Dodaj do ulubionych

Taka mała radość... :)

28.08.04, 08:15
Właśnie poczytałam sobie forum Rehabilitacja dzieci i dowiedziałam się (post
Osmag),że kamieniem milowym w rozwoju dziecka jest łączenie rączek w
środkowej linii ciała (takie "mycie"). A Natusia "myje" te rączki cały czas.
Może to niewiele, ale ja się cieszę i tak. I już mnie tak nie dołuje ta
wiszaca łepetyna. Może wkrótce? smile))
Pozdrawiam weekendowo, słonecznie i radośnie.
Obserwuj wątek
    • agniesz76 Re: Taka mała radość... :) 28.08.04, 19:44
      Pamiętam jak ja się cieszyłam jak młody zaczął oglądać swoje łapki a po
      tygodniu zaczął sięgać po zabawki. A główką to się nie martw, mój synek miał
      chyba ponad 7 mcy kiedy mu się to udało. Ale nie mógł leżeć na brzuszku, był
      bardzo słaby, długo chory i mało ważył. No i była duża różnica między obwodem
      główki i klatki piersiowej, sprawdź jak jest u córeczki. I to prawda że już
      wkrótce zobaczysz jak szybko się rozwija. Dzieci potrafią nas zaskoczyć.
      Pozdrawiam Agnieszka
    • gosiasur Re: Taka mała radość... :) 29.08.04, 08:34
      Cieszę się, że Twoja mała ma takie powazne osiągnięcia i wiem jaka to radość
      dla matki.i naprawdę nie warto się smucić kiedy cały cas nasze wcześniaczki idą
      do przodu. Gosia
      • zorka7 Re: Taka mała radość... :) 29.08.04, 08:48
        Bartusiowi też długo wisiała łepetynka - na brzuchu swietnie unosil glowe, al
        ejak podciagalismy go do siadu to zero - glowa wisiala bezwladnie naprawde
        dlugi czas. Ale mimo to cwiczylismy a moze wlasni edlatego. i pewnego dnia,
        nagle, zaczął ciągnąć główkę. I tak juz zostało. Teraz zaczynamy raczkować.smilesmile
    • axamit1 Re: Taka mała radość... :) 29.08.04, 20:44
      Nie "popedzaj" Natalki, ona i tak bardzo sie stara! smile Pamietaj ze dzieci
      ktorych matki mialy gestoze (tak bylo w Twoim przypadku, czy moze sie myle?)
      maja-w stosunku do ciala- nieproporcjonalnie duza glowe i miesnie szyi dlugo
      nie sa w stanie jej utrzymac! Krystian zaczal podnosic glowe w pozycji na
      brzuchu jak mial ok. 5,5 mies (3,5 kor.) ale zaledwie na pare sekund...
    • tiya Re: Taka mała radość... :) 30.08.04, 20:03
      Wiecie co dziewczyny, jak czytam Wasze posty to tak sobie myślę, ze ja
      faktycznie jestem w gorącej wodzie kąpana... Bo chciałabym już, natychmiast. A
      tu czasami trzeba poczekać. Tylko tak bardzo chciałabym mieć pewność, że
      wszystko z małą w porządku... A w Waszym towarzystwie zdecydowanie mi lżej smile)))
      • gosiasur Re: Taka mała radość... :) 31.08.04, 07:53
        Tiya ja też chciałabym mieć taką pewność i poprostu muszę wierzyć bezwarunkowo
        w to że jest dobrze. Taką silną i mocną pewnością zaraził mnie mój mąż, za co
        jestem mu wdzięczna. Gosia
        • zorka7 Re: Taka mała radość... :) 31.08.04, 09:26
          Rodzice wcześniaków to chyba zupełnie inny rodzaj rodziców. Przewrażliwieni,
          zestresowani, roztrzęsieni. Ale czemu się dziwić... Pamiętają przecież
          respiratory, wenflony, operacje, przetoczenia krwi i inne niefajne atrakcje.
          Boże.. dobrze byłoby zapomniec o tych początkach, prawda...?

          A więc, kochana moja koleżanko netowa, spokój, spokój i jeszcze raz spokój.
          • mamaifilip Re: Taka mała radość... :) 01.09.04, 16:26
            Zorka7,
            tak jest . Zazdroszczę mamom, które o czasie urodziły siłami natury, wyszły po
            3 czy 4 dniach z maleństwami do domu, w aurze kwiatów i normalności.
            Nasze początki rodzicielstwa były okupione strachem, niefizycznym bólem i łzami.
            Gdy piszę o tym, to ryczę (cóż... rozczulam się nad sobą).
            Nie zapomnnę przerażenia, gdy mogłam odwiedzić synka na OION. Strachu, że
            pokocham (bo już jest, widzę go) i potem może go nie być. Potem kolejnych
            odwiedzin na OIOM po narkozie - syn w wielkim łóżku, zaintubowany, spuchnięty 3
            kilogramowy chłopczyk.
            I pewnie jeszcze sporo przed nami.
            Ja jestem chorą przewrażliwioną matką, bliscy mówią, ze to mnie jest potrzebna
            rehabilitacja , mama przez pół roku wysyłała mnie do psychologa.
            Ale ja wiem, że muszę robić wszystko, muszę wiedzieć więcej i być partnerem w
            rozmowie z lekarzem. Dlatego internet, encyklopedie, ulotki lekarstw są
            eksploatowane przeze mnie jak przez wariatkę. Wszystko to dla dobra mojego
            dziecka. Wiem, ze ono nie będzie pamietało tych ciężkich dni i to jest dla mnie
            motor do działania. Nie ma inie będzie miał zdięć ze szpitala, Przebrniemy
            przez ten trudny okres, a potem będzie już dobrze.
            dodam, że gdyby nie wiara mojego męża i poczucie bezpieczeństwa jakie nam
            zapewnił (jeżdżąc do nas 200km co drugi dzień, zwariowałabym. I nie miałabym
            siły na to wszystko.
            Dzięki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka