                                      > albo szpitala i będziemy pytać ludzi z objawami zatrucia, gdzie jedli. Albo
                                      > nawet nie pytać, bo sami powiedzą. Jeśli w przychodniach zneleźliśmy dajmy na t
                                      > o
                                      > 100 osób z objawami zatrucia i wśród nich 5 było wcześniej w McDonaldzie to
                                      > możemy z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić, że nie ma korelacji między
                                      > McDonaldem a zatruciem. Jesli natomiast znajdziemy takich osób 90 czy 99 to
                                      > raczej na pewno właśnie tam było ognisko zatrucia, jeśli natomiast się okaże, ż
                                      > e
                                      > 90 osób to goście weselni, to znaczy, że prawdopodobnie tort weselny, czy jakaś
                                      > sałatka były nieświeże.

                                      A jeśli badamy np. korelację aborcji ze wcześniejszym współżyciem, to nie
                                      będziemy biegać po mieście i szukać ludzi, którzy dokonali aborcji, tylko też
                                      pójdziemy właśnie do przychodni (gdzieś w kraju, w którym jest legalna) albo
                                      szpitala i będziemy pytać ludzi, którzy jej dokonali, czy współżyli. Albo nawet
                                      nie pytać, bo wiadomo, że tak.

                                      > Badamy chorobę (aborcja) i jej korelację z uprzednim stosowaniem antykoncepcji
                                      > lub NPR.
                                      > Nie badamy częstości aborcji w społeczeństwie polskim, tylko korelację.

                                      Badamy chorobę (aborcja) i jej korelację z uprzednim współżyciem.
                                      Nie badamy częstości aborcji w społeczeństwie polskim, tylko korelację.

                                      > Ja dyskutuję, czy NPR prowadzi do aborcji.
                                      > Z moich obserwacji wynika mi, że nie prowadzi.

                                      Z moich obserwacji wynika mi, że brak współżycia nie prowadzi do aborcji.

                                      > Tak czy inaczej na 300 listow (z ostatnich 5 lat) kobiet po aborcji musiałbys
                                      > znaleźć co najmniej 150, w ktorych kobieta twierdziłaby , ze zawiodło ją NPR
                                      > żebys udowodnił, że antykoncepcja nijak się nie ma do aborcji.

                                      Tak czy inaczej na 300 listow (z ostatnich 5 lat) kobiet po aborcji musiałabys
                                      znaleźć co najmniej 150, w ktorych kobieta twierdziłaby, ze zawiodła ją
                                      abstynencja żebys udowodniła, że współżycie nijak się nie ma do aborcji.

                                      > Nie dlatego jest zakaz jazdy po pijanemu, że piesi nie dokonuja wypadków, tylko
                                      > dlatego, ze po spożyciu alkoholu liczba wypadków wzrasta.
                                      > Nie dlatego jest zakaz antykoncepcji, ze NPRki nie dokonują aborcji, tylko
                                      > dlatego (między innymi) że przy stosowaniu antykoncepcji prawdopodobieństwo, że
                                      > skończy się ona aborcją znacząco wzrasta

                                      Nie dlatego powinien być wprowadzony ZAKAZ WSPÓŁŻYCIA, że dziewice nie dokonują
                                      aborcji, tylko dlatego, że po współżyciu liczba aborcji wzrasta. Nie dlatego
                                      powinien być wprowadzony zakaz współżycia, że osoby, które nie współżyją nie
                                      zachodzą w niechciane ciąże, tylko dlatego że przy uprawianiu seksu
                                      prawdopodobieństwo, że skończy się on aborcją znacząco wzrasta.

                                      > Jeśli już chcesz być logiczny, to niech Twoja logika będzie sensowna.

                                      Nic dodać, nic ująć.

                                      > Na tym forum masz dość dużą grupę osób stosujących NPR (nie koniecznie z
                                      > powodów "kościółkowych") - zapytaj ile z nich dokonało aborcji lub uważa, że
                                      aborcja
                                      > jest jednym z dopuszczalnych wyjść z sytuacji gdy metoda zawiedzie.
                                      > Zadaj to samo pytanie na forum "antykoncepcja"
                                      > Porównamy dane.

                                      Zapytaj kilka 6ciolatek, ile z nich dokonało aborcji. Zapytaj kilka dziewic.
                                      Zadaj to samo pytanie kobietom, które współżyją. Porównamy dane.
                                      Zgodnie z Twoim tokiem rozumowania należy zakazać współżycia.
                                      • trollolap Re: Do genepis - o zakazie wpółżycia 04.03.05, 21:11
                                        anka451 napisała:

                                        > A jeśli badamy np. korelację aborcji ze wcześniejszym współżyciem, to nie
                                        > będziemy biegać po mieście i szukać ludzi, którzy dokonali aborcji, tylko też
                                        > pójdziemy właśnie do przychodni (gdzieś w kraju, w którym jest legalna) albo
                                        > szpitala i będziemy pytać ludzi, którzy jej dokonali, czy współżyli. Albo nawet
                                        > nie pytać, bo wiadomo, że tak.

                                        Zgadza się. Jeśli się za wszelką cenę nie chce mieć dzieci, a się współżyje, to
                                        taka sama głupota jak używanie prezerwatywy, gdy się za wszelką cenę chce mieć
                                        dzieci.

                                • poprzezknieje cd2. 25.02.05, 17:20
                                  genepis napisała:
                                  >Jeśli się
                                  >decydują, to ci, którzy NPR stosują ewidentnie antykoncepcyjnie, a to jak wiesz
                                  >i przez KK uznawane jest za grzech.
                                  co to znaczy stosować NPR antykoncpecyjnie ? W którym miejscu Kościół rozróżnia
                                  stosowanie NPR antykoncpecyjnie
                                  i nieantykoncepcyjnie ? Dlaczego piszesz o "ewidentnym" stosowaniu
                                  antykoncepcyjnym czy jest jakies "nieewidentne"?

                                  >NPR nie prowadzi do aborcji, poniewaz ten, kto ją stosuje liczy się z
                                  >możliwością poczecia i z góry nastawia sie na możliwość przyjecia dziecka.
                                  Jeżeli to jest powód wg ciebie to znaczy iż wystarczy ze małżonkowie liczą się
                                  z możliwoscią poczęcia dziecka
                                  nawet przy zastosowaniu prezerwatywy i juz antykoncepcja nie prowadzi do
                                  aborcji!
                                  Czyli jest to tylko kwestia znajomosci wskaznikow Perla?

                                  >Oczywiscie - masz racje, ze NPR jest powiazany z religijnym swiatopoglądem, ale
                                  >nawet na tym forum sporo jest osób stosujących NPR z przyczyn innych niz
                                  >ideologiczne, natomiast jeśli katolik zaczyna się uciekać do antykoncepcji, to
                                  >stopniowo jego katolicki światopogląd zacznie przechodzić w swoisty laksyzm
                                  >moralny, albo w ogóle uzna, że kościół się myli, bo nie da się żyć w jakiejś
                                  >duchowej schizofrenii. Jedyne co go będzie trzymało przy religii to korzyści
                                  >własne, ale w sytuacji próby (nieplanowane poczęcie, zawodna antykoncepcja)
                                  może
                                  >zdecydowac się na aborcję, skoro już wcześniej uznał, że KK myli się w kwestii
                                  >antykoncepcji, cóż przeszkadza mu uznac, ze myli się i w innych kwestiach.
                                  A dlaczego cie tak bulwersuje to ze ktos uzna ze kosciól się myli ?
                                  Przeciez pomylki kosciola to rzecz normalna ? W koncu Kosciol to ludzie.
                                  Przeciez niedawno sie okazalo ze jednego dnia jedzenie miesa w wigilie bylo
                                  grzechem a nastepnego dnia juz nie jest grzechem.
                                  I co ? I nic. Ot po prostu Kosciol sobie zmienil normy moralne i cos co wczoraj
                                  oddalalo od Boga dzis juz nie oddala - taki relatywizm
                                  moralny.
                                  Zreszta pomylek za ktore potem papież przeprasza bylo w historii mnostwo i
                                  jakos nie przeszkadza to katolikom funkcjonowac ?
                                  wiec dlaczego akurat pomylka w kwestii antykoncepcji mialoby miec tak
                                  dramatyczne skutki jak tu opisujesz ?

                                  >To prawda, że katolicy stosujący NPR nie dokonują aborcji dlatego, ze są
                                  >katolikami. Jeśli jednak ludzie stosują środki antykoncepcyjne, to dużo łatwiej
                                  >zdecydowac się na aborcję - w przypadku niekatolika - jest to logiczna
                                  >konsekwencja nastawienia i algorytmu działania gdy środek zawiedzie
                                  Nie jest to prawdą Genepis gdy czlowiek sobie uswiadomi ze aborcja to nic
                                  innego jak zabojstwo
                                  Ludziom niekatolikom zabijanie innych ludzi nie przychodzi wbrew pozorom tak
                                  łatwo.

                                  >w przypadku katolika - wejście w jeden grzech pociąga za sobą następny, więc
                                  >dodawanie grzechu do grzechu jest normalną procedurą.
                                  Pod warunkiem ze to rzeczywiscie jest grzech. Troche mi takie twoje pisanie
                                  przypomina wykazywanie ze antykoncepcja jest grzechem
                                  bo jako grzech prowadzi do innych grzechów. Jednym słowem błędne koło.
                                  • genepis Re: cd2. 25.02.05, 23:21
                                    poprzezknieje napisała:

                                    > genepis napisała:
                                    > >Jeśli się
                                    > >decydują, to ci, którzy NPR stosują ewidentnie antykoncepcyjnie, a to jak
                                    > wiesz
                                    > >i przez KK uznawane jest za grzech.
                                    > co to znaczy stosować NPR antykoncpecyjnie ?

                                    Kiedy nie ma "słusznych powodów" do odkładania poczęcia, odkłada się li i
                                    jedynie z wygody (To są bardzo rzadkie przypadki) albo z powodu zaistnienia
                                    innego grzechu (cudzołóstwo, współżycie przed ślubem, współżycie bez ślubu).

                                    > Dlaczego piszesz o "ewidentnym" stosowaniu
                                    > antykoncepcyjnym czy jest jakies "nieewidentne"?

                                    wycofuję słowo "ewidentne", skoro tak lubisz łapać za słówka. Było stosowane
                                    jako wzmocnienie.
                                    >
                                    > >NPR nie prowadzi do aborcji, poniewaz ten, kto ją stosuje liczy się z
                                    > >możliwością poczecia i z góry nastawia sie na możliwość przyjecia dziecka.
                                    > Jeżeli to jest powód wg ciebie to znaczy iż wystarczy ze małżonkowie liczą się
                                    > z możliwoscią poczęcia dziecka
                                    > nawet przy zastosowaniu prezerwatywy i juz antykoncepcja nie prowadzi do
                                    > aborcji!

                                    Owszem, ale wtedy podpada to pod HV rozdział 14 i 16.

                                    > >Oczywiscie - masz racje, ze NPR jest powiazany z religijnym swiatopoglądem
                                    > , ale
                                    > >nawet na tym forum sporo jest osób stosujących NPR z przyczyn innych niz
                                    > >ideologiczne, natomiast jeśli katolik zaczyna się uciekać do antykoncepcji
                                    > , to
                                    > >stopniowo jego katolicki światopogląd zacznie przechodzić w swoisty laksyz
                                    > m
                                    > >moralny, albo w ogóle uzna, że kościół się myli, bo nie da się żyć w jakie
                                    > jś
                                    > >duchowej schizofrenii. Jedyne co go będzie trzymało przy religii to korzyś
                                    > ci
                                    > >własne, ale w sytuacji próby (nieplanowane poczęcie, zawodna antykoncepcja
                                    > )
                                    > może
                                    > >zdecydowac się na aborcję, skoro już wcześniej uznał, że KK myli się w kwe
                                    > stii
                                    > >antykoncepcji, cóż przeszkadza mu uznac, ze myli się i w innych kwestiach.
                                    > A dlaczego cie tak bulwersuje to ze ktos uzna ze kosciól się myli ?

                                    A kto tak twierdzi? Nie bulwersuje. Nie rozmawiamy w tej chwili o jakiejkolwiek
                                    pomyłce KK tylko o uznaniu przez kogoś, ze KK się myli i skutkach z tego
                                    wynikających.
                                    > Przeciez pomylki kosciola to rzecz normalna ? W koncu Kosciol to ludzie.
                                    > Przeciez niedawno sie okazalo ze jednego dnia jedzenie miesa w wigilie bylo
                                    > grzechem a nastepnego dnia juz nie jest grzechem.

                                    To akurat nie jest przykład na pomyłkę, tylko na złagodzenie różnych przepisów
                                    podyktowane dobrem duszpasterskim - te przepisy mogą się zmieniać, bo nikomu nie
                                    szkodzą, sa umowne, zmieniła się sytuacja zewnętrzna.
                                    Byc może "ze względu na zatwardziałość serca" KK złagodzi przepis dot.
                                    prezerwatywy, ale na razie nauka jest taka, jaka jest i nie zamierzam z nią
                                    dyskutować, zwłaszcza, że dobrze mi z NPR i nie widzę ŻADNEGO powodu do
                                    stosowania prezerwatywy.
                                    > I co ? I nic. Ot po prostu Kosciol sobie zmienil normy moralne

                                    KK nie zmienił norm moralnych tylko formę celebracji święta.
                                    Nie widzisz różnicy między jednym a drugim?
                                    Zauważ, że na wstrzemięźliwośc od mięsa od zawsze były róznorakie dyspensy,
                                    natomiast nie ma i nie było dyspens na stosowanie antykoncepcji.

                                    > Zreszta pomylek za ktore potem papież przeprasza bylo w historii mnostwo i
                                    > jakos nie przeszkadza to katolikom funkcjonowac ?

                                    Zamiast teoretyzować udowodnij, że KK myli się w tej akurat kwestii.

                                    > >To prawda, że katolicy stosujący NPR nie dokonują aborcji dlatego, ze są
                                    > >katolikami. Jeśli jednak ludzie stosują środki antykoncepcyjne, to dużo ła
                                    > twiej
                                    > >zdecydowac się na aborcję - w przypadku niekatolika - jest to logiczna
                                    > >konsekwencja nastawienia i algorytmu działania gdy środek zawiedzie
                                    > Nie jest to prawdą Genepis gdy czlowiek sobie uswiadomi ze aborcja to nic
                                    > innego jak zabojstwo
                                    > Ludziom niekatolikom zabijanie innych ludzi nie przychodzi wbrew pozorom tak
                                    > łatwo.

                                    Ponownie odsyłam na forum "aborcja" i "blizna2" Zabijają nawet te dziewczyny,
                                    które wiedzą, że to zabójstwo i bardzo z tego powodu płaczą (przed). A jednak
                                    zabijają. (i dalej płaczą)
                                    >
                                    > >w przypadku katolika - wejście w jeden grzech pociąga za sobą następny, wi
                                    > ęc
                                    > >dodawanie grzechu do grzechu jest normalną procedurą.
                                    > Pod warunkiem ze to rzeczywiscie jest grzech. Troche mi takie twoje pisanie
                                    > przypomina wykazywanie ze antykoncepcja jest grzechem
                                    > bo jako grzech prowadzi do innych grzechów. Jednym słowem błędne koło.

                                    Antykoncepcja sama w sobie jest grzechem i jako grzech prowadzi do innych grzechów.
                                    Dla katolika grzech jest niebezpieczny także i dlatego, że prowadzi do błędnego
                                    koła, natomiast dla kogoś mało obeznanego z logiką fakt, ze coś prowadzi do
                                    błednego koła dowodzi, że nie jest to grzech.
                                    • poprzezknieje Odpowiedz zbiorcza 28.02.05, 21:10
                                      genepis napisała:

                                      >FC mówi o zafałszowaniu wewnętrznej prawdy miłości małżeńskiej, ponieważ
                                      >małżonkowie nie oddaja się sobie całkowicie, a jako małżeństwo powołani są do
                                      >tego całkowitego daru i całkowitej akceptacji.

                                      dlaczego uwazasz ze malzonkowie stosujacy antykoncpecje nie oddają sie sobie
                                      całkowicie ?
                                      dlaczego nie ma tu całkowitego daru ?
                                      czy dlatego ze mąż ma prezerwatywe na sobie ? to chyba dochodzimy do jakiegos
                                      absurdu ze malzonkowie musza uprawiac
                                      seks nago bo jak maja np zalozoną koszulke to wtedy jest sztuczna bariera
                                      oddzielajaca malzonkow i nie jest to calkowity dar z siebie.
                                      Wogole co to znaczy całkowity dar z siebie ? bo mam wrazenie ze to jakis taki
                                      ogolny slogan ladnie brzmiacy a nic konkretnie nie znaczacy.
                                      Co to znczy ze calkowicie daruje siebie malzonce?

                                      >jedna zakłada pełną akceptację samego siebie oraz współmałżonka takim jakim
                                      >jest, wraz ze swoją i jego płodnością.
                                      >Druga jest warunkowa „akceptuję cię, o ile jesteś ubezpłodniony” (akceptuję
                                      >twoje/swoje ciało, ale nie akceptuję twojej/swojej plodnosci) .

                                      Dlaczego uważasz ze małżonkowie stosujacy prezerwatywe nie akceptują swojej
                                      plodnosci ?
                                      Przeciez nie niszczą jej, nie sterylizują się tylko starają się ją kontrolować,
                                      sterować nią wręcz może bardzo im zależec na tym aby płodność trwała w
                                      nienaruszonym stanie bo np. planują dzieci w przyszlosci
                                      stosowanie prezerwatywy jest dzialaniem w celu wypełnienia obowiazku jakim jest
                                      odpowiedzialne rodzicielstwo
                                      ktore w zaden sposob nie narusza plodnosci malzonkow a pozwala im w sposob
                                      odpowiedzialny korzystac z daru plodnosci
                                      dlaczego wiec piszesz o jakiejs akceptacji warunkowej ?
                                      Stosujac antykoncepcje wlasnie malzonkowie jak najbardziej akceptuja swoja
                                      plodnosc i cenia jej dar a staraja sie jedynie w sposob rozsadny
                                      z niej korzystac, gdyby nieakceptowali to po prostu by sie wysterylizowali i
                                      tyle.

                                      >Przeciez pisałam wielokrotnie w innych miejscach "niszczenie lub udaremnianie
                                      >płodności" prezerwatywa akurat udaremnia płodność. W obu przypadkach jest to
                                      >jednak odrzucenie daru.
                                      >Za słownikeim języka polskiego sjp.pwn.pl podaję:
                                      >płodnośc to m.in. zdolność do płodzenia
                                      >niszczyć to "unicestwiać", ale też "niweczyć" czyli "udaremniać"
                                      >
                                      >Coś nie tak?

                                      Oczywiscie ze "nie tak", bo dokonujesz manipulacji słownej (zreszta nie
                                      pierwszy raz) specjalnie uzywasz złego słowa "niszczyć" bo ma mocniejszą wymowę
                                      i robi większe wrażenie jednocześnie doskonale wiesz że to słowo nie oddaje
                                      najlepiej sensu twojej wypowiedzi i potem tlumaczysz ze chodzi o dużo
                                      łagodniejsze "udaremnienie"
                                      Piszesz o antykoncepcji tak jakbyś pisała o sterylizacji ktora rzeczywiscie
                                      niszczy plodnosc.
                                      I jestes zupelnie swiadoma manipulacja z twojej strony.
                                      Antykoncepcja jedynie umozliwia kontrolowanie płodności a jej celem nie jest
                                      jej niszczenie.
                                      Dlatego aby wykazac błędnosc twojego podejscia dobrze jest zapytac sie co sie
                                      dzieje po zdjeciu prezerwatywy?
                                      Głupio brzmi powiedzenie ze "zniszczona plodnosc powraca"
                                      Pisanie o "udaremnianiu" plodnosci tez jest błędne bo stosujac prezerwatywe
                                      malzonkowie sa plodni a jedynie ich akt jest nieplodny.
                                      Tak samo gdy mezczyzna i kobieta stoja obok siebie to czy ich plodnosc jest
                                      udaremniona ? Nie bo posiadaja zdolnosc plodzenia.
                                      Tak samo mezczyzna ktory ma prezerwatywe ma zdolnosc plodzenia. Kwestia sa
                                      tylko warunki aktu w jakich ma on miejsce i czy wogole ma miejsce.
                                      Pisanie o tym ze mezczyzna z prezerwatywa jest nieplodny ma tyle sensu co
                                      pisanie ze mezczyzna stojacy obok kobiety jest nieplodny bo tak samo
                                      jeden i drugi w tej sytuacji nie moze plodzic.

                                      Ale szczytem twojej manipulacji jest poslugiwanie sie slowem "ubezplodniony" w
                                      kontekscie pisania o antykoncepcji!
                                      Po pierwsze jest to zwrot scisle medyczny ktory trudno znalezc w slowniku
                                      jezyka polskiego (w tym ktory podalas wogole go nie
                                      ma) a po drugie oznacza on po prostu sterylizację
                                      i za stroną (encyklopedia pwn) ktora podalas czytamy:
                                      "UBEZPŁODNIENIE, med. chirurgiczny zabieg mający na celu trwałe uniemożliwienie
                                      zajścia w ciążę lub pozbawienie zdolności do zapłodnienia"
                                      A wiec krótko mówiąc Genepis za bardzo nie wiesz o czym piszesz bo niby używasz
                                      słowa antykoncepcja a posługujesz sie argumentami przeciwko sterylizacji. Ja
                                      wiem ze to efektowniej brzmi ale niestety nie ma za bardzo sensu.

                                      Tak jak napisałem Genepis manipulujesz w swoim pisaniu - ciekawi mnie to ze
                                      katolicy uwazaja iz takie manipulowanie nie jest złem, grzechem - ale o tym
                                      jeszcze na koncu napiszę

                                      >Napisałam - to jest porządek miłości. Zapytaj siebie, czy kochasz Dawcę
                                      >płodności, a będziesz miał klarowny wywód.
                                      Milosc do dawcy płodności nie wyklucza odpowiedzialnego zarzadzania jego darem.

                                      >A dlaczego nie?
                                      >Cały czas zadaje to pytanie i odpowiedzi brak. Potrafisz udowodnic, że
                                      >wprowadzanie nienaturalnego rozdzielania jest słuszniejsze, nie prowadzi do
                                      >nadużyć i nie szkodzi?

                                      No pieknie Genepis, na pytanie dlaczego kościół czegość zakazuje odpowiadasz "a
                                      dlaczego nie?".
                                      To niejako sugeruje moje przypuszczenie iż nie ma za tym żadnych racjonalnej
                                      argumentacji. Co gorsze kreuje to obraz Kosciola postepujacego
                                      na ksztalt przekornego dziecka ktore mowi "nie bo nie" i zakazuje bo ma taki
                                      kaprys.
                                      Żyjemy w świecie gdzie obowiązuje zasada co nie jest zakazane to jest
                                      dozwolone. Oznacza to że jak chce się czegoś zakazać to należy
                                      uargumentować dlaczego a nie na odwrót, Genepis, ze wychodzimy z założenia ze
                                      wszystko nalezy najpierw zakazac a potem po kawałku zastanawiamy sie na co
                                      można pozwolić!
                                      Stosujesz tutaj Genepis klasyczne odracanie kota ogonem.
                                      A czy potrafisz udowodnic ze ogladanie telwizji nie wplynie zle na twoje
                                      malzenstwo i nie stanie sie przyczyna rozstania w perspektywie
                                      najblizszych 40 lat ? Oczywiscie ze nie, czy wiec nalezy zakac ogladania
                                      telewizji?
                                      To Genepis co proponujesz to absurd aby udowadniac ze cos mozna robic a
                                      zakazywac wedle swojego widzi misie.

                                      Ale biorąc pod uwagę korzysci jakie niesie za soba rozdzielenie aspektu
                                      prokreacyjnego i jednoczacego nie ma zadnych podstaw aby uznac ze jest
                                      to cos zlego. Antykoncepcja umozliwia kontrolowanie i rozsadne
                                      rzekłbym "zarządzanie" darem płodności mając na względzie
                                      odpowiedzialen rodzicielstwo a jednocześnie umożliwia małżonkom w swój
                                      indywidualny sposób korzystac z aspektu jednoczacego
                                      wspolzycia. W ten sposob moga budowac, rozwijac i wzmacniac swoja milosc
                                      wykorzystujac wspolzycie i nie bedac ograniczonymi
                                      rytmem plodnosci kobiety. Mogą po prostu dopasowac to do swoich indywidualnych
                                      potrzeb a te jak wiadomo są przerozne. Jezeli malzonkowie obdarzaja sie
                                      prawdziwa miloscia to nie widze zadnych zagrozen ktore moglaby spowodowac
                                      antykoncepcja.

                                      >Stanowisko jest zajęte. Wszystko podlega pod V przykazanie.

                                      Zaraz, zaraz, przed chwila twierdzilas ze i tutaj cytuję:
                                      "Zgodzę się z tym, ze najwyższy czas, aby KK zajął się również problemem
                                      papierosów."
                                      A teraz beztrosko twierdzisz ze stanowisko w sprawie papierosow zostalo zajete.
                                      widzisz jakąs logike w tym co piszesz?

                                      >A dziesiątki tysięcy okaleczonych lub bezpłodnych kobiet, ze o abortowanych
                                      >dzieciach juz nie wspomnę? Uciekasz w tani populizm.

                                      Czy mozesz cos wiecej napisac o okaleczonych i bezplodnych kobietach w wyniku
                                      stosowania prezerwatywy?
                                      Czy mozesz opisac jak wyglada proces aborcji przy uzyciu prezerwatywy?
                                      To nie jest populizm tylko rzeczywistosc wspierana posrednio przez Kosciol
                                      ktory przez 50 lat nie jest w stanie zajac
                                      jednoznacznego stanowiska w sprawie papierosów.

                                      >Nie bronię tej postawy. Bronię zakazu antykoncepcji.
                                      A ja chce ci tylko pokazac ze twoj postulat wg ktorego nalezy zakazac
                                      antykonpcecji bo moze prowadzic do grzechu
                                      jest bledny i nie znajduje zastosowania w innych miejscach o wiele bardziej
                                      ewidentnych np. palenie papierosów.

                                      >Nie je
                                      • poprzezknieje Re: Odpowiedz zbiorcza cd... 28.02.05, 21:14
                                        >Nie bronię tej postawy. Bronię zakazu antykoncepcji.
                                        A ja chce ci tylko pokazac ze twoj postulat wg ktorego nalezy zakazac
                                        antykonpcecji bo moze prowadzic do grzechu
                                        jest bledny i nie znajduje zastosowania w innych miejscach o wiele bardziej
                                        ewidentnych np. palenie papierosów.

                                        >Nie jest ten sam. Przy NPR szanse poczecia są co prawda małe, ale ludzie sa
                                        >otwarci na życie. Do tego odkładają poczęcie metodami uznanymi przez KK za
                                        godziwe.
                                        To rozmawiamy o stosunku do dziecka czy o godziwosci metod ?
                                        Jezeli napisane jest ze niezaleznie od metody malzonkowie chca uniknac dziecka
                                        (a tak jest napisane czy tego chcesz czy nie)
                                        to twoje pisanie o różnicy w tej postawie nie ma sensu.

                                        >> co rozumiesz pod pojeciem ze akt UMOŻLIWIA poczęcie dziecka ?O ile wiem to
                                        >> każdy akt to umożliwia! Czy może coś się zmieniło ?
                                        >Każdy naturalny akt umożliwia. Akt z użyciem antyków nie akceptuje tej
                                        >możliwości i stara się ją zlikwidować lub zablokować.

                                        No i znowu manipulujesz Genepis najpierw piszesz ze roznica polega na tym ze
                                        cos umozliwia badz nie umozliwia poczecia.
                                        (nawet piszesz to wielkimi literami). Poczym przyznajesz ze w sumie zawsze
                                        umozliwia i podkreslasz teraz ze cos akceptuje czy

                                        nieakceptuje.
                                        I tak przeskakujemy z kwiatka na kwiatek. Moze bys sie na cos zdecydowala?
                                        Owszem antykoncepcja z definicji stara sie uniemozliwic poczecie dziecka i co z
                                        tego ? Przeciez o to chodzi małżonkom.
                                        Postawa w ktorej malzokowie chca uniknac dziecka nie jest zla przeciez.
                                        Piszesz ze jest to niegodziwy sposob ale nie potrafisz powiedziec dlaczego.

                                        >> Skąd wiesz ze pary stosujące NPR nei boją sie ze mogą miec dziecko ?
                                        >z autopsji
                                        To wolabym abys pisala "Genepis stosujaca NPR nie boi sie miec dziecko"
                                        wtedy bede wiedzial ze rozmawiamy o twoich prywatnych odczuciach ktore nie sa
                                        zadna podstawa do formulowania
                                        jakichkolwiek argumentow za czy przeciw zakazowi antykoncpecji.

                                        >> Skad wiesz ze pary stosujace prezerwatywe mają ciągły strach ?
                                        >jeśli się nie boją, to po co stosują prezerwatywę? żeby udowodnić, że się nie
                                        boją?

                                        Po to aby odłożyć poczęcie. Stosuja prezerwatywe z tego samego względu z
                                        jakiego inne pary stosuja NPR.
                                        Wiec czy mozesz odpowiedziec mi na pytanie na jakiej podstawie orzekasz ze
                                        wszystkie pary stosujace antykonpcepcje
                                        mają ciągły strach przed ciążą?
                                        Czy ponownie jest to twoje ot takie stwierdzenie napisane lekką ręką i niczym
                                        nie poparte?
                                        tutaj już nawet nie mozesz napisac ze to wiesz z autopsji wiec w tym momencie
                                        nawet o twoich prywatnych doswiadczeniach nie rozmawiamy...wiec o czym my
                                        rozmawiamy ? o jakis twoich wnioskach wyciagnietych niewiadomo z czego?

                                        >a tego to już zupełnie nie rozumiem. Ja dyskutuję, czy NPR prowadzi do aborcji.
                                        >Z moich obserwacji wynika mi, że nie prowadzi.
                                        >Jeśli znajdziesz listy na forum aborcja, czy blizna2 czy na jakimkolwiek forum,
                                        >mówiące że ktoś dokonał aborcji po NPR, to poproszę o link.
                                        >Tak czy inaczej na 300 listow (z ostatnich 5 lat) kobiet po aborcji musiałbys
                                        >znaleźć co najmniej 150, w ktorych kobieta twierdziłaby , ze zawiodło ją NPR
                                        >żebys udowodnił, że antykoncepcja nijak się nie ma do aborcji

                                        I to jest kolejna twoja manipulacja bo musialbym znalezc conajmniej 150 listów
                                        osob stosujacych NPR pod warunkiem ze
                                        w spoleczenstwie tyle samo osob stosuje NPR co antykoncpecje! A to jak wiesz
                                        Genepis to bajka.
                                        I ty Genepis chcesz mnie pouczac na temat badan statystycznych ? A sama
                                        popelniasz banalne błędy - wiecej umiaru a mniej

                                        pychy proponuje !
                                        Po drugie nie jest moim celem wykazywanie iz aborcja ma sie nijak do
                                        antykoncepcji bo byla by to kompletna głupota z mojej

                                        strony
                                        biorac pod uwage ze niektore metody antykoncpecji maja charakter
                                        wczesnoporonny.
                                        Moze przypomnijmy od czego to sie zaczęło a mianowicie napisałaś i tu cytat :
                                        " stosowanie antykoncepcji często kończy się aborcją"
                                        Wg mnie jest to oczywiscie jawne kłamstwo i dlatego poprosilem ciebie o wyniki
                                        badan ktore uprawniaja ciebie do uzycia słowa

                                        "często"
                                        Naiwnie sądziłem że na czymś sie opierasz piszac takie rzeczy a tymczasem
                                        okazuje sie ze na niczym i
                                        wypisujesz tu rzeczy o swoim pseudonaukowym badaniu postów na forum gazety.
                                        A teraz dodatkowo próbujesz odwrócić wszystko dogóry nogami twierdząc ze chcesz
                                        wykazac ze jest jakas korelacja.
                                        Wiec powtarzam ze tu nie chcodzi o korelacje tylko o to ze ta korelacja wg
                                        ciebie jest bardzo duza i prosze pokaz mi wyniki

                                        badan ktore na to wskazują ! Albo wycofaj sie ze swojego stwierdzenia ze
                                        antykoncepcja czesto prowadzi do aborcji!

                                        A druga sprawa to co z tego ze wykazesz ze jest jakas korelacja ? Pomiedzy
                                        jezdzeniem samochodem a wypadkami drogowymi tez jest korelacja i co z tego ?
                                        Czy mamy zakazac jazdy samochodem w zwiazku z tym ?
                                        absurd twojego wnioskowania zreszta doskonale pokazala anka451! i nie wymaga to
                                        wiekszego komentarza

                                        >Nie napisałam, że jestem gotowa odrzucić z tego prostego powodu, ze zadnych
                                        >takich badań mi nie podałeś. Ale jeśli dysponujesz takimi badaniami, to
                                        poproszę
                                        >o podanie także ich metodologii, wraz ze wskazaniem na czym polega jej wyższośc
                                        >nad moją (pytania o metodologię były w poprzednim liście - jesli ucięło to
                                        >napiszę jeszcze raz: zastosowana metoda badawcza, jak duża próbka, na jakiej
                                        >zasadzie wybrano obiekty do badań, kiedy i gdzie (w jakim srodowisku)
                                        >przeprowadzono badanie, a najlepiej po prostu link do publikacji)
                                        >Ja moja metodologię ci podałam.

                                        tutaj na portalu opoki kiedys ktos podal:
                                        www.opoka.org.pl/zycie_kosciola/forum/porozmawiajmy/forumreko.php?action=show&id=1097862319
                                        a co do twojej metodologii to na podstawie tych postów mozna wyciagnac tylko
                                        jeden wnioske ze zdazaja sie osoby stosujace
                                        antykoncpecje ktore
                                        dokonaly aborcji. Ale to zbyt odkrywcze nie jest.
                                        Natomiast do stwierdzenia ze osoby stosuajce antykonpcecje CZESTO dokonuja
                                        aborcji twoje badanie ma sie nijak.

                                        >Jak najbardziej ma znaczenie.
                                        >Zakaz prowadzenia samochodów pod wpływem alkoholu wynika właśnie z tego, ze
                                        >osoby pod wpływem alkoholu CZASEM powodują wypadki.
                                        Kobiety tez czasem powoduja wypadki samochodowe i jakos nikt nie zabrania
                                        kobietom prowadzic?
                                        wiec to nie jest argument bo po prostu alkohol wplywa na twoj uklad nerwowy i
                                        nie postrzegasz prawidlowo rzeczywistosci i nie reagujesz prawidlowo a to jest
                                        niezbedne do prowadzenia samochodu i to jest prawdziwy powod a nei to co
                                        wypisujesz.

                                        >Nie dlatego jest zakaz antykoncepcji, ze NPRki nie dokonują aborcji, tylko
                                        >dlatego (między innymi) że przy stosowaniu antykoncepcji prawdopodobieństwo, że
                                        >skończy się ona aborcją znacząco wzrasta
                                        >Jeśli już chcesz być logiczny, to niech Twoja logika będzie sensowna.
                                        no to czy zamiast nieustannie pisac ze wzrasta czy mozesz podac jak wzrasta ?
                                        o ile ? jak duzy ma to wpływ?
                                        potrafisz podac cos konkretnego na ten temat czy tylko sobie tak piszesz aby
                                        pisac o antykoncepcji i aborcji w jednym zdaniu?
                                        sam fakt ze wzrasta jeszcze o niczym nie swiadczy ! bo jak to juz anka451
                                        napisala samo wspolzycie pwoduje wzrost prawdopodobienstwa dokonanai aborcji.

                                        >> co to znaczy stosować NPR antykoncpecyjnie ?
                                        >Kiedy nie ma "słusznych powodów" do odkładania poczęcia, odkłada się li i
                                        >jedynie z wygody (To są bardzo rzadkie przypadki) albo z powodu zaistnienia
                                        >innego grzechu (cudzołóstwo, współżycie przed ślubem, współżycie bez ślubu).

                                        Jezeli to jest twoja definicja stosowania metod regulacji
                                        poczec "antykoncepcyjnie" to czy mozna stosowac prezerwatywe
                                        nieantykoncepcyjnie ? czyli odkladajac poczecie z slusznych powodów ?
                                        mam wrzenie ze jest to kolejna nowomowa z uzyciem slowa antykoncepcja i
                                        tworzenie jakis nowych zwrotow w
                                        • klara.brzoza Poprzezknieje i statystyka 02.03.05, 17:09
                                          Miałam siedzieć cicho i nie reagować, ale tym razem moje "sumienie naukowca"
                                          nie mogło sie opanować. Napisałeś tak:
                                          >I to jest kolejna twoja manipulacja bo musialbym znalezc conajmniej 150 listów
                                          > osob stosujacych NPR pod warunkiem ze
                                          > w spoleczenstwie tyle samo osob stosuje NPR co antykoncpecje!
                                          Co Ty za bajki opowiadasz?!?! Od kiedy są takie zasady? Bada się częstośc
                                          wystepowania pewnych cech w dwu róznych grupach- bez względu na ich liczność!
                                          25 osób ze 100 to jest 25%
                                          4o osób ze 160 to jest nadal 25%
                                          Jesli w każdej z nich 20 osób np. lubi pić piwo, czy to bedzie uzaleznione od
                                          przynalezności do owej grupy? Odpowiedź brzmi: Tak, bo w każdej z nich 20 osób
                                          to inna grupa pod względem %. !
                                          To co napisała Genepis jest jak najbardziej w porządku- musiałbyś udowodnić, że
                                          równie często (%) osoby stosujące npr dokonuja aborcji, co osoby stosujące
                                          antykoncepcję. Nie posługujemy się licznościami, tylko %.Czy coś się nie
                                          zgadza?
                                          To co napisała anka (chyba), o aborcji i współżyciu kupy się nie trzyma, bo
                                          zakłada się hipotezy na podstawie dotychczasowej wiedzy i realności. Hipotezy o
                                          braku aborcji wśród dziewic żaden naukowiec by nie postawił, bo nie nadaje się
                                          do testowania- wiadomo bowiem, że dziewice najczęściej w ciążę nie zachodzą i
                                          taka istnieje zalezność. A skoro aby dokonac aborcji, to trzeba byc najpierw w
                                          ciąży, to sam widzisz, że absurdem byłoby stawianie hipotez o tym, ze dziewice
                                          nie dokonuja aborcji.

                                          To ja- klara.brzoza, czyli Jola Wrońska, nie burczykowa. Nie zamierzam sie
                                          przelogowywać, czy zakładać dodatkowe konto na gazecie, bo taki dostep mi
                                          wystarcza. Jesli ktoś chce mi przyłozyc słownie, albo co innego, to mozna do
                                          mnie pisać:
                                          wronskaj@poczta.fm
                                          Pracuję w Katedrze i Zakładzie Chemii Ogólnej i zajmuję się -tak jak i 39
                                          innych osób z klary.brzozy badaniami biopierwiastków w organizmach kobiet.
                                          • moneta25 Re: Poprzezknieje i statystyka 02.03.05, 19:00
                                            > Co Ty za bajki opowiadasz?!?! Od kiedy są takie zasady? Bada się częstośc
                                            > wystepowania pewnych cech w dwu róznych grupach- bez względu na ich liczność!
                                            > 25 osób ze 100 to jest 25%
                                            > 4o osób ze 160 to jest nadal 25%
                                            > Jesli w każdej z nich 20 osób np. lubi pić piwo, czy to bedzie uzaleznione od
                                            > przynalezności do owej grupy? Odpowiedź brzmi: Tak, bo w każdej z nich 20 osób
                                            > to inna grupa pod względem %. !
                                            > To co napisała Genepis jest jak najbardziej w porządku- musiałbyś udowodnić, że
                                            >
                                            > równie często (%) osoby stosujące npr dokonuja aborcji, co osoby stosujące
                                            > antykoncepcję. Nie posługujemy się licznościami, tylko %.Czy coś się nie
                                            > zgadza?

                                            Po części masz rację, naukowcu. Zauważ jednak że:
                                            Jeśli w grupie 100 osób 80% jada śniadania, a 20% nie jada śniadań, to "o wiele
                                            ciężej" znaleźć w tej drugiej grupie 30 osób, które pijają rano kawę. Co na to
                                            twoje sumienie naukowca?

                                            Analogicznie trudniej znaleźć pary, które dokonały aborcji wśród 20%
                                            społeczeństwa (czyli stosujących NPR) niż w 80 % społeczeństwa (czyli
                                            stosujących antykoncepcję). To tyle na temat procentów.

                                            Po drugie: czy mogłabyś wskazać błąd w rozumowaniu anki? Z tego, co zauważyłam,
                                            przedstawiła ona dokładnie taki sam tok rozumowania, jak genepis.
                                          • moneta25 Re: Poprzezknieje i statystyka 02.03.05, 19:20
                                            Jest około 40 mln Polaków. Z tego 80 % stosuje antykoncepcję, czyli około 32
                                            mln, a 20 % stosuje NPR, co daje około 8 mln. Czy dla obu tych grup 150 to na
                                            pewno ten sam procent? Skoro chcesz porównywać "procentowo", to Twoje sumienie
                                            naukowca powinno tu się wzburzyć. Nie burzy się?
                                          • poprzezknieje Chemia i statystyka to nie to samo... 02.03.05, 22:14
                                            klara.brzoza
                                            mam nadzieje ze moneta25 juz ci wytlumaczyla ze zarówno ty jak i genepis
                                            mylicie sie

                                            Oczywiscie oczekuje ze masz odwage przyznac sie publicznie do błedu i nie
                                            bedziesz krecic (taka kara aby przekluc balon pychy ktory was rozpycha)

                                            ale na wypadek jeżeli nadal myslisz ze jednak masz racje to dobrze sie zastanów
                                            nad przykladem grupy 990 bialych i 10 murzynow ktorzy z takim samym
                                            prawdopodobienstwem powiedzmy 1/10 choruja na ospe

                                            i teraz jezeli wiesz ze z tej grupy masz przed sobą losowe 20 osob ktore
                                            zachorowaly na ospe to spodziewasz sie znalezc w tej grupie
                                            a) 10 chorych bialych i chorych 10 murzynow ?
                                            b) 20 chorych bialych i zadnego murzyna ?

                                            zgodnei z pokręconą logiką twoją i genepis powinnismy znalezc w tej grupie 10
                                            murzynów i 10 bialych bo to niby ma oznaczac ze w obu grupach jest jednakoe
                                            prawdopodobienstwo zachorowania na ospe i rasa ma sie nijak do podatnosci na te
                                            chorobe!
                                            Oczywiscie nic bardziej blednego.
                                            Jezeli nadal nie rozumiesz to szczerze mowiac nie wiem jak juz prosciej wykazac
                                            tak banalny blad we wnioskowaniu.
                                            (i zeby wszystko bylo jasne to biali reprezentuja antykoncepcje a murzyni npr)

                                            moze i chemikiem jestes dobrym ale statystykiem na razie kiepskim
                                            jezeli chodzi o przyklad z zakazem wspolzycia to chodzi o to
                                            ze sposob dowodzenia ktorym posluguje sie Genepis jest błędny
                                            i ten przyklad ze wspolzyciem pokazuje dlaczego ! bo jezeli uznamy ze
                                            takie dowodzenie jakie stosuje Genepis ma sens to niestety ale trzeba byc
                                            konsekwentnym i zakazac wspolzycia ! Bo dowod jest identyczny co anka pokazala.
                                            Innymi slowy poslugujac sie stylem argumentacji Genepis bez problemu mozna
                                            udowadniac absurdy (takei jak zakaz wspolzycia)co dyskwalifikuje ten sposob
                                            argumentacji. I o to chodziło.
                                            • klara.brzoza poprzezknieje i moneta 03.03.05, 12:33
                                              No to pięknie: nie zamierzam robic wykładu ze statystyki, bo sensu nie ma- sami
                                              sie dokształćcie, zaglądając np tu: www.tns-global.pl/przewodnik
                                              Statystyka to taka nauka, która poprzez zastosowanie odpowiednich technik,
                                              metod badawczych jest w stanie określić jakie zjawisko jest typowe dla całej
                                              populacji, ale opierając się na badaniach reprezentatywnej grupy z tej
                                              populacji. Jesli chcesz wiedzieć, która dieta odchudzająca jest najlepsza, to
                                              szukasz osoby, stosujące poszczególne diety i z nich losowo bierzesz próbki.
                                              Potem okreslasz inne warunki do spełnienia (np. czas stosowania diety) i
                                              określasz masę ciała. Wykorzystując odpowiednie testy statystyczne testujesz
                                              hipotezę zerową, która mówi o tym, że nie ma związku istotnego statystycznie
                                              między stosowaniem diety, a chudnięciem i oczywista jest, że są testy do
                                              porównania grup różnych pod względem wielkości. Po zastosowaniu testów albo
                                              potwierdzasz hipotezę zerową, albo nie i wtedy mozesz powiedzieć, że
                                              statystycznie częściej (na przyjetym poziomie istostności statystycznej) chudną
                                              osoby stosujące dietę A. Uogólniasz to na całą populację, stosującą daną dietę.
                                              W ten sposób wiesz, że w grupie osób stosujących dietę wiekszośc uzyska taki
                                              wynik, jak grupa reprezentatywna, która była badana. Jesli więc jesteś
                                              zainteresowana/y schudnięciem to wybierasz tę , która daje lepsze rezultaty).
                                              Odnosząc to do naszego forumowego podwórka: jesli chcesz zbadać częstośc
                                              występowania aborcji w społeczeństwie polskim, to badasz w próbie prostej
                                              (czyli bez podziału np. na katolików czy ateistów, czy stosujących NPr czy
                                              antykoncepcję). Jesli chcesz zbadac częstość stosowania NPRu w społeczeństwie
                                              polskim, to tez wykorzystujesz badania na próbie prostej. Jesli chcesz zbadać
                                              skutecznośc stosowania danych środków planowania rodziny, to wykorzystujesz
                                              próbę prostą i wyniki uogólniasz na całą populację, stosującą dany środek.
                                              Jesli chcesz zbadać częstośc wystepowania aborcji w zalezności od stosowanego
                                              środka, to wybierasz osoby stosujące np. NPR i antykoncepcję i z nich losowo
                                              wybierasz osoby do badania właściwego (liczności obu grup mogą byc rózne) .
                                              Otzrymasz wyniki, jak często dokonują aborcji stosujący NPR, a jak często
                                              stosujący antykoncepcję i przy pomocy odpowiednich testów testujesz hipotezę,
                                              zerowa, która mówi, że stosowana metoda nie ma wpływu na częstośc dokonywania
                                              aborcji, Jesli nie potwierdzą tego testy, to wychodzi ci, że statystycznie
                                              częściej na aborcje decyduja się osoby stosujący daną metodę planowania
                                              rodziny. To upoważnia cię do stwierdzenia, że jesli dana grupa (czyli cała
                                              populacja stosująca) stosuje te metodę, to częściej spotyka sie tam aborcję
                                              (czyli spotykając osoby zdecydowane na aborcję możesz z duzym
                                              prawdopodobieństwem stwierdzić, że zawiódł ja ten własnie środek).
                                              czyli co innego jest stwierdzenie, jak czesto zdarza się aborcja w
                                              społeczeństwie polski, a co innego- jak często wystepuje w konkretnej grupie
                                              (nie ma znaczenia, że te grupy są róznie liczne- np. stosujący npr czy
                                              antykoncepcję, będący katolikami, protestantami czy ateistami).
                                              Nie mozna podjąc się badań nad zależnością wspłżycia i aborcja, ponieważ
                                              hipoteza zerowa musiałaby brzmieć: dokonywanie aborcji nie zależy od
                                              współżycia. A wiadomo, że aborcja dotyczy ciężarnych, a to jest konsekwencja
                                              współżycia. Nie bada sie absurdów (absurdalna, nie mająca żadnych podstaw
                                              byłaby hipoteza zerowa). Czy należy zakażać współżycia? Można by zbadać, czy
                                              każde współżycie doprowadza do aborcji (hipoteza zerowa: nie każde współżycie
                                              doprowadza do aborcji- logiczna, uzasadniona innymi badaniami hipoteza).. Nie
                                              trzeba robic badań, by stwierdzic, że nie każde współżycie powoduje ciążę (a ta
                                              jest niezbędna do dokonania aborcji). W związku z tym masz potwierdzoną
                                              hipotezę zerową i nie masz podstaw do zakazu współżycia. Ale mozna zbadac,
                                              przynaleznośc do jakiej grupy statystycznie wiąże się z dokonywaniem aborcji-
                                              wtedy masz odpowiedź, jak uniknąć aborcji (przekonać wszystkich do stosowania
                                              npru, bo przynaleznośc do tej grupy chroni przed aborcją- takie są wyniki
                                              badań). Dlaczego npr chroni przed aborcją? Bo duża częśc stosuje ze względu na
                                              nakazy katolickie, a to od razu dyskwalifikuje od decyzji o aborcji. Bo
                                              pozostali robia to ze względu na swoje zdrowie (każde podanie końskiej dawki
                                              hormonów do poronienia, każda interwencja chirurgiczna powoduje utratę zdrowia,
                                              każda przerwana ciąża zwieksza ryzyko raka piersi, nie mówiąc o konsekwencjach
                                              psychicznych- jesli stosuję npr ze względów zdrowotnych to unikam innych
                                              sytuacji, które to zdrowie moga mi zniszczyć).
                                              Jesli chcesz wiedzieć, czy prezerwatywa sprzyja aborcji, to zrób badania wśród
                                              osób, stosująch postinor (zapewne biorą go po peknięciu na „wzmocnienie” ciązy)-
                                              jest metoda badawcza analiza przypadku, dokumentacji, wypowiedzi itp. Jesli
                                              zrobisz badania analizy wypowiedzi na forum, to wyjdzie ci, że istnieje
                                              zaleznośc między stosowaniem prezerwatywy przez foremki a stosowaniem przez nie
                                              postinoru. Nie uogólnisz tego na całe społeczeństwo, bo z badań wynika, że
                                              dostep do internetu nie jest powszechny, dlatego możesz to uogólnić na kobiety
                                              stosujące prezerwatywy i bedące uczestnikami dyskisji na forum.



                                              > I to jest kolejna twoja manipulacja bo musialbym znalezc conajmniej 150
                                              listów
                                              > osob stosujacych NPR pod warunkiem ze
                                              > w spoleczenstwie tyle samo osob stosuje NPR co antykoncpecje!

                                              Ja nie genepis co prawda, ale wyjaśniłam to chyba szczegółowo, a ty doczytaj o
                                              badaniach reprezentacyjnych. Bada się wystepowania zjawiska w dwu różnych
                                              grupach , bez względu na to, ze w jednej jest 300 osób, a w drugiej 5 000- stąd
                                              posługujemy sie procentami, a nie liczbami. Takie są zasady statystyki. Jesli
                                              nadal sie upierasz, ze jest tak, jak napisałes:
                                              „> I to jest kolejna twoja manipulacja bo musialbym znalezc conajmniej 150
                                              listów
                                              > osob stosujacych NPR pod warunkiem ze
                                              > w spoleczenstwie tyle samo osob stosuje NPR co antykoncpecje!”

                                              To podaj jakis podręcznik do statystyki, który takie wymogi stawia. Jesli w
                                              medycynie bada się skutecznośc leków w danej chorobie, to nie robi sie tych
                                              badan pod warunkiem, że każda metoda jest stosowana przez tak samo liczną grupę
                                              chorych. To nie dotyczy tylko medycyny.

                                              I ty Genepis chcesz mnie pouczac na temat badan statystycznych ?

                                              Ja też dołącam w tym miejscu do Genepis.

                                              > - wiecej umiaru a mniej pychy proponuje !

                                              Ja proponuję ci dokładnie to samo.

                                              > Moze przypomnijmy od czego to sie zaczęło a mianowicie napisałaś i tu cytat :
                                              > stosowanie antykoncepcji często kończy się aborcją"
                                              > Wg mnie jest to oczywiscie jawne kłamstwo i dlatego poprosilem ciebie o
                                              wyniki
                                              > badan ktore uprawniaja ciebie do uzycia słowa

                                              A ja poproszę cię o wyniki, które mówią, że aborcja wystepuje rónie często
                                              wśród stosujących npr jak i wśród zolenników antykoncepcji. Bo według mnie jest
                                              to oczywiste kłamstwo i dlatego cie o to proszę.


                                              > wypisujesz tu rzeczy o swoim pseudonaukowym badaniu postów na forum gazety.

                                              Napisałam juz, że jest taka metoda badawcza. wskaż, że się mylę (nie interesuje
                                              mnie twoje osobiste zdanie)

                                              > A teraz dodatkowo próbujesz odwrócić wszystko dogóry nogami twierdząc ze
                                              chcesz
                                              > wykazac ze jest jakas korelacja.

                                              Taka korelacja jest.

                                              > Wiec powtarzam ze tu nie chcodzi o korelacje tylko o to ze ta korelacja wg
                                              > ciebie jest bardzo duza i prosze pokaz mi wyniki
                                              >badan ktore na to wskazują ! Albo wycofaj sie ze swojego stwierdzenia ze
                                              > antykoncepcja czesto prowadzi do aborcji!

                                              Moje zdanie: Antykoncepcja często prowadzi do aborcji (przejrzyj sobie
                                              Ginekologię Polską – tam były prezentowane takie badania i to nie jeden raz).

                                              > A druga sprawa to co z tego ze wykazesz ze jest j
                                              • klara.brzoza Re: poprzezknieje i moneta cd 03.03.05, 12:34

                                                > A druga sprawa to co z tego ze wykazesz ze jest jakas korelacja ?

                                                Wtedy wiemy np. w jakiej grupie aborcja dokonywana jest zazwyczaj.

                                                >absurd twojego wnioskowania zreszta doskonale pokazala anka451! i nie wymaga
                                                to
                                                wiekszego komentarza

                                                Sposób myślenia anki i poprzezknieje jest absurdalny- wykazałam wcześniej.

                                                > sam fakt ze wzrasta jeszcze o niczym nie swiadczy !

                                                To napisz, o czym swiadczy

                                                > bo jak to juz anka451
                                                > napisala samo wspolzycie pwoduje wzrost prawdopodobienstwa dokonanai aborcji.

                                                wyjasniłam, że takie założenia są absurdem. Przy konstruowaniu hipotezy zerowej
                                                przestrzega się pewnych zasad, więc ich nie kwestionuj.




                                                > a to ciekawe ze po batalii o zaleznosc pomiedzy antykoncepcja a aborcja tak
                                                > banalnie przyznajesz ze sa sytuacje gdy antykoncepcja nie prowadzi do aborcji
                                                i
                                                > podlega to w zasadize bardzo subiektywnej sprawie jaka jest swiadomosc
                                                > malzonkow co
                                                > do mozliwosci poczecia.

                                                Statystycznie mozna stwierdzić, że coś wystepuje częsciej, niz w pozostałych
                                                grupach, czyli że jednak jest mozliwośc błędu statystycznego.


                                                >>Zauważ, że na wstrzemięźliwośc od mięsa od zawsze były róznorakie dyspensy,
                                                >>natomiast nie ma i nie było dyspens na stosowanie antykoncepcji.
                                                >Oczywiscie ze jest bo mozesz stosowac antykoncepcje gdy jest to srodek
                                                leczniczy!

                                                Jakie są cele stosowania antykoncepcji w leczeniu? Takie same, jak
                                                przy „nieleczeniu”?




                                                Anka napisała:

                                                > Badamy chorobę (aborcja) i jej korelację z uprzednim współżyciem.

                                                Korelacja jest pełna i to wiadomo już na wstępie, więc absurdem jest dalsze
                                                posepowanie naukowe w tej kwestii- wyjaśniłam to wczesniej.


                                                >Nie badamy częstości aborcji w społeczeństwie polskim, tylko korelację.

                                                Korelacja to inaczej zalezność.
                                                Zaleznośc (korelację) bada się z czymś: z miejscem zamieszkania,
                                                wykształceniem, stosowanymi środkami.

                                                > Z moich obserwacji wynika mi, że brak współżycia nie prowadzi do aborcji.

                                                Odkrywcze to nie jest i niczego nie wnosi do dyskusji. Bo dyskusja jest o tym,
                                                co stosowac, by współżyjąc nie doprowadzać do aborcji.

                                                >Tak czy inaczej na 300 listow (z ostatnich 5 lat) kobiet po aborcji musiałabys
                                                >znaleźć co najmniej 150, w ktorych kobieta twierdziłaby, ze zawiodła ją
                                                >abstynencja żebys udowodniła, że współżycie nijak się nie ma do aborcji.

                                                Wyjasniłam u góry, dlaczego takie załóżenia sa absurdalne.


                                                >Nie dlatego powinien być wprowadzony ZAKAZ WSPÓŁŻYCIA, że dziewice nie dokonują
                                                >aborcji, tylko dlatego, że po współżyciu liczba aborcji wzrasta.

                                                Wzrasta- wśród osób stosujących antykoncepcję. Dlatego nie ma potrzeby
                                                zakazywania w ogóle wspłżycia- nprowcom aborcja w zasadzie nie grozi, więc po
                                                co im zakaz współżycia? Nawet stosującym antykoncepcję nie należy zabraniać
                                                współżycia- wystarczyłoby ich namówic na npr.

                                                > Nie dlatego
                                                > powinien być wprowadzony zakaz współżycia, że osoby, które nie współżyją nie
                                                > zachodzą w niechciane ciąże, tylko dlatego że przy uprawianiu seksu
                                                > prawdopodobieństwo, że skończy się on aborcją znacząco wzrasta.

                                                U osób stosujących antykoncepcje- tak. To własnie nad poprzednim akapitem
                                                wyjasniłam.

                                                >> Jeśli już chcesz być logiczny, to niech Twoja logika będzie sensowna.
                                                > Nic dodać, nic ująć.

                                                Tak- nic dodać, nic ująć.

                                                > Zapytaj kilka 6ciolatek, ile z nich dokonało aborcji. Zapytaj kilka dziewic.
                                                > Zadaj to samo pytanie kobietom, które współżyją. Porównamy dane.
                                                > Zgodnie z Twoim tokiem rozumowania należy zakazać współżycia.

                                                Zgodnie z twoim nielogicznym tokiem myslenia- tak, jednakże wykazałam, że jest
                                                on nielogiczny.

                                                Genepis nic takiego nie wywnioskowała.



                                                >Po części masz rację, naukowcu. Zauważ jednak że:
                                                ?>eśli w grupie 100 osób 80% jada śniadania, a 20% nie jada śniadań, to "o wiele
                                                >ciężej" znaleźć w tej drugiej grupie 30 osób, które pijają rano kawę. Co na to
                                                >twoje sumienie naukowca?

                                                Moje sumienie naukowaca odpowiada tak, jak wynika to ze statystyki: osoby nie
                                                jadające śniadania charakteryzuje sie tym, że praktycznie nie pijaja kawy.
                                                Czyli: osoby stosujące npr charakteryzuja się tym, że w zasadzie nie dokonuja
                                                aborcji. Sama stwierdziłas, że trudno jest znaleźć osobę wypijającą kawę w
                                                grupie tych, co snaidań nie jadaja w ogóle. Własnie ta trudnośc znalezienia
                                                danego zjawiska świadczy, że wystepuje w tej grupie niezmiernie rzadko.


                                                Po drugie: czy mogłabyś wskazać błąd w rozumowaniu anki? Z tego, co zauważyłam,
                                                przedstawiła ona dokładnie taki sam tok rozumowania, jak genepis.

                                                Rozumowanie anki jest pozbawione logiki (w sensie statystycznym także).
                                                Rozumowanie Genepis jest jak najbardziej logiczne- wyjasniłam wczesniej.


                                                Jest około 40 mln Polaków. Z tego 80 % stosuje antykoncepcję, czyli około 32
                                                mln, a 20 % stosuje NPR, co daje około 8 mln. Czy dla obu tych grup 150 to na
                                                pewno ten sam procent?
                                                Kompletnie nie wiesz, o czym napisałam. Własnie chodzi o to, że aby wskazać
                                                częstośc wystepowania zjawiska w danych grupach, posługujemy sie %..Jesli 2 mln
                                                osób z każej grupy dokonałoby aborcji, to wtedy istniałaby zalezność
                                                statystyczna: antykoncepcja zmniejsza występowanie aborcji, bo dokonało jej
                                                tylko 6,25% w tej grupie (2mnl to jest 6,25% z 32 mln), a w grupie nprowców-
                                                aż 25% (bo 2 mln z 8 mln to jest 25%). oczywiście- potem to obliczyc
                                                statystycznie i odczytać w przyjetym przedziale ufnosci) . A tak w ogóle-
                                                wliczyłas m.in. noworodki, małe dzieci, starców – oni niczego nie stosują .
                                                Skoro chcesz porównywać "procentowo", to Twoje sumienie
                                                naukowca powinno tu się wzburzyć. Nie burzy się?
                                                Może wyjasnij, dlaczego ujęcie procentowe powinno tak na mnie zadziałać?
                                                Dlaczego powinnam sie burzyć? Burze się, jesli ktoś badałby korelacje
                                                wystepowania biedy z miejscem zamieszkania i wyciagałby wnioski, że skoro
                                                przebadał 150 rodzin w mieście i 100 stwierdziło, że jest biedakami, to bieda
                                                częściej wystepuje w mieście, bo na wsi przebadano 120 rodzin i tylko 80
                                                stwierdzilo, że są biedakami. Częstośc wystepowania biedy w tych przebadanych
                                                środowiskach jest przecież –na podstawie tych przykładów- taka sama,
                                                niezależnie od ilości przebadanych rodzin i odpowiedzi na „tak”, bo:
                                                100 osób ze 150 to 66,66..%
                                                80 osób ze 120 to 66,66..%
                                                To pewnie wszystko, co mam do powiedzenia na temat statystyki.
                                                I tak Reszka nas pewnie wytnie.





                                                • poprzezknieje klara przeczytaj najpierw dyskusje 03.03.05, 14:59
                                                  klara.brzoza
                                                  bardzo duzo tekstu napisalas a na moj przyklad z bialymi i murzynami jakos nie
                                                  odpowiedzialas

                                                  ale wracajac do kwesti powiazania antykoncpecji i aborcji to
                                                  po pierwsze nie ja ale Genepis wyjechala z pomyslem powiazania tych dwoch
                                                  kwestii i to ona zaczela swoje wyliczanki z liczba postów i swoje

                                                  pseudonakuowe badanie na forum uogolnia na cała populacje
                                                  po drugie ja nie chce przeprowadzac zadnych badan tylko chce sie dowiedziec o
                                                  podstawe wnioskowania Genepis
                                                  to Genepis robi badanie wiec prosze te teksty o robieniu badan kierowac do
                                                  Genepis a nie do mnie

                                                  napisałaś w swoim dlugim wywodzie
                                                  >"Jesli chcesz zbadać częstośc wystepowania aborcji w zalezności od stosowanego
                                                  >środka, to wybierasz osoby stosujące np. NPR i antykoncepcję i z nich losowo
                                                  >wybierasz osoby do badania właściwego (liczności obu grup mogą byc rózne) .
                                                  >Otzrymasz wyniki, jak często dokonują aborcji stosujący NPR, a jak często
                                                  >stosujący antykoncepcję i przy pomocy odpowiednich testów testujesz hipotezę,"
                                                  I zupelnie z tym sie zgadzam
                                                  tyle ze Genepis robi cos zupelnie innego a mianowicie bada populacje osob ktore
                                                  dokonaly aborcji i wsrod nich patrzy kto
                                                  jaka metode regulacji poczec stosuje i tu cytuje to co Genepis napisała:
                                                  >"Tak czy inaczej na 300 listow (z ostatnich 5 lat) kobiet po aborcji musiałbys
                                                  >znaleźć co najmniej 150, w ktorych kobieta twierdziłaby , ze zawiodło ją NPR
                                                  >żebys udowodnił, że antykoncepcja nijak się nie ma do aborcji."

                                                  Ja mam wrażenie klara.brzoza ze ty chyba nie masz swiadomosci tego ze powyzszy
                                                  postulat napisala Genepis i dlatego wypisujesz dziwne teksty pod

                                                  moim adresem:
                                                  >"Ja nie genepis co prawda, ale wyjaśniłam to chyba szczegółowo, a ty doczytaj
                                                  o
                                                  >badaniach reprezentacyjnych. Bada się wystepowania zjawiska w dwu różnych
                                                  >grupach , bez względu na to, ze w jednej jest 300 osób, a w drugiej 5 000-
                                                  stąd
                                                  >posługujemy sie procentami, a nie liczbami. Takie są zasady statystyki."

                                                  Ty moze najpierw dogadaj sie z Genepis jakie badania chcecie robic bo ty
                                                  piszesz jedno (procentami) Genepis drugie (podaje konkretne liczby)
                                                  a mnie sie za to dostaje ze niby zle badania robie
                                                  Jezeli tobie klara.brzoza nie podoba sie sposob badania zaleznosci pomiedzy
                                                  aborcja i antykoncpecja jaki przeprowadzila Genepis to miej pretensje z

                                                  łaski swojej do niej a nie do mnie
                                                  ja zadnych hipotez nie stawiam bo to Genepis postawila hipoteze ze osoby
                                                  stosujace antykoncepcje czesto dokonuja aborcji.
                                                  Zastanawiam sie klara.brzoza czy ty wiesz o czym tutaj jest dyskusja bo mam
                                                  wrazenie ze nie kojarzysz wielu rzeczy i nie za bardoz wiesz kto co

                                                  napisal w tej dyskusji.

                                                  Jezeli chodzi o liczbe 150 ktorej domaga sie Genepis jest bardzo prosta sprawa
                                                  jezeli w spoleczenstwie mamy 80% sotusjacaych antykoncpecje i 20% NPR (załóżmy)
                                                  i w obu grupach prawdopodobienstwo dokonania aborcji
                                                  jest to samo to w grupie 300 osob ktore dokonaly aborcji rozkald osob ktore
                                                  stosuja antykoncepcje i npr powinien byc taki sam czyli 80:20
                                                  (bo metoda nie ma przeciez wplywu na decyzje o aborcji)
                                                  Natomiast Genepis i ty Klara.brzoza twierdizcie ze powinno byc po tyle samo
                                                  osob czyli 150 i 150 co jest kompeltnie niezrozumiale.
                                                  I jest to błąd. Jeżeli dana cecha nie ma wpływu na dobór próbki to w próbce
                                                  powinna być taki sam rozkład stosujacych npr i antykoncpecje jaki jest
                                                  w populacji. Dlaczego miałoby być naczej ? Nadal polecam mój przykład z białymi
                                                  i murzynami.

                                                  >>I ty Genepis chcesz mnie pouczac na temat badan statystycznych ?

                                                  >Ja też dołącam w tym miejscu do Genepis.
                                                  ty lepiej klara.brzoza sobie przeczytaj najpierw kto tu robi badania i chce cos
                                                  dowodzic a potem pouczaj.

                                                  >A ja poproszę cię o wyniki, które mówią, że aborcja wystepuje rónie często
                                                  >wśród stosujących npr jak i wśród zolenników antykoncepcji. Bo według mnie
                                                  jest
                                                  >to oczywiste kłamstwo i dlatego cie o to proszę.
                                                  A czy ja cokolwiek takiego napisałem że wystepuje równie często?
                                                  W przeciwnienstwie do Genepis nie majac wyników nie pisze takich rzeczy!
                                                  Taka jest różnica pomiedzy mną, który nie manipuluje a Genepis ktora manipuluje
                                                  bezpodstawnie oglaszajac różne tezy.
                                                  Wiesz co klara.brzoza ty na serio najpierw moze sobie przeczytaj nasza dyskusje
                                                  a potem sie wypowiadaj bo nie mam zamiaru
                                                  teraz ciagiem wypisywac ze "ja czegos takiego nie napisalem"

                                                  >Moje zdanie: Antykoncepcja często prowadzi do aborcji (przejrzyj sobie
                                                  >Ginekologię Polską – tam były prezentowane takie badania i to nie jeden raz).
                                                  klara.brzoza twoje zdanie w tej kwestii juz znam, zdanie Genepis tez znam ale
                                                  nadal prosze o wyniki badan.
                                                  Prosze o konkrety czy to az tak duzo ?
                                                  Nie o odsyłacze ktore sa mydleniem oczu tylko o konkretne wyniki!
                                                  Bo prawdziwa dyskusja jak widac zaczyna sie gdy zaczynamy rozmawiac o
                                                  konkretach.
                                                  Na razie sobie wypisujecie teskty o czestosci a jakos wynikow badan nie
                                                  potraficie podac. Jednym słowem jest to pustosłowie.

                                                  >> A druga sprawa to co z tego ze wykazesz ze jest jakas korelacja ?
                                                  >Wtedy wiemy np. w jakiej grupie aborcja dokonywana jest zazwyczaj.
                                                  No i co z tego ? Jaki wniosek z tego ma wynikać?

                                                  >> sam fakt ze wzrasta jeszcze o niczym nie swiadczy !
                                                  >To napisz, o czym swiadczy
                                                  klara.brzoza czy ty przecyztalas co ja napisałem? "O niczym" ! jakies dziwne
                                                  pytania zadajesz.

                                                  >> bo jak to juz anka451
                                                  >> napisala samo wspolzycie pwoduje wzrost prawdopodobienstwa dokonanai aborcji.

                                                  >wyjasniłam, że takie założenia są absurdem. Przy konstruowaniu hipotezy
                                                  zerowej
                                                  >przestrzega się pewnych zasad, więc ich nie kwestionuj.

                                                  badania statystyczne badaniami a zakaz antykoncpecji zakazem.
                                                  klara.brzoza wez sobie przeczytaj moze dokladnie to co wyczynia Genepis w swoim
                                                  wnioskowaniu
                                                  dla niej wynik badania iz stosowanie antykoncpecji powoduje zwiekszenie
                                                  prawdopodobienstwa aborcji jest podstawa do uznania iz
                                                  antykoncpecje trzeba zakazac
                                                  analogicznie poniewaz podjecie wspolzycia zwieksza prawdopodobienstwo aborcji
                                                  (temu chyba nie zaprzeczycsz?) z zera do ilus tam procent powinnismy

                                                  zakazac wspolzycia
                                                  tu chodzi o spososb wnioskowania o zakazie a nie o babranie sie w testowaniu
                                                  hipotez

                                                  >>Oczywiscie ze jest bo mozesz stosowac antykoncepcje gdy jest to srodek
                                                  >>leczniczy!

                                                  >Jakie są cele stosowania antykoncepcji w leczeniu? Takie same, jak
                                                  >przy „nieleczeniu”?
                                                  Nie zmienia to faktu ze dyspensa jest. Nie wnikam w uzasadnienie po prostu
                                                  stwierdzam fakt ktory genepis zanegowala.

                                                  >Odkrywcze to nie jest i niczego nie wnosi do dyskusji. Bo dyskusja jest o tym,
                                                  >co stosowac, by współżyjąc nie doprowadzać do aborcji.
                                                  wystarczy stosowac prezerwatywe, prezerwatwa nie jest uznana za srodek poronny
                                                  i nie doprowadza do aborcji.
                                                  I w tym miejscu dochodze do wniosku klara.brzoza ze zabierasz głos w dyskusji
                                                  nie wiedzac o co w niej chodzi.
                                                  Bo dyskusja dotyczy argumentów za całkowitym zakazem stosowania antykonpcepcji.
                                                  Aborcja ma byc wlasnie jednym z takich argumentow.
                                                  Tylko jednym z.

                                                  >>Tak czy inaczej na 300 listow (z ostatnich 5 lat) kobiet po aborcji musiałabys
                                                  >>znaleźć co najmniej 150, w ktorych kobieta twierdziłaby, ze zawiodła ją
                                                  >>abstynencja żebys udowodniła, że współżycie nijak się nie ma do aborcji.

                                                  >Wyjasniłam u góry, dlaczego takie załóżenia sa absurdalne.

                                                  I tu klara.brzoza strzeliłas sobei samobuja bo to zdanie jest dokladnie kopia
                                                  zdania Genepis (cytowalem wyzej). Ale poniewaz napisała je Genepis to
                                                  nie napisałas ze to bzdura. Ale jak napisała to anka123 to z wielkim oburzeniem
                                                  krzyczysz ze to absurd.
                                                  Ciekawe klara.brzoza ze u ciebie to czy cos jest absurdem czy nie zalezy od
                                                  tego kto to napisze ...
                                                  Zupelny brak konsekwencji u ciebie

                                                  >Rozumowanie anki jest pozbawione logiki (w sensie statystycznym także).
                                                  >Rozumowanie Genepis jest
                                                  • poprzezknieje Re: klara przeczytaj najpierw dyskusje cd 03.03.05, 15:01
                                                    >Rozumowanie anki jest pozbawione logiki (w sensie statystycznym także).
                                                    >Rozumowanie Genepis jest jak najbardziej logiczne- wyjasniłam wczesniej..
                                                    A to ciekawe bo pomiedzy jednym i drugim rozumowaniem jest jedna jedyna roznica
                                                    a mianowicie dzialanie polegajace na stosowaniu antykoncpecji
                                                    zamieniamy dzialaniem polegajacym na podejmowaniu wspolzycia. Nic pozatym sie
                                                    nie zmienia.

                                                    Co wiecej identyczny wniosek o 300 osobach i 150 stosujacych NPR wyciaga
                                                    Genepis i uwazasz ze to jest logiczne.
                                                    A jak to samo dokladnie napisze anka123 to uwazasz ze jest nielogiczne.
                                                    Gratuluje klara.brzoza konsekwencji.

                                                    I na koniec konkretne pytanie klara.brzoza czy zgadzasz sie z poniższym zdaniem
                                                    napisanym przez Genepis:
                                                    >"Tak czy inaczej na 300 listow (z ostatnich 5 lat) kobiet po aborcji musiałbys
                                                    >znaleźć co najmniej 150, w ktorych kobieta twierdziłaby , ze zawiodło ją NPR
                                                    >żebys udowodnił, że antykoncepcja nijak się nie ma do aborcji."
                                                    Prosze klara.brzoza nie pisz mi kolejnych 3 stronicowych referatów o badaniach
                                                    statystycznych tylko
                                                    krotko odpowiedz czy sie zgadzasz czy nie, z krótkim uzasadnieniem.

                                                    Wtedy bede mial jasnosc o co tobie chodzi bo na razie piszesz zupelnie w
                                                    oderwaniu od tego co piszę ja, genepis, anka123
                                                    niezdajac sobie sprwy do konca z tego co kto pisze.
                                                  • klara.brzoza Do poprzezknieje i pozostałych dyskutantów od stat 03.03.05, 20:37
                                                    Miałam sobie już nie zawracac wami głowy, bo chyba jednak się nie rozumiemy.
                                                    Jednak odpiszę.

                                                    poprzezknieje napisała:

                                                    > >Rozumowanie anki jest pozbawione logiki (w sensie statystycznym także).
                                                    > >Rozumowanie Genepis jest jak najbardziej logiczne- wyjasniłam wczesniej..
                                                    > A to ciekawe bo pomiedzy jednym i drugim rozumowaniem jest jedna jedyna
                                                    roznica
                                                    >
                                                    > a mianowicie dzialanie polegajace na stosowaniu antykoncpecji
                                                    > zamieniamy dzialaniem polegajacym na podejmowaniu wspolzycia. Nic pozatym sie
                                                    > nie zmienia.

                                                    Zmienia się: anka założyła coś, czego założyć nie mozna, tzn. chciała zakazu
                                                    współzycia, bo ono sie przyczynia do aborcji (jej zdaniem). Dlaczego jest to
                                                    nielogiczne- wytłumaczyłam i zdania nie zmienię.
                                                    Co do genepis, to postawiła hipotezę o wpływie antykoncepcji na dokonywanie
                                                    aborcji i jest to możliwe do zbadania, więc rozumowanie jej jest logiczne. I
                                                    zdania nie zmienię.
                                                    >
                                                    >
                                                    > I na koniec konkretne pytanie klara.brzoza czy zgadzasz sie z poniższym
                                                    zdaniem
                                                    >
                                                    > napisanym przez Genepis:
                                                    > >"Tak czy inaczej na 300 listow (z ostatnich 5 lat) kobiet po aborcji musia
                                                    > łbys
                                                    > >znaleźć co najmniej 150, w ktorych kobieta twierdziłaby , ze zawiodło ją N
                                                    > PR
                                                    > >żebys udowodnił, że antykoncepcja nijak się nie ma do aborcji."

                                                    Tak, zgadzam się całkowicie. Wyniki odnoszę wtedy do grupy wszystkich osób
                                                    dokonujących aborcję, ale przez to mam przecież rozeznanie m.in. na temat
                                                    skłonności do aborcji wśród osób, stosujących różne środki planowania rodziny.
                                                    Gdybyś chciał wiedzieć, jak czesto osoby stosujące npr poddaja się aborcji,
                                                    musiałbyś losowo wybraną grupę (reprezentującą wszystkie cechy populacji
                                                    ogólnej osób stosujących npr) zapytać w tej kwestii. A znając dokładnie
                                                    licznośc nprowców mógłbyś dowieść, ile z nich najprawdopodobniej dokona
                                                    aborcji jesli metoda ich zawiedzie. Analogicznie jest z
                                                    grupą "antykoncepcyjnych".
                                                    I jedna metoda (zapytanie osób poddających się aborcji o stosowane środki) i
                                                    druga (czyli badanie dokonywania częstości aborcji w grupach stosujących rózne
                                                    środki planowania rodziny) mają te same cele, a więc wyniki mogą się różnic
                                                    tylko błędem statystycznym. Jesli nie- nalezy szukać wyjaśnienia.
                                                    Cóz ma ci napisać poprzezknieje na temat twoich murzynów? Wszystko własnie
                                                    wyjasniłam: można badać przedstawicieli białych i czarnych w kierunku
                                                    chorowania na ospe (i wyniki uogólnic na całą populację czrnych i białych) ,
                                                    ale mozna tez na podstawie chorych określić skłonnośc do chorowania w
                                                    zależności od koloru skóry (i też określić prawdopodobieństwo wystapienia tej
                                                    zarazy w całej populacji białych i czarnych). Dwie drogi a cel taki sam.
                                                    > Prosze klara.brzoza nie pisz mi kolejnych 3 stronicowych referatów o
                                                    badaniach
                                                    > statystycznych tylko
                                                    > krotko odpowiedz czy sie zgadzasz czy nie, z krótkim uzasadnieniem.
                                                    Kolaboratu nie napisałam.Starałam się coś wytłumaczyć, tylko pewnie szkoda
                                                    mojego czasu.
                                                    >
                                                    > Wtedy bede mial jasnosc o co tobie chodzi bo na razie piszesz zupelnie w
                                                    > oderwaniu od tego co piszę ja, genepis, anka123
                                                    > niezdajac sobie sprwy do konca z tego co kto pisze.
                                                  • ecco_mama Re: Do pani naukowiec. 03.03.05, 21:15
                                                    > Kolaboratu nie napisałam.Starałam się coś wytłumaczyć, tylko pewnie szkoda
                                                    > mojego czasu.
                                                    Chyba szkoda naszego czasu na czytanie. Co to jest KOLABORAT, kobieto-naukowcu?
                                                    Kolaborujący referat czy może współ-laborant?
                                                    Z naukowym pozdrowieniem.
                                                  • anka451 Re: Do poprzezknieje i pozostałych dyskutantów od 04.03.05, 00:51
                                                    > Zmienia się: anka założyła coś, czego założyć nie mozna, tzn. chciała zakazu
                                                    > współzycia, bo ono sie przyczynia do aborcji (jej zdaniem). Dlaczego jest to
                                                    > nielogiczne- wytłumaczyłam i zdania nie zmienię.

                                                    Hola hola - pani tu myli założenie z tezą. Ja nie założyłam zakazu współżycia.
                                                    Ja tylko przeprowadziłam wywód prowadzący do wniosku, że należy zakazać
                                                    współżycia. Oparty na takich samych przesłankach, jak wywód genepis. Mój wywód
                                                    został zbudowany identycznie, jak wywód genepis. Przedstawiłam identyczny tok
                                                    rozumowania - prowadzący oczywiście do absurdu, podobnie jak wywód genepis.

                                                    W podobny sposób można udowodnić, że skoro niektórzy powodują wypadki drogowe,
                                                    należy wszystkim zakazać prowadzenia samochodu, jak to słusznie zauważył
                                                    poprzezknieje. To jest nic innego, jak "dowód przez przykład" - skoro ktoś, kto
                                                    stosował antykoncepcję dokonał aborcji, należy wszystkim zakazać stosowania
                                                    antykoncepcji. Skoro moje zwierzę jest pingwinem, wszystkie zwierzęta są
                                                    pingwinami. Skoro te trzy patki za oknem są gołębiami, wszystkie ptaki są gołębiami.

                                                    I znów przypomnę przykład poprzezknieje: niektórzy pijani kierowcy powodują
                                                    wypadki drogowe. Ale to wcale nie dlatego jest zakaz prowadzenia pojazdów pod
                                                    wpływem alkoholu. Zakaz jest, bo udowodniono, że alkohol źle wpływa na refleks
                                                    kierowcy, czyni go niezdolnym do właściwego reagowania w różnych sytuacjach
                                                    drogowych. Chyba nie powiesz, że w prezerwatywie są jakieś chemikalia, które
                                                    sprawiają, że komórki jej użytkowników mutują i ludzie ci zaczynają myśleć
                                                    proaborcyjnie? Chyba nie powiesz, że w prezerwatywie siedzi jakiś mały skrzat,
                                                    który wskakuje / przenika do ucha i szepce "Jak będzie ciąża, to ją usuń"?

                                                    > Co do genepis, to postawiła hipotezę o wpływie antykoncepcji na dokonywanie
                                                    > aborcji i jest to możliwe do zbadania, więc rozumowanie jej jest logiczne.

                                                    Hipoteza o wpływie współżycia na dokonywanie aborcji, jest równie słuszna, a i
                                                    łatwiejsza do zbadania ;).

                                                    > Dlaczego jest to
                                                    > nielogiczne- wytłumaczyłam i zdania nie zmienię.

                                                    Komuś by tu się parę lekcji logiki przydało :)))

                                                    > Cóz ma ci napisać poprzezknieje na temat twoich murzynów? Wszystko własnie
                                                    > wyjasniłam: można badać przedstawicieli białych i czarnych w kierunku
                                                    > chorowania na ospe (i wyniki uogólnic na całą populację czrnych i białych) ,
                                                    > ale mozna tez na podstawie chorych określić skłonnośc do chorowania w
                                                    > zależności od koloru skóry (i też określić prawdopodobieństwo wystapienia tej
                                                    > zarazy w całej populacji białych i czarnych). Dwie drogi a cel taki sam.

                                                    Zapomniałaś już o procentach i swojej przemowie na ich temat?
                                                  • trollolap Re: Do poprzezknieje i pozostałych dyskutantów od 05.03.05, 01:59
                                                    anka451 napisała:


                                                    > I znów przypomnę przykład poprzezknieje: niektórzy pijani kierowcy powodują
                                                    > wypadki drogowe. Ale to wcale nie dlatego jest zakaz prowadzenia pojazdów pod
                                                    > wpływem alkoholu.
                                                    > Zakaz jest, bo udowodniono, że alkohol źle wpływa na refleks
                                                    > kierowcy, czyni go niezdolnym do właściwego reagowania w różnych sytuacjach
                                                    > drogowych.

                                                    No właśnie dlatego jest zakaz, że niektórzy pijani kierowcy powodują
                                                    w związku z tym wypadki drogowe. I właśnie o to chodzi.
                                                    Gdyby nie powodowali, to alkohol mógłby sobie wpływać na refleks jak chce, ale
                                                    nie byłby to powód do wprowadzania zakazu jazdy pod wpływem alkoholu, bo niczym
                                                    specjalnym by to nie groziło.

                                                    > Chyba nie powiesz, że w prezerwatywie są jakieś chemikalia, które
                                                    > sprawiają, że komórki jej użytkowników mutują i ludzie ci zaczynają myśleć
                                                    > proaborcyjnie?

                                                    Zło środków antykoncepcyjnych nie polega na tym, że prowadzą zawsze do aborcji.
                                                    Nawet palenie papierosów nie zawsze do raka prowadzi.
                                                  • anka451 Re: Do poprzezknieje i pozostałych dyskutantów od 08.03.05, 00:40
                                                    > > I znów przypomnę przykład poprzezknieje: niektórzy pijani kierowcy powodu
                                                    > ją
                                                    > > wypadki drogowe. Ale to wcale nie dlatego jest zakaz prowadzenia pojazdów
                                                    > pod
                                                    > > wpływem alkoholu.
                                                    > > Zakaz jest, bo udowodniono, że alkohol źle wpływa na refleks
                                                    > > kierowcy, czyni go niezdolnym do właściwego reagowania w różnych sytuacja
                                                    > ch
                                                    > > drogowych.
                                                    >
                                                    > No właśnie dlatego jest zakaz, że niektórzy pijani kierowcy powodują
                                                    > w związku z tym wypadki drogowe. I właśnie o to chodzi.
                                                    > Gdyby nie powodowali, to alkohol mógłby sobie wpływać na refleks jak chce, ale
                                                    > nie byłby to powód do wprowadzania zakazu jazdy pod wpływem alkoholu, bo niczym
                                                    > specjalnym by to nie groziło.

                                                    Czy możesz wskazać, jaka cecha antykoncepcji powoduje, że pod jej wpływem ludzie
                                                    dopuszczają się aborcji? Wykaż proszę, że to właśnie pod wpływem antykoncepcji
                                                    ludzie dokonują aborcji.
                                                  • klara.brzoza Do anki 541 08.03.05, 08:46
                                                    Znowu zmiana tematu?

                                                    anka451 napisała:

                                                    > Czy możesz wskazać, jaka cecha antykoncepcji powoduje, że pod jej wpływem
                                                    ludzi
                                                    > e
                                                    > dopuszczają się aborcji?

                                                    Jakie to ma znaczenie? Teraz chcesz rozpatrywac, czego tu by się pozbyć z
                                                    antykoncepcji, by nie prowadziła do aborcji, a dyskusja dotyczyła związku
                                                    antykoncepcji z dokonywaniem aborcji. Nie rozumiesz biedactwo, niestety, że
                                                    nprowcy sa przeciwni antykoncepcji także z innych powodów? Nawet, jesli
                                                    zlikwidowałabyś tę cechę, to innych nie zlikwidujesz na pewno (chociażby
                                                    fatalny wpływ na zdrowie). Jak jestes taka zainteresowana, to zapytaj o to na
                                                    forum Aborcja- może dyskutanci stamtąd wskażą ci tę cechę.

                                                    > Wykaż proszę, że to właśnie pod wpływem antykoncepcji
                                                    > ludzie dokonują aborcji.
                                                    Może jednak zajrzyj na strony, które podałam. Jesli stanowczo twierdzisz, że
                                                    jest inaczej- podaj strony, z których tak nie wynika. I bedzie po dyskusji.
                                                  • anka451 Re: Do anki 541 08.03.05, 13:04
                                                    > Znowu zmiana tematu?

                                                    Gdzie? Przecież ciągle rozmawiamy o tym samym.

                                                    > > Czy możesz wskazać, jaka cecha antykoncepcji powoduje, że pod jej wpływem
                                                    >
                                                    > ludzi
                                                    > > e
                                                    > > dopuszczają się aborcji?
                                                    >
                                                    > Jakie to ma znaczenie? Teraz chcesz rozpatrywac, czego tu by się pozbyć z
                                                    > antykoncepcji, by nie prowadziła do aborcji, a dyskusja dotyczyła związku
                                                    > antykoncepcji z dokonywaniem aborcji.

                                                    Och, ma ogromne. Chciałabym się w końcu dowiedzieć, czy rzeczywiście
                                                    antykoncepcja do aborcji prowadzi, czy jest to chora teza guru, której nikt nie
                                                    umie udowodnić.

                                                    > Nie rozumiesz biedactwo, niestety, że
                                                    > nprowcy sa przeciwni antykoncepcji także z innych powodów?

                                                    Rozumiem, że NPRowcy stosują NPR z innych powodów, niekoniecznie będąc zresztą
                                                    przeciwnymi antykoncepcji. To, że ktoś stosuje NPR znaczy tylko tyle, że uważa,
                                                    że dla niego to jest lepsze. Jednocześnie nie musi potępiać antykoncepcji w
                                                    ogólności. Jeśli ja nie jadam jabłek, to robię to tylko dlatego, że z jakichś
                                                    powodów jabłka mi nie odpowiadają (religijnych, zdrowotnych), a nie dlatego, że
                                                    uważam, że jabłka są złe i szkodzą wszystkim. To po pierwsze.

                                                    Po drugie, moim celem nie jest wykazanie, że ludzie stosują NPR tylko z powodu
                                                    przekonania o rzekomym ścisłym związku antykoncepcji z aborcją - byłabym
                                                    hipokrytką, gdybym tak twierdziła. Ale ponieważ pojawiają się na tym forum
                                                    postulaty, że antykoncepcja prowadzi do aborcji, chcę się dowiedzieć, skąd ten
                                                    pomysł. Gdybym powiedziała, że picie soku malinowego prowadzi do łysienia, to
                                                    wypadałoby mi wskazać odpowiednio silne podstawy do snucia takich odlotowych
                                                    wniosków.
                                                  • trollolap Re: Do anki 541 08.03.05, 21:29
                                                    anka451 napisała:

                                                    > > Znowu zmiana tematu?
                                                    >
                                                    > Gdzie? Przecież ciągle rozmawiamy o tym samym.

                                                    Nie o tym samym, ponieważ tematem dyskusji nie było, że antykoncepcja prowadzi
                                                    do aborcji, tylko że zjawisko aborcji występuje znacznie częściej w grupach
                                                    stosujących antykoncepcję niż w grupach stosujących NPR.

                                                    > Chciałabym się w końcu dowiedzieć, czy rzeczywiście
                                                    > antykoncepcja do aborcji prowadzi,

                                                    No własnie. Patrz wyżej.
                                                  • anka451 Re: Do anki 541 09.03.05, 00:30
                                                    > anka451 napisała:
                                                    >
                                                    > > > Znowu zmiana tematu?
                                                    > >
                                                    > > Gdzie? Przecież ciągle rozmawiamy o tym samym.
                                                    >
                                                    > Nie o tym samym, ponieważ tematem dyskusji nie było, że antykoncepcja prowadzi
                                                    > do aborcji, tylko że zjawisko aborcji występuje znacznie częściej w grupach
                                                    > stosujących antykoncepcję niż w grupach stosujących NPR.

                                                    Przypomnę, o czym tu pisano, bo już nie pamiętasz, albo za późno się włączyłeś
                                                    do dyskusji i nie przejrzałeś wszystkiego, i po prostu nie wiesz:

                                                    Re: NPR a życie małżeńskie
                                                    Autor: genepis
                                                    Data: 18.02.2005 23:17

                                                    "Największy problem z antykoncepcją polega na tym, ze od niej tylko krok do
                                                    aborcji."

                                                    Re: NPR a życie małżeńskie
                                                    Autor: genepis
                                                    Data: 20.02.2005 10:15

                                                    "gosiaz75 napisała:
                                                    (...)
                                                    > To przecież nie wina ani skutek antykoncepcji, że ludzie ją stosujący dokonują
                                                    > aborcji. Mówienie, że od antykoncepcji jest tylko krok do aborcji to
                                                    > wielkie demagogiczne nadużycie. To, że NPR-owcy zazwyczaj nie dokonują
                                                    > aborcji nie jest zasługą metody a faktu, że zwykle są to ludzie religijni, żyją
                                                    >
                                                    > w stałych związkach, a NPR jest powiązany z ich religijnym światopoglądem.
                                                    > Trudno więc się spodziewać, żeby aborcje były czymś częstym wśród ludzi
                                                    > religijnych (a jak już wspomniałama z nich w większości rekrutują się NPR-
                                                    > owcy).
                                                    > Oczywistym jest też, że niewierzącemu/niereligijnemu łatwiej jest podjąć
                                                    > decyzję o aborcji. I antykoncepcja nie ma tu nic do rzeczy. Bo to przecież nie
                                                    > metoda wpływa na światopogląd (w tym skłonność do aborcji), tylko światopogląd
                                                    > na metodę (wybór metody).

                                                    Zdecydowanie wina i skutek. Ludzie stosujący antykoncepcję sa nastawieni
                                                    przeciwko życiu. Oni NIE CHCĄ dziecka. Stosując antykoncepcję, wierzą, że środek
                                                    będzie skuteczny. W momencie gdy środek zawiedzie, pozostaje tylko aborcja"

                                                    "To prawda, że katolicy stosujący NPR nie dokonują aborcji dlatego, ze są
                                                    katolikami. Jeśli jednak ludzie stosują środki antykoncepcyjne, to dużo łatwiej
                                                    zdecydowac się na aborcję - w przypadku niekatolika - jest to logiczna
                                                    konsekwencja nastawienia i algorytmu działania gdy środek zawiedzie - w
                                                    przypadku katolika - wejście w jeden grzech pociąga za sobą następny, więc
                                                    dodawanie grzechu do grzechu jest normalną procedurą."

                                                    Re: cd.
                                                    Autor: genepis
                                                    Data: 25.02.2005 22:46

                                                    "przy stosowaniu antykoncepcji prawdopodobieństwo, że
                                                    skończy się ona aborcją znacząco wzrasta"

                                                    Podsumowując, genepis napisała, że:
                                                    1. od antykoncepcji tylko krok do aborcji
                                                    2. to, że ludzie stosujący antykoncepcję czasem dokonują aborcji, to wina i
                                                    skutek antykoncepcji. Ludzie stosujący antykoncepcję są nastawieni przeciwko
                                                    życiu i gdy antykoncepcja zawiedzie, pozostaje tylko aborcja
                                                    3. jeśli niekatolik stosuje antykoncepcję, to logiczną konsekwencją jego
                                                    "nastawienia" i "algorytmu działania gdy środek zawiedzie" jest aborcja
                                                    4. jeśli katolik stosuje antykoncepcję, to grzech "pociąga za sobą następny",
                                                    więc "dodawanie grzechu [aborcji] do grzechu [antykoncepcji] jest normalną
                                                    procedurą"
                                                    5. przy stosowaniu antykoncepcji prawdopodobieństwo, że skończy się to aborcją
                                                    "znacząco" wzrasta. No właśnie - to zależy, co dla kogo znaczy słowo "znacząco"

                                                    A to, że "zjawisko aborcji występuje znacznie częściej w grupach
                                                    stosujących antykoncepcję niż w grupach stosujących NPR" było jedynie
                                                    postulatem, który miał pomóc dowieść powyższych tez.

                                                    A pytanie pozostaje otwarte...
                                                  • trollolap Re: Do anki 541 09.03.05, 02:50
                                                    anka451 napisała:


                                                    > > Nie o tym samym, ponieważ tematem dyskusji nie było, że antykoncepcja pro
                                                    > wadzi
                                                    > > do aborcji, tylko że zjawisko aborcji występuje znacznie częściej w grupa
                                                    > ch
                                                    > > stosujących antykoncepcję niż w grupach stosujących NPR.
                                                    >
                                                    > Przypomnę, o czym tu pisano, bo już nie pamiętasz, albo za późno się włączyłeś
                                                    > do dyskusji i nie przejrzałeś wszystkiego, i po prostu nie wiesz:
                                                    >
                                                    > Re: NPR a życie małżeńskie
                                                    > Autor: genepis
                                                    > Data: 18.02.2005 23:17
                                                    >
                                                    > "Największy problem z antykoncepcją polega na tym, ze od niej tylko krok do
                                                    > aborcji."

                                                    Gdyby prowadziła bezwzględnie do aborcji, to nie byłoby tego jednego kroku.
                                                    Rozumiesz tę różnicę?

                                                    > Zdecydowanie wina i skutek. Ludzie stosujący antykoncepcję sa nastawieni
                                                    > przeciwko życiu. Oni NIE CHCĄ dziecka. Stosując antykoncepcję, wierzą, że
                                                    > środek będzie skuteczny. W momencie gdy środek zawiedzie,
                                                    > pozostaje tylko aborcja"

                                                    Lekko malownicze wytłumaczenie dlaczego w grupach stosujących antykoncepcję,
                                                    aborcja jest tak często spotykana.
                                                    Tłumaczenie trzyma się kupy. Jeżeli ludzie nie chcą mieć dziecka, to ty będziesz
                                                    twierdzić, że chcą je mieć?

                                                    Tu nie chodzi o problem, że antykoncepcja prowadzi do aborcji, tylko o problem,
                                                    że antykoncepcja sprzyja aborcji. To jest niezaprzeczalny fakt.

                                                    > A to, że "zjawisko aborcji występuje znacznie częściej w grupach
                                                    > stosujących antykoncepcję niż w grupach stosujących NPR" było jedynie
                                                    > postulatem, który miał pomóc dowieść powyższych tez.

                                                    A ty jakimi danymi statystycznymi dysponujesz?
                                                  • anka451 Re: Do anki 541 09.03.05, 11:56
                                                    > Gdyby prowadziła bezwzględnie do aborcji, to nie byłoby tego jednego kroku.
                                                    > Rozumiesz tę różnicę?

                                                    Już pisałaś, nie prowadzi bezwzglęnie i zawsze do aborcji i ja się z tym
                                                    zupełnie zgadzam.

                                                    > Gdyby prowadziła bezwzględnie do aborcji, to nie byłoby tego jednego kroku.
                                                    > Rozumiesz tę różnicę?
                                                    >
                                                    > > Zdecydowanie wina i skutek. Ludzie stosujący antykoncepcję sa nastawieni
                                                    > > przeciwko życiu. Oni NIE CHCĄ dziecka. Stosując antykoncepcję, wierzą, że
                                                    >
                                                    > > środek będzie skuteczny. W momencie gdy środek zawiedzie,
                                                    > > pozostaje tylko aborcja"
                                                    >
                                                    > Lekko malownicze wytłumaczenie dlaczego w grupach stosujących antykoncepcję,
                                                    > aborcja jest tak często spotykana.
                                                    > Tłumaczenie trzyma się kupy. Jeżeli ludzie nie chcą mieć dziecka, to ty będzies
                                                    > z
                                                    > twierdzić, że chcą je mieć?

                                                    Wrócę do tego, co poruszyłam w poprzednim poście: dlaczego niektórzy z tych, co
                                                    stosują NPR nie współżyją w czasie płodnym? Czyżby chcieli mieć np. tylko dwójkę
                                                    dzieci? Jak to, nie chcą mieć trzeciego? Odkładają poczęcie, tak? W
                                                    nieskończoność, tak? Jeśli nie chcą mieć dziecka, to ty będziesz twierdzić, że
                                                    chcą je mieć?
                                                  • anka451 Re: Do anki 541 09.03.05, 11:57
                                                    > > A to, że "zjawisko aborcji występuje znacznie częściej w grupach
                                                    > > stosujących antykoncepcję niż w grupach stosujących NPR" było jedynie
                                                    > > postulatem, który miał pomóc dowieść powyższych tez.
                                                    >
                                                    > A ty jakimi danymi statystycznymi dysponujesz?

                                                    Nie dysponuję. Podobnie jak moi przeciwnicy w dyskusji.
                                                  • genepis Re: Do anki 541 09.03.05, 08:51
                                                    Wywołana do tablicy odpowiadam (krótko, bo się śpieszę):

                                                    anka451 napisała:

                                                    > Autor: genepis
                                                    > Data: 18.02.2005 23:17
                                                    >
                                                    > "Największy problem z antykoncepcją polega na tym, ze od niej tylko krok do
                                                    > aborcji."
                                                    > Autor: genepis
                                                    > Data: 20.02.2005 10:15
                                                    > Zdecydowanie wina i skutek. Ludzie stosujący antykoncepcję sa nastawieni
                                                    > przeciwko życiu. Oni NIE CHCĄ dziecka. Stosując antykoncepcję, wierzą, że środe
                                                    > k
                                                    > będzie skuteczny. W momencie gdy środek zawiedzie, pozostaje tylko aborcja"
                                                    (itd..)
                                                    > "przy stosowaniu antykoncepcji prawdopodobieństwo, że
                                                    > skończy się ona aborcją znacząco wzrasta"
                                                    >
                                                    > Podsumowując, genepis napisała, że:
                                                    > 1. od antykoncepcji tylko krok do aborcji
                                                    > 2. to, że ludzie stosujący antykoncepcję czasem dokonują aborcji, to wina i
                                                    > skutek antykoncepcji. Ludzie stosujący antykoncepcję są nastawieni przeciwko
                                                    > życiu i gdy antykoncepcja zawiedzie, pozostaje tylko aborcja
                                                    > 3. jeśli niekatolik stosuje antykoncepcję, to logiczną konsekwencją jego
                                                    > "nastawienia" i "algorytmu działania gdy środek zawiedzie" jest aborcja
                                                    > 4. jeśli katolik stosuje antykoncepcję, to grzech "pociąga za sobą następny",
                                                    > więc "dodawanie grzechu [aborcji] do grzechu [antykoncepcji] jest normalną
                                                    > procedurą"
                                                    > 5. przy stosowaniu antykoncepcji prawdopodobieństwo, że skończy się to aborcją
                                                    > "znacząco" wzrasta. No właśnie - to zależy, co dla kogo znaczy słowo "znacząco"

                                                    Wszystko się zgadza. Podpisuję się pod tymi słowami i wyjaśniając ewentualne
                                                    wątpliwości "co genepis chciała powiedzieć" napisze jeszcze raz:
                                                    "Największy problem z antykoncepcją polega na tym, ze od niej tylko krok do
                                                    aborcji" - to znaczy antykoncepcja UŁATWIA podjęcie decyzji o aborcji w
                                                    przypadku, gdy zawiedzie.
                                                    NIE ZNACZY TO że każdy stosujący antykoncepcję dokona aborcji
                                                    ZNACZY TO, że antykoncepcja sprzyja aborcji, bo jest logiczną konsekwencją
                                                    postawy, czy jak wolisz światopoglądu.
                                                    >
                                                    > A to, że "zjawisko aborcji występuje znacznie częściej w grupach
                                                    > stosujących antykoncepcję niż w grupach stosujących NPR" było jedynie
                                                    > postulatem, który miał pomóc dowieść powyższych tez.

                                                    Nie postulatem, tylko zaobserwowanym zjawiskiem, które dowodzi słuszności mojej
                                                    tezy.

                                                    Wracam do pracy.
                                                  • anka451 Re: Do anki 541 09.03.05, 12:03
                                                    > "Największy problem z antykoncepcją polega na tym, ze od niej tylko krok do
                                                    > aborcji" - to znaczy antykoncepcja UŁATWIA podjęcie decyzji o aborcji w
                                                    > przypadku, gdy zawiedzie.

                                                    W jaki sposób ułatwia? Generuje małego wrednego diabełka, który szepcze "usuń tę
                                                    ciążę"?

                                                    > ZNACZY TO, że antykoncepcja sprzyja aborcji, bo jest logiczną konsekwencją
                                                    > postawy, czy jak wolisz światopoglądu.

                                                    Na wszelki wypadek dopytam, bo nie jestem pewna, czy dobrze zrozumiałam:
                                                    antykoncepcja jest logiczną konsekwencją światopoglądu i dlatego sprzyja
                                                    aborcji, tak? Popraw, jeśli źle zrozumiałam.

                                                    Jeśli zaś zrozumiałam dobrze: jeśli czyjś światopogląd dopuszcza antykoncepcję a
                                                    nie dopuszcza aborcji, to na jakiej podstawie antykoncepcja sprzyja u tego
                                                    człowieka aborcji? W jaki sposób?
                                                  • poprzezknieje do klary 04.03.05, 10:08
                                                    >Zmienia się: anka założyła coś, czego założyć nie mozna, tzn. chciała zakazu
                                                    >współzycia, bo ono sie przyczynia do aborcji (jej zdaniem). Dlaczego jest to
                                                    >nielogiczne- wytłumaczyłam i zdania nie zmienię.
                                                    >Co do genepis, to postawiła hipotezę o wpływie antykoncepcji na dokonywanie
                                                    >aborcji i jest to możliwe do zbadania, więc rozumowanie jej jest logiczne. I
                                                    >zdania nie zmienię.

                                                    Wszystko jest możliwe do zbadania. Nie zaprzeczysz chyba ze istnieje zwiazek
                                                    pomiedzy wspolzyciem a aborcją.
                                                    Twoje stwierdzneie ze nie mozna badac jakiejs hipotezy jest błędne bo nie ma
                                                    zakazów co do konstruowania hipotez.
                                                    Jedynym ogranicznikiem jest mozliwosc zbadania prawdziwosci danej hipotezy.
                                                    Aparat matematyczno statystyczny do badania prawdziwosci danej hipotezy jest
                                                    ten sam i tak samo sie go stosuje.

                                                    Co z tego ze wiemy iz prawdopodobienstwo dokonania aborcji gdy sie nie
                                                    wspolzylo jest równe zero ?
                                                    Dla równan matematycznych nei ma to zadnego znaczenia, matematyka nie robi
                                                    wielkiej roznicy pomiedzy liczbami
                                                    czy to jest 0, 1/2 czy 1 nie ma znaczenia dla samego procesu badania hipotezy.
                                                    Jezeli wiemy ze osoby niewspolzyjace aborcji nie dokonuja to wyniki badan tylko
                                                    to potwierdzą i tyle. Co w tym zlego ?

                                                    Analogicznie gdy losuje kule z urny i wiem ze w tej urnie znajduje sie tylko
                                                    jedna kula która jest czarna to oznacza ze nie moge losować?
                                                    Co z tego ze znam wynik i wiem ze wylosuje czarną kule ? Nic. Tak samo moge ją
                                                    losowac i wynik losowania potwierdzi tylko to co juz wiem.

                                                    To ze ty klara.brzoza sobie sztucznie wprowadzasz jakies zasady ze nie mozna
                                                    testowac jakiejs tam hipotezy wcale nie oznacza ze tak jest.
                                                    Nie ma katalogu hipotez ktorych nie mozna testowac - to tylko twój wymysł ktory
                                                    lansujesz jako obowiazujaca wiedze.

                                                    I tak jak napisałem nie ma zadnych przeciwskazan aby testowac hipoteze ktora
                                                    zaproponowala anka123
                                                    bo dla równan matematycznych nie ma to znaczenia - liczby sa liczbami. A wyniki
                                                    badan tylko potwierdza to co wiemy juz na poczatku.

                                                    Wiec cale to twoje pisanie klara.brzoza o niemoznosci testowania takiej
                                                    hipotezy to tylko twoje pobożne zyczenie i nic wiecej.

                                                    >

                                                    >Tak, zgadzam się całkowicie. Wyniki odnoszę wtedy do grupy wszystkich osób
                                                    >dokonujących aborcję, ale przez to mam przecież rozeznanie m.in. na temat
                                                    >skłonności do aborcji wśród osób, stosujących różne środki planowania rodziny.

                                                    prosiłem cie abys wyjasniła dlaczego uwazasz ze wynik 150 : 150 wsrod osob
                                                    ktore dokonaly aborcje ma swiadcyzc
                                                    ze sklonnosc do dokonania aborcji w spolecznosci w ktorej jest 800 osob
                                                    stosujacych antykoncpecje i 200 osob stosujacych NPR
                                                    jest niezalezna od metody regulacji poczec?
                                                    JEzeli mamy taka grupe 1000 osob i wiemy ze z nich 300 popelnilo aborcje i ze
                                                    decyzja o tym nie zalezy od metody regulacji to stosunek osob
                                                    uzywajacych antykoncpecje do tych co uzywaja NPR powinien byc w tej grupie jak
                                                    4:1 (taki jak w populacji) czyli powinno byc wspor 300 osob ktore dokonaly
                                                    aborcji 240 stosujacych antykonpceje i 60 stosujacych NPR.

                                                    Wtedy na podstawie takich liczb mamy 240/800 = 30% i 60/200 = 30% okazuje sie
                                                    rzeczywiscie ze sklonnosc do aborcji jest ta sama niezaleznie od metody.
                                                    A to co ty klara proponujesz to zupelny absurd bo gdyby bylo po 150 osob z
                                                    kazdej grup to mamy wrecz odwrotny wynik
                                                    150/800 daje jedynie 19% a 150/200 daje 75% ! Czyli duze prawdopodobienstwo
                                                    dokonania aborcji gdy stosuje sie NPR!


                                                    >Cóz ma ci napisać poprzezknieje na temat twoich murzynów? Wszystko własnie
                                                    >wyjasniłam: można badać przedstawicieli białych i czarnych w kierunku
                                                    >chorowania na ospe (i wyniki uogólnic na całą populację czrnych i białych) ,
                                                    >ale mozna tez na podstawie chorych określić skłonnośc do chorowania w
                                                    >zależności od koloru skóry (i też określić prawdopodobieństwo wystapienia tej
                                                    >zarazy w całej populacji białych i czarnych). Dwie drogi a cel taki sam.

                                                    No wiesz ale jezeli ty twierdzisz ze w populacji skladajacej sie z 990 bialych
                                                    i 10 murzynow
                                                    w ktorej mamy losowo wybrane 20 osob chorych na ospe i w tym znajduje sie 10
                                                    murzynow (czyli wszyscy murzyni zachorowali!) taki wynik wg ciebie
                                                    oznacza ze sklonnosc do choroby dla obu ras jest ta sama
                                                    to raczej nie mamy o czym dyskutowac bo ty albo sie wyglupiasz albo nie jestes
                                                    w stanie pewnych rzecyz po prostu zrozumiec twardo tkwiąc w postawie ze to co
                                                    napisze Genepis jest swiete i trzeba tego bronic za wszelka cene... nawet za
                                                    cene osmieszenia sie na forum
                                                    Ciekawe jaki wynik wg ciebie swiadczylby o tym ze wsrod murzynow jest jednak
                                                    wieksza podatnosc na ospe ? 5 bialych i 15 murzynow mimo iz mamy tylko 10
                                                    murzynow w calej populacji ? absurd prawda ? ale nie w twojej logice...

                                                    Twoje pomijanie rozkladu calej poulacji w badaniu liczby osob dokonujacych
                                                    aborcje jest zupelnie niezrozumialym dla mnie bledem ktory popelniasz i
                                                    z ktorego nei chcesz sie wycofac


                                                    I nadal nieustannie i usilnie prosze o podanie wynikow badan ktore upowazniają
                                                    cie klara.brzoza do stwierdzenia ze osoby stosujace antykoncpeje czesto
                                                    dokonuja aborcji
                                                    jezeli nie podasz tych wynikow to uznaje ze wycofujesz sie ze swojego
                                                    stwierdzenia, ktorego nie potrafisz niczym podeprzec
                                                    i przyznajesz sie tym samym do błędu.
                                                  • genepis poprzezknieje przeczytaj najpierw dyskusje 07.03.05, 12:28
                                                    Znowu wpadłam z doskoku i mogę pozwolić sobie na jeden tylko list (właściwie w
                                                    ogóle nie powinnam, bo mam pilny projekt do skończenia, ale jak widze Twoje,
                                                    poprzezknieje manipulowanie, to mnie trafia)
                                                    poprzezknieje napisało:

                                                    > klara.brzoza
                                                    > bardzo duzo tekstu napisalas a na moj przyklad z bialymi i murzynami jakos nie
                                                    > odpowiedzialas

                                                    Cos mi sie wydaje, ze odpowiadala trollolap, jak nie, to ustosunkuje sie po
                                                    skonczeniu projektu czyli za jakies 2-3 tygodnie
                                                    > Jezeli chodzi o liczbe 150 ktorej domaga sie Genepis jest bardzo prosta sprawa
                                                    > jezeli w spoleczenstwie mamy 80% sotusjacaych antykoncpecje i 20% NPR (załóżmy)
                                                    >
                                                    > i w obu grupach prawdopodobienstwo dokonania aborcji
                                                    > jest to samo to w grupie 300 osob ktore dokonaly aborcji rozkald osob ktore
                                                    > stosuja antykoncepcje i npr powinien byc taki sam czyli 80:20
                                                    > (bo metoda nie ma przeciez wplywu na decyzje o aborcji)

                                                    OK. Zalozylam, ze ilosc osob stosujacych NPR jest porownywalna z iloscia
                                                    stosujacych antykoncepcje (obracam sie w srodowisku gdzie stosowanie NPR jest
                                                    powszechne, zaryzykuje twierdzenie ze 90% a wsrod tych 10 tez nie wszyscy
                                                    stosuja antykoncepcje, tylko poprostu nie stosuja NPR. Zapewniam Cie
                                                    poprzezkneje, ze to dosc liczna grupa)

                                                    Ale nawet gdybys mial racje (w co watpie) i rzeczywiscie rozklad antykowcow i
                                                    NPRowcow bylby 80:20
                                                    to wsrod tych 300 listow 80%=240
                                                    a 20% = 60

                                                    Badz wiec tak dobry i znajdz mi wsrod 300 listow osob ktore dokonaly aborcji w
                                                    ciagu ostatnich 5 lat i napisaly o tym na forum 60 listow ktorych autorki
                                                    stosowaly wczesniej NPR
                                                    Wtedy czarno na bialym udowodnisz to, co teraz usilujesz "wcisnac" ze czestosc
                                                    dokonywania aborcji wsrod osob stosujacych NPR jest taka sama jak wsrod osob nie
                                                    stosujacych NPR.
                                                    Czekam.
                                                    /../
                                                    > >>Oczywiscie ze jest bo mozesz stosowac antykoncepcje gdy jest to srode
                                                    > k
                                                    > >>leczniczy!

                                                    Kolejna manipulacja. Antykoncepcja NIGDY nie jest srodkiem leczniczym
                                                    dopuszczonym przez KK. Co najwyzej nie popelnia grzecu ten, kto stosuje w celach
                                                    leczniczych takie srodki ktorych skutkiem ubocznym jest czasowe ubezpłodnienie
                                                    (tak uzyje tego slowa, chociaz go nie lubisz, ale juz trollolap wykazala, ze
                                                    jestes w bledzie)
                                                    > Nie zmienia to faktu ze dyspensa jest. Nie wnikam w uzasadnienie po prostu
                                                    > stwierdzam fakt ktory genepis zanegowala.

                                                    Manipulujesz. Nie ma dyspensy. Jest tylko to, co napisalam wyzej. Sprawdz na
                                                    czym polega dyspensa.

                                                    Byla jeszcze jedna manipulacja (cos o samobóju) ale ucieło ten fragment, wiec i
                                                    ja tu koncze i wracam do pracy.

                                                    genepis
                                                • lillavati Re: poprzezknieje i moneta cd 03.03.05, 15:00
                                                  >> Jest około 40 mln Polaków. Z tego 80 % stosuje antykoncepcję, czyli około 32
                                                  >> mln, a 20 % stosuje NPR, co daje około 8 mln. Czy dla obu tych grup 150 to na
                                                  >> pewno ten sam procent?
                                                  > Kompletnie nie wiesz, o czym napisałam. Własnie chodzi o to, że aby wskazać
                                                  > częstośc wystepowania zjawiska w danych grupach, posługujemy sie %..Jesli 2 mln

                                                  Zgadza się, należy się posługiwać procentami. I o to chodzi Poprzezknieje, który
                                                  twierdzi, że 150 jest innym procentem w populacji 8 mln niż w 32 mln. Bo Genepis
                                                  nie posługuje się procentami, tylko prosi o 150 OSÓB!
                                                  Poniżej tak samo:
                                                  > >Po części masz rację, naukowcu. Zauważ jednak że:
                                                  > ?>eśli w grupie 100 osób 80% jada śniadania, a 20% nie jada śniadań, to "o
                                                  > wiele
                                                  > >ciężej" znaleźć w tej drugiej grupie 30 osób, które pijają rano kawę. Co n
                                                  > a to
                                                  > >twoje sumienie naukowca?
                                                  >
                                                  > Moje sumienie naukowaca odpowiada tak, jak wynika to ze statystyki: osoby nie
                                                  > jadające śniadania charakteryzuje sie tym, że praktycznie nie pijaja kawy.
                                                  > Czyli: osoby stosujące npr charakteryzuja się tym, że w zasadzie nie dokonuja
                                                  > aborcji. Sama stwierdziłas, że trudno jest znaleźć osobę wypijającą kawę w
                                                  > grupie tych, co snaidań nie jadaja w ogóle. Własnie ta trudnośc znalezienia
                                                  > danego zjawiska świadczy, że wystepuje w tej grupie niezmiernie rzadko.

                                                  Myślę, że się mylisz. Nie dlatego trudniej znaleźć 30 osób pijących kawę wśród
                                                  niejedzących śniadań, że raczej nie piją oni kawy rano, tylko dlatego, że 30
                                                  osób spośród 80 jadających śniadania to 37,5%, a 30 osób z 20 niejadających...
                                                  to ponad 100%!
                                                  Jak na naukowca, trochę kiepsko Ci przychodzi czytanie ze zrozumieniem, kto i
                                                  gdzie pisze o procentach, a gdzie o liczbach.
                                                  • klara.brzoza Do lillavati 03.03.05, 20:51
                                                    lillavati napisała:

                                                    > Myślę, że się mylisz. Nie dlatego trudniej znaleźć 30 osób pijących kawę wśród
                                                    > niejedzących śniadań, że raczej nie piją oni kawy rano, tylko dlatego, że 30
                                                    > osób spośród 80 jadających śniadania to 37,5%, a 30 osób z 20 niejadających...
                                                    > to ponad 100%!

                                                    Wszystko mi sie zgadza, bo dla mnie wypicie kawy oznaczało zjedzenie śniadania.

                                                    > Jak na naukowca, trochę kiepsko Ci przychodzi czytanie ze zrozumieniem, kto i
                                                    > gdzie pisze o procentach, a gdzie o liczbach.

                                                    To wyjaśniłam. W poprzednich wypowiedziach (tych z południa) nie odnosiłam się
                                                    do badania przyczyn zjawiska, a tylko do badania zjawisk w poszczególnych
                                                    grupach.
                                                  • lillavati Re: Do lillavati 04.03.05, 09:38
                                                    No cóż, jeśli picie i jedzenie to dla Ciebie to samo... Ale co to za metody
                                                    badawcze: nie ma po co przeprowadzać badań, bo osoba badająca coś sobie założyła
                                                    i wyszło jej, że wyniki będą takie a nie inne... Ale mniejsza z tym. Co z
                                                    początkiem mojej wypowiedzi? Tej o 150 osób spośród 2 różnych liczebnie grup?
                                                    Przyznaj, że należałoby użyć procentów, bo zwątpię w polskich naukowców.
                                                    Prawdę mówiąc, zaczęłam się bać. Jeśli takie osoby zajmują się badaniem
                                                    biopierwiastków w organizmach kobiet, to wyniki tych badać mogą być przeróżne.
                                                    Ale czy prawdziwe?
                                                    Jestem z tych, co to rzadko zabierają głos w dyskusji, ale na litość... ja
                                                    jestem matematykiem i nie mogę spokojnie czytać takich rzeczy.
                                                  • poprzezknieje Re: Do lillavati 04.03.05, 10:10
                                                    rowniez jestem matematykiem i nie wiem jak juz mam tlumaczyc tak banalna i
                                                    prosta sprawe
                                                  • pitagoras34 Re: Do lillavati 04.03.05, 11:31
                                                    Otóż to - jak komuś, kto miesza procenty z liczami wytłumaczyć, że namieszał?
                                                    Jak wytłumaczyć cokolwiek komuś, kto nie rozumie, na czym polega dowód i miesza
                                                    najprostsze pojęcia logiczne? Jak udowodnić, że pewien kwiat nie jest różą,
                                                    jeśli ktoś twierdzi, że jest, bo kilka spośród kwiatów, które w życiu widział,
                                                    to były róże?

                                                    Gdy guru mówi "białe jest czarne", to niektórzy będą bronić tej tezy do upadłego
                                                    (np. za pomocą tak zwanego dowodu przez przykład lub dowodu przez autorytet).
                                                    Jak w sekcie. Demagogia, pustosłowie, wypominanie innym niewiedzy na polach, o
                                                    których ma się blade pojęcie...

                                                    Genepis używała tu kiedyś fajnych zwrotów, takich jak na przykład "konsekwencja
                                                    logiczna". Genepis, może więc wykażesz, że dokonanie aborcji jest konsekwencją
                                                    logiczną stosowania antykoncepcji? Klaro - naukowcu, który wypominasz innym
                                                    nielogiczne rozumowanie i brak elementarnej wiedzy matematycznej (procenty) -
                                                    wykaż proszę, że dla dowolnego x dokonanie aborcji przez osobę x jest
                                                    konsekwencją logiczną uprzedniego stosowania antykoncepcji przez tę osobę :). A
                                                    gdyby to było jednak za trudne (skoro wypominasz innym brak wiedzy z logiki, to
                                                    wciąż zakładam, że sama ją jednak posiadasz), odnieś się w końcu do przykładu o
                                                    białych i ciemnoskórych, ale w kwestii procentów i prawdopodobieństwa, bo te
                                                    rzeczy mogą się przydać także przy badaniu biopierwiastków.

                                                    Klaro, jeśli chcesz budować nową logikę, to sobie buduj, byleby tylko nie była
                                                    sprzeczna i nadawała się nie tylko do udowadniania twierdzeń autorstwa guru.
                                                  • ecco_mama Re: i DO INNYCH... 04.03.05, 11:54
                                                    > Klaro, jeśli chcesz budować nową logikę, to sobie buduj, byleby tylko nie była
                                                    > sprzeczna i nadawała się nie tylko do udowadniania twierdzeń autorstwa guru.

                                                    Dajcie spokój, biedaczka siebie nie przeskoczy przecież... A zresztą - i tak
                                                    każdy wie swoje, a pewnych osób niczym się nie przekona, jesli guru coś powie,
                                                    to tak jest. I tak ma być. Na tym polega właśnie sekta - zero logiki, pełna
                                                    manipulacja poparta "uczonymi" , pseudonaukowymi argumentami. A kto chce, to
                                                    daje się wciągnąć. Ale podyskutować zawsze warto, choćby dla wprawy...;)
                                                    Klara/jola/burczykowa moim guru nie jest i nie będzie.
                                                    Tylko szkoda, że zalicza siebie do grona naukowców/badaczy - ucierpi na tym
                                                    prestiż naszego środowiska, nie mówiąc już o samej nauce...




                                                    --------------------------------------------------------------------------------
                                                  • trollolap Re: Do lillavati 05.03.05, 01:47
                                                    pitagoras34 napisała:


                                                    > Genepis używała tu kiedyś fajnych zwrotów, takich jak na przykład
                                                    > "konsekwencja logiczna".
                                                    > Genepis, może więc wykażesz, że dokonanie aborcji jest konsekwencją
                                                    > logiczną stosowania antykoncepcji?


                                                    Czy wzrost zachorowań na AIDS jest konsekwencją logiczną niekontrolowanych
                                                    stosunków seksualnych?
                                                    Czy wystarczy wskazać, że logika przez "konsekwencję" rozumie coś innego żeby
                                                    już nie było zależności logicznej?
                                                    O co chodzi w tym czepianiu się słówek i co jest w tej dyskusji najważniejsze -
                                                    prawidłowo użyty wyraz lub konstrukcja gramatyczna, czy to, żeby przy pomocy
                                                    erystycznych zagrywek wmawiać sobie i innym, że zależności brak?
                                                  • anka451 Re: Do lillavati 08.03.05, 00:45
                                                    > Czy wystarczy wskazać, że logika przez "konsekwencję" rozumie coś innego żeby
                                                    > już nie było zależności logicznej?

                                                    Pokaż, że ta zależność istnieje.

                                                    > O co chodzi w tym czepianiu się słówek i co jest w tej dyskusji najważniejsze -
                                                    > prawidłowo użyty wyraz lub konstrukcja gramatyczna, czy to, żeby przy pomocy
                                                    > erystycznych zagrywek wmawiać sobie i innym, że zależności brak?

                                                    Pokaż, że zależność jest.
                                                  • klara.brzoza do anki 451 08.03.05, 08:36
                                                    anka451 napisała:

                                                    > Pokaż, że ta zależność istnieje.
                                                    >
                                                    > Pokaż, że zależność jest.

                                                    Czyżbyś nie zajrzała na strony, które podałam?
                                                  • trollolap Re: Do lillavati 04.03.05, 21:06
                                                    poprzezknieje napisała:

                                                    > rowniez jestem matematykiem i nie wiem jak juz mam tlumaczyc tak banalna i
                                                    > prosta sprawe

                                                    Ta sprawa chyba wcale nie jest tak prosta jak piszesz, bo to zdaje się Ty
                                                    powoływałeś się na badania OBOPu i do tej pory nie przedstawiłeś informacji na
                                                    jakiej próbce te badania były robione.
                                                    Jak się ma ta Obopowska próbka do przytaczanej tu grupki dziesięciu Murzynów?
                                                    Czy aby nie o ten sam problem uogólnienia wyników tu chodzi?

                                                  • poprzezknieje Re: Do lillavati 04.03.05, 22:17
                                                    link do badan podalem! - w przeciwienstwie do szanownych Pań genepis i
                                                    klara.brzoza ktore glosno krzycza o zwiazkach antykoncepcji i aborcji a wynikow
                                                    badan od tygodnia nie moge sie doprosic ...

                                                    no ale jak sie czepiac to czepiajmy sie poprzezknieje o badania...

                                                    jezeli chodzi o OBOP to renomowany instytut i jezeli jestes zwolennikiem teorii
                                                    spiskowej wg ktorej ta instytucja postanowila podwazyc swoj status w tak głupi
                                                    sposob aby falszowac wyniki badan na temat stosunku polakow do nauki kosciola
                                                    to prosze bardzo ... nikt ci tego nie broni...

                                                    sa metdoy statystyczne pozwalajace uogolnic wyniki badan na reprezentatywnej
                                                    probce na cala populacje z pewnym marginesem błędu tzw. poziomie istotnosci
                                                    chociazby wyniki przeroznych wyborow ktore sa zgodne z uprzednimi badaniami
                                                    potwierdzaja ze te metody maja jak najbardziej sens
                                                    natomiast postulat genepis i klary.brzozy o stosunku 150:150 jest nonsensem w
                                                    czystej postaci co przyklad z murzynami najlepiej obrazuje...
                                                  • trollolap Re: Do lillavati 05.03.05, 01:09
                                                    poprzezknieje napisała:

                                                    > link do badan podalem! - w przeciwienstwie do szanownych Pań genepis i
                                                    > klara.brzoza ktore glosno krzycza o zwiazkach antykoncepcji i aborcji a wynikow
                                                    >
                                                    > badan od tygodnia nie moge sie doprosic ...

                                                    Nie o linku była mowa tylko o tym jak wyglądała próbka badanych i jaką metodą te
                                                    badania prowadzono. Wiesz coś na ten temat?

                                                    > jezeli chodzi o OBOP to renomowany instytut

                                                    Tę renomę, jak zdążyłem zauważyć, ustalasz sobie mocno wybiórczo.
                                                    Urząd Nauczycielski Kościoła też ma renomę, a to ci nie wystarcza i żądasz dowodów.
                                                    A na pytanie dlaczego wierzysz OBOPowi i jakiej metodologii zaufałeś, masz tylko
                                                    tyle do powiedzenia, że to renomowany instytut.
                                                    Eh, czego oni ich dzisiaj w tych szkołach uczą. :-(

                                                    Klasyczny przykład argumentum ad autoritatem.
                                                    I pomyśleć, że ta sama osoba, która stwierdziła, ze nie wierzy KK bo magisterium
                                                    KK to ludzie ktorzy moga sie mylic, bez zmrużenia okiem wierzy OBOPowi, nie
                                                    znając nawet metody, którą się ta instytucja posługuje. To jest dopiero przykład
                                                    wiary w nadludzką nieomylność jednej instytucji i ludzką omylność drugiej. ;-)

                                                  • poprzezknieje Re: Do lillavati 05.03.05, 09:40
                                                    trollolap napisał:

                                                    > Tę renomę, jak zdążyłem zauważyć, ustalasz sobie mocno wybiórczo.
                                                    > Urząd Nauczycielski Kościoła też ma renomę, a to ci nie wystarcza i żądasz
                                                    dowo
                                                    > dów.

                                                    A skorzystales z linkow ktore podalem ? Czy tak sobie piszesz by pisac?
                                                    W przeciwienstwie do Urzedu Nauczycielskiego OBOP podaje ci informacjie co
                                                    badal, kiedy, na jakiej zasadzie,
                                                    Urząd Nauczycielski orzeka o zakazie antykoncpecji i argumentow za tym nei
                                                    znajdziesz a wrecz to co znajdujesz urąga zdrowemu rozsądkowi co dodatkowo
                                                    budzi nieufnosc bo
                                                    nie tylko twoje osobiste doswiadczenie i rozum podpowiadaja ci ze zakaz
                                                    antykoncpecji jest bledny
                                                    ale dodatkowo nieudolne próby Kosciola argumentowania za tym wskazuja ze
                                                    podstawy nauki sa bardzo kruche (o ile wogole są)
                                                    Dodatkowo jeszcze historia nauczania kosciola w kwesti seksualnosci
                                                    charakteryzowala sie niezdrowzm podejsciem do tej dziedziny zycia
                                                  • trollolap Re: Do lillavati 05.03.05, 13:49
                                                    poprzezknieje napisała:

                                                    > A skorzystales z linkow ktore podalem ? Czy tak sobie piszesz by pisac?

                                                    Odwrotnie. Jeżeli link ma być jakimkolwiek dowodem, to ci mogę podesłać linki do
                                                    stron z nauczaniem Kościoła. Będziesz miał swój utęskniony dowód w postaci linku.
                                                    A swoją drogą jak próba losowa 1130 wywiadów dokonana w ciągu kilku dni 1994
                                                    roku ma się do przykładu owych dziesięciu Murzynów, który to przykład tak
                                                    ochoczo zakwestionowałeś? Dziesięć osób odrzucasz z założenia, a w 1130 już
                                                    wierzysz bezkrytycznie?

                                                • opticbeck Re: poprzezknieje i moneta cd 03.03.05, 15:23
                                                  Krótkie wnioski:

                                                  Z logiką to Ty jesteś zupełnie na bakier.

                                                  Z Twoich wniosków wynika, że NPR chroni przed aborcją, bo stosują je głównie
                                                  katolicy oraz osoby dbające o swoje zdrowie. Cieszę się, że rozumiesz, że NPR
                                                  stosują głównie katolicy i osoby dbające o swoje zdrowie, ale szkoda, że nie
                                                  rozumiesz, że to nie NPR samo w sobie chroni przed aborcją, ale właśnie to, że
                                                  ludzie je stosujący przy okazji najczęściej są katolikami (i to dzięki temu nie
                                                  decyzują się na aborcję, a nie dzięki temu, że stosują NPR).

                                                  > Rozumowanie anki jest pozbawione logiki (w sensie statystycznym także).

                                                  Naucz się logiki i potem dopiero oceń. Nie wskazałaś błędu w wywodzie anki.
                                                  Jeśli go wskażesz, to ten sam błąd można dostrzec w wywodzie genepis, ponieważ,
                                                  jakby to powiedzieć, zdania użyte przez ankę i zdania użyte przez genepis są te
                                                  same, anka zacytowała genepis. Zupełnie brak Ci konsekwencji - poprzezknieje ma
                                                  świętą rację.

                                                  > >Nie dlatego powinien być wprowadzony ZAKAZ WSPÓŁŻYCIA, że dziewice nie dok
                                                  > onują
                                                  > >aborcji, tylko dlatego, że po współżyciu liczba aborcji wzrasta.
                                                  >
                                                  > Wzrasta- wśród osób stosujących antykoncepcję. Dlatego nie ma potrzeby
                                                  > zakazywania w ogóle wspłżycia- nprowcom aborcja w zasadzie nie grozi, więc po
                                                  > co im zakaz współżycia? Nawet stosującym antykoncepcję nie należy zabraniać
                                                  > współżycia- wystarczyłoby ich namówic na npr.

                                                  Brawo. Podobnie jest z antykoncepcją. Prawdopodobieństwo dokonania aborcji
                                                  wzrasta, wsód osób, które ją akceptują. Dlatego nie ma potrzeby zakazywania w
                                                  ogóle antykoncepcji - osobom, które nie akceptują aborcji aborcja nie grozi,
                                                  więc po co im zakaz antykoncepcji??? Nawet tym akceptującym aborcję nie należy
                                                  zabraniać antykoncepcji - wystarczyłoby im uświadomić, że aborcja jest zła.
                                                  • trollolap Re: poprzezknieje i moneta cd 05.03.05, 14:59
                                                    opticbeck napisała:

                                                    > Krótkie wnioski:
                                                    >
                                                    > Z logiką to Ty jesteś zupełnie na bakier.
                                                    >
                                                    > Z Twoich wniosków wynika, że NPR chroni przed aborcją, bo stosują je głównie
                                                    > katolicy oraz osoby dbające o swoje zdrowie. Cieszę się, że rozumiesz, że NPR
                                                    > stosują głównie katolicy i osoby dbające o swoje zdrowie, ale szkoda, że nie
                                                    > rozumiesz, że to nie NPR samo w sobie chroni przed aborcją, ale właśnie to, że
                                                    > ludzie je stosujący przy okazji najczęściej są katolikami (i to dzięki temu
                                                    > nie decyzują się na aborcję, a nie dzięki temu, że stosują NPR).

                                                    Dzięki za docenianie katolików, ale nie masz racji.
                                                    Bycie katolikiem nie jest gwarancją bezgrzeszności. Są katolicy, którzy używają
                                                    środków antykoncepcyjnych i są nawet tacy, którzy dokonali aborcji.
                                                    Z drugiej strony nie wszyscy, którzy stosują NPR są katolikami.
                                                    Nie wystarczy więc być katolikiem, lecz trzeba jeszcze wybrać sposób na życie.
                                                    NPR jest jednym z takich sposobów na życie. Jest sposobem, który akceptuje
                                                    naturalny rytm płodności, dlatego Genepis miała rację - można powiedzieć, że NPR
                                                    chroni przed aborcją, ponieważ NPR wymaga uprzedniego wyboru sposobu na życie.
                                                    Gdyby nie było konieczności dokonania tego wyboru miałabyś pewnie rację.
                                                  • laptrolla Re: poprzezknieje i moneta cd 08.03.05, 00:50
                                                    > Nie wystarczy więc być katolikiem, lecz trzeba jeszcze wybrać sposób na życie.
                                                    > NPR jest jednym z takich sposobów na życie. Jest sposobem, który akceptuje
                                                    > naturalny rytm płodności, dlatego Genepis miała rację - można powiedzieć, że NP
                                                    > R
                                                    > chroni przed aborcją, ponieważ NPR wymaga uprzedniego wyboru sposobu na życie.
                                                    > Gdyby nie było konieczności dokonania tego wyboru miałabyś pewnie rację.

                                                    NPR sposobem na życie? Wybór sposobu na życie? Dlaczego wybór między termometrem
                                                    a prezerwatywą nazywasz wyborem sposobu na życie?
                                                  • klara.brzoza do laptrolla 08.03.05, 08:38
                                                    laptrolla napisała:

                                                    > NPR sposobem na życie? Wybór sposobu na życie? Dlaczego wybór między
                                                    termometre
                                                    > m
                                                    > a prezerwatywą nazywasz wyborem sposobu na życie?

                                                    Najpierw sprawdź sobie w słowniku, co to jest styl życia. Jak sprawdzisz, to
                                                    pytać więcej nie będziesz, bo odpowiedzi staną się oczywiste.
                                                • ecco_mama Re: poprzezknieje i moneta cd 03.03.05, 15:34
                                                  1. Pisanie, że antykoncepcja sprzyja aborcji to tania demagogia i wszystkie te
                                                  pseudonaukowe dowody to mydlenie oczu i odwracanie uwagi. Czy niestosowanie
                                                  antykoncepcji mniej sprzyja aborcji? Przecież niestosowanie niczego
                                                  najprawdopodobniej ciążą się skończy, a stosowanie anyk. - tylko przy dużym
                                                  pechu (kilka %).
                                                  2. Piszesz, że z badań statystycznych wynika, jaka grupa "zazwyczaj" dokonuje
                                                  aborcji. Słowo "zazwyczaj" oznaczałoby tu znaczną przewagę jednej grupy nad
                                                  drugą. Jeśli przewaga jest, ale niewielka, nie jesteśmy upoważnieni użyć słów
                                                  typu "zazwyczaj" czy "zwykle", tylko "nieco częściej".
                                                  3. Twoja znajomość statystyki też kuleje, bo "korelacja" jest jak najbardziej
                                                  terminem statystycznym, a używasz jej w znaczeniu potocznym w swoim "eseju" o
                                                  statystyce.
                                                  4. Skoro już mowa o współżyciu/nieswpółzyciu - nie można porównywać ze sobą
                                                  zalet i wad metod działających w/g skrajnie odmeinnych zasad. Antykoncepcja (w
                                                  tym prezerwatywa) pozwala na współżycie w dowolnym okresie w cyklu, npr zakłada
                                                  niewspółżycie w okr. potencjalnej płodności. Tak więc pisanie (jak w którymś z
                                                  poprzednich wątków) o "braku danych n/t skuteczności prezerwatyw i in. w
                                                  okresie płodności" to totalna bzdura. Ich skutecznośc w okr. niepłodności
                                                  bedzie (tak jak czegokolwiek innego) 100%, a skuteczność w okr. płodności, jaka
                                                  by nie była, będzie lepsza niż 0% w przypadku współżycia bez stosowania
                                                  czegokolwiek. A stosowanie npr w okresie płodności to współżycie czy
                                                  niewspółżycie?
                                                  Zaryzykuję twierdzenie, że skuteczność npr, zakładając pełne unikanie
                                                  współżycia zawsze, gdy stwierdzono okr. potencjalnej płodności - sprowadza się
                                                  do skuteczności określenia (zdiagnozowania) okresu płodnego i niepłodnego.

                                                  • klara.brzoza Do ecco-mamy 03.03.05, 20:02
                                                    ecco_mama napisała:

                                                    > 1. Pisanie, że antykoncepcja sprzyja aborcji to tania demagogia i wszystkie
                                                    te
                                                    > pseudonaukowe dowody to mydlenie oczu i odwracanie uwagi.

                                                    Mnie osobiście nie interesuje stosowanie bądź zakaz stosowania antyoncepcji. W
                                                    swojej wypowuedzi odniosłam sie do przeinaczeń statystycznych. Jednakże nie
                                                    uważam niczego za demagogię, mydlenie oczu czy odwracanie uwagi- napisałam,
                                                    dlaczego moim zdaniem npr nie sprzyja aborcji.

                                                    Czy niestosowanie
                                                    > antykoncepcji mniej sprzyja aborcji?

                                                    Jesli nie stosujesz antykoncepcji z przyczyn wyznania czy dbania o zdrowie, to
                                                    tak.
                                                    Przecież niestosowanie niczego
                                                    > najprawdopodobniej ciążą się skończy

                                                    Jesli dokładnie stosujesz zasady npru, to ciążą zakończy sie tak często, jak
                                                    przy stosowaniu wkładki czy hormonów (przy założeniu, że ciąży sie nie planuje).

                                                    , a stosowanie anyk. - tylko przy dużym
                                                    > pechu (kilka %).

                                                    Dokładnie tak, jak w przypadku zawodności npru.

                                                    > 2. Piszesz, że z badań statystycznych wynika, jaka grupa "zazwyczaj" dokonuje
                                                    > aborcji. Słowo "zazwyczaj" oznaczałoby tu znaczną przewagę jednej grupy nad
                                                    > drugą. Jeśli przewaga jest, ale niewielka, nie jesteśmy upoważnieni użyć słów
                                                    > typu "zazwyczaj" czy "zwykle", tylko "nieco częściej".

                                                    "Zazwyczaj", "zwykle" stosujemy wtedy, gdy mamy stwierdzona jakąś
                                                    zalezność. "Nieco częsciej" -gdy nie jest to istotne statystycznie, chociaz się
                                                    zdarza się częsciej.

                                                    > 3. Twoja znajomość statystyki też kuleje, bo "korelacja" jest jak najbardziej
                                                    > terminem statystycznym, a używasz jej w znaczeniu potocznym w swoim "eseju" o
                                                    > statystyce.

                                                    Nie jesteśmy na forum "Nauka", jesli ktos stawia hipotezy o braku aborcji wśród
                                                    dziewic, to pojęcie naukowe "korelacji" bedzie dla niego za trudne.

                                                    > 4. Skoro już mowa o współżyciu/nieswpółzyciu - nie można porównywać ze sobą
                                                    > zalet i wad metod działających w/g skrajnie odmeinnych zasad.

                                                    Nie porównywałam przecież żadnych wad czy zalet poszczególnych metod, więc nie
                                                    wiem, skąd takie sformułowanie.

                                                    Antykoncepcja (w
                                                    > tym prezerwatywa) pozwala na współżycie w dowolnym okresie w cyklu,

                                                    Jaki jest sens stosowania prezerwatywy wtedy, gdy biologicznie, naturalnie nie
                                                    ma mozliwości zajścia w ciążę? (mówimy o aspekcie zapobiegania ciąży, a nie
                                                    ochrony np. przed chorobami)

                                                    npr zakłada
                                                    >
                                                    > niewspółżycie w okr. potencjalnej płodności. Tak więc pisanie (jak w którymś
                                                    z
                                                    > poprzednich wątków) o "braku danych n/t skuteczności prezerwatyw i in. w
                                                    > okresie płodności" to totalna bzdura.

                                                    Wybacz- nie sądzę, bym kiedykolwiek wypowiadała sie na temat prezerwatywy i jej
                                                    skuteczności.

                                                    Ich skutecznośc w okr. niepłodności
                                                    > bedzie (tak jak czegokolwiek innego) 100%, a skuteczność w okr. płodności,
                                                    jaka
                                                    >
                                                    > by nie była, będzie lepsza niż 0% w przypadku współżycia bez stosowania
                                                    > czegokolwiek.

                                                    Pewnie tak, biorąc pod uwage, że nawet przy współzyciu bez zabezpieczeń i tak
                                                    zazwyczaj nie dochodzi do ciąży (tak- zazwyczaj).

                                                    A stosowanie npr w okresie płodności to współżycie czy
                                                    > niewspółżycie?

                                                    Tu to już w ogóle nie wiem, o co ci chodzi.

                                                    > Zaryzykuję twierdzenie, że skuteczność npr, zakładając pełne unikanie
                                                    > współżycia zawsze, gdy stwierdzono okr. potencjalnej płodności - sprowadza
                                                    się
                                                    > do skuteczności określenia (zdiagnozowania) okresu płodnego i niepłodnego.

                                                    No i jeszcze dochodzi skutecznośc samej metody.
                                                  • ecco_mama Re: Do ecco-mamy 03.03.05, 21:05
                                                    > napisałam,
                                                    > dlaczego moim zdaniem npr nie sprzyja aborcji.
                                                    Napisałaś, że antykoncepcja sprzyja. Czy z tego dla ciebie wniosek płynie, że
                                                    npr nie sprzyja? Gratuluję.

                                                    >> Przecież niestosowanie niczego
                                                    >> najprawdopodobniej ciążą się skończy

                                                    > Jesli dokładnie stosujesz zasady npru, to ciążą zakończy sie tak często, jak
                                                    > przy stosowaniu wkładki czy hormonów (przy założeniu, że ciąży sie nie
                                                    planuje)
                                                    Czytaj uważnie, bo nie zrozumiałaś. napisałam niestosowanie NICZEGO, o npr mowy
                                                    nie było. Czy z tego,ze ktoś nie stosuje antykoncepcji, wynika, że stosuje npr?

                                                    > Jesli nie stosujesz antykoncepcji z przyczyn wyznania czy dbania o zdrowie
                                                    Czy dbanie o zdrowie wyklucza stosowanie prezerwatyw czy globulek? (Nie pisz
                                                    tylko o uczuleniu na lateks, please...)

                                                    > "Zazwyczaj", "zwykle" stosujemy wtedy, gdy mamy stwierdzona jakąś
                                                    > zalezność. "Nieco częsciej" -gdy nie jest to istotne statystycznie, chociaz
                                                    > się zdarza się częsciej.
                                                    Niestety, nie zrozumiałaś. Chodzi o różnicę ilościową, a nie binarną (jest
                                                    zależność lub jej nie ma).

                                                    > Nie jesteśmy na forum "Nauka", jesli ktos stawia hipotezy o braku aborcji
                                                    > wśród dziewic, to pojęcie naukowe "korelacji" bedzie dla niego za trudne.
                                                    Łatwo osądzasz innych. Tylko po co w takim razie ten cały esej n/t statystyki,
                                                    skoro do głupszych piszesz.

                                                    > Jaki jest sens stosowania prezerwatywy wtedy, gdy biologicznie, naturalnie
                                                    nie
                                                    > ma mozliwości zajścia w ciążę? (mówimy o aspekcie zapobiegania ciąży, a nie
                                                    > ochrony np. przed chorobami)

                                                    Ha, i o to właśnie chodzi. Trochę logiki! jeśli umiesz (a przynajmniej sądzisz,
                                                    że umiesz) wyznaczyć czas niepłodny, to stosujesz npr i prezerwatywa ci nie
                                                    potrzebna. Rzecz w tym, że gdy decydujesz się na prezerwatywę, to npr nie jest
                                                    ci potrzebne. Pewnie, że gdyby wiedziało się, kiedy jest możliwe poczęcie, a
                                                    kiedy nie - to sensu by nie było.
                                                    Ale, ale - jakieś parę miesięcy temu na tym forum jedna z tutejszych guru
                                                    (prktyczny przewodnik, grrw - nie pamiętam) dawała jakiejś nieufnej
                                                    początkującej radę, aby, dla nabrania wprawy i zaufania do npr - używała
                                                    prezerwatywy właśnie w okr.niepłodnym (!). Jak znajdę czas, to poszukam.
                                                    Pamiętam, że wtedy rozbawiło mnie to, ale jak się zastanowić...

                                                    > > Zaryzykuję twierdzenie, że skuteczność npr, zakładając pełne unikanie
                                                    > > współżycia zawsze, gdy stwierdzono okr. potencjalnej płodności - sprowadza
                                                    > > się do skuteczności określenia (zdiagnozowania) okresu płodnego i
                                                    > > niepłodnego

                                                    >
                                                    > No i jeszcze dochodzi skutecznośc samej metody.

                                                    Nie dochodzi. Znów nie zrozumiałaś. Napisałam "sprowadza się" - czyli nie ma
                                                    juz mowy o skuteczności metody jako takiej, bo, przy podanym założeniu, metoda
                                                    sprowadza się do unikania współżycia, a to ma skuteczność 100%, byłoby to więc
                                                    mnożenie przez 1.




                                                  • trollolap Re: Do ecco-mamy 05.03.05, 15:32
                                                    ecco_mama napisała:

                                                    > Czytaj uważnie, bo nie zrozumiałaś. napisałam niestosowanie NICZEGO,
                                                    > o npr mowy nie było.

                                                    I na tym polega twoja manipulacja.
                                                    Tematem wątku nie jest niestosowanie niczego, tylko NPR.
                                                    Ty zmieniasz sobie wątek, nie wiadomo po co, a potem próbujesz wmawiać że
                                                    rozmowa w temacie jest nie na temat, a rozmowa nie na temat jest tematem.

                                                    Niestosowanie niczego ma się nijak do tego, że ci, którzy stosują NPR popełniają
                                                    znacznie mniej aborcji, niż ci, którzy stosują sztuczną antykoncepcję. To jest
                                                    fakt zupełnie niezalezny od tego, czy ci, którzy nie stosują niczego tej aborcji
                                                    dokonują.
                                                    Być może chodzi ci o to, że antykoncepcja jest lepsza od nie stosowania niczego.
                                                    To też nie jest poważny argument, bo odniesienie antykoncepcji było do NPR a
                                                    dokonane przez ciebie próby zamiany relacji antykoncepcja - NPR, na relację
                                                    antykoncepcja - nic, nie mają żadnego związku z tematem tego wątku.

                                                    W sumie twoje argumenty sprowadzają się do tego, że X jest lepszy od Z, bo X
                                                    bije żonę pięć dni w tygodniu, a Z codziennie. Tymczasem punktem odniesienia nie
                                                    jest bicie codzienne, tylko niebicie w ogóle. I o to powinno chodzić przede
                                                    wszystkim a nie o to, że dobrze jest bić zonę pięć razy w tygodniu, skoro Z bije
                                                    codziennie.
                                                  • anka451 Do klary 04.03.05, 01:02
                                                    > Nie jesteśmy na forum "Nauka", jesli ktos stawia hipotezy o braku aborcji wśród
                                                    > dziewic, to pojęcie naukowe "korelacji" bedzie dla niego za trudne.

                                                    Droga klaro/jolu! Rzekłabym, że brak aborcji wśród dziewic to nie hipoteza - to
                                                    wręcz aksjomat. A na aksjomatach to akurat wolno opierać dowody... Ale to jest,
                                                    jak widać, dla ciebie za trudne...
                                                  • trollolap Re: Do klary 05.03.05, 15:07
                                                    anka451 napisała:

                                                    > > Nie jesteśmy na forum "Nauka", jesli ktos stawia hipotezy o braku aborcji
                                                    > wśród
                                                    > > dziewic, to pojęcie naukowe "korelacji" bedzie dla niego za trudne.
                                                    >
                                                    > Droga klaro/jolu! Rzekłabym, że brak aborcji wśród dziewic to nie hipoteza - to
                                                    > wręcz aksjomat. A na aksjomatach to akurat wolno opierać dowody... Ale to jest,
                                                    > jak widać, dla ciebie za trudne...

                                                    No tak.
                                                    Można tu jeszcze dodać brak aborcji wśród dwulatków, stulatków i mężczyzn.
                                                    Niemniej jednak człowiek na tym padole łez jest odpowiedzialny nie tylko za
                                                    swoje życie nawet jeżeli nie jest ani dwulatkiem, ani stulatkiem, ani mężczyzną.
                                                    Jeżeli się boisz, że nie podołasz, to zawsze możesz pozostać dziewicą.
                                                    Ale o tym trzeba myśleć przed faktem, a nie po nim.
                                                  • laptrolla Re: Do klary 08.03.05, 00:52
                                                    > Jeżeli się boisz, że nie podołasz, to zawsze możesz pozostać dziewicą.
                                                    > Ale o tym trzeba myśleć przed faktem, a nie po nim.

                                                    Żałujesz czegoś w życiu? Ciężko ci podołać? O kim piszesz?
                                      • poprzezknieje Re: Odpowiedz zbiorcza cd 2 28.02.05, 21:16
                                        >> co to znaczy stosować NPR antykoncpecyjnie ?
                                        >Kiedy nie ma "słusznych powodów" do odkładania poczęcia, odkłada się li i
                                        >jedynie z wygody (To są bardzo rzadkie przypadki) albo z powodu zaistnienia
                                        >innego grzechu (cudzołóstwo, współżycie przed ślubem, współżycie bez ślubu).

                                        Jezeli to jest twoja definicja stosowania metod regulacji
                                        poczec "antykoncepcyjnie" to czy mozna stosowac prezerwatywe
                                        nieantykoncepcyjnie ? czyli odkladajac poczecie z slusznych powodów ?
                                        mam wrzenie ze jest to kolejna nowomowa z uzyciem slowa antykoncepcja i
                                        tworzenie jakis nowych zwrotow w jezyku polskim
                                        zupelnie niewiadomo po co ...

                                        >> Jeżeli to jest powód wg ciebie to znaczy iż wystarczy ze małżonkowie liczą
                                        się
                                        >> z możliwoscią poczęcia dziecka
                                        >> nawet przy zastosowaniu prezerwatywy i juz antykoncepcja nie prowadzi do
                                        >> aborcji!

                                        >Owszem, ale wtedy podpada to pod HV rozdział 14 i 16.

                                        a to ciekawe ze po batalii o zaleznosc pomiedzy antykoncepcja a aborcja tak
                                        banalnie przyznajesz ze sa sytuacje gdy antykoncepcja nie prowadzi do aborcji i
                                        podlega to w zasadize bardzo subiektywnej sprawie jaka jest swiadomosc
                                        malzonkow co
                                        do mozliwosci poczecia.

                                        >To akurat nie jest przykład na pomyłkę, tylko na złagodzenie różnych przepisów
                                        >podyktowane dobrem duszpasterskim - te przepisy mogą się zmieniać, bo nikomu
                                        nie
                                        >szkodzą, sa umowne, zmieniła się sytuacja zewnętrzna.
                                        Nie chcesz chyba powiedziec ze zasady dotyczace tego ze po smierci bede w
                                        piekle czy w raju są umowne ?
                                        Grzech to grzech ! a jego konsekwencje sa bardzo konkretne.

                                        >Zauważ, że na wstrzemięźliwośc od mięsa od zawsze były róznorakie dyspensy,
                                        >natomiast nie ma i nie było dyspens na stosowanie antykoncepcji.
                                        Oczywiscie ze jest bo mozesz stosowac antykoncepcje gdy jest to srodek
                                        leczniczy!

                                        wracajac do kwestii manipulacji slowami ktorych dokonujesz Genepis
                                        bo zawsze mnie to zastanawia ze w dyskusji o antykoncepcji katolicy posluguja
                                        sie manipulacjami, przekłamaniami
                                        w celu udowodnienia swoich racji.
                                        Ty piszesz o niszczeniu plodnosci chociaz o niszczeniu nie ma mowy, piszesz o
                                        ubezplodnieniu chociaz piszemy o antykonpcepcji, piszesz o tym ze antykoncpecja
                                        czesto prowadzi do aborcji nie posiadajac zadnych dowodów na to ze tak jest
                                        i tak dalej.
                                        Nigdy nie mozna czynic zla aby wynikalo z niego dobro a tymczasem bezproblemu
                                        dokonuje sie takich klamstw.
                                        Usprawiedliwieniem dla ciebie Genepis moze byc to ze kopiujesz formułki
                                        powtarzane do znudzenia na wszystkich portalach katolickich. Niestety
                                        propaganda robi swoje co widac w twoich tekstach ale z drugiej strony jestes
                                        osoba inteligentna i powinnas sobie zdawac sprawe z tego co piszesz.
                                        Jestem w stanie zrozumiec firmy farmaceutycnze manipulujace w informacjach o
                                        antykoncepcji bo im chodzi o zysk ale o co chodzi katolikom ktorzy manipuluja w
                                        dyskusji o zakazie antykoncepcji ? Po co łamią zasady ktorych bronią ? tego nei
                                        rozumiem!
                                      • trollolap Re: Odpowiedz zbiorcza 04.03.05, 21:01

                                        poprzezknieje napisała:


                                        > dlaczego uwazasz ze malzonkowie stosujacy antykoncpecje nie oddają sie sobie
                                        > całkowicie ?
                                        > dlaczego nie ma tu całkowitego daru ?
                                        > czy dlatego ze mąż ma prezerwatywe na sobie ? to chyba dochodzimy do jakiegos
                                        > absurdu ze malzonkowie musza uprawiac
                                        > seks nago bo jak maja np zalozoną koszulke to wtedy jest sztuczna bariera
                                        > oddzielajaca malzonkow i nie jest to calkowity dar z siebie.

                                        Zarzucasz innym manipulacje a sam manipulujesz ile wlezie.
                                        Koszulki nie są zabronione.
                                        Zabroniona jest prezerwatywa.
                                        Pomyśl dlaczego.

                                        > Wogole co to znaczy całkowity dar z siebie ? bo mam wrazenie ze to jakis taki
                                        > ogolny slogan ladnie brzmiacy a nic konkretnie nie znaczacy.
                                        > Co to znczy ze calkowicie daruje siebie malzonce?

                                        To jest pewien slogan, którego nie lubię, ale rozumiem o co chodzi.
                                        W każdym razie rozumiem, że założenie prezerwatywy jest jednoznacznym sygnałem,
                                        że kobieta tak, ale jej naturalna kobiecość to już nie.

                                        >> jedna zakłada pełną akceptację samego siebie oraz współmałżonka takim jaki
                                        > m
                                        > >jest, wraz ze swoją i jego płodnością.
                                        > >Druga jest warunkowa „akceptuję cię, o ile jesteś ubezpłodniony̶
                                        > 1; (akceptuję
                                        > >twoje/swoje ciało, ale nie akceptuję twojej/swojej plodnosci) .
                                        >
                                        > Dlaczego uważasz ze małżonkowie stosujacy prezerwatywe nie akceptują swojej
                                        > plodnosci ?
                                        > Przeciez nie niszczą jej, nie sterylizują się tylko starają się ją
                                        > kontrolować,

                                        W danym momencie się właśnie sterylizują.
                                        W przypadku antykoncepcji chodzi o akt seksualny w którym płodność jest
                                        elementem zbędnym i nieakceptowanym. Jest to więc jak najbardziej sterylizacja
                                        samego aktu.

                                        > sterować nią wręcz może bardzo im zależec na tym aby płodność trwała w
                                        > nienaruszonym stanie bo np. planują dzieci w przyszlosci
                                        > stosowanie prezerwatywy jest dzialaniem w celu wypełnienia obowiazku jakim
                                        > jest odpowiedzialne rodzicielstwo

                                        Stosowanie prezerwatywy to nie jest zbrodnia, ale jednak jest to postępowanie
                                        moim zdaniem hipokrytyczne - na zasadzie - "ja to zrobię, ale się ciebie boję".
                                        I o ten problem tu chodzi.

                                        > >Przeciez pisałam wielokrotnie w innych miejscach "niszczenie lub udaremnia
                                        > nie
                                        > >płodności" prezerwatywa akurat udaremnia płodność. W obu przypadkach jest
                                        > to
                                        > >jednak odrzucenie daru.
                                        > >Za słownikeim języka polskiego sjp.pwn.pl podaję:
                                        > >płodnośc to m.in. zdolność do płodzenia
                                        > >niszczyć to "unicestwiać", ale też "niweczyć" czyli "udaremniać"
                                        > >
                                        > >Coś nie tak?
                                        >
                                        > Oczywiscie ze "nie tak", bo dokonujesz manipulacji słownej (zreszta nie
                                        > pierwszy raz) specjalnie uzywasz złego słowa "niszczyć"
                                        > bo ma mocniejszą wymowę i robi większe wrażenie
                                        > jednocześnie doskonale wiesz że to słowo nie oddaje
                                        > najlepiej sensu twojej wypowiedzi i potem tlumaczysz ze chodzi o dużo
                                        > łagodniejsze "udaremnienie"

                                        Jakby nie patrzeć, jest to jednak niszczenie daru.
                                        A tak to było chyba napisane.
                                        Nie manipulujesz tu aby?

                                        > Piszesz o antykoncepcji tak jakbyś pisała o sterylizacji ktora rzeczywiscie
                                        > niszczy plodnosc.
                                        > I jestes zupelnie swiadoma manipulacja z twojej strony.

                                        Czy ty nie odróżniasz sztucznej sterylizacji aktu od sterylizacji człowieka?

                                        > Tak samo mezczyzna ktory ma prezerwatywe ma zdolnosc plodzenia.

                                        Nie chce mieć jej tak długo, póki nosi prezerwatywę.
                                        Nie mów więc, ze mezczyzna ktory ma prezerwatywe ma zdolnosc plodzenia, bo sobie
                                        zaprzeczasz.
                                        Zdolność płodzenia ma mężczyzna bez prezerwatywy.

                                        • poprzezknieje Do trollolapa 04.03.05, 23:17
                                          trollolap napisał:

                                          > Zarzucasz innym manipulacje a sam manipulujesz ile wlezie.
                                          > Koszulki nie są zabronione.
                                          > Zabroniona jest prezerwatywa.
                                          > Pomyśl dlaczego.
                                          Na zrazie w tym miejscu to dochodzimy do tego czy cos jest zabronione czy nie a
                                          wiec nie jest to punktem wyjscia rozwazan - to ma byc wniosek.
                                          A dlaczego prezerwatywa jest zabroniona to probuje sie dowiedziec od bardzo
                                          dlugiego czasu i argumentow nie widze za bardzo.
                                          >
                                          > To jest pewien slogan, którego nie lubię, ale rozumiem o co chodzi.
                                          > W każdym razie rozumiem, że założenie prezerwatywy jest jednoznacznym
                                          sygnałem,
                                          > że kobieta tak, ale jej naturalna kobiecość to już nie.
                                          >
                                          Rozumiec mozesz sobie co chcesz tylko pytanie czy wszyscy maja tak to rozumiec?
                                          a moze to jest sygnal ze kobieta tak, plodnosc tak, poczecie odkladamy na
                                          przyszlosc - ładne prawda ? i co najgorzsze moze byc prawdziwe!
                                          A tak wogole co to wg ciebie jest "naturalna kobiecosc"?
                                          Czy jest cos takiego jak "nienaturalna kobiecosc"?

                                          > W danym momencie się właśnie sterylizują.
                                          > W przypadku antykoncepcji chodzi o akt seksualny w którym płodność jest
                                          > elementem zbędnym i nieakceptowanym. Jest to więc jak najbardziej sterylizacja
                                          > samego aktu.
                                          Trollolap czy ty rozumiesz co to znaczy "sterylizowac się" ?
                                          A Sterylizacja aktu ! o to przyznaje zupelnie cos nowego!
                                          wiec zajrzyjmy moze do slownika jezyka polskiego (takim jezykiem sie
                                          poslugujemy) polecana strona sjp.pwn.pl
                                          haslo sterylizacja:
                                          "med. wet. «pozbawianie zdolności rozrodczej z zachowaniem czynności
                                          hormonalnej gruczołów płciowych, dokonywane zwykle za pomocą zabiegu
                                          chirurgicznego»
                                          Sterylizacja zwierząt, ludzi."
                                          zobacz zapomnieli dopisac "sterylizacja aktu" ?!
                                          sadzisz ze powinnismy napisac do wydawnictwa PWN? (sory za te ironie ale nie
                                          moge sie powstrzymac gdy kolejny raz mam doczynienia z nowomową)
                                          Wydaje mi sie jednak ze po prostu takie pojecie nie istnieje i jest to nowomowa.
                                          Trollolap ciezko sie dyskutuje jezeli ty poslugujesz sie pojeciami ktore nie
                                          wystepuja w naszym jezyku! Czy nasz jezyk jest na prawde tak ubogi ze trzeba
                                          tworzyc nowe wyrazy, nadawac im nowe znaczenia w tak podstawowej dyskusji?
                                          bylbym wdzieczny gdybys poslugiwal sie slowami zgodnie z ich znaczeniami.

                                          > Stosowanie prezerwatywy to nie jest zbrodnia, ale jednak jest to postępowanie
                                          > moim zdaniem hipokrytyczne - na zasadzie - "ja to zrobię, ale się ciebie
                                          boję".
                                          > I o ten problem tu chodzi.

                                          Jezeli już to "o ten twój problem tu chodzi", ty to tak postrzegasz ale czy
                                          inni tak to tez odbierają ? Dlaczego uwazasz ze ktos sie czegos boi? Czy jak
                                          zakladasz nieprzemakalną kurtke wychodzac na deszcz to sie czegos boisz?
                                          Powiedz szczerze: czy odczuwasz strach ? Pewnie ze nie. To jest zupelnie
                                          normalna rzecz - pada deszcz to biore parasol lub kurtke zakladam i wychodze
                                          zalatwiam swoje sprawy. Jakos nigdy nie odczuwam strachu z powodu desczu, nie
                                          siedze spanikowany w domu, nie mam przerazonej miny wychodzac na zewnatrz.

                                          I znowu to takie dorabianie teorii do praktyki, poslugiwanie sie takimi
                                          strasznymi słowami jak "niszczenie" czy "boję się" tam gdzie nie koniecznie one
                                          wystepują. Nagle jak ludzie biorą prezerwatywe do reki to "boją
                                          się" "niszczą" "odrzucają" "uzywają sobie" itd. kupe strasznych słów, bo jak
                                          sie nie ma arguemntow to wlasnie bazuje sie na wydzwieku takich słów - a nóż
                                          (widelec) ktos usłyszy słowo "niszczyć" i sie przestraszy i nei bedzie stosowal
                                          prezerwatywy...


                                          > Jakby nie patrzeć, jest to jednak niszczenie daru.
                                          > A tak to było chyba napisane.
                                          > Nie manipulujesz tu aby?
                                          na razie to ty poki co manipulujesz pisząc o "sterylizacji aktu"
                                          mozesz wyjasnic co to znaczy "jakby nie patrzec" i w jaki sposob "niszcze swoją
                                          płodnosć" zakladajac prezerwatywe? co sie dzieje z moją plodnością po zdjęciu
                                          prezerwatywy? (czy ja aby juz tych pytan nie zadawalem ?)

                                          No dobra i teraz czas na mój ulubiony przykład... uwaga... tarrrraaaaa...
                                          Czy wkladajac zatyczki do uszu na noc ogłaszasz wszem i wobec ze wlasnie
                                          zniszczyłeś swój słuch ? Sadze ze twoje otoczenie mogloby po takim oswiadczeniu
                                          dziwnie na ciebie spojrzec. No wlasnie tak to jest gdy sie w sposob dziwaczny
                                          uzywa slowa "niszczyc".

                                          >
                                          > Czy ty nie odróżniasz sztucznej sterylizacji aktu od sterylizacji człowieka?

                                          a czy ty Trollolap nie wiesz ze takiego pojecia jak "sterylizacja aktu" nie ma?
                                          przynajmniej w jezyku polskim. To jest jakis twój wymysł. A moze dyskutujemy w
                                          innym jezyku? tylko w jakim?

                                          >
                                          > > Tak samo mezczyzna ktory ma prezerwatywe ma zdolnosc plodzenia.
                                          >
                                          > Nie chce mieć jej tak długo, póki nosi prezerwatywę.
                                          > Nie mów więc, ze mezczyzna ktory ma prezerwatywe ma zdolnosc plodzenia, bo
                                          sobi
                                          > e
                                          > zaprzeczasz.
                                          > Zdolność płodzenia ma mężczyzna bez prezerwatywy.
                                          >
                                          Po pierwsze skąd wiesz ze meżczyzna ktory ma prezerwatywe "nie chce miec
                                          zdolnosci plodzenia" ?
                                          a co powiesz na to ze on tę "zdolnosc plodzenia" chce miec tylko po prostu "nie
                                          chce plodzic"? po prostu te zdolnosc chce kontrolowac?
                                          Czy masz cos przeciwko kontrolowaniu swojej zdolnosci do plodzenia ?
                                          Obawiam sie ze mezczyzna bez prezerwatywy bez kobiety i bez wspolzycia za wiele
                                          sobie nie poplodzi.
                                          Jak definiujesz "zdolnosc płodzenia" ?

                                          I na koniec trollolap proponuje abysmy dyskutowali po prostu po polsku, tzn.
                                          uzywajmy słów zgodnie z ich znaczeniami, nie twórzmy nowych słów, nowych
                                          znaczeń aby słowa takie jak "niszczyć" czy "sterylizacja" itd. oznaczały to co
                                          oznaczają.
                                          to chyba nie jest zbyt duze wymaganie ? a wiele ułatwi.
                                          • trollolap Re: Do trollolapa 05.03.05, 00:38
                                            poprzezknieje napisała:

                                            > Na zrazie w tym miejscu to dochodzimy do tego czy cos jest zabronione czy nie
                                            > a wiec nie jest to punktem wyjscia rozwazan - to ma byc wniosek.
                                            > A dlaczego prezerwatywa jest zabroniona to probuje sie dowiedziec od bardzo
                                            > dlugiego czasu i argumentow nie widze za bardzo.

                                            I nie zobaczysz zbyt prędko. Znam kilku takich, którzy domagają się dowodów na
                                            to, że upijanie się jest czymś złym. Pozwala im się to poczuć lepiej w chwilach
                                            folgowania swoim chuciom.

                                            > > To jest pewien slogan, którego nie lubię, ale rozumiem o co chodzi.
                                            > > W każdym razie rozumiem, że założenie prezerwatywy jest jednoznacznym
                                            > sygnałem,
                                            > > że kobieta tak, ale jej naturalna kobiecość to już nie.
                                            > >
                                            > Rozumiec mozesz sobie co chcesz tylko pytanie czy wszyscy maja tak to rozumiec?

                                            A dla ciebie zakładanie prezerwatywy oznacza, że że akceptujesz kobietę i jej
                                            naturalną płodność?

                                            > a moze to jest sygnal ze kobieta tak, plodnosc tak, poczecie odkladamy na
                                            > przyszlosc - ładne prawda ?

                                            W tej wersji ładne, ale nieprawdziwe.
                                            Prawdziwe wygląda tak:
                                            "kobieta tak, jej plodnosc teraz nie czyli poczecie nie teraz"

                                            > A tak wogole co to wg ciebie jest "naturalna kobiecosc"?
                                            > Czy jest cos takiego jak "nienaturalna kobiecosc"?

                                            Owszem - np. ze spiralą, itp.

                                            > > W danym momencie się właśnie sterylizują.
                                            > > W przypadku antykoncepcji chodzi o akt seksualny w którym płodność jest
                                            > > elementem zbędnym i nieakceptowanym. Jest to więc jak najbardziej steryli
                                            > zacja
                                            > > samego aktu.
                                            > Trollolap czy ty rozumiesz co to znaczy "sterylizowac się" ?

                                            Jak najbardziej.

                                            > A Sterylizacja aktu ! o to przyznaje zupelnie cos nowego!
                                            > wiec zajrzyjmy moze do slownika jezyka polskiego (takim jezykiem sie
                                            > poslugujemy) polecana strona sjp.pwn.pl
                                            > haslo sterylizacja:
                                            > "med. wet. «pozbawianie zdolności rozrodczej z zachowaniem czynności
                                            > hormonalnej gruczołów płciowych, dokonywane zwykle za pomocą zabiegu
                                            > chirurgicznego»
                                            > Sterylizacja zwierząt, ludzi."

                                            Tak to jest gdy się bezrozumnie korzysta z jednej książki.
                                            Czy "zwykle" to dla ciebie to samo, co "zawsze" i "tylko"?
                                            Poza tym z czegóż to wykoncypowałeśm że to pozbawienie zdolności rozrodczej
                                            dotyczy "wyłącznie" zwierząt i ludzi?
                                            Możesz wskazać miejsce, w którym słownik tak to ogranicza?
                                            Czy ty aby wiesz na pewno, że sterylizacja to to samo, co "pozbawienie zdolności
                                            płodzenia"?

                                            > zobacz zapomnieli dopisac "sterylizacja aktu" ?!

                                            No widzisz. A o sterylizacji podręczników też nie wspomnieli?
                                            Twoi koledzy po ideologii o niej się rozpisują tutaj:
                                            www.edu.edu.pl/info/info_show_details.php?infoid=1289
                                            Ja tam rabanu o zastosowanie terminu nie robię, bo go rozumiem, ale ty
                                            powinieneś czym prędzej tam pobiec i prostować te banany.

                                            > sadzisz ze powinnismy napisac do wydawnictwa PWN? (sory za te ironie ale nie
                                            > moge sie powstrzymac gdy kolejny raz mam doczynienia z nowomową)

                                            Żeby się wypowiadać na temat nowomowy, to trzeba by było najpierw dogłębnie
                                            poznać prawidła polskiej frazeologii.

                                            > Wydaje mi sie jednak ze po prostu takie pojecie nie istnieje i jest to nowomowa

                                            No tutaj ci przyznam rację. Po prostu ci się wydaje.
                                            Gdy się człowiek ogranicza to zwykle wpada jak śliwka w kompot, co i ciebie nie
                                            ominęło.
                                            Nowomowa: «język władzy i kontrolowanych przez nią środków przekazu w państwach
                                            komunistycznych, wytwarzany wewnątrz partii, przenikający do języka urzędowego i
                                            potocznego»

                                            O czym ty właściwie mówisz cżłowieku?
                                            Nie umiesz nawet korzystać ze słownika do którego innych odsyłasz.


                                            > I na koniec trollolap proponuje abysmy dyskutowali po prostu po polsku, tzn.
                                            > uzywajmy słów zgodnie z ich znaczeniami


                                            Pamiętaj o tym następnym razem, zanim się wypowiesz w temacie, o którym nie masz
                                            zielonego pojęcia.

                                      • genepis Re: Odpowiedz zbiorcza 04.03.05, 23:14
                                        Jejku! Wybył człowiek z sieci na parę dni, a tu nalazło listów, że ho, ho!
                                        Jeszcze nie czytałam całej dyskusji, wiec moze bede sie powtarzać, ale zacznę
                                        tam, gdzie jak mniemam skończyliśmy

                                        poprzezknieje napisała:

                                        > dlaczego nie ma tu całkowitego daru ?
                                        > czy dlatego ze mąż ma prezerwatywe na sobie ? to chyba dochodzimy do jakiegos
                                        > absurdu ze malzonkowie musza uprawiac
                                        > seks nago bo jak maja np zalozoną koszulke to wtedy jest sztuczna bariera
                                        > oddzielajaca malzonkow i nie jest to calkowity dar z siebie.

                                        A FC mówi coś o koszulkach? Wiesz dobrze, że celem prezerwatywy nie jest
                                        osłonięcie nagości (w przeciwieństwie do koszulki) ani ochrona przed chłodem (w
                                        przeciwieństwie do koszulki)
                                        Czy takie odwracanie kota ogonem nie nazywa się czasem manipulacją?

                                        > Dlaczego uważasz ze małżonkowie stosujacy prezerwatywe nie akceptują swojej
                                        > plodnosci ?

                                        To po co ją zakładają? Czy nie po to, aby uczynić akt bezpłodnym?

                                        > Przeciez nie niszczą jej, nie sterylizują się tylko starają się ją kontrolować,
                                        > sterować nią wręcz może bardzo im zależec na tym aby płodność trwała w
                                        > nienaruszonym stanie bo np. planują dzieci w przyszlosci
                                        > stosowanie prezerwatywy jest dzialaniem w celu wypełnienia obowiazku jakim jest
                                        >
                                        > odpowiedzialne rodzicielstwo

                                        Może to być odpowiedzialne rodzicielstwo na miarę odpowiedzialności tej akurat
                                        pary.
                                        Jest to jednak podjęcie działania w celu uczynienia aktu bezpłodnym.
                                        I o to "czynienie", o to "sztuczne ubezpłodnienie aktu" wszystko się rozbija.

                                        Szczerze powiedziawszy nie bardzo mam ochotę na kontynuowanie dyskusji o
                                        prezerwatywach. Nie używałam ich i nie mam zamiaru uzywać, dlaczego więc mam
                                        sobie zawracać głowę problemem prezerwatywy, skoro nie jest (i nigdy nie był) to
                                        mój problem?

                                        > Stosujac antykoncepcje wlasnie malzonkowie jak najbardziej akceptuja swoja
                                        > plodnosc i cenia jej dar a staraja sie jedynie w sposob rozsadny
                                        > z niej korzystac, gdyby nieakceptowali to po prostu by sie wysterylizowali i
                                        > tyle.

                                        To może się zdecyduj, czy piszesz tylko o prezerwatywie, czy o antykoncepcji w
                                        ogóle.
                                        Bo gdzieś mi tam niżej zarzucasz, ze raz piszę o niszczeniu, a raz o
                                        udaremnianiu płodności i nazywasz to manipulacją, a ja po prostu odnoszę się do
                                        użytego przez Ciebie szerokiego słowa "antykoncepcja" które obejmuje zarówno
                                        srodki niszczące płodność, jak i udaremniające poczęcie.
                                        W obu jednak przypadkach mamy do czynienia grzesznym aktem.

                                        >
                                        > Oczywiscie ze "nie tak", bo dokonujesz manipulacji słownej (zreszta nie
                                        > pierwszy raz) specjalnie uzywasz złego słowa "niszczyć" bo ma mocniejszą wymowę
                                        >
                                        > i robi większe wrażenie jednocześnie doskonale wiesz że to słowo nie oddaje
                                        > najlepiej sensu twojej wypowiedzi i potem tlumaczysz ze chodzi o dużo
                                        > łagodniejsze "udaremnienie"

                                        Niczego takiego nie tłumaczyłam. Wyjaśniłam tylko, ze udaremnienie (odnośnie
                                        prezerwatywy) mieści się w słowie "niszczenie" odnośnie antykoncepcji w ogóle, a
                                        zrobiłam to na wyraźną Twoją prośbę o posłużenie się słownikową definicją słowa
                                        "niszczyć"
                                        Natomiast samego słowa "niszczyć" użyłam w odniesieniu do daru. Cytuję:
                                        "Jeśli płodność jest błogosławieństwem (darem) a antykoncepcja jest niszczeniem
                                        tegoż daru, to chyba nie jest to tak całkiem w porządku?
                                        Ale to jest porządek miłości, a nie prawa.
                                        Jeśli kogos kochasz, to nie będziesz jego darów niszczył."
                                        Podkreśliłam to raz jeszcze w kolejnym liscie:
                                        "Napisałam - to jest porządek miłości. Zapytaj siebie, czy kochasz Dawcę
                                        płodności, a będziesz miał klarowny wywód."
                                        Wszystko odnosi się do aktu, a nie do zdolności płodzenia w ogóle.
                                        Jeśli w danym akcie odrzucam czynnie płodność - odrzucam Dar.
                                        Ale bez miłości tego się nie zrozumie, więc zamykam dyskusję.

                                        > Dlatego aby wykazac błędnosc twojego podejscia dobrze jest zapytac sie co sie
                                        > dzieje po zdjeciu prezerwatywy?
                                        > Głupio brzmi powiedzenie ze "zniszczona plodnosc powraca"
                                        > Pisanie o "udaremnianiu" plodnosci tez jest błędne bo stosujac prezerwatywe
                                        > malzonkowie sa plodni a jedynie ich akt jest nieplodny.

                                        Mylisz płodnośc osoby z płodnościa aktu świadomie, czy niechcący?
                                        O to czynienie aktu niepłodnym rozbija się wszystko.
                                        KK na to nie pozwala, niezależnie od tego, czy Ci się to podoba, czy nie.

                                        > Tak samo gdy mezczyzna i kobieta stoja obok siebie to czy ich plodnosc jest
                                        > udaremniona ? Nie bo posiadaja zdolnosc plodzenia.
                                        > Tak samo mezczyzna ktory ma prezerwatywe ma zdolnosc plodzenia.

                                        Dopóki ma ją na sobie dopóty udaremnia tę zdolność. I tu jest pies pogrzebany

                                        > Ale szczytem twojej manipulacji jest poslugiwanie sie slowem "ubezplodniony" w
                                        > kontekscie pisania o antykoncepcji!
                                        > Po pierwsze jest to zwrot scisle medyczny ktory trudno znalezc w slowniku
                                        > jezyka polskiego (w tym ktory podalas wogole go nie
                                        > ma) a po drugie oznacza on po prostu sterylizację
                                        > i za stroną (encyklopedia pwn) ktora podalas czytamy:
                                        > "UBEZPŁODNIENIE, med. chirurgiczny zabieg mający na celu trwałe uniemożliwienie
                                        >
                                        > zajścia w ciążę lub pozbawienie zdolności do zapłodnienia"
                                        > A wiec krótko mówiąc Genepis za bardzo nie wiesz o czym piszesz bo niby używasz
                                        >
                                        > słowa antykoncepcja a posługujesz sie argumentami przeciwko sterylizacji. Ja
                                        > wiem ze to efektowniej brzmi ale niestety nie ma za bardzo sensu.

                                        To słowo pojawia się np.w HV "...Błądziłby zatem całkowicie ten, kto by mniemał,
                                        że płodne stosunki płciowe całego życia małżeńskiego mogą usprawiedliwić
                                        stosunek małżeński z rozmysłu ubezpłodniony i dlatego z istoty swej moralnie
                                        zły" (Humanae Vitae, n. 14/3-4)"

                                        i w takim kontekscie i znaczeniu go używam POWTÓRZĘ JESZCZE RAZ DUŻYMI LITERAMI,
                                        PISZĘ O UBEZPŁODNIENIU AKTU a nie osoby.

                                        I kto tu manipuluje?
                                        >

                                        > >Napisałam - to jest porządek miłości. Zapytaj siebie, czy kochasz Dawcę
                                        > >płodności, a będziesz miał klarowny wywód.
                                        > Milosc do dawcy płodności nie wyklucza odpowiedzialnego zarzadzania jego darem.

                                        My nie zarządzamy Darem, tylko korzystamy z Daru (przez szacunek do Stwórcy)

                                        /Wycinam Twoje wyznania jak postrzegasz KK, bo to OT/

                                        > A czy potrafisz udowodnic ze ogladanie telwizji nie wplynie zle na twoje
                                        > malzenstwo i nie stanie sie przyczyna rozstania w perspektywie
                                        > najblizszych 40 lat ? Oczywiscie ze nie, czy wiec nalezy zakac ogladania
                                        > telewizji?

                                        Okresowa wstrzemiężliwość od telewizji jest jak najbardziej pożadana. Tak samo
                                        jak korzystanie z programu telewizyjnego i wybieranie tych odpowiednich, a
                                        pomijanie tych, których oglądać z różnych powodów nie warto.
                                        Obie te strategie na pewno bardziej przysłużą się małżeństwu niż bezmyślne
                                        pstrykanie pilotem i oglądanie wszystkiego jak leci.

                                        > >Stanowisko jest zajęte. Wszystko podlega pod V przykazanie.
                                        >
                                        > Zaraz, zaraz, przed chwila twierdzilas ze i tutaj cytuję:
                                        > "Zgodzę się z tym, ze najwyższy czas, aby KK zajął się również problemem
                                        > papierosów."
                                        > A teraz beztrosko twierdzisz ze stanowisko w sprawie papierosow zostalo zajete.
                                        > widzisz jakąs logike w tym co piszesz?

                                        Nie ma oficjalnego dokumentu odnoszącego się tylko i wyłącznie do papierosów ( i
                                        innych szkodliwych uzywek) i w tym kontekscie napisałam że najwyższy czas.
                                        Natomiast papierosy podlegają pod V przykazanie i w tym sensie stanowisko jest
                                        zajęte.
                                        Nic na to nie poradzę, że jakiś tam procent katolikow tego nie przyjmuje do
                                        wiadomości tak samo jak nic na to nie poradze ze jakis tam procent kradnie,
                                        użewa gumek, albo sie rozwodzi.
                                        Ja nie pale.
                                        • poprzezknieje Re: Odpowiedz zbiorcza 04.03.05, 23:34
                                          na razie krotko genepis bo juz nie mam wiecej czasu tylko trzy sprawy

                                          genepis napisała:

                                          >
                                          > Szczerze powiedziawszy nie bardzo mam ochotę na kontynuowanie dyskusji o
                                          > prezerwatywach. Nie używałam ich i nie mam zamiaru uzywać, dlaczego więc mam
                                          > sobie zawracać głowę problemem prezerwatywy, skoro nie jest (i nigdy nie był)
                                          t
                                          > o
                                          > mój problem?

                                          chcesz dysktutowac o zakazie antykoncpecji a nie chcesz o prezerwatywach ..
                                          to bardzo ciekawe !
                                          Wlasnie na tym to polega ze domagasz sie zakazu calej antykoncpecji a wiec
                                          kazdej z metod z osobna wiec niejako jestes zmuszona pisac o kazdej konkretnej.

                                          > KK na to nie pozwala, niezależnie od tego, czy Ci się to podoba, czy nie.

                                          Wyjasnisz mi w koncu dlaczego KK nie pozwala?
                                          Moze w koncu napisz ze nie wiesz,ze niewiadomo dlaczego i tyle nie bede pytal.

                                          > To słowo pojawia się np.w HV "...Błądziłby zatem całkowicie ten, kto by
                                          mniemał
                                          > ,
                                          > że płodne stosunki płciowe całego życia małżeńskiego mogą usprawiedliwić
                                          > stosunek małżeński z rozmysłu ubezpłodniony i dlatego z istoty swej moralnie
                                          > zły" (Humanae Vitae, n. 14/3-4)"
                                          >
                                          > i w takim kontekscie i znaczeniu go używam POWTÓRZĘ JESZCZE RAZ DUŻYMI
                                          LITERAMI
                                          > ,
                                          > PISZĘ O UBEZPŁODNIENIU AKTU a nie osoby.
                                          >
                                          > I kto tu manipuluje?

                                          No własnie genepis kto tu manipuluje ?
                                          oto cytat z twojej wypowiedzi gdzie uzyłas tego słowa:

                                          "jedna zakłada pełną akceptację samego siebie oraz współmałżonka takim jakim
                                          jest, wraz ze swoją i jego płodnością.
                                          Druga jest warunkowa „akceptuję cię, o ile jesteś ubezpłodniony” (akceptuję
                                          twoje/swoje ciało, ale nie akceptuję twojej/swojej plodnosci) ."

                                          ewidentnie piszesz o osobie o wspolmalzonkach a nie o zadnym akcie !
                                          Nie wciskaj mi tu prosze genepis ze napisalas cos czego nie napisalas. na
                                          szczecie jest historia dyskusji i kazdy moze sprawdzic ze KŁAMIESZ twierdząc ze
                                          pisałaś o ubezpłodnieniu aktu bo pisalas o ubezplodnieniu osoby czyli o
                                          sterylizacji osoby.
                                          A tak wogóle to takie pojecie jak sterylizacja aktu w jezyku polskim nie
                                          istnieje.

                                          na razie tyle

                                          • trollolap Re: Odpowiedz zbiorcza 04.03.05, 23:58
                                            poprzezknieje napisała:

                                            > na razie krotko genepis bo juz nie mam wiecej czasu tylko trzy sprawy
                                            >
                                            > genepis napisała:
                                            >
                                            > >
                                            > > Szczerze powiedziawszy nie bardzo mam ochotę na kontynuowanie dyskusji o
                                            > > prezerwatywach. Nie używałam ich i nie mam zamiaru uzywać, dlaczego więc
                                            > mam
                                            > > sobie zawracać głowę problemem prezerwatywy, skoro nie jest (i nigdy nie
                                            > był)
                                            > t
                                            > > o
                                            > > mój problem?
                                            >
                                            > chcesz dysktutowac o zakazie antykoncpecji a nie chcesz o prezerwatywach ..
                                            > to bardzo ciekawe !

                                            Genepis nie pisała, że chce dyskutować o zakazie antykoncepcji. Manipulujesz
                                            tekstem adwersarza. Masz zadziwiające tendencje do wypowiadania się na temat
                                            tego, co inni chcą, a czego nie chcą, zamiast co napisali, a czego nie napisali.

                                            • poprzezknieje Re: Odpowiedz zbiorcza 05.03.05, 09:30
                                              trollolap napisał:

                                              > Genepis nie pisała, że chce dyskutować o zakazie antykoncepcji. Manipulujesz
                                              > tekstem adwersarza. Masz zadziwiające tendencje do wypowiadania się na temat
                                              > tego, co inni chcą, a czego nie chcą, zamiast co napisali, a czego nie
                                              napisali
                                              > .

                                              alez oczywiscie ze nie chce dyskutowac o antykoncpecji
                                              dlatego robi te swoje zliczanie postow na forum aborcja, pisze o zwiazkach
                                              antykoncpecji z aborcja, szuka fragmentow biblii o zakazie antykoncpecji,
                                              przytacza cytaty o antykoncpecji z Humanae Vitae i katechizmu BO....
                                              dyskutujemy o ufoludkach co lądują na marsie !
                                              Kurcze ze tez ja sie przez tydzien nei zorientowalem...

                                              No wrecz niesamowite! najpierw Genepis pisze ze nigdy nie pisala o
                                              ubezplodnieniu osob tylko o ubezplodnieniu aktu chociaz czarno na bialym cytuje
                                              jej wypowiedz w ktorej pisze o ubezplodnieniu osob,
                                              dalej o odczuciach, postawach i przekonaniach osob ktore stosuja prezerwatywy
                                              wypowiadaja sie autorytarnie osoby ktore nigdy prezerwatywy nie stosowaly (!),
                                              dalej mam powolywanie sie na wyniki badan ktorych nikt nie potrafi przytoczyc,
                                              dalej mam absurdalne wnioskowanie statystyczne o podziale 150:150 w grupie osob
                                              ktore dokonaly aborcje itd.

                                              a teraz na koniec dowiaduje sie ze ta dyskusja wcale nie jest na temat zakazu
                                              antykoncpecji
                                              brawo ... czy jest jeszcze w tej dyskusji jakis absurd ktory to przebije?

                                              A ja ci powiem trollolap ze po prostu bardzo fajnie sie dyskutuje o
                                              antykoncpecji sypiac ogolnikami, gotowymi regułakmi ktore czytasz na stronach
                                              katolickich, uogólniając na podstawie pojedynczych przypadków, gorzej gdy
                                              zaczynamy rozmawiac o konkretach, o konkrenych metodach jak prezerwatywa, o
                                              konkretnych postawach małżonków wtedy nagle okazuje sie że ... nikt juz nie
                                              chce dyskutowac o prezerwatywach... i taka jest prawda
                                              • trollolap Re: Odpowiedz zbiorcza 05.03.05, 13:29
                                                poprzezknieje napisała:


                                                > alez oczywiscie ze nie chce dyskutowac o antykoncpecji
                                                > dlatego robi te swoje zliczanie postow na forum aborcja, pisze o zwiazkach
                                                > antykoncpecji z aborcja, szuka fragmentow biblii o zakazie antykoncpecji,
                                                > przytacza cytaty o antykoncpecji z Humanae Vitae i katechizmu BO....
                                                > dyskutujemy o ufoludkach co lądują na marsie !

                                                A nie przyszło ci do głowy, że skoro zadajesz pytania, to wypadałoby na nie
                                                odpowiedzieć?
                                                Nie zawsze człowiek robi wyłącznie to, na co ma ochotę. Nie w tym jednak rzecz.
                                                O tym, czy Genepis chce, czy nie chce się wypowiadać wie tylko ona, dlatego
                                                podziwiam cię za twój upór w tłumaczeniu jej co ona chce a czego nie chce.
                                                Nie lepiej trzymać się napisanego tekstu, zamiast snuć domysły?
                                          • genepis Re: Odpowiedz zbiorcza 05.03.05, 18:03
                                            poprzezknieje napisała:

                                            > na razie krotko genepis bo juz nie mam wiecej czasu tylko trzy sprawy

                                            Ja też krótko, bo miałam w ogóle tu nie wchodzić, bo czasu nie mam ani kropli i
                                            tak z doskoku mnie skusiło.
                                            >
                                            > genepis napisała:
                                            >
                                            > >
                                            > > Szczerze powiedziawszy nie bardzo mam ochotę na kontynuowanie dyskusji o
                                            > > prezerwatywach. Nie używałam ich i nie mam zamiaru uzywać, dlaczego więc
                                            > mam
                                            > > sobie zawracać głowę problemem prezerwatywy, skoro nie jest (i nigdy nie
                                            > był)
                                            > t
                                            > > o
                                            > > mój problem?
                                            >
                                            > chcesz dysktutowac o zakazie antykoncpecji a nie chcesz o prezerwatywach ..
                                            > to bardzo ciekawe !

                                            Czy ja gdzieś napisałam, ze chcę dyskutować o antykoncepcji?
                                            Już nie wiem od czego ta dyskusja się zaczęła, ale o ile pamiętam - dyskutowałam
                                            z kimś o NPR, a Ty się wciąłeś i powoli zwekslowałeś na antykoncepcję, która
                                            interesuje mnie o tyle, ze wiem iz istniej takie zjawisko, wiem na czym polega,
                                            jak działa i że niektórzy uważają to za ósmy cud swiata.

                                            > Wlasnie na tym to polega ze domagasz sie zakazu calej antykoncpecji a wiec
                                            > kazdej z metod z osobna wiec niejako jestes zmuszona pisac o kazdej konkretnej.

                                            Ja się niczego nie domagam. Zakaz jest i uważam, że jest słuszny.
                                            A nawet gdyby go nie było - dla mnie antykoncepcja mogłaby nie istnieć. Znam
                                            lepsze i mniej szkodliwe metody praktykowania odpowiedzialnego rodzicielstwa.

                                            Dalej tnę, bo widziałam posty trollolapa i mogę się spokojnie podpisać pod tym,
                                            co pisze, a mój czas się skończył, obowiazki wzywają.
                                            Bardzo proszę, abys mnie pozostawił wyrazenie opini na temat tego co chcę, a
                                            czego nie chcę.

                                            Laura
                                        • martynka301 Parę słów ode mnie 10.03.05, 14:53
                                          Co do związku antykoncepcji i aborcji to były na ten temat prowadzone badania w
                                          USA, na stronie www.hli.org.pl są dostępne broszury także na ten temat.

                                          Nastawienie antykoncepcyjne wyklucza pojawienie się dziecka na świecie, łączy
                                          się ze strachem przed dzieckiem. W momencie nieoczekiwanego poczęcia strach
                                          często popycha ludzi do aborcji tym bardziej , że np. kobieta, która poczęła
                                          dziecko w trakcie brania hormonów odczuwa także strach "A czy to dziecko będzie
                                          zdrowe?", to pytanie pojawia się się także dlatego, że wiele kobiet stosujących
                                          antykoncepcję nie dba o siebie pod kątem ewentualnego poczęcia.

                                          Kobiety , które obserwują swój organizm , i wiedzą o co w nim chodzi- pozbywają
                                          się lęku przed dzieckiem, a także o ewentualnym poczęciu dowiadują się
                                          najwcześniej dzięki czemu mogą np. odstawić używki, brać witaminy aby zapewnić
                                          ze swej strony optymalne warunki rozwoju dziecka.



                                      • genepis Re: Odpowiedz zbiorcza 04.03.05, 23:27
                                        Na koncowke Twojego posta nie da sie odpowiedziec, bo ucina. wkleje wiec tu:

                                        poprzezknieje napisała:
                                        >A dziesiątki tysięcy okaleczonych lub bezpłodnych kobiet, ze o abortowanych
                                        >dzieciach juz nie wspomnę? Uciekasz w tani populizm.

                                        Czy mozesz cos wiecej napisac o okaleczonych i bezplodnych kobietach w wyniku
                                        stosowania prezerwatywy?

                                        Rozmawialismy o antykoncepcji jako takiej i w tym kontekscie ci odpowiedzialam.
                                        Jesli uwazasz, ze np pigułki czy spirale nie okaleczają kobiet, to nic na to nie
                                        poradzę...
                                        Nie twierdze, ze zawsze i każdą, ale fakt jest faktem.
                                        Ale to Ty wyciągnąłeś te populistyczne argumenty.
                                        Ja tylko odbiłam piłeczkę.

                                        >Nie bronię tej postawy. Bronię zakazu antykoncepcji.
                                        A ja chce ci tylko pokazac ze twoj postulat wg ktorego nalezy zakazac
                                        antykonpcecji bo moze prowadzic do grzechu
                                        jest bledny i nie znajduje zastosowania w innych miejscach o wiele bardziej
                                        ewidentnych np. palenie papierosów.

                                        Nie może prowadzić, tylko prowadzi do grzechu.
                                        To, że antykoncepcja może prowadzić do aborcji nie jest jedynym powodem dla
                                        którego antykoncepcja jest grzechem.
                                        Nie znaczy to, że każdy stosujący antykoncepcję dokona aborcji i niczego takiego
                                        nie twierdziłam.
                                        "Kościół zawsze nauczał, że antykoncepcja jest działaniem wewnętrznie złym;
                                        chodzi o akty małżeńskie ubezpłodnione w wyniku świadomego zamiaru. To nauczanie
                                        należy uważać za ostateczne i nie podlegające zmianie. Antykoncepcja sprzeciwia
                                        się w sposób poważny czystości małżeńskiej, jest sprzeczna z dobrem
                                        przekazywania życia (aspekt rodzicielski małżeństwa), jest zaprzeczeniem
                                        wzajemnego daru małżonków (aspekt jednoczący małżeństwa). Rani ona prawdziwą
                                        miłość i neguje suwerenną rolę Boga w przekazywania życia ludzkiego"

                                        I na tym skończę naszą dyskusję, bo czeka mnie pilna robota, którą odłożyłam,
                                        żeby w końcu odpowiedzieć, do tego przy grypie nie jest łatwo się skupić.
                                        Nie obiecuję, że zajrzę w weekend, najwcześniej w przyszłym tygodniu, więc nie
                                        musisz się śpieszyć z odpowiedzią.
                                        Zresztą nasza dyskusja zaczyna przypominać kręcenie się psa za własnym ogonem.
                                      • klara.brzoza DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 06.03.05, 16:31
                                        Wcale nie chce mi się odnosić do dyskusji nt. antykoncepcji, aborcji i
                                        statystyki, ale widzę superową „działalnośc” Trollolapa i ... jednak tez
                                        spróbuję odnieśc się do zarzutów „matematyków”.
                                        poprzezknieje:

                                        „nie ma żadnego znaczenia ile listów znajde czy nie znajde z dwóch powodów:
                                        1) forum gazety nie jest zadną miarodajną próbką z kilkunastu powodów np z
                                        takiego ze wieksze przwdopodobienstwo jest
                                        ze na forum napisze ktos kto ma problemy niz ten kto stosuje antykoncpecje i
                                        nie ma problemów !”

                                        Skąd wiesz, jakie jest to pradwopodobieństwo? Podaj wyniki badań nt. temat.

                                        „i powtorze to co wiele razy napisalem nie ma zadnego znaczenia to ze osoby
                                        stosujace antykoncepcje decyduja sie czasem na aborcję w kwestii zakazu
                                        stosowania antykoncepcji”

                                        Jak często stosujący antykoncepcję decydują się na aborcję? Podaj wyniki badań
                                        na ten temat.

                                        „Jak myslisz co jest bardziej prawdopodobne - znalezc przypadek dokonania
                                        aborcji wsrod milionów osob stosujacych antykoncepcje czy wsrod garstki osób
                                        stosujacych NPR wśród których wiekszosc to osoby wierzące ? „
                                        Otóż to: stosujący NPR to nawet nie najczęściej katolicy (sama jestem tego
                                        przykładem i to nie odosobnionym).Co do milionów stosujących antykoncepcję: w
                                        Polsce robi to tylko kilka procent, a metody naturalne –prawie połowa (sprawdź
                                        dane na forach feministycznych np. www.federa.org.pl)

                                        „Logiki, faktów, badań, liczb nie ma w tym żadnych ale słów robiących wrażenie
                                        jest dużo”
                                        Za to ty podałeś całe mnóstwo faktów. Tylko ich jakos nie widzę..

                                        To genepis:

                                        > Tak czy inaczej na 300 listow (z ostatnich 5 lat) kobiet po aborcji musiałbys
                                        > znaleźć co najmniej 150, w ktorych kobieta twierdziłaby , ze zawiodło ją NPR
                                        > żebys udowodnił, że antykoncepcja nijak się nie ma do aborcji.
                                        To Anka 451:
                                        >Tak czy inaczej na 300 listow (z ostatnich 5 lat) kobiet po aborcji musiałabys
                                        >znaleźć co najmniej 150, w ktorych kobieta twierdziłaby, ze zawiodła ją
                                        >abstynencja żebys udowodniła, że współżycie nijak się nie ma do aborcji.

                                        Mnie zarzuciłeś, że się nie znam na statystyce. Jakimś cudem- Ance tego nie
                                        zarzuciłeś. Gdzie konsekwencja? Ja zrozumiałam to tak, że genepis chciała
                                        zbadać częstośc aborcji wśród osób, które jej dokonały i napisały o tym na
                                        forum Aborcja. Wyliczała, ile tych osób może być. Wynikło mi, że ma to byc C A
                                        Ł A populacja spełniająca te 2 warunki: aborcja i obecnośc na forum. Skoro
                                        według Genepis mogło to byc jakies 300 osób, to 150 dla mnie stanowi 50% tej
                                        populacji. Czyli na tej podstawie mozna było snuć tezy o związku stosowanych
                                        metod planowania rodziny z dokonywaniem aborcji- ale tylko wśród osób z forum
                                        ABORCJA. Ja jestem przekonana, że własnie o to Genepis chodziło.
                                        poprzezknieje:

                                        „I to jest kolejna twoja manipulacja bo musialbym znalezc conajmniej 150 listów
                                        osob stosujacych NPR pod warunkiem ze
                                        w spoleczenstwie tyle samo osob stosuje NPR co antykoncpecje!
                                        A to jak wiesz
                                        Genepis to bajka.
                                        I ty Genepis chcesz mnie pouczac na temat badan statystycznych ?”

                                        No świetnie! Czy Twoja dusza matematyka nie burzy się na mysl, że brakuje tu
                                        takiego istotnego warunku, jak taka sama mozliwośc korzystania z internetu
                                        przez obie grupy? Jeśli miałbyć szukać takiego związku i uogólniać to na
                                        wszystkich , to przecież musiałbys założyc, że czas korzystania i dostęp do
                                        internetu jest taki sam w każdej grupie.

                                        ”Po drugie nie jest moim celem wykazywanie iz aborcja ma sie nijak do
                                        antykoncepcji bo byla by to kompletna głupota z mojej strony”

                                        To po co domagasz się jakichś wyników?

                                        „wypisujesz tu rzeczy o swoim pseudonaukowym badaniu postów na forum
                                        gazety”.
                                        a na post anki co chaciała badać dokładnie tak samo, to przeoczenie z Twojej
                                        strony? Jakoś Twoich sprzeciwów wobec tej metody nie widać. Gdzie konsekwencja?

                                        potem:

                                        „A druga sprawa to co z tego ze wykazesz ze jest jakas korelacja ?”

                                        I Ty mi zarzucasz nieznajomość statystyki? Pytasz więc, po co takie badania?
                                        Nie wierzę, że nie umiesz wyciągać wniosków z wyników badań. Ponoc matematyk
                                        jesteś.


                                        Genepis pisze o przyczynach wypadków drogowych (że czasem zdarzają się po
                                        alkoholu i dlatego należy zabronic jazdy po alkoholu) , a ty? Że czasem wypadki
                                        powodują też kobiety. Jaki wniosek wyciągasz? Żeby zabronić kobietom
                                        prowadzenia samochodów. Gdzie Twoja logika? Czy kobiet jest przyczyną wypadków?
                                        Czy nieprzestrzeganie przez nią przepisów? Czy logika w związku z tym nie
                                        nakazuje przestrzegać przepisów, a nie zabraniać kobietom prowadzenia??
                                        Zabronić przyczynę a nie osoby, które stwarzają taką przyczyne- czyż nie?.

                                        „Jezeli to jest twoja definicja stosowania metod regulacji
                                        poczec "antykoncepcyjnie" to czy mozna stosowac prezerwatywe
                                        nieantykoncepcyjnie ?

                                        Bo pewnie nie wiesz, że NPr mozna stosowaać nieantykoncepcyjnie- a prezerwatywy
                                        nie. NPR uzywasz do spłodzenia, jak i wtedy, gdy dziecka nie planujesz.
                                        Prezerwatywy nie stosujesz, jak chcesz miec dziecko.

                                        ecco_mama:

                                        > Kolaboratu nie napisałam.Starałam się coś wytłumaczyć, tylko pewnie szkoda
                                        > mojego czasu.
                                        ”Chyba szkoda naszego czasu na czytanie. Co to jest KOLABORAT, kobieto-
                                        naukowcu?
                                        Kolaborujący referat czy może współ-laborant?
                                        Z naukowym pozdrowieniem”
                                        Yeah, jako naukowiec przecież nie wywiodłas „kolaboratu” od „kolaboracji” i
                                        zapewne powinnas wiedziec, że miałam na mysli elaborat.

                                        anka451:
                                        „Hola hola - pani tu myli założenie z tezą. Ja nie założyłam zakazu współżycia.
                                        Ja tylko przeprowadziłam wywód prowadzący do wniosku, że należy zakazać
                                        współżycia. Oparty na takich samych przesłankach, jak wywód genepis. Mój wywód
                                        został zbudowany identycznie, jak wywód genepis”.

                                        Hola, hola- sam poprzezknieje stwierdził, że w kwestii niektórych tez wiadomo
                                        od razu, jaki wynik otrzymamy i że takie hipotezy testować mozna. Pytam: jakie
                                        jest logiczne uzasadnienie takiego postepowania? Co one nowego wniosą do badań,
                                        jesli juz przed ich rozpoczęciem znamy wyniki?


                                        ”W podobny sposób można udowodnić, że skoro niektórzy powodują wypadki drogowe,
                                        należy wszystkim zakazać prowadzenia samochodu, jak to słusznie zauważył
                                        poprzezknieje”
                                        Dlatego jest nakaz przestrzegania przepisów, bo przyczyna wypadków nie jest
                                        jazda samochodem, tylko nieprzestrzeganie przepisów. Logika nakazuje więc,
                                        przestrzegac przepisów, bo wtedy do wypadku nie dojdzie. I nie trzeba od razu
                                        nie siadac za kierownicę. Czyli nie trzeba od razu zaprzestać współżycia-
                                        wystarczy wybrać sposób na życie, który nie bierze pod uwagę aborcji, co
                                        gwarantuje w znacznym stopniu stosowanie npr.

                                        poprezzknieje:

                                        „Co z tego ze wiemy iz prawdopodobienstwo dokonania aborcji gdy sie nie
                                        wspolzylo jest równe zero ?”

                                        to, że nie bedziesz badał zalezności między dziewictwem a aborcją, bo wyniki
                                        znasz juz przed badaniami. Nie marnujesz tym samym czasu, pieniędzy, no i
                                        zajmujesz się tym, co wymaga badań.

                                        poprzezknieje:

                                        ”I tak jak napisałem nie ma zadnych przeciwskazan aby testowac hipoteze ktora
                                        zaproponowala anka123
                                        bo dla równan matematycznych nie ma to znaczenia - liczby sa liczbami. A wyniki
                                        badan tylko potwierdza to co wiemy juz na poczatku”- jakie jest więc logiczne
                                        uzasadnienie podjęcia takich badań?.

                                        dalej:
                                        „prosiłem cie abys wyjasniła dlaczego uwazasz ze wynik 150 : 150 wsrod osob
                                        ktore dokonaly aborcje ma swiadcyzc
                                        ze sklonnosc do dokonania aborcji w spolecznosci w ktorej jest 800 osob
                                        stosujacych antykoncpecje i 200 osob stosujacych NPR
                                        jest niezalezna od metody regulacji poczec?”
                                        To wyjaśniłam: nie mielismy przecież zbadać I L O Ś C I dokonywanych aborcji,
                                        tylko skłonnośc do niej. Wyjasniła, że to chodziło o badanie c a ł ej
                                        populacji z forum Aborcja, którzy jej dokonali. Jak Genepis
                                        • klara.brzoza CD DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 06.03.05, 16:33
                                          To wyjaśniłam: nie mielismy przecież zbadać I L O Ś C I dokonywanych aborcji,
                                          tylko skłonnośc do niej. Wyjasniła, że to chodziło o badanie c a ł ej
                                          populacji z forum Aborcja, którzy jej dokonali. Jak Genepis wyliczała- mogło
                                          to byc jakies 300 osób. Nawet , gdyby ich było mniej czy więcej o 5-10 osób,
                                          nie miałoby to istotnego znaczenia. Zauważ, że Genepis rozważał, ile takich
                                          osób mogło być i wyszło na to, że jakies 300. Niczego nie zakładała- w y l i c
                                          z a ł a.

                                          „nadal nieustannie i usilnie prosze o podanie wynikow badan ktore upowazniają
                                          cie klara.brzoza do stwierdzenia ze osoby stosujace antykoncpeje czesto
                                          dokonuja aborcji”

                                          W niektórych stanach USA wzrastała parenaście lat temu liczba aborcji,
                                          szczególnie u młodzieży. Antykoncepcja była ogólnie dostępna, mało tego- w
                                          szkołach rozdawano ją za darmo. Co widać w statystykach? Wzrost używania
                                          antykoncepcji i wzrost aborcji.
                                          Nie podam ci gotowego linka: ja nie kelner- na tacy nie podaje gotowego,
                                          zresztą, wystarczy, że wrzucisz odpowiednie hasło w wyszukiwarke i masz
                                          odpowiedź.
                                          A tu inny przykład:
                                          www.npr.prolife.pl/mity_o_antykoncepcji_1.htm gdzieś w połowie
                                          strony jest odpowiedź na Twoje pytania.
                                          i tu:
                                          www.woomb.org/bom/trials/chinaLaunching.html

                                          lillavati:

                                          ’Ale co to za metody
                                          badawcze: nie ma po co przeprowadzać badań, bo osoba badająca coś sobie założyła
                                          i wyszło jej, że wyniki będą takie a nie inne... „
                                          napisz to Ance czy poprzezknieje- oni w tym celują

                                          Co do badań biopierwisatków: nie jestem statystykiem ani logikiem. nieczego nie
                                          zakładam, nie potrzebuję znać populacji kobiet w wieku rozrodczym. wnioski z
                                          badań wykorzystuja lekarze (np. jesli uznają, że ołów we włosach łonowych to
                                          czynnik ryzyka poronien wielokrotnych, to może zrobia to jako badanie
                                          przesiweowe). Mnie nic do wyników. Do badania biopierwiastków nie potrzeba mi
                                          aksjomatów, ani z góry znanych wyników, ani znajomości prawdopodobieństwa
                                          pojawienia się próbki od kobiety, która ma poziom magnezu w normie. Nawet paląc
                                          włosy głowowe mnie nie interesuje, do której grupy by ją zakwalifikować- to
                                          wskażą badania, a pozostali stwierdzą, czy jest jakis związek.

                                          pop:

                                          link do badan podalem! - w przeciwienstwie do szanownych Pań genepis i
                                          klara.brzoza ktore glosno krzycza o zwiazkach antykoncepcji i aborcji a wynikow
                                          badan od tygodnia nie moge sie doprosic ...

                                          Co to za badania? Jak one się maja do naszej dyskusji? Nijak.
                                          Podałam jakieś linki- myślę, że uzupełnisz, skoro jesteś przekonany, że jest
                                          inaczej.

                                          natomiast postulat genepis i klary.brzozy o stosunku 150:150 jest nonsensem w
                                          czystej postaci co przyklad z murzynami najlepiej obrazuje...
                                          Poprzezknieje! Czy wielkośc populacji wpływa na zalezności z jej cechami? Aby
                                          zbadać skłonność, nie musisz znać wielkości populacji. Co do stosunku 15-: 150 –
                                          wyjaśniłam skąd się to wzięło moim zdaniem.
                                          Zaczęło sie od zaleznności, a Ty domagasz się ILOŚCI danego zjawiska. Tu
                                          oczywiście potrzebujesz znać wielkość. Wracając do twoich Murzynów i białych:
                                          przy badaniu skłonności d chorób nie jest Ci potrzebna znajomośc wielkości
                                          populacji. Gdybys jednak- jako ordynator kliniki musiał na poczatku roku
                                          zamawiac kolorowe koszule jednorazowe (czerwone dla Murzynów, zielone dla
                                          białych), to rzecz jasna- po zbadanu skłonności musiałbyś poznać wielkośc tych
                                          grup, by zamówic odpowiednie ilości koszul. To samo dotyczy aborcji: jesli
                                          musiałbys zamówic worki plastykowe zielone (na szczątki po dzieciach nprówek) i
                                          czerwone (po dzieciach antykoncepcyjnych), to potrzebna by Ci była wielkośc
                                          populacji. Bo skłonnośc można zbadać na podstawie zbadania próby prostej, a nie
                                          koniecznie na drodze wyboru proporcjinalnego.

                                          poprzezknieje:
                                          „Urząd Nauczycielski orzeka o zakazie antykoncpecji i argumentow za tym nei
                                          znajdziesz a wrecz to co znajdujesz urąga zdrowemu rozsądkowi co dodatkowo
                                          budzi nieufnosc bo
                                          nie tylko twoje osobiste doswiadczenie i rozum podpowiadaja ci ze zakaz
                                          antykoncpecji jest bledny „

                                          Dlaczego uważasz się za zbawiciela świata w kwestii doradzania odejścia od
                                          npru? Czy my- osoby stosujące npr, to jakies półgłówki, niedorozwoje umysłowe,
                                          którym tzeba przemówić do rozumu i pokazać, jakie szczęście nas czeka, jesli
                                          tylko zostawimy npr? Dlaczego na siłe chcesz uszczęśliwiać ludzi, pokazywać, że
                                          nie tedy droga- to tak, jakbys uważał się za mądrzejszego, lepszego,
                                          bardziej „światowego” (bo npr to takie niemodne przeciez, nie?). Po co czepiasz
                                          się rzeczy, na których sie nie znasz? Pytałeż genepis np. o wewnetrzną prawdę
                                          miłości, dary osobowe i nieosobowe czy kwestionowałeś ubezpłodnienie. Jak Cię
                                          to interesuje, to wybierz się na religię (chyba bezpłatna w szkołach). Czy na
                                          forum zydowskim tez przekonujesz o tym, że niespozywanie spożywanie
                                          wieprzowiny ze względu na nakazy religijne, uraga zdrowemu rozsądkowi? Czy w
                                          Korei bedziesz przekonywał, ze psów jeść nie mozna, bo Tobie to nie odpowiada?
                                          Nie przyszło Ci do głowy, że każdy ma swoje sumienie i nim sie kieruje?

                                          ale dodatkowo nieudolne próby Kosciola argumentowania za tym wskazuja ze
                                          podstawy nauki sa bardzo kruche (o ile wogole są)
                                          Co Ci do kościoła, jak nie nalezysz do niego?

                                          Opticbeck:
                                          „Z Twoich wniosków wynika, że NPR chroni przed aborcją, bo stosują je głównie
                                          katolicy oraz osoby dbające o swoje zdrowie. Cieszę się, że rozumiesz, że NPR
                                          stosują głównie katolicy i osoby dbające o swoje zdrowie, ale szkoda, że nie
                                          rozumiesz, że to nie NPR samo w sobie chroni przed aborcją, ale właśnie to, że
                                          ludzie je stosujący przy okazji najczęściej są katolikami (i to dzięki temu nie
                                          decyzują się na aborcję, a nie dzięki temu, że stosują NPR).”
                                          Ludzie stosujący npr to przewaznie katolicy i dbający o zdrowie. Nie-
                                          przewaznie katolicy, tylko oni razem stanowią tę największą grupę, stosujących
                                          npr. Stąd sprowadzanie postawy antyaborcyjnej tylko do katolików nie jest
                                          prawdziwe- bo to dotyczy w takim samym stopniu też pro-eko- nprowców
                                          niekatolików. Co oznacza, że nie trzeba byc katolikiem, by być przeciwnikiem
                                          aborcji- wystarczy stosowac npr. (powody decyzji- nakazy kościoła czy dbałość
                                          o zdrowie wykluczają aborcję).

                                          „Nie wskazałaś błędu w wywodzie anki.
                                          Jeśli go wskażesz, to ten sam błąd można dostrzec w wywodzie genepis, ponieważ,
                                          jakby to powiedzieć, zdania użyte przez ankę i zdania użyte przez genepis są te
                                          same, anka zacytowała genepis”
                                          Gdyby zająć się hipotezą anki, byłaby to strata czasu. Hipoteza Genepis
                                          doprowadziłaby do zbadania czegos ciekawego i otrzymalibysmy nowe badania na
                                          interesujący temat. I jeszcze jakies wnioski do wykorzystania na codzień.

                                          ecco_mama:
                                          „Ale, ale - jakieś parę miesięcy temu na tym forum jedna z tutejszych guru
                                          (prktyczny przewodnik, grrw - nie pamiętam) dawała jakiejś nieufnej
                                          początkującej radę, aby, dla nabrania wprawy i zaufania do npr - używała
                                          prezerwatywy właśnie w okr.niepłodnym (!). Jak znajdę czas, to poszukam.
                                          Pamiętam, że wtedy rozbawiło mnie to, ale jak się zastanowić...”

                                          Mam nadzieję, że znajdziesz czas, by znaleźć tę wypowiedź. Nie zdziwiłabym sie,
                                          gdyby była to jednak jakaś „przypadkowa” osoba-a nie stały bywalec.
                                          „I dalej:
                                          > napisałam,
                                          > dlaczego moim zdaniem npr nie sprzyja aborcji.
                                          Napisałaś, że antykoncepcja sprzyja. Czy z tego dla ciebie wniosek płynie, że
                                          npr nie sprzyja? Gratuluję”

                                          Ja tez gratuluję. Napisałam, czemu npr nie sprzyja aborcji (kościół + dbałośc o
                                          zdrowie). Jakie wnioski z tego wyciągnęłaś- to Twoja sprawa.

                                          „> > Zaryzykuję twierdzenie, że skuteczność npr, zakładając pełne unikanie
                                          > > współżycia zawsze, gdy stwierdzono okr. potencjalnej płodności - sprowadza
                                          > &
                                          • anka451 Re: CD DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 08.03.05, 01:15
                                            > „Nie wskazałaś błędu w wywodzie anki.
                                            > Jeśli go wskażesz, to ten sam błąd można dostrzec w wywodzie genepis, ponieważ,
                                            > jakby to powiedzieć, zdania użyte przez ankę i zdania użyte przez genepis są te
                                            > same, anka zacytowała genepis”
                                            > Gdyby zająć się hipotezą anki, byłaby to strata czasu. Hipoteza Genepis
                                            > doprowadziłaby do zbadania czegos ciekawego i otrzymalibysmy nowe badania na
                                            > interesujący temat. I jeszcze jakies wnioski do wykorzystania na codzień.

                                            Optibeck miał/miała rację - nie wskazałaś błędu w moim wywodzie. I nadal tego
                                            nie zrobiłaś. Ciągle posługujesz się pustosłowiem, jeśli chodzi o ocenę dowodów.
                                            • klara.brzoza Re: CD DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 08.03.05, 08:18
                                              anka451 napisała ( a właściwie to ja- anka tylko zacytowała):

                                              > > Gdyby zająć się hipotezą anki, byłaby to strata czasu. Hipoteza Genepis
                                              > > doprowadziłaby do zbadania czegos ciekawego i otrzymalibysmy nowe badania
                                              > na
                                              > > interesujący temat. I jeszcze jakies wnioski do wykorzystania na codzień.
                                        • klara.brzoza CD II DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 06.03.05, 16:36

                                          „I dalej:
                                          > napisałam,
                                          > dlaczego moim zdaniem npr nie sprzyja aborcji.
                                          Napisałaś, że antykoncepcja sprzyja. Czy z tego dla ciebie wniosek płynie, że
                                          npr nie sprzyja? Gratuluję”

                                          Ja tez gratuluję. Napisałam, czemu npr nie sprzyja aborcji (kościół + dbałośc o
                                          zdrowie). Jakie wnioski z tego wyciągnęłaś- to Twoja sprawa.

                                          „> > Zaryzykuję twierdzenie, że skuteczność npr, zakładając pełne unikanie
                                          > > współżycia zawsze, gdy stwierdzono okr. potencjalnej płodności - sprowadza
                                          > > się do skuteczności określenia (zdiagnozowania) okresu płodnego i
                                          > > niepłodnego

                                          >
                                          > No i jeszcze dochodzi skutecznośc samej metody.

                                          Nie dochodzi. Znów nie zrozumiałaś. Napisałam "sprowadza się" - czyli nie ma
                                          juz mowy o skuteczności metody jako takiej, bo, przy podanym założeniu, metoda
                                          sprowadza się do unikania współżycia, a to ma skuteczność 100%, byłoby to więc
                                          mnożenie przez 1.”
                                          Czyzby? Niewspółzycie w ogóle, brak współżycia w ogóle- tak, ale nie
                                          niewspółżycie w okresie płodności. Bo wyznaczenie okresu faktycznego płodności
                                          nie jest mozliwe na 100%. Czyli stosowanie npru sprowadza się do niewspółżycia
                                          w okresie potenacjalnej płodności. Tylko niewspółżycie przez cały cykl da 100%
                                          pewności, że w ciążę nie zajdziesz. Widac że znów nie zrozumiałaś.


                                          Anka451:

                                          „> Nie jesteśmy na forum "Nauka", jesli ktos stawia hipotezy o braku aborcji
                                          wśród
                                          > dziewic, to pojęcie naukowe "korelacji" bedzie dla niego za trudne.

                                          Droga klaro/jolu! Rzekłabym, że brak aborcji wśród dziewic to nie hipoteza - to
                                          wręcz aksjomat. A na aksjomatach to akurat wolno opierać dowody... Ale to jest,
                                          jak widać, dla ciebie za trudne...”
                                          Zastosowanie aksjomatu w statystyce? To dopiero metoda! Ale to jest, jak
                                          widać, dla ciebie zbyt trudne...
                                          Może nie zauważyłaś, że nie odnosiłam sie do żadnych założeń ideologicznych czy
                                          aksjomatów- wtrąciłam się tylko do dyskusji o statystyce. Ale to jest, jak
                                          widać, dla ciebie za teudne...

                                          Poprzezknieje:
                                          „A dlaczego prezerwatywa jest zabroniona to probuje sie dowiedziec od bardzo
                                          dlugiego czasu i argumentow nie widze za bardzo”

                                          No widzisz- gdybys był katolikiem „z krwi i kości”- wiedziałbyś dlaczego. Tobie
                                          przeciez kościół niczego nie zabrania ani nie nakazuje- zakazy i nakazy sa
                                          tylko dla katolików, a nie ogółu.

                                          „laczego uwazasz ze ktos sie czegos boi? Czy jak
                                          zakladasz nieprzemakalną kurtke wychodzac na deszcz to sie czegos boisz?
                                          Powiedz szczerze: czy odczuwasz strach ? Pewnie ze nie. To jest zupelnie
                                          normalna rzecz - pada deszcz to biore parasol lub kurtke zakladam i wychodze
                                          zalatwiam swoje sprawy. Jakos nigdy nie odczuwam strachu z powodu desczu, nie
                                          siedze spanikowany w domu, nie mam przerazonej miny wychodzac na zewnatrz”
                                          Nawet podczas ulewy, oberwania chmury? Wedy nawet mając najlepszej jakości
                                          kurtkę przeciwdeszczowa i parasol o średnicy 2 m. nie wychodziłbys w ulewę z
                                          domu, gdybyś nie musiał, mając na uwadze, że w żadnym wypadku nie możesz sobie
                                          np. przeziebić uszu. Wiatr mógłby wyłamac parasol, a zacinający deszcz
                                          dokładnie zalałby Ci twarz. i uszy.
                                          Jeśli w żadnym wypadku nie możesz miec dziecka, to nie decydujesz się na
                                          współżycie w okresie płodności (ulewy), biorąc pod uwagę, że parasol masz
                                          dziurawy (czasami prezerwatywa pęka). Jesli się zdecydujesz- nie możesz byc
                                          zaskoczony rezultatami.


                                          N akoniec: Trollolap napisała najwazniejsze:

                                          „O co chodzi w tym czepianiu się słówek i co jest w tej dyskusji najważniejsze -
                                          prawidłowo użyty wyraz lub konstrukcja gramatyczna, czy to, żeby przy pomocy
                                          erystycznych zagrywek wmawiać sobie i innym, że zależności brak? „
                                          Dodam od siebie: dyskusja zaczynała sie od czarnego i białego, potem była
                                          odpowiedź, po niej wcinałes się ty lub tobie podobni, i przekonywaliście, że
                                          przeciez dyskutujemy o szarym (czyli np. o niestosowaniu czegos w ogóle czy
                                          zakazie prowadzenia samochodu przez kobiety).
                                          Bardzo się cieszę, że Trollolap wykazał Wam Waszą logikę myslenia, a własciwie
                                          jej brak i udowodnił, że odwracacie kota ogonem, byleby dyskusja trwała-
                                          jałowa, to jałowa, ale się kręciła. Ja wychodzę z tego wątku i nie zamierzam z
                                          wami więcej dyskutować. Pomysleć, że taki piekny wątek zepsułeś poprzezknieje
                                          (bo od Ciebie sie zaczęło).

                                          • anka451 Re: CD II DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 08.03.05, 01:20
                                            > Może nie zauważyłaś, że nie odnosiłam sie do żadnych założeń ideologicznych czy
                                            >
                                            > aksjomatów- wtrąciłam się tylko do dyskusji o statystyce. Ale to jest, jak
                                            > widać, dla ciebie za teudne...

                                            Zauważyłam, że mylisz pojęcia. I że lubisz wypominać innym brak wiedzy na
                                            polach, na których sama toniesz. Oczywiście, że odnosiłaś się do aksjomatów.
                                            Można przyjąć, że dziewictwo jest gwarancją niedokonania aborcji. A ty się do
                                            tego niewątpliwie odniosłaś.
                                            • klara.brzoza Re: CD II DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 08.03.05, 08:23
                                              anka451 napisała:


                                              Oczywiście, że odnosiłaś się do aksjomatów.
                                              > Można przyjąć, że dziewictwo jest gwarancją niedokonania aborcji. A ty się do
                                              > tego niewątpliwie odniosłaś.
                                              Możesz przyjmować, co Ci się tylko podoba- mnie to nie interesuje. Jesli wg
                                              Ciebie tylko dziewictwo jest gwaranten niedokonania aborcji, to juz wiesz, jak
                                              postepowac, by do aborcji u siebie nie doprowadzic, jesli jesteś jej
                                              przeciwnikiem. Ja wiem, że gwarantem niedokonania aborcji jest stosowanie npru.
                                              I w tym znaczeniu może to byc aksjomat.
                                              • anka451 Re: CD II DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 08.03.05, 12:13
                                                > Jesli wg
                                                > Ciebie tylko dziewictwo jest gwaranten niedokonania aborcji, to juz wiesz, jak
                                                > postepowac, by do aborcji u siebie nie doprowadzic, jesli jesteś jej
                                                > przeciwnikiem. Ja wiem, że gwarantem niedokonania aborcji jest stosowanie npru.
                                                >
                                                > I w tym znaczeniu może to byc aksjomat.

                                                A propos aksjomatów proponuję zajrzeć do podręczników matematyki z podstawówki,
                                                bo inaczej się nie dogadamy. Stosowanie NPRu nie jest żadnym gwarantem
                                                niedokonania aborcji, bo można sobie mierzyć temperaturę i badać śluz, a jak się
                                                wpadnie - usunąć ciążę i nie ma w tym żadnej sprzeczności - to jest tylko
                                                kwestia techniczna. Podobnie antykoncepcja nie jest żadnym sposobem na życie,
                                                ale po prostu środkiem technicznym. To światopogląd, a nie metoda regulacji
                                                poczęć, decyduje o tym, czy ktoś dokona aborcji, czy nie.
                                                • klara.brzoza Re: CD II DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 08.03.05, 13:48
                                                  > Stosowanie NPRu nie jest żadnym gwarantem
                                                  > niedokonania aborcji,

                                                  Bycie dziewicą nie jest żadnym gwarantem niedokonania aborcji (a taki był Twój
                                                  aksjomat?)-in vitro, a potem aborcja, bo nastapiła zmiana planów życiowych.
                                                  > Podobnie antykoncepcja nie jest żadnym sposobem na życie,
                                                  > ale po prostu środkiem technicznym.

                                                  Ha, nie zajrzałas do słownika i nie wiesz, co to jest styl zycia.
                                                  >To światopogląd, a nie metoda regulacji
                                                  > poczęć, decyduje o tym, czy ktoś dokona aborcji, czy nie.
                                                  I dlatego przyjęty styl życia (w skład którego wchodzi też światopogląd)
                                                  decyduje o tym, czy ktos dokona aborcji, czy nie.
                                                  • anka451 Re: CD II DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 08.03.05, 15:21
                                                    > >To światopogląd, a nie metoda regulacji
                                                    > > poczęć, decyduje o tym, czy ktoś dokona aborcji, czy nie.
                                                    > I dlatego przyjęty styl życia (w skład którego wchodzi też światopogląd)
                                                    > decyduje o tym, czy ktos dokona aborcji, czy nie.

                                                    Światopogląd owszem. Ale nie to, czy na codzień ktoś bawi się termometrem, czy
                                                    piankami, gumkami itd. Nie to, czy woli pić wodę z kubka czy ze szklanki. Nie
                                                    to, czy woli spędzać wakacje nad morzem, czy w górach.
                                                • trollolap Re: CD II DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 08.03.05, 21:17
                                                  anka451 napisała:

                                                  > Podobnie antykoncepcja nie jest żadnym sposobem na życie,
                                                  > ale po prostu środkiem technicznym.

                                                  Środkiem technicznym wykorzystywanym do realizacji sposobu na życie.
                                                  Gdyby nie było w tym sposobu na życie, nie broniłabyś antykoncepcji rękami i
                                                  nogami.
                                                  • anka451 Re: CD II DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 08.03.05, 23:28
                                                    > anka451 napisała:
                                                    >
                                                    > > Podobnie antykoncepcja nie jest żadnym sposobem na życie,
                                                    > > ale po prostu środkiem technicznym.
                                                    >
                                                    > Środkiem technicznym wykorzystywanym do realizacji sposobu na życie.
                                                    > Gdyby nie było w tym sposobu na życie, nie broniłabyś antykoncepcji rękami i
                                                    > nogami.

                                                    Ładnie to ujęłaś. Tak czy siak do tego środka technicznego dodaje się
                                                    światopogląd. I to światopogląd, a nie środek techniczny, decyduje o tym, czy
                                                    ktoś dokona aborcji, czy nie.
                                                  • trollolap Re: CD II DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 09.03.05, 02:34
                                                    anka451 napisała:

                                                    > > Środkiem technicznym wykorzystywanym do realizacji sposobu na życie.
                                                    > > Gdyby nie było w tym sposobu na życie, nie broniłabyś antykoncepcji rękam
                                                    > i i
                                                    > > nogami.
                                                    >
                                                    > Ładnie to ujęłaś. Tak czy siak do tego środka technicznego dodaje się
                                                    > światopogląd. I to światopogląd, a nie środek techniczny, decyduje o tym, czy
                                                    > ktoś dokona aborcji, czy nie.

                                                    Odwrotnie.
                                                    To do światopoglądu dodaje się środki techniczne. O zastosowanych środkach
                                                    decyduje przede wszystkim światopogląd. Chyba, że ktoś jest do tego zmuszony
                                                    wbrew swojej woli, wtedy to zupełnie inny problem.
                                                  • anka451 Re: CD II DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 09.03.05, 11:51
                                                    > Odwrotnie.
                                                    > To do światopoglądu dodaje się środki techniczne. O zastosowanych środkach
                                                    > decyduje przede wszystkim światopogląd. Chyba, że ktoś jest do tego zmuszony
                                                    > wbrew swojej woli, wtedy to zupełnie inny problem.

                                                    Ta część światopoglądu, która odpowiada za środki techniczne może być rozłączna
                                                    z tą, która decyduje o czynach typu aborcja. Podać przykłady, czy łapiesz?
                                        • ciociacesia Re: DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 06.03.05, 17:15
                                          > Mnie zarzuciłeś, że się nie znam na statystyce. Jakimś cudem- Ance tego nie
                                          > zarzuciłeś. Gdzie konsekwencja? Ja zrozumiałam to tak

                                          moze dlatego ze anka tylko parafrazowała to co genepis napisała?

                                          > Dlatego jest nakaz przestrzegania przepisów, bo przyczyna wypadków nie jest
                                          > jazda samochodem, tylko nieprzestrzeganie przepisów. Logika nakazuje więc,
                                          > przestrzegac przepisów, bo wtedy do wypadku nie dojdzie.

                                          wypadki zdarzają się też kiedy przepisy są przestrzegane. miedzy innymi dlatego
                                          nazywamy je wypadkami :P a gdyby zakazac jazdy samochodem na pewno by sie nie
                                          zdazały :D
                                          • trollolap Re: DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 06.03.05, 20:24
                                            ciociacesia napisała:

                                            > wypadki zdarzają się też kiedy przepisy są przestrzegane.
                                            > miedzy innymi dlatego nazywamy je wypadkami :P
                                            > a gdyby zakazac jazdy samochodem na pewno by sie nie
                                            > zdazały :D

                                            Czy mogłabyś podać przykład wypadku, który zaistniał przy pełnym przestrzeganiu
                                            przepisów przez wszystkie strony?
                                            • artus1231 Re: DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 06.03.05, 20:52
                                              trollolap napisał:

                                              > ciociacesia napisała:
                                              >
                                              > > wypadki zdarzają się też kiedy przepisy są przestrzegane.
                                              > > miedzy innymi dlatego nazywamy je wypadkami :P
                                              > > a gdyby zakazac jazdy samochodem na pewno by sie nie
                                              > > zdazały :D
                                              >
                                              > Czy mogłabyś podać przykład wypadku, który zaistniał przy pełnym
                                              przestrzeganiu
                                              > przepisów przez wszystkie strony?

                                              Źle ustawiona sygnalizacja świetlna na jednym ze skomplikowanych skrzyżowań
                                              nowej krakowskiej ulicy Turowicza. Efekt: w ciągu pierwszych dni po oddaniu
                                              ulicy do użytku - jedna ofiara śmiertelna.
                                              • trollolap Re: DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 06.03.05, 23:31
                                                artus1231 napisał:

                                                > > Czy mogłabyś podać przykład wypadku, który zaistniał przy pełnym
                                                > przestrzeganiu
                                                > > przepisów przez wszystkie strony?
                                                >
                                                > Źle ustawiona sygnalizacja świetlna na jednym ze skomplikowanych skrzyżowań

                                                Tak właśnie wygląda efekt nie trzymania się zasad teorii i podawania złych
                                                instrukcji.
                                                A jak to się ma do NPR?
                                                Jedyna analogia jaka mi się nasuwa, to przykłady złych informacji o NPR,
                                                podawane tu i tam, zwłaszcza w kolorowych czasopismach lansujących
                                                antykoncepcję. Wtedy rzeczywiście o wypadek nietrudno.
                                                Dlatego tak ważne jest, aby podawane wskazówki były rzetelne.
                                                Zdarzyć się też mogą sytuacje nadzwyczajne, bo jak to się mówi: wyjątek
                                                potwierdza regułę. Nie oznacza to jednak potępiania w czambuł ani sygnalizacji
                                                świetlnej, ani NPR, tylko jest ostrzeżeniem do czego prowadzi lekceważenie
                                                podawania rzetelnych instrukcji i odstawianie fuszerki.
                                              • majkabis do artusa: 07.03.05, 19:55
                                                Jest taka zasada ograniczonego zaufania do innych kierowców.
                                                Jest taki przepis, zobowiązujący do zachowania szczególnej ostrozności przy
                                                wjeździe na skrzyzowanie.
                                                Czy w podanym przez Ciebie przykładzie nie doszło jednak do złamania przepisów?
                                                • anka451 Re: do artusa: 08.03.05, 01:27
                                                  > Jest taka zasada ograniczonego zaufania do innych kierowców.
                                                  > Jest taki przepis, zobowiązujący do zachowania szczególnej ostrozności przy
                                                  > wjeździe na skrzyzowanie.
                                                  > Czy w podanym przez Ciebie przykładzie nie doszło jednak do złamania przepisów?

                                                  No to powiedz majka, w jaki sposób łamie przepisy ktoś, kto jedzie odpowiednio
                                                  wolno, ale warunki drogowe są tak kiepskie, że wpada w poślizg i uderza w
                                                  drzewo? Jakie przepisy są wtedy złamane?
                                                  • klara.brzoza za majkę 08.03.05, 08:26
                                                    Anka 451 napisała:
                                                    > No to powiedz majka, w jaki sposób łamie przepisy ktoś, kto jedzie odpowiednio
                                                    > wolno, ale warunki drogowe są tak kiepskie, że wpada w poślizg i uderza w
                                                    > drzewo? Jakie przepisy są wtedy złamane?

                                                    Zapewne nie dostosował prędkości do warunków jazdy- przy 5 km/godz. nie wpada
                                                    się na drzewo.
                                                    czy to, że ktoś nie wywiązał się z obowiązku posypywania jezdni (czyli nie
                                                    przestrzegał przepisów, które go do tego zobowiązywały) jest powodem, by
                                                    zabronic jazdy zimą? Bo mnie się coś wydaje, że wystarczy, by każdy
                                                    przestrzegał przepisów.
                                                  • anka451 Re: za majkę 08.03.05, 12:17
                                                    > Zapewne nie dostosował prędkości do warunków jazdy- przy 5 km/godz. nie wpada
                                                    > się na drzewo.
                                                    > czy to, że ktoś nie wywiązał się z obowiązku posypywania jezdni (czyli nie
                                                    > przestrzegał przepisów, które go do tego zobowiązywały) jest powodem, by
                                                    > zabronic jazdy zimą? Bo mnie się coś wydaje, że wystarczy, by każdy
                                                    > przestrzegał przepisów.

                                                    Częściowo się z tobą zgadzam. Wystarczy, aby przestrzegano przepisów -
                                                    wystarczy, aby postępowano zgodnie z systemem wartości, który nie dopuszcza
                                                    aborcji. Jeśli ktoś jest przeciwny aborcji, to jej nie dokona, bez względu na
                                                    to, czy woli termometr, czy gumki. Czy to, że ktoś dokonał aborcji jest powodem,
                                                    żeby zabronić antykoncepcji? - to jest identycznie, jak z jazdą zimą.
                                            • anka451 Re: DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 08.03.05, 01:23
                                              > Czy mogłabyś podać przykład wypadku, który zaistniał przy pełnym przestrzeganiu
                                              > przepisów przez wszystkie strony?

                                              To ja też się dorzucę - zwykły poślizg
                                              • klara.brzoza Re: DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 08.03.05, 08:28
                                                anka451 napisała:

                                                > > Czy mogłabyś podać przykład wypadku, który zaistniał przy pełnym przestrz
                                                > eganiu
                                                > > przepisów przez wszystkie strony?
                                                >
                                                > To ja też się dorzucę - zwykły poślizg
                                                No własnie: czy wtedy osoby odpowiedzialne za stan utrzymania nawierzchni
                                                przestrzegały przepisów, które je obowiązują?
                                                • anka451 Re: DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 08.03.05, 12:20
                                                  > No własnie: czy wtedy osoby odpowiedzialne za stan utrzymania nawierzchni
                                                  > przestrzegały przepisów, które je obowiązują?

                                                  Czy Ty naprawdę sądzisz, że gdy nagle cały kraj zawieje, osoby odpowiedzialne na
                                                  stan utrzymania nawierzchni mogą się w ciągu kilku minut cudownie rozmnożyć i
                                                  doprowadzić do ładu wszystkie nawierzchnie???
                                                  • klara.brzoza Re: DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 08.03.05, 13:56
                                                    anka451 napisała:


                                                    > Czy Ty naprawdę sądzisz, że gdy nagle cały kraj zawieje, osoby odpowiedzialne
                                                    n
                                                    > a
                                                    > stan utrzymania nawierzchni mogą się w ciągu kilku minut cudownie rozmnożyć i
                                                    > doprowadzić do ładu wszystkie nawierzchnie???

                                                    No własnie- wtedy rozsądek nakazuje pozostanie w domu.
                                                    Jesli absolutnie nie możesz sobie pozwolić na dziecko, to rozsądek nakazuje nie
                                                    współżyć w okresie płodnym w obawie przed nieposypanym odcinkiem drogi, na
                                                    którym moze dojść do wypadku.
                                                  • anka451 Re: DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 08.03.05, 15:23
                                                    > anka451 napisała:
                                                    >
                                                    >
                                                    > > Czy Ty naprawdę sądzisz, że gdy nagle cały kraj zawieje, osoby odpowiedzi
                                                    > alne
                                                    > n
                                                    > > a
                                                    > > stan utrzymania nawierzchni mogą się w ciągu kilku minut cudownie rozmnoż
                                                    > yć i
                                                    > > doprowadzić do ładu wszystkie nawierzchnie???
                                                    >
                                                    > No własnie- wtedy rozsądek nakazuje pozostanie w domu.
                                                    > Jesli absolutnie nie możesz sobie pozwolić na dziecko, to rozsądek nakazuje nie
                                                    >
                                                    > współżyć w okresie płodnym w obawie przed nieposypanym odcinkiem drogi, na
                                                    > którym moze dojść do wypadku.

                                                    Tu w pełni się z tobą zgadzam. Ale wyjechechanie z domu nie jest chyba jeszcze
                                                    łamaniem przepisów, co?
                                        • anka451 Re: DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 08.03.05, 01:09
                                          > Pytam: jakie
                                          > jest logiczne uzasadnienie takiego postepowania? Co one nowego wniosą do badań,
                                          >
                                          > jesli juz przed ich rozpoczęciem znamy wyniki?

                                          Tak to już jest (nie tylko w matematyce), że żeby udowodnić bardziej złożony
                                          problem, należy się oprzeć na prostszych przesłankach, choćby nawet były
                                          oczywiste. Inaczej - to nawet lepiej, jeśli przesłanki są oczywiste, bo wtedy
                                          łatwiej zrozumieć dowód.

                                          Wyobraź sobie, że chcesz udowodnić, że Burek jest psem. Burek szczeka. Jak
                                          udowodnić, że jest psem? Musisz powiedzieć, że tylko psy szczekają, a gdyby nie
                                          był psem, to by nie szczekał. Przecież wszyscy wiedzą, że psy szczekają. Co to
                                          wnosi do dowodu, skoro na starcie wszyscy wiedzą, że psy szczekają???

                                          Taka jest istota dowodzenia, że zakłada się coś, co wszyscy wiedzą, żeby móc
                                          udowodnić coś, co nie dla wszystkich jest oczywiste. Teraz jaśniej, czy wciąż za
                                          trudne? Nie powinno być za trudne, bo to jest wiedza, którą wynosi się z
                                          podstawówki.
                                          • klara.brzoza Re: DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 08.03.05, 08:33
                                            Nie trzeba udowadniać, że tylko psy szczekają, żeby stwierdzic, że mamy psa
                                            przed sobą. A nóz nas pies szczekac nie umie i co wtedy z Twoimi wywodami?
                                            Cóż, jesli ktoś nie widział nigdy psa, to fakt- trzeba mu to udowaniać.
                                            Nic, co jest pewne,co zostało poznane, nie wymaga ponownego udowadniania.
                                            • anka451 Re: DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 08.03.05, 12:48
                                              > Nie trzeba udowadniać, że tylko psy szczekają, żeby stwierdzic, że mamy psa
                                              > przed sobą. A nóz nas pies szczekac nie umie i co wtedy z Twoimi wywodami?
                                              > Cóż, jesli ktoś nie widział nigdy psa, to fakt- trzeba mu to udowaniać.
                                              > Nic, co jest pewne,co zostało poznane, nie wymaga ponownego udowadniania.

                                              Ech, chciałam Ci dać oczywisty przykład, ale skoro go nie zrozumiałaś, dam Ci
                                              lepsze (mam nadzieję, że nie będą z kolei za trudne dla naukowca).

                                              Jakbyś udowodniła, że 17 jest liczbą pierwszą?
                                              Jakbyś udowodniła, że 132 dzieli się przez 3?
                                              Jakbyś udowodniła, że 3948860347660 dzieli się przez 2?

                                              Bo nawet przeciętnie zdolny litealista powiedziałby, że:
                                              17 jest liczbą pierwszą, bo jej jedynymi dzielnikami są 1 i 17
                                              132 dzieli się przez 3, bo 1+3+2 = 6, a 6 dzieli się przez trzy (i proszę - cóż
                                              za głupota, twoim zdaniem, żeby uciekać się to takich oczywistości jak wynik
                                              dodawania 1, 3 i 2)
                                              60 dzieli się przez 2, bo ostatnią cyfrą 60 jest 0 (pies jaki jest, każdy widzi).

                                              Proszę, udowodnij powyższe twierdzenia bez odnoszenia się do oczywistych faktów,
                                              które widać gołym okiem (jak choćby to zero na końcu liczby 3948860347660).
                                              • klara.brzoza POMYLIŁAŚ FORUM 08.03.05, 13:59
                                                Jak Cię interesuje, jak to udowodnic, to zadaj to pytanie na forum np.
                                                nauczyciele czy nauka. A swoja drogą- mysłałam, że na studiach Cie tego
                                                nauczyli...
                                                • anka451 Re: POMYLIŁAŚ FORUM 08.03.05, 15:28
                                                  Ojej, a jednak okazało się za trudne... Ja wiem, jak to udowodnić i pokazałam ci
                                                  to. Ponieważ jednak ty sugerujesz, że nie można opierać dowodów na oczywistych
                                                  przesłankach, poprosiłam, żebyś podała inny sposób udowodnienia tych twierdzeń.
                                                  Nie - na studiach mnie takich rzeczy nie uczyli. Ale w podstawówce tak. A ciebie
                                                  nie?
                                                  • klara.brzoza Re: POMYLIŁAŚ FORUM 08.03.05, 17:12
                                                    A my w podstawówce mielismy taką super- matematycę, że nie musiała nam niczego
                                                    udowadniać. Wierzylismy jej na słowo.
                                                    Taki miała autorytet.
                                                    ;)
                                                  • anka451 Re: POMYLIŁAŚ FORUM 08.03.05, 23:24
                                                    No to wszystko jasne... Choć nie jestem tutaj autorytetem, przyjmij na słowo, że
                                                    dowodzenie jest jak piramidka: od prostych i oczywistych faktów dochodzi się do
                                                    trudniejszych i mniej oczywistych. I w tym rzecz, że można, a wręcz należy
                                                    opierać się na przesłankach, które są oczywiste / łatwe do zrozumienia.
                                              • trollolap Re: DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 08.03.05, 21:24
                                                anka451 napisała:

                                                > Jakbyś udowodniła, że 3948860347660 dzieli się przez 2?

                                                A tobie o co właściwie chodzi?
                                                Potrafisz udowodnić, że jabłko uda się podzielić na dwie połowy?
                                                A tak w ogóle to jak to się ma do NPR?
                                                • anka451 Re: DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 08.03.05, 23:35
                                                  > anka451 napisała:
                                                  >
                                                  > > Jakbyś udowodniła, że 3948860347660 dzieli się przez 2?
                                                  >
                                                  > A tobie o co właściwie chodzi?
                                                  > Potrafisz udowodnić, że jabłko uda się podzielić na dwie połowy?
                                                  > A tak w ogóle to jak to się ma do NPR?

                                                  Przypomnę, że klarze się wydaje, że dowodów nie można opierać na oczywistych
                                                  przesłankach i że te oczywiste przesłanki nic nie wnoszą do dowodów. To było a
                                                  propos mojej parafrazy (jak to ładnie ujęła ciociacesia) wywodu genepis.
                                                  Ponieważ przykład o psach nie został zrozumiany, uciekłam się to trywialnego
                                                  przykładu matematycznego, żeby pokazać, że klara się myli.

                                                  A ogólnie to chodzi mi o to, że wciąż nie wiem, na jakiej podstawie niektórzy tu
                                                  twierdzą, że antykoncepcja prowadzi do aborcji, a NPR przed aborcją chroni :)
                                                  • trollolap Re: DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 09.03.05, 02:30
                                                    anka451 napisała:

                                                    > A ogólnie to chodzi mi o to, że wciąż nie wiem, na jakiej podstawie niektórzy
                                                    > tu twierdzą, że antykoncepcja prowadzi do aborcji, a NPR przed aborcją chroni :)

                                                    Nie tyle prowadzi, co sprzyja. Stwarza odpowiednie warunki.
                                                    Dziecko jest niechciane i tyle. Pewnie, że się może odwidzieć, ale tu to już
                                                    trzeba liczyć raczej na ingerencję Pana Boga, albo na los, jak kto woli, bo
                                                    stanowisko antykoncepcjonisty jest takie, że dziecko to kłopot. Coś z tym fantem
                                                    musi więc zrobić i różne rzeczy mu przychodzą do głowy i nie tylko.

                                                  • anka451 Re: DO WATKOWYCH LOGIKÓW I MATEMATYKÓW 09.03.05, 11:48
                                                    Wysłałam tego posta przez przypadek w nowym wątku, proszę o usunięcie tamtego.

                                                    > anka451 napisała:
                                                    >
                                                    > > A ogólnie to chodzi mi o to, że wciąż nie wiem, na jakiej podstawie niekt
                                                    > órzy
                                                    > > tu twierdzą, że antykoncepcja prowadzi do aborcji, a NPR przed aborcją ch
                                                    > roni :)
                                                    >
                                                    > Nie tyle prowadzi, co sprzyja. Stwarza odpowiednie warunki.
                                                    > Dziecko jest niechciane i tyle. Pewnie, że się może odwidzieć, ale tu to już
                                                    > trzeba liczyć raczej na ingerencję Pana Boga, albo na los, jak kto woli, bo
                                                    > stanowisko antykoncepcjonisty jest takie, że dziecko to kłopot. Coś z tym fante
                                                    > m
                                                    > musi więc zrobić i różne rzeczy mu przychodzą do głowy i nie tylko.
                                                    >

                                                    Czekaj, czekaj.

                                                    A w jakim celu niektóre osoby stosujące NPR nie współżyją w okresie płodnym?

                                                    Jak to łatwo tę samą rzecz nazwać różnymi imionami:
                                                    o osobie można powiedzieć, że jest "kretynem", "bałwanem", można też
                                                    "inteligentny inaczej" ;)
                                                    można powiedzieć "kobieta", można też "babsztyl"
                                                    można "prostytutka", można też "k..."
                                                    o osobach stosujących antykoncepcję mówi się "nie chcą dziecka" "dziecko to
                                                    kłopot", a o NPRkach "odkładają poczęcie" (choćby w nieskończoność)
                        • poprzezknieje Re: NPR a życie małżeńskie 19.02.05, 00:17
                          genepis napisała:


                          >
                          > Jest sprzeczna. Zauważ, że cała Biblia mówi o dzieciach jako darze Pana, jest
                          > nawet obowiązek "wzbudzania potomstwa" zmarłemu bratu i wiele innych praw
                          > mających na celu wielodzietność.
                          > Żydzi mieli nawet tak ustawiony "okres nieczystości" kobiety, by zblizać się
                          do
                          > niej w okresie jej największej płodności.
                          > Brak potomstwa był uważany za hańbę.
                          > Do dzis wśród Semitow funkcjonuje określenie "hafifu zahr" które oznacza
                          > mężczyznę małodzietnego, mówi się o nim eufemistycznie, że ma słabe plecy.
                          > Płodność była tak wysoko ceniona, ze pisanie o jakiejkolwiek antykoncepcji
                          > żadnemu izraelicie do głowy by nie przyszło.
                          zgadza sie
                          szczegolnie w czasach gdy dziecko to kolejne rece do pracy a smiertelnosc
                          niemowlat jest dramatyczna
                          teraz sa inne czasy ale to nie oznacza ze regul postepowania w obecnych czasach
                          nie ejstesmy w stanie wyprowadzic z Biblii...
                          Jestesmy jak najbardziej
                          antykoncpecji niejestesmy ... jezeli nie opieramy na biblii to na czym ?
                          caly czas nie podajesz odpowiedzi na to podstawowe pytanie !

                          >
                          > Czy to, że Biblia nic nie mówi o przestrzeganiu przepisów ruchu drogowego
                          > oznacza, że lekceważenie tychże przepisów nie jest sprzeczne z Biblią?
                          Ale generalnie o przestrzeganiu prawa mówi prawda ?
                          szczegolnie gdy to prawo ma swoje uzasadnienie !





                          • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 20.02.05, 00:11
                            poprzezknieje napisała:

                            > genepis napisała:

                            > > Jest sprzeczna. Zauważ, że cała Biblia mówi o dzieciach jako darze Pana,
                            /.../
                            > > Płodność była tak wysoko ceniona, ze pisanie o jakiejkolwiek antykoncepcj
                            > i
                            > > żadnemu izraelicie do głowy by nie przyszło.
                            > zgadza sie
                            > szczegolnie w czasach gdy dziecko to kolejne rece do pracy a smiertelnosc
                            > niemowlat jest dramatyczna
                            > teraz sa inne czasy ale to nie oznacza ze regul postepowania w obecnych czasach
                            >
                            > nie ejstesmy w stanie wyprowadzic z Biblii...
                            > Jestesmy jak najbardziej
                            > antykoncpecji niejestesmy ... jezeli nie opieramy na biblii to na czym ?
                            > caly czas nie podajesz odpowiedzi na to podstawowe pytanie !

                            No właśnie - antykoncepcji nie jesteśmy w stanie wyprowadzić z Biblii, bo
                            stosowanie jej, jest sprzeczne z jej duchem.
                            Opieramy się na Biblii i Magisterium.

                            Czy to jest odpowiedź na Twoje pytanie? Jeśli nie, to je sformułuj wyraźnie.
                            >
                            > > Czy to, że Biblia nic nie mówi o przestrzeganiu przepisów ruchu drogowego
                            > > oznacza, że lekceważenie tychże przepisów nie jest sprzeczne z Biblią?
                            > Ale generalnie o przestrzeganiu prawa mówi prawda ?
                            > szczegolnie gdy to prawo ma swoje uzasadnienie !

                            O jakim prawie mówisz? Bozym, czy ludzkim?
                            Czyli jeżeli w przepisach prawa byłby ujęty zakaz antykoncepcji to byś tego
                            przestrzegał?
                            • zxcvbn1 Re: NPR a życie małżeńskie 20.02.05, 14:33
                              > > Ale generalnie o przestrzeganiu prawa mówi prawda ?
                              > > szczegolnie gdy to prawo ma swoje uzasadnienie !
                              >
                              > O jakim prawie mówisz? Bozym, czy ludzkim?
                              > Czyli jeżeli w przepisach prawa byłby ujęty zakaz antykoncepcji to byś tego
                              > przestrzegał?

                              Wiesz co, genepis? Dopóki jakieś LPR nie zacznie rządzić Polską, nikomu się w
                              głowie nie pojawi tak niedorzeczna myśl, jak prawny zakaz stosowania antykoncepcji.

                              Idę jeść :).
                              • genepis Re: NPR a życie małżeńskie 20.02.05, 15:18
                                zxcvbn1 napisała:

                                > > > Ale generalnie o przestrzeganiu prawa mówi prawda ?
                                > > > szczegolnie gdy to prawo ma swoje uzasadnienie !
                                > >
                                > > O jakim prawie mówisz? Bozym, czy ludzkim?
                                > > Czyli jeżeli w przepisach prawa byłby ujęty zakaz antykoncepcji to byś te
                                > go
                                > > przestrzegał?
                                >
                                > Wiesz co, genepis? Dopóki jakieś LPR nie zacznie rządzić Polską, nikomu się w
                                > głowie nie pojawi tak niedorzeczna myśl, jak prawny zakaz stosowania antykoncep
                                > cji.
                                >
                                > Idę jeść :).

                                A czy ja coś takiego napisałam? Ja tylko usiłuję zrozumieć o co chodzi
                                poprzezkniejom. Twój tekst był nie na temat.

                                Smacznego
                                • zxcvbn1 Re: NPR a życie małżeńskie 20.02.05, 15:53
                                  > > > > Ale generalnie o przestrzeganiu prawa mówi prawda ?
                                  > > > > szczegolnie gdy to prawo ma swoje uzasadnienie !
                                  > > >
                                  > > > O jakim prawie mówisz? Bozym, czy ludzkim?
                                  > > > Czyli jeżeli w przepisach prawa byłby ujęty zakaz antykoncepcji to
                                  > byś te
                                  > > go
                                  > > > przestrzegał?
                                  > >
                                  > > Wiesz co, genepis? Dopóki jakieś LPR nie zacznie rządzić Polską, nikomu s
                                  > ię w
                                  > > głowie nie pojawi tak niedorzeczna myśl, jak prawny zakaz stosowania anty
                                  > koncep
                                  > > cji.
                                  > >
                                  > > Idę jeść :).
                                  >
                                  > A czy ja coś takiego napisałam? Ja tylko usiłuję zrozumieć o co chodzi
                                  > poprzezkniejom. Twój tekst był nie na temat.

                                  Był moją uwagą dotyczącą przepisów prawa i antykoncepcji :) i moim zdaniem był
                                  na temat.
                  • nordynka1 Re: NPR a życie małżeńskie 15.02.05, 23:03
                    >Problem polega na tym ze nauka Kosciola w kwestii wspolzycia malzenskiego jest
                    >nielogiczna i ma bardzo slabe podstawy. Co wiecej jest sprzeczna z pogladem
                    >znacznej wiekszosci katolikow ( w Polsce blisko 80% ludzi nie uznaje nauki
                    >Kosciola wkwestii regulacji poczec - badania OBOP dostepne na stronie).
                    >Nauka ta opiera sie mniej wiecej na dwoch stwierdzeniach:
                    >1) Czlowiek nie moze ograniczac plodnosci aktu malzenskiego,
                    >2) orgazm mozna swiadomie osiagnac tylko wspolzyjac
                    >i jakby zapytac sie skad sie biorą powyższe stwierdzenia to nie za bardzo
                    >wiadomo - ot po prostu ktos kiedys tak to ustalil.

                    Poprzezknieje
                    Zanim napiszesz czy wypowiesz gdzieś jeszcze podobne stwierdzenia zadaj sobie
                    trud poszukania podstaw nauki Kościoła w kwestii regulacji poczęć i ich źródeł.
                    Bo z tego co piszesz wynika, że nie robiłeś/aś tego nigdy.

                    A co dalszej części Twojego listu:
                    Masz rację, to co piszesz jest prawdziwe i znajome wielu (mnie także było). Tak
                    musi wyglądać życie katolika który zatrzymał się na poziomie lekcji religii w
                    trzeciej klasie podstawówki i pozostaje wierny przykazaniom i nauce Kościoła
                    jedynie z lęku. Po jakimś czasie staje się to udręką. No musi.
          • genepis od Burczykowej 12.02.05, 19:56
            Ciągle jeszcze jestem w niedoczasie więc się nie włączam w dyskusję (artus,
            dzięki za ciepłe słowa - z Tatą juz lepiej) ale pytałam burczykową o te krótkie
            fazy i oto co napisała:
            Witaj,
            Jestem zawalona robotą i w związku z tym nie bardzo mam czas (na
            razie zaglądać na forum). Nie przejrzałam całego wątku, tylko
            fragment, o którym wspomniałaś i wydaje mi się, że mogą to być
            LUFy: krótki wzrost temperatury, pewnie w dodatku "byle jaki",
            tzn. minimalny. Czyli: komórka jajowa dojrzewała, ale nie uwolniła
            się z pęcherzyka Graffa, a ten w związku z tym nie przekształcił
            się w ciałko żółte (stąd krótki okres wystepowania zapewne
            niewielkiego skoku PTC). Ta 5-6 dniowa faz temperatur wyższych
            wzięła się -najprawdopodobniej- z tego, że naczynia krwionośne
            wnikneły do pęcherzyka, który rozpoczął minimalną produkcje tego
            hormonu pod wpływem LH, ale nie mógł jej rozwinąć, bo nie uwolniła
            się dojrzała komórka jajowa. To uwięźnięcie dojrzałej komórki
            jajowej uniemozliwia prawidłowy rozwój pęcherzyka Graffa- wszystko
            zanika, czyli PTC też sie obniża, bo nie ma progesteronu. Skoro
            komórka jajowa się nie uwolniła, to do ciąży dojść nie mogło. Jest
            to bardzo częsta sytuacja przy karmieniu piersią (wysoka PRL
            przeszkadza działalności LH, a to pod wpływem LH dochodzi do
            owulacji i powstania ciałka żółtego).
            Konia z rzędem temu, kto potrafi "przewidzieć", czy dany cykl
            bedzie LUF, czy może tylko krótka faza lutealna, albo cykl
            prawidłowy.
            Jeśli ponad 1/3 ciąż ulega mikroporonieniu i jest to nawet
            niezauważalne dla kobiety czy lekarza, to może w związku z tym nie
            planować ciąż? To tak na marginesie.
            A jeśli nie ma 100% pewności, że kobieta w okresie przekwitania
            czy po porodzie (wtedy przecież występują fizjologicznie krótkie
            fazy temperatur wyższych)nie zajdzie w ciążę, to może w tym czasie-
            idąc tym tropem- w ogóle należałoby zaprzestać współżycia????
            Prawda jest taka, że jesli Bóg zapragnie kogoś powołać do życia,
            to nie przeszkodzą mu żadne LUFy czy krótkie fazy lutealne.
            Wyniki badań sugerują, że u ok. 75% kobiet po porodzie przed
            pierwszą miesiączką ma cykle owulacujne i fazy lutealne o
            prawidłowej długości (piszę z głowy- jestem w pracy i nie mam przy
            sobie tych danych, niestety).
            Pewnie zajrzę na pocztę, a może i na forum, jutro wieczorem- od
            poniedziałku wreszcie wszystko wróci do normy i będę miała trochę
            czasu.
            Pozdrawiam
            ===============
            tyle Burczykowa - ja nie komentuję, tylko znowu znikam. Mam nadzieję, że po 20
            lutego trochę się rozluźni czasowo i podyskutujemy ;-)

            Laura
            • artus1231 Re: od Burczykowej 13.02.05, 20:14
              List od Burczykowej:
              > wydaje mi się, że mogą to być
              > LUFy: krótki wzrost temperatury, pewnie w dodatku "byle jaki",
              > tzn. minimalny. Czyli: komórka jajowa dojrzewała, ale nie uwolniła
              > się z pęcherzyka Graffa, a ten w związku z tym nie przekształcił
              > się w ciałko żółte (stąd krótki okres wystepowania zapewne
              > niewielkiego skoku PTC)

              Przyjrzałem się jeszcze raz cyklom. Skok w ostatnim jest duży (we
              wcześniejszych dwóch także): najwyższa z "6" przedwzrostowej - 36.2; w 24 dniu
              cyklu wzrost - z 36.0 (dzień wcześniej) na 36.3; następne dni:
              36.4,36.6,36.3,36.4 i 36.0 (w tym dniu pojawiła się miesiączka). Być może o
              braku owulacji świadczył śluz, który się zmieniał z "ślisko-mokro" na "mało-
              biały-gęsty" w ostatnim dniu. Jakbyś, Burczykowa, mogła to skomentować - byłbym
              wdzięczny. :)
              (Dzisiaj znów duży skok: z 36.1 na 36.4. Zobaczymy jak tym razem :)

              > Jeśli ponad 1/3 ciąż ulega mikroporonieniu i jest to nawet
              > niezauważalne dla kobiety czy lekarza, to może w związku z tym nie
              > planować ciąż?

              Jeśli to prawda, to małżeństwa stosujące antykoncepcję wysyłają do nieba o 1/3
              zapłodnionych komórek jajowych mniej. Aż takiego wyniku "pro life" się nie
              spodziewałem. :)

              nordynka1 napisała:
              > Spójrz na to z innej strony, od środka...powtórzę to co napisałam
              > Toi – zamiast wyglądać nieustannie za płot sądząc. że tam dopiero byś
              poszalał
              > w pełni, spójrz w drugą stronę i zauważ ile masz miejsca na łące na której
              > stoisz i jak tam możesz się wybiegać. Wybiegać – w sensie budować miłość, nie
              > wyszumieć seksualnie...

              Jak tu szaleć? Gdzie ta łąka? :)
              Masz na myśli ten jeden dzień (piąty) z cyklu, który opisałem? (tyle mi wyszło
              według reguł NPR)

              > >Pokazałem, że użycie prezerwatywy jest współpracą z Bogiem, który nie chce
              > >naturalnych poronień. Chyba, że Bóg chce naturalnych poronień...

              > nieee to jakaś bzdura – po pierwsze pokazałeś tylko jak można zakłamać w
              sobie
              > grzech usprawiedliwiając się jeszcze poprawianiem obrazu Boga, to jest zwykła
              > pycha

              No i pojawia się pytanie (na które wskazał już Poprzezknieje): dlaczego
              prezerwatywa to grzech i to aż taki straszszszny?

              > po drugie Bóg w równym stopniu chce naturalnych poronień co trzęsień ziemi
              > powodzi i chorób...witki opadają.

              Z chorób Boga można zwolnić - to wg nauki Kościoła skutek grzechu
              pierworodnego. Ale czy przed zaistnieniem człowieka (i jego upadkiem) nie było
              trzęsień ziemi? Bardzo ciekawe teologicznie pytania zadajesz, Nordynko!
              Wniosek: utożsamianie "natury" z "wolą Bożą" jest groźne!
              A czy ja tego właśnie nie mówię?
              • artus1231 Re: od Burczykowej 13.02.05, 21:09
                > nordynka1 napisała:
                > > Spójrz na to z innej strony, od środka...powtórzę to co napisałam
                > > Toi – zamiast wyglądać nieustannie za płot sądząc. że tam dopiero b
                > yś
                > poszalał
                > > w pełni, spójrz w drugą stronę i zauważ ile masz miejsca na łące na które
                > j
                > > stoisz i jak tam możesz się wybiegać. Wybiegać – w sensie budować m
                > iłość, nie
                > > wyszumieć seksualnie...
                >
                > Jak tu szaleć? Gdzie ta łąka? :)
                > Masz na myśli ten jeden dzień (piąty) z cyklu, który opisałem? (tyle mi
                wyszło
                > według reguł NPR)

                Zapomniałem o śluzie! Czyli, że według świętych reguł NPR nie ma
                żadnej "łąki"! :)
              • burczykowa Wywołana do tablicy- odpowiadam 14.02.05, 22:34
                Artus- co jest dla Ciebie takie intrygujące w tym, że wystapił śluz płodny,
                tylko pęcherzyk nie został uwolniony z pęcherzyka?????????????
                O tym, że będzie to LUF, komórka jajowa dowiaduje się juz po wyrzucie LH (który
                jest PRZED szczytem wydzielania sluzu- najczęściej)- kiedy LH nie zdziałało
                cudów i nie było w stanie rozkruszyć pancerza wokół dojrzałej komórki jajowej.
                Więc rozwój sluzu był,bo wszystko pieknie się zapowiadało na owulację. Tylko do
                niej nie doszło.Stąd mizerny skok PTC, krótka faza lutealna i finito.

                > Przyjrzałem się jeszcze raz cyklom. Skok w ostatnim jest duży

                Ten skok jest MINIMALNY- całe 0,2 stopnia! Bo skoro najwyższa sprzed skoku była
                na poziomie 36,2, a po skoku- raptem 36,4 to gdzie Ty widzisz ten DUŻY skok? To
                tym bardziej przemawia za LUFem.No i krótka faza lutealna.Oczywiście- mozna to
                potwierdzić tylko na USG.
                W metodzie angielskiej -w tej konkretnej sytuacji- płodnośc kończyłaby się 5
                dnia wieczorem po skoku.Czyli- niewiele tej Twojej łąki...
                Gdzieś wyczytałam, że z jakichś ważnych względów z rozpoczęciem współżycia
                czekaliście do powrotu miesiączek po porodzie, bo inaczej się nie dało. Hmmmmm,
                bardzo interesujący przypadek- iście osobliwy! W tej sytuacji to mój mąż
                musiałby się chyba wyprowadzić na Alaskę! Czemu niektórzy tak sobie komplikują
                własne życie i to na własne życzenie? Tego raczej nie zrozumiem...

                > Jeśli to prawda, to małżeństwa stosujące antykoncepcję wysyłają do nieba o
                1/3
                > zapłodnionych komórek jajowych mniej. Aż takiego wyniku "pro life" się nie
                > spodziewałem. :)

                Czyżbyś sugerował, że skuteczność NPRu własnie dzięki temu zawdzięczamy, że
                tyle ciąż się traci??? Bo mnie chodziło o co innego: o ŚWIADOME PLANOWANIE
                CIĄŻY. Czy nie jest grzechem planowanie ciąży wtedy, gdy mam świadomość, że
                mogę posłać swoje poczęte wysłać do Aniołków? Czy w związku z tym WOLNO mi
                decydować się na ciążę????? Czy fakt, że np. pary planujące ciążę, współżyjąc w
                okresie największej płodności miesiącami nie zachodzą w ciążę, może świadczyć o
                tym, że pewnie doszło jednak do mikroporonień? I co w takiej sytuacji robić? Po
                miesiącu starań już nie współżyć, bo "a nuż znowu poronię"??? Znowu zgrzeszę,
                bo przecież swiadomie naraziłam moje dziecko na rozstanie z tym światem???
                • burczykowa PS 14.02.05, 23:19
                  Cóz Ty robisz z Tą swoją kobieciną, że takie niskie temperaturki ma? Jakby
                  ledwo żywa była... No chyba, że mierzy o 5.00.
                  W innej sytuacji radziłabym sprawdzić TSH- niedoczynnośc tarczycy to dość
                  częsta sprawa po porodzie i wikła niestety, przebieg cyklu....
                  • genepis Do artusa 15.02.05, 18:18
                    Pomału zaczynam wracać na forum, ale dyskusja się rozrosła i nie bardzo wiem z
                    której strony ją chwycic (przeczytanie wszystkich listów z tego wątku zajmie mi
                    trochę, bo czytalam z doskoku i bardzo po łebkach)
                    Nie wiem, czy już ta dyskusja została zamknięta, czy jakieś kwestie pozostają
                    jeszcze otwarte, a obiecałam że odpowiem, więc słowa chcę dotrzymać.
                    Czy byłbyś tak dobry i podsumował dyskusję formułując ewentualne pytania co do
                    kwestii, w których oczekiwałbyś ode mnie odpowiedzi?

                    Pozdrawiam

                    genepis
              • nordynka1 Re: od Burczykowej 15.02.05, 23:07
                >Jeśli to prawda, to małżeństwa stosujące antykoncepcję wysyłają do nieba o 1/3
                >zapłodnionych komórek jajowych mniej. Aż takiego wyniku "pro life" się nie
                >spodziewałem. :)
                Twoja ironia wynika chyba z tego, że odpowiedzi na zadawane tu pytania dawno
                masz gotowe.
                I Założę się że właśnie przeżywasz dłuższy czas abstynencji seksualnej . Co
                zresztą poniższe cytaty mówią aż nadto jasno... Może jednak porozmawiamy?

                >Jak tu szaleć? Gdzie ta łąka? :)
                >Masz na myśli ten jeden dzień (piąty) z cyklu, który opisałem? (tyle mi wyszło
                >według reguł NPR)

                Napisałam „budować miłość” nie wyszumieć seksualnie. No chyba że uważasz iż
                miłość budować można wyłącznie przez seks. Tyle że to nieprawda.
                Wiesz ja wolę kiedy mąż mówi mi „kocham ciebie” a nie „chcę się z tobą kochać”.

                >> >Pokazałem, że użycie prezerwatywy jest współpracą z Bogiem, który nie chce
                >> >naturalnych poronień. Chyba, że Bóg chce naturalnych poronień...

                >> nieee to jakaś bzdura – po pierwsze pokazałeś tylko jak można zakłamać w
                sobie
                >> grzech usprawiedliwiając się jeszcze poprawianiem obrazu Boga, to jest
                zwykła
                >> pycha

                >No i pojawia się pytanie (na które wskazał już Poprzezknieje): dlaczego
                >prezerwatywa to grzech i to aż taki straszszszny?

                Akurat w tej - wciąż teoretycznej - sytuacji grzech jest zupełnie gdzie
                indziej. W fałszywym pojęciu że nasz pomysł na życie jest najlepszy i Bóg na
                pewno coś znów skombinuje więc trzeba temu zaradzić. No i poprawić Jego obraz.
                Prezerwatywa jest jedynie środkiem do celu. Nie grzechem. Każdy grzech jest
                straszny. Albo innymi słowy – każdy jest taki sam w skutku. Nie ma większych i
                mniejszych, bardziej i mniej strasznych.


                > >po drugie Bóg w równym stopniu chce naturalnych poronień co trzęsień ziemi
                > >powodzi i chorób...witki opadają.

                >Z chorób Boga można zwolnić - to wg nauki Kościoła skutek grzechu
                >pierworodnego. Ale czy przed zaistnieniem człowieka (i jego upadkiem) nie było
                >trzęsień ziemi? Bardzo ciekawe teologicznie pytania zadajesz, Nordynko!
                >Wniosek: utożsamianie "natury" z "wolą Bożą" jest groźne!
                >A czy ja tego właśnie nie mówię?

                Nie bardzo rozumiem o co chodzi. Może o to że posłużyłam się skrótem i nie
                dodałam iż nie sądzę by to był Twój pogląd a Ty uznałeś że to właśnie mam na
                myśli.
    • reszka2 mam nadzieję że jesteście grzeczni? 11.03.05, 08:00
      Nie mam siły śledzić zawiłości tego wątku.
      Mam nadzieję że sobie za bardzo nie dogryzacie, co?
      • klara.brzoza Do Reszki2 11.03.05, 20:12
        Mam nadzieję, że ten wątek już umarł smiercią naturalną- zmienił bieg na
        bezdroża i nie ma sensu go tam nadal wodzić.
        W ostatniej fazie jego aktywności pewnie już nie chodziło o nic innego, jak
        tylko o łapanie za słówka.
        Ale chyba nikt nikomu za bardzo nie dogryzał.
    • trifle1182 Re: NPR a życie małżeńskie 21.07.17, 15:46
      NPR to styl zycia - stosowanie prezerwatywy w okresie płodnym - to dla mnie kaskaderstwo- metoda niemiecka stosujaca antykoncepcje w czasie płodnym ma PI 2,3 czyli 23 nieplanowane poczecia na 1000 par stosujacych metode w ciagu roku - reguły dla nieplodnosci wzglednej npr dają najlepszy PI<0,1, a najgorszy PI=0,9 czyli 9 nieplanowanych poczec na 1000 par stosujacych metode w ciagu roku - korzystanie z nieplodnosci wzglednej i bezwzglednej daje sytyuacje, w ktorej wstrzemiezliwosc daje 8-10 dni. Tylko trzeba sobie zadac troche trudu... Bardzo szatański komentarz artus1231 - i pewnie wiele tu takich szatanskich tekstow.
      Antykoncepcja to dzialanie przeciw życiu, przeciw poczęciu - polecam poczytac o prawdziwych mechanizmach dzisiejszych tabletek i spiral - i o konsekwencjach na przyszłosc.
      NPR - to rozpoznawanie płodnosci i brania odpowiedzialnosci za wspolzycie - mamy wiedze o organizmie i decydujemy - bo malzenstwo to decyzja, a nie korzystanie z przyjemnosci!
      Świat nam wmówił ze wolnosc to nieograniczony dostep do przyjemnosci - dajmy taki nieograniczony dostep naszym dzieciom a na starosc bedziemy sie bac o dzien nastepny... Apeluje o mądrość, rozsądek, wejscie wtemat aby miec własne zdanie, a nie szukac wypowiedzi pozornie mądrrzejszych aby miec usprawiedliwenie dla własnych dzialan i zagłuszacz dla swego sumienia.
      Katoliku - to nie KK ustalił zaprosił do dzieła Stworcy, a sam Stwórca. KK stoi na strazy, upomina, poucza - ale konsekwencje bedziemy ponosic na koniec wedrowki.
      z Panem +
      kto zainteresowany pozanniem NPR niech szuka i decyduje:)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka