j.moore
09.11.06, 02:16
"czysty seks, to nie zdrada" oto co ostatnio uslyszalam od meza.
Jestesmy razem 12 lat, w tym 7 lat jako malzenstwo. Nie mielismy nigdy
problemow w sferze seksu, w ilosci i jakosci, ktora odpowiada mam obojgu. Az
tu nagle po tylu latach razem maz oswiadczyl mi, ze ma ochote na zdrade, tzn.
twierdzi, ze mnie kocha i seks ze mna jest fantastyczny ale wlasnie zaczal
odczuwac potrzebe czysto fizycznego kontaktu z inna (innymi?) kobietami, tak
tylko celem urozmaicenia. Twierdzi, ze po tylu latach z jedna partnerka
potrzebuje odmiany i jego zdaniem to tylko pozytywnie wplynie na nasz
zwiazek. Miedzy nami jest absolutna szczerosc, mowimy sobie wszytsko, stad to
jego wyznanie i zdziwienie, gdy ja nie poparlam jego zdania, ze seks z innymi
partnerami (bo mni tez proponuje "skok w bok")moze tylko urozmaicic nasz
zwiazek.
Prosze Was o obiektywna ocene, bo moze ja faktycznie, jak twierdzi moj maz
nie doroslalm jeszcze do tego, zeby zaczac odrozniac seks od milosci. Dla
mnie to lekki szok jak na razie i zupelnie sobie nas w tej sytuacji nie
wyobrazam. Na razie ten temat miedzy nami zostal zawieszony, czyli maz
twierdzi, ze nie podejmuje zadnych "dzaialan" w tym kierunku, bo szanuje moj
sprzeciw.
Tylko dlaczego sie dziwi, ze ulecialo gdzies bezpowrotnie moje bezwarunkowe
zaufanie do niego, po tym co mi szczerze wyznal. O naiwnosci! Ja naprawde
myslalam, ze skoro mamy razem taki cudowny seks, to nawet po tylu latach
razem jestem jedyna kobieta, ktorej pragnie.
J.
Ps. przepraszam, ale nie mam polskiej czcionki