Dodaj do ulubionych

Jedzenie a stres

24.09.09, 16:51
Jak to u Was jest z jedzeniem?
A szczególnie jak jest z nim w sytuacjach stresowych?

Ja od dawna żyję w dość dużym stresie, który ostatnio osiąga swój szczyt.
Życie od wyników do wyników, teraz czekanie na decyzję odnośnie refundacji
leczenia mamy..

No i niestety nie jem. Od zawsze było tak, że stres blokował mnie i nie
jadłam, ale teraz już chyba idzie to za daleko.
Czasami na dzień zjem jogurt czasami jabłko a czasami zwyczajnie nic.. Nawet
jak mam na coś ochotę to "najem się samym gotowaniem, patrzeniem na
gotowanie", a jak zacznę już jeść to po prostu mdli mnie. Czuję się tak jakbym
coś miała w gardle, coś co blokuje, co uniemożliwia mi połykanie jedzenia..

Piję dużo. Wody i kawy niestety. Nic innego mi nie smakuje.
Czy zna ktoś z Was jakieś domowe sposoby na to, by mi apetyt wrócił? W
ostateczności mogą być to jakieś środki farmakologiczne - ale nie chciałabym
raczej do tego się posuwać..

Niestety nie należę do osób, które mogą pochwalić się sporą ilością ciała więc
takie niejedzenie bardzo szybko jest widoczne..

Z góry dziękuję.
Obserwuj wątek
    • lolinka2 Re: Jedzenie a stres 24.09.09, 17:45
      Ze 2 tygodnie temu kupiłam spodnie, rozmiar 34, leżały idealnie.
      Od 7 dni mam codziennie tłumaczenia ustne. Od 3-4 tygodni problemy w
      domu. Od poniedziałku byłam sama z dziećmi do dziś.
      W sobotę wracałam z konferencji w tych spodniach - były jeszcze
      dobre.
      Dziś założyłam je do pracy - gdyby nie pasek, zleciałyby z tyłka...

      Nie mam czasu, ale bardziej siły i chęci jeść.
      Chcę się zapaść, zniknąć... przespać albo nie wiem co cały ten czas.
      Z drugiej strony muszę funkcjonować na alercie i w ogóle być super,
      zwłaszcza supersilna. Więc robię jakąś beznadziejną maskaradę... albo
      próbuję się gratyfikować drobnymi przyjemnościami, które w
      ostatecznym rozrachunku jeszcze bardziej męczą... typu impreza w
      ostatni piątek, było super, ale biorąc pod uwagę to ile mam pracy od
      tamtej pory i że nie ma chwili wytchnienia w sumie, umęczyła mnie
      jeszcze bardziej. Czy było warto? Boże, chciałabym to wiedzieć...

      przepraszam za te wynurzenia.
      • drugikoniecswiata Re: Jedzenie a stres 24.09.09, 21:40
        Jeju, kobieto, gdzie ty dostajesz idealnie leżące 34??? Ja już przestałam
        szukać. W biodrach się ledwo przeciskam, w pasie odstają na 5cm. (O tym, że i
        tak do skrócenia, to już nawet nie myślę) Nie wiem na kogo szyją te spodnie.......
      • drugikoniecswiata Re: Jedzenie a stres 24.09.09, 21:44
        A z tym spaniem i znikaniem... to jest błędne koło. Nie chcę jeść, nie chcę
        wstawać, chcę spać. Jak nie jem, to nie mam siły, więc tym bardziej nie chcę
        wstawać. Takie beznadziejne ciągi na pograniczu snu i jawy przez 20h/dobę.....
        po paru dniach mija, na szczęście. Tak, jogurt, na jogurcie mogłabym całe życie.
        Odrzuca mnie też od kiwnięcia palcem przy kuchni w takich chwilach.
        • majagor Re: Jedzenie a stres 24.09.09, 22:42
          Co do mnie to z brakiem chęci jedzenia raczej nie łączą się [przynajmniej na
          razie] jakieś inne objawy.
          Sypiam jak dotychczas, normalnie. Robię to co zwykle. Dziwnych, w moim przypadku
          bardzo charakterystycznych, myśli nie miewam.
          Wszystko jest normalne, wszystko oprócz tego jedzenia.

          Ogólnie to ja już kilka, kilkanaście razy miałam takie akcje pt. "Niejedzenie".
          Czasem trwało krócej, czasem dłużej. Tyle, że teraz już zaczynam po prostu być
          za chuda i chociażby z tego względu mam dość całej tej sytuacji. I wkurza mnie,
          że zamiast zbierać siły, energię na pomoc dla mamy ja sobie "funduje" takie coś.
    • skaka_anka Re: Jedzenie a stres 24.09.09, 19:26
      U mnie inaczej, w sytuacjach stresowych włącza się "wpierdalaczka". Chudnę
      nerwowo tylko jak jestem zakochana smile
    • xsenia Re: Jedzenie a stres 24.09.09, 19:32
      mam tak samo,
      najgorsze są zawroty głowy spowodowane głodem.


      na apetyt najlepszy jest lerivon wink
    • bonus1985 Re: Jedzenie a stres 24.09.09, 20:01
      Stresu pełno wokoło : rano nic nie zjem bo sie nie da / wieczorem -
      "wpierdalaczka" smile
      • majagor Re: Jedzenie a stres 24.09.09, 20:07
        To niech mi ktoś pożyczy tę "wpierdalaczkę" Chociaż na tydzień, dwa.. albo
        nauczy jak ją osiągnąć..

        Kiedyś nie umiałam wyjść bez śniadania z domu. Nie i koniec. Teraz mogę 3 dni
        chodzić bez jedzenia i zupełnie tego nie odczuwam..
        I do tego ta przeklęta kawa. Piję już baaardzo słabą ale piję w takich
        ilościach, że pewnie niektórzy przez tydzień nie wypiją tyle, ile ja w pół dnia..
        • skaka_anka Re: Jedzenie a stres 24.09.09, 20:32
          Ja bym Tobie na zawsze oddała, jakby to było możliwe.
    • 36.a jogurt, ulubione pożywienie zdepresjonowanego... 24.09.09, 21:11
      rano 1 (jogurt), 2 kawy, jak zapragnęłam wyjść z domu, to owszem wyszłam i sobie wróciłam, ciemność przed oczami, fajt. aby wyjść drugi raz to jednak kawałek bagietki. obiad? a co to obiad? zaraz kawa nr 3 i to chyba wszystko.
      dla mnie mniej jeść jest OK...
      • megan.k Re: jogurt, ulubione pożywienie zdepresjonowanego 25.09.09, 05:50
        Ann, czy na tym Twoim portalu (tam, gdzie pracujesz zdalnie), można
        zamieścić - oczywiście gratis - informację o tym, że szukam osób z
        orzeczeniem o niepełnosprawności nieaktywnych zawodowo i społecznie,
        którym chcę pomóc jako Ambasador aktywności?
        • 36.a Re: jogurt, ulubione pożywienie zdepresjonowanego 25.09.09, 14:22
          w życiu nic nie ma gratis
          nie. to portal nastawiony na zysk
    • balbina_alexandra Re: Jedzenie a stres 25.09.09, 21:03
      U mnie jest strasznie różnie... pogodziłam się z tym, że normalnego
      stosunku do jedzenia już nigdy mieć nie będę. Czasem, w silnym
      stresie mam tak jak Ty, nie jem nic. A czasem włącza mi się wyżeracz
      i jem rzeczy, których nie lubię, ba, jem rzeczy, które są normalnie
      niejadalne, np. surowy makaron. Nieugotowany ryż... Na szczęście
      takie ataki obżarstwa kompulsywnego zdarzają mi się już coraz
      rzadziej. Dużo bardziej muszę pilnować się w drugą stronę, bo mam
      tendencje, żeby się głodzić. Mam zaburzone postrzeganie swojej osoby
      i choć obiektywnie zdaję sobie sprawę że jestem szczupła, widzę się
      w lustrze jako grubaskę...

      To co piszesz jest mocno niepokojące. Miałam tak kiedyś, jak
      chorowałam na anoreksję. Wystarczyło mi jak piszesz "patrzenie,
      gotowanie", od jedzenia mdliło mnie. Tylko że to nie było faktyczne
      odczucie, ja to sobie wmówiłam, owładnięta obsesją bycia szczupłą.
      Sama w to wtedy uwierzyłam. Naprawdę mnie mdliło jak widziałam
      normalne jedzenie. Każdy kęs rósł mi w gardle. Ot, potęga psychiki.

      Nie mówię, że tak jest w Twoim wypadku, ale zastanów się i poszukaj
      głęboko, gdzie są początki tego niejedzenia, czy oprócz zrozumiałego
      stresu, który teraz przeżywasz w związku z mamą nie wiąże się z tym
      coś jeszcze?

      W kwestii leków, to są preparaty, które się podaje anorektyczkom na
      pobudzenie apetytu. To te same leki które się podaje osobom skrajnie
      wyniszczonym przez ciężkie choroby, nowotwory.

      Ja tyję błyskawicznie sad inna sprawa, że mogę żyć wyłącznie na
      wedlowskim ptasim mleczku...
      • kamyczek_0 Re: Jedzenie a stres 28.09.09, 14:03
        Identycznie działa na mnie stres.Mdli bo nie jesz.Po kilku dniach żołądek
        świruje.Spróbuj np.jeść nie wiem pół herbatnika co 2 godz.
        Pomału.Ciepła herbata-mogłam tylko ją pić.Herbatnik jest przetestowany przeze mnie.

        P.S.Nie mam problemu z jedzeniem,gdy brakuje źródła stresu smile
      • majagor Re: Jedzenie a stres 28.09.09, 20:56
        Niejadkiem jestem od zawsze. "Paryskie podniebienie" mam tak silne jak mało kto.
        Moje niejedzenie swego czasu psycholog nazwała "kompulsywnym niejedzeniem".
        Uważała też, iż moje okresowe niejedzenie wynikać może z chęci ukarania siebie,
        np. za złe zachowanie.
        Jej zdaniem potrafiłam sobie wmówić, że głód nie istnieje, że jeść nie trzeba i
        tyle. A że jestem osobą konsekwentną i upartą więc długo potrafiłam wytrzymać w
        takim stanie.
        Do tego kiedyś doszedł sport - bieganie. Początkowo niby dla zdrowia, nie tyle
        fizycznego, a psychicznego. Biegałam by pozbyć się złych emocji, złych myśli.
        Ale sam sport nakręcał mnie też na niejedzenie. Więc grzecznie mocno
        ograniczyłam bieganie.

        A jedzenia wtedy nauczyli mnie w szpitalu. Nie mam pojęcia czy sam szpital tak
        zadziałał, czy wspomagali się jakimiś środkami. Ale po wyjściu ze szpitala
        naprawdę jadłam. I jadłam normalnie przez rok. Od dwóch lat bywa różnie. Czasami
        jadam, czasami mam większe lub mniejsze przerwy.. i tak to się kula..
        Lekarz rodzinny twierdzi, że jest raczej ok ze mną. Morfologii krwi nie mam
        najlepszej - balansuję na granicy anemii. Ale poza powiedzeniem mi "Proszę
        jeść!" nie robi nic więcej..

        W weekend byłam 24 na dobę z facetem. Troszkę we mnie wrzucił tego i owego, ale
        dziś już jestem sama i znowu to samo..

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka