Moj partner ma corke z maloglowiem i porazeniem mozgowym.Ma 20 lat.Zachowanie 3,4 latka.Jest nadpobudliwa,autoagresywna,absorbujaca.Ale jest tez kochana i nade wszystko potrzebuje milosci,spokoju,bezpieczenstwa
Przyjezdza do nas co drugi weekend i wakacje.
Partner zlozyl prosbe do sadu o zbadanie corki pod wzgledem prawdomownosci.To co ona nam opowiada o matce i jej partnerze,przechodzi ludzkie pojecie.Wychodzi na to,ze jest maltretowana
Wczoraj doszlo do ostrej wymiany zdan,gdzie dowiedzialam sie,ze jestem egoistka.To nic,ze wlasnie wczoraj moja lekarz powiedziala,ze na biegu bedzie mi zalatwiac terapie (byla mowa o szpitalu,ale mam mala coreczke wiec...)stwierdzila,ze mnie nosi i do letniej terapii nie wytrwam(sama nie wiem co miala na mysli)

Ale to nic.Uslyszalam,ze on sie poswiecil moim dzieciom a ja nawet nie sprobuje zyc z jego corka,bo z gory zakladam,ze nie poradze sobie.Na nic argumenty,ze to ja potrzebuje opieki,wsparcia,rownowagi(przedemna terapia,mam przepracowac dziecinstwo-molestowanie seksualne i rodzina dysfunkcyjna
).Na nic,ze za chwile mi przysla orzeczenie,ze sama jestem osoba niepelnosprawna...Na nic argumenty,ze rodzona matka nie daje rady wiec skad ja?On nawet takiej jazdy jak mnie bylej zonie nie zrobil,ale mnie tak.We mnie mozna bic.Akurat teraz kiedy stoje na "rozdrozu".
Ja Go rozumiem.Jest ojcem.Nie chce dopuscic mysli,ze dziecko moze trafic do jakiegos osrodka.Wiem.Wiec nich odejdzie i zamieszka z corka.Ma do tego prawo,a ja nie bede mu przeszkadzac.To dzieko potrzebuje opieki 24/H.Ja mam trojke dzieci i potrojne z nimi klopoty,wychowywalam je sama.
I znowu stracilam grunt po nogami.Znowu nic nie wiem.Co cos nam sie uda "zlepic" los,lub my sami rozwalamy to.TOTALNY BRAK BEZPIECZENSTWA.
Wpedzil mnie w poczucie winy.Bo przeciez gdybym byla zdrowa,pomoglabym mu...Czuje sie jak egoistak-udalo mu sie...
W cholere z takim zyciem!Jak pilam bylo latwiej.Mialam gdzies to zasrane gowno nazywane zyciem...Nie mam sily walczyc o kazdy dzien "normalnosci",husta mnie...ku..a nie moge juz!!!!!!!!!!