Dodaj do ulubionych

codziennie uśmiecham się przez łzy,help

10.12.09, 21:18
Nie dopuszczam do siebie tej myśli że znowu,ale znowu.Muj mąż twierdzi że
jestem nieobecna a moje zachowanie sie zmienia,w pracy też mam problemy,tylko
niewiem na ile to wytwór mojego umysłu.Chszani mi się w głowie,dzisiaj się
poryczałam po tym jak wpadłam w furie bo wszystko mnie irytuje.Chce być
sama.Mam urojenia,o ile to urojenia...Niewiem czy to urojenia.W pracy mnie nie
lubią,śmieją sie ze mnie,wymieniają porozumiewawcze spojżenia,nie gadają ze
mną,nie wtajemniczają mnie w swoje szeptane rozmowy.Czy to urojenia?A może to
fakty?Przecierz to ja robię się coraz bardziej dziwaczna.To ja niewiele
muwie,to ja się trzymam na uboczu...Ale czy to możliwe że zawsze się powtarza
ten sam scenariusz?Lata choroby zlansowały mi mózg.Nie potrafie funkcjonować w
społeczeństwie.Ale rezygnacja doprowadzi mnie prosto na oddział
psychiatryczny,a depresja przeistoczy mnie w warzywo.Zaciskam zęby,chce a
raczej chciałam pokonać swoje leki.Nie potrafie i nigdy nie potrafiłam
podporządkować swojego życia lekom,chociarz w głebi duszy wiem że tylko one mi
pomogą...Ale,czy nie można inaczej?Czy niemożna poprostu uodpornić umysłu tak
jak uodparnia się organizm na zarazki?Nie byłam u psychiatry już dawno.Jadę na
kończońcych się zapasach seronilu.Wiem co powinnam ale utraciłam wiare w to że
cokolwiek mi pomoże.Pomoc jest w zasięgu ręki ale za trudno jest po nią
sięgnąć.Myśl o chorobie była już tak odległa a ja byłam taka
dzielna.Chciałabym wspierać innych ale sama nie potrfię wesprzeć siebie.Wstaje
rano do pracy a trudno mi wejść do wanny by się wykąpać.A przed tym wszystkim
umknęła mi gdzieś mania.Raz już tak miałam że depresji nie poprzedziła mania.A
może była?A możę miałam hipo i dlatego takie zmiany w moim
życiu...praca,poważne zakupy,ten optymizm że dam radę,i ta myśl że choroba nie
powruci.Moje wzloty były zawsze bardzej wyraziste...Gdzie jest granica
pomiędzy prawdą a wytworem chorego umysłu?
Obserwuj wątek
    • drugikoniecswiata Re: codziennie uśmiecham się przez łzy,help 11.12.09, 01:00
      trzymaj się, czubata. jesień i zima to nie są najłatwiejsze pory roku. może
      jednak lekarz by coś pomógł? to, co wydaje mi się najważniejsze - nie
      przekreślaj swoich osiągnięć, nie traktuj depresji czy ew. powrotu do leków w
      kategoriach porażki. no ale łatwo mówić, wiem. myślę ciepło. i może jakiś
      tydzień-dwa zwolnienia pomógłby ci odzyskać pion?
    • skwr2 Re: codziennie uśmiecham się przez łzy,help 11.12.09, 07:52
      czubata napisała:

      > Lata choroby zlansowały mi mózg.Nie potrafie funkcjonować w
      > społeczeństwie.Ale rezygnacja doprowadzi mnie prosto na oddział
      > psychiatryczny,a depresja przeistoczy mnie w warzywo.
      Wypowiadasz typowo depresyjne, czarne myśli. Nie mają akurat
      odzwierciedlenia w rzeczywistości. Dręczą Cię bezzasadne lęki.
      Chadowcy, którzy się leczą, funkcjonują wśród ludzi zupełnie
      normalnie, a co najmniej nie gorzej niż znaczna część zdrowych osób.
      Jeśli w porę przyłożysz się do zadbania o siebie, psychiatryk wcale
      nie musi Ci być potrzebny, a jeśli nawet - szpital jak szpital. Od
      depresji do kondycji warzywa bardzo daleka droga. Która z osób
      pisujących na forum przypomina pietruszkę? Sama piszesz bardzo
      składnie.

      > Nie potrafie i nigdy nie potrafiłam
      > podporządkować swojego życia lekom,chociarz w głebi duszy wiem że
      tylko one mi
      > pomogą...Ale,czy nie można inaczej?
      Nie, nie można inaczej. Przyjmując leki wcale nie oddaje się im
      życia we władanie. Całe tłumy np. cukrzyków i nadciśnieniowców
      wspierają się lekami. Ja tak traktuję konieczność przyjmowania
      swoich dropsów. Jeśli oddasz życie chorobie, rzeczywiście Twoja
      sytuacja będzie bardzo trudna.

      > Nie byłam u psychiatry już dawno.Jadę na
      > kończońcych się zapasach seronilu.Wiem co powinnam ale utraciłam
      wiare w to że
      > cokolwiek mi pomoże.Pomoc jest w zasięgu ręki ale za trudno jest
      po nią
      > sięgnąć.
      Może ktoś powinnien Ci pomóc? Umówić wizytę, pójść z Tobą do lekarza?

      > Myśl o chorobie była już tak odległa a ja byłam taka
      > dzielna.
      To znany wszystkim stan, gdy cofa się depresja, a pojawia się hipo.
      Wcale nie oznacza to powrotu do zdrowia, a tylko inne stadium
      choroby.

      >...Gdzie jest granica
      > pomiędzy prawdą a wytworem chorego umysłu?
      Kiedy miewam takie wątpliwości, konsultuję zagadnienie z innymi
      ludźmi. Zyskuję zdrowe spojrzenie na sprawę. Czasem modeluję swoje
      przekonania, czasami utwierdzam się w swojej racji.
    • lolinka2 Re: codziennie uśmiecham się przez łzy,help 11.12.09, 09:47
      idź i się skrusz przed lekarzem - to coś da... da przynajmniej leki,
      trochę Cię na nogi postawi. Sporo osiągnęłaś i teraz szkodaby to
      rozwalać kolejną fazą, tę fazę należy na prochach przetrwać i już.
      Będzie trudno, ale da się!

      Stałe szeptanki w pracy za plecami, wg moich osobistych doświadczeń,
      to na bank elementy urojeniowe...
    • chin_chilla Re: codziennie uśmiecham się przez łzy,help 11.12.09, 09:58
      > Gdzie jest granica pomiędzy prawdą a wytworem chorego umysłu?
      Szczerze to ja pytam swojej pani psycholog. Sama już nie jestem w stanie
      rozpoznać. Powinni dla nas zrobić jakiś przewodnik, jakąś skalę żeby można było
      sprawdzić.
    • bellis26 Do kochanej Czubatej... 11.12.09, 10:33
      Czubata... pięknie to napisałaś... jakoś tak przeczytałam tę Twoją
      wypowiedź i zafascynowałam się głębią i pięknem jej treści... często
      czuję to samo, ale nie wiem, czy potrafiłabym to tak pięknie opisac,
      wyrazic słowami, tak pięknie przemówic do odbiorcy... niektóre
      zdania mnie po prostu zafascynowały, na przykład: "Chciałabym
      wspierac innych, ale sama nie potrafię wesprzec siebie"... mam to
      samo... napisałaś to wszystko niezywkle głeboko i serdecznie Ci tego
      gratuluję...
      Pamiętaj, że jesteś baaaardzo, baaaardzo wartościową, wspaniałą
      osobą (ja jestem o tym przekonana na 100%), ChAD jest nieopisanie
      męczący, wyniszczający (wiem to na sobie), wiem, że bardzo cierpisz,
      rozumiem to, jestem z Tobą całym sercem, przytulam Cię wirtualnie,
      ale pamiętaj, że to nie skreśla ani Twojej wartości, ani faktu, że
      jesteś wspaniałą osobą, ani Twojej duszy (o tym też jestem na 100%
      przekonana)... sama mam schorowaną duszę, też cierpię, ale daje mi
      to taką wrażliwośc i umiejętnośc odczuwania emocji, jakiej nie mają
      inni... Czy ChAD-owcy nie potrafią funkcjonowac w społeczeństwie?
      Według mnie są byc może za bardzo wrażliwi na ten świat, za głęboko
      odczuwają emocje i te pozytywne, i te nagatywne, ale jak ktoś Ci
      mówi, że jesteś nienormalna, wariatka itp. to błagam, nie bierz tego
      do głębi swojej duszy, bo szkoda jej... człowiek ma tylko jedną
      duszę i jakąś wytrzymałośc psychiczną na to wszystko... ludzie
      zawsze tak będą mówic, nawet o zdrowych psychicznie, bo nie tolerują
      inności, chcieliby wszystko dopasowac do jednej, stałej normy...
      często ludzie "inni" są genialniejsi, wspanialsi, mają o wiele
      bogatszą duszę i umysł... patrzy się jedynie, że są inni i to już
      ich skreśla... jak potrzebujesz pomocy, wsparcia psychicznego, to
      zawsze możesz na mnie liczyc, jestem z Tobą całym sercem, rozumiem
      Twoje doły, przeżycia, uwielbiam i akceptuję Cię taką, jaką jesteś i
      nie chcę, byś była inna... chyba, że dzięki temu byś wyzdrowiała...
      też nie mam nikogo, boli mnie każdy uraz psychiczny i myślę, że
      depresja "przeistoczy mnie w warzywo"... Trudno mi ocenic granicę
      pomiędzy prawdą a wytworem chorego umysłu... mam typ II więc moje
      górki kończą się na hipo, a doły łamią psychicznie wpół... chociaż
      bym chciała, by mój chory umysł przestał mi serwowac myśli i zamiary
      samobójcze 24 godziny na dobę... wszystko oddałabym za to, bo mam
      tego szczerze dośc... pozdrawiam Cię serdecznie i przesyłam dobre
      fluidy...
      • czubata Re: Do kochanej Czubatej... 11.12.09, 15:39
        każda z waszych wypowiedzi jest balsamem na moją schorowaną
        dusze.Czułam że spotkam się ze zrozumieniem,dziękuje wam bardzo,i
        biore sobie do serca to co przeczytałam.Posłucham też rad i udam się
        do lekarza,poproszę o pomoc męża,ciepłe fluidy dotarły.

        czasem uśmiecham się przez łzy
        • skwr2 Re: Do kochanej Czubatej... 11.12.09, 15:49
          czubata napisała:

          > czasem uśmiecham się przez łzy
          Pielęgnuj tę umiejętność.smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka