Dodaj do ulubionych

Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomina?

18.04.14, 01:50
W sąsiednim wątku "Mam już dość" rozpoczęła się dyskusja o jakości specjalistów i terapii.
Pozwolę sobie dorzucić swoje 5 groszy w temacie i przy okazji zapytać czy przypadkiem nie wydaje Wam się znajoma ta sytuacja? Czy ktoś z forum nie przypomina Wam jednej z tych osób?
Dla wygody wrzuciłem napisy na stałe do filmu.

Nie wiem czy dostępna będzie wersja z YT:
youtu.be/ZxPNiALPX8I
Polecam więc Wrzute:
w94.wrzuta.pl/film/8uoezZmKIu9/przyklad_terapii_malzenskiej
Obserwuj wątek
    • that.bitch.is.sick Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 03:32
      kutuzow napisał:

      > W sąsiednim wątku "Mam już dość" rozpoczęła się dyskusja o jakości specjalistów
      > i terapii.
      > Pozwolę sobie dorzucić swoje 5 groszy w temacie i przy okazji zapytać czy przyp
      > adkiem nie wydaje Wam się znajoma ta sytuacja? Czy ktoś z forum nie przypomina
      > Wam jednej z tych osób?
      > Dla wygody wrzuciłem napisy na stałe do filmu.
      >
      > Nie wiem czy dostępna będzie wersja z YT:
      > youtu.be/ZxPNiALPX8I
      > Polecam więc Wrzute:
      > w94.wrzuta.pl/film/8uoezZmKIu9/przyklad_terapii_malzenskiej

      Ktoś mi na forum wybitnie przypomina tę terapeutkę. chyba nie będę zdradzać kto, bo to nie było takie pochlebne. ktoś odważny może "strzeli z nicka". Zresztą widziałam bardziej porobione terapeutki, z grupy tych "zaangażowanych":). Nie ufając terapeutom nie trzeba od razu przestawać wierzyć w sens terapii. Można trafić na złego kardiologa, chirurga, internistę. Trafienie na złego terapeutę to najmniejsze ryzyko z wymienionych, nie rozumiem więc istoty sporu w tamtym wątku. Zdarzają się terapeuci którzy zmieniają twoje życie na lepsze, każdemu życzę takiej na jaką ja trafiłam, osoby która z czasem staje się kimś w rodzaju mentora i mistrza - ale nie utrzymuję że to jedyny słuszny model relacji z terapeutą.
      • druginudziarz w Polsce jast stosunkowo niska wiedza 18.04.14, 07:13
        > Można t
        > rafić na złego kardiologa, chirurga, internistę. Trafienie na złego terapeutę t
        > o najmniejsze ryzyko z wymienionych, nie rozumiem więc istoty sporu w tamtym wą
        > tku.

        W Polsce jest stosunkowo niska wiedza nt. tych klocków.
        Już na wstepie ludzie nie odróżniają psychologów od psychiatrów, a tych od psychoterapeutów.
        Tym czasem są to zupełnie różne profesje.
        Drugim poważnym problemem jest fakt braku w Polsce ustawy o zawodzie psychoterapeuty, dlatego psychoterapeutą może być praktycznie każdy.
        Dlatego dobrze jest, a internet daje spore możliwości, sprawdzić do kogo trafimy.
        Nie tylko czy to dobry psychoterapeuta ale czy "szkoła" którą praktykuje ma jakieś podstawy, np. czy ma jakiś uznany certyfikat.
        Natomiast terapia rodzinna to już wyższa szkoła jazdy, jeśli jej uczestnicy są mocno ze soba skonfliktowani, np. nie potrafią siebie słuchać, a nawet nie mają wglądu w samego siebie, to może byc z tego dupa już na pierwszym spotkaniu.
        • that.bitch.is.sick czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 18.04.14, 11:05
          druginudziarz napisał:

          >
          >
          > W Polsce jest stosunkowo niska wiedza nt. tych klocków.
          > Już na wstepie ludzie nie odróżniają psychologów od psychiatrów, a tych od psyc
          > hoterapeutów.
          > Tym czasem są to zupełnie różne profesje.
          > Drugim poważnym problemem jest fakt braku w Polsce ustawy o zawodzie psychotera
          > peuty, dlatego psychoterapeutą może być praktycznie każdy.
          > Dlatego dobrze jest, a internet daje spore możliwości, sprawdzić do kogo trafim
          > y.
          > Nie tylko czy to dobry psychoterapeuta ale czy "szkoła" którą praktykuje ma jak
          > ieś podstawy, np. czy ma jakiś uznany certyfikat.
          > Natomiast terapia rodzinna to już wyższa szkoła jazdy, jeśli jej uczestnicy są
          > mocno ze soba skonfliktowani, np. nie potrafią siebie słuchać, a nawet nie mają
          > wglądu w samego siebie, to może byc z tego dupa już na pierwszym spotkaniu.

          Kochany jak w tytule. Czy trzeba rozróżniać tajską wróżkę od specjalisty rekomendowanego przez PTP żeby sobie pomóc w zwykłych problemach w relacjach z innymi czy dajmy na to po śmierci bliskiej osoby, czy nie wchodzimy w obszar grubszych absurdów.A gdzie samodzielność, zdolność do samodzielnego rozwiązywania problemów, gdzie idea zwykłego wsparcia? Czy trzeba koniecznie rozróżniać i udawać się do certyfikowanego specjalisty z każdym bólem dupy, czy robienie z obszaru relacji międzyludzkich i związków wiedzy tajemnej w której tylko specjalista z dyplomem może się wypowiadać to nie totalna bzdura i robienie z ludzi kalek oraz manekinów?
          Mam wrażenie że ostatnio patrzymy na rozwój relacji , którego jedynymi depozytariuszami i inicjatorami są "specjaliści" z certyfikatem. Oni mówią ci jak ma wyglądać "normalna" rodzina, jak się zmieniać model relacji z uwagi na współczesne problemy, jak radzić sobie ze zdradą, jaki jest aktualny paradygmat dotyczący podziału obowiązków domowych. Piszą artykuły o orgazmie. Współczesny człowiek przestał myśleć samodzielnie o tym kim jest, czego pragnie. On linkuje artykuły o tym jak powinien wyglądać seks, co małżonkowie powinni w związku sobie mówić i co razem robić. jak wygląda szczęślwia rodzina. To wszystko określają rekomendowani terapeuci :) przy pomocy mediów,książek i wywiadów - ci nieprofesjonalni są uczestnikami dyskursu na równych prawach i to wszystko się miesza.:)

          Oczywiście nie dziwię się że PTP dąży do ścisłych regulacji tych wszystkich odmian działalności zawodowej psychologa, ale spójny system kontroli jakości i etyki zawodowej sądzę że jest tylko jednym z celów i to nie gwarantujący skuteczności, a głównie chodzi o to, że system regulacji i certyfikacji da im mocną pozycję lobbingową, kasę i ochronę przede wszystkim interesów grupy zawodowej, a na drugim miejscu pacjenta.
          Pamiętaj że oprócz terapeutów jest cała rzesza trenerów, biegłych, konsultantów, socjoterapeutów, specjalistów interwencji kryzysowej na liście PTP którzy tylko czekają żeby wyeliminować konkurencję, wywindować ceny usług i nareszcie uzyskać ochronę i ramy prawne swojego "profesjonalizmu".

          Jednak inna sprawa że zwykły człowiek ze swoim problemem nie uzyska gwarancji trafienia na wysoką jakość i pomoc tylko dlatego że trafił do certyfikowanego specjalisty.
          Mamy w Polsce również przykłady gdzie regulacje zawodów doprowadziły do całkowitej wręcz bezkarności, braku etyki, zaniedbań a zwłaszcza służą ochronie interesów grup zawodowych, bardzo dzięki tym regulacjom intratnym.
          Nie będę tu wskazywać palcem na służbę zdrowia i jej wynaturzenia bo sama jestem z nią związana, bo w niektórych dziedzinach potwierdzenie kwalifikacji i praktyka jest konieczne i uzasadnione, jednak w zakresie szeroko rozumianych usług pomocy psychologicznej, zalecałabym daleko posunięty luz i aby ściśle rozróżniać potrzebę uzyskania pomocy, wsparcia w naszych codziennych problemach (którego często nie oferują nam przyjaciele i bliscy) od konieczności leczenia jakiś zaburzeń. To bardzo śliska tematyka i podatna na nadużycia wszelakie - kryterium normalności - władza orzekania o tym to niemal rząd dusz:). Podziwiam amerykanów z ich organizowaniem do każdego niemal problemu, niemal wszędzie grup wsparcia i rozmaitych stowarzyszeń służących integracji z innymi. Nie mówie, że podziwiam Amerykanów za wszystko, bo to właśnie ze stanów przywędrował model psychologizowania każdego aspektu życia, jednak idea grupy wsparcia, takiego forum jak u nas, to generalnie dobry kierunek i proporcja w podejściu do swojego życia związkowego czy trudności w relacjach z innymi. Nię lękajcie się że spojrzycie na swój seks z żona w sposób nieprofesjonalny. Trochę wiary w samodzielność.




          Freedom's just another word for nothing left to lose
          Nothing don't mean nothing honey if it ain't free
          • mojemail3 Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 18.04.14, 11:24
            that.bitch.is.sick napisała:

            (...)"A gdzie samodzielność, zdolność do samodzielnego rozwiązywania problemów, gdzie idea zwykłego wsparcia?(...)"

            Bitch, masz świętą rację, ale...osoba z depresją, czy silnymi zaburzeniami lub uzależnieniami sama się nie wyleczy,a obarczanie tym partnera jest nieporozumieniem, ślepy kulawego do wyjścia nie zaprowadzi...
            • druginudziarz Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 18.04.14, 11:32
              mojemail3 napisała:

              > that.bitch.is.sick napisała:
              >
              > (...)"A gdzie samodzielność, zdolność do samodzielnego rozwiązywania problemów,
              > gdzie idea zwykłego wsparcia?(...)"
              >
              > Bitch, masz świętą rację, ale...osoba z depresją, czy silnymi zaburzeniami lub
              > uzależnieniami sama się nie wyleczy,a obarczanie tym partnera jest nieporozumie
              > niem, ślepy kulawego do wyjścia nie zaprowadzi...

              Dokładnie.
              Przyznaję, że mnie kiedyś z lekka irytowało gdy ktoś w rozmowie mylił depresję (w sensie klinicznym) z tzw. "dołem".
              W depresji rady typu "weź się w garść" tylko wqrwiają.
              • that.bitch.is.sick Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 18.04.14, 11:57
                druginudziarz napisał:
                >
                > Dokładnie.
                > Przyznaję, że mnie kiedyś z lekka irytowało gdy ktoś w rozmowie mylił depresję
                > (w sensie klinicznym) z tzw. "dołem".
                > W depresji rady typu "weź się w garść" tylko wqrwiają.

                Ostatnio czytałam fragmenty książki "eksperta" żeby nie było, że w dużej mierze idea depresji jako jednostki chorobowej jest nadużywana i często na siłę medykalizowana. To był bodajże profesor Jonathan Rottenberg i chyba za paradygmat sobie obrał ewolucyjne jakieś przesłanki
                książka nazywa się
                „The Depths: The Evolutionary Origins of the Depression Epidemic”.

                Ale wydaje mi się że coraz więcej jest głosów zwracających uwagę na to że podejście do depresji jako jednostki chorobowej i cały rynek usługowo-terapeutyczny wokół to jest po prostu świetny biznes ale efektywność jest nikła..
                Poza tym chyba nawet zwolennicy podejścia do depresji jako zaburzenia psychicznego szacują chorobowość w skali rocznej na kilka kilkanaście procent, tymczasem użytkowników usług psychologicznych jest znacznie więcej i generalnie jeśli nie dotyczą one uzależnień rozciąganych i diagnozowanych na coraz więcej dziedzin życia, oraz depresji (czy ktoś zbadał aspekt cywilizacyjny?)- to miałam też na myśli cały szereg innych problemów z którymi udajemy sie do specjalistów.
              • hello-kitty2 Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 18.04.14, 12:55
                druginudziarz napisał:

                > Przyznaję, że mnie kiedyś z lekka irytowało gdy ktoś w rozmowie mylił depresję
                > (w sensie klinicznym) z tzw. "dołem".
                > W depresji rady typu "weź się w garść" tylko wqrwiają.

                Ale kogo wkurwiaja? Tego co ma depresje? Czy tego co daje rade, bo nie ma przygotowania medycznego do diagnozy ''depresji w sensie klinicznym''? Kim Ty byles w tej dyskusji? Przysluchujacym sie? Co Ty tam robiles i jaki byl tam Twoj interes? Czyzbys siedzial w branzy i zarabial pieniazki na niemogacych sie pozbierac ;-) Wiem zmeczylam Cie. Zastanawiam sie co Ty wlasciwie usilujesz przekazac i jaki w tym Twoj interes jest.
                • druginudziarz Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 18.04.14, 16:48
                  hello-kitty2 napisała:

                  > druginudziarz napisał:
                  >
                  > > Przyznaję, że mnie kiedyś z lekka irytowało gdy ktoś w rozmowie mylił dep
                  > resję
                  > > (w sensie klinicznym) z tzw. "dołem".
                  > > W depresji rady typu "weź się w garść" tylko wqrwiają.
                  >
                  > Ale kogo wkurwiaja? Tego co ma depresje?
                  Tak. W najlepszym wypadku, bo wkurw to zawsze jakaś emocja, a osobie z depresją emocje są wskazane. Często na tego typu radę jeszce bardzie się izoluje.

                  > Czy tego co daje rade, bo nie ma przygotowania medycznego do diagnozy ''depresji w sensie klinicznym''?
                  Chodzi o to że jesteśmy jako społeczeństwo wrażliwi na pewne sytuacje. Wiemy zwykle, że np. kobiety się nie pyta o wiek czy u wagę ;) Nie dobrze jest dyskutowaćz nieznajomymi o polityce, czy religii. Jest to tzw."wiedza ogólna", na skraju tzw. dobrego wychowania. (Zakładam, że do tego miejsca się zgadzasz.) Nie robimy tego bo skądś wiemy że "tak jest lepiej". To suma doświadczeń, przemyśleń, takie jakby osiągniecie cywilizacyjne.
                  Z depresją jest inaczej, najczęściej nie wiemy jak się zachować.
                  I nie pisze tego w charakterze zarzutu, stwierdzam fakt.

                  > Kim Ty byles w tej dyskusji? Przysluchujacym sie?
                  Znajomym? członkiem rodziny?

                  > Czyzbys siedzial w branzy i zarabial pieniazki na niemogacych sie pozbiera
                  > c ;-) Wiem zmeczylam Cie. Zastanawiam sie co Ty wlasciwie usilujesz przekazac i
                  > jaki w tym Twoj interes jest.

                  Spodziewając się od Ciebie tego pytania odpowiedziałem Ci na nie gdzieś wczoraj :D
                  Prowadzę działalnośc gospodarczą, w zasadzie pracuję fizycznie.
                  Ta tematyka interesuje mnie z przyczyn rodzinnych/towarzyskich.
                  Wprawdzie niby towarzystwo można sobie teoretycznie zmienić, ale rodzinę gorzej.
                  Więcej nie mogę napisać, nie po to korzystam tu z anonimowego konta, żeby pozbawić się anonimowości. Jak ktoś jest strasznie ciekaw bliższych informacji to zawsze jest priv.
                  Co chcę przekazać? nic! nie myslałem o swoim powrocie na forum w ten sposób. Pisze dla przyjemności, to forum trzyma niezły poziom.
                  pzdr.
                  • hello-kitty2 Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 19.04.14, 01:14
                    druginudziarz napisał:

                    > Chodzi o to że jesteśmy jako społeczeństwo wrażliwi na pewne sytuacje. Wiemy zw
                    > ykle, że np. kobiety się nie pyta o wiek czy u wagę ;) Nie dobrze jest dyskutow
                    > aćz nieznajomymi o polityce, czy religii. Jest to tzw."wiedza ogólna", na skraj
                    > u tzw. dobrego wychowania. (Zakładam, że do tego miejsca się zgadzasz.) Nie rob
                    > imy tego bo skądś wiemy że "tak jest lepiej". To suma doświadczeń, przemyśleń,
                    > takie jakby osiągniecie cywilizacyjne.

                    Nie bardzo sie zgadzam. To znaczy znane mi sa te idee z Polski ale nie zgadzam sie z nimi. Tutaj, gdzie mieszkam one zasadniczo nie obowiazuja wiec sie czuje bardziej wolna. Popatrz wystarczy spojrzec na te sume doswiadczen, przemyslen i osiagniec, jak je nazywasz, okiem Nietzsche i okaze sie, ze postawa tych wszystkich idei jest zwyczajny belkot i bezsens. Innymi slowy nie maja racjonalnych podstaw. Ale to tylko na marginesie jako komentarz, bo nie o tym rozmawiamy.

                    > Z depresją jest inaczej, najczęściej nie wiemy jak się zachować.
                    > I nie pisze tego w charakterze zarzutu, stwierdzam fakt.

                    Nie wiadomo jak sie zachowac jak w przypadku kazdej choroby psychicznej. Zgadzam sie. Do tego kwestia diagnozy. Skad ma przecietny czlowiek wiedziec, ze ma do czynienia z czlowiekiem w depresji, a nie z czlowiekiem z dolem? Bo tak brzmial Twoj a la zarzut, ze my postronni nie wiemy jak odroznic i w konsekwencji dajemy rady do bani. Podpowiedz, jak wiesz i Cie jeszcze nie zmeczylam ;)

                    > Spodziewając się od Ciebie tego pytania odpowiedziałem Ci na nie gdzieś wczoraj
                    > :D

                    Wyjasniles, ze nie chorowales na depresje. Tak.

                    > Ta tematyka interesuje mnie z przyczyn rodzinnych/towarzyskich.
                    > Wprawdzie niby towarzystwo można sobie teoretycznie zmienić, ale rodzinę gorzej
                    > .
                    > Więcej nie mogę napisać, nie po to korzystam tu z anonimowego konta, żeby pozba
                    > wić się anonimowości. Jak ktoś jest strasznie ciekaw bliższych informacji to za
                    > wsze jest priv.

                    Tu na marginesie: skad pomysl, ze na prive zachowujesz swoja anonimowosc? ;)


                    • druginudziarz Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 19.04.14, 10:10
                      hello-kitty2 napisała:

                      > druginudziarz napisał:
                      > > Chodzi o to że jesteśmy jako społeczeństwo wrażliwi na pewne sytuacje. Wi

                      > Nie bardzo sie zgadzam. To znaczy znane mi sa te idee z Polski ale nie zgadzam
                      > sie z nimi. Tutaj, gdzie mieszkam one zasadniczo nie obowiazuja wiec sie czuje
                      > bardziej wolna. Popatrz wystarczy spojrzec na te sume doswiadczen, przemyslen i
                      > osiagniec, jak je nazywasz, okiem Nietzsche i okaze sie, ze postawa tych wszys
                      > tkich idei jest zwyczajny belkot i bezsens. Innymi slowy nie maja racjonalnych
                      > podstaw. Ale to tylko na marginesie jako komentarz, bo nie o tym rozmawiamy.

                      Każde społeczeństwo ma obszary takiej "wrażliwości".
                      Dlatego nie wierzę, że mieszkasz w miejscu gdzie możesz z każdym rozmawiać o wszystkim w dowolny sposób.

                      > > Z depresją jest inaczej, najczęściej nie wiemy jak się zachować.
                      > > I nie pisze tego w charakterze zarzutu, stwierdzam fakt.
                      >
                      > Nie wiadomo jak sie zachowac jak w przypadku kazdej choroby psychicznej.

                      Depresja to raczej efekt niż "samodzielna" choroba. Coś jak katar.
                      btw "kiedyś" ludzie nie wiedzieli jak się zachować gdy do tramwaju wsiadał murzyn, a w dalszym ciągu nie bardzi sobie radza gdy stają wobec ciężkiego kalectwa, ciężkiej choroby, śmierci.

                      > Skad ma przecietny czlowiek wiedziec, ze ma do
                      > czynienia z czlowiekiem w depresji, a nie z czlowiekiem z dolem? Bo tak brzmia
                      > l Twoj a la zarzut, ze my postronni nie wiemy jak odroznic i w konsekwencji daj
                      > emy rady do bani. Podpowiedz, jak wiesz i Cie jeszcze nie zmeczylam ;)

                      Powtórzę, to mnie był "rzarzut" to była obserwacja.
                      I miałem na mysli jednoznaczne sytuacje gdy ktoś (z diagnozą) mówi "jestem chory na depresję, nie jestem w stanie tego zrobić" a dostaje radę "weż się w garść".
                      Wbrew pozorom, chorego na depresję mozna dość łatwo poznać, trezba bnyc tylko uwrażliwionym na pewne symptomy.

                      > Tu na marginesie: skad pomysl, ze na prive zachowujesz swoja anonimowosc? ;)

                      "priv" = "nieanonimowe konto gdzieś w internecie" (fb, g+, nawet gazeta.pl, cokolwiek).

                      • hello-kitty2 Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 19.04.14, 11:35
                        druginudziarz napisał:

                        > Każde społeczeństwo ma obszary takiej "wrażliwości".
                        > Dlatego nie wierzę, że mieszkasz w miejscu gdzie możesz z każdym rozmawiać o ws
                        > zystkim w dowolny sposób.

                        Moze jakies ma? Widocznie mnie jakos niespecjalnie dotykaja, ze ich nie odczuwam? Moje odczucie jest takie, ze jak najbardziej mozesz rozmawiac o wszystkim z kazdym. Jedynym ograniczeniem jest, ze moze nie chciec z Toba o tym rozmawiac ;-) Ale wynika to wtedy z wolnej woli, a nie z jakis odgornie przyjetych idei. Btw: a czy my tutaj nie rozmawiamy o wszystkim w sposob jaki nam pasuje?

                        > I miałem na mysli jednoznaczne sytuacje gdy ktoś (z diagnozą) mówi "jestem chor
                        > y na depresję, nie jestem w stanie tego zrobić" a dostaje radę "weż się w garść
                        > ".
                        > Wbrew pozorom, chorego na depresję mozna dość łatwo poznać, trezba bnyc tylko u
                        > wrażliwionym na pewne symptomy.

                        To jest dla mnie przyklad, jak mowic o czyms zeby nic nie powiedziec ;-) Ostatnia proba, prosba o konkrety:
                        1. Jak nalezy sie zachowac gdy ktos mowi "jestem chory na depresję, nie jestem w stanie tego zrobić"? Rozumiem, ze nie mowimy o rozmowie w pracy, bo to by przeciez byla komedia ;-)
                        2. Na jakie symptomy trzeba byc wrazliwym? Podziel prosze na symptomy wlasciwe zwyklemu dolowi, a symptomy charakteryzujace depresje.

                        > > Tu na marginesie: skad pomysl, ze na prive zachowujesz swoja anonimowosc?
                        > ;)
                        >
                        > "priv" = "nieanonimowe konto gdzieś w internecie" (fb, g+, nawet gazeta.pl, cok
                        > olwiek).

                        Aha rozumiem czyli nie zalezy Ci na zachowaniu anonimowosci mimo wszystko.
                      • that.bitch.is.sick Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 20.04.14, 19:41
                        druginudziarz napisał:
                        >
                        > Depresja to raczej efekt niż "samodzielna" choroba. Coś jak katar.
                        > btw "kiedyś" ludzie nie wiedzieli jak się zachować gdy do tramwaju wsiadał murz
                        > yn, a w dalszym ciągu nie bardzi sobie radza gdy stają wobec ciężkiego kalectwa
                        > , ciężkiej choroby, śmierci.

                        A może taka analogia: kiedyś ludzie wierzyli żę murzyn to inna rasa, obecnie wierzymy że depresja wymaga interwencji specjalisty lub farmakologii, choć wcześniej bez tego ludzie funkcjonowali bez jakiś masowych oznak nieszczęścia, dysfunkcji i epidemii samobójców.

                        >

                        > Powtórzę, to mnie był "rzarzut" to była obserwacja.
                        > I miałem na mysli jednoznaczne sytuacje gdy ktoś (z diagnozą) mówi "jestem chor
                        > y na depresję, nie jestem w stanie tego zrobić" a dostaje radę "weż się w garść
                        > ".

                        Może wyjaśnijmy raz na zawsze, jeśli depresja to wynik okresowych przemian neurochemicznych w mózgu, jedyną rzeczą która może doraźnie pomóc są leki, te jednak powodują nawyki i wtórne depresje. I co jeszcze muszę powiedzieć o bezdusznym świecie, cała masa przypadków depresji nigdy nie zdiagnozowanych trwała aż system nerwowy wrócił do równowagi i człowiek brał się w garść.



                        >
                        • zawle Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 20.04.14, 19:57
                          that.bitch.is.sick napisała: > A może taka analogia: kiedyś ludzie wierzyli żę murzyn to inna rasa, obecnie wi
                          > erzymy że depresja wymaga interwencji specjalisty lub farmakologii, choć wcześn
                          > iej bez tego ludzie funkcjonowali bez jakiś masowych oznak nieszczęścia, dysfun
                          > kcji i epidemii samobójców.

                          No i znowu zastanawiam się skąd u ludzi przeświadczenie że jesteś inteligentną osobą?

                          > Może wyjaśnijmy raz na zawsze, jeśli depresja to wynik okresowych przemian neur
                          > ochemicznych w mózgu, jedyną rzeczą która może doraźnie pomóc są leki, te jedna
                          > k powodują nawyki i wtórne depresje. I co jeszcze muszę powiedzieć o bezduszny
                          > m świecie, cała masa przypadków depresji nigdy nie zdiagnozowanych trwała aż sy
                          > stem nerwowy wrócił do równowagi i człowiek brał się w garść.

                          Depresja ma różne przyczyny, więc Twoje wyjaśnienia są z dupy wzięte.. Czasami przemiany neurochemiczne w mózgu są przyczyną a czasami wynikiem.

                          jedyną rzeczą która może doraźnie pomóc są leki, te jedna
                          > k powodują nawyki i wtórne depresje

                          Nie prawda. Nie każda depa wymaga leczenia farmakologicznego i nie leki warunkuja nawyki czy wtórne depresje. Co za bzdury wypisujesz?
                • niezapominajka333 Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 18.04.14, 17:30
                  Kitty, czy to nie Ty ostatnio łykałaś antydepresanty?
                  Nie mogłaś sobie poradzić bez tego? W czyim interesie było, żeby Ci wmówić konieczność stosowania?
                  • hello-kitty2 Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 19.04.14, 00:40
                    niezapominajka333 napisała:

                    > Kitty, czy to nie Ty ostatnio łykałaś antydepresanty?
                    > Nie mogłaś sobie poradzić bez tego? W czyim interesie było, żeby Ci wmówić koni
                    > eczność stosowania?

                    Stosowalam. To bylo w moim interesie. W zasadzie moglam poradzic sobie bez ale ja stosuje plodozmian tzn zongluje uzaleznieniami, zeby sie nie uzalezniac ;-)))) Zartuje, zwyczajnie jak przy kazdym uzaleznieniu ciagle potrzebujesz wiekszej dawki. Ta, ktora dysponujesz przestaje dzialac, nie czujesz roznicy 'przed' i 'po'. Poza tym trzeba brac na klate skutki uboczne. Najtansza jest wodka ale masz kaca + zbedne kalorie, itd. Nikt mi nie wmawial, raczej odwrotnie, poszlam i wyludzilam je u lekarza pierwszego kontaktu robiac scene, hehe ale sie zaczely schody bo, po trzecie opakowanie musialam sie udac do 'specjalisty' za 80 euro, no sorry ale tyle to nie sa one warte, zwlaszcza, ze tam trzebaby bylo walnac jakas grubsza scieme, a najgorzej jak by trzeba bylo tam lazic iles razy. Na marginesie antydepresanty fajnie hamuja libido i tu mi sie przydaly. Mialam to juz pisac wczesniej, ze w prochy to ja wierze, w sensie ze dzialaja, a dokladnie, ze nie mozemy sie oprzec ich dzialaniu ale mozemy odstawic. A specjaliste to mozna sobie dowolnie zmanipulowac ale jak pisalam to za droga zabawa jest dla mnie i mi sie nie opalca. Sam proch jest przeciez o wiele tanszy, a mnie wylacznie o niego chodzilo w calej tej zabawie przeciez. Wyludzam tez nasenne, te sa tansze i bez specjalisty ;)


                    • niezapominajka333 Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 19.04.14, 07:38
                      "...Stosowalam. To bylo w moim interesie. W zasadzie moglam poradzic sobie bez..."

                      Czyli rozumiesz mechanizm, nazwijmy to " łatwiejszej drogi".
                      Mam problemy, nie idę do specjalisty, ale wyłudzam od lekarza receptę na antydepresanty. W ten sposób omijam specjalistę, który jest za drogi. Jak mam możliwość wspomagania się prochami, to z niej korzystam i mam w głębokim poważaniu fakt, że kiedyś ludzie sobie radzili bez antydepresantów. Najważniejsze, że ominęłam specjalistę ;)
                      • hello-kitty2 Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 19.04.14, 11:14
                        niezapominajka333 napisała:

                        > Czyli rozumiesz mechanizm, nazwijmy to " łatwiejszej drogi".
                        > Mam problemy, nie idę do specjalisty, ale wyłudzam od lekarza receptę na antyde
                        > presanty. W ten sposób omijam specjalistę, który jest za drogi. Jak mam możliwo
                        > ść wspomagania się prochami, to z niej korzystam i mam w głębokim poważaniu f
                        > akt, że kiedyś ludzie sobie radzili bez antydepresantów. Najważniejsze, że omin
                        > ęłam specjalistę ;)

                        Zupelnie nie wiem do czego zmierzasz? Zgubilam sie. Czy Twoje pytania byly odpowiedzia na cos, co wczesniej napisalam i starasz sie mnie na cos nakierowac? Powiesz prosze wprost do czego sie odnioslas i z jakim celem, bo inaczej to nie mam zadnej korzysci z tej rozmowy, bo nie wiem o co chodzi?

                        Moze konkretniej z mojej strony:
                        1. Ja nie kwestionuje potrzeby istnienia/dzialania specjalistow. Sa oni potrzebni ludziom, ktorzy ich potrzebuja.
                        2. ALE nie potrafie zdiagnozowac, kto z otoczenia potrzebuje specjalisty (tu podpytywalam Drugiegonudziarza) czyli jak odroznic u kogos dola od depresji.
                        3. Nie zajmuje sie tym, jak ludzie wczesniej funkcjonowali. Nie uwazam zeby analiza historii ludzkosci w odniesieniu do jakiegos konkretnego tematu byla mi potrzebna do podjecia podjedynczej decyzji.

                        I jeszcze odnosnie ''problemow''. Ja nie uwazam, zeby kazdy problem dalo sie/trzeba bylo rozwiazywac. Nie wiem tez czy zasadne jest nazywanie 'problemem' tego, co sklania cie do siegniecia po antydepresanty, wodke czy co tam kto potrzebuje. To moze byc problemem w oczach innych ludzi, a dla ciebie nie. Dlatego ocenianie, ze ktos potrzebuje specjalisty, jak to ma miejsce w sasiednim watku tez jest naciagane. Przyklad: nie mozna uznac, ze np chlam, bo lubie, nie moge sie pozbierac, bo jest mi wygodnie byc niepozbieranym/bo gram na czas, bo lubie sie wylaczyc, itd., itp ;-)



            • that.bitch.is.sick Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 18.04.14, 11:40
              mojemail3 napisała:

              >
              > Bitch, masz świętą rację, ale...osoba z depresją, czy silnymi zaburzeniami lub
              > uzależnieniami sama się nie wyleczy,a obarczanie tym partnera jest nieporozumie
              > niem, ślepy kulawego do wyjścia nie zaprowadzi...

              Ciekawe jak się leczyły z depresji i uzależnień całe pokolenie naszych dziadów, pradziadów i babć, zwłaszcza na wsi, jak oni żyli mój boże:) może kowal miał podyplomówkę z terapii uzależnień?
              • mojemail3 Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 18.04.14, 11:46
                that.bitch.is.sick napisała:
                > Ciekawe jak się leczyły z depresji i uzależnień całe pokolenie naszych dziadów,
                > pradziadów i babć, zwłaszcza na wsi, jak oni żyli mój boże:) może kowal miał p
                > odyplomówkę z terapii uzależnień?


                Jak ksiądz proboszcz nie pomógł, to się chłop na śmierć w karczmie zachlewał, lał żonę i dzieci, kobiety miały wieczną melancholię, globusy itp.

                No i jak tu porównywać rzeczywistość w jakiej żyli nasi dziadkowie, z naszą ? Problemy były że tak powiem bardziej z egzystencją związane.
                A traumy poprzednich pokoleń to ja na własnej skórze poczułam więc brak świadomości i umiejętności "samoleczenia" jest faktem niezaprzeczalnym.
                • that.bitch.is.sick Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 18.04.14, 12:11
                  mojemail3 napisała:

                  >
                  >
                  > Jak ksiądz proboszcz nie pomógł, to się chłop na śmierć w karczmie zachlewał,
                  > lał żonę i dzieci, kobiety miały wieczną melancholię, globusy itp.
                  >
                  > No i jak tu porównywać rzeczywistość w jakiej żyli nasi dziadkowie, z naszą ? P
                  > roblemy były że tak powiem bardziej z egzystencją związane.
                  > A traumy poprzednich pokoleń to ja na własnej skórze poczułam więc brak świadom
                  > ości i umiejętności "samoleczenia" jest faktem niezaprzeczalnym.

                  Pytanie w jaki sposób rzesze specjalistów i ekspertów wpłynęły na zmniejszenie liczby patologii i przemocy w społeczeństwie, czy mówimy na pewno o tym samym problemie czy tatuś alkoholik po trzecim odwyku w Tworkach nagle ozdrowiał, czy życie jego rodziny to znacząco poprawiło i czy pani nauczycielka co swojego synka zakatowała pasem, mając dostęp do wspaniałych gabinetów i najnowszych teorii psychologicznych choć trochę z tych udogodnień skorzystała? Podobnie jak księżunio pedofil, jakoś nie bierze leków tylko woli sobie dogadzać. Czy liczba melancholii i globusów nie tylko się nie zmniejszyła tylko zwiększyła we współczesnych społeczeństwach? Przecież doszły jeszcze nowe schorzenia wygenerowane przez intratny biznesik takie jak baby blues, menopauza, syndrom pustego gniazda, andropauza itd. itp. Założę się że specjalistów od każdego z tych problemów jest multum. Ja nie mam nic przeciwko nadawaniu nazw swoim problemom i zbiorowej hipochondrii tylko pytam dokąd zmierza ta zabawa? Świadomość jest dobra, brak samodzielności już nie.
                  • mojemail3 Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 18.04.14, 12:15
                    that.bitch.is.sick napisała:


                    (...)"Czy liczba melancholii i globusów nie tylko się nie zmniejszyła tylko zwiększyła we współczesnych społeczeństwach? Przecież doszły jeszcze nowe schorzenia wygenerowane przez intratny biznesik takie jak baby blues, menopauza, syndrom pustego gniazda, andropauza itd. itp. Założę się że specjalistów od każdego z tych problemów jest multum. Ja nie mam nic przeciwko nadawaniu nazw swoim problemom i zbiorowej hipochondrii tylko pytam dokąd zmierza ta zabawa? Świadomość jest dobra, brak samodzielności już nie (...)"

                    Bitch, tu się pojawia problem nadużyć,żerowania na ludzkim nieszczęsciu, gdzie za kasę wszystko się da zrobić, nawet komuś problem w głowę wmówić.
                    Mam nadzieję,że dobrze rozumiem co chcesz przekazac, jak najbardziej słusznie.
                  • druginudziarz Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 18.04.14, 16:21
                    hat.bitch.is.sick napisała:

                    >
                    > Pytanie w jaki sposób rzesze specjalistów i ekspertów wpłynęły na zmniejszenie
                    > liczby patologii i przemocy w społeczeństwie,

                    Ale to jest pytanie ogólnie do całej cywilizacji. Pytanie na ile zmiejszyły się "patologie w społeczeństwie" dzięki: antybiotykom, motoryzacji, internetowi, transplantologii, taniej żywności, powszechnej edukacji etc. etc.
                    • that.bitch.is.sick Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 20.04.14, 19:55
                      druginudziarz napisał:

                      >
                      > Ale to jest pytanie ogólnie do całej cywilizacji. Pytanie na ile zmiejszyły się
                      > "patologie w społeczeństwie" dzięki: antybiotykom, motoryzacji, internetowi, t
                      > ransplantologii, taniej żywności, powszechnej edukacji etc. etc.

                      Nastąpiło pomieszanie problemów depresji i patologii społecznej;)
                      Ale rozróżniając kwestie problemów psychologicznych od reszty skuteczność większości wymienionych przez ciebie zdobyczy cywilizacyjnych jest wymierna i można ją wykazać na odpowiednich danych liczbowych np. w przypadku antybiotyków - śmiertelność w wyniku infekcji bakteryjnych, transplantologia - wiadomo. A może masz dostęp do jakiś danych na temat wymiernych efektów psychoterapii? bo mam wrażenie że trzeba by mierzyć komfort życia psychicznego który raczej wydatnie się nie poprawił, gdyż w wyniku jakości życia rosną oczekiwania i ta zabawa końca nie ma o czym pisze yoric.


                      Freedom's just another word for nothing left to lose
                      Nothing don't mean nothing honey if it ain't free
                      • druginudziarz Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 20.04.14, 21:09
                        that.bitch.is.sick napisała:

                        > druginudziarz napisał:
                        >
                        > >
                        > > Ale to jest pytanie ogólnie do całej cywilizacji. Pytanie na ile zmiejszy
                        > ły się
                        > > "patologie w społeczeństwie" dzięki: antybiotykom, motoryzacji, internet
                        > owi, t
                        > > ransplantologii, taniej żywności, powszechnej edukacji etc. etc.
                        >
                        > Nastąpiło pomieszanie problemów depresji i patologii społecznej;)

                        No ja nie wiem kto pomieszał ;)
                        OK, jak ja to widzę. Wszystkie te rzeczy, te osiągniecia cywilizacyjne sa to po by żyło sie lepiej. I zdaje się ż eo tą lepszość pytałąś w przypadku psychoterapii. Dlatego zadałem symetryczne pytanie na czym polega konkretnie lepszośc motoryzacji. Przy czym argument typu "bo łatwiej dojechać nad morze" jest żadnym argumentem. Samo szybkie dotarcie nad morze nie implikuje poprawy lepszości życia.

                        > Ale rozróżniając kwestie problemów psychologicznych od reszty skuteczność więks
                        > zości wymienionych przez ciebie zdobyczy cywilizacyjnych jest wymierna i można
                        > ją wykazać na odpowiednich danych liczbowych np. w przypadku antybiotyków - śmi
                        > ertelność w wyniku infekcji bakteryjnych

                        Oraz pojawienie się alergii, zaburze trawienia, "epidemia" nadkażeń, wyewoluowanie szczepów odpornych na absolutnie wszystkie antybiotyki.

                        > asz dostęp do jakiś danych na temat wymiernych efektów psychoterapii?

                        Tak od ręki to nie mam, musiałbym poszukać, co zresztą sama też możesz zrobić ;)
                        Powiem tak, znam osoby, któym różne formy psychoterapi realnie pomogły i teraz funkcjonują lepiej (ustąpienie stanów lękowych, depresyjnych, możliwośc wycofania farmakologii, podjęcie pracy, dobre relacje etc.). Znam też osoby którym psychoterapia nie pomogła. Wg mnie nic im nie pomoże :(
                        A jeszcze Ci napiszę, że jestem neofitą, większośc życia raczej się naśmiewałem z psychoterapii.

                        > bo mam w
                        > rażenie że trzeba by mierzyć komfort życia psychicznego który raczej wydatnie s
                        > ię nie poprawił, gdyż w wyniku jakości życia rosną oczekiwania i ta zabawa końc
                        > a nie ma o czym pisze yoric.

                        No tak, ale to tak jakby pisać: po co mi lepsza praca? pewnie i tak zaraz będe chciał jeszcze lepszej.
                        • that.bitch.is.sick Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 21.04.14, 11:50
                          druginudziarz napisał:


                          > No ja nie wiem kto pomieszał ;)
                          Nie no nie ty pomieszałeś tylko mojemail ale trudno, załóżmy że to wszystko problemy związane z psyche. Sam jednak widzisz, że gdy się pojawia realny problem psychiczny, a nie wyssany z dupy np. matka sadystka co zakatowała synka na śmierć, brevik, joachim kroll, pedofilia - to okazuje się żę psychologia jest bezradna. Zostaje medycyna i farmakologia. Doraźnie.
                          >
                          > >
                          > Powiem tak, znam osoby, któym różne formy psychoterapi realnie pomogły i teraz
                          > funkcjonują lepiej (ustąpienie stanów lękowych, depresyjnych, możliwośc wycofan
                          > ia farmakologii, podjęcie pracy, dobre relacje etc.). Znam też osoby którym psy
                          > choterapia nie pomogła. Wg mnie nic im nie pomoże :(
                          > A jeszcze Ci napiszę, że jestem neofitą, większośc życia raczej się naśmiewałem
                          > z psychoterapii.
                          >

                          Mogę się wypowiadać na przykładzie swoim który znam najlepiej i osób które znam, lecz tu bym byla sceptyczna gdyż mogę się mylić.
                          >
                          > No tak, ale to tak jakby pisać: po co mi lepsza praca? pewnie i tak zaraz będe
                          > chciał jeszcze lepszej.

                          Oj tautologia, to nie jest powiedziane że lepsza. Wzrost aspiracji nie powoduje wzrostu możliwości, więc jak jest realnie? Człowiek ma aspiracje życia i relacji z innymi jak we współczesnej reklamie, pytanie tylko czy jest to możliwe przy pomocy dostępnych środków.
                          • druginudziarz Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 21.04.14, 12:05
                            that.bitch.is.sick napisała:

                            > druginudziarz napisał:
                            >
                            > > No ja nie wiem kto pomieszał ;)
                            > Nie no nie ty pomieszałeś tylko mojemail ale trudno, załóżmy że to wszystko pro
                            > blemy związane z psyche. Sam jednak widzisz, że gdy się pojawia realny problem
                            > psychiczny, a nie wyssany z dupy np. matka sadystka co zakatowała synka na śmie
                            > rć, brevik, joachim kroll, pedofilia - to okazuje się żę psychologia jest bezra
                            > dna. Zostaje medycyna i farmakologia. Doraźnie.

                            Ale co farmalologia może pomóc w przypadku brevika?
                            Jak dla mnie k.s. tylko rozwiązuje sprawę, więc to żadna "ujma" dla możliwości psychoterapii.
                            Głód na świecie nie jest argumentem przeciwko nowoczesnej agrotechnice, a nowoczesna agrotechnika nie przekreśla możliwości i zalet rolnictwa "ekologicznego".

                            >
                            > Mogę się wypowiadać na przykładzie swoim który znam najlepiej i osób które znam
                            > , lecz tu bym byla sceptyczna gdyż mogę się mylić.

                            Acha. A z czym miałaś konkkretnie do czynienia? (jaką "szkołą"?)
                            • that.bitch.is.sick Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 22.04.14, 12:31
                              druginudziarz napisał:


                              >
                              > Ale co farmalologia może pomóc w przypadku brevika?
                              > Jak dla mnie k.s. tylko rozwiązuje sprawę, więc to żadna "ujma" dla możliwości
                              > psychoterapii.
                              > Głód na świecie nie jest argumentem przeciwko nowoczesnej agrotechnice, a nowoc
                              > zesna agrotechnika nie przekreśla możliwości i zalet rolnictwa "ekologicznego".

                              Żeby analogia była adekwatna to trzeba powiedzieć że głód na świecie nie jest argumentem przeciwko istnieniu mszy w intencji deszczu i urodzaju, po prostu nie ma żadnych żadnych dowodów na ich skuteczności oprocz indywidualnych świadectw wiernych że przestało im burczeć w brzuchach:))))


                              > Acha. A z czym miałaś konkkretnie do czynienia? (jaką "szkołą"?)

                              Poznawczo-behawioralną, psychoanalizą lacanowską, Gestaltem. Mam też na sumieniu terapeutów którymi próbowałam z nudów manipulować i się natrząsać, wtedy mówimy o mojej szkole;). W tym jeden przystojny pan z ośrodka terapii młodzieży którego nie liczę, do którego mnie przymusowo wysłano jako zbuntowaną emo nastolatkę i którego tak prowokowałam i uwodziłam, że wymiękł z tej terapii. To miało być chyba podejście psychodynamiczne.


                              Freedom's just another word for nothing left to lose
                              Nothing don't mean nothing honey if it ain't free
                              • that.bitch.is.sick Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 22.04.14, 12:40
                                I nudziarz, napisałam o tym dlatego, bo liczę żę w rewanżu też mi napiszesz z czym miałeś do czynienia, co spowodowało twoją konwersję. to jak to jest z tobą?
                              • druginudziarz Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 22.04.14, 17:35
                                that.bitch.is.sick napisała:

                                > > Acha. A z czym miałaś konkkretnie do czynienia? (jaką "szkołą"?)
                                >
                                > Poznawczo-behawioralną, psychoanalizą lacanowską, Gestaltem. Mam też na sumieni
                                > u terapeutów którymi próbowałam z nudów manipulować i się natrząsać, wtedy mówi
                                > my o mojej szkole;). W tym jeden przystojny pan z ośrodka terapii młodzieży któ
                                > rego nie liczę, do którego mnie przymusowo wysłano jako zbuntowaną emo nastolat
                                > kę i którego tak prowokowałam i uwodziłam, że wymiękł z tej terapii. To miało
                                > być chyba podejście psychodynamiczne.

                                Najbliżej jestem podejścia behawioralno-poznawczego i tę szkołę najczęściej polecam.
                                Jest taka szkoła Elisa (terapia racjonalno-emotywna), która w sumie mieści się w ujęciu b.-p. i jest mi ona najbliższa, aczkolwiem znam to tylko zmliterarury, nie wiem czy ktoś to stosuje, wydaje mi się że test ona mocno przeintelektualizowana wię chyba nie da się jej adresować każdemu.
                                Z Gestalt też miałem do czynienia, i z podejściem psychodynamicznym. O Lacanie to dopiero od Ciebie usłyszałem.
                                Hmmm... no trochę się tego naoglądałaś... nie bardzo wiem co powiedzieć...
                                Swoją drogą to pewnie o Tobie są te mrożące krew w żyłach opowieści, że godzina z pacjentem, a potem pięć godzin superwizji :D no powiem Ci że po takich kłopotliwych pacjentach to słaby terapeta jest chory przez tydzień ;)
                                Wiesz, są ludzie, którzy już najnormalniej nie potrzebują terapii. Potrzebują tylko czasu, spokoju i trochu szczęścia. No i może miłości, albo chociaż dobrych przyjaźni.
                                Przypuszczam, że dużo o tym wszystkim czytasz, hmmm, ja autoterapię zaliczam do terapii.
                                Zresztą przecież na tym TO polega, coś się usłyszy, kupi się, albo nie kupi, ale coś tam głowa jednak mieli.
                                • that.bitch.is.sick Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 23.04.14, 13:31
                                  druginudziarz napisał:

                                  > that.bitch.is.sick napisała:
                                  >

                                  > Hmmm... no trochę się tego naoglądałaś... nie bardzo wiem co powiedzieć...
                                  > Swoją drogą to pewnie o Tobie są te mrożące krew w żyłach opowieści, że godzina
                                  > z pacjentem, a potem pięć godzin superwizji :D no powiem Ci że po takich kłopo
                                  > tliwych pacjentach to słaby terapeta jest chory przez tydzień ;)

                                  Skoro pacjent jest nieprzystosowany społecznie jak ja byłam niestety od razu widzi, że terapeuta wywodzący się z poprawnego, grzecznego świata - zaczesane włoski, wyprasowana koszulka w modnym różu, portret kotka na biurku - to nie jest to. Wiedziałam że dla takiej osoby zupełnie nieczytelne będą moje problemy, nie mam ochoty też odsłaniać się przed osobą która zareaguje oburzeniem moralnym na to co mam w głowie.
                                  Oczywiście rolę napastliwej nimformanki, molestującej człowieka tak martwiacego się o swój profesjonalizm, z terapeutą przybrałam tylko raz gdy byłam w pewnym sensie niedojrzałą osobą i było to nie fair, ale była to też instyntkowna obrona siebie przed tym żeby jakiś wyprasowany, "sprasowany" typ nie wdarł się do mojego mrocznego, hołubionego świata i go nie zniszczył. Błąd. Dziś już nie fascynuja mnie moje lęki, ale to że wchodzę do gabinetu teraputycznego i widze że ktoś mieści się granicach obrazka który mi się kompletnie nie podoba - to mam do dziś. Babka od Lacana, która mnie wzięła - była tak wykręcona, nieprzewidywalna, gotowa do walki ze mną (o mnie) jak ja. Nie wiem o co chodziło ale pasowała do mojego świata, kiedy nic nie było dla mnie wystarczająco dziwne, ona była przynajmniej dziwna.
                                  Nigdy nie miałeś poczucia irytacji, widząc "człowieka w pierwszym rzędzie", kogoś papierowego jak z reklamy, jak z gazety, jak z czasopisma, panią psycholog krygujacą wpatrzoną w gwiazdy tvn na żywo i w kolorze - że masz ochotę wziąć na to butelki z benzyną i kamienie? jak w tej piosence cool kids of death

                                  > Wiesz, są ludzie, którzy już najnormalniej nie potrzebują terapii. Potrzebują t
                                  > ylko czasu, spokoju i trochu szczęścia. No i może miłości, albo chociaż dobrych
                                  > przyjaźni.
                                  > Przypuszczam, że dużo o tym wszystkim czytasz, hmmm, ja autoterapię zaliczam do
                                  > terapii.
                                  > Zresztą przecież na tym TO polega, coś się usłyszy, kupi się, albo nie kupi, al
                                  > e coś tam głowa jednak mieli.

                                  Dokładnie, tu masz rację. Ze wszystkim się zgadzam w zasadzie.
                                  • zawle Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 23.04.14, 21:35
                                    that.bitch.is.sick napisała: > Skoro pacjent jest nieprzystosowany społecznie jak ja byłam niestety od razu wi
                                    > dzi, że terapeuta wywodzący się z poprawnego, grzecznego świata - zaczesane wło
                                    > ski, wyprasowana koszulka w modnym różu, portret kotka na biurku - to nie jest
                                    > to. Wiedziałam że dla takiej osoby zupełnie nieczytelne będą moje problemy, nie
                                    > mam ochoty też odsłaniać się przed osobą która zareaguje oburzeniem moralnym n
                                    > a to co mam w głowie.

                                    Błąd, nie błąd. W podobny sposób zakończyło się moje ostatnie podejście do terapii. Pani na samym wjeździe mnie oceniła. Powiedziała: To z całą pewnością niezgodne z Pani normami moralnymi. No i po ptokach.Bo czy ona się spodziewała że jej cokolwiek powiem ze swojego życia po takim tekście?
                                  • druginudziarz Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 24.04.14, 11:00
                                    that.bitch.is.sick napisała:

                                    > Nigdy nie miałeś poczucia irytacji, widząc "człowieka w pierwszym rzędzie", kog
                                    > oś papierowego jak z reklamy, jak z gazety, jak z czasopisma, panią psycholog k
                                    > rygujacą wpatrzoną w gwiazdy tvn na żywo i w kolorze - że masz ochotę wziąć na
                                    > to butelki z benzyną i kamienie? jak w tej piosence cool kids of death

                                    Ja SOAD słucham :)
                                    Irytacja słuszna. Emocje są dobre, szczególnie gdy się już wie, do którego momentu budują a od którego niszczą. Pewnie lepiej nie mieć chęci rzucania butelka, ale skoro tego nie realizujesz to wszystko w porządku ;)
                                    Co do emocji w związkach (tak żeby się jednak zbliżyć to tematyki forum) to ja nadal nie rozumiem fenomenu awantury małżeńskiej w stylu "południowym". Wybucha gwałtownie, wydaje się że ręka noga mózg na ścianie, a po pół godzinie buzi buzi :) Kurcze, no naprawde coś musimy w sobie mieć, w tej naszej cześci Europy, że nie potrafimy się tak fajnie kłócić.
                                    Że dałaś szkołę panu od kotka? ryzyko zawodowe, każdy je ponosi. Albo go ktoś niedopoinformował, albo porwał się z motyką na słońce :D jest szansa że na zdrowie mu wyszło, albo się czegoś nauczył, albo staranniej dobiera pacjentów ;)
                                    Ta pani od Lacana to mi Twojego opisu wyglądana na kogoś po przejściach. Ona w średnim wieku była? tak po czterdziestce? Najlepiej sie wchodzi w czyjeś emocje gdy się je kiedyś samemu zaliczy. Zresztą z tego powodu nie ma dobrrych terapeutów "od wszystkiego".
                                    • mojemail3 Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 24.04.14, 11:23
                                      druginudziarz napisał:

                                      (...)"Kurcze, no naprawde coś musimy w sobie mieć, w tej naszej cześci Europy, że nie potrafimy się tak fajnie kłócić (...)"

                                      Nic w tym fajnego kurcze nie widzę.Chyba,że uznajesz wyrażanie złości i gniewu jako formę zażyłości w związku. Jest to forma wypaczonego pociągu seksualnego, w konsekwencji zanikającego.
                                      Zródeł naukowych nie podam, bo nie;-)
                                      • druginudziarz Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 24.04.14, 11:36
                                        mojemail3 napisała:

                                        > druginudziarz napisał:
                                        >
                                        > (...)"Kurcze, no naprawde coś musimy w sobie mieć, w tej naszej cześci Europy,
                                        > że nie potrafimy się tak fajnie kłócić (...)"
                                        >
                                        > Nic w tym fajnego kurcze nie widzę.Chyba,że uznajesz wyrażanie złości i gniewu
                                        > jako formę zażyłości w związku. Jest to forma wypaczonego pociągu seksualnego,
                                        > w konsekwencji zanikającego.
                                        > Zródeł naukowych nie podam, bo nie;-)

                                        Finał jest fajny, mam na myśli całokształt :)
                                        "Bezkłutniowe" rozwiązywanie konfliktów, czy wogóle życie bez konfliktów to raczej utopia ew. przywilej mniejszości.
                                        Fatalnie jest tłamsić w sobie wściekłość, potem frustracje dochodzą, stany depresyjne. A może na odwrót? stany depresyjne powodują wycofanie w siebie, niezdolność do ekspresji emocji?
                                        • mojemail3 Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 24.04.14, 11:49
                                          druginudziarz napisał:

                                          > Finał jest fajny, mam na myśli całokształt :)
                                          > "Bezkłutniowe" rozwiązywanie konfliktów, czy wogóle życie bez konfliktów to rac
                                          > zej utopia ew. przywilej mniejszości.

                                          Może masz taki typ południowego temperamentu,że lanie po ryju i bluzgi cię podniecają.
                                          Ja po zwykłej kłótni ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę to seks z partnerem.

                                          > Fatalnie jest tłamsić w sobie wściekłość, potem frustracje dochodzą, stany depr
                                          > esyjne. A może na odwrót? stany depresyjne powodują wycofanie w siebie, niezdol
                                          > ność do ekspresji emocji?

                                          Trzeba rozmawiać, komunikować potrzeby, problemy,a nie zamykać się i wycofywać.
                                          Tłumienie wściekłości nie ma tu nic do rzeczy, na to wystarczy sobie poprzeklinac i pozłorzeczyć na czym świat stoi...
                                          • druginudziarz Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 24.04.14, 12:09
                                            mojemail3 napisała:

                                            > druginudziarz napisał:
                                            >
                                            > > Finał jest fajny, mam na myśli całokształt :)
                                            > > "Bezkłutniowe" rozwiązywanie konfliktów, czy wogóle życie bez konfliktów
                                            > to rac
                                            > > zej utopia ew. przywilej mniejszości.
                                            >
                                            > Może masz taki typ południowego temperamentu,że lanie po ryju i bluzgi cię podn
                                            > iecają.

                                            E, nie, jestem niebieskookim, neurotycznym blondynem. Już bliżej mi do Skandynawów, których zresztą z całego serca niecierpię ;)
                                            Nie wiem czemu wprowadzasz to lanie po ryju?? to już gruba sprawa by była, nie wchodzę w te obszary, nie takie awantury miałem na myśli.

                                            > Ja po zwykłej kłótni ostatnią rzeczą na jaką mam ochotę to seks z partnerem.

                                            Właśnie na to zwróciłem uwagę, na czas żywienia głębokiej urazy.

                                            > > Fatalnie jest tłamsić w sobie wściekłość, potem frustracje dochodzą, stan
                                            > y depr
                                            > > esyjne. A może na odwrót? stany depresyjne powodują wycofanie w siebie, n
                                            > iezdol
                                            > > ność do ekspresji emocji?
                                            >
                                            > Trzeba rozmawiać, komunikować potrzeby, problemy,a nie zamykać się i wycofywać.
                                            > Tłumienie wściekłości nie ma tu nic do rzeczy, na to wystarczy sobie poprzeklin
                                            > ac i pozłorzeczyć na czym świat stoi...

                                            No a wyżej "bluzgi" jakby Ci się nie podobały bo napisałaćś o tym obok lania po ryju, no to jak w końcu? ;)
                                            Rozmowy są fajne, komunikowanie potrzeb jest fajne, tylko co z tego skoro praktyka to właśnie zamykanie się i tłamszenie.
                                            • mojemail3 Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 24.04.14, 12:27
                                              druginudziarz napisał:
                                              > E, nie, jestem niebieskookim, neurotycznym blondynem. Już bliżej mi do Skandyna
                                              > wów, których zresztą z całego serca niecierpię ;)
                                              > Nie wiem czemu wprowadzasz to lanie po ryju?? to już gruba sprawa by była, nie
                                              > wchodzę w te obszary, nie takie awantury miałem na myśli.
                                              >

                                              Lanie po ryju przeciwstawiam normalnej rozmowie, tak jak Ty wycofywanie się partnera w opozycji do związku w południowym stylu...
                                              A o małżeństwie po włosku, to możemy sobie tylko humorystycznie, historycznie ( histerycznie?) lub filmowo porozważać;-) O proszę:

                                              www.filmweb.pl/film/Ma%C5%82%C5%BCe%C5%84stwo+po+w%C5%82osku-1964-31845/descs
                                              > Właśnie na to zwróciłem uwagę, na czas żywienia głębokiej urazy.
                                              > No a wyżej "bluzgi" jakby Ci się nie podobały bo napisałaćś o tym obok lania po
                                              > ryju, no to jak w końcu? ;)
                                              > Rozmowy są fajne, komunikowanie potrzeb jest fajne, tylko co z tego skoro prakt
                                              > yka to właśnie zamykanie się i tłamszenie.

                                              Lepiej zapobiegac niż leczyć, prawda?
                                              Ja niestety doświadczyłam zamknięcia i wycofania partnera, choć wcale na to nie zasłużyłam, ale wiadomo, nie od win i zasług to zależy.Ale boli jak diabli niestety, w tym jedynie masz rację, że czułe przemawianie napotyka ścianę, a kuracja wstrząsowa bywa bodzcem do zmian.
                                          • mabelle2000 Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 24.04.14, 12:34
                                            mojemail3 napisała:

                                            > Trzeba rozmawiać, komunikować potrzeby, problemy,a nie zamykać się i wycofywać.
                                            > Tłumienie wściekłości nie ma tu nic do rzeczy, na to wystarczy sobie poprzeklin
                                            > ac i pozłorzeczyć na czym świat stoi...

                                            Jest jeszcze jedna alternatywa - swoja zlosc i frustracje wyladowac w sporcie, zmeczyc sie do granic wytrzymalosc, wypocic, wybiegac, wrocic do domu bez zlych emocji. Partner to nie worek treningowy, nie musi brac na siebie naszych wkurwien. Osobiscie czuje gleboka niechec do wyrazania swoich racji sila czy wrzaskiem, ale konfrontacji tez nie unikam. Jednak ani nie bede prowokowac klotni, ani tez nie zamkne sie urazona na czas nieokreslony. Najpierw zmecze sie jak pies, wyeksploatuje wszystkie miesnie, przemysle i wroce do chaty z propozycja szukania zadowalajacych rozwiazan.
              • druginudziarz Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 18.04.14, 19:55
                that.bitch.is.sick napisała:

                > mojemail3 napisała:
                >
                > >
                > > Bitch, masz świętą rację, ale...osoba z depresją, czy silnymi zaburzeniam
                > i lub
                > > uzależnieniami sama się nie wyleczy,a obarczanie tym partnera jest niepor
                > ozumie
                > > niem, ślepy kulawego do wyjścia nie zaprowadzi...
                >
                > Ciekawe jak się leczyły z depresji i uzależnień całe pokolenie naszych dziadów,
                > pradziadów i babć, zwłaszcza na wsi, jak oni żyli mój boże:)

                Żyli również bez powszechnej edukacji, bieżącej wody, opieki medycznej, kanalizacji, dostępu do internetu, państwa socjalnego, pestycydów itd. itd. Często też tygodniami na przednówu, albo miesiącami jak był nieurodzaj, żyli bez jedzenia. Życie.
                Depresji nie leczyli, nie leczyli też morowego powietrza, udarów mózgu, nadciśnienia, cukrzycy, tężca, zapalenia płuc, bezpłodności etc. etc.
                I co udowodniliśmy?
                • niezapominajka333 Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 18.04.14, 20:37
                  Żyli również bez antykoncepcji, uprawiali seks często w tej samej izbie, w której spała gromadka dzieci i pomyśleć, że jurne chłopy były, choć baby se nóg nie goliły, że o innych miejscach nie wspomnę i jakoś dawali radę bez anala i orala i bez orgazmu u kobiet.
                  I nawet nie wiedzieli, że porno jest im niezbędnie do życia potrzebne...
                  I co? Dało się?
                  • mojemail3 Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 18.04.14, 22:53
                    niezapominajka333 napisała:

                    > Żyli również bez antykoncepcji, uprawiali seks często w tej samej izbie, w któr
                    > ej spała gromadka dzieci i pomyśleć, że jurne chłopy były, choć baby se nóg nie
                    > goliły, że o innych miejscach nie wspomnę i jakoś dawali radę bez anala i oral
                    > a i bez orgazmu u kobiet.
                    > I nawet nie wiedzieli, że porno jest im niezbędnie do życia potrzebne...
                    > I co? Dało się?

                    Widocznie się dało...ale co to było za marne życie w małżeństwie,bez porno, głównego czynnika więziotwórczego ;-)

                    A przy okazji, polecam kompendium wiedzy na temat miłości na ludowo, świetne opracowanie pt." Miłość ludowa" a szczególnie...Rozdział V Seksualizm ludowy w świetle pieśni obscenicznej.
                    www.podhalanka.pl/index.php?products=product&prod_id=844
                    Jeszcze raz...Wesołych ;-)
                • that.bitch.is.sick Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 20.04.14, 20:17
                  druginudziarz napisał:

                  > Żyli również bez powszechnej edukacji, bieżącej wody, opieki medycznej, kanaliz
                  > acji, dostępu do internetu, państwa socjalnego, pestycydów itd. itd. Często też
                  > tygodniami na przednówu, albo miesiącami jak był nieurodzaj, żyli bez jedzenia
                  > . Życie.
                  > Depresji nie leczyli, nie leczyli też morowego powietrza, udarów mózgu, nadciśn
                  > ienia, cukrzycy, tężca, zapalenia płuc, bezpłodności etc. etc.
                  > I co udowodniliśmy?

                  Mieszasz wiele kwestii, a argumentacja ta sama co wcześniej:
                  - najpierw udowodnij, że ich poziom satysfakcji życiowej był niższy niż współczesnego człowieka ponieważ oczekiwania rosną wraz z aspiracjami
                  - skuteczność antybiotyków czy beta blokerów nie udowadnia skuteczności psychoterapii więc twoje przykłady są tak jakby nieadekwatne
                  • druginudziarz Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 20.04.14, 20:49
                    that.bitch.is.sick napisała:

                    > druginudziarz napisał:
                    >
                    > > Żyli również bez powszechnej edukacji, bieżącej wody, opieki medycznej, k
                    > analiz
                    > > acji, dostępu do internetu, państwa socjalnego, pestycydów itd. itd. Częs
                    > to też
                    > > tygodniami na przednówu, albo miesiącami jak był nieurodzaj, żyli bez je
                    > dzenia
                    > > . Życie.
                    > > Depresji nie leczyli, nie leczyli też morowego powietrza, udarów mózgu, n
                    > adciśn
                    > > ienia, cukrzycy, tężca, zapalenia płuc, bezpłodności etc. etc.
                    > > I co udowodniliśmy?
                    >
                    > Mieszasz wiele kwestii, a argumentacja ta sama co wcześniej:
                    > - najpierw udowodnij, że ich poziom satysfakcji życiowej był niższy niż współcz
                    > esnego człowieka ponieważ oczekiwania rosną wraz z aspiracjami

                    Wg mnie był taki sam. Lub podobny.
                    Ale środowisko się zmieniło, któ nie stosuje dostępnych środków by za nim nadążać, zostaje w tyle.

                    > - skuteczność antybiotyków czy beta blokerów nie udowadnia skuteczności psychot
                    > erapii więc twoje przykłady są tak jakby nieadekwatne

                    A ktoś pytał o skuteczność? A jakie są zastrzeżenia do skuteczności psychoterapii?
                    Wg mnie najwięksi oponenci psychoterapii bazują na obiegowych opiniach mających źródło w terapiach które kończyły się na kilku spotkaniach. Bo ludziom się wydaje, że jak psuli sobie życie przez 20 lat to terapia powinna pomóc po 2 spotkaniach. A tu dupa.
                    Tak swoja drogą całkiem niedawno rozmawialiśmy ze znajomymi o naszym wspólnym koledze który korzystał przez dwa lata, bardzo chwalił, potem przestał. Obiektywnie jest innym człowiekiem, szczęśliwszym, nawet żonę w końcu ma, i dziecko, ale on ostatnio stał się dośc zajadłym wrogiem psychoterapii. Na i jak tu ludziom dogodzić??
                    • that.bitch.is.sick Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 21.04.14, 11:23
                      druginudziarz napisał:

                      >
                      > Wg mnie był taki sam. Lub podobny.
                      > Ale środowisko się zmieniło, któ nie stosuje dostępnych środków by za nim nadąż
                      > ać, zostaje w tyle.

                      Aha to może pójdźmy dalej w tym rozumowaniu i rozważmy moją teorię. Terapeuci leczą co najwyżej problemy które sami stworzyli. Nawet gdy wcześniej istniały stany depresyjne, nikt ich nie diagnozował całe szczęście, ale nikt nie wyciągał wyssanych z dupy konfliktów wewnętrznych związanych z matką i ojcem, i nie tracił czasu na leczenie tych urojeń rozmową ze "specjalistą". Za dużo czasu straciłam na te głupoty, żeby wierzyć że to zmierza gdziekolwiek, a co dopiero do przodu.
                      >

                      >
                      > A ktoś pytał o skuteczność? A jakie są zastrzeżenia do skuteczności psychoterap
                      > ii?
                      >
                      A na przykład że skoro problemu nie da się udowodnić to tym bardziej jego wyeliminowania.
                      Coś jak nowe szaty cesarza.
                      • druginudziarz Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 21.04.14, 11:32
                        that.bitch.is.sick napisała:

                        > druginudziarz napisał:
                        >
                        > >
                        > > Wg mnie był taki sam. Lub podobny.
                        > > Ale środowisko się zmieniło, któ nie stosuje dostępnych środków by za nim
                        > nadąż
                        > > ać, zostaje w tyle.
                        > Za dużo czasu straci
                        > łam na te głupoty, żeby wierzyć że to zmierza gdziekolwiek, a co dopiero do prz
                        > odu.

                        Twoja sprawa, przecież Cię nie nam namawiam.

                        > A na przykład że skoro problemu nie da się udowodnić to tym bardziej jego wyeli
                        > minowania.
                        > Coś jak nowe szaty cesarza.

                        Czego nie da się udowodnić?
                        Nabieram podejrzenia, że prezentujesz pogląd że skoro w XVIII w. nie można było udowodnić istnienia drobnoustrojów to higiena osobista była formą nowych szat cesarza.
                        • that.bitch.is.sick Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 21.04.14, 23:42
                          druginudziarz napisał:


                          >
                          > Czego nie da się udowodnić?
                          > Nabieram podejrzenia, że prezentujesz pogląd że skoro w XVIII w. nie można było
                          > udowodnić istnienia drobnoustrojów to higiena osobista była formą nowych szat
                          > cesarza.

                          Wręcz przeciwnie wygląda na to, że ty wzbraniasz się przed podważaniem ogólnie obowiązujących w twoich czasach poglądów, więc w XVIII wieku nie tylko byś się nie mył to jeszcze byś prowadził zajadłe dyskusje że tak właśnie należy gdyż eksperci mycie uznali za szkodliwe dla zdrowia.
                          • druginudziarz Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 24.04.14, 11:43
                            that.bitch.is.sick napisała:

                            > druginudziarz napisał:
                            >
                            >
                            > >
                            > > Czego nie da się udowodnić?
                            > > Nabieram podejrzenia, że prezentujesz pogląd że skoro w XVIII w. nie możn
                            > a było
                            > > udowodnić istnienia drobnoustrojów to higiena osobista była formą nowych
                            > szat
                            > > cesarza.
                            >
                            > Wręcz przeciwnie wygląda na to, że ty wzbraniasz się przed podważaniem ogólnie
                            > obowiązujących w twoich czasach poglądów, więc w XVIII wieku nie tylko byś się
                            > nie mył to jeszcze byś prowadził zajadłe dyskusje że tak właśnie należy gdyż ek
                            > sperci mycie uznali za szkodliwe dla zdrowia.

                            E tam, ja bym twierdził: myjcie się! chociaż nie wiemy dokładnie, dlaczego dla ludzi to dobre ;)
                      • rekreativa Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 21.04.14, 12:25
                        Powiem szczerze, że teraz to Cię nie rozumiem.
                        Jak nie da się udowodnić problemu? Jeśli laska przestaje jeść i waży 30 kilo przy 170 cm wzrostu to chyba widać, że w porządku z nią nie za bardzo?
                        Że dawniej nie diagnozowano? Ale o jak dawno mówimy? Bo melancholia to było zjawisko dość znane. Podobnie wszelkie nerwice, a nawet zaburzenia odżywiania. Może inne nazwy, może nie leczono, ale co to ma udowodnić? Że ludzie z problemami nie cierpieli, bo nie było na to nazwy?
                        Skuteczność terapii należy mierzyć przykładami jednostkowymi - jednemu jakość jego życia, subiektywnie odczuwana, poprawi się znacząco, innemu wcale, a trzeciemu się pogorszy - no to skuteczna ta terapia czy nie?
                        Ja swego czasu dostawałam ataku paniki , kiedy wychodziłam z mieszkania na korytarz. Dwa lata później wyprowadziłam się do innego kraju. Coś niewyobrażalnego dla osoby, która chwilę wcześniej mierzyła sukces miarą przejechanych przystanków autobusowych - jak wiele się uda, nim wypierdyczę z tego autobusu łapiąc powietrze.
                        Bez terapeutki bym tego postępu albo w ogóle nie wykonała, albo zajęłoby mi to znacznie więcej czasu. A zatem ja uważam terapię za skuteczną.
                        (aczkolwiek trzeba przyznać, że rozkminianie konfliktów z mamusią i tatusiem nie było u nas na pierwszym planie).
                        • druginudziarz pięknie opisane, szacun 21.04.14, 13:29
                          Ja chyba mam za mało cierpliwości na tworzenie tak pięknych wypowiedzi :)
                          • rekreativa Re: pięknie opisane, szacun 21.04.14, 14:18
                            Ej, ej, nie przesadzaj z tymi pochwałami :)
                            Tobie też dobrze idzie.
                        • that.bitch.is.sick Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 21.04.14, 23:38
                          rekreativa napisała:

                          > Powiem szczerze, że teraz to Cię nie rozumiem.
                          > Jak nie da się udowodnić problemu? Jeśli laska przestaje jeść i waży 30 kilo pr
                          > zy 170 cm wzrostu to chyba widać, że w porządku z nią nie za bardzo?
                          > Że dawniej nie diagnozowano? Ale o jak dawno mówimy? Bo melancholia to było zja
                          > wisko dość znane. Podobnie wszelkie nerwice, a nawet zaburzenia odżywiania. Moż
                          > e inne nazwy, może nie leczono, ale co to ma udowodnić? Że ludzie z problemami
                          > nie cierpieli, bo nie było na to nazwy?
                          >
                          Rekreativa, jestem po kilku drinkach i będzie krótko ale spieszę wyjaśnić nieporozumienie.
                          Co ty, mylisz chyba dwie kwestie, piszesz o objawach których nikomu udowadniać nie trzeba i każdy je widzi, a co innego wyjaśnienie tych objawów przez "specjalistę" i interpretacja zgodna z tym wyjaśnieniem. To miałam na myśli rzucając refleksję że terapeuci leczą wymyślone problemy, na tej podstawie dają porady i rekomendują sposób postępowania. A czy to ma coś wspólnego z realnym problemem to nie wiadomo.

                          Nie wiem co ty chcesz powiedzieć, że ludzie teraz nie cierpią bo na wszystko jest nazwa i zespół porad jakie zawarł w wątku "depresja" kolega druginudziarz? Nie bardzo rozumiem?
                          Koniec końców każdy musi sobie z realnym problemem psychicznym sam poradzić lub nauczyć z nim żyć. Piszesz że jeden ma poczucie że na niego terapia działa i odczuł ulgę, drugi twierdzi że nie. A cóż to znaczy? Znam takich co twierdzą że ich wyleczył bioenergoterapeuta, azjatycki sprzedawca ziółek. To zależy od wagi problemu. Zawsze można powiedzieć że nauczył nas sobie z nim radzić. Zgrabna bzdura:). Zależy od tego w co wierzymy.

                          Terapeuta jest w tym momencie dla mnie tyle warty co wsparcie, grupa wsparcia, ale jeśli nie próbuje mi wtłoczyć czegoś do głowy. Byłam kiedyś u psychiatry(sic) która mi próbowała wmówić że mój chłopak jest alkoholikiem, tylko ja o tym nie wiem, na podstawie informacji, że mój dziadek ze strony ojca był alkoholikiem, a mój ojciec i wujek rzekomo DDA. Rozłożyłam ręce i przytaknęłam, co poradzić, potrzebowałam tylko recepty w zasadzie. Oczywiście byłam na lepszych terapiach, rozmowach, takich w których oferowano mi wsparcie mądrość i zrozumienie.

                          Być może teraz ludzie w miejsce kapłana potrzebują autorytetu z plakietką eksperta żeby im zinterpretował rzeczywistość. Ludzie w czasach przed specjalistami, też cierpieli i szukali wyjaśnienia. Znajdowali w systemach religijnych, w filozofii, przynależności, wierze w duchy, demony i zjawiska nadprzyrodzone. I to też jakoś pomagało.
                          • rekreativa Re: czy trzeba mieć wiedzę by uzyskać pomoc 22.04.14, 12:41
                            A nie, to ja Cię źle zrozumiałam.
                            Bo tak, to się z Tobą zgadzam - apropo tego, że pewnie niektórzy terapeuci za bardzo się wczuwają i jak się rozpędzą, to Ci z asekuracji dziecka na ślizgawce zrobią akt pedofilny.
                            Tyle że ja nie miałam z takimi do czynienia.
                            Ja moją terapeutkę traktowałam jako takiego osobistego trenera, który da mi kopa w zadek i utnie moje marudzenia i racjonalizacje oraz nauczy konkretnych rzeczy typu techniki relaksacyjne.
                            Przeszłość, czy relacje z tatą i mamą były omówione tylko tyle, żeby babka miała jako taki ogląd sytuacji. Ale bez wnikania, kto, jak i dlaczego. Ogólna myśl była taka, że przeszłości nie da się zmodyfikować, więc nie ma co nad nią deliberować, a ja nie jestem już małą dziewczynką, która na nic nie miała wpływu. Jakieś tam zalegające gniewy i żale wypuściłam z siebie przy jednym ćwiczeniu podczas sesji i z głowy.
                            I oczywiście tu masz rację, że terapeuta żadnej pracy za Ciebie nie wykona - on może tylko to i owo wskazać, tak jak ten trener może Ci wskazać, jakie robić ćwiczenia, żeby wyrzeźbić biceps - ale to Ty musisz machać łapą i podnosić ciężarki.
                            Niemniej przyjaciel czy rodzina nie zawsze tu wystarczą jako grupa wsparcia czy osoby motywujące. Po pierwsze nie każdy takich ludzi zaufanych i życzliwych wokół ma. Po drugie, nawet jeśli ma, to są oni emocjonalnie zaangażowani i nieobiektywni. I mogą przejawiać tendencję, żeby osobie mówić to, co osoba chce usłyszeć. A czasem zamiast głaskać i pocieszać, trzeba kopa zapodać. Wtedy się taki chłodny, acz życzliwy terapeuta może przydać.
    • zawle Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 08:33
      kutuzow napisał: Czy ktoś z forum nie przypomina
      > Wam jednej z tych osób?

      No i stało się. Ktoś odważnie puścił bąka;) Bitch też zauważyła że coś śmierdzi, uważa że wie kto to, ale trochę racjonalizuje. Za to nudziarz zmienia kulturalnie zmienia temat:)))
      Uwielbiam takie klimaty..........:(
      • druginudziarz Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 09:14
        zawle napisała:

        > Za to nudziarz zmienia kulturalnie zmienia temat:)))

        Cholercia, czujna jesteś ;)
      • kutuzow Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 09:45
        zawle napisała:

        > Uwielbiam takie klimaty..........:(
        Zawle, tak z ręką na sercu, to naprawdę nie dostrzegłaś podobieństw do sytuacji z forum? Praca z parami... doszukiwanie się winy w facecie....nie..nic?

        Co do specjalistów - jestem zdania, że owszem pomagają, ale po pierwsze pacjent musi chcieć pomocy. Tak jak np. nie ma szans leczenie alkoholika, który sam nie widzi potrzeby leczenia, tak nie ma szans "leczenia" pary, jeśli jedna z osób nie widzi problemu.

        Druga kwestia to sukces terapii. Mam wrażenie, że tutaj na forum jest takie powszechne przekonanie, że terapia dla par ma zakończyć się naprawą związku. Przy czym na świecie często skuteczna terapia kończy te związek - pozwala parze na "normalne" rozstanie. Czasami naprawdę nie ma co naprawiać. Osobiście myślę że przypadek Gexaqu z wątku obok mógłby dokładnie tak się zakonczyć w profesjonalnej terapii par.

        Na koniec zaś mały kamyczek do całego forum. To ten urywek, gdzie doszukuje się ukrytych skłonności homo u faceta. W iluż wątkach na forum pojawiał się już ten motyw :-)
        • mojemail3 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 10:23
          kutuzow napisał:

          (...)"Co do specjalistów - jestem zdania, że owszem pomagają, ale po pierwsze pacjent musi chcieć pomocy. Tak jak np. nie ma szans leczenie alkoholika, który sam nie widzi potrzeby leczenia, tak nie ma szans "leczenia" pary, jeśli jedna z osób nie widzi problemu (...)"

          O, z tym się zgadzam,owszem. Jesli osoba chora, zamroczona w swym problemie nie widzi,że go ma, to nie ma szans na wyleczenie.
          Czasem terapia szokowa pomaga, jako wstęp do terapii, np. żonom alkoholików zaleca się spakowanie walizek i wywalenie delikwenta...Czy np. nie gotowanie, nie obsługiwanie nieszczęśnika.
          Co ja mogę napisać od siebie? Problemy w związkach wynikają pewnie w równej części po męskiej i kobiecej stronie, wynikają z nieprzepracowanych zranień, zamykaniu się w sobie.
          Brak partnerstwa w małżeństwie może być też już skutkiem a nie przyczyną.
          Wycofywanie się z relacji dotyczy wszystkich, ale wydaje mi się,że mężowie w tym przodują ( specyfika psychiki) bo kobiety śą bardziej skłonne przegadywac swe problemy, dzielić się, szukac grup wsparcia.
          Nie wszyscy mają też szczęscie nie stracić miłości w związku, nie wszyscy mają okazje w ogóle ją zyskać.

        • druginudziarz Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 10:24
          kutuzow napisał:

          > zawle napisała:
          >
          > > Uwielbiam takie klimaty..........:(
          > Zawle, tak z ręką na sercu, to naprawdę nie dostrzegłaś podobieństw do sytuacji
          > z forum? Praca z parami... doszukiwanie się winy w facecie....nie..nic?
          >
          > Co do specjalistów - jestem zdania, że owszem pomagają, ale po pierwsze pacjent
          > musi chcieć pomocy. Tak jak np. nie ma szans leczenie alkoholika, który sam ni
          > e widzi potrzeby leczenia, tak nie ma szans "leczenia" pary, jeśli jedna z osó
          > b nie widzi problemu.

          Dokładnie.
          To samo w przypadku gdy rodzice ciągną na terapię rodzinna dysfunkcyjne dziecko a dziecko mówi NIE. To się kończy niczym, ogólnym rozczarowaniem.

          > Druga kwestia to sukces terapii. Mam wrażenie, że tutaj na forum jest takie pow
          > szechne przekonanie, że terapia dla par ma zakończyć się naprawą związku. Przy
          > czym na świecie często skuteczna terapia kończy te związek - pozwala parze na
          > "normalne" rozstanie. Czasami naprawdę nie ma co naprawiać.

          Ale to jest tylko wariant minimum.
          Bo jaki jest sens się tylko w sposób cywilizowany rozstać, skoro zaraz wpakujemy się w to samo tylko z kimś innym?
          Naromiast ratowanie związku też się udaje, podobnie jak u już wspomnianych alkoholików na grupach alanon. Tak na marginesie to nawet gdy alkoholik nie chce się leczyć to są wskazania by rodzina brała udział w terapii.

          > Osobiście myślę że
          > przypadek Gexaqu z wątku obok mógłby dokładnie tak się zakonczyć w profesjonaln
          > ej terapii par.

          Mała uwaga, zważ że gexaquowi proponowano (ja również) terapię a nie terapię rodzinną.

          > Na koniec zaś mały kamyczek do całego forum. To ten urywek, gdzie doszukuje się
          > ukrytych skłonności homo u faceta. W iluż wątkach na forum pojawiał się już te
          > n motyw :-)

          A wystarczy spojrzeć na długość dwóch palców ;)
          • mojemail3 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 10:28
            druginudziarz napisał:

            (...)"Ale to jest tylko wariant minimum.
            Bo jaki jest sens się tylko w sposób cywilizowany rozstać, skoro zaraz wpakujemy się w to samo tylko z kimś innym?(...)"

            O, Nudziarz-2 , zaskoczyłeś mnie...Takie oczywiste niby, a mądre w swej prostocie...
            Czasem można się mocno pomylić co do obiektu, nie przeczę są takie przypadki, ale mocniej wierzę w ZDOLNOŚĆ człowieka do tworzenia udanej relacji, mimo przeciwieństw losu.
            • hello-kitty2 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 12:41
              mojemail3 napisała:

              > druginudziarz napisał:
              >
              > (...)"Ale to jest tylko wariant minimum.
              > Bo jaki jest sens się tylko w sposób cywilizowany rozstać, skoro zaraz wpakujem
              > y się w to samo tylko z kimś innym?(...)"
              >
              > O, Nudziarz-2 , zaskoczyłeś mnie...Takie oczywiste niby, a mądre w swej prostoc
              > ie...
              > Czasem można się mocno pomylić co do obiektu, nie przeczę są takie przypadki, a
              > le mocniej wierzę w ZDOLNOŚĆ człowieka do tworzenia udanej relacji, mimo przeci
              > wieństw losu.

              Zdolnosc to jedno ale w przypadku tego goscia to on jest tak nieatrakcyjna osoba, ze chyba nikt nie chcial by z nim byc, chyba sam ze soba nie chcial by byc ;) Jak to przeczytalam to zaniemowilam:

              gexaqu napisał:

              > Na basen albo siłownię sam się nie wybiorę, bo mam tak niskie poczucie wartości
              > , że dopada mnie wrażenie, że jestem paskudny, wszyscy będą ze mnie kpić itd.

              Przeciwienstwem jest tu mojemail, ktora ma sklonnosci do podziwiania siebie ;-) hehe

              • that.bitch.is.sick Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 19.04.14, 00:55
                hello-kitty2 napisała:

                >
                > Przeciwienstwem jest tu mojemail, ktora ma sklonnosci do podziwiania siebie ;-)
                > hehe
                >
                Jeśli nie stacza się do poziomu mentalnej nastolatki, i nie udaje głupiej aby móc to robić, wówczas brak symptomów chorobowych i można przypuszczać że ma ku temu realne powody. Co potwierdza fakt, że ja ją podziwiam wiedząc o niej całkiem sporo.:) hehe
              • orzech69 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 19.04.14, 01:35
                hello-kitty2 napisała:
                > Przeciwienstwem jest tu mojemail, ktora ma sklonnosci do podziwiania siebie ;-)
                > hehe
                miłości do samego siebie to początek związku na całe życie.
          • hello-kitty2 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 10:51
            druginudziarz napisał:

            > > Na koniec zaś mały kamyczek do całego forum. To ten urywek, gdzie doszuku
            > je się
            > > ukrytych skłonności homo u faceta. W iluż wątkach na forum pojawiał się j
            > uż te
            > > n motyw :-)
            >
            > A wystarczy spojrzeć na długość dwóch palców ;)

            Taki jestes pewny. A ja jednak widze fale 'metro-spedalenia'. Moj facet wola mnie jak trzeba zamontowac na rowerze siodelko dla dziecka, juz nie wspominajac o naprawie przerzutki, skladaniu glupich mebli z Ikei, totalnie 2 lewe rece. Od wszystkiego sa specjalisci tylko trzeba kase miec. Skoro rozloze, naprawie i zloze sobie sama rower to po co mi facet? Zeby mi dal kase na specjaliste, ups zapomnialam, ze na to tez sama musze sobie zarobic. Coraz bardziej mnie kreca te opowiadania mojemail o drwalach ;)

            ps nudziarz imponujaca wiedza w temacie :-)
          • kutuzow Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 11:05
            druginudziarz napisał:

            > Mała uwaga, zważ że gexaquowi proponowano (ja również) terapię a nie terapię ro
            > dzinną.

            Jak to przeczytałem, to miałem Ci przyznać rację. Wierzę bowiem w terapię indywidualną o ile faktycznie trafi się na fachowca.

            Później jednak pomyślałem sobie, że w przypadku Gexaqu-a to też może się nie sprawdzić. Zobacz że terapeuta "naprawia" problemy z samym sobą, ze swoją przeszłością itp. W przypadku Gexaqu-a problemem jest jego związek z druga osobą. z tego wywodzi się jego brak poczucia własnej wartości, depresja i inne problemy. Myślę że ciężko byłoby samą praca nad Gexaqu osiągnąć sukces terapeutyczny gdy on nadal będzie tkwił w danym "środowisku".

            Dobry terapeuta nie może sugerować co pacjent ma zmienić, nie może wpływac na jego decyzje życiowe. To już samo forum może być bardziej pomocne, o ile sam Gexaqu fakycznie coś będzie chciał zmienić, a nie tylko przyszedł ponarzekać bo mu się chwilowo przelało.
            • druginudziarz Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 11:34
              kutuzow napisał:

              > druginudziarz napisał:
              >
              > > Mała uwaga, zważ że gexaquowi proponowano (ja również) terapię a nie tera
              > pię ro
              > > dzinną.
              >
              > Jak to przeczytałem, to miałem Ci przyznać rację. Wierzę bowiem w terapię indyw
              > idualną o ile faktycznie trafi się na fachowca.
              >
              > Później jednak pomyślałem sobie, że w przypadku Gexaqu-a to też może się nie sp
              > rawdzić.

              Odpowiem Ci później, bo w dwóch słowach się nie da, a w robocie jestem i juz trochę przeginam z opierdal... się ;)
            • zyg_zyg_zyg Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 13:05
              W przypadku Gexaqu-a problemem jest jego związek z druga osobą. z te
              > go wywodzi się jego brak poczucia własnej wartości, depresja i inne problemy. M
              > yślę że ciężko byłoby samą praca nad Gexaqu osiągnąć sukces terapeutyczny gdy o
              > n nadal będzie tkwił w danym "środowisku".

              Kutuzow, Ty myślisz, że to jest tylko i wyłącznie kwestia złego dobrania dwojga ludzi? Że ten gościu był wyluzowanym chłopakiem, pewnym siebie i swojej wartości, radośnie biorącym od życia co się da, dopóki nie spotkał swojej przyszłej żony? Że to ona i małżeństwo z nią zrzucił go na sam dół czarnej dupy? Bez żadnego jego udziału, bez żadnych predyspozycji z jego strony? Myślisz, że wystarczy, żeby on tę żonę porzucił i stanie się znowu mocnym superfacetem?

              Co różni ludzi, którzy tylko raz dają sobie zrobić krzywdę od tych, którzy pozwalają ja sobie robić ciągle? Co różni tych, dla których jedyną wykonalna rzeczą w złej sytuacji jest narzekanie i zawodzenie, od takich, którzy zrobią wszystko, żeby tę sytuację zmienić? Co różni takich, którzy szukają winy i odpowiedzialności za czarną dupę, w której siedzą, na zewnątrz i w innych ludziach, od takich, którzy dopuszczają myśl, że przyłożyli rękę do tego i sprawdzają, co sami mogą zrobić, żeby to zmienić, żeby nie popełnić drugi raz tego samego błędu? To jest Twoim zdaniem tylko i wyłącznie zależne od tego, kogo oni spotykają na swojej drodze? Bo moim zdaniem jest wręcz przeciwnie - najpierw są dysfunkcje, słabości i usterki, a potem pojawia się taki drugi człowiek, który tam się wpasuje razem ze swoimi dysfunkcjami i niedoborami (zaletami oczywiście też). Moim zdaniem gdyby było inaczej, Gexaqu nie doszedłby w swoim związku do tego miejsca, w którym jest. Gdyby któreś z nich było "zdrowe", to pożegnaliby się już dawno.
              • kutuzow Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 13:25
                zyg_zyg_zyg napisała:
                > Kutuzow, Ty myślisz, że to jest tylko i wyłącznie kwestia złego dobrania dwojga
                > ludzi? Że ten gościu był wyluzowanym chłopakiem, pewnym siebie i swojej wartoś
                > ci, radośnie biorącym od życia co się da, dopóki nie spotkał swojej przyszłej ż
                > ony? Że to ona i małżeństwo z nią zrzucił go na sam dół czarnej dupy? Bez żadne
                > go jego udziału, bez żadnych predyspozycji z jego strony? Myślisz, że wystarczy
                > , żeby on tę żonę porzucił i stanie się znowu mocnym superfacetem?

                Szczerze mówiąc to nie wiem.
                Może byc tak, że od początku był taką ciapą (jaką jest teraz) i to zniechęciło totalnie jego partnerkę, a może być tak że to związek go doprowadził do takiego stanu jak jest teraz.
                Znamy go tylko z opisu i to jednej strony.
                Zobacz, że tu na forum często piszą kobiety które doświadczają odrzucenia w sypialni ze strony męża i wspólnym elementem tych historii jest ich spadek poczucia własnej wartości. Nie czują się już kobieca, itp. Czemu facet nie może czuć się podobnie?

                > Bo moim zdaniem jest wręcz przeciwnie - najpierw są dysfunkcje, sł
                > abości i usterki, a potem pojawia się taki drugi człowiek, który tam się wpasuj
                > e razem ze swoimi dysfunkcjami i niedoborami (zaletami oczywiście też). Moim zd
                > aniem gdyby było inaczej, Gexaqu nie doszedłby w swoim związku do tego miejsca
                > , w którym jest. Gdyby któreś z nich było "zdrowe", to pożegnaliby się już dawn
                > o.

                Myślę, że możliwe są oba warianty. Pod warunkiem że naprawdę baaardzo Ci zależy na partnerze i dziecku. Znam taki przypadek ze swego otoczenia. Miałem kumpla, znaliśmy się lat ponad 10. Gdy był singlem miał wzloty i upadki, ale ogólnie dość pogodny gość. Bardzo jednak brakowało mu rodziny (sam był sierotą wychowaną przez babkę). Trafił na partnerkę, która nie była ani najatrakcyjniejsza z tych z którymi się spotykał, ani nawet nie mieli jakiegoś wspólnego języka. Pech chciał że wpadli i zaczęli jechać koleinami "tradycji" (rodzice dziewczyny byli mocno katoliccy). Czyli przyspieszony ślub, (bo co ludzie powiedzą na panne z dzieckiem), wspólne mieszkanie itp. Gościu wpadł w wir młodego rodzica. Ponieważ on zarabiał na utrzymanie rodziny to starał się przynieść więcej kasy biorąc nadgodziny. Wtedy marudzenie partnerki że mało czasu razem spędzają. Zmienił taktykę, spędzał więcej czasu, ale to się odbiło na finansach - jeszcze gorzej.

                Skracając historię, po latach ciężkich przepychanek w końcu zdecydowali się rozstać. Gość po stracie rodziny i dziecka się nie pozbierał i po kilku latach wegetacji popełnił samobójstwo.

                Na pewno nie był nigdy jakoś super mocny psychicznie, ale przed tym związkiem radził sobie bardzo dobrze w społeczeństwie. Ta porażka rodzinno-małżeńska go jednak złamała.
                • zyg_zyg_zyg Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 13:46
                  > Zobacz, że tu na forum często piszą kobiety które doświadczają odrzucenia w syp
                  > ialni ze strony męża i wspólnym elementem tych historii jest ich spadek poczuci
                  > a własnej wartości. Nie czują się już kobieca, itp. Czemu facet nie może czuć s
                  > ię podobnie?

                  Doświadczyłam odrzucenia w sypialni ze strony partnera i związanego z tym spadku poczucia własnej wartości jako kobieta. Ale to zupełnie inny temat.

                  Swojemu byłemu partnerowi tylko jedną rzecz mam do zarzucenia - że mnie oszukał, nie podając tak długo prawdziwej przyczyny. A całą resztę, gdybym miała komuś zarzucać, to zarzuciłabym sobie. Ja też odpowiadam za lata bezseksia w swoim życiu. Bo to coś we mnie kazało trwać w związku, który powoli ściągał mnie w dół, odbierał radość życia. Myśleć, że nagle i cudownie już od jutra się zmieni i naprawi, chociaż przez miesiące i lata się nie zmieniło i nie naprawiło. Reagować na szantaże emocjonalne, na obietnice bez pokrycia i ciągle wracać z nową nadzieją.
                  • kutuzow Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 13:52
                    zyg_zyg_zyg napisała:
                    > Ja też odpowiadam za lata bezseksia w swoim ż
                    > yciu. Bo to coś we mnie kazało trwać w związku, który powoli ściągał mnie w dół
                    > , odbierał radość życia. Myśleć, że nagle i cudownie już od jutra się zmieni i
                    > naprawi, chociaż przez miesiące i lata się nie zmieniło i nie naprawiło. Reagow
                    > ać na szantaże emocjonalne, na obietnice bez pokrycia i ciągle wracać z nową na
                    > dzieją.

                    W pełni się z tym zgadzam.
                    Dlatego np. uważam że autor sąsiedniego wątku najpierw sam musi chciec coś realnie zmienić. Dopóki forum będzie pełniło dla niego funkcję "kumpla" do którego może się wygadać, to nic się nie zmieni.
                    • that.bitch.is.sick Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 14:01
                      kutuzow napisał:

                      > zyg_zyg_zyg napisała:
                      >
                      >
                      > W pełni się z tym zgadzam.
                      > Dlatego np. uważam że autor sąsiedniego wątku najpierw sam musi chciec coś real
                      > nie zmienić. Dopóki forum będzie pełniło dla niego funkcję "kumpla" do którego
                      > może się wygadać, to nic się nie zmieni.

                      Nie widzę tu sprzeczności. Koniec końców każdy i tak musi sobie sam poradzić , podjąć decyzję, lub sobie psychicznie radzić z tym co boli, gdy się zmienić níe da. Forum może co najwyżej pełnić rolę kumpla, wsparcia, oferować zrozumienie. I według mnie, to jest najlepszą funkcja z możliwych. Terapeuta zrobi więcej bo skuteczniej mu wyperswaduje małżeństwo? Bo terapeuta jest wróżką i ma tajemnicą wiedzę o tym na czym autor lepiej wyjdzie? Wierzysz w to?
                      • kutuzow Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 14:11
                        that.bitch.is.sick napisała:

                        > Nie widzę tu sprzeczności. Koniec końców każdy i tak musi sobie sam poradzić ,
                        > podjąć decyzję, lub sobie psychicznie radzić z tym co boli, gdy się zmienić níe
                        > da. Forum może co najwyżej pełnić rolę kumpla, wsparcia, oferować zrozumienie.
                        > I według mnie, to jest najlepszą funkcja z możliwych. Terapeuta zrobi więcej b
                        > o skuteczniej mu wyperswaduje małżeństwo? Bo terapeuta jest wróżką i ma tajemni
                        > cą wiedzę o tym na czym autor lepiej wyjdzie? Wierzysz w to?

                        Zgadzam się z Twoją wypowiedzią. Chodziło mi raczej o ten podział na "klepanie po plecach" vs wysłuchanie i danie przysłowiowego "kopa". Nie ważne czy autor będzie się żalił kumplowi przy piwie, czy na forum, czy rodzinie, jeśli samo "żalenie się" mu wystarczy, nie ma jeszcze potrzeby zmian, to niewiele to zmieni. Mówi się że alkoholik musi osiągnąć dno, aby zrozumieć skalę problemu, dostrzec go i dopiero wtedy ma motywację żeby coś zmienić (traci złudzenie że panuje nad chorobą). tutaj w pewnym sensie jest podobnie. Dopóki autor nie osiągnie takiej sytuacji że już nie wytrzyma dłużej, to może cały czas się łudzić że coś się zmieni w czarodziejski sposób.
                    • druginudziarz Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 16:29
                      kutuzow napisał:

                      > zyg_zyg_zyg napisała:
                      > > Ja też odpowiadam za lata bezseksia w swoim ż
                      > > yciu. Bo to coś we mnie kazało trwać w związku, który powoli ściągał mnie
                      > w dół
                      > > , odbierał radość życia. Myśleć, że nagle i cudownie już od jutra się zmi
                      > eni i
                      > > naprawi, chociaż przez miesiące i lata się nie zmieniło i nie naprawiło.
                      > Reagow
                      > > ać na szantaże emocjonalne, na obietnice bez pokrycia i ciągle wracać z n
                      > ową na
                      > > dzieją.
                      >
                      > W pełni się z tym zgadzam.
                      > Dlatego np. uważam że autor sąsiedniego wątku najpierw sam musi chciec coś real
                      > nie zmienić. Dopóki forum będzie pełniło dla niego funkcję "kumpla" do którego
                      > może się wygadać, to nic się nie zmieni.

                      Wiesz co, wydaje mi się że forum raczej go nie poklepało po plecach. A nawet się boję, że dostał za dużo informacji, które jeszcze bardziej wgniotły go w tę ścianę.
                      Raz byłem świadkiem podobnej dyskusji na (innym) forum, gdy potem się okazało że delikwent ma ms-y, powiem Ci że poczułem się nieswojo.
            • druginudziarz Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 19.04.14, 10:40
              kutuzow napisał:

              OK, najpierw przynudze, nick zobowiązuje ;)
              Forum to cenię sobie w szczególny sposób.
              Nawet gdy nie pisałem czytałem z chęcią.
              Przede wszystkim ciągle tkwią tu osoby, które nie tylko piszą ale też czytają i to czytają z uwagą. To rzadkie i cenne. A gdy piszą, piszą wartościowo. btw jesteś jednym z userów których warto czytać.

              > druginudziarz napisał:
              >
              > > Mała uwaga, zważ że gexaquowi proponowano (ja również) terapię a nie tera
              > pię ro
              > > dzinną.
              >
              > Jak to przeczytałem, to miałem Ci przyznać rację. Wierzę bowiem w terapię indyw
              > idualną o ile faktycznie trafi się na fachowca.
              >
              > Później jednak pomyślałem sobie, że w przypadku Gexaqu-a to też może się nie sp
              > rawdzić. Zobacz że terapeuta "naprawia" problemy z samym sobą, ze swoją przeszł
              > ością itp.

              Trochę inaczej. Terapia (dobra) nie jest nastawiona na przeszłość tylko na przyszłość.
              Przeszłość jest o tyle ważna, że w przeszłości korzeniami tkwią motywacje i popędy.
              Przeszłości nie da się"naprawić" gdyż przeszłości już nie ma.
              Uwierz, dobra terapia wygląda inaczej niż na amerykańskich filmach ;)

              > W przypadku Gexaqu-a problemem jest jego związek z druga osobą. z te
              > go wywodzi się jego brak poczucia własnej wartości, depresja i inne problemy.

              Po pierwsze trzeba sobie uzmysłowić, że dobieramy się w pary ze swojej półki.
              To jest pierwszy problem do przeskoczenia, zwykle się kombinuje "jak to? ja taki/taka cudowny/a a ona/on taki podły??".
              Tymczasem masz to na co było Cię stać, ten model w tej kategorii cenowej ;) po prostu tak ma.
              Czy jego problemy zaczęły się po zawarciu związku?
              Wg mnie nie, gdyby był bezproblemowy, to znalazłby sobie "bezproblemową" kobietę. No ale takie są 'dobrem' trudniejszym do osiągnięcia a potem do utrzymania.

              > Myślę że ciężko byłoby samą praca nad Gexaqu osiągnąć sukces terapeutyczny gdy o
              > n nadal będzie tkwił w danym "środowisku".

              Niezupełnie. Patrnerzy w długich związkach współuzależniają się i od tego dobrego i od tego złego. Każda chwila i sposób by przeciąć ten krąg niemożności jest dobra.
              Czy można "uzdrowić" ich związek? Tego nikt nie wie, nikt odpowioedzialny takiej rady nie da. Ja zadam jednak inne pytanie: czy stać go na inny LEPSZY związek? wg mnie nie.

              > Dobry terapeuta nie może sugerować co pacjent ma zmienić, nie może wpływac na j
              > ego decyzje życiowe.

              Ja jestem przekonany, że jego żona ma co najmniej stany depresyjne, o ile nie depresję. (Na ile opisy np. syfu z domu czy jej płaczliwości nie są przesadzone.)
              Dobry terapeuta może natomiast podpowiedzieć jak wpływać na jej decyzje w tej sytuacji.
              Znów przykład z alkoholizmem: terapeuta partnerowi alkoholika "podpowie" że samo wylewanie alkoholu nie rozwiąże eproblemu.

              • zawle Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 19.04.14, 13:29
                druginudziarz napisał: > Trochę inaczej. Terapia (dobra) nie jest nastawiona na przeszłość tylko na przy
                > szłość.
                > Przeszłość jest o tyle ważna, że w przeszłości korzeniami tkwią motywacje i pop
                > ędy.
                > Przeszłości nie da się"naprawić" gdyż przeszłości już nie ma.
                > Uwierz, dobra terapia wygląda inaczej niż na amerykańskich filmach ;)

                Jak to nie ma terapii zorientowanych na przeszłość? Są. Przepracowuje się przeszłość, zmienia się stosunek pacjenta do niej, działa dla lepszego dziś i jutro. Najczęściej warto grzebać tam, gdzie pacjent chce grzebać najmniej;)

                > Po pierwsze trzeba sobie uzmysłowić, że dobieramy się w pary ze swojej półki.
                > To jest pierwszy problem do przeskoczenia, zwykle się kombinuje "jak to? ja tak
                > i/taka cudowny/a a ona/on taki podły??".
                > Tymczasem masz to na co było Cię stać, ten model w tej kategorii cenowej ;) po
                > prostu tak ma.

                Ta półka o której mówisz to wymiar Twojej głowy, nie rzeczywistości. I tak możesz ją umiejscawiać za nisko i za wysoko. Jednak regulacje wysokości ma.
                • druginudziarz Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 19.04.14, 22:22
                  zawle napisała:

                  > druginudziarz napisał: > Trochę inaczej. Terapia (dobra) nie jest nastawion
                  > a na przeszłość tylko na przy
                  > > szłość.
                  > > Przeszłość jest o tyle ważna, że w przeszłości korzeniami tkwią motywacje
                  > i pop
                  > > ędy.
                  > > Przeszłości nie da się"naprawić" gdyż przeszłości już nie ma.
                  > > Uwierz, dobra terapia wygląda inaczej niż na amerykańskich filmach ;)
                  >
                  > Jak to nie ma terapii zorientowanych na przeszłość? Są. Przepracowuje się przes
                  > złość, zmienia się stosunek pacjenta do niej, działa dla lepszego dziś i jutro.
                  > Najczęściej warto grzebać tam, gdzie pacjent chce grzebać najmniej;)

                  A czy ja coś innego gdzieś napisałem? ;)
                  Próbowałem przekazać, może ułomnie, że poznanie tych źródeł z przeszłości nie jest celem samym w sobie tak tak to się czasem na filmach pojawia. Poza tym terapeuta jeśli stwierdzi opór materii raczej powinien przestać drążyć temat, odłozyć na później. Ciekawe, że na tym forum często ujawnia się konflikt wewnętrzny w zakresie relacji z rodzicami, przy czym to ojcom się dostaje najwiecej a matki są święte.

                  > > Po pierwsze trzeba sobie uzmysłowić, że dobieramy się w pary ze swojej pó
                  > łki.
                  > > To jest pierwszy problem do przeskoczenia, zwykle się kombinuje "jak to?
                  > ja tak
                  > > i/taka cudowny/a a ona/on taki podły??".
                  > > Tymczasem masz to na co było Cię stać, ten model w tej kategorii cenowej
                  > ;) po
                  > > prostu tak ma.
                  >
                  > Ta półka o której mówisz to wymiar Twojej głowy, nie rzeczywistości. I tak może
                  > sz ją umiejscawiać za nisko i za wysoko. Jednak regulacje wysokości ma.

                  Ja nie widze różnicy między jednym a drugim. Rzeczywistość czynisz sobie taką na ile pozwala Ci głowa. Pomijam oczywiście kwestie ułomności fizycznych, to jest jakby inny kaliber problemów.
                  Oczywiście głowa ma regulacje. Zreszta to jest czasem niestety skutek uboczny terapi, że się wskakuje na wyższy poziom i zmienia partnera na innego, z wyższej półki.
                  • zawle Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 19.04.14, 22:59
                    druginudziarz napisał: > Próbowałem przekazać, może ułomnie, że poznanie tych źródeł z przeszłości nie j
                    > est celem samym w sobie tak tak to się czasem na filmach pojawia. Poza tym tera
                    > peuta jeśli stwierdzi opór materii raczej powinien przestać drążyć temat, odłoz
                    > yć na później.

                    To dobrze że piszemy o tym samym. Podobnie rzecz się ma jak mniemam z odłożeniem na później...czyli jednak powrót do tematu?

                    Ciekawe, że na tym forum często ujawnia się konflikt wewnętrzny
                    > w zakresie relacji z rodzicami, przy czym to ojcom się dostaje najwiecej a matk
                    > i są święte.

                    W myśl zasady że błędów nie popełniają Ci, którzy nie robią nic. I taką bezbłędną rolę wyznaczają sobie najczęściej ojcowie, tłumacząc to systemem, złością, warunkową miłością. Nie neguję że wszystkie te powody mogą i są na ogół prawdziwe;)
      • that.bitch.is.sick Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 22:58
        zawle napisała:
        >
        > No i stało się. Ktoś odważnie puścił bąka;) Bitch też zauważyła że coś śmierdzi
        > , uważa że wie kto to, ale trochę racjonalizuje. Za to nudziarz zmienia kultura
        > lnie zmienia temat:)))
        > Uwielbiam takie klimaty..........:(

        Ja nie potwierdzam tego o bitch. Bitch nie czuje smrodu, nie wąha cudzych bąków, ma lepsze zajęcia na forum, rozumie że wątek jest pokłosiem dyskusji której níe czytała, níe aspiruje by wiedzieć kto co, mówi za siebie i swoje skojarzenia.
        Za to zawle która jest chartem łownym na szczęście wąha wszystkim pod ogonem i jest doskonale zorientowana co gdzie śmierdzi. Gratuluję!;-)
        • zawle Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 19.04.14, 07:36
          that.bitch.is.sick napisała: > Za to zawle która jest chartem łownym na szczęście wąha wszystkim pod ogonem i
          > jest doskonale zorientowana co gdzie śmierdzi. Gratuluję!;-)

          To możemy sobie podać rękę. Bitch jest mistrzynią odwracania wszystkiego ogonem, ja mogę już przygotowane wąchać;)
          • that.bitch.is.sick Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 20.04.14, 20:26
            zawle napisała:

            >
            > To możemy sobie podać rękę. Bitch jest mistrzynią odwracania wszystkiego ogonem
            > , ja mogę już przygotowane wąchać;)

            Źle ze mną skoro tylko tyle złego jestem w stanie zdziałać. Skoro już sobie nawzajem ponadawałyśmy tytuły, to możemy podać sobie ręce i życzyć by przy następnym rozdaniu stanowisk były one choć odrobinę bardziej obsceniczne:)
            • zawle Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 20.04.14, 20:33
              that.bitch.is.sick napisała:
              > Źle ze mną skoro tylko tyle złego jestem w stanie zdziałać. Skoro już sobie naw
              > zajem ponadawałyśmy tytuły, to możemy podać sobie ręce i życzyć by przy następn
              > ym rozdaniu stanowisk były one choć odrobinę bardziej obsceniczne:)

              hehe:))))) Ważne że obie się w tym odnajdujemy;)
              • that.bitch.is.sick Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 20.04.14, 20:46
                zawle napisała:


                >
                > hehe:))))) Ważne że obie się w tym odnajdujemy;)

                Znak pokoju myli ci się z przyznaniem ci racji? Ciekawie interpretujesz rzeczywistość.
    • mojemail3 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 08:51
      kutuzow napisał:

      (...)"W sąsiednim wątku "Mam już dość" rozpoczęła się dyskusja o jakości specjalistów i terapii.
      Pozwolę sobie dorzucić swoje 5 groszy w temacie i przy okazji zapytać czy przypadkiem nie wydaje Wam się znajoma ta sytuacja? Czy ktoś z forum nie przypomina Wam jednej z tych osób?
      Dla wygody wrzuciłem napisy na stałe do filmu(...)"

      Kutuzowie, sarkazm jest słodki, ale cynizm gorzki jak cykuta...

      Tak, poziom terapii może być różny, tu jak słusznie wspomniała Bitch możemy trafić na artystę jak i konowała.
      Prawdziwa terapia NIGDY nie przypomina tej z filmiku, to jest naprowadzanie pacjenta do samouzdrowienia,wszystko zależy od chęci i świadomości pacjenta, bo z pustego, to wiadomo i Salomon nie naleje...

      Wesołych Świąt !!!

      • zawle Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 09:04
        A po czym możesz poznać czy trafiłaś na artystę? Dla zaburzonej osobowości najlepszy terapeuta to taki który mówi to, co ona chce;) A może po tym jak się po terapii żyje z pacjentem? No cóż...bitch jest po dobrej terapii a opluwa wszystkich wokół. To jak to jest?
        • mojemail3 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 09:11
          zawle napisała:

          > A po czym możesz poznać czy trafiłaś na artystę? Dla zaburzonej osobowości najl
          > epszy terapeuta to taki który mówi to, co ona chce;) A może po tym jak się po t
          > erapii żyje z pacjentem? No cóż...bitch jest po dobrej terapii a opluwa wszystk
          > ich wokół. To jak to jest?


          Nie, dobry terapeuta to nie ten, co mówi nam to co chcemy usłyszeć,żeby się "rozgrzeszyć" czy usprawiedliwić, dobry to taki, który naprowadza na samodzielne rozwiązanie problemów pacjenta.
        • druginudziarz Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 09:21
          zawle napisała:

          > A po czym możesz poznać czy trafiłaś na artystę? Dla zaburzonej osobowości najl
          > epszy terapeuta to taki który mówi to, co ona chce;)

          Tacy też są.
          Ale tu już trochę przeginasz z generalizacją :(
          Ale jak Cię to inetersuje to najlepszy psychoterapeuta to taki po swoich osobistych perypetiach, które przepracował. Zresztą najlepsi psychoterapeuci otwarcie mówią o swoich byłych problemach.
          Zupełnie na tych samych zasadach najlepszymi terapeutami w kółkach AAA są niepijący alkoholicy.

          > A może po tym jak się po terapii żyje z pacjentem?
          Też, ale częściej jest jak z dobrym mechanikiem samochodowym. Jest oblegany, bo klienci polecają.

    • yoric Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 16:34
      Celna uwaga co do osoby :) - także zbiorowo co do Forum odnośnie 'homo' jako diagnozy.

      Co do 'specjalisty', już się wypowiedziałem, popieram pozycję HK i to, co pisze tutaj TBiS.

      Na koniec moja uwaga:
      zwolenników specjalistów spytam - a co jeśli dla kogoś centralnym problemem w życiu jest brak powodzenia u kobiet :).
      Czy tu także odwołanie się do specjalisty (i jakiego) jest uprawnione i potrzebne, czy ten problem jest jakoś zasadniczo różny od pozostałych i nie jest to wskazane?
      :).
      • triss_merigold6 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 16:43
        To niech sobie założy torebkę foliowa na glowe. Albo zarobi dużo kasy. Nie ma terapii leczacej bycie looserem.
        • druginudziarz Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 19:47
          triss_merigold6 napisała:

          > To niech sobie założy torebkę foliowa na glowe. Albo zarobi dużo kasy. Nie ma t
          > erapii leczacej bycie looserem.

          Nigdy nie widziałaś szczęśliwych przegranych??
          I co to znaczy przegrany? człowiek składa się tylko z genitaliów? nie można być tak jak samochód karoseria do doopy, się sypie ale silnik super? czy na odwrót. Bo wg mnie tak właśnie jest, nie ma mutli-łinerów i multi-loserów.
      • mojemail3 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 16:44
        yoric napisał:

        (...)"zwolenników specjalistów spytam - a co jeśli dla kogoś centralnym problemem w życiu jest brak powodzenia u kobiet :).
        Czy tu także odwołanie się do specjalisty (i jakiego) jest uprawnione i potrzebne, czy ten problem jest jakoś zasadniczo różny od pozostałych i nie jest to wskazane:) "

        Rozumiem,że tu tylko "specjalisci" od PUA mogą pomóc?
        A jest to Twój problem, bo mam wrażenie,że jest to problem 90 % mężczyzn, a jakoś sobie radzą ;-)
        Przy niepowodzeniach wszelkiego typu rada jest jedna, próbować do skutku lub odpuścić, co kto woli.
        O, a ja mam dla Ciebie kolejny song z dedykacją, Kayah wydała świetną płytę na motywach tematów muzycznych sefardyjskich i aszkenazyjskich:

        www.tekstowo.pl/piosenka,kayah,nie_ma_dat.html
        Tekst spécialement pour vous...

        PS. cynizm w uczuciach się nie sprawdza.
      • druginudziarz Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 18.04.14, 17:23
        yoric napisał:

        > Celna uwaga co do osoby :) - także zbiorowo co do Forum odnośnie 'homo' jako di
        > agnozy.
        >
        > Co do 'specjalisty', już się wypowiedziałem, popieram pozycję HK i to, co pisze
        > tutaj TBiS.
        >
        > Na koniec moja uwaga:
        > zwolenników specjalistów spytam - a co jeśli dla kogoś centralnym problemem w ż
        > yciu jest brak powodzenia u kobiet :).

        Ale co to znaczy "problem"?
        Bo dajmy na to ż emoim centralnym problemem jest brak kasy co przejawia się, że mam do dyspozycji tylko X piniędzy. I tak sobie myslę co mają powiedzieć ludzie którzy mają (w Afryce, w Azji) 1/10 mojego X. Otóż żyją, czasem są szczęśliwi, czasem smutni, ale żyją, wiec może mój problem mnie jest tak naprawdę problemem?
        OK, coś bliżej bab. Mam znajomego, którego problemem jest, że zafiksował sie na urode typu "małolata z mangi". No i tak się męczy z tą swoją potrzebą. Masz dla niego jakąś propozycję home-made?

        > Czy tu także odwołanie się do specjalisty (i jakiego) jest uprawnione i potrzeb
        > ne, czy ten problem jest jakoś zasadniczo różny od pozostałych i nie jest to ws
        > kazane? :)

        Widzisz, w dupczeniu wszystko rozbija się o szczyptę neuroprzekaźników, to brzmi może źle (=mało romantycznie) ale taki jest background tego całego zamieszania :)
        OK, to może na swoim przykładzie Ci napisze jak jest z porządaniem.
        Gdy miewam stany nerwicowe (wspominałem, że jestem w typie "neurotycznym?) dupczyć się chce okrutnie, i to jest poważny problem. Z drugiej strony miałem taką ciekawą przygodę, w zasadzie czysta miłość, i seks wogóle zszedł na bardzo odległy plan, sam byłem zdziwiony że to tak zadziałało.
        Hint.
        Wg mnie nie ma problemu "cierpienia z braku powodzenia", jest cierpienie z powodu pragnienia partnera którego się mieć nigdy nie będzie.
        Co byś powiedział o kimś którego centralnym problemem jest brak jachtu i porszaka? (bo zarobki kasjera z tesko)
      • yoric Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 19.04.14, 23:56
        Właśnie o to mi chodzi, że opinie "to nie problem" są całkowicie arbitralne. Tak samo ja mogę powiedzieć, że te Wasze jakieś depresje albo nieporozumienia rodzinne jak tego Gexa obok - to "żaden problem" i ogólnie wydumane fanaberie.

        Że 90% facetów ma ten problem i "jakoś sobie radzą" - ale wcześniej depresja jako jednostka chorobowa nie była znana, podobnie jak setki innych, i ludzie też "jakoś sobie radzili". Że w Afryce mają gorzej - no ale nie żyjemy w Afryce. Powiedz pracownikowi z Biedronki, że powinien się cieszyć, bo zarabia wielokrotność pensji z Bangladeszu - a najlepiej pójdź z takim hasłem na wybory...

        > Widzisz, w dupczeniu wszystko rozbija się o szczyptę neuroprzekaźników

        Jeśli dobrze kumam, chodzi o to, że "seks nie jest taki ważny"
        • sabat.77 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 20.04.14, 00:07
          yoric napisał:

          > Tymczase
          > m nie wydaje mi się, żeby psychoterapia w ogóle rozpoznawała ten problem lub je
          > śli już, miała jakiekolwiek narzędzia alternatywne wobec PUA.

          Podobnie jak nauka akademicka nie daje alternatywy do badań nad zjawiskiem UFO ani fenomenem duchów, mimo ogromnej powszechności w szeroko rozumianym otoczeniu jednego i drugiego. Tutaj trzeba się pogodzić, pewne rzeczy są społecznym tabu... Psycholog studiujący techniki uwodzenia - to brzmi mało akademicko.
        • druginudziarz Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 20.04.14, 02:54
          yoric napisał:

          > > Widzisz, w dupczeniu wszystko rozbija się o szczyptę neuroprzekaźników
          >
          > Jeśli dobrze kumam, chodzi o to, że "seks nie jest taki ważny"
        • rekreativa Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 20.04.14, 11:52
          "Brak powodzenia u kobiet" to nie jest jakaś odrębna jednostka zaburzeń.
          Za tym brakiem kryją się po prostu rozmaite problemy, z którymi psycholog czy terapeuta może pracować, ale które nie są charakterystyczne.
          Ktoś jest, jak to się mówi nieśmiały, czyli ma jakieś issues z poczuciem wartości, może trochę fobii społecznej, inny nie posiada wystarczającej inteligencji emocjonalnej i nie odczytuje prawidłowo sygnałów pozawerbalnych, jeszcze innego paraliżuje lęk przed ośmieszeniem, kolejny nie całkiem potrafi dostosować zamiary do sił.
          Te same problemy mogą być bazą dla wszelkich popularnych zaburzeń - nerwic, depresji itp. oraz wszelkich innych trudności życiowych (nieśmiałość, czy nieumiejętność wyczucia sytuacji nie tylko w kontaktach damsko-męskich może być przeszkodą) i jestem pewna, że psychoterapeuta podejdzie do nich z taką samą powagą.
          • that.bitch.is.sick Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 20.04.14, 19:06
            rekreativa napisała:

            > "Brak powodzenia u kobiet" to nie jest jakaś odrębna jednostka zaburzeń.
            > Za tym brakiem kryją się po prostu rozmaite problemy, z którymi psycholog czy t
            > erapeuta może pracować, ale które nie są charakterystyczne.
            > Ktoś jest, jak to się mówi nieśmiały, czyli ma jakieś issues z poczuciem warto
            > ści, może trochę fobii społecznej, inny nie posiada wystarczającej inteligencji
            > emocjonalnej i nie odczytuje prawidłowo sygnałów pozawerbalnych, jeszcze inneg
            > o paraliżuje lęk przed ośmieszeniem, kolejny nie całkiem potrafi dostosować zam
            > iary do sił.

            "Może pracować" to znaczy co zrobi? Sugerujesz, że terapia może zmienić kogoś w inną osobę, czy pomoże pogodzić się z beznadziejnym stanem rzeczy?

            >
            • zawle Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 20.04.14, 19:27
              that.bitch.is.sick napisała:Sugerujesz, że terapia może zmienić kogoś w
              > inną osobę

              hehe...to oczywiste że nie zmieni w INNĄ
              ???????????????
              • that.bitch.is.sick Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 20.04.14, 20:19
                zawle napisała:


                >
                > hehe...to oczywiste że nie zmieni w INNĄ
                > ???????????????

                Podziwiam twoją wiarę w to że wielokropek zmieni cię w osobę interesującą, a emotikon w intrygującą.
                • zawle Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 20.04.14, 20:32
                  that.bitch.is.sick napisała: > Podziwiam twoją wiarę w to że wielokropek zmieni cię w osobę interesującą, a em
                  > otikon w intrygującą.

                  A na podstawie jakich danych to wymyśliłaś? Bardzo mnie ciekawi ten proces myślowy. Całkiem serio i bez uszczypliwości.
                  • that.bitch.is.sick Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 20.04.14, 20:56
                    zawle napisała:


                    >
                    > A na podstawie jakich danych to wymyśliłaś? Bardzo mnie ciekawi ten proces myśl
                    > owy. Całkiem serio i bez uszczypliwości.

                    Ależ proszę bardzo wywnioskowałam to ze sposobu i rozlicznych kontekstów, w jakich nadużywasz wielokropków i emotikonów.
                    • zawle Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 20.04.14, 21:00
                      that.bitch.is.sick napisała:
                      > Ależ proszę bardzo wywnioskowałam to ze sposobu i rozlicznych kontekstów, w jak
                      > ich nadużywasz wielokropków i emotikonów.

                      dzięki. człowiek się uczy całe życie.
                      • that.bitch.is.sick Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 21.04.14, 00:13
                        zawle napisała:

                        >
                        > dzięki. człowiek się uczy całe życie.

                        Jak wciągać osoby niezainteresowane w wymianę wymianę postów nudną i pozbawioną treści?
                        Ambitne cele, powodzenia.
                        • zawle Bitchunia 21.04.14, 08:42
                          that.bitch.is.sick napisała: > Jak wciągać osoby niezainteresowane w wymianę wymianę postów nudną i pozbawioną
                          > treści?
                          > Ambitne cele, powodzenia.

                          Że dałaś się wciągnąć? Ja myślę że u Ciebie mam wyjątkowe miejsce w "serduszku", bo o mnie pamiętasz w swoich postach bardzo często. Więc się nie kryguj;)))) Jestem ważna dla Ciebie w jakiś toksyczny sposób...może Ci matkę przypominam, albo ojca? Czy ja wiem.....
                          • that.bitch.is.sick Re: Bitchunia 21.04.14, 12:45
                            zawle napisała:


                            >
                            > Że dałaś się wciągnąć? Ja myślę że u Ciebie mam wyjątkowe miejsce w "serduszku"
                            > , bo o mnie pamiętasz w swoich postach bardzo często. Więc się nie kryguj;))))
                            > Jestem ważna dla Ciebie w jakiś toksyczny sposób...może Ci matkę przypominam, a
                            > lbo ojca? Czy ja wiem.....

                            Nie łap mnie na zimny odczyt, bo to na mnie nie działa. Natomiast zastanówmy się w to miejce, do czego potrzebujesz wiary, że jesteś ważna dla jakiejś anonimowej osoby na forum?
                            A samo zaklinanie rzeczywistości, jest jakąś forma ucieczki? przed czym? (tu znaczący wielokropek)


                            >
                            • zawle Re: Bitchunia 21.04.14, 13:01
                              that.bitch.is.sick napisała: Natomiast zastanówmy si
                              > ę w to miejce, do czego potrzebujesz wiary, że jesteś ważna dla jakiejś anonimo
                              > wej osoby na forum?

                              Wiara ci się z faktami pomyliła.
                              • that.bitch.is.sick Re: Bitchunia 22.04.14, 00:17
                                zawle napisała:

                                >
                                > Wiara ci się z faktami pomyliła.

                                Powaliła mnie argumentacja. Niech będzie, że jestem z tobą w sposób toksyczny związana i jesteś dla mnie ważna. I co teraz będzie? Prześpisz się ze mną?
                                Żeby chociaż tyle z tego było radości...;) Jeśli nie chcesz się ze mną przespać;), to liczę chociaż na pokój. Wybacz mi moje wybryki, gdzieś twierdziłaś że masz dystans do forum, więc zakładam że cię nie dotknęłam odnosząc się zawsze jedynie do twojej internetowej kreacji.
                                • zawle Re: Bitchunia 22.04.14, 01:03
                                  that.bitch.is.sick napisała: liczę chociaż na pokój.

                                  Nie ma sprawy, o ile szczerze. Już mnie męczyły te przepychanki.
                                  • that.bitch.is.sick Re: Bitchunia 22.04.14, 01:16
                                    zawle napisała:
                                    >
                                    > Nie ma sprawy, o ile szczerze. Już mnie męczyły te przepychanki.

                                    Szczerze.
            • rekreativa Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 21.04.14, 11:30
              Sama byłaś na terapii, pisałaś nawet, że Ci to coś dało - więc dlaczego pytasz, nad czym pracuje terapeuta? Wiesz, nad czym.
          • yoric Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 20.04.14, 21:35
            Odpowiem zbiorczo:

            DN:
            > Tym niemniej raczej nie odwoływałbym się do głębokiej historii ewolucji człowieka bo żyjemy w zupełnie nowych regułach.

            ale mózg mamy 'z jaskiń'. To, że słone, słodkie i tłuste od dawna nie przynosi pożytku tylko szkody nie zmienia faktu, że właśnie takie jedzenie najbardziej nam smakuje.

            > Z tymi neuroprzekażnikami miałem na myśli coś innego. Można sobie je dostarczać na rózne sposoby. Np. palacz wciąga poranną fajkę i już endiorfinki milutko śmigają w synapsach.

            no ale właśnie ludzie chcą dostarczać w ten sposób. W ogóle nie bardzo rozumiem, w którą stronę zmierza ta argumentacja. Chcesz nas tu przekonać, że seks jest nieważny? Może być ciężko :)

            > Dopresja jest mierzalna, konflikt w rodzinie w zasadzie też,

            szczerze mówiąc to nie słyszałem o żadnych konkretnych miarach. Czy to nie jest tak, że jeden problem po prostu wydaje nam się poważny, a drugi nie, i stąd wynika to wrażenie mierzalności?

            S:
            > Psycholog studiujący techniki uwodzenia - to brzmi mało akademicko.

            no właśnie - ale czemu? :)

            R:
            > "Brak powodzenia u kobiet" to nie jest jakaś odrębna jednostka zaburzeń.

            masa rzeczy jest "o nieznanej lub złożonej etiologii", podejrzewam, że depresja jest na czele stawki, a jednak funkcjonuje jako jednostka chorobowa.
            A 'specjalista' może i podejdzie poważnie, ale mam ogromne wątpliwości co do jego skuteczności.
            • druginudziarz Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 20.04.14, 23:12
              yoric napisał:

              > Odpowiem zbiorczo:
              >
              > DN:
              > > Tym niemniej raczej nie odwoływałbym się do głębokiej historii ewolucji c
              > złowieka bo żyjemy w zupełnie nowych regułach.
              >
              > ale mózg mamy 'z jaskiń'. To, że słone, słodkie i tłuste od dawna nie przynosi
              > pożytku tylko szkody nie zmienia faktu, że właśnie takie jedzenie najbardziej n
              > am smakuje.

              Oprócz rdzenia i śródmózgowia człowiek ma jeszcze korę.
              Dlatego nie wszystkim cukier smakuje (mnie nie).
              Niektórych odrzuca od (nadmiaru) tłuszczu czy soli. Więc jesli chcesz mnie przekonać, że kultura nie modeluje "jaskini" to ciężko będzie ;)

              > > Z tymi neuroprzekażnikami miałem na myśli coś innego. Można sobie je dost
              > arczać na rózne sposoby. Np. palacz wciąga poranną fajkę i już endiorfinki milu
              > tko śmigają w synapsach.
              >
              > no ale właśnie ludzie chcą dostarczać w ten sposób. W ogóle nie bardzo rozumiem
              > , w którą stronę zmierza ta argumentacja. Chcesz nas tu przekonać, że seks jest
              > nieważny? Może być ciężko :)

              Ważny.
              A zastanawiałeś się do jakiego momentu człowiek chce jeść? a potem jakiś czas już nie chce.
              Wysycenie synaps, coś Ci mówi? i fakt jak łatwo tym się manipuluje?

              > > Dopresja jest mierzalna, konflikt w rodzinie w zasadzie też,
              >
              > szczerze mówiąc to nie słyszałem o żadnych konkretnych miarach. Czy to nie jest
              > tak, że jeden problem po prostu wydaje nam się poważny, a drugi nie, i stąd wy
              > nika to wrażenie mierzalności?

              Są testy. Wszystko się mierzy, stany lękowe, paranoję, psychopatię etc.
              Najwiekszym narzędziem jest Minnessota:
              pl.wikipedia.org/wiki/MMPI
              > R:
              > > "Brak powodzenia u kobiet" to nie jest jakaś odrębna jednostka zaburzeń.
              >
              > masa rzeczy jest "o nieznanej lub złożonej etiologii", podejrzewam, że depresja
              > jest na czele stawki, a jednak funkcjonuje jako jednostka chorobowa.

              Są różne depresje. O kompletnie różnej etiologii. Np. depresja polekowa vs. depresji rozwojowej.

              > A 'specjalista' może i podejdzie poważnie, ale mam ogromne wątpliwości co do je
              > go skuteczności.

              Nic nie szkodzi, nie wymagasz takiej pomocy więc wątpliwości te są bez znaczenia :)
              • yoric Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 21.04.14, 11:29
                > Oprócz rdzenia i śródmózgowia człowiek ma jeszcze korę.
                > Dlatego nie wszystkim cukier smakuje (mnie nie).

                ale kora nam nie wyrosła magicznie przez ostatnie kilkaset albo kilka tysięcy lat, tylko doskonale funkcjonowała już w jaskiniach. Możliwość kontrolowania i modelowania to jedno, a podstawowe popędy to drugie.

                > Wysycenie synaps, coś Ci mówi? i fakt jak łatwo tym się manipuluje?

                niby łatwo, a jakoś tabletki na brak seksu nie ma. Nie mówiąc o nadmiernym apetycie, który niby tak prosto okiełznać 'korą', czy farmakologią, a jakoś w niektórych krajach połowa populacji ma problem z nadwagą...
                Ogólnie chcę powiedzieć, że jeśli Twoją tezą jest, że brak seksu to nie problem, bo można sobie zawiązać na supeł, to zobowiązuje Cię to do podobnej odpowiedzi w połowie wątków na tym Forum :).

                > Są testy. Wszystko się mierzy, stany lękowe, paranoję, psychopatię etc.
                > Najwiekszym narzędziem jest Minnessota:
                > pl.wikipedia.org/wiki/MMPI

                no tak, ale kwestionariuszem to można zmierzyć wszystko - w podobny sposób "brak powodzenia u kobiet" można zmierzyć jeszcze łatwiej.

                > Nic nie szkodzi, nie wymagasz takiej pomocy więc wątpliwości te są bez znaczeni
                > a :)

                ale ja, altruistycznie dla dobra ogółu :)
                • druginudziarz Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 21.04.14, 11:45
                  yoric napisał:

                  > > Oprócz rdzenia i śródmózgowia człowiek ma jeszcze korę.
                  > > Dlatego nie wszystkim cukier smakuje (mnie nie).
                  >
                  > ale kora nam nie wyrosła magicznie przez ostatnie kilkaset albo kilka tysięcy l
                  > at, tylko doskonale funkcjonowała już w jaskiniach. Możliwość kontrolowania i m
                  > odelowania to jedno, a podstawowe popędy to drugie.

                  W korze nie ma pierwodnych popędów.
                  Kora to w zasadzie duży, wydajny kompuret po świeżym discformat.
                  Póżniejsze popędy siedzące w korze to już efekt programowaniam doświadczeniami/kulturą.

                  > > Wysycenie synaps, coś Ci mówi? i fakt jak łatwo tym się manipuluje?
                  >
                  > niby łatwo, a jakoś tabletki na brak seksu nie ma.

                  Na brak seksu nie ale nna poczucie "boleśnie brakuje mi seksu" już tak. Np. leki przeciwlękowe zmniejszają libido, to powinno Ci dać do myślenia.

                  > Nie mówiąc o nadmiernym apet
                  > ycie, który niby tak prosto okiełznać 'korą', czy farmakologią, a jakoś w niekt
                  > órych krajach połowa populacji ma problem z nadwagą...

                  Zgadza się. Ale zauważ że nie 100% a zdeje się że wg Twojej argumentacji tak stać sie powinno. Ciekawe, że dotyczy to raczej tzw. "rozwiniętych społeczeństw" a bulimię "leczy się" antydepresantami.

                  > Ogólnie chcę powiedzieć, że jeśli Twoją tezą jest, że brak seksu to nie problem
                  > , bo można sobie zawiązać na supeł, to zobowiązuje Cię to do podobnej odpowiedz
                  > i w połowie wątków na tym Forum :).

                  Nie, raczej sugeruję, że problemem nie jest potrzeba posiadania rozwiązanego 24/24

                  > > Są testy. Wszystko się mierzy, stany lękowe, paranoję, psychopatię etc.
                  > > Najwiekszym narzędziem jest Minnessota:
                  > > pl.wikipedia.org/wiki/MMPI
                  >
                  > no tak, ale kwestionariuszem to można zmierzyć wszystko - w podobny sposób "bra
                  > k powodzenia u kobiet" można zmierzyć jeszcze łatwiej.

                  Tak, ale ten pomiar waży na decyzjach i to działa, wiec coś jednak mierzy.
                  Ja wiem, ze do końca nie wiadomo co mierzy, ale to ten sam problem co z pomiarem IQ, tez za bardzo nie wiadomo co to takiego, ale ma zastosowanie i działa.

                  > > Nic nie szkodzi, nie wymagasz takiej pomocy więc wątpliwości te są bez zn
                  > aczeni
                  > > a :)
                  >
                  > ale ja, altruistycznie dla dobra ogółu :)

                  Altruistycznie to by było zamilknąć a nie zniechęcać ;)
                  • yoric Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 21.04.14, 12:39
                    > W korze nie ma pierwodnych popędów.

                    to się zgadza

                    > Kora to w zasadzie duży, wydajny kompuret po świeżym discformat.

                    a to już nie. Kiedyś ludziom się tak wydawało, ale od dawna ta koncepcja jest już nieaktualna. Kora jest także ukształtowana naszą ewolucją, dzięki czemu np. jednych rzeczy uczymy się łatwiej, a innych opornie albo w ogóle.

                    > Np. leki przeciwlękowe zmniejszają libido, to powinno Ci dać do myślenia.

                    jeśli coś komuś powinno dać do myślenia, to właśnie fakt, że mogąc łatwo zmniejszyć libido lekami przeciwlękowymi ludzie najczęśćiej w ogóle nie uważają tego za rozwiązanie!

                    >Ale zauważ że nie 100% a zdeje się że wg Twojej argumentacji tak stać sie powinno.

                    tu jest jakieś radykalne nieporozumienie, może warto je rozpoznać, bo może spieramy się niepotrzebnie, a wystarczy tylko uzgodnić pojęcia.

                    > Tak, ale ten pomiar waży na decyzjach i to działa, wiec coś jednak mierzy.

                    i dobrze - ja jestem pragmatykiem, więc jeśli coś się sprawdza w działaniu to mi wystarczy. Albo nawet jeśli jest słabe, ale lepsze niż alternatywy.
                    Natomiast moja teza jest taka, że dokładnie po tej samej linii możemy odnieść się do problemu braku powodzenia u kobiet, łącznie z mierzalnością i uleczalnością, i że jedyna różnica jest taka, że jedno uważa się za poważne, a drugie za niepoważne.
                    • druginudziarz Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 21.04.14, 13:09
                      yoric napisał:

                      > > W korze nie ma pierwodnych popędów.
                      >
                      > to się zgadza
                      >
                      > > Kora to w zasadzie duży, wydajny kompuret po świeżym discformat.
                      >
                      > a to już nie. Kiedyś ludziom się tak wydawało, ale od dawna ta koncepcja jest j
                      > uż nieaktualna. Kora jest także ukształtowana naszą ewolucją, dzięki czemu np.
                      > jednych rzeczy uczymy się łatwiej, a innych opornie albo w ogóle.

                      Ej, a komputer/dysk nawet sformatowany nie ma jakies architektury tworzących defioniującej możliwości i ograniczenia?
                      Jasne że kota nie nauczysz zachować społecznych a człowieka odróżniania z kilometra kamienia od myszy.

                      > > Np. leki przeciwlękowe zmniejszają libido, to powinno Ci dać do myślenia.
                      >
                      > jeśli coś komuś powinno dać do myślenia, to właśnie fakt, że mogąc łatwo zmniej
                      > szyć libido lekami przeciwlękowymi ludzie najczęśćiej w ogóle nie uważają tego
                      > za rozwiązanie!

                      Nie sugeruję, że to rozwiązanie, pokazuję zbieżności.
                      Farmakologia z problemach ze sobą nie jest rozwiazaniem, jest tylko mozliwością ugaszenia pożaru. Natomiast tu zastanawiam sie skąd ten pożar (na poziomie synaptycznym).

                      > >Ale zauważ że nie 100% a zdeje się że wg Twojej argumentacji tak stać sie
                      > powinno.
                      >
                      > tu jest jakieś radykalne nieporozumienie, może warto je rozpoznać, bo może spie
                      > ramy się niepotrzebnie, a wystarczy tylko uzgodnić pojęcia.

                      Skoro 100% ludzi ma jaskiniowy popęd żarcia słodko i tłusto to wobec powszechnej dostępności jednego i drugiego wszyscy powinni mieć nadwagę. Tymczasem najnormalniej część ludzi je rozsądnie.

                      > > Tak, ale ten pomiar waży na decyzjach i to działa, wiec coś jednak mierzy
                      > .
                      > i dobrze - ja jestem pragmatykiem, więc jeśli coś się sprawdza w działaniu to m
                      > i wystarczy. Albo nawet jeśli jest słabe, ale lepsze niż alternatywy.

                      A to ja wiem, dlatego poszedłem w taka argumenrtację ;)

                      > Natomiast moja teza jest taka, że dokładnie po tej samej linii możemy odnieść s
                      > ię do problemu braku powodzenia u kobiet, łącznie z mierzalnością i uleczalnośc
                      > ią, i że jedyna różnica jest taka, że jedno uważa się za poważne, a drugie za n
                      > iepoważne.

                      OK, no to wprost zapytam, nie widzisz roli kultury w rozseksualizowaniu społeczeństwa? Uważasz, że zawsze chuć była na takim poziomie?
                      • yoric Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 21.04.14, 13:35
                        > Skoro 100% ludzi ma jaskiniowy popęd żarcia słodko i tłusto to wobec powszechnej dostępności jednego i drugiego wszyscy powinni mieć nadwagę. Tymczasem najnormalniej część ludzi je rozsądnie.

                        no ale właśnie je rozsądnie MIMO popędu.
                        To raz, a dwa że w psychologii 100% nigdy nie ma zastosowania.
                        Tak jak mogę wyjrzeć za okno i znajdę parę "mężczyzna-kobieta", w której kobieta będzie silniejsza, ale to nie dowodzi, że mężczyźni nie są silniejsi od kobiet. Bo są, co można zmierzyć, można wyjaśnić na poziomie mechanizmu (hormony, a także rola kultury), i można dobrze opisać ewolucyjnie jako adaptację (większa rola siły w dostosowaniu mężczyzn, niż kobiet). To się ukształtowało 'w jaskini' (a dokłądniej na sawannie) i nadal działa, łącznie z rolą w doborze płciowym, tj. że kobiety generalnie podniecają silne a nie słabe męskie ciała.
                        A to, że jedna, czy druga kobieta podnosi ciężary nie zaprzecza całości zjawiska.
                        Tak samo mamy pojedynczych ludzi, którzy nie lubią słonego, a z drugiej mamy kopalnie soli i potężny przemysł.

                        > OK, no to wprost zapytam, nie widzisz roli kultury w rozseksualizowaniu społecz
                        > eństwa? Uważasz, że zawsze chuć była na takim poziomie?

                        widzę, widzę. Uważam, że kultura amplifikuje to, do czgo natura dała podstawy. Np. jak rozszerzone źrenice wydają się nam atrakcyjne, to bierzemy photoshopa i rozszerzamy jej jeszcze bardziej, itd. I tak samo z seksem - faktycznie amplifikuje, ale to, co już w nas jest.
                        • druginudziarz Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 21.04.14, 13:50
                          yoric napisał:

                          > > Skoro 100% ludzi ma jaskiniowy popęd żarcia słodko i tłusto to wobec pows
                          > zechnej dostępności jednego i drugiego wszyscy powinni mieć nadwagę. Tymczasem
                          > najnormalniej część ludzi je rozsądnie.
                          >
                          > no ale właśnie je rozsądnie MIMO popędu.

                          No bo kora czuwa.
                          Z tego samego powodu nie odczuwamy przemożnej chęci kopulowania z każdą kobietą na ulicy (choć czytałem i o takich patologiach).

                          > Tak samo mamy pojedynczych ludzi, którzy nie lubią słonego, a z drugiej mamy ko
                          > palnie soli i potężny przemysł.

                          Gusty żywieniowe nawmocniej kształtują się w dzieciństwie, a największy wpływ mam matka.
                          Ale ok, to juz bardzo offtopiczny offtpop ;)

                          > widzę, widzę. Uważam, że kultura amplifikuje to, do czgo natura dała podstawy.
                          > Np. jak rozszerzone źrenice wydają się nam atrakcyjne, to bierzemy photoshopa i
                          > rozszerzamy jej jeszcze bardziej, itd. I tak samo z seksem - faktycznie amplif
                          > ikuje, ale to, co już w nas jest.

                          A ja w sumie byłem niemal pewien że się że mną zgodzisz ;)
                          Wiesz, ja długo niedoceniałem roli inprintingu u ludzi, również w sferze upodobań seksualnych.
                          Niby już wieki temu czytałem o różnych "kazusach" ale raczej traktowałem je jako przyczynek do niezbyt mądrych żartów.
                          Teraz w zasadzie jestem przerażony.
                          • hello-kitty2 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 21.04.14, 15:06
                            druginudziarz napisał:

                            > Gusty żywieniowe nawmocniej kształtują się w dzieciństwie, a największy wpływ m
                            > am matka.

                            A to bys mogl rozwinac? Nie zadna prowokacja. Moj i mojego syna przyklad wskazuje, ze to twierdzenie jest nieprawdziwe. Dla mnie zdrowe zywienie jest bardzo wazne, a moj syn idzie w fastfood i niedozywienie. Wiec gdzie tu wplyw matki? Wyjasnisz?

                            > Ale ok, to juz bardzo offtopiczny offtpop ;)

                            Chyba sie tym nie przejmujesz? Depresje, samobojstwa i terapie to tez przeciez offtop. Jak tak dalej pojdzie wejdziewmy w omawianie chorob wlasnych, jak w domu starcow ;)

                            Btw, bo pislaes, ze pracujesz nad piekna pisanina, to podpowiem, ze w 'sorry' podwojne 'r'.
                          • yoric Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 21.04.14, 18:41
                            Ale co Ty z tą korą w ogóle. Wizja, że układ limbiczny to id, a kora (albo nawet płaty czołowe) to superego to jest jedynie przybliżenie z czasów Freuda. Gdyby kora miała wyłącznie hamować, po co byłoby jej kilka razy więcej, niż reszty mózgu?
                            I metafora komputera też pasuje do niej tylko w ograniczonym stopniu, bo zasadą komputera jest to, że jest domain-general i content-independent, a ludzki mózg odwrotnie, uczy się lepiej lub gorzej w zależności od treści i domeny - najprostszy przykład mnemotechniki (które dla komputera w ogóle nie mają sensu).

                            > Gusty żywieniowe nawmocniej kształtują się w dzieciństwie, a największy wpływ m
                            > am matka.

                            ale kształtują się wewnątrz pewnej ramy, którą wyznaczają ogólne preferencje smakowe gatunku. Mamy problem z cukrem i solą, które nie wnoszą żadnych wartości odżywczych, a są masowo pakowane do żywności - po co? Jeśli wystarczyłoby powiedzieć mamom,żeby inaczej karmiły, albo włączyć korę...

                            A mówiąc inaczej, psa też możesz nauczyć chodzić na dwóch nogach, ale to słaby argument, że to z natury dwunożne zwierzę.
                            • mojemail3 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 21.04.14, 20:49
                              yoric napisał:

                              (...)"Mamy problem z cukrem i solą, które nie wnoszą żadnych wartości odżywczych, a są masowo pakowane do żywności - po co? Jeśli wystarczyłoby powiedzieć mamom,żeby inaczej karmiły, albo włączyć korę...(...)"

                              Zgłaszam się do odpowiedzi,rozwiązać zagadkę soli i cukru...Środki konserwujące naturalne,oto po co się stosuje...
                              A dlaczego lubimy? Jak większość zwierząt, najlepsze żródło energii zawarte w owocach, jak są to się je je;-)
                              • yoric Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 22.04.14, 01:37
                                No i właśnie - kiedyś tak było i po tych czasach pozostała nam ciagota do słodkiego, która teraz jest kompletnie nieprzydatna, ale pozbyć się jej nie tak łatwo!
            • rekreativa Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 21.04.14, 12:03
              Chyba nie zrozumiałeś, o co mi chodzi.
              Chciałam powiedzieć, że za brakiem powodzenia u kobiet może stać masa rzeczy typu nieśmiałość, lęk, uprzedzenia, powtarzanie schematów z przeszłości, nawet taka banalność jak nieprzyjemny zapach z ust, z którego delikwent może sobie nie zdawać sprawy.
              A za tym z kolei wszystkim może stać coś jeszcze głębszego.
              MOże się również okazać, że delikwent interpretuje rzeczywistość przez pryzmat tego, co sobie w głowie zakodował, a nie tego, jak jest - twierdzi, że nie ma powodzenia, a w rzeczywistości np. ma, ale nie u tych pań, u których by chciał.
              Czego uczy PUA? Tylko to lepsze, nie to burackie. Pewnych umiejętności interpersonalnych - to są rzeczy, których można się nauczyć. Swój lęk - przed ośmieszeniem, odrzuceniem, zabraniem głosu, zatańczeniem na oczach innych itp. również można oswoić. Są na to rozmaite techniki.
              Jeśli pójdziesz do terapeuty, to on może Ci pomóc ustalić, co tak właściwie kryje się za tym brakiem powodzenia u kobiet i co można z tym zrobić.
              Jeśli delikwent uważa, że nie ma powodzenia, bo nie zarabia pięciu średnich krajowych, to jego zniekształconą percepcję rzeczywistości też można nieco naprostować. Jeśli nie prezentuje się zbyt zachęcająco, to można posłać do stylisty, dentysty, na siłkę.
              Itd. itp.
              Przede wszystkim jednak terapeuta może pomóc gościowi zrozumieć, że ze wszystkim coś da się zrobić, czy nadrobić. "Przypadki beznadziejne", o jakich wspomina bitch , to jakaś mega rzadkość, o ile w ogóle można o takich mówić.
              Bo jaki to miałby być ten beznadziejny przypadek, skoro nawet ludzie ciężko chorzy, okaleczeni, bez nóg, rąk itp. znajdują partnerów?

              PS Co do powagi danego problemu, to jest tutaj pewne kryterium, a mianowicie, na ile dany problem zaburza normalne codzienne funkcjonowanie jednostki.
              Jeśli człowiek np. w depresji jest w takim stanie, że przestaje dbać o higienę, jeść, wstawać z wyrka, to nie funkcjonuje już prawidłowo- nie funkcjonuje nawet samodzielnie, bo trzeba się nim wtedy opiekować. Nie może pracować, zarabiać na siebie, nie może załatwić sprawy w urzędzie itp. Podobnie, jeśli ktoś np. ma agorafobię i lęk dochodzi do takiego poziomu, że człowiek jest niezdolny opuścić mieszkania. Albo anorektyczka, która nie je i stanowi zagrożenie dla własnego zdrowia i życia.
              Ten brak powodzenia u kobiet może również rozmaicie wpływać na człowieka - od lekkiego doła, przez wkurw na babski ród, po stany depresyjne. Więc powaga sytuacji zależy w tym momencie od konkretnego przypadku.
              Może być też tak, że brak powodzenia u kobiet niespecjalnie faceta wzrusza, więc nie da się arbitralnie określić, że brak powodzenia u kobiet jest bezwzględnie sprawą poważną, albo bezwzględnie bzdetem, którym nie warto zawracać komuś głowy.
              • yoric Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 21.04.14, 13:08
                Generalnie się z tym wszystkim zgadzam (niepokojąco częste w Twoim przypadku).
                Więc może wróćmy do moich tez, a te są takie:
                - problemy, z którymi chodzi się do specjalistów są w sporej części wydumane
                - skuteczność specjalistów jest mniejsza, niż się zakłada
                - problem słabego powodzenia u kobiet jest nie bardziej wydumany niż *przynajmniej część* tych, z którymi odsyła się do specjalistów
                - z problemem braku powodzenia można zapewne udać się do 'zwykłego' psychoterapeuty, ale rozwiązanie to widzę jako mniej skuteczne i bardziej kosztowne czasowo i pieniężnie, niż PUA.

                Summa summarum jeśli do specjalisty wysyłamy Gexa, nie widzę powodów, żeby (ta lepsza wersja) PUA nie cieszyła się podobnym statusem w swojej działce.
                • druginudziarz Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 21.04.14, 13:27
                  yoric napisał:

                  > Generalnie się z tym wszystkim zgadzam (niepokojąco częste w Twoim przypadku).

                  Bo pięknie i syntetycznie napisane, ja przyznaje, nie mam tyle cierpliwości.
                  Ale pracuję nad tym ;)

                  > Summa summarum jeśli do specjalisty wysyłamy Gexa, nie widzę powodów, żeby (ta
                  > lepsza wersja) PUA nie cieszyła się podobnym statusem w swojej działce.

                  Jeśli chory na depresje np. zaniedbuje higienę osobistą to gdzie mu to nawet najlepsze PUA chcesz wsadzić? Zresztą, nawet nie musi być chory na depresje, wystarczy że samoocena leży i kwiczy.
                • rekreativa Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 21.04.14, 14:15
                  " - problemy, z którymi chodzi się do specjalistów są w sporej części wydumane"

                  A możesz mi powiedzieć, na jakiej właściwie podstawie ten wniosek?
                  Bo ja jednak odniosłam wrażenie - ze swoich kontaktów z terapią - że raczej same poważne i ponure sprawy ludzi tam sprowadzają. Nieraz wręcz, słuchając koleżanek i kolegów na terapii grupowej myślałam sobie, że ja to mam szczęście, że tylko tyle mnie spotkało, co mnie spotkało.

                  A druga rzecz: nawet jeśli by tak było i faktycznie większość ludzi po prostu zawracałaby terapeutom dupę pierdołami, to czy to jest wina terapeutów? I czy to w jakikolwiek sposób świadczy o psychologii jako takiej, czy o skuteczności terapii?

                  "- skuteczność specjalistów jest mniejsza, niż się zakłada"

                  Znowuż - skąd to mamy wiedzieć? Skuteczność terapii to w głównej mierze odczucie subiektywne. I w ogromnym stopniu zależy od klienta.
                  To tak jak z edukacją - nawet najlepszy nauczyciel nie nauczy kogoś, kto postanowił bojkotować wszelkie jego działania i próby zmotywowania do nauki.
                  Są tacy ludzie, sama znałam taką koleżankę, którzy terapeutyzują się przez 15 lat i oczywiście nic z tego nie wynika, bo zmieniają terapeutów po trzech wizytach - a zmieniają, bo terapeuci nie powiedzieli tego, co oni by chcieli usłyszeć.
                  Trzeba pamiętać o tym, że nie każdy idzie na terapię z własnej woli i potrzeby - czasem idzie, żeby żona nie dziamdziała, albo dlatego, że starzy kazali.
                  Po drugie - nie każdy, nawet jeśli przyszedł z własnej woli, jest faktycznie nastawiony na zmianę. To jest częsty przypadek - delikwent, który pragnie, żeby terapeuta mu pomógł, niczego nie zmieniając w jego życiu. Czyli żeby było tak jak jest, ale jednak inaczej.
                  Po trzecie - są ludzie, którzy lepiej od terapeuty wiedzą, jak powinna wyglądać ich terapia. Jeśli terapeuta sugeruje, że się mylą w tym względzie, zmieniają terapeutę i rozpowiadają znajomym, że ten to był beznadziejny.
                  Po czwarte - są ludzie, którzy nie trafili na pasującego do nich terapeutę. To tak jak w związku - z jedną kobietą się świetnie dogadujesz, a z drugą nijak nie idzie. I nie dlatego, że ta druga jest gorsza, ale po prostu jesteście zbyt inni. Ja sama zmieniłam terapeutkę po kilku sesjach - nie dlatego, że uważałam ją za kiepską, ale dlatego, że jej sposób prowadzenia terapii był dla mnie za łagodny. Po prostu czułam, że przy tej pani to ja się do niczego nie zmobilizuję.

                  " problem słabego powodzenia u kobiet jest nie bardziej wydumany niż *przynajmn
                  > iej część* tych, z którymi odsyła się do specjalistów"

                  Można by się zgodzić, aczkolwiek ja w ogóle nie używałabym słowa "wydumany" dla ludzkich problemów. Taki człowiek przecież może autentycznie wierzyć, że jego problem jest ogromny jak Himalaje i może autentycznie się nim zadręczać. Obiektywnie rzecz biorąc, może to być problem dość banalny i prosty do rozwiązania, a zadaniem terapeuty w takim przypadku będzie próba skłonienia delikwenta, by spojrzał na sprawę we właściwych proporcjach.

                  " z problemem braku powodzenia można zapewne udać się do 'zwykłego' psychoterap
                  > euty, ale rozwiązanie to widzę jako mniej skuteczne i bardziej kosztowne czasow
                  > o i pieniężnie, niż PUA."

                  I znowu - zależy jak dojmujący jest ten problem braku powodzenia i jak wpływa na życie faceta. Oraz jak mu idzie w innych dziedzinach. Czasem faktycznie wystarczy jakiś kurs uwodzenia, asertywności, czy czegoś w tym guście. Kwestia bardzo indywidualna.
                  • yoric Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 21.04.14, 18:55
                    I znowu zgoda. Odnoszę wrażenie, ze się nie spieramy, tylko docieramy pojęcia.
                    Może źle użyłem słowa 'wydumany'. Po prostu widzę, że niedługo będzie więcej terapeutów niż reszty ludzi, a biega się do nich ze sprawami, z którymi dawniej by się poszło pogadać z przyjaciółką - i jakoś sobie ludzie radzili. To nie silny argument - w końcu dawniej ludzie radzili sobie np. bez środków przeciwbólowych. Mi się to po prostu nie podoba, tak jak komuś nie podoba się forma "poszłem", czy "w gazie pisze", ale nie mam przeciwko temu mocnych argumentów. Po prostu podejrzewam, że takie terapie nie są jakoś specjalnie skuteczne, ale ok, cokolwiek ludziom pomaga, jest ok.
                    Ale jeśli tak, to domagam się podobnego statusu i podobnego traktowania dla PUA :).
                    • mojemail3 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 21.04.14, 20:53
                      yoric napisał:

                      (...)" Po prostu widzę, że niedługo będzie więcej terapeutów niż reszty ludzi, a biega się do nich ze sprawami, z którymi dawniej by się poszło pogadać z przyjaciółką - i jakoś sobie ludzie radzili (...)"

                      Bez przesady. Terapeuta teraz to jak znachor czy szaman kiedyś,jak starszyzna plemienna. Nie żyjemy we wspólnotach, a zagubieni jesteśmy jak każdy człowiek od zarania istnienia.

                      (...)"To nie silny argument - w końcu dawniej ludzie radzili sobie np. bez środków przeciwbólowych(...)"

                      Środki przeciwbólowe na zabicie bólu duszy to teraz wszelkiej maści uzależnienia.
                      Z bólem głowy w sensie dosłownym też można sobie radzić bez chemicznych środków,są sposoby.
                    • druginudziarz Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 21.04.14, 22:26
                      yoric napisał:

                      > I znowu zgoda. Odnoszę wrażenie, ze się nie spieramy, tylko docieramy pojęcia.
                      > Może źle użyłem słowa 'wydumany'. Po prostu widzę, że niedługo będzie więcej te
                      > rapeutów niż reszty ludzi, a biega się do nich ze sprawami, z którymi dawniej b
                      > y się poszło pogadać z przyjaciółką - i jakoś sobie ludzie radzili.

                      Dawniej czystą wodę do picia brało się ze strumienia, dziś się ją kupuje w butelce.
                      Dawniej po aktywnosć fizyczną nie trzeba było jechać specjalnie do klubu fitnes i za to jeszcze płacić abonament.
                      Dawniej ekologiczne warzywa miało sie za oknem w ogrodzie.
                      Być może dobro pt "przyjaciel" jest dziś też trudno dostępne wbrew pozorom, a osoby które faktycznie mają przyjaciół z psychoterapii korzystać nie muszą.

                      > Ale jeśli tak, to domagam się podobnego statusu i podobnego traktowania dla PUA
                      > :)

                      W zasadzie już dostałeś na to błogosławieństwo :)
                      Skoro pomaga w zakresie kompetencji interpersonalnych to to jest jakby psychoterapia.
                      Pytanie otwarte: w jakiego rodzaju problemach taka terapia jest skuteczna.
                      • zawle Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 21.04.14, 23:27
                        druginudziarz napisał: > W zasadzie już dostałeś na to błogosławieństwo :)
                        > Skoro pomaga w zakresie kompetencji interpersonalnych to to jest jakby psychote
                        > rapia.
                        > Pytanie otwarte: w jakiego rodzaju problemach taka terapia jest skuteczna.

                        Ale model z ciebie nudziarz:))))
                      • yoric Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 22.04.14, 01:27
                        > Dawniej po aktywnosć fizyczną nie trzeba było jechać specjalnie do klubu fitnes

                        też mnie to rozwala, jechać samochodem i potem wjeżdżać na ruchomych schodach...

                        > Być może dobro pt "przyjaciel" jest dziś też trudno dostępne wbrew pozorom, a o
                        > soby które faktycznie mają przyjaciół z psychoterapii korzystać nie muszą.

                        ale mam wrażenie, że zaczynają korzystać. Z wodą dobry przykład, na całym zachodzie i gdzieniegdzie w Polsce (np. w Warszawie) z kranu leci pitna, ale w głowach wszyscy mają, że trzeba kupić w butelce.
                        No i jeszcze jedno, od specjalisty można wymagać efektów, jak od maści na wysypkę.
                        • hello-kitty2 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 22.04.14, 05:50
                          yoric napisał:

                          Z wodą dobry przykład, na całym zacho
                          > dzie i gdzieniegdzie w Polsce (np. w Warszawie) z kranu leci pitna, ale w głowa
                          > ch wszyscy mają, że trzeba kupić w butelce.

                          "Wszyscy'' maja? U mnie w kraju barbarzynskim, gdzie woda w automacie kosztuje tyle co cola czy icetea czyli za pol litra 2,5 euro pija z kranu i to bez gotowania. No ale jak wiesz lepiej co na zachodzie pija i co w glowach maja.
                          • yoric Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 22.04.14, 10:52
                            > No ale jak wiesz lepiej co na zachodzie pija i co w glowach maja.

                            ???
                            • hello-kitty2 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 22.04.14, 16:50
                              yoric napisał:

                              > > No ale jak wiesz lepiej co na zachodzie pija i co w glowach maja.
                              >
                              > ???

                              yoric napisał:

                              > na całym zachodzie (...) z kranu leci pitna, ale w głowach wszyscy mają, że trzeba kupić w butelce.

                              ;-) Dobra juz sie nie czepiam. Informuje tylko, ze ''na zachodzie'' pijemy z kranu ;)
                              • that.bitch.is.sick Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 22.04.14, 17:07
                                hello-kitty2 napisała:

                                > yoric napisał:
                                >
                                > > > No ale jak wiesz lepiej co na zachodzie pija i co w glowach maja.
                                > >
                                > > ???
                                >
                                > yoric napisał:
                                >
                                > > na całym zachodzie (...) z kranu leci pitna, ale w głowach wszyscy mają,
                                > że trzeba kupić w butelce.
                                >
                                > ;-) Dobra juz sie nie czepiam. Informuje tylko, ze ''na zachodzie'' pijemy z kr
                                > anu ;)

                                Ci emigranci z wiecznymi kompleksami. Jakie to ma znaczenie gdzie ty mieszkasz? I jak to się ma do uwagi o spożyciu wody butelkowej?
                                • hello-kitty2 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 22.04.14, 18:57
                                  that.bitch.is.sick napisała:

                                  > > yoric napisał:
                                  > >
                                  > > > na całym zachodzie (...) z kranu leci pitna, ale w głowach wszyscy
                                  > mają,
                                  > > że trzeba kupić w butelce.
                                  > >
                                  > > ;-) Dobra juz sie nie czepiam. Informuje tylko, ze ''na zachodzie'' pijem
                                  > y z kr
                                  > > anu ;)
                                  >
                                  > Ci emigranci z wiecznymi kompleksami. Jakie to ma znaczenie gdzie ty mieszkasz?
                                  > I jak to się ma do uwagi o spożyciu wody butelkowej?

                                  A czy ja sie wpowiadalam o spozyciu wody butelkowej, o emigrantach albo o kompleksach? Ja podaje, ze Holendrzy "maja w glowach" picie wody z kranu. Nieprawda jest zatem, ze "WSZYSCY" maja w glowie ''na calym zachodzie", ze "TRZEBA" kupic wode w butelce. Ale jesli do teorii pasuje Yoricowi jak wyzej podal to prosze bardzo, az tak mi nie zalezy prostowac. A Twoje teorie to mnie w ogole nie obchodza. Ale moze kogos obchodzi, jak badasz kompleksy emigranta na bazie picia wody z kranu ;-)
                                  • kutuzow Rynek wody butelkowanej w Europie 23.04.14, 09:59
                                    hello-kitty2 napisała:
                                    > Ja podaje, ze Holendrzy "maja w glowach" picie wody z kranu. Nieprawda
                                    > jest zatem, ze "WSZYSCY" maja w glowie ''na calym zachodzie", ze "TRZEBA" kupic
                                    > wode w butelce. Ale jesli do teorii pasuje Yoricowi jak wyzej podal to prosze
                                    > bardzo, az tak mi nie zalezy prostowac.

                                    Kitty, oboje macie rację. Yorick gdy pisze, że zachód oszalał na punkcie wody w butelkach. Jeszcze w latach 70-tych nie było czegoś takiego jak rynek wody butelkowanej. Kto chciał pił wodę z kranu. To że on powstał w ogóle to zasługa dużych firm (jak Coca-Cola) która ma także marki wody mineralnej i innych. Polecam film "Biznes w butelce". Zobacz, że butelka wody często jest droższa od mleka, soków czyli produktów gdzie koszt wyprodukowania jest nieproporcjonalnie wyższy.

                                    Ty za to masz rację gdy piszesz, że Holendrzy oparli się tej modzie. Faktycznie jak się spojrzy na dane:
                                    efbw.eu/bwf.php?classement=07
                                    to Holandia jest krajem gdzie pije jej się najmniej (w przeliczeniu na osobę).
                                    4 razy mniej niż w Polsce i 8 razy mniej niż w Niemczech.
                                    • mojemail3 Re: Rynek wody butelkowanej w Europie 23.04.14, 10:23
                                      kutuzow napisał:

                                      (...)" Jeszcze w latach 70-tych nie było czegoś takiego jak rynek wody butelkowanej. Kto chciał pił wodę z kranu. To że on powstał w ogóle to zasługa dużych firm (jak Coca-Cola) która ma także marki wody mineralnej i innych(...)"

                                      E tam. Rynek wód mineralnych istniał jak najbardziej, tylko mniej się jej piło, choć paradoksalnie...czystość wód w rzekach, a tym samych wody w kranie ( wodociągowej ) była gorsza.Przecież marki polskich wód mineralnych ( doskonałych) są obecne w handlu pewnie od ponad 100 lat...
                                      mineralne.pgi.gov.pl/rozlewnictwo.html?id=2434
                                      Chyba że rozciągamy definicję wody butelkowanej na wszystko, wody żródlane, stołowe, ale roli koncernu coca cola bym nie przeceniała...( wtedy rzeczywiście lepiej i taniej pić kranówę...)
                                      Ja tam sobie piję pasjami wody z Beskidu Sądeckiego;-)
                                      • kutuzow Re: Rynek wody butelkowanej w Europie 23.04.14, 11:59
                                        mojemail3 napisała:
                                        > E tam. Rynek wód mineralnych istniał jak najbardziej, tylko mniej się jej piło

                                        Wiesz kluczowe tutaj jest to słowo MNIEJ. To że istniały wcześniej marki i ludzie pili wodę, szczególnie ta gazowaną lub mineralną (ze źródeł nazwijmy je leczniczymi) to fakt. To jednak była niewielka skala. trochę jak byśmy teraz porównywali pijących Yerba Mate do popularności herbaty ekspresowej.

                                        Zobacz na wykres- on najlepiej obrazuje SKALĘ wzrostu konsumpcji.
                                        b-i.forbesimg.com/williampentland/files/2013/04/BottledWater-per-capita-2012.jpg
                                        podobne dane wzrostu rynku są tutaj:
                                        www.fiberwater.com/industry_bwi.php#1
                                      • that.bitch.is.sick Re: Rynek wody butelkowanej w Europie 23.04.14, 14:29
                                        mojemail3 napisała:


                                        > Chyba że rozciągamy definicję wody butelkowanej na wszystko, wody żródlane, sto
                                        > łowe, ale roli koncernu coca cola bym nie przeceniała...( wtedy rzeczywiście le
                                        > piej i taniej pić kranówę...)
                                        > Ja tam sobie piję pasjami wody z Beskidu Sądeckiego;-)

                                        Ja pijam wody wysokozmineralizowane, czyli takie które mają powyżej 1500 mg/dm³ składników mineralnych, ale nie w celu ogólnego nawadniania się tylko z umiarem bo lubię smak niektórych i zwracając uwagę na zawartość, aby się nawadniać pijam zwykłe wody.
                                        Trzeba je odróżnić od wód źródlanych i stołowych, które też są butelkowane i sprzedawane. Te które maja mniejszą zawartość składników mineralnych, nie różnią się od kranówki, więc nie warto ich kupować.
                                  • that.bitch.is.sick Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 23.04.14, 12:40
                                    hello-kitty2 napisała:

                                    > A czy ja sie wpowiadalam o spozyciu wody butelkowej, o emigrantach albo o kompl
                                    > eksach? Ja podaje, ze Holendrzy "maja w glowach" picie wody z kranu. Nieprawda
                                    > jest zatem, ze "WSZYSCY" maja w glowie ''na calym zachodzie", ze "TRZEBA" kupic
                                    > wode w butelce. Ale jesli do teorii pasuje Yoricowi jak wyzej podal to prosze
                                    > bardzo, az tak mi nie zalezy prostowac. A Twoje teorie to mnie w ogole nie obch
                                    > odza. Ale moze kogos obchodzi, jak badasz kompleksy emigranta na bazie picia wo
                                    > dy z kranu ;-)

                                    Ale ty doszukujesz się w cudzych wypowiedziach jakiś ataków na siebie z którymi musisz walczyć, kompletnie od czapy pisząć o swoim piciu wody, czy piciu wody w kraju twojego zamieszkania, gdy to kompletnie nie ma żadnego związku z sensem wypowiedzi, której się uczepiłaś. Ciężko tu nie widzieć że masz problem z interpretacją cudzej wypowiedzi zgodnie z jej treścią a nie przez pryzmat twoich osobistych histerii.
                                    Myślę nudziarz słusznie zauważa idiotyzm sprzedaży i picia wody butelkowej w krajach rozwiniętych gdzie najczęściej jest dostęp do wodociągów i ujęć wody badanej, zdatnej do picia - w tych krajach pije się wodę w butelce. Natomiast krajach rozwijających się gdzie nie ma często dostępu do źródeł bezpiecznej wody pitnej, nikt wody w butelce nie pije. To słuszny argument za tym że ogólnie popyt na wodę w butelce, o czym świadczy sama jej podaż na półkach sklepowych, żadnych danych ma musu podawać, jest związana z sztucznym wykreowaniem przez marketingowców w latach bodajże dziewięćdziesiątych mody na picie wody w butelce, wraz z kultem zdrowego trybu życia.
                                    Być może teraz nastąpi przeżycie się tej mody, butelek wielokrotnego użytku na wodę itd. i zwiększenia świadomości tego tematu.
                                    Co to ma jednak wspólnego z twoim histerycznym krzykiem, że ty wiesz najlepiej ze wszystkich co się dzieje na zachodzie, skoro my też wiemy bo jesteśmy częścią tych globalnych zjawisk.
                                    I wiemy że nadal jest popyt na wodę butelkową, nie ma tu żadnego znaczenia co pijesz ty i twoi sąsiedzi. I co zaobserwowałaś.
                                    • that.bitch.is.sick Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 23.04.14, 14:10
                                      tfu yoric zauważa:P
                                      :))) ups, już a kysz z tym nudziarzem, czemu mi się napisał jego nick?
                                    • hello-kitty2 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 23.04.14, 21:18
                                      that.bitch.is.sick napisała:

                                      > hello-kitty2 napisała:
                                      > Ja podaje, ze Holendrzy "maja w glowach" picie wody z kranu. Nieprawda jest zatem, ze >"WSZYSCY" maja w glowie ''na calym zachodzie", ze "TRZEBA" kupic wode w butelce.

                                      > Ale ty doszukujesz się w cudzych wypowiedziach jakiś ataków na siebie z którymi
                                      > musisz walczyć, kompletnie od czapy pisząć o swoim piciu wody, czy piciu wody
                                      > w kraju twojego zamieszkania, gdy to kompletnie nie ma żadnego związku z sensem
                                      > wypowiedzi, której się uczepiłaś. Ciężko tu nie widzieć że masz problem z inte
                                      > rpretacją cudzej wypowiedzi zgodnie z jej treścią a nie przez pryzmat twoich os
                                      > obistych histerii.
                                      > Myślę nudziarz słusznie zauważa idiotyzm sprzedaży i picia wody butelkowej w kr
                                      > ajach rozwiniętych gdzie najczęściej jest dostęp do wodociągów i ujęć wody bada
                                      > nej, zdatnej do picia - w tych krajach pije się wodę w butelce. Natomiast kraja
                                      > ch rozwijających się gdzie nie ma często dostępu do źródeł bezpiecznej wody pit
                                      > nej, nikt wody w butelce nie pije. To słuszny argument za tym że ogólnie popyt
                                      > na wodę w butelce, o czym świadczy sama jej podaż na półkach sklepowych, żadnyc
                                      > h danych ma musu podawać, jest związana z sztucznym wykreowaniem przez marketin
                                      > gowców w latach bodajże dziewięćdziesiątych mody na picie wody w butelce, wraz
                                      > z kultem zdrowego trybu życia.
                                      > Być może teraz nastąpi przeżycie się tej mody, butelek wielokrotnego użytku na
                                      > wodę itd. i zwiększenia świadomości tego tematu.
                                      > Co to ma jednak wspólnego z twoim histerycznym krzykiem, że ty wiesz najlepiej
                                      > ze wszystkich co się dzieje na zachodzie, skoro my też wiemy bo jesteśmy części
                                      > ą tych globalnych zjawisk.
                                      > I wiemy że nadal jest popyt na wodę butelkową, nie ma tu żadnego znaczenia co p
                                      > ijesz ty i twoi sąsiedzi. I co zaobserwowałaś.

                                      Ja sie odnioslam do slow, ktore wyluszczylam drukowanymi literami i w cudzyslowie. Z samym sensem wypowiedzi zgadzam sie dlatego uwazam, ze wiadomosc ktora podalam jest dobra wiadomoscia (=warta przekazania), a mianowicie, ze sa ludzie, ktorzy tej pogoni do butelki potrafia (ale tez maja warunki majac wode pitna w kranie) sie oprzec. Gdybym pisala histerycznie i traktujac to osobiscie jak mi przypisujesz to bym sie np czepila, ze ja akurat do fitness klubu schodami ruchomymi nie wjezdzam ;) A tak wypowiedzialam sie w imieniu jakiegos narodu czego mi nie mozesz puscic plazem, bo przeciez Ty wiesz lepiej ;)

                                      W ogole to mnie mecza rozmowy, w ktorych chodzi wylacznie o rozstrzygniecie kto ma racje. Sama informacja, temat rozmowy i przyjemnosc z rozmowy schodzi na drugi plan. Chodzi wylacznie o to kto wygra. A dla mnie 'przyznanie racji' nie jest celem rozmowy. Rozmowa to nie wyscig. Akurat pisze to tutaj ale nie kieruje tych slow do Ciebie Bitch. Raczej mam zastrzezenia czy moze lepsze slowo 'zal' do panow, z ktorych prym w takim podejciu wiedzie Yoric, a gdy mu forum takiej racji nie przyna to sie obraza i znika na iles tygodni. ;)
                                      No ale oczywiscie ma prawo. Wolna wola
                                      • zawle Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 23.04.14, 21:40
                                        hello-kitty2 napisała: > W ogole to mnie mecza rozmowy, w ktorych chodzi wylacznie o rozstrzygniecie kto
                                        > ma racje.

                                        Ja nie mogę za to czytać, gdy się ktoś nie znający wymądrza. Szlag mnie jasny trafia od tych mentorskich, zadętych tonów ludzi którzy przeczytali przed chwilą, ale nie zrozumieli, bo z krótkiej notki nie da się. Podziwiam rekreativę, której się chce spokojnie dementować. Ja tego nie robię, bo zacznie się udowadnianie kto ma rację ;))
                  • bianka02 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 24.04.14, 13:26
                    rekreativa napisała:

                    > " - problemy, z którymi chodzi się do specjalistów są w sporej części wydumane"
                    >
                    > A możesz mi powiedzieć, na jakiej właściwie podstawie ten wniosek?
                    > Bo ja jednak odniosłam wrażenie - ze swoich kontaktów z terapią - że raczej sam
                    > e poważne i ponure sprawy ludzi tam sprowadzają. Nieraz wręcz, słuchając koleża
                    > nek i kolegów na terapii grupowej myślałam sobie, że ja to mam szczęście, że ty
                    > lko tyle mnie spotkało, co mnie spotkało.
                    >
                    > A druga rzecz: nawet jeśli by tak było i faktycznie większość ludzi po prostu z
                    > awracałaby terapeutom dupę pierdołami, to czy to jest wina terapeutów? I czy to
                    > w jakikolwiek sposób świadczy o psychologii jako takiej, czy o skuteczności te
                    > rapii?
                    >
                    > "- skuteczność specjalistów jest mniejsza, niż się zakłada"
                    >
                    > Znowuż - skąd to mamy wiedzieć? Skuteczność terapii to w głównej mierze odczuci
                    > e subiektywne. I w ogromnym stopniu zależy od klienta.
                    > To tak jak z edukacją - nawet najlepszy nauczyciel nie nauczy kogoś, kto postan
                    > owił bojkotować wszelkie jego działania i próby zmotywowania do nauki.
                    > Są tacy ludzie, sama znałam taką koleżankę, którzy terapeutyzują się przez 15 l
                    > at i oczywiście nic z tego nie wynika, bo zmieniają terapeutów po trzech wizyta
                    > ch - a zmieniają, bo terapeuci nie powiedzieli tego, co oni by chcieli usłyszeć


                    Ja z tych co sie terapeutyzuja latami.
                    Terapia indwyidualna zaczelam bodajze 2004 roku.Czulam sie bardzo zle i nie wiedzalam tak naprawde co mi dolega. Udalam sie do psychiatry dostalam leki i skierowanie na terapie.Leki mnie uspily a na terapie chodzilam troche ale do sedna problemu nie doszlam poniewaz wtedy to pierwszy raz doswiadczylam zdrady meza i cale swoje sily skierowalam na ratowanie malzenstwa. Caly ten incydent sprytnie odwrocil uwage od mojej osoby moglam nie zajmowac sie swoim niespokojnym wnetrzem moglam nie myslec o sobie cala moja uwaga przeniosla sie na niego.

                    Po kilku latach kiedy w miare uspokoilo sie wrocilam na terapie ze soba ale i tym razem dopadl nasze malzenstwo mega kryzys i moja terapeutka powiedziala ze sami nie poradzimy sobie z tak duzym kryzysem.

                    Zalatwilam terapie dla par.Mezulo nie chcial poczatkowo chodzic ale w koncu chodzil...Ta terapia byla dla mnie koszmarem.Wtedy uwazalam ze nic nam nie daje a dala bardzo duzo.Z tej wiedzy korzystam do dzis...
                    Wtedy myslalm ze ta terapia ma na celu uzdrowic nasze mazenstwo ale stalo sie inaczej.

                    Wtedy podczas tej terapii nie wiedzialam ze mezulo pukal jakas babe na boku.

                    W emocjach wielkich zlozylam pozew o rozwod.Rada dla innych nie robcie tego w emocjach.
                    Chcac miec to wszystko za soba odstapilam od winy i rozwiodalm sie na drugiej rozprawie.

                    Potem byly proby powrotu i sex ze kase o ktorym pisalm na tym forum.

                    To ja zakonczylam ten caly chory uklad chodz ex nie dawal za wygrana.

                    Terapia trwa...Co mi daje? Mozliwosc poznania siebie i swoich niezrozumialaych dziwnych zachowan.A wszystko to ma swoje zrodlo w dziecinstwie ;-)




                    • hello-kitty2 Re: Do Bianki 24.04.14, 14:59
                      bianka02 napisała:

                      > Terapia trwa...Co mi daje? Mozliwosc poznania siebie i swoich niezrozumialaych
                      > dziwnych zachowan.A wszystko to ma swoje zrodlo w dziecinstwie ;-)

                      Bianka, ja Ci wierze, choc z Twojego opisu wyglada, ze w przypadku niektorych osob (Twojego meza) terapia sobie, a zycie sobie. Uczciwie powiem, ze w tym aspekcie blizej mi do Twojego meza niz do Ciebie. Niemniej jednak, postawilas usmieszek na koncu zdania. Wiec teraz nie wiem jak to zinterpretowac czy to znaczy, ze:
                      1. jestes w stanie poznac siebie i zrozumiec swoje dziwne zachowania ale nie potrafisz zmienic siebie, bo nie mozesz zmienic dziecinstwa czy
                      2. nie jestes w stanie zrozumiec swoich dziwnych zachowan ale jestes w stanie sie od nich powstrzymac, bo poznalas ich zrodlo w dziecinstwie,
                      3. ...
                      mozna mnozyc. Ale po co? Powiedz mi zatem, bo ja Ci wierze, do czego zmierza ta terapia. Jaki etap bedzie mozna uznac za zadowalajacy? Czy terapeuta wie gdzie musi Cie doprowadzic czy to wszystko odbywa sie na zasadzie improwizacji i bazuje na ty, co aktualnie sie z tego dziecinstwa odkopie? Na jakim etapie teraz jestes w tej terapii tj na ile Ci juz pomogla?
                      • bianka02 Re: Do Bianki 24.04.14, 15:27
                        Kitty ale Ty bardzo trudne pytania zadajesz a ja Ci na nie nie potrafie odpowiedziec.

                        Fakt faktem ze terapia dziala.

                        Chodz teraz to wiem bo wczesniej watpilam.

                        Zalilam sie na terapie malzenska no bo jak to nie zadzialala nie sprawila ze problemy zniknely...co spowodowala? Duza swiadomosc tego co bylo nie tak i tego co wplynelo na rozpad malzenstwa.Nie brak sexu bynajmniej . Mezulo ta swiadomosc tez otrzymal ale on nic z tym zrobic nie chcial.

                        Tak samo wizyta u sexuologa.Nie mialam orgazmu ualam sie do specjalisty orgazm mam. Poczatkowo po ciezkiej 1,5 godzinnej harowce :-) teraz po kilkuminutach. Wprawilam sie i co malo mi nie satysfakcjonuje mnie to...Ale wizyta u sexuologa odniosla zamierzony cel.

                        Moja terapia dluga i trudna.Po pocztkowym zaprzeczaniu uznalam pewne fakty i co i nic na razie...rozum nie idzie w parze z emocjami.Wiedze mam ale nie potrafie z niej skorzystac.

                        Po rozwodzie jestem poltora roku a cierpie z powodu meza o przepraszam ex meza jakbym wciaz zona byla. Jestem w ciaglej zalobie po nim...nie to nie milosc to uzaleznienie wiem to i co z tego?

                        Ostatnio esemsy odnosnie sexu za kase mialam z poczatkiem kwietnia teraz cisza ale mysle ze to tylko kwestia czasu.
                        Co mam z tym zrobic kiedy on jest moim nalogiem?
                        • hello-kitty2 Re: Do Bianki 24.04.14, 16:10
                          bianka02 napisała:

                          > Co mam z tym zrobic kiedy on jest moim nalogiem?

                          Zmienic go na inny nalog? ;-) Lepiej mnie nie sluchaj, ze mnie zaden terapeuta, wspolpracuj ze swoim. Moze potrzeba jeszcze czasu, poltora roku to nieduzo.
                          • bianka02 Re: Do Bianki 24.04.14, 16:19
                            hello-kitty2 napisała:

                            > Zmienic go na inny nalog? ;-)

                            Wlasnie z moimi sklonnosciami moglabym wpasc z deszczu pod rynne a tego sobie nie zyczymy prawda?

                            To juz leszy ten status quo...
                            • zawle Re: Do Bianki 24.04.14, 17:09
                              Żaden terapeuta nie obieca Ci, że znikną Twoje problemy. Jakość Twojego życia może jednak się poprawić, pomimo ich. Wiesz że jesteś w jakiś sposób uzależniona od męża. Możesz to po prostu obserwować. Czasami nie ma sensu z czymś walczyć. Bo jesteś za słaba, bo to nie ten czas. Ja wtedy obserwuję siebie, sytuację, swoje emocje. Jakby to Ci wytłumaczyć. Żeby się nauczyć czytać, potrzeba wielu prób, wielu upadków i starań. Nasza cywilizacja jest za szybka, chce tylko miło, tylko dobrze, serwuje wypisane recepty, ocenia ludzi po tym czy wypełnili społeczny kod. To jest płytkie i frustrujące. Ludzie kłamią żeby móc uważać siebie za NORMALNYCH. A my widzimy ten mury z napisami : jest fajnie, jest dobrze, udało mi się, radzę sobie, nie mam problemów. A to zazwyczaj nieprawda. Tak więc ćwicz swoją lekcję do skutku, nie stresuj się i nie pośpieszaj. Niech to będzie normalny proces.
                              • druginudziarz całkiem sympatyczna grupa terapeutyczna ;) 24.04.14, 17:17
                                Całkiem sympatyczna grupa terapeutyczna się ukonstytuowała ;)
                                Anonimowych BSM-ów :D
                              • bianka02 Re: Do Bianki 25.04.14, 11:20
                                zawle napisała:

                                > Żaden terapeuta nie obieca Ci, że znikną Twoje problemy. Jakość Twojego życia m
                                > oże jednak się poprawić, pomimo ich. Wiesz że jesteś w jakiś sposób uzależniona
                                > od męża. Możesz to po prostu obserwować. Czasami nie ma sensu z czymś walczyć.
                                > Bo jesteś za słaba, bo to nie ten czas. Ja wtedy obserwuję siebie, sytuację, s
                                > woje emocje. Jakby to Ci wytłumaczyć. Żeby się nauczyć czytać, potrzeba wielu p
                                > rób, wielu upadków i starań. Nasza cywilizacja jest za szybka, chce tylko miło,
                                > tylko dobrze, serwuje wypisane recepty, ocenia ludzi po tym czy wypełnili społ
                                > eczny kod. To jest płytkie i frustrujące. Ludzie kłamią żeby móc uważać siebie
                                > za NORMALNYCH. A my widzimy ten mury z napisami : jest fajnie, jest dobrze, uda
                                > ło mi się, radzę sobie, nie mam problemów. A to zazwyczaj nieprawda. Tak więc ć
                                > wicz swoją lekcję do skutku, nie stresuj się i nie pośpieszaj. Niech to będzie
                                > normalny proces.

                                No wlasnie niech to bedzie normalny proces. Niczego nie mozna przyspieszyc nic nie mozna pominac ,nic nie mozna przeskoczyc nie da sie na skroty. Teraz to wiem i bardzo zaluje ze rozwodzilam sie w potwornym bolu i kompletnie nie gotowa na ten krok. Pomimo rozwodu nie czulam sie i chyba nadal nie czuje rozwodka...stad te chore uklady i checi powrotu.
                                Czasu kijem nie zawroce ale wlasnie teraz sobie mysle ze tamten stan powinnen trwac a ja powinnam dojrzec do decyzji. Rozwod byl by czyms naturalnym absolutnie bezbolesnym przezyciem.

                                A tymczasem dostaje semesy o takiej teresci:

                                "Suczko moja najmilejsza przelew poszedl, wyznacz termin"

                                "nie ukrywam ze uwielbiam sie z Toba pieprzyc"

                                "...bardzo mnie podnieca placenie za to szkoda ze to dziala tylko w cstosunku do Ciebie. Ostatni raz?"

                                " spacer we [..] jakies fajne jedzenie bedzie ok"

                                "ok,ile sie cenisz teraz?"

                                "co powiesz na 400zl i 200 na bielizne? wyplata za 20 minut"

                                "Potrafisz sie wcielic w wredna suke?"

                                "Dokonac przelewu?"

                                "Wyznacz termin i miejsce"

                                "Daj spokoj na sama mysl robie sie twardy,musze Cie wylizac"

                                "Badz profesjonalna, zaplacone? Zaplacone. Wiec kiedy sie spotkamy?"



                                • mojemail3 Re: Do Bianki 25.04.14, 12:50
                                  bianka02 napisała:
                                  > A tymczasem dostaje semesy o takiej teresci:
                                  (...)"

                                  Bianka, po co ci to? Możesz pamiętać, ale nie rozpamiętuj. Małżeństwo zakończone, było minęło.
                                  Macie wspólne dzieci, w tych kwestiach się z nim kontaktuj.
                                  Nie nakręcaj się tymi sms-ami, chyba Cię to nie dowartościowuje?
                                  On na swój sposób jest chory, ma chore podejście do kobiet, Ty wchodząc w role płatnej dziwki podtrzymujesz ten obraz, sprzyjasz jego staniu w miejscu, on się zatrzymał w rozwoju jako mężczyzna, jako ojciec. Chciałabyś takiego partnera jak on dla np. swojej córki???
                                  • bianka02 Re: Do Bianki 25.04.14, 13:18
                                    mojemail3 napisała:

                                    > bianka02 napisała:
                                    > > A tymczasem dostaje semesy o takiej teresci:
                                    > (...)"
                                    >
                                    > Bianka, po co ci to? Możesz pamiętać, ale nie rozpamiętuj. Małżeństwo zakończon
                                    > e, było minęło.
                                    > Macie wspólne dzieci, w tych kwestiach się z nim kontaktuj.
                                    > Nie nakręcaj się tymi sms-ami, chyba Cię to nie dowartościowuje?
                                    > On na swój sposób jest chory, ma chore podejście do kobiet, Ty wchodząc w role
                                    > płatnej dziwki podtrzymujesz ten obraz, sprzyjasz jego staniu w miejscu, on się
                                    > zatrzymał w rozwoju jako mężczyzna, jako ojciec. Chciałabyś takiego partnera j
                                    > ak on dla np. swojej córki???

                                    mojemail3 nigdy w zyciu nie chcialabym takie partera dla corki az mnie ciarki po plecach przeszly.
                                    Wiem ze on jest chory ale nie chce sie juz nad tym zastanawiac musze skupic sie na sobie.

                                    Absolutnie nie dowartosciowuja mnie te smesy raczej zastanawiaja.Co on jeszcze wymysli...
                                    • zawle Re: Do Bianki 25.04.14, 13:25
                                      bianka02 napisała: > mojemail3 nigdy w zyciu nie chcialabym takie partera dla corki az mnie ciarki p
                                      > o plecach przeszly.
                                      > Wiem ze on jest chory ale nie chce sie juz nad tym zastanawiac musze skupic sie
                                      > na sobie.
                                      >
                                      > Absolutnie nie dowartosciowuja mnie te smesy raczej zastanawiaja.Co on jeszcze
                                      > wymysli...


                                      Och Ty cwaniuro obrzydliwa:)))) Gdy wypada skupiać się na nim, to skupiasz się na sobie. Gdy powinnaś na sobie, skupiasz się na nim:))) Przeczytaj i zobacz różnicę:))

                                      nigdy w zyciu nie chcialabym takie partera dla corki az mnie ciarki p
                                      > o plecach przeszly. Wiem że on jest chory. Czemu więc jestem z kimś takim?
                                      >
                                      > Absolutnie nie dowartosciowuja mnie te smesy. Nie obchodzą mnie. Muszę się zająć sobą.
                                      • bianka02 Re: Do Bianki 25.04.14, 13:46
                                        zawle napisała:


                                        > Och Ty cwaniuro obrzydliwa:)))) Gdy wypada skupiać się na nim, to skupiasz się
                                        > na sobie. Gdy powinnaś na sobie, skupiasz się na nim:))) Przeczytaj i zobacz ró
                                        > żnicę:))

                                        Nie wiem o co Ci chodzi.


                                        > nigdy w zyciu nie chcialabym takie partera dla corki az mnie ciarki p
                                        > > o plecach przeszly. Wiem że on jest chory. Czemu więc jestem z kimś takim
                                        > ?

                                        Poniewaz jestem zaburzona. Plecam odpowiednie lektury. Mi trudno to wytlumaczyc ktos kto nie przezyl nie zrozumie.

                                        > > Absolutnie nie dowartosciowuja mnie te smesy. Nie obchodzą mnie. Muszę si
                                        > ę zająć sobą.
                                • zawle Re: Do Bianki 25.04.14, 13:21
                                  bianka02 napisała:Teraz to wie
                                  > m i bardzo zaluje ze rozwodzilam sie w potwornym bolu i kompletnie nie gotowa n
                                  > a ten krok. Pomimo rozwodu nie czulam sie i chyba nadal nie czuje rozwodka...st
                                  > ad te chore uklady i checi powrotu.

                                  Nie bianka...rozwiodłaś się wtedy, widać to był dla Ciebie najlepszy czas. Zadaj sobie pytanie: Czemu rozwiodłam się tak szybko? Czego oczekiwałam? Co dostałam? Jak się z tym rozdźwiękiem czuję? Czego się nauczyłam? Może nauczyłaś się że nie warto podejmować pochopnych decyzji? To czy to było na próżno? Na próżno będzie gdy tego nie rozważysz, zamkniesz się na minusach. Zobacz plusy. Jaką lekcję przerobiłaś?

                                  > Czasu kijem nie zawroce ale wlasnie teraz sobie mysle ze tamten stan powinnen t
                                  > rwac a ja powinnam dojrzec do decyzji. Rozwod byl by czyms naturalnym absolutni
                                  > e bezbolesnym przezyciem.

                                  Nie oczekuj od życia że kiedykolwiek, w jakimkolwiek momencie przestanie być bolesne. Że jakikolwiek Twój stan będzie tak naturalny, że absolutnie bezbolesny. Ale ten stan o którym piszesz to chyba mają tylko oświeceni;)))

                                  Zastanów się też czemu chciało Ci się przepisywać aż tyle sms. Czemu są dla Ciebie ważne, co czujesz gdy je odczytujesz? I postaraj się spojrzeć na to z boku. Gdyby jakaś twoja koleżanka Ci opowiadała Twoją historię, co byś czuła? Co byś myślała? I czy jest duża różnica pomiędzy tym gdy to ciebie spotyka, a tym gdy to spotyka kogoś innego? I co to może znaczyć? Dla Ciebie
                                  • bianka02 Re: Do Bianki 25.04.14, 13:58
                                    zawle napisała:
                                    > Nie bianka...rozwiodłaś się wtedy, widać to był dla Ciebie najlepszy czas. Zada
                                    > j sobie pytanie: Czemu rozwiodłam się tak szybko? Czego oczekiwałam? Co dostała
                                    > m? Jak się z tym rozdźwiękiem czuję? Czego się nauczyłam? Może nauczyłaś się że
                                    > nie warto podejmować pochopnych decyzji? To czy to było na próżno? Na próżno b
                                    > ędzie gdy tego nie rozważysz, zamkniesz się na minusach. Zobacz plusy. Jaką lek
                                    > cję przerobiłaś?

                                    Dobre pytania. Przemysle.



                                    > Nie oczekuj od życia że kiedykolwiek, w jakimkolwiek momencie przestanie być bo
                                    > lesne. Że jakikolwiek Twój stan będzie tak naturalny, że absolutnie bezbolesny.
                                    > Ale ten stan o którym piszesz to chyba mają tylko oświeceni;)))

                                    Chyba masz racje.

                                    > Zastanów się też czemu chciało Ci się przepisywać aż tyle sms. Czemu są dla Cie
                                    > bie ważne, co czujesz gdy je odczytujesz? I postaraj się spojrzeć na to z boku.
                                    > Gdyby jakaś twoja koleżanka Ci opowiadała Twoją historię, co byś czuła? Co byś
                                    > myślała? I czy jest duża różnica pomiędzy tym gdy to ciebie spotyka, a tym gdy
                                    > to spotyka kogoś innego? I co to może znaczyć? Dla Ciebie

                                    Nie bardzo wiem co odpowiedziec. Gdy odczytuje te smesy czuje raczej zadziwienie pomieszane z obrzydzeniam sama nie wiem co jeszcze.A z drugiej strony gdy je otrzymuje czuje ekscytacje :-(((( Gdyby ta historia dotyczyla mojej kolezanki albo siostry rade mialabym jedna wiadomo jaka ale to tylko latwo powiedziec:-((

                                    Co to znaczy dla mnie? To ze jestem makabrycznie uzalezniona od niego.:-(
    • orzech69 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 19.04.14, 01:52
      kutuzow napisał:

      > W sąsiednim wątku "Mam już dość" rozpoczęła się dyskusja o jakości specjalistów
      > i terapii.
      To ja tak od siebie dodam że specjaliści są jak inni lekarze.
      Statystycznie pomagają lepiej niż znachor i mają mniejsza liczbę ofiar na koncie.
      Ps
      swoją drogą biorąc pod uwagę wiarę w Kaszpirowskiego i potęgę efektu placebo to on sam wyleczył więcej osób niż nie jeden szpital.
      • zawle Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 19.04.14, 07:34
        Gwoli ścisłości. Terapeuci wywodzą się z różnych szkół terapeutycznych. Dlatego jakość ich usług dla jednych jest wspaniała, dla innych nieskuteczna. Pomijając ich poziom. Regulacje dotyczące uzyskiwania uprawnień są w tym wypadku dobre i nie służą zawężeniu grupy specjalistów. W chwili obecnej istnieje szkoła mówiąca o tym że termin niepijącego alkoholika nie ma racji bytu. Środek zmieniający świadomość jest tylko sposobem na radzenie sobie z innymi problemami i gdy pacjent przejdzie szczęśliwie terapię i rozwiąże te inne problemy, nadużywanie alkoholu jako objaw przestaje istnieć. No i w zasadzie krytykowany jest termin DDA, jako wymyślony.
        • orzech69 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 22.04.14, 11:33
          zawle napisała:

          > Gwoli ścisłości. Terapeuci wywodzą się z różnych szkół terapeutycznych. Dlatego
          > jakość ich usług dla jednych jest wspaniała, dla innych nieskuteczna.
          Chodziło mi bardziej o zwrócenie uwagi na fakt że nie ma prostych rozwiązań. Każda decyzja jaką podejmujemy obarczona jest pewnym ryzykiem.
          I to co może wydawać się dla nas najlepszym dla kogoś wyjściem z sytuacji może zakończyć się dla niego tragicznie. Udanie się do specjalisty tak promowane przeze mnie może okazać się dla kogoś katastrofa bo trafi na złego specjalistę, ale statystycznie jest to lepsze rozwiązanie niż szukanie pomocy u ludzi na forum którzy znają bardzo ograniczony wycinek rzeczywistości i maja gdzieś jakie skutki przyniosą ich rady.
          • rekreativa Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 22.04.14, 12:48
            " Udanie się do specjalisty tak promowane prz
            > eze mnie może okazać się dla kogoś katastrofa bo trafi na złego specjalistę, al
            > e statystycznie jest to lepsze rozwiązanie niż szukanie pomocy u ludzi na forum
            > którzy znają bardzo ograniczony wycinek rzeczywistości i maja gdzieś jakie sku
            > tki przyniosą ich rady. "

            Tu jeszcze się pojawia taka rzecz, że niektórzy potrzebują autorytetu popartego dyplomem, żeby przyjąć jakąkolwiek wskazówkę czy radę, bo słowa od forumowych nicków, znajomych czy rodziny traktują na zasadzie: co oni tam wiedzą.
          • that.bitch.is.sick Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 22.04.14, 12:57
            orzech69 napisał:


            > I to co może wydawać się dla nas najlepszym dla kogoś wyjściem z sytuacji może
            > zakończyć się dla niego tragicznie. Udanie się do specjalisty tak promowane prz
            > eze mnie może okazać się dla kogoś katastrofa bo trafi na złego specjalistę, al
            > e statystycznie jest to lepsze rozwiązanie niż szukanie pomocy u ludzi na forum
            > którzy znają bardzo ograniczony wycinek rzeczywistości i maja gdzieś jakie sku
            > tki przyniosą ich rady.

            Różnica jest tylko taka, że forum nie rości sobie pretensji do prowadzenia terapii i leczenia tylko oferuje całkiem prozaiczny wielogłos tłumu. Nie wiem więc czemu to porównujesz, forum nie jest konkurencją dla terapii, po prostu czasami ludzie w zupełności wystarczają zamiast specjalistów.
            • orzech69 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 22.04.14, 13:43
              that.bitch.is.sick napisała:
              > Różnica jest tylko taka, że forum nie rości sobie pretensji do prowadzenia tera
              > pii i leczenia tylko oferuje całkiem prozaiczny wielogłos tłumu.

              Koteczek jasno negował sens chodzenia do specjalisty i dawał rady co trzeba zrobić.

              >Nie wiem więc
              > czemu to porównujesz, forum nie jest konkurencją dla terapii, po prostu czasami
              > ludzie w zupełności wystarczają zamiast specjalistów.

              Zgadzam się że większości ludzi chodzi o wygadanie się (co jest terapia sama w sobie).
              W niektórych przypadkach jednak trzeba komuś powiedzieć że musi iści do specjalisty.
              • that.bitch.is.sick Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 22.04.14, 14:07
                orzech69 napisał:


                > Koteczek jasno negował sens chodzenia do specjalisty i dawał rady co trzeba zro
                > bić.

                No ale nie pod szyldem profesjonalisty, więc nie wiem czego się uczepiłeś. Mamy wolność wypowiedzi, każdy może wyrażać swoją opinię.

                >

                > Zgadzam się że większości ludzi chodzi o wygadanie się (co jest terapia sama w
                > sobie).
                > W niektórych przypadkach jednak trzeba komuś powiedzieć że musi iści do specjal
                > isty.

                Niestety musisz się pogodzić z tym że na anonimowym forum, twoja rada i opinie są tylko jednymi z wielu głosów w tłumie. Ważność i słuszność tego co mówisz są oceniane dowolnie przez innych i nic na to nie poradzisz.
                • druginudziarz Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 22.04.14, 17:08
                  that.bitch.is.sick napisała:

                  > orzech69 napisał:
                  >
                  >
                  > > Koteczek jasno negował sens chodzenia do specjalisty i dawał rady co trze
                  > ba zro
                  > > bić.
                  >
                  > No ale nie pod szyldem profesjonalisty, więc nie wiem czego się uczepiłeś. Mamy
                  > wolność wypowiedzi, każdy może wyrażać swoją opinię.

                  Tak, ale oprócz wolności wypowiedzi jest jeszcze wymiar czysto ludzki.
                  W momencie gdy ktoś zaczyna pisać o swoich m.s.-ach rozmowa w chodzi w inny wymiar.
                  Wolność wypowiedzi to jedno, a coup de grace, nawet niezamierzony, to drugie.
                  Napisanie życzliwego słowa teoretycznie zajmuje tyle samo czasu, co napisanie słowa nieżyczliwego. A jeszcze mniej zajmuje zamilknięcie w takiej niejednoznacznej sytuacji. Przy czym to komentarz w sumie nie do Ciebie, bo mnie Ty tą ciotą rzuciłaś.
                  • that.bitch.is.sick Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 23.04.14, 13:37
                    druginudziarz napisał:

                    > that.bitch.is.sick napisała:
                    >
                    > > orzech69 napisał:
                    > >
                    >
                    > Tak, ale oprócz wolności wypowiedzi jest jeszcze wymiar czysto ludzki.
                    > W momencie gdy ktoś zaczyna pisać o swoich m.s.-ach rozmowa w chodzi w inny wym
                    > iar.
                    > Wolność wypowiedzi to jedno, a coup de grace, nawet niezamierzony, to drugie.
                    > Napisanie życzliwego słowa teoretycznie zajmuje tyle samo czasu, co napisanie s
                    > łowa nieżyczliwego. A jeszcze mniej zajmuje zamilknięcie w takiej niejednoznacz
                    > nej sytuacji. Przy czym to komentarz w sumie nie do Ciebie, bo mnie Ty tą ciotą
                    > rzuciłaś.

                    A to przepraszam, myślałam żę dyskutujemy o merytorycznej wartości takiej rady a nie oceniamy kwestii empatii i życzliwości.
                    Co do życzliwości i empatii to jestem przekonana, że cały ich sens i unikalność tkwi w tym że nie można ich od nikogo wymagać. Jaką by miałą wartość cudza sympatia, życzliwość gdyby miała charakter obligatoryjny?
    • sabat.77 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 19.04.14, 21:31
      To sarkastyczne podsumowanie zachowan i postaw calej grupy ludzi. Chodzi o rozdzwiek pomiedzy gloszonymi z pozornym spokojem tezami, a gleboko emocjonalna uraza stojaca za tymi zachowaniami. Taka postawe w mojej ocenie prezentuje na forum miedzy innymi Twoja Bogini.
      To miales na mysli?
      Szkoda, ze nie nazwales rzeczy po imieniu, skazujac ludzi na domysly. Rozumiem, ze ewentualne odium za wygloszenie szczerej opinii ma teraz spasc na moj biedny forumowy leb, a ty asekuracyjnie stoisz w krzakach. Skoro tak, to chociaz pokibicuj, jak sie tu odbedzie walka w kisielu :)
    • hello-kitty2 Re: Specjaliści i terapie - kogoś Wam to przypomi 23.04.14, 09:06
      kutuzow napisał:

      > W sąsiednim wątku "Mam już dość" rozpoczęła się dyskusja o jakości specjalistów
      > i terapii.
      > Pozwolę sobie dorzucić swoje 5 groszy w temacie i przy okazji zapytać czy przyp
      > adkiem nie wydaje Wam się znajoma ta sytuacja? Czy ktoś z forum nie przypomina
      > Wam jednej z tych osób?
      > Dla wygody wrzuciłem napisy na stałe do filmu.
      >
      > Nie wiem czy dostępna będzie wersja z YT:
      > youtu.be/ZxPNiALPX8I
      > Polecam więc Wrzute:
      > w94.wrzuta.pl/film/8uoezZmKIu9/przyklad_terapii_malzenskiej

      Ja tez sie dolaczam zgodnie z kutuzowym ''tak mi sie skojarzylo'' ;) "Czy ktoś z forum nie przypomina Wam jednej z tych osób?", ba a moze nawet wiecej niz jedna. Kutuzow ''Litltle Britain' to jest moje poczucie humoru. Maja tez fajna seryjke z terapii dla grubasow, hehe

      Terapeuta: What brought you here?
      Uczestniczka terapii: A bus.

      www.youtube.com/watch?v=rxCPj40eFNc

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka