zyg_zyg_zyg
31.03.09, 09:50
To tak a propos sinusoidalności pożądania... Nie, żeby mi libido
specjalnie spadło podczas zimy, ale zapachniało żywą ziemią, wróble
się rozświergoliły, rośliny puszczają pączki, a i we mnie jakoś
szybciej zaczęły krążyć soki... ;-) Budzę się ze snu zimowego razem
z Matką Ziemią. Nachodzą mnie a to tęsnkoty dziwne, a to chucie
niespodziewane, a to pragnienie szaleństwa jakiegoś...
Czy Wasza seksualność poddaje się rytmowi pór roku? Zasypiacie na
zimę i budzicie sie na wiosnę?
Zaraz zrobi się ciepło, na ulicach pojawią sie
nagie ramiona, odsłonięte dekolty,
gołe nogi, stopy... Zrzucimy zimowe skorupki, wystawimy ciała na
słońce i wiatr. Szybciej w Was krąży krew
na wiosnę? Przekłada się to jakoś Wasze życie seksualne? Na chęć,
częstotliwość, jakość, radość z, żywiołowość, świeżość...?
Ja chwilowo jestem słomianą wdową, ale niech tylko dopadnę mojego
samca. Jak oddam się zewowi natury, to poczuje wiosnę, że hej!