milosz_aleksander
08.12.09, 22:59
Witam ponownie na forum. Dosyć długo nie pisałem gdyż obowiązki
życia codziennego ograniczyły do minimum mój kontakt z internetem.
Aleksander rośnie i bez przerwy zaskakuje nas ciekawymi reakcjami na
otaczający go Świat.
Często zdarza mi się, że rodzice nowo narodzonych Wcześniaczków
piszą do mnie lub dzwonią z prośbą o opinię na temat personelu
madycznego OITN na Klinicznej w Gdańsku. Bardzo chętnie odpisuję i
odpowiadam na te prośby gdyż uważam, że mam dozgonny dług
wdzięczności wobec tych ludzi a najlepszą rekomendacją będzie list,
który moja Mama napisała - i zamierzam go zacytować - opisujący
atmosferę panującą na oddziale.
Cytuję:
"Drodzy Państwo!
Od momentu kiedy mój wnuczek, Aleksander Koszczuk, trafił
05.06.2009 na OIOM oddz. neonatologii szpitala przy ul. Klinicznej w
Gdańsku nie ma dnia, abym nie myślała o ludziach tam pracujących.
Przez prawie 4 m-ce ze zdumieniem obserwowałam panie
pielęgniarki z uśmiechem na ustach wykonujące niesłychanie ciężką
pracę, z tkliwością traktujące malutkich pacjentów. Nie przeszkadzał
Im jednostajny szum respiratorów (ja już po 2 godz. miałam dosyć),
ciągła krzątanina połączona z ryzykiem ogromnej odpowiedzialności.
Obserwowałam jak z dnia na dzień przywiązują się do swoich
pacjentów, dzwoniąc w swoim wolnym czasie z domu (nawet podczas
urlopu), aby zapytać o ich stan.
Pamiętam rozpacz Pani Sylwi po śmierci malutkiej Nataszy, albo
łzy Pani Ilonki, gdy odeszła Hania "Kluseczka". Rozczulał mnie widok
Pani Zosi, która w każdej wolnej chwili nosiła na rękach Mateusza -
chłopczyka z wodogłowiem i cieszyła się z jego postępów. Panie
pielęgniarki przynosiły z domu zabawki i ubranka po swoich
dzieciach, a jedna z nich, chyba Pani Magda, bujane nosidełko -
leżaczek, dla Mateusza, który nie lubił leżeć w łóżeczku.
Bardzo dużo fachowej wiedzy przekazała mi z pasją i niezwykłym
zaangażowaniem Pani Sylwia. Słuchając Jej cieszyłam się, że pracują
na tym oddziale młodzi ludzie z prawdziwym powołaniem. Brakuje mi
ciekawych rozmów z Panią Ilonką, niezwykle dobrą i życiowo mądrą
osobą, która tak naprawdę ukrywała się za wizerunkiem, jaki
stworzyła na pokaz.
Nawet pani salowa, kiedy z zażenowaniem przeprosiłam Ją, że
nakruszyłam, z uśmiechem stwierdziła, że tu, na oddziale, są
ważniejsze sprawy.
Nad wszystkim nieustanną kontrolę sprawowała bardzo miła i
wyrozumiała pielęgniarka oddział., Pani Marzena Miller. Przyjaźnie i
serdecznie traktowała zarówno swój personel, jak i uciążliwych
nieraz opiekunów małych pacjentów.
Najbardziej zdumiewało mnie niezwykłe porozumienie pomiędzy
szpitalnym personelem. Wszystki polecenia wydawane były w rzeczowy i
kulturalny sposób.
Przyglądałam się ustawicznej kontroli lekarzy nad stanem zdrowia
dzieci. Tylko dzięki niebywałemu refleksowi dr. Thruna uratowano,
tak powiedziała Pani Ordynator, mojego wnuczka gdy zachorował na
posocznicę.
Dr Adam Thrun to cały osobny temat. Niby małomówny, ale za to
jaka wiedza. Przysłuchiwałam się kiedyś Jego wykładowi na temat
Bottala. Uwielbiałam to arcyinteligentne poczucie humoru. Jego
powiedzonka do dziś krążą w mojej rodzinie. A przy tym ile czułości
w stosunku do pacjentów. "Moja mała pchełka" - wypowiadane do
niespełna kilogramowej dziewczynki rozczulająco brzmiało w ustach
wielkiego i silnego mężczyzny.
Onieśmielała mnie swoją wiedzą, klasą i urodą dr n. med. Iwona
Jańczewska. Przy tym tak bezpośrednia, budująca i konkretna w
kontaktach z moimi dziećmi, rodzicami Aleksandra.
Urzekła mnie swoją skromnością i cudownym spokojem dr Anna
Kawińska. Rozmawiając z Nią - czułam, że Pani doktor wie, co jest w
życiu naprawdę ważne.
Nie potrafię, naprawdę, znaleźć słów, aby podziękować Pani
ordynator, doc.dr.n.med. Iwonie Domźalskiej-Popadiuk za atmosferę,
która panowała na całym oddziale. Za tę dyskretną kontrolę bez
kontroli, za fachowe i psychiczne wsparcie udzielone personelowi i
opiekunom małych pacjentów, za ten niewzruszony spokój, pewność w
działaniu, za to "uratowanie wielu światów", wg słów (nie pamiętam
kogo!), że ocalić jedno życie to jak ocalić cały świat.
Dzięki Pani i Pani Pracownikom usiądziemy w radosnym nastroju,
mimo śmierci jednego z moich wnuczków, do świątecznego stołu.
Najważniejsze, że uśmiechać się będzie do nas Aleksander, który waży
już ponad 4 kg, wspaniale się rozwija, jest bardzo pogodny i silny,
myślę, że już niedługo, przyjedzie do Państwa, aby podziękować
za "Dar Życia".
Dziękuję za to, że mogłam z nim być, nie odczuwając dyskomfortu
osoby, która przeszkadza i deorganizuje pracę an tak trudnym
Oddziale. Wręcz odwrotnie: byłam wspierana, uczona odpowiedniej
opieki nad maleństwem w inkubatorze, nawet "kangurowałam",
traktowana z ogromną życzliwością i sympatią. Za te wszystkie chwile
i wspomnienia bardzo dziękuję!
Jolanta Śmielska-Koszczuk" - koniec cyt
Mimo że list jest bardzo osobisty zdecydowałem się go opublikować
aby wesprzeć na duchu wszystkich rodziców i ich rodziny, którzy już
mają lub będą mieć kontakt z Tym oddziałem w Gdańsku przy ulicy
Klinicznej.
Nie wiecie kochani nawet jak ludzie ci zmienili koszmar wynikający z
przedwczesnego porodu i wielkiej pustki po stracie Miłoszka we
wspaniałą atmosferę, która sprzyjała prawidłowemu rozwojowi
Aleksandra i przyspieszała jego leczenie - a my rodzice między
innymi dzięki nim mieliśmy siłę i odwagę aby codziennie spoglądać w
oczy Śmierci, która sumiennie sprawdzała na oddziale kogo ma do
siebie zaprosić.-
List ten mam zamiar osobiście dostarczyć do szpitala podczas mojej
najbliższej wizyty w 3-mieście.
Pozdrawiam
Michał Koszczuk
koszczuk@wp.pl