Wczoraj rozmawiałam z moją psychiatrą (pisałam o tym). To była dość długa rozmowa o tym jak się czuję, co u mnie. Długo się nie odzywałam do niej bo nie było takiej potrzeby. Ostatni raz jak przepisałam mi ten Propanolol czyli mniej więcej po mojej akcji z pracą (ten przydługawy wątek). Teraz biorę Lamitrin (300mg/dobę), Ketilept (200-250mg/ dobę) i Propanolol (20mg/ dobę). Idealny zestaw. Z dawki 500mg kwetiapiny zeszłam do tej aktualnej. Poza tym czuję się bardzo dobrze. Od tamtej pory było kilka stresowych sytuacji - poszukiwania nowej pracy, znalezienie jej, pierwsze dni pracy. Dałam sobie z tym radę, nie leciałam w dół, nie szybowałam do góry. Myślę, że terapia też odgrywa ważna rolę. Tak sobie rozmawiałyśmy i ona doszła do wniosku, że naprawdę jest ze mną lepiej. Kto jak kto, ale ona potrafi wyczuć mój stan przez telefon, oj potrafi. Nie da się nic ukryć.

Nawet mój mąż zauważył poprawę. Sądzę, że tak dobrze jeszcze nigdy nie było. Nigdy nie było tak...normalnie, tak jak powinno być. Jest we mnie więcej spokoju, wiele błahostek potrafię olać, nie analizować bezsensownie. Zdecydowanie częściej jestem asertywna. Strasznie mnie to wszystko cieszy, daje też szanse na to, że może uda się zmniejszyć dawki leków i żyć w remisji. Wśród was są przykłady tego, że można.
Owszem pisałam ostatnio o chorobie młodej i tego jak dostałam w kość, ale to było zdrowe podejście pt. zmęczenie. Nie piznęłam niczym i nie rozpłakałam się w kącie.