elve
30.05.04, 01:21
Pozwolę sobie na słów kilka, liczę na Wasze impresje :)
Zapach, który mnie nie rozczarował. Byłam bardzo ciekawa, co wymyśli firma
Dior, żeby nowe perfumy dalej były z gatunku tych uzależniających, ale
jednocześnie wystarczająco odbiegały od pierwowzoru. No i wymyślili - zapach
mięsisty. Nie umiem tego inaczej wyrazić, ta woda jest gęsta, zawiesista,
zapach można jakby kroić nożem, rozrywać na strzępy... przywodzi na myśl
miąższ jakiegoś egzotycznego drzewa, dopiero co bezlitośnie odartego z kory.
I to drzewo krzyczy zapachem. Kompozycja pełna jest aromatycznej pary,
tropikalnej, dżdżystej duszności, tego waniliowego kwiatu też tam trochę
jest, ale najwięcej jest łez tego drzewa. I ten drewniany sok (nie mający
zresztą nic wspólnego z żywicą!) stanowi też dla mnie bazę całego zapachu,
czuję go najdłużej. Myślę, co to może być i chyba już wiem: to jest gardenia
z czymś jeszcze, ale niewątpliwie gardenia, zapach ogrodu i łodyg zrywanych
wieczorami kwiatów. Bardzo przyjemnie się nosi, nie powiem. Nie męczy, nie
dusi, nie ciągnie się za właścicielką, jest bardziej dyskretny niż krzykliwy,
raczej nietypowy. Trwałość: nie tak wielka jak pierwowzoru, ale całkiem
niezła. Butla: ładniejsza niż w oryginale.