Dodaj do ulubionych

Zapach deszczu

26.01.09, 20:17
Na prośbę Tumigutka5 zamieszczam ładne opowiadanie o wcześniaku. Część z Was
już je zna, ale część jest tu nowa smile

Zapach Deszczu

Zimny marcowy wiatr tańczył w za oknem szpitala w Dallas, kiedy lekarz wszedł
do małego pokoju, w którym leżała Diana Blessing, która była wciąż wykończona
po operacji.
Jej mąż, David, trzymał jej rękę, kiedy drżeli w oczekiwaniu na wiadomości.
Tamtego popołudnia 10 marca 1991 roku, komplikacje zmusiły Dianę, która była
dopiero w 24 tygodniu ciąży, do cesarskiego cięcia, które miało sprowadzić na
świat córeczkę pary, Danę Lu Blessing.
Rodzice mieli świadomość, że mierząca 30,5 centymetra i ważąca 708 gram
córeczka urodziła się niebezpiecznie wcześnie, jednak słowa lekarza nadal
wydawały się być raniącymi ich bombami. ·”Nie wydaje mi się żeby były szanse
na jej przeżycie,” powiedział tak delikatnie jak mógł.
Jest tylko 10 procent szans, że przetrwa tą noc, a nawet wtedy, jeśli jakimś
cudem przetrwa, jej przyszłość może być bardzo okrutna”
Sparaliżowani niedowierzaniem David i Diana słuchali lekarza, który opisywał
problemy, jakim Dana musiałaby stawić czoła gdyby przeżyła.
Nigdy nie byłaby w stanie chodzić, mówić, prawdopodobnie byłaby niewidoma i
podatna na inne urazy tj. porażenie mózgowe, całkowity niedorozwój mózgowy i
wiele innych.

Wszystko, co mogła wyksztusić Diana to zaprzeczenie.
Ona i mąż David wraz z ich 5-letnim synem Dustinem długo marzyli, że pewnego
dnia Dana stanie się częścią ich rodziny.
Teraz, w ciągu kilku godzin ich marzenie oddalało się coraz bardziej.
Jednak z biegiem dni nowe troski spadały na barki Diany i Davida.
Okazało się, że system nerwowy Dany jest niedojrzały i najdelikatniejszy
pocałunek lub pieszczota mogły tylko przyczynić się do jej cierpienia, więc
rodzice nie mogli nawet kołysać ich malutkiej dziewczynki przy piersi i
wspomagać jej siłą ich miłości.
Wszystko, co mogli robić, kiedy Dana w plątaninie rurek i przewodów walczyła o
życie pod ultrafioletowym światłem, było modlić się, aby Bóg był blisko ich
drogocennej maleńkiej córeczki. Nie przydarzały się chwile, kiedy Dana nagle
rosła w siłę.
Ale kiedy mijały tygodnie, przybywały kolejne gramy i znikome ilości sił.
Wkońcu, kiedy Dana miała 2 miesiące jej rodzice mogli ją wziąć w ramiona po
raz pierwszy.

A dwa miesiące później, chociaż lekarze nadal delikatnie acz nieustępliwie
ostrzegali, że to tylko szansa na przetrwanie a nie na normalne życie, Dana
wyszła ze szpitala i rodzice, tak jak od początku tego pragnęli, zabrali ją do
domu.
Pięć lat później, Dana była drobną acz zaczepną małą dziewczynka z lśniącymi
szarymi oczami i nienasycona chęcią życia.
Nie okazywała żadnych oznak psychicznego czy fizycznego osłabienia. Była po
prostu wszystkim, czym może być mała dziewczynka… i więcej.
Jednak to jeszcze nie jest koniec jej historii.
Pewnego gorącego popołudnia latem 1996 roku Dana siedziała na kolanach mamy w
parku niedaleko domu (Irving, Texas) gdzie jej brat Dustin trenował ze swoja
drużyną piłkarską.
Jak zawsze Dana szczebiotała do swojej mamy i kilku innych dorosłych kiedy
nagle ucichła. Przytulając ramiona do siebie mała Dana zapytała “Czujecie to?”
Diana wyczuwając w powietrzu nadchodzącą burze odpowiedziała
“Tak, pachnie jak nadchodzący deszcz.”
Dana zamknęła oczy i spytała jeszcze raz: “Czujesz to?”
Jeszcze raz jej mama odpowiedziała: “Chyba zaraz będziemy mokre, pachnie
deszczem.”
Nadal zauroczona chwilą Dana potrząsnęła głową, pogłaskała ramiona swoimi
malutkimi rączkami i głośno oznajmiła: “Nie, pachnie jak ON.

Pachnie jak Bóg, kiedy kładziesz głowę na jego piersi.”
Łzy zaszkliły się w oczach Diany, kiedy Dana radośnie zeskoczyła z ławki by
bawić się z innymi dziećmi.

Łzy zaszkliły się w oczach Diany, kiedy Dana radośnie zeskoczyła z ławki by
bawić się z innymi dziećmi. Słowa jej córki potwierdziły to, co do czego Diana
i jej najbliżsi nie mieli wątpliwości, przynajmniej głęboko w sercach, od
początku.
Podczas tych długich dni i nocy swoich pierwszych dwóch miesięcy, kiedy jej
nerwy były zbyt delikatne, aby jej dotykać, Danę Bóg przytulał do swojej
piersi i to Jego zapach przesycony miłością Dana pamięta tak dobrze.
----------
Lepszych efektów specjalnych chwilowo nie da się osiągnąć sad.
Jakby ktoś był bardziej dociekliwy, prezentację PPS z fotkami bohaterki
opowiadania znajdzie w sieci smile
Zapraszam!
Obserwuj wątek
    • agajedi Re: Zapach deszczu 26.01.09, 20:36
      Opowiadanie, które daje ogromną nadzieję. Dostałam je w pps-ie jak tylko urodziła się Marysia. I mocno się go trzymałam.
      Przez ponad dwa miesiące, kiedy nie mogłam jej przytulić prosiłam Boga, by robił to za mnie. I chyba tak było. Bo moja malutka żyje i pomimo tego, że nie udało się wyjść z wcześniactwa bez żadnych konsekwencji, tak jak tej dziewczynce, jestem MU wdzięczna, że przytulał ją kiedy ja nie mogłam
    • mamakubusia9 Re: Zapach deszczu 26.01.09, 21:37
      piękne...
    • mamakrusi Re: Zapach deszczu 26.01.09, 23:15
      wspomnienia wracaja, lzy naplywaja do oczu ale daje nadzieje -
      piekne smile
    • edytairka Re: Zapach deszczu 27.01.09, 16:22
      Jestem mamą wcześniaka z 29 tyg, waga 880g, ur 29.11.2005.
      Mi zawsze popłyną łzy jak czytam to opowiadanie, jak oglądam jakiś reportaż o
      oddziałach dziecięcych czy czytam jakiś artykuł. Myślę, że emocje po urodzeniu
      wcześniaka są podwójnie silne i okres stresu też jest dłuższy. Te emocje
      pozostały we mnie, wypływają właśnie w takich momentach.
      • szalicja Re: Zapach deszczu 27.01.09, 16:28
        Znam to.CZytałam w gazecie. To opowiadanie blo chyba dołączone do
        artykułu o skrajnych wcześniakach wink
        Jest optymistyczne. Zawsze trzeba wierzyć, że będzie dobrze...
    • tumigutek5 Re: Zapach deszczu 28.01.09, 01:21
      Ja nie miałm aż takich tragicznych przeżyc z Łukaszkiem. Urodzony w
      34/35tyg - powód gestoza i infekcja wewnątrzmaciczna. mały
      3,7,8Apgar, w inkubatorze "tylko" 2,5 tyg. respirator - nigdy,
      cepap - 2 dni ,wlaściwie ten inkubator dlatego, że nie chcieli go
      odłączac od stałego wlewu glukozy (hipoglikemia nie cofajaca się -
      przedłużająca), ale jak przeczytałam to opowiadanie to.... Ja jestem
      osobą wierzącą, ale niepraktykującą(nie to forum - dlaczego)ale po
      tym chyba zacznę do kościoa chodzic.... piękne to jest i takie
      prawdziwe....
      • mama_janka007 Re: Zapach deszczu 28.01.09, 02:11
        u mnie tez gestoza-zaawansowana.... myslalam, ze tylko lekarze
        niemieccy (akurat byl to czas przeprowadzki i prowadzona bylam poza
        polska wiec latalam co 2 tyg. na kontrole) sa takimi fachowcami
        potrafiacymi to przeoczyc...
        pierwsze dni przy inkubatorze przypominam sobie jak sen... mimo, ze
        na codzien jestem osoba bardzo mocno wierzaca acz absolutnie
        niepraktykujaca, modle sie czesto tzn.czesto rozmawiam z tym co nad
        nami, to wtedy wszystko bylo zupelnie mechaniczne... nie potrafilam
        sie modlic, nie potrafilam nawet myslec o Bogu... byl tylko szpital
        i czekanie... moj chlopina za to, ktory twierdzi, ze wierzy w "jakas
        sile niesprecyzowana nad nami" jednak wagi do niej nie przywiazuje,
        co wieczor przed snem wpatrywal sie w sufit, a kiedy go w koncu
        zapytalam co robi, odpowiedzial "modle sie o naszego syna..."
        • donmari-2 Re: Zapach deszczu 28.01.09, 11:14
          Piękne...Ja też wcześniak z 30 tc, z ciąży bliźniaczej, też
          gestoza.Mam MPD(lekka postać) Sandra natomiast odeszła po operacji
          serca...Aktualnie chodzę do renomowanego liceum, uczę się, no...tak
          średnio(3, 70, na półrocze-2 kl liceum ale u nas o dziwo taką
          średnią ma pół klasy). Też urodziłam się w 1991 roku, ale trzy
          miesiące i dwa dni później
    • ola_mi Re: Zapach deszczu 28.01.09, 11:28
      Kiedy urodziła się Lidia i Natalka, szukałam wszytkich mozliwych
      dokumentów, artykułów o wczesniakach. Trafiłam na filmik na
      youtoubie o wczesniakach, jak wygladły po urodeniu i w wieku 2-3
      lat. bardzo optymistyczne. Do tego piosenka, nie wiem kto ja śwpiewa
      ale refren miał słowa "you raised me up..." czy cos takiego. No i do
      czego zmierzam, ostatnio poszam z mężem do restauracji, pełno ludzi,
      siedzimy i czekamy na zamówienie i nagle ta piosenka. dziewczyny
      rozwyłam się tak potwornie, nie mogłam powstrzymać łez...i nici z
      obiadu, musiałam wyjść stamtąd, bo stanowiłam niezły obiekt
      obserwacji innyc luudzi.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka