bleuet
31.01.07, 23:30
Wybaczcie, ale wszystkim się chwalę, bo aż mnie rozsadza. To było pierwsze
podejście (Koszykarska). Już zaczęłam melancholijnie ogladać kolejkę, myśląc
że w niej będę musiała stanąć, żeby się znów zapisać na egzamin. Bałam się,
że nie wyjadę w ogóle z placu. Łuk robiłam trzęsąc się za kierownicą -
dosłownie. Po mieście jeździłam tak spięta, że czułam się mniejsza niż
jestem. Po każdej uwadze egzaminatora myślałam: no to już po mnie... Kiedy
wracałam, egzaminator powiedział "teraz proszę jechać prosto, aż do
odwołania", a sam zajął się swoją komórką. I wtedy jadąc przed siebie,
zarejestrowałam taką myśl: kurczę, ja nadal siedzę za kierownicą... Ale
jeszcze nie wierzyłam, że mogę zdać. I powiem szczerze, ze nadal nie wierzę,
że to się stało - mam schizę, że może ja źle zrozumiałam, że wynik jednak
jest negatywny. Uwierzę chyba dopiero, kiedy pomacam osobiście własne prawo
jazdy. Czego i Wam wszystkim życzę,
Bleuet