Trzeci dzień. Piję. H2O
To reaktywne. Apogeum stresów. Całożyciowego strachu i osamotnienia DDD.
Wczoraj wypisałam m. ze szpitala, załatwianie następnego przede mną. Nikt
oprócz mnie jej nie odwiedził. No cóż. Teraz jedynie ja...
Telefony. Różne. Liczyłam - 11 razy pod rząd dzwoniła (nie odbierałam, nie
dałam rady) córka brata. W końcu przyszedł sms - nic pilnego! Wyłączyłam
stacjonarny. Boję się dziwięków.
Kumulacja bólu. Najróżniejszych spraw. Codzienne karteczki ze spisem. Nawet
dupereli. Bo zapomnę.
Na sedamie, dużych dawkach, jade od kilku miesięcy. Ostatnio coraz częściej
myśl - jak by to było, gdybym odeszła. I głupia satysfakcja - musieliby se
radzić sami.
Wróciła reakcja z prehistorycznych czasów. Zatkało mnie.
Trwaj! (rakcjo, nie stresie