Dodaj do ulubionych

Cukierkowata pobozność

12.02.04, 22:39
"Odnosnie tresci poczatkowego przekazu wiary wymagane jest pewne minimum:
otóz to co sie mówi małemu dziecku musi być tak sformułowane, by póxniejsze
nauczanie wiary mogło odwoływać sie do tych tresci i rozwijać je dalej bez
konieczności odwoływania czegoś. Mam tu na mysli karykaturalne
przedstawianie dzieciom Boga, kiczowate i nieprawdziwe, cukierkową
pobozność..."
Georg Hansemann "Wychowanie religijne"

Czy macie jakies przemyslenia ? przykłady ?
Obserwuj wątek
    • aniahrabi Re: Cukierkowata pobozność 12.02.04, 23:00
      owszem, choćby fakt, że sama, niestety, zmagam się czasem z tym cukierkowatym
      obrazem Boga. Wkodowany w młodych latach tkwi długo i muszę powiedzieć,że
      kaleczy dojrzałą wiarę.Obraz ten jest sztywny i niewiele ma wspólnego z
      prawdziwym obrazem Boga.
      Powiedz mi jednak praktycznyprzewodniku jak prawidłowo kształtować u dziecka tą
      prawidłową pobożność? Będę wdzięczna. Ania mama Dominisia
      • trolka72 Re: Cukierkowata pobozność 13.02.04, 09:13
        Myśli na ten temat przychodziły mi często, kiedy słuchałam, jak teściowa
        opowiadała dzieciom, używajac słów "Bozia", "Jezusek" itp(oczywiscie nie w
        nazwach problem, to wierzchołek góry lodowej). Pomimo, ze było to dla mnie
        trudne, zawsze prostowałam takie naiwne wizje Boga, które sprowadzają Go do
        roli bajkowej postaci.W ogóle wmawianie dzieciom, ze wystarczy jak poproszą ,
        to wszystko się spełni itd., plus nauki, że ma wszystkich lubić, bo jest w
        Kościele doprowadzały mnie do furii. Kilka razy walnęłam w obecności osób tak
        myślacych mowę na te tematy. Plus fakt, że np. teściową spotykamy raczej rzadko
        plus MĄDRY ksiądz i katechetka pomagają mi w wychowaniu religijnym dzieci. Jak
        mówić dzieciom o Bogu uczyłąm się szczerze mówiąc na dziecinnych Mszach.Kazania
        są dostosowane do maluchów, proste, ale NIE uproszczone. Traktują nie tylko o
        radości wiary, ale i o smutku , śmierci,nadziei-o wszystkim po prostu.
        Sama mam wiele rzeczy niepoukładanych, ale przekazuję dzieciom, co wiem-nie
        traktując ich jak ludzi 2 gatunku, którzy są w stanie widzieć tylko jasną
        stronę ksieżyca.
        Kiedyś Ewka (4l) po powrocie z przedszkola powiedziała, że dziś była lekcja o
        Aniele Stróżu. I napomknęła:nie myśl tylko, mamo, że możesz sobie biegać po
        ulicy i On cię upilnuje!On cię pilnuje trochę z daleka, jak mama. Mama mówi, ze
        trzeba się rozgladać, a jak dziecko jast same gdzieś to tylko ta nauczka go
        pilnuje.
        Trochę to proste, ale uważam, ze w grupie maluchów Pani dobrze sobie poradziła.
        Trudne to wszystko dla mnie.
        Na razie-staram się nie upraszczać nadmiernie, i pokazywać też, ze wierzac
        dziecko wiele dostaje-ale też wiele z siebie musi dać.Tylko że dzieciaki
        ofiarują i Bogu i nam, rodzicom wiele z pełną radością i zaufaniem.I tego im
        zazdroszczę...
    • adzia_a Re: Cukierkowata pobozność 13.02.04, 10:06
      Wiesz Ty co PP, może Ty się wypowiedz, bo masz starsze dzieci i w dodatku
      istnieje uzasadnione podejrzenie, że je całkiem fajnie wychowujesz wink))

      Pierwszym, co mi się narzuca, gdy słyszę sformułowanie "cukierkowa pobozność" -
      to widoczne przynajmniej w moim regionie wielkie skupienie się na materialnych
      jej przejawach. Przywiązywanie zbyt dużej wagi do rzeczy, które są tylko
      symbolami, nadawanie im rangi czegoś nadprzyrodzonego. Oczywiście - nie ma nic
      złego w tym, że ktoś przezywa głęboko swoją wiarę, patrząc np. na obraz (dla
      mnie np. takim katalizatorem jest często muzyka) - chodzi o to, żeby nie
      zatracić granicy między tym, co duchowe, a tym, co fizyczne.

      Trudno mi np. znieść sytuacje, kiedy mojemu dziecku pokazuje się obraz św.
      Agnieszki i mówi "o, zobacz, to jest Bozia" (sytuacja z zycia wzięta, związana
      z konkretną osobą bliską mojemu dziecku, którą jednakowoż lubię i szanuję). i
      generalnie nazywanie jakiegokolwiek przemiotu "Bozią" jest dla mnie rażące.

      Ostatnio moje dziecko ma do mnie duzo pytań jeśli chodzi o śmierć i kult
      świętych (zaczęło się od czytania bajki o kwiecie paproci - wiecie, noc św.
      Jana wink)) - staram się wypowiadać oszczędnie, nie koloryzować (bo niby na
      jakiej podstawie), nie opowiadać o rogatych diabłach z widłami...

      Drugą rzeczą, która kojarzy mi się z wypaczaniem obrazu Boga, jest uczenie
      dzieci, że coś złego lub dobrego, co się im zdarzyło, jest karą lub nagrodą
      jaką zsyła Bóg. Wiecie - "byłaś niegrzeczna, Bozia cię pokarała i stłukłaś
      nóżkę". To jest dla mnie wręcz groźne, wydaje mi się, że zostawia na całe życie
      w człowieku jakiś strach przed karą doczesną i wieczne poczucie winy, że zło,
      któresię dzieje na świecie, to kara Boża za grzechy...Ale co tu mówić o
      dzieciach, w zeszłym roku w kościele usłyszałam dość niefortunny tekst,
      mianowicie, że suszę być może zesłał Bóg jako karę za zepsucie Europy - ech,
      gdyby to usłyszeli ci "zepsuci do szpiku kości" rolnicy z Podlasia...

      Zjeżdżam z tematu, chyba czas kończyć. Ale wątek ciekawy i ciekawy problem, na
      pewno będę śledzić.
    • jakel Re: Cukierkowata pobozność 13.02.04, 11:14
      No właśnie. Mam bardzo małe dziecko, które z tych rzeczy jeszcze nic nie
      rozumie. Ale kwestia wychowania w wierze już za dwa lata będzie i mnie
      dotyczyć. Od czego zacząć, aby być prawdziwym. Czy w ogóle może nie
      wprowadzać "pojęcia" Boga (przynajmniej na początku, przez kilka pierwszych
      lat). Np. pokazywanie różnic między dobrem a złem (i nie tylko) można przecież
      zrobić bez podpierania się Bogiem. Ale z drugiej strony dziecko w przedszkolu
      ma już religię i zanim nakładzie się mu do głowy wiedzy w przedszkolu, chyba
      byłoby dobrze gdyby to rodzice zaczęli go wprowadzać. EJ
    • marzek2 Re: Cukierkowata pobozność 13.02.04, 11:20
      Zgadzam sie calkowicie z cytatem podanym przez pp. Ja osobiscie mam alergie
      (wynikajaca z doswiadczen z dziecinstwa) na okreslenie "Boziz" jakis bezosobowym
      twor, o ktorym mowi sie dzieciom w kosciele. Wychowanie naszych dzieci w wierze
      zaczelismy gdy one uczyly sie mowic amen przed jedzeniem i przed pojsciem spac.
      Staram sie zeby dla moich dzieci Bog byl kims realnym, codziennym i oczywistym
      jaki inne sprawy, ktorymi zyja na codzien. Jasne, ze rozumieja teraz rozne
      rzeczy stosownie do ich wieku, ale nie znaczy to moim zdaniem, zeby nie mowic
      nie w ogole albo wlasnie mowic cos co bedzie sie musialo odwolywac. To trudne
      mowic o Bogu prosto ale nie w uproszczony sposob - to wlasnie nasze zadanie i
      odpowiedzialnosc jako rodzicow. Ja mowie "bozi" stanowcze nie! Ale Panu Bogu,
      ktory jest w niebie, kocha, wybacza, troszczy sie - stanowcze tak.
    • magdalena_76 Re: Cukierkowata pobozność 13.02.04, 14:24
      Dwie refleksje, które przyszły mi na myśl
      "by późniejsze nauczanie wiary mogło odwoływać się do tych treści i ROZWIJAĆ
      je" - a chyba często jest tak, że człowiek zatrzymuje się na poziomie takiej
      właśnie cukierkowej pobożności. Odmawia paciorek, otacza się obrazkami świętych
      i pocztówkami z sentencjami, przywiązuje się do pewnego rodzaju pobożności (na
      pewno znacie takie osoby... miałam napisać "typy" w sensie "ten typ tak ma" ale
      to zabrzmiało pejoratywnie...). To może jest wygodne. Może się temu komuś
      wydaje, że najwłaściwsze. Ale na dłuższą metę się przecież nie sprawdza!

      Druga sprawa wiąże się z kryzysem wiary, który jest związany z przejściem na
      wyższy poziom, zbudowaniem własnej relacji do Pana Boga, odkrycia Go dla siebie
      osobiście. Nierzadko zdarza się, że ma to miejsce wtedy, gdy coś nie wychodzi,
      coś nas rozczarowuje, dołamuje, pojawiają się trudności po ludzku
      nierozwiązywalne... Czy w takiej sytuacji taka słodka pobożność może dać
      jakiekolwiek oparcie?

      Bóg jest rzeczywistością i to nieraz bardzo twardą...

      Mnie nikt w swoim czasie nie powiedział, że przestaję być dzieckiem w wierze (
      w pewien sposób zawsze nim pozostanę, ale to już inna sprawa) i zamiast mleczka
      powinnam dostać chleb. Wiele mnie to kosztowało, a co gorsze działo się w
      samotności. Ale to chyba temat do "tytułowego" wątku, który założyła włąśnie
      marzek.
    • justyna.ada Re: Cukierkowata pobozność 13.02.04, 15:58
      cześć - dopiero znalazłam to forum...smile

      Ja mam syna 7-letniego, i do niego jeśli w ogóle jakakolwiek pobożność pasuje
      to na pewno nie cukierkowa... Z jednej strony modlitwa jest dla niego dużo
      mniej ważna i ciekawa od czytania książki na dobranoc, w kościele zachowanie
      pozostawia wiele do zyczenia. Na pewno nie jest "grzeczny i pobożny" ani nie
      przepada też za religią w szkole. Ale jak zada pytanie, to czasem głowię się
      jak odpowiedzieć - pyta czasem o śmierć, o to co będzie po śmierci, o Pana
      Boga, (ostatnio usiłowałam mu przystępnie wyjaśnic jak to jest że Pan Bóg jest
      transcendentny wobec czasu...albo dlaczego Pan Bóg nie może być zły - a już do
      znudzenia przerabialiśmy o tym jak Pan Bóg jest wszędzie to znaczy gdzie?)o
      spowiedź itp. Ostatnio mu tłumaczyłam że przed I Komunią idzie się do spowiedzi
      i na czym owa spowiedź polega. I on pyta, czy trzeba się wyspowiadać z całego
      zycia. No, zasadniczo to tak... To on na to:
      To ja będę się chyba spowiadał na raty...

      A moja mała córeczka (2 lata w kwietniu)chodzi z nami na msze rodzinne do
      dominikanów u św. Jacka i oczywiście niewiele rozumie, ale jak wszyscy klękają
      to ona też i jak klękamy z Jasiem i żegnamy się to ona też łapką macha. Mam
      nadzieję że 'przesiąknie" tym co trzeba...
      W każdym razie, jak dziecko zadaje mi pytanie na "tematy ostateczne" to staram
      się zawsze mówić tak jakby to był dorosły tylko prostszymi słowami.
    • sion2 Re: Cukierkowata pobozność 13.02.04, 19:59
      Nie mam dzieci, ale często uczę to tu to tam, także religii. I takie mam
      przemyślenia: wlaściwie wszystko można ująć jednym zdaniem - twoje dziecko
      będzie wierzyło tak, jak Ty wierzysz.
      Jeżeli rodzice wierzą w Boga i Bogu, jeżeli On jest członkiem ich rodziny,
      jeżeli czyms naturalnym jest rozmowa o Nim, jeżeli modlitwa dla nich to rozmowa
      z Bogiem to... nigdy ich dzieci nie będą miały cukierkowatej czyli płytkiej,
      bezrozumnej pobozności. Dzieci "przesiąkają" taką wiarą jaką mają rodzice.
      oczywiście w okresie dojrzewania są problemy, ale to dlatego, że dziecko szuka
      swojej osobistej relacji z Bogiem i to normalne nawet jeżeli na parę lat sie
      zagubi.
      Ja wcale nie teoretyzuję tylko po prostu widziałam w przedszkolu, w szkole, w
      przygotowaniu do I komunii, że jeżeli rodziców nie obchodziła głębia duchowa to
      dziecko było w stanie nauczyć się "paciorka" i na tym kończyła się jego relacja
      z Bogiem. Najtrudniej przekazać tę prawdę, że Bóg jest Kimś rzeczywistym.
      Z mojego doświadczenia wynika też, że nie trzeba bać się tego, że do końca Boga
      nie rozumiemy, że jest pewną tajemnicą - On przecież właśnie TAKI JEST.
      Największe sukcesy w wychowaniu dzieci w wierze obserwowałam u rodziców, którzy
      najbardziej starali się o .... swoje nawrócenie, autentycznie i głęboko.

      Z mojego zycia powiem, że mam tatę b. głęboko wierzącego, mama jest obojętna. I
      tata w dziecińsytwie często rozmawiał z nami o Bogu, tłumaczył dlaczego ksiądz
      na Mszy to pomachał tak a nie inaczej, o miłości Boga, modlił się z nami itd.

      Dzieci mają cudowną wrażliwość, zwłaszcza przedszkolaki. Oto modlitwa jednego z
      nich:" Panie Boże pomóż mi bawić się z Zuzią w Czerwonego Kapturka, bo ja juz
      NIE MAM SIŁY (wypowiedziane z ogromną mocą) do tej zabawy a ona ciągle chce się
      w to bawić. Daj mi siłe do Zuzi!"

      Pozdrawiam
    • praktycznyprzewodnik Re: Cukierkowata pobozność 13.02.04, 20:33
      Ja mówiac cukierkowata poboznośc mam na mysli no. ilustracje przedstwiajace
      Pana Jezusa w dziwacznej konwencji jako małe dziecko w sytuacjach kiedy wcale
      mały nie był:niosacy krzyż, ukazujący emblematy eucharystyczne itp.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka