Dodaj do ulubionych

Poświęcenie...

03.03.10, 12:27
Moj partner ma corke z maloglowiem i porazeniem mozgowym.Ma 20 lat.Zachowanie 3,4 latka.Jest nadpobudliwa,autoagresywna,absorbujaca.Ale jest tez kochana i nade wszystko potrzebuje milosci,spokoju,bezpieczenstwa
Przyjezdza do nas co drugi weekend i wakacje.

Partner zlozyl prosbe do sadu o zbadanie corki pod wzgledem prawdomownosci.To co ona nam opowiada o matce i jej partnerze,przechodzi ludzkie pojecie.Wychodzi na to,ze jest maltretowanasad

Wczoraj doszlo do ostrej wymiany zdan,gdzie dowiedzialam sie,ze jestem egoistka.To nic,ze wlasnie wczoraj moja lekarz powiedziala,ze na biegu bedzie mi zalatwiac terapie (byla mowa o szpitalu,ale mam mala coreczke wiec...)stwierdzila,ze mnie nosi i do letniej terapii nie wytrwam(sama nie wiem co miala na mysli)sadAle to nic.Uslyszalam,ze on sie poswiecil moim dzieciom a ja nawet nie sprobuje zyc z jego corka,bo z gory zakladam,ze nie poradze sobie.Na nic argumenty,ze to ja potrzebuje opieki,wsparcia,rownowagi(przedemna terapia,mam przepracowac dziecinstwo-molestowanie seksualne i rodzina dysfunkcyjna
).Na nic,ze za chwile mi przysla orzeczenie,ze sama jestem osoba niepelnosprawna...Na nic argumenty,ze rodzona matka nie daje rady wiec skad ja?On nawet takiej jazdy jak mnie bylej zonie nie zrobil,ale mnie tak.We mnie mozna bic.Akurat teraz kiedy stoje na "rozdrozu".
Ja Go rozumiem.Jest ojcem.Nie chce dopuscic mysli,ze dziecko moze trafic do jakiegos osrodka.Wiem.Wiec nich odejdzie i zamieszka z corka.Ma do tego prawo,a ja nie bede mu przeszkadzac.To dzieko potrzebuje opieki 24/H.Ja mam trojke dzieci i potrojne z nimi klopoty,wychowywalam je sama.
I znowu stracilam grunt po nogami.Znowu nic nie wiem.Co cos nam sie uda "zlepic" los,lub my sami rozwalamy to.TOTALNY BRAK BEZPIECZENSTWA.

Wpedzil mnie w poczucie winy.Bo przeciez gdybym byla zdrowa,pomoglabym mu...Czuje sie jak egoistak-udalo mu sie...
W cholere z takim zyciem!Jak pilam bylo latwiej.Mialam gdzies to zasrane gowno nazywane zyciem...Nie mam sily walczyc o kazdy dzien "normalnosci",husta mnie...ku..a nie moge juz!!!!!!!!!!
Obserwuj wątek
    • kamyczek_0 Re: Poświęcenie... 03.03.10, 12:51
      Powiedz mi, czy on związując się z Tobą wiedział o chorobie? Byłaś chora
      przed,czy chad pojawił się już w trakcie związku?
    • skwr2 Re: Poświęcenie... 03.03.10, 13:27
      38takatam napisała:

      > To c
      > o ona nam opowiada o matce i jej partnerze,przechodzi ludzkie
      pojecie.Wychodzi
      > na to,ze jest maltretowanasad
      Na ten moment nie wiadomo, czy opowiadania dziewczyny mają odbicie w
      faktach.

      > nich odejdzie i zamieszka z corka.
      Dobre rozwiązanie

      > TOTALNY BRAK BEZPIECZENSTWA.
      Poczucie bezpieczeństwa to dla nas priorytet.

      > Wpedzil mnie w poczucie winy.Bo przeciez gdybym byla
      zdrowa,pomoglabym mu...Czu
      > je sie jak egoistak-udalo mu sie...
      Sama winę zaakceptowałaś i przyjęłaś na swoje barki. Branie
      odpowiedzialności za chorobę czy inny przypadek losowy to czystej
      wody absurd.

      > W cholere z takim zyciem!Jak pilam bylo latwiej.Mialam gdzies to
      zasrane gowno
      > nazywane zyciem...
      Pomimo picia gówno zwane życiem i tak Cię dopadło. Może w jeszcze
      większym zapętleniu. Myślę, że na trzeźwo łatwiej.

      > Nie mam sily walczyc o kazdy dzien "normalnosci",husta mnie..
      > .ku..a nie moge juz!!!!!!!!!!
      Masz dzieci.smile
    • xsenia Re: Poświęcenie... 03.03.10, 13:28
      po 20 latach okazuje się, że dziewczyna jest maltretowana?


      • 38takatam Re: Poświęcenie... 03.03.10, 15:02
        Od samiutkego poczatku mowilam o chorobie.

        Corka jego nie jest maltretowana od 20 lat,tylko od 3,odkad tata sie
        wyprowadzil,a zamieszkal z nia pan...

        Wiecie...nawet jak ze mna zostanie,bedze mnie podswiadomie
        nienawidzil,ze jego dziecko jest w jakims osrodku. I wiecie co? ja
        tak nie chce.Nie chce miec czeogs tak ogromnego na sumieniu,bo tego
        nie "dygnę"sadcryingsadOn musi odejsc...
        • kamyczek_0 Re: Poświęcenie... 03.03.10, 15:15
          To Pan wiedział co to za choroba i na czym polega. Teraz wyskakuje z obarczaniem
          winy na Ciebie.
          Szczerze powiem, że nie dałabym rady opiekować się chorym dzieckiem Pana.
          Niestety z nami to już tak jest, że czasami sami jesteśmy dziećmi. Chcąc nie
          chcąc na Panów naszych spada obowiązek opieki w takich chwilach. Idealnym
          facetem dla nas jest Pan zabezpieczający nas emocjonalnie( mega podpora całej
          naszej chwiejnej konstrukcji) i finansowo (różnie to z naszymi pracami bywa).

          Współczuję Ci. Długo ze sobą jesteście?
        • xsenia Re: Poświęcenie... 03.03.10, 15:36
          może on mógłby wynająć kogoś do opieki nad dziewczyna i mieszkalibyscie
          wszyscy razem ty+3+on+1+opiekun = 7

          domek by się przydał....
        • skwr2 Re: Poświęcenie... 03.03.10, 16:26
          38takatam napisała:

          > Corka jego nie jest maltretowana od 20 lat,tylko od 3,odkad tata
          sie
          > wyprowadzil,a zamieszkal z nia pan...
          Jaką masz pewność w kwestii maltretowania?
          • 38takatam Re: Poświęcenie... 03.03.10, 18:17
            Pewnosc? Za kazdym niemal razem kiedy mialam kontakt z corka partnera mowila o tym. Miala siniaki,raz wyrwana kepkę wlosow,ostatno mocno poranione nadgarstki.Bez ogrodek powiedziala ze mama z panem zwiazali jej rece z tylu i zakleili buzie plastrem...Tlumaczyla pozniej partnerowi jego byla,ze to dlatego ze mala wpadla w szal...Szkoda,ze nie przyszlo im do glowy,ze mozna wezwac pogotoie.Dziecko dostaloby zastrzyk,a rano do lekarza...Nawet sobie nie potrafie wyobrazic jaki wywolali w niej lek traktujac w ten sposob...Ale oni takimi metodami ja wychowuja.Nakazy,zakazy,bicie,krzyk,karasad
            Do nas uwielbia przyjezdzac...Pomimo malenkiego mieszkanka 40m.
            Ja wszystko rozumiem.Emocje opadly.Rozumiem jego bol,lek,obawe.Ale nie rozumiem dlaczego kieruje nia we mnie? Dlaczego nie ma zalu do matki dziecka,ktorej to decyzja bylo,zeby moj partner(chyba juz byly)sie wyprowadzil.Zrobil tak.Jej nowy facet sie nie sprawdzil.Nie pomoze jej w niczym.Znalazla sie w sytuacji,ktora ja przerosla.Zaczela coraz czesciej mowic o osrodku,ze trzeba mala zamknac,pewnie pod jego wplywem,choc sama do corki serca nie miala nigdy.Probuje ja zrozumiec.Sama z takim dzieckiem,facetem ktoremu ono przeszkadza...zapedzila sie w kozi rog.
            Ja to wszystko rozumiem.Tylko,ze ja jestem tak totalnie rozwalona,ze nie wiem jak mam przezyc dzisiejszy wieczor,noc...Kazdy wiekszy stres wyprowadza mnie z rownowagi.Nie chce sie tlumczyc,ale partner sam przywozac corke do nas na weeked jest nerwowy.Pamietam wiele takich ciezkich weekendow...Ale znosilam to dzielnie i coraz lepiej.Nauczylam sie jak postepowac z takim dzieckiem.Nauczylam sie ja kochac i przyjmowac jej milosc do mnie.Tulic i sto razy dziennie powtarzac,ze tez ja kocham.To dawalam rady...co drugi weekend...ale na cale zycie?
            Moje dzieci sie nie godza na taka sytuacje...wiec wychowalam egoistow?
            Terapeutka powiedziala mi,ze te dwie choroby-dziecka i moja-wykluczaja sie i nie ma opcji,zebysmy mogly razem funkcjonowac.Ale on stwierdzil,ze nasluchalam sie glupot.
            Nie wroci do domu juz dzis.Spi pewnie u mamy,nie wiem.Nawymyslalam mu w sms,ze czuje sie oszukana.Przeciez wiedzial jaka jestem.Dotknal mnie do zywego tym,ze ja nie chce mu pomoc...a on tak poswieca sie mnie i moim dzieciom...Tu nie ma madrych.To nie ma sensu!!!Chce tylko sie ze mna spotkac zeby porozmawiac o wspolnych dlugach...kurwa,a jak ja mam teraz zyc?Jakie dlugi???A my?Czy dla niego nic nie znaczylam?A moze mnie "wychowywal"na nianke do swojej chorej corki?Gdzie milosc? Czy byla?Czy on przez chwile pomyslal co ja czuje???
            Nie stac nas na wieksze mieszkanie.Mieszkam w miescince w ktorej nic nie ma,nic sie nie dzieje.Nie ma tu nawet warsztatow dziennych dla osob niepenosprawnych.
            On mowi,ze sam sobie nie poradzi z corka...nie wiem jak mogl pomyslec,ze ja dam rady.Wiedzac czym jest moja choroba,rozmawiajac z lekarzami,czy czytajac to forum.
            Moze i to przeczyta...ale nawet jak zmieknie,ja nie chce zeby zyl z ta,przez ktora nie moze zyc z corka...
            Nie wiem czy logicznie w miare pisze...mam mega dola.Dzieciaki mnie pilnuja.Pytaja co chwile-mama jak?damy sobie rade,nie przejmuj sie...pazurami trzymam sie,zeby nie isc po piwo...a paznokcie mam krotkie.
            Przepraszam.Jestem bardzo absorbujaca.Nie mam komu powiedziec o swoim bolu...a dzieciakow straszyc nie chce.
            Dzieki,ze JESTESCIE.
            • dr.zabba Re: Poświęcenie... 03.03.10, 18:32
              Chciałabym napisać coś mądrego, krzepiącego... ..ale ja to żółtodziób
              jestem. Jedyne co mi przychodzi do głowy, to że coś musiało dawno
              miedzy Wami szwankować, skoro sytuacja rozwija się teraz tak, nie
              inaczej.

              Trzymaj się! Przytulam mocno.
            • skwr2 Re: Poświęcenie... 03.03.10, 19:01
              Bez wątpienia wobec chorej dziewczyny stosowano przemoc, a to jest
              przestępstwem. Oczywistą jest rzeczą, że nie może być tak nadal,
              ale - to w całości sprawa ojca dziecka.
              W żadnym razie nie możesz podjąć się opieki nad chorą, bo skutki
              byłyby opłakane dla Ciebie i Twoich dzieci. Nikt nie ma prawa
              oczekiwać ani domagać się, żebyś podjęła nieprzewidywalne ryzyko
              lądowania w szpitalu na nie wiadomo jak długo, już o powrocie do
              alko nie wspominając. Masz prawo, jak wszyscy, do ochrony zdrowia i
              dobra swoich dzieci. Jeśli Ty nie zapewnisz im stabilnego domu, kto
              niby to zrobi?
              Facet znalazł się w niewątpliwie trudnej sytuacji, ale nie wynika z
              tego, że ma prawo spychać Cię i Twoje dzieci na skraj przepaści.
              • majagor Re: Poświęcenie... 03.03.10, 19:35
                Doradzić nic mądrego nie umiem...
                Tylko chciałam Tobie napisać, że myślę o Tobie ciepło i bardzo chciałabym aby "jakoś" ta sytuacja się rozwiązała, w sposób dobry dla Ciebie, Twoich dzieci, a także dla tej dziewczyny, dla Was wszystkich..

                Przeraziło mnie, iż masz ochotę na alkohol... Wytrwałaś już tak długo. Niedawno świętowałaś swą rocznicę.. Nie warto tego zaprzepaścić. Tyle sił, energii w to już włożyłaś.. więc nie warto tego popsuć..
                Chętnie oddałabym Tobie moje paznokcie, abyś mocniej, silniej mogła się przytrzymać..

                Pisz tu, pisz śmiało. Ktoś na pewno zawsze Ci pomoże, doradzi, wesprze!
                • 38takatam Re: Poświęcenie... 03.03.10, 19:47
                  Dziekuje.Maju...Ty wiesz jak ciezko jest...kobiecie,ktora kocha za
                  bardzo...zajebiscie ciezko.
                  • xsenia Re: Poświęcenie... 03.03.10, 20:19
                    od 3 lat istnieje podejrzenie maltretowania i on jeszcze nie zgłosił
                    tego na policji? może by wreszcie to zrobił.

                    jak to wyprowadził się z domu? exsia powinna go spłacić. jeśli
                    przejmie opiekę nad córką powinna też płacić alimenty.
                    facet powinien uregulować swoje sprawy z ex, a potem próbować
                    dogadać się z tobą a nie na odwrót.

                    z drugiej strony ponoć ci pomagał - jeśli to prawda - to wg niego
                    przyszedł czas zapłaty. takie jest życie. nic za darmo.
                    z jednej strony ty nic nie musisz, z drugiej jego roszczenia być może
                    nie są bezpodstawne. trudna sytuacja.

                    faceci przychodzą, odchodzą. jak zmienne nastroje. taka jest kolej
                    rzeczy. zdrowie masz tylko jedno.
                    • 38takatam Re: Poświęcenie... 03.03.10, 21:32
                      Wlasnie...nie zglosil.Wiele razy go namawialam,zeby to wreszcie
                      zrobil!Teraz wiem dlaczego,co go powstrzymywalo.Bal sie uslyszec,ze
                      zona sie nie nadaje do opieki nad chorym dzieckiem,wobec tego on teraz
                      musi.Od tego uciekal...
                      Na bierzaco:twierdzi,ze nasz zwiazek byl pomylka,a ta sytuacja to
                      pretekst.I wiecie co? Chyba ma racje.
                      Pozdrawiam.
    • qbel2 Re: Poświęcenie... 04.03.10, 12:55
      Egoizm i brak uczuć, jak on pomaga to OK, jak jemu trzeba pomóc to niech
      spada (jak u Kalego). Cóż zyłem kilkanaście lat w związku z ChAd-erką,
      więc widziałem sporo takich zachowań
      • chin_chilla Re: Poświęcenie... 04.03.10, 13:21
        Twoje słowa są bardzo krzywdzące.
        Po pierwsze kto wchodzi w związek z ChAD-owcem ten wie, na co może, a na co nie może liczyć.
        Po drugie skoro byłeś w takim związku powinieneś wiedzieć, ze my ChAD-owcy jesteśmy chorzy często nie jesteśmy w stanie zadbać o samych siebie, często to inni się muszą nami opiekować.
        Kolejne - wielką nieodpowiedzialnością byłoby przyjęcie tej dziewczyny do własnego domu. 40 m kw to mało, 3 własnych dzieci to dużo, a do tego osoba, która w każdej chwili może trafić do szpitala. I co wtedy? Kto się zaopiekuje 4 dzieci w tym jednym niepełnosprawnym? Aż w pewnym momencie to ChAD-erka nie zobaczy wyjścia z sytuacji obarczona zbyt wielką odpowiedzialnością, albo zapije albo się zabije. Czy do tego ma doprowadzić ta sytuacja? Chyba nie. Sądzę, ze każdy powinien działać w oparciu o poczucie ile może wytrzymać. Inaczej zbyt wiele się obiecuje, a sytuacja zbyt łatwo może stać się beznadziejna.
        A po ostatnie - czemu ona ma się do końca życia, szarpiąc z własną chorobą opiekować skądinąd dorosłym upośledzonym obcym dzieckiem skoro ojciec tego dziecka sam się tego boi i nie chce?
        Sadzę, że przyjęcie dorosłej dziewczyny o umyśle 4 latka do ChAD-erskiego domu trzeźwej alkoholiczki (brawo!) posiadającej 3 własnych dzieci byłoby najgorszym możliwym rozwiązaniem, zwłaszcza w momencie kiedy prawni opiekunowie tej dziewczyny sobie z nią nie radzą.
        • qbel2 Re: Poświęcenie... 04.03.10, 13:30
          > Po drugie skoro byłeś w takim związku powinieneś wiedzieć, ze my ChAD-
          owcy jest
          > eśmy chorzy często nie jesteśmy w stanie zadbać o samych siebie,
          często to inni
          > się muszą nami opiekować.

          To typowe zachowanie ChAD-owców (jak juz przyjmą do wiadomości, że sa
          chorzy): mogę być świniowaty, bo jestem chory! Nie, nie prawda - ChAD
          zazwyczaj nie znosi poczytalności, więc rób wszystko żeby zachowywać sie
          normalnie, a nie jak udzielna księżna, której wszystko się należy, bo
          jest chora. Związek polega na tym, że się bierze i DAJE. Jeśli nie
          jesteś gotów dawać, to daj se luz ze związkami i nie krzywdź innych

          A jeśli chodzi o mnie, to wdepnąłem w tę kupę nie wiedząc w co wdeptuję
          • chin_chilla Re: Poświęcenie... 04.03.10, 13:54
            Odnoszę wrażenie, że jesteś odrobinę rozgoryczony (nie traktuj tego jako zarzut, czy napaść, zwyczajnie to moje wrażenie).
            Cóż, większość z nas stara się funkcjonowac i zachowywać normalnie. Nasze podstawowa walka, to właśnie o to żeby jak najlepiej funkcjonować. Ale czasami sie nie da.
            Byłam kiedyś w takiej fazie depresyjnej, że nie byłam w stanie nawet wstać z łóżka, żeby coś zjeść. Nie wspominam tu o np. korzystaniu z prysznica, a co najbardziej upokarzające... domyśl się, bo mnie to do tej pory nie przechodzi przez gardło. Gdyby nie moi bliscy i lekarka dzisiaj by mnie nie było. Mam koleżankę, którą w podobnym stanie trzeba było dosłownie karmić. Uważasz, że któraś z nas w takim stanie mogłaby się opiekować dzieckiem? Zresztą mniejsza o dziecko ale choćby rośliną? (Mnie wszystkie uschły poza jedną sad) Na szczęście większość osób takich faz zbyt często nie ma. Jednak nawet lżejsza depresja zaburza w znacznym stopniu funkcjonowanie. Wystarczająco trudno jest sprostać wymaganiom zdrowych dzieci a co dopiero upośledzonych.
            Co do mnie - nie wchodzę już w związki - zawsze jest więcej szkody niż pożytku.
            Co do dzieci - ja nie chce ich mieć w ogóle. Jeśli jednak w wyniku jakiegoś nieprawdopodobnego zbiegu okoliczności urodzi mi się jakieś i będzie upośledzone - oddam bez wahania. Możesz powiedzieć, ze jestem egoistką. Ale to dziecko będzie bezpieczniejsze z kimś obcym niż ze mną.
            Ale to tylko moje fatalistyczne podejście, więc się nie sugeruj.
            • qbel2 Re: Poświęcenie... 04.03.10, 14:21
              to bardzom ciekawe, że chrooba nie przeszkadza zajmować się trójka
              własnych dzieci, a dzieckiem partnera przeszkadza tak dalece, że gotowa
              jest zerwać związek...
              • xsenia Re: Poświęcenie... 04.03.10, 18:16
                qbel2 napisał:

                > to bardzom ciekawe, że chrooba nie przeszkadza zajmować się
                t
                rójka
                > własnych dzieci, a dzieckiem partnera przeszkadza tak
                dalece, że gotowa
                > jest zerwać związek...

                że co?
                że niby ona ma podjąć się opieki dzieckiem nad dzieckiem partnera???
                dodajmy, nie dzieckiem tylko dorosłą, niepełnosprawną osobą,
                wymagającą obsługi?????

                chyba cie pojebało

                jesteś bezczelny jak pożalsięboże większosc weekendowych tatusiów

                nawet gdyby była zdrowa jak koń nie ma obowiązku się tego podejmować.
                żadne jego wcześniejsze przysługi nie mają na to wpływu.
                żadne
                .


                • qbel2 Re: Poświęcenie... 08.03.10, 20:55
                  xsenia
                  zazwyczaj nie odpowiadam takim prostym kołkom jak ty ("chyba cie pojebało"), ale
                  zrobię wyjątek (bardziej dla innych niż ciebie).

                  > jesteś bezczelny jak pożalsięboże większosc weekendowych tatusiów
                  >
                  > nawet gdyby była zdrowa jak koń nie ma obowiązku się tego podejmować.
                  > żadne jego wcześniejsze przysługi nie mają na to wpływu.
                  > żadne.

                  Oczywiście, że nie ma obowiązku, nie ma nawet obowiązku zajmowania się swoimi
                  dziećmi - można je oddać do odpowiedniej placówki. Ale takie stanowisko: jak
                  jest OK, to jestem z tobą, a jak problem to spadaj
                  mam prawo ocenić jako
                  egoizm, niedojrzałość i brak uczuć oraz odpowiedzialności. Brak uczuć, bo skoro
                  chce nawet związek zerwać, to znaczy, że go nie kocha, a siedzi z nim, bo jej
                  wygodnie
      • gantra Re: Poświęcenie... 04.03.10, 14:21
        qbel2 napisał:
        >Cóż zyłem kilkanaście lat w związku z ChAd-erką,
        > więc widziałem sporo takich zachowań

        Nie generalizuj. Każdy człowiek ma inny charakter, chaderki również.
        • qbel2 Re: Poświęcenie... 04.03.10, 14:30
          > Nie generalizuj. Każdy człowiek ma inny charakter, chaderki również.

          I tak, i nie. Pisuję też na forum rodzin i wyobraź sobie, że wiele
          zachowań (zwłaszcza skrajny egoizm) obserwuje większość partnerów ChAD-
          erów/ChAD-erek
          • czubata Re: Poświęcenie... 04.03.10, 14:41
            tyle tylko ci powiem że cie rozumiem.Niemam siły do własnych dzieci a
            co by było gdybym miała sie zmierzyć z takim zadaniem.Kiedy ludzie
            mają kłopoty różne rzeczy wygadują,czasami w bezradnosci zwala sie
            wine na drugiego.Wychodze z założenia że jest sie z kimś na dobre i
            na złe,ale nie ukrywam,czasem chciałabym odejść od męża bo czuje się
            przez niego gorzej przybita.On niby rozumie,a jednak nie rozumie,i
            potrafi mn ie dobić właśnie wtedy kiedy mam najgorszą depresje.
          • chin_chilla Re: Poświęcenie... 04.03.10, 14:46
            pl.wikipedia.org/wiki/Triada_depresyjna - to tak odnośnie tego egoizmu.
            Jednym z OBJAWÓW choroby jest owszem, koncentracja na sobie - ale w negatywnym
            sensie czyli nie że ja jestem najważniejszy, najlepszy i mnie się wszystko
            należy, ale w sensie, że ja jestem najgorszy, najgłupszy, do niczego się nie
            nadaję, nic nie jestem w stanie zrobić.
            Poza tym, nie generalizuj - wielu ChAD-owców pomimo zmian faz, od euforii po
            depresję robi wszystko aby zapewnić normalność domownikom, w tym nie stanowić
            ciężaru. Nie wiem z czym ty się spotkałeś, każdy ma prawo do innej oceny, bo ma
            różne doświadczenia.
            Widziałam wiele osób z ChAD, które kosztem własnej ciężkiej pracy i cierpienia
            robiły wszystko dla dobra innych.

            Jeśli chodzi o dziecko - jest duża różnica w opiece nad dzieckiem upośledzonym a
            normalnym. Zwłaszcza takim upośledzonym 20-letnim. Normalne dziecko zrobi sobie
            samo kanapkę, tudzież zamówi pizzę czy weźmie kawał kiełbasy z lodówki. Jest w
            stanie zrobić pranie, ubrać się i umyć. Z odrabianiem lekcji już gorzej ale i to
            można przeskoczyć. Upośledzona 20-letnia kobieta tego nie zrobi. Miejmy tylko
            nadzieję, ze jej nie trzeba przewijać. Ale może bez powodu wpadać w szła,
            niszczyć, ma problemy z wyrażaniem własnych potrzeb, nie ubierze się sama, nie
            zje, nie napije, nie wykąpie. Miałeś kiedyś do czynienia z taką osobą? Spróbuj -
            gorąco (nie)polecam. Nawet dla zdrowego jest to koszmar.
            • 38takatam Re: Poświęcenie... 04.03.10, 14:55
              Dziekuje.
              On wraca.Nie wiem,czy to dobrze.Nie chce zeby wybieral...

              Bede przy nim.Bede go wspierac.Bede przyjmowala jego corke z
              otwartymi ramionami co drugi weekend,swieta,wakacje.Moge ja
              odwiedzac...to wszystko co moge.

              ps.nie zawsze jestem w stanie zajac sie swoimi dziecmi.Nie jestem
              dobra matka-dzieci sa zaburzone pod opieka PZP.
              Oatatnio bylam w szpitalu 23 tygodni.
              Mysle,ze zdrowy chorego nigdy nie zrozumie.

              Egoizm...wlasnie mnie tego ucza na terapii-zdrowego egoizmu.
            • qbel2 Re: Poświęcenie... 04.03.10, 15:12
              > Nie wiem z czym ty się spotkałeś, każdy ma prawo do innej oceny, bo ma
              > różne doświadczenia.

              Z czym sie spotkałem? Chyba standart - ciągłe awantury, idiotycznew
              wydatki, kradzieże, wyłudzenia, kłamstwa, a przede wszystkim: >>Ja
              jestem normalna, ty jestes nienormalny i musisz iść do psychiatry<<

              > Widziałam wiele osób z ChAD, które kosztem własnej ciężkiej pracy i
              cierpienia
              > robiły wszystko dla dobra innych.

              O tak, otoczkę tej/tego dobrego to potrafią zrobić mistrzowsko, tylko
              jak sie uwazniej przyjrzysz to się okazuje, że to o kant d... rozbić
              • qbel2 Re: Poświęcenie... 04.03.10, 15:14
                ps.
                >pl.wikipedia.org/wiki/Triada_depresyjna - to tak odnośnie tego egoizmu.

                Taa, jak depresja to egoizm "depresyjny", a jak mania to "maniakalny",
                czyli non stop
                • stardusts kilka słów o niepełnosprawności i opiece-empiria 04.03.10, 16:13
                  Do qbel2:

                  Jest różnica między opieką nad dzieckiem zdrowym, a dzieckiem niepełnosprawnym-
                  sama byłam dzieckiem niepełnosprawnym ruchowo, a teraz jestem dorosłą kobietą
                  niepełnosprawną i ruchowo i z zaburzeniami afektywnymi. I wierz mi, ani moim
                  rodzicom nie było łatwo, ani mojemu narzeczonemu nie jest teraz łatwo.

                  Jest różnica między Chaderką leczącą się, a Chaderką bez leków.

                  Jest różnica między egoizmem, a dbaniem o stabilność i poczucie bezpieczeństwa-
                  swoje zdrowie psychiczne(też życie tak, żeby do szpitala nie trafić).

                  Stawiajmy sobie cele, obowiązki, z których jesteśmy w stanie sprostać, się
                  wywiązać. Moim zdaniem gorzej zobowiązać się do czegoś, czemu wiemy,że nie
                  sprostamy. Czy to egoizm powiedzieć "Nie dam rady tego zrobić, jestem za
                  słaby/słaba?"

                  I w końcu jest różnica pomiędzy opieką nad swoim dzieckiem, które jest
                  upośledzone, a dzieckiem partnera. Ciekawi mnie, czy Ty zdobyłbyś się na heroizm
                  opieki 24h nad mężczyzną 20 letnim upośledzonym umysłowo z napadami agresji?.
                  Nie sądzisz, że mogłoby to być dla kogoś ponad jego siły?

                  Do autorki wątku: Podziwiam Cię!!!!!!! Gdy patrzę na swoje ograniczenia,
                  podziwiam swojego partnera za opiekę i pomoc mi. I nie wiem, czy gdybym była na
                  jego miejscu miałabym tyle siły, żeby zdecydować się na związek ze mną chociażby
                  z powodu fizycznych ograniczeń. I nie, nie nazwałabym jego egoistą gdyby
                  zrezygnował ze związku ze mną. Egoizmem byłoby wymaganie od niego rzeczy ponad
                  jego siły, ponad to czego on pragnie. Paradoksalnie póki co, to ja jestem mniej
                  egoistyczna w naszym związku. Trochę poza tematem, ale chciałam to napisać.

                  Pozdrawiam Stardusts
                • 38takatam Re: Poświęcenie... 04.03.10, 16:15
                  Nikt Ci nie karze,byc z chaderka.I nie oceniaj,bo brak wiedzy zdradzasz
                  ogromny.
                  Tak nas nienawidzisz,to po co tu przyszedles? Wyzyc sie???
                  Mam w nosie glupie uwagi,komentarze.I dobrze mowi chaderka-idz do
                  lekarza,bo cos nie tak z toba skoro sie tak burzysz.Hmm...uderz w
                  stol,a nozyce same sie odezwa.
                  • chin_chilla Re: Poświęcenie... 04.03.10, 16:45
                    Spokojnie! Po pierwsze to faktycznie nie przejmuj się - nie ma sensu zważać na cudze opinie, trzeba żyć po swojemu.
                    Nie ma sensu sie kłócić. Chłopak najwyraźniej nie rozróżnia ChAD-owców leczących się i takich, którzy swojej choroby nie akceptują, nie leczą, nie uznają i nie rozumieją.
                    Widać, ze ma wiele żalu i złości w sobie - być może naprawdę zakochał się w tej dziewczynie a ona go skrzywdziła i zraniła.
                    Smutne jest tylko to, że bez żadnej refleksji przypina tę samą łatkę każdemu.
                    Mogłabym sie poczuć tą łatką urażona, w końcu atakuje także i mnie. Ale nie czuje się, wiesz czemu? Bo wiem, ze nikogo nie zarzucam swoją chorobą, o mojej depresji czy górkach wiecie tylko wy. Przyjaciele wiedzą, ze choruję ale nie ma to wpływu na ich życie żadnego - bo i czemu? Rodzice? Cóż, żyjemy pod jednym dachem ale obok siebie - nie wtajemniczam ich dopóki depresja naprawdę nie osiągnie stanu krytycznego. Własne długi narobione w górce spłacam sama - nikt o nic nie wie. Nigdy nie zdradzałam swojego chłopaka, kiedy jakiegoś miałam. Nawet żyję po to żeby ich nie skrzywdzić - nie zostawić z piętnem samobójstwa.
                    Biorę leki regularnie, nigdy nie odstwiłam samowolnie. Chodze na terapię. Winy zawsze prędzej doszukuję się w sobie.
                    Jestem czysta. Qubel może mnie nienawidzić. I mi naskoczyć.
                    Ty też się nie przejmuj. Przytulam mocno!
                    • czubata Re: Poświęcenie... 04.03.10, 16:57
                      niech ten osobnik wynosi się z tego forum.Nie życzę sobie aby ktoś taki
                      miał wgląd w moje,nasze intymne sprawy.
                      • chin_chilla Re: Poświęcenie... 04.03.10, 19:13
                        czubata napisała:

                        > niech ten osobnik wynosi się z tego forum.Nie życzę sobie aby ktoś taki
                        > miał wgląd w moje,nasze intymne sprawy.

                        Obawiam cię, ze nie masz wyboru, ani żadnego wpływu na to kto czyta twoje teksty. Jest to forum wolne (otwarte) i każdy tu może wejść. Są fora na które trzeba się wcześniej zapisać i gdzie w ten sposób da się dokonać pewnej selekcji. Tutaj jest to niemożliwe i nic na to nie poradzimy. W związku z tym każdy może napisać co chce i czytać co chce.
                    • kamyczek_0 Re: Poświęcenie... 04.03.10, 18:57
                      >Widać, ze ma wiele żalu i złości w sobie - być może naprawdę >zakochał się w
                      tej dziewczynie a ona go skrzywdziła i zraniła.
                      >Smutne jest tylko to, że bez żadnej refleksji przypina tę samą >łatkę każdemu.

                      Dużo żółci. Nie oceniam, bo wierzę że ktoś dał mu popalić i to ostro. Fakt,
                      wsadza nas chadowców do wspólnego worka. Każdy z nas jest inny.
                      Też mogę powiedzieć, że wszyscy faceci to chamy śliniące się na widok kusych
                      kiecek. Byłoby to jednak krzywdzące w stosunku do większej cz. mężczyzn.
                      Dobija mnie świadomość tej choroby sad Modlę się, żeby nigdy tak mocno nie
                      skrzywdzić moich bliskich.
                • gantra Re: Poświęcenie... 04.03.10, 19:50
                  qbel2 napisał:
                  > Taa, jak depresja to egoizm "depresyjny", a jak mania to "maniakalny",
                  > czyli non stop

                  Wieje od Ciebie ogromną goryczą - nie umniejszam jej. Widocznie mocno dostałeś i
                  musi minąć pewien czas... Ale naprawdę nie można tak szufladkować ludzi.
                  Przecież nie wszyscy egoiści i egocentrycy cierpią na chad...
              • kamyczek_0 Re: qbel2 04.03.10, 18:50
                Współczuję Tobie takich doświadczeń. U mnie chad przebiega spokojniej. Kasy nie
                wydawałam, długów nie narobiłam, itp, itd.
                Wierzę, że to może człowieka stojącego z boku dobić.
                Nie każdy chadowiec w tak ciężki sposób daje popalić swoim bliskim.
                • czubata Re: qbel2 04.03.10, 20:03
                  uwaga szczury grasują po forum.Nie jestem dziś wyrozumiała.
                  • chin_chilla Re: qbel2 04.03.10, 20:33
                    Nie bronię konkretnie kolegi, ale proszę cię, nie przeginaj. Rozumiem, że miałaś
                    bardzo, bardzo ciężki dzień i musisz się jakoś wyżyć, ale naprawdę nie obniżajmy
                    w nieskończoność poziomu dyskusji. Potem znowu padną oskarżenia o nietolerancję,
                    pójdzie w obie strony i bedzie awantura. Po co?
                    Trzymaj się kochany czubatku ciepło i spróbuj się trochę zrelaksować. Kąpiel,
                    kakao, mordowanie niewinnych puszystych stworzonek w grze, cokolwiek smile Pozdrawiam.
                    • 38takatam Re: wyrzuty sumienia... 05.03.10, 14:00
                      Emocje opadly.Zrozumial.Tak mowi.Boje sie,ze nie mial innego wyjscia-uzaleniony mieszkaniowo i finansowo ode mnie(splacamy kredyt).
                      Myls,czy zostalby gdyby byl niezalezny?
                      Wyrzuty sumienia:znowu nawalilam,znowu nie dalam z siebie tego co powinnam...jestem do dupy partnerka,umiem tylko brac!brac!brac!
                      Husta mnie dzisiaj niesamowicie.Od eufori(bedzie dobrze)do depresji(jestem niewdziecznica,on i tak odejdzie jak tylko bedzie mogl,nie daje mu szczescia)...
                      Znowu sie poranilismy...czy my juz zawsze tacy bedziemy?Mam coraz mniej sily walczyc o nas...coraz bardziej czuje sie pokonana.Powinnam zyc bez zwiazku.Nie komplikowac komus zycia...
                      On mowi,ze bedzie dobrze,ze kocha,ze bedzie sie mna opiekowal do konca zycia.A co do corki,chce ode mnie tylko to, co dawalam do tej pory...
                      Moze tak...a moze nie...

                      Ps:dziekuje Wam za reanimacjekiss
                      • ergo_pl Re: wyrzuty sumienia... 05.03.10, 20:44
                        Dopiero teraz miałam czas przeczytać cały wątek. Matko, jakim Ty jesteś dzielnym człowiekiem!!!
                        PS A zdrowy egoizm to podstawa - inaczej nas "zajedzą".
    • drugikoniecswiata Re: Poświęcenie... 06.03.10, 20:56
      A mi po lekturze tego wątku jest smutno. Sytuacja jest straszna, wybór
      tragiczny, a wszyscy widzą tylko jedną stronę medalu. Tak, to prawda, partner
      wiążąc się wiedział o chad. Podobnie jak partnerka wiedziała o tym, że ma on
      niepełnosprawną córkę.

      Nie wiem, jakie jest rozwiązanie, wiem, że żądanie, by w imię lojalności i
      miłości do partnerki ojciec patrzył i nie reagował na cierpienie własnego
      dziecka - takie żądanie mnie przeraża. Jest bezwzględne i nieliczące się z
      najbardziej podstawowymi uczuciami.

      Nie chodzi mi o decyzję i ostateczne rozwiązanie tej sytuacji. Chodzi mi o
      emocje i wynikającą z nich postawę. Cholernie jednostronne. Może gdyby najpierw
      razem, solidarnie przeżyć
      bezradność, złość i przerażenie tą sytuacją, a potem razem szukać jej
      rozwiązania, to łatwiej byłoby je znaleźć.

      Osobę niepełnosprawną łatwo jest krzywdzić. Jest całkowicie zdana na łaskę i
      niełaskę opiekunów i nie ma się jak obronić. Łatwo też jej krzywdę zepchnąć na
      margines. Nie zaprotestuje. Nie wiem skąd dziewczyna miałaby wymyślać historie o
      molestowaniu. Naprawdę
      nie wiem.
      • corka_1 Re: Poświęcenie... 06.03.10, 22:42
        drugikoniecswiata napisała:
        > Nie wiem, jakie jest rozwiązanie, wiem, że żądanie, by w imię lojalności i
        > miłości do partnerki ojciec patrzył i nie reagował na cierpienie własnego
        > dziecka - takie żądanie mnie przeraża. Jest bezwzględne i nieliczące się z
        > najbardziej podstawowymi uczuciami.

        Ale przecież 38takatam nie żąda, by on zrezygnował z opieki nad własnym dzieckiem. Ona po prostu nie chce, aby tą opieką obarczał ją. Przecież obowiązek opieki nad dzieckiem ciąży jedynie na rodzicach. Na pewno nie na kobietach niespokrewnionych z tym dzieckiem, które w dodatku same są chore.

        Niestety potoczna obserwacja rzeczywistości pokazuje, że mężczyźni zwykle dążą do przerzucania swoich obowiązków rodzicielskich na kobiety (jak matka dziecka nie daje rady lub nie chce, to szukają zastępczej macochy). Tak się postępuje nawet ze zdrowymi dziećmi, a co dopiero z chorymi - są przerzucane jak worek kartofli, którego nikt nie chce u siebie trzymać.
        • drugikoniecswiata Re: Poświęcenie... 08.03.10, 22:13
          > Ale przecież 38takatam nie żąda, by on zrezygnował
          > z opieki nad własnym dzieckiem. Ona po prostu nie chce,
          > aby tą opieką obarczał ją.

          Teoretycznie nie żąda, praktycznie stawia ultimatum - jeśli się chce zająć,
          niech odejdzie. Nie ma tu żadnej wspólnoty interesów, żadnego wspólnego szukania
          wyjścia z sytuacji. Jest związek z ograniczoną odpowiedzialnością.

          > Przecież obowiązek opieki nad dzieckiem ciąży jedynie
          > na rodzicach. Na pewno nie na kobietach niespokre
          > wnionych z tym dzieckiem, które w dodatku same są chore.

          Teoretycznie tak, a w praktyce... w praktyce to ja nie rozumiem rozpatrywania
          tak kluczowych dla człowieka spraw w ramach obowiązku lub jego braku. Obowiązku
          prawnego oczywiście nie ma, ale związek partnerski to chyba nie tylko układ
          prawno-organizacyjny? Nie za bardzo widzę partnerstwo w związku, w którym w tak
          dramatycznej sytuacji używa się argumentów z kategorii obowiązku.

          Może jestem naiwna, ale o ile jestem w stanie zrozumieć brak gotowości do
          zajęcia się dzieckiem, o tyle zrzucanie ciężaru tej decyzji na partnera i
          zdystansowanie się od całej sprawy (bo to jego dziecko) sprawia, że dreszcz
          przechodzi mnie po plecach. Wychodzi na to, że dramat dotyczy tylko jednej
          strony. A wydawało mi się, że jak ludzie się kochają, to jest inaczej.

          > Niestety potoczna obserwacja rzeczywistości pokazuje,
          > że mężczyźni zwykle dążą do przerzucania swoich obowiązków
          > rodzicielskich na kobiety (jak matka dziecka
          > nie daje rady lub nie chce, to szukają zastępczej macochy).

          Raczej obserwuję odwrotną tendencję. Równie często kobieta zostająca z dziećmi
          szuka im szybko zastępczego tatusia, czyt. kogoś, kto na te dzieci zarobi. I nie
          wydaje mi się, by dzieci zostawały przy matce dlatego, że ojcowie się migają.
          Pokażcie mi kobietę, która zgodzi się na odwrotną opcję.
          • ergo_pl Re: Poświęcenie... 09.03.10, 07:28
            drugikoniecswiata napisała:
            > Teoretycznie nie żąda, praktycznie stawia ultimatum - jeśli się chce zająć,
            > niech odejdzie.

            Nie - "jeśli on się chce zająć" (bo oni razem wciąż uczestniczą w jej życiu), ale jeśli on żąda - nie bacząc na jej zdrowie - by ona, sama obecnie w bardzo ciężkiej sytuacji psychicznej, podjęła się opieki nad następną osobą - również ciężko chorą. (O czym zresztą pisały oprócz mnie inne osoby). A to zasadnicza różnica! Może nie wieszaj tak dużo na 38, tylko wyobraź sobie, że jesteś w takim stanie jak ona, masz trójkę dzieciaków, które ostatkami sił wychowujesz, a inny człowiek chce, byś jeszcze opiekowała się czwartym - chorym. Czy byś podołała? Wątpię. Może przez kilka dni - a potem oddział i brak opieki matczynej nad wszystkimi. To jest dobre wyjście?? Rodzoną zdrową matkę przerosła sytuacja, a chorej obcej kobiety nie ma prawa???

            • drugikoniecswiata Re: Poświęcenie... 09.03.10, 16:21
              Nie rozumiemy się. Nigdzie nie napisałam, że dziewczyna ma się zająć córką
              partnera. Napisałam, że przeraża mnie perspektywa, w której stawia problem. Nie
              będę sobie wyobrażać, że jestem w takiej sytuacji, bo myślę, że tego nikt sobie
              wyobrazić nie może, tak jak nie da się sobie wyobrazić np. śmierci rodziców.
              Dyskusja jest jałowa, jak widać nie potrafię _skutecznie_ przekazać CO mnie
              zniesmacza. Ale to mnie, to nie mój związek przecież.
          • corka_1 Re: Poświęcenie... 09.03.10, 21:33
            drugikoniecswiata napisała:
            > Raczej obserwuję odwrotną tendencję. Równie często kobieta zostająca z dziećmi
            > szuka im szybko zastępczego tatusia, czyt. kogoś, kto na te dzieci zarobi.

            Jak świat światem, kobiety preferują mężczyzn dobrze zarabiających. Nawet te bezdzietne. Więc dzieci tu niczego nie zmieniają w tej materii.

            Samo zarabianie nie jest więc równoznaczne z przejęciem opieki nad dziećmi. Naprawdę rzadko który mężczyzna będący z związku z kobietą z dzieckiem się nim opiekuje w pełnym wymiarze godzin. Zajmuje się nim głównie matka, on od czasu do czasu wyjdzie z nim do kina i tyle.

            > I ni
            > e
            > wydaje mi się, by dzieci zostawały przy matce dlatego, że ojcowie się migają.

            Skoro w badaniach psychologicznych przy rozwodzie wychodzi, że dziecko jest emocjonalnie bardziej związane z matką, to zostaje z matką. Proste. A związane z matką jest dlatego, że to zwykle ona poświęca mu więcej czasu. Cała tajemnica rzekomej dyskryminacji ojców w sądach.
      • czubata Re: Poświęcenie... 06.03.10, 22:54
        z kąt ja to znam?
      • ergo_pl Re: Poświęcenie... 06.03.10, 23:05
        Drugikońcu - przecież 38 wcale nie żąda niereagowania na cierpienie tej
        dziewczyny. Skąd taki wniosek? Albo ja już nic nie rozumiem.
    • qbel2 Re: Poświęcenie... 08.03.10, 21:00
      W Waszych wypowiedziach przewija się taki argument: Przecież wiedział, że wiąże
      się z ChAD-erką.

      Taa, a ona nie wiedziała, że wiąże się z ojcem chorego dziecka i może tak się
      stać, że on będzie musiał się dzieckiem zająć?
      • 38takatam Re: Poświęcenie... 09.03.10, 09:14
        Wiedziala,wiedzialasmile
        Ale bylismy pewni,ze dziecko zostanie z matka.
        Poza tym wiedzielismy,ze dzieciak bedzie musial trafic do osrodka,tylko
        nie wiedzielismy,ze to moze sie stac tak predko.
        Jej wlasna mama nie daje rady.Zdrowa,nie ma wiecej dzieci.Wiec skad ja?
        ??
        Zakaczmy ten temat,bo tu kazda decyzja jest zla.
        Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka