Dodaj do ulubionych

zdrada cd.

04.10.05, 18:17
Ja tak sobie do tej pory tylko czytam. Ale poniewaz zaczynam wpadac w
przesade to prosze o rade. Czy gdy ktos Was robi w trabe (pod koniec zwiazku -
ale zawsze, tym bardziej ze na trabe wybral znajoma wspolna), a dwie niby
najlepsze kolezanki, z ktorymi zna sie czlowiek 10 lat nic Ci nie powiedza,
to nalezy miec do nich pretensje czy nie. Tłumaczenie ich jest takie że nie
chciały mi robic krzywdy, wiec dowiedziec sie musialam z glupiego zrodla.Co
nie powiem narazilo mi niezle nerwy?
Obserwuj wątek
    • anais_nin666 Re: zdrada cd. 04.10.05, 20:23
      Był już na tym forum roztrząsany temat mówić o tym czy nie i do wspólnych
      wniosków nie doszliśmy. Nastąpił podział na tych, którzy uważaja, ze nalezy
      informowac i tych, kt. sadza, ze nie powinno sie mowic.
      Kolezanki Ci nie powiedzialy, masz im to za zle. Ale co mialy Ci powiedziec?
      Zeby z taka informacją leciec do Ciebie musialyby faktycznie cos wiedziec. To,
      ze widzialy np. Twego faceta z inna kobietą w knajpie o niczym nie swiadczy. To,
      ze np. szedl z kims po miescie tez nie musialo oznaczac romansu. Prawda? A
      sugerowac Ci cos co im sie wydaje moze narobic wiecej szkody niz pozytku. Dopoki
      sie przypuszcza, a nie wie to mysle, ze powinno sie sobie darowac tego typu
      szczerosc.
      Gdybym widziala meza przyjaciolki w sytuacji mocno(!) znaczacej na pewno
      pogadalabym najpierw z owym mezem nim poszlabym do niej. Albo inaczej,
      pogadalabym z nim, by cos z tym zrobil...
      • mx311 Re: zdrada cd. 04.10.05, 20:35
        > Gdybym widziala meza przyjaciolki w sytuacji mocno(!) znaczacej na pewno
        > pogadalabym najpierw z owym mezem nim poszlabym do niej. Albo inaczej,
        > pogadalabym z nim, by cos z tym zrobil...

        BARDZO MĄDRA RADA!!!!!
    • morbius1 Re: zdrada cd. 05.10.05, 08:20
      niezależnie od rozsądnych argumentów anais inne pytanie.
      dlaczego, nawet gdyby wszystko wiedziały, miałyby ci twoje przyjaciółki
      cokolwiek powiedzieć? mamy żyć w społeczeństwie donosicieli? "jedna pani drugiej
      pani...." - byleby o czymś poplotkować - czy jak to ma być?
      • rosemary4 Re: zdrada cd. 05.10.05, 09:33
        Ale to nie chodzi o to:"jedna pani drugie
        > j
        > pani...." - byleby o czymś poplotkować ".
        Jeżeli rozmawiasz na ten temat z osobą najbardziej zainteresowaną czyli
        zdradzaną i sama przekonałaś sie o tym jak jest między jej partnerem a
        przyjaciółką - to nie plotkowanie.
        Ale rady powyższe są na miejscu, czyli najpierw rozmowa z tym "zdradzajacym".
    • indovina Re: zdrada cd. 05.10.05, 09:44
      Kiedyś chciałam być dobrą koleżanką swojej dobrej koleżanki i... to mnie
      nauczyło, żeby nigdy więcej tego nie robić.
      Widziałam długoletniego partnera mojej koleżanki w niedwuznacznej sytuacji z
      inną dziewczyną. Powiedziałam o tym swojej koleżance.
      Oni... no cóż pokłócili się ostro... a potem... oboje mieli do mnie pretensje,
      że to powiedziałam.
      Dzisiaj są małżeństwem już z kilkuletnim stażem. Bardzo udanym :-)
      Na szczęście nadal się przyjaźnimy.
      Ale ja po tym doświadczeniu absolutnie nie mam zamiaru zasiewać niepokoju w
      innych związkach. Chociaż wiem o niejednej zdradzie wśród znajomych.
      Nie chcę być posłańcem złych wieści.
      Nie chcę być świadkiem na sprawie rozwodowej moich znajomych.
      • katte2 Re: zdrada cd. 05.10.05, 13:59
        mysle, ze to troche egoistyczne ...
        • indovina Re: zdrada cd. 05.10.05, 15:33
          katte2 napisała:

          > mysle, ze to troche egoistyczne ...

          Dlaczego?
    • popka5 Re: zdrada cd. 05.10.05, 15:59
      Gdyby moja przyjaciolka byla zdradzana, to oczywiscie ze bym jej powiedzial!!
      Przeciez to moja przyjaciola i nie chce zeby dalej byla oszukiwana i
      zdradzana!! Ja mialam wielkie pretensje ze moja mnie nie poinformowala!
      • moulin1 Re: zdrada cd. 05.10.05, 16:05
        to robiac bilans wiekszosc by nie powiedziala. Tyle ze sprawa nie wyglada tak
        prosto. Bowiem byly zaczął się spotykać z nasza wspolną znajomą. Zaraz po tym
        jak sie rozstaliśmy, a wszelkie znaki na niebie wskazywały że kombinował już
        coś wcześniej. Tyle że ta znajoma to też koleżanka moich przyjaciółek. Jednej z
        tych przyjaciółek ja sama bardzo pomogałam i wspierałam gdy ją rzucił chłopak.
        Liczyłam więc od nich na coś w rodzaju: posłuchaj lepiej żebyś się od nas
        dowiedziała a nie z dzikich źródeł. Przyjełabym to spokojniej. I mimo że był to
        były facet, ale akcja potoczyla sie tak szybko że dostałam po głowie z jego
        strony, tej ktora sie z nim zaczeła spotykać, no i przyjaciółek.
        Więc zgadzam sie z popka5 - to przecież przyjaciołom należy mówić bo to
        przyjaciele i ich nie wolno oszukiwać.
        • popka5 Re: zdrada cd. 05.10.05, 16:09
          Tak uwazam i bede sie tego trzymac. Tylko ze slowo "przyjaciolka" czasem jest
          pochopnie powiedziane..mialam taka kiedys jedna i co? Poszla do wyra z moim
          facetem <sciana> Wiec...to nie byla prawdziwa przyjazn jak widac :( Ale mam
          swoja jedna od x lat i nigdy w zyciu nie dalabym zrobic jej krzywdy!!
        • sheriff2000 Re: zdrada cd. 05.10.05, 16:19
          moulin1 napisała:

          > Więc zgadzam sie z popka5 - to przecież przyjaciołom należy mówić bo to
          > przyjaciele i ich nie wolno oszukiwać.

          Noo - bo w przeciwnym razie ten nasz przyjaciel/przyjaciółka byłaby podwójnie
          zdradzana - przez swojego partnera i przez nas (z założenia przyjacół naszego
          przyjaciela)

          O matko - ale namieszałem :P
          Ale mam nadzieję, że wiadomo o co chodzi. Choć ja sam nie mam pewności jakbym
          się w takiej sytuacji zachował

          Zdroofka
          Sheriff
      • moulin1 Re: zdrada cd. 05.10.05, 16:06
        I zaznaczam że do byłego przyjaciółki nie mogły pojsc bo z nim nie znaja się za
        dobrze.
    • popka5 Re: zdrada cd. 05.10.05, 16:10
      PARANOJA JAKAS.....
    • morbius1 nie wkładaj palcy między drzwi - mówi stara zasada 05.10.05, 17:02
      zwłaszcza jeżeli są to drzwi przyjazne!!!!!!!!!
      • zdradzony2005 Re: nie wkładaj palcy między drzwi - mówi stara z 05.10.05, 17:32
        To sie nazywa zmowa milczenia.
        Ja zaluję, że osoby, które dużo wiedziały-widziały nie potrafiły przez 9
        miesięcy nic mi powiedzieć.
        Prawda boli, a kłamstwo ma krótki nóżki i tylko jest środkiem tymczasowym.
        Zresztą tyle lat komunizmu nauczyło nas "małych kłamstw i półprawd w imię dobra
        ogółu". Rodzice uczą tego samego obene pokolenie. Ludzie jakie my mamy
        ideały... zadne. Jedyny autorytet jaki miał ten kraj zmarł, i teraz jest
        pustka... wielka.
        Paranoja kochani, wolność, własne pragnienia - Tak, prawda - Nie.
        Część z Was to komuna zakochanych w sobie egoistów. Życzę dalej dobrego
        samopoczucia, spoko - Wam dobrze, inni jakoś przeżyją...
        Przepraszam tych, których obraziłem, wierzę, że nie wszyscy są tak postępowi.
        • moulin1 Re: nie wkładaj palcy między drzwi - mówi stara z 05.10.05, 17:45
          i ja sie ze zdradzonym zgadzam w 100 %. Poza tym dokladnie wiem co czuje. To
          jest tak ze najblizsza osoba wsadza Ci nóż w plecy. A pseudo przyjaciele
          jeszcze dokladaja z drugiej strony. Fiasko sytuacji polega na tym że z
          problemem i bólem z powodu takich historii zostaje człowiek sam. Ale to bardzo
          sam. A spodziewałby się że jak się znajdzie w takiej situation to jest kto mu
          pomóc. A tu prosze wszystkie ideały jak domino, bach,bach.
          I co zostaje - tylko zgorzknienie i ewentualnie martw się człowieku sam jak
          sobie wyprostować wiarę. Ewentualnie można obrócic się o 180 stopni i pójść za
          radą zdradzonego2005 i mieć tylko dobre samopoczucie i innych gdzieś. Może to i
          dobrze być egoistą.
          • zdradzony2005 Re: nie wkładaj palcy między drzwi - mówi stara z 05.10.05, 17:50
            Moulin1 i tu sie nie zrozumieliśmy..., zupełnie.
            Egoiści to te Typy, które milczą (bo tak lepiej, TCHÓRZE) i wbijają nóż w plecy
            (jeszcze większe wiarołomne TCHÓRZE).
            No cóż, ja mam wspaniałą Rodzinę i na nich mogę liczyć, paru przyjaciół, i co
            ciekawe na tym forum są też dobrzy, uczciwi i przeraźliwie inteligentni ludzie.
            Może kiedyś co niektórzy otrzeźwieją, ale czy nie będzie za późno? Dla nich i
            dla nas niestety też.
            • ewolwenta Petar i Zdradzony 05.10.05, 18:08
              Ostatnio zauważyłam że na gazecie jest czat. można prowadzić osobiste rozmowy.
              Przenieście swoje uprzejmości tam.
              • zdradzony2005 Re: Petar i Zdradzony 05.10.05, 18:13
                hamulce nie zadziałały... ale poduszki wypaliły więc postaram się być
                powściągliwy, choć rączki świeżbią, oj świeżbią...
                • petar2 Re: Petar i Zdradzony 06.10.05, 08:27
                  > hamulce nie zadziałały... ale poduszki wypaliły więc postaram się być
                  > powściągliwy, choć rączki świeżbią, oj świeżbią...

                  Jak już to świerzbią.
                  Mój post był ostry, przyznaję. Ale jak każdy poklepuje Ciebie po plecach to
                  może ktoś powinien potrząsnąć?

                  Masz pretensje do znajomych, do EX, szermujesz infantylną moralnością,
                  analizujesz tylko jakoś nie starasz się odpowiedzieć dlaczego to się stało.
                  Może chwila na odpowiedź na parę pytań:
                  - dlaczego nie mieliście dzieci w długim i szczęśliwym związku?
                  - dlaczego nie chciała z Tobą rozmawiać? Może chciała tylko odpuściła bo nic
                  nie łapałeś?
                  - dlaczego to się stało po 13 latach "modelowego małżeństwa"? Może źle było już
                  dużo wcześniej tylko nie wychwytywałeś sygnałów? Nie mówię o zdradzie tylko
                  rozczarowaniu jednej strony
                  - nie lekceważ namietności i pożądania, to motywacje często silniejsze niż
                  rozsądek i instynkt samozachowawczy

                  Z reguły na tym forum mamy relacje tylko 1 strony więc potrzebny jest
                  sceptycyzm i czytanie między wierszami.
                  Myślę, że jesteś nastawiony mocno na siebie, stworzyłeś na własne potrzeby jej
                  wyidealizowany wizerunek i czuła się w nim jak w złotej klatce.
                  Może stwierdziła, że trzeba pryskać póki czas?

                  Co do insynuacji w Twoim poście dotyczących mojej osoby, rozbawiłeś mnie.
                  Ale rozumiem, że ulżyło.
                  • zdradzony2005 Re: Petar i Zdradzony 06.10.05, 12:12
                    Po pierwsze moralność się ma lub nie... Co do Twojej się nie wypowiadam bo nie
                    wiem, nie znam Ciebie.
                    Co do potrząsania..., efektu agresji i tak nie wywołasz.
                    Dlaczego się stało? Bo kariera (nawet robiona dupą obecnie) była ważniejsza od
                    posiadania dzieci, a ja naciskałem więc stałem się niewygodny... poza tym
                    pomagałem Jej dotychczas w robieniu kariery, ale ta dziedzina, która obecnie ją
                    pochłonęła jest poza mym zasięgiem - nie jestem w stanie Jej pomóc...
                    Dlaczego nie dzieci, ciągle coś ważniejszego, niestety też nie rozumiem Jej
                    motywów... może ciąża, karmienie, zniszczyłyby Jej nieskazitelną figurę.
                    Moralność to między innymi kontrola namiętności i pożądania. Wiesz ja też
                    chciałbym może górę kasy, ale nie idę do banku zabrać bo tam leżą i się marnują.
                    Problem w tym, że cały czas szukam odpowiedzi na te pytania (myslę, że nurtują
                    mnie bardziej niż Ciebie), i szukam błędów, które popełniłem...
                    Nic bardziej mnie by nie ucieszyło niż Jej uczciwa relacja na tym forum. Może
                    znalazłbym wreszcie jakieś odpowiedzi...
                    A co do jednej sprawy, już wiem, że nie rozmawia ze mną szczerze od kiedy jest
                    z tamtym. Wiesz on teraz jest najważniejszy, najmądrzejszy itd.
                    A jakbyś się przyjrzał dokładnie moim wypowiedzią to żal mam o brak uczciwości
                    i szczerości. Nie można nikogo zmusić do miłości, ale zamiast wzajemnej
                    nienawiści mógł chociaż pozostać szacunek, bo o przyjaźń byłoby trudno.
                    Byłem/jestem Jej chodzącym wyrzutem sumienia, może dlatego nie potrafiła/nie
                    potrafi ze mną rozmawiać, chybą Ją musisz o to spytać...
                    • petar2 Re: Petar i Zdradzony 06.10.05, 13:29
                      > Po pierwsze moralność się ma lub nie...

                      Takie zero-jedynkowe podejście? Strasznie fałszuje obraz świata.
                      Widać to chociażby w przykładzie z bankiem.

                      Co do Twojej historii to wg mnie sprawa wygląda tak:
                      Pobraliście sie koło 20-tki (wcześnie jak na dzisiejsze czasy) jako pierwsi
                      partnerzy (jeśli dobrze pamietam).
                      Z czasem przyszedł rozdzwięk, różnice poglądów itd które nie ujawniły się bo Ty
                      ignorowałeś je mając przed oczyma wyidealizowany jej obraz a ona pewnie po
                      pierwszych próbach machneła ręką.
                      Jak widać jest jednak ambitną osóbką więc doszła do wniosku że jest w
                      pułapce,Ty chcesz dzieci i słodkie życie ona coś więcej.
                      Dlaczego nie powiedziała tego szczerze i otwarcie o co masz pretensję?
                      A jak sobie to wyobrażasz?
                      Niekończące się dyskusje, może awantury, moralizatorstwo, próba ratowania
                      związku uważanego przez Ciebie za wspaniały, który ona chce rozbić przez jakieś
                      widzi-misię?
                      • zdradzony2005 Re: Petar i Zdradzony 06.10.05, 13:37
                        Głupi nie jestes, to fakt (IQ 157?).
                        Ale w wiekszości Twych domysłów co strzał to niewypał...
                        Nie mogłem nic ignorować bo nic nie mówiła. Niestety ten typ tak ma.
                        Co do jednego to prawda, jest chorobliwie ambitna.
                        Właśnie przez to, że nie powiedziała nigdy prawdy były próby ratowania związku.
                        Wiesz z miłością sie nie wygra, tego jestem świadom, a Ona mówiła jestem sama,
                        czekaj... Gdyby powiedziała, jest On, uznałbym "do widzenia, zobaczymy się w
                        sądzie. Mam nadzieję, że wiesz co robisz".
                        Przypomnę tylko, żonaty 1 dziecko, drugie w drodze... poważnie traktuje EX
                        skoro czeka na dziecko ze swoją Żoną (żył z obiema co najmniej od roku).
                        • petar2 Re: Petar i Zdradzony 06.10.05, 13:53
                          Chłopie!
                          Czy jedyną formą komunikacji jest powiedzenie wprost??
                          Podobno 93% komunikacji zajmują formy niewerbalne.

                          Co, miała przyjśc i powiedzieć "wiesz, marzy mi się seks z poroma facetami z
                          pracy, miałam nawet od nich sygnały i waham się"
                          albo "nudne to nasze życie się stało, jesteś taki poprawny i przewidywalny pod
                          każdym względem a ja chcę poczuć odrobinę zazdrości i adrenaliny"??
                          Czy może "nie chcę dzieci, chcę kariery i jazdy bez trzymanki"??

                          Nie wierzę, że nie było sygnałów.
                          Tylko trochę przypomina mi to układ surowego ojca i grzecznych w domu dzieci
                          które jak wyjdą z domu przemieniają się nie do poznania.
        • anais_nin666 Re: nie wkładaj palcy między drzwi - mówi stara z 05.10.05, 19:17
          Zdradzony2005, to nie zmowa milczenia, to niechec do jątrzenia w cudzym zyciu.
          To wielka roznica!
          Jesli widze faceta swej przyjaciolki z kobieta na ulicy, a potem np. na kawie
          przeciez nie polece do niej z ta wiadomoscia! Po co? Jaki to ma sens? Co innego
          jesli widzialabym ich pod plotem w trakcie igraszek, ale takie nieostroznosci
          chyba sie zdradzajacym nie zdarzaja...?
          Nieostroznym komunikatem mozna mocno w cudzym zyciu namieszac czego wielokrotnie
          doswiadczylam. Efekt? Ktos cos zobaczyl, "zyczliwie" mi doniosl, ja podnioslam
          larum, na koniec okazalo sie, ze ów zyaczliwy g.. widzial, a niesmak w
          malzenstwie po zdarzeniu pozostal. Oraz zastanowienie czy ow przyjaciel chcial
          na pewno dobrze..., bo po pewnym czasie doszlam do wniosku, ze chodzilo mu o
          sensacje...
          Nic nie jest takie proste jak sie na pozor wydaje... Nim sie cos chlapnie warto
          dobrze pomyslec co sie naprawde widzialo i czy jest sens informowania o tym
          najblizszych. Oceniac jest latwo. Mowic tez. Trudniej pozniej odkrecic.
          • uwolniony Re: nie wkładaj palcy między drzwi - mówi stara z 05.10.05, 19:20
            nie mam siły...
            każdy nas jest inny, każda sytuacja może być odmiennie oceniana.
            A co do zmowy milczenia... mąż zawsze dowiaduje się ostatni.
            • anais_nin666 Re: nie wkładaj palcy między drzwi - mówi stara z 05.10.05, 20:17
              "każdy nas jest inny, każda sytuacja może być odmiennie oceniana".
              A zatem sam przyznasz, ze stawianie sprawy na ostrzu noza, wpychanie sie w cudze
              zycie bez znajomosci sytuacji jest: a) niepowazne, b) nierozwazne, c)
              nieodpowiedzialne itd.
            • anais_nin666 Re: nie wkładaj palcy między drzwi - mówi stara z 05.10.05, 20:19
              A co do zmowy milczenia... mąż zawsze dowiaduje się ostatni.
              Moze gdyby mąz uwazniej się przyjrzal zonie, jej zachowaniom, ewentualnym
              zmianom, to by spostrzegl symptomy zdrady.
              • zdradzony2005 Re: nie wkładaj palcy między drzwi - mówi stara z 05.10.05, 20:24
                widział, widział... ale chciał wierzyć..., do końca. Kochasz - ufasz ... Miłość
                jest irracjonalna i piękna... ja miałem choć 13 lat.
                i dlatego tak wk..za mnie brak uczciwości.
    • moulin1 Re: nie wkładaj palcy między drzwi - mówi stara z 05.10.05, 18:03
      Tak, ja mysle ze sie zrozumielismy, tyle że ja chyba nieprecyzyjnie napisałam,w
      każdym razie chciałam potwierdzić Twoje tezy. To że napisałam że warto być
      egoistą - chciałam żeby to zabrzmiało sarkastycznie. Widocznie nie jestem
      intelygentna hi,hi.

      • zdradzony2005 Re: nie wkładaj palcy między drzwi - mówi stara z 05.10.05, 18:12
        zacznę wierzyć w to, że potrafię zrozumieć Kobiety...
        Zycie jest jedno, trzeba je przeżyć, jak najlepiej i z jak najmniejszą szkodą
        dla innych.
        Jako radykał rzekłbym: "Chwasty trzeba wyrywać, problem, żeby nie zniszczyć
        innych roślin... bo jedna jest więcej warta niż setki chwastów". Poczekam na tę
        jedną.
        • flatronn Re: nie wkładaj palcy między drzwi - mówi stara z 05.10.05, 21:24
          zdradzony2005 napisał:

          > zacznę wierzyć w to, że potrafię zrozumieć Kobiety...
          > Zycie jest jedno, trzeba je przeżyć, jak najlepiej i z jak najmniejszą szkodą
          > dla innych.
          > Jako radykał rzekłbym: "Chwasty trzeba wyrywać, problem, żeby nie zniszczyć
          > innych roślin... bo jedna jest więcej warta niż setki chwastów". Poczekam na

          >
          > jedną.

          Pomyśl tylko, czy przypadkiem kilka lat wstecz nie myślałeś, że to jest ten
          kwiat. Obyś znalazł inny...
          • zdradzony2005 Re: nie wkładaj palcy między drzwi - mówi stara z 05.10.05, 23:37
            Szczerze powiedziawszy nadal tak myślę, to był piękny, zdrowy kwiat przed 14
            laty..., tyle, że jakaś zaraz go "zjadła", a pomimo wielu prób
            leczenia "reanimacja się nie udała". Poza tym nawet zdrowy owoc może być
            zjedzony przez robaka i nic na to nie poradzisz.
            Na razie nie w głowie mi poszukiwania. A jesli jest mi pisane szczęście to sam
            kiedyś się znajdzie, może piękniejszy i bardziej odporny na zarazę i robaki...
            kto wie. Jak mówią, tego kwiata pół świata... tylko mieć szczęście i na
            właściwy trafić...
    • indovina Re: zdrada cd. 06.10.05, 09:12
      Anais, świetnie to ujęłaś.
      Zdradzony, skoro piszesz, że widziałeś sygnały, to PO CO ci były jeszcze donosy
      przyjaciół?

      A teraz może z drugiej strony. Przypadkiem trafiłam na taką oto dyskusję:
      www.katolik.pl/forum/read.php?f=1&i=78892&t=78892
      Przeczytaliście? To teraz ja się Was pytam:
      skoro sam zdradzający ma dylemat, czy powiedzieć o swojej zdradzie, to jakie
      prawo ja mam o tym mówić? I czemu miałabym mu ułatwiać? Nawarzył piwa, niech
      sam wypije.
      • jakobieta1 Re: zdrada cd. 06.10.05, 10:26
        A ja myślę, że dobrym pomysłem jest ustalenie ze swoją
        przyjaciółką/przyjaciółmi czy chciałoby się takie informacje od nich uzyskać
        gdyby przez przypadek zobaczyli naszego partnera w niedwuznacznej sytuacji z
        inną/innym.

        Kazdy z nas ma inne oczekiwania i jako przykład podam siebie.
        Kiedyś z moją przyjaciółką rozmwiałyśmy o różnych damsko-męskich sprawach (ja
        mężatka, ona w 12-letnim wolnym związku) i doszło do tematu zdrady. Ja je wtedy
        powiedziałam, że nie chciałabym aby mnie ktowkolwiek o czymś takim informował,
        nawet ona. Zrobiła wielkie oczy, bo ona z kolei powiedziała, że chciałaby
        wiedzieć. Postanowiłyśmy uszanować swoje racje - w razie gdyby coś, kiedyś, itd.

        Tak więc wydaje mi się, że nie można mieć do przyjaciół pretensji/żalu, że
        powiedzieli albo nie powiedzieli, bo często rozmijamy się w oczekiwaniach, a
        czasem z góry się zakłada, ze skoro to przyjaźn, to musimy wszystko postrzegać
        identycznie.
      • niezapominajka333 Re: zdrada cd. 06.10.05, 11:34
        A ja bym wolała wiedziec jak najwcześniej i byłabym wdzięczna za informacje,
        donos, czy jak kto woli nazwac.
        Po pierwsze: oszczędziłoby mi to dużo nerwów i czasu poświęconego na
        roztrząsanie dylematu dlaczego on nie potrzebuje seksu i bezskutecznych działań
        w tym kierunku.
        Po drugie: nie czułabym się jak idiotka dowiadując się na końcu o czymś, o czym
        już wszyscy od dawna wiedzą.
        Po trzecie: miałabym więcej czasu i możliwosci na opracowanie strategii
        przeciwdziałającej samej zdradzie oraz minimalizującej jej skutki. Im
        wcześniejsze sygnały, tym więcej czasu na poprawienie tego, co szwankuje, o ile
        dało by się to poprawic. Czasem sytuacja w związku zmienia się stopniowo, jedna
        ze stron nie zauważa tego, że źle się dzieje.

        Nie jestem osobą, która robi awanturę na wieśc o tym, że ktoś widział mojego
        męza trzymającego za rękę panią X lub Y.
        Ja najpierw przeprowadziłabym prywatne śledztwo, żeby się jak najwięcej
        dowiedziec, potem podjęłabym odpowiednie środki.
        A teraz tak szczerze - która z osób piszących tutaj chciałaby się dowiedziec o
        romansach partnera na końcu i jeszcze miec świadomośc, że znajomi i przyjaciele
        byli świetnie o wszystkim poinformowani, tylko nie chcieli się wtrącac.

        Gdyby osobą zdradzaną był ktoś mi bliski, to byłabym w stosunku do niego
        lojalna, nawet za cenę obrażenia się na mnie. Wliczyłabym to w koszty mojego
        posunięcia.
        Gdyby zdradzajacym był ktoś mi bliski, starałabym się na niego wpłynąc,
        przemówic mu do rozumu, gdybym widziała, że w ewidentny sposób krzywdzi swoją
        drugą połowę starałabym się temu zapobiec, nawet do poinformowania zdradzanego
        partnera włącznie. Najwyżej się na mnie oboje obrażą.
        Do szewskiej pasji doprowadza mnie natomiast fakt dzielenia się takimi
        informacjami w większym gronie, użalanie i litowanie się nad delikwentem, a
        często wyśmiewanie się z jego niewiedzy. Na zasadzie "..ona taka głupia, tak go
        kocha, obiadki mu gotuje, a on ma dwie kochanki".
        Oczywiście to tylko ogólne założenia, do każdego przypadku podchodziłabym
        indywidualnie, czasem zaniechałabym działania, gdybym widziała, że przyniesie
        to więcej złego niż dobrego.
        • moulin1 Re: zdrada cd. 06.10.05, 12:29
          I ja się z powyższym zgadzam. Też nie należę do osób które bazują na plotkach.
          Sama tez bym przeprowadziła śledztwo. Poza tym gdy przyjaciel siada z Tobą w
          cztery oczy i mówi na poważnie: "wiesz nie chciałabym Cie oszukiwac, ale może
          lepiej żebyś teraz to wiedziała" to wtedy wiadomość mniej boli nawet jeśli
          okaże się prawdziwa.
          No i człowiek ma jakieś wsparcie.
        • zdradzony2005 Re: zdrada cd. 06.10.05, 12:29
          całkowicie rozumiem i prawie w każdym punkcie popieram.
        • indovina do niezapominajki 06.10.05, 13:22
          niezapominajka333 napisała:

          > (...) Ja najpierw przeprowadziłabym prywatne śledztwo, żeby się jak najwięcej
          > dowiedziec (...)

          Droga Niezapominajko, to już zakrawa na wścibstwo.

          > Gdyby osobą zdradzaną był ktoś mi bliski, to byłabym w stosunku do niego
          > lojalna, nawet za cenę obrażenia się na mnie. (...)
          > Gdyby zdradzajacym był ktoś mi bliski (...)starałabym się temu zapobiec,
          nawet do poinformowania zdradzanego
          > partnera włącznie. Najwyżej się na mnie oboje obrażą.

          To dopiero jest EGOIZM. Najważniejsze, to zaspokoić swoją potrzebę. Nieważne,
          że Twój przyjaciel ma odmienne zdanie. Ty wiesz lepiej co jest dla niego i jego
          małżeństwa dobre.


          Gwoli wyjaśnienia: to że nie informuję znajomych o przygodach ich małżonków,
          nie oznacza, że informuję o tym osoby postronne. Jestem dyskretna do bólu.
          • zdradzony2005 Re: do niezapominajki 06.10.05, 13:23
            Zmowa milczenia...
            Chyba mam prawo do własnej opinii...
            • rysiu.z.klanu Trochę z innej beczki... 06.10.05, 13:58
              Miałem w swoim towarzystwie osobę której matka pracowała w skarbówce. Kobieta ta
              pałała jakąś dziwną nienawiścią do ludzi z naszego grona którym się w życiu
              powiodło. Pewnego razu dowiedziałem się pocztą pantoflową że "matka z US"
              planuje zrobić kontrolę w firmie mojego kumpla. Długo się nie zastanawiałem,
              chwyciłem za telefon i go po prostu ostrzegłem. Poszedł do tej babki, wyzwał ją
              od zazdrośnicy, a gdy ona zapytała o co właściwie chodzi powiedział jej że wie o
              kontroli którą na niego szykuje od(wymienił moje nazwisko). Potem tłumaczył mi
              się że poniosły go nerwy i że mnie przeprasza. Piszę o tym ponieważ nie dziwię
              się ludziom piszącym w tym wątku że w pewne sprawy faktycznie lepiej się nie
              wtrącać. Autorkę wątku też mogą "ponieść nerwy" i zrobi z przyjaciółki
              konfidenta. Zaraz ktoś napisze że trzeba być lojalnym i chronić "informatora"
              ale słowa słowami a czyny czynami. Mały szantaż ze strony partnera; "albo mi
              powiesz od kogo wiesz albo odchodzę" i przyparta do muru partnerka może...
          • niezapominajka333 Re: do niezapominajki 06.10.05, 14:09
            Do Indoviny
            Przeprowadziłabym prywatne śledztwo, żeby się dowiedziec, jak naprawdę
            wyglądało to, co ktoś widział. Szukałabym potwierdzenia, pewnych nieścisłości w
            rozmowach o tej sytuacji, zasięgnęłabym informacji o mojej domniemanej rywalce
            z innej ręki. Chyba jako potencjalnie zdradzana żona mam prawo zweryfikowac
            objawioną prawdę.

            A co do pozostałych zarzutów to w końcówce poprzedniego postu napisałam małe
            zastrzeżenie.

            Informowanie, to nie tylko powiedzenie wprost o skokach w bok męża, czy żony.
            Dla mnie to też zwrócenie uwagi np. w rozmowie o kłopotach małżeńskich, czy
            opowiedzenie podobnej sytuacji, żeby ułatwic dostrzeżenie problemu poprzez
            analogię.
            Czasem wystarczy zasiac małe ziarnko niepokoju, tak jak tu czynimy na forum,
            kiedy objawy niemocy seksualnej partnera wskazują na zdradę. Jeśli
            zainteresowany będzie chciał wiedziec, to sam zwróci na pewne rzeczy uwagę,
            jeśli nie to jego sprawa.
            Podtrzymuję stwierdzenie, że jeśli rzecz dotyczyłaby kogoś mi bliskiego,
            siostry, brata, bliskiej przyjaciółki, kogoś, kogo partner najzwyczajniej w
            świecie olewa i lekceważy, byłabym w stosunku do nich lojalna. Bo potem i tak
            mieliby do mnie żal, że wiedziałam tyle lat i nie powiedziałam im.

            Gdyby zdradzajacym był ktoś mi bliski (...)starałabym się temu zapobiec,
            > nawet do poinformowania zdradzanego
            > > partnera włącznie. Najwyżej się na mnie oboje obrażą
            Tak, podtrzymuję. Gdybym widziała, że mój brat ma kochankę i cierpi na tym jego
            małżeństwo, to starałabym się na niego wpłynąc. Na pewno nie stałabym z boku i
            nie patrzyłabym spokojnie, jak oszukuje swoją żonę, twierdząc, że to tylko ich
            sprawa.
            Jeśli to jest egoizm, to jestem egoistką.

            Gwoli wyjaśnienia: to że nie informuję znajomych o przygodach ich małżonków,
            > nie oznacza, że informuję o tym osoby postronne. Jestem dyskretna do bólu.

            Ależ ja ci nie czyniłam takiego zarzutu.
            Te obserwacje dotyczą mojego uczestnictwa w niektórych towarzyskich rozmowach.
            Widzę, z jaką satysfakcją obmawia się nieraz zdradzanych małżonków, twierdząc
            przy tym, że to nie moja sprawa i ja się nie będę wtrącał.

            • indovina Re: do niezapominajki 06.10.05, 15:01
              Niezapominajko, wiem, że chcesz dobrze, ale naprawdę wierzysz, że Twoja rozmowa
              coś zmieni?

              Myślę, że jedni zdradzają po głębokiej analizie "za i przeciw" (vide
              Onniewierny) i oni nie potrzebują żadnych rozmów. Oni wiedzą czego chcą i żadna
              rozmowa tego nie zmieni.
              Drudzy robią to z próżności i ci dla świętego spokoju przytakną Ci, że masz
              rację i pójdą dalej robić swoje.
              Trzeci zdradzają, bo się zakochali a "serce nie sługa.." i żadna rozmowa nie
              zmieni ich obiektu uczuć.

              Trochę generalizuję ale myślę, że mieszczę się w granicy błędu ;-)
              • zdradzony2005 Re: do niezapominajki 06.10.05, 15:07
                są jeszcze tacy co robią to z wyrachowania - chęci awansu itp.
    • indovina Bardzo Smutna Historia 06.10.05, 15:09
      Był sobie chłopak i dziewczyna.
      Oboje się kochali...

      W którymś momencie dziewczyna zdradziła chłopaka.
      Znalazł się ktoś, kto uznał, że chłopak powinien się o tym dowiedzieć.
      Chłopak był bardzo wrażliwym człowiekiem...

      Dzisiaj chodzimy na jego grób palić świeczkę...
      • zdradzony2005 Re: Bardzo Smutna Historia 06.10.05, 15:13
        a masz pewność, że gdyby sam się dowiedział to nadal byłby wśród żywywch.
        Wrażliwy był, to fakt.
        Tylko jedno dziwne, Ona go kochała, a jednak zdradziła???
        • anais_nin666 Re: Bardzo Smutna Historia 06.10.05, 18:04
          Zdradzanie osoby, którą się kocha jest dość częste. Nie pytaj dlaczego tak się
          dzieje, bo nie wiem. Ale sie domyslam ;-)
          • moulin1 Re: Bardzo Smutna Historia 06.10.05, 18:08
            Osoby którą się kocha - się nie zdradza. Jak się zdradza to znaczy że to już
            nie jest milosc. Co najwyzej jakiś sentyment lub coś innego ale dziwnego. Tutaj
            jestem tradycjonalistką. Równania jest proste, jeśli skłaniasz się ku innej
            osobie to znaczy że do byłej/byłego nic już poważnego nie czujesz.
            • petar2 Re: Bardzo Smutna Historia 06.10.05, 18:17
              W sprawach uczuć, związków, seksu nie ma prostych równań.
              • mixin Re: Bardzo Smutna Historia 06.10.05, 18:33
                rysiu z klanu dotknal tutaj slusznego problemu - zbyt czesto sie slyszy, ze
                osoby "informowane" i to bynajmniej nie przez zyczliwych a przyjaciol... maja
                im to za zle, maja pretensje - ze "sie wtracaja"; co zabawniejsze - w stosunku
                do "zyczliwych" takie zarzuty nigdy nie padaja...
                wez tez pod uwage, ze jest (tak, tak, jest) czesc zdradzanych osob, ktore wcale
                nie chca poznac prawdy, bo wtedy beda musialy podjac jakies dzialania, a nie
                bardzo im to odpowiada - nie twierdze wcale, ze to twoj przypadek, tak
                nadmieniam dla precyzji....
                biorac to wszystko pod uwage, jednak bym chyba powiedziala... po wielu
                namyslach no i ewidentnym dowodzie winy..... gdybym znaja strone zdradzajaca,
                zaczelabym od niej/niego;
                nie boje sie "przyjaciolek" bo takowych nie mam, moje wyprobowane to
                przyjaciolki, a reszta to po prostu znajmoe (czasami dobre, ale wciaz znajome -
                slowem przyjaciel zbyt czesto sie dzis szasta bez pokrycia)
            • anais_nin666 Re: Bardzo Smutna Historia 06.10.05, 18:33
              Zycie jest nieco bardziej skomplikowane. Nie zawsze wszystko jest białe albo
              czarne. Są różne odcienie.
              Czasem więc zdradza się kogoś kogo się kocha o czym była mowa na tym forum.
              Kobieta zdradziła, bo mąż odmawiał, mimo tego, że ją kochał , uprawiania seksu.
              Można znieśc celibat miesiąc, dwa, trzy, ale potem zaczynają czlowieka
              nachodzic czarne mysli.
              Poza tym wowczas stajemy przed pytaniem jak ktos kto kocha moze inna osobe
              pozbawiac tak ważnej strony zycia jaka jest erotyzm? Prawda?
              To się tyczy wielu sfer zycia. Np. czemu facet, który kocha bije kobietę? Lub
              dlaczego ludzie się kochający potrafią wobec siebie być okrutni,
              niesprawiedliwi i ranią się wzajemnie?
              Takich pytan są setki i setki są na to odpowiedzi.
              Moim zdaniem szybkie wyjaśnienie - zdradza, bo nie kocha to duże uproszczenie.
              • sheriff2000 Re: Bardzo Smutna Historia 07.10.05, 09:26
                A ja myślę, że nie do końca zrozumiałaś słowa moulin.

                Jej chyba chodziło o to, że jeżeli ja kogoś kocham to tej osoby kochanej nie
                zdradzam. To czy ona mnie kocha i czy zdradza to już zupełnie inna bajka.

                > Moim zdaniem szybkie wyjaśnienie - zdradza, bo nie kocha to duże uproszczenie.
                Coś w tym jednak musi być, nie zaprzeczysz.

                Zdroofka
                Sheriff
                • anais_nin666 Re: Bardzo Smutna Historia 07.10.05, 11:39
                  Ależ sheriff ... z własnego podwórka wiem, że kocham a jednak mogę zdradzić.
                  Naprawdę życie to nie jest proste równanie.
                  • moulin1 Re: Bardzo Smutna Historia 07.10.05, 11:52
                    Czyli wynika z tego że każdy ma swoją definicję miłości. Jednak według mnie
                    historia zdradzania osoby którą się kocha - na chwilę to jednak historia bardzo
                    nie fair. Czyli co - przestajemy tą osobe kochac na chwilę, czy w trakcie
                    zdrady też ją kochamy? To dlaczego jest nas w stanie zafascynować drugi
                    człowiek. A zapominamy o najbliższym. Tak naprawdę wiem że jest wiele odcieni
                    szarości, ale wolałabym jednak czarno biały odbiór takich zdarzeń. No, ale
                    patrze tylko pod swoim kątem.
                    • anais_nin666 Re: Bardzo Smutna Historia 07.10.05, 11:59
                      Nie. Gdy zdradzamy nadal kochamy.
                      Obrzydliwe? Pewnie.
                      Ale tak bywa.
                      A zdradzamy nie zawsze z powodu fascynacji kimś. Czasem to zwykle spotkanie dla
                      seksu... Ale zeby to zrozumiec trzeba znac cala sytuacje. Nigdy nie leci sie do
                      lozka z kims innym gdy w zwiazku dobrze sie dzieje. Prawda? Zdradzamy gdy czegos
                      nam brak, gdy rozmowy niczego nie daja, gdy wiemy, ze kochamy, nie chcemy
                      rozstania, ale bez tego czegos czego nam brak (tu kazdy moze wpisac cos z
                      wlasnego podwórka) nie damy rady szczesliwie zyc...
                      • zdradzony2005 Re: Bardzo Smutna Historia 07.10.05, 14:24
                        A może w Twym przypadku to już nie jest "kochanie" tylko przyzwyczajenie,
                        życiowy wybór partnera na starość. I zwyczajnie wolisz Go ranić (zapewne nie
                        wie o Twoich zdradach więc rany się odezwą gdy się dowie)niż mieć odwagę
                        powiedzieć (przyznać się przed samą sobą), że coś się skończyło. Niestety dla
                        mnie to jest cały czas ten sam problem - kwestia uczciwości w związku. Jedni
                        wolą żyć w półprawdach i kłamstwie, inni wolą uczciwe (-proste?) układy.
                        Każdy ponosi konsekwencje dokonanych wyborów, decyzji. Skoczyłaś do wody to
                        pływaj, a jak chcesz to uszukuj i chwytaj się łódki. Decyzje podejmujemy "tak
                        lub nie", a na "ale" miejsca nie ma. Chyba że to stara "dobra" zasada "rób tak
                        aby Tobie było dobrze,... a inni niech martwią się o siebie".
                        Wiem na własnej skórze, doświadczeniu co oznacza brak szczerości i kłamstwo w
                        związku. Kłamstwo to wyjście tymczasowe, które rodzi następne oszustwo... i
                        wreszcie co niektórzy tworzą własny świat, własną prawdę, bo przecież 1000 razy
                        powtórzone kłamstwo to prawie prawda.
                        NIE RÓBCIE TEGO, nie warto...
      • niezapominajka333 Re: Bardzo Smutna Historia 08.10.05, 10:27
        Indowino.
        Pytasz, czy wierzę, że moja rozmowa lub działania coś dadzą.
        Akurat w moim przypadku wierzę, że tak. Ja naprawdę nie mam zamiaru organizowac
        krucjaty przeciwko wszystkim zdradzającym. Zamierzałabym ingerowac (w bardzo
        zróżnicowany zresztą sposób) tylko w przypadku nielicznego grona moich
        najbliższych przyjaciół i rodziny. A oni wszyscy dobrze mnie znaja, znają moje
        poglądy, w większości się z nimi zgadzają.
        Może to nietypowe, ale z rodzeństwem mam naprawdę dobre relacje, często byłam
        pośrednikiem w burzliwych rozmowach mojego brata z żoną -typowe problemy w
        komunikacji ( oboje przekonani, że mają rację, tylko trzeba ją udowodnic
        małżonkowi). Gdyby nie przyswoili sobie pewnych zasad, nie nauczyli się
        dochodzic do kompromisu, ich małżeństwo już dawno zakończyłoby się rozstaniem
        albo zdradą.
        Zdrada zdradzie nierówna.
        Gdybym wiedziała, że moja bratowa jest typową heterą, której nic i nikt nie
        jest w stanie zmienic, to raczej namawiałabym brata do odejścia (po co się mają
        szarpac do końca życia) albo przymknęłabym oko na jego zdrady.
        Ale gdyby ona się starała, żeby wszystko było dobrze, a on miał dwie kochanki
        na boku i olewający stosunek do małżeństwa, sama bym jej o wszystkim
        powiedziała. Po co mieliby decydowac się na drugie dziecko, czy brac nowy
        kredyt. Niech nie marnuje sobie z nim życia. Ma prawo do bycia z kimś, kto ją
        będzie traktował inaczej.

        Każdy ma prawo do swoich poglądów. Ja mam takie. Może niesłuszne, może mało
        etyczne - nie namawiam do naśladowania.
        Na pewno lepiej dla osoby wiedzącej o zdradzie pozostac tylko obserwatorem. Ten
        nie popełnia błędów, kto nic nie robi. Z pewnością jest to postawa
        najwygodniejsza. Zawsze można powiedziec, że nie chciałam zaszkodzic, więc
        wolałam stac z boku.

        Dałaś przykład bardzo smutnej historii. Owszem, może się tak zdarzyc, ale dużo
        częściej zdrada pozwala dostrzec, że w związku źle się dzieje i jakoś to
        naprawic. Często lekceważymy wcześniejsze objawy, nie zwracamy na nie uwagi,
        dopiero wykrycie zdrady zmusza do naprawy tego co szwankowało, albo rozstania.

        Jeśli chodzi o onniewiernego, to sprawa nie jest taka prosta. Nie
        usprawiedliwiam go, analizuję tylko różne opcje i robię bilans strat i zysków
        dla każdej z nich. I wychodzi mi, że to wyjście jest najbardziej korzystne dla
        związku, chociaż nie uczciwe. Jeśli jeszcze jego strategia przyniesie pozytywne
        rezultaty w postaci częstszego i udanego seksu, to problem zdrady rozwiąże się
        sam. Jeśli żona się nie dowie, to zdrada w tym wypadku spełni rolę
        terapeutyczną czyli pozwoli przetrzymac najtrudniejszy okres. A jeżeli żona się
        dowie, to będzie miał pecha. Przypadkowe wykrycie zdrady jest wkalkulowane w
        ryzyko.
        Takie jest moje zdanie i nikt się nie musi z nim zgadzac.

        Zgadzam się z annais, że świat nie jest czarno-biały. I zdradzony też to
        zobaczy, tylko musi minąc trochę czasu. Kto wie, jakie zmiany przyniesie mu los.

        • ewolwenta niezapominajka jak zawsze mądrze prawi 08.10.05, 11:05
          :)
          • zdradzony2005 Re: niezapominajka jak zawsze mądrze prawi 08.10.05, 11:55
            Mądrze...
            Co do mojej szarości to zwyczajnie uważam, że są w życiu wartości, które nie
            podlegają "dewaloryzacji". Zwyczajne nie czyń bliźniemu swemu co Tobie nie-
            miłe...
            Co do mojego wątku, zdarzeń na przestrzeni ostatniego roku... Poczuwam się do
            winy, że mogłem być lepszym mężem. Niestety za to co EX zrobiła nie odpowiadam,
            patrząc z perpektywy czasu nie mogłem temu zapobiec, i myślę, że nic Jej nie
            mogło powstrzymać... taką podjęła decyzje. Ja Jej w ramiona tego pen.ra nie
            popchnąłem, wręcz przeciwnie.
            Cóż dla mnie to była (jeszcze jest...) miłość od pierwszego wejrzenia i "po
            grób", czym dla Niej - nie wiem i obawiam się, że już się nie dowiem.
            Co do mnie, wierzę, że dam sobie radę w życiu - 33 lata to duzo i mało, dobry
            zawód, wyglądam nawet młodziej i chyba zewnętrznie nie jest tak źle. Problem
            mam inny - nie potrafię zaufać i zapomnieć. Natomiast żal mi dziewczyny-kobiety
            z którą byłem 13 lat szczęśliwy bo weszła w bagno, musi kłamać wszędzie, nawet
            przed najbliższą Rodziną, a to co najważniejsze dla Niej obecnie - praca i
            kariera - chyba przez ostatni rok zniszczyła. Nie pałam do Niej nienawiścią,
            tylko poczucie rozczarowania, oszukania...
            • woman-in-love Re: niezapominajka jak zawsze mądrze prawi 09.10.05, 11:31
              Dorzucę swoje wnioski które wynikaja z doświadczenia zyciowego: nawet, gdyby
              osoba zdradzana pytała mnie wprost, nawet, gdyby była to bardzo bliska mi osoba
              odpowiedż znam jedna: "nic mi o tym nie wiadomo". Koniec, kropka.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka