Dodaj do ulubionych

Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość!

30.05.08, 01:06
Trafiłam tu przez przypadek i po przeczytaniu kilkunastu tematów
postanowiłam też napisać.
Mam po prostu dosyć życia bez seksu.
Jesteśmy małżeństwem od 10 lat. Początki były, hmm... może nie
jakieś wspaniałe, ale wydawało mi się, że musimy się dotrzeć,
dopasować. Raz było lepiej, czasami bardzo dobrze, a czasami
średnio, ale przecież nikt nie jest doskonały.
Po mniej więcej roku mąż zaczął tracić zainteresowanie- nie mną, ale
seksem.
Polega to na tym, że robi dla mnie wiele- pomaga w domu, przynosi
kwiaty, daje prezenty, ma pomysły wycieczkowe, wakacyjne,
inwestycyjne, towarzyskie. Kiedy idziemy ulicą, trzyma mnie za rękę,
obejmuje. To samo wśród przyjaciół. Jednak na tym jego czułości się
kończą.
Z początku byłam pełna zrozumienia (może przemęczenie), potem
zdziwiona, potem rozczarowana, zła, potem próbowałam rozmawiać, w
końcu kłócić się. Przeszliśmy różne etapy, ale nic to nie zmieniło.
W zasadzie zmieniało się tylko moje nastawienie do męża- od prób
porozmawiania szczerze i chęci poprawienia sytuacji, do kompletnego
zniechęcenia do NIEGO.
W końcu dałam spokój, ale tylko pozornie, bo tak naprawdę, to mam
tego dość. Zastanawiam się, czy jest sens ciągnięcia związku, który
łączy nas tylko towarzysko i materialnie? Z przyzwyczajenia?
Teraz doszłam do etapu, że zaczynam myśleć o związku z kimś innym,
kimś dla kogo seks jest przyjemnością i sprawianiem przyjemności.
Czy kochanek to jest rozwiązanie? Bo tak naprawdę, oprócz seksu, a
raczej jego jakości i braku, źle mi w tym związku nie jest.

Wszystkie moje poprzednie związki były udane. Miałam normalnych
facetów i udane życie seksualne, a wyszłam za mąż za człowieka,
któremu wystarczy seks raz na pół roku. Jeżeli zdarza nam się
spotkać po jednej straonie łóżka częściej (częściej to znaczy raz na
3 miesiące), to wynika to z mojej inicjatywy i z dużą niechęcią ze
strony męża. Jakość tego seksu jest też żadna, bo mąż nie lubi być
dotykany i pieszczony, więc czuję się jak plastikowa lalka. Owszem,
mnie mąż stara się niby pieścić, ale odczuwam to tak, jakby robił to
bez zaangażowania i uczucia i chciał jak najszybciej dojść do sedna
czyli stosunku. I tu, uwaga!...stosunek kończy się po kilku ruchach.
Tak jakby nie potrafił się opanować.
Rozmawiałam z nim o przedwczesnym wytrysku, ale on niechętnie
podejmuje rozmowy na ten temat. W ogole niechętnie rozmawia na temat
naszego seksu, a jeżli już, to tłumaczy swoją niedyspozycję
zmęczeniem i "niodpowiednim terminem". Tylko, ze to oznacza, że
termin jest zawsze niodpowiedni.
Mąż był nawet kiedyś u seksuologa (za moją namową), ale tak naprawdę
nie wiem, co powiedział i o czym rozmawiali.
Seksuolog jest jego kolegą, bo mąż jest ginekologiem. sic!
Tym bardziej czuję się oszukana i rozczarowana, bo jako ginekolog
powinien zdawać sobie sprawę, że nie jest to normalne.
Na koniec dodam, że nie jestem jakąś paskudą. Inni mężczyźni uważają
mnie za dość atrakcyjną kobietę, ale nie będę przecież szukać
kochanka wśród przyjaciół czy znajomych.

Co robić? Już nie wierzę, że coś się poprawi między nami, a 8 lat
takiego szarpania się wykończyło mnie psychicznie...

Przepraszam za tak długą wypowiedź, ale starałam się opisać sytuację
w miarę dokładnie.

monikka
Obserwuj wątek
    • lunatic_ann Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 30.05.08, 01:28
      Kurcze, nie wiem, co Ci doradzic. To, co piszesz o przytulaniu,
      prezentach itd. jest super, jednak z wlasnego doswiadczenia wiem, ze
      niby przyziemne instynkty (seks) jest bardzo wazny w zwiazku. Nie
      obraz sie, sa zarty na temat ginekologow, ze sie naogladaja przez
      caly dzien i pozniej... no wiesz. Pisze o tym dlatego, ze kazdy zart
      jest jakas satyra na temat, a jesli jest to faktycznie moze miec
      podloze prawdy.
      Mialam meza, ktory byl bardzo sredni w sprawach seksu, jak zobaczyl,
      ze mnie zalezy zaczal mi go wydzielac - taka nagroda.
      Nie sadze, zeby u Ciebie tak bylo. Z tego, co napisalas przyczyna
      moze byc bardzo psychologiczna.
      Nie wierze w seksowne bielizny i aranzowanie seksownych klimatow,
      nie dlatego, ze nie daja rezultatow - bo daja. Mysle jednak, ze
      jesli problem tkwi gdzies glebiej - na nic sie to zda. A co on Ci
      odpowiada na to? nie napisalas - czy dla niego nie ma problemu, czy
      sie nie przyznaje, czy jest problem, ale ie chce go rozwiazac, bo
      jest mu z tym dobrze..
      Moim zdaniem na kochanka za wczesnie - nie wiesz, lub nie napisalas
      jaka jest "jego" strona medalu..
      Jestem najdalej od brniecia w zwiazek, w ktorym mimo z pozoru jest
      dobrze, ale jedna ze stron nie czuje sie spelniona. Napisz wiecej,
      jak on reaguje na zazdrosc - Twoje flirty, no wiesz. Jak tlumaczy
      to, ze nie lubi byc pieszczony, moze nie umie sie wyluzowac. Moze
      sie wstydzi, nie wierzy w siebie pod tym wzgledem.
      Czy jak sie przytulasz czasem do niego, czy czujesz jakiekolwiek
      pozadanie z jego strony
      • monikka38 Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 30.05.08, 02:44
        Myślę, że problem tkwi głębiej, ale on bardzo niechętnie rozmawia o
        swoich doświadczeniach, o tym co lubi. Wiesz, nie chodzi o podawanie
        imion czy adresów byłych dziewczyn, ale on nigdy nie opowiada
        czegokolwiek o dawnych kobietach. Co najwyżej ogranicza się do
        stwierdzenia, że dziewczyn było wiele. A przecież nie o to chodzi
        czy wiele czy niewiele, ale o doświadczenia i upodobania jakie się
        wyniosło z tych związków.
        Myślę też, ile nie byłoby prawdy w tych dowcipach, że jego niechęć
        nie wynika z "napatrzenia się" w pracy.

        Sęk w tym, że nie potrafię go rozgryźć, a i chęci mam na to coraz
        mniej.
        On zasłania się przede wszystkim przemęczeniem, ale też najmniejszą
        nawet sprzeczką w ciągu dnia czy tygodnia. Tak, jakby jego zdaniem,
        seks można było uprawiać tylko absolutnie wypoczętym, albo tylko
        wtedy kiedy przez ostatni tydzień jadło się sobie z dzióbków.

        Owszem, rozumiem, ze po awanturze jedna ze stron (czy obie) nie mają
        ochoty (choć w łózku często ludzie się godzą właśnie), ale u niego
        wydaje mi się to tylko wygodną wymówką. On nie chce uprawiać seksu i
        każdy powód jest dobry.
        Twierdzi też, że ja o niczym innym nie myślę, tylko o seksie. I za
        każdym razem przytacza ten argument, nie zauważając że ostatni raz
        kochaliśmy się np.4 mies. temu, a rozmawialiśmy na ten temat np. 2
        mies. temu.
        Od kilku lat śpię w innym pokoju i w ciągu tych kilku lat raz się
        zdarzyło, że przyszedł. Ja do jego sypialni wchodzę raz na 2
        miesiące, a on uważa, że mam w głowie tylko seks?! Wydaje mi się to
        nienormalne. Nawet jeżeli mam w głowie, to nie nagabuję go
        codziennie, ani nie zmuszam do rozmów na ten temat. Czasem coś mi
        przyjdzie do głowy, żeby wrócić do tematu i próbuję rozmawiać. I
        uwierz, to nie są awantury, a próba rozmowy.

        Mi się wydaje, że on sobie doskonale zdaje sprawę z problemu (w
        końcu głupi nie jest) i wie jaki ma problem, ale nie chce mi o tym
        powiedzieć.
        Ja już go podejrzewałam o skłonności gejowskie, o jakieś ukryte
        odchylenia od normy, o przeżycia z dzieciństwa, ukryte kompleksy-
        diabli wiedzą co! Ale naprawdę cięzko jest rozgryźć inteligentnego
        człowieka, który nie chce powiedzieć co jest grane.
        Z facetami się zadaje w normie czyli na zasadzie koleżeństwa. Prosto
        z pracy wraca do domu. Rodziców ma normalnych i ma z nimi dobre
        kontakty. Nawet bardzo dobre.

        Czy jest zazdrosny? Tak, przed znajomymi pokazuje niby, że jest, ale
        bardziej na zasadzie żartu. Myślę jednak, że informacja o kochanku
        byłaby dla niego ciosem i rzeczą nie do przyjęcia.

        Jak tłumaczy niechęć do dotykania go? Nie tłumaczy. A przyciśnięty
        do muru, mówi że nie lubi i tyle.
        Tak sobie teraz wymyśliłam, że może boi się zbyt dużej dawki emocji,
        bo wtedy skończy zanim coś się zacznie? Tak też bywało.

        Ostatnio się nie przytulamy (chodzi o przytulanie erotyczne czy
        choćby z takim podtekstem). Jest to raczej przytulenie kolegi do
        koleżanki, a nie mężczyzny do kobiety.

        Generalnie związek polega na prowadzeniu domu, planowaniu imprez,
        wyjazdów, spotkań z przyjaciółmi, zakupach, spacerach z psem,
        odpoczynkiem na działce, chodzeniem za rąćzkę po ulicy i buziaczkom
        na pokaz- wszystko, tylko nie seks.
        • prosty_facet Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 30.05.08, 07:12
          monikka38 napisała:

          > Tak sobie teraz wymyśliłam, że może boi się zbyt dużej dawki
          > emocji,
          > bo wtedy skończy zanim coś się zacznie? Tak też bywało.

          To bardzo prawdopodobne. Jak ja bym się naoglądał cipek przez cały dzień, to
          skończyłbym przy pierwszym dotknięciu. Może powiedz mu o tym podejrzeniu,
          przecież po pierwszym wytrysku można się pieścić przez jakiś czas i potem
          spróbować kolejny raz odbyć stosunek. Wtedy będzie dłużej ... I nie będzie się
          musiał tym martwić, że szybko kończy. Swoją drogą po 2 miesiącach to każdy facet
          skończy w 2 sekundy.

          (...)
          > Generalnie związek polega na prowadzeniu domu, planowaniu imprez,
          > wyjazdów, spotkań z przyjaciółmi, zakupach, spacerach z psem,
          > odpoczynkiem na działce, chodzeniem za rąćzkę po ulicy i buziaczkom
          > na pokaz- wszystko, tylko nie seks.

          Ale tak wygląda normalny związek. Widać, że wszystko jest ok z wyjątkiem
          seksu.... Może rzeczywiście ma jakieś inne preferencje seksualne, o których
          wstydzi się powiedzieć, bo boi się oceny, odrzucenia ...
          • monikka38 Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 30.05.08, 14:17
            Podobno ginekolog oddziela cipkę żony od innych cipek. Przepraszam,
            że tak kolokwialnie, ale podobno tak jest- jego pacjentki nie
            podniecają. Twierdzi, że to tak samo jakby oglądał czyjąś rękę czy
            nogę. Zresztą jego koledzy mówią to samo- co innego jest pacjentka,
            a co innego własna kobieta czy atrakcyjna znajoma.

            Co do rozmów o możliwości spróbowania ponownie po zbyt szybkim końcu
            zabawy, to on twierdzi, że nie ma na to siły i że
            spróbujemy "jutro", ale jutro już nie wraca do tematu, albo mówi, ze
            to dla niego za często. I tak mijają 2, 3, 4 kolejne miesiące, po
            czym sytuacja się powtarza.
            Przestało mi to sprawiać przyjemność i, szczerze mówiąc, od jakiegoś
            czasu z niechęcią myslę o kontaktach z nim w łózku, a coraz częściej
            o kimś innym. Nie o jakimś konkretnym mężczyźnie, tylko o kimś, kto
            nie jest moim mężem. O kimś, z kim będę mogła być aktywna w łózku i
            komu będą sprawiały przyjemność moje pomysły, pieszczoty i dotyk. O
            kimś, kto będzie miał na mnie ochotę i będzie mu sprawiało
            przyjemność robienie mi przyjemności.
            To przecież takie proste i wcześniej nie miałam z tym żadnych
            problemów, a moi dawni faceci uważali, że jestem naprawdę dobrą
            partnerką- niepruderyjną, uczuciową, pomysłową i kontaktową.

            Przy nim czuję się tak, jakby coś ze mną było nie w porządku, a
            chyba jednak tak nie jest.
      • aniorek Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 01.06.08, 14:09
        Co to znaczy "na kochanka za wczesnie"? To kiedy bedzie ten wlasciwy moment,
        zeby zaczac meza robic w konia?
    • avide Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 30.05.08, 08:29
      Pierwsze o czym pomyślałem to to że przez swoją prace tak jest.
      Drugie, że to krypto-gej.
      Jednak mam jeszcze inną myśl. Powiedz czy wiesz ile on miał kobiet przed tobą
      ??? I czy ty aby nie jesteś jego pierwszą czy drugą kobietą ??
      Być może Twój mąż ma głębokie zahamowania na tle damsko-męskim. Boi się dotyku,
      czułości, boi się przekraczania jego sfery intymnej. Czemu ??/ Prawdopodobnie
      głębokie zahamowania. Jak sobie z tym poradzić ? nie mam zielonego pojęcia.

      A tak BTW, jak by zareagował jakbyś, stojąc przed lustrem malując usta czerwoną
      szminką, będąc lekko wyzywająco ubrana, powiedziała mu wprost, że potrzebujesz w
      łóżku również mężczyzny i dlatego właśnie idziesz sobie jakiegoś poszukać, skoro
      dla niego to taki dramat zerżnąć własną podobno atrakcyjną w jego oczach żonę ????
      • monikka38 Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 30.05.08, 14:47
        Ile miał kobiet? Nigdy nie powiedział. Twierdzi, że wiele, ale nigdy
        nie opowiada o poprzednich związkach. Albo raczej mówi bardzo mało.
        Owszem, wiem o 2 poprzednich dziewczynach, ale były to bardzo młode
        osoby (tzn. sporo młodsze od niego) i chyba imponowało im spotykanie
        się z "panem doktorem". Jednak jak wyglądały te związki, dlaczego
        się skończyły i jak- nie wiem.
        Kiedyś powiedział, że nie miał z nimi o czym gadać. To akurat
        potrafię zrozumieć. Że 37letni facet nie ma o czym rozmawiać z 21
        czy 22 latką. Powiedział, że nie miał ochoty wiązać się na stałe z
        nikim bardzo długo i wolał nie mieć zobowiązań.
        Ze mną (też jestem młodsza od niego o prawie 10 lat) podobno
        świetnie mu się do początku rozmawiało (fakt) i właściwie już po 3
        mies. spotykania się prosił, żebym się do niego przeprowadziła i
        roztaczał przede mną wspaniałe perspektywy stałego związku.
        Ja byłam akurat na rozdrożu (3 lata po rozwodzie) i z pomiędzy 3
        wielbicieli wybrałam właśnie jego. Tamci pozostali byli
        mało "przyszłościowi", choć wspaniali w łóżku i towarzysko. Nie
        mogłam się spotykać z trzema, a on proponował stały, pełen miłości
        związek. Sprawiał wrażenie bardzo zakochanego i chyba tak było.

        Zresztą do tej pory jest tak, że we wszystkich innych dziedzinach
        życia stara się mi nieba przychylić. Tylko seks jest out.
        Jednak gdybym powiedziała, że wychodzę do innego mężczyzny, to...
        mogłabym chyba od razu zabierać walizki.

        Robił sobie badania- testosteron w normie. Inne badania też ok.
        No i nie wiem o co chodzi...

        Chyba pozostaje mi znaleźć sobie kochanka (ale przecież nie będę
        szukać go w internecie, ani biegać po ulicach;)), albo pójść do
        seksuologa (obcego) i rozmawiać. Tylko, że nie jestem pewna, czy
        chcę jeszcze naprawić tą dziedzinę życia z NIM.
    • mohinder Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 30.05.08, 08:32
      > I tu, uwaga!...stosunek kończy się po kilku ruchach.
      > Tak jakby nie potrafił się opanować.
      > Rozmawiałam z nim o przedwczesnym wytrysku,
      > ale on niechętnie podejmuje rozmowy na ten temat.
      Bo może tu nie ma problemu?
      Osobiście uważam, że nie można mówić o przedwczesnym wytrysku,
      jeżeli współżyje się raz na 3 miesiące. To zupełnie normalne,
      że po tak długim okresie wstrzemięźliwości (no ok, braku seksu)
      to rozładowanie (tak to brzydko określając) przychodzi b.szybko.
      Co do reszty - faktycznie postawa męża jest co najmniej dziwna.
      Nie chciałbym być niegrzeczny, ale czy Ty go kręcisz?
      Wierzę w to, że dwie atrakcyjne (z wyglądu i zachowania osoby)
      mogą się nie pociągać (nie mówię o jednorazowym seksie,
      na imprezie po alkoholu).
      Są kobiety które (obiektywnie) są ładne i atrakcyjne, ale w ogóle
      mnie nie pociągają seksualnie. Może to jest problem? Dopóki poziom
      hormonów u męża był wysoki, wszystko było (w miarę) ok.
      Teraz gdy już trochę się zmniejszył, jest tak jak to opisałaś....
      • monikka38 Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 30.05.08, 14:55
        Hm, może i go nie kręcę, ale jeżeli tak jest, to powinien to
        powiedzieć. Nie obraziłabym się.
        Jeżeli seks nie jest ważną dziedziną w jego życiu, a wie, że dla
        mnie jest, to nie powinien mi narzucać wstrzęmięźliwości na siłę.
        Może powinien przymknąć oko na jakiś związek na boku?
        Nie wiem. Może boi się, ze zakochałabym się i odeszła- dla miłości i
        seksu zrezygnowała z małżeństwa?
        • prosty_facet Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 30.05.08, 15:15
          monikka38 napisała:

          > Hm, może i go nie kręcę, ale jeżeli tak jest, to powinien to
          > powiedzieć. Nie obraziłabym się.
          > Jeżeli seks nie jest ważną dziedziną w jego życiu, a wie, że dla
          > mnie jest, to nie powinien mi narzucać wstrzęmięźliwości na siłę.
          > Może powinien przymknąć oko na jakiś związek na boku?
          > Nie wiem. Może boi się, ze zakochałabym się i odeszła- dla miłości
          > i seksu zrezygnowała z małżeństwa?

          Ja dokładnie mam takie same myśli - jak sama nie ma ochoty niech pozwoli mi
          zrobić skok w bok ... Nawet delikatnie przebąkiwałem o takim układzie. Nie ma
          szans ....
    • marek_gazeta Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 30.05.08, 08:48
      Bez jaj, sprzeczka nie jest żadną wymówką (chyba, że go bardzo dotkliwie obraziłaś). Ja np. często po awanturze miałem ochotę wejść do kobiety, zedrzeć ubranie i "zerżnąć" przemocą.
      • monikka38 Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 30.05.08, 15:02
        Dla niego jest to nie do przyjęcia.
        Natomiast ja wiem, że pogodzenie się w łózku jest możliwe i często
        bardziej podniecające od grzecznego "stosunkowania się" po zgodnie
        spędzonym dniu.
        Jasne, że nie powinno to być regułą (w dzień się kłócimy, w nocy
        godzimy, bo to też może stać się nudne), ale czasami takie bodźce są
        podniecające.
        • prosty_facet Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 30.05.08, 15:11
          monikka38 napisała:

          > Dla niego jest to nie do przyjęcia.
          > Natomiast ja wiem, że pogodzenie się w łózku jest możliwe i często
          > bardziej podniecające od grzecznego "stosunkowania się" po zgodnie
          > spędzonym dniu.
          > Jasne, że nie powinno to być regułą (w dzień się kłócimy, w nocy
          > godzimy, bo to też może stać się nudne), ale czasami takie bodźce
          > są podniecające.

          I to bardzo :-)
          • monikka38 Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 30.05.08, 15:16
            Dzięki za info.

            Zobaczę jak to działa.
            • prosty_facet Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 30.05.08, 22:35
              monikka38 napisała:

              > Dzięki za info.
              >

              Proszę bardzo :-)
    • alcine Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 01.06.08, 20:15
      Chyba widzę tu podobne symptomy jak w moim (zakończonym już)
      małżeństwie. Poznałam mojego męża jak miał prawie 30 lat. Nigdy nie
      opowiedział mi o swoich związkach z kobietami. Jakoś dla mnie nie
      było to ważne, a powinno mnie zaalarmować. No, ale byłam
      zakochana :). Niedługo po ślubie (bodajże już po roku) rozpoczęły
      się problemy z unikaniem bliskości i seksu.
      No, cóż, skończyliśmy po 17 latach na sali sądowej, rozwód
      otrzymaliśmy w 40 min. Zapewne ważnym faktem było nasze wspólne
      zeznanie, że nie uprawialiśmy seksu od trzech lat....

      Dopiero całkiem niedawno dowiedziałam się od niego, że nie kochał
      mnie już od bardzo dawna, nie pociągałam go od lat, stąd nie mógł
      zmusić się do seksu ze mną, a chciał być uczciwy...
      Poza tym to dobry, zaradny i przystojny facet, dużo mieliśmy
      wspólnego, na początku jakoś walczyłam o seks, ale potem poddałam
      się, bo skoro on nie widział problemu, no to trudno. Problem
      wypłynął w końcu po latach, bo okazało się, że seks jednak był dla
      niego ważny, tylko że ze mną nie chciał tego robić. Ale zupełnie nie
      wiedział jak z tej sytuacji wybrnąć. Wybrał raczej zdrady, sądzę że
      przygodne i sądzę, że od dość dawna. Bardzo mnie to zraniło i
      sprowadziło do zera jako kobietę.

      Tak jak napisała gdzieś w wątku obok woman-in-love, straciłam 10 lat
      życia na staranie się o uwagę i miłość faceta,który mnie zwyczajnie
      nie chciał i który nie miał odwagi tego zapodać jak mężczyzna.
      Powody tego stanu rzeczy upatruję w dysfunkcyjnej rodzinie
      pochodzenia i braku właściwych wzorców w okresie dorastania (męska
      szkoła, zero dziewczyn).

      Moja rada- nie trać życia, po 40- tce opcje kobiety są mocno
      zawężone. Mogę sobie pluć teraz w brodę, że paradoksalnie ja, która
      miała zawsze otwarty i akceptujący stosunek do seksu, trafiła na
      gościa, z którym użyła go jak pies w studni.
      Związek bez seksu to równia pochyła. Nie chciałam w to wierzyć sama,
      ale ostatnie wyznania mojego ex- męża jednak mnie w tym utwierdziły.
      Wyszłam z tego poraniona okrutnie, właściwie nie widzę już żadnej
      możliwości, żeby odzyskać siebie jako kobietę....
      • monikka38 Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 02.06.08, 01:39
        Myślę, że masz duże szanse na znalezienie właściwego mężczyzny. Nie
        należy myśleć o sobie źle tylko dlatego, że nie spodobałyśmy się 1
        (słownie jednemu) facetowi.:)
        W sumie chciałabym, żeby mój mąż potrafił wyartykułować w czym leży
        problem. I to najlepiej teraz, a nie po latach, tak jak Twój. To być
        może uprościłoby sprawę, bo najgorsza jest niepewność.
        Jeżeli mój mąż wie, tak jak Twój wiedział, co mu nie pasuje, to
        zatrzymywanie tej wiedzy dla siebie jest nieuczciwe.
        Niestety, tak naprawdę, to nie wiem już jak z nim rozmawiać na ten
        temat. O wszystkim innym rozmawia chętnie, natomiast próby rozmowy o
        seksie są zbywane podobnymi argumentami jakie miał Twój były mąż.
    • joasinska1 Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 01.06.08, 20:21
      WItaj w klubie nie ty jedna kochaniutka:) Mam to samo identycznie przytula
      całuje ale sex raz na ruski rok i tez nie lubi jak długisz pieszczot a zę raz na
      rom to jest zaraz po.... To śmiech przez łzy ja tez mam dość, obiecuje sobie że
      znajdę sobie kochanka, potem mi przechodzi, i jest jak jest. Da się z tym żyć na
      zasadzie "zrób to sam" ale to tylko rozładowuje napięcie sexualne. Dusza nadal
      cierpi. Pozdrawiam Cię i trzymaj się. Rada jest tylko jedna jeśli znajdziesz
      lepszego odejdź - ja nie znalazłam i pewnie nie znajdę.
      • prosty_facet Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 01.06.08, 21:13
        joasinska1 napisała:

        > Rada jest tylko jedna jeśli znajdziesz
        > lepszego odejdź - ja nie znalazłam i pewnie nie znajdę.

        A skąd ten pesymizm ?
    • misssaigon żona - trofeum 01.06.08, 21:17
      dla ustawionego mezczyzny, któremu oprocz popłatnego zajecia, prestizu, brakuje
      tylko tego elementu dekoracyjnego...

      tak jak przedmówcy rzekli
      moze, jest socjopata, moze ma zerowe libido, moze w przeszlosci przywykł do
      autoerotyzmu w takim stopniu, ze inna forma mu nie daje satysfakcji, moze jest
      gejem, a to w jego srodowisku jest np niemile widziane, moze był molestowany w
      dziecinstwie...

      skoro w ciagu 10 lat malzenstwa nie nabral do ciebie tyle zaufania, zeby ci tez
      przyczyne wyjawic, nie zrobi tego juz nigdy, chyba ,ze dojdzie do jakiegos
      wstrzasajacego zdarzenia....
      wg mnie sa dwa wyjsca:

      jesli ci zalezy na ustabilizowanej pozycji materialnej - tkwij w tym układzie,
      jednakowoz proponowałabym wtedy opieke psychoterapeuty, kochanka odradzam, bo
      zemsta twojego malzonka (sadze, ze mocno zakompleksionego ) bedzie straszna
      jesli nie chcesz wiednac, nabierajc coraz wiecej niecheci, zlosci..itp itd do
      swojego partneraa, porozmawiaj z nim, ustalcie warunki rozwodu i alleluja i przodu
      • monikka38 Re: żona - trofeum 02.06.08, 01:48
        Zastanawiam się jeszcze nad seksuologiem- być może jest to jakieś
        rozwiązanie? A przynajmniej nie będę sobie mogła zarzucić, że nie
        zrobiłam tyle, ile mogłam...
        Wiem, że jeżeli będę chciała pójść, to on też pójdzie.
    • kaachna1 Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 01.06.08, 22:16
      Bardzo dobrze cię rozumiem bo jestem w podobnej sytuacji,tylko,że mąż nie
      interesuje się mną na co dzień,nie dostaję kwiatów,ani prezentów,nigdzie razem
      nie wychodzimy,ani nie wyjeżdżamy,mam wrażenie,że jest ze mną,bo tak mu
      wygodnie,kiedy przychodzi do domu ma posprzątane,ugotowane,wyprane,chyba tylko
      do tego jestem mu potrzebna,nie czuję się przy nim kobietą,kiedy rozmawiam z
      nim,że potrzebuję więcej seksu to on na to zrób sobie sama.Jestem załamana,łudzę
      się,że może w końcu coś się zmieni,ale oszukuję sama siebie.Kocham go,ale
      strasznie mnie męczy ta sytuacja,też myślę o zdradzie,ale nie będę się z tym
      chyba dobrze czuła,chyba,że ktoś się mną zainteresuje tak na poważnie to może
      zdobędę się na coś takiego,boję się,że rodzina tego nie zaakceptuje,bo co im
      powiem,że mam za mało seksu?Wyśmieją mnie,jednym słowem koszmar!
      • coex Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 01.06.08, 23:41
        j.w
    • coex Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 01.06.08, 23:39
      monika oto moj email szczupak410@wp.pl
      • monikka38 Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 02.06.08, 01:56
        coex napisał:

        > monika oto moj email szczupak410@wp.pl

        Jesteś psychoterapeutą?:)
        • prosty_facet Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 02.06.08, 13:23
          monikka38 napisała:

          > coex napisał:
          >
          > > monika oto moj email szczupak410@wp.pl
          >
          > Jesteś psychoterapeutą?:)


          Penie szuka kochanki ;-)
    • megg2003 Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 02.06.08, 08:59
      Monika, po tym, jak to wszystko opisałaś, tylko jedno przychodzi mi do głowy -
      ma kochankę. A te kwiatki, prezenciki to jest po to, żebyś go nie podejrzewała.
      Sprawdź jego tel. komórkowy, pocztę, nie wiem. Ja bym na Twoim miejscu to
      zrobiła, serio. Dla mnie nie ma innej opcji. Tym bardziej, że kiedyś było między
      Wami inaczej. Po roku nagle atrakcyjność seksualna partnera nie spada tak
      drastycznie!!! Coś musi być na rzeczy. Sprawdź go mówię Ci
      • marek_gazeta Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 02.06.08, 09:46
        Eee... Dwie kobiety to trzy razy lepiej, niż jedna. Co za problem dla takiego faceta zrobić to od czasu do czasu z żoną, nawet może być przyjemnie (i poczuje się lepiej).
        • megg2003 Re: Zerowe zainteresowanie seksem. Mam dość! 02.06.08, 10:49
          Ja wierze, że ta kobieta przeżywa koszmar, dlatego nie zamierzam sie nabijać z
          jej problemu.
    • megg2003 Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 10:53
      Być może on od dłuższego czasu Cie oszukuje. Inaczej sie nie dowiesz. A jeśli
      się nie potwierdzi, będziesz myślała dalej. Z reszta miałaś wyżej odpowiedź
      faceta. Ironiczną, ale moim zdaniem, to typowe męskie myślenie w takiej
      sytuacji. Dla mnie to jedyna rzecz jaka się nasuwa po przeczytaniu twojego posta
      • eeela Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 11:21
        Dla mnie to jedyna rzecz jaka się nasuwa po przeczytaniu twojego post
        > a

        Dla ciebie może jedyna, ale inni widzą też inne opcje. Widać nie są napędzani
        obsesyjną zazdrością i chęcią kontroli czyjegoś życia.
        • megg2003 Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 11:40
          Obsesyjną zazdrością i chęcią kontroli życia... hahahaha! Pomyśl zanim coś
          napiszesz na forum. Na razie to on kontroluje ją i powoduje, że to ona myśli o
          zdradzie. Poczytaj sobie wypowiedzi moniki a dopiero później się udizelaj. Masz
          rację, lepiej oszukiwać samego siebie do końca i święcie wierzyć w wierność
          partnera kiedy odunięcie od łóżka jest jednym z podstawowych "objawów" zdrady.
          Być może jest "inna opcja", ale trzeba wykluczyć te podstawowe. A może wymyślisz
          lepszy pomysł na sprawdzenie czy nie ma kogoś na boku??
          • eeela Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 11:55
            > Na razie to on kontroluje ją

            Monika nigdzie tego nie napisała. To twoja wyobraźnia działa.

            > Poczytaj sobie wypowiedzi moniki a dopiero później się udizelaj.

            Najwyraźniej przeczytałam je uważniej niż ty.

            > Masz
            > rację, lepiej oszukiwać samego siebie do końca i święcie wierzyć w wierność
            > partnera kiedy odunięcie od łóżka jest jednym z podstawowych "objawów" zdrady.

            Nie uważam, że należy oszukiwać siebie do końca i nie uważam, że można
            wykluczyć, iż mąż Moniki ją zdradza. Uważam, że skończonym buractwem jest
            sprawdzać telefony i pocztę bez jasnych i nie pozostawiających wątpliwości
            przesłanek, że zdrada nastąpiła. I jedyną przyczyną, jaka w niewielkiej części
            usprawiedliwia w moich oczach takie burackie zachowanie jest zbieranie dowodów
            do sprawy rozwodowej, jeśli ma się przyczyny sądzić, że niewierny partner będzie
            robił trudności w sądzie.
            • megg2003 Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 12:04
              Ty wogóle nie zrozumiałaś, co napisałam i co chciałam powiedzieć. Także przykro
              mi, ale nie jesteś dla mnie partnerką do rozmowy. Mówiąc bardzo delikatnie i nie
              zniżając się do twojego poziomu...
              • eeela Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 12:09
                Czego nie zrozumiałam? Że doradzasz autorce wątku sprawdzanie mężowskiego
                telefonu i poczty? I co masz do zarzucenia mojemu poziomowi?
                • prosty_facet Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 13:31
                  eeela napisała:

                  > Czego nie zrozumiałam? Że doradzasz autorce wątku sprawdzanie mężowskiego
                  > telefonu i poczty? I co masz do zarzucenia mojemu poziomowi?

                  eeela masz rację - to buractwo niewybaczalne, jak bym na takim sprawdzaniu
                  przyłapał żonę to trudniej mi byłoby to jej wybaczyć niż właśnie zdradę ...
                  • eeela Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 13:35
                    Jak już wyżej napisałam, są sytuacje, w których dopuszczam myśl o takich niskich
                    zachowaniach. Pochodzę z rozwodniczej rodziny i niejedno już widziałam - na
                    przykład to, że facet, choć w domu żonie w twarz rzucał teksty pt. 'ty mi nigdy
                    tak rowa byś nie wylizała', przed sądem odgrywał kochającego ojca i męża, który
                    nie chce dać żonie rozwodu, nie rozumie zarzutów i nie godzi się na rozwód z
                    orzeczeniem o jego winie ani na sprzedaż wspólnego domu, aby podział majątku był
                    sprawiedliwy. Dlatego nie mówię, że takich metod nie można stosować NIGDY - bo
                    czasami po prostu nie ma się człowiek jak inaczej bronić, potrzebuje w sądzie
                    dowodów, żeby wyrwać się z piekła, etc.

                    Ale takie 'profilaktyczne' sprawdzanie telefonu i poczty budzi we mnie odrazę.
                    • megg2003 Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 15:07
                      Ja nie żałuję, że sprawdziłam. Oprzytomniałam. Przerwałam ten ciąg kłamstw.
                      Postaw się w podobnej sytuacji to może zrozumiesz. To nie moja wina, że miałaś
                      ciężkie dzieciństwo, nie musisz na mnie tego odreagowywać. Jesteśmy
                      rówieśniczkami, wiec chyba wypadało by dyskutować z większą kulturą a nie sypać
                      od samego początku
                      • eeela Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 15:19
                        Nie mam nic do zarzucenia swojej kulturze wypowiedzi.

                        Nie muszę się stawiać w takiej sytuacji, bo byłam w niej już kiedyś postawiona.
                        Popełniłam wówczas rzecz, za którą mi głupio do tej pory, która niczego z toku
                        wydarzeń nie zmieniła, a tylko sprawiła, że wyszłam z całej historii z jeszcze
                        bardziej zbrukanym sumieniem, czego moglam uniknac.
                        • megg2003 Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 03.06.08, 07:51


                          eeela napisała:

                          > Dla ciebie może jedyna, ale inni widzą też inne opcje. Widać nie są napędzani
                          > obsesyjną zazdrością i chęcią kontroli czyjegoś życia.
                          >
                          Rzeczywiście, pełna kultury wypowiedź, pozbawiona oceny i zbyt pochopnych wniosków.
                          • eeela Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 03.06.08, 11:05
                            Kulturalna wypowiedź to nie znaczy taka, która nie zawiera ocen i wniosków.

                            Czy są one pochopne, to już kwestia dyskusyjna. W moim odczuciu pochopne
                            (karygodnie pochopne) jest namawianie kogoś do zła na podstawie kilku jego
                            postów na forum.
                            • megg2003 Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 03.06.08, 13:53
                              Co ma w tym momencie pochopność do "namawiania do ZLA"??? (zawsze wiedzialam ze
                              mam rogatą duszę, nu-nu-nu meggi hahahah). Nie zapominaj, że świat to nie
                              podział na białe i czarne, ma tez swoje szarości. To, co Ty przedstawiasz, ja
                              nazywam sztywnym myśleniem. Dobrze, że wyciągasz wnioski ze swojego
                              doświadczenia, ale nie narzucaj swoich poglądów na życie innym, niech sami
                              zdecydują co jest dla nich dobre. Jak zauważyłaś, Monika ma na bieżąco wgląd w
                              korespondencję męża. Owszem, bo jej pozwala. A co by zrobiła gdyby nie
                              pozwalał?? Nawet kiedy ma pozwolenie, ma prawo?? Pytania retoryczne oczywiście.
                              Mówimy różnymi językami więc chyba czas przerwać tę jałową dyskusję.
                              • eeela Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 03.06.08, 15:00
                                > Co ma w tym momencie pochopność do "namawiania do ZLA"??? (zawsze wiedzialam ze
                                > mam rogatą duszę, nu-nu-nu meggi hahahah). Nie zapominaj, że świat to nie
                                > podział na białe i czarne, ma tez swoje szarości. To, co Ty przedstawiasz, ja
                                > nazywam sztywnym myśleniem.

                                Nazywanie brzydkich występków po imieniu nazywasz sztywnym myśleniem. A ja
                                POCHOPNE (jesli nie rozumiesz słowa, sprawdź w słowniku) zarzucanie
                                wartościowania swoich postępków nazywam wygodnictwem i relatywizmem moralnym.
                                Moje myślenie w tej kwestii nie jest sztywne - w dyskusji podałam przykłady, w
                                których uznałabym za uzasadnione użycie takich kroków. Opisywana przez autorkę
                                wątku sytuacja do takich przykładów nie należy. Mnie nie obchodzi fakt, że tobie
                                zasady są potrzebne tylko wtedy, kiedy tobie pasują, ale jeśli publicznie
                                demonstrujesz taką postawę, musisz się liczyć, że część publiki nie przyklaśnie
                                ci, a skrytykuje.

                                Monika ma na bieżąco wgląd w
                                > korespondencję męża. Owszem, bo jej pozwala. A co by zrobiła gdyby nie
                                > pozwalał?? Nawet kiedy ma pozwolenie, ma prawo??

                                Tak, w momencie, w którym mąż ją prosi, żeby sprawdziła jego pocztę, ma ona
                                prawo sprawdzić mu pocztę. Nie pojmuję w jakim celu zadałaś to pytanie (pytanie
                                retoryczne to zabieg stylistyczny w celu uwypuklenia ogólnej myśli wypowiedzi,
                                tutaj użyte w sposób chybiony i mijający się z celem).

                                > Mówimy różnymi językami więc chyba czas przerwać tę jałową dyskusję.

                                Tak, mówimy różnymi językami. Ja mówię językiem zorganizowanym i przemyślanym, a
                                ty pleciesz trzy po trzy.



                                Owszem, bo jej pozwala. A co by zrobiła gdyby nie
                                > pozwalał?? Nawet kiedy ma pozwolenie, ma prawo??
                                • megg2003 Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 04.06.08, 07:31
                                  Bełkoczesz dziewczyno, szkoda słów... Jeśli jesteś taka inteligentna za jaką się
                                  uważasz, to powinnaś wiedzieć, że pytanie retoryczne to takie, na które nie
                                  oczekuje się odpowiedzi.
                                  • eeela Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 04.06.08, 12:18

                                    > uważasz, to powinnaś wiedzieć, że pytanie retoryczne to takie, na które nie
                                    > oczekuje się odpowiedzi.

                                    Tak, ale jego użycie powinno mieć jakiś cel :-)
                  • megg2003 Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 14:53
                    Aha, zdrada ok, a chęć poznania prawdy, nie ok. A wspierajcie się dalej w tych
                    waszych pożal się Boże poglądach, a dziewczyna niech dalej szuka pomocy u
                    kochanka albo seksuologa.
                    • eeela Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 15:23
                      Nikt tu nie mówi, że zdrada jest ok.
                      Mówimy tylko, że gwałcenie czyjejś prywatności jest tak samo nie ok jak i zdrada.
                      • wiek_chrystusowy Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 16:57
                        nie, nie TAK SAMO. Jest takze nie ok, ale nie tak samo. I to pogwalcenie
                        prywatnosci nie wynika tutaj z parszywej wscibskiej natury, ma inne podstawy.
                        • eeela Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 17:02
                          Jeden i drugi występek jest poważnym nadużyciem zaufania. Aspekt fizyczny zdrady
                          nie nadaje moim zdaniem przewagi zdradzie nad pogwałceniem prywatności. Nie
                          rozchodzi się o to, gdzie kto położył palec czy wsadził penisa, tylko że złamał
                          zaufanie partnera.
                          • wiek_chrystusowy Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 17:09
                            mysle inaczej
                            • eeela Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 17:10
                              Twoje prawo :-)
                              • wiek_chrystusowy Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 17:22
                                czulam, ze tak napiszesz ;) Ale ja swoje zdanie uzasadnie ;)
                                Osoba zdradzona czuje sie zdegradowana, jak zero, jak tu ktos napisal; tymczasem
                                przeszukanie dysku/komorki/kieszeni etc. wywoluje poczuje ponizenia raczej w
                                przeszukujacym.
                                • eeela Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 17:23
                                  Byłam zdradzona i przeszukałam faceta konto pocztowe. Z perspektywy czasu nie
                                  mam wątpliwości, co mnie bardziej zdegradowało.
                                  • wiek_chrystusowy Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 17:26
                                    Ale ja nie porownuje uczucia bycia zdradzonym z byciem ponizonym przez
                                    przeszukiwania, tylko czyn faceta, ktory zdradzil, z czynem kobiety, ktora pod
                                    wplywem jego poczynan nabiera podejrzen i chce je rozwiac w ten oto niegodny
                                    sposob ;)
                                    • eeela Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 17:47
                                      Widzisz, ja się też trochę naczej zapatruję na kwestię fizycznej zdrady.

                                      Jest ona oczywiście zła i nie jestem zwolenniczką wolności seksualnej. Ale
                                      zdrada fizyczna w moim mniemaniu to w porównaniu do wielu innych zdrad, nadużyć
                                      i złych czynów w związku - to mały pryszcz. Oczywiście inna rzecz, gdy partner
                                      się zaangażuje w ten nowy związek, wtedy nie ma innego wyjścia, jak się rozstać.
                                      Ludzie niestety nie do końca panują nad swoimi uczuciami i jedyne, co wszyscy
                                      możemy zrobić, to starać się nie stwarzać sobie okazji do zaangażowania się w
                                      inny związek, jeżeli poprzestajemy już w jednym.

                                      Mój poprzedni związek rozpadł się co prawda z powodu zdrady, ale wcale nie
                                      zdrada była w nim tym najgorszym złem. Gdyby wiele innych rzeczy było inaczej,
                                      hmmm, gdyby CAłOKSZTAłT innych rzeczy był inaczej, to być może do rozstania by
                                      nie doszło.

                                      Ja wychodzę z założenia, że o zdradzie po prostu wygodniej nie wiedzieć tak
                                      długo, jak się da - bo ja nie jestem właścicielką partnera i to do niego ma
                                      należeć wybór, czy zdradza, czy nie zdradza, a jeśli to czy jednorazowo, czy z
                                      zaangażowaniem. Ja zdradę zauważę wtedy, kiedy sama przyjdzie, zapuka mi do
                                      drzwi i powie: 'halo, cześć, jestem oczywista' ;-)

                                      Zakładanie, że partner zdradza, samo w sobie jest moim zdaniem złym postępkiem i
                                      złym stosunkiem do partnera. Jeśli mu się to przydarzy jednorazowo, nie ma
                                      najmniejszego sensu burzyć czegoś dobrego w odwecie za jedno nieusprawiedliwione
                                      użycie penisa. Jeżeli mu się to zdarzy wielokrotnie z jedną i tą samą kobietą,
                                      tak że zakocha się w niej, to sam przyjdzie i powie, gdy będzie chciał do niej
                                      odejsć. Zniżanie się po drodze do paskudnych czynów, żeby koniecznie udowodnić
                                      coś, o czym się nie ma pewności, co może się okazać krzywdzącym zarzutem, wiedza
                                      o czym może niepotrzebnie zburzyć coś dobrego - wydaje mi się bez sensu.
                                      • wiek_chrystusowy Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 18:51
                                        ha, wlasnie w tym sek, ze zdrada fizyczna, to nie tylko pojedynczy fizyczny akt
                                        ale caly szereg rzeczy zwiazanych z tym, ze nasz ukochany facet ma nas akutalnie
                                        gleboko w powazaniu bo ma na uwadze inna pania.
                                        Mozna nie chciec wiedziec ale czesto ciezko przymknac oczy wlasnie na ten
                                        CALOKSZTALT, ktory sprawia, ze w ogole pojawia sie jakies podejrzenie.
                                        • eeela Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 22:02
                                          Mam wrażenie, że myślimy o różnych CAłOKSZTAłTACH ;-)

                                          Każdemu człowiekowi może się zdarzyć pobłądzić. Inaczej jednak odbiera się
                                          poblądzenie faceta, który znęcał się nad tobą psychicznie i niejednokrotnie
                                          podniósł na ciebie rękę, a inaczej pobłądzenie faceta, który zawsze miał dla
                                          ciebie najwyższy szacunek i wzgląd na twoje potrzeby.

                                          Pierwszemu wybaczyć nie sposób, drugiemu wręcz nie sposób nie wybaczyć.

                                          Oczywiście nie zawsze w życiu występują takie modelowe sytuacje. Chciałam
                                          jedynie wytłumaczyć, co za całokształt miałam na myśli :-)
                                      • megg2003 Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 03.06.08, 07:33
                                        I tu pojawia się kwestia, czy chcemy znać prawdę za wszelką cenę czy nie. Ja
                                        wolałam jednak wiedzieć, sama się poniżyć jednorazowo nić być codziennie
                                        mieszana z błotem z powodu jego kłamstw prosto w oczy
                                        • eeela Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 03.06.08, 11:07
                                          TY byłaś mieszana z błotem z powodu JEGO kłamstw?

                                          Dialektyka - parowóz dziejów :-)
                                          • megg2003 Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 03.06.08, 13:28
                                            A czymze jest kłamstwo prosto w oczy??
                                            • eeela Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 03.06.08, 15:04
                                              JEGO kłamstwo prosto w twoje oczy jest zmieszaniem CIEBIE z błotem?

                                              Wybacz, ja inaczej rozumiem zmieszanie się z błotem. Na przykład sprawdzenie
                                              komuś jego korespondencji bez jego zgody uważam za zmieszanie się z błotem. A
                                              jak ktoś kłamie mi prosto w oczy, to on miesza się z błotem, nie ja.
                                              • megg2003 Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 04.06.08, 07:34
                                                Tak, tak, oczywiście.
                                • megg2003 Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 03.06.08, 07:29
                                  Zgadzam się. To podłe co się wtedy robi, ale...
                      • megg2003 Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 03.06.08, 07:27
                        prosty_facet: "Zdrada powoduje takie nakręcenie, że i zona i kochanka są
                        wniebowzięte :-)
                        Zdrada to najlepszy sposób na odświeżenie stałego związku i to zarówno dla
                        kobiety jak i faceta"
            • audwork Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 16:27
              eeela napisała:

              Uważam, że skończonym buractwem jest
              > sprawdzać telefony i pocztę bez jasnych i nie pozostawiających wątpliwości
              > przesłanek, że zdrada nastąpiła.

              ...chyba jestes troche *do tylu* z tego typu pogladami..sorry, za bezposredniosc:))

              ...moim (i nie tylko moim, ale ludzi po tzw. przejsciach) skromnym zdaniem
              lepiej wcesniej zapobobiegc, anizeli znalezc sie ktoregos pieknego dnia z reka w
              nocniku:)
              • eeela Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 16:48
                Nie jestem 'do tyłu', tylko mam swój, nie do końca cieszący się ogólną
                popularnością, pogląd na sprawę.

                A jeżeli nawet 'do tyłu' jest być człowiekiem uczciwym i szanującym prawa innych
                NIEZALEżNIE od zewnętrznych okoliczności, to ja zdecydowanie wolę być 'do tyłu',
                niż iść za wstrętnym mi postępem.
                • audwork Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 17:02
                  eeela napisała:

                  > Nie jestem 'do tyłu', tylko mam swój, nie do końca cieszący się ogólną
                  > popularnością, pogląd na sprawę.
                  >
                  > A jeżeli nawet 'do tyłu' jest być człowiekiem uczciwym i szanującym prawa innyc
                  > h
                  > NIEZALEżNIE od zewnętrznych okoliczności, to ja zdecydowanie wolę być 'do tyłu'
                  > ,
                  > niż iść za wstrętnym mi postępem.


                  Przykro mi, ale widocznie nie znasz statystyk obrazujacych poziom uczciwosci
                  ludzkiej w tym zakresie:

                  According to the current infidelity statistics 60% of men and 40% of women are
                  involved in extramarital affair.



                  www.womansavers.com/Cheating-Infidelity-statistics.asp
                  Pozdrawiam i podziwiam:)
                  • eeela Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 17:09
                    Czy statystyki usprawiedliwiają niegodziwość?
                    Załóżmy, że statystycznie 60% ludzi ma z wieku dziecięcego doświadczenia
                    drobnych kradzieży (batonik ze sklepu, jabłko z sadu od sąsiada) - czy to
                    znaczy, że mamy łaskawiej patrzeć na kradzieże w ogólności?

                    Ja w życiu niejedno uczyniłam, bo zawsze byłam wszystkiego bardzo ciekawa, a
                    poza tym dość impulsywna i przez długi czas nieodpowiedzialna. Ukradłam batonik
                    ze sklepu, a nawet kasę z maminej portmonetki, poszłam do łóżka z zupełnie
                    nieznanym mi facetem, wieloletniemu partnerowi sprawdziłam konto pocztowe, etc.,
                    etc. Moje zasady nie są z czapy wzięte. Moje zasady są wzięte na podstawie
                    własnych doświadczeń - tego, jak reagowałam po występku. Na przykład palenie
                    trawy nigdy sprawiło, że miałam jakieś straszliwe wyrzuty sumienia, więc robię
                    to od czasu do czasu do tej pory. Ale kasa z maminej torby czy zajrzenie komuś
                    do poczty - te rzeczy siedzą mi na sumieniu do dzisiaj, więc wiem, że za wszelką
                    cenę powinnam unikać takich postępków.

                    Jak ktoś może ze sobą żyć, czyniąc takie rzeczy, to proszę bardzo, mnie nic do
                    tego. Ale z moją akceptacją niektóre z tych zachowań nie spotkają się nigdy.
          • prosty_facet Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 13:28
            megg2003 napisała:

            > odsunięcie od łóżka jest jednym z podstawowych "objawów" zdrady.

            Bu chacha .... Tak może myśleć tylko kobieta która nigdy nie zdradzała :-)
            Zdrada powoduje takie nakręcenie, że i zona i kochanka są wniebowzięte :-)
            Zdrada to najlepszy sposób na odświeżenie stałego związku i to zarówno dla
            kobiety jak i faceta :-)
            • megg2003 Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 02.06.08, 14:38
              W sumie masz rację, nie można być cały czas poważnym :-) Jednak naprawdę
              współczuję Monice i szkoda, że tak się męczy w tym związku nie wiedząc co jest
              rzeczywiście grane
            • megg2003 Przeczytajcie post alcine 02.06.08, 15:15
              i odpowiedź Moniki, jak ważne dla niej jest WIEDZIEć, to może uda Wam się
              inaczej na to spojrzeć
        • megg2003 Re: Nie bój się sięgnąć po jego telefon!!! 03.06.08, 07:47
          eeela napisała:

          > Dla ciebie może jedyna, ale inni widzą też inne opcje. Widać nie są napędzani
          > obsesyjną zazdrością i chęcią kontroli czyjegoś życia.
          >
          Rzeczywiście, pełna kultury wypowiedź, pozbawiona oceny i zbyt pochopnych wniosków.
    • megg2003 Z doświadczenia... 02.06.08, 11:46
      Monikka, ja nie twierdzę, ze na 100% Twój mąż kogoś ma, ale tylko biorę to pod
      uwagę, co Tobie może się nie mieścić w głowie. Mi pewnie też by się nie
      mieściło, gdybym nie dowiedziała się po dłuuugim czasie jak mój partner łgał mi
      prosto w oczy. A nikt, przysięgam Ci, nikt z jego otoczenia i mojego złego słowa
      nie dał sobie o nim powiedzieć. Dopiero gdy wreszcie do mnie dotarła ta myśl, że
      to przez inną, bo stopniowo się ode mnie odsuwał, sprawdziłam jego poczte i
      niestety... w mailu pochwalił się kumplowi..
      • prosty_facet Re: Z doświadczenia... 02.06.08, 13:34
        megg2003 napisała:

        > w mailu pochwalił się kumplowi..

        To znaczy, że był idiotą :-) Ja nie pochwaliłbym się nawet najserdeczniejszemu
        przyjacielowi .....
        • megg2003 Re: Z doświadczenia... 02.06.08, 14:44
          Ale tylko w mailu...wiadomo było, że nie będę na tyle bystra, by odtworzyć jego
          hasło do skrzynki... :-| Z resztą, jeśli jest czym, to się trzeba przecież
          pochwalić! Że takie szczęście mieć żonę i kochankę!!
          Ale pierwsze zdanie bardzo trafne... :-)
          • misssaigon zasadnicza sprzecznosc... 02.06.08, 21:36
            sprawdzanie przez zone mozliwosci, ze maz zdradza, skoro seks malzenski juz
            dawno lezy odlogiem - jest nie fair

            oszukiwanie malzonki i wmawianie jej, ze wszytko jej ok, jestem zmeczony,
            przepracowany, a ona go wrecz molestuje seksulanie, wykazywanie zerowego
            zaufania do swojej zyciowej partnerki, wpedzanie jej w rozne schizy - tez jest ok?

            czy mzoe szanowny malzonek czeka az autorka listu peknie - znajdzie sobie
            kochanka, wtedy on wynajmie detektywa i satysfakcja dolaczy material dowodowy do
            pozwu - pozbywajac sie jej jednoczesnie w bialych rekawiczkach i w nimbie
            skrzywdzonego uczciwego?

            a kochanka spokojnie bedzie czekac gryzac popcorn


            troche wyobrazni - nie nalezy nie doceniac przeciwnika
            • eeela Re: zasadnicza sprzecznosc... 02.06.08, 22:10
              Można sobie darować na jakiś czas kochanka i złożyć pozew na podstawie rozpadu
              pożycia. Po co sobie komplikować życie dodatkowo stresującymi zabawami w detektywa?

              Wiem, wiem, łatwo się mówi. Sama się swojego czasu dorwałam do poczty swego
              ekskonkubenta. W zasadzie jedynie po to, żeby mu machnąć wydrukiem przed oczami,
              bo wiedziałam, że się puścił na bok, już od jakiegoś czasu, tyle że bezczelnie
              zaprzeczał. Czy coś to zmieniło? Nic. Oprócz tego, że niesmak do samej siebie
              pozostał.

              Powtarzam jeszcze raz: uznaję, że są sytuacje, w których niestety inaczej
              uwolnić się z piekła nie można. Wybiera się wtedy mniejsze zło, rozumiem. Sama
              wyżej przytoczyłam sytuację, w której uznałam sprawdzanie poczty i noszenie przy
              sobie dyktafonu za w pełni usprawiedliwione. Ale w mojej ocenie, na podstawie
              tego, co wiem z tego wątku, nie widzę przesłanek usprawiedliwiających gwałcenie
              czyjejś prywatności.
    • monikka38 Dziękuję 03.06.08, 01:22
      wszystkim za zabranie głosu i rady.

      Przemyślę sobie to i owo, a dzięki spostrzeżeniom z forum po raz
      kolejny zdobyłam się na odwagę i rozmawiałam z mężem na ten temat.
      Dodam, że rozmowę zakończyliśmy w łóżku i było wcale, wcale...:)
      Co będzie dalej, nie wiem. Mąż twierdzi, że mnie kocha i postara się
      naprawić tą sferę naszego życia. Może się uda, choć już tak było, że
      deklarował zmiany. Jeszcze poczekam, bo szukanie kochanka przez
      internet nie jest chyba najprostszą rzeczą na świecie.;)
      Swoją drogą, jestem ciekawa jak wielu z was to się udało i czy były
      to satysfakcjonujące układy?
      Na koniec chciałam napisać o przeglądaniu telefonu czy
      korespondencji. Dostęp do telefonu czy adresu @ męża mam na okrągło.
      Nie na zasadzie sprawdzania pod kątem jego praworządności, ale tak
      po prostu- odbierz, odpisz, wywal mi niepotrzebne sms-y, sprawdź kto
      przysłał. To on mnie o to prosi, więc nie przypuszczam, że chciałby
      żebym to robiła, jeżeli spodziewałby się czegoś nie dla moich oczu.
      Oczywiście zawsze jest możliwe, że dzwoni kochanka i udaje
      pacjentkę, ale jednak nie podejrzewam męża o posiadanie takowej.
      Może głupia jestem, ale jakoś mi to nie pasuje- ani czasowo, ani
      charakterologicznie.
      Poczekam więc jeszcze jakiś czas, zobaczę czy coś się zmieni.

      I zupełnie na koniec.:) Będę tu zaglądać, bo po pierwsze, jestem wam
      wdzięczna za zainteresowanie, a po drugie, bardzo mi się spodobało
      to forum i wasze trzeźwe, ale życzliwe rady i spojrzenie na temat,
      który na większości innych forów zostałby pewnie wyszydzony czy
      rozmydlony.

      Pozdrawiam.
      • megg2003 Re: Dziękuję 03.06.08, 07:24
        Monika. Mam na koniec tylko kilka zdań. To dobrze, że ten chyba z najczarniejszych scenariuszy (gdyby miał kochankę) raczej nie wchodzi w rachubę. Życzę Ci z całego serca, żeby Wam się udało. Miałam podobny problem co Ty, dlatego nieco się zaangażowałam w ten wątek, ale mnie sie nie udało. Niczego nie żałuję, mam wspaniałą córkę z tego związku, tylko kilka ładnych lat walki poszło w piach.
        Znam pewną parę, gdzie sfera łóżkowa całkowicie leżała, bo on miał kłopoty z przedwczesnym wytryskiem. I tylko ich ogromnego zaangażowania w ten związek oraz pracy, jaką włożyli w naprawę tego (seksuolog, rozmowy, jej wsparcie, ciągłe próby) udało im się pokonać ten problem. Teraz są szczęśliwym małżeństwem nie tylko każdego dnia ale też w nocy... :-)
        • megg2003 Re: Dziękuję 03.06.08, 13:56
          " i tylko dzięki ich ogromnemu zaangażowaniu... " miało być oczywiście
          • groszek_73 Re: Dziękuję 04.06.08, 15:50
            a co będzie, jak się partner włamie do skrzynek i nic nie znajdzie,
            albo znajdzie że partner ma poważne problemy - i co będzie jeśli
            dowie się o włamaniu ?
            Myślmy zanim coś zrobimy.
            mimo wszystko nie zniżyłbym się do szperania w telefonie itd. poza
            tym zawsze można kupić drugi telefon, na kartę. prawda ?
            • megg2003 Re: Dziękuję 05.06.08, 08:44
              To jest wybranie tzw. mniejszego zła. Nie popieram permanentnej inwigilacji ;)
              ale wolę się raz poniżyć niż być poniżana codziennie poprzez wysłuchiwanie
              kłamstw. Ktoś, kto kłamie prosto w oczy, nie liczy się z Twoimi uczuciami,
              myślami, pragnieniami. Nie szanuje cię jako czlowieka, a co dopiero jako partnera,
              najbliszą w życiu osobę...Kłamie tylko dlatego, żeby jemu było dobrze. Może się
              zdarzyć, że podczas takiego sprawdzania nie trafi nie na nic, wtedy ma się
              problem z poczuciem winy. Również może się zdarzyć, że partner może byc
              sprytniejszy i nie
              pozostawiać żadnych "śladów". Jednak dla mnie takim objawem (nie zawsze
              oczywiście!) z doświadczenia i obserwacji jest odsunięcie się w łóżku, bo
              przenosi się pożądanie na kogoś innego.
              "Wybrał raczej zdrady, sądzę że
              przygodne i sądzę, że od dość dawna. Bardzo mnie to zraniło i
              sprowadziło do zera jako kobietę." Przeczytaj sobie całą wypowiedź alcine. Niech
              to również będzie odpowiedź na twoje pytania
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka