atowlasnieja
30.11.08, 01:22
W środę na pierwszym programie, w bloku telewizji katolickiej była rozmowa z
małżeństwem stosującym i promującym NPR. Z entuzjazmem opowiadali o obserwacji
śluzu, o metodzie termicznej, o tym jak pojechali w kraje w których jedyną
szansa na przekaz było przyrównanie cyklu kobiety do żyzności gleby. Naprawdę
znali się na rzeczy.
Ale w oczach przeciętnego widza stracili wiarygodność przyznając się, że z
planowej czwórki zrobiła się siódemka lub ósemka. Deklarowali, że to po prostu
ewolucja poglądów, że dzieci planowane w wyniku debat ze starszym rodzeństwem.
Wydaje mi się, że do promowania jakiejkolwiek metody kontroli liczby urodzin
powinno się przedstawić parę o niższej dzietności. Bo tyle dzieci to można
mieć idąc na żywioł. Trochę to wyglądało jakby sprzedawca parasoli był
zupełnie mokry.