Dodaj do ulubionych

meski punkt widzenia

09.11.06, 02:16
"czysty seks, to nie zdrada" oto co ostatnio uslyszalam od meza.
Jestesmy razem 12 lat, w tym 7 lat jako malzenstwo. Nie mielismy nigdy
problemow w sferze seksu, w ilosci i jakosci, ktora odpowiada mam obojgu. Az
tu nagle po tylu latach razem maz oswiadczyl mi, ze ma ochote na zdrade, tzn.
twierdzi, ze mnie kocha i seks ze mna jest fantastyczny ale wlasnie zaczal
odczuwac potrzebe czysto fizycznego kontaktu z inna (innymi?) kobietami, tak
tylko celem urozmaicenia. Twierdzi, ze po tylu latach z jedna partnerka
potrzebuje odmiany i jego zdaniem to tylko pozytywnie wplynie na nasz
zwiazek. Miedzy nami jest absolutna szczerosc, mowimy sobie wszytsko, stad to
jego wyznanie i zdziwienie, gdy ja nie poparlam jego zdania, ze seks z innymi
partnerami (bo mni tez proponuje "skok w bok")moze tylko urozmaicic nasz
zwiazek.
Prosze Was o obiektywna ocene, bo moze ja faktycznie, jak twierdzi moj maz
nie doroslalm jeszcze do tego, zeby zaczac odrozniac seks od milosci. Dla
mnie to lekki szok jak na razie i zupelnie sobie nas w tej sytuacji nie
wyobrazam. Na razie ten temat miedzy nami zostal zawieszony, czyli maz
twierdzi, ze nie podejmuje zadnych "dzaialan" w tym kierunku, bo szanuje moj
sprzeciw.
Tylko dlaczego sie dziwi, ze ulecialo gdzies bezpowrotnie moje bezwarunkowe
zaufanie do niego, po tym co mi szczerze wyznal. O naiwnosci! Ja naprawde
myslalam, ze skoro mamy razem taki cudowny seks, to nawet po tylu latach
razem jestem jedyna kobieta, ktorej pragnie.
J.

Ps. przepraszam, ale nie mam polskiej czcionki
Obserwuj wątek
    • gacusia1 Re: meski punkt widzenia 09.11.06, 03:49
      "...i slubuje ci milosc,i WIERNOSC,i ze cie nie opuszcze az do smierci..."
      Jezeli bylibyscie w "luznym zwiazku" to moznaby podebatowac...
      • anula36 Re: meski punkt widzenia 09.11.06, 09:50
        chyba troche za bardzo posunelas sie w swojej wyrozumialosci i szerosci z mezem-
        przez glupi szacunek byc takich rzeczy nie proponowal. No ale chcialby miec
        ciastko ( zone i rodzine) i je zjesc ( seks z kim zechce)
        Jakos nei widze zeby was to mialo zaprowsadzic oboje na szczyty rozkoszy.
    • j.moore Re: meski punkt widzenia 09.11.06, 10:31
      Ja naprawde staram sie zrozumiec jego punkt widzenia, ale jak na razie zupelnie
      mi to nie wychodzi. Gdy mu wspomnialam, ze po tym co mi wyznal nie potrafie mu
      juz tak bezgranicznicznie ufac, to poczul sie urazony! Tak, twierdzi, ze jego
      szczerosc msci sie teraz na nim. A gdzie miejsce na moje odczucia, on z kolei
      nie rozumie, ze mnie ogromnie zabolalo jego wyznanie.
      Mimo jego deklaracji, ze skoro nie podzielam jego zdania, to po prostu
      zapominamy o calej rozmowie, zasial w mojej swiadomosci ziarenko niepokoju co
      do przyszlosci. Mam pewne obawy, ze moze na razie sie wstrzyma, ale gdzies tam
      bedzie dazyl do zrealizowania swoich zamierzen.
      No i jak tu zapomniec po prostu o tej sprawie? Moze faktycznie, jak twierdzi M
      przesadzam, bo do niczego przeciez konkretnie nie doszlo. Tylko, czy to nie
      jest tak, ze chec zdrady zaczyna w nim dojrzewac i na razie mi to komunikuje, a
      predzej czy pozniej, nawet bez mojej akceptacji po prostu przejdzie do czynow?
    • justyna302 Re: meski punkt widzenia 09.11.06, 10:37
      Usłyszeć takie coś od męża, to właściwie jakby już poczuć przedsmak zdrady..
      Najgorsze jest to że choćby mąż nic więcej nie zrobił, to te słowa będą już
      tkwić w Tobie. Zgadzam się że była to szczerość zbyt daleko posunięta - bo choć
      argumentacja typowa dla wielu przedstawicieli płci męskiej i fantazje też
      banalne i wcale nie musi do niczego dojść - to jednak lepiej by było jakby mąż
      zatrzymał je dla siebie.. Trudno będzie Ci wyrzucić to z głowy i trudno będzie
      nie być podejrzliwą.
      No i to że Tobie też pozwala na skok w bok czy to nie świadczy o tym, że czegoś
      tam wcześniej nie dograliście, nie uzgodniliście granic w związku, nie
      dogadaliście się we wszystkich kwestiach?
      Moja rada jest taka ( z serii antyrad, ale trudno ): rozmawiać na ten temat,
      rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać, ustalić granice, których obiecujecie sobie
      nie przekroczyć i spróbować mimo wszystko zaufać..

      • anula36 Re: meski punkt widzenia 09.11.06, 11:14
        dla mnie facet ktory oddaje swoja kobiete innemu po prostu kombinuje jakby sie
        jej tu bezbolesnie pozbyc.
        Ja bym zamiast tych wszystkich rozmow przyciela troche ten bratersko -
        przyjacielski uklad.
        Mniej rozmow, wiecej niezaleznosci i dbania o siebie i swoje przyjemnosci, moze
        jakas mala zmiana wizerunku? A w sypialni cos co meza zaskoczy na amen:)
        jakbys miala mozliwosc poczytac taka ksiazke Johna Irvinga "Malzenstwo wagi
        polsredniej" to przeczytaj sama a potem poloz w widocznym miejscu:)
        To proza, ale fantastycznie opowiada o takich wlasnie problemach czyli tzw
        kontrolowanej zdrady.
      • petar2 Re: meski punkt widzenia 09.11.06, 11:28
        No proszę, więc w szczerości również można się posunąć za daleko?
        Jak widać, każde lekarstwo można przedawkować.

        Ale to nie kwestia szczerości. Twój mąż Moore po prostu wykorzystał
        Twoją "absolutną szczerość", otwarcie i przekonanie o braku tajemnic i próbuje
        pewnej manipulacji. Polega ona na tym, że próbuje uzyskać zgodę na coś, na co
        nie ma zgody praktycznie w żadnym związku (wyjątki błąkają się w okolicach
        ułamka promila) i przelać na Ciebie odpowiedzialność za to. Zabezpieczyłoby go
        to przed konsekwencjami, wyrzutami sumienia i ryzykiem przy korzystaniu z
        zakazanych dotąd uciech. Oczywiście wg zasady "no risk - no fun" szybko by to
        spowszechniało i kożystając z "absolutnej szczerości" między wami mógłby
        eskalować żadania.

        Przypomina mi to dzielnych facetów, którzy chcieliby przeżyć najeżoną
        niebezpieczeństwami, ekscytującymi i ryzykownymi sytuacjami jakąś wyprawę
        survivalową z pełną gwarancją organizatora, że żadna przykrość im się nie
        zdarzy.

        Radzę nie wdawać się z nim w żadne dyskusje na ten temat tylko uciąć krótko
        zdecydowanym "nie" i ewentualnie delikatną groźbą w przypadku powrotu do
        tematu. Nie powinna pozostać w nim żadna nadzieja. No chyba, że i u Ciebie
        gdzieś się tli ochota na taki eksperyment. Nie sądzę, bo jak napisałem wyżej, w
        odróznieniu od facetów to niezwykła rzadkość u kobiet.

        Aha, i przystopuj z tą "absolutną szczerością". Dla uniknięcia w przyszłości
        niemiłego odczucia braku zaufania potrzebna jest pewna doza ograniczonego
        zaufania i nietraktowanie partnera jako "otwartej książki".
        • prosty_facet Re: meski punkt widzenia 09.11.06, 19:16
          Co do "znikomego" procenta kobiet majacych ochotę na innych partnerów to jak się
          to ma do tego, że 10% dzieci pochodzi od innych ojców niż ci, co je wychowują i
          sa święcie przekonani że to ich dzieci ???
          A poza tym zajrzyj sobei na inne fora np:
          Swingers
          Kule Smakule
          Erotica Nova

          i zobacz ile tam mężatek się kręci :-)
          • gomory Re: meski punkt widzenia 10.11.06, 10:49
            Ale faktycznie znikomy procent z nich robi to za zgoda meza. Statystyka
            wskazuje, ze jakas tam przygoda w czasie trwania zwiazku zdarza sie wiekszosci
            ludzi. Jest to jednak faktycznie przygoda (dluzsza lub krotsza), a nie norma.
            Czynni swingersi czesto wspominaja, ze natrafiaja na te same osoby, a przeciez
            jest nas 40 milionow Polakow ;).
          • petar2 Re: meski punkt widzenia 10.11.06, 11:31
            Te 10% to badania zachodnie. Mam wątpliwości co do rzetelności badań i czy
            wszyscy ojcowie nie wiedzą o tym? Przecież ile sytuacji jest, że facet wie, że
            wychowuje nieswoje dziecko.

            No i pisałem o znikomej liczbie kobiet gotowych na wymianę partnerów a nie o
            zdradach. Kobiety bardzo rzadko decydują się na zdradę w satysfakcjonującym
            związku, ale dużo łatwiej gdy nie jest za dobrze.

            Co do praktyk swingers to tak jak w innych dziedzinach jesteśmy zalani i
            przesyceni pornografią i znudzeni sztucznością. Fikcja nie dostarcza już
            odpowiednich podniet stąd pragnienia "prawdziwych" wrażeń. Rynek świetnie
            odpowiada na nowe zapotrzebowanie, popularne są "amatorki", reality-show,
            ukryte kamery. Swingers to świetny produkt dający wrażenie autentyczności za
            które seksoholicy gotowi są zapłacić spore pieniądze. Biznes więc nawet przy
            małym rynku kwitnie bo prowizje duże a w organizowanych spotkaniach biorą
            udział często prostytutki.

            Na tym forum podczas mojej bytności (ok 2 lat) przewinęli się, z tego co
            pamiętam, 2 faceci o takich doświadczeniach (szkoda, że nie było kobiety).
            Jeden z nich, jak się okazało, głeboko uzależniony od seksu zmyślał po prostu
            swoją historię. Na fora nie zaglądałem ale można zakładać też część erotomanów-
            gadziarzy albo konfabulujących babeczek.
    • j.moore Re: meski punkt widzenia 09.11.06, 11:38
      niestety nie ustalalismy takich spraw na poczatu znajomosci, nie wyniknely po
      prostu naturalnie. Bylismy tacy mlodzi i zakochani, ze sprawa wiernosci sobie
      wydawala sie oczywista. A tu po latach udanego wydawaloby sie zwiazku prosze...
      M uparcie twierdzi, ze to "tylko" oznaka dojrzalaosci naszego uczucia, ze my
      darzymy sie taka miloscia, ze niezobowiazujacy seks z nowymi partnerami, moze
      nam tylko dodac pikanterii.

      Do mnie to zupelnie nie przemawia. Moze jakis facet mi to wytlumaczy, jak to
      jest ze mezczyzna, ktory jest w stalym, szczesliwym zwazku odczuwa nagle
      potrzebe zdobycia nowych wrazen. Zaznaczam, ze chodzi wylacznie o seks. W
      pozostalych kwestiach rozumiemy sie znakomicie. Mamy b. dobra sytuacje
      materialna, kilkuletnie dziecko, wlasciwie zadnych zmartwien, no nic tylko
      korzystac z zycia i cieszyc sie soba.
      Juz zaczynam sie zastanawiac, ze moze te wieczne zapewnienia meza, o tym, ze
      jestem dla niego wspaniala kochanka, nie sa tak do konca szczere. Po tylu
      latach razem doskonale znamy swoje potrzeby i potrafimy je doskonale
      zaspokajac.Do tej pory, miedzy innymi na podstawie wielu wspolnych rozmow,
      wydawalo mi sie, ze seks jest satysfakcjonujacy dla obojga z nas. Teraz juz nie
      jestem tego taka pewna:(
      • petar2 Re: meski punkt widzenia 09.11.06, 11:57
        > niestety nie ustalalismy takich spraw na poczatu znajomosci, nie wyniknely po
        > prostu naturalnie. Bylismy tacy mlodzi i zakochani, ze sprawa wiernosci sobie
        > wydawala sie oczywista.

        "Niestety"?? Sprawa tylko wydawała się oczywista??
        To od kiedy trzeba to ustalać czy podpisywać dodatkowy aneks?

        Tu nie ma specjalnie nic do wyjaśniania, część facetów i kobiet marzy i
        fantazjuje o jakichś przygodach czy seksie na boku. Tyle, ze kobietom z reguły
        wystarczają same fantazje a i bariery mają wyższe do pokonania. Facetom
        znacznie łatwiej oddzielić seks od miłości i wierności.

        Twój M bredzi o dojrzałości i manipuluje. Na razie chodzi o seks bo się trochę
        przejadł po 7 latach. Na innych frontach cacy ale co jeśli coś się sypnie
        (odpukać) i M w ramach "absolutnej szczerości" (no bo niby dlaczego nie)
        wyskoczy z innym rozbrajającym wyznaniem?
      • ninkaa4 Re: meski punkt widzenia 09.11.06, 11:58
        Najwyraźniej mąż ma za dobrze i mu się nudzi. Zero problemów jak piszesz, więc
        szuka wrażeń. Co do tego nowego wrażenia powiedz stanowczo "nie" i nie dyskutuj
        więcej. Za mało obowiązków najwyraźniej. A i Ty trochę przestań mu nadskakiwać.
      • socata Re: meski punkt widzenia 09.11.06, 12:38
        najlepszej (i szczerej) odpowiedzi udzielił Ci Twój mąż: "(...)zaczal
        odczuwac potrzebe czysto fizycznego kontaktu z inna (innymi?) kobietami, tak
        tylko celem urozmaicenia. Twierdzi, ze po tylu latach z jedna partnerka
        potrzebuje odmiany (...)." No właśnie - chce urozmaicenia i odmiany, a powód
        takiego stanu rzeczy może być tylko jeden: NUDA. Cała reszta tłumaczeń (oznaka
        dojrzałości związku, wielka miłość, pikanteria itp.) to bzdety mające na celu
        uzyskanie Twojej zgody na jego zachciankę, czyli seks z inną. O dziwo, prawdą
        może być to co mówisz ("mamy razem taki cudowny seks") ale widać Twój mąż chce
        nowych, innych doznań (które wcale nie muszą być lepsze, ale wydaje mu się, że
        jak nie spróbuje to się o tym nie przekona...).
        Chcesz zrozumieć jak to jest że mężczyzna, który jest w stałym, szczęśliwym
        związku odczuwa nagle potrzebę zdobycia nowych wrażeń? A jak to jest, że
        jeżdżąc dobrym, dwuletnim samochodem chce się go sprzedać i kupić inny? Jak to
        jest, że mając szafę pełną dobrych, markowych ciuchów kupuje się kolejny
        kostium albo bluzkę? Jak to jest, że grając w kasynie i wygrywając kasę tak
        trudno jest powiedzieć "stop" i odejść od stołu, co często w konsekwencji
        oznacza przegranie wszystkiego? Wydaje mi się, że szczególnie trafna jest tu
        sotatnia analogia: dobrze Wam idzie, wygrywacie, ale Twój mąż chce więcej. A
        więcej oznacza również ryzyko, że przegra się to, co już się ma.... Dlatego
        chyba najwłaściwszym rozwiązaniem byłoby twarde "stop" z Twojej strony a
        jednocześnie zastanowienie się, jak można sensownie zagospodarować tę "wygraną"
        żeby móc z niej korzystać i cieszyć się jeszcze przez długi czas. Czego Ci
        szczerze życzę...


        -
      • prosty_facet Pytanko 09.11.06, 19:24
        Tylko czy stanowcze "NIE" nie skończy się czasem tym, że już wiecej nie zapyta
        tylko zrobi swoje ????
    • bianna Re: meski punkt widzenia 09.11.06, 12:08
      Przeżyłam kiedyś coś podobnego. To znaczy ja poznałam fajnego faceta, nabrałam
      ochoty na bliższe kontakty z nim, a swojemu mężowi tłumaczyłam wszystko
      podobnie jak twój mąz probuje tobie. Dosłownie jakbym słyszała siebie parę lat
      temu! Dziś natomiast ci powiem, że absolutnie nie zgadzaj się na cokolwiek, bo
      twój mąz chce pójśc na łatwiznę i przespać się z jakąś babką z czystym
      sumieniem i błogosławieństwem od ciebie. Najprawdopodobniej już upatrzył sobie
      obiekt i coś planuje, ale dręczą go małe wyrzuty sumienia. Od ciebie chce
      natomiast usłyszeć, że się na to zgadzasz. Doskonale znam tą sutyację.
      Więc albo z nim porozmawiaj i wybij to z głowy, albo może poszukajcie
      urozmaicenia waszego związku razem? Myślę nawet o seksie w 3, wtedy będziesz
      mogła go bardziej kontrolować. Ewentualnie zaproponuj mu, że zgadzasz się, pod
      warunkiem iż prawo "skoku w bok" obejmie także ciebie. Gwarantuję, że to
      podziała jak kubeł zimnej wody. Wszyscy jesteśmy jak psy ogrodnika....:)
      • blaszany_dzwoneczek Re: meski punkt widzenia 09.11.06, 12:14
        bianna napisała:

        > Ewentualnie zaproponuj mu, że zgadzasz się, pod
        > warunkiem iż prawo "skoku w bok" obejmie także ciebie. Gwarantuję, że to
        > podziała jak kubeł zimnej wody. Wszyscy jesteśmy jak psy ogrodnika....:)

        W tym sęk, że właśnie jej to również zaproponował...
    • petar2 "absolutna szczerość" 09.11.06, 12:13
      Jeszcze się troche popastwię nad Twoim sformułowaniem "absolutna szczerość"
      często nazywanym również "szczerą rozmową" itp bo sporo kobietek na tym forum
      uważa to za wielką wartość :-)

      Normalnie facetowi w przeciętnie funkcjonującym związku nie przyszło by do
      głowy wypowiedzenie na serio takiej propozycji. Liczyłby się ze zranieniem
      żony, ostrą reprymendą, gniewem, smutkiem, przykrością.

      Co innego w układzie z "absolutną szczerością". Tutaj facet jest zwolniony z
      obaw o reakcję żony bo przecież on nie robi nic zdrożnego, on po prostu ujawnia
      swoje myśli, pragnienia, oczekiwania zupełnie szczerze. A taką szczerość sobie
      ustalili wcześniej! W żonie takie zwierzenie nie powinno wywoływać żadnych
      emocji, przecież jej ukochany jedynie wypowiedział co myśli i powinna mu być za
      to wdzięczna.
      A nie jest? Ech ... no gdzieś tkwi błąd w tak rokująco skutecznej teorii.
      Teoria młoda, zaledwie 1-2 pokolenia, mądrzy usiądą i podrasują. Poprzednie
      kilkaset pokoleń nie miało takich dylematów i związanych z tym problemów, żyło
      w błogiej nieświadomości ile tracą :-)
      • mreck Re: "absolutna szczerość" 09.11.06, 13:04
        no własnie. są jednak grance szczerości. myslę, ze nie wypowiadanie na głos
        pewnych pragnień, fantazji jest wieksza szczerościa w zwiazku, bo jak sie kocha
        szczerze, to sie szczerze nie chce zranic. a jak sie nie chce zranic to albo
        cierpi sie głód albo korzysta z innej kuchni.
        złe zostało juz posiane. dziurka w tamie uczyniona. czas zrobi resztę. teraz
        cokolwiek bedzie robił twój mąż, czy to jadł śniadenie, czy ogladał telewizję
        zawsze bedzie robił z inna w tle.
        ty zas nie możesz zrobic nic.
        odnosząc sie do wypoiedzi kilka postów powyżej, to, (podkreslam) mi sie wydaje,
        ze logiczne praktycznie formalne ustalenie granic swobody partnerów w zwiazku
        jest awykonalne. no tego sie raczej nie da obgadać. to zawsze wynika z
        charakterów i podskórnej walki partnerów o dominacje w zwiazku.
        tyle, szczerym ku przestrodze.
        • justyna302 Re: "absolutna szczerość" 09.11.06, 13:32
          Mreck, ja nie chcę powiedzieć, że chodzi o ustalanie z kartką i ołówkiem w ręku
          co wolno, a co nie przejdzie za żadne skarby. Ale to się klaruje samo,
          zwłaszcza na początku, kiedy się jeszcze uważnie słuchamy i obserwujemy..

          A wracając do wątku, to każdy kto ma trochę serca i rozumu wie, że pewnych
          rzeczy po prostu się partnerowi NIE MOWI, bo druga strona choćby deklarowała
          wielką tolerancję bedzie dotknięta.
          Z łagodniejszych przykładów ale podobnych: załóżmy pytam męża czy mu się podoba
          moje ciało i proszę o szczerą odpowiedź, ale tak naprawdę gdy usłyszę że mam za
          duży tyłek, będę załamana i od tej pory będę zawsze do męża stawała przodem, a
          gdy będziemy szli razem i przed nami będzie szła laseczka z super pupcią będę
          cierpiała niewysłowione katusze :)
      • kawitator Re: "absolutna szczerość" 09.11.06, 13:14
        > Jeszcze się troche popastwię nad Twoim sformułowaniem "absolutna szczerość"
        > często nazywanym również "szczerą rozmową" itp bo sporo kobietek na tym forum
        > uważa to za wielką wartość :-)

        Popieram Petera
        Chciałaś szczerości spodziewając się ze będziesz miała szczere dozgonne i wieczne wyrazy uwielbienia nawet jak ma kaca zgagę i pada deszcz. Jak by nie był szczery to by był przynajmniej grzeczny a tak to ci powie gdzie cie ma w danej chwili. Nie będzie to miła wypowiedź ale będzie jak najbardziej szczera co stanowi przecież wartość samą w sobie.
        Co do szczerości w poważnych rozmowach to w rozumieniu kobitek wygląda to tak
        Ja mu szczerze powiem czego chcę (dużo dudków i dobrze mam być wychędożona) co mi przeszkadza( bo mu cuchnie piwem z ust) i co ma zrobić abym była spełniona a on tak sam szczerze przyjmie to do wiadomości i z ochotą wykona radując się niezmiernie ze ma taka wspaniała kobitkę w domu.
        Jak powie coś od siebie lub nie wyrazi dostatecznego zachwytu to nie jest szczera rozmowa tylko nieuzasadnione żądania i w ogóle straciłam do niego zaufanie bo jak on mógł coś takiego pomyśleć.
        Przyjmij do wiadomości ze świat to nie czytanka z elementarza a i o męskiej psychice nie masz najmniejszego pojęcia

        A nie jest? Ech ... no gdzieś tkwi błąd w tak rokująco skutecznej teorii.
        > Teoria młoda, zaledwie 1-2 pokolenia, mądrzy usiądą i podrasują. Poprzednie
        > kilkaset pokoleń nie miało takich dylematów i związanych z tym problemów, żyło
        > w błogiej nieświadomości ile tracą :-)

        Nie ma co się dziwić jak postęp to postęp bowiem postęp jest najlepszy. A jak nie jest najlepszy to wstecznictwo przeszkadza, ciemnogród knuje bowiem postęp najlepszy jest.

        I takie postępowe panienki dziwią się za miało być tak fajnie a jest jak zwykle do dupy. Zamiast zapytać się babci, ciotki nawet starej bowiem one nie zatrute postępem doskonale potrafiły sobie radzić w związkach. Wiedza przekazywana z pokolenia na pokolenie może nie jest taka atrakcyjna jak nowoczesne teorie feministyczne ale jest prawdziwa i skuteczna a nie utopijna.

        • mreck Re: "absolutna szczerość" 09.11.06, 13:18
          a swoją droga, gdyby taki "szczery facet" w takim "szczerym zwiazku" nie
          powiedział szczrze, ze choc raz w życiu chciałby z inną to chyba szczery by nie
          był. smiejmy sie ze szczrych i powaznych rozmó i nie dajmy sie zabic.
        • socata Re: "absolutna szczerość" 09.11.06, 13:45
          kawitator napisał:

          > I takie postępowe panienki dziwią się za miało być tak fajnie a jest jak
          zwykle
          > do dupy. Zamiast zapytać się babci, ciotki nawet starej bowiem one nie
          zatrute
          > postępem doskonale potrafiły sobie radzić w związkach. Wiedza przekazywana z
          p
          > okolenia na pokolenie może nie jest taka atrakcyjna jak nowoczesne teorie
          femin
          > istyczne ale jest prawdziwa i skuteczna a nie utopijna.

          taaak, skoro już uogólniamy.... Babcie a nawet stare ciotki faktycznie
          doskonale potrafiły sobie radzić w związkach - po prostu trwały dzielnie przy
          mężach-żywicielach i nie wypominały im skoków w bok, wizyt w burdelach itp.
          zabaw.... Taka wiedza faktycznie nie jest atrakcyjna, za to prawdziwa i pewnie
          skuteczna - przecież skoro mąż ma żonę a przy okazji wolną rękę do bzykania na
          boku to żony swej nie zostawi (bo statecznym i poważnym mężczyzną jest), więc
          żona powinna się cieszyć niesłychanie.... Ech, te nowoczesne teorie
          feministyczne - do dupy z nimi!!! To przez nie (i przez cyklistów) nie jest tak
          fajnie ja kiedyś, co....?
          Pozdrawiam, kawitator :-)))
          • mreck Re: "absolutna szczerość" 09.11.06, 14:02
            co do tych cioć i babć, to socato madre były i życiowe, i nawet nie tak bardzo
            nieszczęśliwe.
            zwycięstwem dziejowym kobiet jest zmuszenie poligamicznych z natury mężczyzn do
            monogamicznych zwiazków z kobietami. i co sie dziwić, ze gwałtem społecznym
            przymuszony facet rozglada sie za inną.
            zapewne oberwie mi się za biologizm, ale zastanów się, czemu ta katarynka od
            lat gra tęsamą melodię.
            czasem trzeba uchylić pokrywkę, zeby nadmiar pary uleciał.
            • socata Re: "absolutna szczerość" 09.11.06, 14:23
              mreck napisał:

              > co do tych cioć i babć, to socato madre były i życiowe, i nawet nie tak
              bardzo
              > nieszczęśliwe.

              zapomniałem dodać do Twojego innego posta, że wkurza mnie uogólnianie. Ale to
              może dlatego, że pytanie było "czego nie lubicie na forum" a uogólnianie wkurza
              mnie zawsze.... Mreck, doaj tylko słówko "niektóre" a zgodzę się z Tobą :-)))

              > zwycięstwem dziejowym kobiet jest zmuszenie poligamicznych z natury mężczyzn
              do
              >
              > monogamicznych zwiazków z kobietami. i co sie dziwić, ze gwałtem społecznym
              > przymuszony facet rozglada sie za inną.

              co poligamiczności mężczyzn - zgoda. Ale gdzie to zmuszanie i gwałt społeczny?
              Chcesz powiedzieć, że zostałeś społecznie zgwałcony i przymuszony do małżeństwa
              i gdyby nie to, to nigdy byś się nie ożenił??? Odważne wyznanie.....
              • petar2 Re: "absolutna szczerość" 09.11.06, 14:43
                > co poligamiczności mężczyzn - zgoda. Ale gdzie to zmuszanie i gwałt
                > społeczny? Chcesz powiedzieć, że zostałeś społecznie zgwałcony i przymuszony
                > do małżeństwa i gdyby nie to, to nigdy byś się nie ożenił??? Odważne
                > wyznanie.....

                Mreck przesadził. Związki monogamiczne z dużo łagodniejszym traktowaniem
                niewierności facetów są pewnego rodzaju stabilnym kompromisem wypracowanym
                przez tradycję.
                • infractus Re: "absolutna szczerość" 10.11.06, 20:02
                  ten "stabilny kompromis" wypracowała tradycja, w której kobiety znajdowały się
                  w zasadniczo gorzej sytuacji - przede wszystkim ekonomicznej. Ponieważ choćby
                  ten element - jeden z podstawowych - sie zmienia, kompromis ten nie zdaje już
                  egzaminu.
                  Kobiety godziły się na zdrady, bo były w związku stroną słabszą. Wiadomo, że
                  silniejszy dyktuje warunki.
                  Kiedyś kobieta, która zostawiłaby męża z podwodu zdrady, miałaby bardzo ciężkie
                  życie - o ile w ogóle udało by sie jej od owego męża uwolnić. Dzisiaj
                  podstawowy problem - utrzymania się - zniknął. Więc kompromis nie dizała.
                  • petar2 Re: "absolutna szczerość" 10.11.06, 23:06
                    > ten "stabilny kompromis" wypracowała tradycja, w której kobiety znajdowały
                    > się w zasadniczo gorzej sytuacji

                    Czyżby? Ujarzmienie poligamicznego faceta w monogamicznym związku to sukces
                    kobiety. Więc gdy facet dochowywał wierności to one były w lepszej sytuacji.
                    Ewentualna zdrada tym którzy mieli możliwości i chcieli to własnie równowaga.

                    > Kiedyś kobieta, która zostawiłaby męża z podwodu zdrady, miałaby bardzo
                    > ciężkie życie - o ile w ogóle udało by sie jej od owego męża uwolnić. Dzisiaj
                    > podstawowy problem - utrzymania się - zniknął. Więc kompromis nie dizała.

                    Działa, działa. Patrzysz tylko na stronę ekonomiczną a ona wcale nie jest
                    najważniejsza.
              • mreck Re: "absolutna szczerość" 09.11.06, 14:53
                socata nijak sie nie poczuwam do uogólniania. jednak zważ, że samo się nie
                błyska i nie grzmi samo. pewnie, ze w regułach społecznych zawsze znajdzies
                wyjatki.
                nasze społeczeństwo dzieki bogu nie jest jedynym społeczeństwem na tej ziemi i
                mozna wiele przykładów podać innej jego organizacji. samo życie każdego
                człowieka w społeczności jest gwałtem na jego naturze, bo albo sie dostosuje,
                albo nie i poniesie tego konsekwencje.
                co zas do tych babć - o ironio, tekst był ironiczny. jestem jakotako oczytany i
                tak mniej więcej sie orientuję, ze okresy swobodnych obyczajów przeplatały się
                z okresami purytańskimi. babcia as to taki marynarz który sztom przetrwał i
                zwinawszy do poru buja sie z fajeczka nad szkaneczka rumu. co czula i myslała
                ile razy wzywała Pana Boga swego w czasie swego małżęństwa?
                ale juz porcie widać, ze wygrała.
                i co nam taka wiedza da?
          • kawitator Re: "absolutna szczerość" 09.11.06, 14:14
            taaak, skoro już uogólniamy.... Babcie a nawet stare ciotki faktycznie
            doskonale potrafiły sobie radzić w związkach - po prostu trwały dzielnie przy
            mężach-żywicielach i nie wypominały im skoków w bok, wizyt w burdelach itp.
            Zabaw....
            burdeli było proporcjonalnie mniej niż obecnie i to kilkakrotnie mniej. Była ostra walka o klienta bowiem nie było ich wielu teraz postępowe facety zaraz do agencji lecą bo po pierwsze maja forsę po drugie maj przyzwolenie społeczne a po trzecie nie mają w domu
            A i bym zapomniał dodaj do tego zastępy cichodajek c nacodzień wzorowych żon i matek


            Taka wiedza faktycznie nie jest atrakcyjna, za to prawdziwa i pewnie
            skuteczna - przecież skoro mąż ma żonę a przy okazji wolną rękę do bzykania na
            boku to żony swej nie zostawi (bo statecznym i poważnym mężczyzną jest),

            Był społeczny nacisk i rzeczywiście jak ktoś kto chciał uchodzić za faceta nie mógł zostawić swej żony i dzieci nawet jak prawdziwa zołzą wścieklicową była. Był nacisk aby łożył na swoje ( lub nie swoje dzieciaki a to tylko kobitki wiedziały albo i nie) wychowywał je. Facet miał powinności !!
            Teraz teorie feministyczno lewackie zdjęły z niego te powinności wiec alimenciarzy jest kilkaset tysięcy Nie wątpliwie oznaka nowoczesności

            więc żona powinna się cieszyć niesłychanie.... Ech, te nowoczesne teorie
            feministyczne - do dupy z nimi!!! To przez nie (i przez cyklistów) nie jest tak
            fajnie ja kiedyś, co....?
            Było znacznie gorzej jak teraz Ludzie żyli ciężko i szybko umierali ale od tego czasu najciężej i najwydajniej pracująca część społeczeństwa określana jako męskie szowinistyczne heteroseksualne białe szowinistyczne świnie spowodowała że życie wszystkich stało się lżejsze i dłuższe.

            Pozdrawiam, kawitator :-)))
            Tyż pozdrawiam socata

            BMSzHŚw ;-)))))
            Kawi
            • socata Re: "absolutna szczerość" 09.11.06, 14:18
              kawitator napisał:

              > BMSzHŚw ;-)))))
              > Kawi

              to coś z męską szowinistyczną świnią jak sądzę? Ale obawiam się, że nie znam aż
              tak rozbudowanej wersji - możesz rozwninąć skrót? Tak z ciekawości proszę....
              • sagittka Re: "absolutna szczerość" 09.11.06, 16:38
                > > BMSzHŚw ;-)))))

                to chyba Biała Męska Szowinistyczna Heteroseksualna Świnia

                kwintesencja polskiej męskości :)
                • kawitator Re: "absolutna szczerość" 10.11.06, 15:30
                  to chyba Biała Męska Szowinistyczna Heteroseksualna Świnia
                  >
                  > kwintesencja polskiej męskości :)
                  Zgadza się w całej rozciagłości
                  co wiecej sam siebie zacytuję
                  -ja BMSzHŚw i jestem z tego dumny bo to własnie tacy jak ja wyciagneli ludzi z jaskiń i wsadzili do apartamenów :-PPPPPPPPPPPPP
            • misssaigon eh kawi - żałko czytać 09.11.06, 17:31
              "Było znacznie gorzej jak teraz Ludzie żyli ciężko i szybko umierali ale od tego
              > czasu najciężej i najwydajniej pracująca część społeczeństwa określana jako m
              > ęskie szowinistyczne heteroseksualne białe szowinistyczne świnie spowodowała że
              > życie wszystkich stało się lżejsze i dłuższe. "

              co to były za wspaniałe czasy, ze ci biedni faceci tyrali a ich sprytne zonki
              lezały sobie na sofach i pachniały francuska "perfuma"

              gdzies musiała istniec jakas podkategoria, ktora dbała o dom, uprawiała role,
              obrzadzała w gospodarstwie, rodziła dzieci, karmiła caly zywy inwentarz - ale to
              chyba nie były kobiety?

              co do szczesliwosci pozycia naszych przodkow - z pzrekazow rodzinnych nie
              wylania sie obraz sielankowy - a raczej zdziebko bardziej prawdziwy - zimne
              emocjonalnie zwiazki, tkwienie w okowach konwenansow...itp
              • kawitator Re: eh kawi - żałko czytać 09.11.06, 19:38
                Miss zawsze z uwagą czytam twoje wypowiedzi ale tym razem się zapędziłaś
                Pisałem -ludzie żyli ciężko
                Jako prawdziwa MHSzSw piszę dokłądnie ludzie czyli kobitki i faceci Nigdzie
                nawet nie napisałem ze to faceci mieli cięzko a kobitki leżały i pachniały choć
                takie jednostki z pewnością też były
                Natomiast na popracie swojej tezy o tym że najcięzej najbardziej wydajnie
                pracują MHSzŚw mam oracowania ekonomiczne Polecam ksiązke "Bogactwo i ubóstwo"
                gdzie znakomitość ekonomiczna stawia i uzasadnia tę tezę. Przekazy rodzinne też
                znam. Sam jeszcze ich nie opowiadam ale juz niedługo ;-))) Znam też
                charakterystyczne różnice w tych przekazach starych ciotek i babć zależne od
                tego kto słucha, jaka jest pogoda i czy babcia golneła sobie zdrowotnej
                naleweczki na ziółkach. Nie mają swiadków bowiem ich rówieśnicy dawno już
                wąchają stokrotki od spodu więc bajają też czasmi aż hadko słuchać
      • zorka99 Re: "absolutna szczerość" 09.11.06, 18:05
        Nie wiem, nie znam się na związkach z absolutną szczerością, ale coś mi nie
        gra. Jak może istnieć pożądanie do partnera, który nam mówi absolutnie wszystko
        i my jesteśmy z nim szczerzy do bólu? A gdzie niepowiedziane, tajemnica,
        zagadka i niespodzianka? Jak wygląda taki seks - tak jakby z samym sobą? Kochać
        się z facetem mówiącym mi o marzeniach o seksie z inną? Czy autorka postu w
        przypadku zauroczenia innym mężczyzną szczerze zwierza się z tego partnerowi?
        Bardzo to ciekawie wygląda biorąc pod uwagę, że kobiety tak naprawdę są tak
        samo poligamiczne, jak mężczyźni...
      • prosty_facet Re: "absolutna szczerość" 09.11.06, 19:28
        > Poprzednie
        > kilkaset pokoleń nie miało takich dylematów i związanych z tym problemów, żyło
        > w błogiej nieświadomości ile tracą :-)

        Poprzednie pokolenia nie żyły w nieświadomości :-) Po prostu kobiety wiedziały,
        że sa zdradzane ale cicho siedziały, bo były na utrzymaniu męża i nie miały
        żadnych praw .....
        • kawitator Re: "absolutna szczerość" 09.11.06, 19:42
          Poprzednie pokolenia nie żyły w nieświadomości :-) Po prostu kobiety wiedziały,
          > że sa zdradzane ale cicho siedziały, bo były na utrzymaniu męża i nie miały
          > żadnych praw .....
          Boze widzisz i nie grzmisz
          wtedy większośc małżeństw była układana poza zainteresowanymi więć uczucia i
          związane z tym zazdrośc czy chęc wyłącznosci seksualnej były prawdziwa rzadkością .
          Rola męza było zapwenić byt rodzinie a nie kochać przynosić kwiatki i wzdychac
          pod oknem.
          • misssaigon Re: "absolutna szczerość" 09.11.06, 22:33
            fakt, ze dawniej malzenstwo z milosci bylo tak rzadkie, ze trzeba bylo o tym
            poematy pisac...kobiety były "wydawane" za maz przez rodzine w oparciu o zasady
            ekonomii - w czym bardzo przypomina to aktualne zwyczaje w krajach islamu - od
            ktorych to z takim wstretem sie odzegnujemy

            jednakowoz kawi pzreczytaj uwaznie to co napisales i gdzie expressis verbis
            ujales, ze to mezczyzni byli tymi najciezej zapracowanymi - no chyba ze myslac
            "ludzie" wlaczasz w te pojecie rowniez kobiety
    • j.moore Re: meski punkt widzenia 10.11.06, 00:41
      nie, to wcale nie jest tak, ze zyjemy jak papuzki nierozlaczki i nie mamy przed
      soba zadnych tajemnic. Kazde z nas ma mozliwosc spotykania sie z grupa swoich
      znajomych, hobby itd.
      "Absolutna szczerosc", to bardziej takie poczucie, ze duzo i czesto rozmawiamy
      ze soba, na wszystkie tematy z seksem wlacznie. I tak bylo do tej pory, ze
      potrafilismy wyartykulowac swoje potrzeby w tym zakresie, co lubimy
      najbardziej, co chcemy zmienic. Rozmowy o seksie sa jak najbardziej naturalne i
      potrafimy mowic o tym bez zadnego skrepowania.

      Uwazam, ze tym razem M posunal sie jednak za daleko, choc dla niego to sa tylko
      slowa (jak na razie), to zabolalo mnie to bardzo i on tego nie rozumie. To jak
      mala kropla, ktora zaczela drazyc moje niezachwiane do tej pory zaufanie do
      niego. W efekcie to ja zostalam z problemem, bo wedlug M zapominamy o calej
      rozmowie na ten temat i zyjemy dalej. Tylko dlaczego ja nie moge jakos
      uwierzyc, ze po moim wyraznym sprzeciwie ochota na seks z inna kobieta nie
      wyparowala mu po prostu z glowy! A on dalej uparcie twierdzi, ze szanuje moje
      zdanie na ten temat i daje sobie ze wszystkim spokoj. Mozliwe to jest? Ciekawe
      na jak dlugo? Cos mi niestety podpowiada, ze i tak zrobi to, tyle ze juz bez
      mojego blogoslawienstwa...
      • misssaigon Re: meski punkt widzenia 10.11.06, 07:15
        droga J...to, ze zyjecie sobie spokojnie i szczeslwiie ładnych pare latek to
        godne pozazdroszczenia...ale..włąsnie nadeszla pora przewaluowania - w zwiazku
        nie moze byc tak samo dobrze pzrez 10-20-30 lat - az do smierci - to
        utopia...nie win meza, ze tak "brutalnie" naruszysz twoje dobre
        samopoczucie..lepiej teraz niz za pozno...pomysl jakie on moze miec oczekiwania
        wobec zwiazku, w jakim kierunku one ewoluuja - czego ty oczekujesz - tylko broń
        Boze - nie mów -"jest wspaniale - nic nie trzeba zmieniac"...trzeba trzeba
        koniecznie...
        nikt tu ci nie udzieli rady co zmienic, kiedy i w jaki sposob - to twoj "job";))
      • gomory Re: meski punkt widzenia 10.11.06, 11:41
        Wszystko co wazne w tym temacie juz chyba zostalo powiedziane. Ale dorzuce swj
        malutki kamyczek.
        Kazdy postrzega swoj zwiazek jako ten specjalny, rozny od innych. Im bardziej
        zyje sie przeswiadczeniem, ze nasz nie dotykaja zwyczajowe problemy, tym
        wieksze rozczarowanie gdy okaze sie to mirazem. Tym latwiej mi przychodzi
        zrozumienie waszej sytuacji, ze przezylem podobna ;). Coz, jest to zyciowe
        doswiadczenie. Po tym niefrasobliwym wyznaniu juz nic nie bedzie takie jak
        kiedys. Nie masz juz do meza bezgranicznego zaufania, on sam zasial ziarno
        niepewnosci. I nigdy tez juz nie pozbedziesz sie podejrzliwosci czy nie mowi
        polprawdy, zatajajac czesc mysli. Radze Ci podejsc do tego naturalnie, i uznac,
        ze to wlasnie cena jaka sie placi za dojrzalosc. Do tej pory zylas w swiecie
        uludy, a teraz masz spojrzenie blizsze prawdy. Twoj M, przeciez te ochote na
        seks z kims innym musial przejawiac i wczesniej zanim zlozyl swoja propozycje.
        Wtedy bylas nieswiadoma, a teraz widzisz wiecej.
        Pytasz sie czy to mozliwe, ze da sobie spokoj z innymi kobietami. Tego nie
        wiesz. Tak samo jak nie wiedzialas ani nie moglas byc pewna stajac na slubnym
        kobiercu - wiec w zasadzie pod tym wzgledem nic sie nie zmienilo ;).
        Radze Ci tylko - nie zmieniaj sie teraz w psa tropiacego, bo szczescia to nie
        przyniesie.
      • caisis Re: meski punkt widzenia 10.11.06, 22:47
        Twój M to dziesiećiostopniowy introwertyczek. A taki nic nie robi
        bezinteresownie. Chce seksu na boku i Twojego rozgrzeszenia. W razie czego on
        rączki umywa , bo Ty mu pozwoliłaś. Bo tak naprawdę , to zależy mu tylko aby
        wyszło na jego. Jesli naprawde by Cię kochał , to taka myśl nie przyszłaby mu
        nawet do głowy.A z ta szczerością to faktycznie lekka przesada i nie zdiwiłabym
        się gdyby wyszła ona z jego inicjatywy.Nie daj się , broń się , Twój M dopiero
        zaczął / bez czarnowidztwa /.
        • sagittka Re: meski punkt widzenia 11.11.06, 11:55
          > Jesli naprawde by Cię kochał , to taka myśl nie przyszłaby mu
          > nawet do głowy.

          Myślę, że niekoniecznie. Nawet jestem przekonana, że wielu kochającym
          przychodzi do głowy :)

          Kocham męża, nie ranię go "szczerymi wyznaniami" że chciałabym go zdradzić,
          (zresztą wcale bym nie chciała), ale różne myśli przychodzą mi do głowy, w tym
          seks z innymi mężczyznami również. Po 15 latach związku potrzeba odmiany jest
          naturalna, jednak każdy inaczej to czuje, inaczej okazuje, inaczej sobie z tym
          radzi.
    • inseg Re: meski punkt widzenia 11.11.06, 03:33
      Z góry się usprawiedliwia i zabezpiecza na przyszłośc .. a prawda jest
      taka ,że poznasz dobrze jedną kobietę to tak jakbyś poznał wszystkie :)
      Zapytaj czy nie miałby nic przeciwko temu , jesli zaprosisz listonosza bo
      bardzo cię kusi sprawdzić jak to jest i czy możesz to zrobić
      Zapytaj .. A swoją droga to wszelkie boki ,zdrady są jak deptanie po
      czystym białym śniegu zawsze pozostawiaja ślady i potem nigdy nic już
      nie jest takie samo .. Pozdrawiam hough
      squaw
      • gomory Re: meski punkt widzenia 11.11.06, 09:06
        > a prawda jest taka ,że poznasz dobrze jedną kobietę to tak jakbyś poznał wszystkie :)

        Uwazam, ze sie mylisz. Tutaj wg mnie duzego plusa ma natura: zachowania lozkowe kobiet maja baaaardzo szeroki wahlarz i sa rozne.

        > Zapytaj czy nie miałby nic przeciwko temu , jesli zaprosisz listonosza bo
        > bardzo cię kusi sprawdzić jak to jest i czy możesz to zrobić
        > Zapytaj ..

        Alez z podobna propozycja juz wyszedl. Przeczytaj watek ;).
    • trixie2 Re: meski punkt widzenia 12.11.06, 07:20
      A mnie się wydaje, że to możliwe. To znaczy, istnieje taka opcja. Że kocha
      bardziej niż średnia określa, że naprawdę miał na myśli to co miał, że pomysł z
      seksem dla rozrywki wynikł z głębokiego przekonania o sile więzi z żoną i
      ogólnego komfortu.
      Tylko, że to nie zmienia faktu, że to ogromnie niebezpieczne. Jedno z tych
      niebezpieczeństw już się zrealizowało - spokój i zaufanie żony zostało
      naruszone, tym samym dający miłą pewność i dumę monolit zaczął erodować. I nie
      wystarczy powiedzieć - zapomnijmy o tym. Oto, jaką siłę rażenia ma seks, jak
      delikatną tkanką jest miłość, jak chwiejną strukturą małżeński dobrostan, a
      raczej może jak dynamicznym układem będącym w ruchomej równowadze:-)

      Brzmi mi w uszach "Niech twoje skryte myśli pozostaną skryte"
      Pozdrawiam serdecznie.
    • yunaszek [...] 13.11.06, 23:56
      Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka