Dodaj do ulubionych

Czegos tu nie rozumiem.....

22.07.05, 13:51
Witam wszystkich na forum.Przypadkiem wczoraj wieczorem skakalam od jednego
forum do drugiego,i trafilam na to.Z czystej ciekawosci przeczytalam kilka
watkòw i ...Troche mnie zaskoczyly niektòre wypowiedzi zwiazane z sytuacja
malzenska.Zaskoczenie moze nie jest odpowiednim slowem,raczej daly mi do
myslenia.
Mezowie,ktòrym zona nie daje...i na odwròt.Nie moge jakos tego pojac.Nie moge
zrozumiec jak kobieta moze odmawiac(i na odwròt)czegos tak
wspanialego,intymnego,cudownego jak oddanie sie namietnym pocalunka i
pieszcotom.Nie miesci mi sie w glowie.Dzielenie sie z partnerem,mezem,czy
kochankiem tym co mamy,jest najcudowniejsza rzecza na swiecie.Calkowite
oddanie milosnym usciskom i wspòlne uniesienie dostarcza niesamowitych
wrazen.Jest czyms niepowtarzalnym nawet jesli para kocha sie codziennie,czy
dwa razy dziennie.Za kazdym razem jest to wspaniale przezycie.Uczucie
spelnienia i milosci.Moge zrozumiec,ze czasami sa chwile kiedy nie ma sie
ohcoty na wspòlzycie.ALE NIE TRZY,CZY PIEC LAT.
Jezeli kobiete odmawia,to jest to sygnal,ze w zwiazku jest cos nie
tak.Dzieci,dom,rodzina.To sa tylko wymòwki.Jezeli odmawia mezczyzna,to w
wiekszosci sytuacji oznacza,ze ma kochanke.
Kiedy zona zaczyna traktowac meza jak przyjaciela,to juz koniec.
Tak czy inaczej takie sytuacje sa dla mnie czyms niepojetym.Jak mozna sie nie
kochac z ukochana osoba?
Obserwuj wątek
    • lava71 Re: Czegos tu nie rozumiem..... 22.07.05, 13:55
      .. a można, uwierz mi.
    • mazowszanka5 Re: Czegos tu nie rozumiem..... 22.07.05, 14:01
      Aga9643 piszesz:
      > Kiedy zona zaczyna traktowac meza jak przyjaciela,to juz koniec.

      A co powiesz na to jezeli maz zarzuca zonie iz to wlasnie ona nie jest jego
      przyjaciolka?
      • aga9643 Re: Czegos tu nie rozumiem..... 22.07.05, 14:10
        Przepraszam nie rozumiem w jakim sensie nie jest jego przyjaciòlka?
        • mazowszanka5 Re: Czegos tu nie rozumiem..... 22.07.05, 14:13
          Na to nie moglam dostac odpowiedzi, niestety :( wiec nie sama nie wiem o co mu
          chodzi. Faktem jest ze tak mi powiedzial i zdania nie rozwinal...
          • aga9643 Re: MAZOWSZANKA 22.07.05, 14:31
            Tak mi przyszlo do glowy.Amoze stwierdzil tak,bo nie daje rady zwierzyc ci sie
            z problemòw jakie go drecza
            • mazowszanka5 Re: MAZOWSZANKA 22.07.05, 14:43
              Nie wiem ale to by oznaczalo ze nie wszystko mi mowi. Nie tak dawno mielismy
              mala "pogawedke" i jakos nie odnioslam wrazenia zebym sie w jakis
              sposob "wypiela" na jego problemy natomiast ja i owszem. Na moj problem nie
              dostalam jednoznacznej odpowiedzi, chybaze powinnam sie zadowlic ta ze on moze
              zyc bez seksu.
              • aga9643 Re: MAZOWSZANKA 22.07.05, 14:58
                Zaden facet nie moze zyc bez seksu.Dla nich to jak chleb powszedni.Chyba,ze
                Twòj maz ma zadatki na swietego,tak jak mòj.Byla zona mojego meza nie dawala mu
                przez trzy lata(bòle glowy,stres,dziecko,dom.....-do tego mòwila idz do
                burdelu,lub masz w glowie tylko jedno)i ani przez mysl mu nie przeszlo zeby ja
                zdradzic,a mial okazje.Potem ona mu doprawila rogi i sobie poszla.Zalosna,a
                przy tym k*wa:
                • mazowszanka5 Re: MAZOWSZANKA 22.07.05, 15:12
                  Tez mi sie tak wydaje, ale jakos nie widze go jak mnie zdradza. A moze wlasnie
                  sie tutaj myle. Jednym z tematow naszej pogawedki byl wlasnie temat zdrady i
                  powiedzial mi ze mnie jest pewny, ze go nie zdradze i ja powinnam jego tez byc
                  pewna. Wiec moze rzeczywiscie chce zostac swietym, ale dlaczego ja mam tez nia
                  zostac? Najgorsze w tym wszystkim jest to ze jak miedzy wierszami powiedzialam
                  ze poszukam sobie kogos to nie bylo reakcji, albo takiej o jakiej myslalam ze
                  powinna byc.
                  • aga9643 Re: MAZOWSZANKA 22.07.05, 15:20
                    Moim zdaniem nie zareagowal bo moze wlasnie na to liczy.Jak znajdziesz sobie
                    kogos,kto cie uszczesliwi to sama odejdziesz.A on bedzie mial czyste
                    sumienie,ze cie nie zdradzil i nie odszedl.Ten brak reakcji musial byc gorszy
                    od jakiej kolwiek reakcji.To musi byc okropne uczucie.
                    • mazowszanka5 Re: MAZOWSZANKA 22.07.05, 15:38
                      Masz racje to jest okropne uczucie, tak samo jak byc ciagle odrzucana. Moj
                      problem - chyba bardziej moralny niz fizyczny - polega na tym, ze chcetnie bym
                      to zrobila tylko nie bedac juz jego zona. Mamy dziecko, synka, ma dopiero 3
                      lata i jakos tak mi przykro sie robi jak milabym mu zabrac tate... A moze mam
                      zle podejscie do sprawy?
                      • aga9643 Re: MAZOWSZANKA 22.07.05, 16:01
                        No chyba troche sie mylisz.Przede wszystkim nie mozesz myslec,ze zabierasz mu
                        tate-bo tego nie robisz.Zawsze bedzie jego tata,jak ty mama.Napisze ci z
                        wlasnego doswiadczenia(troche bedzie dlugie)
                        Moi rodzice rozeszli sie jak jeszcze mnie nie bylo na swiecie.Ojciec pracowal
                        za granica,a moja mam sama wychowywala mojego brata i dodatkowo konczyla
                        szkole.Miedzyczasie mòj ojciec uzywal sobie ile popadlo.Potem wròcil,wielkie
                        przeprosiny.Nobiecywal zonie,ze sie zmienil-bla,bla,bla.No i urodzilam sie
                        ja.Odkad pamietam w domu nie bylo nigdy spokoju.Ciagle klòtnie,lamenty i
                        miesiace wzajemnego unikania.Oczywiscie ojciec mial kochanke na kazdym rogu.A
                        jego usprawiedliwienie bylo takie-w domu tego nie mam.Moze i bylo to
                        prawda,napewno.Tak czy inaczej po latach wysluchiwania i taktowania mnie jak
                        pileczke ping-pongowa powiedzialam ojcu,zeby odszedl z domu.Tak sie stalo.Co
                        prawda sytuacja w domu za bardzo sie nie zmienila.Mma nie miala z kim sie
                        klòcic wiec padlo na mnie.Po skonczeniu szkoly odeszlam z domu.Teraz mam wlasna
                        rodzine.Kiedy urodzila sie nasza còreczka zrozumialam jak wielki obowiazek na
                        mnie ciazy.Moja rada jast taka.Jezeli zdecydujesz sie zorstac z mezem,to:
                        1)uwazaj na dziecko,bo w takim wieku mysla ze to ich wina
                        2)jezeli to mozliwe rozstan sie z mezem po dobroci dla maluch.Musi wiedziec,ze
                        nawet jesli nie mieszkacie razem nadal jestescie dla niego w kazdej chwili
                        3)pozwòlcie decydowac dziecku.Wiadomo tydzien bylby z toba,no bo szkola,a
                        weekend z ojcem-mniemam.
                        4)nie wciagajcie dziecka w wasze dyskusje,czy klòtnie.Nie powinien niczego
                        slyszec.
                        5)nie pròbujcie oczerniac sie nawzajem,przed dzieckiem
                        To tak w skròcie,gdybys chciala zostawic meza.Mam nadzieje,ze cie czyms nie
                        obrazilam.Rozstanie rodzicòw jest ciosem dla dziecka,nawet jak ma 30
                        lat.Dlatego na pierwszym miejscu nalezy stawiac zawsze ta mala istotke,a nie
                        urazona dume i chec zemsty.
                        • mazowszanka5 Re: MAZOWSZANKA 22.07.05, 16:44
                          Dzieki, nie urazilas mnie. Wiem, ze przy rozstaniu musze brac dobro dziecka i
                          dlatego jest mi ciezko to zrobic. Wiem tez ze nie chcialabym sie rozstac w
                          jakiejs niezgodzie, bo przeciez i tak bysmy sie widywali... Jedyne czego nie
                          moge sobie zarzucic, to to ze jak zaczynam rozmowe lub chce zwrocic uwage
                          mezowi odnosnie jego zachowania wobec np. dziecka wtedy zawsze wybieram taka
                          pore gdy synek spi lub nie ma go w pobliżu i nie uslyszy mojej uwagi. Niestety
                          nie moge powiedziec tego samego o moim mezu. Kiedys jak zwrocilam mu na to
                          uwage to najpierw sie oburzyl ze przeciez on nic takiego nie robi i owszem
                          zwracal mi uwage "na osobnosci", ale trwalo zaledwie kilka dni. Oprocz mojego
                          bolu z powodu odrzucenia boli mnie atmosfera w domu. Dziecko potrzebuje spokoju
                          i czuc milosc a tego raczej nie widzi:(
                          • aga9643 Re: MAZOWSZANKA 22.07.05, 17:31
                            Kurcze,jak ja ci wspòlczuje.Sluchaj w takim przypadku najlepiej chyba
                            zadzialalaby terapia wstrzasowa.Twòj maz musi sie obudzuc.Nie mozecie tak
                            zyc.Juz sam fakt odrzucenia najukochanszej osoby jest niedopomyslenia.Jeszcze
                            gorzej jak jast dziecko.One rozumieja jak dzieje sie cos zlego.Przepraszam
                            jezeli jestem zbyt bezposrednia,ale jestes pewna na 100%,ze maz nie ma kochanki?
                            Jakas przyczyna musi byc,ze maz cie odrzuca.Moze fakt,ze nie komunikujecie jako
                            przyjaciele.Moze twòj maz ma jakies fantazje seksualne,ale boi sie z toba o
                            nich rozmawiac.Moze mysli,ze go wezmiesz za nienormalnego(zreszta co dzisiaj
                            jest normalne).Moze o to mu chodzilo,kiedy ci powiedzial ze nie jestes jego
                            przyjaciòlka.A jak bylo przed ciaza? Tak samo?
                            A moze za bardzo poswiecilas sie dziecku i poczul sie odtracony?Pamietam dobrze
                            teksty mojego meza-teraz masz dzidziusia i ja juz sie nie licze.Moze to jest
                            wlasnie to.Moze twòj maz jest zazdrosny o waszego synka.Zastanawialas sie moze
                            nad tym?
                            • mazowszanka5 Re: MAZOWSZANKA 25.07.05, 09:43
                              Witam! NIe wiem o jakiej kuracji wstrzasowej myslisz. Jesli chodzi o zdrade to
                              mogloby to zadzialac ale nie wiem czy nie skonczylo by sie wtedy definitywnie
                              rozwodem. A moze w ten sposob pomoglabym jemu podjac decyzje? Nie wiem, wiem ze
                              jeszcze troche mi zalezy i dlatego jest mi ciezko. Nie sadze by maz mial
                              kochanke, no chyba ze ona przychodzi do nas do domu w ciagu dnia... (maz
                              pracuje w domu). Przed slubem nie moglismy sie oderwac od siebie - co chyba
                              wydaje sie normalne:) po slubie nie odrobine spadlo, ale nie bylo to to co w
                              tej chwili. Z fantazjami to tez nie sadze, bo jesli eksperymentowalismy to
                              pomysly szly zawsze z obydwu stron. Wiec nie powinno byc tutaj takiego
                              problemu. Nie wydaje mi sie zebym postawila dziecko przed mezem. Nie dalam mu
                              tego odczuc.
                              • aga9643 Re: MAZOWSZANKA 25.07.05, 15:14
                                Faceci to nic innego jak dzieci w wymiarze XXL.Potrafia byc zazdrosni o byle
                                co,obrazaja sie i czasmi potrzebuja,zeby zona robila za mamusie,bo jak nie to
                                sie czuja odtraceni(to zazwyczaj,jak cos im jest-umieraja na bòl
                                gardla).Pozdrawiam
                                • lava71 Re: MAZOWSZANKA 25.07.05, 15:47
                                  ... z dzieciństwa to wynosimy też pociąg do zabawy w lekarza:))
                                  • aga9643 Re: MAZOWSZANKA 25.07.05, 16:10
                                    i w pielegniarki:D
    • sara70 Re: Czegos tu nie rozumiem..... 22.07.05, 14:12
      Ja tez jeszcze 10 lat temu moglabym tak napisac. Ale coz... Sa rzeczy, ktore
      dopoki sie nie wydarza nie mozna ich zrozumiec. Zycze pozostawania zawsze w
      trwalych i udanych zwiazkach.
      • aga9643 Re: Czegos tu nie rozumiem..... 22.07.05, 14:19
        Sara 70 moznaby pomyslec,ze masz sto lat.Masz racje dopòki sie nie odczuje na
        wlasnej skòrze nie mozna zrozumiec.Na szczescie jestem w trwalym i udanym
        zwiazku,choc dosc mlodym.Jestesmy malzenstwem o 4 lat i mamy roczna còreczke.Do
        tego jestem weekendowa macocha.Takze problemòw na codzien nam nie brakuje.
        • sara70 Re: Czegos tu nie rozumiem..... 22.07.05, 14:24
          Ja nie twierdze, ze brakuje Ci problemow. Masz racje naprawde czasami sie czuje
          jakbym miala 100 lat :)). Chodzilo mi o to, ze trudno wyjasnic komus kto nie
          mial takich problemow skad sie one biora i dlaczego tak sie dzieje i to nie
          chodzi tylko o seks w malzenstwie. Ja do dzisiaj nie wiem dlaczego tak sie
          dzialo wiec tym bardziej nie jestem w stanie tego nikomu wyjasnic. Pozdrawiam.
    • e.karina Re: Czegos tu nie rozumiem..... 22.07.05, 21:25
      Najpiekniej by bylo gdyby wszyscy dobierali sie idealnie, takze w sferze
      seksualnosci, a jest to wazna sprawa w kazdym zwiazku. Niestety z tym
      dobieraniem sie roznie bywa. Ktos sie zakochal, zwiazek funkcjonuje, wiez jest
      ale okazuje sie ze potrzeby seksualne sa skrajnie rozne, lub po prostu rozne.
      Wtedy zaczyna jedna strona cierpiec. A wlasciwie obie strony. Z tym ze wydaje
      mi sie ze strona ktora ma wieksze potzeby cierpi bardziej. Czuje sie odrzucona,
      niekochana, nieatrakcyjna...

      Nie mozna generalizowac ze facetom zawsze sie chce. Bylam w zwiazku 5 letnim, a
      pozycie bylo nieciekawe. On mial mase obowiazkow jeszcze wiecej zainteresowan,
      wlasciwie miedzy nami wszystko bylo ok, kochanki nie mial, ciagle gdzies
      wychodzilismy, jezdzilismy, ciagle razem, wieczorem padalismy zmeczeni do
      lozka, ale spalismy obok siebie. Kochanie sie raz na dwa tygodnie to dla mnie
      za malo. Nie odczuwalam przyjemnosci po prostu musialam sobie przypomniec ze
      taka rzecz jak sex istnieje. Na ciag dalszy musialam czekac znowu 2 tyg.

      Tlumaczylam, mowilam jak ja to odbieram, czego potrzebuje. Ale moj partner nic
      nie zmienil, nie pomogly prosby, moze pozniej czul sie wrecz zmuszany, nie bylo
      juz radosci z uwodzenia, przytulania. Ja nie czulam sie tak do konca kobieta.
      Jest jednak w kazdym z nas takie przekonanie ze facet zawsze powinien chciec.
      Wiec jak kobieta czuje sie ta strona odtracana w zwiazku to cierpi jeszcze
      bardziej.

      W koncowej fazie tego zwiazku w ogole zabraklo bliskosci, ja zadecydowalam ze
      jak mamy to robic tylko raz na dwa tygodnie to ja w ogole nie chce. I przez rok
      zapomnialam o tym co to jest seks. Pracowalam dwa razy wiecej, i jakos nawet
      nie odczuwalam braku.

      Rozstalismy sie nie przez seks a wlasciwie jego brak. Byly inne powody, roznice
      i sprawy ktorych nie chcielismy naprawiac. Kazde z nas mialo zupelnie inna
      wizje jak chce dalej zyc, jakie ma ambicje i plany.

      Moze to balo przyzwyczajenie, z drugiej strony ja lubie taka codziennosc we
      dwoje.

      A teraz mam meza (od grudnia) i jestem bardzo szczesliwa. Mam to szczescie ze
      mamy podobne wrecz takie same potrzeby seksualne. Jak pieknie znow czuc sie
      kobieta, jak ja uwielbiam mojego mezczyzne za to ze mnie tak pragnie i tak
      czesto mi to okazuje. Uwilebiam jego potrzeby, uwielbiam to ze czasem nie
      potrafi o niczym innym myslec jak tylko o tym zeby isc ze mna do lozka. Mase
      kasy wydaje na seksowna bielizne, bo teraz czuje sie kobieta atrakcyjna,
      tajemnicza pociagajaca a wszysto to dla mojego Skarbka. Ja po prostu odzylam.
      Fakt mamy duzo obowiazkow i jestesmy zaganiani ale mamy swoje rytualy jak
      masaz, wspolna kapiel, niedziela w lozku (niestety nie kazda).
      To jest cuudowne.
      Nie chodzi o to ze to poczatek, a pozniej zblednie, bo wszystko sie zmienia,
      ale ja wiem ze pod tym wzgledem do siebie pasujemy. W poprzednim zwiazku tego
      nigda nie mialam.

      Uwielbiam bliskosc mojego Meza, uwazam ze to bardzo zbliza i nie powinno sie w
      zwiazku tef sfery zaniedbywac.

      Pozdrawiam.
    • walker22 Re: Czegos tu nie rozumiem..... 22.07.05, 22:04
      Mezowie,ktòrym zona nie daje...i na odwròt.Nie moge jakos tego pojac.Nie moge
      zrozumiec jak kobieta moze odmawiac(i na odwròt)czegos tak
      wspanialego,intymnego,cudownego jak oddanie sie namietnym pocalunka i
      pieszcotom.

      Nie miesci mi sie w glowie.Dzielenie sie z partnerem,mezem,czy
      kochankiem tym co mamy,jest najcudowniejsza rzecza na swiecie.Calkowite
      oddanie milosnym usciskom i wspòlne uniesienie dostarcza niesamowitych
      wrazen.Jest czyms niepowtarzalnym nawet jesli para kocha sie codziennie,czy
      dwa razy dziennie.Za kazdym razem jest to wspaniale przezycie.Uczucie
      spelnienia i milosci.Moge zrozumiec,ze czasami sa chwile kiedy nie ma sie
      ohcoty na wspòlzycie.ALE NIE TRZY,CZY PIEC LAT.
      Jezeli kobiete odmawia,to jest to sygnal,ze w zwiazku jest cos nie
      tak.Dzieci,dom,rodzina.To sa tylko wymòwki.Jezeli odmawia mezczyzna,to w
      wiekszosci sytuacji oznacza,ze ma kochanke.
      Kiedy zona zaczyna traktowac meza jak przyjaciela,to juz koniec.
      Tak czy inaczej takie sytuacje sa dla mnie czyms niepojetym.Jak mozna sie nie
      kochac z ukochana osoba
      • walker22 Re: Czegos tu nie rozumiem..... 22.07.05, 22:12
        sorry, za szybko mi się kliknęło...

        "Mezowie,ktòrym zona nie daje...i na odwròt.Nie moge jakos tego pojac.Nie moge
        zrozumiec jak kobieta moze odmawiac(i na odwròt)czegos tak
        wspanialego,intymnego,cudownego jak oddanie sie namietnym pocalunka i
        pieszcotom."

        dla niektórych sex nie jest czymś tak "wspaniałym, intymnym...", po prostu

        "Nie miesci mi sie w glowie.Dzielenie sie z partnerem,mezem,czy
        kochankiem tym co mamy,jest najcudowniejsza rzecza na swiecie."

        dla niektórych są cudowniejsze rzeczy

        "Calkowite oddanie milosnym usciskom i wspòlne uniesienie dostarcza
        niesamowitych wrazen."

        nie każdy oddaje się całkowicie i nie dla każdego są to niesamowite wrażenia

        "Jest czyms niepowtarzalnym nawet jesli para kocha sie codziennie,czy
        dwa razy dziennie.Za kazdym razem jest to wspaniale przezycie."

        Jeśli czytałaś forum, to jednak nie jest tak w każdym przypadku i część osób
        też tego nie rozumie, dlatego pisze...

        "Uczucie spelnienia i milosci.Moge zrozumiec,ze czasami sa chwile kiedy nie ma
        sie ohcoty na wspòlzycie.ALE NIE TRZY,CZY PIEC LAT.
        Jezeli kobiete odmawia,to jest to sygnal,ze w zwiazku jest cos nie
        tak.Dzieci,dom,rodzina.To sa tylko wymòwki.Jezeli odmawia mezczyzna,to w
        wiekszosci sytuacji oznacza,ze ma kochanke."

        strasznie proste się to teraz wydaje...

        "Kiedy zona zaczyna traktowac meza jak przyjaciela,to juz koniec."

        na początku mój mąż był tylko przyjacielem, wtedy sex kręcił najbardziej,
        zapewniam!!

        "Tak czy inaczej takie sytuacje sa dla mnie czyms niepojetym.Jak mozna sie nie
        kochac z ukochana osoba"

        oj, można...
        • aga9643 Re: Czy jest tu mezczyzna... 22.07.05, 23:04
          lub kobieta,ktòra nie ma najmniejszej ochoty na lòzkowe igraszki z zona/mezem?
          Moze jakby znalazla sie taka zona/maz to by troche naswietlila sytuacje.A
          przede wszystkim wyjasnil(a) przyczyne pojawiajacego sie kryzysu w malzenstwie.

          Jezeli dla jakiejs osoby sex nie jest czyms wspanialym i intymnym(mam na mysli
          caly czas kochajaca sie pare)to ta osoba ma jakis problem.
          To po pierwsze,po drugie.Jezeli w zwiazku mezczyzna nie oddaje sie calkowicie
          swojej ukochanej-idem ukochana ukochanemu,to co to za zwiazek?
          Kiedy dwie osoby sie zakochuja w sobie,chca byc razem,pobieraja sie.To
          oznacza,ze jedno ufa bezgranicznie drugiemu.Ze nie maja przed soba tajemnic.Ze
          jedno jest wierne drugiemu.I nie ma nic cudowniejszego niz polaczenie sie w
          jedno w milosnym uscisku.
          Wiec(sa to zawsze moje rozwazania)jezeli nie sa w stanie zatracic sie w sobie i
          wspoòlne wspòlzycie nie dostarcza wrazen-to po co wogòle cokolwiek zaczynac.
          Sex to nie obowiazek,sex to przyjemnosc.Jezeli jednak decydujemy sie na wspòlne
          zycie z druga osoba.To musimy uszanowac jej potrzeby.Nie mozna odsunac
          ukochanego/ukochana tylko dlatego,ze ma wiekszy apetyt.A co gorsza wytykac
          jej/jemu to.Nalezy znalesc ten magiczny zloty srodek(co nie jest takie proste w
          zyciu codziennym).
          Kochanie sie to sposòb na okazanie milosci,a nie tylko zaspokojenie potrzeby
          fizycznej.Jest to najpiekniejsze KOCHAM CIE wyrazona calym/cala soba.
          Dlatego jest wrecz dla mnie niepojete jak mozna sie nie kochac z ukochana osoba.
          • woman-in-love Re: Czy jest tu mezczyzna... 23.07.05, 13:02
            Aga, ostatni fragment twojego postu powinien być rozlepiony na ulicach,żeby
            wszyscy go codziennie czytali. Pięknie to ujęłaś: KOCHAM CIĘ wyrażone całym
            sobą. Tak i ja rozumiem seks.
          • kraxa Kiedy dwie osoby sie zakochuja w sobie,chca byc ra 25.07.05, 12:17
            Kiedy dwie osoby sie zakochuja w sobie,chca byc razem,pobieraja sie.

            Uwazasz, ze to jedyna kolej rzeczy??? Teraz ja czegos tu nie rozumiem. Ty nie
            chcesz dopuscic zadnej innosci- w postawach zyciowych, w temperamentach, w
            sposobie odczuwania. Nie gniewaj sie, ale uwazam, ze Twoja wykladnia "seksu
            malzenskiego" jako jakiegos kosmicznego zespolenia traci z lekka Harlequinem.
            • lava71 Re: Kiedy dwie osoby sie zakochuja w sobie,chca b 25.07.05, 12:23
              kosmiczne zespolenie ... to mi się podobało:))
    • laurka2005 Re: Czegos tu nie rozumiem..... 24.07.05, 12:59
      Jesli czegos tu nie rozumiem to Ciebie, która "czegos tu nie rozumie" . Jesli
      nie stanowi to dla Ciwebie problemu, to sie nie wypowiadaj w taki sposób, tylko
      cos doradz, jak Ty postepujesz gdy na nic nie masz ochoty, no chyba że zawsze
      jeste "goraca i gotowa"
      • walker22 Re: Czegos tu nie rozumiem..... 24.07.05, 21:20
        ...tylko niestety i to się niektórym nudzi... I co wtedy???
        • anoresk Re: Czegos tu nie rozumiem..... 24.07.05, 22:08
          To nie tak ,że się nudzi . Seks w długoletnim zwiazku przechodzi wiele
          faz.Ludzie nie zdają sobie sprawy , że na te fazy można w dosyć znacznym
          stopniu wpływać.Oczywiście , nie zachowa się poządania z pierwszego roku
          związku , ale po 10 latach , przy wspólpracy obu stron , można z pożycia
          czerpać satysfakcję.
          W moim związku to ja byłam , tą co chciała i miała ochotę. Z partnerem ogólnie
          coraz gorzej.Mój partner nie zdobył się , tak jak ja , do szukania rozwiązań w
          specjalistycznych książkach , gdy hormony zakochania i szczęścia zaczęły
          siadać .
          Po paru miesiącach ćwiczeń zalecanych przez znanych seksuologów ,
          zrezygnowałam.Nie widzę sensu poświęcania się , gdy druga strona ma sprawę
          gzieć głęboko.
      • aga9643 Re: Laurka 2005 25.07.05, 11:43
        Witam,
        Dlaczego mam sie nie wypowiadac w taki sposòb?
        Czy cos Cie obrazilo w tym co napisalam.
        Nie prawda jest,ze jestem zawsze goraca i gotowa.Zdarza sie i mnie,ze nie mam
        ochoty.Zdarza sie tez mojemu mezow.
        Mam cos doradzic.No dobra.O to co robie jak mam duuuuza ochote a on nie(dziala
        zawsze).Scenka:
        ja- Kochanie masz ochote na male co nie co?
        on-nie slonko,nie dzisiaj.Jestem zmeczony.
        ja-zrobic ci mily masaz?Troszke sie odprezysz.
        on-jestes aniolem
        No i wtym momencie jest juz mòj.Jeszcze nie zdolal oprzec sie moim pocalunkom
        (zwlaszcza w pewnym bardzo intymnym miescu).Uwielbiam takie nieuczciwe
        zagrania.On chyba tez.
        A co robi on jak ja nie mam ochoty?
        Po pierwsze nigdy nie pyta,czy mam ochote.Bo z regòly mam zawsze.Po prostu
        zaczyna mnie obsypywac calunkami.Zna mnie wystarczajaco,zeby z rozumiec na co
        mam ochote.Jezeli jednak naprawde nie mam ochoty,to mu to poprosyu mòwie.Ale
        nigdy nie obracam sie na drugi bok i zasypiam.Przytulam sie do niego i mocno
        obejmuje.
        Byl okres kiedy naprawde nie mialam ochoty.Inie robilismy tego przez prawie
        trzy miesiace.Ale to bylo podczas ostatnich dwòch miesiecy ciazy i zaraz po
        porodzie.
        Podejrzewam,ze nasz sekret tkwi w tym,ze kochamy sie bo sie pragniemy.A nie
        poniewaz jestesmy malzenstwem.Wiec trzeba to robic,bo jak nie to malzenstwo
        szlag trafi.Poza tym nie mamy przed soba tajemnic.Jezeli mamy jakies fantazje
        seksualne,lub czegos chcemy w danym momemcie to sobie to mòwimy i akceptujemy
        nasze pragnienia.Nie wyobrazajcie sobie teraz niewiadomo czego.Pozdrawiam
        wszystkich
        • ewolwenta Re: Laurka 2005 25.07.05, 12:46
          A ile lat trwa ta idylla?
          Coś mi się zdaje, że za następnych 5 – 10 zaczniesz rozumieć. Choć Ci tego nie
          życzę.
          • kampai Re: Laurka 2005 25.07.05, 13:46
            Aga9643, twoja wypowiedź jest dla mnie wyrazem pewnej walki. Walczycie oboje o
            to by było dobrze. Problem w tym, że wiele osób w dzisiejszym świecie woli mieć
            święty spokój i upajać się zmęczeniem. A najważniejsze jest ratować się w ten
            czy inny sposób
            • aga9643 Re: kampai 25.07.05, 14:39
              walka,zeby bylo dobrze...?
              upajac sie zmeczeniem?
              ratowac sie w ten,czy inny sposòb?
              Po pierwsze o nic nie walczymy.
              Po drugie.Skoro w dzisiejszym swiecie ludzie wola miec swiety spokòj i
              wybieraja upajanie sie zmeczeniem.No to wszystko jasne dlaczego malzenstwa
              szwankuja i jest tyle rozwodòw.
              Po trzecie.Ratowac sie.Od czego?Od osoby,ktòra sie poslubilo i ktòra sie kocha
              ponad zycie.To jakas paranoja.Poco wogòle z kims byc.Zenic sie i plodzic
              dzieci.Skoro z gòry zaklada sie totalna klape.
              Ktos poròwnal moje malzenstwo do jednych z tych romansidel.DZIEKUJE CI
              BARDZO.To najmilsza rzecz jaka moglam przeczytac.I tak jest.Stworzylismy z
              mezem nasz wspòlny raj i jestesmy szczesliwi ze to widac.
              Jak wszyscy mamy nasze problemy i zdarza nam sie czasami poklòcic.Potem jednak
              zdajemy sobie sprawe,ze to strata czasu.Wolimy sie cieszyc z zycia,z osiagniec
              naszych dzieci.
              Jezeli ktos walczy o to zeby bylo dodrze.To znaczy,ze juz jest cos nie tak.
              Moge zrozumiec,ze z czasem cos moze ulec zmianie,choc watpie.Jestesmy razem
              cztery cudowne lata(ktos tu zaraz wyskoczy,ze to malo i ze za 10 wszystko sie
              zmieni).I przenic w swiecie nie zamienilabym godzinki z molim mezem na cos
              innego.
    • thistle Re: Czegos tu nie rozumiem..... 25.07.05, 14:12
      Seks to czesć zwiazku - nie u wszystkich jednakowo duża. Jeśli na związki
      patrzeć tylko "od dupy strony" (sorry, taka perspektywa tu panuje) - to obraz
      jest zawsze krzywy. Seks łaczy tylko gdy obie strony potrzebują go tak samo, a
      tak bywa tylko czasami. Po paru latach namiętność wygasa, i zostaje tylko
      mniejsza lub wieksza satysfakcja - i nie ma co załamywać rąk, jeśli zwiazek
      jest mocny, są inne "łączniki", to przetrwa. Jednym z takich łaczników jest
      przyjaźn - jak dla mnie w zwiazku nieporównanie cenniejsza od seksu. Innym
      dzieci, innym "małą stabilizacja" i poczucie bezpieczeństwa, wspólne
      pasje,wspólne kłopoty (a jakze!). W kazdej z tych dziedzin mozna wyrazić swe
      uczucia, a seks to raczej wskaźnik,ze właśnie w nich jest ok. Bo to w gruncie
      rzeczy taka bardzo egoistyczna gimnastyka.
    • aga9643 Re: Czegos tu nie rozumiem..... 25.07.05, 14:59
      A tak wogòle to co to za rozumowanie,ze malzenstwo jest fajne przez pierwszych
      kilka lat(bo hormony szaleja,bo nie zauwaza sie wad tej drugiej osoby),a potem
      to musi sie popsuc,bo przychodza dzieci na swiat.Bo zona to juz nie ta(nic ino
      biega ze scierka i w dresie po domu).Bo seks juz nie ten,bo to ciagle to
      samo.Bo po latach mija ta namietnosc z pierwszych lat.Bo zona sie zmienia,nic
      tylko marudzi,ze facet nic nie robi i nie ma na nic ochoty...........
      BREDNIE,BREDNIE,BREDNIE
      Prosty przyklad:
      Kupujemy samochòd,o ktòrym zawsze marzylismy.Przez jakis czas go wrecz pucujemy
      codziennie.Co sobote myjemy,odkurzmy w srodku,naprawiamy jak cos sie psuje itd.
      Po jakims czasie jednad zaczynamy myc samochòd raz na miesiac...Jeszcze pòzniej
      raz na dwa.Prakujemy gdzie popadnie.Jednym slowem zaczynamy tracic
      zainteresowanie naszym wymarzonym samochodem.A potem ,po jakims czasie
      zaczynamy narzekac,jaki to on brudny,porysowany,tapicerka w plamach.
      Tak samo jest miedzy dwojgiem ludzi.Nalezy dbac o to co ich laczy,pielegnowac
      uczucia.Nic samo sie nie robi,potrzebne sa checi.
      Gdzies kiedys przeczytalam cos takiego:

      "Milosc miedzy dwojgiem ludzi nie umiera.Odchodzi,gdy sie na nia nie zasluguje"

      I ja sie z tym kompletnie zgadzam.Milosc nalezy sznowac,nalezy o nia dbac i nie
      pozwolic jej odejsc.
      Pewnie ktos pomysli,ze jestem nawiedzona :))))
      • thistle Re: Czegos tu nie rozumiem..... 25.07.05, 15:55
        To seks z tą samą osobą jest fajny przez parę lat ,potem o fajności decyduja
        inne rzeczy,dlatego są małzenstwa, które trwają. Oczekiwanie niezmiennej
        namiętnosci w małzenstwie przez wiele lat jest dosć egzaltowaną naiwnością.

        Samochód najlepiej odpucowany po pieciu - pietnastu latach jest tylko zadbanym,
        starym modelem,o którego wartości decyduje głównie sentyment, a nie błysk
        lakieru.
        Miłość zostaje,ale nie oznacza już bicia serca na mysl o wieczorze kotłowania
        sie w łózku - równie fajny jest spacer czy rozmowa, bo juz niczego nie trzeba
        udowadniać. I też jest pięknie,tylko trzeba wyjść trochę poza swój egoizm i
        swoje potrzeby.

        za 10-15 lat będziesz szczytować z nim od niechcenia
        copyright loppe
        • ewolwenta Re: Czegos tu nie rozumiem..... 25.07.05, 16:42
          > udowadniać. I też jest pięknie,tylko trzeba wyjść trochę poza swój egoizm i
          > swoje potrzeby.

          I czasem dać partnerowi czego pragnie. Choć nie własnym kosztem, bez zbędnych
          poświęceń.
          • thistle Re: Czegos tu nie rozumiem..... 27.07.05, 10:44
            I czasem dać partnerowi czego pragnie. Choć nie własnym kosztem, bez zbędnych
            > poświęceń

            o właśnie!
            seks "z poświecenia"to głupi pomysł, IMO ciezko szkodliwa czynnosc. Lepiej
            poczekac, aż się "zachce" (moze nie dwa lata, ale dwa tyg, to chyba łatwo?)
            Rezygnacja z seksu na jakis czas tez moze byc takim "daniem czegos". Wystarczy
            potrafić sobie znaleźć cos innego,miłego do robienia razem .
            I jezdzic tym autkiem, a nie tylko je pucować :)
            • ewolwenta Re: Czegos tu nie rozumiem..... 27.07.05, 11:40
              Wiesz Thistle ja jak zwykle jestem zwolenniczka nie przeciągania w żadną stronę.
      • ewolwenta Re: Czegos tu nie rozumiem..... 25.07.05, 16:40
        To akurat prawda, że o miłość trzeba dbać inaczej gaśnie.
        • drobiazg Re: Czegos tu nie rozumiem..... 27.07.05, 12:36
          ewolwenta napisała:

          > To akurat prawda, że o miłość trzeba dbać inaczej gaśnie.

          pewnie, że tak ! tylko moim zdaniem dbać musza obie strony , jedna nawet jak ma
          najbardziej na świecie ugodowy charakter to nie da rady
          • ewolwenta Re: Czegos tu nie rozumiem..... 27.07.05, 13:25
            a dokładnie tak jak mówisz
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka