merlin69
08.05.17, 22:44
moj ojciec umarł z nudów. gdy kilka dni przed śmiercia, siedzieliśmy nad stawem, łowili karasie
i popijali piwo, opowiadając zadziwiające historie ze swego życia w pewnym momencie stwierdził, że wszystkie ciekawe i ważne rzeczy w jego zyciu już sie wydarzyły, terazniejszość nie ma mu już nic do zaoferowania.
był nauczycielem, dzieci nie lubił, ale atmosfere szkoły bardzo.
przez ostatnich 50 lat sensem i ośrodkiem jego życia była działka a raczej hektarowa posiadłość
w którą włożył mnóstwo pracy tworząc własnymi rękami przepiekne miejsce z niesamowicie klimatyczną brzozową aleją, sadem, olbrzymim stawem i domkiem do którego od czasu do czasu sprowadzał ukrainki albo lokalne wiejskie kobity mające chwilowo dosyć swoich zapijaczonych meżów. miejsce to, słynne na całą okolicę, było otwarte dla wszystkich interesujacych ojca ludzi, chetnych na wysokiej klasy bimber i mających cos ciekawego do opowiedzenia o życiu i świecie.
mojej matce ten układ, mąż i najlepszy przyjaciel, ale przebywajacy większość czasu poza domem, bardzo odpowiadał. nie wnikała co on tam robi i z kim. był zawsze do dyspozycji kiedy go potrzebowała i mogła na nim całkowicie polegać. i tak to sie toczyło, aż któregoś dnia usiadł w fotelu, popatrzał na pusta klatkę po kanarku, ziewnął i ziuuut, już go nie bylo. matka obraziła sie, że zostawił ją samą z problemami całego świata, a nie tak sie przecież umawiali przed ślubem.