Witajcie dziewczyny, widzę, że nie tylko moja sytuacja była ciężka... Chętnie
się tu do Was przyłączę, byśmy razem zaradziły niejednemu problemowi i
cieszyły się razem z niejednego szczęścia
Leżałam plackiem w szpitalu od 22 czerwca

Mycie w misce, załatwianie do
basenu, raz dziennie toaleta, raz na tydzień prysznic. Łożysko przodujące i co
jakiś czas krwotoki

Wyleżałam mając w domku synka 2,5 rocznego. Było mi bardzo ciężko i nudno, ale
dałam radę tyle ile mogłam. Po kolejnym poważnym krwotoku lekarze zdecydowali
się na cesarkę.
15 sierpnia urodziłam córeczkę Olę. Skończony 33 tc. 2090g waga przy
urodzeniu. Nie wiem nawet co jej było bo nie pamiętam i nie chcę pamiętać, co
mówiła mi pani dr w trzeci dzień po urodzeniu. Podejrzewali dużo poważnych
rzeczy, serce, pęknięte płucko itd...
Skończyło się na tym, że było bardzo poważne wrodzone zapalenie płuc, bardzo
rozległe i pozytywny posiew krwi, nawet nie wiem co za paskudztwem była
zakażona...
Minęły dziś 2 tygodnie i Ola ma już 2500g, leży w otwartym inkubatorze, jutro
przeniosą ją do łóżeczka. Wychodzimy do domku 5 września, równo za tydzień.
Baaardzo się cieszę i nie mogę się doczekać.
Łączę się z tymi co nadal czekają na wyzdrowienie swoich dzieciaczków.
Dziewczyny, trzeba wierzyć, że będzie dobrze! Dzieci są bardzo silne i
wychodzą z takich opresji, że w głowie się nie mieści.
Mam nadzieję, że badania w kierunku retinopatii wyjdą jej w porządku.
Trzymam kciuki za wszystkie walczące dzieciaczki!