deep6
25.04.08, 10:25
Tak chyba można nazwać stan, w który ostatnio wpadłam w temacie
prawka. Początkowy entuzjazm, przerazenie, czarna rozpacz i takie
tam jakoś chyba przybladły. Brak czasu żeby umawiać sie na jazdy,
brak chęci też może. A tu EGZAMINU już czuję na plecach (oddech
ziejący czosnkiem i przyprawiający o maksymalny niesmak). I nie wiem
już sama - przesuwać datę egzama na później, oby nie na święty
nigdy? Czy też brać się w garść, wysupłać oszczedności, a potem
domagać się częstych jazd żeby przynajmniej nie mieć poczucia że
poszłam tylko po to, żeby usłyszeć "pani już dziękujemy". Ekh.. Z
drugiej strony przejeździłam już 40 godzinek i daleko mi do poczucia
że umiem COKOLWIEK.