yoric
26.08.09, 23:38
Jakiś czas temu stwierdziłem, że forum Gazety, zwłaszcza BSwM, jest formą
nałogu kosztującą mnie zbyt dużo czasu. Tzn stwierdziłem to dawno temu, ale na
żarty. Jakiś czas temu stwierdziłem to na poważnie, i zablokowałem sobie
dostęp do tego adresu (korzyść niewielka, bo znalazłem sobie olejny
internetowy nałóg). Dlatego mnie nie było (i w zasadzie nie będzie - poza
momentami korzystania z innego kompa). To tak dla wyjaśnienia :).
I teraz dalej. Osoby będące tu od dawna znają mój, ekhem, przypadek. Dalsze
losy są takie. Otóż jedna ze znajomości zaplanowanych jako krótkoterminowe
okazuje się 'długoterminowa'. A wyszło to, krótko mówiąc, trochę w ten sposób,
że mieliśmy się już nie spotykać, ale często byliśmy w tym samym towarzystwie
szlag mnie trafiał jak widziałem moich kumpli robiących do niej podchody.
Brzmi idiotycznie, ale trochę był to przypadek 'zakocham się na złość kumplom'.
Dziewczyna jest 10 lat młodsza, co mi jakoś specjalnie nie przeszkadza, bo sam
jeszcze na dobre nie wydoroślałem. Kłopot jest tej natury, że fizycznie i w
pewnym sensie mentalnie jest nie w moim typie, a nawet kompletnie nie w moim
typie. Jest przeciwieństwem mojego wyobrażenia o przyszłej stałej partnerce
:). Co nas do siebie ciągnie? Na pewno seks, bo ona jednak zdecydowanie mnie
kręci, ja ją, i oboje mamy równie wysokie potrzeby łóżkowe. Generalnie jest mi
z nią dobrze, lubię jej towarzystwo itp., ale czy to nie jest tylko na
zasadzie płytkiego skojarzenia ona = przyjemność - nie mam pojęcia. Rozsądkowo
jestem na nie, emocjonalnie raczej na tak. Zawsze byłem przeciwnikiem
wchodzenia w związki, które rozsądkowo nie rokowały dobrze, ale tym razem
sytuacja 'tak się potoczyła'.
Piszę to poniekąd jako należny Wam raport, a poniekąd żeby posłuchać
komentarzy i gromów tym razem na moją głowę.
Pozdrawiam