palmalka
18.02.08, 15:14
Czy ja jestem jakaś nienormalna???
Ale od początku... Kochać... hmmm... co znaczy kochać..? Mam na
karku dwadziescia pare lat i i do tej pory nie wiem co znaczy
kochać...??
Owszem mam kochajacego mnie meza, rybke i pajaczka ale mi jest
ciagle mało ...!!!
Poszukuje ulotnych miłostek na miedzynarodowych portalach (
hi5.com)... włoch...grek... egipcjanin... chorwat... japończyk...
bez znaczenia... znaczenie ma to ze kazdy ten mezczyzna mnie
wielbi.. poswieca mi czas... rozmawia...słucha.. jest miły ,
smypatyczny... videorozmowy na MSN... pozniej nawet smsy i rozmowy
telefoniczne... milostka trwa ok 2 tygodni , dopoki doputy moj maz
juz nie jest w stanie spedzac samotnych nocy z poczuciem iz zona
zdradza go psychicznie i to w kazdej mozliwej chwili...
Dobija mnie to rowniez poniewaz widze łzy mojego meza, widze ze
coraz czesciej zaglada do kieliszka.. na sama wibracje mojego
telefonu dostaje nerowych drgawek ... i.... zrywam kolejna z rzedu
znajomosc.. nie chce dluzej patrzec jak cierpi... ale
ale... w momencie zerwania znajomosci zycie ze mnie uchodzi...
calkowicie ... bezpowrotnie... słucham wtedy na ogragło Jamesa
Blunta "Goodbye my lover"... objadam sie słodyczami, nic nie jest
wtanie mnie rozbawic... szystko jest szare , bure i ponure... i po
jakims czasie nie wytrzymuje i wkrecam sie z powrotem w ta
zagraniczna bajke... odchudzam sie, maluje, pieknie ubieram, ...
poprostu kwitne... i tak jak po zerwaniu znajmosci moje libido jest
na poziomie -100 tak wraz z rozkrecajaca sie znajmoscia przybiera do
+100..
A najgorsze dla mnie i mojego sumienia jest ze albo sie onanizuje w
samotnosci marzac o mojej nowej miłostce albo... dla udobruchania
meza... kocham sie z nim... wyobrazajac sobie dokładnie to samo co
przy masturbacji....
Jest jakies wyjscie z tego magicznego kregu???
Czy do konca zycia bede zyc w swiecie swoich marzen raniac przy tym
ludzi mi bliskich i realnych...???
Czy ja naprawde jestem taka nienormalna, niemoralna i nadaje sie do
leczenia psychiatrycznego ????