Witajcie. Mam 40 lat, choruję chyba od 20tu lat, ale do lekarza udałam się dwa miesiące temu. Całe życie walczyłam ze sobą wmawiając sobie-że nic mi nie jest.Moja matka miała schizofrenię paranoidalną i nie chciałam być taka jak ona......Do lekarza udałam się dlatego, że pierwszy raz ktoś mi bliski(mężczyzna)po kolejnym moim wybuchu agresji powiedział:chorujesz na chorobę afektywną dwubiegunową,no cóż muszę z tym żyć....i zwalił mnie tym stwierdzeniem z nóg.Gdyż powiedział głośno coś, co podejrzewałam u siebie od wielu lat(nota bene teraz mnie zostawił po kolejnym moim wybuchu...).Nie zastanawiając się specjalnie przyznałam się do choroby bliskiemu znajomemu-lekarzowi interniście.Po paru dniach napisał mi smsa-iż mam do niego nie pisać i nie dzwonić....no cóż jestem trędowata.....Staram się naprawić moje relacje z mężczyzną,którego naprawdę kocham.Z drugiej strony obawiam się, że mój wyrównany nastrój nie potrwa długo i tak z tego nic nie będzie. Zaglądałam na to forum od dnia diagnozy, ale nie miałam odwagi napisać.Trudno mi się pogodzić z faktem choroby i odrzucenia.Pozdrawiam Wszystkich serdecznie