zuzka.a1 03.06.08, 14:05 jak sobie radzicie w tych rolach? Ja beznadziejnie. Biedne dzieci, biedny mąż. Kiedy straci cierpliwość? Od 12 lat jesteśmy razem i jakoś to wytrzymuje, ale teraz są jeszcze dzieci ... Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
obecna_xyz Re: matki, żony i kochanki 03.06.08, 20:02 My choroby nie wybierałyśmy. Cierpienie choroby psychicznej (i każdej) dotyka całe rodziny. Moja córka była świadkiem mojego samobójstwa ( znalazła mnie pół żywą). Odpowiedz Link
bosa_mysz Re: matki, żony i kochanki 03.06.08, 20:20 Mnie trafiło jak miałam 19 lat. Zastanawiam się czy wogóle będę miała jakąś rodzinę Masz dla kogo żyć i dla kogo walczyć. Może to głupie, ale sądzę, że jak ma się rodzinę to jest to dodatkowy bodziec żeby się nie poddawać. Moja koleżanka wychowuje z powodzeniem dwójkę dzieci i wyszła drugi raz za mąż za faceta który doskonale wiedział o jej chorobie i kocha ją tak bardzo, że co by się nie działo jest przy niej. A działo się. Odpowiedz Link
xsenia Re: matki, żony i kochanki 03.06.08, 22:22 > Mnie trafiło jak miałam 19 lat. Zastanawiam się czy wogóle będę > miała jakąś rodzinę Masz dla kogo żyć i dla kogo walczyć. Może to > głupie, ale sądzę, że jak ma się rodzinę to jest to dodatkowy > bodziec żeby się nie poddawać. to nie jest głupie, tylko bardzo egosityczne Odpowiedz Link
poetkam Re: matki, żony i kochanki 03.06.08, 23:38 Może > to > > głupie, ale sądzę, że jak ma się rodzinę to jest to dodatkowy > > bodziec żeby się nie poddawać. > to nie jest głupie, tylko bardzo egosityczne Dlaczego egoistyczne? Kiedy jesteś matką, a aktualnie masz silnego doła, to poczucie obowiązku wobec dziecka wystarczy, aby się nie poddać. Jest dla kogo żyć, nie tylko dla siebie. Jest ktoś inny, komu na nas zależy. Gdyby nie moja córka, a teraz również inna osoba bardzo mi bliska, dawno już byłabym topielicą-życie p r a w i e straciło dla mnie sens. To p r a w i e to właśnie osoby, które kocham i dzięki którym żyję. Odpowiedz Link
xsenia Re: matki, żony i kochanki 04.06.08, 15:32 Jest dla kogo żyć, nie tylko dla siebie. Jest ktoś inny, > komu na nas zależy. Gdyby nie moja córka, a teraz również inna osoba > bardzo mi bliska, dawno już byłabym topielicą-życie p r a w i e > straciło dla mnie sens. To p r a w i e to właśnie osoby, które > kocham i dzięki którym żyję. to jest właśnie egoizm, z resztą identyczny jak u "normalnych" rodziców Odpowiedz Link
kotomysza --> xenia 04.06.08, 09:38 weź porównaj posty osób, które nie mają rodzin - chodzi o dzieci i osób, które są dzieciate. zauważysz jedną rzecz - chęć walki i próbę niepoddawania sie chorobie. nie wie, czy jest to egoistyczne. bardzo często obecność rodziny, dziecka szczególnie przesuwa środek ciężkości. choroba przstaje być centrum i odkrywa się inny świat. świat, który daje możliwość w miarę satysfakcjonujacej egzstencji. naprawdę. patrzę na siebie. i na moją córę. Zośka jest o wiele bardziej rozwinięta niż dzieci w jej wieku, ma niesamowitą fantaję, dziwne pomysły, zaczyna czytać (ma niespełna 3 lata). jest wychowywana na "lekko wariackich papierach" - ostatnio sypia w namiocie na środku salonu. wg pań w żłobku jest grzeczna, otwarta (ale bardzo nieśmiała). właśnie rodzina pozwala się pozbyc egoizmu. bo nie daje czasu na koncentrację na samym sobie i chorobie. Odpowiedz Link
kotomysza Re: --> xenia 04.06.08, 10:47 ze struktury drzewka wynikało, że pijesz do mnie. sorry Odpowiedz Link
matrioszka42 Re: --> xenia 04.06.08, 10:48 Nie wiem, czy lepiej być chorym samotnym, czy rodzinnym. Jeśli jesteś sam krzywdzisz tylko siebie. Z perspektywy czasu uważam, że moim facetom mogło być lepiej beze mnie. Mój syn też zaczął czytać w wieku 4 lat, przeskakiwał klasy, był wychowywany na wariackich papierach. Nie jest taki jak inni, czy to dobrze czy źle nie mnie o tym sądzić. Czy to przez geny czy przez wychowanie? To co przeszedł ze mną mój Mąż nie nadaje się do omawiania na otwartym forum. Gdybym była sama to cierpiałyby o dwie osoby mniej. Czy to że miałam rodzinę motywowało mnie do walki z chorobą? Nie. Jak miałam jazdę, to nie miało znaczenia jaką krzywdę im wyrządzę. Odpowiedz Link
maciusiko Re: --> xenia 04.06.08, 10:59 Matrioszko, równie dobrze, Twoim facetom mogło być jeszcze gorzej bez Ciebie niż z Tobą... Jak przypuszczam Ty ich kochasz, a oni Ciebie i to wyjaśnia wszystko... Czy osoba, która jest przewlekle chora fizycznie, i przez to może czuć się ciężarem dla swoich bliskich, ma również mieć poczucie winy??? Odpowiedz Link
matrioszka42 Re: --> xenia 04.06.08, 11:40 Mam przewlekle, fizycznie chorą Teściową. Jest ciężarem, przeorganizowała nam całe życie. Czy ona czuje się winna? Nie sądzę. A ja się czuję, że czasem mam jej po dziurki w nosie. Może moi panowie też się tak czują. Wolę nie wiedzieć, choć czasem odbieram takie emocje Odpowiedz Link
kotomysza Re: --> xenia 04.06.08, 11:02 mnie otrzeźwiło zachowanie córki. dlatego ponad rok temu wylądowałam u lekarza. Zośka jest najlepszym próbnikiem mojego nastroju. wie, ze biorę regularnie leki i czasami spędzam cały dzień w łóżku - bo się źle czuję. wtedy przychodzi i mówi "mama jus nie chola" i jakoś zaczynam działać. Odpowiedz Link
matrioszka42 Re: --> xenia 04.06.08, 11:34 Może gdybym miała częstsze i trudniejsze depresje to zyskiwałabym większą motywację. Ale ja bardziej maniakalna jestem i z urojeniami w silnej manii. I Rodzina niestety mnie nie motywowała. Odpowiedz Link
kotomysza --> matrioszka42 04.06.08, 11:39 ja jestem maniakalna tj. działam na granicy hipomanii. ale właśnie w depresji z jakąś chorą tendencją do rozrabiania wtedy jestem dosć nieszczególnie miła w użyciu. wiesz, że chyba się czymś podobnym zajmujemy zawodowo Odpowiedz Link
matrioszka42 Re: --> matrioszka42 04.06.08, 11:43 Reklama i poligrafia? Ty chyba bardziej artystycznie twórcza. Ja w depresji jestem niewidoczna, przezroczysta. Za to w manii... Odpowiedz Link
kotomysza Re: --> matrioszka42 04.06.08, 11:58 ano. w depresji po prostu pracuję.a w pozostałych stanach Odpowiedz Link
czareg Re: --> xenia 05.06.08, 06:41 Pozwól Matrioszko, że to twój mąż będzie decydował, czy jest z Tobą szczęśliwy. Jeżeli trwa, to chyba dla niego plusy dodatnie przeważają nad plusami ujemnymi (jak pewien noblista zwykł mawiać). Odpowiedz Link
drugikoniecswiata Re: --> xenia 05.06.08, 07:59 O, Czareg też dobrze gada, jak zwykle. Odpowiedz Link
matrioszka42 Re: --> xenia 05.06.08, 14:02 Pozwalam, nie wyganiam a wręcz przeciwnie. A może to przyzwyczajenie albo litość? Choć opcja, że to jednak miłość bardziej mi odpowiada. Tylko do którego momentu można trwać przy kimś takim jak ja, w którym momencie dochodzi się do granicy, że trzeba odejść by nie zniszczyć siebie? Odpowiedz Link
drugikoniecswiata Re: --> xenia 05.06.08, 07:57 A ja się podpisuję 4 łapami. Dobrze kotomysza gada. Co świetnym dowodem na to, że każdy czuje/myśli/odbiera świat inaczej. Odpowiedz Link
ka_an Re: matki, żony i kochanki 04.06.08, 13:15 Nie jestem ani matką, ani żoną i od niedawna kochanką również nie (ostatni facet uciekł prawie z krzykiem Co nie oznacza, że nie mam dla kogo walczyć z chorobą. Otóż ma robię to tylko dla siebie i jestem w tym względzie skończoną egoistką Odpowiedz Link
poetkam Re: matki, żony i kochanki 04.06.08, 13:56 Otóż ma robię to tylko dla siebie i jestem w tym względzie skończoną > egoistką B R A W O !!! Odpowiedz Link
35.a Re: matki, żony i kochanki 04.06.08, 15:18 Podpinam się, ka_an. Walczę dla Mamy. Jest dla mnie ogromnie ważną osobą. Pierwszą po Bogu. Mama mnie wspiera. Mama jest cool. Dzięki mamie wstaję z łóżka i lubię patrzeć w jej zielone, kocie oczy. (i to co wyżej mi się namachało jest takim samym lansem, jak pisanie o dziecku i wyższości matek nad niematkami. amen Odpowiedz Link
kotomysza Re: matki, żony i kochanki 04.06.08, 15:31 Aniu, dla Ciebie mam tradycyjnie jedną propozycję (jak zwykle niemiłą): stajesz 5 metrów od ściany. nachylasz się. rozpędzasz się i z całej siły walisz głową w ścianę. i tak parę razy. skoro nie wykorzystujesz głowy do myślenia, to może przynajmniej dziurę w ścianie zrobisz. ja tam się lubię lansować btw. mam lanserski podkoszulek - robiony specjalnie dla mnie przez znajomych plastyków, nowe trampki i włażę w spodnie o rozmiar mniejszy niż miesiąc temu (spodnie to dżinsy z dość niszowej kolekcji). Odpowiedz Link
czareg Re: matki, żony i kochanki 05.06.08, 07:51 Aleś przyżmijiłaś łojoj. Jesteś w dogryzaniu tak przeciętna Spodziewałem się po Tobie więcej, wiele więcej. Odpowiedz Link
kotomysza Re: matki, żony i kochanki 05.06.08, 08:30 Czarku drogi, lata pracy w branży reklamowej nauczyły mnie dostosowywać przekaz do możliwości percepcyjnych odbiorcy. , więc wiesz... Odpowiedz Link
matrioszka42 Re: matki, żony i kochanki 04.06.08, 15:54 Moje macierzyństwo było dość przypadkowe i nieplanowane. Generalnie nie lubię małych dzieci, swoje jakoś strawiłam, ale i tak byłam najszczęśliwsza jak skończył 15 lat. A najbardziej go lubię takiego jak teraz I dlatego jest jeden Odpowiedz Link
ka_an Re: matki, żony i kochanki 04.06.08, 20:18 Moim zdaniem najaważniejsze jest widzieć cel w walce z chorobą i nie ma znaczenia, czy ja robię to dla siebie, ktoś inny dla dzieci, rodziców i innych bliskich osób. Dopóki się nie poddajemy to wszyscy jesteśmy górą Odpowiedz Link
bosa_mysz Tylko matki, żony i kochanki? 04.06.08, 17:02 A co z siostrami, ciotkami, córkami, chrześnicami, kuzynkami i przyjaciółkami? Zawsze walczyłam z tą nieszczęsną chorobą a ona wiele razy zniszczyła mi życie. Ale gdy czułam się naprawdę potwornie źle, kiedy wiedziałam, że spokojnie mogę się zabić bo i tak przynajmniej do rana nikt mnie nie znajdzie, jakiś głos we mnie cichy jak szept przypominał mi, że jeśli to zrobie moi bliscy poczują taki sam ból jak ja. A to ostatnia rzecz jakiej im życze. I to sprawia, że jakoś udaje mi się przetrwać. Sprawia, że zamiast sięgnąć po kuszące tabletki wsiadam w taxi i jadę do szpitala. Raz się próbowałam zabić, ale żółtodziobom w tej dziedzinie często nie wychodzi. Widziałam, że sprawiło im to taki ból, jaki można zadać tylko największemu wrogowi w zemście. A oni nie zrobili przecież nic złego. (Matką i żoną nigdy nie byłam. Kochanką owszem. I każdy z moich facetów wiedział, że jestem chora. A z poruszniem się po szpitalach jeszcze długo nie będą mieli problemów. Tyle że... to ja zwykle ich rzucałam. I co ciekawe, jak już się trochę pozbierali to zwykle zostawaliśmy lubiącymi się znajomymi. Z jednym nawet pracuję.) Odpowiedz Link
posepnica Re: Tylko matki, żony i kochanki? 06.06.08, 22:27 I jestem zona, SZOK.Ale teraz mysle co bedzie, gdy... i tu najczarniejsze scenariusze. Sama nie wiem, czy nie lepiej bylo byc sama. Odpowiedz Link
silk80 Re: matki, żony i kochanki 22.06.17, 00:23 A jak sobie poradzić z drugiej strony? Kiedy jest sie kochanka / przyjaciółka chorego? Dwa lata walki, wsparcia, wzlotów, upadków, a pod koniec usłyszałam, ze jest chory i nie wiedział co robi... z wielkiej miłości w poniedziałek zostawił mnie we wtorek i nie chce miec nic wspólnego ze mną.... jak to jest z Wami waleczni dwubiegunowcy, zdażyło Wam sie nawiązywać kontakty, przyjaźnie, romanse w stanie mani a potem odchodzić z dnia na dzień bez wytłumaczenia ? Odpowiedz Link