mader1 06.01.10, 11:24 Dziś jest szczególnie radosny i świąteczny dzień na forum chrześcijańskim Wszystkiego najlepszego ! Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
mader1 i Ty nas wybrałeś 06.01.10, 11:43 Już powinniśmy wychodzić. Okazuje się, że zeszyt, który miał być dostarczony w najbliższych dniach, powinien być w szkole już dziś.Czas, czas ! Tracimy nad nim panowanie. Szukanie okładki, pastowanie jedną ręką butów, druga podpisywanie. "Gdzie jest naklejka ?" Nie można się spóźnić . Dziś jak on się spóźni do szkoły, my się spóźnimy do kościoła... Dziś taki dzień, że niekoniecznie docieramy do kościoła razem... Niektórzy wstali dużo wcześniej, dzieci zajdą tam między jednym a drugim zajęciem, niektórzy szukają najpóźniejszej mszy w mieście i oczy będą im się ze zmęczenia kleić... Mama z gadającym i zniecierpliwionym maluchem być może wyjdzie wcześniej z kościoła... Niekoniecznie spotkamy się na mszy w naszych parafiach. Często msza wypadnie gdzieś "po drodze" - w drodze do pracy, po pracy, w parafii mamy, bo trzeba ją doprowadzić do kościoła, w pobliżu szkoły dzieci, w przyszkolnej kaplicy. To nasze, polskie, spotykanie się dziś u Jezusa Chrystusa, przy Nim, tak przypomina mi trud wędrówki Mędrców. Może Mędrcami się nie czujemy ale jesteśmy składającymi pokłon Wszystkiego dobrego dla wszystkich tych, którzy mimo trudów dotarli. Wszystkiego najlepszego dla tych, którzy nie mogli w tym roku,choć bardzo chcieli. Aby trud wędrówki zawsze był zakończony powodzeniem,dotarciem na miejsce, Spotkaniem, Poznaniem Odpowiedz Link
atama Ballada kolędowa 06.01.10, 15:58 Sen z trzema królami Przez równinę wędrowali, w okna domów zaglądali, oczy sobie wypatrzyli złotym snem. Mieli sławę, mieli pieniądz, mieli władzę, wszystko mieli... Szczęścia tylko brakło królom trzem. Ziemia niosła im wołanie, więc pytali nieustannie: gdzie to miejsce, gdzie ta woda, jak tam dojść? Uśmiechali się do siebie, ale serca były gniewne. Kamień był kamieniem, kropla łzą. Śnieg tak nęcił, klon tak złocił, wiatr zawodził, deszcz się kłócił, Hen, wysoko, biegło rżenie wolnych stad. Sennie było i różowo, i pachniało ludzką mową. W rwący strumień się zamieniał grab. Wędrowali przez równinę, przez wyżyny, przez pustynię i dotarli, i znaleźli... pusty żłób. Nikt nie płakał, nikt się nie śmiał, nikt nie śpiewał żadnych pieśni, było bardzo cicho. Milczał Bóg. Przystanęli nad urwiskiem, w proch się rozsypało wszystko. Biała Pani rozścieliła biały szal. Przeszli po nim zamyśleni. Klon tak złocił, grab zielenił... W puste ręce chłodem dmuchał wiatr. ... Taki śniłem sen na jawie, dotykałem płaszczy prawie, prawie czułem ich gorący, śpieszny szept: „Spróbuj znaleźć, trzeba szukać!” Obudziłem się u żłóbka... Mirrą pachną brody królom trzem. Mędrcy świata, monarchowie, gdzie spiesznie dążycie? Odpowiedz Link
budzikowa Re: Ballada kolędowa 06.01.10, 16:20 Podróż Trzech Króli "Mroźna to była wyprawa; Najgorsza pora roku Na podróż, zwłaszcza tak długą: Drogi tonące w śniegu i lodowaty wiatr, Najokrutniejsza zima”. Rozdrażnione wielbłądy, pokaleczone, zbolałe, Kładły się w mokrym śniegu. I było nam czasem żal Letnich pałaców na wzgórzu osłonecznionych tarasów, I jedwabistych dziewcząt roznoszących napoje. Poganiacze wielbłądów klęli i złorzeczyli, Żądali napitku, kobiet, przepadali bez wieści, Nocne ogniska gasły, nie było gdzie się schronić; A miasta były wrogie, mieszkańcy nieprzyjaźni, Wioski brudne i chytre, za wszystko żądano złota. Ciężka to była próba. Wędrowaliśmy w końcu już tylko w ciągu nocy, Śpiąc byle gdzie i płytko, I słysząc w sobie głos, który powtarzał w kółko: To jest czyste szaleństwo. Aż któregoś poranka, śniegi mając za sobą, zjechaliśmy w dolinę, Łagodną, żyzną, wionącą zapachem wielu roślin, Gdzie nad strumieniem stał młyn i młócił kołem ciemność, A dalej, pod niskim niebem, wznosiły się trzy drzewa, I stary, siwy koń galopował po łące. Stanęliśmy pod gospodą porosłą liśćmi wina; W otworze drzwi sześć rąk rzucało raz po raz kośćmi i zgarniało srebrniki, Stopy zaś uderzały w puste bukłaki po winie. Nikt jednak tam nic nie wiedział;ruszyliśmy więc dalej I dopiero pod wieczór, prawie w ostatniej chwili, Trafiliśmy w to miejsce – można powiedzieć – właściwe. Pamiętam, było to dawno; Dziś bym postąpił tak samo, tylko trzeba zapytać Trzeba zapytać O to: czy cała ta droga nas wiodła Do Narodzin czy Śmierci? Że były to Narodziny, to nie ulega kwestii, Mieliśmy na to dowody. Bywałem świadkiem narodzin i byłem też świadkiem śmierci, I było dla mnie jasne, że są to różne rzeczy; jednak te narodziny Były dla nas konaniem, ciężkim jak Śmierć śmierć nasza. Wróciliśmy do siebie, do naszych starych Królestw, Ale w tym dawnym obrządku jakoś nam już nieswojo, Obco wśród tego tłumu zapatrzonego w swe bóstwa. Rad byłbym innej śmierci. Pierwszych pięć wersetów (objętych cudzysłowem) pochodzi z homilii Lancelota Andrewsa, angielskiego biskupa z Winchester z przełomu XVI i XVII wieku, wygłoszonej w roku 1622, na cztery lata przed jego śmiercią. Reszta utworu jest dziełem Thomasa Stearnsa Eliota, jednego z najwybitniejszych poetów XX wieku, noblisty z roku 1948. Wiersz powstał w 1927 roku. Tłumaczenie Antoniego Libery. Odpowiedz Link
budzikowa Re: 6 stycznia 2010 07.01.10, 13:38 Ech, ta Ewangelia, nie da spokoju człowiekowi "Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon". Mędrcy szli długo, odczytywali znaki, wyliczali drogę, szukali woli Bożej. A ta doprowadziła ich do tego co najprostsze - do Matki z Dzieckiem w zwyczajnym domu. Do codzienności. Tyle tego było w moim życiu. Szukanie znaków, szukanie Boga na niebie, podążanie do Niego wymyślnymi drogami, odchodzenie od swoich spraw, by Go znaleźć. A potem wszystko się uprościło, bo pełnienie woli Bożej to nie szukanie niezwykłych zjawisk i planowanie długich podróży, ale zwykła codzienność: Matka, Dziecko, pieluchy na sznurku, zwykła praca i spędzanie każdej godziny z sensem. I teraz wracam - do swoich spraw, do swoich bliskich, do obowiązków. Inną drogą niż ta, którą przyszłam. Teraz już nie czas na to, od nich uciekać, nawet pod pozorem pobożności. Teraz trzeba ich pokochać. Odpowiedz Link
krysiastach Re: 6 stycznia 2010 07.01.10, 19:25 Ale się ucieszyłąm z tego wątku Już wczoraj chciałam napisać kilka słów, ale ciało nie pozwoliło, więc nadrabiam dziś zaległości. A chciałam się podzielić kilkoma refleksjami z wczorajszego kazania. Ksiądz ukazał to wczorajsze święto jako tajemnicę Mądrości, która klęka przed Tajemnicą. Mówił o tym, że często mamy wszystko zaplanowane, wyliczone, ustalone - mądrze uargumentowane i nagle zdarzają się sytuacje, które nas zaskakują, na które nie ma prostych i jasnych odpowiedzi, które pozostają tajemnicą. Te zdania kapłana miały może o tyle jeszcze głębszy wymiar, że padały w kaplicy szpitalnej, gdzie tych pytań Bogu zadaje się chyba szczególnie wiele. Mówił o tym, jak te zaskoczenia często po ludzku bolą, jak trudno je przyjąć, a co dopiero się z nich ucieszyć. I że często jedyną mądrą rzeczą, którą możemy zrobić - to wobec takiej tajemnicy uklęknąć... Bardzo mnie to wczorajsze kazanie poruszyło i chciałam tych kilka słów przekazać Wam, bo myslę, że warto. Pozdrawiam poświątecznie Odpowiedz Link
mader1 Re: 6 stycznia 2010 07.01.10, 19:32 jestem poruszona wpisami w tym wątku... wszystkie są takie niesłychanie wzruszające. Twój był mi po prostu potrzebny. Bardzo. Odpowiedz Link