fiferka
21.04.06, 10:41
Juz myslalam, ze jestem jedyna albo jedna z niewielu z takimi problemami..a tu
prosze.Wiem,ze nie ma sie z czego cieszyc tak naprawde, ale jednak mysl, ze
nie tylko ja mam przekichane w tej sprawie jest pocieszajaca.
W kazdej prawie notce jest cos co moglabym przypisac sobie:/ Ot, kochajace sie
mlode malzenstwo z dzieckiem i maz, ktory zwala wine jak nie na zime to na
zmeczenie po pracy i sfrustrowana zona, ktora nie moze sie za cholere
dowiedziec o co tak naprawde chodzi..Nie mam szczegolnie wysokiego mniemania o
sobie, ale nie jestem jeszcze taka straszna mazepa, nie chodze w walkach na
glowie i szlafroku, dbam o siebie a przynajmniej sie staram..I co. I nic.
Wiem, ze mnie kocha, nie watpie w to. Jednak ten brak sexu staje sie dla mnie
powaznym problemem, a dla niego nie. Gdybym mu nie przypominala, ze nie
kochalismy sie tyle i tyle to nawet by nie zwrocil uwagi!! Na dodatek truje
sie pigulkami. Nie wiem po co. Raz na miesiac to moze i jest regularny sex,
ale chyba nie w tym rzecz, prawda? Juz nawet nie zaczynam z nim tego tematu,bo
nie chce mi sie sluchac tych samych wymowek. A ciekawe, ze kiedy kobieta sie
wymawia np.bolem glowy czy czyms to predzej czy pozniej facet sobie znajdzie
taka co jej glowa nie boli. Czuje sie przegrana, odtracona, bezuzyteczna. A
podobno brak wspolzycia w malzenstwie jest grzechem:/