Dodaj do ulubionych

Ambiwalencja

06.03.16, 02:07
W kilku ostatnich wątkach wróciła tematyczna oś tego forum: podli i słabi mężczyźni unikający seksu ze swoimi atrakcyjnymi, wyzwolonymi i komunikującymi partnerkami. Bardzo dobrze, dokładnie po to jest to forum.

Niemniej uderzyła mnie ambiwalencja opisów emocji jakie budzą ci panowie. Słowo "obrzydzenie" pojawia się nieraz w stosunku do partnerów albo tego co robią. Czasem w łóżku, czasem w odniesieniu do jakiejś cechy charakteru.

Ja do uczucia "kocham kogoś" potrzebuję co najmniej pożądania i zaufania. Nie czułem tego uczucia zbyt często i mówiłem o nim jeszcze rzadziej, zwłaszcza że wbrew obiegowej opinii kobiety nie potrzebują kłamstw werbalnych aż tak bardzo (fraza "chcę Cię teraz zerżnąć" ma większe szanse na sukces niż fałszywe wyznania).

Czy któraś z koleżanek mogłaby opisać to szerzej?
Obserwuj wątek
    • marek.zak1 Re: Ambiwalencja 06.03.16, 08:40
      proteinowy napisał(a):

      > W kilku ostatnich wątkach wróciła tematyczna oś tego forum: podli i słabi mężczyźni unikający seksu ze swoimi atrakcyjnymi, wyzwolonymi i komunikującymi partnerkami. Bardzo dobrze, dokładnie po to jest to forum.
      ===========================================
      Przemknęła Ci wzmianka z sąsiedniego wątku, mianowicie walka o władzę, które to zdanie w końcu wykrztusza Lippy. Walka o władzę w łóżku i poza odbywa się poprzez odmowę seksu, ale seksu na warunkach drugiej osoby. Przecież nie znamy wersji tego faceta. On wcale nie musi być słaby, ani podły, tylko seksu na jej warunkach nie chce i to jest oczywiste.
      Oczywiście teraz padnie argument, że on jest podły, bo się masturbuje.
      Atrakcyjne, wyzwolone wykształcone partnerki maje nie rzadko wysokie wymagania, w życiu i w łóżku, a te wymagania mogą być postrzegane jako meczące i stresujące.
      • zawle Re: Ambiwalencja 06.03.16, 09:21
        marek.zak1 napisał:
        > Przemknęła Ci wzmianka z sąsiedniego wątku, mianowicie walka o władzę, które to
        > zdanie w końcu wykrztusza Lippy. Walka o władzę w łóżku i poza odbywa się popr
        > zez odmowę seksu, ale seksu na warunkach drugiej osoby.

        Tu walkę o władzę rozpoczął on. Bo podważył jej. A ona ma ją absolutną. Tak dużą że może grzebać mu w kompie żeby go kontrolować, że może zakazać mu się w określony sposób zachowywać.

        > Oczywiście teraz padnie argument, że on jest podły, bo się masturbuje.
        > Atrakcyjne, wyzwolone wykształcone partnerki maje nie rzadko wysokie wymagania,
        > w życiu i w łóżku, a te wymagania mogą być postrzegane jako meczące i stresują
        > ce.

        Ale on się masturbował już wcześniej. Wiedziała co brała. Powinna brać pod uwagę że to może wrócić. Ja nie jestem miłośniczką naprawiania. Uważam że bez akceptacji faktów nie da się żyć z inną osobą. A ktoś da radę coś zaakceptować lub nie.
        • marek.zak1 Re: Ambiwalencja 06.03.16, 09:39
          zawle napisała:

          > Ale on się masturbował już wcześniej. Wiedziała co brała. Powinna brać pod uwagę że to może wrócić. Ja nie jestem miłośniczką naprawiania. Uważam że bez akceptacji faktów nie da się żyć z inną osobą. A ktoś da radę coś zaakceptować lub nie.
          ===========================================
          Zdecydowana większość facetów, żyjących samotnie się okresowo masturbuje. Biorąc faceta babka zakłada, ze po wejściu w związek i zaoferowaniu mu seksu masturbacja ustąpi, bo tak przeważnie się dzieje. Tutaj to nie nastąpiło i można zadać pytanie dlaczego.
          Napisałaś, że ona ma władze absolutną. Władza absolutna kobiety może być dla faceta kastrująca. Tu gdzieś leży przyczyna.
          • lippy100 Re: Ambiwalencja 06.03.16, 09:48
            marek.zak1
            . Bior
            > ąc faceta babka zakłada, ze po wejściu w związek i zaoferowaniu mu seksu mastur
            > bacja ustąpi, bo tak przeważnie się dzieje. Tutaj to nie nastąpiło i można zada
            > ć pytanie dlaczego.
            > Napisałaś, że ona ma władze absolutną. Władza absolutna kobiety może być dla fa
            > ceta kastrująca. Tu gdzieś leży przyczyna.

            Nastapilo! Problem wyplynal na nowo teraz. Wczesniej latami go nie bylo! I tak, pytanie - dlaczego ?

            Wladzy NIGDY nie chcialam.. Szukalam faceta silnego i odpowiedzialnego, mam silny charakter, ale mije poprzednie malzenstwo nie wyszlo m.in.dlatego, ze mialam dosc roli tego, co chodzi w spodniach.

            Liczylam, ze bedzie inaczej... Tymczasem okazalo sie, ze on glaaaaadko wszedl w role, o ktorej tutaj piszecie. Podejrzewam, ze to czesto bywa wygodne. Do czasu.

            Oddal mi sprawy bankowe i inne zasadnicze.. Tak bylo prosciej. A pisanie, ze wladza kobiety moze byc kastrujaca - moze. Tylko co zrobic z niechciana wladza ?!
            • zawle Re: Ambiwalencja 06.03.16, 09:55
              lippy100 napisała:
              > Nastapilo! Problem wyplynal na nowo teraz. Wczesniej latami go nie bylo! I tak,
              > pytanie - dlaczego ?

              Nie ...problem był od zawsze. Teraz po raz kolejny się ujawnił ( ale to jest nadal tylko Twoja ocena)

              > Wladzy NIGDY nie chcialam.. Szukalam faceta silnego i odpowiedzialnego, mam sil
              > ny charakter, ale mije poprzednie malzenstwo nie wyszlo m.in.dlatego, ze mialam
              > dosc roli tego, co chodzi w spodniach.

              Moja Droga...to sobie rączkę podajmy. Z tym że to mega kłamstwo. Nie bez kozery wybierasz takich facetów. Oni tylko potwierdzają Twoją siłę co do której nie masz żadnych wątpliwości. Wycofują się. Bo nie było i nie będzie państwa z dwoma królami.

              >Tylko co zrobic z niechciana wladza ?!

              Abdykować? Nie wykorzystywać środków danych władzy? To proste.
          • zawle Re: Ambiwalencja 06.03.16, 09:49
            Mnie w ogóle nie interesuje czy mój facet się masturbuje. Gdy byłam w nim w oddaleniu sama go do tego zachęcałam z nakazem ( dla żartu) żeby myślał o mnie;) To normalna czynność. Nie uważam żeby miał też obowiązek jej zaprzestać gdy jest ze mną. Przecież może mieć chęć na szybkie spotkanie z Renatą a nie mieć chęci na żmudną pracę ze mną;) I skupiam się na swoich potrzebach, nie na jego ułomnościach. Skupianie się na cudzych defektach skutkuje tym, że cudzy problem sami wkładamy sobie na barki. Autorka obsesyjnie kontroluje, poddała się rytuałowi ( siedzi w domu, brak innych sprzętów na których może oglądać porno), ma poczucie winy, samoocena jej leży, skupia się na jego problemie). To wszystko świadczy o współuzależnieniu. A na moje oko jest ono bardzo popularne i nie dotyczy tylko uzależnień partnera, ale wielu całkiem zwykłych sytuacji życiowych.
        • druginudziarz Re: Ambiwalencja 06.03.16, 10:06
          zawle napisała:

          > marek.zak1 napisał:
          > > Oczywiście teraz padnie argument, że on jest podły, bo się masturbuje.
          > > Atrakcyjne, wyzwolone wykształcone partnerki maje nie rzadko wysokie wyma
          > gania,
          > > w życiu i w łóżku, a te wymagania mogą być postrzegane jako meczące i str
          > esują
          > > ce.
          >
          > Ale on się masturbował już wcześniej. Wiedziała co brała. Powinna brać pod uwag
          > ę że to może wrócić.

          Kupkę pewnie tez robi, przecież to obrzydliwe :)

          > Ja nie jestem miłośniczką naprawiania. Uważam że bez akcep
          > tacji faktów nie da się żyć z inną osobą. A ktoś da radę coś zaakceptować lub n
          > ie.

          Cierpliwości Ci brak, do ludzi, bo martwą naturę naprawiasz z chęcią i radością.
          A ludzie też wymagają stałej konserwacji, bo ktoś mając lat dwadzieścia był uśmiechniętym trzpiotem, a potem praca, stres go przybiły. Co to wojna jest? że tak chętni rozdaje się coup de grâce?
          • zawle Re: Ambiwalencja 06.03.16, 10:18
            druginudziarz napisał: > Cierpliwości Ci brak, do ludzi, bo martwą naturę naprawiasz z chęcią i radością
            > .
            > A ludzie też wymagają stałej konserwacji, bo ktoś mając lat dwadzieścia był uśm
            > iechniętym trzpiotem, a potem praca, stres go przybiły. Co to wojna jest? że ta
            > k chętni rozdaje się coup de grâce?

            Ludzi nie da się poddawać konserwacji. Gdy biorę osobę z widocznym defektem to nigdy, przenigdy nie dam się wplątać w pewne schematy.
            1. Ja Cię uratuję. Będę kontrolować, wspierać, myśleć za Ciebie co możesz jeszcze zrobić żeby było nam lepiej. To przenosi odpowiedzialność na mnie a zdejmuje z Ciebie.
            2. Ja Cię zmienię. Będę pokazywać obszary które są niefajne. Stanę się arbitrem normalności, a ty zostaniesz bezwolnym, niezdolnym ocenić niczego frajerem. To odbiera człowiekowi wszystko, a przede wszystkim pewność siebie ( siłę).
            3. Skupię się na Twoim defekcie. Będę Ci wypominać że to przez niego wszystko się sypie. Gdy nie będziesz na tą chwilę w stanie z niego zrezygnować, po drodze zgubimy wszystkie ważniejsze cele które były do osiągnięcia, bo były realne. Do tego odejdę od myślenia o swoich potrzebach, bo na tapecie będą twoje defekty.
            Itd.


            • druginudziarz Re: Ambiwalencja 06.03.16, 10:45
              zawle napisała:

              > druginudziarz napisał: > Cierpliwości Ci brak, do ludzi, bo martwą naturę n
              > aprawiasz z chęcią i radością
              > > .
              > > A ludzie też wymagają stałej konserwacji, bo ktoś mając lat dwadzieścia b
              > ył uśm
              > > iechniętym trzpiotem, a potem praca, stres go przybiły. Co to wojna jest?
              > że ta
              > > k chętni rozdaje się coup de grâce?
              >
              > Ludzi nie da się poddawać konserwacji. Gdy biorę osobę z widocznym defektem to
              > nigdy, przenigdy nie dam się wplątać w pewne schematy.

              Ludzie "bez defektu" występują tylko na kartach książek. Ewentualnie jeszcze w niebie, jeśli ktoś wierzy :D

              > 1. Ja Cię uratuję. Będę kontrolować, wspierać, myśleć za Ciebie co możesz jeszc
              > ze zrobić żeby było nam lepiej. To przenosi odpowiedzialność na mnie a zdejmuje
              > z Ciebie.
              > 2.

              No właśnie, to są przykłady "schematów rodzinnych", bardzo popularnych w społeczeństwie bo powielanych bezrefleksyjnie. No więc wyobraź sobie że są jeszcze inne możliwości.
              • zawle Re: Ambiwalencja 06.03.16, 10:53
                druginudziarz napisał: > Ludzie "bez defektu" występują tylko na kartach książek. Ewentualnie jeszcze w
                > niebie, jeśli ktoś wierzy :D

                Dla mnie do pewnego momentu nazywa się to różnorodnością, innością. Defekty zaczynają się w momencie w którym trudno kontrolować własne życie.

                > No właśnie, to są przykłady "schematów rodzinnych", bardzo popularnych w społec
                > zeństwie bo powielanych bezrefleksyjnie. No więc wyobraź sobie że są jeszcze i
                > nne możliwości.

                To dużo bardziej skomplikowane drugi. A co do wyobrażania sobie myśli innych ludzi...nie , dziękuję, tego też nie robię:))
                Czekam więc na Twoje wyobrażenie, o ile chcesz się czymś podzielić
      • lippy100 Re: Ambiwalencja 06.03.16, 09:42
        marek.zak1 napisał:

        > proteinowy napisał(a):
        >
        > > W kilku ostatnich wątkach wróciła tematyczna oś tego forum: podli i słabi
        > mężczyźni unikający seksu ze swoimi atrakcyjnymi, wyzwolonymi i komunikującymi
        > partnerkami. Bardzo dobrze, dokładnie po to jest to forum.
        > ===========================================
        > Przemknęła Ci wzmianka z sąsiedniego wątku, mianowicie walka o władzę, które to
        > zdanie w końcu wykrztusza Lippy. Walka o władzę w łóżku i poza odbywa się popr
        > zez odmowę seksu, ale seksu na warunkach drugiej osoby. Przecież nie znamy wer
        > sji tego faceta. On wcale nie musi być słaby, ani podły, tylko seksu na jej war
        > unkach nie chce i to jest oczywiste.
        > Oczywiście teraz padnie argument, że on jest podły, bo się masturbuje.
        > Atrakcyjne, wyzwolone wykształcone partnerki maje nie rzadko wysokie wymagania,
        > w życiu i w łóżku, a te wymagania mogą być postrzegane jako meczące i stresują
        > ce.

        Marku - "nie chce seksu na jej warunkach i to jest oczywiste". On niestety nie zaproponowal niczego innego. Jakie sa bowiem jego warunki obecnie ?

        "Daj mi spokoj. Jako prawie 40-letni facet bede sobie ogladal, co chce".

        A niechby i ogladal, jakbym miala rzniecie non stop. Zamiast tego pojawilo sie odrzucanie.
        Gdzie tu logika pt."chce dobrze dla tego zwiazku".

        W takim razie - skoro to "oczywiste", jak piszesz - CO mozna zrobic dla takiego zwiazku ? O ile cokolwiek w ogole mozna...

        Proteinowy, a teraz odpowiem Tobie - obrzydliwy jest fakt, ze facet klamie. Obrzydliwy jest fakt, ze ucieka do pracy, zeby sie strzepac. Obrzydliwy jest fakt, ze nie powiedzial, ze czegos mu brakuje. Obrzydliwy jest fakt, ze nie zaproponowal zmian.

        Klamstwa, zatajanie, brak otwartosci - tak, to wszystko jest po prostu OBRZYDLIWE.

        Pomijam inne cechy charakteru, jak brak wrazliwosci, agresje i klotliwosc i malostkowosc ( on pamieta bowiem powody awantur sprzed lat i CIAGLE mi je wypomina ). A takze stale podkopywanie godnosci i obrazanie - "jestes chora psychicznie", "jestes porabana", "doprowadzasz mnie na skraj wscieklosci", "nie moge z toba wytrzymac", "wiedzma" etc,etc.. Ale nie o wszelkie epitety, jakimi mnie karmi, pytales. Ale to wszystko JEST obrzydliwe.

        Choc chcialabym widziec go jako slodkiego misia, ktory mnie nie zrani. Niestety, za bardzo wczulam sie w role ofiary, zeby umiec sie z tego samodzielnie wyolatac.
        • glamourous Re: Ambiwalencja 06.03.16, 15:19
          Lippy, spojrz na to wszystko z jego strony. "Obrzydliwe, ze klamie, obrzydliwe ze ucieka do pracy", itp. Ludzie na ogol klamia kiedy czuja sie przyparci do muru, osadzani, kontrolowani. To swoista ucieczka przed postawieniem pod sciana i niemilymi jego konsekwencjami. Przecietny facet w takich wypadkach - czyli majac w perspektywie przyznanie sie i awanture - nie bedzie otwieral przylbicy, bedzie wolal sklamac i miec swiety spokoj. W oczach meza weszlas niestety w nieprzyjemna role cerbera, straznika jego seksualnosci i kontrolera dystrybucji spermy. Cholernie trudno, zeby Cie w takich okolicznosciach pozadal. Przemysl to, prosze. Przeszlam przez to samo, i wiem teraz, ze kobieta ktora wchodzi w taka represyjno-opresyjna role, jawi sie facetowi bardziej jako wiezienny klawisz niz obiekt do schrupania. Seks z nia zaczyna mu sie kojarzyc z jakims obowiazkiem, z testem, z kontrola. Magia pryska, motylki odlatuja, dziwisz mu sie? I nie ma to nic wspolnego z Twoim wygladem i lozkowymi skills. On sie blukuje na Twoj temat, i tyle, a dalej jest tylko rownia pochyla.
          Widze to dokladnie teraz w moim zwiazku, kiedy role sie odwrocily, a proporcje wreszcie sa zdrowe. To nie masturbacja jest POWODEM calego zla, ona jest SKUTKIEM tego ze facetowi nie chce sie uprawiac seksu z Toba. Bo czuje za duza presje, ma do Ciebie o cos pretensje, zwiazek jest ewidentnie zaburzony.
    • zawle Re: Ambiwalencja 06.03.16, 09:15
      Szerzej to jest bardzo proste. Raz- bierze się kogoś kto w naszej ocenie stoi niżej, zdecydowanie niżej od nas. Potem zaczyna się go obdarzać uczuciem opartym na daniu szansy. Gdy ten ktoś nie spełnia WYMOGÓW, zaczynają się myśli o niewdzięczności, złej inwestycji, własnej głupocie, przeiwestowaniu. Taka osoba budzi obrzydzenie, bo pomimo szansy ( stanowimy ją my sami) nie chce wyjść ze swojego małego i nic nie wartego świata. Miłość to racjonalizacja tego że jeszcze tam siedzimy, no bo jakie jest inne wytłumaczenie?
      Tak więc proteinowy....miłość nie zawsze potrzebuje zaufania i dumy ze swojego partnera. Czasami wybiera się samców z 5 wyboru i usiłuje przekształcić w tych z co najmniej 3.
      • lippy100 Re: Ambiwalencja 06.03.16, 09:33
        Ot, co. Dziekuje.
      • marek.zak1 Re: Ambiwalencja 06.03.16, 09:46
        zawle napisała:

        > Szerzej to jest bardzo proste. Raz- bierze się kogoś kto w naszej ocenie stoi niżej, zdecydowanie niżej od nas. Potem zaczyna się go obdarzać uczuciem opartym na daniu szansy.
        ======================================
        Bierze się z altruizmu, że się coś w nim podoba, czy z poczucia misji, a może bo nie ma nikogo lepszego.
        Wymagania sie ma zawsze, tylko chodzi o to, jak są one wysokie i czy są realistyczne.
      • proteinowy Re: Ambiwalencja 06.03.16, 15:58
        > Tak więc proteinowy....miłość nie zawsze potrzebuje zaufania i dumy ze swojego
        > partnera. Czasami wybiera się samców z 5 wyboru i usiłuje przekształcić w tych
        > z co najmniej 3.

        Dobrze powiedziane. Byłem kiedyś w związku gdzie oboje się tak traktowaliśmy nawzajem. Bardzo "zabawny" związek :(
        • zawle Re: Ambiwalencja 06.03.16, 16:02
          Ja chyba też:)))
      • aandzia43 Re: Ambiwalencja 07.03.16, 13:26
        Tak Zawle, tak czasami jest :-) A czasem bierze się partnera ze swojej półki, traktuje jak równego sobie, długo długo obydwojepartnerzy iidą łeb w łeb, a potem jedno po drodze samo odpada w wyniku swoich własnych, na głębokim poziomie podjętych, decyzji.
        • moletka5 Re: Ambiwalencja 07.03.16, 14:02
          Odpada? Czy aby na pewno? A moze po prostu wybiera wlasna droge. Tyle tylko, ze Ty mozesz juz nie chciec jej z nim dzielic. I nie musisz.
          • aandzia43 Re: Ambiwalencja 07.03.16, 14:12
            Oczywiście, każda droga wybrana przez nas jest "własna" :-) Nawet jeśli wiąże się tylko z destrukcją i upadkiem i niczym więcej ;-)
            • moletka5 Re: Ambiwalencja 07.03.16, 14:32
              aandzia43 napisała:

              > Oczywiście, każda droga wybrana przez nas jest "własna" :-) Nawet jeśli wiąże s
              > ię tylko z destrukcją i upadkiem i niczym więcej ;-)

              A ile w zyciu jest takich czarno-bialych sytuacji? Czesciej to zalezy od tego, co uwazamy za "destrukcje i upadek".
              • aandzia43 Re: Ambiwalencja 07.03.16, 14:52
                W życiu czarnobiałych sytuacji (w znaczeniu decyzji) nie brakuje. Decyzja o wejściu na drogę przestępstwa, decyzja o nieleczeniu nałogu, decyzja o puszczeniu na żywioł instynktów, o których wiemy już z doświadczenia, że prowadzą nas na manowce. Oraz parę innych sposobów przescia na ciemną stronę mocy.
    • mabelle2000 Re: Ambiwalencja 06.03.16, 09:42
      proteinowy napisał(a):

      > Niemniej uderzyła mnie ambiwalencja opisów emocji jakie budzą ci panowie. Słowo
      > "obrzydzenie" pojawia się nieraz w stosunku do partnerów albo tego co robią. C
      > zasem w łóżku, czasem w odniesieniu do jakiejś cechy charakteru.

      Proteinowy, moze umowmy sie od razu, ze tepa dzida probujaca wymusic seks nie chce zadnego seksu, tylko chce byc masturbowana przy uzyciu ciala partnera. Tego sie domaga i o to wrzeszczy. Asolutnie nie interesuje jej czy czynnosci, ktore sama seksem nazywa, sa dzieleniem intymnosci, radosci, bliskosci, czy daja rozkosz obu stronom. Na ten temat nie ma ani slowa, bo to niewazne jest przeciez.
      • proteinowy Re: Ambiwalencja 06.03.16, 16:21
        mabelle2000 (widze to nie pierwszy raz) - umiesz w dwoch ostrych zdaniach napisac cos w czym ja bym sie cackal dwie strony.

        Ale szerzej, zostawiajac ten przypadek i bez negatywnej otoczki wokół tematu: myślisz, że kobieca psychika ma szerszą skalę do zmieszczenia nie tylko większej ilości niuansów ale i do odczuwania sprzecznych emocji w tym samym czasie? Tu oczywiście trzeba wrzucić wszystkie standardowe zastrzeżenia (że nie wszystkie kobiety/mężczyźni, że zazwyczaj itp)

        Ja mam relatywnie mało tej umiejętności. Np objawy starzenia się żony czy masakra po-porodowa (niektóre kobiety wracają do kształtów zbliżonych do przedporodowych inne - nie) nie mają wpływu na chęć na seks. Fakt, że jesteśmy spółką z nieograniczoną odpowiedzialnością, że chcąc nie chcąc trzeba czasem walczyć o zasoby (czas), partnerstwo jednym słowem gdzieś tam włącza niechcianą myśl, że sypiam z kumplem.
        • mabelle2000 Re: Ambiwalencja 07.03.16, 16:00
          proteinowy napisał(a):

          > myślisz, że kobieca psychika ma szerszą skalę do zmieszczenia nie tylko większej
          > ilości niuansów ale i do odczuwania sprzecznych emocji w tym samym czasie? Tu
          > oczywiście trzeba wrzucić wszystkie standardowe zastrzeżenia (że nie wszystkie
          > kobiety/mężczyźni, że zazwyczaj itp)

          Akurat w tym przypadku nie dopatruje sie sprzecznych emocji, widze tylko bezmyslnie klepane slowa, ktorych wprawdzie sprzeczna jest tresc, ale warstwa emocjonalna jest za to niezwykle spojna. Dla mnie przynajmniej. Nie wierze bowiem, ze da sie rownoczesnie kogos kochac i nienawidzic, szanowac i pogardzac, podziwiac i czuc obrzydzenie.
          Zdarza mi sie czasem doswiadczac rozmaitych emocji w stosunku do jednej osoby ( rzadko), nie dzieje sie to jednak w tym samym czasie i najwazniejsze- nie sa to skrajnosci z przeciwnych koncow skali.
          • zawle Re: Ambiwalencja 07.03.16, 16:06
            A mojej ocenie da się. Bliskość niejedno ma imię i barwę.
    • bgz0702 Re: Ambiwalencja 11.03.16, 00:39
      proteinowy napisał(a):

      > W kilku ostatnich wątkach wróciła tematyczna oś tego forum: podli i słabi mężcz
      > yźni unikający seksu ze swoimi atrakcyjnymi, wyzwolonymi i komunikującymi partn
      > erkami. Bardzo dobrze, dokładnie po to jest to forum.
      >
      > Niemniej uderzyła mnie ambiwalencja opisów emocji jakie budzą ci panowie. Słowo
      > "obrzydzenie" pojawia się nieraz w stosunku do partnerów albo tego co robią. C
      > zasem w łóżku, czasem w odniesieniu do jakiejś cechy charakteru.
      >
      > Ja do uczucia "kocham kogoś" potrzebuję co najmniej pożądania i zaufania. Nie c
      > zułem tego uczucia zbyt często i mówiłem o nim jeszcze rzadziej, zwłaszcza że w
      > brew obiegowej opinii kobiety nie potrzebują kłamstw werbalnych aż tak bardzo (
      > fraza "chcę Cię teraz zerżnąć" ma większe szanse na sukces niż fałszywe wyznani
      > a).
      >
      > Czy któraś z koleżanek mogłaby opisać to szerzej?

      "obrzydzenie" nie dosięgnęło mnie nigdy, jak coś mi nie gra to nie wchodze w zadne relacje albo sie wycofuje nim dosięgnie mnie obrzydzenie

      do "kocham" potrzebuje zaufania, miłość i seks nie ida dla mnie koniecznie w parze. Pożądanie kojarzy mi się z zakochaniem, a daleko temu do miłości. Ufać i pożądać to luksus, szkoda ze mam tak mało wiary aby móc się temu poddać;) no, moze az tak bardzo to nie załuje...;)
      • proteinowy Re: Ambiwalencja 11.03.16, 04:33
        > do "kocham" potrzebuje zaufania, miłość i seks nie ida dla mnie koniecznie w pa
        > rze. Pożądanie kojarzy mi się z zakochaniem, a daleko temu do miłości.

        To ciekawe. Jak rozumiesz miłość w takim razie?
        • bgz0702 Re: Ambiwalencja 11.03.16, 11:48
          ;) cześć. To nic skomplikowanego i raczej srednio ciekawe, pewnie standard, chyba ze ja mam inaczej;) Róznica jest taka, że miłość jest bardziej świadoma wad i zalet drugiej osoby i długiego związku. To podobny system wartości i chęć do kontynuacji zabawy na bardziej wymagającym poziomie. Ale trzeba to postrzegac jako zabawe, a nie obowiązek, mimo że czasami mus się wysilić, przegrać, oddać itp. Pożądanie zmienia się w tym czasie. W starych związkach rodzi się coś jak nawykowość- wybacz Marek ale tak bym to nazwała bo inne określenie nie przychodzi mi do głowy. To bardzo przyjemna nawykowość ale już nie pożądanie osoby i ogień z początku związku. To raczej bezpieczne powtarzanie przyjemnej czynności z osobą, która nas zna, dostarcza tej frajdy i realizuje seksualne potrzeby. Seks tutaj to raczej pożądanie doświadczania przyjemności wiążącej się z tą drugą osobą.
          Zakochanie to inny stan, bywa bardziej agresywne i wypalające. To często ułuda, bardziej krótki niż dłuższy stan emocji, przypisywanie cech nieprawdziwych obiektom westchnień, robienie rzeczy ponad miarę i w niezgodzie z własnym charakterem, co na dłuższą metę jest stanem niemożliwym do utrzymania i rodzi się frustracja, agresja i inne mało przyjemne akcje. Tak to widze;) A ty?
          • marek.zak1 Re: Ambiwalencja 11.03.16, 12:27
            bgz0702 napisała:

            W starych związkach rodzi się coś jak nawykowość- wybacz Marek ale tak bym to nazwała bo inne określenie nie przychodzi mi do głowy. To bardzo przyjemna nawykowość ale już nie pożądanie osoby i ogień z początku związku. To raczej bezpieczne powtarzanie przyjemnej czynności z osobą, która nas zna, dostarcza tej frajdy i realizuje seksualne potrzeby. Seks tutaj to raczej pożądanie doświadczania przyjemności wiążącej się z tą drugą osobą.
            =======================================================
            Jest wiele czynników, choćby wspólne mieszkanie, obecność obok dzieci, czy innych współmieszkańców, antykoncepcja, więc choćby zakładanie prezerwatyw, co nie sprzyja nastrojowi, zmęczenie dziećmi, pracą, warunkami życia, stresy, nerwy, które to po całości wpływają na seks. Zresztą tu na forum BSWM wszystkie te czynniki są opisywane jako nie sprzyjające udanemu seksowi i skutecznie gaszące "ogień".
            Tak więc nasza obecna sytuacja, z może mniejszym ogniem, ale całkowicie pozbawiona wymienionych czynników, wydaje mi się o wiele bardziej komfortowa i pozwalające na bezstresowe kotłowanie.
            Jak to nazwiesz, to już jest drugorzędne.

        • bgz0702 Re: Ambiwalencja 11.03.16, 12:00
          a co do: "miłość i seks nie ida dla mnie koniecznie w parze", to mam na mysli fakt, ze mi wystarcza sympatia do seksu, miłości nie potrzebuje

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka