mila2713
07.02.06, 02:54
Moja cierpliwość się już kończy. Tkwię w związku małżeńskim z niesamowitym
egoistą i chyba psychopatą. Doprowadził mnie już kilka razy niemal do
załamania nerwowego. Jest bardzo inteligentny i wie jak mnie dręczyć, co robi
przy innych. Jak jesteśmy sami to tylko stara mi nawet jakby podświadomie
wmówić mi że jestem od niego gorsza itp., że wszystko ma się kręcić wokół
niego. A potem mówi, że mnie kocha i że mu po prost tak wychodzi. Odeszła bym
ale nie mam gdzie a w tej chwili nie mam nawet pracy. Zaczynam go nienawidzić
i boję się, że pod wpływem emocji coś mu zrobię. Mam wrażenie czasami, że on
nie jest zupełnie normalny. Ja jego, zwłaszcza ostatnie zachowania, odbieram
jako odgrywanie się na mnie za to, że np. ktoś coś mu dogadał w pracy. A na
mnie sobie ćwiczy jak by się odegrać. Teraz awansował i oczywiście całymi
dniami pracuje. Jak mu powiem aby nawat razem pooglądać film (nic więcej poza
pracą i jego rodziną (rodzicami i siostrami) go nie interesuje)to musi mi
pokazać jak bardzo jest zajęty i wtedy to już naprawdę tak manifestuje, że
pracuje aż się komputer mało co nie zapali. Tak jakby koniecznie chciał mi
pokazać jak mnie ignoruje. Inną kwestią jest to, że po 4,5 latach małżeństwa
ja wcalenie czuję, że mam męża. Chyba, żw po całym dniu prac domowych. On
pomaga mi tyko w tym co mu w danej chwili pasuje i czym moż potem się
przechwalać jak on to wspaniale robi a ja jak źle. Dla niego jego rodzina to
jego rodzice i siostry. Jak przyjdą wolne dni od pracy to spędza je u
rodziców. Mnie ten zaszczyt spotyka wtedy jak ma dla mnie jakieś prace do
wykonania. Ale nie mogę jechać po prostu i nic nie robić. Rodzice nie
nauczyli go niczego więcej niż pracy. Wlaśnie teraz śpi w śpiworze na
podłodze po awanturze a ja mam go ochotę trzasnąć czymś ciężkim w głowę za
tyle poniżeń, których od niego doznałam. On chyba wogółe nie dorósł do
małżeństwa. To taki Piotruś Pan, którego mam usługiwać, wielbić go i
pokazywać mu że jest o demnie lepszy i ważniejszy. Jak ja bo nienawidzę!!!!!
Jeszcze mi mówi, że to ja się nie nadaję do małżeństwa, chyba dlatego że
próbuję się mu nie dać