Dodaj do ulubionych

Przekonać męża

25.10.05, 09:47
Nie potrafię za nic w świecie przekonac męża do NPR, a tak bardzo
potrzebowałabym jego wsparcia. Jesteśmy 3,5 roku po ślubie, mamy już dwójke
dzieci. Nie stosowałam wczesniej metody NPR. Chcę zacząć choć nie wiem, czy
będę potrafiła. Jak mam zacząć, pomóżcie? Jestem 11 tygodni po porodzie i
karmię piersią.
Obserwuj wątek
    • kiewlakis Re: Przekonać męża 25.10.05, 20:40
      Nie planujemy trzeciego dziecka. Mój mąż ma bardzo liberalne poglądy, podziela
      powszechną opinię o NPR- "nie chroni przed ciążą". Proponuje mi "plasterek" i
      prezerwatywę. W tej chwili, bedąc po porodzie mam wytłumaczenie na brak ochoty
      na seks, ale wiem że to nie na długo. On ciągle robi podejścia, a ja... Mówi
      więc, że rozumie moje zmęczenie itp., zatem nie nalega. Nie chcę na nim
      wymuszać stosowania NPR metody. Może spróbuję najpierw sama, bym mogła
      powiedzieć mu SUKCESIE opanowania tej sztuki. Nie wiem, jak mam się zabrać za
      NPR. Berdzo mi zależy na tej metodzie. Jaki jest najprostszy sposób? Czy gotowe
      testy, czy urządzenia elektroniczne są skuteczne? Proszę o pomoc!
      • osieuek Re: Przekonać męża 26.10.05, 07:51
        Po pierwsze, niezależnie od wszystkiego, zniechęć go do plasterka.
        Antykoncepcja hormonalna - czy to pigułki, czy plastry - ma naprawdę duże i
        szkodliwe skutki uboczne dla kobiety.

        Na forum antykoncepcja był taki długaśny wątek, w którym
        kobiety opisywały, jakich doświadczają skutków ubocznych:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=216&w=1429877&v=2&s=0
        Możesz wydrukować i dać mężowi do poczytania, w razie gdyby nie był przekonany.

        Wybijają się kłopoty z żylakami (włącznie z koniecznością operacji), depresją
        (włącznie z leczeniem farmakologicznym) oraz... wielki spadek libido!!! A brak
        chęci na seks to jest to, czego chcecie uniknąć!

        A jakie metody stosowaliście dotychczas?
      • osieuek Re: Przekonać męża 26.10.05, 10:09
        > Na pewno nie spadek libido.Przynajmniej tak było w moim przypadku.

        A na przykład w moim przypadku libido spadło prawie do zera, chociaż zażywałam
        tabletki tylko przez 3 miesiące. O podobnym spadku pisało już na forum
        antykoncepcja wiele kobiet.

        Nie pisz więc "na pewno". To, że ty nie odczułaś takiego efektu ubocznego, nie
        znaczy automatycznie, że większość kobiet go nie odczuwa.
      • ininka Re: Przekonać męża 26.10.05, 11:39
        a w moim przypadku libido spadlo
        bardzo zniechecajaco, nie tylko mnie

        teraz, gdy po odstawieniu tabletek, wciaz mam nieregularne cykle (a ginekolog
        mowi: nie ma tabletek, nie ma regularnych cykli) i pojawiaja mi sie mysli o
        powrocie do tabletek, moj chlopak mnie odwodzi od tego pomyslu!
        • wierzgalska1 Regularne cykle - a tabletki - bzdura to nie cykle 28.10.05, 08:06
          > (a ginekolog
          > mowi: nie ma tabletek, nie ma regularnych cykli)

          Bzdura.

          Regularne cykle są i być powinny - u zdrowej kobiety.
          Bez tabletek.

          Tabletki przejmują sterowanie hormonami u kobiety, i są na czas "suplementacji"
          nadrzędne w stosunku do własnych.

          Po odstawieniu organizm nie jest przyzwyczojony do "wysiłku" wysyłania własnych
          sygnałów hormonów - stąd różne, różnie długie historie z długościami cykli (bo
          np. leniwe hormony własne nie są w stanie spowodować owulacji i walczą długo (
          i są b. dlugie cykle) lub się poddają (b. krótkie cykle), czasami skutecznie,
          czasami bezskutecznie (cykle bezowulacyjne).

          Twój chłopak ma rację, że odwodzi Cię od kontynuacji hormonalnej antykoncepcji.
          Im dłużej się to ciągnie tym trudniej oraganizm wraca do zaplanowanego przez
          nature stanu.
          Znam przypadki, że kobiety po pigułkach, do końca nigdy nie wróciły do siebie
          (zapytaj o to Twojego gina). Organizm domagał sie już na zawsze sterowania z
          zewnątrz. Potem trzeba wspomagać fazę lutealną żeby w ogóle zajść w ciążę (lub
          nie poronić po raz wtóry) musiały brać inne sztuczne hormony (wspomagające
          progesteron) suplementujące własne niedoprodukcję (np.Duphaston).

          Ciąża również jest wtedy bardziej zagrożona i raczej kontynuuje się sztuczne
          sterowanie, by nie utracić tego co się już osiągnęło...

          Można i tak.

          Tylko to nie są wtedy (przy środkach hormonalnych) cykle owulacyjne. Bo przy
          tabl. antykoncepcyjnych wstrzymuje się cykliczne hormonów (odpowiedzialne za
          owulację, którą się wstrzymuje) i aplikuje się +/- najmniej szkodliwą zastępczą
          równowagę z podaży z zewnątrz.

          I to NIE są regularme MIESIĄCZKI przy tabletkach - to są krwawienia z
          odstawienia hormonu! A to całkiem co innego.

          Myślę, że na zdrowy rozsądek, co jakiś czas należy zrobić sobie przerwę
          np.roczną w braniu tabletek i sprawdzić, czy Twój organizm jeszcze potrafi po
          pewnym "czasie reksacji" sam sterować swą płodnością, czy już tylko tabletki za
          grubą kasę muszą sterować Twą płodnością.

          Myślę, że kontrola (sprawdzenie czy jajeczkuję po odstawieniu, czy nie ma LUF,
          czy uwalniania niedojrzałych jeszcze jajeczek) i niedopuszczenie do zaśnięcia
          swoich własnych hormonów na amen powinno być czynione jako element dbałości o
          siebie, swoje zdrowie przez każdą kobitke myślącą w przyszłości o dzieciach,
          donoszonych ciążach etc.

          Czego wszystkim życzę, bez problemów, w jak najlepszej wersji.

          Też mam swojego aniołka... 27.02.2004 [*]
          • ininka Re: Regularne cykle - a tabletki - bzdura to nie 28.10.05, 17:06
            wierzgalska1 napisała:

            > > >>(a ginekolog mowi: nie ma tabletek, nie ma regularnych cykli)
            >
            > Bzdura.
            >
            > Regularne cykle są i być powinny - u zdrowej kobiety.
            > Bez tabletek.

            zgadzam sie z Toba :) moj ginekolog wychodzil z zalozenia, ze jak na razie nie
            planuje dziecka, to nie warto leczyc nieregularnych cykli (ktore pojawily sie
            po odstawieniu)


            > sygnałów hormonów - stąd różne, różnie długie historie z długościami cykli
            (bo np. leniwe hormony własne nie są w stanie spowodować owulacji i walczą
            długo ( i są b. dlugie cykle) lub się poddają (b. krótkie cykle), czasami
            skutecznie, czasami bezskutecznie (cykle bezowulacyjne).

            hmm...brzmi to optymistycznie - mam jeszcze szanse, ze moj organizm walczy :)
            (teraz musze sie dowiedziec, czy przegrywa te batalie)


            > Twój chłopak ma rację, że odwodzi Cię od kontynuacji hormonalnej
            antykoncepcji.

            Bardzo sie z tego ciesze. I pokazuję to jako przyklad autorce watku. Dla mnie
            tabletki nie byly swietnym rozwiazaniem: ani zdrowotnie, ani pod wzgledami
            wygody.


            > Im dłużej się to ciągnie tym trudniej oraganizm wraca do zaplanowanego przez
            > nature stanu.

            poltora roku bralam. odstawilam na poczatku stycznia. problemy trwaja.


            > Znam przypadki, że kobiety po pigułkach, do końca nigdy nie wróciły do siebie
            > (zapytaj o to Twojego gina).

            jesli do niego wroce, to spytam ;)

            <straszny fragment Twojego posta pomijam. mam nadzieje, ze u mnie do tego nie
            dojdzie i moj organizm zacznie prawidlowo funkcjonowac>


            > Tylko to nie są wtedy (przy środkach hormonalnych) cykle owulacyjne.

            przy duphastonie lub luteinie nie ma cykli owulacyjnych? czyli trzeba najpierw
            wyleczyc sie nimi, a potem dopiero zaczac sie moga normalne cykle? (nie mam
            pojecia o tym, prosze o informacje)

            >Myślę, że na zdrowy rozsądek, co jakiś czas należy zrobić sobie przerwę
            np.roczną w braniu tabletek i sprawdzić, czy Twój organizm jeszcze potrafi po
            pewnym "czasie reksacji" sam sterować swą płodnością

            Test oblany. A co to jest LUF?

            Pozdrawiam i dziekuje za odpowiedz :)
            • wierzgalska1 Re: Regularne cykle - a tabletki - bzdura to nie 29.10.05, 13:52
              ininka napisała:
              > przy duphastonie lub luteinie nie ma cykli owulacyjnych?

              Są owulacyjne.
              D. czy L. jest na wspomożenie fazy lutealnej, szczególnie w okresie przed
              planowaną ciążą i na początku jej trwania, szcególnie dla kobiet po pigułkach.

              Normalnych cykli owulacyjnych nie ma przy PIGUŁKACH (bo przeciez przy nich nie
              maowulacji). Więc normalnie regularne krwawienia podczas brania pigułek, nie są
              REGULARNYM MIESIĄCZKOWANIEM.
              1/ NIE "regularne" bo sterowane z zewnatrz - pojawia się w momencie odtawienia
              piułek; jak wyjeżdzasz na wakacje to np. nie musisz odtawiać tabletek (po co
              kłopot higieniczny w podróży) i masz "@" co 2 miesiąc
              2/ NIE "miesiączka" bo jest to tzw. "krwawienie z odstawienia" (hormonu), a nie
              rytmiczny comiesięczny wynik cyklicznej pracy jajników

              Pozdr.
              :)
    • gowa2 Re: Przekonać męża 26.10.05, 10:15
      Tylko przez cały ubiegły rok brałam harmonet. Nie mogło mi spaść libido bo
      właśnie podczas brania tabletek nabrałam większej ochoty na sex.Mogliśmy się
      kochać o każdej porze dnia i nocy bez obawy,że zajdę w ciążę. Po prostu
      pozbyłam sie blokady psychicznej związanej z ciążą i tyle.
      • wierzgalska1 Do gowa2 - Spadek libido po antykach... a jednak!! 26.10.05, 16:09
        ...Oczywiście, że jest... i to duży (z autopsji również).

        Wiem, bo prowadzę sobie własną (wcale nie taka małą) STATYSTYKĘ.
        U WIĘKSZOŚCI niestety jest spadek libido, ratowany potem różnymi sposobami.

        Widocznie jesteś jednym z tych wyjątków, co podkreślają regułę :)!

        Jeżeli kogoś stan psychiczny (paniczny strach przed ciążą) uniemożliwia
        normalną aktywność seksualną, bez sztucznych wspomagaczy - to sam ten stres
        powoduje mniejsze libido (w sytuacji wyjściowej).
        Antyki zmniejszają stres (nieodłączny w dzisiejszych czasach) - i to w takim
        przypadku podnosi libido (gowa, potwierdziłaś to powyżej), to wyluzowanie, ta
        pewność - niestety chwilowa, bo wiele kobiet ma problemy z przyszłą płodnością
        (i zdrowiem: żylaczki, zakrzepica, migreny, liczne poronienia "nawykowe" etc.)

        Nie mówię, że jesteś tym skarajnym przypadkiem (chociaż pewne cechy tej reguły
        widzę też w Twoim, gowa, przypadku...), ale im większy strach (nieprzygotowanie
        psychiczne na ewentualne przyjęcie potomka), tym większa obawa przed seksem bez
        zapezpieczeń z zewnątrz... Dopiero zabezpieczenia z zewnątrz (i niejako
        zrzucenie odpowiedzialność na te czynniki zewn. inne niż "my" czy "ja")
        powodują umiejętność uniesień miłosnych - i najlepiej bez konsekwencji -
        niestety konsekwencje są zawsze (szczególnie długotrwałej antykoncepcji
        hormonalnej, od b.wcześnie młodzieńczo Diane 35 na trądzik, aż po szczyt
        kariery zawodowej – super...). Potem ciężkie pieniądze za in vitro...

        Ale za to rozstanie(!!!) bez konsekwencji w postaci rozdarcia świata dziecka...
        :)
        Myślę, że społeczeństwo co raz bardziej boi się ponoszenia konsekwencji
        własnych decyzji (dojrzałości - nie urażając nikogo) i chce żeby wszystko mogło
        być odwracalne i zaplanowane w 100% - jak w gierce komputerowej - jak co, to
        zacznę od początku... Da się?

        :)
      • wierzgalska1 Re: Przekonać męża 28.10.05, 08:42
        Tak sie spodziewałam. :) Dlatego zadałam to pytanie.
        Założę się, że gdyby podawano Ci placebo zamiast hormonów, również zrzuciłabyś
        blokadę na sex.

        Czy jak masz ochotę na czekoladę zawszę ją sobie kupujesz? Czy są momenty kiedy
        potrafisz sobie odpuścić. Dlaczego?
    • pysia-aga Re: Przekonać męża 26.10.05, 10:21
      nie bardzo rozumiem.
      Mąż nie ma prawa proponować Ci, a tym bardziej zmuszać Cię do plasterka, bo to
      Ty odczujesz skutki antykoncepcji hormonalnej, nie on. Niech swoim zdrowiem
      szafuje, a od Twojego mu wara.
    • niebieskaosmiornica Re: Przekonać męża 26.10.05, 10:34
      Po pierwsze argumenty zdrowotne przeciw antykoncepcji. Mozesz w necie znalezc
      mnostwo na ten temat. Po drugie skutecznosc prawidlowo stosowanej npr dorownuje
      tabletkom. Kup jakis dobry podrecznik albo wybierz(cie ) sie na kurs. Widze
      natomiast dwa problemy: npr wymaga wstrzemiezliwosci, czasem dlugiej i nie wiem
      czy do tego meza przekonasz. Po drugie: po porodzie ciezko sie uczyc. Poszukaj
      moze np. na stronie ineru (chyba jest link na gorze) nauczyciela npr blisko
      Twojego miejsca zamieszkania. Powodzenia.
    • malpolid Re: Przekonać męża 26.10.05, 11:01
      A jak sobie do tej pory radziliście? Tylko 3,5 roku po ślubie i dwoje dzieci ?
      To dość szybko .
      Polecam porządny kurs może np. domowy (info na www.npr.pl ) i na początek,
      ponieważ nauka NPR po porodzie jest dość trudna to albo zdecydujecie się na
      dłuższą wstrzemięźliwość albo wspomożecie się prezerwatywami na początek.
      Warto stosować NPR bo to daje kobiecie m.in. komfort w postaci dobrej
      znajomości własnego ciała, poza tym nie ma skutków ubocznych .
    • osieuek Re: Przekonać męża 26.10.05, 14:30
      Nie chciałam wyjeżdżać z tym na samym początku rozmowy, bo to kwestia ściśle
      światopoglądowa. Ale - o ile nie przeszkadzałoby ci to ze względów religijnych -
      istnieje rozwiązanie NPR + okresowo prezerwatywy. Za pomocą reguł NPR można
      wyznaczyć fazę niepłodności poowulacyjnej. Wtedy nie ma nawet co używać
      prezerwatyw, bo nie da się zajść w ciążę. Trudne jest wyznaczenie względnej
      niepłodności przedowulacyjnej. Wtedy można używać prezerwatyw na wszelki
      wypadek. Ogromna większość wpadek przy NPR zdarza się właśnie z powodu złego
      rozpoznania tej fazy.

      Śmiem twierdzić, że taka kombinacja - prezerwatywa + NPR - daje skuteczność
      nawet wyższą niż tabletki.
      • niebieskaosmiornica Re: Przekonać męża 26.10.05, 14:52
        Przez pierwsze 12 tyg po porodzie przy pelnym karmieniu piersia (wg sciclych
        zasad) mozesz spokojnie liczyc na nieplodnosc laktacyjna (wiec masz jeszcze
        tydzien.........). Pozniej moze byc problem, ja np. przez rok mialam skaczaca
        tempke i prawie wcale sluzu (ale niektore kobiety maja duzo sluzu - ponoc
        magnez+B6 na to pomaga), pierwszy skok temperatury i miesiaczke mialam po
        roku......... A teraz mam sluz niemal zaraz po miesiaczce, a skok tempki w 24
        dniu na przyklad.........:( No i niestety w zwiazku z tym jest duzo
        niebezpiecznych dni. Mniej ich bylo przed pierwsza miesiaczka, stosowalam regule
        szczytu wg Rotzera, jest w 100% pewna, tyle tylko ze komus kto nie ma
        doswiadczenia w obserwacjach moze byc trudno na poczatku. Dlatego radzilabym Ci
        jednak wybrac sie do jakiegos specjalisty, ktory Ci pomoze.
        • lilith76 Re: Przekonać męża 26.10.05, 15:45
          obok jest wątek kobiety, której dwa razy płodność po porodzie wróciła
          błyskawicznie - pomimo intensywnego karmienia.

          korzystajcie z npr + prezerwatywa. w czym przeszkoda?
          • niebieskaosmiornica Re: Przekonać męża 26.10.05, 17:41
            Lilith, obok jest watek kobiety, która miała krwawienie w drugim miesiącu po
            porodzie. I co z tego? W ciąże zaszła ze 3 lata później. Skokro sama pomyslała o
            krwotoku, a nie o miesiączce, to znaczy ze nie mierzyła tempki, a więc nie wie
            czy była to prawdziwa miesiączka (poprzedzona skokiem temperatury/owulacją), a w
            tym, ze miała krawienie- nie miesiaczke nie ma nic dziwnego.

            A przeszkoda do prezerwatywy moze byc swiatopoglad.
    • wierzgalska1 JAK PRZEKONAĆ MĘŻĄ? 26.10.05, 16:47
      Jak przekonać męża?
      Właściwie po co przekonywać na tym etapie?

      >Nie stosowałam wczesniej metody NPR. Chcę zacząć choć nie wiem, czy
      >będę potrafiła.

      Wystarczy, że mąż uszanuje, że Ty chcesz spróbować i sama się przekonać na TAK
      lub na NIE. To chyba dobry pkt wyjścia do rozmowy.
      A szacunek chyba jest podstawą w małżeństwie, nie?
      Nawet przy odmiennym widzeniu spraw – zresztą to się może zmieniać, nic nie
      jest stałe, „pantha rei”, i nasze postrzeganie spraw również. Nie bylibyśmy
      ludźmi, gdyby nasze poglą

      W zasadzie nie jesteś w stanie przekonać kogoś, dopóki sama się nie przekonasz
      do korzyści wynikających z tej metody. A korzyści to wiedza, monitorowanie tego
      co się aktualnie dzieje w Twoim organizmie. W antykoncepcji jest fatum,
      losowe „wpadki”, a tu wiesz na czym stoisz. Nie panikujesz jak się przeciągnie
      oczekiwanie na miesiączkę, bo przewidziałaś to, bo wiesz, że owulacja była
      później, więc i ta nadejdzie później. Masz spokój. Ufasz sobie, i nie boisz się
      o przyszłe żylaczki, zakrzepicę etc. Masz dobry humor (antyki powodują wiele
      rozłamów w związkach, przez również udowodniony wpływ na psyche- większą
      kłótliwość etc. „jak w ciąży” ). To chyba dla mężczyzn jest istotne, żeby ich
      żony miały dobry humor, a przez cykliczne zmiany hormonów i tak są bardziej ...
      zmiennonastrojowe. Odliczanie dni i świadomość zbliżającego się „ognistego
      etapu” pozwala lepiej opanować swoje emocje czy nastroje, i tak zaplanować
      czas, by np. odłożyć załatwianie trudnych czy konfliktowych spraw.
      Poza tym obniżenie libido (podwątek z gowa2) też nie jest na rękę mężczyznom,
      prawda? To broń wymierzona głównie w nich samych, choć oni najczęściej optują
      za sztuczną antykoncepcją. Więc niech się zastanowi i porówna.
      A co stosowaliście wcześniej? To będziesz miała porównanie. J
      :( Problem w tym, że po porodzie i tak jest jakiś nieokreślony czas obniżone
      libido i suchość (hormony, laktacja...).

      Trudny okres, ale rozpoczęcie w t y m momencie sztucznej antykoncepcji utrudnia
      tylko i wydłuża powrót do podstawowego rytmu cykli. U mnie bardzo
      przedłużyło... I żałuję, że zaczęłam, bo się pogubiłam co wynika z moich
      hormonów a co od sztucznych.

      Specyfika cykli poporodowych jest świetnie opisana w odpowiednich rozdziałach z
      serwisów z linkowni lmm i in. Wiadomo, że wtedy jest wszystko inaczej..
      Niestety trudniej, ale naturalnie, lepiej naturalnie = szybko wrócić do
      siebie...:) Ile to trwa - chyba masz w tej kwestii doświadczenie większe niż
      ja... (2 "poporodówki" to niebagatela doświadczenie!)

      Polecam się pobawić w te klocki, a dopiero potem przekonywać. Mnie wciągnęło
      NPR. Naukowa dokładość tej metody i brak niepodzianek. Na 100% pewność na czym
      się stoi dziś... i jutro.
      Antykoncepcja to loteria.
      Zgadywanka co będzie jutro, jak zareguję?? Będę nadal piękna i zdrowa lub wąsik
      i bezdzietność. Loteria. Jedna reaguję bez ubocznych druga nie... (może już
      przetestowałaś na sobie...)
      NPR to pewność*.

      *100% w fazie poowulacyjnej
      0-100% :) pewności w fazie przedowulacyjnej- w zależności od umiejętności
      rozpoznawania objawów, wprawy, ilości zaobserwowanych cykli, spostrzeżenia
      zakłócaczy temp.i ich uwzględnienia!, a nie naciągania, ze owu już była (choć
      mogła być wcześniej- co szkodzi przyjąc p e w n i e j s z ą wersję.
      Swoją pewność w fazie I oceniam, powiem nieskromnie b. wysoko - 99.9% (po 6
      cyklach!!!). Jednak jestem wciąż świeża w temacie tej zdrowej:) metody więc
      jeszcze się wspomagam mechanicznie (z dala od chemii!) - i wszystkim polecam na
      jakiś czas wspomaganie w I fazie np.gumowym płaszczykiem.
      ;)

      P.S. Metoda wkrótce będzie na topie.
      Słowo.
      Polityka demograficzna świata tego wymaga. Ze względu na gwarancję zachowania
      płodności - a nie ze względu nie na współczynnik Pearla (bo met.termiczno-
      objawowa ma wyższy niż prezerwatywa! więc jest w górze jeśeli chodzi o
      skuteczność, zaraz po pigułach, i po wkładce (lub na równi), nie wiem skąd fama
      o dużej zawodności!!! - chętnie pogadam z Twoim mężem, niech zamailuje w razie
      wątpliwości, chętnie odeprę wszelkie brednie, króre sama sobie musiałam
      udowodnić, że są właśnie bredniami! Polecam się. Lubię polemizować. I szukać.)

      Jak mąż Cię szanuje, to szanuje też Twoje prawo by dokanać próbę tej czy innej
      metody. I nawet jeśli mąż jest osobą bardziej decyzyjną w jakimś związku, to
      przecież w tej sprawie konsekwencje wyboru ponosi ciało kobiety, a nie wspólne,
      więc wagowo Twoje zdanie w sprawie metody powinno być poważnie brane pod uwagę.

      Powodzenia

      Jak nie spróbujesz, to się nie przekonasz. Sczególnie, że masz wieloletnie
      porównanie z innymi metodami!

      Jak sie uda, to sypnij porównaniem z innymi metodami, ok?
      • osieuek Re: JAK PRZEKONAĆ MĘŻĄ? 26.10.05, 17:44
        > W antykoncepcji jest fatum,
        > losowe „wpadki”, a tu wiesz na czym stoisz.

        Prawda. Jak zażywałam te głupie tabletki (to było leczniczo, na LUF), to prawdę
        mówiąc bardziej się denerwowałam, niż gdybym stosowała gołe NPR bez żadnych
        prezerwatyw. Bo nie wiedziałam: Czy może nie dostanę biegunki i tabletka źle się
        wchłonie? (Akurat wtedy zdarzały mi się problemy z trawieniem.) A może
        przeziębie się tak, że trzeba będzie zażywać antybiotyk, który osłabia
        wchłanianie tabletki? (Akurat co chwila się wtedy przeziębiałam.) A jak zapomnę
        tabletki?

        OK, można to nazwac hipochondrią. Ale nawet ja z moją hipochondrią nigdy się nie
        denerwowałam przy NPR. Bo zawsze wiedziałam, co jest grane w moim organizmie.

        • estusia Re: JAK PRZEKONAĆ MĘŻĄ? 26.10.05, 19:38
          witaj, widzę, że jedziemy na tym samym wózku, jestem 9mscy po porodzie od 2 mscy
          ucze sie i idzie mi ciężko ale bardzo chce sie nauczyc i walcze, a męzowi
          postawiąłm ultimatum : jeśli mnie sznuje to uszanuje moja wolę i bedzie uczył
          sie razem ze mną a jeśli nie to niech zapomni o bzykaniu (oj, bedzie cięzko)
            • wierzgalska1 Re: JAK PRZEKONAĆ MĘŻĄ? 27.10.05, 11:06
              zurr123 napisała:

              > "a jeśli nie to niech zapomni o bzykaniu "na pewnoa zapomni o bzykaniu ale...w
              > domu.
              > Gratuluję optymizmu

              Z kolei z Twoim, zurr 123, "optymizmem" i podejrzliwością nie stworzysz
              prawdziwej relacji, bo juz samo Twoje podejście, zurr, do sprawy spowoduje, że
              każdy Cię rzuci...
              Podświadomie o to sama się prosisz! Jakbyś nie była pewna siebie.

              To TY stanowisz wartość czy SEKS jaki facetowi dajesz???????????

              Gratuluję pesymizmu i materializmu (gradacji wartości w życiu).

              Dla mnie świat jest ładniejszy z lepszym spojrzeniem na świat. Każdy ma taki
              świat jakiego go nauczono.

              ;)
                • wierzgalska1 zurr123!!!-cd(przepraszam,nie mogłam sie powstrzym 27.10.05, 11:24
                  P.S. Do zurr123 cd

                  W małżeństwie można mieć dużo seksu, dużo więcej niż poza i to z dużą dozą
                  odpowiedzialności.

                  Poza małżeńtwem można mieć seks nieodpowiedzialny, i tylko wtedy kiedy uda sie
                  spotkać... :) - czyli rzadko!!!!!

                  Jakości seksu (głębokości doznań etc.) nabiera się wraz z zaangażowaniem w
                  relację!!!

                  Jeżeli dla kogoś liczy się ilość (przelecianych d..), nie jakość doznań - to
                  jego sprawa. Na pewno z pierwszy raz poderwaną sztuką nie pozwoli sobie na coś
                  więcej nic mało doznaniowa(?) dla facetów pozycja klasyczna.
                  Niech się ściga z kolegami w rankingach. Tylko czy ma z tego coś dla siebie,
                  czy tylko na pokaz? Dziecinne czy dorosłe?

                  I niech sobie sam po pracy gotuje obiady po 20.00! Sam prasuje koszulę. A Ty
                  tylko będziesz łykać antyki i udawadniać, że jesteś lepsza od tamtych. Gdzie?
                  I jesteś taka odpowiedzialna (ach!), bo nie będzie z tego dziecka!... ani
                  rodziny! Tylko guru naszych czasów. Seks sam w sobie.
                  Gratuluję.
                  Da się?
                  • zurr123 Re: zurr123!!!-cd(przepraszam,nie mogłam sie pows 27.10.05, 12:59
                    mnie nie musisz tego pisać -napisz to facetom.Oni mają zupełnie inne podejście
                    do spraw seksu niż my.Dla większości z nich liczy się ilość a nie jakość.
                    I większość z nich uważa,że można mieć i seks pozamałżeński i porasowane koszule
                    oraz ugotowane obiadki przez żonę-wierz mi!

                    PS
                    nie łykam tabletek-jeśli to było do mnie-nigdzie tego nie napisałam i nie wiem
                    skąd ten wniosek-a jeśli nawet bym to robiła -to nigdy nie uważałabym się za
                    lepszą od stosujących NPR.To nie leży w mojej naturze.
                    Każdy ma swój sposób na życie-ja wiem (bo mam 1 dziecko),że macierzyństwo nie
                    jest dla mnie-z różnych względów.I nie mam zamiaru rodzić dzieci tylko
                    dlatego,że ktoś inny czuje taką potrzebę-głównie dla tego dziecka.
                    Nie interesuje mnie też jak to ujęłaś -seks sam w sobie.Nie poszłabym z facetem
                    do łóżka nic do niego nie czując.
                    Więc jak widzisz nie trafiłaś ze swoimi ocenami.
                    • wierzgalska1 Re: zurr123!!!-cd(przepraszam,nie mogłam sie pows 28.10.05, 10:02
                      Nikogo nie oceniam. Nie pisałam o Tobie wprost, tylko o podejściu do życia i
                      seksu jakie dominuje we współczesnym świecie. ("Ty" znaczyło: potencjalna
                      dziewczyno!)

                      Jak się boisz, że nie podołasz, to nie miej kolejnych dzieci. Nikt Ci nie każe
                      i nie może żądać. Ja też decyduję się na poprzestanie na jednym.
                      Jednak mam odmienne poglądy na to co słuszne, a co nie.

                      Wracając do początku twojej wypowiedzi:
                      > mnie nie musisz tego pisać -napisz to facetom.Oni mają zupełnie inne
                      podejście
                      > do spraw seksu niż my.Dla większości z nich liczy się ilość a nie jakość.
                      > I większość z nich uważa,że można mieć i seks pozamałżeński i porasowane
                      koszul
                      > e
                      > oraz ugotowane obiadki przez żonę-wierz mi!

                      To niech Panie Żony wymagają od swoich dyplomatycznych Panów powracających z
                      balówy po sympozjum czy delegacji wyniku badania pod kątem HIV i innego
                      badziewia - inaczej niech zapomną o wstawaniu do prasowania koszul, obiadku a
                      przede wszystkim seksie. Są obiektywne metody sprawdzenia wierności.
                      Jak się będą buntować na sam pomysł to już wiadomo, że coś nie tak.
                      Posiadanie pieniądza co raz dzęściej okupuje negatywne zachowania.
                      Jak widać nawet w małżeństwie jesteśmy "przekupni"...

                      Jak będzie im wygodniej bez tego wszytkiego - to prosze bardzo. W razie czego
                      nie koniecznie, ale dobre rozstanie na próbę. Ale jak żony są finansowo
                      uzależnione od faceta - to "no way out", pułapka. To dopiero tragedia. Chociaż
                      niby najlepiej dla dzieci... Hm...

                      Jaki ten świat... - jakim sobie go stworzymy.
              • zurr123 Re: JAK PRZEKONAĆ MĘŻĄ? 27.10.05, 13:20
                "To TY stanowisz wartość czy SEKS jaki facetowi dajesz???????????"
                i tu się grubo mylisz;wielu zdradzonym kobietom dopiero po fakcie się otwierają
                oczy.Ale zawsze można ich nie otwierać.

                "Dla mnie świat jest ładniejszy z lepszym spojrzeniem na świat. Każdy ma taki
                > świat jakiego go nauczono."
                Masz się za jakąś lepszą?Ja po prostu widzę to co się dzieje wokół mnie-np w
                moim miejscu pracy.
                Pracuję w firmie( pracują w niej głównie mężczyźni-dobrze zarabiający-grubo
                powyżej średniej) ,która często organizuje imprezy itegracyjne i znam męski
                punkt widzenia do spraw seksu ,małżeństwa ,rodziny.I wierz mi nie jest on
                optymistyczny.Wielu z nich jadąc w delegacje ,chodzi do klubów na panienki,
                niektórzy mają nawet swoje stałe dziewczyny.Opowiadają o tym jak o wyjściu do
                kina .Nie chce mi się o tym wszystkim pisać.Np na forum emama pisała kobieta (w
                4 m-cu ciąży)jak to poderwała swojego męża na czacie.Czy to jest mój świat?
                Może nie powinnam była odpowiadać w tym wątku-w końcu to nie moja sprawa ,niech
                kobieta dalej bawi się w sklepik.
                Może rzeczywiście moje spojrzenie na relacje damsko-męskie jest wypaczone przez
                te lata pracy tutaj.Ale nie wierzę,że tylko ci faceci są tacy.Zresztą mąż mojej
                koleżanki z pokoju pracuje w Jelfie jako sprzedawca.To co się dzieje na ich
                zjazdach to temat na książkę.
                Czy to jest tylko mój świat?








                • niebieskaosmiornica Re: JAK PRZEKONAĆ MĘŻĄ? 27.10.05, 13:56
                  co do mikroskopu - to nie wiem, ja ostatnio zaczelam stosowac test wody, bo nie
                  wierzylam wlasnym oczom, ze sluz gorszej jakosci moze sie rozciagac na 10
                  cm!!!!!! (tak mi sie po porodzie pozmienialo wszystko...........), i w
                  poprzednim cyklu chyba uznalam go za lepszej jakosci, bo skok jakis taki malo
                  wyrazny no i ten sluz ze 4-5 dni po skoku...... wiec uznalam ze bezowulacyjny
                  pewnie. I wtym cyklu znow to samo, a tu sie okazuje ze to juz nieplodny sluz,
                  ach.........
                  A. wiec test polega na tym, ze wrzucasz do szklanki wody kawalek sluzu i jak
                  sobie plywa w calosci - to ten lepszej jakosci, a jak sie rozplywa, rozpada i
                  tonie - to ten gorszej. zapewne tansze od mikroskopu:)

                  A co do karmienia to ja nie wstaje godzine przed mierzeniem, jak dzieciak sie
                  obudzi w tym czasie, to meza wysylam, zeby przyniosl. I wykresy sa ok.


                • wierzgalska1 Re: JAK PRZEKONAĆ MĘŻĄ? 28.10.05, 09:10
                  >na forum emama pisała kobieta (w
                  >4 m-cu ciąży)jak to poderwała swojego męża na czacie.Czy to jest mój świat?

                  Podrywanie obcych facetów będąc w stałym związku - to nie musi być element
                  Twojego ŚWIATA.

                  > Masz się za jakąś lepszą?

                  Jeżeli o to chodzi to tak, uważam się za lepszą, bo nie próbuję zachorować by
                  dostosować się do chorego świata.
                  Nie jestem jak gałązka.
                  Nie podrywam ocych facetów - co nie znaczy, że inni faceci nie działają na
                  mnie - wręcz przeciwnie... I to jest piękne! I utrzymać to na wodzy, w ryzach,
                  pozostając wdobrej relacji ze wszystkimi i nikomu nie zaszkodzić - to dopiero
                  jest sztuka!!!

                  Myślę, że w świecie o jakim Ty piszesz, żeden facet już by na mnie działał!!!
                  Wybacz, AIDS, choroby weneryczne... Ja mam dla kogo żyć.
                  Odpowiedzialność.
                  Chyba są też faceci którzy się cechują tą przypadłośią, co?

                  A jak kobiety się poddają takim kasanowom, to one też są odpowiedzialne za
                  budowanie takiego świata! Przykre, ale prawdziwe. To kobieta decyduje.
    • kiewlakis Re: Przekonać męża 27.10.05, 09:45
      Bardzo dziękuję za każde Wasze słowo. Kurczę!- muszę pracować nad mężem, choć
      on nie chce słyszeć o NPR. A ja w życiu nie stosowałam żadnych piguł :))) !
      Ciągle myślę, jak tu z tym NPR ruszyć... :) POradźcie jeszcze, czy sensowne i
      pomocne jest zaopatrzenie się w mini-mikroskop, by stosować go w połączeniu z
      pomiarem temperatury? Proszę, napiszcie na ten temat. Gorąco pozdrawiam!
      • wierzgalska1 Re: Przekonać męża 27.10.05, 10:59
        Mnie wystarczają trzy parametry: tempka, śluz i szyjka (ta ostatnia została
        włączona po 2 cyklach rozeznania o co biega, najpierw z przymrużeniem oka -
        notowałam to co mi się względem niej wydaje (a nie czego jestem pewna) - trza
        przewidzieć czas na naukę i początkowo niepewność tychże obserwacji - po
        naturalnym porodzie szczególnie może być z szyją trudniej...).

        Mnie osobiście nawet nie chce mi się wydać grosza na lepszy temometr (mierzę
        zwykłym rtęciowym. Choć planuję zmianę na lepsze wyposażenie.
        Owszem zakup dodatkowego sprzętu (np. mikroskopu) to dodatkowe podsycenie żądzy
        wiedzy o dodatkowy parametr - obraz śluzu w skali mikro - jednak ja bym była za
        włączeniem go w zabawę po paru cyklach z wyczuciem śluzu płodnego w skali
        MAKRO... Więc za parę miesięcy.

        Dlaczego?

        Po porodzie i tak masz ze śluzem dziwne huśtawki, więc lepiej zaobserwować,
        kiedy z grubsza dojdziesz do "siebie" sprzed ciąży (śluz jak białko kurzego
        jajka etc.). Różnorodność obrazów śluzu w skali mikro może Cię jedynie
        zdezorientować i zamiast pogrupować spójność objawów, rozszerzy wachlarz ich
        możliwości i wprowadzi dodatkową trudność interpretacji.

        Poza tym zawsze możesz na osoby z tego forum liczyć (pomoc w interpretacji)
        jeżeli chodzi o tempkę, śluz czy szyjkę - natomiast w mikroskopową analizę
        większość jest niewtajemniczona. Chociaż nie wiem, może się mylę?...

        P.S. Do karmienia porannego warto "biec" już z zaaplikowanym termometrem
        (karmiąc na leżąco zapada się znowu w +/-letarg =kontynuuje się metabolizm
        spoczynkowy i u mnie przynajmniej wskazania temperatury były miarodajne
        (niezaburzone, nieodstające, pasujące do innych objawów).

        No chyba, że sen był 10 razy przerywany... tempka do odrzutu... ale rzadko aż
        tak.
        Ale da się przy karmieniu.

        P.S.' A nad szacunkiem i relacjami w małżeństwie pracuje się całe życie... I
        trzeba się cieszyć z nawet najmniejszych sukcesów! Byle do przodu.

        Powodzenia
    • modernista Re: Przekonać męża 27.10.05, 23:18
      Antykoncepcja to sprawa wspólna, a czas po porodzie to najgorszy z możliwych na
      eksperymentowanie z NPR i przymuszanie i tak zestresowanego partnera.
      Podobnie traktowanie seksu jako kija i marchewki do szczucia męża skończyć może
      się wyłącznie źle.
      Hipotetyczny spadek libido przy pigułkach to małe piwo w porównaniu z blokadą
      spowodowaną lękiem przed ciążą, zmęczeniem a także karmieniem piersią – jak
      wiadomo ta czynność doskonale potrafi paniom zastąpić męża. Poza tym nie
      wiadomo co gorsze mniejsze libido, ale za to seks kiedy czas pozwala i np.
      dzieci nie płaczą, czy większe libido, ale kiedy i tak nie można bo okres
      płodny, a za to współżycie przez kilka dni pod rząd w czasie gdy wreszcie
      pozwala zeszyt...

      Z mojego doświadczenia jedyne co mogę polecić to prezerwatywa + abstynencja (w
      okresach szczytu śluzu) i po powrocie miesiączek prezerwatywa w pierwszej fazie
      wyznaczanej wg kalendarzyka lub śluzu, jeśli chce mieć się cokolwiek czasu na
      współżycie.
      Jeśli ktoś już się decyduje to twardym regułom NPRu może wykręcić psikusa
      ubarwiając nieco swoje zabawy –nie zawsze przecież trzeba kończyć po
      katolicku..., a chyba każdy mąż (+ dobry olejek :)) i robiący użytek z czegoś
      więcej niż "dolna głowa" to naprawdę perfekcyjne połączenie.
      Do tej wersji NPR każdy mąż się przekona, nawet jeśli jeszcze o tym nie wie ;)
      Pozdrawiam
      • wierzgalska1 Re: Przekonać męża 28.10.05, 09:32
        modernista napisał:
        > Do tej wersji NPR każdy mąż się przekona, nawet jeśli jeszcze o tym nie wie ;)

        Domyślam się, że drogi modernisto również jesteś takim mężem, a nie żoną...

        Wobec tego czy mógłbyś rozjaśnić mi ten męski pky widzenia:
        > (...) zmęczeniem a także karmieniem piersią – jak
        > wiadomo ta czynność doskonale potrafi paniom zastąpić męża.

        Nie rozumiem. Proszę o rozjaśnienie sprawy. Jestem kobietą, więc nie rozumuję
        wprost. Jak mi tego nie wyjaśnisz, to odbiorę to jako niezbyt miłą aluzję.

        Druga sprawa:

        > czas po porodzie to najgorszy z możliwych na
        > eksperymentowanie z NPR

        nie wiem czy gorszy niż czas popigułkowy.
        Po porodzie wszystko dzieję się wg schematu połogowego i wiadomo o co chodzi, w
        jakiej kolejności co się zmienia i w jakim kierunku.
        W cyklach popigułkowych - nic nie wiadomo!

        na
        > eksperymentowanie z NPR i przymuszanie i tak zestresowanego partnera.

        A czym się stresuje w tym czasie :)- przecież go nie boli...To jak się
        stresuje to niech sobie w tym czasie sex odpuści, bo jak jest stres to z
        potencją też gorzej... Kobiecie mniejszy dyskomfort przy wrażliwości
        poporodowej sprawia pełna erekcja! Chyba, że ktoś lubi sprawiać ból.
        To chyba też jest w miarę naturalne, że gojenie po porodzie i dochodzenie do
        równowagi hormonalnej powracającej libido sprzed ciąży powinno przejąć też
        faceta, prawda?
        Chociażby z szacunku do przejść żony.

        > (...)i przymuszanie i tak zestresowanego partnera

        Przymuszanie? Do czego?

        Nie no, lepsze jest przymuszanie żony do przedwczesnej inicjacji poporodowej,
        pal licho, że większe ryzyko infekcji, spoko, spoko. A jak żona zacznie mieć
        problemy infekcyjne to lubią się nawracać i potem z seksu będą mniejszą
        klocki...
        To sobie zmienię na inną ;), nie?

        Przejęta tokiem rozumowania świata...
          • modernista Re: Do modernisty! ...kieruję powyższy post 30.10.05, 01:07
            Dla mężczyzny świat po porodzie zmienia się jeszcze bardziej niż podczas ciąży,
            każdy kto ma dzieci wie o tym dobrze.
            W sferze seksualnej jest cała lista przeszkód z którymi para musi się borykać
            i dokładanie do tego i to na siłę, właśnie w tym okresie, NPRu to rozbijanie
            własnego małżeństwa.
            Nie rozumiem o co chodzi z tą inicjacją i wzwodem, nic o tym nie pisałem. To
            kwestia dojrzałości faceta i empatii, a nie metody antykoncepcji. Każdy
            mężczyzna, który był przy rodzącej dokładnie wie czego boi się żona przy
            wznawianiu współżycia, a skorzystanie z nie penetracyjnego seksu może tę
            psychiczną barierę stopniowo przełamać. Dla niektórych kobiet rodzących kilka
            razy w ogóle penetracja staje się mniej przyjemna ze względu na blizny po
            nacinaniu krocza i inne uszkodzenia wewnętrzne.
            Pomóc w tych trudnościach i ew. ułatwić przetrwanie długotrwałej NPRowej
            abstynencji może wzbogacenie tajników alkowy. To o tym pisałem powyżej i w
            odpowiedzi na pytanie tyle było moich "dobrych rad" oprócz prezerwatywy dla
            większego spokoju. Tak to widzę, a co dla kogo najlepsze jest na tyle intymne
            i jest wynikiem miłości, partnerstwa, że nie wyobrażam sobie by była w ogóle
            uniwersalna recepta. Lepiej rozmawiać z własnym mężem niż na forum.

            W kwestii offtopów:
            Co do pełnej erekcji to nie wiem, jak można mieć niepełną :) a, już zupełnie
            nie wyobrażam jak można by tym napływem krwi w trakcie sterować (to chyba jakiś
            wyszukany seks tantryczny :) ). Mniejszy ból przy większym ciele obcym w
            pochwie do dla mnie zupełnie zaskakująca informacja, jednak jako mężczyzna ze
            skromnym, jednostkowym doświadczeniem (zatwardziały monogamista), nie
            protestuję. :) Może panie mają jakieś różne doświadczenia ;)
            Z autopsji to raczej ważne jest dobre ukrwienie w obrębie sromu, nawilżenie i
            pasująca pozycja , to oczywiście z warunków technicznych i tak drugorzędnych w
            stosunku do psychicznych.

            Karmienie piersią obniża libido z przynajmniej dwóch powodów, po pierwsze w
            centrum staje dziecko nie mąż, a po drugie, po pierwszych trudnościach, staje
            się przyjemną dla kobiet zastępczą aktywnością seksualną. Do tego dochodzi
            jeszcze większa tkliwość piersi i mleko sikające po ścianach –Jak to powiedział
            kiedy mój zasmucony kolega "teraz to tylko mogę popatrzeć, a poźniej to i tak
            zmaleją :(".
            "Schemat połogowy" to tylko ładna nazwa i ukrywająca trudną prawdę, że nawet
            wieloródka ma spore wątpliwości spowodowane przez odmienne objawy niż przy
            poprzednich dzieciach i skrajnie różne czasy powrotu płodności i
            ustabilizowania objawów w cyklu.

            ukłony
            • wierzgalska1 Re: Do modernisty! ...kieruję powyższy post 31.10.05, 10:18
              modernista napisał:

              > Dla mężczyzny świat po porodzie zmienia się jeszcze bardziej niż podczas
              ciąży,
              >

              Bardziej niż kobiecie???
              :))

              Do reszty offtopów ustosunkuję się później. Teraz pokrótce, jedna kwestia:

              > Karmienie piersią obniża libido z przynajmniej dwóch powodów,

              po pierwsze w
              > centrum staje dziecko nie mąż,

              Nie prawda. To dziecko staje się w centrum zainteresowania OBOJGA DOJRZAŁYCH
              rodziców. I jeden chce pomóc drugiemu. To chyba naturalne. W zasadzie głównie
              dlatego, że jest to nowa dla nich sytuacja i trzba jej sprostać, nie licząc
              wrażliwości na zaspokojenie potrzeb dziecka (oznajmnianych wiecznym płaczem -
              to co? - olać dziecko i "pracować" nad powrotem do przyjemności seksualnych.
              A coż to za nierodzicielskie myślenie!


              a po drugie, po pierwszych trudnościach, staje
              > się przyjemną dla kobiet zastępczą aktywnością seksualną.

              Coż za błędne szufladkowanie spraw!
              !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
              "przyjemną dla kobiet zastępczą aktywnością seksualną"
              No wiesz, co, modernisto, znam większe przyjemności niz pół roku nieprzespanych
              nocy, wieczne wstawanie i przerywanie wielu innych czynności z powodu
              zaspokojenia emocjonalnej i pokarmowej potrzeby dziecka!
              To naturalny mechanizm biologiczno-praktyczny, a nie ZASTĘPCZA CZYNNOŚĆ
              SEKSUALNA"
              Jestem oburzona!!! Do jakich sformułowań posuwają się niezaspokojeni i
              zazdrośni o względy własnego dziecka u matki ich własni ojcowie(?)!!!!.
              Gratuluję niedojrzałości i niemodernistyczego(!), lecz przestarzałego myślenia
              (z czasów rewolucji seksualnej).

              Poza tym nie zapominaj, że za nim karmirnie piersią staje sie odbierane jako
              przyjemne, początkowy etap karmienia, przyzwyczajanie sie sutków do takiego
              ciągnięcia jest bardzo bolesne, a nie przyjemne! Niejednokrotnie krwią się
              sączą popękane brodawki, a kobieta to znosi. A Ty nie możwsz znieść chwilowej
              abstynencji?

              > Do tego dochodzi
              > jeszcze większa tkliwość piersi

              Właściwie, to odwrotnie. Przy karmieniu (wyłączjąc pierwszy okres aklimatyzacji
              piersi do tej czynności)
              piersi przyzwyczajają się do dotyku i bardziej "wyuzdanych" pieszczot.
              Osobiście, przed okresem karmienia moje piersi były tak wrażliwe, ze nie dałam
              się w nie prawie dotknąć.

              > kiedy mój zasmucony kolega "teraz to tylko mogę popatrzeć, a poźniej to i tak
              > zmaleją :(".

              Nic bardziej błędnego. Mój mąż świetnie pomagał mi przyściągnięciu pokarmu (po
              dziecku), własnoręcznie-ustnie, masował, przynosił ulgę. I spijał stopniowo co
              raz mniej, by zakończyć laktację! (Dziecko by ssało co raz więcej, bo potrzeby
              pokarmowe rosną, więc gdyy nie odtawka od piersi dziecka , a przystawka męża,
              problem by sia ciągnął dłużej)

              Współpraca i zrozumienie!!! Modernistyczny człowieku...

              Pozdr.
              • wierzgalska1 Re: Do modernisty! ...kieruję powyższy post 31.10.05, 10:27
                > > Karmienie piersią obniża libido z przynajmniej dwóch powodów,
                >
                W pełni się z tą fraza zgadzam:

                1. Hormony podtrzymujące laktację
                (no chyba, że sex stawiacie, meżczyźni, przed dobrem dziecka. Przeciez
                karmienie nie będzie trwać wiecznie!!!)

                2. Gojenie poporodowe, świadomość, że w mig się to nie zagoi, a przynajmiej nie
                ulegnie tak szybko inwolucji(pochwa też) i będą duże luzy (dla faceta i tak
                be), a dla kobiety brak jeszcze wydzielania normalej substancji poślizgowej,
                więc dyskomfort (ból w pochwie) jak nie w trakcie współzycie, to po... więc
                może to zniechęcić wasze wybranki.
                Lepiej się spokojnie zgoić, a potem fruwać na całego.
                Przeciez gojenie nie trwa wiecznie!

                Dla rozumnych wyrozumiałych mężczyzn - ukłony i szczególny :)!
                W zasadzie to Wy szybciej w pełni skorzystacie z waszej wyrozumiałości!

                Pozdr.
              • modernista Re: Do modernisty! ...kieruję powyższy post 31.10.05, 10:44
                Nie ma sensu taka dyskusja.
                Wpierw tworzysz sobie przeciwnika, jego poglądy, a później walisz.
                Przy takiej metodzie zmiana nicku nic nie pomogła - stare przyzwyczajenia
                wychodzą. Chodź Twój inteligentny sposób kamuflażu i proNPRowego lobbingu
                naprawdę doceniam. ;)

                Pozdrawiam

                PS to mleko to niedobre jest jak sto pięćdziesiąt, podziwiam męża
                • wierzgalska1 Re: Do modernisty! ...kieruję powyższy post 01.11.05, 00:01
                  modernista napisał:

                  > Wpierw tworzysz sobie przeciwnika,

                  Nie tworzę, po prostu mamy inny punkt widzenia - z powodu chociażby
                  innego "punktu siedzenia"!!!
                  To oczywiste i naturalne. Różnice są tak duże, że nie trzaba nic "tworzyć".
                  Można zatem rozmawiać.
                  I się nie nudzić - bo wypowiedzi drugiej strony zaskakują- na plus lub na
                  minus... Ale zaskakują! Więc coś wnoszą!

                  > Nie ma sensu taka dyskusja.

                  SKąd ten pass?
                  :(

                  > Przy takiej metodzie zmiana nicku nic nie pomogła - stare przyzwyczajenia
                  > wychodzą.

                  Tak? A kim byłam poprzednio? (bo z wierzgalskiej bez "1" uciekło mi hasło...)
                  Jakieś inne sugestie? Chętnie poczytam wypowiedzi tych osób!

                  > Chodź Twój inteligentny sposób kamuflażu i proNPRowego lobbingu
                  > naprawdę doceniam. ;)

                  Dziękuję.
                  Chociaż nie rozumiem o co Panu chodzi z tym kamuflażem!?. Mówię od siebie i za
                  siebie. I doceniam jak ktoś również mówi od siebie, a nie powołuje się na
                  slogany (które nie zawsze są puste, ale niebezpieczne w rozumieniu, szczególnie
                  serwowane w nadmiarze).
                  >
                  Pozdrawiam również
                  >
                  > PS to mleko to niedobre jest jak sto pięćdziesiąt, podziwiam męża

                  ...Przynajmniej próbowałeś! Podziwiam Was kochani Mężowie!... osobiście nawet
                  nie spróbowałam...
                  Serio.
                  Sam zapach mnie odrzucał... Taka zapachowa wrażliwość po ciąży została...
                  ;)
                  Ale to już całkiem inna sprawa...
                  • poprzezknieje Re: Do modernisty! ...kieruję powyższy post 01.11.05, 09:00
                    wierzgalska - tworzenie przeciwnika polega na wyciaganiu falszywych wnioskow z
                    wypowiedzi modernisty i dyskutowanie z tymi falszywymi wnioskami
                    jednym slowem dyskutujesz sama ze soba stwarzajac pozory ze dyskutujesz z
                    modernista - a jemu pozostaje tlumaczneie sie ze on niczego takiego nie napisal
                    - mysle ze modernista nie ma czasu na takie tlumaczenia co chwile

                    > Tak? A kim byłam poprzednio? (bo z wierzgalskiej bez "1" uciekło mi hasło...)
                    > Jakieś inne sugestie? Chętnie poczytam wypowiedzi tych osób!

                    twoja nachalnosc jest doskonale widoczna (żywcem wzieta z forum lmm.pl)
                    mnie zastanowila twoja wypowiedz na temat moich nieustannych i nudnych
                    prowokacji na forum mimo iz pod swoim obecnym nickiem nigdy ze mna nie
                    dyskutowalas a nawet za bardzo na forum nie pisalas w czasie moich najwiekszych
                    dyskusji
                    ale (ostre) zdanie na moj temat masz juz dobrze wyrobione
                    • wierzgalska1 Do modernistyi poprzezknieje 02.11.05, 10:27
                      Bardzo Was cenię, po dotychczasowych wypowiedziach, poprzezknieje i modernisto!
                      Jednak mam prawo chętnie czytać odmienne niż moje zdanie, choćby dlatego, że To
                      właśnie kształtuje poglądy.

                      poprzezknieje napisała (do mnie "imiennie"):

                      > (...)- tworzenie przeciwnika polega na wyciaganiu falszywych wnioskow z
                      > wypowiedzi modernisty i dyskutowanie z tymi falszywymi wnioskami
                      > jednym slowem dyskutujesz sama ze soba stwarzajac pozory ze dyskutujesz z
                      > modernista -

                      Świetnia teoria. Sami tak też robicie...
                      "wyciaganie falszywych wnioskow z
                      wypowiedzi" i "dyskutowanie z tymi falszywymi wnioskami"

                      Sami się do dniej stosujecie wmawiając mi, że się kamufluję, że wypowiadałam
                      się wcześniej pod innym nickiem i łączycie zdanie ze zdaniem wcześniej
                      napisanym kogoś innego, dopisując jakieś błędne wnioski, które są wynikiem
                      dośpiewnia, że ja i ktoś tam to jedna i ta sama osoba.
                      Mogłabym sie pod moimi wypowiedziami podpisać imieniem i nazwiskiem.
                      Pisze pod tym samym nickiem od początku do końca.
                      (P.S. na forum o aborcji mam jedynie drugi nick, to zbyt niekończący sie temat)
                      Na lmm nawet nie wiedziałam, że jest forum!
                      (P.S. A propos czytelni... Nie wchodzę, nie czytam, bazuje na podstawowej
                      wiedzy (chyba, że mam problem, to i owszem, sięgam) - najlepszym nauczecielem
                      jest praktyka. Poza tym jak się "wiele nie wie, bo sie nie pomierzy, to się od
                      czytania teorii włos na głowie zjeży!" Nie dotyczy to czytania podstawowych
                      praw.)

                      Poprzeknieje:
                      > mnie zastanowila twoja wypowiedz na temat moich nieustannych i nudnych
                      > prowokacji na forum mimo iz pod swoim obecnym nickiem nigdy ze mna nie
                      > dyskutowalas a nawet za bardzo na forum nie pisalas w czasie moich
                      najwiekszych
                      > dyskusji

                      Poprzeznknieje, ale tchniesz podejrzliwością!
                      Długo wcześniej czytałam forum, zanim zaczęłam pisać. Zwykle, zanim sie odezwę,
                      lubię poznać temat. Życie mnie uczy dokładnie tego samego. Tylko głupi
                      wypowiedają się w tematach, w których nie siedzą i nic o nich nie wiedzą.

                      Niemożliwe?

                      cd. tworzenia błędnych wniosków z wypowiedzi... Cóż komunikacja ludzka nie jest
                      doskonała. Wieża Babel ma swoje alegoryczne znaczenie.
                      Proszę mnie na bieżąco w takim razie poprawiać! - a nie obrażać się.

                      > a jemu (moderniście) pozostaje tlumaczneie sie ze on niczego takiego nie
                      napisal

                      Nie prawda. Ustosunkowałam się tylko do tego co on sam napisał wcześniej.
                      Wydawało mi się, że dość wyraźnie i jednoznacznie. Mogłam oczywiście to ja się
                      mylić.
                      I powtórze to.
                      Oburzyłam się, na wiedzę o sposobie myślenia mężczyzn o problemie
                      czasochłonności karmienia piersią!

                      Dojrzały mężczyzna przychodzi DO karmiącej mamy, niesie herbatę "uwiązanej" z
                      przy dziecku żonie (bardzo chce się pić przy karmieniu) i ...
                      ...kładzie sie obok niej i wspiera ją duchowo, pieści czy głaszcze podczas
                      karmienia (ją i dziecko!), bo priorytetem jest uśpienie dziecka, oddanie mu
                      poczucia spokoju i bezpieczeństwa.
                      A nawet dba przy okazji, żeby nie zasnęła przy dziecku, tylko wróciła w jego
                      ramiona!

                      Niedojrzały mężczyzna ma pretensje, dlaczego żona spędza tyle czasu przy
                      dziecku (to takie niezrozumiałe, prawda?, że przedkłada się potrzeby dziecka
                      przed swoje własne - żona dalej uważa seks za swoją potrzebę, jednak teraz
                      dziecko jest ta osobą której trudniej jest z czegoś zrezygnować, czy cos mu
                      wytłumaczyć. Ale cóż. Lepiej to nazwać, że jest to "tak wielką przyjemnośćią, ż
                      żona r e z y g n u j e (?) z seksu, bo karmienie piersią staje się "zastępczą
                      aktywnością seksualną"(???!!!) - bo tak to dosłownie cytując nazwał sam
                      modernista.
                      Można w końcu oczywiście się kochać słysząc płacz dziecka za ścianą - poniekąd
                      płucka sie wyabiają), dlaczego szybko go nie uśpi (da się? zawsze? każde
                      dziecko?) od niego nie odejdzie i nie przyjdzie DO mężczyzny?

                      To dla mnie niezrozumienie potrzeb dziecka i brak uszanowania poświęcenia żony.
                      To odwrócenie się OD żony i OD dziecka i nie ułatwianie im życia, lecz jeszcze
                      usłanie kolczystymi różami...

                      modernista:
                      > Nie ma sensu taka dyskusja.
                      > Wpierw tworzysz sobie przeciwnika, jego poglądy, a później walisz.

                      Właśnie cały problem w tym, że ja sobie tych poglądów nie wymyślam. Modernista
                      NA PRAWDĘ udzielił takiego a nie innego zdania na tych forum!!!
                      Jeżeli doszło do nieporozumienia, to albo to zdanie źle zinterpretowałam
                      (prosze więc mnie poprawić), albo to zdanie zostało źle sformułowane..

                      > (...)Twój inteligentny sposób kamuflażu (???) i proNPRowego lobbingu
                      naprawdę doceniam. ;)

                      Nie uprawiam żadnego lobbingu. Nic z tego nie mam. Po prostu ideologiczno-
                      religijne motywacje stosowania tej metody są słabą argumentacją, do mnie nie
                      przemawiały. Szczególnie, że były nacechowane powątpiewaniem w skuteczność
                      (czyli niejako rozumową sprawę...) Może innych tez to zraża, szcególnie
                      ateistów.
                      Dopiero rozumowe - guasinaukowe dowody (również własne doświadczenie) na
                      słuszność stosowania tej metody upewniły mnie, że trzeba też zacząć rozmawiać o
                      tej metodzie (ponieważ jest tak precycyjna, nieszkodząca i skuteczna!!!) poza
                      sferą światopoglądu, obiektywnie.

                      Pozdrówka
        • anulka37 Re: Przekonać męża 28.10.05, 11:41
          W cyklach popigułkowych - nic nie wiadomo!
          >
          To ,że masz wkładkę to wiem ,ale czy brałaś pigułki(bo w której ze swoich
          odpowiedzi napisałaś,że jesteś przeciwna hormonom),że tak kategorycznie
          wypowiadasz się na ten temat?
          Ja po 5 lata brania pigułek od razu miałam cykl owulacyjny,ze wszystkimi
          wyraźnymi objawami(śluz,temp.).I było tak za każdym razem kiedy robiłam
          przerwy .
          A tak przy okazji(bo nie doczytałam)po co ci wkładka skoro i tak prowadzisz
          obserwacje ,masz wyrozumiałego męża,który nie zmusza cię do seksu,a dla ciebie
          abstynencja to żaden problem?
          • wierzgalska1 Anulko37!!! 28.10.05, 15:37
            Czym dostąpiłam tego zaszczytu (!) jakim jest tak wnikliwe zainteresowanie moją
            osobą... :)

            anulka37 napisała:

            > W cyklach popigułkowych - nic nie wiadomo!

            Tak uważam.

            > To ,że masz wkładkę to wiem ,ale czy brałaś pigułki(bo w której ze swoich
            > odpowiedzi napisałaś,że jesteś przeciwna hormonom),że tak kategorycznie
            > wypowiadasz się na ten temat?

            Tak. Dla mam karmiacych Cerazette, a wcześniej przygoda z Cilest.

            > Ja po 5 lata brania pigułek od razu miałam cykl owulacyjny,ze wszystkimi
            > wyraźnymi objawami(śluz,temp.).I było tak za każdym razem kiedy robiłam
            > przerwy .

            Ty miałaś. Jaka jest gwarancja, że każdy organizm zareaguje jak Ty.
            Miałaś szczęście. To w rzeczywistości nie jest do przewidzenia... więc dostałaś
            dobry los na LOTERII.
            P.S. Napisz jak brałaś pigułki (1/ od którego roku życia, 2/ co jaki czas i jak
            długie przerwy robiłaś). A wszystkie Twoje koleżanki również nie miały
            problemów? Bo szkopuł w tym, że większość moich miało.

            > A tak przy okazji(bo nie doczytałam)po co ci wkładka skoro i tak prowadzisz
            > obserwacje ,

            Moja sprawa. Chcesz o tym porozmawiać? Zapraszam na priva.
            Zresztą odpowiedź na to znajdziesz w moich poprzednich postach. Dobrze czytaj.

            > masz wyrozumiałego męża,który nie zmusza cię do seksu,a dla ciebie
            > abstynencja to żaden problem?

            Wielki problem, czasami mnie nosi, że łoj, jojoj ... bożeszty!!!..
            Ale nosi mnie to, że seks jest w relacji męsko-damskiej (małżeństwie np.)
            wszędzie, na każdym kroku, w słowie, geście, muśnięciu, żarcie, współpracy w
            codziennych sprawach, w mimice twarzy - i to podsyca do działania wszelkiego.
            Seks jest obecny w relacjach również poza przysłowiowym łózkiem.
            A jak jest poza, to i w łóżku jest lepiej :).

            Pozdr.


    • osieuek Dla katolików 28.10.05, 09:19
      kiewlakis,
      Nie wiem, czy twoje rozterki oraz decyzja o stosowaniu NPR biorą się z przekonań
      religijnych. Tym niemniej, komuś może się przydać to, co podam poniżej.

      Jest to strona katolicka, pewnego zakonnika, który zawodowo zajmuje się
      problemami małżeńskimi. W swoich tekstach stara się "odczarować" niektóre
      problemy związane ze sferą seksualną. Osobiście nie popieram Kościoła
      katolickiego i nawet punkt widzenia tegoż autora wydaje mi się trochę
      restrykcyjny. Jednakże, jak na Kościół katolicki, jego podejście do kwestii
      moralnych jest bardzo nowatorskie. Doceniam to.

      On tam pisze o wielu skomplikowanych moralnie sytuacjach, gdy np. jest się po
      porodzie i czuje się strach przed kolejną ciążą. Albo o tym, gdy małżonek ma
      liberalne poglądy i woli antykoncepcję. Według o. Knotza przede wszystkim nie
      należy tragizować sytuacji, w których zaczynamy robić coś niezgodnego z
      nauczaniem Kościoła. A zrezygnowanie ze współżycia uważa za cenę niezwykle
      wysoką i bardzo szkodliwą dla małżeństwa.

      www.szansaspotkania.net/
      Jak powiadam, sama mam poglądy i tak dużo bardziej liberalne niż o. Knotz. Ale
      szanuję to, że on stara się podejść do tych kwestii dużo mądrzej i łagodniej niż
      większość nauczycieli Kościoła. Może więc będzie ta strona z pożytkiem dla kogoś
      z was.


Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka